Reforma siatkarskiej Ligi Narodów

Światowa Federacja Siatkówki na swojej stronie internetowej poinformowała o planowanej reformie rozgrywek Ligi Narodów. Według zaproponowanych regulacji, drużyny będą rywalizowały w 8-zespołowych grupach.

W nowym formacie Ligi Narodów do rywalizacji przystąpi szesnaście drużyn męskich i żeńskich. Zespoły zostaną podzielone na dwie grupy ośmiozespołowe. Awans do kolejnej rundy wywalczą po cztery najlepsze ekipy. Rywalizacja toczyć się będzie w dwunastu miastach na całym świecie. Co ważne, nowy format rozgrywek pozwoli uczestnikom zmagań występować w weekendy przy jednoczesnym ograniczeniu męczących podróży. Dłuższe przerwy od gier pozwolą na intensywniejsze i bardziej rozłożone w czasie działania promocyjne oraz marketingowe. Ma to pomóc w przyciągnięciu większej liczby widzów. Zgodnie z nowymi zasadami każda z reprezentacji rozegra 12 meczów w ciągu trzech tygodni, w systemie każdy z każdym. W tym czasie dwie grupy, po osiem drużyn męskich i żeńskich, będą rywalizować w czterech meczach, rozgrywanych w ciągu sześciu dni (wtorek – niedziela). Nowy format rozgrywek oznacza, że każda z ekip zagra co drugi tydzień. Łącznie w systemie każdy z każdym zostanie rozegranych 96 spotkań.
W finałach Ligi Narodów zagra po osiem najlepszych reprezentacji żeńskich i męskich. W kolejnym etapie rywalizacji obowiązywał będzie system pucharowy: cztery mecze ćwierćfinałowe, dwa półfinałowe oraz spotkania o brązowy i złoty medal. W Lidze Narodów 2022 wystąpią obie nasze siatkarskie reprezentacje, kobieca i męska.
Terminarz rywalizacji w Lidze Narodów siatkarzy i siatkarek w 2022 roku wygląda następująco. Tydzień I: od 30 maja do 5 czerwca (grupa 1 i 2 – kobiety); tydzień I: 6-12 czerwca (grupa 1 i 2 – mężczyźni); tydzień II: 13-19 czerwca (grupa 1 i 2 – kobiety); tydzień II: 20-26 czerwca (grupa 1 i 2 – mężczyźni); tydzień III: 27 czerwca-3 lipca (grupa 1 i 2 – kobiety); tydzień III: 4-10 lipca (grupa 1 i 2 – mężczyźni). Finały: 11-17 lipca (kobiety); 18-24 lipca (mężczyźni).

Polskie siatkarki tylko tłem w Lidze Narodów

Polskie siatkarki po trzech kolejnych porażkach z rzędu w Lidze Narodów w końcu przerwały fatalną serię i wygrały mecz, pokonując 3:0 (25:23, 25:15, 25:20) drużynę Tajlandii. Ale kończącym czwartą serię gier poniedziałkowym spotkaniu z Niemkami biało-czerwone znów doznały porażki, ulegając drużynie Niemiec 0:3 (23:25, 20:25, 23:25).

