Trzecia klęska Heynena

Reprezentacja Polski siatkarzy przegrała w półfinale mistrzostw Europy ze Słowenią 1:3. Nawet jeśli był to najlepszy mecz w turnieju, nie zmienia to jednak faktu, że pod wodzą Vitala Heynena biało-czerwoni ponieśli klęskę w trzeciej tegorocznej imprezie – po Lidze Narodów i turnieju olimpijskim. Tej oceny nie zmienia nawet brązowy medal wywalczony po zwycięstwie 3:0 nad Serbią. Trzeba Belga pożegnać ozięble i oddać kadrę w lepsze ręce.

Przegrana ze Słowenią to kolejna porażka reprezentacji Polski z rodzaju niewytłumaczalnych. I druga w tym roku, po ćwierćfinałowej klęsce z Francją w turnieju olimpijskim w Tokio. Biało-czerwoni mieli wszystkie atuty po swojej stronie – grali u siebie, przy żywiołowym dopingu wypełnionych niemal po brzegi trybun katowickiego Spodka, a Heynen miał do dyspozycji wszystkich graczy 14-osobowej kadry. I mimo to nie udało się pokonać słoweńskiej drużyny prowadzonej przez Alberto Giulianiego, która nie zakwalifikowała się na igrzyska w Tokio, a na mistrzostwach świata zagrała tylko raz i nie odegrała w nich większej roli. Słoweńcy rekompensowali sobie te niepowodzenia w mistrzostwach Europy, na dodatek w czterech ostatnich edycjach robili to zawsze kosztem polskiego zespołu. W 2015 roku biało-czerwoni przegrali z nimi w Sofii w ćwierćfinale, w 2017 roku w barażach o ćwierćfinał przed własną publicznością, w 2019 roku w wypełnionej po brzegi słoweńskimi kibicami Arenie Stozice w Lublanie w półfinale, a w tym roku także w półfinale nie dali im rady nawet w „Spodku”.
Można oczywiście powiedzieć, że nasi siatkarze popadli w jakiś „słoweńska klątwa”, coś na wzór „klątwy olimpijskich ćwierćfinałów”, bo na tym etapie odpadali we wszystkich startach na igrzyskach w XXI wieku. Zapewne jakiś wpływ na postawę naszych graczy to ma, skoro w Tokio lęk przed ćwierćfinałową porażka skutecznie splątał im nogi w meczu z Francją, zaś w sobotę podobny paraliż przeszkodził im w zwycięstwie nad Słoweńcami, chociaż po koncercie gry w pierwszym secie to zwycięstwo było dla wszystkich oczywistą oczywistością.
To chyba nie jest przypadek, że nasi siatkarze od zdobycia w 2018 roku mistrzostwa świata potem przegrali właściwie wszystkie najważniejsze mecze. Dlaczego tak się dzieje, skoro ponoć mamy najliczniejszą na świecie kadrę wyśmienitych zawodników, z których można bez żadnego trudu zestawić trzy mocne drużyny, zdolne walczyć o najwyższe laury. Dlaczego Heynenowi nie udało się stworzyć drużyny tak mocnej, żeby zdobyła i olimpijskie złoto, i mistrzostwo Europy, a także dla rozrywki i podtrzymania formy wygrała również Ligę Narodów? Dlaczego nasi siatkarze, tak doświadczeni i ograni na wielkich imprezach, jak Bartosz Kurek, Michał Kubiak czy Fabian Drzyzga nie wytrzymali mentalnie tegorocznych wyzwań i zawiedli pokładane w nich nadzieje. A gdy presji nie wytrzymali liderzy kadry, ich śladem poszła reszta i nagle wszyscy nasi siatkarze w trzecim secie meczu ze Słowenią zaczęli popełnić kardynalne błędy i zespół rozpadł się na kawałki.
Nie ma żadnego powodu do dyskusji, czy Vital Heynen powinien nadal prowadzić polska kadrę. Wyniki jego pracy są jednoznacznie dyskwalifikujące go w tej roli. Chłop niewątpliwie bardzo chciał dobrze, ale ewidentnie nie poradził sobie z prowadzeniem kadry, w której ma co najmniej 30 równorzędnych zawodników. Sztuką jest wybrać z nich graczy odpowiednich, a nie o najgłośniejszych nazwiskach. Sztuka też jest dobrze przygotować zespół do turnieju – fizycznie, taktycznie i mentalnie. Wygląda na to, że Heynen tego dobrze nie potrafi robić, ale ta jego nieumiejętność wychodziła w najważniejszych meczach, gdy po drugiej stronie siatki stawali rywale nie gorsi, za to lepiej zgrani i bardziej zdeterminowani. Bartosz Kurek w ostatnim secie meczu ze Słowenią nie zdobył punktu po żadnym ze swoich sześciu ataków, Wilfredo Leon nie zaserwował w najważniejszych momentach asa, nie postawił skutecznego bloku i stracił kilka punktów po złym odbiorze piłki, Michał Kubiak bez przerwy tracił punkty po nieprzemyślanych akcjach, a Fabian Drzyzga rozgrywał piłki wedle doskonale wszystkim znanych schematów, więc Słoweńcy w ciemno przesuwali się w miejsca, gdzie rozgrywający polskiej drużyny posyłał piłkę. Nie bardzo wiadomo dlaczego Heynen nie dokonał zmian, dlaczego nie posłał do walki Kamila Semeniuka, Tomasza Fornala i Aleksandra Śliwki. Teraz nie ma to już znaczenia, bo po meczu o brązowy medal jego kontrakt wygasł i wątpliwe by ktoś z PZPS chciał jeszcze z nim rozmawiać o czymś innym, niż tylko finansowe rozliczenia.

