48 godzin sport

Niezgoda strzela za oceanem
Jarosław Niezgoda zdobył dwie bramki dla Portland Timbers w wygranym przez jego zespół 3:0 meczu MLS z San Jose Earthquakes. Były napastnik Legii Warszawa grał do 60. minuty. Drużyna Portland Timbers z dorobkiem 30 punktów zajmuje drugie miejsce, za Seattle Sounders, w tabeli Konferencji Zachodniej Major League Soccer. Niezgoda w tym sezonie w amerykańskiej lidze strzelił jak dotąd cztery gole. Z polskich piłkarzy grających za oceanem skuteczniejszy jest jednak Piotr Parzyszek, który ma na koncie siedem trafień.

Bednorz szaleje w Rosji
Bartosz Bednorz znowu błysnął w lidze rosyjskiej, zdobywając najwięcej punktów dla Zenitu Kazań w wygranym przez jego zespół 3:0 meczu z Neftjanik Orenburg. Reprezentant Polski wywalczył 15 punktów i zanotował 58 procent skuteczności w ataku. Popisał się też trzema asami serwisowymi w jednym ustawieniu. Zenit Kazań, którego trenerem jest Władimir Alekno, są w tej chwili wiceliderem rosyjskiej Superligi.

Leon błyszczy w Italii
W lidze włoskiej trwa zwycięska seria zespołu Sir Safety Conad Perugia, prowadzonego przez selekcjonera reprezentacji Polski Vitala Heynena, a którego największą gwiazdą jest Kubańczyk z polskim paszportem Wilfredo Leon. W 4. kolejce siatkarskiej Serie A ekipa z Perugii pokonała na wyjeździe NBV Werona 3:0 (25:22, 25:22, 25:23). Leon była najlepszym graczem na parkiecie – nasz reprezentacyjny siatkarz zdobył 20 punktów, notując skuteczność w ataku na poziomie 53 procent. Sir Safety Conad Perugia po czterech kolejkach prowadzi w lidze z kompletem 12 punktów, przez Cucine Lube Civitanova (11 pkt) i Power Volley Milano (9 pkt).

Kubica zamyka stawkę w DTM
Robert Kubica w miniony weekend w wyścigach DTM na belgijskim torze Zolder zajął w sobotę 14., a w niedziele 12 miejsce. Kierowca ekipy Orlen ART Team w sobotnim wyścigu był ostatni w stawce kierowców, którzy ukończyli zawody i jako jedyny został zdublowany. Pierwsze miejsce zajął Rene Rast z Audi Sport Team Rosberg. Drugi był Robin Frijns, a trzeci Nico Mueller. W niedzielę Kubica spisał się trochę lepiej zajmując 12. lokatę. Wygrał ponownie Rene Rast, który dzięki tym zwycięstwom zmniejszył stratę w klasyfikacji generalnej do prowadzącego Nico Muellera (Audi). Kubica w „generalce” zajmuje ostatnią lokatę w gronie 16 kierowców.

Wirus u hokeistów z Torunia
Czterech zawodników występującej w ekstralidze hokeja na lodzie drużyny Energa Toruń jest zakażonych koronawirusem SARS-CoV-2. Hokeiści czują się dobrze, ale mecze zespołu zaplanowane na 16 i 18 października, odpowiednio z Tauronem Podhalem Nowy Targ i Comarch Cracovią, zostały przełożone. Wcześniej w toruńskiej ekipie stwierdzono zakażenie koronawirusem u trenera Juryja Czucha, co spowodowało odwołanie w miniona niedzielę wyjazdowego spotkania z GKS Katowice.

48 godzin sport

Drugie trafienie Klicha
Mateusz Klich strzelił gola dla Leeds United w wygranym przez jego zespół 4:3 meczu 2. kolejki angielskiej Premier League z Fulham. Była to drugie ligowe trafienie 30-letniego reprezentanta Polski w tym sezonie. Klich zaliczył także asystę przy trzeciej bramce dla ekipy Leeds, która z trzema punktami na koncie zajmuje dziewiąte miejsce w tabeli.

Nadal przegra w Rzymie
Argentyńczyk Diego Schwartzman, który w 1/8 finału turnieju ATP w Ryzmie wyeliminował najlepszego polskiego tenisistę Huberta Hurkacza, w ćwierćfinale pokonał też (6:2, 7:5) broniącego tytułu Hiszpana Rafaela Nadala, rozstawionego w tegorocznym turnieju z numerem drugim. Porażka wicelider rankingu ATP w imprezie na kortach Foro Italico jest niespodzianką, bo Nadal wcześniej triumfował tu dziewięć razy.

Grała siatkarska PlusLiga
Wyniki 2. kolejki: Cuprum Lubin – VERVA Warszawa Orlen Paliwa 2:3; Jastrzębski Węgiel – Asseco Resovia Rzeszów 3:0; Indykpol AZS Olsztyn – MKS Ślepsk Malow Suwałki 0:3, Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – MKS Będzin 3:0. Niedzielne mecze PGE Skry Bełchatów z Aluronem CMC Wartą Zawiercie oraz Cerradu Enei Czarnych Radom z Treflem Gdańsku wydania. Spotkanie GKS Katowice ze Stalą Nysa odbędzie się w poniedziałek. W tabeli prowadzi Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle przed Jastrzębskim Węglem i VERVĄ Warszawa Orlen Paliwa, a stawkę zamyka Stal Nysa.

Ważny gol Płachety
W 2. kolejce Championship Norwich zremisował z Preston North End 2:2. Gola dającego remis ekipie gospodarzy w samej końcówce meczu zdobył młodzieżowy reprezentant Polski Przemysław Płacheta, który tego lata do angielskiej drużyny przeszedł ze Śląska Wrocław.