W rozgrywanym w Rimini turnieju Ligi Narodów nasze siatkarki grają poniżej oczekiwań. Podopieczne trenera Jacka Nawrockiego z dwunastu rozegranych dotychczas spotkań wygrały tylko cztery – z Włochami 3:2, Koreą Południową 3:0, Kanadą 3:2 i najsłabszą w stawce Tajlandią 3:0, przegrały natomiast z Serbią 1:3, Turcją 1:3, Belgią 2:3, Dominikaną 1:3, Japonią 2:3, Holandią 2:3, Brazylią 0:3 i Niemcami 0:3.
Siatkarki Stanów Zjednoczonych po wygranej nad Turcją 3:2 na trzy mecze przed końcem rundy zasadniczej zapewniły sobie awans do Final Four Ligi Narodów, który rozegrany zostanie w dniach 24-25 czerwca. Ekipa USA szykuje się do turnieju olimpijskiego i jej trener, Karch Kiraly, wybrał start w Lidze Narodów jako sposób przygotowań do występu w Tokio, więc zabrał do Włoch najlepsze zawodniczki. Amerykanki grają więc w Rimini znakomicie i na razie są poza zasięgiem innych zespołów – w 12 spotkaniach straciły zaledwie trzy sety.
O sile zespołu Amerykanek w ostatniej serii gier fazy zasadniczej turnieju przekona się reprezentacja Polski, która po 12 rozegranych spotkaniach zajmuje w tabeli dopiero 11. miejsce z dorobkiem 13 punktów. Za plecami biało-czerwonych są zespoły Niemiec (12 pkt), Kanady (11 pkt), Korei Południowej (9 pkt), Włoch (9 pkt) i Tajlandii (3 pkt). Prowadzą wspomniane wcześniej Amerykanki z kompletem 36 punktów na koncie, druga jest Brazylia (31 pkt), a trzecia Japonia (25 pkt). Kolejne lokaty zajmują: Turcja (24 pkt), Rosja (23 pkt), Dominikana (23 pkt), Chiny (21 pkt), Belgia (11 pkt) i Serbia (14).
W tym roku żaden z zespołów występujący w LN nie zostanie zdegradowany, bowiem z powodu pandemii COVID-19 nie rozegrano turniejów kwalifikacyjnych. Międzynarodowa Federacja Siatkówki (FIVB) postanowiła, że cała stawka uczestników przystąpi do rozgrywek w kolejnej edycji.

Ronald Koeman rzucił kadrę Holandii dla Barcelony

Krótko trwało bezkrólewie w ekipie „Dumy Katalonii” po dymisji trenera Quique Setiena. Już w poniedziałek pojawiły się pogłoski, że jego następcą zostanie były piłkarz Barcelony Ronald Koeman (był zawodnikiem tego klubu w latach 1989-1995), a w środę władze katalońskiego klubu oficjalnie podały, że zawarły z 57-letnim holenderskim szkoleniowcem kontrakt do 30 czerwca 2022 roku.

To z pewnością dobra wiadomość dla selekcjonera reprezentacji Polski Jerzego Brzęczka, bo Ronald Koeman dla pracy z zespołem FC Barcelona porzucił z dnia na dzień posadę trenera reprezentacji Holandii, z którą biało-czerwoni już 4 września zmierzą się w pierwszym meczu Ligi Narodów. Ponoć szefowie Barcelony tak bardzo chcieli powierzyć zespół Koemanowi, że zdecydowali się na wykupienie jego kontraktu z holenderską federacją, za co wedle niektórych hiszpański mediów zapłacili około pięciu milionów euro. Ale z kolei dziennik „Mundo Deportivo” podał, że kontrakt Koemana z federacją Holandii zawierał klauzulę wcześniejszego rozwiązania umowy, jeśli dostanie on ofertę… poprowadzenia zespołu Barcelony. Jak było naprawdę, pewnie nigdy się nie dowiemy.
Gwoli przypomnienia – Koeman przejął drużynę w stanie głębokiego kryzysu wywołanego przez klęskę 2:8 w ćwierćfinałowym meczu Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium. Poza tym Barcelona w tym sezonie przegrała z Realem Madryt walkę o mistrzostwo Primera Division i odpadła też z Pucharu Króla. Za brak sukcesów utratą posady zapłacił nie tylko trener Setien, ale także dyrektor sportowy Eric Abidal, którego zastąpił Roman Planes. To wszystko zapowiada kadrową rewolucję w zespole Barcelony, ale jakie przyniesie ona skutki, na razie niesposób przewidzieć. W ostatniej dekadzie działacze katalońskiego klubu wydali na transfery nowych zawodników prawie miliard euro, ale siła Barcelony nadal zależy wyłącznie od aktualnej dyspozycji Leo Messiego. Nowy trener ma to zmienić, ale czy potrafi?
Koeman był piłkarzem Barcelony w latach 1989-1995. Zanim trafił do Barcelony, z powodzeniem występował w holenderskiej lidze w zespołach Groningen, Ajaksu Amsterdam, PSV Eindhoven i Feyenoordu Rotterdam. Z drużyną PSV triumfował w Pucharze Mistrzów (poprzednik Ligi Mistrzów). Z reprezentacją Holandii wywalczył w 1988 roku mistrzostwo Europy.
Jako trener także notował sukcesy. Z Alaksem i PSV zdobył mistrzostwo Holandii, prowadził też zespoły Benfiki Lizbona, Valencii, AZ Alkmaar, FC Southampton i Evertonu. Od ponad dwóch lat pracował jako selekcjoner holenderskiej reprezentacji, z którą wywalczył awans do turnieju Euro 2020, który ostatecznie z powodu pandemii odbędzie się w przyszłym roku. Drużyna pomarańczowych nie zagra jednak o europejski czempionat pod wodzą Koemana, a nawet nie powalczy z nim tej jesieni w meczach Ligi Narodów. Magia Camp Nou była silniejsza.

