48 godzin sport

Mityng na Stadionie Śląskim
W miniona sobotę na Stadionie Śląskim w Chorzowie odbył się od kilku miesięcy duży mityng lekkoatletyczny z udziałem czołowych polskich zawodników. Wojciech Nowicki wygrał rzut młotem wynikiem 78,52 m. Dalej w tym roku rzucił jedynie Węgier Bence Halasz (78,86 m). Wśród pań triumfowała Katarzyna Furmanek, ustanawiając nowy rekord życiowy – 71,02 m. Mistrzyni Europy na 400 m Justyna Święty-Ersetic wystartowała na 100 metrów (była druga z rezultatem 12,10 s, za Julią Polak, która wygrała w czasie 12,04 s), na 300 metrów nie miała konkurencji i wygrała wynikiem 37,05 s. Tego dnia Święty-Ersetic pomogła też Joannie Jóźwik i wystartowała też w biegu na 600 m, nadając tempo rywalizacji przez 400 metrów, co pozwoliło Jóźwik osiągnęła wynik 1:27,90, najlepszy w tym sezonie na świecie. W sprincie na 100 metrów zwyciężył Oliwer Wdowik (10,51 s), który wygrał też bieg na 200 m (21,30 s). Na 300 metrów najlepszy był Karol Zalewski (32,87 s), a na 400 m triumfował Rafał Omelko (46,05 s). Skok o tyczce mężczyzn wygrał Paweł Wojciechowski wynikiem 5,45 m, zaś w pchnięciu kulą triumfował Konrad Bukowiecki (20,63 m), pokonując Michała Haratyka (20,12 m).

Zmarł legendarny piłkarz Interu
W sobotę w wieku 78 lat zmarł legendarny zawodnik Interu Mediolan, Mario Corso. Występował w tym mediolańskim klubie przez szesnaście sezonów, w latach 1957-1973, rozgrywając w jego barwach aż 509 meczów. Zdobył Interem dwukrotnie Puchar Europy (poprzednik Lig Mistrzów), dwukrotnie Puchar Interkontynentalny oraz cztery tytuły mistrza Włoch. W reprezentacji Włoch zaliczył 23 występy i strzelił cztery gole. „Grał w zespole, który tworzył historię Interu. W tym trudnym czasie wszystkie nasze myśli i uczucia są z jego najbliższą rodziną” – napisano w komunikacie o jego śmierci zamieszczonym na oficjalnej stronie mediolańskiego klubu.

Francuz w Jastrzębskim Węglu
Francuski reprezentacyjny przyjmujący Yacine Louati został siatkarzem Jastrzębskiego Węgla. W ostatnich dwóch sezonach grał we włoskich klubach Kioene Padwa i Vero Volley Monza. Klub z Jastrzębia-Zdroju zatrudnił też reprezentacyjnego marokańskiego atakującego Mohameda Al Hachdadiego, który zastąpi dwukrotnego mistrza świata Dawida Konarskiego. 29-letni Marokańczyk będzie pierwszym zawodnikiem z Afryki w PlusLidze. Nowymi graczami Jastrzębskiego Węgla zostali też Rafał Szymura z GKS Katowice oraz dwaj 19-letni wychowankowie klubu – Patryk Cichosz-Dzyga i Michał Gierżot.

Kara dla Olympique Marsylia
Klub piłkarski Olympique Marsylia został ukarany przez UEFA grzywną w wysokości trzech milionów euro za niedotrzymanie warunków ugody dotyczącej naruszenia przepisów tzw. finansowego fair play. Francuski zespół będzie mógł jednak wystąpić w europejskich pucharach. Ugoda zawarta została rok temu, a Olympique zobowiązał się m.in. do zmniejszenia stosunku zarobków piłkarzy do przychodów klubu.

Dobre noty Bednarka
Piłkarze FC Southampton udanie wrócili do gry po przerwie spowodowanej pandemią. „Święci” wygrali na wyjeździe z Norwich 3:0, a dobry występ zanotował reprezentant Polski Jan Bednarek. Sky Sport ocenił jego występ na 7 w dziesięciostopniowej skali, tak samo jak kilku innych graczy Southampton. Wyższą notę Bednarek otrzymał od branżowego portalu Sofascore(7,4), a od Whoscored nawet 7,7. Mniej powodów do zadowolenia miał nasz reprezentacyjny bramkarz Łukasz Fabiański, bo chociaż robił co mógł, to jego West Ham United przegrał u siebie z Wolverhampton Wanderers 0:2 i zajmuje w tabeli 17. miejsce, pierwsze bezpieczne nad strefą spadkową. Ale 18. AFC Bournemouth (rezerwowym bramkarzem tej drużyny jest Artur Boruc) ma tyle samo (27) punktów, zaś 19. Aston Villa 26.