Nasi siatkarze sprężyli się w meczu o brązowy medal bardziej niż Serbowie, którzy w półfinałowej porażce z Włochami stracili szanse na obronę mistrzowskiego tytułu. Wygrana 3:0 została okrzyczana jako sukces, ale to tylko PR-owski bełkot. Polacy mieli wszystkie atuty w ręku, żeby ten turniej wygrać, lecz zajęli tylko trzecie miejsce. Brązowy medal jest ich porażką, nie sukcesem. A władze PZPS powinny przyjrzeć się bliżej włoskiemu eksperymentowi (odmłodzona radykalnie reprezentacja Włoch zdobyła mistrzostwo Europy pokonując w finale Słowenię 3:2) – u nas też jest pokolenie młodych, piekielnie utalentowanych i pozbawionych kompleksów i wolnych od przesądów siatkarzy. Trzeba tylko dać im trenera z wizją i pomysłem, a sukcesy, te prawdziwe, mierzone złotymi medalami, z pewnością przyjdą. Trzeba schować dwa tytuły mistrzów świata do gabloty i zacząć wszystko od początku. Nie twierdzimy, że nowy selekcjonera reprezentacji Polski powinien zrezygnować z Kurka, Kubiaka, Drzyzgi, Nowakowskiego czy Zatorskiego, na pewno jednak nie powinien zaczynać układania kadry akurat od tych właśnie zawodników.

48 godzin sport

Kołeczek nie pojedzie do Tokio
Nasza czołowa biegaczka na 100 m przez płotki Karolina Kołeczek (na zdjęciu) nie weźmie udziału w igrzyskach w Tokio, chociaż uzyskała minimum olimpijskie. Informację o jej rezygnacji podał w mediach społecznościowych branżowy portal Athletics News. Powodem jest zakrzepica, z którą nasza płotkarka boryka się od kilku tygodni i przez którą nie wystartowała w miniony weekend w rozgrywanych w Poznaniu mistrzostwach Polski, a w środę w Memoriale Ireny Szewińskiej. Absencja Kołeczek to duża strata dla polskiej reprezentacji olimpijskiej, bo 28-letnia płotkarka w lutym, podczas halowym mistrzostw Polski w Toruniu, uzyskała czas 7,96 s, który jest ósmym rezultatem w polskich tabelach historycznych. To kolejna z gwiazd naszej królowej sportu, której zabraknie w Tokio. W ostatnich dniach ze startu wycofali się biegacze Sofia Ennaoui oraz Adam Kszczot.

Kochanowski zamienił Kędzierzyn-Koźle na Rzeszów
Potwierdziły się plotki o transferze naszego reprezentacyjnego siatkarza Jakuba Kochanowskiego. 23-letni środkowy po roku gry odszedł z Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle i podpisał trzyletni kontrakt z Asseco Resovią Rzeszów. Kochanowski, który znalazł się w 12-osobowej kadrze na igrzyska olimpijskie w Tokio, ma w dorobku tytuł mistrza świata juniorów, Puchar i Superpuchar Polski, ale przede wszystkim wraz z ekipą ZAKSY triumf w Lidze Mistrzów CEV.

Mistrzyni świata na 400 m zawieszona na dwa lata
Startująca w barwach Bahrajnu Nigeryjka Salwa Eid Naser, mistrzyni świata w biegu na 400 m z 2019 roku, nie wystąpi w rozpoczynających się 23 lipca igrzyskach w Tokio. Trybunał Arbitrażowy ds Sportu (CAS) uznał, że jest winna naruszenia zasad dotyczących kontroli antydopingowych i zawiesił ją na dwa lata. Naser została tymczasowo zdyskwalifikowana przez Athletics Integrity Unit (AIU) 5 czerwca. Dwa dni później ta niezależna organizacja, powołana do zwalczania dopingu w lekkoatletyce, podała, że 22-letnia zawodniczka czterokrotnie uniknęła kontroli antydopingowej, a zgodnie z przepisami już trzykrotne nieuzasadnione niepoddanie się testom antydopingowym w ciągu roku daje podstawę do nałożenia nawet dwuletniej dyskwalifikacji.

Hiszpan zastąpił Włocha w Evertonie, a Włoch Francuza w Realu
Rafael Benitez został nowym trenerem piłkarzy Evertonu. Hiszpański szkoleniowiec podpisał kontrakt obowiązujący do końca czerwca 2024 roku. Dla 61-letniego Beniteza to powrót do angielskiej Premier League po dwuletniej przerwie. Do czerwca 2019 roku prowadził Newcastle United, potem pracował w Chinach jako trener drużyny Dalian DC, ale od stycznia tego roku pozostawał bez zajęcia. W Evertonie zastąpił Włocha Carlo Ancelottiego, który od 1 lipca będzie trenerem Realu Madryt w miejsce Zinedine’a Zidane’a.

Liga Mistrzów nie dla szczypiornistów Orlenu Wisły Płock
Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) ogłosiła listę 16 zespołów, które w nowym sezonie zagrają w Lidze Mistrzów. 10 z nich miało zapewnione miejsce na podstawie rankingu lig krajowych, sześć rozdzielono przyznając tzw. dzikie karty. Otrzymały je: Telekom Veszprem, Mieszkow Brześć, Montpellier HB, HC Motor Zaporoże, Elverum Handball oraz Dinamo Bukareszt. Wicemistrz Polski Orlen Wisła Płock nie znalazł się w tym gronie nawet w roli rezerwowej ekipy (została nią słoweńska drużyna RK Gorenje Velenje). Zatem jedynym polskim zespołem w Lidze Mistrzów EHF w nowym sezonie będzie ekipa Łomży Vive Kielce, a „Nafciarzom” pozostaje start w pucharze niższej rangi, Lidze Europy. W minionych rozgrywkach płocki zespół dotarł do Final Four tych rozgrywek, ale ostatecznie zajął czwartą lokatę. Losowanie grup europejskich pucharów wyznaczono na 2 lipca.

Liga Mistrzów CEV: Lider PlusLigi lepszy o potentata Serie A

W ćwierćfinałowym starciu siatkarzy Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle z włoskim potentatem Cucine Lube Civitanova własne boisko nie było żadnym atutem. Polski zespół na wyjeździe wygrał 3:1, ale w minioną środę u siebie przegrał 0:3 (22:25, 24:26, 24:26) i o awansie do półfinału musiał rozstrzygnąć tzw. złoty set. A w nim kędzierzynianie nagle znów zaczęli grać jak z nut i po zaciętej walce wygrali na przewagi 16:14, przechodząc do następnej rundy rozgrywek.

