Pierwsze zwycięstwo biało-czerwonych

Dokładnie w drugą rocznicę debiutu w roli selekcjonera reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek poprowadził biało-czerwonych do pierwszego zwycięstwa w Lidze Narodów. Nie był to oszałamiający jakościowo występ naszych piłkarzy, ale na pokonanie ekipy Bośni i Hercegowiny wystarczyło. Gole strzeli Kamil Glik i Kamil Grosicki.

Dwa lata temu, 7 września 2018 roku Brzęczek zadebiutował w roli selekcjonera reprezentacji Polski w meczu pierwszej edycji Ligi Narodów z Włochami. W tamtym spotkaniu biało-czerwoni zremisowali 1:1. Nie był to zły wynik, ale do późniejszych efektów jego trenerskiej pracy było wiele zastrzeżeń. Kibicom nie podobał się przede wszystkim styl gry reprezentacji, zwłaszcza w potyczkach z silnymi rywalami, jak Włochy, Portugalia czy Holandia, z którą biało-czerwoni w miniony piątek w pierwszym meczu drugiej edycji Ligi Narodów przegrali w Amsterdamie 0:1. W ponieważ w drugim spotkaniu grupy 1 Dywizji A Włosi nieoczekiwanie zremisowali z Bośnią i Hercegowiną 1:1, nic zatem dziwnego, że na wynik poniedziałkowej potyczki czekaliśmy z niepokojem.
Brzęczek, do którego doszły wieści, jaka fala krytyki na niego spadła po meczu z Holandią, głównie za mocno odbiegającą od powszechnej ocenę występu naszej drużyny, już w przededniu spotkania w Zenicy zapowiedział zmiany w składzie. Tradycyjnie dokonał wymiany bramkarzy, chociaż do występu Wojciecha Szczęsnego w Amsterdamie nie mógł mieć najmniejszych pretensji. Najwyraźniej po dwóch latach na selekcjonerskim stołku wciąż nie potrafi wybrać zawodnika numer 1 na tej pozycji. Łukasz Fabiański nie ułatwił mu zadania, bo przeciwko ekipie Bośni i Hercegowiny zagrał solidnie i bez błędów, a za bramkę wpuszczoną po strzale z rzutu karnego nie można go przecież winić.
Na lewej flance linii obrony po dłuższej przerwie pojawił się wreszcie grający na tej pozycji na co dzień w Lokomotiwie Moskwa Maciej Rybus i z miejsca pokazał, że lewonożny zawodnik po tej stronie boiska zawsze będzie dla zespołu bardziej przydatny, niż przysposobiony na siłę gracz prawonożny jakim jest choćby Bartosz Bereszyński, który nie zawiódł w spotkaniu z Holandią. To Rybus zagrał ze skrzydła piłkę do Grosickiego, który głową posłał ją do bramki rywali, a potem jeszcze niemal skopiował tę akcję dogrywając do Mateusza Klicha, który zmarnował jednak znakomitą okazję na podwyższenie wyniku na 3:1.
Wspomniany Klich, który z Holandią zagrał w podstawowym składzie, w Zenicy zaczął mecz na ławce rezerwowych, a u boku Grzegorza Krychowiaka w roli drugiego defensywnego pomocnika zastąpił go Jacek Góralski. I była to dobra zmiana, bo występujący obecnie w lidze Kazachstanu były piłkarz Jagiellonii Białystok rozegrał świetny mecz, spychając w cień wyraźnie słabszego tego dnia Krychowiaka, którego w 68. minucie Brzęczek w końcu zdjął z boiska, wpuszczając w jego miejsce Klicha. Wielka szkoda, że nie dał szansy na dłuższy występ Karolowi Linettemu, ale dobre i to, że w końcu przełamał niechęć do tego piłkarza i dał mu zagrać po prawie dwóch latach powątpiewania w jego umiejętności, chociaż Linetty w tym czasie brylował w Serie A i zespole Sampdorii Genua, a tego lata za siedem milionów euro przeszedł do AC Torino.
W środku pomocy po staremu zagrał Piotr Zieliński, ale na lewym skrzydle w podstawowym składzie zaczął mecz Kamil Grosicki, który był wyraźnie poirytowany rolą rezerwowego w Amsterdamie. I pokazał, że w meczach z takimi rywalami, jak Bośnia i Hercegowina potrafi przeważyć szalę na korzyść naszej drużyny. To po jego dośrodkowaniu z rzutu rożnego Glik zdobył wyrównującą bramkę, a potem sam strzelił gola na 2:1, więc dla tych dwóch powodów można by go uznać za ojca zwycięstwa. Niestety, w defensywie „Grosik” jest praktycznie nieprzydatny, w rozegraniu co najwyżej przeciętny, a w skuteczności dryblingu lepsi od niego byli grający na prawej flance Kamil Jóźwiak i tradycyjnie już wyróżniający się w tych elementach gry w naszej reprezentacji Zieliński. Poza tym Grosicki nie wytrzymuje już trudów całego meczu.
W ataku zamiast Krzysztofa Piątka, którego wyprawę do Zenicy mocno oprotestował jego macierzysty klub, Hertha Berlin, zagrał Arkadiusz Milik i wypadł nie tylko lepiej w ataku, ale też więcej dawał drużynie w grze obronnej oraz w rozegraniu. Tak na marginesie – to szkoda trzymać tego piłkarz tylko jako rezerwowego dla Roberta Lewandowskiego. Milik jest graczem uniwersalnym i na pewno da się go wkomponować w zespół też na innej pozycji.
Mimo wygranej trudno jednak być w pełni zadowolonym z występu naszej drużyny. Zwycięstwo cieszy, ale trzeba pamiętać, że trener zespołu Bośni i Hercegowiny Dusan Bajevic wystawił przeciwko biało-czerwonym trochę inny skład, niż ten, który sensacyjnie zremisował w piątek z Włochami. Styl gry naszej reprezentacji wciąż jednak pozostawia wiele do życzenia, ale skoro Brzęczka władze PZPN oceniają głównie przez pryzmat wyników, to nie musi on przejmować się medialna krytyka czy fala szyderstw jaka wylała się na niego w internecie. Jak pamiętamy, prezes Boniek przedłużył mu kontrakt do końca 2021 roku z opcją jej przedłużenia w przypadku awansu do mundialu w Katarze. Zatem chociaż statystyki i oceny nie przemawiają na korzyść Brzęczka, to dopóki osiąga wyznaczone mu przez PZPN cele, dalej będzie robił swoje i po swojemu. A nam nie pozostaje nic innego jak czekanie do kolejnych meczów w Lidze Narodów – 11 października biało-czerwoni zagrają z liderem grupy A1 Włochami, a trzy dni później zmierzą się w rewanżu z Bośniakami.
Wyniki 2. kolejki grupy 1 Dywizj A:
Bośnia i Hercegowina – Polska 1:2

