Górnik gra jak z nut

Poprzedni sezon Górnik Zabrze zakończył na pierwszym miejscu w grupie spadkowej, ale w przerwie letniej zespół opuścił jego najlepszy strzelec, Hiszpan Igor Angulo, a teraz do holenderskiego SC Heerenveen odszedł filar defensywy Paweł Bochniewicz. Mimo tych ubytków zabrzanie zaczęli rozgrywki z przytupem.

Po trzech kolejkach Górnik jest jedynym niepokonanym zespołem w ekstraklasie i prowadzi z kompletem punktów oraz imponującym bilansem bramkowym 9:2. W pierwszej kolejce pokonał na własnym stadionie beniaminka Podbeskidzie Bielsko-Biała 4:2, a w następnej na wyjeździe ograł 2:0 innego z beniaminków – Stal Mielec. W trzeciej serii gier do Zabrza przyjechał już jednak mocniejszy rywal, bo Lechia Gdańsk to czwarty zespół poprzedniego sezonu.
Trener zabrzańskiej jedenastki Marcin Brosz musiał przed tym spotkaniem w trybie alarmowym przebudować linię obronną, bo po przerwie na reprezentację do SC Heerenveen powędrował 24-letni stoper Paweł Bochniewicz. Bohater transferu za 1,2 mln euro plus bonusy zdążył już w miniona sobotę zadebiutować w nowym zespole i nawet zdobyć dla niego gola, ale w niedzielę pojawił się na stadionie w Zabrzu, żeby pożegnać się fanami Górnika. Dostał od nich owacje, a od władz klubu pamiątkowe zdjęcie w koszulce Górnika. Jakby co, będzie mógł tu wrócić.
Piłkarze Górnika podczas rozgrzewki wybili na trybuny 11 piłek z podpisami całej drużyny. Było to podziękowanie dla kibiców za wykupienie wszystkich dostępnych biletów na to spotkanie (10 270). Lepszą frekwencję w trzeciej kolejce odnotowano jedynie we Wrocławiu, gdzie obfitujący w gole mecz Śląska z Lechem obejrzało 11 535 widzów. To jak na razie rekordowa frekwencja w nowym sezonie, a warto zauważyć, że tylko na stadionach Śląska i Górnika liczba widzów przekroczyła granicę 10 tysięcy. Na pozostałych stadionach jak na razie kibice nie dopisują – na domowy mecz Lecha z Wisłą Płock przyszło 8226 widzów, a jedyny jak na razie ligowy mecz Legii na Łazienkowskiej, z Jagiellonią, przyciągnął na trybuny 9109 kibiców. To sie może jednak zmienić już w najbliższy weekend, bo właśnie w ramach 4. kolejki zajmująca obecnie czwarta lokatę w ligowej tabeli Legia podejmie u siebie na Łazienkowskiej ekipę trenera Brosza. Dla zabrzańskiej jedenastki może to być dopiero przełomowe spotkanie, bo jeśli wygrają z obrońcą mistrzowskiego tytułu, to będzie znaczyło, że w tym sezonie mogą powalczyć o coś więcej, niż tylko miejsce w środku stawki. A Legia jest do pokonania, czego dowiodła 29 sierpnia Jagiellonia, wygrywając na boisku „Wojskowych” 2:1.
Warto przy okazji odnotować, że Marcin Brosz jest w tej chwili w ekstraklasie drugim trenerem z najdłuższym stażem w jednym klubie – prowadzi zespół Górnika od 3 czerwca 2016 roku. Pierwszym jest szkoleniowiec Rakowa Częstochowa Marek Papszun, który przejął ten zespół 18 kwietnia 2016, jak grał jeszcze w II lidze. Rok później świętował z nim awans do I ligi, po sezonie 2018/2019 do ekstraklasy, a teraz po trzech kolejkach nowych rozgrywek jest w czołówce.
Trzej kolejni trenerzy z solidnym stażem w swoich obecnych klubach, to Michał Probierz (prowadzi Cracovię od 21 czerwca 2017 roku), Waldemar Fornalik (trenuje piłkarzy od 19 września 2017) oraz niemiecki szkoleniowiec Pogoni Szczecin Kosta Runjaić, który prowadzi zespół „Portowców” od 6 listopada 2017 roku. Przyzwoicie prezentują się też pod tym względem trener Lechii Piotr Stokowiec, zatrudniony w gdańskim klubie od 5 marca 2018 roku, oraz szkoleniowiec Podbeskidzia Bielsko-Biała Krzysztof Brede, prowadzący „Górali” od 18 czerwca 2018 roku.
Trenerzy pozostałych zespołów dostali swoje obecne posady w 2019 roku (Dariusz Żuraw w Lechu, Piotr Tworek w Warcie, Artur Skowronek w Wiśle Kraków, Radosław Sobolewski w Wiśle Płock, Czech Vitezslav Lavicka w Śląsku, Serb Aleksandar Vuković w Legii i Słowak Martin Sevela w Zagłębiu) lub 2020 roku (Dariusz Skrzypczak w Stali Mielec i Bogdan Zając w Jagiellonii).
Który z wymienionych szkoleniowców pierwszy w tym sezonie straci pracę, na razie jeszcze nie można przewidzieć. Ale za trzy-cztery kolejki tu i ówdzie tzw. trenerska karuzela może już pójść w ruch.

Brożek już więcej goli nie strzeli

Zakończony w miniony weekend sezon naszej piłkarskiej ekstraklasy zapisze się w kronikach jako najdłuższy w historii, ale od strony sportowej nie był jednak specjalnie ciekawy. Najważniejsze rozstrzygnięcia (mistrzostwo dla Legii oraz degradacje z ligi dla ŁKS, Korony i Arki) zapadły na kilka kolejek przed końcem zmagań, a goli strzelono najmniej odkąd obowiązuje system ESA-37.