Zrobili porządki po pandemii

Władze UEFA w minioną środę podjęły szereg decyzji porządkujących bałagan w rozgrywkach, jaki wywołało ich wstrzymanie w marcu z powodu wybuchu pandemii koronawirusa. Teraz wiadomo m.in. , że w sierpniu zostaną dokończone zmagania w europejskich pucharach, a od września ruszy Liga Narodów.

Prezydent UEFA Aleksander Ceferin ogłosił, że rozgrywki w obu europejskich pucharach zostaną dokończone w sierpniu w formule turniejowej, lecz nie w Stambule i Gdańsku jak było pierwotnie ustalone. Oba te miasta będą gospodarzami finałów za rok, teraz natomiast do tej roli wybrano Lizbonę (Liga Mistrzów) oraz cztery stadiony w Niemczech (Liga Europy). Ustalenia podjęte na posiedzeniu Komitetu Wykonawczego UEFA oznaczają, że gospodarze najbliższych finałów Ligi Mistrzów i Ligi Europy dostali dodatkowy rok na przygotowanie sie do tych wydarzeń. Stambuł i Gdańsk gościć będą finalistów w przyszłym roku, a był to termin przyznany Petersburgowi i Sewilli. Te miasta będą arenami finałów w 2022 roku w miejsce przesuniętych na kolejny rok Monachium (LM) i Budapesztu (LE).
Ciekawym pomysłem jest turniejowa formuła dokończenia rozgrywek w obu europejskich pucharach. Wiadomo już, że w Lidze Mistrzów najpierw 5 i 6 sierpnia zostaną rozegrane zaległe mecze 1/8 finału, a po skompletowaniu pełnego składu ćwierćfinalistów wszystkie osiem zespołów zjedzie do Lizbony, gdzie w dniach od 12 do 23 sierpnia na dwóch stadionach, Estadio da Luz oraz Jose Alvalade, rozegrają turniej bez spotkań rewanżowych. Podobna formuła obowiązywać będzie w Lidze Europy. Po wyłonieniu wszystkich ćwierćfinalistów osiem zespołów od 10 do 21 sierpnia rywalizować będzie na niemieckich boiskach – w Duisburgu, Duesseldorfie, Gelsenkirchen i Kolonii. Na razie nie wiadomo, czy na rywalizację w Lidze Mistrzów i Lidze Europy kibice będą mogli oglądać z trybun. Wszystko zależy od decyzji portugalskich i niemieckich władz. „W tej chwili odpowiadając na takie pytanie, musiałbym powiedzieć, że te mecze zostaną rozegrane bez udziału kibiców, ale za miesiąc sytuacja może się przecież radykalnie zmienić” – powiedział prezydent UEFA Aleksander Ceferin.
Kolejną decyzją podjętą w środę przez Komitet Wykonawczy była zmiana formatu eliminacji do nowej edycji Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Wedle nich mecze eliminacyjne będą rozrywane w formule jednego meczu, bez rewanżów. Wyjątkiem będzie jedynie ostatnia runda kwalifikacji do Ligi Mistrzów. Ustalono też, że faza grupowa tych elitarnych rozgrywek rozpocznie się 28 października. Wszystkie federacje muszą zgłosić swoich uczestników nowej edycji pucharowych rozgrywek UEFA do 3 sierpnia. PZPN nie powinien mieć z tym problemu, bo wszystkie rozgrywki zakończy znacznie wcześniej.
Debatowano też o przełożonych na przyszły rok mistrzostwach Europy. Wbrew wcześniejszym pogłoskom okazało się, że ostatecznie turniej odbędzie się jednak w 12 miastach, czyli tak jak pierwotnie planowano. Komitet Wykonawczy postanowił, że turniej odbędzie się w dniach 11 czerwca – 11 lipca 2021 roku wedle schematu organizacyjnego ustalonego na tegoroczną imprezę, tyle że z przesunięciem o jeden dzień.
Na środowym posiedzeniu Komitet Wykonawczy UEFA zatwierdził jesienny kalendarz dla reprezentacji narodowych. Oprócz rozgrywek w Lidze Narodów w październiku i listopadzie dołożono po jednym terminie na mecze towarzyskie.
Komitet Wykonawczy zdecydował też, że inauguracja rozgrywek w Lidze Narodów odbędzie się w dniach 3-5 września. Następne kolejki zaplanowano 6-8 września, 10-11 października, 13-14 października, 14-15 listopada, 17-18 listopada. Gwoli przypomnienia – nasza reprezentacja zagra w tzw. dywizji A z Holandią, Włochami oraz Bośnią i Hercegowiną. Trener Jerzy Brzęczek powinien tym razem potraktował te zmagania poważnie, bowiem wyniki w nich osiągnięte przesądzą o miejscu w koszyku podczas losowania grup mistrzostw świata 2022 w Katarze.
W eliminacjach do tego mundialu zostanie stworzonych 10 grup. Połowa z nich będzie się składała z pięciu zespołów, a połowa z sześciu. Eliminacje do MŚ 2022 rozpoczną się 13 marca 2021 roku, a baraże zaplanowano na marzec 2022 roku. Turniej w Katarze odbędzie się nietypowej porze, bo w listopadzie i grudniu 2022 roku. Wystartuje w nim 15 zespołów z Europy.

