Wilczy apetyt Matteo Salviniego

Premier Giuseppe Conte jak i Przewodniczący Ruchu 5 Gwiazd Luigi Di Maio muszą pogodzić się z wilczym apetytem na władzę Lidera Ligi Matteo Salviniego oraz przygotować się na wyborczą porażkę.

Krótkie spięcia
Czy jednak będą przedterminowe wybory? Ponownie mieliśmy w zeszłym tygodniu do czynienia z serią licznych napięć i sporów we włoskim rządzie, a konkretniej w koalicji w której skład wchodzi Ruch Pięciu Gwiazd oraz Liga. Wynikły one z powodu budowy kolei dużych prędkości (w skrócie T.A.V. – Treni Alta Velocita`), jaka ma połączyć włoski Turyn i francuski Lyon. Ruch 5 Gwiazd był zdecydowanie przeciwny kosztownej inwestycji, a Liga uważała ją za kluczową i mocno promowała jej realizację. Temat T.A.V. już od dłuższego czasu był powodem awantur między partiami rządzącymi. W sumie bój o szybką kolej pod Alpami, to konflikt o Włochy w pigułce. Miał połączyć Włochy z Francją, ale póki co podzielił Italię na pół.
Rządowy falstart
Rok temu po długotrwałych negocjacjach antyestablishmentowy Ruch 5 Gwiazd podpisał porozumienie programowe ze znaną w przeszłości ze swoich separatystycznych tendencji prawicową Ligą. Uformowanie rządu trwało jeszcze trzy tygodnie i ostatecznie nowy gabinet, na czele którego stanął związany z Ruchem 5 Gwiazd prawnik Giuseppe Conte, po długich negocjacjach z Pałacem Prezydenckim został powołany 1 czerwca 2018 przez Prezydenta Włoch Sergio Mattarellę. Już sam fakt, że od wieczoru wyborczego do powołania rządu minęło grubo ponad 80 dni, mógł zwiastować burzliwość tego trudnego „małżeństwa z rozsądku”. Z jednej strony można było pogratulować szczerze, ale też i poczuć też lekki niepokój o przyszłość Italii. Mimo, że udało się sklecić gabinet Conte, to w koalicji prawicowo-populistycznej co chwilę można było odnotować wstrząsy, w szczególności między dwoma wicepremierami, którzy jednocześnie są liderami swoich ugrupowań, czyli Luigi Di Maio i Matteo Salvini. Do tej pory Premier Conte sprawdzał się w roli strażaka i wygaszał kolejne pożary. Jednak z początkiem roku rozgorzał ponownie spór o budowę linii superszybkich pociągów. Pozornie regionalna inwestycja wzbudziła we Włoszech kontrowersje, które dawno przekroczyły granicę merytorycznej dyskusji. Nie można uniknąć wrażenia, że to awantura nawet nie o samą inwestycję, tylko o kształt dalszego prowadzenia Włoch i o kierunek powolnego wyjścia z kryzysu, spowodowany trwającą od prawie 20 lat stagnacją gospodarczą.
Tunel pod Alpami
– poród w dużych bólach
Jak można się domyśleć temat T.A.V. wracał przez ostatnie półrocze niczym bumerang. Ostatnio doszło do pożaru w dyspozytorni pod Florencją i w jego wyniku kursy ponad 40 pociągów dużej prędkości musiały zostać odwołane w całych Włoszech. Matteo Salvini zapowiedział śledztwo, mające ustalić, czy ogień został podłożony przez anarchistów lub antyglobalistów czyli przez przeciwników budowy połączenia Turyn-Lyon. Inwestycja której kluczowym elementem miał być długi na prawie 60 km tunel pod Mont d’Ambin. I to właśnie przy jego budowie pojawiają się największe zmartwienia. Szacowany koszt inwestycji to prawie 26 mld euro, z czego 8,6 mld euro ma właśnie pochłonąć budowa tunelu w Alpach. Inwestycja jest finansowana w 40 proc. przez Unię Europejską, 35 proc. przez Włochy, a 25 proc. przez Francję