48 godzin sport

Krychowiak strzelił w derbach
Grzegorz Krychowiak zdobył bramkę dla Lokomotiwu Moskwa w wygranym przez jego drużynę 2:0 derbowym meczu z CSKA Moskwa rozegranego w miniony weekend w ramach 20. kolejki rosyjskiej ekstraklasy. Był to czwarty ligowy gol 31-letniego pomocnika reprezentacji Polski w tym sezonie. Oprócz niego w zespole Lokomotiwu całe spotkanie rozegrał też drugi z naszych reprezentantów Maciej Rybus. Lokomotiw z dorobkiem 31 punktów zajmuje szóste miejsce w lidze.

Skorupski obronił karnego
Występujący z zespole Bologny bramkarz reprezentacji Polski Łukasza Skorupski obronił rzut karny w wygranym przez jego zespół 2:0 meczu 24. kolejki włoskiej Serie A z Lazio Rzym. 29-letni polski golkiper nie dał sobie wbić gola z „jedenastki”, której egzekutorem był król strzelców Serie A i zdobywca „Złotego Buta” z poprzednim sezonie Ciro Immobile. Bologna z dorobkiem 28 punktów zajmuje 11. miejsce we włoskiej ekstraklasie.

Tragedia w FC Porto
Smutne wiadomość przekazał portugalski klub piłki ręcznej FC Porto. Bramkarz drużyny piłkarzy ręcznych Alfredo Quintana zmarł w szpitalu cztery dni po tym, jak podczas treningu doznał zatrzymania akcji serca. 32-letni Quintana w FC Porto grał od 2010 roku i w barwach tego klubu rozegrał 431 meczów. Urodził się na Kubie, ale od siedmiu lat występował w reprezentacji Portugalii. Jeszcze 9 lutego grał w meczu Ligi Mistrzów przeciwko Łomży VIVE Kielce.

Czwarte trafienie Helika
Michał Helik zdobył zwycięską bramkę dla Barnsley w wygranym przez jego zespół 2:1 meczu z Millwall w 33. kolejce Championship (drugi poziom rozgrywkowy w Anglii). To czwarte ligowe trafienie 25-letniego środkowego obrońcy w tym sezonie. W bramce pokonanych stał były bramkarz reprezentacji Polski Bartosz Białkowski.

I liga piłkarska wznowiła rozgrywki
Wyniki pierwszej w tym roku 18. kolejki I ligi piłkarskiej: Widzew Łódź – Radomiak Radom 1:1, Arka Gdynia – GKS Jastrzębie 1:0, Resovia Rzeszów – Puszcza Niepołomice 2:1, GKS Bełchatów – Górnik Łęczna 1:2, Sandecja Nowy Sącz – Miedź Legnica 2:0, Zagłębie Sosnowiec – Bruk-Bet Nieciecza 1:1, Stomil Olsztyn – GKS Tychy 1:2, ŁKS Łódź – Odra Opole 2:1, Korona Kielce – Chrobry Głogów 2:2. W tabeli prowadzi Bruk-Bet (43 pkt) przed ŁKS (35) i Górnikiem (35), a ostatnie, jedyne w tym sezonie spadkowe miejsce, zajmuje Resovia z 12 punktami na koncie.

Dobry występ Polki w slalomie
Magdalena Łuczak zajęła trzecie miejsce w slalomie gigancie w zawodach Pucharu Europy rozegranych we włoskim Livigno. To jej najlepszy wynik w karierze. Slalom wygrała Norweżka Marte Monsen.

Zmiana trenera w Cucine Lube
Trener reprezentacji Włoch siatkarzy Gianlorenzo Blengini poprowadzi Cucine Lube Civitanova – poinformował klub z Italii. Zastąpił on Ferdinando De Giorgiego, którego zwolniono po porażce 0:3 w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów z Grupą Azoty ZAKSA Kędzierzyn Koźle.

Nowa liderka Pucharu Świata
Szwajcarka Lara Gut-Behrami wygrała zjazd alpejskiego Pucharu Świata w Val di Fassa. Trzykrotna medalistka niedawnych mistrzostw świata objęła prowadzenie w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, odbierając pozycje liderki Słowaczce Petrze Vlhovej. Druga była Austriaczka Ramona Siebenhofer, a trzecia Szwajcarka Corinne Suter.

Bielik wreszcie po operacji
Wayne Rooney, trener Derby County, podczas konferencji prasowej po piątkowym meczu z Nottingham Forest (1:1) poinformował, że grający w jego zespole reprezentant Polski Krystian Bielik przeszedł bez żadnych komplikacji operację więzadeł krzyżowych w kolanie, które zerwał 30 stycznia w ligowym meczu z Bristol City. Lekarze zwlekali tak długo z przeprowadzeniem zabiegu do czasu ustąpienia opuchlizny na kontuzjowanej nodze.

Zmarł słynny fiński kierowca
W wieku 72 lat zmarł Hannu Mikkola, wybitny fiński kierowca, rajdowy mistrz świata w 1983 roku. Tytuł wywalczył w barwach zespołu Audi Quattro, ponadto miał też na koncie trzy wicemistrzostwa świata. W 1972 roku wygrał Rajd Safari, w którym wyprzedził Sobiesława Zasadę. Kierowcą fabrycznym ekipy Audi został w 1981 roku i po dwóch latach zdobył tytuł mistrzowski. Mikkola, któremu nadano przydomek „Latającego Fina”, wygrał w swojej karierze 18 rajdów zaliczanych do mistrzostw świata, w tym czterokrotnie Rajd Finlandii i czterokrotnie Rajd Wielkiej Brytanii. Czterdzieści cztery razy stawał na podium w rajdach WRC. Przez sześć sezonów (1978 – 1984) stawał na podium w klasyfikacji kierowców WRC. W swojej karierze był też kierowcą fabrycznym Volvo, Forda, Mercedesa, Toyoty, Mazdy, Opla i Subaru.