Przed tygodniem zespół z Kędzierzyna-Koźla potwierdził słowa swojego prezesa, Sebastiana Świderskiego, który przed pierwszą potyczką ćwierćfinałową z Cucine Luba Cvitanova przekonywał w mediach, iż dzisiaj liga włoska ma zdecydowanie mniejszą przewagę nad polską niż miała jeszcze kilka lat temu. Siatkarze jego drużyny udowodnili to na boisku, rozgrywając jeden z najlepszych meczów w wydaniu polskich drużyn klubowych w ostatnich sezonach. Wygrana 3:1 na boisku utytułowanego rywala, który w Lidze Mistrzów de facto broni mistrzowskiego tytułu wywalczonego w 2019 roku, bo jak wiadomo w poprzednim sezonie te elitarne rozgrywki zostały przerwane z powodu wybuchu pandemii i europejska federacja siatkarska nie zdecydowała się na ich dokończenie. „Dokonaliśmy czegoś naprawdę wielkiego, wygraliśmy z najlepszą klubową drużyną w Europie i na świecie w ostatnich latach. Cieszymy się z tego zwycięstwa, lecz umiarkowanie, bo czeka nas jeszcze spotkanie rewanżowe. Gracze Cucine Lube jeszcze nie złożyli broni” – przekonywał atakujący ZAKSY Łukasz Kaczmarek.
Porażka z polskim zespołem spowodowała małe trzęsienie ziemi w Cucine Lube. Władze klub zdymisjonowały trenera Ferdinando de Giorgiego, zatrudniając w jego miejsce Gianlorenza Blenginiego, obecnego selekcjonera reprezentacji Włoch. Nowy szkoleniowiec dostał zadanie wywalczenia awansu do półfinału Ligi Mistrzów za wszelką cenę, bo szefów włoskiego klubu triumf w europejskich rozgrywkach pucharowych jest ważniejszy nawet od mistrzostwa kraju. „Nie mamy zbyt wiele czasu, musimy więc skupić się na wydobyciu jakości, jaką ten zespół już ma. Skupiamy się na tym, co sami możemy pokazać. To ryzykowne przedsięwzięcie, bo sprawę komplikuje wynik pierwszego meczu. A także, co tu udawać, także jakość jaką prezentuje obecnie ekipa ZAKSY” – nie krył trener Blengini tuż po objęciu posady w Cucine Lube.
Dla 51-letniego szkoleniowca to już drugie podejście do pracy w tym klubie. Wcześniej prowadził zespół w latach 2015-2017. Jego poprzednik, Ferdinando de Giorgi, dobrze znany też w Polsce, bo to były selekcjoner naszej reprezentacji (2017) , ale też trener ZAKSY (2015-2017) i niedoszły szkoleniowiec Jastrzębskiego Węgla (2018), w ostatnim czasie miał poważne problemy w relacjach z najlepszymi graczami zespołu. Jak utrzymują włoskie media, to właśnie z tego powodu drużyna Cucine Lube w lutym nie wygrała ani jednego meczu w lidze oraz w rozgrywkach pucharowych. W spotkaniu z ZAKSĄ de Giorgi zaognił jeszcze ten konflikt ściągając z boiska Joandry’ego Leala. Zdecydował się na to już po kilku nieudanych akcjach Kubańczyka z brazylijskim paszportem.
Trener Blengini miał mało czasu, ale nie zmarnował chyba nawet sekundy, bo po tygodniu od porażki do Kędzierzyna-Koźla przywiózł całkowicie odmieniony mentalnie zespół, w którym każdy gracz był wręcz nabuzowany żądzą rewanżu, a zwłaszcza kluczowi siatkarze w kadrze Cucine Lube Cvitanova – oprócz wspomnianego już Joandry Leala, także Osmany Juantorena, Luciano de Cecco i Robertlandy Simon.
Siatkarzom ZAKSY Kędzierzyn Koźle do awansu do półfinału Champions League wystarczyło wygrać dwa sety, ale w trzech kolejnych partiach nie potrafili znaleźć skutecznej recepty na walczących zaciekle rywali. W drugim secie prowadzili w końcówce 23:21, ale nie wykorzystali tej przewagi i przy wyniku 24:24 Kamil Semeniuk posłał piłkę na aut, a po chwili kapitalną zagrywką zwycięski punkt zdobyli gracze włoskiej drużyny. W trzecim secie gospodarze byli już pod presją i grali bardzo nerwowo. Przegrywali już 13:18, 17:20, ale w końcówce zdołali się sprężyć i wyszli na prowadzenie 24:23. Zmarnowali jednak piłkę setową, a potem przegrali trzy punkty z rzędu, seta 24:26, a mecz 0:3. O losach awansu miał więc rozstrzygnąć zawsze loteryjny „złoty set”. Walka w nim była równie wyrównana jak w trzech poprzednich. W dwóch sytuacjach gospodarze zostali skrzywdzeni przez sędziów, którzy nie zauważyli błędów rywali (cztery odbicia i dotknięcie piłki przy autowym ataku), ale trener ZAKSY Nikola Grbić nie poprosił o challenge. Przy stanie 13:13 Jakub Kochanowski świetnie zaserwował i gospodarze mieli piłkę meczową. Niestety, Kochanowski tym razem zepsuł zagrywkę, ale w następnej akcji Krzysztof Rejno zdobył punkt po ataku ze środka i ZAKSA miała kolejną piłkę meczową. Tym razem serwował Kaczmarek i po jego kapitalnym zagraniu kędzierzynianie zdobyli zwycięski punkt i odnieśli zwycięstwo.
Tym samy drużyna Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle poprawiła bilans starć polsko-włoskich. Do grudnia był on korzystniejszy dla zespołów z Półwyspu Apenińskiego, które wygrały 12 z 13 poprzednich meczów z polskimi drużynami. Oprócz ZAKSY do bilansu zwycięstw naszych siatkarzy dorzuciła się jeszcze ekipa Vervy Warszawa Orlen Paliwa, która pokonała Leo Shoes Modena. Kędzierzynianie awansując do półfinału Ligi Mistrzów powtórzyli swój wyczyn z sezonu 2017/2018. Wówczas zakończyli rozgrywki na czwartym miejscu. W tegorocznym półfinale ZAKSA zmierzy się lepszym zespołem z pary PGE Skra Bełchatów – Zenit Kazań (rozegrany w czwartek mecz zakończył się po zamknięciu wydania, ale w pierwszym spotkaniu, w Bełchatowie, rosyjska ekipa wygrała 3:1 i w rewanżu u siebie była murowanym faworytem).
Skoro już o polskich akcentach mowa, warto odnotować też zwycięski rewanż zespołu prowadzonego przez selekcjonera reprezentacji Polski Vitala Heynena. W pierwszym meczu ekipa belgijskiego szkoleniowca, w której występuje dwóch reprezentantów Polski, Wilfredo Leon i Maciej Muzaj, przegrała na wyjeździe sromotnie z drużyną Leo Shoes Modena 0:3, lecz w rewanżu lider włoskiej Serie A rozbił rywali 3:0, a potem w „złotym secie” zwyciężył pewnie 15:5. Leon zagrał w podstawowym składzie, a Muzaj pełnił rolę zmiennika.

