Kłopoty kadry z odlotem

Reprezentacja Polski wyruszyła do Macedonii Północnej z dwugodzinnym opóźnieniem, ale w końcu dotarła do Skopje. Przed hotelem nie było tłumów, a na piłkarzy czekał już obiad. Ostatecznie podróż nie okazała się więc aż taka męcząca.

Wyczarterowany samolot, którym reprezentacja Polski miała polecieć do Skopje na mecz eliminacji Euro 2020 z Macedonią Północną, uległ awarii w Londynie i kadra biało-czerwonych musiała czekać na lotnisku Chopina w Warszawie prawie dwie godziny, zanim przewoźnik podstawił inny samolot. W końcu nasi piłkarze odlecieli dopiero po 13:00 i z powodu opóźnienia cały harmonogram czwartkowego popołudnia legł w gruzach. Rzecznik prasowy PZPN poinformował na Twitterze, że zaplanowana na 16:30 konferencja prasowa została przesunięta o godzinę, a trening kadry wyznaczono na 18:00.

Takich kłopotów nie mieli rzecz jasna gospodarze meczu. Trener reprezentacji Macedonii Północnej Igor Angelovski na wstępie spotkania z dziennikarzami zapewnił: „To, że gościmy tak dobrą reprezentację jak Polska, powoduje, że będziemy jeszcze bardziej zmobilizowani. Wymagam od moich zawodników, żeby w każdym meczu grali maksymalnie ofensywnie, bo taką mam filozofię gry. Nie zmienię jej akurat na mecz z Polakami. Musimy zapomnieć, że zdobyliśmy już w tych eliminacjach cztery punkty, tylko podejść do meczu tak, jakby był pierwszy. Jestem przekonany, że moi zawodnicy zostawią serce na boisku”.
Selekcjoner kadry Macedończyków został rzecz jasna zapytany, czy ma receptę na powstrzymanie Roberta Lewandowskiego. Angelovski odpowiedział żartobliwie: „Z tego co wiem Lewandowski nie jest chory, a ja nie jestem lekarzem i nie wypisuję recept. Czeka nas mecz z polskim zespołem, a nie z jednym jego zawodnikiem” – powiedział Angelovski.

Do Skopje Brzęczek zabrał taką oto kadrę: bramkarze – Łukasz Fabiański (West Ham), Łukasz Skorupski (Bologna), Rafał Gikiewicz (Union Berlin); obrońcy – Jan Bednarek (Southampton), Bartosz Bereszyński (Sampdoria), Thiago Cionek (SPAL), Kamil Glik (AS Monaco), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów), Michał Pazdan (Ankaragucu), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa); pomocnicy – Przemysław Frankowski (Chicago Fire), Jacek Góralski (Łudogorec), Kamil Grosicki (Hull City), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb), Mateusz Klich (Leeds United), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa), Karol Linetty (Sampdoria), Damian Szymański (Achmat Grozny), Piotr Zieliński (SSC Napoli); napastnicy – Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Arkadiusz Milik (SSC Napoli) i Krzysztof Piątek (AC Milan).

Którzy z tych zawodników wyjdą na mecz w podstawowej jedenastce? Wiadomo, że bramce stanie Fabiański, co już Brzęczek zdążył już wcześniej ogłosić, z całą pewnością w ataku zobaczymy też kapitana drużyny Roberta Lewandowskiego. W medialnych spekulacjach na temat składu biało-czerwonych sugerowano się ustawieniem graczy podczas gier treningowych, a w nich Brzęczek najczęściej testował sprawdzony już wariant 1-4-2-3-1, czyli z jednym napastnikiem. Jeśli nie była to zmyłka przygotowana na zaspokojenie ciekawości macedońskich szpiegów, to w piątek w Skopje powinni w środku obrony zagrać Glik z Bednarkiem, na prawej flance Bereszyński lub Kędziora, a na lewej Rybus. Dwójkę defensywnych pomocników stworzą zapewne Krychowiak z Klichem, na lewym skrzydle pomocy powinien zagrać Grosicki, na prawej Frankowski, w środku jako rozgrywający Zieliński, a na szpicy „Lewy”.