Polacy gorzej grają, ale lepiej strzelają

Stadion Śląski w meczu z Ukraina okazał się szczęśliwy dla reprezentacji Polski, bo chociaż przez całe spotkanie lepiej w piłkę grali rywale, to w strzelaniu goli lepsi byli biało-czerwoni. W niedzielę ekipę Jerzego Brzęczka czeka jednak znacznie trudniejsza potyczka w Lidze Narodów z Włochami, a w środę ponownie w Chorzowie z Holandią.

Już wcześniej było wiadomo, że trener Brzęczek w spotkaniu z Ukraińcami nie będzie mógł wystawić Michała Karbownika, Damiana Kądziora, Bartłomieja Drągowskiego i Jakuba Kamińskiego, ale i selekcjoner kadry naszych wschodnich sąsiadów, Andrij Szewczenko, miał swoje problemy. Z powodu zakażenia koronawirusem z jego kadry wypadli Jewhen Szachow (AEK Ateny), Władysław Supriaha, Heorhij Buszczan, Witalij Mykołenko, Ołeksandr Karawajew i Mykoła Szaparenko (wszyscy Dynamo Kijów), a byli wśród nich gracze ze zwycięskiego składu, który w październiku w meczu Ligi Narodów pokonał Hiszpanię 1:0. Brzęczek z kolei tradycyjnie już dał odpocząć weteranom – Robertowi Lewandowskiemu, Kamilowi Glikowi i Grzegorzowi Krychowiakowi, a jeszcze dzień przed meczem urazu nabawił się Kamil Grosicki. Chcąc nie chcąc obaj selekcjonerzy musieli więc wystawić do gry mocno eksperymentalne jedenastki.
Obaj potraktowali więc środowe spotkanie jako okazję do dokonania przeglądu kadrowiczów z drugiego szeregu. W naszym zespole w bramce zagrał 32-letni Łukasz Skorupski, dla którego był to pierwszy mecz w reprezentacji od dwóch lat (wcześniej zagrał w niej 15 listopada 2018 roku w przegranym w Gdańsku 0:1 spotkaniu z Czechami). Tym razem grający na co dzień we włoskim klubie Bologna bramkarz zachował czyste konto i nawet Andrij Jarmołenko nie potrafił wbić mu gola z rzutu karnego, bo trafił w słupek. Tym udanym występem Skorupski przypomniał się polskim kibicom, a selekcjonerowi zabił ćwieka, bo dał sygnał, że zasługuje na miejsce w kadrze na Euro 2021 i nie da się łatwo wygryźć młodszemu o dekadę Bartłomiejowi Drągowskiemu.
Linia defensywna sklecona przez Brzęczka prawdopodobnie już nigdy nie zagra ponownie w tym ustawieniu. W wyjściowym składzie w środku obrony wystąpiło dwóch żółtodziobów: 24-letni Paweł Bochniewicz, dla którego był to drugi występ w kadrze oraz 20-letni Sebastian Walukiewicz zaliczający trzeci występ, a drugi w pełnym wymiarze czasowym. Obaj popełnili trochę błędów, ale rywale z żadnego nie wykorzystali, nawet karnego po faulu Bochniewicza na Jarmołence. Na prawej flance zaczął spotkanie wyjęty z kadry młodzieżowej Robert Gumny i nawet nieźle wypadł, na swoje nieszczęście nabawił się urazu mięśniowego, co z pewnością nie spodoba się w trenerowi jego obecnego zespołu, niemieckiego FC Augsburg. Na ostatnie 12 minut zmienił go Bartosz Bereszyński, który w końcu mógł zagrać w reprezentacji na swojej nominalnej pozycji. A to dlatego, że Brzęczek wreszcie na lewej flance miał do dyspozycji dwóch zdrowych i gotowych go gry bocznych obrońców – Macieja Rybusa i Arkadiusza Recę. Mecz z Ukrainą zaczął pierwszy z nich, a w 79. minucie wszedł za niego Reca. Obaj trzymali poziom i pewnie obaj podzielą się też czasem gry w spotkaniach z Włochami i Holandią.
W środkowej linii pojawił się absolutny debiutant, 22-letni Przemysław Płacheta, który latem tego roku przeszedł za trzy miliony euro ze Śląska Wrocław do drugoligowego angielskiego Norwich City. Brzęczek wystawił go na prawym skrzydle i z pewnością nie żałował tej decyzji. Płacheta walczył i biegał za dwóch, w 25. minucie groźnie strzelił na bramkę rywali, a w drugiej połowie miał wydatny udział przy bramce zdobytej przez Jakuba Modera. To zawodnik z dużymi możliwościami i bez żadnych kompleksów, więc jeśli w Norwich go nie zgnoją jak Bartosza Kapustkę w Leicester City, w przyszłym roku może powalczyć o miejsca w kadrze. Na lewej flance tym razem wystąpił Piotr Zieliński, którego w przerwie zmienił Kamil Jóźwiak. Obaj pokazali, dlaczego Kamil Grosicki stracił w kadrze etat lewoskrzydłowego. Grający w środku Mateusz Klich i Jacek Góralski odwalili jak zawsze mnóstwo pożytecznej roboty, lecz grający w ataku Arkadiusz Milik i Krzysztof Piątek we dwóch nie stanowią tyle, co sam Robert Lewandowski. Piątek skorzystał z błędu bramkarza zespołu Ukrainy i trafił do pustej bramki z ponad 30 metrów. Ten gol powinien wzmocnić jego pewność siebie także w czekających go jeszcze w tym roku meczach w Herthcie Berlin, co będzie mu potrzebne, bo z powodu kontuzji najgroźniejszego konkurenta do miejsca w podstawowej jedenastce ma teraz ponownie grać w wyjściowej jedenastce berlińskiej drużyny. Po Miliku natomiast widać było brak meczowego rytmu i chociaż 61 zaliczonych minut, na dodatek z kapitańską opaska na ręku, nie były w jego wykonaniu oszałamiające, nie były też jednak złe. W sumie jednak Piątek na spółkę z Milikiem nie wzbudzali w ukraińskich obrońcach przesadnego lęku, przykuwali jednak ich uwagę, dzięki czemu drugiego gola dla biało-czerwonych mógł strzelić pomocnik. Sztuki tej dokonał wprowadzony do gry w 63. minucie Jakub Moder. Piłkarz Lecha Poznań trafił do siatki rywali 29 sekund po tym, jak wszedł na boisko, co jest nowym rekordem kadry Polski. Wcześniej najszybciej strzelony gol przez zmiennika był autorstwa Przemysław Frankowski, który 13 października 2019 roku w meczu z Macedonią Północną zdobył bramkę 48 sekund po wejściu na boisko. Warto podkreślić, że dla Modera występ przeciwko Ukrainie był dopiero czwartym w narodowych barwach.
W sumie możemy być z występu naszej reprezentacji zadowoleni, bo w tym roku to jej piąty z rzędu mecz bez porażki. Przegrali tylko raz, 4 września z Holandią, a potem odnieśli cztery zwycięstwa (dwa razy z Bośnią i Hercegowiną, 2:1 i 3:0 oraz z 5:1 z Finlandią i teraz 2:0 z Ukrainą), a jeden mecz, z Włochami, zremisowali m 0:0. Ta seria wyraźnie poprawiła atmosferę wokół reprezentacji, bo trudno krytykować zespół, który nie przegrywa, podobnie trenera. Zwłaszcza gdy jego dokonania są wzmacniane przez pokonanych rywali, jak miało to miejsce w środę w przypadku zespołu Finlandii, który sensacyjnie pokonał na wyjeździe w towarzyskim meczu aktualnych mistrzów świata Francuzów 2:0, a to była przecież ta sama fińska drużyna, którą biało-czerwoni rozgromili w październiku 5:1. Brzęczek ma więc teraz raczej dobrą prasę, co oczywiście szybko może się zmienić, jeśli nasza reprezentacja jakoś dramatycznie zawali dwa najbliższe mecze w Lidze Narodów – w niedzielę z Włochami w Reggio nell’Emilia, a w środę z Holandią na Stadionie Śląskim.

