Nieprzyjazny rozdział od państwa

W pełni zdawaliśmy sobie sprawę z trudności jakie napotkamy. Wynikają one ze znikomej wiedzy w społeczeństwie o prawdziwym obliczu Kościoła katolickiego w realizacji jego zakulisowych wpływów, instytucjonalnego dostępu do władzy oraz braku informacji o skali otrzymywanych z różnych źródeł środków pieniężnych.

Przede wszystkim jednak z niedostatku wiedzy polityków i osób publicznych zajmujących się sprawami relacji państwa z kościołami i związkami wyznaniowymi o ich prawnych uwarunkowaniach.
Uważamy, że konstytucyjne postanowienia przyjęte w pięć lat po podpisaniu Konkordatu przyczyniły się w decydującej mierze do nadania Polsce ipso facto (faktycznego) charakteru państwa wyznaniowego, nawet jeżeli nie takie były zamiary jej twórców. Niestety, doprowadzili oni do sytuacji, w której pochodzące z demokratycznych wyborów władze państwowe zobowiązane są do dzielenia się sprawowana władzą z niedemokratyczną, hierarchicznie zorganizowaną działającą sekretnie i zakulisowo. Jest to więc współuczestnictwo we władzy, a wiec znacznie więcej niż tylko instytucjonalny do niej dostęp.
Art.25 Konstytucji, umieszczony w rozdziale I poświęconym państwu i jego instytucjom, co najmniej zrównuje z nimi instytucje wyznaniowe jeżeli wręcz nie przydaje im charakteru instytucji państwowych. Odwrócone zostało pierwszeństwo należne zasadzie pierwotnej tj. zasadzie wolności myśli, sumienia i wyznania indywidualnego człowieka i niezasadnie przyznane pierwszeństwo wolności kolektywnej kościołów i związków wyznaniowych która przecież jest pochodną wolności jednostki .Na marginesie wypada zauważyć, że art.53 ust.1 zubaża zasadę wolności indywidualnej ograniczając ją jedynie do wolności sumienia i wyznania, a w ust.2 precyzuje ją wyłącznie w zakresie wolności religii.
W konsekwencji nadrzędne potraktowanie wolności kolektywnej wzmacnia pozycję kościołów i związków wyznaniowych zrównanych z państwem w swej autonomii i niezależności i dodatkowo ubogaca przewidzianym w art.25 ust.3 obowiązkiem współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego.
Cóż to za dobro wspólne ? Jak je zdefiniować ? Nie inaczej niż poprzez treść art.1 Konstytucji RP. Tym dobrem jest Rzeczpospolita – zgodnie bowiem z treścią tego przepisu stanowi ona dobro wspólne wszystkich obywateli !
Stąd logiczny wniosek wypływać musi, że współdziałanie obejmuje wszystkie sprawy jakie dla dobra wspólnego i dobra człowieka zostaną uznane za istotne. Jest to podstawowe uzasadnienie wagi i znaczenia komisji wspólnej rządu i episkopatu, w której pracach rząd jest reprezentowany jako instytucja działająca „in corpore” – w całości, chociaż praktycznie czynią to delegowani doń ministrowie. Art.25 ust.3 konstytuuje zasadę bilateralizmu jako zasadę współdecydowania władzy publicznej i kościoła w całym spektrum spraw, które dosyć swobodnie kościół może uznawać za istotne i mieszczące się w jego sferze autonomii i niezależności – w jego zakresie – jak stanowi przepis konstytucyjny czy też – w jego dziedzinie jak postanowiono w konkordacie. Jednocześnie art.25 ust.4 Konstytucji odsyła w zakresie stosunków państwa z Kościołem katolickim do konkordatu jako szczególnej, przewidzianej w Ustawie Zasadniczej formie regulacji relacji wzajemnych. Nie można przy tym nie zauważyć, że oba fundamentalne dla struktury prawnej państwa dokumenty są powiązane w wielu kwestiach komplementarnie. Konkordat w tych postanowieniach, które zostały na rzecz Kościoła zawarowane na tyle konkretnie by mógł twardo bronić przywilejów instytucji kościelnych (jak. np. prawo prowadzenia placówek oświatowych i wychowawczych ) nie ma potrzeby poszukiwania dodatkowego wzmocnienia, ale już w odniesieniu do katechezy szkolnej, która mogła być realizowana w różny sposób, w tym w sposób obciążający instytucje Kościoła, to dla zabezpieczenia jego interesów sięga się do przepisu konstytucyjnego o bezpłatnej edukacji publicznej, a w innych wypadkach, gdy reguły konkordatowe są sformułowane ogólnie czy nie dosyć jasno Kościół stara się je poszerzać jak np. w zakresie przywilejów finansowych (art.22 ust 2 przewidujący powstanie komisji, która może decydować o ewentualnych zmianach w istniejącym ustawodawstwie w odniesieniu do spraw finansowych instytucji i dóbr kościelnych) . Komisja taka jednak nigdy nie powstała co daje możliwość zgłaszania rządowi aspiracji do szczególnie dogodnego traktowania instytucji kościelnych.
Można zrozumieć, że twórcy Konstytucji byli pod presją zarówno polityczną jak i prawną wynikająca z Konkordatu, niemniej jednak również w szeregu innych postanowień Ustawy Zasadniczej widać, że wola domknięcia szerokich praw Kościoła została w pełni zrealizowana. Zgodnie z art.191 ust 1 pkt. 5 i ust. 2 kościoły i związki wyznaniowe otrzymały prawo do wystąpienia do Trybunału Konstytucyjnego w zakresie spraw objętych ich zakresem działania, a więc pytanie jakich konkretnie ?