Drużynie Legii Warszawa do zdobycia mistrzowskiego tytułu wystarczyło 69 punktów, co daje średnią 1,86 pkt na mecz. To najsłabszy wynik osiągnięty przez mistrza kraju w XXI wieku. Dla porównania – przed rokiem Piast Gliwice triumfował z dorobkiem 72 punktów, a finiszująca na drugim miejscu Legia zdobyła 68 pkt. Rywale stołecznego zespołu w europejskich pucharach powinni przeanalizować potyczki legionistów z szóstą na koniec rozgrywek Pogonią Szczecin, bo w minionym sezonie przegrali trzy ligowe starcia z ekipą „Portowców” – w fazie zasadniczej 1:2 u siebie i 1:3 na wyjeździe, a w fazie play off ponownie u siebie 1:2. Najwyraźniej niemiecki trener Pogoni Kosta Runjaić znalazł sposób na zneutralizowanie atutów warszawskiej jedenastki. Inni jednak tacy bystrzy już nie byli, dlatego to Legia świętuje 14. w historii mistrzostwo Polski.
Na drugim biegunie ligowej stawki znalazł się Łódzki Klub Sportowy. Beniaminek ekstraklasy okazał się wyraźnie za słaby na grę w elicie, bo w 37 kolejkach zdołał wywalczyć zaledwie 24 punkty, z których połowę zdobył w spotkaniach z drugim z beniaminków, Rakowem Częstochowa oraz z Cracovią. Z drużyną z Częstochowy, która cały sezon w roli gospodarza występowała gościnnie ba boisku GKS Bełchatów, łodzianie wyszarpali w trzech meczach siedem punktów (2:0 i 1:1 w fazie zasadniczej oraz 3:2 w fazie play off), natomiast z zespołem „Pasów” wywalczyli sześć „oczek” w obu spotkaniach fazy zasadniczej (2:1 i 1:0). Cóż jednak z tego, skoro w starciach z pozostałymi zespołami łódzka drużyna nie dawała rady, przez co zakończyła rozgrywki ze stratą 21 pkt do zajmującej pierwszą bezpieczną lokatę w grupie spadkowej Wisły Kraków. Łodzianie odstawali nawet od dwóch także spadających z nimi do I ligi drużyn – do Korony Kielce stracili 11 punktów, a do Arki Gdynia 16. ŁKS był pierwszym od 17 lat zespołem, który przegrał w ekstraklasie aż 25 meczów. Poprzednio tyle porażek poniosła Pogoń Szczecin w sezonie 2002/2003, ale warto pamiętać, że wtedy rozgrywano tylko 30 kolejek.
Skoro już o słabeuszach mowa, to do tego grona zalicza się też wspomniana już krakowska Wisła, która zajęła 13. miejsce, najgorsze od sezonu 1993/1994, w którym wiślacy uplasowali się na 15. pozycji i spadli do niższej ligi. Do ekstraklasy wrócili w 1996 roku, ale w obecnych rozgrywkach byli o krok nie tylko od sportowej degradacji, lecz od całkowitej zagłady klubu. Po 18. kolejce „Biała Gwiazda” zamykała tabelę z dorobkiem zaledwie 11 punktów. W tym krakowskim klubie najwięcej do powiedzenia, przynajmniej od strony sportowej, mają w tej chwili bracia Jakub i Dawid Błaszczykowscy. Niemal tuż po zakończeniu sezonu zaczęli autorski program przebudowy zespołu. Wiadomo, że nadal prowadził go będzie trener Artur Skowronek, z którym przedłużono kontrakt, ale w szatni wiele szafek zostało pustych. Z kadry „Białej Gwiazdy” wykreślono kilka znaczących nazwisk, między innymi 37-letniego Pawła Brożka, który ogłosił zakończenie kariery.
To ważne wydarzenie w historii polskiej ekstraklasy, bo Brożek z kilkoma krótkimi przerwami występował w niej przez 21 lat, zdobywając w wiślackich barwach siedem tytułów mistrza Polski, dwa razy triumfował w Pucharze Polski oraz dwukrotnie wygrywał klasyfikację strzelców – w sezonach 2007/2008 (23 gole) oraz 2008/2009 (19 goli). W sumie zdobył w ekstraklasie 149 bramek (144 dla Wisły i pięć dla GKS Katowice), co daje mu ósmą lokatę w strzeleckiej klasyfikacji wszech czasów. W panteonie „Białej Gwiazdy” lepsi od niego są tylko Tomasz Frankowski (167 goli) i Kazimierz Kmiecik (153), ale klasyfikacji klubowej Brożek jest drugi, za Kmiecikiem, bo Frankowski dla Wisły zdobył tylko 115 bramek, a pozostałe 52 trafienia uzyskał w barwach Jagiellonii Białystok).
Jest coś zdumiewającego w podobieństwie piłkarskich osiągnięć tych trzech znakomitych ligowych snajperów. Chociaż byli tak zabójczo skuteczni w polskiej ekstraklasie, to żaden nie zrobił znaczącej kariery za granicą i w reprezentacji Polski. Brożek próbował sił w lidze tureckiej, szkockiej i drugiej lidze hiszpańskiej, ale jego przygody w Trabzonsporze, Celticu Glasgow i Recreativo Huelva nawet jego hagiografom trudno uznać za udane. W tureckim zespole w sezonie 2011/2012 zagrał w 19 meczach i strzelił trzy gole, potem został wypożyczony na krótko do Celticu (trzy występy), a następnie na sezon 2012/2013 do Recreativo, w barwach którego zaliczył 18 występów i zdobył dwie bramki. Po powrocie do kraju wrócił do Wisły i momentalnie odzyskał instynkt strzelecki. Następne trzy sezony kończył z bardzo przyzwoitym wynikiem, strzelając w trzech kolejnych sezonach w lidze odpowiednio 17, 15 i 14 goli. W maju 2018 roku zakończył oficjalnie karierę, ale gdy „Biała Gwiazda” znalazła się w potrzebie, wrócił na boisko i pomógł jej utrzymać ligowy byt. Teraz zawiesił buty na kołku po raz drugi, być może już definitywnie, ale nie można wykluczyć, że jeszcze go na boisku zobaczymy, choćby w barwach Wieczystej Kraków u boku Sławomira Peszki.
Brożek swój ostatni sezon w ekstraklasie zakończył z dorobkiem ośmiu trafień – z polskich piłkarzy lepsi od niego byli tylko Jarosław Niezgoda (Legia, 14 goli(), Piotr Parzyszek (Piast, 12 goli) i Bartosz Białek (Zagłębie, 9 goli). Królem strzelców został Duńczyk Christian Gytkjaer, który zdobył 24 bramki. To trzeci z rzędu sezon, gdy tyle akurat goli wystarczyło do zdobycia snajperskiej korony. Przed nim taki bramkowy dorobek osiągnęli Hiszpanie Carlitos (2017/2018) oraz Igor Angulo (2018/2019).
Żaden z tej trójki w nowym sezonie już w naszej ekstraklasie goli nie strzeli, więc może tytuł zdobędzie ponownie polski piłkarz? Najwyższa pora, żeby na naszych boiskach objawił się następca Roberta Lewandowskiego. Może będzie nim za jakiś czas Iwo Kaczmarski, który zdobył bramkę w pożegnalnym meczu Korony Kielce z ŁKS (2:0) mając 16 lat i 93 dni. Młodszym strzelcem gola od niego w całych dziejach naszej najwyższej ligi rozgrywkowej był tylko legendarny Włodzimierz Lubański, który 21 kwietnia 1963 roku w wieku 16 lat i 52 dni po raz pierwszy w karierze zaliczył ligowe trafienie.