Zmarł Svein Arne Hansen
Norweska Federacja Lekkiej Atletyki poinformowała, że w wieku 74 lat zmarł szef europejskiej federacji lekkoatletycznej (European Athletic) Svein Arne Hansen. W połowie marca ten ceniony na świecie szwedzki działacz sportowy trafił do szpitala, a przyczyną jego śmierci były komplikacje zdrowotne będące skutkiem udaru. Przez 24 lata Hansen organizował w Oslo Bislett Games, mityng zaliczany od 2010 roku do cyklu Diamentowej Ligi. Szefem europejskiej federacji został w 2015 roku, a po czterech latach wybrano go na drugą kadencję. Był także członkiem Rady World Athletics, czyli światowych władz lekkoatletyki.

Nie zostaną w PSG do sierpnia
Napastnik Edinson Cavani i obrońca Thomas Meunier nie zagrają w sierpniowych meczach Ligi Mistrzów w barwach Paris Saint-Germain. Obaj odejdą z klubu z końcem czerwca, kiedy wygasają ich kontrakty. Będący w takiej samej sytuacji Thiago Silva oraz Layvin Kurzawa zgodzili się zostać w klubie co najmniej do końca rozgrywek Ligi Mistrzów. Ligue 1 zakończyła rozgrywki w trakcie trwania pandemii, a tytuł mistrza Francji przyznano pierwszej w tabeli ekipie PSG.

Rio ponownie bez futbolu
Burmistrz Rio de Janeiro Marcelo Crivella zawiesił w sobotę organizowanie wszystkich profesjonalnych meczów piłkarskich w tym mieście. Zaledwie trzy dni wcześniej wrócono do gry po przerwie związanej z pandemią, wznawiając rywalizację o mistrzostwo stanu. Dwa czołowe kluby z tego miasta, Botafogo i Fluminense, ogłosiły wcześniej, że nie przystąpią do rywalizacji nawet jeśli nakaże im to brazylijska federacja piłkarska.

Jeden Waczyński to za mało
Adam Waczyński był najlepszym koszykarzem Unicai Malaga w drugim mieczu o mistrzostwo hiszpańskiej ligi ACB, ale jego ekipa przegrała z FC Barceloną 73:84. Hiszpańska liga ACB kończy sezon przerwany z powodu pandemii w formule turnieju z udziałem 12 ekip. Mecze rozgrywane są od środy w Walencji. Mistrz zostanie wyłoniony 30 czerwca. Z dwóch grup do półfinałów awansują po dwie najlepsze ekipy.

Fabiański lepszy od Bednarka

W angielskiej Premier League występuje dwóch aktualnych reprezentantów Polski – Łukasz Fabiański i Jan Bednarek. W minioną sobotę ich zespoły, West Ham United i Southampton, zmierzyły się w meczu 28 kolejki. Lepsza w tym starciu okazała się drużyna Fabiańskiego, która wygrała 3:1.

Sobotnie spotkanie West Hamu United z Southamptonem miało zatem mocny polski akcent, zwłaszcza że obaj nasi reprezentanci wystąpili w podstawowych składach swoich drużyn i spędzili na boisku pełne 90 minut. Niestety, ekipy naszych piłkarzy są w tym sezonie skazane na walkę o utrzymanie w Premier League. W tej chwili w lepszej sytuacji od West Hamu jest Southampton, który mimo porażki jest wyżej w tabeli i z dorobkiem 34 punktów zajmuje 13. lokatę. Ekipa Fabiańskiego nie ma aż takiego komfortu. West Ham po wygranej ze „Świętymi” uciekł co prawda ze strefy spadkowej na 16. miejsce, ale ma na koncie tylko 27 punktów, tyle samo co 18. Bournemouth, którego rezerwowym bramkarzem jest 39-letni Artur Boruc, i tylko dwa „oczka” więcej od 19. Aston Villi, ale ten zespół ma jeden zaległy mecz do rozegrania. Ostatnią 20. lokatę zajmuje Norwich City z dorobkiem 21 pkt i na razie to jest jedyny kandydat do spadku. Obawiać degradacji muszą się też 17. w tabeli Watford (27 pkt), który sensacyjnie ograł w ten weekend FC Liverpool, oraz 15. Brighton&Hove (28 pkt), 14. Newcastle United (32 pkt) i nawet 13. Southampton (34 pkt).
Jeśli nie zdarzy się jakiś piłkarski kataklizm, to wszystko wskazuje, że w przyszłym sezonie do Premier League dołączą dwa zespoły z polskimi piłkarzami. Na czele Championship znajdują się obecnie ekipy West Bromwich Albion, w barwach którego występuje obecnie pozyskany tej zimy z Hull City Kamil Grosicki, zaś wiceliderem jest drużyna Leeds United, w której filarem jest inny z aktualnych reprezentantów Polski Mateusz Klich. Leeds United w miniony weekend w 36. kolejce rozbił na wyjeździe Hull City aż 4:0, a przy dwóch golach asystował Klich. Dla naszego piłkarza był to 36. ligowy występ w tym sezonie i ta liczba mówi wszystko o jego roli w zespole. Klich ma na koncie ponadto cztery bramki i cztery asysty. Leeds United ma 68. punktów i jedno „oczko” straty do lidera West Bromwich, ale pięć punktów przewagi na nad trzecim Fulham. A do Premier League bezpośrednio awansują dwie pierwsze drużyny.

