Izrael nie stawił oporu

Po czterech kolejkach sytuacja w Grupie G jest jasna – prowadząca w tabeli z kompletem punktów reprezentacja Polski ma nad drugą ekipą Izraela pięć „oczek” przewagi, a nad trzecią Austrią sześć. Ten dorobek nie daje jeszcze co prawda gwarancji awansu do Euro 2020, ale skoro nasza drużyna zdobyła go grając grubo poniżej możliwości, to wystarczy żeby jesienią utrzymała tylko poziom ze spotkania z Izraelem, a wygra grupę w cuglach.

Serię pięciu zwycięstw z rzędu nasza piłkarska reprezentacja zaliczyła 13 lat temu za selekcjonerskiej kadencji Leo Beenhakkera, ale tylko dwa z nich odniosła w meczach towarzyskich. Trener Jerzy Brzęczek już po spotkaniu z Macedonią mógł się pochwalić lepszym bilansem potyczek o punkty, a po wygranej z Izraelem ma na koncie cztery wygrane z rzędu w meczach o stawkę. Dodatkowym walorem jest to, że biało-czerwoni nie stracili w tych czterech spotkaniach bramki. Te zdobycze zdały się jednak na nic, bo po zwycięskim wprawdzie, ale wygranym w żenującym stylu meczu z Macedonią Północną na Brzęczka i jego wybrańcy spadła potężna fala krytyki.

Największe pretensje jakie formułowano pod adresem selekcjonera dotyczyły wybranej taktyki gry z jednym napastnikiem, oczywiście Robertem Lewandowskim, ale z Krzysztofem Piątkiem i Arkadiuszem Milikiem na ławce. Nie osłabiło jej nawet wstawienie Piątka zaraz po przerwie w miejsce słabo spisującego się prawego skrzydłowego z Chicago Fire Przemysława Frankowskiego. Napastnik AC Milan jeszcze podgrzał atmosferę strzelając zwycięskiego gola, nic więc dziwnego, że Brzęczek, chociaż z niego kunktator i chwiejny w decyzjach gość, to pod naciskiem histeryzujących mediów zdecydował się na grę z Izraelem w ustawieniu 1-4-4-2, z Piątkiem na szpicy, Lewandowskim w roli rozgrywającego oraz z prawonożnym Grosickim na lewej, a lewonożnym Zielińskim na prawej flance.

W środku pola gardę trzymali Krychowiak z Klichem, a formację defensywną tworzyli Kędziora, Glik, Bednarek i Bereszyński na lewej stronie. To była niespodzianka, bo spodziewano się na tej pozycji Macieja Rybusa, ale do tego piłkarza Brzęczek ma jakiś osobisty uraz, bo nawet mimo nacisków Lewandowskiego lewy obrońca Lokomotiwu Moskwa cały mecz przesiedział na ławce rezerwowych. „Na absencję Rybusa nie wpłynęła ani jego forma sportowa ani zdrowie. Wpłynęła na to taktyka i to, że po czterech meczach mamy dwanaście punktów” – wyjaśnił po meczu jego nieobecność selekcjoner.

Brzęczek zaprzeczył też, że po meczu z Macedonią doszło w kadrze do kłótni. „Okres po meczu z Macedonią był najspokojniejszy jaki mieliśmy. Jasne jest dla wszystkich, że ta drużyna przez trzy dni nie nauczyła się grać w piłkę. Nie denerwuje mnie krytyka mediów. Kadra to nie jest koncert życzeń. Wiem, że trzeba robić swoje. Liczę, że zostanę doceniony po czasie” – podsumował Brzęczek. Najbardziej zirytowało go stwierdzenie jednego z dziennikarzy, że można już kadrze Polski gratulować awansu do Euro 2020. „A zna pan zespół, który wywalczył awans z 12 punktami? Szanujmy naszych rywali, bo nie jesteśmy nawet na półmetku zmagań” – zganił żurnalistę selekcjoner.

Jakość gry naszej reprezentacji w spotkaniu z Izraelem była bez wątpienia znacznie lepsza od poziomu, jaki pokazała trzy dni wcześniej w Skopje w potyczce z Macedonią Północną. Nie należy jednak przesadzać w ocenach w drugą stronę, bo chociaż zespół Izraela jest wiceliderem grupy i przed przyjazdem do Warszawy rozbił 3:0 na wyjeździe Łotwę, to okazał się dla biało-czerwonych najłatwiejszym jak dotąd rywalem w tych eliminacjach.

Inna sprawa, że nasi piłkarze zagrali w poniedziałek nie tylko z większą ambicją, ale przede wszystkim bardziej zespołowo. Na pochwały zasłużyli wszyscy gracze, łącznie z rezerwowymi, może na dodatkowego cukierka zasłużyli Piątek, Zieliński, Grosicki Krychowiak, lecz po raz kolejny worek słodyczy powinien dostać Lewandowski. Kapitan naszej reprezentacji tym razem strzelił gola tylko z karnego, ale bez niego takie efektowne zwycięstwo byłoby niemożliwe. „Lewy” ma już teraz 106 meczów, tyle samo co Jakub Błaszczykowski, pewnie za chwilę zostanie samodzielnym rekordzistą. Nie musi już się ścigać, ani niczego nikomu udowadniać. Znalazł się w miejscu, z którego może z uśmiechem przygląda ć się narodzinom w kadrze młodych gwiazd, jak Piątek, Kądzior, Zieliński czy Kownacki. Może przez wakacje też do tego wniosku dojdzie, a wtedy w jesiennych meczach biało-czerwoni klepną awans do Euro bez problemu.