Ligę Narodów także odwołano

W tym roku nie odbędzie się żadna siatkarska impreza z udziałem zespołów narodowych. Władze FIVB odwołały też tegoroczną edycję Ligi Narodów kobiet i mężczyzn. Europejska Konfederacja Piłki Siatkowej (CEV) natomiast dla poprawy nastrojów przeprowadziła w gronie ekspertów wybór najlepszych graczy ostatniej dekady. W wybranej szóstce znalazło się dwóch reprezentantów Polski.

Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej (FIVB) poinformowała krajowe federacje, które w tym roku miały uczestniczyć w rozgrywkach siatkarskiej Ligi Narodów, że impreza została odwołana z powodu pandemii koronawirusa. Pierwotnie rozpoczęcie zmagań planowano na 19 maja (kobiety) i 22 maja (mężczyźni), ale już marcu podjęto decyzję o przełożeniu imprezy na późniejszy termin, zaś teraz nawet z tego rozwiązania FIVB ostatecznie zrezygnowała. „Biorąc pod uwagę zmieniający się charakter pandemii, złożoność zorganizowania globalnego wydarzenia w wielu krajach oraz zaangażowanie w ochronę zdrowia uczestników, Rada Ligi Narodów, Rada Administracyjna FIVB i organizatorzy wydarzeń, zgodnie zgodzili się odwołać tegoroczną edycję” – napisano w oświadczeniu opublikowanym na oficjalnej stronie internetowej FIVB. Decyzję trudno uznać za niespodziankę, bo już od jakiegoś czasu spekulowano, że tegoroczna edycja Volleyball Nations League zostanie anulowana.
Kiedy zatem odbędzie się kolejna? Wiadomo, że w 2021 roku, ale na razie nie wiadomo kiedy dokładnie. Trwają w tej kwestii jeszcze dyskusje, bo z powodu pandemii koronawirusa na przyszły rok przełożono przecież igrzyska olimpijskie oraz mistrzostwa Europy. Mimo to organizatorzy VNL są dobrej myśli i po cichu liczą, że impreza odbędzie się w maju jako przetarcie przez lipcowym turniejem olimpijskim. Przypomnijmy, że w rozegranej w ubiegłym roku pierwszej edycji tych rozgrywek nasza męska reprezentacja wywalczyła trzecią lokatę, a żeńska piątą. Odwołanie Ligi Narodów ma jednak i ten skutek, że w tym sezonie reprezentacyjnym nie odbędzie się już żadna oficjalna impreza międzynarodowa.
Z braku sportowych emocji Europejska Konfederacja Piłki Siatkowej (CEV) zafundowała więc fanom siatkówki wybory „zespołu dekady”. Najpierw podano listę 30 zgłoszonych do plebiscytu siatkarzy, a następnie podczas panelu dyskusyjnego CEV zaproszone do jury autorytety ze środowiska siatkówki, wśród których znaleźli się m.in. Vital Heynen, Philippe Blain i Andrea Zorzi, dokonali wyboru najlepszej szóstki z podziałem na pozycje na boisku. Wśród nominowanych 30 zawodników znalazło się sześciu reprezentantów Polski: Mariusz Wlazły, Piotr Nowakowski, Fabian Drzyzga, Paweł Zatorski, Wilfredo Leon oraz Michał Kubiak. A oto lista nominowanych zawodników: rozgrywający – Fabian Drzyzga (Polska), Simone Giannelli (Włochy), Siergiej Grankin (Rosja), Benjamin Toniutti (Francja); przyjmujący – Osmany Juantorena (Włochy), Matej Kazijski (Bułgaria), Uros Kovacević (Serbia), Michał Kubiak (Polska), Wilfredo Leon (Polska), Earvin N’Gapeth (Francja), Nemanja Petrić (Serbia), Siergiej Tietiuchin (Rosja); atakujący – Aleksandar Atanasijević (Serbia), Georg Grozer (Niemcy), Maksim Michajłow (Rosja), Cwetan Sokołow (Bułgaria), Mariusz Wlazły (Polska), Ivan Zaytsev (Włochy); środkowi – Wiktor Josifow (Bułgaria), Kevin Le Roux (Francja), Srecko Lisinac (Serbia), Dmitrij Muserski (Rosja), Piotr Nowakowski (Polska), Marko Podrascanin (Serbia), Aleksandr Wołkow (Rosja), Artiom Wolwicz (Rosja); libero – Massimo Colaci (Włochy), Jenia Grebennikov (Francja), Aleksiej Wierbow (Rosja), Paweł Zatorski (Polska).
Ostatecznie w najlepszej szóstce dekady wedle CEV znalazło się dwóch reprezentantów Polski – dwukrotny mistrz świata Piotr Nowakowski oraz Wilfredo Leon, którego doceniono głównie za sukcesy osiągane w rywalizacji klubowej z Zenitem Kazań.A cała ”drużyna dekady CEV” wygląda tak: rozgrywający – Benjamin Toniutti (Francja); przyjmujący – Wilfredo Leon (Polska), Osmany Juantorena (Włochy); atakujący – Maksim Michajłow (Rosja); środkowi: Dmitrij Muserski (Rosja), Piotr Nowakowski (Polska); libero – Jenia Grebennikov (Francja).