Grała I liga piłkarska
Wyniki 4. kolejki: Widzew Łódź – Stomil Olsztyn 2:0, Zagłębie Sosnowiec – ŁKS Łódź 1:2, Sandecja Nowy Sącz – Odra Opole 1:2, GKS Bełchatów – GKS Tychy 1:1, Arka Gdynia – Miedź Legnica 4:0, Chrobry Głogów – GKS Jastrzębie 1:0, Bruk-Bet Termalica Nieciecza – Resovia 2:0, Korona Kielce – Górnik Łęczna 0:2. Mecz Radomiaka Radom z Puszczą Niepołomice odwołano z powodu zagrożenia epidemicznego. W tabeli prowadzi ŁKS przed Bruk-Betem (oba zespoły mają po 12 pkt), stawkę zamyka GKS Jastrzębie, które jeszcze nie zdobyło punktów.

Kubica z awarią
W kwalifikacjach do niedzielnego wyścigu DTM na torze w Nurburgring Robert Kubica (Orlen Team ART) zajął najlepszą w tym sezonie siódmą lokatę. Niestety, w oficjalnym wyścigu w jego samochodzie doszło do awarii skrzyni biegów i ostatecznie krakowianin nie dojechał do mety niedzielnego wyścigu. W momencie wystąpienia awarii znajdował się na szóstym miejscu w stawce. W sobotę wyścig ukończył na 13. miejscu.

Remis polskich piłkarek
Prowadzona przez trenera Miłosza Stępińskiego reprezentacja Polski kobiet w piłce nożnej bezbramkowo zremisowała z Czechami w meczu grupy D eliminacji mistrzostw Europy. Biało-czerwone po czterech rozegranych spotkaniach prowadzą w grupie z dorobkiem 8 punktów, przed Hiszpankami (3 mecze, 7 pkt) i Czeszkami (4 mecze, 7 pkt) oraz Mołdawią (3 pkt) i Azerbejdżanem (zero punktów). We wtorek 22 września w Bielsku-Białej Polki rozegraną mecz rewanżowy z drużyną Czech.

Kara dla Cecha z Cracovii
Obrońca Cracovii David Jablonsky został zawieszony za udział w korupcji do końca 2021 roku. Kara ma rygor natychmiastowej wykonalności. Czech w 2012 roku brał udział w ustawieniu pięciu meczów FK Teplice. Dwa z nich miały odbyły się w lidze młodzieżowej. Kolejne dwa w III lidze, a jeden w Pucharze Czech. Za ten czyn Jablonsky został ukarany dyskwalifikacją do końca 2021 roku. Kara ma rygor natychmiastowej wykonalności. Piłkarz może się od niej odwoływać, ale ryzykuje wydłużenie zawieszenia. Zdarzało się już bowiem tak, że zawodnicy za podobne przewinienia karani byli dożywotnim zakazem gry. 28-letni Jablonsky występuje w Cracovii od lipca 2019 roku. W poprzednim sezonie był podstawowym obrońcą „Pasów”.

Awansowały bez gry
Siatkarki ŁKS Commercecon awansowały bez gry do 2. rundy kwalifikacji Ligi Mistrzyń. Z powodu zakażenia koronawirusem w drużynie Hapoel Kfar Saba nie dojdzie bowiem do zaplanowanych na przyszły tydzień spotkań z izraelskim zespołem w 1. rundzie eliminacji. O decyzji Europejskiej Konfederacja Siatkówki (CEV) klub z Łodzi poinformował w sobotę. Oba mecze miały zostać rozegrane w Łodzi we wtorek i czwartek. W 2. rundzie eliminacji łodzianki zagrają ze zwycięzcą pary Calcit Kamnik – Mladost Zagrzeb. W eliminacjach uczestniczy dwanaście zespołów. Trzy z nich uzyskają prawo gry w grupowej fazie LM.

Sukces Niewiadomej
Startująca w barwach niemieckiej grupy kolarskiej Canyon-SRAM Katarzyna Niewiadoma odniosła wielki sukces zajmując drugie miejsce w kobiecym wyścigu Giro d’Italia, jednym z najbardziej prestiżowych wyścigów etapowych w rywalizacji kobiet. Polkę wyprzedziła tylko mistrzyni olimpijska z Rio de Janeiro Holenderka Anna van der Breggen (Boels-Dolmans), a trzecie miejsca na podium wywalczyła Włoszka Elisa Longo Borghini (Trek-Segafredo).

Gol Niezgody w MLS
Zespół Portland Timbers wygrał na wyjeździe z San Jose Earthquakes 6:1. Jedną z bramek dla zwycięzców zdobył były napastnik Legii Warszawa Jarosław Niezgoda. Było to jego czwarte trafienie w obecnych rozgrywkach Major Ligue Soccer. Portland Timbers po 12 kolejkach spotkań ma na koncie 18 punktów i zajmuje piąte miejsce w Konferencji Zachodniej.

Nasi szaleją za oceanem

Kapitalny mecz w amerykańskiej Major Soccer League rozegrał w miniony weekend Kacper Przybyłko. Polski napastnik Philadelphia Union zdobył dwie bramki i zaliczył asystę w spotkaniu z D.C. United (4:1).

Przybyłko był bohaterem rozegranego w miniony weekend meczu MLS Philadelphia Union – D.C. United (4:1). 27-letni polski napastnik już po 16. minutach miał na koncie dwa trafienia. Najpierw pokonała bramkarz rywali wykorzystując dośrodkowanie z rzutu rożnego, a kilka minut później popisał się kapitalnym uderzeniem zza pola karnego. To nie był jednak koniec jego popisu, bo po przerwie zanotował jeszcze asystę przy trafieniu Brendena Aaronsona. Przybyłko grał do 64. minuty. w tym sezonie zdobył już cztery bramki. W tej ligowej kolejce MLS do siatki trafił również były napastnik Legii Warszawa Jarosław Niezgoda, który strzałem głową pokonał bramkarza zespołu Real Salt Lake, w zremisowanym przez jego Portland Timbers 4:4 spotkaniu. 25-letni Polak grał do 67. minuty, a jego gol był pierwszym strzelonym na stadionie jego obecnego klubu.
Bez bramki natomiast zakończył swój występ w barwach zespołu New England Revolution Adam Buksa. Powołany do kadry na wrześniowe mecze reprezentacji Polski były napastnik Pogoni Szczecin w spotkaniu z New York Red Bulls (1:1) przebywał na boisku do 73. minuty. O dziesięć minut dłużej w ekipie Chicago Fire zagrał inny z kadrowiczów powołanych przez Jerzego Brzęczka, Przemysław Frankowski. Jego drużyna przegrała na wyjeździe 1:3 z New York City FC. Całe spotkanie w bramce FC Cincinnati rozegrał były już reprezentant naszego kraju Przemysław Tytoń i jeszcze na dodatek zachował czyste konto w meczu z zespołem Columbus Crew (0:0).
Gwoli przypomnienia – tegoroczny sezon MLS został przerwany w marcu z powodu pandemii koronawirusa. W lipcu i sierpniu rozegrano finałowy turniej w izolowanych ośrodkach pod szyldem „MLS is Back”, który wygrała drużyna Jarosława Niezgody – Portland Timbers. Po jego zakończeniu niemal od razu rozpoczęły się rozgrywki nowego sezonu.