Trudno stwierdzić, czy jest to obecnie najsilniejszy skład naszej reprezentacji, ale w rezerwie Brzęczek z ofensywnych graczy ma tak naprawdę tylko Milika i Piątka, a w pomocy niemal samych speców od zadań defensywnych – Góralskiego, Szymańskiego, Linettego i Kądziora. Żaden z nich nie nadaje się do kreowania gry, co oznacza, że jeśli słaby dzień będzie miał Zieliński, to w razie kłopotów w starciu z Macedończykami Brzęczek nie ma żadnego asa w rękawie. Chyba, że cofnie Lewandowskiego do pomocy, a w jego miejsce na szpicę pośle Piątka, a na wsparcie jeszcze Milika. Tylko że taki wariant selekcjoner odrzucił. Może to też była zmyłka?

 

Fabiański zatrzymał Tottenham

West Ham United w derbach Londynu pokonał Tottenham Hotspur na jego stadionie 1:0. Znakomity występ w tym spotkaniu zaliczył Łukasz Fabiański, który kapitalnymi interwencjami zatrzymywał strzały napastników półfinalisty obecnej edycji Ligi Mistrzów.

Faworytem sobotniego spotkania był rzecz jasna Tottenham,, który w przypadku zwycięstwa już niemal na sto procent miałby zapewnione trzecie miejsce i pewny udział w nowej edycji Ligi Mistrzów. Ale ekipa West Hamu, chociaż już nie gra w lidze o nic, nieoczekiwanie stawiła „Kogutom” twardy opór, a jej bramkarz, Łukasz Fabiański, dokonywał wręcz cudów. W 11. minucie reprezentant Polski obronił strzał Koreańczyka Heung-Min Sona, a jeszcze przed przerwą popisał się zachwycającą paradą po uderzeniu Christiana Eriksena. Po zmianie stron Tottenham wciąż miał miażdżącą przewagę, ale goście coraz częściej wyprowadzali szybkie ataki. Po jednym z nich dobrze ustawiony w polu karnym „Kogutów” Michail Antonio mocnym strzałem pod poprzeczkę wyprowadził West Ham na prowadzenie.

Tottenham mimo porażki utrzymał trzecią lokatę w tabeli, ale musiał czekać na wynik niedzielnego meczu Chelsea Londyn z Manchesterem United. W przypadku wygranej londyńska drużyna zrównałaby się w liczbie punktów z „Kogutami”, a do końca rozgrywek w Premier League zostały już tylko dwie kolejki. West Ham zajmuje 11. miejsce.

 

Pierwszy spadkowicz

Zespół Huddersfield Town został pierwszym spadkowiczem z Premier League. W 32. kolejce przegrał z Crystal Palace 0:2 i nie ma już szans na uniknięcie degradacji. Zagrożony jest też zespół Jana Bednarka Southampton.

Sytuacja, że spadkowicz został wyłoniony już w marcu, zdarzyła się dopiero po raz drugi w historii tych rozgrywek. Zajmujący ostatnia lokatę w tabeli zespół Huddersfield Town zdobył w 32 kolejkach zaledwie 14 punktów, a plasująca się na 17. miejscu ekipy Burnley, zajmującej pierwsze bezpieczne miejsce w tabeli, ma na koncie 33 punkty. Ponieważ do zakończenia rozgrywek pozostało sześć kolejek, czyli do zdobycia maksymalnie 18 „oczek”, piłkarze Huddersfield już mogą planować nowy sezon w niższej klasie, , podobnie jak ekipa Fulham, która jest na 19. miejscu z 17. punktami. Obroni się może jeszcze 18. w tabeli Cardiff City, bo ma 28 pkt i do Burnley traci pięć „oczek”. Tyle samo punktów co Burnley mają też drużyny Brighton&Hove Albion oraz Southampton, w barwach którego występuje reprezentant Polski Jan Bednarek. W 32. kolejce te zespoły zmierzyły się w bezpośrednim starciu, które na swoją korzyść rozstrzygnęła ekipa „Świętych” wygrywając 1:0. Nasz piłkarz rozegrał cały mecz i zebrał za swój występ pochlebne recenzje.

