5 milionów

Za równymi prawami dla wszystkich, przeciwko dyskryminacji kobiet zaprotestowały 1 stycznia mieszkanki hinduskiego stanu Kerala. Było to jedno z największych zgromadzeń kobiet w historii.

 

W żywym łańcuchu, biegnącym po drodze szybkiego ruchu między miastami Kasaragod i Thiruvananthapuram stanęło 5 milionów obywatelek. W Kasaragod łańcuch otwierała KK Shailaja, minister zdrowia w lewicowym rządzie stanu, przedstawicielka partii Demokratyczny Front Lewicy. Ostatnim ogniwem Ściany Kobiet, jak nazywano wydarzenie, była działaczka Komunistycznej Partii Indii (maoistowskiej) Brinda Karat. Oprócz polityczek w proteście brały udział także inne powszechnie rozpoznawalne w Kerali kobiety, m.in. gwiazdy tamtejszego kina (Mollywood).

Przesłanie Ściany Kobiet było proste – nie zgadzamy się na łamanie praw kobiet i dyskryminację, chcemy być równoprawnymi uczestniczkami życia publicznego. O pełnym poparciu lewicowego rządu Kerali dla tych postulatów zapewnił podczas wiecu rozpoczynającego zgromadzenie premier stanu Pinarayi Vijayan z Demokratycznego Frontu Lewicy.

Bezpośrednią przyczyną organizacji zgromadzenia była sprawa wyroku Sądu Najwyższego Indii w sprawie świątyni w Sabarimali, znanego hinduskiego miejsca kultu. Stwierdza on, że zabranianie dziewczynom i kobietom w wieku od 10 do 50 lat wstępu do obiektu sakralnego przeczy zasadzie równości. Decyzja sądu, która weszła w życie od nowego roku, spotkała się z oburzeniem miejscowego hinduskiego duchowieństwa oraz konserwatywnego rządu Narendry Modiego. Rządząca Keralą lewica i aktywistki kobiece wyrok natomiast entuzjastycznie popierają.

Szpital dla słoni

W mieście Mathura aktywiści dzięki pomocy lokalnego Departamentu Myśliwstwa otworzyli specjalistyczną placówkę, która zajmie się leczeniem zwierząt zagrożonych wyginięciem, ale wykorzystywanych na masową skalę w hodowli użytkowej.

 

Szpital znajduje się koło Centrum Ochrony i Opieki nad Słoniami, również prowadzonego przez Wildlife SOS. Zajmuje łącznie 1114,84 metrów kwadratowych. Schronienie znajdują tam chore, ranne lub stare zwierzęta. Mają specjalnie wydzielone strefy leczenia, odpoczynku, rehabilitacji, a także kwarantanny.

Słonie indyjskie mają oficjalnie status „świętych zwierząt”, ale kornakowie często się nad nimi znęcają, okaleczając je podczas tresury metalowymi haczykami. W Indiach na porządku dziennym są również wypadki komunikacyjne z udziałem słoni – często zwierzęta zostają poturbowane przez samochody lub pociągi. Padają też ofiarą kłusowników: w skali roku zabija się około 150 dzikich słoni. W szpitalu pomoc uzyskać będą mogły również chore zwierzęta z ferm hodowlanych. Założyciele placówki zamierzają prowadzić szkolenia dla lekarzy weterynarii z całego świata.

Od 2012 roku całkowita populacja słoni indyjskich zmalała z 30 tysięcy do 27 tysięcy. Ponad połowa słoni w całej Azji żyje w niewoli. W sąsiadującym ze szpitalem ośrodku Wildlife SOS żyje 22 rezydentów.

– To ogromny przełom w kwestii ochrony słoni w Indiach. Uważam, że budując szpital, podkreślamy fakt, że słonie potrzebują opieki tak samo, jak każde inne zwierzę – powiedziała współzałożycielka organizacji Geeta Seshamani – Znajdujące się tutaj, w niewoli, słonie nie są maltretowane i wykorzystywane. Okazujemy im należyty szacunek, jakiego potrzebuje zwierzę, jeśli jest w jakikolwiek sposób używane.

