Powrót do państwa wyznaniowego?

Na przestrzeni lat 1921-1939 i poczynając od roku 1989 obowiązywały w Polsce cztery konstytucje odmiennie ujmujące koncepcje praw i wolności obywatelskich. Zarówno jednak w modelu koncesyjnego zwierzchnictwa państwowego obowiązującego w Polsce międzywojennej, który zakładał że prawa i wolności obywatelskie wywodzone są z nadania państwa jak i w obowiązującej obecnie prawno-naturalnej koncepcji konstytucyjnej relacje państwa polskiego z kościołem układały się i układają bardzo podobnie.

W pierwszym okresie po odzyskaniu niepodległości Mała Konstytucja z 20 lutego 1919 roku stojąca na stanowisku skoncentrowania władzy w Sejmie Ustawodawczym i dążenia do jak najszybszego uchwalenia ustawy zasadniczej wprowadzała zasadę koncentracji władzy państwowej i zwierzchnictwa państwa we wszystkich sprawach w tym oczywiście działalności kościołów i związków wyznaniowych. Koncepcja taka dawała możliwość uregulowania statusu prawnego różnorodnych wyznań religijnych na równoprawnych zasadach tym bardziej, że główne mniejszości narodowe ukraińska, białoruska czy żydowska związane były konfesjami niekatolickimi. Niestety tak się nie stało, a Konstytucje z 17 marca 1921 r. oraz z 23 kwietnia 1935 r. przyznawały Kościołowi katolickiemu uprzywilejowaną pozycję prawną – „naczelnego stanowiska wśród równouprawnionych wyznań”. Uznana została pełna autonomia kościoła i złamana zasada przyznawania praw z nadania państwa co wynikało z zawartego w roku 1925 konkordatu oraz przepisów wykonawczych konkretyzujących jego postanowienia. Przewidywały one mianowicie m.in. swobodę w wykonywaniu władzy duchowej i jurysdykcji, administracji wewnętrznej i zarządu majątkiem. Duchowieństwo zostało zwolnione ze służby wojskowej i korzystało ze specjalnej ochrony karnej. Kościół korzystał z pomocy państwa przy wykonywaniu decyzji władz kościelnych i otrzymywał od państwa dotacje. Na przykład w 1938 roku była to kwota 20 mln złotych. Praktyka współdziałania państwa z Kościołem katolickim wykraczała jednak daleko bardziej poza przyznane prawem przywileje i stawała się coraz bardziej elementem realizacji polityki w tym przede wszystkim narodowościowej skierowanej przeciwko ludności ukraińskiej i białoruskiej wyznania prawosławnego i grecko-katolickiego oraz akceptującej ekscesy antysemickie polskich nacjonalistów.

Pomimo, że międzywojenny system zwierzchnictwa państwa nad związkami wyznaniowymi został po II wojnie światowej zastąpiony systemem zwierzchnictwa rozdziałowego realizowanego w warunkach państwa autorytarnego popierającego światopogląd materialistyczny, to pozycja Kościoła katolickiego nie tylko nie ucierpiała, ale uzyskała szerokie poparcie wiernych już jako instytucja wyznaniowa faktycznie monopolizująca całą sferę religijną. Nie bez znaczenia w procesie umacniania pozycji Kościoła pozostawała rekatolicyzacja Ziem Zachodnich i Północnych. Przejęcie przez Kościół katolicki w drodze zawłaszczenia majątku parafii protestanckich różnej konfesji, a także wielu obiektów kościołów wschodnich na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu zostało z czasem zatwierdzone przez władze PRL-u stając się przysporzeniem majątkowym o istotnych rozmiarach i to znacznie wcześniej niż stały się nim działania Komisji Majątkowej szczodrze dysponującej na rzecz Kościoła mieniem państwowym i jednostek samorządu terytorialnego. W warunkach obowiązującej teoretycznie w Polsce Ludowej tzw. „separacji wrogiej” państwa i Kościoła realizował się proces unifikacji religijnej i umacniania wpływów instytucji religijnej w społeczeństwie i państwie, co w efekcie doprowadziło do ustępstw władzy wobec aspiracji Kościoła, uległości i poszukiwaniu wsparcia w latach stanu wojennego w zapewnieniu ładu i spokoju wewnętrznego, a w końcu całkowitej kapitulacji i zaakceptowania odejścia od laickiego modelu państwa w ustawach wyznaniowych z 17 maja 1989 r.

Od roku 1989 funkcjonuje w Polsce tzw. system „przyjaznego” rozdziału państwa od kościołów i związków wyznaniowych, jednakże przy wyraźnym nabieraniu przez państwo znamion konfesyjnych o orientacji katolickiej, które ostatecznie doprowadziły do ukształtowania się Polski jako państwa wyznaniowego za fasadą tzw. demokracji większościowej.

Relacje państwo – związki wyznaniowe po przełomie 1989 roku.
Po latach PRL-u dyskusja na temat Kościoła i roli religii w państwie i społeczeństwie mogła przebiegać znacznie szerzej i poważniej niż bezpośrednio po ukonstytuowaniu się pierwszego demokratycznego rządu na czele z Premierem Mazowieckim. Niestety relacja państwa z Kościołem katolickim w owym czasie pozostawała pod silną presją roszczeń Kościoła żądającego wprowadzenia religii do sfery publicznej. Dodatkowo hierarchię kościelną i polskiego papieża powszechnie uznawano, nawet w środowiskach niekonfesyjnej części społeczeństwa, za gwaranta trwałości przemian demokratycznych. W tych warunkach marginalizowane były wszelkie krytyczne opinie i oceny aktywności Kościoła i roli religii w społeczeństwie i państwie, a media publiczne eliminowały tego rodzaju treści uniemożliwiając szerszy zasięg swobodnej dyskusji publicznej w sprawach wyznaniowych. Najlepszym przykładem takich praktyk jest całkowity brak dyskursu publicznego w sprawie konkordatu ze Stolicą Apostolską. Tekstu umowy nie był przedstawiony opinii publicznej i nie poddano go dyskusji nawet po podpisaniu w 1993 roku.

Poczynając od 1989 roku możemy wyróżnić sześć zasadniczych okresów kształtowania się relacji państwa z Kościołem katolickim, determinowanych kolejnymi wydarzeniami jakie przesądzały o treści tych relacji.

Okres od 1989 roku do roku 1993 zakończony pospiesznym przyjęciem tekstu konkordatu tj. umowy międzynarodowej zawartej pomiędzy Rzeczpospolitą Polska, a Stolicą Apostolską. Okres ten charakteryzował się kształtowaniem podstawowych założeń aksjologicznych, prawnych i politycznych. Z jednej strony wypracowywanych pod presją społecznego poparcia dla kościoła jako sojusznika polskiej wolności, które sięgało na początku 1990 roku 90%, a z drugiej strony – w warunkach trudności gospodarczych i nachalnego narzucania rozwiązań w zakresie edukacji, ochrony zdrowia czy mediów, wywiedzionych z konfesyjnie zdefiniowanego systemu wartości i budzących sprzeciw części społeczeństwa. W efekcie przeforsowano wprowadzenie religii do szkół, co nastąpiło 3.08.1990 r. na podstawie aktu prawnego rangi instrukcji, a już jesienią doszło do debaty nazywanej debatą o ochronie życia, sprowadzającej się do przyjęcia zakazu aborcji, a nieco wcześniej wprowadzono do ustawy o radiofonii i telewizji przepisy o obowiązku respektowania w audycjach tzw. wartości chrześcijańskich – rok 1992. Na fali niezadowolenia spowodowanego powyższymi działaniami jak i angażowaniem się duchownych w wybory 1991 roku nastąpił spadek uznania dla kościoła do 38% ,co zapewne umożliwiło bądź ułatwiło wstrzymanie prac nad konkordatem, którego przyjecie miało stanowić hołd składany Kościołowi katolickiemu i osobie papieża podkreślający zasługi dla Państwa Polskiego.

Przyjecie tekstu konkordatu w 1993 i rządy postkomunistycznej lewicy zaznaczyły się intensyfikacją prac nad przygotowaniem projektu Konstytucji RP, naciskami środowisk kościelnych i ugrupowań prawicowych na ratyfikację konkordatu oraz uchwaleniem Konstytucji RP w dniu 20.04.1997 roku. Logika demokratycznej polityki i logika religii rodziły nieustannie napięcia szczególnie w wypadku ustalania aksjologicznych prawnych i politycznych reguł demokratycznej gry i pozycji jaką w państwie zajmować ma religia i jej instytucjonalny wyraz. Niewątpliwie dzięki rządom lewicy, oskarżanej często o kapitulanctwo wobec roszczeń Kościoła, udało się zachować jakieś minimum praw i wolności w zakresie sumienia i wyznania. Niestety w następnych latach gwarancje konstytucyjne okazały się całkowicie nie wystarczające, powszechnie ignorowane przez władze administracyjne i sądowe wobec presji kościoła i organizacji zorientowanych religijnie. W okresie tym wyraźnie ukształtowały się nurty polityczne reprezentujące stanowiska „katolicko-narodowe” nawiązujące do koncepcji Dmowskiego i Carla Schmidta głoszące powrót do historycznej tradycji, narodowych mitów i katolickiej tożsamości Polaków. Stanowisko laickiej części społeczeństwa reprezentowane przez lewicę i nieliczne organizacje świeckie oraz umiarkowanie liberalne spętane było poczuciem uległości wobec Kościoła i gotowością zadośćuczynienia mu za wkład w odzyskanie wolności i ograniczone zbyt dużym przekonaniem o jego znaczeniu i roli Kościoła w Polsce.

Lata 1997 do 2005 to okres decydujący dla polskich aspiracji o członkostwo w Unii Europejskiej, a dla Kościoła realny udział w tym procesie często jakby nie dostrzegany bądź marginalizowany przez obserwatorów świeckich. To jest okres rozpoczynający się wizytą delegacji polskiego Episkopatu w Brukseli, która miała miejsce w dniach 4-7.11.1997 roku i potwierdzającej publiczny status kościoła w tym procesie. Chociaż ogólna orientacja duchowieństwa była pozytywna, to w żadnej mierze nie była bezwarunkowa ani w relacji z rządem ani z Unią Europejską. Zróżnicowane postawy wobec akcesji stwarzały poważne problemy jak się wydaje również watykańskiemu kierownictwu liczącemu na zintensyfikowanie procesu rechrystianizacji Europy i wprowadzenie do opracowywanego wówczas projektu Konstytucji Europejskiej Invocatio Dei i postanowień nawiązujących do chrześcijańskich fundamentów Europy. Krytycy przystąpienia Polski do UE zgromadzeni wokół Radia Maryja i Naszego Dziennika wbrew stanowisku papieża uzyskiwali coraz większe poparcie w tradycjonalistycznie zorientowanym społeczeństwie i części kleru parafialnego. O pozytywnym stanowisku polskiego episkopatu przesądziła jednak większość duchowieństwa posłuszna papieskiemu zwierzchnictwu. Okres ten kończy śmierć papieża i zwycięstwo wyborcze partii przybierającej już religijny makijaż, lecz jeszcze nie całkiem religijnie zorientowanej i często krytykowanej przez przedstawicieli hierarchii kościelnej ( np. abp H. Muszyński ostro krytykował PiS za styl prowadzenia polityki), a list Lecha Kaczyńskiego zawarty w broszurze „Polska katolicka w chrześcijańskiej Europie” nie budził jeszcze entuzjazmu hierarchii kościelnej.