i to właśnie ustalony wiele lat temu podział kosztów wywołuje zgrzyty. Przeciw tej inwestycji jest wielu Włochów, w tym politycy Ruchu 5 Gwiazd, którzy uważają budowę linii kolejowej z Turynu do Lyonu za byt kosztowną oraz niepotrzebną i ewentualnie mogliby się zgodzić na dalszą budowę pod warunkiem ponownego negocjowania wkładu. Minister transportu i infrastruktury Marco Toninelli, sam często podkreśla, że byłoby lepiej zadbać o istniejącą sieć transportu w kraju. Chwilami trudno się z nim nie zgodzić, w szczególności kiedy ma się w pamięci zeszłoroczną tragedię, kiedy w Genui zawalił się fragment wiaduktu na autostradzie A10 i zginęło co najmniej 38 osób. Budowa przez to się przeciąga, a koszty rosną. Zwraca się także uwagę na to, że maksymalna możliwa prędkość na tej trasie to 220 km/h, podczas gdy Komisja Europejska za koleje dużych prędkości uważa te, na których pociągi mogą się rozpędzić do 250 km/h. Powołany przy włoskim rządze komitet ekspertów uznał budowę transalpejskiej kolei za niepotrzebną i zarekomendował rezygnację z niej. Ale krótko potem wyszło na jaw, że do komitetu powołano kilku zdeklarowanych przeciwników takich inwestycji. Paryż wezwał więc Rzym do wznowienia prac budowlanych.
Początek końca
Koniec końców Ruch 5 Gwiazd przedstawił w zeszłym tygodniu projekt uchwały wzywającej do zaprzestania prac. Projekt upadł, ponieważ Ruch 5 Gwiazd wsparli tylko senatorzy niewielkiego ugrupowania lewicowego Wolni i Równi, zaś Liga oraz pozostałe partie prawicowe Forza Italia i Bracia Włosi, a także opozycyjna Partia Demokratyczna zagłosowały za kontynuacją prac rozpoczętych jeszcze w 2005 r. Na ciąg dalszy nie trzeba było długo czekać. Zaraz po głosowaniu lider dawnej Ligii Północnej zażądał dymisji trzech ministrów. Giovanniego Trii pełniącego funkcję ministra gospodarki, właśnie Danilo Toninellego i Elisabetty Trenty, która jako minister obrony krytykowała wprowadzenie blokady portowej dla okrętów z migrantami. Niedługo jednak zmienił zdanie, wzywając do ustąpienia samego premiera. Następnego dnia Matteo Salvini na spotkaniu z wyborcami w Pescarze oznajmił, że sam będzie kandydować na Premiera, żeby ocalić Włochy przed ministrami hamującymi publiczne projekty.
Spacer po linie
Od kilku miesięcy zarówno Conte jak i Di Maio widząc dramatycznie spadające sondaże swojego ugrupowania, próbowali utrzymać rząd z Ligą, ale dynamiczne tempo Salviniego po prostu na to nie pozwoliło. Idąc na kolejne ustępstwa i publicznie dając mu pełne zaufanie (nawet po opublikowaniu przez Buzzfed kompromitującego nagrania ze spotkania w moskiewskim hotelu Metropol, podczas którego jeden z bliższych doradców obecnego szefa włoskiego MSW Gianluca Savoini ustalał szczegóły transakcji paliwowej, przy okazji której miało dojść do przekazania ukrytej dotacji dla Ligi) po cichu liczyli, że w przypadku tunelu lider Ligii trochę ustąpi. Nic z tego. Dla samego Salviniego przeprowadzenie przedterminowych wyborów nie mogłyby odbyć się w lepszym momencie. Obecnie Liga ma 38 proc. poparcia i jest spora szansa, że razem z Giorgią Meloni i jej skrajnie prawicową partią Bracia Włosi, spokojnie utworzy rząd, może nawet bez udziału Forza Italii, Silvio Berlusconiego. Ruch nie jest mu już do niczego potrzebny. Kiedy Di Maio był zajęty przygotowaniem odpowiedniej odpowiedzi na słowa Salviniego, ten już zdążył złożyć do senatu wniosek o wotum nieufności wobec rządu Conte. W przypadku przyspieszonych wyborów problematyczna byłaby podwójna funkcja samego Salviniego, który występowałby w roli czuwającego nad głosowaniem szefa ministerstwa spraw wewnętrznych i zarazem kandydata na premiera, bo taki zamiar ogłosił.
