Pechowy sprint Hojnisz

Fatalnie dla Moniki Hojnisz-Staręgi zakończył się biathlonowy bieg sprinterski w Hochfilzen. Nasza najlepsza zawodniczka upadła, uszkodziła karabin i ostatecznie nie ukończyła konkurencji.

Liderka naszej biathlonowej kadry jako jedyna ze startujących polskich zawodniczek nie ukończyła biegu sprinterskiego rozgrywanego w ramach Pucharu Świata w biathlonie w Hochfilzen. Hojnisz-Staręga przed drugim strzelaniem upadła i uszkodziła karabin. Próby oczyszczenie celownika nie powiodły się i Polka musiała wymienić karabin, ale niesprawdzona broń zawiodła. Nasza biathlonistka zaliczyła pięć pudeł i zrezygnowała z dalszej rywalizacji. Nie mogła z tego powodu wystartować w niedzielnym biegu pościgowym, do którego zakwalifikowała się czołowa sześćdziesiątka zawodniczek, w tym dwie inne nasze reprezentantki – Kinga Zbylut i Kamila Żuk. Pierwsza z nich była 14. (jej jeden z najlepszych wyników w karierze), druga finiszowała z 16. czasem. Bieg zakończył się zwycięstwem Dorothei Wierer, która umocniła się na czele klasyfikacji PŚ. Najlepsza z Polek, Hojnisz-Staręga, jest teraz na 18. miejscu.

 

Cała nadzieja w Hojnisz

W czwartek rozpoczęły się biathlonowe mistrzostwa świata w Oestersund. Z naszych reprezentantów największe szanse na zdobycie medalu ma 27-letnia Monika Hojnisz, która w 2013 roku w światowym czempionacie rozgrywanym w Novym Mescie wywalczyła brązowy krążek w biegu ze startu wspólnego.

Oprócz Hojnisz nadzieje na dobre występy rokują też Kamila Żuk i Kinga Zbylut, które w tym sezonie zajmowały lokaty w pierwszej dziesiątce zawodów Pucharu Świata. Skład kobiecej kadry uzupełniają Magdalena Gwizdoń i Karolina Pitoń. Kadrę mężczyzn tworzą Grzegorz Guzik, Mateusz Janik, Łukasz Szczurek i Andrzej Nędza-Kubiniec.

Polscy kibice nie mają po co się łudzić – nasi reprezentanci nie zdominują mistrzostwa tak jak potrafią to zrobić skoczkowie narciarscy, raczej będą tłem dla najlepszych. Kto zatem będzie rządził wśród pań? Trudno wskazać faworytkę, ale od początku sezonu bardzo wysoka formę prezentują Włoszki Lisa Vittozzi i Dorothea Wierer, które przewodzą w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata z ogromną przewagą nad pozostałymi rywalkami. Trzecia w klasyfikacji Norweżka Marte Olsbu Roeiseland ma 73 pkt straty do liderki, ale trzeba ją brać pod uwagę w rywalizacji o medale mistrzostw świata, podobnie jak plasujące się w czołówce reprezentującą Słowację Rosjankę Anastasiye Kuzminę i broniąca Kryształowej Kuli Finkę Kaisę Makarainen.

Wśród panów hierarchia jest zdecydowanie bardziej wyrazista. Murowanym faworytem do medali z najcenniejszego kruszcu jest Norweg Johannes Thingnes Boe, który w rozegranych dotychczas 18 zawodach Pucharu Świata triumfował 12 razy i jest zdecydowanym liderem klasyfikacji generalnej. Legendarny francuski biathlonista Martin Fourcade ma w dorobku pięć złotych medali olimpijskich i 11 tytułów mistrza świata, ale w tym sezonie spisywał się przeciętnie i szczerze przyznawał w mediach, że „obniżył loty”. Furecade odpuścił jednak starty w poprzedzających zmagania w Oestersund rundach Pucharu Świata w Ameryce Północnej i ten czas poświęcił na solidny trening, a zatem nie można wykluczyć, że pojawi się w Szwecji wypoczęty i świetnie przygotowany do rywalizacji. Boe natomiast wystartował zarówno w Canmore, jak i w Soldier Hollow.

„Mistrzostwa świata to inna impreza niż zawody Pucharu Świata, na nią zawodnicy przyjeżdżają solidnie przygotowani i zmotywowani. Tak więc chociaż czuję, że w tej chwili to ja jestem numerem jeden na świecie, to nie zapominam, że Martin Fourcade był „jedynką” przede mną i na pewno nie pogodził się z utratą tej pozycji. Być może stoczymy walkę jakiej świat jeszcze nie widział” – powiedział norweski gwiazdor w wywiadzie opublikowanym na stronie internetowej Międzynarodowej Unii Biathlonu (IBU).

W biathlonowych mistrzostwach świata w Oestersund do zdobycia jest 12 kompletów medali w czterech konkurencjach indywidualnych, sztafecie (4×6 km kobiet lub 4×7,5 km mężczyzn), sztafecie mieszanej oraz supersprincie. Zmagania w Szwecji rozpoczęły się w czwartek od sztafety mieszanej, a zakończą się 17 marca biegami ze startu wspólnego.

 

 

Hojnisz dzielnie walczyła

Finka Kaisa Makarainen wygrała bieg sprinterski i bieg pościgowy Pucharu Świata rozegrane w miniony weekend w Pokljuce. Najlepsza z Polek Monika Hojnisz była 11. w sprincie i 21. w biegu pościgowym.

 

Po bardzo udanym starcie w biegu indywidualnym i drugim miejscu Moniki Hojnisz, apetyty polskich kibiców na kolejny dobry wynik były bardzo duże. W biegu sprinterskim oglądaliśmy cztery nasze reprezentantki. Oprócz Hojnisz wystartowały Kamila Żuk, Kinga Zbylut i Karolina Pitoń, która zastąpiła Magdalenę Gwizdoń. Wszystkie Polki wyruszyły na trasę z wysokimi numerami, co wynikało z regulaminu i klasyfikacji Pucharu Świata z zeszłego sezonu. Szans rywalkom nie dała Kaisa Makarainen, która strzelała bezbłędnie, a na trasie była bezkonkurencyjna i to ona wygrała sprint w Pokljuce. Drugie miejsce zajęła Włoszka Dorothea Wierer, która także nie pomyliła się na strzelnicy, ale biegowo była gorsza od Finki. Podium uzupełniła Francuzka Justine Braisaz.

Hojnisz potwierdziła, że jest w dobre formie, ale chociaż liderka naszej reprezentacji strzelała celnie i przyzwoicie pobiegła, starczyło to tylko na zajęcie jedenastej lokaty. Do niedzielnego biegu pościgowego oprócz niej z Polek zakwalifikowała się jeszcze Kinga Zbylut, która ukończyła sprint na 42. pozycji. Słabiej spisały się nasze pozostałe reprezentantki. Kamila Żuk zajęła 63. miejsce, a Karolina Pitoń 83.

W niedzielnym biegu pościgowym znów na trasie królowała Makarainen, która jak w sobotę ponownie bezbłędnie strzelała i na dodatek znakomicie biegła. Kroku próbowała jej dotrzymać Wierer, lecz dawała radę tylko na strzelnicy. Hojnisz przed ostatnią rundą była piąta, lecz zaryzykowała w strzelaniu i dlatego spadła na 21. pozycję.