Gole: Haris Hajradinović (24 karny) – Kamil Glik (45), Kamil Grosicki (67).
BiH: Asmir Begović – Zoran Kvrżić, Ermin Bicakčić, Sinisa Sanicanin, Eldar Civić (82. Deni Milosević) – Armin Hodzić, Amir Hadziahmetović, Muhamed Besić (60. Edin Dzeko), Haris Hajradinović, Amer Gojak (46. Edin Visca) – Elvir Koljić.
Polska: Łukasz Fabiański – Tomasz Kędziora, Kamil Glik, Jan Bednarek, Maciej Rybus – Kamil Jóźwiak, Jacek Góralski, Grzegorz Krychowiak (68. Mateusz Klich), Piotr Zieliński (85. Karol Linetty), Kamil Grosicki (80. Sebastian Szymański) – Arkadiusz Milik.
Żółte kartki: Hadziahmetović – Bednarek, Milik. Sędziował: Cuneyt Cakir (Turcja).
Mecz bez udziału publiczności.
Holandia – Włochy 0:1
Gol: Nicolo Barella (45).
Holandia: Jasper Cillessen – Hans Hateboer (70. Denzel Dumfries), Joel Veltman, Virgil van Dijk, Nathan Ake (81. Luuk de Jong) – Marten de Roon, Donny van de Beek (57. Steven Bergwijn), Frenkie de Jong – Georginio Wijnaldum, Memphis Depay, Quincy Promes.
Włochy: Gianluigi Donnarumma – Danilo D’Ambrosio, Leonardo Bonucci, Giorgio Chiellini, Leonardo Spinazzola – Nicolo Zaniolo (42. Moise Kean), Jorginho, Manuel Locatelli (81. Bryan Cristante), Nicolo Barella, Lorenzo Insigne (90. Federico Chiesa) – Ciro Immobile.
Żółte kartki: Veltman, Wijnaldum, Depay – D’Ambrosio, Cristante, Chiellini. Sędziował: Felix Brych (Niemcy).
Mecz bez udziału publiczności.


Tabela grupy A1:

  1. Włochy 2 4 2:1
  2. Holandia 2 3 1:1
  3. Polska 2 3 2:2
  4. BiH 2 1 2:3

48 godzin sport

Zwycięstwa polskich siatkarek
Reprezentacja Polski siatkarek we wtorek i środę rozegrała w Łodzi dwa towarzyskie spotkania z zespołem Szwajcarii. W pierwszym spotkaniu biało-czerwone wygrały po tie-breaku 3:2, a w drugim zwyciężyły 3:1. Z powodu pandemii w tym roku odwołano wszystkie rozgrywki na szczeblu reprezentacyjnym, więc trener polskiej kadry Jacek Nawrocki na letnie zgrupowanie w Szczyrku nie powołał kluczowych zawodniczek, jak Joanna Wołosz, Malwina Smarzek-Godek czy Agnieszka Kąkolewska. Szansę gry dostały natomiast siatkarki, które są przyszłością polskiej drużyny narodowej. Wcześniej w Wałbrzychu dwukrotnie pokonały zespół Czech 3:1 i 3:2.

Rybus nadal w Lokomotiwie
Reprezentant Polski Maciej Rybus nieoczekiwanie przedłużył kontrakt z wicemistrzem rosyjskiej ekstraklasy Lokomotiwem Moskwa. Wcześniej 31-letni piłkarz przymierzał się do przeprowadzki do ligi tureckiej. Rybus jest zawodnikiem Lokomotiwu od trzech lat. Zdobył z tym zespołem mistrzostwo Rosji, Puchar Rosji i Superpuchar Rosji. W minionym rozgrywkach zagrał w 21 meczach, w których zaliczył cztery asysty.

Wirus szaleje w Treflu Gdańsk
Rośnie liczba zakażonych koronawirusem w siatkarskim klubie Trefl Gdańsk. W czwartek liczba siatkarzy u których stwierdzono obecność Covid-19 wzrosła do 11, a trzy kolejne osoby to pracownicy sztabu szkoleniowego i zaplecza logistycznego klubu. Trefl nie podaje ich danych osobowych.

Z Bośniakami zagrają w Zenicy
Spotkanie 2. kolejki grupy 1 dywizji A Ligi Narodów, Bośnia i Hercegowina – Polska, odbędzie się 7 września w Zenicy. To będzie drugi mecz biało-czerwonych w obecnej edycji tych rozgrywkach. Wcześniej, 4 września, zmierzą się w Amsterdamie z Holandią. W grupie 1 dywizji A gra jeszcze reprezentacja Włoch. Faza grupowa Ligi Narodów 2020/2021 zakończy się w listopadzie. W turnieju finałowym, który zaplanowano na czerwiec przyszłego roku, wystąpią zwycięzcy czterech grup dywizji A. Trofeum broni Portugalia.

Śmierć piłkarek od pioruna
Do ogromnej tragedii doszło podczas piłkarskiego meczu drużyn kobiecych w Meksyku. W trakcie spotkania rozpętała się burza, więc sędzia przerwał zawody i odesłał zawodniczki do szatni. Pięć z nich wróciło jednak na boisko, żeby zabrać piłki i wtedy uderzył w nie piorun. Dwie piłkarki nie przeżyły tego wypadku, pozostałe doznały oparzeń drugiego stopnia i wymagają opieki szpitalnej, ale lekarze określają ich stan jako stabilny.

Pazdan jednak nie spadnie
W tym roku z tureckiej ekstraklasy nie spadnie żaden zespół, a to oznacza, że w elicie pozostanie też Ankaragucu, którego piłkarzami są Michał Pazdan, Daniel Łukasik i Konrad Michalak. Poza Ankaragucu, administracyjna decyzja uratowała przed spadkiem ekipy Kayserispor i Yeni Malatyapor.

Krychowiak wśród najlepszych w Rosji

Rosyjska ekstraklasa piłkarska zakończyła sezon. Mistrzostwo Rosji zdobyła drużyna Zenita Petersburg, natomiast wicemistrzem kraju została ekipa Lokomotiwu Moskwa, w której występowało dwóch reprezentantów Polski – Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus. Pierwszy z nich został uznany za czołowego gracza ligi i znalazł się w najlepszej jedenastce sezonu.