Okres rozpoczynający się po śmierci papieża i trwający do wyborczego zwycięstwa PIS-u w 14 z 16 województwach w roku 2005 to najbardziej gorący czas dla Kościoła katolickiego w Polsce. Zaczął się on od „bezkrólewia” polegającego na utracie przez większość społeczeństwa, a nie tylko katolików wspólnego autorytetu i punktu odniesienia jakim był Karol Wojtyła. Wywołany przez władzę PIS problem lustracji osłabiał pozycję hierarchów katolickich, a środowiska związane z obozem liberalnym nie wahały się zdecydowanie recenzować nieprzychylną im władzę i Kościół w sferze medialnej. W tym czasie, obfitującym w dramatyczne wydarzenia związane z katastrofą lotniczą pod Smoleńskiem, dochodzi do wyraźnego ukształtowania się aprobującego stosunku Kościoła do projektu IV RP braci Kaczyńskich. Okres przerwany odsunięciem koalicyjnego rządu PIS od władzy i względną neutralizacją stanowiska duchowieństwa wobec rządzących za cenę intensyfikacji materialnych przysporzeń, licznych koncesji i przywilejów kończył także proces wyposażania Kościoła katolickiego w zasadniczą część przekazanego mu majątku w postaci nieruchomości i kwot pieniężnych pozostawiając jednakże w dalszym ciągu otwartą możliwość akwizycji nieruchomości na Ziemiach Zachodnich i Północnych. Jednocześnie hierarchia kościelna mogła naocznie przekonać się o zdolnościach mobilizacyjnych elektoratu odwołującego się do narodowo-wyznaniowych idei dyscyplinowanych skutecznym narzędziem politycznym jakim w rękach Jarosława Kaczyńskiego okazał się klerykalizm polityczny wobec którego neoliberalny rząd Tuska okazał się bezsilny. Przeciwstawienie narodowo-katolickiej ofensywie happeningów Palikota z jednej strony, a gotowości do spełniania aspiracji Kościoła z drugiej, godzenie się na jego wzrastającą pozycję w społeczeństwie i państwie, a nawet gorliwość w oferowaniu rozmaitych przywilejów przyniosła jedynie czasową neutralizację postawy Kościoła. Trwała ona do czasu ostatecznego zamknięcia systemu przysporzeń majątkowych przez Komisję Majątkową i można było pomyśleć już nie tylko o panowaniu światopoglądowym lecz realnej władzy.

Wraz z wygraną partii rządzącej w wyborach parlamentarnych nadszedł okres kulminacji wszystkich osiągnięć Kościoła katolickiego z całego okresu minionego ćwierćwiecza. Stosunki Kościoła z państwem poddane zostały dyktatowi światopoglądowemu Kościoła katolickiego. Koncepcja „nowego Polaka” związanego tożsamościowo z religią jednego wyznania jest osią „naszości” coraz bardziej przypominającą faszyzm włoski czy faszystowski korporacjonizm Salazara w Portugalii. Jednocześnie żadne emocje i napięcia społeczne związane z udziałem duchowieństwa w działalności politycznej, patronowaniem różnego rodzaju przedsięwzięciom, z jawnym wspieraniem partii rządzącej jak i pomoc oraz wsparcie w doprowadzeniu jej do władzy e nie były w stanie wywołać większego protestu skierowanego przeciwko aktywności Kościoła w dziele klerykalizacji kraju. Nie znalazły odzwierciedlenia w stanowiskach partii opozycyjnych marginalizowanych przez Zjednoczona Prawicę. Zgodnie z obowiązującą w polskiej polityce zasadą omijania kwestii kościoła i religii w przestrzeni publicznej, opozycja truchlała na samą myśl o konieczności opisu rzeczywistej roli kościoła jako faktycznego koalicjanta władzy i jego poparcia dla kontrowersyjnego projektu realizowanego przez partię rządzącą. Nieśmiałe próby zwrócenia uwagi na rangę problemu klerykalizacji kraju podejmowane przez nielicznych naukowców i intelektualistów (Apel do władz Rzeczpospolitej Polskiej w sprawie klerykalizacji kraju) poparte podpisami kilkunastu tysięcy obywateli w ogóle nie został szerzej odnotowany w publicznej dyskusji, a brak w nim propozycji konkretnych inicjatyw czy działań skierowanych do społeczeństwa stawia go jedynie w rzędzie szlachetnego, lecz pozbawionego jakiejkolwiek skuteczności gestu mającego zwrócić uwagę rządzących na obowiązujące w Polsce „ustrojowe podstawy państwa i jego porządku prawnego” łamane bez żenady podobnie jak łamano je w dwudziestoleciu międzywojennym.

Wybory parlamentarne roku 2019 i prezydenckie z 2020 pomimo wprowadzenia do Sejmu i Senatu RP przedstawicieli partii lewicowych oczywiście nie były w stanie zmienić czegokolwiek w relacjach rządzących z Kościołem katolickim, który wyraźnie staje się już czymś więcej niż tylko koalicjantem partii rządzącej. Wyniki wyborów parlamentarnych, w których już wszystkie ugrupowania z wyjątkiem lewicy w sposób jawny odwoływały się do religijnej wizji świata i deklarowały gotowość akceptacji pozycji Kościoła świadczą o triumfie klerykalizmu politycznego jako najskuteczniejszego narzędzia politycznej ekspresji w państwie wyznaniowym. Za wyjątkiem neoliberalnego kandydata opozycji parlamentarnej, w dalszym ciągu nie przyjmującego do wiadomości klerykalizacji państwa, główni liczący się w wyborach prezydenckich kandydaci przywoływali religijne podstawy swoich wyborów wyraźnie potwierdzając zachodzący proces autoidentyfikacji państwa ze światopoglądem religijnym jednego wyznania. W tym stanie rzeczy już nie tylko pozycja danej partii politycznej w ramach koalicji rządzącej determinowana jest manifestacyjną religijnością, która podlega wartościowaniu przez Kościół katolicki, ale i funkcjonowanie na scenie politycznej ugrupowania opozycyjnego w warunkach uznania go za godny jej element. Pozwala to Kościołowi na kształtowanie poprzez swoje poparcie pozycji politycznej w układzie rządowym i parlamentarnym, co budzić musi zdziwienie wobec zachodzących procesów laicyzacji społeczeństwa wbrew narastającej presji jego narodowo-wyznaniowej ideologizacji. Efektem okresy zapoczątkowanego maratonem wyborczym 2019/20 będzie umacnianie antydemokratycznego, autorytarnego państwa wyznaniowego zwalczanie instytucji demokratycznych, wolnych mediów, i wolnej myśli, a w końcu podstawowych praw człowieka i obywatela.

Lewica w państwie wyznaniowym

Od dnia wyboru kardynała Karola Wojtyły na przywódcę Kościoła katolickiego zawsze istotna pozycja i głos Kościoła w Polsce zaczął nabierać szczególnego znaczenia. Kościół stawał się już nie tylko instytucją wywierająca wpływ na masy wiernych i politykę wyznaniową rządzących, ale stopniowo stwarzając sferę wolności stawał się zapleczem intelektualnym i materialnym opozycji antykomunistycznej. Niewątpliwe zasługi Kościoła katolickiego i papieża Jana Pawła II w obaleniu ustroju komunistycznego musiały zostać docenione w nowej rzeczywistości politycznej.

W demokratycznym państwie prawnym jakim miała się stać Rzeczpospolita Polska konieczne było radykalne zerwanie z zasadą wrogiej separacji państwa od kościołów i związków wyznaniowych obowiązującej w państwach bloku radzieckiego. W Polsce nigdy nie była ona konsekwentnie realizowana, a Kościół cieszył się wyjątkowa pozycją na tle sytuacji w innych krajach socjalistycznych.

W myśl nowych regulacji prawnych, które w założeniach miały wprowadzić w Polsce model państwa świeckiego, neutralnego światopoglądowo w sprawach religii i przekonań (art.10 ust.1 ustawy z dn.17 maja 1989 r. o gwarancjach wolności sumienia i wyznania), państwo zapewniało każdemu obywatelowi wolność sumienia i wyznania (art.1 ust.1 cyt. wyżej ustawy) rozumianą jako „..swobodę wyboru religii lub przekonań oraz wyrażania ich indywidualnie i zbiorowo, prywatnie i publicznie.” (art.1 ust. 2). Obywatele wierzący wszystkich wyznań oraz niewierzący mieli cieszyć się równymi prawami we wszystkich sferach życia państwowego. (art.1 ust.3). W tym samym akcie prawnym wprowadzona została zasada niezależności od państwa związków wyznaniowych w zakresie wykonywania funkcji religijnych stosownie do art. 11 ust.1. W przepisie art.19 wprowadzającym zasadę równouprawnienia kościołów i innych związków wyznaniowych formułowany został zakres funkcji religijnych kościołów i innych związków wyznaniowych wyznaczający zakres ich niezależności od państwa – art. 19 ust.2 pkt. 1do 18. Niestety już w ustawie o stosunku państwa do Kościoła katolickiego zawarto przepisy świadczące o porzuceniu zasady rzeczywistego równouprawnienia kościołów i związków wyznaniowych. Dotyczyło to m.in. dopuszczenia katechezy i szkolnictwa wyznaniowego, inwestycji sakralnych i kościelnych, podlegania przepisom podatkowym, obrotu nieruchomościami czy regulacji spraw majątkowych.

W późniejszych latach konsekwentnie rozszerzano uprawnienia Kościoła katolickiego oraz narzucano społeczeństwu reguły i zasady postępowania wynikające z konfesyjnie zdefiniowanego systemu wartości. Uległość wobec Kościoła kolejnych ekip rządzących znalazła wyraz w przyjęciu i podpisaniu w dniu 28 lipca 1993 roku przez Ministra Spraw Zagranicznych w rządzie Hanny Suchockiej Krzysztofa Skubiszewskiego umowy pomiędzy państwem, a Stolicą Apostolską (konkordatu) i przyjęciem w 1997 roku Konstytucji realizującej w pełni ustalenia zawarte w konkordacie. Podpisanie konkordatu było nie tylko sprzeczne z dobrymi obyczajami nakazującymi powstrzymanie się od podejmowania zobowiązań przez rząd w stosunku do którego zgłoszono wotum nieufności, ale i sprzeczne z obowiązującym postanowieniem tzw. Małej Konstytucji utrzymującej w mocy art.70 ust.2 Konstytucji PRL z 1952 r. stanowiącym, że sytuację prawną Kościoła regulują ustawy, a nie umowa międzynarodowa. Próby podejmowane przez rządy lewicy opóźnienia procesu ratyfikacji konkordatu ostatecznie zakończyły się jego ratyfikacją w dniu 23 lutego 1998 r. przy czym sam proces ratyfikacji nie spełniał wymogów uzyskania większości posłów głosujących za przyjęciem umowy wymaganych art.90 Konstytucji z 1997 r.

Podpisanie konkordatu wieńczące wcześniejsze wprowadzenie religii do systemu edukacji publicznej, wymogu poszanowania tzw. wartości chrześcijańskich do ustaw dotyczących funkcjonowania mediów czy zaostrzenia przepisów antyaborcyjnych uruchomiło procesy coraz bardziej natarczywego eksponowania elementów religijnych w tym w ceremoniale państwowym, symboli religijnych w urzędach administracji państwowej i samorządowej, a także uchwalania aktów prawnych i podejmowania uchwał przez Sejm inspirowanych wydarzeniami i postaciami religijnymi.
Obecne władze państwowe w Polsce jawnie występują z inicjatywami legislacyjnymi w tzw. gorących materiach prawnych i społecznych realizującymi aktualne poglądy wyznaniowe Kościoła katolickiego. Zasilają dotacjami instytucje i organizacje kościelne, demonstrują zdolności mobilizacyjne kościelno-partyjnego elektoratu, jak miało to na przykład miejsce podczas tzw. różańcowego otoczenia Polski. Intensywna promocja katolicyzmu mającego pełnić rolę ideologii narodowej odbywa się przy bierności społeczeństwa, pomijając intensywne protesty kobiet organizowane przez Ogólnopolski Strajk Kobiet w sprawie całkowitego zakazu aborcji z jakichkolwiek względów. Obojętność społeczeństwa na procesy klerykalizacji i wstrzemięźliwość opozycyjnych partii politycznych w tym względzie pozwoliła zainstalować w Polsce model autorytarnego państwa wyznaniowego pod fasadą demokracji większościowej. Możemy zatem mówić dziś o Polsce jako o państwie wyznaniowym. Uzasadnia to zresztą nie tylko zakres zmian w obowiązującym prawie, ale i wprowadzenie obecności kleru we wszystkich prawie instytucjach i organizacjach państwowych, upowszechnienie różnych form finansowania Kościoła, kleru i organizacji około kościelnych jak dotacje, darowizny czy coroczne zwiększanie Funduszu Kościelnego, a także przysporzenia przekazywane pod tytułem realizacji różnych zadań zleconych jak np. na poczet szkolenia urzędników państwowych przez zakonnika z Torunia. Przymierze polityczne jakie na bazie narodowo-katolickiej ideologii zawarł Kościół katolicki z partią sprawującą obecnie władzę i jej sukces wyborczy były dwukrotnie możliwe głównie dzięki wywołaniu antyoświeceniowej ofensywy kulturowej zapoczątkowanej w 2013 roku homilią kardynała Dziwisza o wyższości prawa boskiego nad prawem państwowym. Partia rządząca umiejętnie połączyła narodowe mity, martyrologię i autentyczny wstrząs spowodowany katastrofą lotniczą pod Smoleńskiem z ludową religijnością i endecką koncepcją polskości. Utworzona na bazie katolicyzmu doktryna państwowa uzyskała pełną akceptację Kościoła i udowodniła swoja żywotność i skuteczność. W dalszym ciągu silnie mobilizuje on zarówno zwolenników tzw. „dobrej zmiany” jak i bardziej radykalnie nastawionych integrystów religijnych, ultrakonserwatystów i faszystów oraz obezwładnia opozycję ograniczającą pole konfrontacji z przeciwnikiem politycznym do obrony instytucji demokratycznych państwa bez otwartego przeciwstawienia się Kościołowi i religijno-narodowej ideologii. W ten sposób demokratyczna opozycja parlamentarna pogarsza jedynie swoją pozycję, a okazując słabość i w gruncie rzeczy poddając się obowiązującemu dyktatowi religijnej poprawności traci zwolenników na rzecz opozycji nacjonalistycznych, a nawet jawnie faszystowskich, a lewica na rzecz opcji konserwatywno-liberalnej mającej jakoby większe szanse na udział w bieżącej polityce. W formacjach opozycyjnych starających się uporczywie podtrzymywać fikcję przyjaznych relacji z Kościołem przeciwnicy obecnej władzy błędnie upatrują możliwości skutecznego zabiegania o realizację swoich celów, gdyż koalicja sprawująca władzę skutecznie zablokowała wszelkie możliwości podważenia jej monopolu. Nie tylko PO i środowisko skupione wokół Rafała Trzaskowskiego unikającego problematyki religijnej i krytyki Kościoła, ale i nowy ruch Szymona Hołowni wprost odwołujący się ustami swojego lidera do inspiracji religijnej w wydaniu posoborowym nawet gdyby stały się jeszcze bardziej katolickie, to nie mogłyby liczyć na jakiekolwiek względy ze strony Kościoła.