Fabiański już trenuje

Występujący na co dzień w West Ham United Łukasz Fabiański, który od 10 stycznia leczył kontuzję uda, w miniony piątek wznowił treningi z zespołem. Powinien wrócić do gry w ciągu kilku, góra kilkunastu dni.

Fabiański nabawił się urazu 10 stycznia w meczu z Sheffield United. Dla 34-letniego bramkarza reprezentacji Polski był to dramat, bo ledwie dwa tygodnie wcześniej wrócił do gry po trwającej od września ubiegłego roku pauzie spowodowanej właśnie kontuzją uda, po której musiał poddać się operacji. Służby medyczne w West Hamie w komunikatach podawały, że przerwa w grze polskiego golkipera może potrwać nawet do lutego 2020 roku, ale ostatecznie trwała niemal równe trzy miesiące.
Powrót Fabiańskiego do drużyny kibice „Młotów” przyjęli z entuzjazmem, bo polski bramkarz swoją fantastyczną grą w poprzednim i w tym sezonie zaskarbił sobie ich sympatię, ale ważniejszym powodem do świętowania było to, że bez Polaka w składzie West Ham przestał zdobywać ligowe punkty. W jego pierwszym występie po powrocie, 28 grudnia ub. roku, ekipa „Młotów” jeszcze złej passy nie przerwała, ale w ówczesnym wiceliderem, Leicester City, przegrała minimalnie 1:2, a Fabiański popisał się efektowna obroną rzutu karnego. W kolejnym spotkaniu, z AFC Bournemouth, West Ham już wygrał i gdy wydawało się, że wszystko wróciło do normy, w meczu z Sheffield United reprezentant Polski musiał opuścić boisko już w 15. minucie.
Trener West Hamu David Moyes trochę się przestraszył, bo dubler Polaka, David Martin, odbiegał znacznie poziomem i w trybie awaryjnym sprowadził nowego bramkarza, Darrena Randolpha, ale Irlandczyk na dzień dobry puścił w dwóch meczach aż pięć bramek (jedną z Evertonem i cztery Leicester City. Ekipa Davida Moyesa po 23 meczach zajmuje dopiero 17. miejsce z dorobkiem 23 punktów i tylko lepszym bilansem bramkowym wyprzedza zespół AFC Bournemouth i Watford, znajdujące się w strefie spadkowej. Dlatego sympatyków tego londyńskiego klubu tak ucieszyła wieść, że Fabiański wrócił.

Fabiański znów doznał kontuzji

Pech nie przestaje prześladować Łukasza Fabiańskiego. Bramkarz reprezentacji Polski w trakcie piątkowego meczu West Hamu z Sheffield United (0:1) doznał urazu i musiał już w 15. minucie opuścić boisko. Fabiański 12 października ub. roku przeszedł operację biodra. Do gry wrócił pod koniec roku, ale zdołał zagrać tylko w trzech meczach.

Londyński klub w oficjalnym komunikacie wydanym po ubiegłorocznej operacji Fabiańskiego podał, że Polak wróci na boisko za trzy miesiące. Gdyby tego terminu dotrzymano, bramkarz West Hamu powinien zagrać pierwszy mecz po wyleczeniu kontuzji właśnie w miniony weekend. Ekipie „Młotów” reprezentanta Polski w bramce wiodło się jednak fatalnie – w 11 spotkaniach zdobyła tylko siedem punktów i niebezpiecznie zjechała w tabeli w pobliże strefy spadkowej. Nic zatem dziwnego, że trener West Hamu David Moyes trochę przyspieszył powrót Fabiańskiego, wystawiając go do gry już po koniec ubiegłego roku przeciwko Leicester City (1:2). Polak zaimponował wysoką formą i obronił w tym spotkaniu rzut karny, a potem walnie przyczynił się do zwycięstwa „Młotów” w starciach z Bournemouth i pucharowym z Gillingham. Szczęście nie trwało jednak długo i jeśli uraz biodra się odnowi, naszego bramkarz znów czeka wielomiesięczna przerwa w grze, a Euro 2020 coraz bliżej.

