Kapitał wieje, kędy chce

Karol Marks w „Manifeście komunistycznym” napisał: „Współczesna władza państwowa jest jedynie komitetem, zarządzającym wspólnymi interesami całej klasy burżuazyjnej”. Globalizujący się świat po upadku systemu zwanego „komunistycznym ukazuje w pełni prawdziwość przytoczonej myśli.

Niczym nie kontrolowany przepływ kapitału, informacji, idei, ludzi, towarów, ponadgraniczny wymiar przestępczości zorganizowanej na niespotykaną wcześniej skalę, rosnąca dyspersja i polaryzacja biedy i bogactwa – to są wszystko elementy deprecjacji władzy państwowej, o której mówi filozof z Trewiru.

Zygmunt Bauman zwrócił z kolei uwagę na fakt, iż dawny, znany wszystkim paradygmat demokracji, gdzie „wielu obserwowało nielicznych”, został zastąpiony sytuacją, kiedy „nieliczni obserwują wielu”. To jest nie tylko nadzór, to nie tylko wizja Wielkiego Brata Orwella. Demokracja, „władza ludu sprawowana przez lud dla ludu” jak stwierdził w mowie getysburskiej Abraham Lincoln jest dziś – wbrew pozorom zwycięstwa, wbrew niekwestionowanym paradygmatom i wbrew opowieściom mediów trzymanych na krótkiej smyczy przez kapitał – bardziej wątła niż kiedykolwiek.
Wybory stały się show, igrzyskami ku uciesze gawiedzi.

Gdzie jest walka na programy, gdzie starcia pomysłów, gdzie konfrontacja rozwiązań i sądów, o osobowościach nie mówiąc? Wszystkie partie czy stronnictwa w zasadzie w płaszczyźnie ekonomiczno-gospodarczej mówią to samo. Zapowiedzi przedwyborcze po wygranych wyborach sprowadzają się do kosmetyki zmian. Bo nic nie można zmienić: tak mówią zalecenia omnipotentnych doradców, oceny firm ratingowych, do tego sprowadzają się opinie jakichś międzynarodowych struktur o niejasnym charakterze i pozbawionych jakiejkolwiek kontroli zewnętrznej, o demokratycznej legitymizacji nawet nie mówiąc. Nie ma alternatywy! – grzmią analitycy, konsultanci, eksperci, wszyscy na łańcuchu megakapitału. Jeden to sektor, przy-kapitałowy, żyjący z tych opinii, rad, audytów, udzielanych zaleceń, pomocy i zestawień. W tym amorficznym gremium zapadają decyzje stanowiące o bycie milionów, ba – miliardów, ludzi na Ziemi.

Państwo, a właściwie – władza demokratycznie wybrana przez obywateli każdego współcześnie istniejącego państwa, stała się autentycznym nocnym stróżem. Pilnuje przy tym tylko swobody przepływu kapitału i swobody mnożenia zysków. Dowody – Francja Macrona, Chile Piñery, Ekwador Moreno, Ukraina Zełeńskiego… i wiele innych państw, które wobec buntu mas ludowych protestujących przeciwko ograniczaniu ich praw, zdobyczy, spadku jakości życia stają po stronie hiper-kapitału światowego. Jak stwierdził onegdaj kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder, nie ma podziału na ekonomię kapitalistyczną i socjalistyczną (czy socjaldemokratyczną). Jest tylko na dobrą i złą. Dobra to taka, która przerzuca skutki swoich nietrafionych i ryzykownych posunięć na barki obywateli.

Nie na darmo niemieccy zwolennicy lewicy, kraju o jednej z największych gospodarek i najprężniejszego potentata ekonomicznego współczesnego świata, nazwali Schroedera „Genosse der Bosse” (towarzysz bossów = bossów biznesu).

Na przełomie światów, antycznego i średniowiecznego, żyjący wówczas Augustyn Aureliusz, późniejszy święty Kościoła katolickiego, doktor wspólnoty chrześcijańskiej, miał rzec iż „Duch Święty wieje kędy chce”. Była to sentencja opisująca niezbadanie i nie ogarnięcie ludzkim rozumem i wolą działań jednego z podmiotów Trójcy Świętej. Dziś takim transcendentnym i niepojętym pojęciem pozostaje jedynie kapitał. Zmitologizowany, sfetyszyzowany, gruntownie antydemokratyczny. Czy da się jeszcze założyć mu kaganiec? A może było to możliwe tylko wtedy, gdy zagrożenie „widmem komunizmu” było realne, bo rakiety Armii Czerwonej rzucały znad Łaby wyraźny cień na Zachód, a podczas defilad na pl. Czerwonym w Moskwie w 9 maja grzmiało głośne „urrraaaa”?

Sukces nie jest raz na zawsze

Czy utkniemy na poziomie biedniejszych i mniej konkurencyjnych południowych państw członkowskich UE?