Polska – Izrael 4:0
Gole: Krzysztof Piątek (35), Robert Lewandowski (56 karny), Kamil Grosicki (58), Damian Kądzior (84).
Polska: Fabiański – Kędziora, Glik, Bednarek, Bereszyński – Zieliński, Klich (75. Góralski), Krychowiak, Grosicki (77. Kądzior) – Piątek (73. Milik), Lewandowski.
Izrael: Harush – Dasa, Taha, Yeini, Biton (82. Elhamed), Harush – Peretz, Solomon (72. Saba), Natcho, Kayal (57. Cohen) – Zahavi.
Żółte kartki: Krychowiak – Zahavi, Natcho.
Sędziował: Tobias Stieler (Niemcy).
Widzów: 57 229.

Grupa G
1. kolejka: Austria – Polska 0:1; Macedonia Północna– Łotwa 3:1; Izrael – Słowenia 1:1
2. kolejka: Polska – Łotwa 2:0; Izrael – Austria 4:2; Słowenia – Macedonia 1:1;
3. kolejka: Macedonia – Polska 0:1; Łotwa – Izrael 0:3; Austria – Słowenia 1:0
4. kolejka: Polska – Izrael 4:0: Łotwa – Słowenia 0:5; Macedonia – Austria 1:4

Tabela grupy G
1. Polska              4    12   8:0
2. Izrael               4      7    8:7
3. Austria            4      6    7:6
4. Słowenia        4       5    7:3
5. Macedonia     4      4    5:7
6. Łotwa             4      0    1:13

 

Kadra Brzęczka dostała wolne

Nasza piłkarska reprezentacja szykuje się do meczów z Macedonią Północną (7 czerwca) i Izraelem (10 czerwca). Kadrowicze powołani przez Jerzego Brzęczka zebrali się w Warszawie już w czwartek, ale w sobotę selekcjoner dał wszystkim wolne do niedzieli wieczorem.

Selekcjoner wysłał powołania do 28 zawodników, ale z pierwotnego składu kadry ubył kontuzjowany Arkadiusz Reca, co osłabieniem nie jest, bo do reprezentacji wrócił najlepszy od kilku lat polski piłkarz na pozycji lewego obrońcy, czyli Maciej Rybus. On co prawda też miał ostatnio problemy zdrowotne, ale na zgrupowaniu stawił się w pełni sił i trenował z pełnym obciążeniem. Do Warszawy nie przyjechał Wojciech Szczęsny, który przechodzi rehabilitację po artroskopii kolana. To oznacza, że w spotkaniach z Macedonią i Izraelem między słupkami stanie Łukasz Fabiański. Problemy zdrowotne miał też Kamil Glik. Obrońca AS Monaco narzekał na przeciążenie ścięgna Achillesa w prawej nodze i do treningów z drużyną ma przystąpić dopiero w poniedziałek. Dopiero w piątek dotarł prawy obrońca Dymana Kijów Tomasz Kędziora, bo w czwartek grał spotkanie ligowe. Z tego samego powodu dopiero w poniedziałek dotrze zawodnik Chicago Fire Przemysław Frankowski.

Tak więc przygotowania do meczów z Macedonią i Izraelem zaczną się tak naprawdę dopiero od poniedziałku. Na boiskach KS ZWAR i Polonii Warszawa wybrańcy trenera Brzęczka będą ćwiczyć do środy, bo już w czwartek rano mają wylot do Skopje. Powrót do Warszawy ma nastąpić zaraz po meczu, co nastąpi późno w nocy. Sobota zatem będzie dla piłkarzy ulgowa i dopiero w niedzielę potrenuj pod kątem meczu z Izraelem, z którym zmierzą się w poniedziałek 10 czerwca na Stadionie Narodowym.

 

Kadra na Izrael i Macedonię

Selekcjoner reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek na czerwcowe mecze eliminacji mistrzostw Europy z Macedonią Północną i Izraelem powołał 28 zawodników. W kadrze zabrało tym razem Jakuba Błaszczykowskiego, który leczy kontuzję.

Biało-czerwoni po dwóch marcowych kolejkach spotkań są liderami grupy G z sześcioma punktami na koncie. Dla przypomnienia – najpierw pokonali na wyjeździe Austrię 1:0, a potem w Warszawie na Stadionie Narodowym wygrali z Łotwą 2:0. Gole dla naszej drużyny strzelili w kolejności Krzysztof Piątek, Robert Lewandowski i Kamil Glik. W drugiej odsłonie zmagań polska reprezentacja zmierzy się z zespołami, które po dwóch pierwszych meczach zajmują dwa kolejne miejsca w grupie – 7 czerwca w Skopje zagra z trzecią w tabeli Macedonią Północną , a trzy dni później na Narodowym zmierzy się z wiceliderem grupy Izraelem. Oba zespoły mają na koncie po cztery punkty.