48 godzin sport

Grosicki dołączył do Klicha
W minioną środę zakończyły się rozgrywki angielskiej Championship. Już wcześniej bezpośredni awans do Premier League zapewnił sobie zespół Leeds United, którego jednym z kluczowych graczy jest reprezentant Polski Mateusz Klich. W ostatniej, 46. kolejce Championship drugie premiowane bezpośrednim awansem miejsce wywalczyła ekipa West Bromwich Albion, której zawodnikiem od stycznia tego roku jest skrzydłowy naszej reprezentacji Kamil Grosicki (na zdjęciu). O trzecie miejsce w ekstraklasie w barażach powalczą drużyny Brendfordu, Fulham, Cardiff City i Swansea City. Z ligi spadły Charlton Athletic, Wigan Athletic i poprzedni klub Grosickiego Hull City. Tak więc w nowym sezonie do grających w Premier League Łukasza Fabiańskiego (jego West Ham United utrzymał się w lidze po remisie 1:1 w przedostatniej kolejce z Manchesterem United) i Jana Bednarka (Southampton), dołączy czterech polskich piłkarzy, bo w kadrze Leeds United oprócz Klicha są jeszcze 23-letni bramkarz Kamil Miazek i 19-letni pomocnik Mateusz Bogusz. W drugą stronę prawdopodobnie powędruje Artur Boruc, którego AFC Bournemouth znajduje się w strefie spadkowej.

Rosyjski zespół hokejowy wycofał się z gry w KHL przez wirusa
Rosyjski klub hokejowy Awangard Omsk wycofał się z przedsezonowego turnieju ligi KHL z powodu wykrycia u graczy i członków sztabu 20 przypadków koronarowirusa. Menedżer zespołu Aleksiej Wołkow poinformował, że badania przeprowadzono podczas obozu przygotowawczego, a wszyscy zakażeni natychmiast zostali odizolowani od reszty ekipy. Awangard miał w planie występ w dniach 4-9 sierpnia w przedsezonowym turnieju w Soczi. Poprzedni sezon Kontinental Hockey League, w którym poza rosyjskimi rywalizowały drużyny z Białorusi, Łotwy, Finlandii, Kazachstanu i Chin, został przerwany tuż przed rozpoczęciem drugiej rundy play off, gdy z powodu pandemii koronawirusa pojawiły się problemy z podróżowaniem. Kolejna, 13. w historii edycja rozgrywek KHL ma się rozpocząć 2 września.

Rośnie liczba zakażonych w klubach ligi futbolu amerykańskiego
Władze ligi futbolu amerykańskiego NFL poinformowały, że 59 zawodników miało pozytywne wyniki testów na koronawirusa. Między innymi z tego powodu odwołano spotkania sparingowe. Poza tym nakazano, aby w kadrach klubów przebywających ma letnich zgrupowaniach było nie więcej niż 80 zawodników. Super Bowl zaplanowano na 7 lutego 2021 roku. Tytułu będzie broniła ekipa Kansas City Chiefs.

Hiszpański snajper z Górnika Zabrze będzie teraz grał w Indiach
Występujący ostatnio w Górniku Zabrze Igor Angulo został nowym zawodnikiem aktualnego mistrza ekstraklasy Indii FC Goa. 36-letni napastnik związał się z nowym klubem roczną umową. Angulo grał w Górniku przez ostatnie cztery lata. W zakończonym sezonie PKO Ekstraklasy zagrał w 36 spotkaniach, w których strzelił 16 goli. W poprzednich rozgrywkach był królem strzelców z dorobkiem 24 trafień, a w sumie zdobył dla Górnika 62 ligowe bramki.

Leon Madsen rządzi w mistrzostwach Europy na żużlu
Zwycięstwem Leona Madsena zakończył się turniej TAURON Speedway Euro Championship w Rybniku. Drugą lokatę wywalczył Rosjanin Grigorij Łaguta, a trzecią aktualny mistrz świata Bartosz Zmarzlik. Duński żużlowiec, na co dzień gwiazda Włókniarza Częstochowa, wygrał także dwie poprzednie rundy tego cyklu, przez co jest teraz pierwszym zawodnikiem w historii mistrzostw Europy, który w jednym sezonie zwyciężył w trzech turniejach z rzędu. Madsen jest też jasna liderem klasyfikacji generalnej. Uczestnicy TAURON SEC mieli za sobą przymusową dwutygodniową przerwę od startów w europejskim czempionacie, spowodowaną pozytywnym wynikiem testu na obecność koronawirusa u jednej z osób obecnych na meczu PGE Ekstraligi w Rybniku. Zaplanowany w ubiegł tygodniu trzeci z pięciu turniejów tegorocznej edycji SEC w Gnieźnie został przełożony na czwartek 23 lipca (te zawody zakończyły się po zamknięciu wydania). Finał tegorocznej edycji SEC odbędzie się 29 lipca w Toruniu.

Nikt nie oddaje punktów za darmo

W dziewiątej kolejce tylko beniaminek z Łodzi oddał cenne punkty praktycznie bez walki. ŁKS przegrał na swoim stadionie z również walczącą o życie Arką Gdynia aż 1:4 i wylądował z hukiem na dnie ligowej tabeli. Jeszcze niedawno tkwiła tam Wisła Płock, lecz po kolejnej wygranej, tym razem z Wisłą Kraków, zespół „Nafciarzy” jest już w środku stawki.