ZAKSA lepsza od Trefla

Siatkarze ZAKSY Kędzierzyn-Koźle wciąż nie mają godnego siebie rywala w rozgrywkach PlusLigi. Podopieczni trenera Nikoli Grbicia w minioną sobotę bez większych problemów pokonali rewelację rozgrywek Trefla Gdańsk 3:0.

Potyczka między dominującą w lidze Grupą Azoty ZAKSA i rewelacją obecnego sezonu Treflem Gdańsk była hitem 18. kolejki, ale nie dostarczyła spodziewanych emocji. Ekipa Nikoli Grbicia potwierdziła dobitnie, że nie bez powodu są niepokonani w krajowej lidze. Kędzierzynianie bez większych problemów wywalczyli komplet punktów wygrywając w setach 25:17, 25:21 i 25:22. Pierwsze skrzypce w zespole ZAKSY grali skrzydłowi – Aleksander Śliwka, Kamil Semeniuk i Łukasz Kaczmarek, ale decydujące ciosy zadawał na ogół środkowy Jakub Kochanowski. To właśnie seria doskonałych zagrywek w wykonaniu tego gracza zakończyła pierwszą odsłonę meczu.
W drugiej partii gdańszczanie chyba nie mieli już wiary, że będą w stanie coś ugrać w tym meczu, bo w połowie seta przegrywali już sześcioma punktami i nie mieli żadnego pomysłu na powstrzymanie ataków rywali, wśród których znów brylował Kochanowski. Nawet gwiazdorzy ekipy Trefla z Mariuszem Wlazłym na czele zawodzili. Na szczęście w końcówce tej partii gospodarze nagle zgubili swój rytm i zaczęli tracić punkty, dzięki czemu gdańska ekipa zdołała nieco zmniejszyć dystans. Ale wygrana kędzierzynian w drugim secie też była bezdyskusyjna, podobnie zresztą jak w trzecim, bo drużyna Trefla nie znalazł w sobie dość mocy, aby urwać ZAKSIE na jej terenie chociaż jednego seta.
Kędzierzynianie mogli się cieszyć z trzynastego zwycięstwa w sezonie w swoim trzynastym ligowym występie. ZAKSA jest liderem PlusLiugi z dorobkiem 38 punktów, a drugi w tabeli Trefl Gdańsk ma na koncie 33 „oczka”, lecz wywalczone w 17 spotkaniach. Kolejne miejsca w czołówce zajmują: 3. Aluron CMC Warta Zawiercie (15 meczów, 28 punktów), 4. Jastrzębski Węgiel (11 meczów, 26 pkt), 5. VERVA Warszawa Orlen Paliwa (13 meczów, 24 pkt), 6. MKS Ślepsk Malow Suwałki (16 meczów, 23 pkt).

48 godzin sport

UEFA sypnęła trochę euro
Europejska Unia Piłkarska (UEFA) poinformowała w miniony poniedziałek, że przekaże federacjom wszystkich 55 państw europejskich łącznie 236,5 mln euro na przezwyciężenie skutków pandemii koronawirusa. Wszystkie otrzymają taką samą kwotę 4,3 mln euro i będą mogły je wydać wedle własnego uznania. W ubiegłym tygodniu UEFA podjęła też decyzję o wypłacie łącznie 70 mln euro na rzecz 676 klubów, których piłkarze uczestniczyli w ciągu ostatnich dwóch lat w eliminacjach mistrzostw Europy oraz w Lidze Narodów. Dodatkow 130 mln euro zostanie rozdzielone między kluby zwalniające swoich zawodników tylko na sam turniej finałowy Euro 2020, który jak wiadomo został przełożony na przyszły rok i wtedy też dokonane zostaną wpłaty z tego tytułu.

Kochanowski zostawił Skrę dla ZAKSY
Po dwóch sezonach w PGE Skrze Bełchatów Jakub Kochanowski przejdzie latem do zespołu Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Transfer środkowego reprezentacji Polski potwierdził trener ekipy z Kędzierzyna-Koźla Nikola Grbić. Kochanowski dołączy do grupy zawodników, którzy zostali w ZAKSIE na kolejny sezon. Zdecydowali się na to reprezentant Francji Benjamin Toniutti, reprezentant USA David Smith oraz polscy gracze – Łukasz Kaczmarek, Aleksander Śliwka, Paweł Zatorski, Krzysztof Rejno i Kamil Semeniuk.

Wzięli Norwega na trenera polskich biathlonistek
Nowym trenerem reprezentacji Polski biathlonistów został Anders Bratli. Norweg związał się umową z Polskim Związkiem Biathlonu do końca sezonu 2021/2022. Zastąpił na stanowisku Adama Kołodziejczyka, który niedawno zrezygnował z funkcji. 34-letni norweski szkoleniowiec w latach 2017-2018 prowadził kobiecą reprezentację Chin, następnie był asystentem selekcjonera czeskiej reprezentacji biathlonistów, a ostatnio pracował jako asystent trenera chińskiej kadry biathlonistek Tobiasa Torgersen.