Trener Brzęczek w porównaniu z powołaniami na mecze z Austrią i Łotwą dokonał w kadrze jedynie minimalnych zmian. Znaleźli się w niej nieobecny w marcu z powodu kontuzji Maciej Rybus, chociaż ostatnio znowu ma problemy zdrowotne, oraz utalentowany nastolatek z Legii Sebastian Szymański, natomiast tym razem powołania nie dostał rehabilitujący się po operacji Jakub Błaszczykowski, zabrakło także Szymona Żurkowskiego z Górnika Zabrze.

W tej sytuacji naszą rodzimą ekstraklasę na zgrupowaniu kadry reprezentować będzie jedynie trzech zawodników – z Legii Warszawa Artur Jędrzejczyk i wspomniany już Sebastian Szymański oraz Robert Gumny z Lecha Poznań. Trochę dziwi nieobecność choćby jednego gracza z mistrzowskiej drużyny Piasta Gliwice, na przykład Patryka Dziczka, ale to nie jedyna niezrozumiała decyzja kadrowa selekcjonera.

Brzęczek na przykład tradycyjnie już powołał notorycznie grzejącego ławę w Atalancie Bergamo Arkadiusza Recę, nie wiedzieć po co wysłał też powołania trzem kluczowym graczom młodzieżowej kadry U-21, Dawidowi Kownackiemu oraz wymienionym już Gumnemu i Szymańskiemu. Chyba byłoby lepiej, żeby ci gracze szykowali formę do czerwcowych mistrzostw Europy U-21 pod okiem trenera Czesława Michniewicza. Żaden z nich, może poza Kownackim, raczej nie ma szans na występ w spotkaniach z Macedonii Północną i Izraelem.

Trener kadry tak tłumaczył swoją decyzję: „Problemy zdrowotne niektórych kadrowiczów i wątpliwy udział w zgrupowaniu m. in. kontuzjowanego Macieja Rybusa sprawiły, że sięgnęliśmy po piłkarzy z kadry Czesława Michniewicza. Wymieniona trójka wróci do reprezentacji do lat 21 najpóźniej dzień po meczu z Izraelem, ale istnieje szansa, że któryś z nich dołączy do drużyny trenera Michniewicza jeszcze wcześniej” – zapowiedział Brzęczek w wypowiedzi dla portalu „Łączy Nas Piłka’. Tak na marginesie, wyznaczone przez UEFA terminy meczów eliminacyjnych są mało fortunne, bo w prawie wszystkich ligach rozgrywki ligowe już się zakończyły i kadrowicze pewnie woleliby pojechać na wakacje.

Kadra Polski
Bramkarze:
Łukasz Fabiański (West Ham United, Anglia), Łukasz Skorupski (FC Bologna, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy);
Obrońcy:
Jan Bednarek (FC Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Thiago Cionek (SPAL 2013, Włochy), Kamil Glik (AS Monaco, Francja), Robert Gumny (Lech Poznań), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf, Niemcy), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Michał Pazdan (Ankaragucu, Turcja), Arkadiusz Reca (Atalanta Bergamo, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja);
Pomocnicy:
Przemysław Frankowski (Chicago Fire, USA), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria), Kamil Grosicki (Hull City, Anglia), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Karol Linetty (Sampdoria Genua, Włochy), Damian Szymański (Achmat Grozny, Rosja), Sebastian Szymański (Legia Warszawa), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy);
Napastnicy:
Dawid Kownacki (Fortuna Duesseldorf, Niemcy), Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Krzysztof Piątek (AC Milan, Włochy).

 

Czeczeńcy chcą polskich piłkarzy

Achmat Grozny, ósmy zespół rosyjskiej ekstraklasy, złożył oferty transferów Przemysława Frankowskiego z Jagiellonii i Damiana Szymańskiego z Wisły Płock.

 

Działacze obu klubów analizują te propozycje i przygotowują argumenty do negocjacji. Frankowski był bliski odejścia z drużyny wicemistrzów Polski był już latem. Starały się wtedy o niego m.in. Lokeren i Caen. Oba kluby oferowały jednak kwoty, które nie satysfakcjonowały właścicieli Jagiellonii. Oni są zainteresowani wynegocjowaniem jak najwyższej kwoty odstępnego za 23-letniego skrzydłowego, bowiem połowę pieniędzy z jego transferu muszą oddać byłemu właścicielowi Lechii Gdańsk Andrzejowi Kucharowi oraz byłemu agentowi piłkarza Cezaremu Kucharskiemu. W przypadku Szymańskiego takich problemów nie ma, ale „Nafciarze” nie muszą sprzedawać tego piłkarza już teraz.