Nie pomoże im w żadnym razie unikanie przyjęcia do wiadomości faktu funkcjonowania w państwie wyznaniowym i niezależnie od potencjalnych zmian pozycji poszczególnych ugrupowań w ramach koalicji rządzącej skazuje raczej na porażkę chociażby z cieszącą się sympatią kleru i hierarchii kościelnej Konfederacją. Aktywnie promująca narodowy katolicyzm Konfederacja, chociaż nie jest w stanie obecnie zająć miejsca żadnej z partii wchodzących w skład Zjednoczonej Prawicy to dla Kościoła jest wygodnym partnerem i alternatywą na wypadek załamania się koalicji rządzącej lub utraty przez nią części elektoratu.

Sytuacja taka coraz skuteczniej demobilizuje zwolenników liberalno-demokratycznej wizji państwa świeckiego ograniczając możliwość stworzenia i zaproponowaniu własnej, alternatywnej wobec narodowo-katolickiego projektu, oferty politycznej przedstawiającej Polskę jako kraj nowoczesny, świecki i rządzony demokratycznie, akceptujący różne style i sposoby życia oraz dający obywatelom poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego i socjalnego. Dotychczasowa postawa polityków opozycji parlamentarnej, w tym także szeroko pojętej lewicy, wobec Kościoła katolickiego ukazuje ich bezradność wobec rządzącego sojuszu partyjno-kościelnego, brak rozeznania w przyczynach, które doprowadziły do powstania i utrwalenia się tego sojuszu, niezdolność do rzetelnej oceny wpływu obowiązującego prawa na pozycję i działalność Kościoła katolickiego czy obecnej roli Kościoła jako stabilizatora i gwaranta trwałości koalicji rządzącej. Brak jakiejkolwiek koncepcji zmian obowiązującego prawa, która w przyszłości mogłaby przywrócić świecki, demokratyczny charakter państwa oddzielonego od kościołów i związków wyznaniowych nie jest zrozumiały nawet w obliczu skali renesansu politycznego religii w Polsce.

Dotychczasowe próby lewicy występowania przeciwko procesowi klerykalizacji państwa były nie tylko wątłe intelektualnie, ale i często przeciw skuteczne. Hasła opodatkowania tradycyjnej kolekty, kleru i usług religijnych nie są bowiem możliwe do przeprowadzenia bez zasadniczej zmiany statusu prawnego kościołów i innych związków wyznaniowych, pomijając już odczucia samych wiernych różnych wspólnot wyznaniowych. Przekazują oni bowiem na rzecz swoich instytucji wyznaniowych drobne i większe kwoty pieniężne pochodzące z ich opodatkowanych dochodów i z pewnością jest to sytuacja zupełnie inna niż darowizny ze środków osób prawnych w tym spółek Skarbu Państwa, a także inna niż uzyskiwanie nieopodatkowanych przychodów z prowadzenia działalności gospodarczej przez wyznaniowe osoby prawne. Nie w tradycyjnej kolekcie ani nawet nie w zakresie uprzywilejowania podatkowego leży sedno problemu państwa polskiego z jego kościołem, faktycznie monopolizującym całą sferę religijną. Ekonomiczne przywileje i ogrom przysporzeń majątkowych jest wynikiem instytucjonalnego dostępu Kościoła do władzy, dostępu który z biegiem lat przekształcił się w aktywne współuczestniczenie w jej sprawowaniu, aby w końcu stać się instytucją organizującą, stabilizującą i zabezpieczającą władzę narodowo-katolickiej prawicy. Zadaniem lewicy jako jedynej formacji zdystansowanej wobec swawoli autorytarnego klerykalizmu powinno być dzisiaj po pierwsze dokonanie prawidłowej oceny roli Kościoła katolickiego w strukturze władzy i jego realnych możliwości wpływania na jej kształt. Jest to trudne przede wszystkim dlatego, że bardzo skąpe są przykłady bezpośredniego udziału kleru w wypracowaniu decyzji politycznych, a rzeczywisty w nich udział zwykle maskowany jest uroczystościami religijnymi. Po drugie intelektualne uporanie się z faktem funkcjonowania w państwie wyznaniowym. Przyjęcie do wiadomości tej oczywistej zdawałoby się prawdy nie ma jednakże odzwierciedlenia w podejmowanych działaniach nacechowanych politycznym koniunkturalizmem. Najlepszym przykładem takich nic nie dających lewicy działań jest wniesienie projektu ustawy o jawności przychodów kościołów i związków wyznaniowych oraz zniesieniu ich przywilejów finansowych opracowanej przez Kongres Świeckości, w ostatnich dniach z góry skazanej na niepowodzenie kampanii wyborczej kandydata lewicy na urząd Prezydenta RP. Porzucenie możliwości wykorzystania zawartego w projekcie ładunku intelektualnego związanego z transparentnością życia publicznego i budowanie na tej podstawie szerszego projektu politycznego zostało utopione w przedstawieniu projektu ustawy jako jeszcze jednej nieudolnej antykościelnej i antyreligijnej inicjatywy.

Wystąpienie dzisiaj z propozycjami czy projektami legislacyjnymi zmierzającymi do pozbawienia lub redukcji uprawnień Kościoła katolickiego nie ma w tej chwili nie tylko żadnych szans na powodzenie, ale i nawet na zaistnienie w mediach głównego nurtu. Ewentualne możliwości wpływania na stale poszerzający się zakres czy też dziedzinę jak stanowi to odnośne postanowienie konkordatu, niezależnej od państwa działalności Kościoła może być wyłącznie skutkiem inicjatyw legislacyjnych zmierzających do uregulowania jakiejś sfery życia czy funkcjonowania wszystkich instytucji, osób prawnych czy innych podmiotów albo też praw osób fizycznych. Do takich przedsięwzięć konieczne jest jednak poszukiwanie sprzymierzeńców. Współpraca i poszukiwanie porozumienia , a nie stała konkurencja polityczna w ramach opozycji parlamentarnej i poza nią. W hierarchii zaangażowania politycznego powinno się zatem uwzględnić mniej działań wychodzących naprzeciw aspiracjom środowisk skrajnych i ich postrzeganiu rzeczywistości, które anarchizować mogą scenę polityczną i być odczytywane przez opozycyjne ugrupowania konserwatywno-liberalne jako wymierzone przeciwko nim. Po trzecie w końcu należy poważnie analizować i weryfikować działania lewicy parlamentarnej, które mogą być wykorzystywane przez rządzących do atakowania, dyskredytowania i ośmieszania największej jak dotąd partii opozycyjnej lub jej przedstawicieli.

Lewica funkcjonująca jako parlamentarna opozycja w warunkach państwa wyznaniowego i mocno ograniczonych przez rządzących możliwości sprawczych daje jednak swobodę ukształtowania swojej wizji przyszłości kraju w sposób nie skrępowany pragmatyzmem politycznym i wymogami realizmu politycznego. Można więc pokusić się o prezentacje atrakcyjnego dla wyborcy programu ekonomicznych przysporzeń, zmian systemowych w zabezpieczeniu emerytalno-rentowym, ochronie zdrowia, systemie podatkowym czy stworzenie projektu wprowadzenia jednego świadczenia obywatelskiego powiązanego z jednolitym systemem podatkowym zamiast wielu różnych transferów świadczeń, zaimków, dodatków i rent. Możliwości zapewne jest dużo więcej i korzystając ze zbliżających się okazji czas przeprowadzić poważną dyskusję nad rolą i działaniem lewicy, poszukiwaniu form i modeli współpracy z organizacjami obywatelskimi zamiast koncentrować się na budowie jednolitej, zdyscyplinowanej organizacji według anachronicznego dzisiaj modelu partyjnego.

Klerykalizm polityczny w Polsce

Od początku lat dziewięćdziesiątych relacje Kościoła katolickiego z państwem kształtowane są w przekonaniu o jednorodnej tj. narodowo-wyznaniowej tożsamości Polaków. Przeważająca liczba wyznawców katolicyzmu w połączeniu z rolą jaką Kościół katolicki odegrał w procesie zmian ustrojowych oraz rola papieża Jana Pawła II w świecie i jego wpływ na stosunki społeczne w kraju tworzyły silne podstawy do utrwalenia wpływów i pozycji Kościoła w Polsce niezależnie od postępujące zróżnicowania światopoglądowego i kulturowego społeczeństwa.

Szczególna pozycja prawna Kościoła została ujęta już w ustawach wyznaniowych z maja 1989 r..Ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania zawierająca równościowe postanowienia, gwarantujące wszystkim kościołom i związkom wyznaniowym wolność prowadzenia działalności w konfrontacji z faktyczną monopolizacją sfery religijnej przez Kościół katolicki tworzyła po prostu znacznie dogodniejsze dla niego warunki do wzrostu znaczenia i możliwości prowadzenia nieskrepowanej działalności przy wykorzystaniu finansowania ze środków publicznych. Przyjecie w ustawie konstrukcji prawnej współdziałania państwa z kościołami i związkami wyznaniowymi „…w zachowaniu pokoju, kształtowaniu warunków rozwoju kraju oraz zwalczaniu patologii społecznych „ oraz możliwość tworzenia stałych form współdziałania miały tworzyć podstawę tzw. „przyjaznego rozdziału” wzorowaną na funkcjonującej w Niemczech relacji państwa ze związkami wyznaniowymi określanej jako separacja skoordynowana. Istotna różnica w rzeczywistej możliwości równoprawnego współdziałania jednego i drugiego państwa ze wspólnotami wyznaniowymi polega na zmonopolizowaniu przez Kościół katolicki w Polsce, pozbawiony jakiegokolwiek znaczniejszego konkurenta, całej sfery religijnej. Natomiast Niemcy są natomiast krajem o dominacji równorzędnych dwóch kościołów chrześcijańskich i faktycznym pluralizmie religijnym wynikającym z wielokulturowości społeczeństwa. Ponadto sytuację w Polsce komplikuje w znacznej mierze ożywiona po latach hibernacji w okresie komunizmu endecka koncepcja wyznaniowej tożsamości Polaka, która przetrwała w świadomości społecznej, a obecnie jest coraz bardziej uporczywie forsowana.

Z faktu, że religia była w Polsce i w dalszym ciągu pozostaje podstawową formą świadomości społecznej czyli całokształtu charakterystycznych dla społeczeństwa polskiego treści i form życia duchowego oraz że są one kształtowane w praktyce wyłącznie przez jedna instytucje religijną, autorzy ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania z 1989 r. nie wyciągnęli żadnych wniosków, chociaż nietrudno było przewidzieć negatywne dla państwa skutki jakie wyniknęły z przyjętych w ustawie relacji państwa z Kościołem.