Przez cały sezon Krychowiak zbierał bardzo pochlebne recenzje za swojej występy. Portal sofascore.com umieścił go w najlepszej drużynie sezonu ligi rosyjskiej, a inny opiniotwórczy rosyjski portal piłkarski, bookmaker-ratings.ru, napisał w komentarzu podsumowującym miniony sezon: „Zdecydowanie najlepszym piłkarzem był Grzegorz Krychowiak. W Rosji Polak przewyższał innych graczy o głowę. Dawno nie mieliśmy piłkarza na takim poziomie. Nawet Hulk i Axel Witsel nie prezentowali takiego poziomu, jak on” – napisano. Brazylijczyk Hulk grał w Zenicie Petersburg w latach 2012-2016. Przeszedł do tego zespołu z FC Porto za 50 mln euro i w 148 meczach w barwach Zenita strzelił 76 goli oraz zaliczył 60 asyst. Natomiast grający w tym samym czasie w Zenicie reprezentant Belgii Witsel w 180 meczach strzelił 22 gole i zaliczył 14 asyst.
W minionym sezonie Krychowiak rozegrał w barwach Lokomotiwu 26 meczów, w których zdobył dziewięć bramek i zanotował cztery asysty. Przez cały sezon reprezentant Polski utrzymywał wysoką formę, ale najlepszy okres miał jednak przed zawieszeniem rozgrywek z powodu wybuchu pandemii. Po restarcie nie zdążył wrócić na swój najwyższy poziom, ale jak można wnosić po splendorach jakie na niego spadają z łamów rosyjskich mediów, wkład Krychowiaka w wicemistrzowski tytuł Lokomotiwu musiał być w przekroju całego sezonu więcej niż znaczący. Moskiewski zespół stracił do zwycięskiej ekipy z Petersburga 15 punktów, ale drugie miejsce w Rosji także daje miejsce w fazie grupowej w Ligi Mistrzów, zatem Krychowiak jesienią będzie mógł się pokazać także na europejskich piłkarskich salonach.
A tak wygląda „11” sezonu: Igor Akinfiejew (CSKA) – Mario Fernandes (CSKA), Branislav Ivanović (Zenit), Samuel Gigot (Spartak), Douglas Santos (Zenit) – Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw), Aleksiej Miranczuk (Lokomotiw), Nikola Vlasić (CSKA), Wanderson (Krasnodar) – Artiom Dziuba (Zenit), Sardar Azmoun (Zenit).

Problem z Grosickim

Restart piłkarskich rozgrywek w całej Europie sprawił, że niemal wszyscy piłkarze powoływani przez Jerzego Brzęczka do kadry albo wrócili do gry, albo rozpoczęli przygotowania do nowego sezonu. To daje nadzieję, że do wrześniowych meczów w Lidze Narodów z Holandią oraz Bośnią i Hercegowiną wszyscy kadrowicze zdążą osiągnąć wysoką formę. Na razie prezentują się różnie.

Poza wszelką konkurencją jest w tej chwili Robert Lewandowski, który po restarcie rozgrywek Bundesligi zachwyca skutecznością i mistrzowską formą, więc w jego przypadku możemy być chyba stuprocentowo pewni, że za dwa miesiące nie obniży lotów. Cieszy też coraz lepsza gra Krzysztofa Piątka w Herthcie Berlin, a z kadrowiczów występujących w Bundeslidze jak na razie zawodzi jedynie Dawid Kownacki. Skrzydłowy Fortuny Duessledorf wyleczył już co prawda kontuzję i wrócił do meczowej kadry swojego zespołu, ale na razie grzeje ławę, a na domiar złego Fortunie grozi degradacja do niższej ligi, co może spowodować poważne perturbacje w karierze tego piłkarza. Kownacki jest najdroższym graczem ekipy z Duesseldorfu i po ewentualnym spadku klub pewnie będzie chciał się go szybko pozbyć, a jak wiadomo taka sytuacja raczej nie pomaga w uzyskaniu wysokiej formy.
Po restarcie rozgrywek przeciętnie jak na razie spisują się bramkarze. Wojciech Szczęsny w poniedziałkowym meczu Serie A Juventusu z Bologną (2:0) zachował co prawda czyste konto, ale grał niepewnie i było widać, że długa przerwa źle wpłynęła na jego dyspozycję. Za swój występ zebrał słabe noty. Niewiele lepiej wypadł też grający w Bolognie Łukasz Skorupski. Jeśli chodzi o innych kluczowych kadrowiczów występujących we włoskiej ekstraklasie, to do gry wrócili Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik w SSC Napoli oraz Karol Linetty i Bartosz Bereszyński w Sampdorii Genua. Ale cała czwórka, a także występujący obecnie w ekipie SPAL Arkadiusz Reca, szykują się do zmiany klubowych barw albo negocjują nowe kontrakty, zatem mogą wkrótce znaleźć się w podobnym położeniu, jak wspomniany wyżej Kownacki.
Także Łukasz Fabiański nie błyszczał w bramce West Hamu United w przegranym przez jego zespół 0:2 spotkaniu Premier League z Wolverhampton. Zdecydowanie lepiej oceniono grającego w Southampton na pozycji stopera Jana Bednarka w wygranym przez jego zespół 3:0 wyjazdowym meczu z Norwich. „Święci” mają 11 punktów przewagi nad strefą spadkową i Bednarek nie musi martwić się o swoją przyszłość.
Co innego Fabiański, bo jego drużynie zagraża widmo degradacji do Championship, z której do klubowej elity w Anglii próbują się dostać występujący w drużynie wicelidera tych rozgrywek, Leeds United, Mateusz Klich oraz pozyskany zimą z Hull City przez prowadzący w stawce West Bromwich Albion Kamil Grosicki. Niestety, o ile Klich po wznowieniu rozgrywek nie stracił pozycji podstawowego gracza, to lewoskrzydłowy naszej reprezentacji w nowym klubie nie tylko że nie zdołał wywalczyć miejsca w podstawowej jedenastce, to na dodatek w pierwszej kolejce po restarcie rozgrywek zabrakło dla niego miejsca nawet w szerokiej kadrze na mecz z Birmingham (0:0).
Trener West Bromwich Slaven Bilić w siedmiu ligowych kolejkach rozegranych przed zawieszeniem rozgrywek za każdym razem sadzał reprezentanta Polski na ławce rezerwowych i wpuszczał na boisko dopiero na ostatnie minuty meczów, w starciu z Birmingham nie zdecydował się nawet na takie rozwiązanie. „Chciałem mieć w odwodzie dwóch napastników, dlatego musiałem odesłać na trybuny dwóch pomocników i zdecydowałem, że będą to Conor Townsend i Kamil Grosicki. Wiem, że obaj są tym mocno rozczarowani, ale walczymy o awans i najważniejszy jest interes drużyny” – wyjaśnił chorwacki szkoleniowiec. Miejmy nadzieje, że po bezbramkowym remisie Bilić zmieni zdanie odnośnie przydatności polskiego piłkarza, bo jeśli nie, trener reprezentacji Polski będzie miał we wrześniu problem z obsadą lewego skrzydła, albo będzie musiał postawić na innego zawodnika.
Do gry wróciła też liga rosyjska, ale bez Sebastiana Szymańskiego, który wraz z dwoma innymi graczami Dynama Moskwa zaraził się koronawirusem i wylądował w szpitalu. W trakcie zawieszenia rozgrywek ulotniła się niestety wielka forma Grzegorza Krychowiaka, bo w pierwszym po restarcie meczu Lokomotiwu Moskwa, z FK Orenburg (1:0), nasz piłkarz dostał słabe noty za swój występ. W spotkaniu tym zagrał też Maciej Rybus, który wreszcie wyleczył kontuzję i jest w stanie grać na pełnych obrotach przez cały mecz.
Słabszy występ Krychowiaka nie wywołał w Rosji negatywnych reakcji. „To prawda, zagrał słabiej niż mogliśmy oczekiwać, ale bez wątpienia wkrótce wróci do swojej normalnej formy. Podczas niedzielnego spotkania był dobrze pilnowany i nie był w stanie uwolnić się od rywali. To wszystko dlatego, że jego szybkość nie była jeszcze wystarczająca” – napisano w ocenie występu kluczowego pomocnika reprezentacji Polski. Wypada mieć nadzieję, że „Krycha” szybko nadrobi te braki.