Grand Prix Francji też odwołano
Nie odbędzie się zaplanowane na 28 czerwca Grand Prix Francji Formuły 1. Wyścig został odwołany z powodu pandemii koronawirusa. GP Francji jest już trzecim odwołanym wyścigiem w sezonie 2020 F1. Wcześniej taki los spotkał GP Australii oraz GP Monako. Siedem innych wyścigów – w Bahrajnie, Wietnamie, Chinach, Holandii, Hiszpanii, Azerbejdżanie oraz Kanadzie – zostało przełożonych na nieustalone jeszcze terminy.

Żałoba w meksykańskim futbolu
Meksykańska Federacja Piłkarska (FMF) poinformowała, że w wieku 88 lat w Guadalajarze zmarł Tomas Balcazar, legendarny piłkarz i trener zespołu Chivas Guadalajara, dziadek słynnego napastnika Manchesteru United, a obecnie zawodnika Los Angeles Galaxy Javiera „Chicharito” Hernandeza. Balcazar strzelił gola dla Meksyku w meczu z Francją w MŚ 1954 w Szwajcarii. 56 lat później jego wyczyn powtórzył wnuk, wspomniany „Chicharito”, który także strzelił gola Francuzom w wygranym przez Meksyk 2:0 meczu grupowym na mundialu w RPA w 2010 roku.

Jedna porażka w pięciu meczach

Polscy siatkarze mają już za sobą pięć meczów w rozgrywanym w Japonii Pucharze Świata. Biało-czerwoni wygrali cztery z nich: z Tunezją 3:0, Japonią 3:1, Argentyną 3:1 i Włochami 3:0, zaś spotkanie z ekipą USA przegrali 1:3. Czekają ich jeszcze potyczki z Rosją, Egiptem, Australią, Brazylią, Kanadą i Iranem.

Po dość łatwych wygranych z Tunezyjczykami i Japończykami, w trzeciej serii spotkań ekipie Vitala Heynena przyszło stoczyć walkę z przeciwnikiem z najwyższej światowej półki, czyli reprezentacją Stanów Zjednoczonych. Na ten mecz belgijski szkoleniowiec miał już do dyspozycji wszystkich powołanych na ten turniej graczy, bo do Japonii dojechała też reszta kadrowiczów z ekipy walczącej w mistrzostwach Europy. Heynen mógł zatem po raz pierwszy wystawić do gry w oficjalnym meczu najlepszego gracza ubiegłorocznych mistrzostw świata Bartosza Kurka oraz uważanego na najlepszego siatkarza na świecie Wilfredo Leona. Kubańczyk zaczął spotkanie w pierwszej szóstce, a Kurek jako zmiennik.

Kibice siatkówki w Polsce od dawna czekali na moment, gdy ci dwaj wybitni gracze wystąpią razem, bo w powszechnym mniemaniu ten duet ma nam zapewnić w przyszłym roku złoty medal olimpijski w Tokio. Dlatego porażkę z Amerykanami przejęto nad Wisłą z niekłamanym rozczarowaniem. Biało-czerwoni postawili się rywalom dopiero w trzeciej partii i tylko w tej. Trzy pozostałe przegrali raczej bezdyskusyjnie. Kurek miał 50 procent skuteczności w ataku po pierwszych trzech setach, Leon 67 procent. Po ostatniej partii te wskaźniki u obu graczy spadły – Kurkowi do 42, a Leonowi do 64 procent, ale i tak były znacznie lepsze niż w decydujących spotkaniach mistrzostw Europy. Za to poziom przyjęcia był znacznie gorszy, a ponadto Amerykanie zagrali niewiarygodnie skutecznie w obronie. Nie ulega jednak wątpliwości, że z Kurkiem i Leonem w najwyższej formie złoty medal może okazać się dla biało-czerwonych osiągalnym celem.

W sobotę biało-czerwoni poskromili zespół Argentyny, który wcześniej pokonał sensacyjnie ekipę USA, zaś w niedzielę nasi siatkarze stanęli w Fukuoce do walki z aktualnymi wicemistrzami olimpijskimi Włochami. Nie była to jednak równa walka, bo trener włoskiej drużyny Gianlorenzo Blengini na turniej do Japonii nie zabrał wielu kluczowych graczy, m.in. Filippo Lanzy, Osmany Juantoreny, Iwana Zajcewa, Simone Giannelliego, co musiało odpić się na wynikach.

Przystępując do meczu z Polakami Włosi mieli już na koncie dwie porażki – z Japonią i USA. W tym meczu we włoskich barwach zadebiutował znany w Polsce z występów w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle Holender 32-letni rozgrywający Holender Dick Kooy, który w 2016 roku rozpoczął starania o włoskie obywatelstwo i zgodę na zmianę barw narodowych. Biało-czerwoni zagrali z Włochami w składzie: Komenda, Śliwka, Kochanowski, Kurek, Leon, Kłos, Zatorski (libero) oraz Drzyzga, Muzaj, Szalpuk. Wygrali bez większych problemów 3:0 (25:18, 25:18, 25:22).

Kolejne spotkanie nasza drużyna zagra dopiero w środę, a jej przeciwnikiem będzie zespół Rosji. Po pięciu seriach gier jedynym niepokonanym zespołem w stawce 12 ekip jest Brazylia (pięć zwycięstw, 15 pkt, sety 15:2) która oczywiście jest na czele tabeli. Drugie miejsce zajmuje drużyna USA (cztery zwycięstwa i jedna porażka, 13 pkt, sety 14:5), a Polska z bilansem 4-1, 12, 13:5 jest na trzeciej pozycji. Najbliższy rywal biało-czerwonych, Rosja, zajmuje 4. lokatę z dwoma porażkami na koncie, 9 pkt i bilansem setów 11:10.

 

Udany powrót Kurka

Gospodarze Pucharu Świata Japończycy byli drugim rywalem polskich siatkarzy w tegorocznej edycji tej imprezy. Spotkanie w Fukuoce biało-czerwoni wygrali 3:1, a wydarzeniem był pierwszy po dłuższej przerwie występ Bartosza Kurka. W czwartek nasi siatkarze mieli wolne, a ich kolejnym przeciwnikiem w piątek rano polskiego czasu będzie ekipa Stanów Zjednoczonych.