Pogoń Szczecin mogła być pewna utrzymania pozycji lidera, ale do tego potrzebowała zwycięstwa nad Górnikiem Zabrze. „Portowcy” do 74. minuty prowadzili 1:0, lecz wtedy Igor Angulo doprowadził do wyrównania. Musieli więc czekać na wynik meczu Cracovii z Legia (zakończył sie po zamknięciu wydania).

Wyniki 9. kolejki:
Piast Gliwice – Raków Częstochowa 2:1
Gole: Jorge Felix (78 karny), Michał Skóraś (81 samobójcza) – Felicio Brown Forbes (6). Żółte kartki: Jorge Felix, Malarczyk, Hateley – Petrasek, Jach. Czerwona kartka: Sapała (77., Raków). Widzów: 4260.
Lech Poznań – Jagiellonia Białystok 1:1
Gole: Paweł Tomczyk (39 karny) – Patryk Klimala (22). Żółte kartki: Jóźwiak, Skrzypczak – Kosztal, Runje, Arsenić, Mystkowski.
Widzów: 11 947.
ŁKS Łódź – Arka Gdynia 1:4
Gole: Rafał Kujawa (52) – Dawit Schirtladze (21, 43), Michał Nalepa (58), Maciej Jankowski (72). Żółte kartki: Grzesik, Juraszek – Schirtladze, Wawszczyk, Marciniak. Widzów: 5160.
Lechia Gdańsk – Korona Kielce 2:0
Gole: Maciej Gajos (36), Lukas Haraslin (52). Żółte kartki: Gajos, Mladenović, Łukasik – Spychała, Gnjatić. Widzów: 11 708.
Śląsk Wrocław – Zagłębie Lubin 4:4
Gole: Erik Exposito (22, 38, 90), Dino Stiglec (65) – Filip Starzyński (32 karny), Bartosz Kopacz (45), Sasza Żivec (63), Bartosz Slisz (68). ŻWidzów: 20 434.
Wisła Płock– Wisła Kraków 2:1
Gole: Dominik Furman (16), Damian Michalski (76) – Paweł Brożek (28).
Żółte kartki: Wasilewski, Mak, Drzazga (wisła Kraków). Widzów: 4317.
Pogoń Szczecin – Górnik Zabrze 1:1
Gole: Hubert Matynia (24) – Igor Angulo (73). Żółte kartki: Buksa, Bartkowski, Kozłowski – Zapolnik. Widzów: 3821.

 

Piast został królem Lotto Ekstraklasy

Ekstraklasa SA doceniła sukces Piasta Gliwice. Piłkarze świeżo upieczonego mistrza Polski zgarnęli większość nagród indywidualnych za miniony sezon, a tytuł najlepszego trenera otrzymał Waldemar Fornalik.

Waldemar Fornalik zdobył swój pierwszy mistrzowski tytuł jako trener. Tak się złożyło, że dokonał tego wyczynu w okrągłą 30. rocznicę zdobycie tego trofeum w roli piłkarza. Miało to miejsce w sezonie 1988/1989, a Fornalik był wtedy skromnym prawym obrońcą w Ruchu Chorzów, który dwa sezony wcześniej w kuriozalnych okolicznościach spadł do niższej ligi, po roku wrócił i z marszu zdobył mistrzostwo Polski, 14. w dorobku tego klubu i na razie ostatnie. Do minionej niedzieli był to także ostatni tytuł wywalczony przez śląski klub. Trzy dekady niemocy przerwał dopiero malutki i niebogaty przecież klub z Gliwic.

Pieniądze nie grają

Jeśli wierzyć publikowanym w tej kwestii informacjom, gliwicki klub miał w minionym sezonie budżet w wysokości 25 mln złotych. W porównaniu z Legią Warszawa, która deklarowała budżet na poziomie 170 mln złotych, Piast jawi się jak ubogi krewny. Na tle innych klubów też pod tym względem nie wypada najlepiej, bo większym budżetem mogła pochwalić się większość klubów. Drugi na liście krezusów Lech Poznań deklarował 75 mln złotych, Lechia Gdańsk, która długo była liderem i faworytem do wygrania ligi, dysponowała budżetem na poziomie 45 mln zł. Te różnice miały swoje odzwierciedlenie w płacowych dysproporcjach. Artur Jędrzejczyk zarabiał w Legii miesięcznie 215 tys. złotych netto, najlepszy strzelec warszawskiego zespołu Carlitos 210 tysięcy. Następni na liście płac Kasper Hamalainen, Miroslav Radović i Adam Hlousek dostawali po 120 tysięcy. Tyle zarabiał też najlepiej opłacany piłkarz Piasta Gliwice Tomasz Jodłowiec, ale to piłkarz Legii jedynie wypożyczony do gliwickiego klubu, co oznacza, że połowę pensji płaciła mu Legia, czyli de facto Piast płacił mu miesięcznie 60 tys. złotych. To i tak więcej od pozostałych graczy, zarabiali maksymalnie 40-45 tys. złotych netto.

Pod względem wartości transferowej piłkarze Piasta także sporo odstawali od konkurentów – wartość wszystkich piłkarzy Legii wyceniano na 37,5 mln euro, Lecha na 21, a trzecią w tym zestawieniu Pogoń Szczecin na niecałe 14 mln euro. Graczy z Gliwic wyceniono na 6,8 mln euro, co daje im w ekstraklasie dopiero 11. miejsce.

Deszcz indywidualnych wyróżnień

Nie pierwszy raz się jednak okazało, że pieniądze nie grają na boisku decydującej roli. Przyznała to poniekąd Ekstraklasa SA, przyznając na podsumowującej sezon piłkarskiej gali nagrody indywidualne. Wyróżnienie „Piłkarza sezonu” otrzymał Joel Valencia, „Młodzieżowca sezonu” Patryk Dziczek. Za najlepszego bramkarza uznano pomocnika uznano Frantiska Placha, za najlepszego obrońcę Aleksandara Sedlara, a najlepszym pomocnikiem uznano Joela Valencię. Oczywiście trenerem sezonu został Waldemar Fornalik. Do stołu z nagrodami poza wymienionymi reprezentantami Piasta z innych klubów zaproszono tylko Igora Angulo z Górnika Zabrze, który odebrał dwie nagrody – dla króla strzelców rozgrywek i najlepszego napastnika