Polska – Ukraina 2:0
Gole: Krzysztof Piątek (40), Jakub Moder (62).
Polska: Łukasz Skorupski – Robert Gumny (78. Bartosz Bereszyński), Sebastian Walukiewicz, Paweł Bochniewicz, Maciej Rybus (79. Arkadiusz Reca) – Przemysław Płacheta (84. Sebastian Szymański), Mateusz Klich, Jacek Góralski (62. Karol Linetty), Arkadiusz Milik (62. Jakub Moder), Piotr Zieliński (46. Kamil Jóźwiak) – Krzysztof Piątek.
Sędziował: Manuel Schüttengruber (Austria).
Mecz bez publiczności.

Skorupski dużo wpuścił

Występujący w Serie A zespół Bologny zapisał się w historii tej ligi mało chlubnym rekordem – stracił co najmniej jednego gola w 30 ligowych meczach z rzędu rozegranych w obecnym sezonie.

Tym samym drużyna, której trenerem jest były obrońca Sinisha Mihajlović, a bramkarzem reprezentant Polski Łukasz Skorupski, pobiła niechlubny ligowy rekord drużyny Livorno, ustanowiony w sezonie 2013/2014. „La Gazzetta dello Sport” w komentarzu podkreśliła jednak, że to nie Skorupski jest winny tak dużej liczbie straconych goli, tylko niefrasobliwa gra jego kolegów w defensywie.
Tak było też w rozegranym w minioną niedzielę meczu 36. kolejki z Lecce, wygranym przez Bolognę 3:2, chociaż prowadziła do przerwy 2:0. Czasem rywale są też po prostu dużo lepsi, jak w środę Fiorentina, która w 37. kolejce rozgromiła Bologne 4:0. Ale zespół Skorupskiego ma zapewnione utrzymanie – zajmuje obecnie 12. lokatę z 11 punktami przewagi nad strefą spadkową. Nasz bramkarz w tym sezonie zagrał w 36 meczach, w których wpuścił 64 gole. Tylko w dwóch ligowych spotkaniach zachował czyste konto.

Popisowy występ Karola Linettego

W miniony weekend z licznej kolonii polskich piłkarzy w Serie A najlepiej wypadł występujący w Sampdorii Genuda Karol Linetty, który w spotkaniu 30. kolejki ze SPAL 2013 (3:0) strzelił dwa gole. Znakomity występ wciąż niedocenianego w reprezentacji polski środkowego pomocnika odbił się we włoskich mediach szerokim echem.

Dla Karola Linettego obecny sezon pod względem liczby goli jest jego najlepszym w Serie A. Nasz piłkarz zdobył do tej pory cztery bramki, co należy uznać za wyczyn zważywszy na fakt, że trenerzy powierzają mu na ogół zadania defensywne. W spotkaniu Sampdorii ze SPAL na boisku pojawiło się aż czterech polskich piłkarzy, bo oprócz Linettego w ekipie z Genui wystąpił obrońca Bartosz Bereszyński, w zespole rywali inny z naszych kadrowiczów Jerzego Brzeczka Thiago Cionek, do którego po przerwie dołączył występujący od lat na włoskich boiskach Bartosz Salamon. Najlepsze recenzje z tego kwartetu zebrał rzecz jasna Linetty. „Rywale niewiele mogą zrobić, gdy on jest na boisku” – chwalił naszego gracza portal sampnews24.com. „La Gazzetta dello Sport” także była pod wrażeniem jego występu i oceniła jego grę na „7,5” (w skali 1-10). Z kolei w opinii portalu calcionews24.com Polak zasłużył na notę „9”, bardzo bliską klasy światowej, zaś inny branżowy portal, fantamagazine.com, wystawił mu ocenę „7,5”.
Dobre recenzje zebrał też za swój występ bramkarz Bologny Łukasz Skorupski, który w wygranym przez jego zespół 2:1 wyjazdowym spotkaniu z Interem Mediolan obronił rzut karny. Dwaj inni polscy bramkarze w Serie A, Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn) i Bartłomiej Drągowski (Fiorentina), w 30. kolejce grzali ławę. Z graczy w polu warto odnotować udane występy Piotra Zielińskiego i Arkadiusza Milika w wygranym przez SCC Napoli 2:1 meczu i Romą oraz całe spotkanie rozegrane przez 19-letniego obrońcę Cagliari Sebastiana Walukiewicza w przegranym 0:1 spotkaniu z Atalanta Bergamo.