Ustawa o stosunku państwa do Kościoła katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej zawierała postanowienia tworzące już jawnie uprzywilejowaną pozycję Kościoła katolickiego i jego organizacji chociażby w zakresie restytucji mienia i przysporzeń majątkowych np. na Ziemiach Zachodnich i Północnych. Podpisanie umowy ze Stolica Apostolską (konkordatu) przez rząd Hanny Suchockiej umacniającej szczególna pozycję Kościoła i przeniesienie zawartych w nim postanowień do obowiązującej Konstytucji RP, sukcesywne zwiększanie przywilejów ekonomicznych dotyczących m.in. podatków czy finansowania instytucji kościelnych jak np. szkoły wyższe, wynagrodzeń katechetów w systemie edukacji publicznej, kapelanów w wojsku, policji, administracji skarbowej połączone z tworzeniem prawa z inspiracji doktryny wyznaniowej nigdy nie spotkało się z większymi protestami społecznymi. Było to widoczne nawet w okresach rządów lewicy (1993-1997 i 2001-2005), kiedy to posłowie lewicy mieli możliwość okiełznania zmian kulturowych i postępującej klerykalizacji i podejmowali nawet próby ich przeprowadzenia ( np. złagodzenie ustawy o dopuszczalności przerywania ciąży). Brak determinacji w dokonywaniu zmian wynikający prawdopodobnie również z deficytu wyraźnie wyrażonego poparcia społecznego dla tych prób jak i aktywizacja działalności kolejnych ugrupowań katolickich fundamentalistów i narodowców definitywnie zakończyły możliwość ustanowienia świeckich rozwiązań prawnych w funkcjonowaniu państwa. Państwo zaczęło uznawać w coraz większym stopniu walor elementów religijnych co w połączeniu z nadgorliwością instytucji państwowych i samorządowych w spełnianiu różnych aspiracji kościoła instytucjonalnego w zakresie panowania światopoglądowego jak i roszczeń majątkowych doprowadziły do nadania Polsce faktycznego charakteru państwa wyznaniowego.

W efekcie już nie tylko wśród polityków panuje przekonanie, że nie warto narażać się Kościołowi i władzy, a jakakolwiek krytyka obecności Kościoła w sferze publicznej, tworzenie prawa z inspiracji religijnej, podobnie jak krytyka religii musi zakończyć się porażką dla wszystkich występujących w powyższych kwestiach. Wymiar praktyczny przekonania o panowaniu światopoglądowym katolicyzmu to nie tylko całkowity brak jakiegokolwiek wsparcia finansowego ze strony państwa dla organizacji obywatelskich skupiających członków o nie fideistycznym światopoglądzie lecz także zmarginalizowanie ich znaczenia i blokowanie możliwości rozpowszechniania zgłaszanych postulatów. W sposób szczególny dotyczy to takich organizacji, których celem jest propagowanie świeckości albo światopoglądu racjonalistycznego w przeciwieństwie do szczodrze korzystających z mediów i ze wsparcia finansowego różnych stowarzyszeń, organizacji i instytucji około kościelnych.

Godzenie się kolejnych rządów z nadrzędną wobec wszelkich innych instytucji pozycją Kościoła zostało tak dalece utrwalone w świadomości społecznej, że wszelkie działania, jakie władze czyniły w chęci przypodobania się biskupom, zasłużenia na poparcie kleru czy chociażby zneutralizowania stanowiska Kościoła wobec różnych formacji politycznych sprawujących władzę zostały przykryte zasłoną milczenia. Tak stało się np. z niechlubną działalnością Komisji Majątkowej, która hojnie i bez należytej podstawy prawnej przydzielała Kościołowi majątek państwowy i samorządowy. Dzisiaj tylko głosy lewicy wyrażają sprzeciw chociażby wobec uzyskanego przez Kościół przywileju obrotu ziemią rolną, przysporzeń majątkowych udzielanych przez władze pod dowolnymi tytułami, religijnych opraw dla politycznych imprez partii rządzącej czy też narzucania zróżnicowanemu światopoglądowo społeczeństwu konfesyjnie zdefiniowanego systemu wartości. Nienormalne, bo sprzeczne z regulacją obowiązującej Konstytucji RP stosunki pomiędzy państwem i Kościołem uzasadniają w pełni tezę sformułowaną przez organizatorów Kongresu Świeckości, który odbył się w Warszawie w dniach 21-22 października 2017 r. o przyjęciu przez Kościół katolicki w Polsce roli politycznego ogniwa będącego nieformalnym koalicjantem rządzącej obecnie partii politycznej. Jest to wynikiem przyjęcia w art. 25 ust.3 Konstytucji koncepcji współdziałania państwa z Kościołem we wszystkich sprawach państwowych ( dla dobra człowieka i dobra wspólnego), a więc nie tylko w kwestiach pomyślności organizmu państwowego, ale i w sprawach zachowania dziedzictwa narodowego czy środowiska naturalnego.

Aktywność Kościoła znalazła dzisiaj swój najszerszy wyraz w politycznym współdziałaniu z partią rządzącą, forsowaniu interesów Kościoła w zamian za organizowanie poparcia społecznego dla tej partii przez przeważającą część księży parafialnych, Episkopat i organizacje około kościelne.
Postępująca klerykalizacja podporządkowująca wielu sfer działalności państwa i życia obywateli regułom i rytuałom jednego wyznania przy postępującym zaniku ekumenizmu i braku publicznego sprzeciwu innych wyznań i środowisk bezwyznaniowych powoduje, że klerykalizm polityczny stał się dominującą formą politycznej ekspresji, narzędziem łatwym do użycia i gwarantującym mobilizację poważnych części elektoratu. Pomimo niepowodzeń pierwszych ugrupowań politycznych tworzonych na bazie ideologii katolickiej (ZchN, AWS, a także PiS w pierwszym okresie koalicyjnych rządów 2005-2007) wynikających przede wszystkim z powściągliwego stanowiska kościoła instytucjonalnego ,to obecnie po całkowitym, jawnym poparciu dla narodowo-katolickiej partii rządzącej oraz goszczeniu w świątyniach jej konkurentów w postaci ruchów i organizacji nacjonalistycznych, a nawet faszystowskich i udzielaniu oprawy religijnej ich imprezom Kościół katolicki nie może powrócić nawet do pozorów neutralnej postawy wobec polskiej polityki. Skazany jestalbo na przyjecie rezultatów politycznych wyborów systemu demokratycznego, co w perspektywie może się okazać dla kościoła instytucjonalnego ciężkim doświadczeniem albo też konsekwentne poparcie autorytarnej władzy ( obecnej lub przyszłej) i związanej z nią narastającej przemocy, a co za tym idzie pogłębiającego się konfliktu społecznego.

W tej sytuacji oferta obecnego koalicyjnego ugrupowania łączącego skrajne narodowe, wyznaniowe i faszystowskie organizacje hałaśliwie i śmiało sięgające po coraz to większą część elektoratu i posługującego się klerykalizmem politycznym na wzór zaczerpnięty z drogi przebytej przez partie rządzącą może stać się dla Kościoła atrakcyjną alternatywą wobec obecnej władzy. Zastosowanie praktyczne religii w organizacji ruchów konserwatywnych przejawiające się w dyscyplinowaniu na jej bazie członków, oprawa religijna masowych imprez, a także poparcie z ambon przez kler parafialny stwarzają możliwość wykorzystania znacznie większego zaangażowania członków i sympatyków niż w innych, opartych na nie fideistycznych światopoglądach organizacjach politycznych. Zdumienie budzić może fakt żywotności i potencjału zawartego w klerykalizmie politycznym używanym być może i instrumentalnie, ale stale organizującym poparcie milionów ludzi. To zjawisko we współczesnej Europie musi napawać niepokojem. Nie od dziś wiadomo, że chętnie korzystają z niego ruchy faszystowskie, szczególnie tam gdzie świadomość społeczna jest budowana na bazie jednej religii. Umiejętnie odnajdują i wskazują wroga jako przeciwnika religii i kierują na niego przemoc coraz bardziej niezbędną dla umacniania swojej pozycji politycznej, aż do zdobycia i utrwalenia władzy. Po jej zdobyciu łatwo okazać się może, że zbytnie przywiązanie do religii staje się obciążeniem w realizacji celów władzy, która może nie tylko ją porzucić, a nawet zaatakować gdyby zbyt silny Kościół nie był skłonny udzielać dalszego poparcia.

W pierwszej turze wyborów prezydenckich silne poparcie zdobył katolicki publicysta Szymon Hołownia otrzymując 14% głosów co stanowi ponad 2 mln.600 tys. Bardzo aktywny w mediach społecznościowych i sprawny intelektualnie i językowo kandydat swój przekaz zbudował na religijnej wizji świata i często odwoływał się do treści religijnych reprezentując katolicyzm w wersji posoborowej. Niezależnie od tego czy możemy propozycję polityczną Hołowni, zamierzającego stworzyć własne ugrupowanie polityczne, uznać za bardziej cywilizowana formę klerykalizmu politycznego czy nie, to jest faktem że jego zdolność mobilizacyjna elektoratu wykorzystywała także religię i Kościół mający funkcjonować jednakże w oddzieleniu od państwa.

Pewne zdziwienie budzi fakt, że pomimo przeważającego na scenie politycznej klerykalizmu w takiej czy innej postaci żadna z sił politycznych pretendująca do reprezentacji świeckiej części społeczeństwa, a przede wszystkim lewica nie jest w stanie zbudować i zaoferować konkurencyjnej, świeckiej koncepcji funkcjonowania państwa. Jak to się dzieje, że część społeczeństwa pogrążona w ubóstwie, gotowa do zaangażowania się w działalność społeczną pro-równościową stanowi dzisiaj klientelę narodowo-katolickich społeczności, a część socjalno-liberalna, progresywna i świecka pęta się po ruchach konserwatywno-liberalnych ? Z jakim poparciem społecznym, jakich środowisk, w jaki sposób i jakimi środkami lewica taka lub inna zamierza przeciwstawić się autorytarnemu klerykalizmowi i przeciwstawić wszechobecnej aktywności Kościoła w sprawowaniu władzy.

27 lat z konkordatem

Mija 27 lat od podpisania przez polskie władze umowy konkordatowej. To szkodliwy dokument, którego wypowiedzenie powinno być częścią programu każdej demokratycznej siły.

Konkordat przyznał arbitralne przywileje Kościołowi katolickiemu i wprowadził do polskiego prawa elementy państwa wyznaniowego. Już we wstępie dokumentu czytamy o „posłannictwie Kościoła katolickiego” oraz o „doniosłym wkładzie Kościoła w rozwój osoby ludzkiej i umacnianie moralności”. Niezależnie od opinii na temat posłannictwa Kościoła i jego roli w krzewieniu moralności, tego typu sformułowania nie powinny pojawiać się w dokumencie zawieranym przez demokratyczne, świeckie państwo. W tymże wstępie czytamy też o „znaczeniu pontyfikatu Jego Świątobliwości Jana Pawła II dla współczesnych dziejów Polski”. Dzisiaj, gdy już wiadomo o haniebnej roli polskiego papieża w ukrywaniu księży pedofilów, tego typu zapisy kompromitują polskie państwo. Poważne wątpliwości może też budzić zapis o tym, że konkordat został zawarty między innymi dlatego, że „religia katolicka jest wyznawana przez większość społeczeństwa polskiego”. Odsetek katolików w Polsce szybko zmniejsza się, ale niezależnie od liczby katolików, państwo powinno równo traktować wszystkich obywateli i nie dawać przywilejów żadnej grupie wyznaniowej ani żadnej organizacji religijnej.

Kompletnie nie do przyjęcia jest artykuł 12, który zakłada, że państwo gwarantuje lekcje religii w zajęciach szkolnych i przedszkolnych. Ponadto zgodnie z nim to Kościół przygotowuje program nauczania w szkołach, a zatem państwo zrzeka się kontroli nad częścią nauczania w szkołach publicznych! Na dodatek artykuł 14 Konkordatu daje swobodę w rozwijaniu przedszkoli i szkół katolickich oraz wprost mówi, że część przedmiotów programy części przedmiotów może opierać się na przepisach kościelnych. Innymi słowy Konkordat dał zielone światło dla rozwoju placówek edukacyjnych, które służą religijnej indoktrynacji. Podobne zapisy Konkordatu dotyczą szkół wyższych, a w jego artykule 15 czytamy, że „Papieska Akademia Teologiczna w Krakowie i Katolicki Uniwersytet Lubelski są dotowane przez państwo”. A zatem Konkordat wymusza płacenie przez państwo szkołom wyznaniowym!

Również artykuły 16 i 17 Konkordatu jawnie naruszają świeckość państwa, gdyż mówią one o opiece duszpasterskiej w służbie wojskowej, w zakładach penitencjarnych, wychowawczych i resocjalizacyjnych oraz w zakładach opieki zdrowotnej i społecznej. To jawne naruszenie zasady bezstronności państwa względem kościołów!