Ruch Prezydenta
Kiedy liderowi Ligii nie udało się nakłonić Giuseppe Conte do złożenia dymisji, to podobno Matteo Salvini miał kazać swoim parlamentarzystom przerwać dopiero co rozpoczęte wakacje aby głosować nad wotum nieufności dla rządu. Jeśli gabinet Giuseppe Conte nie otrzyma wotum zaufania, to prezydent Sergio Matarella ogłosi konsultacje w sprawie utworzenia nowego rządu, na którego czele mógłby ponownie stanąć Conte albo przewodniczący jednej z izb parlamentu. Gdyby taki rząd nie uzyskałby większości w parlamencie, prezydent może powierzyć misję utworzenia rządu technicznego komuś z zewnątrz (ponownie mówi się o doświadczonym ekonomiście Carlo Cottarelli, który ponad rok temu, po kolejnych nieudanych rozmowach z Giuseppe Conte, o włos nie został premierem technicznym). Jeżeli i ten scenariusz nie przejdzie, to zostaną rozpisane wybory, najbardziej prawdopodobna data to 13 lub 20 października.
Gorzki finał
Matteo Salvini idzie po swoje i nie ma zamiaru brać jeńców, a Ruch 5 Gwiazd zaznacza, że jest gotowy na konfrontację wyborczą. Czy na pewno? Od kilku miesięcy Liga rośnie w siłę i jednocześnie ma coraz większy apetyt. Jej liderowi marzy mu się fotel premiera, na co ma szanse. Za to Ruch 5 Gwiazd z każdym miesiącem tracił poparcie, między innymi dlatego, że jej Przewodniczący wypadał zwyczajnie blado i bezbarwnie, przy dynamicznym i pełnym zapału Salvinim. Nic nie dały prospołeczne ustawy, jak np. wprowadzenie dochodu obywatelskiego czy rozpoczęcie prac nad projektem znacznego zmniejszenia liczby parlamentarzystów. Pozostaje pytanie co będzie po przeprowadzonych wyborach i kiedy będziemy mogli doczekać się nowego gabinetu Premiera, a w szczególności co z uchwaleniem budżetu na 2020 rok. Sytuacja we Włoszech niestety nie wpływa pozytywnie na inwestorów i może wywoływać niepokoje na rynkach światowych, ale w sumie trudno było oczekiwać wielkiej miłości w koalicji, która od początku była zwykłym „małżeństwem z rozsądku”. W piątek 9 sierpnia włoski dziennik „Il Tempo” pisał o jej końcu koalicji pisząc wprost: „Rządu już nie ma”, a „Il Messaggero” zaznaczał, że już 13 października można spodziewać się przedterminowych wyborów na półwyspie apenińskim. Za to „La Repubblica” odnotowała także, że koalicyjny gabinet tylko „upokorzył kraj”. Nie trudno stwierdzić (nie tylko na podstawie włoskiej prasy), że koalicja w której skład wchodził Ruch 5 Gwiazd oraz dawna Liga Północy, zwyczajnie doczekała się swojego finału, z którego zwycięsko wychodzi Salvini, który grając na nastrojach Włochów zwyczajnie „schrupał” poparcie społeczne, które wcześnie udało się ugrać Ruchowi 5 Gwiazd poprzez antyestablishmentowe hasła. Zastanawiające jest tylko co w tej sytuacji powiedziałby Beppe Grillo – popularny niegdyś włoski komik i jednocześnie założyciel Ruchu 5 Gwiazd. Czy tym razem to właśnie jemu włoska rzeczywistość parlamentarna napisała surrealistyczny skecz oraz ile za występ będą musieli zapłacić Włosi?