Indie w obronie godności kobiet

Jest projekt ustawy, zakazującej rozwodów wedug tzw. potrójnego talaku.

 

Już rok temu tamtejszy Sąd Najwyższy stwierdził, że procedura rozwodu polegająca na trzykrotnym wypowiedzeniu przez mężczyznę słowa „talak” („rozwodzę się z tobą”) powodująca natychmiastowe unieważnienie małżeństwa jest niekonstytucyjna i godzi w prawa kobiet. Powstał już projekt ustawy zakazujący rozwodów przeprowadzonych w ten sposób z inicjatywy mężczyzny.
Sunnici, stanowiący 15 procent obywateli Indii, nie będą już mogli „oddalić małżonki” przez „trzy razy rozwód”. To anachroniczna praktyka, oparta na rozwiązaniach wypracowanych ponad tysiąc lat temu, ponieważ normy prawne regulujące kwestie zawarcia i ustania muzułmańskiego małżeństwa zostały zawarte w Koranie i tekstach o życiu proroka Mahometa (tzw. sunna) z VII-IX w. Jednak okazało się, że w wieku XXI nadal działała na korzyść mężczyzny: słowo „rozwód” można było wypowiedzieć ustnie, ale również napisać mailem, w SMS, albo przesłać w wiadomości na Facebooku – aby się „liczyło”.
Do stycznia ubiegłego roku Indie były jednym z niewielu krajów, które tolerowały potrójny talak. Zakazały go inne ludne muzułmańskie państwa takie jak Bangladesz i Pakistan. Kiedy Indie wdrożą w życie nową ustawę, „szybki rozwód”z inicjatywy mężczyzny będzie zabroniony w sumie w 23 państwach. Za złamanie ustawy będzie groziła kara do 3 lat pozbawienia wolności.
W Indiach każda wiara do tej pory posiadała autonomię w kwestii ślubów i rozwodów, jaką nadano w imię tolerancji religijnej. Osobne prawo cywilne kodyfikuje małżeństwa między wyznawcami różnych religii.
W ubiegłym roku niezgodność z konstytucją potwierdziło 3 na 5 sędziów Sądu Najwyższego Indii. Nazwali potrójny talak praktyką”nieuzasadnioną, arbitralną i niezgodną z konstytucją”, która w dodatku „nie jest istotną częścią islamu i pozwala rozbić małżeństwo z powodu kaprysu”. Ruchy kobiece uznały tę decyzję za historyczną, ponieważ w wielu wypadkach, zwłaszcza na prowincji i na wsiach taki rozwód równał się pozostawieniem kobiety w skrajnej nędzy.
– To po prostu lokalny zwyczaj, którego broni grupa twardogłowych mężczyzn. Forma patriarchatu mająca zmusić kobiety do posłuszeństwa. Potrójny talak jest sprzeczny z duchem islamu. Stawia kobietę w gorszej pozycji, a mężczyznę czyni uprzywilejowanym – mówiła w rozmowie z PAP Zakia Soman, liderka Indyjskiego Ruchu Muzułmanek, zaś premier Indii, konserwatysta Narendra Modi zapowiedział wdrożenie odpowiednich rozwiązań prawnych, które właśnie zostały przedłożone parlamentarzystom.
Władze chcą jak najszybciej wprowadzić w życie nowe prawo – ponieważ przez ostatni rok, pomimo decyzji Sadu Najwyższego, muzułmańskich rozwodów według procedury potrójnego talaku przeprowadzono ponad 200.
Słychać również głosy krytyczne wobec nowych przepisów, na przykład ze strony Flavii Agnes, prawniczki z Bombaju specjalizującej się w prawach kobiet. Jej zdaniem ustawa jeszcze pogorszy ich los, ponieważ i tak zostaną bez żadnego wsparcia, jeśli ich mężowie zaczną trafiać do więzień. Zgadza się z nią politolog Sandeep Shastri, który powiedział Reutersowi, że było to cyniczne zagranie polityczne premiera Modiego, aby ugrać nieco głosów muzułmańskiej mniejszości i zaprzeczyć wizerunkowi islamofoba.