Artykuł 21 wyłącza zbiórki kościelne z przepisów ogólnych dotyczących zbiórek publicznych. Czytamy w nim, że „przepisy prawa polskiego o zbiórkach publicznych nie mają zastosowania do zbierania ofiar na cele religijne, kościelną działalność charytatywno-opiekuńczą, naukową, wychowawczą i oświatową oraz utrzymanie duchownych i członków zakonów, jeśli odbywają się w obrębie terenów kościelnych, kaplic oraz w miejscach i okolicznościach zwyczajowo przyjętych w danej okolicy i w sposób tradycyjny ustalony”. Katolickie państwo w państwie!

Konkordat jest częścią polskiego porządku prawnego, który nie dość, że może być stosowany bezpośrednio, to jeszcze ma pierwszeństwo przed ustawami. Jest to więc twarde zobowiązanie państwa na rzecz uprzywilejowania Kościoła katolickiego. Niektórzy działacze świeccy twierdzą, że polskie władze poszły jeszcze dalej w klerykalizacji kraju niż zakłada Konkordat, więc nie ma sensu go wypowiadać. Nie jest to dobry argument. Kościół katolicki jest jedną z wielu organizacji pozarządowych i nie powinien mieć żadnych przywilejów. Dlatego wypowiedzenie umowy konkordatowej powinno być elementem programu każdego ugrupowania, któremu bliskie są ideały demokracji i równości wobec prawa.

Nieprzyjazny rozdział od państwa

W pełni zdawaliśmy sobie sprawę z trudności jakie napotkamy. Wynikają one ze znikomej wiedzy w społeczeństwie o prawdziwym obliczu Kościoła katolickiego w realizacji jego zakulisowych wpływów, instytucjonalnego dostępu do władzy oraz braku informacji o skali otrzymywanych z różnych źródeł środków pieniężnych.

Przede wszystkim jednak z niedostatku wiedzy polityków i osób publicznych zajmujących się sprawami relacji państwa z kościołami i związkami wyznaniowymi o ich prawnych uwarunkowaniach.
Uważamy, że konstytucyjne postanowienia przyjęte w pięć lat po podpisaniu Konkordatu przyczyniły się w decydującej mierze do nadania Polsce ipso facto (faktycznego) charakteru państwa wyznaniowego, nawet jeżeli nie takie były zamiary jej twórców. Niestety, doprowadzili oni do sytuacji, w której pochodzące z demokratycznych wyborów władze państwowe zobowiązane są do dzielenia się sprawowana władzą z niedemokratyczną, hierarchicznie zorganizowaną działającą sekretnie i zakulisowo. Jest to więc współuczestnictwo we władzy, a wiec znacznie więcej niż tylko instytucjonalny do niej dostęp.
Art.25 Konstytucji, umieszczony w rozdziale I poświęconym państwu i jego instytucjom, co najmniej zrównuje z nimi instytucje wyznaniowe jeżeli wręcz nie przydaje im charakteru instytucji państwowych. Odwrócone zostało pierwszeństwo należne zasadzie pierwotnej tj. zasadzie wolności myśli, sumienia i wyznania indywidualnego człowieka i niezasadnie przyznane pierwszeństwo wolności kolektywnej kościołów i związków wyznaniowych która przecież jest pochodną wolności jednostki .Na marginesie wypada zauważyć, że art.53 ust.1 zubaża zasadę wolności indywidualnej ograniczając ją jedynie do wolności sumienia i wyznania, a w ust.2 precyzuje ją wyłącznie w zakresie wolności religii.
W konsekwencji nadrzędne potraktowanie wolności kolektywnej wzmacnia pozycję kościołów i związków wyznaniowych zrównanych z państwem w swej autonomii i niezależności i dodatkowo ubogaca przewidzianym w art.25 ust.3 obowiązkiem współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego.
Cóż to za dobro wspólne ? Jak je zdefiniować ? Nie inaczej niż poprzez treść art.1 Konstytucji RP. Tym dobrem jest Rzeczpospolita – zgodnie bowiem z treścią tego przepisu stanowi ona dobro wspólne wszystkich obywateli !
Stąd logiczny wniosek wypływać musi, że współdziałanie obejmuje wszystkie sprawy jakie dla dobra wspólnego i dobra człowieka zostaną uznane za istotne. Jest to podstawowe uzasadnienie wagi i znaczenia komisji wspólnej rządu i episkopatu, w której pracach rząd jest reprezentowany jako instytucja działająca „in corpore” – w całości, chociaż praktycznie czynią to delegowani doń ministrowie. Art.25 ust.3 konstytuuje zasadę bilateralizmu jako zasadę współdecydowania władzy publicznej i kościoła w całym spektrum spraw, które dosyć swobodnie kościół może uznawać za istotne i mieszczące się w jego sferze autonomii i niezależności – w jego zakresie – jak stanowi przepis konstytucyjny czy też – w jego dziedzinie jak postanowiono w konkordacie. Jednocześnie art.25 ust.4 Konstytucji odsyła w zakresie stosunków państwa z Kościołem katolickim do konkordatu jako szczególnej, przewidzianej w Ustawie Zasadniczej formie regulacji relacji wzajemnych. Nie można przy tym nie zauważyć, że oba fundamentalne dla struktury prawnej państwa dokumenty są powiązane w wielu kwestiach komplementarnie. Konkordat w tych postanowieniach, które zostały na rzecz Kościoła zawarowane na tyle konkretnie by mógł twardo bronić przywilejów instytucji kościelnych (jak. np. prawo prowadzenia placówek oświatowych i wychowawczych ) nie ma potrzeby poszukiwania dodatkowego wzmocnienia, ale już w odniesieniu do katechezy szkolnej, która mogła być realizowana w różny sposób, w tym w sposób obciążający instytucje Kościoła, to dla zabezpieczenia jego interesów sięga się do przepisu konstytucyjnego o bezpłatnej edukacji publicznej, a w innych wypadkach, gdy reguły konkordatowe są sformułowane ogólnie czy nie dosyć jasno Kościół stara się je poszerzać jak np. w zakresie przywilejów finansowych (art.22 ust 2 przewidujący powstanie komisji, która może decydować o ewentualnych zmianach w istniejącym ustawodawstwie w odniesieniu do spraw finansowych instytucji i dóbr kościelnych) . Komisja taka jednak nigdy nie powstała co daje możliwość zgłaszania rządowi aspiracji do szczególnie dogodnego traktowania instytucji kościelnych.
Można zrozumieć, że twórcy Konstytucji byli pod presją zarówno polityczną jak i prawną wynikająca z Konkordatu, niemniej jednak również w szeregu innych postanowień Ustawy Zasadniczej widać, że wola domknięcia szerokich praw Kościoła została w pełni zrealizowana. Zgodnie z art.191 ust 1 pkt. 5 i ust. 2 kościoły i związki wyznaniowe otrzymały prawo do wystąpienia do Trybunału Konstytucyjnego w zakresie spraw objętych ich zakresem działania, a więc pytanie jakich konkretnie ?
Może we wszystkich dotyczących dobra człowieka i dobra wspólnego jak należałoby logicznie wywnioskować z wcześniej wspomnianego postanowienia. Nie znajdziemy bowiem za wyjątkiem szerokiego ujęcia w art.19 ust 2 ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania z 1989 roku poświęconego czynnościom przy wypełnianiu funkcji religijnych, wskazówek dotyczących ustalenia zakresu spraw mieszczących się w owej autonomii i niezależności, nie znajdziemy w treści konstytucji odpowiednika art. 10 wyżej wspomnianej ustawy dotyczącego świeckiego statusu państwa i neutralności światopoglądowej. Zrezygnowano ze świeckości instytucji publicznych, zbyt szeroko określono treść wolności do ekspresji religijnej (art.53 ust.5) czy też zrezygnowano w art.48 z ograniczenia rodziców w wychowywaniu dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami w tym wypadku religijnymi. Ogólne postanowienie o stwierdzeniu uwzględnienia stopnia dojrzałości jest nieprecyzyjne i w mojej ocenie nie adekwatne do obecnego stanu rozwoju młodzieży, a ponadto zupełnie nie zauważa przepisu art.15 k.c. przyznającego takim małoletnim ograniczoną zdolność do czynności prawnych, a więc również do kształtowania swojej świadomości i światopoglądu zgodnie z art. 47 Konstytucji RP. Wszystkie przytoczone tu przykładowo postanowienia znakomicie utrudniają możliwość dokonywania jakichkolwiek zmian w aktualnym porządku prawnym odnoszącym się do relacji z kościołami i związkami wyznaniowymi.
Osobnym problemem, który można jedynie zasygnalizować na potrzeby niniejszego tekstu jest problem recepcji prawa, czyli mówiąc potocznie jego przyswojenia, wprowadzenia do obowiązującego systemu prawa stanowionego przez państwo norm prawnych pochodzących z innych niż państwowy systemów prawnych. Obserwujemy z niepokojem, że proces ten dotyczy prawa wewnętrznego Kościoła katolickiego. Dokonuje się on w Polsce np. w drodze orzecznictwa Sądu Najwyższego bezpodstawnie rozstrzygającego spory przy zastosowaniu prawa kościelnego np. w zakresie ważności umów zawieranych przez kościelne osoby prawne. Jest to niezgodnie z zasadami prawidłowej recepcji prawa wymagającymi aprobaty władzy ustawodawczej dla uznania za prawo obowiązujące takich unormowań.
Podaje ten przykład nie tylko dlatego by przybliżyć skalę problemów i podejmowanych w ramach Kongresu Świeckości działań dla ich rozwiązania, ale przede wszystkim dlatego, że problemy te mają, a przynajmniej powinny mieć podstawowe znaczenie dla praktyki politycznej. Poza potrzebą szerokiej akcji edukacyjnej społeczeństwa tylko umiejętnie realizowane działania polityków mogą zmienić istniejący stan rzeczy i tylko dlatego, że przestaje funkcjonować przekonanie o wartościowym poparciu społecznym zapewnianym przez Kościół każdej kolejnej ekipie rządowej.
Kościół zerwał pakt o tzw. „przyjaznym rozdziale z państwem” stając się przyjacielem tylko jednej opcji politycznej i ta okoliczność nie powinna pozostać bez znaczenia!
Jako Kongres Świeckości zostaliśmy zaproszeni do udziału w wyborach i mogliśmy przedstawić naszych kandydatów w celu umieszczenia ich na listach wyborczych lewicy. Niestety, zarówno ilość uwzględnionych propozycji osobowych jaki i odległe miejsca na listach wyborczych nie są dla nas satysfakcjonujące, a zgłaszane uwagi programowe w tym przede wszystkim do tematyki jaką mieli poruszać kandydaci wypowiadający się o kwestiach relacji państwa z kościołami i związkami wyznaniowymi nie zostały uwzględnione w zadowalającym nas rozmiarze.
Tymczasem bieg spraw w Polsce wskazuje, że partia rządząca w koalicji z Kościołem w wypadku wygrania wyborów parlamentarnych będzie dążyła do zmiany obowiązującego prawa, a nawet Konstytucji RP. W wypadku uzyskania odpowiedniej większości w Sejmie będzie dążyła do wprowadzenia prawnego zabezpieczenia statusu Kościoła lub nawet do formalnego potwierdzenia prawnego wyznaniowego charakteru państwa. Leży to nie tylko w interesie Kościoła, ale i zabezpiecza interesy partii rządzącej.
Dodatkowo nie można też powiedzieć, aby sprzyjała nam sytuacja międzynarodowa. Kwestie stanowiące dla nas podstawowe znaczenie nie są zasadniczo objęte traktatami europejskimi, o Unii Europejskiej i o funkcjonowaniu Unii , a konflikt polskich władz z władzami UE w wielu kwestiach dotyczących pryncypialnych zasad ustrojowych powodować będzie raczej niechęć instytucji unijnych do rozszerzania sporu na temat przestrzegania zasad świeckości państwa.
W tym stanie rzeczy apelujemy do wszystkich sił politycznych i organizacji społecznych, obywatelskich i ludzi dobrej woli o współdziałanie i wspieranie w dostępnych formach w tym finansowe naszych działań, które będą skoncentrowane na prezentowaniu, popularyzacji i edukacji w sprawach świeckości państwa, którą utraciliśmy faktycznie, a istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że utracić możemy poprzez zmiany w obowiązującym prawie.
Tekst został wygłoszony na Kongresie Świeckości.