Jak Włochy pokochały pajaca

„Najpierw Włosi!” i „Zdrowy rozum w rządzie” – te dwa wielkie napisy królowały na scenie, gdy tydzień temu 45-letni Matteo Salvini, włoski wicepremier i minister spraw wewnętrznych, krzyczał z niej do 50-tysięcznego tłumu fanów swej partii, Ligi.

 

Wołał: „Co za nieopisane wzruszenie! Oto krzyk miłości rozlega się z Pontidy!”. Chodzi oczywiście o miłość ojczyzny. W jej imię zwolennicy „Il Capitano”, jak go nazywają, występowali w koszulkach z napisem „To mega-koniec dolce vita”, w ślad za swoim idolem, który powtarzał: „to koniec słodkiego życia dla nielegalnych imigrantów!”. Dzięki takiej właśnie retoryce wypłynął.
Pontida to mała miejscowość w Lombardii, na samej północy kraju, gdzie od lat obywały się zjazdy skrajnie prawicowej Ligi Północnej. Dziś to po prostu Liga, gdyż Salvini chcąc wygrać wybory porzucił ideologiczny regionalizm. Ba, do parlamentu wybrano go z Południa, z Kalabrii, o której mówił kiedyś, że „śmierdzi” i jest zamieszkana przez ludzi „leniwych”, którzy nie zasługują nawet na miano Włochów. Ale zmieniła się też sama symbolika historyczna Pontidy. To tu w 1167 r. zawiązano Ligę Lombardzką. Kiedyś miało to być odniesienie do marzenia o niezależności bogatej, przemysłowej Północy. Dziś to przede wszystkim nawiązanie do sprzeciwu średniowiecznej Ligi wobec zakusów Fryderyka I Rudobrodego, cesarza niemieckiego, jako uosobienia dzisiejszej Unii Europejskiej „pod niemiecką władzą”.
Jeszcze pięć lat temu Liga Północna mogła liczyć najwyżej na 4 proc. głosów. Odkąd jednak jej poprzedni wódz Umberto Bossi przegrał z Salvinim, popularność partii rośnie jak na drożdżach. „Jeszcze nigdy się nie zdarzyło, by w ciągu czterech miesięcy od wyborów jakaś siła polityczna prawie podwoiła swój wynik, przechodząc z trzeciego na pierwsze miejsce w kraju” – pisała skonsternowana „Corriere della Sera” obserwując partyjny zjazd.
Czwartego marca, w czasie wyborów, Liga zdobyła 17 proc. głosów, a dziś sondaże wskazują jej już 31,2 proc. intencji wyborczych, więcej od Ruchu Pięciu Gwiazd (M5S) Luigiego Di Maio, który ostatnie wybory wygrał, a teraz spadł na drugie miejsce. 59 proc. Włochów popiera Ligę w kwestii polityki imigracyjnej. „Nasza partia nigdy nie była tak silna, tak dobrze zorganizowana!” – obwieszczał z dumą Salvini w Pontidzie i nikt nie był w stanie temu zaprzeczyć.

 

Walec neoliberalizmu

Według danych z innego zjazdu – zjazdu światowej oligarchii w szwajcarskim Davos – 30 lat neoliberalizmu doprowadził0 Włochy do „prawidłowego” podziału bogactw: 20 proc. najlepiej uposażonych dysponuje 69 proc. bogactwa kraju, 20 proc. kolejnych ma 18 proc., a 60 proc. reszty obywateli musi zadowolić się pozostałymi 13 proc. dochodów. 10 lokalnych miliarderów, w tym dzisiejszy sojusznik Salviniego, „nieśmiertelny” Silvio Berlusconi, mają na kontach 86 miliardów euro, czyli ekwiwalent tego, co posiada pięć milionów włoskich rodzin robotniczych. Naturalnie propaganda neoliberalna unika pojęcia „nierówności społecznych”. Podobno jest przestarzałe.
Dzieła neoliberalnej prekaryzacji pracy dopełnił we Włoszech poprzedni rząd „centro-centro-centro-lewicy”, jak go nazywał z przekąsem znany reżyser Nanni Moretti. To on wprowadził ustawę ochrzczoną z angielska „Jobs Act” (by było „nowocześnie”), która dała właścicielom pełną wolność zwalniania z pracy. Oczywiście pod propagandowym pretekstem zwiększenia zatrudnienia, na który nabrano już wiele krajów. Wprost przeciwnie, redukcja ochrony pracowników nie ma żadnego związku statystycznego ze wzrostem zatrudnienia, lecz, jak każda prekaryzacja, wyłącznie ze wzrostem nierówności społecznych i po prostu wzrostem biedy, generalizacją życiowej niepewności. Na takim społeczno-gospodarczym tle wyrosły idee Salviniego. Idee bardzo proste – jest źle, bo do Włoch przybyli imigranci.

