Walka klasowa w Europie i na na świecie

Od czasu kontrrewolucyjnego przewrotu w Polsce, w 1989 r., upłynęło ponad 30 lat. Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich ostatecznie upadł w 1991 r. Upadły także inne państwa socjalistyczne w Europie. Przyczyniło się to do znacznego osłabienia sił postępu i socjalizmu w Europie i na świecie.

Od czasu kontrrewolucyjnego przewrotu w Polsce, w 1989 r., upłynęło ponad trzydzieści lat.
Charakter współczesnej epoki
Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich ostatecznie upadł w 1991 r. Upadły także inne państwa socjalistyczne w Europie. Przyczyniło się to do znacznego osłabienia sił postępu i socjalizmu w Europie i na świecie. Kapitalizm i imperializm miały powody święcić triumfy. W 1991 r. prezydent USA G. Bush (senior) ogłosił doktrynę „Nowego Światowego Porządku” (New World Order), a więc świata pod amerykańską hegemonią.
Dla udokumentowania tej tezy (dominacji) w 1991 r. Stany napadły na Irak, udzieliły większej pomocy Izraelowi w jego wojnie przeciwko Palestyńczykom i innym narodom arabskim, później interweniowały w Somali, Sudanie, w 2001 r. pod hasłem wojny z terroryzmem napadły na Afganistan, a w 2003 r. ponownie na Irak.
Nieustannie zagrożone są Iran i Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna, w 2011 r. zniszczono Libię i zamordowano jej przywódcę M. Kaddafiego. Od 7-ciu lat trwa wojna w Syrii, która jest częścią nieustannej wojny na Bliskim Wschodzie o dominację imperializmu w tym rejonie świata, o opanowanie zasobów ropy naftowej i gazu, inne bogactwa naturalne, a przede wszystkim o kontrolowanie newralgicznego przesmyku trzech kontynentów. Stany Zjednoczone walnie przyczyniły się do rozbicia Jugosławii, bombardowania w 1999 r. Belgradu i innych miast tego kraju, które weszło do historii jako akt współczesnego barbarzyństwa. Doprowadziły do powstania nowego państwa Kosowa, które stało się wielką bazą wojsk amerykańskich w tym rejonie Bałkanów.
W czasach prezydentury Georga W. Busha (juniora) NATO przekształciło się z paktu północno-atlantyckiego w pakt ogólnoświatowy, kiedy USA uzurpowały sobie „prawo” do interweniowania w każdym rejonie świata, gdzie uznają, że zagrożone są ich interesy. W okresie kiedy Gorbaczow negocjował z Reaganem i Bushem nowy układ stosunków między USA a ZSRR i przesądzano upadek NRD uzgodniono, że NATO nie przesunie się poza rzekę Łabę. Likwidując kraje socjalistyczne nie miały one wejść do NATO.
Co znaczą przyrzeczenia imperialistów świadczą późniejsze fakty. Immanentną częścią NATO stały się landy wschodnie Niemiec, w 1999 r. włączone zostały Polska, Czechy i Węgry, później pozostałe państwa postsocjalistyczne, a nawet republiki postradzieckie (nadbałtyckie), co zachwiało równowagę strategiczną między Rosją a NATO. Polityka ta dowodzi realizacji konsekwentnych celów imperializmu amerykańskiego, dążącego do dalszego okrążania i rozbijania Rosji a w perspektywie także Chin. Ważą się losy Szwecji, Finlandii, Irlandii, Austrii, Szwajcarii jako państw neutralnych.
W ostatnich latach otwarty został nowy front wojenny na Ukrainie, gdzie w lutym 2014 r. dokonany został przez siły faszystowskie i nacjonalistyczne pucz, obalono legalnie wybranego prezydenta W. Janukowycza, a władzę przejęły siły proamerykańskie i proeuropejskie, dążące do wprowadzenia Ukrainy do Unii Europejskiej i NATO, na co nie może zgodzić się Rosja. Ukraina jest w stanie wojny domowej, którą pogłębia półotwarta wojna z Rosją. Krym odłączył się od Ukrainy (wykorzystując prawo do secesji) i wstąpił do Federacji Rosyjskiej, na wschodzie Ukrainy powstały ludowe republiki Doniecka i Ługańska. Kryzys na Ukrainie zaostrza się. Obecnie cele imperializmu nakierowane są na Białoruś, gdzie od dwóch miesięcy siły opozycyjne, wspierane otwarcie przez ośrodki zagraniczne, dążą do obalenia nie tylko legalnie obranego prezydenta, ale całkowitej zmiany ustroju.
Wojna na Ukrainie była początkiem wojny nie tylko o przyszłość tego państwa, ale także o przyszłość Rosji i całego obszaru byłego Związku Radzieckiego. USA i zachodni imperializm są zainteresowane w dalszym osłabianiu i rozczłonkowaniu Rosji.
Dalszym krokiem w tym kierunku jest obecna destabilizacja Białorusi i osłabienie jej przyjaznych więzi z Rosją. Pod rządami prezydenta Władimira Putina kierowniczą siłą Rosyjskie Federacji jest burżuazja narodowa, która nie chce do tego dopuścić, a nawet dąży do odbudowy w nowych formach ustrojowych dawnego ZSRR, a więc Wspólnoty Niepodległych Państw, Związku Euro-Azjatyckiego, Związku Białorusi i Rosji. Rosja ma liczne atuty, przede wszystkim wojskowe, broń atomową, pozycję międzynarodową, m.in. stałe członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, olbrzymie bogate terytorium i ponad 140 mln ludzi.
Ale gospodarczo Rosja utraciła pozycję dawnego ZSRR, przemysł poza wojskowym jest technologicznie zacofany i głównym źródłem akumulacji są wielkie zasoby ropy naftowej, gazu i innych bogactw naturalnych, które ratują kraj przed upadkiem, ale jednocześnie systemowo przekształcają go w zaplecze surowcowe i peryferia państw wysoko rozwiniętych.
W sytuacji konfrontacji Rosji z Zachodem może ona wykorzystać sprzeczności w łonie państw kapitalistycznych, między USA a Unią Europejską, w szczególności Niemcami i Francją, ale naturalnym choć trudnym historycznie sojusznikiem Rosji mogą być Chiny, z którymi Rosja już ściśle kooperuje gospodarczo w ramach układu dwustronnego i BRICS a politycznie i wojskowo w ramach Szanghajskiej Organizacji Współpracy, w której obserwatorem jest także Republika Białorusi.
Ważną cechą współczesnej epoki jest, że w ostatnich latach słabnie pozycja gospodarczo-finansowa USA, szczególnie od 10 lat czyli nowego wielkiego kryzysu, który pogłębia się w następstwie pandemii Corona-wirus. Wyrosły nowe potęgi jak Unia Europejska i Chiny. Japonia chce się wydostać spod kurateli USA, podobnie Niemcy, wyrastających na lidera UE, rośnie rola państw tzw. wschodzących, jak Brazylia, Indie.
W rezultacie spada udział amerykańskiego PKB w światowym produkcie, chwieje się dolar także w relacjach rozliczeń międzynarodowych. Stany budują pozycję supermocarstwa silną i globalną armią i rosnącą pozycją będącego pod ich komendą NATO, ale jednak świat ponownie stał się wielobiegunowy i jest to bardziej optymistyczna perspektywa dla pokoju światowego i walki o socjalizm i postęp społeczny. Imperializm jednak nie złożył broni. Prezydent USA Donald Trump zmierzał do utrzymania i ratowania pozycji USA przez politykę sankcji, embarga, protekcjonizmu, szantażowania świata nową zimną wojną, a nawet groźbami wojny nuklearnej, co dla sił pokoju i postępu społecznego jest nie do przyjęcia.