Angielski zamiast religii

Koniec kościelnego raju podatkowego nad Wisłą, rozdział państwa od kościoła, likwidacja Funduszu Kościelnego i wycofanie religii ze szkół. To tylko niektóre postulaty przedstawione przez Lewicę na konferencji w Częstochowie.

Lewica przedstawiła swój plan na normalizacje stosunków pomiędzy kościołem, a państwem. Miejsce ogłoszenia postulatów nie zostało wybrane przypadkowo. Częstochowa, miasto ciężko doświadczone przez działalność klasztoru Paulinów to świecka stolica Polski. Mieszkańcy wybrali niedawno polityka SLD na kolejną kadencje prezydencką, a miejscowi radni przymierzają się właśnie do zmuszenia kleru do podzielenia się bogactwem, które każdego roku zostawiają w mieście pielgrzymi.
Głównym mówcą na dzisiejszej konferencji był Robert Biedroń.
– To ważne miejsce dla osób, które są wierzące. To również niestety miejsce, które w Polsce jest symbolem sojuszu tronu i ołtarza; miejsce, które nadal w Polsce wymaga pewnej korekty. Bo w Konstytucji z 1997 r. podpisanej przez lewicowego prezydenta, ale którą wybraliśmy w referendum z jedną z rekordowych frekwencji, zdecydowaliśmy w art. 25. o suwerenności państwa i kościoła – mówił polityk Lewicy.
Biedroń wskazał, że polityka dotychczasowych rządów sprawiła, że zapisy konstytucji wciąż są fikcją. – Dzisiaj nadal lewica musi wychodzić na ulice, ludzie dobrej woli, którzy chcą żyć w suwerennym, świeckim, otwartym i tolerancyjnym państwie, muszą wychodzić na ulice i domagać się świeckiego państwa. Ale tylko ludzie lewicy są w tym wiarygodni, bo lewica od zawsze walczyła o świeckie państwo, bo politycy lewicy nigdy nie klękali przed biskupami – przekonywał szef sztabu komitetu Lewicy.
W jaki sposób potęgę kleru zamierza ukrócić trzecia siła naszej sceny politycznej?
– Po pierwsze wprowadzimy sprawiedliwe podatki. Nie może być tak, że w Częstochowie mechanik prowadzący warsztat samochodowy płaci kilkukrotnie wyższe podatki, niż proboszcz, który płaci podatek ryczałtowy 240 zł. To po prostu niesprawiedliwość, dlatego wprowadzimy kasy fiskalne dla księży – mówił Biedroń.
Polityk zauważył, że likwidacja Funduszu Kościelnego przyniesie budżetowi 156 mln zł, co z nawiązką wystarczyło by np. na doinwestowanie i oddłużenie jednego z częstochowskich szpitali.
Lewica chce również wytrącić z rąk duchowieństwu narzędzie indoktrynacji.
– Kolejną rzeczą, którą musimy zrobić, a odwagi nie miał żaden inny rząd, jest wyprowadzenie lekcji religii ze szkół. Każda religia w Polsce musi być traktowana tak samo, a dzisiaj nie jest – dzisiaj państwo w szkołach publicznych miesza się z ołtarzem. Musimy zlikwidować lekcje religii także dlatego, że kosztują nas, podatników – wierzących i niewierzących, prawie 2 mld zł co roku. Aby było to możliwe, trzeba będzie renegocjować konkordat.
Biedroń w tym zakresie proponuje swoje autorskie rozwiązanie – zamiast religii będą lekcje angielskiego.
– To będą lepiej zainwestowane pieniądze. A kościół, który jest drugą najbogatszą instytucją, po Skarbie Państwa, w Polsce stać, aby nauczał religii za swoje własne pieniądze – ocenił lider Wiosny.
Katolicyzm za rządów lewicy ma być również mniej opresyjny w stosunku do osób nie będących katolikami. Konieczna jest likwidacji klauzul sumienia.
– Na Podkarpaciu nie ma żadnego lekarza, który nie zasłaniałby się klauzulą sumienia, jeśli chodzi o zabiegi przerywania ciąży – mówił Biedroń.
O dokonaniach miejscowej lewicy mówił wiceprzewodniczący tamtejszej rady miasta i kandydat do Sejmu Łukasz Kot. Samorządowiec wyjawił, że dzień wcześniej miejscowi radni SLD (przy wsparciu PO) przegłosowali apel do metropolity częstochowskiego abp Wacława Depo o przekazanie miastu jednej złotówki od każdego odwiedzającego Częstochowę pielgrzyma – na wsparcie pracy służb miejskich, komunalnych itp.
– Przyjęliśmy apel do arcybiskupa Depo, aby pomógł miastu, pomógł nam sprzątać po pielgrzymach, szykować miasto dla pielgrzymów. Prosimy o przekazanie do budżetu miasta symbolicznej złotówki od każdego pielgrzyma. Dzięki temu miasto będzie mogło zapewnić im lepsze warunki pobytu w Częstochowie – wyjaśnił wiceprzewodniczący rady miasta w Częstochowie.

Lewica 3.0 czyli suplement

Zjednoczona, trochę, Lewica ogłosiła nowy program. Czy będą problemy z aktualizacją przez odbiorców oraz przy stosowaniu w życiu okaże się niebawem. Tymczasem pozwolę sobie na pierwszą i ostatnią próbę recenzji, zostawiając parę uwag o tej wersji.

Doceniam skojarzenia skrótu z nowoczesnością choć, internet nie kojarzy się już ze skrótem www  a nawet sam skrót ulega zapomnieniu. Ale ad rem.
Trzy słowa na „W” powinny mieć, biorąc pod uwagę zawartość rozdziałów programu, inną kolejność. „Wspólnota” jest najważniejsza, nie tylko dla tego, że żyjemy we wspólnocie, że człowiek  jest zwierzęciem stadnym. Do życia i przeżycia , człowiek potrzebuje wspólnoty innych ludzi. W tym programie brakuje jednak podstawowego elementu, bez którego zresztą realizacja jego jest mocno wątpliwa. Zmiany systemu podatkowego.
Bez wprowadzenia progresji podatkowej oraz zapewnia państwu stabilnych i wyższych wpływów żaden z programów systemowych nie będzie mógł być zrealizowany.
Jednym, jeśli nie jedynym. pozytywem rządów PiS jest ujawnienie, przynajmniej w sondażach, społecznego przyzwolenia dla progresji podatkowej. Konieczne jest wprowadzenie stawki 10% dla przychodów poniżej minimalnego ustawowego wynagrodzenia oraz podwyższonych stawek dla przychodów powyżej 10 000 i 25 000 miesięcznie. To minimum.
Usługi publiczne, to najważniejszy element „Wspólnoty”. Poziomy dostępności i jakości usług publicznych od dawna wjechały na równię pochyłą.
Po kryzysie edukacyjnym sprokurowanym przez PiS nie będzie prostego powrotu do poprzedniego modelu edukacji. Mimowolnie otrzymamy szansę  przekształcenia edukacji w nowoczesny system przygotowujący do wyzwań przyszłości a nie nadal powielający pruski model nauczania.
Podobnie z systemem opieki zdrowotnej, który wymaga kompleksowej analizy i być może, oprócz zwiększonego finansowania, nowych rozwiązań systemowych.
Program polityki mieszkaniowej musi być uzupełniony o budownictwo komunalne, nie tylko w większych miastach ale również w tych miejscowościach, gdzie potrzeby mieszkaniowe wymagają pilnego zaspokojenia.
Żaden kraj nie sprosta wyzwaniom katastrofy klimatycznej, a tym bardziej pojedyncze gospodarstwo domowe czy jeden człowiek. Konieczne jest wypracowania kompleksowej polityki klimatycznej dla całego kraju, całej Europy a potem dla planety.
Prakseologicznie należy zacząć od sytemu energetycznego a nie od plastikowej słomki. Wiem, że słomkę łatwiej zobaczyć ale słomki nie uratują świata. Świat i Polskę możemy spróbować uratować budując elektrownie jądrowe, jedyny dostępny sposób na nie zwiększanie a docelowo na zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych.
Pomóc może również rozwój biotechnologii i wykorzystanie wszystkich możliwości jakie udało nam się dzięki badaniom naukowym osiągnąć.
I last but not least „Wolność”. Trochę nieszczęśliwe jest nazwanie rozdziału Prawa Kobiet, jak rozumiem to w opozycji do obowiązuję narracji, że kobietom wolno mniej a w zasadzie niewiele więcej niż poruszanie się pomiędzy trzema „K”. Może poza tymi, wybranymi przez prezesa, im wolno więcej a po za tym im się przecież należy. Zresztą mam wrażenie, że prezes ma już dosyć zadawania się z kobietami, bo prawie wszystkie jego ostatnie nominacje, po za Panią Witek, to prawdziwi faceci…
Prawa kobiet, są prawami człowieka. Tych praw, zapisanych przecież w naszej Konstytucji, dawno się nie respektuje. Być może najważniejszym projektem Lewicy w nowym Sejmie będzie przedstawienie projektu nowej Konstytucji, pozbawionego najgorzej funkcjonujących elementów takich jak Senat, czy Prezydent, z bardziej proporcjonalnie wybieranym Sejmem, o zwiększonych kompetencjach.
A wcześniej należy wypowiedzieć konkordat.

O świeckie państwo

KONGRES ŚWIECKOŚCI o genezie powstania i źródłach projektu ustawy o jawności przychodów kościołów i związków wyznaniowych oraz o likwidacji ich przywilejów finansowych.

Żyjemy w głęboko podzielonym społeczeństwie, które sposób widzenia rzeczywistości wywodzi z historycznie przeciwstawnych koncepcji ideowych. Religijna wizja świata, przywiązanie do ustalonej hierarchii społecznej i tradycyjnie ukształtowanych ról społecznych zderza się ze światopoglądem racjonalistycznym, naukowym i humanistycznym wykluczającym kształtowanie stosunków społecznych i zasad funkcjonowania państwa na podstawie reguł i rytuałów wyznania katolickiego. Różni nas wiele spraw takich jak np.: rozumienie niepodległości i definiowanie ojczyzny i narodu, postrzeganie suwerenności naszego kraju i jego pozycji w Europie i na świecie, brak akceptacji dla roszczeń Kościoła do kształtowania wyobraźni, moralności i edukacji społeczeństwa jak i cały konfesyjnie zdefiniowany system wartości narzucany wbrew różnicom światopoglądowym Polaków. Wobec tych i wielu innych różnic jesteśmy przekonani, że tylko państwo świeckie, które przestrzega zasady nie zaangażowania stwarza możliwość bezkonfliktowego współistnienia ludzi reprezentujących różne, często sprzeczne poglądy, postawy, opcje polityczne i przekonania, a także style i sposoby życia. W dążeniu do demokratycznego, świeckiego państwa prawnego podjęliśmy trud stopniowego wprowadzania rozwiązań prawnych, które w efekcie poprzez osiągnięcie jawności finansów kościołów i związków wyznaniowych, pozbawienie ich przywilejów nie związanych z działalnością w sferze kultu religijnego, mają przywrócić zaburzoną równowagę pomiędzy konstytucyjnie zagwarantowaną sferą autonomii i niezależności państwa. kościołów i związków wyznaniowych – każdego w swoim zakresie.
Decydując się na podjecie próby zorganizowania obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej przeprowadziliśmy wiele dyskusji, spotkań z różnymi środowiskami, konsultacji z prawnikami i legislatorami, przeanalizowaliśmy orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego dotyczące relacji kościołów i związków wyznaniowych z państwem i w pełni świadomi trudności i problemów jakie stwarza poruszana problematyka postanowiliśmy zaryzykować i wystąpić z projektem.
Proponowany projekt ustawy został osadzony w konstytucyjnym uregulowaniu stosunków pomiędzy państwem, a kościołami i związkami wyznaniowymi na zasadzie ich wzajemnej autonomii i niezależności każdego w swoim zakresie (Art.25 ust 3 Konstytucji RP). Rozgraniczając sferę religijną od sfery podlegającej wyłącznej kompetencji władzy państwowej prawo przyznaje państwu zdolność do kształtowania powinności wszystkich podmiotów funkcjonujących na jego terytorium.
Powinności te mogą dotyczyć zarówno obowiązków informacyjnych jak i regulować zakres udzielanych korzyści, ulg, zwolnień i innych przywilejów. Nie może jednak odbywać się to w sposób dowolny, lecz zgodnie z zasadami jawności, równości podmiotów wobec prawa czy bezstronności władz publicznych w sprawach światopoglądowych (wyznaniowych).
W tym stanie rzeczy projektowana ustawa ingeruje głównie w taki zakres przywilejów, który nie jest związany z z ich statutową tj. kultową działalnością, a raczej dotyczy coraz częściej podejmowanej przez tzw. kościelne osoby prawne działalności zarobkowej, gospodarczej, inwestycyjnej.
Działalność taka obudowana przywilejami w zakresie chociażby nabywania nieruchomości prowadzi do naruszenia równości w działalności deweloperskiej, sprzyja tworzeniu biznesowych układów przedstawicieli kościołów z przedsiębiorcami i politykami – sitw operujących skrycie w niejawnej sferze finansów kościoła. Najlepszym przykładem jest ujawniona we wtorek przez prasę rozmowa lidera partii rządzącej dotycząca interesów budowlanych znanego zakonnika z Torunia.
Nie ma akceptacji dla kościelnej deweloperki korzystającej z ulg i zwolnień !
Wszyscy muszą mieć równe warunki prowadzenia inwestycji. Proponowana przez nas ustawa nakładając obowiązek informacyjny o łącznych osiąganych przychodach przez kościoły, związki wyznaniowe i kościelne osoby prawne oraz nakaz ujawniania przez inne podmioty jak np. instytucje państwowe, spółki Skarbu Państwa, przedsiębiorstwa państwowe uczynionych na rzecz kościelnych osób prawnych przysporzeń majątkowych w formie m. in. darowizn, transakcji nie ekwiwalentnych, ulg i upustów w cenach sprzedaży ma na celu rzeczywiste osiągnięcie wyższego stopnia transparentności życia publicznego, który w efekcie przyczyni się do zmniejszenia ryzyka powstawania patologicznych, oligarchicznych powiązań świata biznesu, polityki i kościoła.
W przeciwieństwie do złożonego w sejmie RP rządowego projektu ustawy o jawności życia publicznego, który niedopuszczalnie ingeruje w prawo do prywatności obywateli i ich autonomię informacyjną poprzez nakaz wyjawiania całego majątku także osobom nie pełniącym żadnej funkcji publicznych co ma mieć związek z transparentnością sfery publicznej, nasz projekt likwiduje niejawność przychodów całej olbrzymiej instytucjonalnej sfery działalności kościołów i związków wyznaniowych. Działalność tych instytucji, a w szczególności poza religijna nie może być pozostawiona ich dyskrecjonalnemu uznaniu i owiana mgłą tajemnicy.