Rycerze wiosny z Gliwic

Zespół Piasta zawdzięcza sukces rewelacyjnej grze w rundzie wiosennej. Ubiegły rok podopieczni trenera Fornalika kończyli na znakomitym trzecim miejscu. Znakomitym zważywszy na fakt, że poprzedni sezon zakończyli na 14. pozycji i do końca rozgrywek musieli bronić się przed degradacją. O mistrzowskim tytule nikt w ich szeregach poważnie nie myślał, bo mieli 11 punktów straty do znajdującej się na czele tabeli Lechii, a po porażce w pierwszej kolejce wiosennej części sezonu z Cracovią (1:2) ich strata urosła do 14 punktów. Potem jednak Piast w 16 kolejnych meczach 13 razy wygrał, dwa razy zremisował i doznał tylko jednej porażki. Ogółem wiosną zdobył 41 punktów – najwięcej ze wszystkich. O 11 więcej od drugiej pod tym względem Cracovii, 12 więcej od Legii i aż o 15 od Lechii. Drużyna Fornalika odniosła najwięcej zwycięstw (21) i poniosła najmniej porażek (7), była druga pod względem skuteczności (55 goli) i najlepsza w defensywie (33 stracone bramki). Na swoim stadionie gliwiczanie przegrali tylko jedno spotkanie, w 4. kolejce z Legią, ale w sumie zdobyli na nim 48 z 57 możliwych do zdobycia punktów.

Dla gliwiczan złoto to największy sukces w 74-letniej historii klubu. W sezonie 2015/2016 prowadzony przez czeskiego trenera Radoslava Latala Piast zdobył wicemistrzostwo. Też do ostatniej kolejki rywalizował z warszawską Legią. Potem klubowi nie wiodło się już tak dobrze. Fornalik przejął zespół we wrześniu 2017 po Dariuszu Wdowczyku. Piast zajmował wtedy 14. miejsce i do samego końca rozgrywek musiał zawzięcie bronić się przed spadkiem. O pozostaniu w elicie przesądziło dopiero zwycięstwo u siebie z Bruk-Betem Nieciecza 4:0 w ostatniej kolejce. Dwanaście miesięcy później niemal ta sama ekipa piłkarzy także w ostatnim meczu sezonu, tym razem z Lechem Poznań, przypieczętowała zdobycie mistrzowskiego tytułu. Sukces ma zwykle wielu ojców, ale w Gliwicach na to miano zasłużył tylko jeden – Waldemar Fornalik. Może teraz coś zwojuje także w europejskich pucharach? Oby…

 

Angulo królem strzelców

Najlepszym strzelcem ekstraklasy został Igor Angulo, piłkarz grającego w grupie spadkowej ekstraklasy Górnika Zabrze. Hiszpan w zakończonym w niedzielę sezonie ekstraklasy zdobył 24 bramki. Rok temu z takim samym dorobkiem koronę wywalczył jego rodak Carlitos.

Jako pierwsi zakończyli rozgrywki piłkarze zespołów rywalizujących w grupie spadkowej. W sobotnich meczach niemal do ostatnich minut ważyły się losy Miedzi Legnica i Wisły Płock. Te dwa zespoły walczyły o uniknięcie spadku z ekstraklasy. W lepszej sytuacji byli płocczanie, którzy u siebie podejmowali zdegradowane już wcześniej Zagłębie Sosnowiec, a do zachowania miejsca w ligowej elicie wystarczał im remis. Cudu w Płocku nie było i spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem. Nie wiedzieli jednak o tym piłkarze Miedzi Legnica i w Krakowie wściekle walczyli z Wisłą do ostatniego gwizdka. W 68. minucie prowadzili już 4:2, ale potem sędzia Tomasz Kwiatkowski z Warszawy (czyli reprezentant tego samego Wojewódzkiego Związku Piłki Nożnej co Wisła Płock) podyktował na korzyść wiślaków dwa rzuty karne, najpierw w 78. minucie, a potem w 90., dzięki którym „Biała Gwiazda” doprowadziła do remisu 4:4. Taki obrót sytuacji nie złamał jednak w graczach z Legnicy woli zwycięstwa, bo w doliczonym czasie gry zdołali strzelić piątego gola. Zwycięstwo nic im jednak nie dało, bo dzięki punktowi wywalczonemu w meczu z Zagłębiem Sosnowiec Wisła Płock właśnie o jedno „oczko” wyprzedziła ekipę Miedzi w tabeli.

W tym samym czasie w Kielcach Górnik Zabrze kończył z przytupem nieudany dla siebie sezon, gromiąc w Kielcach Koronę 3:0. Wszystkie trzy gole zabrzanie strzelili w ostatnich dwudziestu minutach meczu, a dwa z nich na swoje konto zapisał Igor Angulo. Hiszpański napastnik w poprzednim sezonie był wicekrólem snajperów w naszej ekstraklasie z dorobkiem 22 trafień, a lepszy od niego w wyścigu po koronę króla strzelców okazał się Carlitos, wtedy jeszcze grający w barwach Wisły Kraków.
Co ciekawe, przed niedzielnymi meczami w grupie mistrzowskiej (zakończyły się po zamknięciu wydania) wiceliderem klasyfikacji snajperów z 18 golami na koncie był Marcin Robak ze Śląska Wrocław, czyli także gracz zespołu z grupy spadkowej. Dopiero za nim pędził peleton napastników drużyn walczących w tym sezonie w elicie. 16 goli miał Jesus Imaz z Jagiellonii Białystok, 15 Carlitos (Legia Warszawa), Flavio Paixao (Lechia Gdańsk), 14 Airam Cabrera (Cracovia)), 13 Filip Starzyński (Zagłębie Lubin), 12 Christian Gytkjaer (Lech Poznań) i 11 goli Adam Buksa (Pogoń Szczecin). Na dogonienie Igora Angulo żaden z wymienionych zawodników nie miał jednak żadnych szans i hiszpański napastnik mógł spokojnie czekać na wyniki niedzielnych potyczek.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia trwoni przewagę

Im bliżej końca fazy zasadniczej rozgrywek naszej piłkarskiej ekstraklasy, tym sytuacja w tabeli robi się bardziej zagmatwana. W dwóch ostatnich kolejkach Lechia Gdańsk zaliczyła porażkę i remis, przez co roztrwoniła siedmiopunktową przewagę nad drugą Legią.