48 godzin sport

Wypadek w Tour de Pologne
Do groźnego wypadku doszło na ostatnich metrach rozegranego w miniona środę pierwszego etapu kolarskiego wyścigu Tour de Pologne. Holenderski kolarz Fabio Jakobsen z grupy Deceuninck-Quick Step tuż przed metą został popchnięty przez swojego rodaka, Dylana Groenewegena z zespołu Jumbo-Visma (został za to zdyskwalifikowany), i z ogromnym impetem uderzył w barierki oraz słup reklamowy. W zderzeniu ucierpiał też stojący za ogrodzeniem jeden z sędziów wyścigu. Obaj poszkodowani w wypadku trafili do szpitala. Mocniej poturbowany Jalobsen został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej. Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) opublikowała oświadczenie, w którym zdecydowanie potępiła zachowanie Dylana Groenewegena i zapowiedziała, że jego sprawa zostanie przekazana do Komisji Dyscyplinarnej.

Niezgoda w finale MLS
Zespół Portland Timbers z polskim piłkarzem Jarosławem Niezgodą w składzie (wszedł na boisko w 56. minucie), w półfinale piłkarskiego turnieju „MLS Is Back” pokonał 2:1 drużynę Philadelphia Union, w której cały mecz rozegrał inny z polskich piłkarzy w MLS, Kacper Przybyłko). Turniejowej finał sezonu Major Soccer League jest rozgrywany w Orlando w formule turniejowej. Finałowym rywalem ekipy Timbers będzie zwycięzca drugiego półfinałowego meczu – Orlando City lub Minnesota United (spotkanie odbyło się w czwartek w nocy polskiego czasu).

W NHL też grają mimo pandemii
W miniony weekend wznowiła rozgrywki NHL. Runda kwalifikacyjna ma potrwać do 9 sierpnia, a potem rozpoczną się ćwierćfinały w obu konferencjach. Półfinały zaplanowano od 25 sierpnia, zaś finały od 8 września. Początek zmagań o Puchar Stanleya zaplanowano na 22 września. Zwycięzca zostanie wyłoniony najpóźniej do 4 października. Mistrzowskiego tytułu broni zespół St. Louis Blues.

Wrócił z Polski do ojczyzny
Słoweniec Urosz Korun, który przez ostatnie pięć sezonów był piłkarzem Piasta Gliwice, podpisał dwuletni kontrakt z trzecim zespołem słoweńskiej ekstraklasy w minionych rozgrywkach Olimpiją Lublana. 33-letni obrońca w polskiej ekstraklasie wystąpił w 132 spotkaniach i zdobył cztery gole, 26 razy został ukarany żółtą kartką i dwukrotnie czerwoną. Ostatnio Piast stracił innego podstawowego zawodnika – Hiszpana Jorge Felixa, który przeszedł do tureckiego Sivassporu. Umowy nie przedłużył też Anglik Tom Hateley.

Wilczek wrócił do Danii
Kamil Wilczek opuścił turecki zespół Goeztepe, do którego przeszedł w styczniu tego roku z Broendby Kopenhaga, i wrócił do duńskiej ekstraklasy. Polski napastnik, podpisał dwuletni kontrakt z innym z kopenhaskich klubów, FC Kopenhaga. Wilczek ma w Danii dobrą markę, bo wcześniej w barwach Broendy w 163 meczach strzelił 92 gole. W tureckiej lidze nie był taki skuteczny, bo w 14 występach zdobył tylko jedną bramkę.

Przegrali z wirusem

FC Dallas nie wystąpi w turnieju w Orlando, w którym amerykańsko-kanadyjska liga MLS zamierza dokończyć przerwane przez pandemię rozgrywki. Po kolejnych testach okazało się, że aż 10 piłkarzy jest zakażonych.

Rywalizacja w Orlando już się rozpoczęła, a testy, które dały wynik pozytywny u piłkarzy FC Dallas, wykonano już w zamkniętym ośrodku w Orlando, gdzie każda z 26 drużyn przebywa w izolacji. Koronawirusem zosta też dotknięty zespół Nashville SC, w któym na razie wykryto pięć przypadków zakażenia Covid-19, mimo to klub nie podjął decyzji o wycofaniu zespołu z rozgrywek.
Wiadomo już, że w Orlando nie zagra gwiazdor ligi Carlos Vela z Los Angeles FC. Najlepszy strzelec (36 bramek) i najlepszy zawodnik poprzedniego sezonu odmówił udziału w turnieju z obawy przed koronawirusem. Skorzystał w ten sposób z zapisu regulaminu „czasu zarazy” ustalonego przez władze MLS, którego jeden z kluczowych zapisów zezwala piłkarzom na rezygnację z przystąpienia do rywalizacji z powodów zdrowotnych. „Chciałbym być z moimi kolegami w Orlando, ale muszę pozostać z moją żoną, która jest w zagrożonej ciąży” – oświadczył meksykański piłkarz.
Turniej pod nazwą „MLS is Back” w Orlando ma potrwać do 11 sierpnia. Mecze są rozgrywane bez udziału publiczności. Tegoroczne rozgrywki przerwano z powodu koronawirusa 12 marca po zaledwie dwóch kolejkach. Na początku maja pozwolono piłkarzom na indywidualne zajęcia na obiektach treningowych klubów, a pod koniec poprzedniego miesiąca – na treningi w małych grupach. 4 czerwca poinformowano, że kluby mogą wrócić do szkolenia całych drużyn, ale pod warunkiem przestrzegania rygorystycznych procedur oraz uzyskania zgody personelu medycznego i lokalnych ekspertów ds. chorób zakaźnych. W kadrach rywalizujących w Orlando są też polscy piłkarze – Kacper Przybyłko (Philadelphia Union), Przemysław Frankowski (Chicago Fire), Adam Buksa (New England Revolution), Jarosław Niezgoda (Portland Timbers) i Przemysław Tytoń (FC Cincinnati).