 

Mafia nie taka zła

„Reformy” neoliberalne prowadzone od czasów Berlusconiego najgorzej odbiły się na tak pogardzanym przez Salviniego Południu. Południowcom, jako „ofiarom nielegalnej imigracji” szef Ligi obiecywał więc przed wyborami powstrzymanie tejże i olbrzymie dofinasowania. Zachwycił więc, choć i wkurzył wielu ludzi. Roberto Saviano, autor światowego bestsellera „Gomorra”, krytykował rasizm jego języka, więc Salvini obiecał też oszczędności, mianowicie odebranie Saviano, od 12 lat zagrożonemu śmiercią ze strony mafijnych „rodzin”, państwowej ochrony policyjnej. Odtąd pisarz nie przestaje nazywać wicepremiera „pajacem” i uparcie przypominać pewne fakty.
Krótko przed wyborami w kalabryjskim Rosarno, skąd Salvini kandydował, na mityngu wyborczym 17 marca pierwsze rzędy zajmowali ludzie najsilniejszej włoskiej mafii ‘Ndranghety, przedstawiciele potężnych klanów Bellocco i Pesce. Saviano pisał: „A co powiedział Salvini? – Z czego słynie Rosarno? Ze swoich slumsów. Nie chcę niewolników. – Otóż całość slumsów Rosarno jest pod kontrolą ‘Ndranghety. Minister spraw wewnętrznych powinien to wiedzieć, chyba, że to pajac”. Liga dokonała gigantycznego oszustwa finansowego (na ok. 50 milionów euro) w związku z państwowymi zwrotami funduszy wyborczych. Dziś jej konta są zajęte przez komorników, więc by przyjmować pieniądze, stworzyła we współpracy z ‘Ngranghetą sieć fikcyjnych spółek i stowarzyszeń… „Il Capitano” polubił Południe nie bez powodu.

 

Polityczne wzorce

To przede wszystkim miliarder Donald Trump i skrajny nacjonalista Benjamin Netaniahu. W warstwie sloganów i zachowania jest wyznawcą pełnej „trumpologii”, jako metody na stałe przebywanie z przodu sceny publicznej. Jego tyrady, nieustanna obecność na Twitterze, „zadziorność” wobec mediów i przeciwników politycznych, wyrażanie opinii na wszystkie tematy, usunęły w cień zarówno jego koalicyjnego partnera Luigiego Di Maio z M5S, jak i premiera Conte, powiązanego raczej z tą drugą siłą polityczną. Spektakularna odmowa przyjmowania statków z rozbitkami, migrantami płynącymi z Libii, ma być odpowiednikiem „muru Trumpa” na granicy meksykańskiej.
W tym samym rejestrze imponuje mu postawa rządu izraelskiego, którego, jak wiele innych ugrupowań skrajnej prawicy w Europie, nie przestaje „uwielbiać” za konsekwentny nacjonalizm i przede wszystkim pomysł wyrzucenia „wszystkich” afrykańskich imigrantów. Już w czasie kampanii wyborczej, gdy obiecywał „deportować wszystkich” (jest ich ok. 600 tys.) powoływał się na „rozwiązanie izraelskie”, które nota bene jest w zasadzie niemożliwe do przeprowadzenia. Prezydenta Rosji Władimira Putina też „uwielbia”, by zagrać na nosie europejskiej polityce sankcji, na której Włochy dużo straciły.