Utrzymali się w elicie

Reprezentacja Polski nie spadnie z Dywizji A piłkarskiej Ligi Narodów, chociaż w swojej grupie zajęła ostatnie miejsce. Komitet Wykonawczy UEFA zamierza powiększyć liczbę zespołów w elicie z 12 do 16.

O planowanych zmianach w formacie Ligi Narodów plotkowano od dłuższego czasu, bo chociaż UEFA limitowała wszelkie informacje w tej sprawie, to na kilka dni przed ogłoszeniem decyzji wyciekła wieść, że Komitet Wykonawczy UEFA zatwierdzi nowy format Ligi Narodów, w którym zamiast 12 zespołów w Dywizji A, rywalizować ich będzie 16, podzielonych na cztery grupy. To oznaczało, że wszyscy spadkowicze w pierwszej edycji tych rozgrywek, czyli oprócz Polski także Islandia, Chorwacja i Niemcy, pozostaną Dywizji A.

Nie ulega wątpliwości, że głównie obecność mistrzów świata z 2014 roku w tym gronie skłoniła działaczy UEFA do dyskusji o rozszerzeniu składu zespołów w elicie, ale my akurat na takie forowanie wpływowej w europejskim futbolu niemieckiej federacji nie mamy powodu się skarżyć, bo skorzystał na tym także PZPN. Miejmy tylko nadzieje, że nasza reprezentacja, która pod wodzą Jerzego Brzęczka zajęła w grupie z Włochami i Portugalią ostatnie miejsce, w nowej edycji powalczy w gronie najlepszych europejskich drużyn narodowych co najmniej o zachowanie miejsca w elicie.

Do 12 drużyn, które w poprzednim roku rywalizowały w Dywizji A (Belgia, Hiszpania, Francja, Anglia, Szwajcaria, Portugalia, Polska, Włochy, Islandia, Chorwacja, Holandia, Niemcy) awansują cztery najlepsze ekipy z jej zaplecza, czyli Ukraina, Szwecja, Bośnia i Hercegowina oraz Dania. W turnieju Final Four Ligi Narodów zwyciężył grupowy rywal Polaków – Portugalia. W finale mistrzowie Europy pokonali reprezentację Holandii 1:0.