Może we wszystkich dotyczących dobra człowieka i dobra wspólnego jak należałoby logicznie wywnioskować z wcześniej wspomnianego postanowienia. Nie znajdziemy bowiem za wyjątkiem szerokiego ujęcia w art.19 ust 2 ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania z 1989 roku poświęconego czynnościom przy wypełnianiu funkcji religijnych, wskazówek dotyczących ustalenia zakresu spraw mieszczących się w owej autonomii i niezależności, nie znajdziemy w treści konstytucji odpowiednika art. 10 wyżej wspomnianej ustawy dotyczącego świeckiego statusu państwa i neutralności światopoglądowej. Zrezygnowano ze świeckości instytucji publicznych, zbyt szeroko określono treść wolności do ekspresji religijnej (art.53 ust.5) czy też zrezygnowano w art.48 z ograniczenia rodziców w wychowywaniu dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami w tym wypadku religijnymi. Ogólne postanowienie o stwierdzeniu uwzględnienia stopnia dojrzałości jest nieprecyzyjne i w mojej ocenie nie adekwatne do obecnego stanu rozwoju młodzieży, a ponadto zupełnie nie zauważa przepisu art.15 k.c. przyznającego takim małoletnim ograniczoną zdolność do czynności prawnych, a więc również do kształtowania swojej świadomości i światopoglądu zgodnie z art. 47 Konstytucji RP. Wszystkie przytoczone tu przykładowo postanowienia znakomicie utrudniają możliwość dokonywania jakichkolwiek zmian w aktualnym porządku prawnym odnoszącym się do relacji z kościołami i związkami wyznaniowymi.
Osobnym problemem, który można jedynie zasygnalizować na potrzeby niniejszego tekstu jest problem recepcji prawa, czyli mówiąc potocznie jego przyswojenia, wprowadzenia do obowiązującego systemu prawa stanowionego przez państwo norm prawnych pochodzących z innych niż państwowy systemów prawnych. Obserwujemy z niepokojem, że proces ten dotyczy prawa wewnętrznego Kościoła katolickiego. Dokonuje się on w Polsce np. w drodze orzecznictwa Sądu Najwyższego bezpodstawnie rozstrzygającego spory przy zastosowaniu prawa kościelnego np. w zakresie ważności umów zawieranych przez kościelne osoby prawne. Jest to niezgodnie z zasadami prawidłowej recepcji prawa wymagającymi aprobaty władzy ustawodawczej dla uznania za prawo obowiązujące takich unormowań.
Podaje ten przykład nie tylko dlatego by przybliżyć skalę problemów i podejmowanych w ramach Kongresu Świeckości działań dla ich rozwiązania, ale przede wszystkim dlatego, że problemy te mają, a przynajmniej powinny mieć podstawowe znaczenie dla praktyki politycznej. Poza potrzebą szerokiej akcji edukacyjnej społeczeństwa tylko umiejętnie realizowane działania polityków mogą zmienić istniejący stan rzeczy i tylko dlatego, że przestaje funkcjonować przekonanie o wartościowym poparciu społecznym zapewnianym przez Kościół każdej kolejnej ekipie rządowej.
Kościół zerwał pakt o tzw. „przyjaznym rozdziale z państwem” stając się przyjacielem tylko jednej opcji politycznej i ta okoliczność nie powinna pozostać bez znaczenia!
Jako Kongres Świeckości zostaliśmy zaproszeni do udziału w wyborach i mogliśmy przedstawić naszych kandydatów w celu umieszczenia ich na listach wyborczych lewicy. Niestety, zarówno ilość uwzględnionych propozycji osobowych jaki i odległe miejsca na listach wyborczych nie są dla nas satysfakcjonujące, a zgłaszane uwagi programowe w tym przede wszystkim do tematyki jaką mieli poruszać kandydaci wypowiadający się o kwestiach relacji państwa z kościołami i związkami wyznaniowymi nie zostały uwzględnione w zadowalającym nas rozmiarze.
Tymczasem bieg spraw w Polsce wskazuje, że partia rządząca w koalicji z Kościołem w wypadku wygrania wyborów parlamentarnych będzie dążyła do zmiany obowiązującego prawa, a nawet Konstytucji RP. W wypadku uzyskania odpowiedniej większości w Sejmie będzie dążyła do wprowadzenia prawnego zabezpieczenia statusu Kościoła lub nawet do formalnego potwierdzenia prawnego wyznaniowego charakteru państwa. Leży to nie tylko w interesie Kościoła, ale i zabezpiecza interesy partii rządzącej.
Dodatkowo nie można też powiedzieć, aby sprzyjała nam sytuacja międzynarodowa. Kwestie stanowiące dla nas podstawowe znaczenie nie są zasadniczo objęte traktatami europejskimi, o Unii Europejskiej i o funkcjonowaniu Unii , a konflikt polskich władz z władzami UE w wielu kwestiach dotyczących pryncypialnych zasad ustrojowych powodować będzie raczej niechęć instytucji unijnych do rozszerzania sporu na temat przestrzegania zasad świeckości państwa.
W tym stanie rzeczy apelujemy do wszystkich sił politycznych i organizacji społecznych, obywatelskich i ludzi dobrej woli o współdziałanie i wspieranie w dostępnych formach w tym finansowe naszych działań, które będą skoncentrowane na prezentowaniu, popularyzacji i edukacji w sprawach świeckości państwa, którą utraciliśmy faktycznie, a istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że utracić możemy poprzez zmiany w obowiązującym prawie.
Tekst został wygłoszony na Kongresie Świeckości.