Niewykluczone, że już w następnej kolejce Lechia będzie musiała ustąpić miejsca Legii na fotelu lidera. Gdańszczan czeka bowiem wyjazdowa potyczka z Zagłębiem Sosnowiec, a legioniści u siebie zagrają ze Śląskiem Wrocław. Ta niepewność bierze się stąd, że zespół Lechii w rundzie wiosennej gra w kratkę. W pięciu tegorocznych kolejkach gdańszczanie grali kolejno z Pogonią Szczecin (2:1), Koroną Kielce (0:0), Wisłą Kraków (1:0), Zagłębiem Lubin (1:2) i Wisłą Płock (1:1). Dwa zwycięstwa, dwa remisy i jedna porażka to może nie jest jakoś szczególnie tragiczny bilans, ale w praktyce oznacza to stratę siedmiu punktów na 15 możliwych do zdobycia. Zespołowi walczącemu o mistrzowski tytuł takie marnotrawstwo zwyczajnie nie przystoi.

Kończący 25. kolejkę poniedziałkowy mecz z Wisłą Płock potwierdził dobitnie przeciętną formę ekipy trenera Piotra Stokowca. Z boiska wiało nudą, bo „Nafciarze” skutecznie przeszkadzali gospodarzom w rozwijaniu akcji ofensywnych, a sami tylko od czasu do czasu pozwalali sobie na kontrataki. Piłkarze schodzili na przerwę przy wyniku 0:0 i żegnani gwizdami nielicznej publiczności. Niewiele ponad osiem tysięcy widzów na trybunach mającego 42 tysiące miejsce obiektu to kolejny argument za rezygnacją z rozgrywania ligowych spotkań w poniedziałkowe popołudnia.

Po zmianie stron zniecierpliwieni kibice coraz częściej gwizdami wyrażali swoją dezaprobatę dla jakości widowiska. Nudę pierwsi przerwali płocczanie. Po rzucie wolnym piłkę w bramce zmieścił Alan Uryga i Wisła, która walczy o wydostanie się ze strefy spadkowej, objęła prowadzenie i znalazła się na dobrej drodze do odniesienia drugiego w tym sezonie zwycięstwa z Lechią.

Gracze Lechii są już zmęczeni

Dwie sytuacje na boisku odmieniły przebieg spotkania. Najpierw za drugi faul czerwoną kartką zobaczył Grzegorz Kuświk i wyleciał z boiska, co pozwoliło gospodarzom na uzyskanie wyraźnej przewagi, którą w końcu przekuli na wyrównującego gola. Jake McGing sfaulował w polu karnym Artura Sobiecha, a „jedenastkę” na gola zamienił Flavio Paixao, który tym razem się nie pomylił i zaliczył 14 ligowe trafienie w obecnym sezonie. Portugalczyk ma już na koncie 14 bramek i jest wiceliderem klasyfikacji strzelców ekstraklasy. Lepszy od niego jest tylko hiszpański napastnik Górnika Zabrze Igor Angulo, który prowadzi w zestawieniu z dorobkiem 15 goli. Na trzecim miejscu jest najskuteczniejszy Polak w Lotto Ekstraklasie Marcin Robak ze Śląska Wrocław, który ma na koncie 13 trafień, za nim jest Duńczyk Christian Gytkjaer z Lecha (12), nieobecny już w Wiśle Kraków Czech Zdenek Ondrasek (11) oraz hiszpański snajper Legii Carlitos (10).

Wisła Płock ostatecznie jednak wywiozła z Gdańska jeden punkt. Trener Lechii Piotr Stokowiec słaby występ swoich podopiecznych tłumaczył… zmęczeniem. „Nie był to nasz wielki mecz. Zagraliśmy słabiej w ofensywie. Celowo nie chcieliśmy od początku rzucić się na Wisłę Płock, bo takie były nasze założenia. Wiedzieliśmy, że jakie rywale mają atuty w ofensywie. Nadziewaliśmy się na ich kontry, ale to była dobra lekcja, bo teraz wiemy, że musimy mocniej popracować nad grą ofensywną. Było widać dużo marazmu w grze niektórych moich zawodnikach, zwłaszcza tych, którzy dużo grają. Byli wyraźnie zmęczeni, ale nie chcę by traktowano te słowa jako próbę ich usprawiedliwienia. Po prostu zwracam uwagę na ten fakt” – stwierdził szkoleniowiec gdańskiej drużyny.

Legioniści szykują się do skoku

Ścigająca gdańszczan drużyna Legii też w tym roku stracił punkty. Z pięciu rozegranych meczów wygrała trzy (1:0 z Wisłą Płock, 2:0 z Miedzią Legnica i teraz 2:1 z Arką Gdynia), ale to były zespoły z grupy spadkowej. W starciach z ekipami z grupy mistrzowskie legioniści nie dali rady – przegrali na wyjeździe z Lechem 0:2 i w takim samym rozmiarze u siebie z Cracovią. Do końca fazy zasadniczej czekają ich jeszcze potyczki u siebie ze Śląskiem, Jagiellonią i Pogonią, a na wyjazdach z Górnikiem i Wisłą Kraków. Nie są to rzecz jasna rywale niemożliwi do pokonania, ale z taką grą jaką Legia pokazała w Gdyni w spotkaniu z przeżywającą kryzys Arką, na komplet punktów gracze stołecznego klubu raczej nie powinni liczyć.

Który zatem zespół ostatecznie zajmie pierwsze miejsce po rundzie zasadniczej? Pewnie któryś z dwójki Lechia, Legia, bo mają sporą przewagę nad trzecim w tabeli Piastem (Legia siedem, a Lechia 10 punktów). Ale mimo to w gronie pretendentów trzeba umieścić też gliwiczan, bo oni z pięciu rozegranych meczów przegrali tylko jeden – na inauguracje rundy wiosennej z Cracovią. W czterech kolejnych zdobyli komplet punktów i co ważniejsze, prezentując w nich równą, wysoką formę. Trener Piasta Waldemar Fornalik zdołał po nieudanym poprzednim sezonie przebudować na nowo ograbiony z najlepszych graczy zespół i wygląda na to, że w obecnych rozgrywkach gliwiczanie mogą pokusić się nawet o coś więcej niż tylko miejsce gwarantujące start w kwalifikacjach do Ligi Europy.

Zważywszy na chwiejną formę zespołów Lechii, Legii, Jagiellonii i Lecha, pierwszy mistrzowski tytuł dla Piasta w tym sezonie wydaje się możliwy do zdobycia jak nigdy wcześniej.