 

Iran skarży na Kubiaka

Po pierwszej rundzie siatkarskiej Ligi Narodów reprezentacja Polski zajmuje w klasyfikacji generalnej siódmą pozycję. Podopieczni Vitala Heynena wygrali z Australią 3:1, USA 3:2 i przegrali z Brazylią 1:3.

Tegoroczna edycja Ligi Narodów nie jest priorytetem dla naszej reprezentacji. W natłoku siatkarskich rozgrywek za najważniejsze uznano kwalifikacje do przyszłorocznych igrzysk olimpijskich oraz mistrzostwa Europy. Wspomniana Liga Narodów oraz Puchar Świata mają być poligonami dla zawodników z dalszych szeregów kadry. Ale pierwszy turniej z udziałem biało-czerwonych rozegrany w katowickim Spodku miał ten smaczek, że starły się w nim trzy najlepsze ekipy ubiegłorocznych mistrzostw świata. Z konfrontacji zwycięsko wyszli Brazylijczycy, którzy wyjechali z Katowic z kompletem zwycięstw. Oprócz nich bez porażki pierwszą turę zmagań zakończyli Francuzi i Irańczycy, ale pozycję lidera zajęła mająca najlepszy bilans punktowy ekipa Iranu. Polacy zajmują siódma lokatę.

Z Iranem nasza reprezentacja zmierzy się na jej terenie i już dzisiaj wiadomo, że przez niefortunną wypowiedź Michała Kubiaka będzie to dla naszych siatkarzy nieciekawe przeżycie. Zgodnie z zapowiedzią Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej (FIVB) otrzymała oficjalna skargę od irańskiego związku na kapitana polskiej drużyny i teraz sprawą ma się zająć komisja dyscyplinarna światowej federacji.

W oświadczeniu Kubiak podkreślił swoje prawo do wyrażania opinii i przypomniał, że był wraz z rodziną obiektem gróźb i wyzwisk. Wskazał też, że jego słowa odnosiły się wyłącznie do osób, z którymi miał osobiście do czynienia i ubolewa, że został opacznie zrozumiany. Zaznaczył, że dla niego jako sportowca poglądy ksenofobiczne i rasistowskie są nieakceptowalne. Ale sankcji zapewne nie uniknie.

 

Brzęczek nie uczy się na błędach

Jerzy Brzęczek nie wyciąga wniosków z popełnionych błędów. Do kadry na mecz z Czechami (15 listopada) i spotkanie w Lidze Narodów z Portugalią (20 listopada) znów powołał graczy, którzy nie grają w klubach, wśród nich swojego siostrzeńca Jakuba Błaszczykowskiego, a także dwóch kompletnych nowicjuszy – Adama Buksę i Huberta Matynię.

 

Na wstępie przypomnijmy, że nasze reprezentacja za rządów trenera Brzęczka jeszcze nie wygrała meczu. We wrześniu zremisowała z Włochami (1:1) i Irlandią (1:1), a w październiku przegrała z Portugalią (2:3) i Włochami (0:1). Biało-czerwoni zajmują ostatnie miejsce w swojej grupie Ligi Narodów i wiadomo już, że w kolejnej edycji tych rozgrywek zagrają szczebel niżej. Wyniki nie zachwycają, ale jeszcze większe zaniepokojenie kibiców budzi styl gry naszej drużyny. Nic zatem dziwnego, że wszelkim kadrowym decyzjom selekcjonera wszyscy przyglądają się uważnie. Nie każda z nich jest zrozumiała. Najwięcej kontrowersji wzbudza regularne powoływanie Jakuba Błaszczykowskiego, chociaż w macierzystym klubie, VfL Wolfsburg, ten piłkarz w tym sezonie praktycznie w ogóle nie gra, co zresztą jest aż nadto widoczne w niskiej jakości jego występów w reprezentacji. Rodzinne koneksje Brzęczka i Błaszczykowskiego stawiają decyzję selekcjonera o ponownym powołaniu siostrzeńca w wyjątkowo niekorzystnym dla obu świetle. Obecność w kadrze znajdującego się w podobnej sytuacji w Southamptonie Jana Bednarka niczego w tej materii nie zmienia.
Wręcz przeciwnie. Każdy selekcjoner biało-czerwonych prędzej czy później popełnia ten sam grzech, to znaczy dla swoich ulubionych zawodników łamie zasadę, że do kadry mają być powoływani wyłącznie najlepsi piłkarze, ale znajdujący się aktualnie w najwyższej formie, czego dowodem są regularne występ w klubowych drużynach. Brzęczek dla Błaszczykowskiego złamał tę zasadę już na początku, a że sam był kiedyś piłkarzem reprezentacji, to musi wiedzieć, co o tym naprawdę myśli reszta kadrowiczów. Dlaczego jednak, mimo tej wiedzy, dalej brnie w tę kłopotliwą sytuację, pozostanie pewnie jego tajemnicą. O ile rzecz jasna wreszcie wygra mecz.