Szymański i Frankowski są aktualnymi reprezentantami Polski (obaj zaliczyli w ubiegłym roku po cztery występy w kadrze). O transfer do Achmata Groznego (dawniej Terek Grozny) zabiega agencja menedżerska Unidos, której jednym z szefów jest Mariusz Piekarski, a on w przeszłości w czeczeńskim klubie umieścił Macieja Rybusa, Marcina Komorowskiego i Macieja Makuszewskiego. Szymański ma kontrakt z Wisłą Płock do 30 czerwca 2020 roku. Serwis transfermarkt.de wycenia jego rynkową wartość na jeden milion euro. W tym sezonie rozegrał w barwach „Nafciarzy” 23 mecze (20 w lidze i 3 w Pucharze Polski) w których strzelił cztery gole i zaliczył sześć asyst.

Wartość Frankowskiego szacowana jest na półtora miliona euro. Skrzydłowy Jagiellonii w 22 występach (15 w ekstraklasie, cztery w kwalifikacjach Ligi Europy i trzy w Pucharze Polski) zdobył trzy bramki i zaliczył trzy asysty. Jego umowa także wygasa 30 czerwca 2020 roku.

 

To był najgorszy rok od 18 lat

Fot. Z polskich piłkarzy największą cenę za nieudany występ na mundialu zapłacił Robert Lewandowski

 

 

W 2018 roku biało-czerwony balonik pękł z wielkim hukiem – najpierw nasza narodowa drużyna pod wodzą Adama Nawałki skompromitowała się na mundialu, a potem pod rządami Jerzego Brzęczka nie wygrała żadnego z sześciu rozegranych meczów, spadając w rankingu FIFA na 21. miejsce.

 

W rankingu FIFA z 18 stycznia 2018 roku reprezentacja Polski zajmowała siódmą lokatę, wyprzedzając m.in. późniejszych mistrzów świata Francuzów i wicemistrzów świata Chorwatów. W Polsce panowała napędzana przez media euforia, której nie zdołały przytłumić nawet słabe występy biało-czerwonych w marcowych meczach towarzyskich. Porażkę z Nigerią 0:1 zrównoważyła wygrana z Koreą Południową 3:2, ale w obu spotkaniach nasz zespół zagrał fatalnie. Trener Nawałka uspokajał jednak fanów, że drużyna potrzebuje więcej czasu na opanowanie ustawienia systemem 1-3-5-2 robi, ale robi szybkie postępy i niebawem będzie w tym elemencie groźna dla każdego rywala. Czerwcowe sparingi z Chile (2:2) i Litwą (4:0) także nie zapowiadały mundialowej klęski, chociaż do stylu gry zespołu wciąż zgłaszano mnóstwo zastrzeżeń.

W przededniu wyjazdu do Rosji kontuzji barku doznał Kamil Glik i chyba to był kluczowy moment w dramacie, w jaki zamienił się występ biało-czerwonych w mistrzostwach świata. W spotkaniu z Senegalem Nawałka nagle wycofał się w ćwiczonego wcześniej ustawienia 3-5-2 i wrócił do starego schematu 4-4-2. Rywale bezlitośnie wykorzystali powstały bałagan w szeregach polskiej drużyny.

W tym momencie kolejny mecz z Kolumbią nabrał rangi „spotkania o wszystko”, ale pogubiony już wyraźnie w swoich kadrowych decyzjach Nawałka w tym najważniejszym meczu w roku wystawił do gry m.in. Jacka Góralskiego i Dawida Kownackiego, którzy wcześniej nie grali w meczach o punkty, a na ławce posadził Kamila Grosickiego, ale gdy nasz zespół potrzebował pilnie wzmocnienia linii ataku, selekcjoner zmienił… Michała Pazdana i w jego miejsce posłał na boisko rekonwalescenta Kamila Glika.

O żenującej potyczce z Japonią lepiej nie wspominać, bo chociaż biało-czerwoni ją wygrali, to swoim zachowaniem w końcówce na spółkę z Japończykami stali się pośmiewiskiem kibiców. Nasz zespół w niesławie wrócił do kraju na tarczy, a piłkarze w krótkim czasie zaliczyli bolesny upadek z piedestału.

Straty wizerunkowe ponieśli wszyscy – trener Nawałka, jego pryncypał Zbigniew Boniek a wraz z nimi cały PZPN. Stracili też rzecz jasna kadrowicze, lecz bez wątpienia najwięcej stracił najlepszy z nich, Robert Lewandowski. Nie ulega wątpliwości, że to głównie przez słaby występ biało-czerwonych na rosyjskim mundialu „Lewy” doznał upokarzających degradacji w najważniejszych plebiscytach organizowanych przez FIFA, UEFA i „France Football”.