Angielski zamiast religii

Koniec kościelnego raju podatkowego nad Wisłą, rozdział państwa od kościoła, likwidacja Funduszu Kościelnego i wycofanie religii ze szkół. To tylko niektóre postulaty przedstawione przez Lewicę na konferencji w Częstochowie.

Lewica przedstawiła swój plan na normalizacje stosunków pomiędzy kościołem, a państwem. Miejsce ogłoszenia postulatów nie zostało wybrane przypadkowo. Częstochowa, miasto ciężko doświadczone przez działalność klasztoru Paulinów to świecka stolica Polski. Mieszkańcy wybrali niedawno polityka SLD na kolejną kadencje prezydencką, a miejscowi radni przymierzają się właśnie do zmuszenia kleru do podzielenia się bogactwem, które każdego roku zostawiają w mieście pielgrzymi.
Głównym mówcą na dzisiejszej konferencji był Robert Biedroń.
– To ważne miejsce dla osób, które są wierzące. To również niestety miejsce, które w Polsce jest symbolem sojuszu tronu i ołtarza; miejsce, które nadal w Polsce wymaga pewnej korekty. Bo w Konstytucji z 1997 r. podpisanej przez lewicowego prezydenta, ale którą wybraliśmy w referendum z jedną z rekordowych frekwencji, zdecydowaliśmy w art. 25. o suwerenności państwa i kościoła – mówił polityk Lewicy.
Biedroń wskazał, że polityka dotychczasowych rządów sprawiła, że zapisy konstytucji wciąż są fikcją. – Dzisiaj nadal lewica musi wychodzić na ulice, ludzie dobrej woli, którzy chcą żyć w suwerennym, świeckim, otwartym i tolerancyjnym państwie, muszą wychodzić na ulice i domagać się świeckiego państwa. Ale tylko ludzie lewicy są w tym wiarygodni, bo lewica od zawsze walczyła o świeckie państwo, bo politycy lewicy nigdy nie klękali przed biskupami – przekonywał szef sztabu komitetu Lewicy.
W jaki sposób potęgę kleru zamierza ukrócić trzecia siła naszej sceny politycznej?
– Po pierwsze wprowadzimy sprawiedliwe podatki. Nie może być tak, że w Częstochowie mechanik prowadzący warsztat samochodowy płaci kilkukrotnie wyższe podatki, niż proboszcz, który płaci podatek ryczałtowy 240 zł. To po prostu niesprawiedliwość, dlatego wprowadzimy kasy fiskalne dla księży – mówił Biedroń.
Polityk zauważył, że likwidacja Funduszu Kościelnego przyniesie budżetowi 156 mln zł, co z nawiązką wystarczyło by np. na doinwestowanie i oddłużenie jednego z częstochowskich szpitali.
Lewica chce również wytrącić z rąk duchowieństwu narzędzie indoktrynacji.
– Kolejną rzeczą, którą musimy zrobić, a odwagi nie miał żaden inny rząd, jest wyprowadzenie lekcji religii ze szkół. Każda religia w Polsce musi być traktowana tak samo, a dzisiaj nie jest – dzisiaj państwo w szkołach publicznych miesza się z ołtarzem. Musimy zlikwidować lekcje religii także dlatego, że kosztują nas, podatników – wierzących i niewierzących, prawie 2 mld zł co roku. Aby było to możliwe, trzeba będzie renegocjować konkordat.
Biedroń w tym zakresie proponuje swoje autorskie rozwiązanie – zamiast religii będą lekcje angielskiego.
– To będą lepiej zainwestowane pieniądze. A kościół, który jest drugą najbogatszą instytucją, po Skarbie Państwa, w Polsce stać, aby nauczał religii za swoje własne pieniądze – ocenił lider Wiosny.
Katolicyzm za rządów lewicy ma być również mniej opresyjny w stosunku do osób nie będących katolikami. Konieczna jest likwidacji klauzul sumienia.
– Na Podkarpaciu nie ma żadnego lekarza, który nie zasłaniałby się klauzulą sumienia, jeśli chodzi o zabiegi przerywania ciąży – mówił Biedroń.
O dokonaniach miejscowej lewicy mówił wiceprzewodniczący tamtejszej rady miasta i kandydat do Sejmu Łukasz Kot. Samorządowiec wyjawił, że dzień wcześniej miejscowi radni SLD (przy wsparciu PO) przegłosowali apel do metropolity częstochowskiego abp Wacława Depo o przekazanie miastu jednej złotówki od każdego odwiedzającego Częstochowę pielgrzyma – na wsparcie pracy służb miejskich, komunalnych itp.
– Przyjęliśmy apel do arcybiskupa Depo, aby pomógł miastu, pomógł nam sprzątać po pielgrzymach, szykować miasto dla pielgrzymów. Prosimy o przekazanie do budżetu miasta symbolicznej złotówki od każdego pielgrzyma. Dzięki temu miasto będzie mogło zapewnić im lepsze warunki pobytu w Częstochowie – wyjaśnił wiceprzewodniczący rady miasta w Częstochowie.

Lewica 3.0 czyli suplement

Zjednoczona, trochę, Lewica ogłosiła nowy program. Czy będą problemy z aktualizacją przez odbiorców oraz przy stosowaniu w życiu okaże się niebawem. Tymczasem pozwolę sobie na pierwszą i ostatnią próbę recenzji, zostawiając parę uwag o tej wersji.

Doceniam skojarzenia skrótu z nowoczesnością choć, internet nie kojarzy się już ze skrótem www  a nawet sam skrót ulega zapomnieniu. Ale ad rem.
Trzy słowa na „W” powinny mieć, biorąc pod uwagę zawartość rozdziałów programu, inną kolejność. „Wspólnota” jest najważniejsza, nie tylko dla tego, że żyjemy we wspólnocie, że człowiek  jest zwierzęciem stadnym. Do życia i przeżycia , człowiek potrzebuje wspólnoty innych ludzi. W tym programie brakuje jednak podstawowego elementu, bez którego zresztą realizacja jego jest mocno wątpliwa. Zmiany systemu podatkowego.
Bez wprowadzenia progresji podatkowej oraz zapewnia państwu stabilnych i wyższych wpływów żaden z programów systemowych nie będzie mógł być zrealizowany.
Jednym, jeśli nie jedynym. pozytywem rządów PiS jest ujawnienie, przynajmniej w sondażach, społecznego przyzwolenia dla progresji podatkowej. Konieczne jest wprowadzenie stawki 10% dla przychodów poniżej minimalnego ustawowego wynagrodzenia oraz podwyższonych stawek dla przychodów powyżej 10 000 i 25 000 miesięcznie. To minimum.
Usługi publiczne, to najważniejszy element „Wspólnoty”. Poziomy dostępności i jakości usług publicznych od dawna wjechały na równię pochyłą.
Po kryzysie edukacyjnym sprokurowanym przez PiS nie będzie prostego powrotu do poprzedniego modelu edukacji. Mimowolnie otrzymamy szansę  przekształcenia edukacji w nowoczesny system przygotowujący do wyzwań przyszłości a nie nadal powielający pruski model nauczania.
Podobnie z systemem opieki zdrowotnej, który wymaga kompleksowej analizy i być może, oprócz zwiększonego finansowania, nowych rozwiązań systemowych.
Program polityki mieszkaniowej musi być uzupełniony o budownictwo komunalne, nie tylko w większych miastach ale również w tych miejscowościach, gdzie potrzeby mieszkaniowe wymagają pilnego zaspokojenia.
Żaden kraj nie sprosta wyzwaniom katastrofy klimatycznej, a tym bardziej pojedyncze gospodarstwo domowe czy jeden człowiek. Konieczne jest wypracowania kompleksowej polityki klimatycznej dla całego kraju, całej Europy a potem dla planety.
Prakseologicznie należy zacząć od sytemu energetycznego a nie od plastikowej słomki. Wiem, że słomkę łatwiej zobaczyć ale słomki nie uratują świata. Świat i Polskę możemy spróbować uratować budując elektrownie jądrowe, jedyny dostępny sposób na nie zwiększanie a docelowo na zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych.
Pomóc może również rozwój biotechnologii i wykorzystanie wszystkich możliwości jakie udało nam się dzięki badaniom naukowym osiągnąć.
I last but not least „Wolność”. Trochę nieszczęśliwe jest nazwanie rozdziału Prawa Kobiet, jak rozumiem to w opozycji do obowiązuję narracji, że kobietom wolno mniej a w zasadzie niewiele więcej niż poruszanie się pomiędzy trzema „K”. Może poza tymi, wybranymi przez prezesa, im wolno więcej a po za tym im się przecież należy. Zresztą mam wrażenie, że prezes ma już dosyć zadawania się z kobietami, bo prawie wszystkie jego ostatnie nominacje, po za Panią Witek, to prawdziwi faceci…
Prawa kobiet, są prawami człowieka. Tych praw, zapisanych przecież w naszej Konstytucji, dawno się nie respektuje. Być może najważniejszym projektem Lewicy w nowym Sejmie będzie przedstawienie projektu nowej Konstytucji, pozbawionego najgorzej funkcjonujących elementów takich jak Senat, czy Prezydent, z bardziej proporcjonalnie wybieranym Sejmem, o zwiększonych kompetencjach.
A wcześniej należy wypowiedzieć konkordat.