Obaw przed degradacja nie musi mieć Łukasz Fabiański, bo jego West Ham United, chociaż w ten weekend przegrał u siebie z Evertonem 0:2, z 42. pkt na koncie zajmuje 11. miejsce ze stratą ledwie dwóch „oczek” do siódmego w tabeli Wolverhampton. Fabiański przy obu straconych golach nie miał żadnych szans na obronę. Degradacja nie grozi też drużynie Artura Boruca Bournemouth. Polak w tej kolejce usiadł na ławce, a w meczu z Leicester City (0:2) do bramki wrócił Bośniak Asmir Begović, który ostatnio zagroził odejściem, jeśli nie odzyska roli bramkarz numer 1.

 

Wiedeński test Szczęsnego

Zanim trener Jerzy Brzeczek podał skład biało-czerwonych na mecz z Austriakami, ujawnił na którego z bramkarzy postawi. Zapowiedział, że przez najbliższe pół roku numerem 1 w bramce będzie Wojciech Szczęsny.

Brzęczek o swoim wyborze bramkarz poinformował oficjalnie. „To była trudna decyzja, bo dla mnie zarówno Wojtek Szczęsny, jak i Łukasz Fabiański są równorzędnymi zawodnikami i każdemu należy się pozycja numer 1 w bramce. Ale przepisy pozwalają na wystawienie do gry tylko jednego zawodnika w bramce. Szczęsny jest moim wyborem na pierwsze półrocze eliminacji. Jak będzie w jesiennych meczach pokaże przyszłość” – zaznaczył selekcjoner biało-czerwonych. Trudno mieć do niego o to pretensje. Jakąś decyzję podjąć musiał.

Ale ta była chyba najłatwiejsza. W wyborze zawodników w środku pola w jego przedmeczowych wypowiedziach dało się wyczuć wahanie. Oczywiście nie w przypadku wszystkich dziesięciu graczy. Pewniakami w jego personalnej układance byli Robert Lewandowski, Kamil Glik, Jan Bednarek, Kamil Grosicki, Grzegorz Krychowiak i Piotr Zieliński, przewidywanie reszty składu to już były jedynie spekulacje, zależne od taktycznego ustawienia zespołu. Brzęczek zdradził jedynie, że rozpatruje wyłącznie dwa warianty: 1-4-4-2 oraz 1-4-2-3-1. Odrzucał tym samym pojawiające się w mediach sugestie, że powinien wykorzystać znakomitą formę strzelecką Lewandowskiego, Krzysztof Piątka i Arkadiusza Milika i zagrać z Austrią trzema napastnikami.

„Na pewno drużyna jest lepsza niż przed mundialem w Rosji. Decydującym momentem jest to, czy już jest w stanie to pokazać, na co bardzo liczymy. Miniony rok nie był dla nas udany, rozczarowanie było bardzo duże, ale uważam, że jesienne mecze, chociaż żadnego nie wygraliśmy, pokazały duży potencjał zespołu. Dziś pozycja zawodników kadry w klubach jest silniejsza niż była w ubiegłym roku. Naszym zadaniem jest wykorzystać w stu procentach jakość, jaką wypracowali w klubach” – podkreślał Brzęczek, zarówno w wypowiedziach dla polskich, jak i austriackich mediów. Starał się też rozwiać wątpliwości w kwestii swoich relacji z Lewandowskim. „Robert jest najlepszym strzelcem w historii naszej reprezentacji. Wiadomo, jak ważną jest postacią w polskiej piłce. Cała drużyna liczy na jego skuteczność tak, jak w poprzednich eliminacjach. To jest nasz kapitan, nasza największa gwiazda, na której spoczywa wielka odpowiedzialność” – przekonywał.