Covid-19 szaleje w MLS

Sześciu piłkarzy klubu MLS FC Dallas miało pozytywny wynik testu na koronawirusa i z tego powodu mecz tej drużyny z Vancouver Whitecaps został przełożony. Ale liga mino to wznowi przerwane rozgrywki.

Tegoroczny sezon rozgrywek w amerykańsko-kanadyjskiej Major Soccer League przerwano z powodu wybuchu pandemii koronawirusa 12 marca. Do tego momentu zdążono rozegrać tylko dwie kolejki spotkań. Dopiero na początku maja piłkarze mogli podjąć indywidualne treningi na obiektach treningowych klubów, a pod koniec tego miesiąca zezwolono na zajęcia w małych grupach. Od 4 czerwca zespoły mogły już jednak trenować bez ograniczeń liczbowych, ale pod warunkiem przestrzegania rygorystycznych procedur sanitarnych i pod ścisłym nadzorem personelu medycznego i lokalnych służb epidemicznych. W MLS występuje obecnie pięciu polskich piłkarzy: Kacper Przybyłko (Philadelphia Union), który przeszedł zakażenie koronawirusem, Przemysław Frankowski (Chicago Fire), Adam Buksa (New England Revolution), Jarosław Niezgoda (Portland Timbers) i Przemysław Tytoń (FC Cincinnati).
Po przeprowadzeniu testów we wszystkich 26 zespołach MLS okazało się, że wśród 392 zawodników, trenerów, a także innych pracowników ligi stwierdzono 30 przypadków koronawirusa. Rozgrywki zostaną wznowione w formule turnieju, który zostanie rozegrany w dniach od 8 lipca do 11 sierpnia w zamkniętym kompleksie sportowym w Orlando.
FC Dallas miał swój pierwszy mecz rozegrać 9 lipca z Vancouver Whitecaps, lecz po przełożeniu tego spotkanie, swój udział w zmaganiach zainauguruje dopiero 15 lipca spotkaniem z Seattle Sounders, o ile rzecz jasna koleje testy nie wykażą zwiększenia liczby zakażonych. Cała drużyna wraz ze sztabem szkoleniowym przechodzi teraz kwarantannę. Z informacji podanych przez ten klub wynika, iż przed przyjazdem do Orlando wszystkie testy przeprowadzone wśród piłkarzy i sztabu dały wynik negatywny. Zakażenia wykryto dopiero po badaniach przeprowadzonych już po przylocie na Florydę.

Niezgodę odpuścili, Lewego nie powinni

Major League Soccer nie należy do najbardziej popularnych rozgrywek sportowych w Stanach Zjednoczonych, ale… piłka nożna w tym kraju dynamicznie się rozwija i ma się coraz lepiej. Niedawno brazylijski gwiazdor Neymar zadeklarował, że za kilka lat zagra w MLS w barwach zespołu Inter Miami. Głównym animatorem tego klubu, który dopiero zadebiutuje w tej lidze, jest David Beckham. Ale udane sezony w MLS ma za sobą wielu graczy o uznanych nazwiskach, jak choćby Zlatan Ibrahimović czy Wayne Rooney, a ochotę na to ma wielu innych, także Robert Lewandowski. Na razie jednak Amerykanie wyciągają z Polski zawodników o mniej znanych nazwiskach.