 

To nie była dobra zmiana

Trener Nawałka nie utrzymał posady i w sierpniu został zastąpiony przez Jerzego Brzęczka. Nie była to jednak dobra zmiana. Pod wodzą nowego selekcjonera reprezentacja rozegrała sześć meczów. Trzy porażki i trzy remisy to bilans Brzęczka, który na dodatek zaliczył też spadek z Dywizji A Ligi Narodów. Nic dziwnego, że stracił zaufanie kibiców, także za to, że wbrew zasadom powoływał na zgrupowania kadry niegrającego w VfL Wolfsburg siostrzeńca Jakuba Błaszczykowskiego. W mediach krytykowano go też za forowanie w kadrze zawodników, których znał z pracy w zespołach klubowych – Damiana Szymańskiego, Adama Dźwigałę i Arkadiusz Reca w Wiśle Płock, Rafała Pietrzaka w GKS Katowice. Żaden z nich nie potwierdził reprezentacyjnych kwalifikacji.

Ani Nawałka ani Brzęczek nie odważyli się na „odstrzelenie” graczy stanowiących od lat trzon reprezentacji – Roberta Lewandowskiego, Grzegorza Krychowiaka, Piotra Zielińskiego, Kamila Glika, Jakuba Błaszczykowskiego, Kamila Grosickiego, Arkadiusza Milika, Piotra Zielińskiego czy… Jana Bednarka. Ten młody środkowy obrońca w 2018 roku rozegrał 847 minut, podczas gdy w klubowej drużynie Southamptonu 1126, z czego w Premier League 778. Krychowiak w reprezentacji zaliczył 960 minut, Zieliński 948 minut, Lewandowski 862 minuty. Za tą czwórką graczy jest próżnia, za którą wyłania się grupa zawodników z gorszymi wynikami – Grosicki miał przerwy z powodu perturbacji w klubie, Glik pauzował sporo przez kontuzję, a bramkarze Wojciech Szczęsny i Łukasz Fabiański musieli dzielić się występami – pierwszy zaliczył 585 minut, drugi 405. Na absencjach kluczowych graczy skorzystali m.in. Bartosz Bereszyński (piąty pod względem rozegranych minut), Jacek Góralski (dziesiąty), czy Rafał Kurzawa (piętnasty).

Najmniej minut w reprezentacji zaliczyli Bartosz Białkowski (45), Rafał Pietrzak (27), Jakub Świerczok (23) i Sławomir Peszko (10). Tak przy okazji, te 10 minut Peszko zaliczył na mundialu, bo we wcześniejszych meczach sparingowych Nawałka nie skorzystał z jego usług ani razu. To jedyny gracz, który grając o punkty jednocześnie nie zaliczył ani minuty w sparingu. Odwrotnie niż Marcin Kamiński, który zaliczył najwięcej minut w spotkaniach sparingowych (270), ale ani jednej w spotkaniu o punkty. Ten dziwaczny sposób selekcji stosuje niestety także Brzęczek, który nie wygrał sześciu spotkań z rzędu i jest bliski dogonienia pod tym względem rekordzisty Jerzego Engela. W 2000 roku nasze reprezentacja pod wodzą tego selekcjonera nie wygrał siedmiu meczów z rzędu: zaczęła od porażek z Hiszpanią 0:3 i Francją 0:1, potem były bezbramkowe remisy z Węgrami i Finlandią oraz porażka z Holandią (1:3) oraz remis z Rumunią (1:1) tuż przed rozpoczęciem eliminacji MŚ 2002.

 

Brzęczek goni rekord Engela

Mimo fatalnego startu Engel utrzymał posadę i doczekał przełomu w pamiętnym spotkaniu z Ukrainą w Kijowie, wygranym przez biało-czerwonych 3:1, po którym nasz zespół rozpoczął marsz po pierwszy od 1986 roku awans na mundial. Ale w 2000 roku z 10 meczów pod jego komendą reprezentacja Polski wygrała tylko trzy, cztery zremisowała i trzy przegrała. Tak słaby wynik pod względem wygranych spotkań powtórzyły dopiero 18 lat później ekipy prowadzone przez Nawałkę i Brzęczka.
Obaj wspólnie zapracowali na ten bilans, ale wszystkie trzy zwycięstwa wywalczył Nawałka – z Koreą Południową (3:2), Litwą (4:0) i Japonią (1:0). Brzęczek jeszcze nie poznał smaku wygranej i jeśli będzie miał dalej taki niefart, już wiosną może wyrównać niechlubny rekord Engela siedmiu spotkań bez wygranej.

 

Ile grali kadrowicze w 2018 roku:

1. Grzegorz Krychowiak – 960 minut (w tym 540 minut w meczach o punkty); 2. Piotr Zieliński – 948 (595); 3. Robert Lewandowski – 862 (540); 4. Jan Bednarek – 847 (585); 5. Bartosz Bereszyński – 673 (485); 6. Kamil Grosicki – 598 (363); 7. Kamil Glik – 588 (370); 8. Wojciech Szczęsny – 585 (360); 9. Arkadiusz Milik – 537 (253); 10. Jacek Góralski – 470 (285); 11. Maciej Rybus – 416 (180); 12. Jakub Błaszczykowski – 415 (197); 13. Łukasz Fabiański – 405 (270); 14. Michał Pazdan – 387 (170); 15. Rafał Kurzawa – 375 (234); 16. Thiago Cionek – 360 (180); 17. Łukasz Piszczek – 353 (173); 18. Artur Jędrzejczyk – 343 (183); 19. Tomasz Kędziora – 342 (135); 20. Mateusz Klich – 312 (193); 21. Marcin Kamiński – 270 (0); 22. Arkadiusz Reca – 250 (177); 23. Przemysław Frankowski – 248 (90); 24. Dawid Kownacki – 232 (74); 25. Karol Linetty – 222 (69); 26. Krzysztof Piątek – 151 (90); 27. Łukasz Skorupski – 135 (0); 28. Łukasz Teodorczyk – 132 (27); 29. Damian Szymański – 98 (81); 30. Krzysztof Mączyński – 90 (0); 31. Damian Kądzior – 77 (11); 32. Taras Romanczuk – 61 (0); 33. Bartosz Białkowski – 45 (0); 34. Rafał Pietrzak – 27 (10); 35. Jakub Świerczok – 23 (0); 36. Sławomir Peszko – 10 (10).