Wirus dopadł reprezentanta Polski

U sześciu piłkarzy z Rostowa stwierdzono koronawirusa. W tej sytuacji cały pierwszy zespół rozpoczął kwarantannę. Na wyjazdowy mecz do Soczi wysłano więc juniorów, którzy pierwsi strzelili gola, ale ostatecznie przegrali aż 1:10. Rosyjskie media podają, że zakażenie Covid-19 wykryto u trzech graczy Dynama Moskwa, wśród których znalazł się reprezentant Polski Sebastian Szymański.

W wyjściowym zespołu FK Rostów znalazło się dwóch 19-latków, dwóch 18-latków oraz siedmiu 17-latków. Kapitanem był 18-letni Nikita Kurpijanow. Średnia wieku w drużynie gości tylko nieznacznie przekroczyła 17 lat. Prezes klubu z Rostowa przyznał, że decyzję o wysłaniu tych młodych piłkarzy podjął w ostatniej chwili, gdy nie powiodły się próby przełożenia spotkania. Dlaczego władze rosyjskiej ekstraklasy nie wyraziły na to zgody? Zadziałały tu pewnie ligowe układy. Zespół PFK Soczi jest zagrożony spadkiem, a to filia potężnego Zenita Petersburg, więc działacze bezwzględnie wykorzystali okazję do łatwego zdobycia punktów. FK Rostów wiele na tym nie stracił, bo mimo porażki utrzymał czwarte miejsce w tabeli i nadal pozostaje w grze o europejskie puchary.
Co znaczy mocna pozycja pokazała analogiczna sytuacja w Dynamie Moskwa. W tym stołecznym klubie u trzech piłkarzy wykryto obecność koronawirusa. Jednym z nich jest reprezentant Polski Sebastian Szymański. Z tego powodu zaplanowane na niedzielę spotkanie lDynama z FK Krasnodar zostało jednak przełożone. 21-letni Szymański przeszedł do moskiewskiego zespołu latem ubiegłego roku z Legii Warszawa za sześć milionów euro. Liderem rosyjskiej ekstraklasy jest Zenit Petersburg, a drugą lokatę zajmuje Lokomotiw Moskwa, w barwach którego grają Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus.

Krychowiak za drogi dla Lokomotiwu?

Pandemia koronawirusa uderza coraz mocniej także w najbogatsze piłkarskie kluby rosyjskiej ekstraklasy. Prezes Lokomotiwu Moskwa przyznał wprost, że klub znalazł się w trudnej sytuacji finansowej i w letnim oknie transferowym będzie musiał wystawić aż ośmiu piłkarzy, wśród nich także Grzegorza Krychowiaka.

Lokomotiw Moskwa do tej pory cieszył się opinią jednego z najbogatszych klubów rosyjskiej ekstraklasy piłkarskiej. Kryzys wywołany pandemią wiele jednak zmienił. Już wiadomo, że umowa z głównym sponsorem Lokomotiwu, którym są państwowe koleje, będzie renegocjowana i dotacje zostaną znacznie zmniejszone. To zmusza działaczy do wprowadzenia programu oszczędnościowego. Jego pierwszą ofiarą został trener Jurij Semin, z którym rozwiązano umowę, a w jego miejsce za znacznie mniejszą gażę zatrudniono Marco Nikolicia.
Piłkarze już w kwietniu zgodzili się na czas przerwy w rozgrywkach na redukcję zarobków o 40 procent, ale takie chwilowe poświęcenie to za mało, żeby zrównoważyć uszczuplony budżet. Rosyjskie media donoszą, że działacze szykują teraz kadrową rewolucję w zespole.
W jej efekcie podczas letniego okna transferowego z klubem pożegna się prawdopodobnie nie tylko Maciej Rybus, który i tak miał po tym sezonie odejść, lecz także Grzegorz Krychowiak, który w tym sezonie był nie tylko najlepszym graczem Lokomotiwu, ale też najskuteczniejszym strzelcem w drużynie i jednym z najskuteczniejszych w całej lidze. Ale prezes Lokomotiwu mówi wprost, że w obecnej sytuacji reprezentant Polski, który rocznie zarabia ponad trzy miliony euro, jest za drogi. „Nadchodzą trudne czasy, więc nie będzie nas stać na utrzymanie Krychowiaka i Joao Mario jednocześnie. Któregoś z nich będziemy musieli wystawić na listę transferową, a w sumie planujemy wytransferować z klubu ośmiu piłkarzy. Nowy zespół zbudujemy w oparciu o młodych zawodników obecnie pełniących rolę rezerwowych” – mówi prezes Anatolij Mieszczeriakow.
Dyrektor generalny klubu Wasilij Kiknadze już realizuje zadanie stworzenie nowego modelu funkcjonowania zespołu. Lokomotiw w czasie kryzysu ma opierać się na młodych zawodnikach, których potem będzie można wytransferować z zyskiem do klubów. A skoro tak, to raczej wydaje się przesądzone, że latem w tym moskiewskim klubie nie będzie żadnego polskiego piłkarza. Co prawda pojawiły się plotki, że Lokomotiw chciał wypożyczyć Arkadiusza Recę na miejsce, które latem miał zwolnić Maciej Rybus, lecz w tej sytuacji transakcje raczej nie dojdzie do skutku.
Krychowiak nie powinien mieć większych problemów ze znalezieniem nowego pracodawcy. Przypomnijmy, że Lokomotiw najpierw go wypożyczył na sezon 2018/2019 z Paris Saint-Germain, a po roku wykupił za 12,5 miliona euro. A za taką kwotę, a nawet trochę wyższą, po naszego reprezentacyjnego pomocnika ustawi się kolejka chętnych, bo swoimi występami w rosyjskiej ekstraklasie, zwłaszcza w tym sezonie, całkowicie zatarł nieudany pod względem sportowym epizod w Paris Saint-Germain. Inna sprawa, że pod względem finansowym był to najlepszy okres w karierze Krychowiaka, bo w paryskim klubie zarabiał rocznie 4,8 mln euro.
Podpisując umowę z Lokomotiwem znacznie zmniejszył swoje wymagania, ale to dlatego, że bardzo chciał grać w moskiewskim zespole. I słusznie, bo w tym sezonie nie tylko odzyskał dawną markę, ale też pokazał, że wciąż się rozwija jako piłkarz. W Lokomotiwie nie był już tylko typowym defensywnym pomocnikiem, którego zadaniem jest przeszkadzanie rywalom w rozgrywaniu piłki. Krychowiak stał się liderem tej drużyny, prowadził jej grę, zaliczał mnóstwo asyst i w końcu sam zaczął strzelać jak rasowy napastnik.
Akurat jemu pandemia koronawirusa wyrządziła wielką szkodę, chociaż nie jest to jeszcze takie pewne, bo przecież może się okazać, że latem przeniesie się do jeszcze mocniejszego zespołu niż Lokomotiw.