O świeckie państwo

KONGRES ŚWIECKOŚCI o genezie powstania i źródłach projektu ustawy o jawności przychodów kościołów i związków wyznaniowych oraz o likwidacji ich przywilejów finansowych.

Żyjemy w głęboko podzielonym społeczeństwie, które sposób widzenia rzeczywistości wywodzi z historycznie przeciwstawnych koncepcji ideowych. Religijna wizja świata, przywiązanie do ustalonej hierarchii społecznej i tradycyjnie ukształtowanych ról społecznych zderza się ze światopoglądem racjonalistycznym, naukowym i humanistycznym wykluczającym kształtowanie stosunków społecznych i zasad funkcjonowania państwa na podstawie reguł i rytuałów wyznania katolickiego. Różni nas wiele spraw takich jak np.: rozumienie niepodległości i definiowanie ojczyzny i narodu, postrzeganie suwerenności naszego kraju i jego pozycji w Europie i na świecie, brak akceptacji dla roszczeń Kościoła do kształtowania wyobraźni, moralności i edukacji społeczeństwa jak i cały konfesyjnie zdefiniowany system wartości narzucany wbrew różnicom światopoglądowym Polaków. Wobec tych i wielu innych różnic jesteśmy przekonani, że tylko państwo świeckie, które przestrzega zasady nie zaangażowania stwarza możliwość bezkonfliktowego współistnienia ludzi reprezentujących różne, często sprzeczne poglądy, postawy, opcje polityczne i przekonania, a także style i sposoby życia. W dążeniu do demokratycznego, świeckiego państwa prawnego podjęliśmy trud stopniowego wprowadzania rozwiązań prawnych, które w efekcie poprzez osiągnięcie jawności finansów kościołów i związków wyznaniowych, pozbawienie ich przywilejów nie związanych z działalnością w sferze kultu religijnego, mają przywrócić zaburzoną równowagę pomiędzy konstytucyjnie zagwarantowaną sferą autonomii i niezależności państwa. kościołów i związków wyznaniowych – każdego w swoim zakresie.
Decydując się na podjecie próby zorganizowania obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej przeprowadziliśmy wiele dyskusji, spotkań z różnymi środowiskami, konsultacji z prawnikami i legislatorami, przeanalizowaliśmy orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego dotyczące relacji kościołów i związków wyznaniowych z państwem i w pełni świadomi trudności i problemów jakie stwarza poruszana problematyka postanowiliśmy zaryzykować i wystąpić z projektem.
Proponowany projekt ustawy został osadzony w konstytucyjnym uregulowaniu stosunków pomiędzy państwem, a kościołami i związkami wyznaniowymi na zasadzie ich wzajemnej autonomii i niezależności każdego w swoim zakresie (Art.25 ust 3 Konstytucji RP). Rozgraniczając sferę religijną od sfery podlegającej wyłącznej kompetencji władzy państwowej prawo przyznaje państwu zdolność do kształtowania powinności wszystkich podmiotów funkcjonujących na jego terytorium.
Powinności te mogą dotyczyć zarówno obowiązków informacyjnych jak i regulować zakres udzielanych korzyści, ulg, zwolnień i innych przywilejów. Nie może jednak odbywać się to w sposób dowolny, lecz zgodnie z zasadami jawności, równości podmiotów wobec prawa czy bezstronności władz publicznych w sprawach światopoglądowych (wyznaniowych).
W tym stanie rzeczy projektowana ustawa ingeruje głównie w taki zakres przywilejów, który nie jest związany z z ich statutową tj. kultową działalnością, a raczej dotyczy coraz częściej podejmowanej przez tzw. kościelne osoby prawne działalności zarobkowej, gospodarczej, inwestycyjnej.
Działalność taka obudowana przywilejami w zakresie chociażby nabywania nieruchomości prowadzi do naruszenia równości w działalności deweloperskiej, sprzyja tworzeniu biznesowych układów przedstawicieli kościołów z przedsiębiorcami i politykami – sitw operujących skrycie w niejawnej sferze finansów kościoła. Najlepszym przykładem jest ujawniona we wtorek przez prasę rozmowa lidera partii rządzącej dotycząca interesów budowlanych znanego zakonnika z Torunia.
Nie ma akceptacji dla kościelnej deweloperki korzystającej z ulg i zwolnień !
Wszyscy muszą mieć równe warunki prowadzenia inwestycji. Proponowana przez nas ustawa nakładając obowiązek informacyjny o łącznych osiąganych przychodach przez kościoły, związki wyznaniowe i kościelne osoby prawne oraz nakaz ujawniania przez inne podmioty jak np. instytucje państwowe, spółki Skarbu Państwa, przedsiębiorstwa państwowe uczynionych na rzecz kościelnych osób prawnych przysporzeń majątkowych w formie m. in. darowizn, transakcji nie ekwiwalentnych, ulg i upustów w cenach sprzedaży ma na celu rzeczywiste osiągnięcie wyższego stopnia transparentności życia publicznego, który w efekcie przyczyni się do zmniejszenia ryzyka powstawania patologicznych, oligarchicznych powiązań świata biznesu, polityki i kościoła.
W przeciwieństwie do złożonego w sejmie RP rządowego projektu ustawy o jawności życia publicznego, który niedopuszczalnie ingeruje w prawo do prywatności obywateli i ich autonomię informacyjną poprzez nakaz wyjawiania całego majątku także osobom nie pełniącym żadnej funkcji publicznych co ma mieć związek z transparentnością sfery publicznej, nasz projekt likwiduje niejawność przychodów całej olbrzymiej instytucjonalnej sfery działalności kościołów i związków wyznaniowych. Działalność tych instytucji, a w szczególności poza religijna nie może być pozostawiona ich dyskrecjonalnemu uznaniu i owiana mgłą tajemnicy.