Podobnie uważał trener zespołu Austrii Franco Foda, który nie ukrywał, że wyłączenie z gry Lewandowskiego będzie kluczowe dla wyniku spotkania. Mecz z Polska był dla selekcjoner austriackiej kadry 13. w tej rol. Jego bilans jest duo lepszy ni Brzęczka (sześć meczów, trzy remisy i trzy porażki): osiem zwycięstw, jeden remis i trzy porażki. 52-letni niemiecki szkoleniowiec zaczął pracę od pięciu zwycięstw z rzędu. Pokonał m.in. Urugwaj (2:1), Rosję (1:0) i Niemcy (2:1). W Lidze Narodów Austriacy rywalizowali w grupie B trzeciej dywizji z Irlandią Północną oraz Bośnią i Hercegowiną, zajmując drugie miejsce.
Na starcie eliminacji do Euro 2020 pokonanie uważanej za najmocniejsza w grupie reprezentacji Polski byłoby idealnym otwarciem. Foda nie mógł skorzysta z kilku kluczowych piłkarzy, ale ich absencji bagatelizował. „Zmieniają się piłkarze, ale nie nasz plan gry” – zapewniał w wypowiedziach.

I dawał do zrozumienia, że kluczem do powodzenia jego zespołu będzie szczelna defensywa. „ Polacy mają mocną ofensywę z Lewandowskim z Bayernu, Milikiem z Napoli i Piątkiem z Milanu, więc nie możemy podjąć z nimi otwartej gry. Podstawą naszego sukcesu będzie solidna defensywa. Chcemy jak najbardziej zabezpieczyć przestrzenie między formacjami” – zdradzał swój plan Foda.

O dziwo, Brzęczek mówił podobnie. „Nie możemy się koncentrować tylko na ofensywie i pięknej grze, bo decydująca będzie zdyscyplinowana gra w defensywie. Austriacy potrafią bezwzględnie wykorzystać okazję, jeśli trafią na drużynę lekceważącą tę zasadę” – zapewniał. I mieliśmy nadzieję, że wie, co mówi. Nie napiszemy jednak jak było faktycznie, bo mecz Austria – Polska zakończył się po zamknięciu wydania.

 

Nieudany weekend Polaków w Anglii

Żadnemu z polskich piłkarzy nie udało się w sobotę wygrać na boiskach Premier League. Nie przeszkodziło to Łukaszowi Fabiańskiemu rozegrać kolejnego dobrego meczu i zebrać dobre noty. Media dobrze oceniły także Artura Boruca.

West Ham United nie zdołał pokonać w sobotnim spotkaniu Premier League Crystal Palace. „Młoty” zremisowały 1:1 mimo, że od 27. minuty prowadziły po golu Marka Noble’a. Brytyjskie media nie obwiniają Łukasza Fabiańskiego o stratę bramki. Polak zebrał najlepsze oceny spośród wszystkich piłkarzy West Hamu. „Sky Sports” wystawiła mu notę „8”, a w uzasadnieniu podkreśliła genialną interwencję przy jednym ze strzałów Jamesa McArthura. Szkot uderzył piłkę z bliskiej odległości, ale Fabiański jakimś cudem to obronił.

Dwaj pozostali Polacy występujący w angielskiej ekstraklasie musieli przełknąć gorycz porażki. Bournemouth z Arturem Borucem w bramce przegrało 0:3 z liderem rozgrywek FC Liverpool. Ale chociaż 38-letni golkiper trzykrotnie musiał wyciągać piłkę z siatki, nie został obwiniony za żadną ze straconych bramek i dostał noty lepsze od bramkarza Liverpoolu Alissona.
Porażkę poniosła też drużyna naszego reprezentacyjnego obrońcy Jana Bednarka – Southampton. „Święci” w spotkaniu z Cardiff City do 90 minuty utrzymywali wynik 1:1, lecz w doliczonym czasie gry rywale w ogromnym zamieszaniu zdołali wepchnąć piłkę do siatki i wygrali ostatecznie 2:1. 23-letni polski obrońca rozegrał cały mecz i za swój występ został oceniony tak samo jak pozostali partnerzy z linii obronnej – wszyscy dostali „6” w skali 1 (najsłabszy) – 10 (najlepszy).

Na zapleczu Premier League naszym piłkarzom też się nie wiodło. Hull City Kamila Grosickiego (zaliczył cały mecz) przegrało na wyjeździe 0:2 z Derby County, Leeds United Mateusza Klicha (grał do 58.minuty) zremisowało 1:1 z Middlesbrough, Queens Park Ranger Pawła Wszołka (grał od 62. minuty) przegrało u siebie 3:4 z Birmingham, Bolton Pawła Olkowskiego (cały mecz na ławie) uległo 1:2 ekipie Preston North End, a Ipswich Town z Bartoszem Białkowskim w bramce przegrało 0:3 z Norwich City.