Komentarz:

Inicjatywa zgłoszona przez nasz Komitet wypełnia lukę prawną, jaką obdarzyli nas inicjatorzy i twórcy konkordatu z 1993r, przygotowując nierównoprawną umowę międzynarodową w zakresie praw i obowiązków, przyjętych przez strony. Najważniejsze było jednak to, że konkordat nie zakreślił nawet ogólnych zasad ponoszenia między stronami kosztów „wynegocjowanych” ustaleń. Sprawy ekonomiczne odesłano do przyszłych prac komisji rządowo-kościelnej, przy czym nie wskazano nawet terminu, w jakim komisja ta powinna podjąć prace nad skutkami ekonomicznymi konkordatu. W rezultacie, przez 26 lat od podpisania konkordatu koszty funkcjonowania Kościoła rzymskokatolickiego – obliczane na miliardy złotych rocznie – ponosi państwo polskie, sięgając do kieszeni (podatki) zróżnicowanego światopoglądowo społeczeństwa (również niewierzący). Krytyka tego stanu rzeczy i skromne próby wprowadzenia zmian do tej praktyki spotykały się z ostrą reakcją kleru, który natychmiast odwoływał się do takich haseł, jak „atak na Kościół”, „wojna z Kościołem itp. Biskupi sięgali po „militarne” instrumentarium, mimo że Kościół stał się jednym z najważniejszych beneficjentów zmian ustrojowych w sferze ekonomicznej i dzięki decyzjom państwowym dziś dysponuje majątkiem, którego wielkość w pełni uzasadniałaby ponoszenia przez Kościół ciężarów własnej działalności na gruncie religijnym. Uważam, że musimy zakończyć to niespotykane dziś żerowanie na państwie, ponieważ jest ono niezgodne z literą i aksjologią Konstytucji Rzeczypospolitej z 2 kwietnia 1997 r.

Prof. Danuta Waniek – Prezeska Zarządu Towarzystwa Kultury Świeckiej im. T. Kotarbińskiego

 

Nowy mit założycielski

Po co mamy renegocjować konkordat, skoro jest on nieprawomocny. Poddanie Polski wpływom obcego państwa Watykan i płacenie dziesiątków miliardów na utrzymanie jego funkcjonariuszy bez referendum i wymaganej konstytucyjnej większości głosów w Sejmie przekreśla zgodność tej umowy z wolą społeczeństwa. Kiedy politycy wrócą do tego tematu? Kto ma rozpocząć
rozmowy w tej sprawie? Brak opodatkowania kościoła katolickiego to strata miliardów w budżecie państwa.

Frédéric Mercel w swojej nowej książce „W szafie Watykanu” informuje, że z wywiadów, które przeprowadził wynika, iż 80 proc. kleru pracującego w Watykanie to aktywni homoseksualiści. To znaczy, że są w związkach lub korzystają z męskich prostytutek. Dlaczego w takim razie Watykan robi tyle krzyku na temat tego, że homoseksualizm i związki homoseksualne są przeciwne naturze? Dlaczego katolicy udają, że tego nie widzą? Przecież to widać!

Ano dlatego, że pierwszą nauką jaką wynoszą z kościoła jest hipokryzja.

Kiedy Polacy przestaną szukać autorytetów pośród bankrutów moralnych?

Od półtora roku nie ma dnia, żeby media nie mówiły o aferach pedofilsko-złodziejskich dotyczących kk. Jego chciwość i cynizm znów stały się przysłowiowe. Pan Kosiniak-Kamysz zdaje się nie być zainteresowany przekrętami watykańskiej sekty, gdyż uważa, że stała się ona ofiarą manipulacji polityków. Historia pokazuje, że kk nie da się zmanipulować, ponieważ on tę sztukę opanował równie dobrze jak sztukę wypierania faktów i wybielania się.

Człowiek jest wzrokowcem, a przepych kościołów skłania go do milczącego podziwu na klęczkach, zamiast pytania, ilu ludzi okradziono by je zbudować? Ilu ludzi zostało pozbawionych domostw, kultury, własnej wiary i życia, żeby budynki zwane świątyniami mogły być dowodem na wyższość katolickiego boga nad bogami innych religii. Takiej agresywnej i głupiej bajki dzieci są uczone na lekcjach religii. Lekcje religii od przedszkola są potrzebne po to, żeby auta ze zdjęciami płodów uszkodzonych na skutek aborcji mogły bezkarnie przecinać miasta bez protestu mieszkańców. I żeby chciwi księża, często homoseksualiści i pedofile mogli mówić Polakom o wartościach rodzinnych i ochronie życia.

Po ostatniej „wpadce” w Rwandzie, hierarchowie mówili do księży: „udawajcie, że niczego nie wiecie”. Żeby takie „udawajcie” zaakceptowała opinia publiczna, a społeczeństwo stało się obojętne na sprawę ludobójstwa, muszą mieć miejsce jakieś niezwykłe okoliczności. Najważniejszą jest powoływanie się na boga. Potem pojawiają się magiczne rytuały penetrujące podświadomość i podprogowe wciskanie strachu, poczucia grzechu i bezsilności w wobec struktury pretendującej do związku z bogiem.

Każda religia ma te same słabości i ten sam mechanizm wyparcia. Dlatego do nas należy przejrzenie na wylot tych, których bóg jest lepszy i potężniejszy od innych bogów. To zaprzecza idei, którą głosi każda religia. Idei jedności boga i człowieka. Każda religia wyklucza inne i dzieli ludzi na wierzących i niewierzących. Zatem każda religia zadaje kłam tej podstawowej zasadzie. Tak jak katolicka kłamie na temat katedr, które stały się miejscem dla ich biskupów, a przecież były budowane by czcić boginię, czyli matkę-rodzicielkę wszechświata i jego wielowymiarowej głębi, wciąż niepoznanych przez nas.

Kryzys, który narasta w Polsce i na świecie jest kryzysem egzystencjalnym z bardzo silnym kompleksem utraty tożsamości. To znaczy, że mniej czy bardziej świadomie poszukujemy nowych wartości, nowej tożsamości, która by bardziej łączyła niż dzieliła. Potrzebujemy nowego Mitu Założycielskiego, który odpowie na naszą potrzebę budowania nowej cywilizacji, nowej Ziemi.

To nie są słowa na wyrost. Stary porządek musi odejść, gdyż przyniósł całkowite bankructwo mitu patriarchalnego wywodzącego się z patriarchalnej religii. Religie muszą odejść, gdyż ludzkość potrzebuje intymnego związku z boskością. Bez dogmatów i zbrodni w imię boga, lukrowanych ewangelizacją. Dosyć, basta! Człowiek jest zagadką i tajemnicą sam dla siebie i jego potrzeba poznania choćby części tej tajemnicy, jest potężna i stanowi o postępie.

Świat jeszcze długo nie stanie się ateistyczny, ale musi uwolnić się od religii, bo one nas dzielą i budują mur stojący na drodze do poznania. Ludzie chodzący do kościoła muszą zrozumieć, że za każdym razem gdy do niego wchodzą, oddają mu swoją siłę energię wiarę i nadzieję. Podczas gdy to „spotkanie” na które liczą, tak ważne dla wielu, może mieć miejsce tylko we własnym wnętrzu. Do tego kościół jest niepotrzebny, gdyż dużo więcej zabiera niż daje. Nie zapominajmy o tym, że jest to toksyczny związek, w którym wciąż tkwi większość ludzkiej populacji.

Mit założycielski Polaka nie jest mitem katolickim. Polak jest najpierw człowiekiem. W nowym micie widzę: Jestem człowiekiem, jestem świadomy, mam wolny wybór. Moim niezbywalnym prawem jest prawo do poszukiwania prawdy o sobie i świecie. Świadomość daje mi narzędzia do tego, by być twórczym. Jako twórca korzystam z natchnienia. To jest mój kontakt z tajemnicą.

Państwo wspiera kreatywność i inicjatywę. Pomaga słabszym lecz tępi lenistwo. Dopóki dzisiejszy system istnieje, prawo musi stać po stronie słabszego, w walce z korporacjami i nieludzkim traktowaniem, jak również wykorzystywaniem ludzkiej naiwności przez cwaniaków od sprzedaży czegokolwiek i wszystkiego. Jeżeli człowiek nie ma z kim dzielić swoich radości i smutków, pozostaje mu niechęć do życia lub religia. Jednak nic nie zastąpi człowiekowi bliskości drugiego człowieka.

Powinniśmy o tym pamiętać w naszym Micie Założycielskim, gdyż uwikłani w politykę i religię, prawa i definicje, zapominamy o rzeczach, bez których życie staje się cierpieniem ponad miarę. Tak przemożnym, że można zabić, bo nie znajduje się żadnego sensu, by cierpliwe dawać świadectwo piękna człowieka i świata.

Kościół stracił autorytet moralny Wywiad

Z prof. dr hab. DANUTĄ WANIEK, prezesem Rady Krajowej Towarzystwa Kultury Świeckiej rozmawia Krzysztof Lubczyński

 

Pani Profesor, gratuluję wyboru na stanowisko prezesa TKŚ. Od razu jednak zacznę dziennikarskie drążenie i zapytam, czy tak zacne organizacje, skupiające osoby uczone, światłe i zatroskane o utrzymanie i krzewienie świeckiego, laickiego nurtu kultury polskiej, tak zdominowanej przez katolicyzm nie są jednak nazbyt wsobne i bardzo słabo obecne w życiu publicznym. Czasem odnoszę wrażenie, że charakteryzuje je pewna wsobność, elitaryzm, słaba dynamika i że dla podtrzymania ognia polskiego laicyzmu, choćby w duchu ostro antyklerykalnym, więcej uczyniły pisma typu „Nie”, „Fakty i Mity” czy choćby „Trybuna”, a także happeningi Janusza Palikota. Co Pani o tym sądzi?