Tragedia w Lokomotiwie

W Lokomotiwie Moskwa, którego zawodnikami są Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus, doszło do tragedii. W trakcie treningu zmarł 22-letni piłkarz tego klubu Innokientij Samochwałow.

Występujący na pozycji obrońcy Samochwałow był zawodnikiem kadry rezerwowego zespołu Lokomotiwu, ale jak wszyscy piłkarze moskiewskiego klubu w okresie przerwy w rozgrywkach spowodowanej pandemią koronawirusa, trenował indywidualnie w domu. Rosyjski klub nie podał przyczyny zgonu, a jedynie ograniczył się do krótkiego komunikatu: „Piłkarz zmarł podczas treningu indywidualnego. Trwa wyjaśnianie okoliczności śmierci”.
Trochę więcej zdradził kolega Samochwałowa z drużyny rezerw, Aleksander Griszin, który w wypowiedzi dla portalu rsport.ria.ru wyjawił: „Wszyscy jesteśmy objęci kwarantanną i nie mamy wspólnych treningów. Z klubu dostaliśmy jedynie wiadomość, że przyczyną zgonu Innokientij była niewydolność serca. To dla mnie szok, bo skoro miał zgodę na treningi, to powinien być zdrowy”. Samochwałow zostawił żonę i syna, którym Lokomotiw obiecał już wsparcie.

Krychowiak strzela w Rosji

Podczas gdy niemal cała piłkarska Europa z powodu epidemii koronawirusa zawiesiła rozgrywki piłkarskie, na stadionach w Rosji rywalizacja toczy się nadal. I to z udziałem kibiców. W miniony weekend kolejny znakomity występ w barwach Lokomotiwu Moskwa zaliczył Grzegorz Krychowiak, który w wygranym 3:1 meczu z FK Rostów miał udział przy wszystkich bramkach swojej drużyny, a nawet przy trafieniu rywali, bo to po jego faulu sędzia podyktował dla nich rzut karny.

Liderem rosyjskiej ekstraklasy jest Zenit Petersburg, który w 22. kolejce rozgromił Urał Jekaterynburg 7:1 i pewnie prowadzi w tabeli z dorobkiem 50 punktów. Ciekawostką dla kibiców piłkarskich w naszym kraju może być obecność w kadrze pokonanego zespołu aż trzech polskich graczy – Michała Kucharczyka (wcześniej Legia Warszawa), Rafała Augustyniaka (Miedź Legnica) i Macieja Wilusza (u nas ostatnio występował w Lechu Poznań). Ekipa z Jekaterynburga nie liczy się jednak w rywalizacji o najwyższe laury – obecnie zajmuje dziesiątą lokatę z dorobkiem 25 punktów i tylko dwoma „oczkami” przewagi nad pierwszą drużyną ze znajdujących się w strefie spadkowej.
Co innego Lokomotiw Moskwa, w barwach którego występuje dwóch aktualnych reprezentantów Polski – Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus. W niedzielne popołudnie ich zespół zmierzył się na wyjeździe z ekipą FK Rostów. Te dwa kluby plus FK Krasnodar zaciekle rywalizują za plecami Zenita Petersburg o drugie miejsce w rozgrywkach dające prawo gry w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Trzecia lokata też jest cenna, chociaż daje tylko prawo do walki o Ligę Mistrzów w kwalifikacjach. Z kolei czwarte i piąte miejsca gwarantują start w Lidze Europy, dwie ostatnie lokaty oznaczają spadek, zaś dwie przedostatnie konieczność udziału w barażach o utrzymanie. Zważywszy na fakt, że w rosyjskiej Premjer Lidze występuje 16 zespołów, to praktycznie wszystkie mają się o co bić. Nawet Zenit nie może być tak do końca pewny mistrzowskiego tytułu, bo ścigające go w tabeli Lokomotiv i FK Krasnodar mają po 41 punktów, czyli dziewięć mniej. A kolejek do zakończenia rozgrywek pozostało jeszcze osiem.
Skuteczny jak napastnik
Wracając jednak do Krychowiaka – jego kapitalny występ w spotkaniu z FK Rostów, uznanym za hit kolejki, został w Rosji zauważony i doceniony. Pierwszy gol dla Lokomotiwu, przypisany jako samobójcze trafienie bramkarzowi gospodarzy Sergiejowi Pesjakowowi, był de facto dziełem reprezentanta Polski, bo po jego potężnym uderzeniu w 34. minucie spotkania zza linii pola karnego, piłka najpierw odbiła się od spojenia słupka z poprzeczką, apotem od głowy rozpaczliwie interweniującego golkipera gospodarzy i wpadła do bramki. Cztery minuty później Krychowiak w polu karnym odegrał piłkę do nabiegającego Rifata Żemaledtinowa i było już 2:0, a nasz piłkarz zanotował drugą w tym sezonie asystę. Zanim sędzia zakończył pierwszą część meczu, „Krycha” podwyższył wynik na 3:0, wykorzystując podanie od drugiego z reprezentantów Polski, Macieja Rybusa, dla którego z kolei była to już czwarta asysta w obecnych rozgrywkach.
Zdecydowanie jednak większy wydźwięk miało trafienie Krychowiaka, już dziewiąte w tym sezonie, co zważywszy na fakt, iż Polak gra na pozycji defensywnego pomocnika, jest wyczynem zasługującym na najwyższe uznanie. Tylko czterech piłkarzy w Premjer Lidze zdobyło więcej bramek od niego. Liderem klasyfikacji strzelców jest słynny rosyjski napastnik Artem Dziuba, który dla Zenita Petersburg strzelił dotąd 13 goli. Drugie miejsce w zestawieniu z 11 trafieniami zajmuje Eldor Szomurodow z FK Rostów, a trzecie z 10 bramkami ex aequo gracz Zenita Sardar Azmun oraz Aleksander Sobolew z Krylja Sowietow Samara). Cała czwórka to napastnicy, co jeszcze mocniej podkreśla wyczyn Krychowiaka, który w swojej drużynie jest najlepszym strzelcem, wyprzedzając o cztery gole grających w linii ataku Aleksieja Miranczuka i Portugalczyka Eder.
Po zmianie stron zespół Lokomotiwu, wyraźnie zadowolony z wysokiego prowadzenia, już tak ostro nie atakował bramki rywali, przez co Krychowiak mógł się skupić na grze defensywnej. I robił to znakomicie, może za wyjątkiem sytuacji z 63. minuty, gdy w ferworze walki z najgroźniejszym strzelcem rywali Eldorem Szomurodowem nie zauważył, że obaj znaleźli się w polu karnym Lokomotiwu. Sędzia odgwizdał faul i podyktował dla ekipy z Rostowa rzut karny, który Iwelin Popow zamienił na honorową bramkę dla gospodarzy.
Po tym zwycięstwie moskiewski zespół awansował na drugie miejsce w tabeli, ale Krychowiaka uznano za najlepszego gracza meczu i umieszczono w jedenastce kolejki. Furorę z Rosji zrobiła rozpowszechniana w mediach społecznościowych zabawna karykatura polskiego piłkarza, nawiązująca do komiksowej postaci Hulka, bohatera o nadludzkiej sile i odporności.
Piłkarski celebryta
Krychowiak zdecydowanie odżył po przeprowadzce do Lokomotiwu Moskwa. Bez dwóch zdań jest w tej chwili najbardziej jednym z najlepszych graczy w rosyjskiej ekstraklasie i zarazem jednym z najpopularniejszych. Tamtejsze media poświęcają mu wiele miejsca nie tylko za sprawą jego boiskowych wyczynów, lecz także żywo interesują się wszystkim, co robi poza boiskiem, na bieżąco relacjonując jego podróże po świecie, aktywność w świecie mody i chwaląc go za łatwość, z jaką opanował język rosyjski. Dzięki temu Krychowiak ma też u naszych wschodnich sąsiadów status celebryty.