 

Stachanowcy na boisku

Międzynarodowe Centrum Nauk Sportowych (CIES) opublikowało ranking piłkarzy, którzy w ostatnich pięciu latach przebywali najdłużej na boisku. W Top 20 zestawienia znalazło się dwóch Polaków – Kamil Glik wśród graczy z pola i Łukasz Fabiański wśród bramkarzy.

Glik nie bez powodu uważany jest za przykład piłkarza „nie do zajechania”. W ostatnich latach był praktycznie niewymienialnym zawodnikiem najpierw włoskiego AC Torino, a od połowy 2016 roku występującego w lidze francuskiej AS Monaco. Potwierdza to wysokie miejsce naszego reprezentacyjnego obrońcy w zestawieniu opracowanym przez CIES Football Observatory, którego analitycy zsumowali minuty spędzone na boisku przez piłkarzy z pięciu najlepszych lig europejskich (angielskiej Premier League, hiszpańskiej Primera Division, włoskiej Serie A, niemieckiej Bundesligi i francuskiej Ligue 1) w okresie od 1 stycznia 2014 do 28 stycznia 2019 roku. W tym rankingu nie liczą się piłkarze Bundesligi, która liczy 18 drużyn, czyli o dwie mniej od lig w Anglii, Hiszpanii, Włoszech i Francji.

Wśród graczy z pola listę „stachanowców” otwiera obrońca Chelsea Londyn Cesar Azpilicueta. Hiszpan rozegrał w tym czasie w barwach „The Blues” 182 mecze i spędził na boisku 16 099 minut. Drugi na liście jest Kamil Glik, który w AC Torino i AS Monaco zaliczył w tym okresie 176 występów, a na boisku przebywał przez 15 754 minuty. Trzecie miejsce zajął kolejny obrońca Udinese i Bologny Danilo Larangeira. Brazylijczyk z włoskim paszportem od 1 stycznia 2014 roku zagrał w tych dwóch zespołach 177 spotkań i zaliczył 15 613 minut. Piąte miejsce przypadło mistrzowi nad mistrzami – Leo Messiemu. Argentyński gwiazdor FC Barcelona od 1 stycznia 2014 do 28 stycznia tego roku rozegrał 180 meczów spędzając na boisku 15 197 minut, co daje średnią 84,4 minuty w każdym spotkaniu.

W rankingu bramkarzy bezkonkurencyjny okazał się Słoweniec Samir Handanović z Interu Mediolan, który w ostatnich pięciu latach zagrał w 189 meczach i zaliczył między słupkami 17 010 minut. Drugi na liście znalazł się Portugalczyk Anthony Lopes z Olympique Lyon (184 występy, 16 560 minut), a na najniższym stopniu podium stanął Włoch Andrea Consigli, który w barwach Atalanty Bergamo i Sassuolo w omawianym okresie czasu zaliczył na boisku 16 552 minuty w 185 spotkaniach. Wśród bramkarskich „stachanowców”znalazł się Łukasz Fabiańsk, który w ostatnich pięciu latach zaliczył w barwach Swansea i West Hamu 173 występy i 15 548 minut, co daje mu średnią 89,8 minut w każdym rozegranym spotkaniu.

 

Asysta Jana Bednarka

Southampton z Janem Bednarkiem w składzie zremisował w 25. kolejce Premier League z Burnley 1:1. Reprezentant Polski znów zaliczył znakomity występ, notując m. in. asystę przy golu strzelonym przez Nathana Redmonda.

Drużyna Southampton mogła zrobić kolejny krok w drodze do utrzymaniu w Premier League. „Święci” w wyjazdowym starciu z sąsiadującą z nimi w tabeli ekipą Burnley objęli prowadzenie w 55. minucie. Dołożył się do tego Bednarek, który zaliczył asystę przy golu Nathana Redmonda. Gospodarze nie zamierzali jednak rezygnować z walki choćby o jeden punkt. Burnley w poprzedniej kolejce stoczyli wyrównaną walkę na Old Trafford z Manchesterem United, trwoniąc dwubramkowe prowadzenie w ostatnich minutach spotkania.