Pod koniec 2020 r. odbyły się w USA nowe wybory prezydenckie, które wygrał kandydat Demokratów Joe Biden, który w sprawach międzynarodowych zapowiedział kontynuację polityki poprzednika. Przyspiesza to polaryzację sił postępu i socjalizmu oraz sił wojny i kapitalistycznej reakcji i otwiera nowe fronty walki klasowej nie tylko w Polsce i Europie, ale w całym świecie.
Rola Chin i konsekwencje dla świata
Chińska Republika Ludowa i kierująca nią Komunistyczna Partia Chin wykorzystały historyczną szansę i w ciągu ponad 70 lat przekształciły swój wielki naród i kraj z dalekiego półkolonialnego peryferium w wysoko rozwinięte państwo, w którym usługi i przemysł dają ponad 94 proc. PKB. Przed rewolucją 1949 r. w Chinach było tylko 3 mln robotników, obecnie ponad 320 mln (plus 250 mln tzw. robotników sezonowych), w 1949 r. tylko 10 proc. społeczeństwa zamieszkiwało w miastach, w 2020 ponad 60 proc. , a więc tyle samo co w Polsce.
Kiedyś Chiny to było 90 proc. biednych chłopów, dziś w rolnictwie formalnie pracuje ok. 300 mln drobnych rolników, ogółem wieś zamieszkuje około 500 mln ludzi, ale ze wsi wyjeżdża do szybko rozwijających się miast ponad 250 mln tzw. robotników sezonowych. Wieś chińska wymaga wielkiej przebudowy.
Gospodarka chińska opanowała liczne najnowsze technologie i dosłownie sięga do gwiazd, o czym świadczą sztuczne satelity, plany eksploracji księżyca i Marsa. Chiny stały się drugą gospodarką świata i depczą po piętach USA i innym potęgom. Chiny wyprowadziły z nędzy ok. 700 mln ludzi, około 400 mln osiąga średni poziom zarobków, ale w dalszym ciągu według różnych danych różnica w dochodach między miastem a wsią jest jak 3 do 1.
Nędza, która obejmowała do niedawna jeszcze od 70 do 100 mln ludzi, należy do historii. Premier Li Keqiang na majowej (2020 r.) sesji. Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych stwierdził, że kategoria ta liczy już tylko 0,6 proc. , a więc ambitny plan likwidacji nędzy został faktycznie zrealizowany.
Jednocześnie Chiny od ponad 40 lat wprowadziły „socjalistyczną gospodarkę rynkową” i szeroko otwarły się na świat, które zdynamizowały rozwój kraju, średnio 10 proc. rocznie , co wielokrotnie zwiększyło PKB, co roku przybywało 10 mln nowych miejsc pracy a drugie tyle było modernizowanych.
W ostatnich kilku latach tempo to zmalało do ok. 7-6,5 proc. , ale i tak jest ono imponujące w porównaniu z USA czy państwami Europy zachodniej. W 2.kwartale 2020 r. (w rezultacie pandemii coronawirusa) USA odnotowały spadek PKB o 33 proc. , RFN o 10 proc. , a Polska o ok. 7 proc. . (Chiny także odnotowały spadek o 0,5.
Ale nadal jest to plus 3,2 proc. wzrostu i w następnych kwartałach powróciły do dawnej dynamiki). Eksperci ostrzegają, że nie jest to jeszcze dno kryzysu.
Jednocześnie mechanizmy rynkowe w Chinach przyczyniły się do odrodzenia nowej burżuazji narodowej, 500 miliarderów i 1,5 mln milionerów, którzy liczą swe majątki nie w juanach lecz w dolarach.
A więc rozwój przez głębokie sprzeczności, stąd uzasadnione pytanie, dokąd zmierzają Chiny. 60-62 proc. PKB powstaje w sektorze prywatnym krajowym i zagranicznym, ale gałęzie strategiczne są w rękach państwa, także transport, massmedia, edukacja, ziemia, zasoby wodne, bogactwa naturalne. 95 proc. finansów jest pod bezpośrednią i pośrednią kontrolą Centralnego Banku Ludowego, państwo i prawo mają socjalistyczny charakter, kierowniczą siłą ideowo-polityczną jest Komunistyczna Partia Chin.
Powstała niespotykana w dotychczasowym rozwoju naukowego socjalizmu hybryda, baza zdominowana jest przez własność kapitalistyczną a nadbudowa, a więc państwo, oświata, życie polityczne, massmedia przez socjalizm .Coś takiego realizowali Lenin i Stalin w Rosji w ramach NEPu w latach 1921-28, ale eksperyment ze względu na ogrom ówczesnych sprzeczności wewnętrznych i międzynarodowych zakończony został wraz z zapoczątkowaniem pierwszej 5-ciolatki (1929-1932, zakończono ją prawie 1 rok przed terminem).
Niektórzy marksiści zachodni krytykują KPCh, oskarżają ją, że Chiny faktycznie stały się państwem kapitalistycznym i że jedynie posługują się frazesem komunistycznym, żeby oszukać własne masy ludowe i świat.
KPCh uważa, że ma prawo do własnej drogi do socjalizmu, że Chiny znajdują się dopiero na początkowym stadium jego budowy, muszą uwzględniać dziedzictwo własnego rozwoju cywilizacyjnego i że dotychczasowe doświadczenia realnego socjalizmu na gruncie europejskim i w Rosji mało przystają do warunków chińskich.
Teoria Deng Xiaopinga jest nowatorskim rozwinięciem marksizmu-leninizmu. Marks i Engels przewidywali, że socjalistyczna rewolucja zwycięży w Zachodniej Europie i USA, co było adekwatne dla ówczesnego liberalnego etapu kapitalizmu. Obecnie jesteśmy w nowej fazie rozwoju kapitalizmu, w którym rewolucje zwyciężają w krajach tzw. 3. świata. W następstwie niepomiernie wzrasta rola okresu przejściowego od kapitalizmu do socjalizmu, w którym trzeba nadrobić epokowe opóźnienie gospodarcze.
I tak robią Chińczycy, którzy uważają, że okres przejściowy może u nich trwać nawet 100 lat, a więc do 2049 r. Chiny idą własna drogą i odpowiednio do tego rozwijają marksizm odpowiednio do własnych dziejów i rzeczywistości, m.in. wmontowały do marksistowskiej ideologii KPCh niektóre humanistyczne wartości i zasady konfucjańskie, co legło u podstaw teorii „socjalizmu z chińską specyfiką”.
Oczywiście mają do tego prawo, ale droga ta kryje liczne niebezpieczeństwa, przede wszystkim grozi zepchnięciem partii na tory rewizjonizmu, oportunizmu, konfucjaniznu a w rezultacie grozi krajowi burżuazyjna kontrrewolucja.
Jak dalej potoczy się rozwój Chin, pokażą najbliższe lata. W każdym razie „chiński socjalizm”, a raczej jego budowa, wstępny etap tworzenia jego podstaw jest interesującym przykładem różnorodności dróg dochodzenia do socjalizmu. Analiza sytuacji ekonomicznej i politycznej w Chinach dowodzi, ze chińska burżuazja narodowa chciałaby zdyskontować swą dominującą pozycję ekonomiczną i w miejsce obecnego kapitalizmu państwowego zamienić go na „normalny kapitalizm” na wzór liberalnych rozwiązań. O tym, że takie niebezpieczeństwo istnieje, świadczą ruchy dysydenckie, rozkładanie partii od wewnątrz a także olbrzymia korupcja, mająca nie tylko kryminalny, także polityczny charakter.