Pościg Lewego za Benzemą

Siedem drużyn zapewniło już sobie awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Paris Saint-Germain, Bayern Monachium oraz Juventus Turyn o udział w pucharowej części rozgrywek nie musiały się martwić już po czwartej serii spotkań. Po piątej kolejce dołączyły do nich Real Madryt, Tottenham, Manchester City i FC Barcelona. Przedostatnia seria fazy grupowej miała wielu bohaterów, ale najwięcej mówiło się o trzech – Robercie Lewandowskim, Leo Messim i Erlingu Haalandzie.

Lewandowski znalazł się w centrum uwagi za sprawą strzeleckiego wyczynu. W wygranym przez Bayern Monachium wyjazdowym meczu z Crveną Zvezdą Belgrad kapitan reprezentacji Polski zdobył aż cztery bramki i z łącznym dorobkiem 10 trafień objął prowadzenie w klasyfikacji strzelców obecnej edycji Ligi Mistrzów.

Już sam fakt, że polski snajper Bayernu zdobył bramki w każdym z pięciu grupowych spotkań, uzyskując przy tym niebywałą średnią dwóch trafień na mecz, jest wyczynem nietuzinkowy. Ale jak to ostatnio jest częste w jego przypadku, przy okazji ustanowił też swoisty rekord Champions League, albowiem jak ustalili futbolowi statystycy, były to najszybciej strzelone cztery gole w tych elitarnych rozgrywkach – Lewandowski dokonał tego wyczynu w 14 minut i 31 sekund.

Cztery gole to rzadki wyczyn

W jego karierze nie był to pierwszy „czteropak” w Lidze Mistrzów. Wcześniej, dokładnie 24 kwietnia 2013 roku, czterokrotnie do siatki przeciwnej drużyny trafił jeszcze jako gracz Borussii Dortmund w pamiętnym meczu z Realem Madryt w półfinale edycji 2012/2013. Oprócz Polaka dwa „czteropaki” w strzeleckim dorobku ma jeszcze tylko gwiazdor Barcelony Leo Messi.
Dzięki czterem golom w meczu z Crveną Zvezdą Lewandowski jest od wtorku najskuteczniejszym piłkarzem Bayernu Monachium w Lidze Mistrzów – nasz piłkarz ma na koncie 45 bramek zdobytych w barwach bawarskiej drużyny i o trzy wyprzedza drugiego w klubowej hierarchii Thomasa Muellera. W klasyfikacji wszech czasów z łącznym dorobkiem 63 trafień „Lewy” zajmuje piątą lokatę, bo plasujący się na czwartej pozycji napastnik Realu Madryt Karim Benzema w tym sezonie podjął z Polakiem walkę o jej utrzymanie.

Wiadomo, że osiągnięcia prowadzących w tym zestawieniu Cristiano Ronaldo i Leo Messiego są praktycznie nie do pobicia, bo Portugalczyk ma na koncie 127, a Argentyńczyk 114 goli. Lewandowski i Benzema rywalizują zatem nie o te dwie czołowe lokaty, lecz o trzecie miejsce, które zajmuje inny z legendarnych graczy Realu Madryt, Raul, który występy w Lidze Mistrzów zakończył z dorobkiem 72 trafień.

Ostra walka o trzecią lokatę

Benzema w piątej kolejce w meczu z Paris Saint-Germain zdobył dwie bramki i z łącznym dorobkiem 64 trafień utrzymał czwartą lokatę, lecz Lewandowski z 63 golami jest tuż za nim. Ich rywalizacja będzie z pewnością rozpalać emocje kibiców nie tylko w tym sezonie, bo obaj mają dopiero po 31 lat, a grają w zespołach regularnie występujących w Champions League.

W obecnej edycji najgroźniejszym rywalem „Lewego” do zdobycia tytułu króla strzelców nie jest jednak francuski gwiazdor Realu Madryt, lecz występujący w barwach austriackiego RB Salzburg 19-letni Norweg Erling Haaland. Ten młody piłkarz także bije kolejne rekordy. W meczu z KRC Genk wszedł na boisko dopiero w 62. minucie, ale zdążył jeszcze zdobyć bramkę, już ósmą w tych rozgrywkach Ligi Mistrzów i jeszcze zaliczyć asystę, pomagając swojej drużynie w odniesieniu zwycięstwa 4:1, które daje jej szanse na wywalczenie awansu do 1/8 finału.

Haaland przeszedł do historii tych pucharowych rozgrywek, bo jest najmłodszym piłkarzem, który zdobywał bramki w pięciu kolejnych meczach. Pod tym względem nie ustępuje zatem Lewandowskiemu, a nie jest wykluczone, że wkrótce obaj będą grać w jednej drużynie, bo ponoć działacze Bayernu są młodym Norwegiem mocno zainteresowani.