 

Lotto ekstraklasa: Koniec zwycięskiej passy Cracovii

W 24. kolejce sypnęło zaskakującymi wynikami. Dwa zespoły ze strefy spadkowej wygrały swoje mecze. Wisła Płock przerwała zwycięską serię Cracovii, a skazane już na degradację Zagłębie Sosnowiec nieoczekiwanie ograło aż 4:1 Koronę Kielce.

Poprawiły się też humory kibiców Legii Warszawa, bo ich ulubieńcy po dwóch porażkach z rzędu wreszcie zdobyli komplet punktów, pokonując na Łazienkowskiej Miedź Legnicę 2:0. Zwycięstwo legioniści okupili jednak poważną kontuzją Sebastiana Szymańskiego. Uraz utalentowanego pomocnika stołecznej drużyny wyglądał groźnie i niewykluczone, że 20-letni piłkarz w tym sezonie nie pojawi się już na boisku. Jeśli te wstępne diagnozy się potwierdza, będzie to także ogromna strata dla młodzieżowej reprezentacji prowadzonej przez Czesława Michniewicza, której Szymański był jednym z filarów.

Dzięki wygranej Legia utrzymała druga lokatę w tabeli, a nawet powiększyła do pięciu punktów przewagę nad trzecią Jagiellonią. Białostocczanie na swoim boisku tylko zremisowali z Górnikiem Zabrze 2:2, chociaż dwukrotnie obejmowali prowadzenie. Dla zabrzan gola na wagę cennego remisu w 89. minucie strzelił niezawodny Igor Angulo. Hiszpański napastnik ma już na koncie 15 trafień i przewodzi w klasyfikacji strzelców Lotto ekstraklasy.

Wyniki 24. kolejki:
Legia Warszawa – Miedź Legnica 2:0
Gole: Carlitos (22), Iuri Medeiros (62).Widzów: 15 000.
Piast Gliwice – Śląsk Wrocław 2:0
Gole: Piotr Parzyszek (4), Joel Valencia (55). Widzów: 4528.
Zagłębie Sosnowiec – Korona Kielce 4:1
Gole: Olaf Nowak (19), Żarko Udovicić (53), Giorgos Mygas (56), Patrik Mraz (90) – Elia Soriano (35 karny). Widzów: 2568.
Jagiellonia Białystok – Górnik Zabrze 2:2
Gole: Guilherme (23, karny), Arvydas Novikovas (57) – Szymon Żurkowski (25), Igor Angulo (89). Widzów: 7162.
Wisła Płock – Cracovia 3:2
Gole: Grzegorz Kuświk (23), Ariel Borysiuk (49), Dominik Furman (90, karny) – Airam Cabrera (60, karny), Filip Piszczek (71).Widzów: 2013.
Lider Lechia Gdańsk gra w poniedziałek z Zagłębiem Lubin.

 

Liga cudzoziemców

Fot. Mecz Lechii z Legią był pod wzgledem sportowym bardzo miernym widowiskiem

 

 

Mecz na szczycie Lechii Gdańsk z Legią Warszawa rozczarował marnym poziomem i bezbramkowym wynikiem. Było to jedyne spotkanie bez bramek – w pozostałych siedmiu strzelono 22 gole. Tylko pięć z nich zapisali na swoje konto polscy piłkarze.

 

W 18. kolejce ekstraklasy nasi zawodnicy popisali się skutecznością jedynie w piątkowym spotkaniu Zagłębia Lubin z Piastem Gliwice (2:2). Z czterech goli aż trzy były autorstwa polskich piłkarzy – dla gospodarzy trafił Łukasz Poręba, a dla gości Jakub Czerwiński i Piotr Parzyszek. W sobotnich meczach padło dziewięć bramek, lecz tylko jedna z nich była dziełem Polaka – dla Korony Kielce zdobył ją Mateusz Możdżeń. W niedzielę trafiali już wyłącznie obcokrajowcy i dopiero w kończącym kolejkę poniedziałkowym spotkaniu Arki Gdynia z Cracovią (0:3) niekorzystną statystykę dla rodzimych graczy odrobinę poprawił Mateusz Wdowiak. I to też nie od razu, bo gola po jego strzale najpierw przypisano Cornelowi Rapie, a potem bramkarzowi Arki Luce Mariciowi jako samobójczą. Ostatecznie po weryfikacji trafienie zapisano na konto skrzydłowego Cracovii.

Nie zmienia to faktu, że strzelecki dorobek naszych piłkarzy w rodzimej ekstraklasie jest ubogi. W miniony weekend tyle samo goli polscy gracze strzelili w znacznie mocniejszej przecież włoskiej Serie A. Dwie bramki zdobył Arkadiusz Milik w spotkaniu z Frosinone Calcio (4:0), kolejne trafienie dołożył jego kolega z drużyny Piotr Zieliński, a dwa pozostałe gole strzelili Mariusz Stępiński (jego Chievo zremisowało 1:1 z Parmą) oraz niezawodny Krzysztof Piątek dla Genoy w zremisowanym 1:1 meczu ze SPAL 2013.

O strzeleckiej mizerii naszych piłkarzy występujących w rodzimej ekstraklasie najlepiej świadczy ich liczba w czołówce klasyfikacji strzelców. Prowadzi w niej z 12 trafieniami Hiszpan Igor Angulo (Górnik Zabrze), przed Portugalczykiem z Lechii Gdańsk Flavio Paixao (11 goli), a naszym jedynakiem w czołówce jest trzeci w zestawieniu Marcin Robak ze śląska Wrocław, który zdobył jak dotąd 10 bramek. Za nim niestety są już tylko cudzoziemcy – z dziewięcioma trafieniami Czech Zdenek Ondrasek (Wisła Kraków), Brazylijczyk Ricardinho (Wisła Płock), a z ośmioma Fin Petteri Forsell (Miedź Legnica), Duńczyk Christian Gytkjaer (Lech Poznań), Francuz Vamara Sanogo (Zagłębie Sosnowiec) i Niemiec Elia Soriano (Korona Kielce). Dopiero na dalszych miejscach ponownie natrafiamy na polskich graczy. Siedem goli na koncie mają Maciej Jankowski i Michał Janota z Arki Gdynia oraz Karol Świderski z Jagiellonii Białystok, a sześć trafień Adam Buksa z Pogoni Szczecin i Filip Starzyński z Zagłębia Lubin.