Wydaje, się, że bardziej przydatnym określeniem dla zrozumienia sytuacji Chin jest kategoria okres przejściowy od kapitalizmu do socjalizmu, w którym proletariat zdobył władzę państwową, ale ekonomika pozostaje w większości w rękach kapitalistów. Jest to okres zmagań klasowych na śmierć i życie o przyszłość państwa, o całkowite zwycięstwo socjalistycznej rewolucji.
Chińczycy uważają, że ten okres przejściowy, nazywany przez nich „wstępnym stadium budowy socjalizmu” będzie trwał do 2049 r. Data ta nie jest przypadkowa, będzie to setna rocznica powstania ChRL, ale biorąc pod uwagę wielkość i różnorodność zmian epokowych, można sądzić, że na tak olbrzymim terytorium przemiany te dokonane zostaną „w zasadzie”.
Obecnie (do 2035 r.) muszą jeszcze realizować zadania dalszego uprzemysłowienia, modernizacji gospodarki (technologii), likwidacji pozostałości biedy, wyrównywania historycznej nierówności prowincji słabo rozwiniętych, budowy „umiarkowanej pomyślności narodu”, a więc stworzyć niezbędną dla dalszego rozwoju infrastrukturę gospodarczą, która będzie konkurencyjna z najbardziej przodującymi państwami kapitalistycznymi..
Przed Chińczykami stoi wielki problem przebudowy wsi i rolnictwa. Chińczycy mają inny stosunek do kwestii czasu, myślą oni kategoriami generacyjnymi, mają wysoki stopień poczucia kolektywizmu i zaufanie do dbających o nich partii i państwa.
Dlatego z uznaniem odnoszą się do nowego programu KPCh uchwalonego przez 19. Kongres Partii pod kierunkiem Xi Jinpinga (październik 2017 r.), że w dalszej perspektywie Chiny (do 2049 r. na 100-lecie ChRL) zbudują socjalistyczny kraj, który będzie „prosperujący, silny, demokratyczny, rozwinięty kulturalnie, harmonijny i piękny” (Uchwała 19.Kongresu KPCh). Ich sukcesy we wznoszeniu ustroju sprawiedliwości społecznej są z uwagą śledzone nie tylko w krajach tzw. 3. świata i zasługują na wnikliwą analizę nie tylko z tzw. europocentrycznego (euroatlantyckiego) punktu widzenia.
Słabością rozwoju Chin jest w dalszym ciągu ekstensywny model rozwoju i konieczność wdrożenia nowoczesnych technologii i innowacji we wszystkich sferach gospodarki. Obecnie wydajność pracy w przemyśle jest 4-5 razy niższa niż w USA, szczególnie zacofane jest rolnictwo, choć Chiny uczyniły w ostatnich latach wielki skok i są największym producentem żywności, ale za cenę wielkiego zużycia nawozów sztucznych i niszczenia środowiska naturalnego.
Gospodarka rolna jest rozdrobniona, co stanowi negatywną przesłankę industrialnych metod produkcji rolnej. Jest to gigantyczny problem wymagający odważnych decyzji politycznych, nie wystarczą tu tylko pieniądze. Jest problem charakteru wielkiej produkcji rolnej, czy mają to być spółdzielnie produkcyjne, państwowe przedsiębiorstwa czy też prywatne majątki, spółki itp.
Wieś jest potężnym rezerwuarem taniej siły roboczej, z której ponad 250 mln wędruje jako robotnicy sezonowi do pracy w prowincjach i miastach nadmorskich i centralnych, zadowalają się najniższymi stawkami i przyjmują najtrudniejsze warunki socjalne, mają trudności prawno-administracyjne w nabyciu stałego zameldowania („hukou”), co destabilizuje ich socjalnie i rodzinnie. Jest to sprzeczność nie tylko społeczno-pracownicza, także klasowa.
Burżuazja i część kierownictwa dążą do utrzymania obecnego stanu, robotnicy sezonowi buntują się, dążą do poprawy warunków pracy i płacy. Wydaje się, że KPCh musi z większą troską zająć się tymi problemami, o czym świadczą wypowiedzi Sekretarza Generalnego KPCh Xi Jinpinga, przedstawione w lipca 2016 r. w Pekinie podczas jubileuszu 95 rocznicy powstania KPCh, a w szczególności w październiku 2017 r. podczas 19.Kongresu KPCh w Pekinie, kiedy podkreślił klasowy i marksistowski charakter KPCh i konieczność większego uwzględniania w polityce wewnętrznej Chin interesów robotników i świata pracy, także podczas obchodów 70 rocznicy powstania Chińskiej Republiki Ludowej 1.X.2019 r. w Pekinie i w maju 2020 r. podczas obrad Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych.
Na odrębną uwagę zasługuje aspekt międzynarodowy. Chiny były i są mocarstwem światowym, kiedyś jednak lekceważonym przez mocarstwa Zachodu, obecnie są one drugą gospodarką świata, uzależniły od swych towarów rynki rozwiniętych państw, w swych sejfach mają ponad 4 bln dolarów a juan choć nie jest jeszcze walutą w pełni wymienialną, należy do koszyka finansów światowych.
Prognozy dalszego rozwoju Chin, w tym także amerykańskich przewidują znaczne zbliżenie PKB per capita Chin i USA w okolicach 2050 r.. Muszą one bardzo niepokoić możnych kapitalistycznych, gdyż nie wiedzą jak powstrzymać chińskiego kolosa. Chiny prowadzą politykę międzynarodową na zasadzie wzajemnych korzyści, nie przyświecają im cele kolonizatorskie a tym bardziej imperialistyczne, ich tanie kredyty i specjaliści witani są z otwartymi rękami w Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej. Jako stały członek Rady Bezpieczeństwa mają duży wpływ na życie międzynarodowe.
Chiny nie należały do Układu Warszawskiego, nie należą także do NATO, popierają pokój i sprzeciwiają się wojnom i agresji, są samodzielne i suwerenne i faktycznie są liderem krajów rozwijających się. Ich wydatki na obronę sięgają już 200 mld dol. rocznie i sytuują budżet obronny Chin na 2 miejscu po USA, co ma zapewnić skuteczną obronę Chin. Chińska Republika Ludowa należy do grona wielkich mocarstw, ale dotychczas była ona przez nie niedoceniana a nawet lekceważona.
Obecnie ze względu na wielki potencjał gospodarczy i wzrost jej autorytetu międzynarodowo-politycznego muszą się one liczyć z Chinami, które deklarują chęć współdecydowania o losach planety, do czego mają pełne prawo. Chiny poczuwają się do odpowiedzialności za interesy i losy biedniejszej części narodów planety, głównie krajów rozwijających się, ale także krajów i sił dążących do socjalizmu, co buduje im poparcie większości ludów świata. ChRL staje się światowym centrum postępu społecznego i opozycji do imperializmu.
Jeżeli utrzyma się socjalizm w Chinach i KPCh nie dopuści, żeby na jej czele znalazł się chiński Gorbaczow, mogą one stać się bardzo atrakcyjnym modelem rozwoju dla krajów rozwijających się, które w strategii globalnego imperializmu są zbędnymi peryferiami (6 mld ludzi) i stanowią obciążenie dla „cywilizowanego” rozwiniętego świata. Socjalistyczne Chiny mogą stać się także wielką pomocą dla przezwyciężenia skutków kontrrewolucji i kapitalizmu w Rosji, innych państwach b. ZSRR , a także za sprawą strategii nowego szlaku jedwabnego (One Belt One Road) wzmocnienia i odbudowy sił socjalizmu w krajach europejskich, w tym także w Polsce.