Tłum Polaków w Serie A

W rozegranej w miniony weekend 18. kolejce włoskiej serie A wystąpiła spora grupa polskich piłkarzy. Największe powody do zadowolenia z nich miał Wojciech Szczęsny. Bramkarz reprezentacji Polski zagrał w podstawowym składzie Juventusu Turyn w wygranym przez jego zespół 4:0 meczu z Cagliarii.

Szczęsny nie miał wiele pracy w tym spotkaniu, ale utrzymał koncentrację i był zawsze na posterunku w chwilach potrzeby. Włoskie media podały, że Polak na początku roku parafował nowy kontrakt z turyńskim klubem do konca czerwca 2024 roku, wedle którego będzie zarabiał 7 mln euro rocznie, co daje mu miejsce w pierwszej dziesiątce najlepiej opłacanych graczy w Serie A. Bohaterem meczu z Cagliari był jednak numer 1 na tej liście Cristiano Ronaldo, który sam strzelił trzy gole, a przy czwartym zanotował asystę. W przegranym zespole debiut we włoskiej ekstraklasie zaliczył pozyskany z Pogoni Szczecin 19-letni Sebastian Walukiewicz. Nasz młody środkowy obrońca wypadł przyzwoicie i nie zawinił przy żadnej ze straconych bramek, a w kilku sytuacjach popisał się znakomitymi interwencjami.

Z kolei mecz Bologny z Fiorentiną był pojedynkiem dwóch innych polskich bramkarzy – Łukasza Skorupskiego i Bartłomieja Drągowskiego. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1, ale gorzej wypadł Drągowski, bo to po jego błędzie w 94. minucie zespół z Florencji stracił prowadzenie.

Kolejne polsko-polskie starcie miało miejsce w potyczce Hellas Verony ze SPAL 2013. Mariusz Stępiński strzelił gola dla Hellas Verona, ale była to dopiero jego druga ligowa bramka w tym sezonie. Stępiński wszedł na boisko w 73. minucie w miejsce Giampaolo Pazziniego, a w barwach Verony zagrał jeszcze Paweł Dawidowicz, który pojawił się na boisku w 90. minucie za Valerio Verre. Natomiast w zespole SPAL cały mecz rozegrał reprezentant Polski Thiago Cionek, a inny z naszych piłkarzy, Bartosz Salamon, spotkanie spędził na ławce rezerwowych. W składzie ekipy gospodarzy zabrakło leczącego kontuzję regularnie powoływanego ostatnio do kadry Arkadiusza Recy.

Na ławce rezerwowych Udinese całe wyjazdowe spotkanie z Lecce spędził natomiast zapomniany już nieco w Polsce Łukasz Teodorczyk. Jego zespół wygrał 1:0, a we włoskich mediach coraz częściej pojawiają się głosy, że ocierający się jeszcze kilka lat temu o kadrę Polski Teodorczyk nie ma żadnej przyszłości w Udinese i szykuje się do zmiany klubu.

Podobne opinie krążą w przypadku Krzysztofa Piątka. Przeżywający kryzys formy napastnik reprezentacji Polski zaczął wprawdzie spotkanie AC Milan z Sampdorią Genua w wyjściowej jedenastce, ale już w 55. minucie został zmieniony przez Zlatana Ibrahimovicia. Był to powrót szwedzkiego napastnika do mediolańskiego zespołu po wielu latach przerwy, więc fani zgotowali mu owację na stojąco. 38-letni weteran nie zdołał jednak poprawić miernego poziomu gry ekipy Milanu i mecz zakończył się wynikiem 0:0. W drugiej połowie sezonu to jednak on będzie podstawowym napastnikiem rossonerich, a Piątek co najwyżej jego zmiennikiem. Chyba, że znów zacznie strzelać gole jak w poprzednim sezonie, na co raczej się nie zanosi. Wypada odnotować, że w zespole Sampdorii w pełnym wymiarze czasowym wystąpiło dwóch polskich piłkarzy – Karol Linetty i Bartosz Bereszyński.

Kolejnych dwóch – Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński, rozegrało natomiast pełne spotkania w barwach SSC Napoli w kończącym 18. kolejkę meczu z Interem Mediolan. Drużyna z Neapolu nie wykorzystała atutu własnego boiska i przegrała 1:3, a honorowe trafienie dla gospodarzy uzyskał Milik. Dla reprezentanta Polski było to siódme ligowe trafienie w obecnych rozgrywkach. W klasyfikacji strzelców nasz piłkarz zajmuje odległe 11. miejsce. Prowadzi z dorobkiem 19 goli Ciro Immobile z Lazio Rzym.
Liderem rozgrywek jest Juventus z 45. golami na koncie, tyle samo ma drugi Inter, a trzecia lokatę z 39. punktami i zaległym meczem do rozegrania zajmuje Lazio. Z pozostałych zespołów z Polakami w składzie najwyżej plasuje się Cagliari (6. miejsce), Napoli zajmuje ósmą lokatę, Bologna 10., Milan 11., Hellas Verona 12., Udinese 13., Fiorentina 15., Sampdoria 16., a SPAL jest na ostatnim 18. miejscu.