Biało-czerwoni w dwóch pierwszych meczach turnieju nie zaznali smaku porażki. We wtorek grając w mocno eksperymentalnym składzie bez większych problemów pokonali Tunezję 3:0. W środę ich przeciwnikiem był jednak znacznie mocniejszy zespół, bo gospodarze imprezy Japończycy przygotowali swój zespół specjalnie pod Puchar Świata, o czym boleśnie jako pierwsi przekonali się Włosi, przegrywając z nimi we wtorek 0:3. Trener reprezentacji Polski Vital Heynen nie zlekceważył więc japońskiej drużyny, chociaż biało-czerwoni z reprezentacją Kraju Kwitnącej Wiśni wygrali sześć ostatnich spotkań, a po raz ostatni przegrali z nią na jej terenie 10 lat temu podczas Pucharu Wielkich Mistrzów, turnieju m.in. z udziałem ówczesnych mistrzów kontynentów.

Na mecz z Japonią belgijski szkoleniowiec postanowił zatem wzmocnić zespół i włączył do składu nie tylko Bartosza Kurka, dla którego po operacji kręgosłupa i rekonwalescencji był to pierwszy występ w tegorocznym sezonie reprezentacyjnym, ale także uczestników niedawnych mistrzostw Europy – Jakuba Kochanowskiego i Artura Szalpuka.

Polski zespół miał zatem na rywalami dużą przewagę wzrostu, ale mimo to Japończycy rzucili aktualnym mistrzom świata wyzwanie. Zwłaszcza szybkie akcje Masahiro Sekity oraz skrzydłowych Yukiego Ishikawy, Yuji Nishidy i Tatsuya Fukuzawy sprawiały naszym siatkarzom sporo kłopotów. Po atakach Kurka mistrzowie świata kilkakrotnie odskakiwali na dwa-trzy punkty, ale odpowiedź przeciwników była natychmiastowa. W kluczowym momencie nie wytrzymał jednak presji Fukuzawa, decydujący cios zadał Rafał Szymura i biało-czerwoni zapisali pierwszego seta na swoje konto. Drugą odsłonę Japończycy także rozpoczęli nieźle, ale nasi siatkarze szybko przejęli inicjatywę i punktowali seriami, kończąc tę partię 25:17.

Łatwa wygrana zdekoncentrowała jednak podopiecznych Vitala Heynena, bo w trzecim secie rywale zdominowali polski zespół. Belgijski szkoleniowiec nie krył swojego niezadowolenia z takiego przebiegu gry i w połowie trzeciej partii posłał na parkiet Jakuba Kochanowskiego i Artura Szalpuka. To poprawiło jakość gry biało-czerwonych, ale nie na tyle, żeby zdołali zatrzymać ofensywę przeciwników i przegrali 19:25.

W czwartym secie wszystko jednak wróciło do normy, bo chociaż Japończycy dokonywali cudów w obronie, to nie potrafili powstrzymać atakujących ze skrzydeł Kurka i Szalpuka. Biało-czerwoni od początku do końca czwartej partii kontrolowali wynik wygrali 25:17, a całe spotkanie 3:1. Heynen do gry wystawił taki oto skład: Kurek, Kwolek, Łomacz, Łukasik, Lemański, Huber, Popiwczak (libero) oraz Szymura, Kaczmarek, Janusz, Kochanowski, Szalpuk.

Przypomnijmy, że w tegorocznej edycji Pucharu Świata rywalizuje 12 zespołów – Japonia gra jako gospodarz, a Polska jako aktualny mistrz świata, reszta (Brazylia, USA, Rosja, Włochy, Kanada, Argentyna, Australia, Iran, Tunezja, Egipt) na podstawie miejsc zajmowanych w rankingu FIVB z uwzględnieniem kontynentalnych podziałów. W ciągu 15 dni każda z drużyn musi rozegrać 11 meczów, bo rywalizacja toczy się systemem „każdy z każdym”. Reprezentacja Polski jeszcze nigdy nie triumfowała w Pucharze Świata. Nasi siatkarze trzykrotnie plasowali się w czołowej trójce – drugie miejsce zajęli w 1965 i 2011 roku oraz trzecie w poprzedniej edycji cztery lata temu.

Terminarz gier kadry Polski w PŚ
(godziny wg. czasu polskiego):
Polska – Tunezja 3:0
Polska – Japonia 3:1
Polska – Stany Zjednoczone
4 października, godz. 8:00
Polska – Argentyna
5 października, godz. 5:30
Polska – Włochy
6 października, godz. 5:30
Polska – Rosja
9 października, godz. 8:00
Polska – Egipt
10 października, godz. 5:30
Polska – Australia
11 października, godz. 5:30
Polska – Brazylia
13 października, godz. 8:00
Polska – Kanada
14 października, godz. 5:30
Polska – Iran
15 października, godz. 5.30

Szeroka kadra Polski na PŚ 2019:
Rozgrywający: Marcin Janusz, Grzegorz Łomacz, Fabian Drzyzga, Marcin Komenda.
Atakujący: Łukasz Kaczmarek, Bartosz Kurek, Maciej Muzaj.
Środkowi: Michał Szalacha, Bartłomiej Lemański, Norbert Huber, Mateusz Bieniek, Karol Kłos, Jakub Kochanowski.
Przyjmujący: Tomasz Fornal, Bartosz Kwolek, Piotr Łukasik, Rafał Szymura, Wilfredo Leon, Aleksander Śliwka, Artur Szalpuk, Michał Kubiak.
Libero: Jakub Popiwczak, Damian Wojtaszek, Paweł Zatorski.

 

Teraz powalczą o prymat w Europie

W piątek 13 września reprezentacja Polski siatkarzy rozpocznie swój udział w mistrzostwach Europy. Na początek imprezy rozgrywanej we Francji, Belgii, Holandii i Słowenii biało-czerwoni zagrają z Estonią. Trener Vital Heynen nie znalazł w kadrze miejsca dla wracającego po kontuzji Bartosza Kurka.