Chiny w kończącej się 5-latce zainwestowały państwach Europy środkowo-wschodniej 1 bln dol., (a w skali całego planu nowego szlaku jedwabnego 8 bln). Ważnym swoistym awanportem Chin do Europy jest Białoruś, w której zainwestowały kilkadziesiąt mliardów dolarów. Można domniemywać, że jest to jedna z ważnych przyczyn obecnej „kolorowej rewolucji” na Białorusi, czyli ataków imperializmu na Białoruś, dążenia do jej destabilizacji, upadku obecnego reżimu i uderzenia nie tylko w Chiny, także w Rosję.
Gra idzie o wielką stawkę, jeśli patriotycznym i prosocjalistycznym siłom na Białorusi uda się zwycięsko wyjść z obecnego kryzysu i który nie zakończy się nowym „Majdanem”, może powstać nowa perspektywa osłabienia i zmuszenia do defensywy amerykańskiego i natowskiego imperializmu, który w obecnej epoce jest głównym zagrożeniem dla świata, szczególnie świata pracy.
Jej podstawą może być trwalszy sojusz chińsko-rosyjski, który w dalszych latach mógłby objąć kraje Europy, mające odmienne interesy niż USA. W takiej sytuacji geopolitycznej Chiny dysponując 1,4 mld ludności, Rosja ze swoimi bogactwami naturalnymi, średnim potencjałem gospodarczym oraz Unia Europejska z 500 mln ludności i dobrze rozwiniętą gospodarką i socjalnymi standardami mogą stworzyć bardziej przyjazną dla ludzkości socjalną i humanistyczną alternatywę, która w dalszej przyszłości może rozwinąć się w kierunku nowego modelu socjalizmu.
Przeszkodą na tej drodze jest hegemonizm i imperializm USA oraz zdominowane przez nie NATO i inne pakty wojskowe. Szansą dla sił socjalizmu jest rosnąca potęga Chin, nowe „szlaki jedwabne”, odradzający się międzynarodowy ruch komunistyczny i antyimperialistyczny oraz umacniający się front sił postępu społecznego w krajach rozwijających się.
Unia Europejska a Polska
Polska przystąpiła oficjalnie do Unii Europejskiej 1 mają 2004 r. , ale starania o wejście do struktur ówczesnej EWG rozpoczęły się od 1989 r. , kiedy ówczesny polski rząd wyraził wolę wstąpienia do niej. Polska potrzebowała 15 lat, by dostosować swą gospodarkę, system prawno-polityczny do standardów Unii Europejskiej.
Przede wszystkim Polska musiała szeroko otworzyć swe granice, zlikwidować socjalistyczną (państwową) własność, podporządkować system bankowy Europejskiemu Bankowi Centralnemu itd. W rezultacie korporacje zachodnie przemysłowe, usługowo-handlowe i bankowe były w Polsce obecne od czasu antysocjalistycznego przewrotu i przekształciły kraj w teren ekspansji i zbytu dla swych towarów i usług, a polscy robotnicy stali się w zachodniej Europie tanią i wykwalifikowaną siłą roboczą. Emigracja nadal jest duża i obejmuje też inżynierów, lekarzy i innych wysoko kwalifikowanych specjalistów. Jest to zjawisko charakterystyczne głównie dla byłych krajów kolonialnych, tzw. kradzież mózgów.
Polska stała się współczesnym krajem neokolonialnym i znalazła się na zacofanych peryferiach Europy, we wszystkich rankingach UE zajmuje dalekie a nawet ostatnie miejsce .Obecnie rządzący politycy szczycą się 23-24 miejscem Polski w rankingu światowego PKB, ale jego dane nie odzwierciedlają szybko pogłębiającego się rozwarstwienia socjalno-ekonomicznego Polaków.
Pewnym rozwiązaniem kryzysu jest łatwa możliwość emigracji. Emigracja dla Polaków nie jest zbyt dużą dolegliwością, od wieków Polacy emigrowali a nawet jest rodzinna i kulturowa łączność między Ojczyzną a Polonią zagraniczną. Emigracja w ramach integrującej się Europy jest łatwiejsza do przetrwania.
Uruchomione zostały tanie linie lotnicze (np. Ryanair), ułatwiające komunikację z Irlandią, Anglią i innymi krajami. Do Skandynawii kursują liczne promy, do Niemiec, Francji, Włoch i Hiszpanii tanie linie autobusowe, umożliwiające w ciągu jednej doby odbyć podróż. Do Niemiec, Austrii, Czech jeździ się autami, emigracja więc nie oznacza jak niegdyś całkowitego odcięcia od rodziny , lokalnego środowiska , kraju, jak kiedyś było udziałem emigracji do USA, Kanady, Australii itd. Ponadto ze względu na masowość emigracji w większych miastach zachodniej Europy powstały swoiste polskie getta, skupione najczęściej wokół „polskiego” kościoła, co ułatwia komunikację, poczucie więzi nie tylko religijnej, informację.
Powstają nawet liczne małżeństwa mieszane, rodzą się dzieci, emigranci starają się o miejscowe obywatelstwo i zamierzają pozostać tam na stałe. Zawsze magnesem są wyższe zarobki i wyższy niż w Polsce „socjal”. Polacy są w 1/3 narodem emigrantów, co jest częściowo wynikiem biedy i emigracji za chlebem w czasach rozbiorowych i przedwojennych, ale także współcześnie. Ocenia się, że tylko w USA żyje 10-12 mln Polonusów, ale jak podkreślał b. Prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej Edward Moskal tylko ok. 0,45 mln przejawiało jakiekolwiek więzy z organizacjami polonijnymi. Podobnie jest z Polonią niemiecką, francuską itd.
Emigracja ma różne następstwa dla homogenicznej kondycji narodu. W ramach globalizacji i nierównomiernego rozwoju świata przemieszczają się setki milionów ludzi w poszukiwaniu pracy. Dodatkowym problemem są uchodźcy wojenni i prześladowani politycznie. Świat znajduje się na kolejnym rozstaju. Polacy szybko się wynarodawiają i łatwo są asymilowani przez inne narody.
Zasadą jest, że państwo i naród bogatsze i stojące na wyższym poziomie kultury szybko absorbuje emigrantów. Do Niemiec w XIX w. i później wyemigrowało ponad 2 mln Polaków do pracy w kopalniach i hutach Westfalii i Ruhry. Obecnie o ich polskim pochodzeniu świadczą tylko nazwiska (często germanizowane) a do mniejszości polskiej mało kto przyznaje się.
Podobnie jest w USA, Kanadzie, Argentynie, Brazylii, Australii, krajach skandynawskich. Swoje robi miejscowa administracja, szkoła, praca, środowisko sąsiedzkie. Życie emigrantów jest z reguły trudne dla 1. pokolenia, dzieci i wnuki wrastają w nowe narodowe środowisko i czują się „tubylcami”, a o pochodzeniu świadczą imiona, nazwiska, dawne obyczaje, czasem wizyty w kraju przodków.
Integracja europejska przyspiesza i potęguje te procesy. Unia Europejska i postępująca integracja są podstawą rodzącego się na naszych oczach „Superpaństwa Europejskiego”, które nie ma wyraźnie określonych granic, za to ma nienasycone apetyty terytorialne. Jest historycznym wyrazem dążeń wielkiego kapitału europejskiego (obecnie głównie niemieckiego), kiedyś mającego na celu powstrzymanie socjalizmu i zniszczenie ZSRR. Obecnie dają o sobie znać wielkie sprzeczności w ramach światowego kapitalizmu, co znajduje wyraz w głębokich różnicach między UE (Niemcami) a USA. Pojawił się nowy wielki gracz i konkurent – Chiny ludowe, co komplikuje klasową sytuację międzynarodowej polityki.