W polskiej ekstraklasie polscy piłkarze są więc tylko tłem dla cudzoziemców, których gra już w naszej lidze ponad 160.

 

Legia obroniła tytuł

Zdobycie przez Legię drugiego z rzędu mistrzostwa Polski nie podlega dyskusji, chociaż formalnie legioniści wygrali mecz z Lechem przy zielonym stoliku. Po raz drugi z rzędu na drugim miejscu rozgrywki skończyła Jagiellonia.

Decyzją Komisji Ligi mecz 37. kolejki ekstraklasy Lech Poznań – Legia Warszawa, przerwany przy stanie 0:2 przez kibiców gospodarzy, został zweryfikowany jako walkower 0:3 na korzyść stołecznej drużyny. Komisja Ligi podjęła w tej sprawie decyzję jeszcze w niedzielę. „W związku z deklaracją Lecha Poznań, że nie będzie składać odwołania od tej decyzji, rozstrzygnięcie meczu i decyzja o przyznaniu trzech punktów Legii Warszawa staje się wykonalna. Na skutek tej decyzji Legia ma 70 punktów i zapewniony tytuł mistrza Polski, a Lech 60 punktów i trzecie miejsce” – napisano w oficjalnym komunikacie Komisji Ligi.

Niezrozumiały wygłup kiboli Lecha

Mecz z Poznaniu został przerwany w 76. minucie z powodu rac rzucanych na murawę boiska z sektora zajmowanego przez zorganizowane grupy kibiców poznańskiego klubu. Część z nich próbowała wedrzeć się na boisko i wyłamała płot, ale na szczęście awanturnicy zostali powstrzymani przez zwarte oddziały policji. Spotkania już jednak nie wznowiono i sędzia Daniel Stefański z Bydgoszczy o 20:01 odgwizdał jego zakończenie, o czym czekających na rozwój wydarzeń widzów poinformował spiker zawodów.

Pierwsze sankcje spadły na Lech już następnego dnia. Jako pierwszy do karania rzucił się wojewoda wielkopolski Zbigniew Hoffmann, zamykając stadion Lecha na pięć spotkań ligowych oraz trzy w europejskich pucharach. Lekko licząc dla poznańskiego klubu oznacza to tratę co najmniej 5-6 mln złotych. Nic dziwnego, że włodarze „Kolejorza” zamierzają się od tej drakońskiej kary odwołać.

To jednak nie koniec konsekwencji, które mogą spotkać Lecha. W czwartek ma się odbyć postępowanie dyscyplinarne Komisji Ligi i jeśli wierzyć plotkom na poznański klub zostanie na pewno nałożona potężna kara finansowa, a niewykluczone że także minusowe punkty w następnym sezonie. Koszty idiotycznego wybryku grupy kiboli będą więc dla Lecha ogromne i słabym pocieszeniem dla władz klubu jest fakt, że policja już niektórych ze sprawców namierzyła.

Fani Legii też rozrabiali

Gdy stadion już opustoszał świętujący wcześniej w szatni obronę mistrzowskiego tytułu piłkarze Legii wrócili na boisko i urządzili sobie krótką fetę wraz z trzymanymi wciąż na stadionie pod ochroną policji przybyłymi z Warszawy na mecz fanami, którzy wręczyli im zrobione przez siebie imitacje pucharu i medali za mistrzostwo. Wprawdzie to na kibiców Lecha spadło całe odium społecznej niechęci za chuligańskie wybryki na stadionie, ale kibice Legii też się nie popisali. „Wbijcie sobie to do głowy, Lech po prostu jest ch.. y” – takimi przyśpiewkami fani warszawskiego zespołu prowokowali do agresywnych zachowań kiboli „Kolejorza”, ale sami trzymali się w ryzach i swoja postawą na stadionie nie dali żadnych podstaw do nałożenia na Legię kar. Za to w drodze powrotnej pokazali swoje prawdziwe oblicze.

Wracający z meczu w Poznaniu pociągiem specjalnym kibice Legii na stacji w Kutnie zaatakowali policjantów, którzy w starciu użyli broni gładkolufowej. Zatrzymano dwie osoby. Rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi mł. insp. Joanna Kącka podała, że „już w trakcie jazdy z wagonów były rzucane petardy i race. Pociąg, w wyniku zaciągnięcia hamulca, zatrzymał się około 200 metrów od budynku dworca. Z wagonów wysiedli zamaskowani pseudokibice, którzy mieli pozakładane na twarze maski i kominiarki. Byli uzbrojeni w kije i pałki. W związku z zagrożeniem życia i zdrowia funkcjonariuszy, policjanci oddali salwę ostrzegawczą z broni gładkolufowej, co nie powstrzymało agresorów, którzy zaczęli obrzucać funkcjonariuszy kamieniami. Starcie trwało kilkadziesiąt minut. Żaden z policjantów nie odniósł obrażeń”.

W Legii tylko Malarz doceniony

W poniedziałek podczas zwyczajowej już gali na zakończenie sezonu ogłoszono wyróżnienia dla najlepszych graczy ekstraklasy. Najwięcej zaszczytów spadło na napastnika Wisły Kraków Hiszpana Carlosa Daniela Lopeza Huescę, bardziej znanego pod boiskowym przydomkiem Carlitos, który zgarnął nagrodę dla piłkarza sezonu, najlepszego napastnika oraz króla strzelców (wygrał klasyfikację snajperów z 24 trafieniami na koncie, drugi był jego rodak z Górnika Zabrze Igor Angulo, który strzelił 23 gole). Za odkrycie sezonu uznano 20-letniego pomocnika Górnika Szymona Żurkowskiego, za najlepszego obrońcę Michała Helika z Cracovii, a za najlepszego pomocnika Rafała Kurzawę z Górnika. Zabrzański klub zgarnął też nagrodę dla najlepszego trenera, którą przyznano Marcinowi Broszowi. Z ekipy mistrzów Polski indywidualne wyróżnienie otrzymał tylko Arkadiusz Malarz, uhonorowany tytułem najlepszego bramkarza rozgrywek.

Tak więc w przyszłym sezonie nasz klubowy futbol na europejskich arenach w kwalifikacjach Ligi Mistrzów reprezentować będzie Legia, a w kwalifikacjach Ligi Europy Jagiellonia, Lech i Górnik, dla którego będzie to powrót do europejskich pucharów po 23 latach przerwy. Oby udany.