Komentarz:

Inicjatywa zgłoszona przez nasz Komitet wypełnia lukę prawną, jaką obdarzyli nas inicjatorzy i twórcy konkordatu z 1993r, przygotowując nierównoprawną umowę międzynarodową w zakresie praw i obowiązków, przyjętych przez strony. Najważniejsze było jednak to, że konkordat nie zakreślił nawet ogólnych zasad ponoszenia między stronami kosztów „wynegocjowanych” ustaleń. Sprawy ekonomiczne odesłano do przyszłych prac komisji rządowo-kościelnej, przy czym nie wskazano nawet terminu, w jakim komisja ta powinna podjąć prace nad skutkami ekonomicznymi konkordatu. W rezultacie, przez 26 lat od podpisania konkordatu koszty funkcjonowania Kościoła rzymskokatolickiego – obliczane na miliardy złotych rocznie – ponosi państwo polskie, sięgając do kieszeni (podatki) zróżnicowanego światopoglądowo społeczeństwa (również niewierzący). Krytyka tego stanu rzeczy i skromne próby wprowadzenia zmian do tej praktyki spotykały się z ostrą reakcją kleru, który natychmiast odwoływał się do takich haseł, jak „atak na Kościół”, „wojna z Kościołem itp. Biskupi sięgali po „militarne” instrumentarium, mimo że Kościół stał się jednym z najważniejszych beneficjentów zmian ustrojowych w sferze ekonomicznej i dzięki decyzjom państwowym dziś dysponuje majątkiem, którego wielkość w pełni uzasadniałaby ponoszenia przez Kościół ciężarów własnej działalności na gruncie religijnym. Uważam, że musimy zakończyć to niespotykane dziś żerowanie na państwie, ponieważ jest ono niezgodne z literą i aksjologią Konstytucji Rzeczypospolitej z 2 kwietnia 1997 r.

Prof. Danuta Waniek – Prezeska Zarządu Towarzystwa Kultury Świeckiej im. T. Kotarbińskiego

 

Nowy mit założycielski

Po co mamy renegocjować konkordat, skoro jest on nieprawomocny. Poddanie Polski wpływom obcego państwa Watykan i płacenie dziesiątków miliardów na utrzymanie jego funkcjonariuszy bez referendum i wymaganej konstytucyjnej większości głosów w Sejmie przekreśla zgodność tej umowy z wolą społeczeństwa. Kiedy politycy wrócą do tego tematu? Kto ma rozpocząć
rozmowy w tej sprawie? Brak opodatkowania kościoła katolickiego to strata miliardów w budżecie państwa.

Frédéric Mercel w swojej nowej książce „W szafie Watykanu” informuje, że z wywiadów, które przeprowadził wynika, iż 80 proc. kleru pracującego w Watykanie to aktywni homoseksualiści. To znaczy, że są w związkach lub korzystają z męskich prostytutek. Dlaczego w takim razie Watykan robi tyle krzyku na temat tego, że homoseksualizm i związki homoseksualne są przeciwne naturze? Dlaczego katolicy udają, że tego nie widzą? Przecież to widać!

Ano dlatego, że pierwszą nauką jaką wynoszą z kościoła jest hipokryzja.

Kiedy Polacy przestaną szukać autorytetów pośród bankrutów moralnych?

Od półtora roku nie ma dnia, żeby media nie mówiły o aferach pedofilsko-złodziejskich dotyczących kk. Jego chciwość i cynizm znów stały się przysłowiowe. Pan Kosiniak-Kamysz zdaje się nie być zainteresowany przekrętami watykańskiej sekty, gdyż uważa, że stała się ona ofiarą manipulacji polityków. Historia pokazuje, że kk nie da się zmanipulować, ponieważ on tę sztukę opanował równie dobrze jak sztukę wypierania faktów i wybielania się.

Człowiek jest wzrokowcem, a przepych kościołów skłania go do milczącego podziwu na klęczkach, zamiast pytania, ilu ludzi okradziono by je zbudować? Ilu ludzi zostało pozbawionych domostw, kultury, własnej wiary i życia, żeby budynki zwane świątyniami mogły być dowodem na wyższość katolickiego boga nad bogami innych religii. Takiej agresywnej i głupiej bajki dzieci są uczone na lekcjach religii. Lekcje religii od przedszkola są potrzebne po to, żeby auta ze zdjęciami płodów uszkodzonych na skutek aborcji mogły bezkarnie przecinać miasta bez protestu mieszkańców. I żeby chciwi księża, często homoseksualiści i pedofile mogli mówić Polakom o wartościach rodzinnych i ochronie życia.