Mimo sprzeczności imperializm amerykański i europejsko-niemiecki uznają obecnie Rosję i Chiny za głównych przeciwników. Dla Unii oderwanie Ukrainy i ewentualnie Białorusi, Krajów Kaukaskich a także rozczłonkowanie samej Rosji mogłoby otworzyć nowe możliwości dalszego „Drang nach Osten”, o czym już kiedyś marzyli dawni „Europejczycy”.
Takie zamierzenia są udziałem też amerykańskich geopolityków, którzy maja wielkie apetyty na bogactwa Syberii i Dalekiego Wschodu. Na to nakłada się marzenie okrążenia Chin i ostatecznego zniszczenia w nich socjalizmu nawet z chińską specyfiką.
Integracja europejska, globalizacja a socjalizm
Europa i świat ulegają globalizacji i integracji. Zjawiska te są sprzecznościowe i odbywają się niesymetrycznie. Są siły i czynniki integracyjne i dezintegracyjne. Głównym podmiotem globalizacji jest wielki kapitał i jego potężne narodowe i transnarodowe korporacje.
Globalizacja jest wynikiem olbrzymiego rozwoju sił wytwórczych i eksportu kapitału finansowego oraz uzależniania krajów rozwijających się od państw imperialistycznych, co skutkowało kolonializmem a w obecnej epoce neokolonializmem.
Największe sukcesy w budowaniu współczesnej imperialnej potęgi mają Stany Zjednoczone, które po upadku Związku Radzieckiego ogłosiły się nawet strażnikiem „nowego światowego porządku”, ale obecnie świat ponownie stał się wielobiegunowy i wyrosły nowe potęgi jak Unia Europejska i Chiny, także tzw. państwa wschodzących gospodarek, które organizują się w ramach BRICS, Grupy G20 i licznych organizacji kontynentalnych, np. ASEAN, Szanghajska Organizacja Współpracy, broniących swych interesów. Stany Zjednoczone odpowiadały propozycjami TTIP (wspólnoty transatlantyckiej) i TTP (wspólnoty Pacyfiku), które unieważnione zostały przez prezydenta Donalda Trumpa. Zarysowane tendencje w swym końcowym wyniku mogą prowadzić do różnych skutków społeczno – ekonomicznych.
Przede wszystkim zaostrzają one sprzeczności klasowe i wyzysk klasy robotniczej i świata pracy. Te różnice widać wyraźnie porównując USA i kraje Unii Europejskiej, szczególnie w Skandynawii mierzone współczynnikiem Gini’ego, w USA wynosi on ok. 0,48, w Szwecji 0,33. USA są państwem imperialistycznym, w Europie ostrze imperializmu zostało nawet w dawnych państwach imperialistycznych stępione.
Wydatki wojskowe w USA są dwukrotnie wyższe niż w państwach UE. Państwa europejskie inaczej definiują bezpieczeństwo międzynarodowe, co widać szczególnie w podejściu do Rosji i konfliktu na Ukrainie.
Problemem jest NATO jako głównie instrument amerykańskiej hegemonii. Europa stoi przed wyborem swej własnej drogi w zakresie integracji i globalizacji, ma szanse wypracowania niezależnego od USA modelu rozwoju, który może powstrzymać spadek poziomu życia mas pracujących i niebezpieczeństwo nowej wojny. Integracja i scentralizowanie gospodarki w jednym lub kilku monopolach tworzą nadzwyczaj dogodne warunki dla rewolucji socjalistycznej i przekształcenia kapitalizmu w socjalizm. Dostrzegali tę prawidłowość klasycy marksizmu, prognozując, że socjalistyczna rewolucja zwycięży w najbardziej rozwiniętych państwach. kapitalistycznych.
Integracja i globalizacja są obiektywnie uwarunkowane. Świat, szczególnie Europa stał się jak trafnie zauważył socjolog „globalną wioską”. Jednocześnie korporacje zaciekle konkurują o nowe strefy wpływów.
Te procesy uległy przyspieszeniu od lat 50-tych ub. wieku w Europie i mają także wymiar polityczno-międzynarodowy ze względu na mnogość państw narodowych, różnice ekonomiczne, kulturowe i ekonomiczne. Marzenia o „zjednoczonej Europie” towarzyszyły starożytnym Grekom, Imperium Romanum, chrześcijaństwu, Napoleonowi, niemieckiemu kajzerowi, Hitlerowi, nie były one także obce teoretykom naukowego socjalizmu.
W obecnej dobie są dość skutecznie realizowane przez koła wielkiego kapitału zachodnio-europejskiego po 2. wojnie światowej, szczególnie Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali (1951), Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (1957) i Unii Europejskiej (1992). Integracja Europejska jest głównie rezultatem interesów i starań wielkiego kapitału finansowego i przemysłowego zachodniej Europy, który po dwóch wojnach światowych uznał, że dotychczasowe wojenno-siłowe metody przyspieszenia integracji poniosły fiasko i należy preferować metody ekspansji ekonomicznej, pokojowe i stosować wielopłaszczyznowe formy integracji, a więc znoszenie granic, wspólny rynek, swobodne przemieszczanie się ludzi, kapitału i usług, w perspektywie wspólny pieniądz, jak najlepiej w warunkach ustrojowych liberalnej burżuazyjnej demokracji.
Członkowie założyciele a głównie Francja (Schumann), Włochy (de Gasperi) i RFN (Adenauer) liczyli na sukcesy swych grup kapitałowych, ale najwięcej do zyskania miały Niemcy, które po klęsce 1945 r., okupowane i podzielone na dwa państwa liczyły na szybką odbudowę gospodarki, zjednoczenie i ponowne objęcie dominującej pozycji w Europie.
Dziś po prawie 70 latach od Traktatu Paryskiego (1952) i Rzymskiego (1957) Niemcy są zjednoczone, mają największa gospodarkę w Europie i sprawują faktycznie rolę lidera zintegrowanej Europy.
Ale integracja rozwija się nie bez sprzeczności, głównie są to sprzeczności między prywatną własnością środków produkcji a rosnącym społecznym charakterem procesów wytwarzania, między pracą a kapitałem tak w skali Unii jak i państw członkowskich.
Do Unii zamierzają wejść liczne inne państwa kontynentu, trwa proces stowarzyszania i dalszego rozszerzania Unii i jej ekspansji. Powstaje pytanie, jak zdefiniowane są granice Unii Europejskiej w szczególności na Wschodzie (Ukraina, Rosja, kraje postradzieckie) , na Bliskim Wschodzie (szczególnie Turcja) i na Południu (Afryka).
Z drugiej strony narastają sprzeczności w łonie Unii Europejskiej, o czym świadczą tendencje dezintegracyjne. Są to sprzeczności między „starą” i „nową” Unią, między bogatą Północą a biednym Południem Europy, sprzeczności między Centrum a peryferiami, strefą euro a pozostałymi, na to nakładają się sprzeczności między Unią a USA (rola NATO), Unią a Rosją oraz Chinami.
W ostatnim czasie poważnym wyłomem w integracji europejskiej stało się referendum europejskie w Wielkiej Brytanii i jej wyjście z Unii Europejskiej (brexit). Wydaje, się, że główną przyczyną tej decyzji była nie tyle inwazja polskich „gastarbeiterów” na Wyspy Brytyjskie, co rola jaką sobie przypisuje kapitał brytyjski w związku z rolą, jaką ma odegrać w walce kapitału USA z Unią Europejską o hegemonię w ramach Traktatu o Wolnym Rynku Atlantyckim (TTIP), z którego zrezygnował prezydent USA D. Trump. Anglicy liczą także na tradycyjne dobre „braterskie” relacje z USA i korzyści z bliskich stosunków z krajami Wspólnoty Brytyjskiej.