 

Kadra Polski

 

Bramkarze:
Łukasz Fabiański (West Ham, Anglia), Łukasz Skorupski (Bologna, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy).

Obrońcy:
Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Kamil Glik (AS Monaco, Monako), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf, Niemcy), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Hubert Matynia (Pogoń Szczecin), Paweł Olkowski (Bolton, Anglia), Rafał Pietrzak (Wisła Kraków).

Pomocnicy:
Jakub Błaszczykowski (VfL Wolfsburg, Niemcy), Przemysław Frankowski (Jagiellonia Białystok), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria), Kamil Grosicki (Hull City, Anglia), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), Damian Szymański (Wisła Płock).

Napastnicy:
Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Krzysztof Piątek (Genoa, Włochy), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Adam Buksa (Pogoń Szczecin).

 

FIVB nie poważa mistrzów świata

Międzynarodowa federacja siatkówki (FIVB) opublikowała zasady kwalifikacji do turnieju igrzysk 2020 roku w Tokio. Po raz kolejny olimpijskiego paszportu nie przyznano aktualnym mistrzom świata, czyli po raz drugi Polsce.

 

Władze międzynarodowej federacji siatkówki najwyraźniej uznają, że zwycięstwa w najważniejszych światowych imprezach nie powinny dawać żadnych przywilejów, a już zwłaszcza zapewniać udziału w igrzyskach olimpijskich. Skreśliły więc nie tylko aktualnych mistrzów świata, ale zmieniły też zasadę, że do turnieju olimpijskiego kwalifikują się dwa najlepsze zespoły z Pucharu Świata. Jedyną drogą do Tokio ma być udział w turniejach kontynentalnych i interkontynentalnych.

Nasi siatkarze będą mieli dwie szanse na wywalczenia awansu do IO 2020. Najpierw wezmą udział w turnieju interkontynentalnym, w którym o olimpijskie paszporty powalczą 24 najlepsze zespoły w aktualnym notowaniu światowego rankingu, który zostanie opublikowany w styczniu przyszłego roku. Polska na pewno będzie w jego czołówce, ale choć nasi siatkarze obronili mistrzowski tytuł, niekoniecznie znajdą się na pierwszym miejscu. Światowa federacja nie aktualizowała rankingu od połowy 2017 roku. Biało-czerwoni są w nim sklasyfikowani na trzecim miejscu, ale całkiem możliwe, że mimo obrony tytułu nie tylko że nie awansują, ale jeszcze spadną w zestawieniu. Stanie się tak, jeśli FIVB zdecyduje się usunąć z punktacji wyniki nieistniejących już rozgrywek Ligi Światowej i zastąpić je wynikami tegorocznej, pierwszej edycji Ligi Narodów. Byłoby to jednak ewidentnym nadużyciem władzy, albowiem rozgrywki LN nie były dostępne dla wszystkich, tylko dla drużyn wybranych arbitralnie przez federację. Innym pomysłem na zamieszanie w światowym rankingu jest redukcja punktów zdobytych w najstarszych rozgrywkach, między innymi w Pucharze Świata 2015.

Tak czy owak taki turniej kwalifikacyjny będzie równie trudną przeprawą jak mistrzostwa globu. W końcu rywalizować w nim będzie cała światowa czołówka. Nie można zatem wykluczyć, że ekipa Vitala Heynena w zmaganiach interkontynentalnych nie wywalczy przepustki do Tokio. W takiej sytuacji otrzyma drugą szansę w turnieju kontynentalnym. FIVB nie podała jeszcze dokładnych dat rozegrania wspomnianych turniejów.