 

Odrodzenie Milika w Neapolu

Długo czekał Arkadiusz Milik na udany występ w tym sezonie w Serie A. I wreszcie się doczekał. Trener SSC Napoli Carlo Ancelotti uznał, że strzelony przez polskiego napastnika gol w meczu reprezentacji z Macedonią Północną może być przełomy i wystawił go w ligowym spotkaniu z Veroną (2:0). Miał nosa, bo Mili strzelił oba gole.

Milik w tym sezonie nie miał zbyt wielu okazji do gry, bo najpierw dochodził do formy po wyleczeniu kontuzji, a potem miał problemy ze skutecznością. W spotkaniu 8. kolejki Serie A z Veroną Ancelotti dał mu pograć od pierwszej minuty i trzymał na placu gry przez 81 minut. Napastnik reprezentacji Polski nie zmarnował szansy. Pierwszego gola strzelił w 37. minucie, po znakomitej asyście Fabiana Ruiza. Milik dopadł piłki, wyprzedził obrońcę i z kilku metrów skierował piłkę do siatki obok bramkarza. Drugie trafienie zaliczył po przerwie, pakując piłkę w podbramkowym zamieszaniu efektownym strzałem z woleja. Jego bramki wyraźnie ucieszyły nie tylko kibiców Napoli, lecz także kolegów z zespołu, w tym także konkurentów Milika do gry w linii ataku. Wiadomo, sezon jest długi, a zespół z Neapolu walczy nie tylko o mistrzostwo Italii. W środę czeka go przecież trudny wyjazdowy mecz w Champions League z RB Salzburg.

Wracając do potyczki z Veroną, w tym spotkaniu kibice zobaczyli na boisku jeszcze dwóch innych polskich piłkarzy. Drugi z naszych graczy w SSC Napoli, Piotr Zieliński, zaczął mecz na ławce rezerwowych, ale po przerwie pojawił się na boisku. W ekipie z Werony przez godzinę walczył natomiast Mariusz Stępiński, a cały mecz na ławce rezerwowych przesiedział obrońca Paweł Dawidowicz.

Z bramkarzy naszej kadry w meczu Juventus – Bologna Wojciech Szczęsny był rezerwowym, grał natomiast Łukasz Skorupski.

 

Kadrowicze już są w formie

Z kadrowiczów Jerzego Brzęczka znakomitą formą już na początku roku błyszczą niemal wszyscy, którzy wznowili już rozgrywki ze swoimi klubowymi drużynami. Znakomite recenzje zbiera zwłaszcza Arkadiusz Milik.

Milik przeżywa jeden z najlepszych okresów w swojej karierze, a na pewno najlepszy w barwach SSC Napoli. Reprezentant Polski w miniony weekend popisał się fantastycznym strzałem z rzutu wolnego w wygranym przez ekipę z Neapolu 2:1 meczu z Lazio Rzym w 20. kolejce Serie A. Milik ma już na koncie 11 ligowych trafień. Więcej goli od niego (po 14) mają Cristiano Ronaldo z Juventusu Turyn, Fabio Quagliarella z Sampdorii Genua, David Zapata z Atalanty Bergamo oraz rodak Krzysztof Piątek z Genoi, który zdobył dotąd 13 bramek, ale w tej kolejce pauzował. We Włoszech w tej chwili najgłośniej jest o tych dwóch polskich piłkarzach, lecz o Miliku mówi się w kontekście jego strzeleckiej dyspozycji, natomiast w przypadku Piątka medialny zgiełk związany jest głównie z jego transferem do AC Milan.

Trener SSC Napoli Carlo Ancelotti nie szczędzi pochwał swojemu podopiecznemu. „Milik prawie dwa lata zmagał się z poważnymi kontuzjami, dlatego musieliśmy na niego czekać, ale zawsze wiedzieliśmy, że warto. I on tera to potwierdza. Potrzebował czasu na osiągnięcie optymalnej formy. To doskonały napastnik, zawsze nim był, ale teraz popracował nad siłą i kondycją, wzmocnił nogi i teraz widzimy tego efekty” – chwali Polaka utytułowany włoski szkoleniowiec.

W spotkaniu z Lazio Milik strzelił pięknego gola z rzutu wolnego i w trzecim kolejnym meczu wpisał się na listę strzelców. Jego bramkowy dorobek mógł być jeszcze bardziej okazały, ale w zabrakło mu szczęścia – raz trafił w słupek, a raz w poprzeczkę. Po meczu z Lazio Polak z 11 bramkami w lidze jest najskuteczniejszym zawodnikiem neapolitańskiej jedenastki, a przecież w 20 dotychczasowych kolejkach Serie A tylko dwanaście razy zaczynał spotkania w podstawowym składzie. Jeszcze nie tak dano sądzono, że będzie jedynie zmiennikiem Driesa Mertensa i Lorenzo Insigne, tymczasem teraz to on jest pierwszym wyborem Ancelottiego w linii ataku, zaś Belg i Włoch muszą szukać dla siebie miejsca na boisku lub zaczynać mecze na ławce. Napoli po zwycięstwie nad Lazio powiększyło przewagę nad trzecim w tabeli Serie A Interem Mediolan do siedmiu punktów. Ekipa Ancelottiego traci jednak do prowadzącego Juventusu dziewięć punktów. Ekipa „Starej Damy”, tym razem z Wojciechem Szczęsnym w roli rezerwowego, rozbiła na zakończenie 20. kolejki outsidera Chievo Werona 3:0. Wśród strzelców goli dla Juventusu tym razem zabrakło Cristiano Ronaldo, chociaż Portugalczyk miał na to doskonałą okazję. Zmarnował jednak rzut karny.
Trener reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek może tylko zacierać ręce z zadowolenia, bo forma kadrowiczów przed marcowymi meczami eliminacyjnymi do Euro 2020 idzie w górę. Cała trójka bramkarzy (Łukasz Fabiański, Łukasz Skorupski i Wojciech Szczęsny) gra regularnie w swoich klubowych zespołach i zbiera doskonałe recenzje. Nieźle wygląda też sytuacja w formacji obronnej, bowiem Jan Bednarek znów regularnie występuje w barwach Southampton i należy do najlepszych w zespole, podobnie jak Marcin Kamiński w ekipie Fortuny Duesseldorf. Pewne miejsce w AS Monaco ma też Kamil Glik, ale jego forma na razie nie jest rewelacyjna, jak zresztą wszystkich graczy zagrożonej degradacją drużyny z Księstwa Monako.