 

Lewy dogonił Messiego

Fot. Robert Lewandowski w Lidze Mistrzów pisze swoja własną legendę

 

 

Po 5. kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów 12 zespołów ma już zapewniony awans do 1/8 finału. O pozostałe cztery miejsca rywalizacja będzie się toczyć w ostatniej serii spotkań, która odbędzie się w dniach 11 i 12 grudnia.

 

Wśród niepewny jeszcze awansu jest m.in. finalista poprzedniej edycji FC Liverpool. W grupie B o awans bić się będą do końca Tottenham i Inter Mediolan, zaś w grupie C cała czwórka zespołów wciąż ma jeszcze o co grać. Szanse na awans do 1/8 finału LM mają już co prawda tylko Paris Saint-Germain, SSC Napoli i FC Liverpool, ale Crvena Zvezda Belgrad walczy o prawo gry w Lidze Europy. Natomiast w grupie F biją się jeszcze o awans Olympique Lyon i Szachtar Donieck.

Piąta kolejka była udana dla polskich piłkarzy. Robert Lewandowski strzelił dwa gole w wygranym przez Bayern Monachium 5:1 meczu z Benficą Lizbona i poprawił swój dorobek w klasyfikacji strzelców wszech czasów Ligi Mistrzów do 51 trafień, wyprzedzając kolejną futbolową legendę – Francuza Thierry’ego Henry. „Lewy” jest obecnie na szóstej pozycji w tym prestiżowym zestawieniu. Przed nim są tylko Portugalczyk Cristiano Ronaldo (121 goli), Argentyńczyk Leo Messi (106), Hiszpan Raul Gonzalez (71), Francuz Karim Benzema (59) i Holender Ruud van Nistelrooy. Kapitan reprezentacji Polski w obecnej edycji Ligi Mistrzów zdobył już sześć bramek i na spółkę z Leo Messim przewodzi w klasyfikacji strzelców. Za nimi z pięcioma trafieniami jest Bośniak Edin Dzeko z AS Roma, a w gronie graczy z czterema golami znajduj się m.in. Argentyńczyk Paulo Dybala z Juventusu, Brazylijczyk Neymar z Paris Saint-Germain, Francuz Antoine Griezmann z Atletico Madryt i Anglik Harry Kane z Tottenhamu. Wśród tych graczy należy upatrywać zwycięzcę wyścigu po koronę króla strzelców obecnej edycji tych rozgrywek.

Łukasz Piszczek po meczu z Club Brugge jest samodzielnym rekordzistą w Borussii Dortmund w liczbie występów w Lidze Mistrzów. Środowe starcie było jego 45. w tych najbardziej prestiżowych klubowych rozgrywkach w Europie. Wcześniej Piszczek pierwsze miejsce dzielił ze Stefanem Reuterem, który reprezentował barwy BVB w latach 1992-2004. Trzeci w zestawieniu jest Lars Ricken (43 występy), czwarty Marcel Schmelzer (41), a piąty Roman Weidenfeller (38) Piszczek zadebiutował w Lidze Mistrzów 13 września 2011 roku (Borussia zremisowała z Arsenalem 1:1). W dotychczasowych występach nie strzelił gola, ale zanotował sześć asyst. W tej edycji wszystkie spotkania rozpoczynał w wyjściowym składzie.

Z innych naszych graczy w Lidze Mistrzów znakomity występ w barwach Juventusu w wygranym 1:0 meczu z Valencia zaliczył Wojciech Szczęsny, natomiast w Lokomotiwie Moskwa duży udział w zwycięstwie nad Galatasaray (2:0) mieli Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus. W Napoli po przerwie zagrał tylko Piotr Zieliński, a Arkadiusz Milik grał do końca ławę. Kamil Glik w AS Monaco nie grał, bo leczy kontuzję.

 

 

Piątek liderem strzelców

Trener Jerzy Brzęczek na mecz z Włochami w Lidze Narodów powołał 27 zawodników. Do kolejnego zgrupowania kadry ci piłkarze należą więc do aktualnej kadry narodowej. Nie wszystkim w miniony weekend dobrze poszło w macierzystych klubach, a niektórzy nawet wylądowali na trybunach. Większość radziła jednak sobie znakomicie.