Wyróżnili Lewego i Fabiańskiego

W swoim dorocznej ocenie piłkarzy Bundesligi tygodnik „Kicker” przyznał najwyższą ocenę, „klasę światową”, tylko jednemu graczowi – Robertowi Lewandowskiemu. Innego rodzaju wyróżnienie otrzymał w Anglii bramkarz Łukasz Fabiański, którego portal Whoscored.com umieścił w jedenastce dekady Premier League.

Magazyn „Kicker” ocenił rundę jesienną w wykonaniu niemieckich piłkarzy oraz obcokrajowców grających w Bundeslidze. Robert Lewandowski po raz szósty w karierze otrzymał najwyższą możliwą notę – „Weltklasse”, czyli klasę światową. Nie byłoby w tym zatem nic szczególnego, gdyby nie to, że Polak jest tym razem jedynym graczem niemieckiej ekstraklasy wyróżnionym maksymalną oceną. Zasłużył na nią bezdyskusyjnie. Przypomnijmy, że rundzie jesiennej w 17 meczach ligowych zdobył aż 19 bramek i zaliczył dwie asysty. Świetne występy zanotował także w Lidze Mistrzów, gdzie po fazie grupowej jest najskuteczniejszym strzelcem z dorobkiem 10 goli.

Lewandowski dość długo musiał czekać na tak wysoką ocenę, bo po wcześniej „klasę światową” przyznano mu po rundzie wiosennej sezonu 2016/2017 („Kicker ocenia piłkarzy co pół roku). Wtedy wraz z nim najwyższą notą wyróżniono też Pierre’a-Emericka Aubameyanga, wtedy jeszcze napastnika Borussii Dortmund, który na finiszu rozgrywek wyprzedził Lewandowskiego w wyścigu o tytuł króla strzelców Bundesligi. W obecnym sezonie zdaniem „Kickera” żaden inny piłkarz w Bundeslidze nie zasłużył na „klasę światową”. Timo Werner z RB Lipsk, Marcus Thuram z Borussii Moenchengladbach i Milot Rashica z Werderu Brema otrzymali „klasę międzynarodową”, czyli o stopień niższą. Werner jest najbliżej dorównania „Lewemu” już w rundzie wiosennej, bo na półmetku rozgrywek ma tylko o jedną bramkę na koncie mniej od niego i z pewnością będzie najpoważniejszym konkurentem Polaka do zdobycia tytułu króla strzelców.

Lewandowski zaczął przygotowania do rundy wiosennej z lekkim opóźnieniem i samotnie, bo jak wiadomo przechodził rehabilitację po przebytym w grudniu zabiegu usunięcia przepukliny pachwinowej. Nie pojechał z kadrą Bayernu na krótkie zimowe zgrupowanie w Katarze, ale w minioną środę był już widziany w Monachium w ośrodku treningowym bawarskiego klubu jak ćwiczy indywidualnie pod okiem fizjoterapeuty. W podobnej sytuacji co „Lewy” są jeszcze leczący urazy Hiszpan Javi Martinez, Francuz Kingsley Coman i Niemiec Niklas Suele. W piątek cała czwórka będzie już mogła spotkać się z kolegami, bo ekipa Bayernu tego dnia wróci do Monachium. Broniący mistrzowskiego tytułu bawarski zespół pierwszy mecz ligowy w 2020 roku rozegra 19 stycznia w Berlinie z Herthą. Wiele wskazuje, że do tego czasu Lewandowski wróci do pełni sił, a zatem niewykluczone, że w stolicy Niemiec zagra. To dobra wiadomość także dla kibiców reprezentacji Polski, bo forma jej najskuteczniejszego strzelca i kapitana może mieć kluczowe znaczenie podczas czekających nas w tym roku mistrzostw Europy
A że klasowych piłkarzy w kadrze nigdy za wiele, powinno nas cieszyć każde wyróżnienie dla polskiego piłkarza. Zwłaszcza przyznane na podstawie meczowych not, a takie przyznał Łukaszowi Fabiańskiemu fachowy angielski portal piłkarski Whoscored.com. Bramkarz naszej reprezentacji znalazł się w najlepszej jedenastce w ostatnich dziesięciu sezonów Premier League.