W latach 70. i 80. ubiegłego wieku mimo administracyjnych ograniczeń do USA na sportowe saksy wyjechała jednak całkiem spora grupa piłkarzy, wśród nich także reprezentanci Polski o znanych na świecie nazwiskach, jak Kazimierz Deyna, Władysław Żmuda, Robert Gadocha, Stanisław Terlecki, Zdzisław Kapka, Adam Musiał czy Adam Nawałka. Nie oni jednak tworzyli historię Major League Soccer, bo ligę powołano do życia dopiero w 1993 roku, rok przed rozegranymi w Stanach Zjednoczonych mistrzostwami świata w piłce nożnej, zakończonymi triumfem reprezentacji Brazylii. Rozgrywki ruszyły jednak dopiero w 1996 roku i chociaż nie wróżono im długiego żywota, mimo silnej konkurencji ze strony NBA, NHL, MBL i NFL przetrwały i w marcu zainaugurują jubileuszowy 25 sezon.
MLS nie jest ligą wedle europejskiego modelu. Gra w systemie wiosna-jesień, nie ma w niej spadków i awansów, a system rozgrywek jest taki, jak w innych zawodowych ligach amerykańskich, czyli z podziałem na konferencje, sezon zasadniczy i play off. W pierwszym sezonie w rozgrywkach wystartowało dziesięć zespołów, obecnie jest ich 26, a w najbliższych latach mają dołączyć jeszcze trzy. Zarobki piłkarzy są kontrolowane przez władze ligi, a zasady wynagradzania obowiązują wszystkie kluby. Nie przeszkadza to w płaceniu największym gwiazdom krociowych wynagrodzeń, ale też uniemożliwia, jak ma to miejsce w Europie, zatrudnianiu większej liczy takich graczy w jednym zespole.
Skromny wkład Polaków w MLS
Zresztą w MLS w ostatnich kilku latach zmienił się trend. Dzisiaj kluby nie chcą już stawiać na boiskowych weteranów w rodzaju Ibrahimovicia czy Rooneya, jak robiły to od początku istnienia ligi. Skorzystało na tym też kilku znanych polskich piłkarzy, także reprezentantów Polski. W 1996 roku do MLS trafił Robert Warzycha (Columbus Crew), dwa lata później w Chicago Fire pojawił się tercet Piotr Nowak, Roman Kosecki i Jerzy Podbrożny, a w do Tampa Bay Matiny trafił Jacek Ziober. W kolejnych latach strumień graczy z naszego kraju był już cieniutki – w 2000 roku w Columbus Crew mignął Mirosław Rzepa, w 2003 roku w New York MetroStars Andrzej Juskowiak (zagrał tylko sześć meczów i strzelił jednego gola). Pięc lat później do Chicago Fire zawitał „Francek, łowca bramek”, czyli Tomasz Frankowski. Zaliczył tylko jeden sezon, 16 występów, w których zdobył dwie bramki. Po nim w 2010 roku w ekipie z Chicago pojawił się Krzysztof Król, w 2011 roku w Sporting Kansas City Konrad Warzycha, a w 2015 roku w Toronto FC Damien Perquis.
W 2019 roku w MLS mieliśmy trzech graczy – do Chicago Fire powędrował Przemysław Frankowski, do FC Cincinatti Przemysław Tytoń, a do Philadelphia Union Kacper Przybyłko. Zrobili dobrą markę polskim piłkarzom – Frankowski rozegrał 31 meczów i strzelił 5 goli, a Przybyłko w 26 występach strzelił 15 goli.
Przed tegorocznym sezonem za ocean powędrował z Pogoni Szczecin do New England Revolution 23-letni Adam Buksa oraz z Legii Warszawa do Portland Timbers 24-letni lider klasyfikacji strzelców naszej ekstraklasy Jarosław Niezgoda. Obaj są świetnym przykładem nowego modelu biznesowego stosowanego przez kluby MLS, które zaczęły ściągać do siebie młodych, utalentowanych i głodnych sukcesu zawodników z całego świata i coraz śmielej uczestniczyć w międzynarodowym rynku transferów piłkarskich. Zachęcają je do tego przypadki takich graczy, jak Miguel Almiron, który z MLS przeszedł do angielskiego Newcastle za 24 mln euro), Alphonso Daviesa oddanego do Bayernu Monachium za 10 mln euro czy Zacka Steffena, który trafił do Manchesteru City za 8 mln euro.
Kluby MLS oprócz rozwijania swoich akademii piłkarskich, intensywnie też wyszukują utalentowanych graczy w krajach Ameryki Południowej, ale na tym rynku panuje silna konkurencja i ceny są mocno wyśrubowane, dlatego futbolowi skauci z MLS coraz chętniej penetrują mniejsze ligi europejskie, w tym także polską ekstraklasę. Nie wszyscy polscy piłkarze są chętni na przeprowadzkę za ocean. Oprócz Buksy i Niezgody tej zimy oferty kontraktowe z amerykańskich klubów mieli jeszcze Jacek Góralski (ostatecznie wybrał kazachski Kajrat Ałmaty), Damian Kądzior (wolał pozostać w Dinamie Zagrzeb) oraz Patryk Klimala (wybrał Celtic Glasgow).
W polskiej lidze wciąż jest tanio
Wyciągnięcie piłkarza z PKO Ekstraklasy wciąż jest tanim biznesem. Przemysław Frankowski zimą 2018 roku przeszedł z Jagielloni Białystok do Chicago Fire za skromne półtora miliona euro, ale tej zimy za Buksę ekipa New England Revolution zapłaciła Pogoni Szczecin już 4 mln euro, zaś Portland Timbers za Niezgodę 3,5 mln euro, a dopłaci jeszcze prawie milion, jeśli okaże się, że po zabiegu kardiologicznym przeprowadzonym już w USA ten piłkarz całkowicie pozbył się problemów z sercem. W sumie polski futbol w tym sezonie reprezentować będzie w MLS pięciu zawodników. Dla porównania, Francja ma 12 graczy, Anglia 10, Hiszpania dziewięciu, Niemcy i Szwecja po siedmiu, a Holandia i Dania po sześciu. Obiektywnie rzecz oceniając, MLS jest dobrym miejscem do rozwoju dla młodych piłkarzy, a dla tych z Polski ponadto także atrakcyjnym pod względem zarobków. Przybyłko w Philadelphii Union w pierwszym sezonie otrzymywał 277 tysięcy dolarów, teraz będzie dostawał dwukrotnie wyższą gażę, bo ma kontrakt progresywny. Tytoń z kolei jako bramkarz FC Cincinnati zarabia 330 tysięcy dolarów, ale już Frankowski w Chicago Fire dostaje 661 tysięcy rocznej pensji, a w tym sezonie ta kwota wzrośnie, bo jego kontrakt także jest progresywny. Niezgoda w Portland Timbers także wedle nieoficjalnych informacji ma zarabiać około jednego miliona dolarów za sezon, co jest kwotą niemal czterokrotnie wyższą od tej, jaką płaciła mu Legia.
To spora różnica, lecz bynajmniej nie jest efektem gorszej kondycji finansowej stołecznego klubu, tylko raczej skutkiem chaotyczni prowadzonej w nim polityki płacowej. Skądinąd wiadomo przecież, że w kadrze Legii są zawodnicy zarabiający rocznie na tym poziomie, choćby 32-letni obrońca Artur Jędrzejczyk. Z punktu widzenia interesów klubu zdecydowanie bardziej opłacalnym interesem byłaby podwyżka gaży do takiego poziomu dla obiecującego 24-letniego napastnika, który po 20 kolejkach rundy jesiennej miał na koncie 14 goli i przewodził w klasyfikacji strzelców PKO Ekstraklasy, bo Legia ma szansę odzyskać w tym sezonie mistrzowski tytuł, a więc jej szefowie powinni już dzisiaj myśleć o budowie zespołu zdolnego do zakwalifikowania się do Ligi Mistrzów, bo takie osiągnięcie przyniosłoby o wiele większe zyski niż te 3,5 mln dolarów wzięte już teraz od Portland Timbers za Niezgodę. Nie trzeba też chyba dodawać, że ten piłkarz, jako król strzelców ekstraklasy i z występami w Champions League na koncie, pod koniec tego roku zyskałby znacznie na wartości. Gdyby wtedy przeszedł do MLS, dostałby tam wtedy status faktycznej gwiazdy, bo dzisiaj jest w Stanach Zjednoczonych piłkarzem anonimowym i na dorobku.
Nie puszczać Lewego za ocean
Nie ulega wątpliwości, że w tej chwili jedynym polskim piłkarzem, który za oceanem mógłby zrobić prawdziwą promocję polskiej piłce nożnej, jest Robert Lewandowski. Ona nawet jakiś czas temu wyraził ochotę na taką przeprowadzkę, ale odkąd przedłużył kontrakt z Bayernem Monachium do 2024 roku, jego nazwisko w kontekście występów w MLS przestało pojawiać się nawet w najbardziej niepoważnych medialnych spekulacjach. Co bynajmniej nie musi oznaczać, że temat definitywnie upadł. Lewandowski pod względem motorycznym jest wyjątkowym piłkarzem nie tylko jak na polskie realia i pod tym względem dorównuje nawet Cristiano Ronaldo, a pamiętajmy, że Portugalczyk, chociaż ma już 35 lat, wciąż regularnie strzela gole i bez trudu wytrzymuje maksymalne obciążenia meczowe. Polak ma teraz 31 lat, a gdy będzie wygasał jego obecny kontrakt z Bayernem, osiągnie obecny wiek Cristiano Ronaldo i można w ciemno założyć, że tak samo jak on nadal będzie zdolny do gry na najwyższym światowym poziomie.
Dla polskiego futbolu byłoby zdecydowanie korzystniej, gdyby wtedy „Lewy”, już po wypełnieniu kontraktu z Bayernem i jako wolny zawodnik, zamiast szukać szczęścia za oceanem jako gwiazdor MLS, wybrał opcję powrotu do polskiej ekstraklasy. A jeśli taki wariant zakończenia piłkarskiej kariery poważnie rozważa, a ponoć rozważa, to zważywszy na jego rozliczne interesy i rodzinne korzenie jedynym klubem, w którym z sensem mógłby zagrać, jest Legia Warszawa. Chociaż kiedyś nie poznano się tu na jego talencie, jego powrót na jeden czy dwa sezony zapewniłby Legii nie tylko światowy rozgłos, ale co ważniejsze – stworzyłby możliwości rozwoju o jakich dzisiaj włodarze na Łazienkowskiej mogą jedynie marzyć.
Pozyskanie Lewandowskiego, bynajmniej nie wyłącznie w roli zawodnika, powinno dla obecnie jedynego właściciela stołecznego klubu Dariusza Mioduskiego być najważniejszym celem strategicznym. Taki partner byłby dla niego bezcennym wsparciem. Dla niekwestionowanych korzyści wizerunkowych, sportowych i biznesowych jakie Legia mogłaby odnieść dzięki „Lewemu”, naprawdę warto podzielić nie tylko podzielić się z nim władzą w klubie, lecz nawet oddać ją w jego ręce.