Nasi siatkarze na razie nie przejmują się tymi kombinacjami, bo głowy mają zaprzątnięte rozgrywkami ligowymi. A także nasłuchiwaniem wieści ze sfer rządowych, bo w czwartek gazeta.pl rozpuściła plotkę, iż premier Mateusz Morawiecki podjął decyzję o dofinansowaniu mistrzowskiej drużyny siatkarzy kwotą 15 mln złotych. Jedne źródła podają, że pieniądze trafia do PZPS z rezerwy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, inne, że kwotę tę wyłoży Orlen, który tyle miał łożyć na polską siatkówkę jako sponsor, ale kilka miesięcy przed mistrzostwami świata wypowiedział umowę. Szefowie koncernu paliwowego po sukcesie siatkarzy uznali to za błąd i są ponoć gotowi tak właśnie go naprawić.

 

Pierwsza setka Lewego

Robert Lewandowski celowo nie zagrał we wrześniu w springu z Irlandią, bo chciał żeby jego setny występ w reprezentacji Polski wypadł w meczu o stawkę i przy pełnych trybunach na Stadionie Śląskim w Chorzowie.

 

W medialnym zgiełku przed czwartkowym meczem reprezentacji Polski z Portugalią w Lidze Narodów pojawiły się też głupawe sugestie, że trener Jerzy Brzęczek powinien w ataku biało-czerwonych postawić na rewelacyjnie grającego w Serie A Krzysztofa Piątka, nawet kosztem posadzenia na ławie Roberta Lewandowskiego. Do takiego eksperymentu namawiał selekcjonera choćby Dariusz Dziekanowski, a kilku innych telewizyjnych ekspertów też nie miało żadnych zahamowań, żeby stawiać znak równości między najlepszym polskim piłkarzem ostatniej dekady, a zaczynającym dopiero międzynarodową karierę 23-letnim napastnikiem Genoi. Brzęczek na przedmeczowych konferencjach wił się jak piskorz próbując odpowiedzieć na pytanie, jak zamierza wykorzystać obu piłkarzy. Posadzenie „Lewego” na ławie nie wchodziło w grę, bo nie było ku temu żadnych racjonalnych podstaw, a już na pewno nie mogło być powodem to, że w trzech ostatnich meczach Bayernu nie zdobył bramki. Poza tym miesiąc temu Piątek dostał szansę wykazania się w spotkaniu z Irlandią i zawiódł oczekiwania.

Dla Lewandowskiego jednak nawet takie głupawe sugestie musiały być upokarzające, bo miał prawo oczekiwać, że za to wszystko co zrobił przez 10 lat dla polskiego futbolu i dla reprezentacji jego setny występ w narodowych barwach będzie świętem nie tylko dla niego, ale także dla całej piłkarskiej społeczności w naszym kraju. Jak z tym było nie wiemy, bowiem spotkanie Polska – Portugalia zakończyło się po zamknięciu wydania, ale sądząc po przymiarkach ze strony PZPN raczej na wielkie fetowanie się nie zanosiło.

Nie zmienia to jednak faktu, że awans do grona „setników” dla każdego piłkarza jest wielkim osiągnięciem, bo przed Lewandowski dokonało tego 465 zawodników, a w tej grupie kariery kontynuuje jeszcze 92 graczy, w tym dwóch Polaków, bo przecież mamy w kadrze jeszcze jednego „setnika” – Jakuba Błaszczykowskiego. W europejskich reprezentacjach są jednak piłkarze, którzy legitymują się znacznie większą liczbą występów w narodowych barwach. Wśród nich liderem jest Sergio Ramos, który w reprezentacji Hiszpanii zagrał dotąd 158 razy, powyżej 150 występów ma jeszcze Portugalczyk Cristiano Ronaldo.

Lewandowski nie jest jednak przesadnie pazerny śrubowanie rekordu występów. Gdyby miał taką ambicję, nie opuszczałby tylu meczów towarzyskich. Od debiutu w kadrze 10 września 2008 roku „Lewy” nie zagrał tylko w jednym meczu o punkty – w wyjazdowej potyczce z San Marino w eliminacjach MŚ 2014. Przez dekadę nie wystąpił za to aż w 23 spotkaniach towarzyskich biało-czerwonych. Może szkoda, że nie wystąpił, bo w czwartek na Śląskim zagrałby po raz 124, a w niedzielę z włochami po raz 125.