Poziom życia Polaków w stosunku do USA, globalnego lidera gospodarczego, przekracza dzisiaj 50 proc. W przededniu I wojny światowej w 1913 roku, na koniec II RP w 1938 r. i na koniec Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej w 1988 r., nasz poziom życia oscylował wokół zaledwie 20 poziomu ówczesnych Amerykanów.
W 1989 r. należeliśmy do najbiedniejszych narodów Europie. Jednak po upadku socjalizmu jako pierwsi rozpoczęliśmy szeroko zakrojone reformy, które umożliwiły rozwój poprzez mechanizm rynkowy. Pierwsi w bloku socjalistycznym zaczęliśmy gonić kapitalistyczny poziom życia. Budowa rynku i napływ kapitału zagranicznego w III RP doprowadziły do modernizacji gospodarki.

Mogliśmy zacząć działać

Przystąpienie do Unii Europejskiej otworzyło wspólny rynek na polskie firmy, ostatecznie integrując je z europejską gospodarką. Dalszy sukces zależy od reform ograniczających szkodliwy wpływ polityki na gospodarkę, w tym rządów prawa, które odróżniają rozwinięte gospodarki Zachodu od reszty świata. Próby industrializacji ziem polskich przez państwowy kapitał w okresie zaborów, II RP i PRL zakończyły się porażkami.
W okresie rozbiorów rozwój gospodarczy ziem polskich w stosunku do ówczesnego lidera, Imperium Brytyjskiego, pozostał niezmieniony. Wzrost przyspieszył dopiero w Królestwie Kongresowym wraz z pewnym zakresem rynkowej industrializacji.
W II Rzeczpospolitej odcięcie od tradycyjnych rynków i problemy wewnętrzne blokowały nasz rozwój. Relatywny sukces pierwszej dekady otwartości na kapitał i ograniczonej roli państwa, zakończył światowy kryzys gospodarczy w 1929 r.. Państwową industrializację, która tymczasowo napędziła koniunkturę, przerwała wojna. Również w PRL marzenia socjalistycznych teoretyków o państwowych przemysłach, które rozwinęłyby się chronione przed zewnętrzną konkurencją, okazały się płonne. Po 40 latach państwowej industrializacji, konieczne było rozpoczęcie procesu budowy nowoczesnej gospodarki od nowa.

Zakotwiczenie w Europie

W okresie zaborów, II RP i PRL próbowaliśmy industrializacji kierowanej i finansowanej przez państwo. Jednak tym razem zdecydowaliśmy się wziąć przykład z Zachodu: pozwoliliśmy Polakom działać, budując rynek i reformując instytucje państwa. W rezultacie po raz pierwszy w swojej historii wytworzyliśmy silną i relatywnie zamożną klasę średnią.
Izolację od zagranicy zastąpiliśmy otwarciem na zagraniczną konkurencję i kapitał. Wejście zagranicznych przedsiębiorstw wiązało się z transferem technologii i metod organizacji pracy, umożliwiając rozwój oparty na wzroście wydajności, a nie tylko nakładach kapitałowych.
Przystąpienie do UE zakotwiczyło nas w europejskich powiązaniach gospodarczych oraz wymusiło modernizację firm i państwa.
Bank Światowy określa Unię Europejską mianem „maszyny konwergencji”, ponieważ jej wolność przepływu towarów, usług, kapitału i ludzi, wraz z równymi regułami gry na rynku, najlepiej na świecie umożliwiają doganianie krajów bogatszych przez kraje biedniejsze, takie jak Polska.
Pytanie stojące dzisiaj przed Polską brzmi: czy będziemy kontynuować doganianie najbardziej konkurencyjnych gospodarek świata, realizując model kapitalizmu kojarzony z północnymi państwami członkowskimi UE, czy utkniemy na poziomie biedniejszych i mniej konkurencyjnych południowych państw członkowskich.
Wielka Brytania, Irlandia, Holandia, Niemcy, Austria, jak również kraje skandynawskie, charakteryzują się większym zakresem wolności gospodarczej, sprawnością instytucji państwa, wyższymi stopami zatrudnienia i większymi, bardziej wydajnymi przedsiębiorstwami.
Na przeciwnym biegunie znajdują się państwa członkowskich kojarzone z tzw. Południem – Grecja, Włochy i Portugalia. Wszystkie z nich na pewnym etapie napotkały bariery dalszego rozwoju – w przypadku Włoch po bardzo dynamicznym wzroście w latach powojennych – takie jak przeregulowanie, złe zarządzanie finansami publicznymi i wysokie stopy bezrobocia.