Narastają sprzeczności klasowe we Francji, o czym świadczą masowe protesty tzw. „żółtych kamizelek” czy ostatnio strajk generalny, który sparaliżował życie we Francji, także strajki na tle separatystycznym i społecznym w Hiszpanii (Katalonia). Włoszech.
Powstaje pytanie, czy Anglia jest wyjątkiem, inaczej zagłosowali Szkoci i może być to kolejną przyczyną rozluźniania struktury ustrojowej Wielkiej Brytanii i jej przekształcania się w federację. Te procesy osłabiania struktur organizacyjnych państw narodowych są korzystne dla Unii Europejskiej, osłabiają bowiem dotychczasowe państwa narodowe a Bruksela może wykorzystywać owe sprzeczności dla wzmocnienia Unii Europejskiej.
Podobne procesy zauważamy w Hiszpanii, w Belgii, we Włoszech, w dawnej Jugosławii. Inne przyczyny wyjścia z Unii Europejskiej przypisywane są Grecji, która znajduje się w głębokim kryzysie finansowo-gospodarczym. Ochłodzenie stosunków z Unią Europejską zauważamy w Polsce pod nowymi od kilku lat rządami PiS (prawicy narodowo-klerykalnej).
W Europie zachodniej rosną szeregi eurosceptyków i przeciwników Unii Europejskiej, rekrutujące się zarówno ze środowisk pracowniczych jak i małego i średniego kapitału. Wielki kapitał jest za utrzymaniem, umocnieniem i rozszerzeniem Unii Europejskiej i jej przekształcenie w superpaństwo, coś na kształt Stanów Zjednoczonych Europy, a więc homogenicznych pod względem nie tylko gospodarczym także politycznym. Głównym rzecznikiem tych interesów jest wielki kapitał niemiecki, dążący do przewodzenia Europie.
Wyraźnie i wręcz jednoznacznie wyraził to przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker 12.IX.2018 r. , wygłaszając w Parlamencie Europejskim Orędzie o stanie Unii: „Geopolityka uczy nas, że przyszedł czas na europejska suwerenność”. Natychmiast wtórowała mu Angela Merkel – kanclerz Niemiec, która powiedziała, że oznacza to „koniec suwerenności małych państw”.
Komisja Europejska już w 2014 r. wznowiła prace nad Europejską Unią Obronną, Europejskim Funduszem Obronnym i europejskimi siłami zbrojnymi. W związku z tym Juncker zadeklarował, że w najbliższych latach „chcemy dwudziestokrotnie zwiększyć wydatki na obronę” (sic!). Obecnie nastał czas, „aby Europa wzięła odpowiedzialność za swe losy, czas aby Europa rozwinęła to co nazwałem „Weltpolitikfaeigkeit” – zdolność odgrywania naszej roli w kształtowaniu sytuacji na świecie. Europa powinna stać się niezależnym podmiotem stosunków międzynarodowych”.
Obecnie po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE wzmocnieniu uległa pozycja Niemiec jako głównego podmiotu finansowo-gospodarczego Unii, muszą one oczywiście liczyć się ze słabszą Francją, mniej z innymi członkami UE. Polityka wielkiego kapitału niemieckiego zmierza do konsekwentnego absorbowania słabych gospodarek państw Europy środkowo-wschodniej, państw bałtyckich, w dużym stopniu także państw skandynawskich. Jest to tradycyjny kierunek ekspansji niemieckiego imperializmu – Drang nach Osten.
Europa środkowo-wschodnia staje się trampoliną, przy pomocy której Niemcy zdobywają hegemonię w całej Europie. Musi to budzić niepokój wśród innych narodów, stąd odgrzewane obecnie francuskie koncepcje (de Gaulle) tzw. Europy Ojczyzn, a więc zatrzymanie procesu integrowania, przede wszystkim państwowo-politycznego, na poziomie luźnej wspólnoty, co najwyżej Konfederacji Europejskiej i niedopuszczenie do jej przekształcenia w Federację a tym bardziej w scentralizowane superpaństwo.
Sprzeczności te wyraźnie zaostrzyły się w trakcie przygotowywania budżetu Unii na lata 2021-2027, co znalazło wyraz głównie w relacji „praworządność (europejska) albo pieniądze”. Która z tych tendencji zwycięży, zobaczymy w niedługim czasie, w każdym razie pozycja Niemiec w każdym z tych wariantów ustrojowych będzie rosła, chodzi o to, żeby Niemcy stały się bardziej demokratyczne i europejskie, a nie Europa stała się niemiecka.
Ważną rolę w dalszym rozwoju integracji Europejskiej odegra kwestia jej stosunku a nawet wejścia do Unii Rosji. Aktualnie kręgi kierownicze Unii nie widzą takiej możliwości ze względu na sprzecznościowe cele definiowane przez Unię jak i Rosję. Rosja ma interesy na dwóch kontynentach a jej elity kierownicze pod kierunkiem Putina dążą do odbudowy w nowej formie i treściach klasowych dawnego ZSRR (Unia Euro-Azjatycka).
Nie zapominajmy o starych koncepcjach geopolitycznych snujących projekty „przyłączenia” Rosji europejskiej do Europy i ustanowienia na Syberii i Dalekim Wschodzie nowego porządku politycznego. Ale czy taka „okrojona” Rosja mogłaby być oczekiwanym partnerem Unii, rzecz wątpliwa. Europie jest potrzebna Rosja z wielkimi bogactwami naturalnymi i otwierająca jeszcze większy dostęp do rynków azjatyckich.
Tu pojawia się problem konkurencyjnych interesów globalnych USA, Japonii i Chin i gra o rozwiązanie tych spornych kwestii już się rozpoczęła, o czym świadczą plany i realizacja chińskiego nowego szlaku jedwabnego (One Belt one Road). W obecnej 5-latce Chiny mają zainwestować w Polsce i innych krajach Europy środkowo-wschodniej 1 bln dolarów, co tworzy z nich bardzo atrakcyjnego partnera dla tych państw. Jest to Chińczykom niezbędne jako pomost dla dotarcia do nowoczesnych technologii zachodnio-europejskich. Tworzy to nową sytuację geopolityczną w tym rejonie Europy i oznacza włączenie się do gry o przyszłość nie tylko Polski, Chin, przy czym Chiny są szczególnym przypadkiem ustrojowo-ekonomicznym, swoistą hybrydą, w której ekonomika jest zdominowana przez prywatny kapitał, ale pod kontrolą socjalistycznego państwa i Komunistycznej Partii Chin. Może to tworzyć warunki dla odbudowy socjalizmu w krajach d. ZSRR i Europie środkowo-wschodniej, nowego postawienia sprawy socjalizmu na półkuli wschodniej i zdecydowanego ograniczenia imperializmu USA, rozwiązania NATO i utrzymania pokoju w skali światowej.
Czy ta prognoza sprosta wyzwaniom czasu pokażą wydarzenia kolejnych lat. Walka klasowa w Polsce, Europie i na świecie nadal trwa.

Kończąc solidarnościowe archeologizmy…

… przyznam szczerze, że swoiście kuriozalne wydają mi się opowieści o zdradzie robotników przez kilkanaście osób z góry.

Tak, miliony zorganizowanych robotników, świadomie walczących o socjalizm bez wypaczeń zostały błyskotliwie oszukane przez geniusza – Lecha Wałęsę – i kilkunastu ludzi, których dałoby się przejechać jedną taczką. Jest to chyba najbardziej infantylna, jednocześnie antyrobotnicza i antyklasowa próba interpretacji tej historii. Zgodnie z tym (jakby rzekł Hegel kamerdynerskim) widzeniem to jednostki tworzą historię, a klasy oszukuje się jak przy grze w domino; jak dzieci w sprawie istnienia Św. Mikołaja i trwa to dosłownie krótką chwilę.