W środku pola z kadrowiczów już uczestniczących w rozgrywkach obiecująco prezentuje się w Hull City Kamil Grosicki, który chyba postanowił zostać w tym klubie do końca sezonu, bo stara się jak nigdy wcześniej. Regularnie w ekipie Leeds United występuje też Mateusz Klich. Poniżej oczekiwań spisuje się natomiast pomocnik SSC Napoli Piotr Zieliński, ale w jego przypadku powodem są zawirowania związane z przedłużeniem kontraktu.

Błyszczy też oczywiście kapitan biało-czerwonych Robert Lewandowski, który rundę rewanżową zaczął golem w meczu z Hoffenheim. Miejmy nadzieje, że pozostali kadrowicze po przerwie zimowej będą w równie wysokiej formie jak wymieni.

 

To był najgorszy rok od 18 lat

Fot. Z polskich piłkarzy największą cenę za nieudany występ na mundialu zapłacił Robert Lewandowski

 

 

W 2018 roku biało-czerwony balonik pękł z wielkim hukiem – najpierw nasza narodowa drużyna pod wodzą Adama Nawałki skompromitowała się na mundialu, a potem pod rządami Jerzego Brzęczka nie wygrała żadnego z sześciu rozegranych meczów, spadając w rankingu FIFA na 21. miejsce.

 

W rankingu FIFA z 18 stycznia 2018 roku reprezentacja Polski zajmowała siódmą lokatę, wyprzedzając m.in. późniejszych mistrzów świata Francuzów i wicemistrzów świata Chorwatów. W Polsce panowała napędzana przez media euforia, której nie zdołały przytłumić nawet słabe występy biało-czerwonych w marcowych meczach towarzyskich. Porażkę z Nigerią 0:1 zrównoważyła wygrana z Koreą Południową 3:2, ale w obu spotkaniach nasz zespół zagrał fatalnie. Trener Nawałka uspokajał jednak fanów, że drużyna potrzebuje więcej czasu na opanowanie ustawienia systemem 1-3-5-2 robi, ale robi szybkie postępy i niebawem będzie w tym elemencie groźna dla każdego rywala. Czerwcowe sparingi z Chile (2:2) i Litwą (4:0) także nie zapowiadały mundialowej klęski, chociaż do stylu gry zespołu wciąż zgłaszano mnóstwo zastrzeżeń.

W przededniu wyjazdu do Rosji kontuzji barku doznał Kamil Glik i chyba to był kluczowy moment w dramacie, w jaki zamienił się występ biało-czerwonych w mistrzostwach świata. W spotkaniu z Senegalem Nawałka nagle wycofał się w ćwiczonego wcześniej ustawienia 3-5-2 i wrócił do starego schematu 4-4-2. Rywale bezlitośnie wykorzystali powstały bałagan w szeregach polskiej drużyny.

W tym momencie kolejny mecz z Kolumbią nabrał rangi „spotkania o wszystko”, ale pogubiony już wyraźnie w swoich kadrowych decyzjach Nawałka w tym najważniejszym meczu w roku wystawił do gry m.in. Jacka Góralskiego i Dawida Kownackiego, którzy wcześniej nie grali w meczach o punkty, a na ławce posadził Kamila Grosickiego, ale gdy nasz zespół potrzebował pilnie wzmocnienia linii ataku, selekcjoner zmienił… Michała Pazdana i w jego miejsce posłał na boisko rekonwalescenta Kamila Glika.

O żenującej potyczce z Japonią lepiej nie wspominać, bo chociaż biało-czerwoni ją wygrali, to swoim zachowaniem w końcówce na spółkę z Japończykami stali się pośmiewiskiem kibiców. Nasz zespół w niesławie wrócił do kraju na tarczy, a piłkarze w krótkim czasie zaliczyli bolesny upadek z piedestału.

Straty wizerunkowe ponieśli wszyscy – trener Nawałka, jego pryncypał Zbigniew Boniek a wraz z nimi cały PZPN. Stracili też rzecz jasna kadrowicze, lecz bez wątpienia najwięcej stracił najlepszy z nich, Robert Lewandowski. Nie ulega wątpliwości, że to głównie przez słaby występ biało-czerwonych na rosyjskim mundialu „Lewy” doznał upokarzających degradacji w najważniejszych plebiscytach organizowanych przez FIFA, UEFA i „France Football”.

 

To nie była dobra zmiana

Trener Nawałka nie utrzymał posady i w sierpniu został zastąpiony przez Jerzego Brzęczka. Nie była to jednak dobra zmiana. Pod wodzą nowego selekcjonera reprezentacja rozegrała sześć meczów. Trzy porażki i trzy remisy to bilans Brzęczka, który na dodatek zaliczył też spadek z Dywizji A Ligi Narodów. Nic dziwnego, że stracił zaufanie kibiców, także za to, że wbrew zasadom powoływał na zgrupowania kadry niegrającego w VfL Wolfsburg siostrzeńca Jakuba Błaszczykowskiego. W mediach krytykowano go też za forowanie w kadrze zawodników, których znał z pracy w zespołach klubowych – Damiana Szymańskiego, Adama Dźwigałę i Arkadiusz Reca w Wiśle Płock, Rafała Pietrzaka w GKS Katowice. Żaden z nich nie potwierdził reprezentacyjnych kwalifikacji.