W potyczce ze „Świętymi” również jak oni zagrożona degradacją ekipa gospodarzy nie mogła sobie pozwolić na kolejną utratę cennych punktów, atakowała zatem zawzięcie do samego końca. I w doliczonym czasie gry osiągnęła cel. Niespełna kwadrans przed końcem na placu gry pojawił się nowy nabytek Burnley, weteran angielskich boisk 38-letni Peter Crouch, którego grę m. in. w Liverpoolu być może młodszy od niego o 15 lat Bednarek podziwiał jeszcze jako trampkarz. Obrońca reprezentacji Polski nie bez powodu zbiera jednak w ostatnich tygodniach pochlebne recenzje, więc radził sobie z rutyniarzem bez większych problemów.

Bednarek znowu został uznany przez angielskie media za opokę w defensywie „Świętych”, lecz jego trud poszedł na marne, bowiem w doliczonym czasie gry ręką w polu karnym zagrał jego kolega z defensywy Jack Stephens, za co sędzia podyktował „jedenastkę”, którą na wyrównującego gola zamienił Ashley Barnes.

Po raz kolejny w bramce Bournemouth zagrał Artur Boruc, lecz tym razem nie dokonał cudu i jego zespół przegrał na wyjeździe z Cardiff City 0:2. Łukasz Fabiański weekend miał wolny, ale w poniedziałek jego West Ham czeka trudny mecz z liderem Premier League FC Liverpool.

 

Kadrowicze już są w formie

Z kadrowiczów Jerzego Brzęczka znakomitą formą już na początku roku błyszczą niemal wszyscy, którzy wznowili już rozgrywki ze swoimi klubowymi drużynami. Znakomite recenzje zbiera zwłaszcza Arkadiusz Milik.

Milik przeżywa jeden z najlepszych okresów w swojej karierze, a na pewno najlepszy w barwach SSC Napoli. Reprezentant Polski w miniony weekend popisał się fantastycznym strzałem z rzutu wolnego w wygranym przez ekipę z Neapolu 2:1 meczu z Lazio Rzym w 20. kolejce Serie A. Milik ma już na koncie 11 ligowych trafień. Więcej goli od niego (po 14) mają Cristiano Ronaldo z Juventusu Turyn, Fabio Quagliarella z Sampdorii Genua, David Zapata z Atalanty Bergamo oraz rodak Krzysztof Piątek z Genoi, który zdobył dotąd 13 bramek, ale w tej kolejce pauzował. We Włoszech w tej chwili najgłośniej jest o tych dwóch polskich piłkarzach, lecz o Miliku mówi się w kontekście jego strzeleckiej dyspozycji, natomiast w przypadku Piątka medialny zgiełk związany jest głównie z jego transferem do AC Milan.

Trener SSC Napoli Carlo Ancelotti nie szczędzi pochwał swojemu podopiecznemu. „Milik prawie dwa lata zmagał się z poważnymi kontuzjami, dlatego musieliśmy na niego czekać, ale zawsze wiedzieliśmy, że warto. I on tera to potwierdza. Potrzebował czasu na osiągnięcie optymalnej formy. To doskonały napastnik, zawsze nim był, ale teraz popracował nad siłą i kondycją, wzmocnił nogi i teraz widzimy tego efekty” – chwali Polaka utytułowany włoski szkoleniowiec.