 

Cała trójka naszych reprezentacyjnych bramkarzy pojawiła się na boisku i rozegrała pełne mecze, wpuszczając solidarnie po jednym golu, ale Wojciech Szczęsny z Juventusem Turyn wygrał 2:1 z Sassuolo, a Łukasz Fabiański w końcu doczekał się zwycięstwa z West Hamem United w Premier League. „Młoty” pokonały Everton 3:1 i przerwały serię porażek, uciekają ze strefy spadkowej na 16. miejsce. Nasz golkiper miał duży wkład w to przełomowe zwycięstwo. Tylko trzeci z naszych reprezentacyjnych bramkarzy, Łukasz Skorupski, nie miał po weekendzie dobrego humoru, bo jego Bologna przegrała z Genoą 0:1, a na dodatek pokonał go kolega z reprezentacji Krzysztof Piątek.

Z obrońców, którzy znaleźli się w kadrze na mecz z Włochami i towarzyski z Irlandią, w miniony weekend nie zagrali Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa), Jan Bednarek (Southampton) i Arkadiusz Reca (Atalanta Bergamo). Pierwszy nadal leczy uraz pachwiny, drugi ogóle nie znalazł się w kadrze meczowej „Świętych”, a Reca tylko z ławki przyglądał się jak w zespole rywali gra niechciany już w kadrze Polski Thiago Cionek. Reszta kadrowiczów rozegrała całe mecze. Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genu) w wygranym 5:0 spotkaniu z Frosione, Kamil Glik (AS Monaco) w zremisowanym 1:1 meczu z Touluse, Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf) w wygranym 2:1 meczu z Hoffenheim, Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów) w zremisowanej 1:1 potyczce z Zorią Ługańsk oraz Adam Dźwigała (Wisła Płock) w zremisowanym 2:2 spotkaniu z Miedzią Legnica i Rafał Pietrzak (Wisła Kraków) w wygranej 5:2 potyczce z Lechią Gdańsk.

Z pomocników wybranych do kadry przez Brzęczka trawy w ligowym meczu nie powąchało w ten weekend trzech – Jakub Błaszczykowski (VfL Wolfsburg) nie znalazł się nawet w szerokiej kadrze meczowej, a Taras Romanczuk (Jagiellonia) i Maciej Makuszewski (Lech Poznań) pauzowali z powodu kontuzji. Jacek Góralski zaliczył tylko cztery minuty w meczu Łudogorca Razgrad z Wereją Stara Zagora (2:1), tylko 22 minuty więcej zagrał Rafał Kurzawa, ale zdążył zdobyć bramkę w przegranym 2:3 meczu z Lille. Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa) świetnie grał w derbach Moskwy, ale za ostro i w 66. minucie zobaczył czerwona kartkę. Niewiele ponad godzinę spędził też na boisku Mateusz Klich (Leeds United), a jego zespół zremisował 1:1 z Millwall. Reszta pomocników zaliczyła pełne mecze. Karol Linetty w meczu z Frosinone (5:0), Piotr Zieliński w potyczce z Fiorentiną (1:0) zagrali dobrze, z kolei Damian Kądzior zaliczył asystę przy zwycięskim golu Dinama Zagrzeb w meczu z HNK Gorica (1:0). Przemysław Frankowski w meczu z Cracovią (3:1) znów nie strzelił gola ani nie zaliczył asysty, podobnie jak Damian Szymański (Wisła Płock) w starciu z Miedzią Legnica (2:2).

Z trójki napastników tym razem najmniej powodów do zadowolenia miał Robert Lewandowski, bo w meczu z Bayerem Leverkusen (3:1) nie strzelił gola i zakończył serię występów ze zdobytą bramką w tym sezonie. Warto wspomnieć, że był to 200. występ „Lewego” w barwach Bayernu Monachium. Arkadiusz Milik zaliczył asystę w mecz z Fiorentiną (1:0), ale mecz zaczął na ławce. Bohaterem weekendu wśród napastników kadry był tym razem Krzysztof Piątek, który zdobył zwycięską bramkę dla Genoi w spotkaniu z Bologną (1:0). Były napastnik Cracovii z czterema golami jest liderem klasyfikacji strzelców włoskiej ekstraklasy.

 

Dziewięciu Polaków zgłoszonych do gry w Champions League

Dziewięciu polskich piłkarzy znalazło się w kadrach 32 zespołów, które we wtorek rozpoczną rywalizację w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

 

Ośmiu naszych zawodników ma w swoich klubowych zespołach mocne pozycje – są to Łukasz Piszczek w Borussii Dortmund, Kamil Glik w AS Monaco, Wojciech Szczęsny w Juventusie Turyn, Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński w SSC Napoli oraz Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus w Lokomotiwie Moskwa i oczywiście Robert Lewandowski w Bayernie Monachium. Większych szans na występy nie ma raczej najmłodszy ze zgłoszonych do Ligi Mistrzów polskich graczy, 19-letni bramkarz FC Liverpool Kamil Grabara. W angielskim klubie pierwszym golkiperem jest obecnie Brazylijczyk Alisson Becker, a drugim Belg Simone Mignolet. Ale już sam fakt, że trener „The Reds” Juergen Klopp wpisał młodego Polaka na „listę startową” jest dla tego utalentowanego bramkarza ogromnym wyróżnieniem.