Najdrożsi w ekstraklasie

Piłkarze naszej piłkarskiej ekstraklasy dopiero szykują się do wiosennej części rozgrywek, ale branżowy niemiecki portal Transfermarkt.de mimo to już teraz zaktualizował ich transferowe wyceny.

Ranking najwyżej wycenianych przez ten portal graczy PKO Ekstraklasy jest zdominowany przez reprezentantów Legii Warszawa oraz Lecha Poznań. W czołowej piętnastce zawodników znalazł się tylko jeden piłkarz spoza tych dwóch klubów. To Lukasz Haraslin z Lechii Gdańsk. Za najdroższego zawodnika w naszej lidze Transfermarkt.de uznał 20-letniego bramkarza Legii Radosława Majeckiego, którego aktualną wartość oszacował na kwotę pięciu milionów euro. Drugiego w zestawieniu napastnika Legii Jarosława Niezgode wyceniono na 4,5 mln euro, co już jest kwotą zawyżoną, bo ten 24-letni piłkarz przebywa aktualnie w USA, gdzie finalizuje kontrakt z klubem MLS Portland Timbers, ale Amerykanie są gotowi zapłacić za niego niewiele ponad cztery miony, ale dolarów. Dwie kolejne lokaty portal przyznał bocznym obrońcom – grającego na prawej flance 21-letniego Roberta Gumnego z Lecha Poznań wyceniono na 4,25 mln euro, a grającego na lewej 18-letniego Michała Karbownika z Legii na równe 4 mln euro. Na piątym miejscu w zestawieniu umieszczono 21-letniego skrzydłowego Lecha Kamila Jóźwiaka (3 mln euro), ubiegłorocznego debiutanta w reprezentacji Polski, a na dwóch kolejnych miejscach jego klubowych kolegów; 18-letniego Filipa Marchwińskiego oraz 29-letniego Duńczyka Christiana Gytkjaera. Chociaż obu tych ofensywnych graczy dzieli ponad dekada boiskowych doświadczeń, jacyś „eksperci” uznali, że obaj są warci tyle samo – po 2,5 mln euro.
O pół miliona euro mniej oszacowano rynkową wartość trzech zamykających Top 10 zestawienia piłkarzy. Przy 25-letnim Gruzinie Walerianie Gwili i blisko 28-letnim Pawle Wszołku z Legii oraz 24-letnim Słowaku z Lechii Gdańsk Lukasu Haraslinie wpisali po dwa miliony euro. Dla porównania – za pozyskanego w tym tygodniu z Flamengo Rio de Janeiro 18-letniego Reiniera Jesusa Carvalho przez Real Madryt zapłacił 30 mln euro.

Legia odzyskała tron

W 19. kolejce prowadząca Pogoń Szczecin nieoczekiwanie przegrała z ostatnią w tabeli Wisłą Kraków 0:1, z czego skorzystała Legia Warszawa, która u siebie pokonała Wisłę Płock 3:1 i odzyskała pierwsze miejsce. Dwie bramki dla stołecznej drużyny zdobył Jarosław Niezgoda, który z 13 golami przewodzi w klasyfikacji strzelców.