W spotkaniu z Lazio Milik strzelił pięknego gola z rzutu wolnego i w trzecim kolejnym meczu wpisał się na listę strzelców. Jego bramkowy dorobek mógł być jeszcze bardziej okazały, ale w zabrakło mu szczęścia – raz trafił w słupek, a raz w poprzeczkę. Po meczu z Lazio Polak z 11 bramkami w lidze jest najskuteczniejszym zawodnikiem neapolitańskiej jedenastki, a przecież w 20 dotychczasowych kolejkach Serie A tylko dwanaście razy zaczynał spotkania w podstawowym składzie. Jeszcze nie tak dano sądzono, że będzie jedynie zmiennikiem Driesa Mertensa i Lorenzo Insigne, tymczasem teraz to on jest pierwszym wyborem Ancelottiego w linii ataku, zaś Belg i Włoch muszą szukać dla siebie miejsca na boisku lub zaczynać mecze na ławce. Napoli po zwycięstwie nad Lazio powiększyło przewagę nad trzecim w tabeli Serie A Interem Mediolan do siedmiu punktów. Ekipa Ancelottiego traci jednak do prowadzącego Juventusu dziewięć punktów. Ekipa „Starej Damy”, tym razem z Wojciechem Szczęsnym w roli rezerwowego, rozbiła na zakończenie 20. kolejki outsidera Chievo Werona 3:0. Wśród strzelców goli dla Juventusu tym razem zabrakło Cristiano Ronaldo, chociaż Portugalczyk miał na to doskonałą okazję. Zmarnował jednak rzut karny.
Trener reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek może tylko zacierać ręce z zadowolenia, bo forma kadrowiczów przed marcowymi meczami eliminacyjnymi do Euro 2020 idzie w górę. Cała trójka bramkarzy (Łukasz Fabiański, Łukasz Skorupski i Wojciech Szczęsny) gra regularnie w swoich klubowych zespołach i zbiera doskonałe recenzje. Nieźle wygląda też sytuacja w formacji obronnej, bowiem Jan Bednarek znów regularnie występuje w barwach Southampton i należy do najlepszych w zespole, podobnie jak Marcin Kamiński w ekipie Fortuny Duesseldorf. Pewne miejsce w AS Monaco ma też Kamil Glik, ale jego forma na razie nie jest rewelacyjna, jak zresztą wszystkich graczy zagrożonej degradacją drużyny z Księstwa Monako.

W środku pola z kadrowiczów już uczestniczących w rozgrywkach obiecująco prezentuje się w Hull City Kamil Grosicki, który chyba postanowił zostać w tym klubie do końca sezonu, bo stara się jak nigdy wcześniej. Regularnie w ekipie Leeds United występuje też Mateusz Klich. Poniżej oczekiwań spisuje się natomiast pomocnik SSC Napoli Piotr Zieliński, ale w jego przypadku powodem są zawirowania związane z przedłużeniem kontraktu.

Błyszczy też oczywiście kapitan biało-czerwonych Robert Lewandowski, który rundę rewanżową zaczął golem w meczu z Hoffenheim. Miejmy nadzieje, że pozostali kadrowicze po przerwie zimowej będą w równie wysokiej formie jak wymieni.

 

Boruc kontra Fabiański

Artur Boruc po pierwszy raz od półtora roku zagrał w Premier League. W spotkaniu 23. kolejki Bournemounth zmierzył się u siebie z West Hamem. W bramce gości stanął Łukasz Fabiański.

Obecność Artur Boruc w podstawowym składzie Bournemounth w meczu Premier League to była niespodzianka. Owszem, w pucharowych meczach nasz bramkarz bronił, ale w lidze niezmiennie od półtora roku między słupkami stawał Bośniak Asmir Begović. Tym razem trener „Wiśni” Eddie Howe postanowił wystawić Boruca. Być może chciał dać odpocząć Begoviciowi, albo zmobilizować go do cięższej pracy, bo ostatnio Bośniak nie błyszczał formą. Niewykluczone też, że chciał zrobić przyjemność Borucowi i dał mu szansę sprawdzenia się na tle dawnego kolegi z reprezentacji Polski Łukasza Fabiańskiego, który w bramce West Hamu w tym sezonie dokonuje cudów i należy do najlepszych w Premier League. Obojętnie na powody najważniejsze jest to, że Boruc zagrał w ligowym meczu po raz pierwszy od połowy maja 2017 roku.

Jego nieoczekiwany występ zauważyły natychmiast brytyjskie media, ale chociaż spotkanie wygrał 2:0 zespół Bournemouth, to wyższe noty za występ otrzymał Fabiański. W pierwszej połowie obaj nasi bramkarze wynudzili się niemiłosiernie, ale po zmianie stron więcej pracy miał Fabiański, który wpuścił dwa gole, ale kilka groźnych strzałów obronił. Tymczasem Boruc nudził się niemal do końca i tylko raz został zmuszony do interwencji. Ale umiejętnie dyrygował obroną i dzięki temu zachował czyste konto. Może więc nie był to jego ostatni występ w tym sezonie?