Tegoroczne mistrzostwa Europy w piłce siatkowej mężczyzn będą już 31. edycją tej imprezy. Gospodarzami są cztery kraje – Francja, Belgia, Holandia i Słowenia. W tegorocznym czempionacie Starego Kontynentu rywalizować będą 24 zespoły. W pierwszej fazie zostały one podzielone na cztery grupy po sześć drużyn.

W grupie A (Montpellier) zagrają: Francja, Włochy, Bułgaria, Portugalia, Grecja i Rumunia; w grupie B (Bruksela, Antwerpia): Serbia, Niemcy, Belgia, Austria, Słowacja i Hiszpania; w grupie C (Lublana): Rosja, Słowenia, Turcja, Białoruś, Macedonia Północna i Finlandia; zaś w grupie D (Rotterdam, Amsterdam) reprezentacja Polski walczyć będzie z Holandią, Estonia, Ukrainą, Czechami i Czarnogórą.

Biało-czerwoni, aktualni mistrzowie świata, są rzecz jasna zaliczani do wąskiego grona faworytów turnieju. Oprócz Polaków szanse na medale przyznaje się ekipom broniącej tytułu Rosji, Francji (mistrz Europy z 2015), Włoch, Serbii, Niemiec i Belgii.
Podopieczni trenera Vitala Heynena rozpoczną mistrzostwa w piątek 13 września od meczu z Estonią, następnie w niedzielę 15 września zmierzą się z Holandią, w poniedziałek z Czechami, we wtorek z Czarnogórą, a w czwartek 19 września z Ukraina. Polacy trzy pierwsze mecze rozegrają w Rotterdamie, dwa ostatnie w Amsterdamie. Do kolejne rundy awansują po cztery zespoły z każdej grupy. W 1/8 finału drużyny z grupy A zmierzą się z drużynami z grupy C, natomiast ekipy z grupy D, czyli z naszymi siatkarzami, walczyć będą z czterema najlepszymi ekipami z grupy B, według schematu: B1-D4, B2-D3, D1-B4 i D2-B3. Potyczki ćwierćfinałowe rozegrane zostaną 23 i 24 września, zaś mecze półfinałowe (w Lublanie i Paryżu) oraz o medale (tylkow Paryżu) w dniach 26-29 września.

Polacy rozpoczną udział w mistrzostwach Europy w piątek meczem z reprezentacją Estonii. W fazie grupowej zagrają także z Czechami, Holandią, Czarnogórą i Ukrainą. Pierwsze trzy spotkania biao-czerwoni rozegrają w Rotterdamie, kolejne dwa w Amsterdamie, a na ewentualne mecze 1//8 i 1/4 finału pojadą prawdopodobnie do Apeldoorn. Półfinały ME 2019 odbędą się w słoweńskiej Lublanie oraz w Paryżu, a mecze o medale już tylko w stolicy Francji.

Z 16-osobowej kadry zawodników, którą trener Heynen powołał na ostatnie przez mistrzostwami zgrupowanie w Arłamowie, wypadło dwóch graczy – Bartosz Kurek, bo nie zdążył osiągnąć optymalnej formy po operacji kręgosłupa, którą przeszedł w kwietniu tego roku oraz jego klubowy kolega z ONICO Warszawa Bartosz Kwolek. Kurek, najlepszy siatkarz ubiegłorocznych mistrzostw świata, od początku miał niewielkie szanse na wywalczenie miejsca w składzie, natomiast co do Kwolka, to tym razem ten 22-letni przyjmujący przegrał rywalizację z Arturem Szalpukiem i Aleksandrem Śliwką, bo Michał Kubiak i Wilfredo Leon byli na tej pozycji pewniakami. Przypomnijmy, że w sierpniowym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskie w Gdańsku Heynen postawił na pięciu przyjmujących i tylko trzech środkowych, przez co z kadry wypadł Jakub Kochanowski. Tym razem to siatkarz PGE Skry Bełchatów znalazł się w składzie jako czwarty środkowy, obok Mateusza Bieńka, Piotra Nowakowskiego (jedyny z zawodników obecnej kadry, który w 2010 roku zdobył mistrzostwo Europy) oraz Karola Kłosa.

Kadra Polski:
Rozgrywający: Fabian Drzyzga (Lokomotiw Nowosybirsk, Rosja), Marcin Komenda (Asseco Resovia Rzeszów).
Atakujący: Dawid Konarski (Jastrzębski Węgiel), Maciej Muzaj (Jurga Surgut, Rosja).
Środkowi: Mateusz Bieniek (Cucine Lube Civitanova, Włochy), Karol Kłos, Jakub Kochanowski (obaj PGE Skra Bełchatów), Piotr Nowakowski (ONICO Warszawa).
Przyjmujący: Michał Kubiak (Panasonic Panthers Hirakata, Japonia), Wilfredo Leon (Sir Safety Perugia, Wlochy), Artur Szalpuk (PGE Skra Bełchatów), Aleksander Śliwka (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle).
Libero: Paweł Zatorski (ZAKSA), Damian Wojtaszek (ONICO Warszawa).

 

Kadra bez Bednorza i Kochanowskiego

Selekcjoner reprezentacji Polski siatkarzy Vital Heynen ogłosił skład kadry na XVII Memoriał Huberta Jerzego Wagnera, który w najbliższy weekend odbędzie się w Krakowie. Prawdopodobnie wybrani zawodnicy zagrają też tydzień później w Gdańsku, w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio.

Belgijski szkoleniowiec na turniej w krakowskiej Tauron Arenie z 16 siatkarzy, którzy trenowali ostatnio na zgrupowaniu w Zakopanem, nie powołał Jakuba Kochanowskiego i Bartosza Bednorza. Trudno na razie przesądzać, że ci dwaj utalentowani zawodnicy już ostatecznie wypadli ze składu szykowanego na olimpijskie kwalifikacje w Gdańsku, bo zwłaszcza Kochanowski nie bez powodu uważany jest przecież za najzdolniejszego siatkarza młodego pokolenia.