Ani Nawałka ani Brzęczek nie odważyli się na „odstrzelenie” graczy stanowiących od lat trzon reprezentacji – Roberta Lewandowskiego, Grzegorza Krychowiaka, Piotra Zielińskiego, Kamila Glika, Jakuba Błaszczykowskiego, Kamila Grosickiego, Arkadiusza Milika, Piotra Zielińskiego czy… Jana Bednarka. Ten młody środkowy obrońca w 2018 roku rozegrał 847 minut, podczas gdy w klubowej drużynie Southamptonu 1126, z czego w Premier League 778. Krychowiak w reprezentacji zaliczył 960 minut, Zieliński 948 minut, Lewandowski 862 minuty. Za tą czwórką graczy jest próżnia, za którą wyłania się grupa zawodników z gorszymi wynikami – Grosicki miał przerwy z powodu perturbacji w klubie, Glik pauzował sporo przez kontuzję, a bramkarze Wojciech Szczęsny i Łukasz Fabiański musieli dzielić się występami – pierwszy zaliczył 585 minut, drugi 405. Na absencjach kluczowych graczy skorzystali m.in. Bartosz Bereszyński (piąty pod względem rozegranych minut), Jacek Góralski (dziesiąty), czy Rafał Kurzawa (piętnasty).

Najmniej minut w reprezentacji zaliczyli Bartosz Białkowski (45), Rafał Pietrzak (27), Jakub Świerczok (23) i Sławomir Peszko (10). Tak przy okazji, te 10 minut Peszko zaliczył na mundialu, bo we wcześniejszych meczach sparingowych Nawałka nie skorzystał z jego usług ani razu. To jedyny gracz, który grając o punkty jednocześnie nie zaliczył ani minuty w sparingu. Odwrotnie niż Marcin Kamiński, który zaliczył najwięcej minut w spotkaniach sparingowych (270), ale ani jednej w spotkaniu o punkty. Ten dziwaczny sposób selekcji stosuje niestety także Brzęczek, który nie wygrał sześciu spotkań z rzędu i jest bliski dogonienia pod tym względem rekordzisty Jerzego Engela. W 2000 roku nasze reprezentacja pod wodzą tego selekcjonera nie wygrał siedmiu meczów z rzędu: zaczęła od porażek z Hiszpanią 0:3 i Francją 0:1, potem były bezbramkowe remisy z Węgrami i Finlandią oraz porażka z Holandią (1:3) oraz remis z Rumunią (1:1) tuż przed rozpoczęciem eliminacji MŚ 2002.

 

Brzęczek goni rekord Engela

Mimo fatalnego startu Engel utrzymał posadę i doczekał przełomu w pamiętnym spotkaniu z Ukrainą w Kijowie, wygranym przez biało-czerwonych 3:1, po którym nasz zespół rozpoczął marsz po pierwszy od 1986 roku awans na mundial. Ale w 2000 roku z 10 meczów pod jego komendą reprezentacja Polski wygrała tylko trzy, cztery zremisowała i trzy przegrała. Tak słaby wynik pod względem wygranych spotkań powtórzyły dopiero 18 lat później ekipy prowadzone przez Nawałkę i Brzęczka.
Obaj wspólnie zapracowali na ten bilans, ale wszystkie trzy zwycięstwa wywalczył Nawałka – z Koreą Południową (3:2), Litwą (4:0) i Japonią (1:0). Brzęczek jeszcze nie poznał smaku wygranej i jeśli będzie miał dalej taki niefart, już wiosną może wyrównać niechlubny rekord Engela siedmiu spotkań bez wygranej.

 

Ile grali kadrowicze w 2018 roku:

1. Grzegorz Krychowiak – 960 minut (w tym 540 minut w meczach o punkty); 2. Piotr Zieliński – 948 (595); 3. Robert Lewandowski – 862 (540); 4. Jan Bednarek – 847 (585); 5. Bartosz Bereszyński – 673 (485); 6. Kamil Grosicki – 598 (363); 7. Kamil Glik – 588 (370); 8. Wojciech Szczęsny – 585 (360); 9. Arkadiusz Milik – 537 (253); 10. Jacek Góralski – 470 (285); 11. Maciej Rybus – 416 (180); 12. Jakub Błaszczykowski – 415 (197); 13. Łukasz Fabiański – 405 (270); 14. Michał Pazdan – 387 (170); 15. Rafał Kurzawa – 375 (234); 16. Thiago Cionek – 360 (180); 17. Łukasz Piszczek – 353 (173); 18. Artur Jędrzejczyk – 343 (183); 19. Tomasz Kędziora – 342 (135); 20. Mateusz Klich – 312 (193); 21. Marcin Kamiński – 270 (0); 22. Arkadiusz Reca – 250 (177); 23. Przemysław Frankowski – 248 (90); 24. Dawid Kownacki – 232 (74); 25. Karol Linetty – 222 (69); 26. Krzysztof Piątek – 151 (90); 27. Łukasz Skorupski – 135 (0); 28. Łukasz Teodorczyk – 132 (27); 29. Damian Szymański – 98 (81); 30. Krzysztof Mączyński – 90 (0); 31. Damian Kądzior – 77 (11); 32. Taras Romanczuk – 61 (0); 33. Bartosz Białkowski – 45 (0); 34. Rafał Pietrzak – 27 (10); 35. Jakub Świerczok – 23 (0); 36. Sławomir Peszko – 10 (10).

 

Polacy w Serie A

W minioną środę włoska ekstraklasa rozegrała 18 kolejkę spotkań. Lider Juventus Turyn tylko zremisował z Atalantą Bergamo, ale goniące go SSC Napoli nie wykorzystało okazji do odrobienia strat ulegając 0:1 Interowi.