Dawno nie mieliśmy kolejki w Premier League z udziałem trzech Polaków. Tym trzecim był Jan Bednarek, który wraz z Southampton zaliczył zwycięstwo nad Evertonem 2:1.

 

Mało Polaków w Pucharze Anglii

W miniony weekend na angielskich boiskach rozegrano trzecią rundę Pucharu Anglii. Wystąpiły w niej zespoły polskich piłkarzy, ale nie wszyscy z nich walczyli na boisku. Większość, w tym reprezentanci Łukasz Fabiański, Jan Bednarek, Kamil Grosicki i Mateusz Klich, tylko przyglądała się popisom swoich dublerów.

 

W brytyjskich mediach trwa festiwal zachwytów nad metamorfozą, jaką pod wodzą Ole Gunnara Solskjaera przeszedł zespół Manchesteru United. W spotkaniu III rundy Pucharu Anglii „Czerwone Diabły” pokonały na własnym stadionie Reading 2:0. Było to ich piąte zwycięstwo z rzędu odkąd zespół po odejściu Jose Mourinho przejął norweski szkoleniowiec, przed laty świetny napastnik United. Wcześniej „Czerwone Diabły” prowadzone przez Solskjaera wygrały cztery spotkania ligowe. W meczu z Reading Norweg zamieszał w składzie w porównaniu ze składem zespołu w Premier League. Od pierwszej minuty szansę pokazania się dostał tępiony wcześniej przez Mourinho napastnik Romelu Lukaku. Początek był trochę niemrawy w wykonaniu „Czerwonych Diabłów”, a częściej przy piłce utrzymywali się goście. Podopieczni Solskjaera podkręcili tempo po kwadransie, a sygnał do ataku dał Sanchez. W 22. minucie United objęli prowadzenie po rzucie karnym wykorzystanym przez Juana Matę. W końcówce pierwszej połowy goście kilka razy groźniej zaatakowali, ale niemal równo z gwizdkiem na przerwę Lukaku podwyższył wynik na 2:0, wykorzystując świetne podanie od Sancheza. Po zmianie stron gospodarze już tylko pilnowali wyniku i chociaż piłkarze Reading bardzo się starali, nie zdołali sforsować defensywy „Czerwonych Diabłów”.

W innych meczach trzeciej rundy Pucharu Anglii AFC Bournemouth przegrał z Brighton&Hove Albion 1:3. Oba zespoły sąsiadują ze sobą w tabeli Premier League. W bramce zespołu gospodarzy stanął Artur Boruc, dla którego był to dopiero piąty mecz w obecnym sezonie. I zapewne ostatni, bo w lidze broni Bośniak Asmir Begovic. Goście w 31. minucie objęli prowadzenie. Gola zdobył Anthony Knockaert, który wykorzystał błąd jednego z obrońców. Strzelił pomiędzy jego nogami, a zaskoczony Boruc nie miał szans na skuteczną interwencję. Po chwili było już 2:0 dla przyjezdnych. Yves Bissouma zdecydował się na strzał z dystansu, a Boruc ruszając do piłki poślizgnął się i nie zdążył zatrzymać piłki. Po przerwie miejscowi starali się odrobić straty, ale stać ich było tylko na zdobycie jednej bramki, a Boruc nie obronił jeszcze strzału Fna 3:1. West Ham United, z Łukaszem Fabiańskim na ławce rezerwowych, wygrał z Birmingham City 2:0. W bramce „Młotów” stanął dubler reprezentanta Polski, Hiszpan Adrian del Castillo. Bolton z Pawłem Olkowskim w składzie rozgromił Walsall FC 5:2. Jan Bednarek nie grał w meczu Southamptonu z Derby (2:2), ale drużyny czeka powtórka. Kamil Grosicki nie wystąpił w spotkaniu z Millwall, podobnie jak i Mateusz Klich (Leeds) w starciu tych zespołów.