Nie tylko wysokie płace

Od końca XIX wieku Polacy kolejnymi falami emigrują na Zachód w poszukiwaniu pełniejszych możliwości samorealizacji, które stwarza nie tylko dobrobyt tamtejszych społeczeństw, ale i zwykle większy zakres wolności
Po otwarciu europejskich rynków pracy Polacy wyjeżdżali przede wszystkim do północnych państw członkowskich UE, które poza wysokimi płacami charakteryzują się m.in. szerokim zakresem wolności gospodarczej i konkurencyjnymi rynkami produktów. Niestety, Polska pozostaje w ogonie Unii Europejskiej (22. miejsce) i na dość odległym miejscu na świecie (54. miejsce) w indeksie wolności gospodarczej.
Migracja międzynarodowa zastępowała dotąd migracje do miast, podobnie jak w wielu innych regionach peryferyjnych. Przełamiemy ten problem, kiedy pokonamy własną peryferyjność i osiągniemy poziom rozwoju zbliżony do Europy Zachodniej. Tak było w Irlandii w latach 90-tych, kiedy zbliżyła się do poziomu rozwoju Wielkiej Brytanii, z kraju emigrantów stając się krajem imigrantów.
Transformacja ustrojowa to nie tylko imponujący wzrost gospodarczy. Zorientowanie Polski na Zachód to także zwiększenie stopnia ochrony praw człowieka. Wejście Polski do Rady Europy, a następnie do NATO i Unii Europejskiej, to także wzrost wskaźników, które łącznie rozumiemy jako liberalną demokrację.
W najważniejszych rankingach radykalnie poprawiliśmy swoją pozycję, jeśli chodzi o wolność słowa i mediów, standardy procesu wyborczego, równość wobec prawa (w tym równość płci) i jakość wymiaru sprawiedliwości.
Wśród wszystkich państw, które od 2004 r. są członkami UE, Polska stanowiła wzór do naśladowania. Nic jednak nie jest dane raz na zawsze. Ostatnie trzy lata to niespotykana wcześniej obniżka standardów, mająca swoje główne źródło w uzależnianiu sądownictwa od polityków i spadku jakości prawa.

Wy lenie i zdrajcy

Premier Mateusz Morawiecki, w swoich wypowiedziach, używa prostej, nieskomplikowanej i grubiańskiej retoryki względem opozycji dawniej rządzącej. Wy nic nie zrobiliście, okradaliście kraj, kolaborowaliście z UE, a naród cierpiał. Swoje credo historyczne premier Morawiecki ujawnił składając kwiaty na tablicy poświęconej hitlerowskim kolaborantom z Brygady Świętokrzyskiej.

 

Używając języka premiera Morawieckiego streszczę jego karierę następująco. Młody Morawiecki zatrudnił się na wysokim stanowisku w Banku Zachodnim. Zapewne nie obyło się to bez jakiejś protekcji. Ten bank był wtedy państwowy. Dzięki podstępnym działaniom Morawieckiego bank kupili zachodni banksterzy. Obecny premier przyłożył więc rękę do wyprzedaży majątku narodowego. Za ten postępek Morawiecki został prezesem, już niepolskiego Banku i w nagrodę zarobił kilkadziesiąt milionów złotych. Jednak banksterzy wyprowadzili za granicę miliardy naszych złotych, a o tego typu działaniach premier teraz tak dużo opowiada jako o złych praktykach. Premier Morawicki, wtedy jako prezes banku, dawał na to przyzwolenie. Jest więc on jednym z tych, na których ciąży odpowiedzialność za wyprzedaż naszego majątku narodowego.

Kiedy prezes Morawiecki został premierem, zmienił front. Swoim przeciwnikom zaczął zarzucać działanie na szkodę kraju i wyprowadzanie naszego kapitału za granicę. Pojawiły się również hasła repolonizacji mediów, przedsiębiorstw i także – banków. Być może takimi hasłami premier chce ukryć swój wielki grzech polegający na sprzedaży wspomnianego banku. Teraz kapitał polski ma być najważniejszy, a źli kapitaliści albo przestaną ograbiać Polskę, albo zostaną znacjonalizowani i ich majątek stanie się polski.

Jednak do tej pory, za sprawą rodzimego kapitału, nie powstała żadna PiS-owska inwestycja. Dlatego też premier Morawiecki pojawia się na inwestycjach zagranicznych. Np. na Dolnym Śląsku dotyczyło to Mercedesa, LG, Toyoty, czy Lufthansy. Zarazem premier puszcza oko do swoich wyborców, ….że ci kapitaliści, przy blasku których się grzeje, to krwiopijcy podkradający nasz kapitał i oczywiście wyzyskujący polskich pracowników.

Który Morawiecki jest zatem prawdziwy? Ten służący banksterom czy pragnący repolonizacji naszego przemysłu. Na razie przez długie lata służył, pewnie bez obrzydzenia, zachodnim wyzyskiwaczom. Teraz pragnie zmienić swój wizerunek, ale zarazem zachęca zagraniczny kapitał do inwestycji w naszym kraju. Czyżby po to, by było więcej do repolonizacji?

I tak oto podaję przykład, jak używając uproszczeń i prymitywnej propagandy można każdego upodlić, co z takim upodobaniem czyni nasz premier Morawiecki. Przy czym zaznaczam, że ten tekst nie służy obronie rządów PO i PSL.