 

Juventus Turyn po ośmiu zwycięstwach z rzędu zremisował w 18. kolejce Serie A z Atalantą Bergamo 2:2. W bramce turyńczyków stał Wojciech Szczęsny, ale nasz reprezentacyjny bramkarz nie miał szans na obronę strzałów rywali. Remis uratował Juventusowi Cristiano Ronaldo, który wszedł na boisko dopiero w drugiej połowie i potrzebował ledwie kwadransa, żeby ocalić swój zespół przed porażką. Portugalski gwiazdor w tabeli strzelców Serie A zmniejszył do jednego trafienia dystans dzielący go od prowadzącego z dorobkiem 13 goli Krzysztofa Piątka. Nasz piłkarz tym razem bramki nie zdobył, a jego Genoa przegrała z Cagliari 0:1. Druga drużyna z Genui, Sampdoria, w „polskim” meczu z Chievo Werona wygrała 2:0. W jej barwach zagrał jednak tylko Karol Linetty. Dawid Kownacki grzał ławę, a Bartosz Bereszyński leczy kontuzję. W Chievo Mariusz Stępiński rozegrał cały mecz, a Paweł Jaroszyński został zmieniony w 66. minucie.

W spotkaniu Bologny z Lazio (0:2) w zespole gospodarzy cały mecz rozegrał bramkarz Łukasz Skorupski. Inny z polskich golkiperów w Serie A, Bartłomiej Drągowski, przesiedział na ławce rezerwowych Fiorentiny przegrany 0:1 mecz z Parmą. W spotkaniu Frosinone z AC Milan (0:0) w zespole gospodarzy w 76. minucie na boisku pojawił się kolejny polski piłkarz, Bartosz Salamon. Na zakończenie środowej kolejki Napoli z Piotrem Zielińskim (zagrał cały mecz) i Arkadiuszem Milikiem (grał do 71. minuty) przegrało z Interem Mediolan O:1. Juventus dzięki temu, mimo remisu z Atalantą, powiększył przewagę nad Napoli do 9 punktów.

 

 

Czy ktoś panuje na tą kadrą?

Reprezentacja Polski szykuje się do dwóch ostatnich w tym roku meczów. Trener Jerzy Brzęczek ma ból głowy, bo z powodu kontuzji na zgrupowanie nie przyjechał Kamil Glik, a jaką wartość bez niego ma defensywa biało-czerwonych widzieliśmy na mundialu w Rosji.

 

Brzęczek ma więcej problemów na głowie, ale zestawienie linii defensywnej rzeczywiście jawi się jako najpoważniejszy z nich. Absencja Glika to kłopot, bo ze środkowych obrońców Brzęczek ma do dyspozycji grającego ostatnio w kratkę w Fortunie Duesseldorf Marcina Kamińskiego, w ogóle niegrającego w Southampton Jana Bednarka oraz występujących wprawdzie regularnie w Serie A Thiago Cionka (SPAL 2013) i naszej ekstraklasie Artura Jędrzejczyka (Legia Warszawa), lecz żaden z tych zawodników nie gwarantuje gry na wysokim poziomie.

Na prawej flance linii obronnej selekcjoner ma do wyboru trzech graczy – Bartosza Bereszyńskiego (Sampdoria Genua), Tomasza Kędziorę (Dynamo Kijów) i Pawła Olkowskiego (Bolton Wanderes), za to na lewej dwóch niedoświadczonych w kadrze piłkarzy – powoływanego już wcześniej Rafała Pietrzaka z Wisły Kraków oraz debiutanta z Pogoni Szczecin Huberta Matynię. Jakby Brzęczek nie kombinował, ta formacja w każdej personalnej konfiguracji będzie ekstremalnie eksperymentalna. Wcześniej tylko Pietrzak, Kamiński, Bednarek i Kędziora mieli okazję zagrać wspólnie, ale tylko przez kwadrans w spotkaniu z Irlandią. Inni obrońcy jeszcze nigdy ze sobą nie grali, więc nie należy oczekiwać cudów.

Zwłaszcza że w spotkaniu z Czechami w bramce ma stanąć trzeci golkiper w kadrze Łukasz Skorupski, co jest decyzją cokolwiek dziwaczną tuż po kapitalnym występie Wojciecha Szczęsnego w ligowym meczu Juventusu z AC Milan, w którym m.in. obronił rzut karny. Ciekawe jak Brzęczek wybrnie z obsadą tej pozycji na mecz w Lidze Narodów z Portugalią? Będzie losował między Szczęsnym a Fabiańskim? Kibiców na pewno też interesuje, kto wystawi na skrzydłach. Na lewym raczej na pewno postawi na Kamila Grosickiego, bo ten piłkarz ostatnio prezentuje znakomitą formę, a w miniony weekend zaliczył bramkę i asystę w ligowym spotkaniu z Birmingham. Na prawej pewnie znów da szansę Jakubowi Błaszczykowskiemu, chociaż w drużynie Wolfsburga jego siostrzeniec nie ma miejsca nawet na ławce i zimą planuje wrócić do Wisły Kraków.

Kapitan biało-czerwonych Robert Lewandowski przyjechał na zgrupowanie w pogodnym nastroju, bo ostatnio strzelił trochę goli dla Bayernu Monachium i w Niemczech znów jest chwalony pod niebiosa. „Lewy” pamięta jednak, że w reprezentacji po raz ostatni zdobył bramkę w czerwcu, w towarzyskim spotkaniu z Litwą, więc nawet jeśli nie ma złudzeń co do wyników potyczek z Czechami i Portugalią, to przynajmniej chciałby w tych meczach poprawić swój bramkowy bilans. Także po to, żeby w razie porażek nikt za nie obwiniał tylko jego. Nad ta kadrą póki co nikt nie panuje i jest niczyja, może dlatego nie wygrywa.