Po ostatniej „wpadce” w Rwandzie, hierarchowie mówili do księży: „udawajcie, że niczego nie wiecie”. Żeby takie „udawajcie” zaakceptowała opinia publiczna, a społeczeństwo stało się obojętne na sprawę ludobójstwa, muszą mieć miejsce jakieś niezwykłe okoliczności. Najważniejszą jest powoływanie się na boga. Potem pojawiają się magiczne rytuały penetrujące podświadomość i podprogowe wciskanie strachu, poczucia grzechu i bezsilności w wobec struktury pretendującej do związku z bogiem.

Każda religia ma te same słabości i ten sam mechanizm wyparcia. Dlatego do nas należy przejrzenie na wylot tych, których bóg jest lepszy i potężniejszy od innych bogów. To zaprzecza idei, którą głosi każda religia. Idei jedności boga i człowieka. Każda religia wyklucza inne i dzieli ludzi na wierzących i niewierzących. Zatem każda religia zadaje kłam tej podstawowej zasadzie. Tak jak katolicka kłamie na temat katedr, które stały się miejscem dla ich biskupów, a przecież były budowane by czcić boginię, czyli matkę-rodzicielkę wszechświata i jego wielowymiarowej głębi, wciąż niepoznanych przez nas.

Kryzys, który narasta w Polsce i na świecie jest kryzysem egzystencjalnym z bardzo silnym kompleksem utraty tożsamości. To znaczy, że mniej czy bardziej świadomie poszukujemy nowych wartości, nowej tożsamości, która by bardziej łączyła niż dzieliła. Potrzebujemy nowego Mitu Założycielskiego, który odpowie na naszą potrzebę budowania nowej cywilizacji, nowej Ziemi.

To nie są słowa na wyrost. Stary porządek musi odejść, gdyż przyniósł całkowite bankructwo mitu patriarchalnego wywodzącego się z patriarchalnej religii. Religie muszą odejść, gdyż ludzkość potrzebuje intymnego związku z boskością. Bez dogmatów i zbrodni w imię boga, lukrowanych ewangelizacją. Dosyć, basta! Człowiek jest zagadką i tajemnicą sam dla siebie i jego potrzeba poznania choćby części tej tajemnicy, jest potężna i stanowi o postępie.

Świat jeszcze długo nie stanie się ateistyczny, ale musi uwolnić się od religii, bo one nas dzielą i budują mur stojący na drodze do poznania. Ludzie chodzący do kościoła muszą zrozumieć, że za każdym razem gdy do niego wchodzą, oddają mu swoją siłę energię wiarę i nadzieję. Podczas gdy to „spotkanie” na które liczą, tak ważne dla wielu, może mieć miejsce tylko we własnym wnętrzu. Do tego kościół jest niepotrzebny, gdyż dużo więcej zabiera niż daje. Nie zapominajmy o tym, że jest to toksyczny związek, w którym wciąż tkwi większość ludzkiej populacji.

Mit założycielski Polaka nie jest mitem katolickim. Polak jest najpierw człowiekiem. W nowym micie widzę: Jestem człowiekiem, jestem świadomy, mam wolny wybór. Moim niezbywalnym prawem jest prawo do poszukiwania prawdy o sobie i świecie. Świadomość daje mi narzędzia do tego, by być twórczym. Jako twórca korzystam z natchnienia. To jest mój kontakt z tajemnicą.

Państwo wspiera kreatywność i inicjatywę. Pomaga słabszym lecz tępi lenistwo. Dopóki dzisiejszy system istnieje, prawo musi stać po stronie słabszego, w walce z korporacjami i nieludzkim traktowaniem, jak również wykorzystywaniem ludzkiej naiwności przez cwaniaków od sprzedaży czegokolwiek i wszystkiego. Jeżeli człowiek nie ma z kim dzielić swoich radości i smutków, pozostaje mu niechęć do życia lub religia. Jednak nic nie zastąpi człowiekowi bliskości drugiego człowieka.

Powinniśmy o tym pamiętać w naszym Micie Założycielskim, gdyż uwikłani w politykę i religię, prawa i definicje, zapominamy o rzeczach, bez których życie staje się cierpieniem ponad miarę. Tak przemożnym, że można zabić, bo nie znajduje się żadnego sensu, by cierpliwe dawać świadectwo piękna człowieka i świata.

Kościół stracił autorytet moralny Wywiad

Z prof. dr hab. DANUTĄ WANIEK, prezesem Rady Krajowej Towarzystwa Kultury Świeckiej rozmawia Krzysztof Lubczyński

 

Pani Profesor, gratuluję wyboru na stanowisko prezesa TKŚ. Od razu jednak zacznę dziennikarskie drążenie i zapytam, czy tak zacne organizacje, skupiające osoby uczone, światłe i zatroskane o utrzymanie i krzewienie świeckiego, laickiego nurtu kultury polskiej, tak zdominowanej przez katolicyzm nie są jednak nazbyt wsobne i bardzo słabo obecne w życiu publicznym. Czasem odnoszę wrażenie, że charakteryzuje je pewna wsobność, elitaryzm, słaba dynamika i że dla podtrzymania ognia polskiego laicyzmu, choćby w duchu ostro antyklerykalnym, więcej uczyniły pisma typu „Nie”, „Fakty i Mity” czy choćby „Trybuna”, a także happeningi Janusza Palikota. Co Pani o tym sądzi?