Przyjęłam ten wybór z satysfakcją z oczywistej przyczyny, ponieważ od „niepamiętnych czasów” związana byłam duchowo i organizacyjnie ze środowiskiem laickiej postępowej inteligencji, któremu zależało, aby po przemianach z 1989 r. nowa Rzeczpospolita była budowana m.in. na gruncie zasady świeckiego demokratycznego państwa prawa. Nie ma co ukrywać, że świeckie państwo prawne w praktyce było od początku III RP spychane na obrzeża modelu ustrojowego państwa, a tym samym z pola uwagi i akceptacji społecznej. Już pierwsze miesiące nowej rzeczywistości politycznej sygnalizowały, że w Polsce z wypracowaniem nowoczesnego wzorca stosunków państwo-kościół łatwo nie będzie. Jak pamiętamy, kler do walki „o swoje” ruszył od razu po wyborach z czerwca 1989 r., chociaż nie zgłaszał specjalnych postulatów ideologicznych w czasie negocjacji przy „okrągłym stole”. W 1989 r. wydawało się , że nową podstawą prawną stosunków państwo-kościół będą dwie ustawy z 17 maja 1989 r. – ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania oraz ustawa o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej. Dziś – nie wiedzieć czemu – bardzo często są one określane mianem „historyczne”. Wnioskuję z tego, że praktyka polityczna, narzucana przez Kościół i prawicę zdezaktualizowała większość ich postanowień. A przecież w tej pierwszej znajdujemy takie przepisy jak te, które mówią, że:
Obywatele wierzący wszystkich wyznań oraz niewierzący mają równe prawa w życiu państwowym, politycznym, gospodarczym, społecznym i kulturalnym; Nikt nie może być dyskryminowany bądź uprzywilejowany z powodu religii lub przekonań w sprawach religii , albo: Rzeczpospolita jest państwem świeckim, neutralnym w sprawach religii i przekonań; Państwo i państwowe jednostki organizacyjne nie dotują i nie subwencjonują kościołów i innych związków wyznaniowych.
Przepisy te formalnie nigdy nie zostały uchylone, jednakże praktyka polityczna anihilowała ich skuteczność prawną. Działo się tak, ponieważ w latach 90. pontyfikat Jana Pawła II systematycznie narzucał Polsce i społeczeństwu inną wizję rozwoju naszej państwowości, mam tu na myśli koncepcję „katolickiego państwa narodu polskiego”. Wpływom papieskim ulegali nie tylko politycy (również lewicowi), ale nawet Trybunał Konstytucyjny, który w sprawach światopoglądowych wydawał zawsze wyroki, wychodzące naprzeciw oczekiwaniom kościoła hierarchicznego, a przecież jego orzeczenia do 2015 r. –zgodnie z Konstytucją – traktowane były zawsze jako ostateczne. Znamy nawet takiego prezesa TK, który w trakcie pełnienia tej godności otrzymał w 2015 r. za zasługi papieski krzyż Pro Ecclesia et Pontifice (Dla Kościoła i papieża), co nieżyjący już konstytucjonalista Wiktor Osiatyński uznał za najbardziej rażące i niebezpieczne złamaniem zasady bezstronności w stosunkach państwo-Kościół. Dziś ten były prezes witany jest na zgromadzeniach publicznych wręcz entuzjastycznie, bo na koniec jego kadencji przyszło mu akurat bronić pozycji ustrojowej TK, a ja w takich momentach myślę – sam na to pracowałeś Grzegorzu Dyndało…. Pamiętamy przecież, że atak PiS na Trybunał Konstytucyjny odbywał się przy całkowitym milczeniu kościoła hierarchicznego. Już w 1989 r. po stronie kościoła natychmiast pojawiły się żądania wprowadzenie religii do szkół i zakazu aborcji oraz liczne, zaskakujące roszczenia materialne. W reakcji na realne zagrożenie postępującym odstępstwem od zasady państwa świeckiego, jak grzyby po deszczu powstawały po „stronie laickiej” nowe organizacje, wydawnictwa i stowarzyszenia, które ostro sprzeciwiały się coraz głębszemu wnikaniu kleru w kwestie prawa stanowionego, obyczajowości i bieżącej polityki (dokonywanemu w imię ochrony społecznej moralności). Mam tu na myśli takie struktury, jak Pro Femina, Polskie Stowarzyszenie Feministyczne, Stowarzyszenie Neutrum, Demokratyczna Unia Kobiet, środowisko skupione wokół pisma Bez Dogmatu, Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów, Polskie Stowarzyszenie Wolnomyślicieli im. Kazimierza Łyszczyńskiego i wiele innych, również lokalnych inicjatyw, których nie sposób tu w całości wymienić. W nowych uwarunkowaniach politycznych nie mogły one jednakże liczyć na patronat państwa, co ograniczało ich aktywność chociażby z powodów finansowych.

 

Skorzystajmy z okazji, by przybliżyć, w największym skrócie, ideowe i organizacyjne tradycje polskiej świeckości i laicyzmu. Gdzie upatruje Pani ich korzenie, i te najdawniejsze, i te z bliższej nam przeszłości? I które z tych korzeni, tradycji są Pani najbliższe?

Korzenie europejskiego, w tym polskiego ruchu laickiego tkwią w ideowym przesłaniu wieku rozumu, czyli Oświecenia, którego główną cechą była sekularyzacja (zeświecczenia) państw europejskich, w dużym skrócie polegające na odcięciu sprawowania władzy w państwie od religii. (racjonalizacja zarządzania) . Źródłem tych zmian była Wielka Rewolucja Francuska z 1789 r., na której nurcie filozoficzno-kulturalnym wyrosły prawa człowieka. Oświecenie dla mnie to niezwykle ciekawa epoka, która na gruncie europejskim i amerykańskim dała początek wielkiej modernizacji życia społecznego, zadecydowała o politycznym wyniesieniu mieszczaństwa, zaproponowała trójpodział władz i w efekcie konstytucjonalizm. W Polsce nie zdążyliśmy na tym polu dokonać zbyt wiele, największymi osiągnięciami polskiego Oświecenia była Komisja Edukacji Narodowej oraz Konstytucja 3 Maja. Ten państwowotwórczy proces przerwały zabory. Polska nie przeszła więc przez tę epokę ( a trwała ona ponad sto lat) jako państwo suwerenne. Uważam, że płacimy za to do dziś, ponieważ w Polsce kościół hierarchiczny zachowuje się dziś tak, jakby Oświecenia w naszej historii nie było i co widać gołym okiem – powiela feudalny model funkcjonowania.
Uważamy się nie tylko za spadkobierców ideologii polskiego Oświecenia, ale i polskiego ruchu laickiego, który wśród inteligencji polskiej pojawił się w zaborze rosyjskim jako pokłosie rewolucji z 1905r. Mam tu na myśli Stowarzyszenie Wolnomyślicieli Polskich, powstałe w Warszawie w 1907 r. z udziałem Aleksandra Świętochowskiego i Ludwika Krzywickiego, które car w dwa lata później pospiesznie zlikwidował. W II Rzeczypospolitej wolnomyślicielom polskim (m.in. Tadeuszowi Boy – Żeleńskiemu, Romualdowi Minkiewiczowi, Tadeuszowi Kotarbińskiemu) wiodło się równie kiepsko, jak za cara. W 1920 r. reaktywowano zakazane przez cara Stowarzyszenie Wolnomyślicieli Polskich, ale w warunkach dominacji religii rzymskokatolickiej i niskiego poziomu wykształcenia ludności trudno było się przebić do przestrzeni publicznej z takimi hasłami programowymi, jak oddzielenie kościoła od państwa, świecka szkoła, świeckie prawo cywilne (śluby i rozwody), świeckie pogrzeby, walkę z katolickim klerykalizmem, wolność sumienia i wyznania, tolerancja religijna, wolność od przesądów. Pod naciskiem kręgów kościelnych w 1938 r. władze administracyjne rozwiązały Stowarzyszenie Wolnomyślicieli Polskich. Po II wojnie światowej stalinizm również nie akceptował ruchów wolnomyślicielskich w jakiejkolwiek postaci. Nurt ten zaczął się odradzać dopiero po październiku 56. Na gruncie wytyczonym przez koncepcję polskiej drogi do socjalizmu powstały w 1957 r. dwie organizacje społeczne: Towarzystwo Szkoły Świeckiej oraz Stowarzyszenie Ateistów i Wolnomyślicieli. Ich głównym zadaniem było aktywne upowszechnianie w społeczeństwie polskim kultury laickiej i etyki świeckiej. Obie organizacje połączyły swe starania, tworząc w 1969 r. Towarzystwo Krzewienia Kultury Świeckiej. U progu lat 90. organizacja ta sformułowała na nowo swoją nazwę i cele programowe. Jednakże u źródeł dzisiejszego Towarzystwa Kultury Świeckiej im. Tadeusza Kotarbińskiego leży dorobek wszystkich naszych poprzedników. W warunkach zmian ustrojowych za wartości nadrzędne deklarujemy zasadę neutralności światopoglądowej państwa – świeckiego, prawnego i demokratycznego, sprzeciw wobec wszelkich przejawów dyskryminacji, wobec postaw rasizmu, ksenofobii i różnych form fanatyzmu, potrzebę krzewienia idei tolerancji, równości wobec prawa, wolności sumienia i wyznania oraz etyki niezależnej od wpływów i przemocy religijnej.

 

Na polskiej kulturze, mentalności, nawykach, na polityce i życiu społecznym od stuleci ciąży katolicyzm. Dla jednych zbitka „Polak-katolik” i sformułowania typu „Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem…”, to powód do dumy, dla innych to przekleństwo, utrudniające modernizację Polski. Kościół katolicki nadal wywiera silny wpływ na życie społeczne i polityczne w Polsce w stopniu nieznanym już w Europie. Czy sądzi Pani, że procesy laicyzacyjne jednak postępują w stopniu zadowalającym przeciwników katolickiego modelu Polski? Jak ocenia Pani poziom i tempo tych procesów?

Opór różnych środowisk antyklerykalnych , który po 89. nigdy nie przybrał wymiaru masowego, na niewiele się zdał, ponieważ naprzeciw nich stał wzajemnie uwarunkowany polityczny interes silnych. Dziś mamy nowe doświadczenia na linii państwo-Kościół, które każą się zastanowić nad rewizją podstaw prawnych funkcjonowania Kościoła rzymskokatolickiego, łącznie z wypowiedzeniem konkordatu. Kościół stracił swój autorytet moralny na skutek materialnej zachłanności (patrz historia działania Komisji Majątkowej), wspierania narodowo-radykalnej prawicy, licznych przypadków pedofilii, pijaństwa, nadużyć na tle seksualnym wśród księży, głuchego milczenia kościoła w kwestii porażającej liczby dzieciobójstw, jako skutku niechcianych ciąż. Polska wyróżnia się w Europie ilością martwych noworodków, znajdowanych w śmieciach, w stawach, w krzakach i umierających niemowląt w szpitalach, przywiezionych po skatowaniu ich przez „opiekunów”.
Nawet środowisko „Gazety Wyborczej”, które latami budowało swą pozycję na wspieraniu uprzywilejowywania kościoła pod względem faktycznym i prawnym, dziś rewiduje swoje wcześniejsze stanowisko. Na łamach tej gazety znajdujemy wypowiedzi o toksycznym romansie kościoła z państwem oraz przyczynieniu się polskich biskupów do erozji podstawowych składników demokratycznego społeczeństwa. Święta racja, tylko dlaczego tak późno…?

 

W maju 1989 roku, w 300 rocznicę męczeńskiej śmierci polskiego ateisty Kazimierza Łyszczyńskiego pojawił się na chwilę i zgasł pomysł uczczenia jego pamięci pomnikiem lub przynajmniej skromną tablicą. Czy nie warto powrócić do tego pomysłu w obliczu przyszłorocznej 330 rocznicy jego śmierci z ręki kata na Rynku Starego Miasta w Warszawie?

Mam świadomość, że to postać z odległej historii, ale prawica ideologiczna nie waha się stawiać pomników swoim jeszcze starszym „świętym” i to ona, a nie laicka lewica, wygrywa w Polsce walkę o pamięć historyczną…
Stąd każdy rodzaj aktywności, nawet ten najbardziej niszowy, jest w tej sytuacji niezwykle cenny.

 

Wróćmy do TKŚ, którego prezesurę Pani objęła. Co chciałaby Pani zachować a co zmienić w jego działalności. Z kim zamierza Pani współpracować, w jakim kierunku podążać, jakie formy aktywności Pani preferuje?

Oczywiście, musimy zastanowić się, jak znaleźć nowe ścieżki dotarcia do sympatyków i zwolenników walki o świeckie państwo prawne i pluralizm, a przeciwstawiać się religijnemu fundamentalizmowi i zagrożeniu państwem wyznaniowym. Przyzna Pan, że przy niezwykle skromnych środkach, jakimi w obecnych okolicznościach dysponujemy możliwości są ograniczone, ale we współpracy z innymi organizacjami o podobnym profilu programowym na pewno uda nam się stworzyć koalicję świeckości. Zaangażowania nam nie brakuje.

 

Dziękuję za rozmowę.