W Memoriale Wagnera biało-czerwoni w pierwszym meczu zmierzą się z Serbią (1 sierpnia), dzień później zagrają z Brazylią, a na zakończenie w sobotę 3 sierpnia z Finlandią. Przypomnijmy, że tydzień później w Gdańsku nasi siatkarze o olimpijski paszporty rywalizować będą z Tunezją (9 sierpnia), Francją (10 sierpnia) i Słowenią (11 sierpnia). Do olimpijskiego turnieju w Tokio zakwalifikuje się tylko zwycięska drużyna.

Kadra Polski
Środkowi: Mateusz Bieniek (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Karol Kłos (PGE Skra Bełchatów), Piotr Nowakowski (ONICO Warszawa). Rozgrywający: Fabian Drzyzga (Lokomotiw Nowosybirsk, Rosja), Grzegorz Łomacz (PGE Skra). Atakujący: Dawid Konarski (Jastrzębski Węgiel), Maciej Muzaj (Gazprom-Jugra Surgut, Rosja). Przyjmujący: Michał Kubiak (Panasonic Panthers Hirakata, Japonia), Bartosz Kwolek (ONICO), Wilfredo Leon (Sir Safety Perugia, Włochy), Artur Szalpuk (PGE Skra), Aleksander Śliwka (ZAKSA). Libero: Damian Wojtaszek (ONICO), Paweł Zatorski (ZAKSA).

 

 

Rusza nowy sezon PlusLigi

W piątek 12 października rozpocznie rywalizację siatkarska PlusLiga. Mistrzowskiego tytułu po raz dziewiąty w historii bronić będzie PGE Skra Bełchatów, a jej najgroźniejszymi konkurentami będą ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, Asseco Resovia, Jastrzębski Węgiel i Stocznia Szczecin.

 

W porównaniu z poprzedni sezonem PlusLiga zmniejszyła się o dwa zespoły, odrobinę zmieniono też system rozgrywek. Ponownie szansę walki o medale będzie miało sześć najwyżej sklasyfikowanych po fazie zasadniczej ekip, z czego dwie najlepsze awansują od razu do półfinału, a pozostałe cztery będą walczyły w parach o pozostałe dwa miejsca. W tej części play off rywalizacja toczyć się będzie do dwóch wygranych, ale po każdym ze spotkań nastąpi zmiana gospodarza. Te same zasady będą obowiązywać w półfinałach oraz w rywalizacji o piątą lokatę. Przywrócono natomiast zasadę, że w strefie medalowej trzeba będzie wygrać trzy mecze, również ze zmianą gospodarza po każdym ze spotkań. W tym sezonie nie przewidziano bezpośredniego spadku z ligi, ale zespoły z dwóch ostatnich miejsc będą musiały po fazie zasadniczej zmierzyć się ze sobą do dwóch wygranych meczów, zaś pokonanego w tym starciu czeka dodatkowo baraż o pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej z mistrzem pierwszej ligi.

Kto jest w tym sezonie najpoważniejszym kandydatem do wygrania PlusLigi? Można chyba powiedzieć, że ci sami co ostatnio plus nowa siła ze Szczecina. W obozie broniącej tytułu PGE Skry Bełchatów latem doszło do kilku roszad, a których najważniejsze były odejście serbskiego środkowego Srecko Lisinaca oraz przyjmującego Bartosza Bednorza, ale w miejsce pierwszego z wymienionych bełchatowianie pozyskali z Indykpolu AZS Olsztyn brylującego w drużynie mistrzów świata Jakuba Kochanowskiego, a lukę po Bednorzu zapełnił z powodzeniem inny ze złotych medalistów z Turynu Artur Szalpuk. Ten znakomity 23-letni siatkarz wrócił do Skry po rocznym pobycie w Treflu Gdańsk.

Kilku innych graczy z mistrzowskiej ekipy Vitala Heynena również zmieniło klubowe barwy. Do Zaksy Kędzierzyn-Koźle z Asseco Resovii Rzeszów przeniósł się przyjmujący Aleksander Śliwka. Wicemistrzowie Polski ściągnęli do siebie także występującego dotychczas w Cuprum Lubin atakującego Łukasza Kaczmarka, który latem grał w kadrze w Lidze Narodów, ale na mistrzostwa świata się nie załapał. Po roku gry w Turcji wrócił do PlusLigi nasz reprezentacyjny atakujący Dawid Konarski, który związał się z ekipą Jastrzębskiego Węgla. Będzie w niej grał z również pozyskaną latem dwójką przyjmujących – Niemcem Christianem Frommem i Francuzem Julienem Lyneelem. Do Asseco Resovii z kolei po sześciu latach przerwy wrócił przyjmujący Mateusz Mika, a wraz z nim z Gdańska przeniósł się reprezentacyjny atakujący Damian Schulz. Mika nie jest jedynym wracającym po latach zawodnikiem w rzeszowskiej drużynie. Ponownie bronić jej barw będzie brazylijski rozgrywający z francuskim paszportem Rafael Redwitz, który grał w Asseco Resovii już w sezonie 2009/2010. Rafał Buszek, który ostatnio występował w ZAKSIE, związał się zaś z tym klubem po raz… czwarty. Drużyna z Rzeszowa po dwóch słabszych sezonach chce znów liczyć w walce o medale i w tym celu pozyskała jeszcze kilku obcokrajowców, m.in. Amerykanów Kawikę Shojiego i Davida Smitha, a także australijskiego libero Luke’a Perry’ego.

Kwartetowi faworytów szyki pomiesza zapewne solidnie wzmocniona latem Stocznia Szczecin, która na koniec poprzedniego sezonu zajęła 12. miejsce. Włodarze klubu po zakończeniu rozgrywek co rusz chwalili się nazwiskami kolejnych uznanych na rynku siatkarz. Hitem było pozyskanie Bartosza Kurka oraz znakomitego Bułgara Mateja Kazijskiego. Kontrakty podpisali też rozgrywający Łukasz Żygadło, inny Bułgar Nikołaj Penczew oraz belgijski środkowy Simon van de Voorde.
Nowy sezon zainaugurują dwa piątkowe mecze – Cerrad Czarni Radom podejmą Jastrzębski Węgiel, a ONICO Warszawa zagra u siebie z Cuprum Lubin.