Przyjęłam ten wybór z satysfakcją z oczywistej przyczyny, ponieważ od „niepamiętnych czasów” związana byłam duchowo i organizacyjnie ze środowiskiem laickiej postępowej inteligencji, któremu zależało, aby po przemianach z 1989 r. nowa Rzeczpospolita była budowana m.in. na gruncie zasady świeckiego demokratycznego państwa prawa. Nie ma co ukrywać, że świeckie państwo prawne w praktyce było od początku III RP spychane na obrzeża modelu ustrojowego państwa, a tym samym z pola uwagi i akceptacji społecznej. Już pierwsze miesiące nowej rzeczywistości politycznej sygnalizowały, że w Polsce z wypracowaniem nowoczesnego wzorca stosunków państwo-kościół łatwo nie będzie. Jak pamiętamy, kler do walki „o swoje” ruszył od razu po wyborach z czerwca 1989 r., chociaż nie zgłaszał specjalnych postulatów ideologicznych w czasie negocjacji przy „okrągłym stole”. W 1989 r. wydawało się , że nową podstawą prawną stosunków państwo-kościół będą dwie ustawy z 17 maja 1989 r. – ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania oraz ustawa o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej. Dziś – nie wiedzieć czemu – bardzo często są one określane mianem „historyczne”. Wnioskuję z tego, że praktyka polityczna, narzucana przez Kościół i prawicę zdezaktualizowała większość ich postanowień. A przecież w tej pierwszej znajdujemy takie przepisy jak te, które mówią, że:
Obywatele wierzący wszystkich wyznań oraz niewierzący mają równe prawa w życiu państwowym, politycznym, gospodarczym, społecznym i kulturalnym; Nikt nie może być dyskryminowany bądź uprzywilejowany z powodu religii lub przekonań w sprawach religii , albo: Rzeczpospolita jest państwem świeckim, neutralnym w sprawach religii i przekonań; Państwo i państwowe jednostki organizacyjne nie dotują i nie subwencjonują kościołów i innych związków wyznaniowych.
Przepisy te formalnie nigdy nie zostały uchylone, jednakże praktyka polityczna anihilowała ich skuteczność prawną. Działo się tak, ponieważ w latach 90. pontyfikat Jana Pawła II systematycznie narzucał Polsce i społeczeństwu inną wizję rozwoju naszej państwowości, mam tu na myśli koncepcję „katolickiego państwa narodu polskiego”. Wpływom papieskim ulegali nie tylko politycy (również lewicowi), ale nawet Trybunał Konstytucyjny, który w sprawach światopoglądowych wydawał zawsze wyroki, wychodzące naprzeciw oczekiwaniom kościoła hierarchicznego, a przecież jego orzeczenia do 2015 r. –zgodnie z Konstytucją – traktowane były zawsze jako ostateczne. Znamy nawet takiego prezesa TK, który w trakcie pełnienia tej godności otrzymał w 2015 r. za zasługi papieski krzyż Pro Ecclesia et Pontifice (Dla Kościoła i papieża), co nieżyjący już konstytucjonalista Wiktor Osiatyński uznał za najbardziej rażące i niebezpieczne złamaniem zasady bezstronności w stosunkach państwo-Kościół. Dziś ten były prezes witany jest na zgromadzeniach publicznych wręcz entuzjastycznie, bo na koniec jego kadencji przyszło mu akurat bronić pozycji ustrojowej TK, a ja w takich momentach myślę – sam na to pracowałeś Grzegorzu Dyndało…. Pamiętamy przecież, że atak PiS na Trybunał Konstytucyjny odbywał się przy całkowitym milczeniu kościoła hierarchicznego. Już w 1989 r. po stronie kościoła natychmiast pojawiły się żądania wprowadzenie religii do szkół i zakazu aborcji oraz liczne, zaskakujące roszczenia materialne. W reakcji na realne zagrożenie postępującym odstępstwem od zasady państwa świeckiego, jak grzyby po deszczu powstawały po „stronie laickiej” nowe organizacje, wydawnictwa i stowarzyszenia, które ostro sprzeciwiały się coraz głębszemu wnikaniu kleru w kwestie prawa stanowionego, obyczajowości i bieżącej polityki (dokonywanemu w imię ochrony społecznej moralności). Mam tu na myśli takie struktury, jak Pro Femina, Polskie Stowarzyszenie Feministyczne, Stowarzyszenie Neutrum, Demokratyczna Unia Kobiet, środowisko skupione wokół pisma Bez Dogmatu, Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów, Polskie Stowarzyszenie Wolnomyślicieli im. Kazimierza Łyszczyńskiego i wiele innych, również lokalnych inicjatyw, których nie sposób tu w całości wymienić. W nowych uwarunkowaniach politycznych nie mogły one jednakże liczyć na patronat państwa, co ograniczało ich aktywność chociażby z powodów finansowych.

 

Skorzystajmy z okazji, by przybliżyć, w największym skrócie, ideowe i organizacyjne tradycje polskiej świeckości i laicyzmu. Gdzie upatruje Pani ich korzenie, i te najdawniejsze, i te z bliższej nam przeszłości? I które z tych korzeni, tradycji są Pani najbliższe?