Gdyby Solidarność rzeczywiście była lewicowa, czy socjalistyczna, to żaden z ludzi pokroju Wałęsy, Jurczyka i całej prawicowej świty nie byłby liderem ruchu, bo zostałby wyrzucony przez świadomych robotników w kilka minut po rozpoczęciu bełkotania. Na podobnej zasadzie Krzysztof Bosak raczej nie ma szans na zostanie liderem Razem lub przewodniczącym OPZZ. Za teksty o konieczności prywatyzacji, deregulacji i nie tylko Michnik, Kuroń i inne czołowe postacie „S” nie utrzymałyby się nawet w zbiorowej świadomości jako liderzy takiego ruchu. W prasie i na ulicach nie dominowałyby antykomunistyczne hasła, a prawicowo zorientowany kościół katolicki ze wsparciem finansowym od CIA nie zostałby uznany za ideowego guru ruchu. Mielibyśmy do czynienia ze zorganizowanym oporem związku zawodowego przeciwko chociażby – efektom transformacji i triumfowi dzikiego kapitalizmu. Ale nie, w walce z kapitalizmem nie zatrzymano nawet jednego tramwaju. Istniałyby wyraźne publikacje socjalistyczne i marksistowskie w głównym nurcie publikacji związkowych i rejestry takich wypowiedzi… Robotnicy z „S” nie czytali Marksa, tylko (niestety) prawicowo-kościelną papkę, a lewicowi działacze wewnątrz ruchu stanowili marginalne skrzydło i byli mniej więcej tak samo kluczowi i decyzyjni, jak obecnie prawdziwi socjaliści na Białorusi.

Oczywiście dalej można posługiwać się mitem „S”, jeśli dla kogoś jest to biograficznie/osobiście istotne. Od zawsze jestem za totalnym pluralizmem historycznych korzeni. Natomiast nie róbmy jednego ołtarzyka. Tak samo nie róbmy ołtarzyka z historii PRL-u, no bo po co?

Nie palcie stosu

Rafał Woś – moim zdaniem, najwybitniejszy dziś w Polsce publicysta ekonomiczny – popełnił tekst polityczny, który jego pracodawców, a także kolegów z bliskiej mu formacji intelektualnej, wprawił w stan paniki. W ramach uświęconej klasyką tradycji – „Ja was proszę, towarzyszu Birkut, odetnijcie się” – od Wosia odcięła się „Polityka”, a także inni lewicowi publicyści, tacy jak Maciej Gdula. „Polityka” zrobiła to w zgodzie z najlepszymi tradycjami centralizmu demokratycznego, ogłaszając, iż Woś jest w niej „dziennikarzem ekonomicznym, nie politycznym”; zaś „naszą linię programową reprezentują m.in . Jerzy Baczyński, Mariusz Janicki, Wiesław Władyka i Adam Szostkiewicz”. Cóż takiego zrobił mądry, wykształcony i stroniący od sensacji Woś, żeby wzbudzić takie namiętności? Napisał otóż – na gazeta.pl – tekst, który już w tytule bluźni wszystkiemu, co najświętsze w szeregach „demokratycznej opozycji”. Tytuł brzmi: „Lewico, czas na współpracę z PiS. Trzeba budować z Kaczyńskim demokratyczny socjalizm”. (…) Wytłumaczył to na swój typowy, intelektualno-erudycyjny sposób, powołując się na znakomitą w swej syntetyczności teorię młodego amerykańskiego politologa Yaschy Mounka o konflikcie między niedemokratycznym liberalizmem i nieliberalną demokracją – czyli pozornym procesem demokratycznym, którego efekt w żaden sposób nie zaburza władzy finansowych elit z jednej strony, i łamiącą reguły demokratyczne, zmierzającą do autorytaryzmu antyelitarną władzą z drugiej. Woś trafnie odnotowuje, że w oczach człowieka lewicy oba te rozwiązania są fatalne; co go różni od liberała, dla którego to, że kasa rządzi, a demokracja jest tylko fasadą, jest zjawiskiem naturalnym i pożądanym. Na tym etapie wywód jest w zasadzie oczywisty, w każdym razie z punktu widzenia człowieka lewicy. Komplikuje się dalej. Woś pisze otóż, że lewica – realnie rzecz biorąc, Partia Razem i jej ewentualne przystawki – powinna podjąć się „misji ucywilizowania PiS”, poprzez wejście z nim w najpierw w dialog, a później w koalicję, na bazie programowej wspólnoty, którą Woś nazywa „demokratycznym socjalizmem”. I dalej lewica winna skorzystać z tej koalicji dla wybijania partnerowi z głowy co bardziej niedemokratycznych pomysłów. Ta idea wzbudziła histerię i, co gorsza, wrogość, także w kręgach lewicowych. Na wstępie – zanim ja też zostanę ukamienowana przez Czytelników – zaznaczę, że nie zgadzam się z Wosiem. Ale nie zgadzam się także z jego krytykami. „Tekst Wosia jest charakterystyczny i jednocześnie niepokojący, bo świadczy o duchowej niemocy jednego z najważniejszych lewicowych publicystów” – napisał Maciej Gdula, w żarliwej polemice, która niepozbawiona jest agresji. Niesłusznie. W mojej opinii Woś nie ma racji, sądząc, że PiS jest podatny na wpływy – szczególnie ze strony „lewaków”. Jako dowód, że proces taki jest możliwy, a nawet istniejący, przytacza on w zasadzie jeden tylko przykład – czarne protesty: „Zresztą to… już się dzieje. Pamiętacie czarne protesty? Zainicjowała je nowa lewica, i to właśnie one doprowadziły do wstrzymania prac nad zaostrzeniem ustawy aborcyjnej. Można powiedzieć, że w tym wypadku lewica wychowała prawicę”. Na co Gdula odpowiada że czarne protesty nie ucywilizowały, tylko zastraszyły PiS: „protest był nie żadnym dialogiem, tylko gwałtownym i masowym oporem wobec pomysłu prawicy. PiS nie przyjął argumentów, ale ugiął się przed siłą ulicy”. Moim zdaniem, obydwaj się mylą: czarne protesty nie miały żadnego wpływu na proces legislacyjny, był on bowiem z góry skazany na porażkę. Kaczyński po prostu nie jest zainteresowany zaostrzaniem ustawy antyaborcyjnej, czemu dał wyraz jeszcze w 2007 roku – wtedy, kiedy Marek Jurek, w proteście przeciw zablokowaniu przez Kaczyńskiego wpisania „ochrony życia poczętego” do konstytucji, odszedł z PiS i ze stanowiska marszałka Sejmu. W takim sensie, przykład z czarnymi protestami jako argument na rzecz otwarcia PiSu na proces cywilizowania przez lewicę – i alternatywnie, skuteczności walki z PiS-em metodą uliczną – jest po prostu chybiony. Ale ważniejsza jest inna kwestia. Gdula zarzuca Wosiowi „zdziecinnienie”, którego objawem jest „nawalanie w liberałów”. Albowiem, wykłada Gdula, liberałowie już od trzech lata nie rządzą – „i wcale nie wygląda na to, żeby zanosiło się na ich powrót do władzy” – a doktryna neoliberalna jest w odwrocie, toteż lewica dziś nie powinna zajmować się liberałami, tylko skupić się na walce z PiS. Moim zdaniem – w tym miejscu Gdula myli się wręcz zbrodniczo. Liberałowie – przywoływany przez Wosia „niedemokratyczny liberalizm”, cała ta idea, że „masz kapitał, to wynajmujesz sobie prezydentów albo komisarzy, którzy zabezpieczają twoje interesy. Nie masz? Demokracja kończy się dla ciebie na symbolicznym akcie wrzucenia kartki do wyborczej urny” – są źródłem zła, co do którego istnienia wszyscy się zgadzamy. Wyniosła alienacja elit, które dawały ludowi do zrozumienia, że powinien szanować bogatych, bo są po prostu lepsi, jest przyczyną, dla której wybory wygrywa Kaczyński, Orbán, Trump… Lewica nie może przestać „nawalać w liberałów”, ponieważ jedyną nadzieją na pokonanie prawicowego populizmu jest przekonanie ludzi, że niedemokratyczny liberalizm nie wróci. Że nie jest tak, że muszą wybierać między państwem praworządnym i państwem opiekuńczym, albowiem mogą mieć jedno i drugie.