Rekord Guinnessa w hipokryzji

Dlaczego mieszkańcy Bliskiego Wschodu i szerzej cywilizacji islamsko-arabskiej mieliby szanować Zachód, a zwłaszcza obrońcę demokracji, wartości i „praw człowieka” – prezydenta USA? Sentymentalni funkcjonariusze mediów „narodowych” i liberalnych leją łzy nad losem kobiet afgańskich, wydanych teraz na pastwę ortodoksyjnych wyznawców islamu. A co robią ich amerykańscy i europejscy przewodnicy w Arabii Saudyjskiej czy Katarze?

Czyżby to nie Arabia Saudyjska otaczała finansowym i organizacyjnym mecenatem najbardziej wojowniczy islam? A przecież w formie pracy półniewolniczej pracują tu tysiące kobiet z Filipin, Pakistanu, Indii. One pozostawiły rodziny, dzieci, może w tym czasie demoralizuje je ideologia LGBT. Byłożby możliwe, żeby krople ropy przeważały szalę na rzecz „pragmatyzmu”, a nie wartości?
W odruchu dobrego serca prezydent Biden zwołuje wirtualny szczyt G7. Kiedy był czas na sensowne reformy afgańskiej gospodarki jego kolonialna administracja osłaniała watażków wprowadzających na światowy rynek opium. Tysiące dobrze wynagradzanych pracowników Pentagonu nie wiedziało o równoległym państwie talibów?
Wolą straszyć Putinem i ekspansją chińską, wolą latać w kosmos, niż zająć się ziemskim planetarnym kryzysem, i jego fatalnymi skutkami dla globalnego Południa.
Stworzone po drugiej wojnie światowej Pax Americana odchodzi w niesławie. Stany Zjednoczone nie są już ani policjantem, ani przewodnikiem duchowym. Państwo amerykańskie dba o interesy wielkich korporacji.
Bliski Wschód to rejon „żywotnych interesów” dzięki ropie, która stała się podstawą gospodarki opartej na wzroście i masowej konsumpcji. Palestyńczycy nie doczekali się takiego współczucia, bo śmią ubiegać się o prawo do samostanowienia od amerykańskiego regionalnego policjanta.
A sam Afganistan to dziwoląg dziejowy. Struktura etniczna, rozległe terytorium, brak nowoczesnej gospodarki – to wszystko sprawiło, że jak dotąd nie powstał tam nowoczesny naród. Co było wiadomo już przed dwudziestu laty.

Hekatomba na budowach aren mundialu 2022 w Katarze

Wybór Kataru na organizatora piłkarskich mistrzostw świata w 2022 roku od początku wzbudza kontrowersje. Najnowszą wywołał brytyjski dziennik „The Guardian” podając, że na budowach stadionów w tym kraju od 2010 roku straciło życie ponad 6,5 tysiąca robotników sprowadzonych z Azji Południowej.