Fabiański Fabiański występuje na angielskich boiskach od 13 lat. W lipcu 2007 roku Fabiański przeszedł do Arsenalu Londyn z Legii Warszawa. W barwach „Kanonierów” rozegrał 78 spotkań. Później przeniósł się do Swansea City, a w barwach tego walijskiego klubu wystąpił 150 razy. Od lipca 2018 roku jest kluczowym zawodnikiem West Hamu United, w którym zaliczył dotąd 47 meczów. W każdym z tych zespołów Fabiański spisywał się bardzo dobrze, o czym świadczą najlepiej meczowe oceny przyznawane m. in. przez Whoscored.com.

Po ich zsumowaniu wyszło, że polski bramkarz spośród wszystkich golkiperów występujących w tym okresie w angielskiej ekstraklasie ma najwyższą średnia notę 6,89. Policzono, że od stycznia 2010 roku Fabiański interweniował 737 razy, a w 58 spotkaniach zachował czyste konto. W jedenastce dekady znalazł się w doborowym towarzystwie. Do najlepszej drużyny ostatniego dziesięciolecia wybrano również m. in. Edena Hazarda (średnia ocena 7,64), Sadio Mane (7,31), Harry’ego Kane’a (7,42) czy Sergio Aguero (7,46). Fabiański będzie zatem godnym konkurentem dla Wojciecha Szczęsnego.

 

Polscy piłkarze na angielskiej trawie

Kamil Grosicki zdobył bramkę dla Hull City w wygranym 3:0 meczu z Birmingham City w 23. kolejce angielskiej Championship (drugi poziom rozgrywkowy). Skrzydłowy reprezentacji Polski zaliczył też asystę przy pierwszym golu. Grosicki w tym sezonie ma już na koncie sześć ligowych trafień.

To było łatwe zwycięstwo ekipy Hull City. Grosicki pojawił się na boisku w podstawowym składzie. Najpierw popisał się asystą przy pierwszym golu dla gospodarzy, a w drugiej połowie sam trafił do siatki rywali, wykorzystując w 58. minucie podanie Jarroda Bowena. Po tym zwycięstwie ekipa „Tygrysów” awansowała w Championship na 11. miejsce. Grosicki na boisku przebywał do 81. minuty, a schodzącego kibice Hull City żegnali owacjami.

Mniej powodów do zadowolenia po tej kolejce mieli dwaj inni reprezentanci Polski występujący w angielskiej Ii lidze. Mateusz Klich rozegrał całe spotkanie w barwach Leeds United, ale jego zespół przegrał z Fulham 1:2. Ekipa naszego piłkarza wciąż jednak zajmuje premiowaną bezpośrednimi awansem drugą lokatę, ale trzecia w tabeli drużyna Fulham zmniejszyła stratę do 9. punktów. Jeszcze mniej zadowolony z wyniku był trzeci z polskich kadrowiczów w Championship – Krystian Bielik, występujący w zespole Derby County. On i jego koledzy już od 4. minuty wyjazdowego spotkania z Reading musieli grać w dziesiątkę, a na dodatek stracili gola z rzutu karnego. Gospodarze ostatecznie wygrali 3:0, a nasz piłkarz spędził na bosku 70 minut. Komplet punktów wywalczył natomiast zespół Huddersfield, którego bramki strzeże Kamil Grabara. Młodzieżowy reprezentant Polski dał się tylko raz pokonać w meczu z Nottingham Forrest i jego ekipa zwyciężyła 2:1 awansując na 19. miejsce. O pechu może mówić natomiast bramkarz Bartosz Białkowski, bo jego drużyna szybko straciła gola, potem jednak w 85. minucie doprowadziła do remisu, lecz w czwartej doliczonej minucie gry goście zdołali zdobyć zwycięską bramkę. Millwall zajmuje w tabeli 13. lokatę, ale ma tyle samo punktów (33) co 11. Hull City.

Z Polaków grających w Premier League w ten weekend na boisku pojawił się tylko Jan Bednarek, który w wygranym przez Southampton 3:1 wyjazdowym meczu z Aston Villą zaliczył całe spotkanie. Artur Boruc był jak zawsze w tym sezonie był jedynie rezerwowym golkiperem AFC Bournemouth, a jego zespół przegrał 0:1 w spotkaniu z Burnley. Grający w West Ham United Łukasz Fabiański nadal leczy kontuzję.

 

Kłopoty kadry z odlotem

Reprezentacja Polski wyruszyła do Macedonii Północnej z dwugodzinnym opóźnieniem, ale w końcu dotarła do Skopje. Przed hotelem nie było tłumów, a na piłkarzy czekał już obiad. Ostatecznie podróż nie okazała się więc aż taka męcząca.