W tym sezonie Legia objęła prowadzenie w ekstraklasie po raz drugi. Poprzednim razem legioniści wyskoczyli na czoło na początku listopada, ale pozycję lidera utrzymali tylko przez jedną kolejkę, a stracili ją po porażce w Szczecinie z Pogonią. W tym sezonie Legia jest już szóstym liderem rozgrywek. Oprócz niej i Pogoni, na szczycie ligowej tabeli plasowały się jeszcze zespoły Jagiellonii Białystok, Lecha Poznań, Śląska Wrocław i Wisły Płock.

Na finiszu jesiennej części ligowego sezonu wyniki stołecznego zespołu mogą budzić uznanie. W ostatnich 10rozegranych meczach, wliczając w to spotkania w Pucharze Polski, legioniści odnieśli dziewięć zwycięstw, strzelając 31 goli i tracąc zaledwie sześć. A już w swoim mateczniku na Łazienkowskiej podopieczni trenera Aleksandra Vukovicia stali się postrachem dla rywali. W minioną sobotę przekonali się o tym także płocczanie, którzy tylko swojej nadzwyczajnej waleczności w defensywie zawdzięczają, że przegrali tylko 1:3.

Silni w ofensywie

Legia obecnie wyraźnie przewyższa inne zespoły skutecznością. Mając w składzie tak skutecznych w ofensywie graczy, jak lider klasyfikacji strzelców Jarosław Niezgoda, Gwinejczyk Jose Kante, Paweł Wszołek i Brazylijczyk Luquinhas, wspomaganych przez Portugalczyków Andre Martinsa i Cafu oraz Chorwata Domagoja Antolicia, legioniści w 19 kolejkach strzelili już 39 goli, a dla porównania drugi pod względem skuteczności zespół Lecha Poznań jedynie 32, a trzecie Zagłębie Lubin tylko 29.
Niezgoda opuszczał w sobotę boisko na Łazienkowskiej przy owacjach na stojąco. Niewykluczone, że było to jego pożegnanie ze stołeczna publicznością, bo w ostatniej tegorocznej kolejce stołeczny zespół zagra w Lubinie z Zagłębie, a wiele wskazuje, że w przerwie zimowej Niezgoda odejdzie z Legii. Co prawda ten 24-letni napastnik w publicznych wypowiedziach zapewniał, że „nie ma parcia na transfer”, ale takie deklaracje nie mają większego znaczenia, jeśli do klubu wpłynie atrakcyjna finansowo oferta. Jak kwota mogłaby skusić właściciela Legii Dariusza Mioduskiego do wydania zgody na transfer najskuteczniejszego gracza zespołu? Na pewno nie niższa niż pięć milionów euro.

A skoro już o transferach mowa, Legia ma w kadrze jeszcze dwóch graczy budzących zainteresowanie zagranicznych klubów. Mowa o 20-letnim bramkarzu Radosławie Majeckim oraz 18-letnim lewym obrońcy Michale Karbowniku. Za całą trójkę, licząc z Niezgodą, warszawski klub życzy sobie łącznie nie mniej niż 20 milionów euro.

Kwota robi wrażenia, ale na tle europejskiej średniej już taka wygórowana się nie wydaje. Wiadomo, że Legia, chociaż z polskich klubów dysponuje najwyższym budżetem, także musi w swoim budżecie uwzględniać przychody z transferów. Zwłaszcza jeśli nie zarabia odpowiednio dużych pieniędzy w europejskich pucharach. A z tym, jak wiadomo, wszystkie polskie zespoły klubowe od kilku sezonów mają poważny kłopot.

Bogata liga, ale słaba

Efekty tej pucharowej mizerii widać w najnowszym rankingu UEFA lig europejskich, w którym PKO Ekstraklasa spadła już na 32. miejsce. Nic dziwnego, że polska liga jest tak nisko, skoro w tym sezonie po raz trzeci z rzędu żadna nasza drużyna nie zakwalifikował się fazy grupowej europejskich pucharów. Cracovia odpadła w kwalifikacjach Ligi Europy już w lipcu, a Piast Gliwice i Lechia Gdańsk pożegnały się z rozgrywkami 1 sierpnia. Najdłużej walczyła Legia, lecz w IV rundzie nie sprostała Glasgow Rangers (0:0 i 0:1).

Nasza rodzima ekstraklasa wyprzedza już tylko ligi takich krajów, jak Liechtenstein, Luksemburg, Litwa, Armenia, Estonia czy Łotwa, a zdołały ją wyprzedzić z pewnością nie bardziej od niej zamożne ligi m. in. Bułgarii, Białorusi, Azerbejdżanu, Słowacji czy Słowenii.

Słabnąca pozycja PKO Ekstraklasy w Europie może dziwić, bo przecież z roku na rok nasza najwyższa liga rozgrywkowa ma coraz więcej pieniędzy. W 2919 roku zarobiła o 60 procent więcej niż rok wcześniej. Jej przychody sięgają 300 milionów złotych rocznie, co daje jej ósme miejsce w Europie.

Finansową pomyślność zapewnia klubom ekstraklasy podpisana rok temu umowa na sprzedaż praw telewizyjnych, za które Canal+ i TVP zapłaciły rekordową kwotę 250 mln złotych rocznie. Dodatkowym efektem komercyjnym, ważnym dla sponsorów i reklamodawców, jest wzrost oglądalności o 30 procent dzięki transmisjom spotkań w ogólnodostępnej TVP 2. To główny powód obecności na liście sponsorów spółek z udziałem Skarbu Państwa, jak Lotto, Bank PKO BP czy PKN Orlen. Na współpracy z nimi ekstraklasa zyskuje 30 milionów złotych rocznie i dochody z tego tytułu będą rosły.