 

Logika wymierania

Ledwo zaczął rządzić, już ma ambicje kontynentalne. W Pontidzie ogłosił „wielki europejski projekt”, stworzenia „Ligi Lig w Europie”, która „zjednoczy wolnościowe ruchy polityczne pragnące bronić swoich granic [przed imigracją] i dobrobytu swych dzieci”. Widzi tu m.in. francuskie Zgromadzenie Narodowe (RN – to nowa nazwa Frontu Narodowego Marine Le Pen), koalicję prawicy ze skrajną prawicą w Austrii i wschodnioeuropejską Grupę Wyszehradzką, przeciwną wszelkiej imigracji.
Nie wytrzymał Tito Boeri, bardzo szanowany szef INPS (włoskiego ZUSu). Mówił w parlamencie, że redukując imigrację Włochy będą tracić swoją populację w tempie co najmniej 700 tys. osób poniżej 34 roku życia co pięć lat, ze względu na prawdziwy upadek demograficzny, który kraj przeżywa na skutek „reform” neoliberalnych. Po prostu systematyczne pozbawianie ludzi bezpieczeństwa pracy prowadzi do zmniejszania się rozrodczości. Inaczej mówiąc, nie będzie kto miał zarabiać na emerytury, tym bardziej, że rząd Ligi/M5S chce ułatwić wcześniejsze przechodzenie w stan spoczynku. Salvini odpowiedział, że Boeri „chyba żyje na Marsie”. Ale jak długo potrwa jego optymizm?
Znany włoski socjolog Domenico De Masi narobił dużo zamieszania utrzymując, że optymizm Salviniego jednak potrwa. Nazajutrz po marcowych wyborach ogłosił, że „Salvini to prawica, która zje M5S, choć nie jest on z lewicy. Sytuacja jest alarmująca, przypomina czasy Marszu na Rzym [Mussoliniego, w 1922 r.]. Żaden z obu liderów nie ma poważnej kultury politycznej, ale szef Ligi jest bardziej przebiegły i nie ma hamulców”. Dla De Masiego Ruch Pięciu Gwiazd to „piasek” złożony głównie z „ignorantów”, podczas gdy Liga to twarda, faszystowska „cegła”, solidna, odporna. Jego zdaniem, sytuacja jest nawet gorsza niż w 1922: „Stany Zjednoczone jako jeden ze zwycięzców wojny, jawiły się w Europie jako kraj wyzwolicielski. Dziś jest na odwrót – USA są złym przykładem do naśladowania.”

 

Powrót do przeszłości

Poza tym, według jego analizy, Włochy, kraj, w którym wynaleziono uniwersytety, niszczy tę tradycję, mianując na ministerialne stanowiska ludzi ledwo z maturą (jak Salvini), a jedna trzecia posłów w ogóle nie ma żadnego dyplomu. Wreszcie w 1922 r. Włochy nie miały za sobą doświadczenia berlusconizmu, który regularnie ciągnął kraj w dół. Berlusconi przez 20 lat zajmował się tylko dbałością o swe przedsiębiorstwa i doprowadził do „mutacji antropologicznej” Włochów. Salvini natomiast doprowadzi do „mutacji politycznej”, i również w kierunku dołu. „Włosi nie są rasistami” – mówi De Masi, ale „mutacja antropologiczna” wyzwoliła ksenofobię, która każe widzieć obcego jako zagrożenie, szczególnie w momencie kryzysu gospodarczego. Salvini wywołał i uprawomocnił to pierwotne uczucie tak, że „mało kto wstydzi się dzisiaj określać jako rasista”.
Liga zawsze będzie potrzebowała wrogów, by rządzić. Ten trend rozlewa się po naszym kontynencie, społeczne „mutacje” znamy zresztą w Polsce. Włosi zapewniają sobie miraż ekskluzywnego „dolce vita” w podkutych butach, które słychać coraz dalej i dalej.

Wolta Mattarelli

Włoski prezydent Sergio Mattarella nie zaakceptował składu przyszłego rządu, jaki przedłożył mu kandydat na premiera Giuseppe Conte. Kolejną próbę sformowania gabinetu podejmie były urzędnik Międzynarodowego Funduszu Walutowego, a więc przedstawiciel dokładnie tych sił, przeciwko którym głosowali Włosi w marcowych wyborach. Głosowali na nacjonalistów i pseudoantysystemowców, bo wiarygodnej alternatywy lewicowej prawie nie było.