Wyczarterowany samolot, którym reprezentacja Polski miała polecieć do Skopje na mecz eliminacji Euro 2020 z Macedonią Północną, uległ awarii w Londynie i kadra biało-czerwonych musiała czekać na lotnisku Chopina w Warszawie prawie dwie godziny, zanim przewoźnik podstawił inny samolot. W końcu nasi piłkarze odlecieli dopiero po 13:00 i z powodu opóźnienia cały harmonogram czwartkowego popołudnia legł w gruzach. Rzecznik prasowy PZPN poinformował na Twitterze, że zaplanowana na 16:30 konferencja prasowa została przesunięta o godzinę, a trening kadry wyznaczono na 18:00.

Takich kłopotów nie mieli rzecz jasna gospodarze meczu. Trener reprezentacji Macedonii Północnej Igor Angelovski na wstępie spotkania z dziennikarzami zapewnił: „To, że gościmy tak dobrą reprezentację jak Polska, powoduje, że będziemy jeszcze bardziej zmobilizowani. Wymagam od moich zawodników, żeby w każdym meczu grali maksymalnie ofensywnie, bo taką mam filozofię gry. Nie zmienię jej akurat na mecz z Polakami. Musimy zapomnieć, że zdobyliśmy już w tych eliminacjach cztery punkty, tylko podejść do meczu tak, jakby był pierwszy. Jestem przekonany, że moi zawodnicy zostawią serce na boisku”.
Selekcjoner kadry Macedończyków został rzecz jasna zapytany, czy ma receptę na powstrzymanie Roberta Lewandowskiego. Angelovski odpowiedział żartobliwie: „Z tego co wiem Lewandowski nie jest chory, a ja nie jestem lekarzem i nie wypisuję recept. Czeka nas mecz z polskim zespołem, a nie z jednym jego zawodnikiem” – powiedział Angelovski.

Do Skopje Brzęczek zabrał taką oto kadrę: bramkarze – Łukasz Fabiański (West Ham), Łukasz Skorupski (Bologna), Rafał Gikiewicz (Union Berlin); obrońcy – Jan Bednarek (Southampton), Bartosz Bereszyński (Sampdoria), Thiago Cionek (SPAL), Kamil Glik (AS Monaco), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów), Michał Pazdan (Ankaragucu), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa); pomocnicy – Przemysław Frankowski (Chicago Fire), Jacek Góralski (Łudogorec), Kamil Grosicki (Hull City), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb), Mateusz Klich (Leeds United), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa), Karol Linetty (Sampdoria), Damian Szymański (Achmat Grozny), Piotr Zieliński (SSC Napoli); napastnicy – Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Arkadiusz Milik (SSC Napoli) i Krzysztof Piątek (AC Milan).

Którzy z tych zawodników wyjdą na mecz w podstawowej jedenastce? Wiadomo, że bramce stanie Fabiański, co już Brzęczek zdążył już wcześniej ogłosić, z całą pewnością w ataku zobaczymy też kapitana drużyny Roberta Lewandowskiego. W medialnych spekulacjach na temat składu biało-czerwonych sugerowano się ustawieniem graczy podczas gier treningowych, a w nich Brzęczek najczęściej testował sprawdzony już wariant 1-4-2-3-1, czyli z jednym napastnikiem. Jeśli nie była to zmyłka przygotowana na zaspokojenie ciekawości macedońskich szpiegów, to w piątek w Skopje powinni w środku obrony zagrać Glik z Bednarkiem, na prawej flance Bereszyński lub Kędziora, a na lewej Rybus. Dwójkę defensywnych pomocników stworzą zapewne Krychowiak z Klichem, na lewym skrzydle pomocy powinien zagrać Grosicki, na prawej Frankowski, w środku jako rozgrywający Zieliński, a na szpicy „Lewy”.

Trudno stwierdzić, czy jest to obecnie najsilniejszy skład naszej reprezentacji, ale w rezerwie Brzęczek z ofensywnych graczy ma tak naprawdę tylko Milika i Piątka, a w pomocy niemal samych speców od zadań defensywnych – Góralskiego, Szymańskiego, Linettego i Kądziora. Żaden z nich nie nadaje się do kreowania gry, co oznacza, że jeśli słaby dzień będzie miał Zieliński, to w razie kłopotów w starciu z Macedończykami Brzęczek nie ma żadnego asa w rękawie. Chyba, że cofnie Lewandowskiego do pomocy, a w jego miejsce na szpicę pośle Piątka, a na wsparcie jeszcze Milika. Tylko że taki wariant selekcjoner odrzucił. Może to też była zmyłka?