Wedle ustaleń dziennikarskiego śledztwa przeprowadzonego przez reporterów „Guardiana” od grudnia 2010 roku co tydzień w Katarze ginie na budowach sportowych obiektów średnio 12 robotników, sprowadzonych do Kataru z Indii, Nepalu, Pakistanu, Bangladeszu i Sri Lanki. W tych wyliczeniach brytyjski dziennik powołuje się na oficjalne dane publikowane niechętnie przez katarskie władze. W rzeczywistości liczba robotników zmarłych podczas budowy stadionów i sportowej infrastruktury może być znaczne wyższa. Powodem są przede wszystkim bardzo ciężkie warunki pracy. Pracodawcy nagminnie oszczędzają na odpowiednich zabezpieczeniach, zwłaszcza dla pracujących na wysokościach.
Te informacje uzyskane od robotników potwierdza m.in. reportaż niemieckiej telewizji WDR z czerwca 2019 roku, w którym dziennikarz tej stacji nagrał ukrytą kamerą makabryczne warunki, w jakich mieszkali pracownicy firmy Design Maintenance, podwykonawcy przy budowie stadionu Al Thumama w Dosze, który ma pomieścić 40 tysięcy widzów. Pochodzący z Nepalu robotnicy gnieździli się w małych pokojach, byli fatalnie żywieni, a jedna łazienka z sanitariatem przypadała na 200 osób. Nie mogli porzucić pracy, bo odebrano im paszporty zaraz po przyjeździe, a poza tym pracodawca płacił im pensje z dużym opóźnieniem. Wybuchy niezadowolenia czy próby protestów tłumili brutalnie pilnujący porządku ochroniarze, często z użyciem przemocy. Steve Cockburn, dyrektor sekcji sprawiedliwości ekonomicznej i społecznej Amnesty International w swoim raporcie opisał, że powszechnym procederem katarskich inwestorów jest nadużywanie tzw. systemu kafala, który uzależnia sprowadzonych z zagranicy robotników do pracodawcy przypisanym do firmy sprowadzającej pozwoleniem na pracę. System kafala stawia pracowników w asymetrycznej relacji w stosunku do pracodawcy. „Gdyby przez te 10 lat FIFA wykorzystała swoje wpływy i zmusiła władze Kataru do przeprowadzenia reform w systemie zatrudniania cudzoziemców, nie byłoby tylu ofiar i tylu opowieści robotników o doznanych przez nich przez te lata cierpieniach. Ale do rozpoczęcia mistrzostw zostało już tylko 22 miesiące, a większość obiektów jest już albo skończona, albo na ukończeniu” – podkreśla Cockburn.
Z ustaleń wynika jednak, że za możliwość wyjazdu do zarobkowej pracy w Katarze azjatyccy robotnicy muszą płacić po kilka tysięcy dolarów pośrednikom. W Katmandu stawka wynosi 2-4 tys. dolarów amerykańskich, a mimo to w minionej dekadzie z tego kraju na katarskie budowy wyjeżdżało rocznie nawet 120 tys. Nepalczyków, którzy przysyłając rodzinom zarobione za granicą pieniądze zwiększyli PKB Nepalu o 25 procent. System pozwoleń kafala pod naciskiem międzynarodowej opinii publicznej zniesiono w Katarze dopiero pod koniec sierpnia ubiegłego roku. Podwyższono też robotnikom minimalną pensję do 1 tys. rialów (ok. 1 tys. zł), a pracownicy mogą dzisiaj zmienić pracodawcę w ramach jednego zezwolenia na pracę.
Reforma systemu kafala nie poprawiła jednak warunków bezpieczeństwa na budowach. „Dwóch pracowników zmarło na stadionie na moich oczach. Gdy odmówiliśmy pracy, nasi przełożeni zmusili nas do groźbami do powrotu” – opowiadał przed kamerą stacji WDR Nagendra Yadav, jeden z nepalskich robotników. Katarskie władze śmiertelne ofiary wypadków na budowach często zaliczają jako „zmarłych z przyczyn naturalnych”. „The Guardian” wyliczył, że 69 procent zgonów jakie miały w ostatnich latach miejsce w zbiorowiskach robotników z Indii, Bangladeszu i Nepalu miała jako przyczynę podawane „niewydolność oddechową” lub „atak serca”.
W połowie marca 2020 r. katarskie władze spędziły tysiące robotników do izolowanych obozów pod pretekstem przeprowadzania testów na koronawirusa. Amnesty International określiło warunki panujące w tych odizolowanych enklawach jako „nieludzkie”. Ludzie zostali w nich stłoczeni na małych przestrzeniach, a jako wyżywienie na cały dzień dostawali po kawałku chleba i butelkę wody. Wielu pracowników odesłano do ich krajów, a że robiono to w atmosferze pandemicznego zagrożenia, zwykle „zapominano” wypłacić tym ludziom wynagrodzenia, a często nawet nie pozwalano zabrać im osobistych rzeczy.
Z danych wynika, że do pracy w przy budowie piłkarskich aren w Katarze zgłosiły się dwa miliony pracowników z niemal całego świata. Oficjalnie „tylko” 37 z nich zginęło przy pracy przy stadionach, inni stracili życie z „innych przyczyn”. Ale licznik zgonów nie zatrzymuje się. Największym niebezpieczeństwem dla życia pracowników jest słońce. Za dnia temperatury w Katarze są nie do wytrzymania, więc wielu decyduje się na pracę w nocy lub wcześnie rano. Przy złej widoczności łatwo o błąd, zwłaszcza przy pracach na wysokości. Ale wśród przyczyn zgonów odnotowanych wśród zagranicznych robotników wymienia się też wypadki drogowe (12 procent) i samobójstwa (7 procent). Współczynnik zgonów na COVID-19 pozostaje w Katarze stosunkowo niski. Problem stanowi jednak klasyfikacja zgonów, ich dokumentacja i przejrzystość, bo władze Kataru ociągają się z uporządkowaniem tej kwestii i twierdzi, że liczba zgonów jest proporcjonalna do wielkości siły roboczej imigrantów. „Wskaźnik śmiertelności w tych społecznościach mieści się w oczekiwanym zakresie dla wielkości i demografii populacji. Jednak każde stracone życie jest tragedią i nie szczędzimy wysiłków, by zapobiec każdej śmierci w naszym kraju. Wszyscy obywatele i cudzoziemcy mają dostęp do bezpłatnej opieki zdrowotnej na najwyższym poziomie, a w ciągu ostatniej dekady nastąpił stały spadek wskaźnika umieralności wśród przyjezdnych pracowników w związku z reformami BHP w systemie pracy” – zapewnił rzecznik katarskiego rządu.
Komitet organizacyjny mundialu w Katarze, a także działacze FIFA, głęboko ubolewają nad śmiertelnymi ofiarami budowy piłkarskich aren i niezmiennie na pytanie o te sprawy odpowiadają mniej więcej tak: „Bardzo żałujemy wszystkich tych tragedii. Zbadaliśmy każdy incydent, aby upewnić się, że wyciągnięto wnioski. Zawsze zachowywaliśmy przejrzystość w tej kwestii, ale też kwestionowaliśmy niedokładne wyliczenia dotyczące liczby pracowników, którzy zginęli przy naszych projektach”.