 

Wydawało się, że koalicyjny rząd Ruchu Pięciu Gwiazd i nacjonalistycznej Ligi (dawniej Ligi Północnej), z dziwacznym programem, równocześnie uwzględniającym podatek liniowy, wprowadzenie pewnej formy dochodu gwarantowanego i likwidację programów sprzyjających integracji migrantów, jest na najlepszej drodze do powstania. Liderzy obu ugrupowań dogadali się w sprawie kompromisowego kandydata na premiera, którym miał być profesor prawa, Giuseppe Conte, bezpartyjny technokrata. Tyle, że prezydent, w swojej karierze politycznej związany z chadecją i proeuropejską centrolewicą, po przedstawieniu mu proponowanego składu rządu, nie zgodził się, by resort finansów powierzyć Paolo Savonie, ekonomiście, który wejście Włoch do strefy euro nazywa „historyczną pomyłką”. W tej sytuacji Conte zrezygnował z misji tworzenia rządu.

Mattarella, który według włoskiej konstytucji powinien być jedynie neutralnym arbitrem, uzasadnił swoją decyzję, zajmując stanowisko wprost polityczne – stwierdził, że w resorcie finansów nie chciał widzieć osoby, która mogłaby popierać rezygnację z euro. W jeszcze bardziej kontrowersyjnym kroku zaprosił do tworzenia nowego rządu byłego urzędnika Międzynarodowego Funduszu Walutowego Carlo Cottarellego. W gabinecie znaleźć mieliby się „niezależni eksperci”, połączeni wszakże jednym: dążeniem do pozostania Włoch w strefie euro w jej obecnym kształcie i wiarą w antyspołeczną politykę austerity. Cottarelli we Włoszech nazywany jest „Nożyczkami”, gdyż w latach 2008-2013 dokonywał przeglądu polityki budżetowej centrolewicowego rządu Enrico Letty i polecił dokonanie całej gamy cięć wydatków publicznych. Nieuchronnie przyczyniając się do żałosnego stanu usług publicznych w Italii.

Bezprecedensowy ruch głowy państwa spotkał się z wściekłą reakcją niedoszłych partii rządzących, które zarzucają Mattarelli przekroczenie uprawnień i realizowanie poleceń Brukseli, agencji ratingowych, lobby finansowego czy Niemiec. Według lidera Ruchu Pięciu Gwiazd Luigiego Di Maio wobec prezydenta, dla którego konstytucja przewiduje rolę neutralnego arbitra, powinna zostać wszczęta procedura impeachmentu. – Jeśli wciąż jesteśmy demokracją, należy zrobić tylko jedną rzecz: dać głos Włochom – powiedział z kolei lider Ligi Matteo Salvini. – W tym kraju możesz być skazanym przestępcą, osobą skazaną za przestępstwo skarbowe, podejrzanym o korupcję i mimo wszystko zostać ministrem. Ale jeśli krytykujesz Europę, nie możesz zostać ministrem gospodarki.
Krytycy prezydenta nie wahają się nazywać nominacji Cottarellego zamachem stanu. Powtórzone wybory na jesieni wydają się nieuchronne. Nawet jeśli Cottarelli sformuje rząd (pierwsze nazwiska już są przedmiotem spekulacji), a Mattarella go pobłogosławi, w parlamencie nadal większość mają Ruch Pięciu Gwiazd i Liga, co fundamentalnie ograniczy premierowi pole manewru. Jako że sytuacja społeczna Włoch jest bardzo trudna, stare partie dawno się skompromitowały, a wiarygodnej alternatywy na lewicy nie widać, nowe głosowanie według wszelkiego prawdopodobieństwa zakończy się jeszcze większym sukcesem tych samych partii.

Działacze włoskiej lewicy antykapitalistycznej zwracają uwagę, że Mattarella, blokując powstanie rządu nacjonalistów i „antysystemowców”, nie zająknął się ani słowem o rasistowskich i antyimigranckich akcentach w wypowiedziach i rozwiązaniach forsowanych przez Ligę. Nie liczyło się dla niego łamanie praw człowieka, do którego nieuchronnie doszłoby pod rządami tworzonej koalicji, a jedynie obrona interesu Unii Europejskiej w jej obecnym, służącym kapitałowi kształcie.

– Cottarelli jako szef rządu oznacza wprowadzenie Troiki, konkretyzuje się apokaliptyczny scenariusz. Naprawdę nie dało się zrobić niczego, by tego uniknąć? – pyta na Twitterze Ilaria Bifarini, publicystyka, krytyczka neoliberalizmu i „polityki oszczędności”.