 

Fabiański zatrzymał Tottenham

West Ham United w derbach Londynu pokonał Tottenham Hotspur na jego stadionie 1:0. Znakomity występ w tym spotkaniu zaliczył Łukasz Fabiański, który kapitalnymi interwencjami zatrzymywał strzały napastników półfinalisty obecnej edycji Ligi Mistrzów.

Faworytem sobotniego spotkania był rzecz jasna Tottenham,, który w przypadku zwycięstwa już niemal na sto procent miałby zapewnione trzecie miejsce i pewny udział w nowej edycji Ligi Mistrzów. Ale ekipa West Hamu, chociaż już nie gra w lidze o nic, nieoczekiwanie stawiła „Kogutom” twardy opór, a jej bramkarz, Łukasz Fabiański, dokonywał wręcz cudów. W 11. minucie reprezentant Polski obronił strzał Koreańczyka Heung-Min Sona, a jeszcze przed przerwą popisał się zachwycającą paradą po uderzeniu Christiana Eriksena. Po zmianie stron Tottenham wciąż miał miażdżącą przewagę, ale goście coraz częściej wyprowadzali szybkie ataki. Po jednym z nich dobrze ustawiony w polu karnym „Kogutów” Michail Antonio mocnym strzałem pod poprzeczkę wyprowadził West Ham na prowadzenie.

Tottenham mimo porażki utrzymał trzecią lokatę w tabeli, ale musiał czekać na wynik niedzielnego meczu Chelsea Londyn z Manchesterem United. W przypadku wygranej londyńska drużyna zrównałaby się w liczbie punktów z „Kogutami”, a do końca rozgrywek w Premier League zostały już tylko dwie kolejki. West Ham zajmuje 11. miejsce.

 

Pierwszy spadkowicz

Zespół Huddersfield Town został pierwszym spadkowiczem z Premier League. W 32. kolejce przegrał z Crystal Palace 0:2 i nie ma już szans na uniknięcie degradacji. Zagrożony jest też zespół Jana Bednarka Southampton.

Sytuacja, że spadkowicz został wyłoniony już w marcu, zdarzyła się dopiero po raz drugi w historii tych rozgrywek. Zajmujący ostatnia lokatę w tabeli zespół Huddersfield Town zdobył w 32 kolejkach zaledwie 14 punktów, a plasująca się na 17. miejscu ekipy Burnley, zajmującej pierwsze bezpieczne miejsce w tabeli, ma na koncie 33 punkty. Ponieważ do zakończenia rozgrywek pozostało sześć kolejek, czyli do zdobycia maksymalnie 18 „oczek”, piłkarze Huddersfield już mogą planować nowy sezon w niższej klasie, , podobnie jak ekipa Fulham, która jest na 19. miejscu z 17. punktami. Obroni się może jeszcze 18. w tabeli Cardiff City, bo ma 28 pkt i do Burnley traci pięć „oczek”. Tyle samo punktów co Burnley mają też drużyny Brighton&Hove Albion oraz Southampton, w barwach którego występuje reprezentant Polski Jan Bednarek. W 32. kolejce te zespoły zmierzyły się w bezpośrednim starciu, które na swoją korzyść rozstrzygnęła ekipa „Świętych” wygrywając 1:0. Nasz piłkarz rozegrał cały mecz i zebrał za swój występ pochlebne recenzje.

Obaw przed degradacja nie musi mieć Łukasz Fabiański, bo jego West Ham United, chociaż w ten weekend przegrał u siebie z Evertonem 0:2, z 42. pkt na koncie zajmuje 11. miejsce ze stratą ledwie dwóch „oczek” do siódmego w tabeli Wolverhampton. Fabiański przy obu straconych golach nie miał żadnych szans na obronę. Degradacja nie grozi też drużynie Artura Boruca Bournemouth. Polak w tej kolejce usiadł na ławce, a w meczu z Leicester City (0:2) do bramki wrócił Bośniak Asmir Begović, który ostatnio zagroził odejściem, jeśli nie odzyska roli bramkarz numer 1.

 

Wiedeński test Szczęsnego

Zanim trener Jerzy Brzeczek podał skład biało-czerwonych na mecz z Austriakami, ujawnił na którego z bramkarzy postawi. Zapowiedział, że przez najbliższe pół roku numerem 1 w bramce będzie Wojciech Szczęsny.