Korzenie europejskiego, w tym polskiego ruchu laickiego tkwią w ideowym przesłaniu wieku rozumu, czyli Oświecenia, którego główną cechą była sekularyzacja (zeświecczenia) państw europejskich, w dużym skrócie polegające na odcięciu sprawowania władzy w państwie od religii. (racjonalizacja zarządzania) . Źródłem tych zmian była Wielka Rewolucja Francuska z 1789 r., na której nurcie filozoficzno-kulturalnym wyrosły prawa człowieka. Oświecenie dla mnie to niezwykle ciekawa epoka, która na gruncie europejskim i amerykańskim dała początek wielkiej modernizacji życia społecznego, zadecydowała o politycznym wyniesieniu mieszczaństwa, zaproponowała trójpodział władz i w efekcie konstytucjonalizm. W Polsce nie zdążyliśmy na tym polu dokonać zbyt wiele, największymi osiągnięciami polskiego Oświecenia była Komisja Edukacji Narodowej oraz Konstytucja 3 Maja. Ten państwowotwórczy proces przerwały zabory. Polska nie przeszła więc przez tę epokę ( a trwała ona ponad sto lat) jako państwo suwerenne. Uważam, że płacimy za to do dziś, ponieważ w Polsce kościół hierarchiczny zachowuje się dziś tak, jakby Oświecenia w naszej historii nie było i co widać gołym okiem – powiela feudalny model funkcjonowania.
Uważamy się nie tylko za spadkobierców ideologii polskiego Oświecenia, ale i polskiego ruchu laickiego, który wśród inteligencji polskiej pojawił się w zaborze rosyjskim jako pokłosie rewolucji z 1905r. Mam tu na myśli Stowarzyszenie Wolnomyślicieli Polskich, powstałe w Warszawie w 1907 r. z udziałem Aleksandra Świętochowskiego i Ludwika Krzywickiego, które car w dwa lata później pospiesznie zlikwidował. W II Rzeczypospolitej wolnomyślicielom polskim (m.in. Tadeuszowi Boy – Żeleńskiemu, Romualdowi Minkiewiczowi, Tadeuszowi Kotarbińskiemu) wiodło się równie kiepsko, jak za cara. W 1920 r. reaktywowano zakazane przez cara Stowarzyszenie Wolnomyślicieli Polskich, ale w warunkach dominacji religii rzymskokatolickiej i niskiego poziomu wykształcenia ludności trudno było się przebić do przestrzeni publicznej z takimi hasłami programowymi, jak oddzielenie kościoła od państwa, świecka szkoła, świeckie prawo cywilne (śluby i rozwody), świeckie pogrzeby, walkę z katolickim klerykalizmem, wolność sumienia i wyznania, tolerancja religijna, wolność od przesądów. Pod naciskiem kręgów kościelnych w 1938 r. władze administracyjne rozwiązały Stowarzyszenie Wolnomyślicieli Polskich. Po II wojnie światowej stalinizm również nie akceptował ruchów wolnomyślicielskich w jakiejkolwiek postaci. Nurt ten zaczął się odradzać dopiero po październiku 56. Na gruncie wytyczonym przez koncepcję polskiej drogi do socjalizmu powstały w 1957 r. dwie organizacje społeczne: Towarzystwo Szkoły Świeckiej oraz Stowarzyszenie Ateistów i Wolnomyślicieli. Ich głównym zadaniem było aktywne upowszechnianie w społeczeństwie polskim kultury laickiej i etyki świeckiej. Obie organizacje połączyły swe starania, tworząc w 1969 r. Towarzystwo Krzewienia Kultury Świeckiej. U progu lat 90. organizacja ta sformułowała na nowo swoją nazwę i cele programowe. Jednakże u źródeł dzisiejszego Towarzystwa Kultury Świeckiej im. Tadeusza Kotarbińskiego leży dorobek wszystkich naszych poprzedników. W warunkach zmian ustrojowych za wartości nadrzędne deklarujemy zasadę neutralności światopoglądowej państwa – świeckiego, prawnego i demokratycznego, sprzeciw wobec wszelkich przejawów dyskryminacji, wobec postaw rasizmu, ksenofobii i różnych form fanatyzmu, potrzebę krzewienia idei tolerancji, równości wobec prawa, wolności sumienia i wyznania oraz etyki niezależnej od wpływów i przemocy religijnej.

 

Na polskiej kulturze, mentalności, nawykach, na polityce i życiu społecznym od stuleci ciąży katolicyzm. Dla jednych zbitka „Polak-katolik” i sformułowania typu „Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem…”, to powód do dumy, dla innych to przekleństwo, utrudniające modernizację Polski. Kościół katolicki nadal wywiera silny wpływ na życie społeczne i polityczne w Polsce w stopniu nieznanym już w Europie. Czy sądzi Pani, że procesy laicyzacyjne jednak postępują w stopniu zadowalającym przeciwników katolickiego modelu Polski? Jak ocenia Pani poziom i tempo tych procesów?

Opór różnych środowisk antyklerykalnych , który po 89. nigdy nie przybrał wymiaru masowego, na niewiele się zdał, ponieważ naprzeciw nich stał wzajemnie uwarunkowany polityczny interes silnych. Dziś mamy nowe doświadczenia na linii państwo-Kościół, które każą się zastanowić nad rewizją podstaw prawnych funkcjonowania Kościoła rzymskokatolickiego, łącznie z wypowiedzeniem konkordatu. Kościół stracił swój autorytet moralny na skutek materialnej zachłanności (patrz historia działania Komisji Majątkowej), wspierania narodowo-radykalnej prawicy, licznych przypadków pedofilii, pijaństwa, nadużyć na tle seksualnym wśród księży, głuchego milczenia kościoła w kwestii porażającej liczby dzieciobójstw, jako skutku niechcianych ciąż. Polska wyróżnia się w Europie ilością martwych noworodków, znajdowanych w śmieciach, w stawach, w krzakach i umierających niemowląt w szpitalach, przywiezionych po skatowaniu ich przez „opiekunów”.
Nawet środowisko „Gazety Wyborczej”, które latami budowało swą pozycję na wspieraniu uprzywilejowywania kościoła pod względem faktycznym i prawnym, dziś rewiduje swoje wcześniejsze stanowisko. Na łamach tej gazety znajdujemy wypowiedzi o toksycznym romansie kościoła z państwem oraz przyczynieniu się polskich biskupów do erozji podstawowych składników demokratycznego społeczeństwa. Święta racja, tylko dlaczego tak późno…?

 

W maju 1989 roku, w 300 rocznicę męczeńskiej śmierci polskiego ateisty Kazimierza Łyszczyńskiego pojawił się na chwilę i zgasł pomysł uczczenia jego pamięci pomnikiem lub przynajmniej skromną tablicą. Czy nie warto powrócić do tego pomysłu w obliczu przyszłorocznej 330 rocznicy jego śmierci z ręki kata na Rynku Starego Miasta w Warszawie?

Mam świadomość, że to postać z odległej historii, ale prawica ideologiczna nie waha się stawiać pomników swoim jeszcze starszym „świętym” i to ona, a nie laicka lewica, wygrywa w Polsce walkę o pamięć historyczną…
Stąd każdy rodzaj aktywności, nawet ten najbardziej niszowy, jest w tej sytuacji niezwykle cenny.

 

Wróćmy do TKŚ, którego prezesurę Pani objęła. Co chciałaby Pani zachować a co zmienić w jego działalności. Z kim zamierza Pani współpracować, w jakim kierunku podążać, jakie formy aktywności Pani preferuje?

Oczywiście, musimy zastanowić się, jak znaleźć nowe ścieżki dotarcia do sympatyków i zwolenników walki o świeckie państwo prawne i pluralizm, a przeciwstawiać się religijnemu fundamentalizmowi i zagrożeniu państwem wyznaniowym. Przyzna Pan, że przy niezwykle skromnych środkach, jakimi w obecnych okolicznościach dysponujemy możliwości są ograniczone, ale we współpracy z innymi organizacjami o podobnym profilu programowym na pewno uda nam się stworzyć koalicję świeckości. Zaangażowania nam nie brakuje.

 

Dziękuję za rozmowę.