(…) I w tym względzie Woś ma rację, nawet kiedy się myli. Lewica musi podjąć dialog z PiS – nawet jeśli będzie to dialog jednostronny – i omawiać, i eksponować wspólnotę poglądów i programów w ramach, niech mu będzie, „demokratycznego socjalizmu”. Musi chwalić te punkty programu obecnej władzy, które zgodne są z lewicowymi wartościami – a także przyznać, że postępując zgoła przeciwnie zrobiła zasadnicze błędy w polityce społeczno-gospodarczej. Ale nie dlatego, żeby w konkluzji dojść do koalicji – tu zgadzam się z krytykami Wosia, że PiS nie da się ucywilizować, bo rządzi z pozycji siły i żadne kompromisy go nie obchodzą – tylko dlatego, żeby wykazać wyborcom, że to nie jest tak, że „oni cofną 500 plus”, jak mówił ostatnio premier Morawiecki na wiecu w Sandomierzu. Żeby być w tej mierze wiarygodnym, trzeba zdobyć się na powiedzenie, że PiS zrobił coś dobrze. Że 500 plus jest dobre, bo – przy wszystkich swoich wadach konstrukcyjnych i antyfeministycznych założeniach – zlikwidowało haniebne ubóstwo wśród dzieci i zmieniło równowagę na rynku pracy, skąd zniknęła zdesperowana quasidarmowa siła robocza, co zmusiło pracodawców do uczciwego płacenia pracownikom. Że minimalna stawa godzinowa jest dobra, bo pracownicy na zlecenie byli głównymi ofiarami wyzysku. Że wprowadzenie trzeciej stawki podatkowej jest dobrym pomysłem, ponieważ progresja podatkowa jest w Polsce za niska – choć oczywiście idiotycznym wybiegiem jest nazywanie jej „daniną solidarnościową” i opowiadanie, że to wszystko wina kalek. Nie domagam się, aby lewica podchodziła do programu społeczno-gospodarczego PiS bezkrytycznie – od tego w końcu mamy PiS – tylko, żeby miała odwagę oceniać go obiektywnie, bez lęku, że powiedzenie czegoś pozytywnego oznacza „zdradę demokracji”. Prawdziwą zdradą demokracji jest pozostawienie państwa w rękach Kaczyńskiego. A stanie się tak, jeśli opozycja, zamiast wypracować przekonującą dla dzisiejszych zwolenników PiS alternatywę, będzie się nadal skupiać się na obrażaniu ich, jako ciemnych, chciwych i kupionych.
Obrażanie wyborców nie jest najlepszą metodą na wygrywanie wyborów.

Łódź pamięta o rewolucji!

Okrzyki „Rewolucja!”, „Precz z wyzyskiem!”, „Solidarność robotnicza!”, „Wolność, równość, niepodległość!” mogli usłyszeć mieszkańcy Łodzi oraz turyści, którzy w sobotnie popołudnie znajdowali się przy ul. Piotrkowskiej.

 

W miejscach, gdzie 113 lat temu robotnice i robotnicy demonstrowali, ścierali się z carskim wojskiem i wznosili barykady, odbył się rocznicowy przemarsz i spektakl.
Kolejna już edycja efektownego upamiętnienia powstania łódzkiego, jednego z największych wystąpień robotniczych podczas rewolucji 1905 roku, zgromadziła około dwustu osób. W serii symbolicznych obrazów prezentowanych przez alternatywny teatr Chorea uczestnicy wydarzenia obserwowali wybuch robotniczego buntu, manifestacje i walkę pracownic i pracowników łódzkich fabryk, spory między organizacjami rewolucyjnymi działającymi w Królestwie Polskim, nieugiętość walczących i wreszcie stłumienie powstania i represje wobec rewolucjonistów. Aktorzy i aktorki występowali w tych samych miejscach, gdzie 113 lat temu robotnice i robotnicy zbierali się, organizowali i walczyli – na ul. Piotrkowskiej i okolicznych podwórzach; zaś złość wyzyskiwanych przeciwko wyzyskiwaczom pokazali w sąsiedztwie pomnika łódzkich fabrykantów Poznańskiego, Grohmana i Scheiblera.
Z uwagi na 100. rocznicę odzyskania suwerenności przez państwo polskie w spektaklu silnie wyeksponowany był wątek rozważań nad tym, czym jest niepodległość, wolność i samowola. Równocześnie przypomniano o początku rewolucji 1905 r. – Krwawej Niedzieli w Petersburgu i o solidarności robotników polskich i rosyjskich podczas kilkunastu miesięcy walk z caratem o społeczne i narodowe wyzwolenie. Ważnym punktem obchodów był śpiew połączonych chórów rewolucyjnych, które wykonały m.in. „Międzynarodówkę”, „Gdy naród do boju”, „Czerwony sztandar”, „Gdy naród do boju” i „Łodziankę”.
Nieprzypadkowo marsz zakończył się w okolicy ulic Piotrkowskiej i Wschodniej – przy niej właśnie 22 czerwca 1905 r. zbuntowani robotnicy starli się z rosyjskimi oddziałami piechoty i Kozaków. W ciągu kolejnych dwóch dni na ulicach Łodzi wzniesiono ponad sto barykad; w bitwie ulicznej, do której carat rzucił przeciwko proletariuszkom i proletariuszom łącznie osiem pułków wojska, zginęło ponad 160 osób. Powstanie zostało stłumione, w Łodzi ogłoszono stan wojenny, ale kolejne strajki robotnicze wybuchały jeszcze do 1907 r.
– Obecnie mało kto pamięta o Powstaniu Łódzkim 1905 roku, które przyniosło za sobą falę zmian i – mimo upadku – odegrało ważną rolę w walce o niepodległość Polski. Chcemy pokazać, że każdy społeczny ruch pozostawia jakieś zmiany, a to, że ludzie w krytycznych sytuacjach decydują się na wyjście na ulicę nie idzie na marne – nawet, gdy walka okazuje się przegrana – tłumaczyła Onetowi Ewa Otomańska, reżyserka widowiska. Obserwatorzy spektaklu i zarazem uczestnicy przemarszu nieśli, tak jak walczący robotnicy w 1905 r., sztandary czerwone i biało-czerwone, a także flagi historycznych partii: PPS-u czy Bundu. Eksponowali i skandowali hasła rewolucyjne – precz z caratem! precz z cenzurą! precz z czarną sotnią! precz z wyzyskiem! zakaz pracy akordowej! ośmiogodzinny dzień pracy! Wezwania odnoszące się do sytuacji robotników nie straciły aktualności po dziś dzień…
Takie też poczucie mieli uczestnicy marszu. Wielu z nich przyszło na Piotrkowską nie tylko po to, by upamiętnić wydarzenie historyczne, ale także w poczuciu identyfikacji z lewicowymi hasłami.