Problemem są niesforni kibice

Oprócz słabości sportowej ekstraklasa ma jeszcze poważny problem z kibicami. Komisja Ligi po 18. kolejce ukarała z powodu niezgodnego z regulaminem rozgrywek i porządkiem prawnym zachowania fanów Legię, Śląsk i Lecha. Na warszawski klub za wybryki jego kibiców we Wrocławiu nałożono najmniejszą karę, bo tylko 5 tys. złotych grzywny oraz zakaz wyjazdu zorganizowanej grupy kibiców na jeden mecz ekstraklasy. Zdecydowanie surowiej ukarano gospodarza spotkania, czyli Śląsk, który musi zapłacić za pirotechniczne wygłupy swoich fanów grzywnę w wysokości 40 tys. złotych, a dodatkowo na klub nałożono zakaz wyjazdu zorganizowanej grupy kibiców na trzy mecze ekstraklasy (24. kolejka z Zagłębiem Lubin, 26. kolejka z Jagiellonią Białystok oraz 28. kolejka z Arką Gdynia). Dodatkowo nałożono karę zakazu wejścia na dwa mecze we Wrocławiu dla wszystkich osób, które w trakcie meczu z Legią znajdowały się na trybunie B. Kara ta jest zawieszona na pół roku.

Nie przeszkodziło to jednak wojewodzie dolnośląskiemu zamknąć stadion na jeden mecz, akurat w 19. kolejce, gdy do Wrocławia przyjechał Lech Poznań. A może właśnie dlatego, że Śląsk grał z Lechem, którego Komisja Ligi także z powodu zachowaniem kibiców w meczu z ŁKS Łódź ukarała grzywną w wysokości 40 tys. złotych.

 

Pogoń przegoniła Legię

Przerwa na reprezentację nie posłużyła prowadzącym w ekstraklasie po 15 kolejkach zespołom Legii Warszawa i Piasta Gliwice. W 16. serii spotkań legioniści przegrali w Szczecinie z Pogonią 1:3, a aktualni mistrzowie Polski ulegli w Poznaniu Lechowi 0:3. Nowym liderem z dorobkiem 31 punktów została drużyna „Portowców”.

Wedle układu ligowej tabeli hitem kolejki był mecz aktualnego lidera rozgrywek, czyli Legii, z Pogonią. Szczecińska drużyna miała jednak do legionistów tylko jeden punkt straty i w przypadku wygranej szanse na objęcie prowadzenia. W pierwszej kolejce rozgrywek obecnego sezonu „Portowcy” pokonali stołeczny zespół na Łazienkowskiej 2:1, w rewanżu na swoim przebudowywanym stadionie zwyciężyli jeszcze wyraźniej, bo 3:1. Dwa pierwsze gole, Adama Buksy i Srdana Spiridonovicia, były bezdyskusyjne, trzeci wzbudził trochę kontrowersji, bo sędzia Bartosz Frankowski dopiero po analizie VAR przyznał szczecinianom rzut karny, zamieniony na bramkę przez Buksę.

Legionistów przed kompromitacją uchronił niezawodny Jarosław Niezgoda, który w końcówce spotkania zdobył honorowego gola. Bohaterem szczecińskiej ekipy był natomiast Buksa, który sam zdobył dwie bramki, a przy trzeciej zaliczył asystę. Niezgoda uzyskał 10. trafienie w obecnych rozgrywkach i wskoczył na czoło klasyfikacji strzelców. Tyle samo bramek co 25-letni napastnik Legii ma też na koncie snajper Lecha Poznań Christian Gytkjaer. W meczu z Piastem Duńczyk dwukrotnie pokonał bramkarza gości, powiększając swój łączny dorobek w polskiej ekstraklasie do 51 bramek.

Spotkanie Lecha z Piastem także zasługiwało na miano hitu kolejki, bo przecież gliwiczanie to aktualni mistrzowie Polski, a po 15. kolejce zajmowali pozycję wicelidera. Trener gliwickiej drużyny Waldemar Fornalik jako szkoleniowiec nie ma jednak szczęścia w potyczkach z „Kolejorzem” rozegranych na poznański stadionie, bo nie wygrał tam od 2006 roku. Tym razem liczył na przełamanie tej kiepskiej passy, albowiem lechici przystępowali do meczu z Piastem po serii czterech spotkań bez zwycięstwa, a ponadto w trzech wcześniejszych tegorocznych starciach z gliwickim zespołem dwukrotnie przegrali i raz wywalczyli remis. Te trzy starcia odbyły się jednak poza stadionem na Bułgarskiej, a w sobotę „Kolejorz” zmierzył się z Piastem w swoim mateczniku. I tradycji stała się zadość – Fornalik znowu musiał przełknąć gorycz porażki, bo jego zespół przegrał gładko 0:3. Szkoleniowiec Piasta był wyraźnie niezadowolony i ostro zrugał swoich piłkarzy, ale znalazł też pozytywny aspekt w tej przegranej. „Moim zawodnikom taki kubeł zimnej wody dobrze zrobi” – skomentował cierpko porażkę Fornalik.

W ekipie Lecha radość ze zwycięstwa zmąciła wieść, że dwaj młodzi reprezentanci w kadrze poznańskiego klubu, boczny obrońca Robert Gumny i skrzydłowy Kamil Jóźwiak, doznali w spotkaniu z Piastem kontuzji i na jakiś czas wypadną ze składu.
W ostatnich dniach dużo też mówiono o Górniku Zabrze, a to dlatego, że wyszło na jaw iż z zabrzańskim klubem ostro negocjuje 130-krotny reprezentant Niemiec Lukas Podolski. Urodzony w Gliwicach napastnik od dziecka jest wielkim fanem Górnika i wielokrotnie mówił, że jego marzeniem jest zakończenie piłkarskiej kariery w tym klubie. A że z końcem roku kończy się jego kontrakt z japońskim Vissel Kobe i gwiazdor chce wrócić do Europy, działacze zabrzańskiego klubu namawiając 34-letniego napastnika, żeby dołączył do ekipy Górnika. Szanse na to są niewielkie, ale nie ulega kwestii, że gracz o takim nazwisku byłby wielkim wzmocnieniem. Tym bardziej, że zespół popadł w marazm. W 16. kolejce Górnik tylko zremisował u siebie z Wisłą Płock 2:2. Był to dziesiąty z rzędu mecz zabrzan bez zwycięstwa. Ostatni raz wygrali w lidze 25 sierpnia, pokonując Koronę Kielce 3:1. Dlatego zajmują dopiero 12. miejsce.