Giganci na razie śpią

Na trzecie miejsce w klasyfikacji snajperów wskoczył Anglik Harry Kane z Tottenhamu Hotspur, który w wygranym 4:2 spotkaniu z Olympiakosem Pireus zdobył dwie bramki i powiększył swój łączny dorobek w tym sezonie do sześciu trafień. Po pięć goli strzelili jak na razie Heung-Min Son (Tottenham Hotspur), Lautaro Martinez (Inter Mediolan) i Raheem Sterling (Manchester City), a po cztery Karim Benzema (Real Madryt), Memphis Depay (Olympique Lyon), Serge Gnabry (Bayern Monachium), Achraf Hakimi (Borussia Dortmund), Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain), Mislav Orsić (Dinamo Zagrzeb), Quincy Promes (Ajax Amsterdam), Mauro Icardi (Paris Saint-Germain) i Dries Mertens (SSC Napoli).

W czołówce klasyfikacji strzelców nie ma w tym sezonie żadnego z liderów klasyfikacji wszech czasów – Leo Messi w środowej potyczce Barcelony z Borussią Dortmund (3:1) zdobył dopiero drugą bramkę w obecnych rozgrywkach, a Cristiano Ronaldo z jednym trafieniem dla Juventusu nie jest nawet najskuteczniejszy w turyńskiej drużynie, bo w niej z trzema golami najlepszy w zestawieniu jest Argentyńczyk z polskimi korzeniami Paulo Dybala. Trzeba jednak pamiętać, że w fazie grupowej została do rozegrania jeszcze jedna kolejka, a potem w fazie play off dwa najlepsze zespoły rozegrają w drodze do finału kolejne siedem spotkań. Odbieranie już teraz szans Messiemu i Ronaldo na wygranie klasyfikacji strzelców jest zatem równie przedwczesne, jak przyznawanie tytułu Lewandowskiemu.

Tylko Bayern z kompletem punktów

Po pięciu kolejkach fazy grupowej tylko Bayern Monachium ma na koncie komplet 15 punktów. Bawarska jedenastka jest też bezkonkurencyjna w liczbie zdobytych bramek, bo ma ich na koncie 21. Zajmujące drugie pod tym względem miejsce zespoły Paris Saint-Germain, Manchestru City i Ajaksu Amsterdam zdobyły po 12 bramek. Wtorkowa wygrana Bayernu z Crveną Zvezdą Belgrad 6:0 to jedna z najwyższych w historii Ligi Mistrzów UEFA, ale nie najwyższa, nawet w dorobku bawarskiego zespołu, który ma na koncie dwa zwycięstwa po 7:0 odniesione 13 lutego 2012 roku nad FC Basel oraz 11 marca 2015 roku nad Szachtarem Donieck, a także 7:1 w spotkaniu ze Sportingiem Lizbona rozegranym 10 marca 2009 i AS Roma z 21 października 2014 roku.

Rekordzistami pod tym względem są jednak ekipy Realu Madryt oraz FC Liverpool, które wygrywały w Champions League po 8:0 – „Królewscy” takim wynikiem pokonali 8 grudnia 2015 roku Malmoe FF, natomiast „The Reds” 6 listopada 2007 roku Besiktas Stambuł. Rezultatami 7:0, czyli lepszymi od wtorkowego uzyskanego przez Bayern w Belgradzie, zwyciężały też zespoły Juventusu Turyn (10 grudnia 2003 z Olympiakosem Pireus), Arsenal Londyn (23 października 2007 roku ze Slavią Praga), Olympique Marsylia (3 listopada 2010 roku z MSK Żilina), Valencia (23 listopada 2011 roku z KRC Genk), Szachtar Donieck (21 października 2014 roku z BATE Borysów), FC Barcelona (z Celtikiem Glasgow 13 września 2016 roku), FC Liverpool (z NK Maribor 17 października 2017 roku) i Spartakiem Moskwa 6 grudnia 2017 roku) oraz Manchester City (z Schalke 04 Gelsenkirchen 12 marca 2019 roku), a wynikami 7:1 mecze kończyły drużyny Manchester United (z AS Roma 10 kwietnia 2007 roku), Olympique Lyon (z Dinamo Zagrzeb 7 grudnia 2011 roku, FC Barcelona (z Bayerem Leverkusen 7 marca 2012 roku) i Paris Saint-Germain (z Celtikiem Glasgow 22 listopada 2017 roku).

Prawdziwa walka od 1/8 finału

Faza grupowa to jednak tylko wstęp do walki o trofeum, o które prawdziwa rywalizacja zacznie się dopiero od 1/8 finału, ale Bayern, dzięki niesamowitej skuteczności Lewandowskiego, ma duże szanse aby stać się jedną z drużyn, które wygrały wszystkie sześć spotkań w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

Bawarczycy w ostatniej kolejce zmierzą się 11 grudnia z Tottenhamem. Będzie to interesujące starcie nie tylko dwóch wybitnych snajperów, czyli Lewandowskiego i Kane’a, lecz także trenerów. Obecny szkoleniowiec angielskiej drużyny, Jose Mourinho, był w medialnych spekulacjach wymieniany jako następca zwolnionego niedawno przez Bayern trenera Niko Kovaca, ale chyba nie doszedł do porozumienia z szefami bawarskiego klubu i ostatecznie wybrał ofertę londyńskich „Kogutów”.

W ekipie Bayernu nikt chyba tym się nie zmartwił, bo drużyna pod trenerskimi rządami asystenta Kovaca, Hansa-Ditera Flicka, spisuje się nadspodziewanie dobrze – wygrała cztery mecze strzelając rywalom aż 16 goli i nie tracąc żadnego. Siedem z tych 16 bramek było autorstwa Lewandowskiego. „Miło jest widzieć, jak drużyna powoli zyskuje pewność siebie i zdobywa bramki. Do tego dobrze gramy w obronie, a to podstawa także dobrej gry w ofensywie” – powiedział Flick po meczu z Crveną Zvezdą Belgrad.
Na razie jest jednak szkoleniowcem tymczasowym i ma poprowadzić zespół tylko do końca tego roku, ale ponieważ wygrywa, a piłkarze go chwalą, niewykluczone iż zostanie do końca sezonu lub nawet dłużej. Jeśli Bayern pokona Tottenham, a w grudniu odzyska jeszcze pozycję lidera Bundesligi, takie stabilizujące rozwiązanie wydaje się wielce prawdopodobne. W takiej sytuacji trzeba będzie bawarską ekipę umieścić w gronie faworytów do wygrania obecnej edycji Ligi Mistrzów.

Zmienne szczęście polskich piłkarzy

W piątej kolejce oprócz Lewandowskiego zagrało jeszcze pięciu naszych piłkarzy. W bramce Juventusu Turyn świetny występ w meczu z Atletico Madryt (1:0) zanotował Wojciech Szczęsny. Włoskie i hiszpańskie media zgodnie uznały, że polski bramkarz był lepszy od słoweńskiego golkipera madryckiego zespołu Jana Oblaka. W spotkaniu SSC Napoli z Liverpoolem (1:1) z powodu kontuzji nie zagrał Arkadiusz Milik, natomiast drugi z naszych reprezentantów w barwach Napoli, Piotr Zieliński, rozegrał 85 minut. Włoskie media oceniły jego występ notą 6,5 w 10 punktowej skali. Tylko trzech zawodników Napoli dostało wyższe oceny – Kalidou Koulibaly, Giovanni Di Lorenzo oraz zdobywca bramki Dries Mertens.