Brzęczek o swoim wyborze bramkarz poinformował oficjalnie. „To była trudna decyzja, bo dla mnie zarówno Wojtek Szczęsny, jak i Łukasz Fabiański są równorzędnymi zawodnikami i każdemu należy się pozycja numer 1 w bramce. Ale przepisy pozwalają na wystawienie do gry tylko jednego zawodnika w bramce. Szczęsny jest moim wyborem na pierwsze półrocze eliminacji. Jak będzie w jesiennych meczach pokaże przyszłość” – zaznaczył selekcjoner biało-czerwonych. Trudno mieć do niego o to pretensje. Jakąś decyzję podjąć musiał.

Ale ta była chyba najłatwiejsza. W wyborze zawodników w środku pola w jego przedmeczowych wypowiedziach dało się wyczuć wahanie. Oczywiście nie w przypadku wszystkich dziesięciu graczy. Pewniakami w jego personalnej układance byli Robert Lewandowski, Kamil Glik, Jan Bednarek, Kamil Grosicki, Grzegorz Krychowiak i Piotr Zieliński, przewidywanie reszty składu to już były jedynie spekulacje, zależne od taktycznego ustawienia zespołu. Brzęczek zdradził jedynie, że rozpatruje wyłącznie dwa warianty: 1-4-4-2 oraz 1-4-2-3-1. Odrzucał tym samym pojawiające się w mediach sugestie, że powinien wykorzystać znakomitą formę strzelecką Lewandowskiego, Krzysztof Piątka i Arkadiusza Milika i zagrać z Austrią trzema napastnikami.

„Na pewno drużyna jest lepsza niż przed mundialem w Rosji. Decydującym momentem jest to, czy już jest w stanie to pokazać, na co bardzo liczymy. Miniony rok nie był dla nas udany, rozczarowanie było bardzo duże, ale uważam, że jesienne mecze, chociaż żadnego nie wygraliśmy, pokazały duży potencjał zespołu. Dziś pozycja zawodników kadry w klubach jest silniejsza niż była w ubiegłym roku. Naszym zadaniem jest wykorzystać w stu procentach jakość, jaką wypracowali w klubach” – podkreślał Brzęczek, zarówno w wypowiedziach dla polskich, jak i austriackich mediów. Starał się też rozwiać wątpliwości w kwestii swoich relacji z Lewandowskim. „Robert jest najlepszym strzelcem w historii naszej reprezentacji. Wiadomo, jak ważną jest postacią w polskiej piłce. Cała drużyna liczy na jego skuteczność tak, jak w poprzednich eliminacjach. To jest nasz kapitan, nasza największa gwiazda, na której spoczywa wielka odpowiedzialność” – przekonywał.

Podobnie uważał trener zespołu Austrii Franco Foda, który nie ukrywał, że wyłączenie z gry Lewandowskiego będzie kluczowe dla wyniku spotkania. Mecz z Polska był dla selekcjoner austriackiej kadry 13. w tej rol. Jego bilans jest duo lepszy ni Brzęczka (sześć meczów, trzy remisy i trzy porażki): osiem zwycięstw, jeden remis i trzy porażki. 52-letni niemiecki szkoleniowiec zaczął pracę od pięciu zwycięstw z rzędu. Pokonał m.in. Urugwaj (2:1), Rosję (1:0) i Niemcy (2:1). W Lidze Narodów Austriacy rywalizowali w grupie B trzeciej dywizji z Irlandią Północną oraz Bośnią i Hercegowiną, zajmując drugie miejsce.
Na starcie eliminacji do Euro 2020 pokonanie uważanej za najmocniejsza w grupie reprezentacji Polski byłoby idealnym otwarciem. Foda nie mógł skorzysta z kilku kluczowych piłkarzy, ale ich absencji bagatelizował. „Zmieniają się piłkarze, ale nie nasz plan gry” – zapewniał w wypowiedziach.

I dawał do zrozumienia, że kluczem do powodzenia jego zespołu będzie szczelna defensywa. „ Polacy mają mocną ofensywę z Lewandowskim z Bayernu, Milikiem z Napoli i Piątkiem z Milanu, więc nie możemy podjąć z nimi otwartej gry. Podstawą naszego sukcesu będzie solidna defensywa. Chcemy jak najbardziej zabezpieczyć przestrzenie między formacjami” – zdradzał swój plan Foda.

O dziwo, Brzęczek mówił podobnie. „Nie możemy się koncentrować tylko na ofensywie i pięknej grze, bo decydująca będzie zdyscyplinowana gra w defensywie. Austriacy potrafią bezwzględnie wykorzystać okazję, jeśli trafią na drużynę lekceważącą tę zasadę” – zapewniał. I mieliśmy nadzieję, że wie, co mówi. Nie napiszemy jednak jak było faktycznie, bo mecz Austria – Polska zakończył się po zamknięciu wydania.