Atak na Gianniego Infantino

Prezydent FIFA Gianni Infantino musi się tłumaczyć po publikacji w dzienniku „Der Spiegel”. Niemiecka gazeta zarzuciła mu, że jeszcze jako działacz UEFA pomagał Manchesterowi City i PSG w obchodzeniu reguł Finansowego Fair Play.

 

Właścicielami Manchesteru City są szejkowie ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, natomiast Paris Saint-Germain należy do równie bogatych szejków z Kataru. I jedni i drudzy wpompowali w te kluby setki milionów euro. Infantino jako szef FIFA wielokrotnie publicznie groził surowymi sankcjami dla klubów, Finansowego Fair Play nie przestrzegają. Tm bardziej zaskakują rewelacje „Der Spiegela”, za sam pomagał wspomnianym klubom w obchodzeniu zasad. Reakcja FIFA i samego Infantino na doniesienia niemieckich mediów była znamienna. W oświadczeniu stwierdzono, że publikacje maja za cel postawienie FIFA w złym świetle i podważenie wiarygodności nowego kierownictwa federacji, a w szczególności jej prezydenta.

 

Mundial okupiony wyzyskiem

Setki tysięcy dolarów jest winna swoim pracownikom firma inżynieryjno-hydrauliczna Mercury MENA, która odpowiada za budowe infrastrutury na Mundial 2022 w katarskim Lusail. Co więcej, przedsiębiorstwo zakoczyło już działalność, a jego biura w emiracie zostały zamknięte. Pracownicy zostali bez środków do życia, kilka tysięcy kilometrów od domów.

 

Marquee Stadium ma być jedną z aren piłkarskiego czempionatu, który rozpocznie się w Katarze za cztery lata. Mają zostać na nim rozegrane dwa najważniejsze spotkania – mecz otwarcia i finał. Obecnie jednak założone w 2006 roku miasto zyskało sławe przede wszystkim wszystkim miejsca jednego z nabardziej bezczelnych oszustw, którego ofiarami padli napływowi pracownicy. Większość z nich od wielu miesięcy nie otrzymała ani centa wynagrodzenia. Obecnie żyją jak nędzarze – za mniej niż dwa dolary dziennie.

Raport Amnesty International pokazuje, że katarskie władze nie zrobiły nic, aby wesprzeć poszkowanych pracowników, a obecnie, po opublikowaniu dokumentu, zarzekając się rozpaczliwie, że natychmiast rozpocznie się wtej sprawie śledztwo.Tymczasem skala oszustwa była tak znaczna, że trudno uwierzyć w tłumaczenia strony katarskiej, która twierdzi, że o procederze nic nie wiedziała. Śledczy związani z AI zbadali przypadki 78 byłych pracowników Mercury MENA, przeprowadzili wywiady z 44 i przeanalizowali dokumentację kolejnych 34. Wszyscy pochodzili z krajów rozwijających się, dlatego też godzili się pracować za niskie stawki w kraju który bynajmniej nie słynie z szacunku do praw pracowniczych. 58 poszkodowanych przybyło z Nepalu, 15 z Indii, a pięciu z Filipin. Wymienione państwa, a także Bangladesz są głównymi dostarczycielami robotników, taksówkarzy, oraz pracowników sfery usług w krajach Zatoki Perskiej.

Dodatkowym problemem było do niedawna obowiązywanie systemu kafala, który redukowal pracowników napływowych do roli niewolników – podporządkowanym swoich szefom, którzy byli w posiadaniu ich paszportów oraz odmawiali prawa do porzucenia pracy przez końcem inwestycji. Katar ograniczył kuriozalne prawo dopiero na początku września bieżącego roku.

Władze emiratu już od kilku lat spotkają się z krytyką warunków pracy na budowach przygotowujących kraj do piłkarskiego czempionatu. Oprócz systemu kafala, opóźnieniom w wypłatach wynagrodzęń, głównym problemem jest brak odpowiedniej odzieży ochronnej i wsparcia robotników pracujących często, gdy temperatura przekracza 45 stopni Celsjusza.