W zespole Lokomotiwu Moskwa w przegranym 0:2 meczu z Bayerem Leverkusen Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus zagrali od pierwszej do ostatniej minuty, ale obaj reprezentanci Polski tym razem nie dokonali niczego spektakularnego. Rosyjski zespół po tej porażce stracił już szanse nie tylko na awans do 1/8 finału, ale nawet na występy w Lidze Europy.

Łukasz Piszczek zaczął wyjazdowe spotkanie Borussii Dortmund z Barceloną w podstawowym składzie, lecz w 76. minucie został zmieniony, głównie jednak z powodów taktycznych. Jego zespół wciąż zachowuje szanse na awans do 1/8 finału. Występujący w Dinamie Zagrzeb Damian Kądzior całe przegrane przez jego drużynę 0:2 spotkanie z Atalantą Bergamo spędził na ławce rezerwowych.

 

Dwa gole Krychowiaka

Grzegorz Krychowiak w tym sezonie rosyjskiej ekstraklasy wręcz zadziwia skutecznością. Grający na pozycji defensywnego pomocnika reprezentant Polski w miniony weekend w 17. kolejce w wyjazdowym meczu Lokomotiwu Moskwa z FK Tambow (3;2) strzelił dwa gole. Były to jego siódme i ósme trafienie w obecnych rozgrywkach.

Krychowiak jest czwarty w klasyfikacji strzelców, w której z 10 bramkami przewodzą Artjom Dziuba (Zenit Petersburg), Aleksander Sobolew (Krylia Sowietow Samara) i Eldor Szomurodow (FK Rostów). Najwyraźniej występy w reprezentacji Polski nie mają destrukcyjnego wpływu na formę Krychowiaka, bo po powrocie z ostatniego w tym roku zgrupowania biało-czerwonych 29-letni pomocnik rozegrał w rosyjskiej ekstraklasie znakomite spotkanie, zdobywając dwie bramki. Co ciekawe, asystę przy pierwszej z nich (na 1:0) zaliczył drugi z reprezentantów Polski w zespole Lokomotiwu Moskwa, Maciej Rybus. Ten sam Rybus, który ponoć z powodu kontuzji nie mógł zagrać w żadnym z dwóch listopadowych meczów reprezentacji Polski, a kilka dni po powrocie do moskiewskiego klubu był w stanie rozegrać cały mecz. Jeśli przez dwa tygodnie wypoczął i wyleczył dręczący go od dawna uraz, to trener Lokomotiwu powinien być wdzięczny selekcjonerowi kadry Polski za wsparcie.

Z Krychowiakiem jest zupełnie inna historia, bo on zasuwał w obu meczach reprezentacji, a mimo to nie dostał żadnej ulgi i także zaliczył pełne 90 minut w ligowej potyczce Lokomotiwu. Ale nasz piłkarz jest w takim gazie, że był niekwestionowanym bohaterem spotkania i zdobył dwie bramki. Tylko że „Krycha” swojego drugiego gola strzelił w 56. minucie, wyprowadzając moskiewską drużynę ponownie na prowadzenie, tym razem na 3:2. Trener Lokomotiwu Jurij Siomin w innych okolicznościach może by dał Krychowiakowi odpocząć zdejmując go wcześniej z boiska, lecz polski piłkarz pełni w jego zespole kluczową rolę, a przeciwnicy z FK Tombow bynajmniej nie padli po trzecim golu na kolana, tylko rzucili się do zaciekłych ataków i byli bliscy remisu.

Dlatego obaj polscy piłkarz musieli zasuwać na maksymalnych obrotach od pierwszego do ostatniego gwizdka, bo w ekipie Lokomotiwu należą do najlepiej opłacanych graczy, a Krychowiak na dodatek ma status gwiazdy zespołu. Przy pierwszym golu obu naszym reprezentantom zadanie trochę ułatwił bramkarz gospodarzy, bo co prawda Krychowiak po podaniu Rybusa huknął mocno z dystansu, ale lepszy fachowiec stojący między słupkami zapewne dałby sobie z jego strzałem radę. Nie omieszkał tego wykorzystać najlepszy kumpel Krychowiaka, Wojciech Szczęsny, który za pośrednictwem Twittera zakpił z jego trafienia nazywając je „farfoclem”. Ale obaj panowie przekomarzają się ze sobą w ten sposób nie od dzisiaj. Ich zespoły jak wiadomo rywalizują w jednej grupie Ligi Mistrzów i w obu już rozegranych meczach Krychowiak, chociaż bardzo się starał, Szczęsnemu gola nie strzelił, co golkiper Juve skrzętnie podkreślał w żartobliwych komentarzach na zamieszczanych na portalach społecznościowych.

Jego żarty nie mogą jednak osłabić znaczenia dokonań kolegi z reprezentacji, bo Krychowiak jest w tej chwili najlepszym strzelcem Lokomotiwu. Jego statystyki są imponujące, a postęp jaki poczynił w porównaniu do poprzedniego roku może wzbudzać jedynie uznanie. W poprzednim sezonie w 27 ligowych meczach pokonał bramkarzy rywali tylko dwukrotnie, teraz ma osiem goli strzelonych w 15 spotkaniach. Jeśli utrzyma taką dyspozycję, może powalczyć nawet o koronę króla strzelców rosyjskiej ekstraklasy, co byłoby zważywszy na jego boiskowe zadania wyczynem na światową skalę. Lokomotiw po wygranej z FK Tambow jest wiceliderem ze stratą pięciu punktów do prowadzącego Zenita Petersburg.

Za jego plecami z dorobkiem 30 „oczek” plasują się trzy zespoły – FK Rostów, CSKA Moskwa i FK Krasnodar. Ekipa z Rostowa, która ma składzie polskiego piłkarza, Macieja Wilusza, w miniony weekend przegrała 1:2 na wyjeździe z Dynamo Moskwa. W barwach moskiewskiej ekipy cały mecz rozegrał reprezentant Polski Sebastian Szymański, czemu Wilusz mógł przyglądać się jedynie z ławki rezerwowych. W takiej samej roli jak on w drużynie Achmata Grozny wystąpili dwaj inni nasi piłkarze w rosyjskiej lidze – Damian Szymański i Konrad Michalak. Niestety, oni także przez cały wyjazdowy mecz z FK Orenburg (2:1) grzali ławę.
Dynamo Moskwa po 15. kolejkach zajmuje miejsce w środku ligowej tabeli, zaś zespół ze stolicy Czeczeni po tej porażce spadł do strefy spadkowej.