Lewandowski w Lidze Mistrzów zdobył jak do tej pory 45 bramek, co daje mu 10. miejsce w klasyfikacji wszech czasów tych rozgrywek. Rekordzistą w tej klasyfikacji jest Cristiano Ronaldo z dorobkiem 120 goli. Obaj napastnicy będą mieli okazję poprawić swoje osiągnięcia strzeleckie już w środę. Juventus zagra na wyjeździe z Valencią, a Bayern także na wyjeździe z Benficą Lizbona.

Rekord Ligi Mistrzów innego rodzaju ustanowił hiszpański bramkarz FC Porto Iker Casillas, który we wtorek rozpoczął swój 20. sezon w Lidze Mistrzów. Nikt przed nim przez tyle lat nie występował w tych rozgrywkach. 37-letni obecnie hiszpański bramkarz zadebiutował w nich w barwach Realu Madryt w wieku 17 lat, w sezonie 1999-2000. Z zespołem, z którym był związany przez większość kariery, wygrał te rozgrywki trzykrotnie – w 2000, 2002 i 2014 roku.

 

Kadra Polski bez Rybusa

Maciej Rybus nie zagra z Włochami i Irlandią. Lewy obrońca Lokomotiwu Moskwa przyjechał na zgrupowaniu z kontuzją i po badaniach wrócił do klubu. Pozostałych 26 kadrowiczów od poniedziałku w komplecie trenuje w Warszawie.

 

Kontuzja doświadczonego Rybusa to spory kłopot dla selekcjonera biało-czerwonych, bo wśród powołanych na zgrupowanie lewych obrońców Jerzy Brzęczek ma tylko dwóch debiutantów – Rafała Pietrzaka z Wisły Kraków i Arkadiusza Recę z Atlanty Bergamo. Ostatecznie na lewej flance może też zagrać próbowany już na tej pozycji przez Adama Nawałkę Bartosz Bereszyński, bo na prawej stronie może go zastąpić regularnie grający w Dynamie Kijów Tomasz Kędziora. Nie jest to jednak problem, którym żyją kibice reprezentacji, a prawdę mówiąc, można nawet odnieść wrażenie, że chyba wciąż są na na nią trochę obrażeni.

Świadczy o tym choćby nikłe wręcz w porównaniu z przedmundialowym szaleństwem zainteresowanie kadrowiczami. W niedzielę przed warszawskiego hotelem Double Tree by Hilton nie kłębiły się jak do niedawna tłumy i nawet Robert Lewandowski wszedł do hotelu po rozdaniu ledwie kilku autografów. Inni gracze mieli z tym jeszcze większy spokój i tym razem hotelowa obsługa nie musiała ustawiać barierek, wzywać dodatkowych ochroniarzy czy uruchamiać bocznych wejść. Gdyby nie wielki baner z napisem „Witamy kadrę” wywieszony nad głównym wejściem do hotelu, piłkarze mogliby pomyśleć, że pomylili adres.

Nie od dzisiaj jednak wiadomo, że łaska kibica na pstrym koniu jeździ, więc ten brak zainteresowania reprezentacją nie dziwi. Zespół Nawałki na mundialu w Rosji zawiódł oczekiwania fanów, zaś zespół Brzęczka jeszcze nie miał okazji ich rozbudzić. Zresztą wiara w jego możliwości nie jest jak na razie zbyt duża. W internetowych sondach na zwycięstwo biało-czerwonych z Włochami stawia tylko 15 procent głosujących.

Brzęczek na razie w wypowiedziach dla mediów nie unika trudnych tematów. „Kontuzja Macieja Rybusa to dla nas strata. Ale chyba miałem nosa powołując aż trzech lewych obrońców. Rafała Pietrzaka uważam za jednego z najlepszych graczy na tej pozycji w naszej ekstraklasie, a co do Arkadiusza Recy jestem zdania, że skoro Włosi zapłacili za niego cztery miliony euro, to musieli dostrzec w nim potencjał. Chcąc się przekonać o przydatności zawodników muszę ich sprawdzać na treningach i w meczach. Nie mam dużo czasu na eksperymenty, pierwsze mecze eliminacyjne do mistrzostw Europy czekają nas już w marcu przyszłego roku. Na razie żadnego piłkarza nie skreśliłem, ta uwaga dotyczy nie tylko Kamila Grosickiego czy zawodników Legii Warszawa” – zapewnia nowy selekcjoner biało-czerwonych.

 

Brzęczek odkrył karty

Faktyczna wymiana selekcjonerów reprezentacji następuje de facto wraz z ogłoszeniem przez następcę składu kadry. W miniony poniedziałek Jerzy Brzęczek podał nazwiska 27 piłkarzy, których powołał na wrześniowe mecze z Włochami i Irlandią. 23 z nich jest do grania, natomiast czterech to czysta fanaberia sukcesora Adama Nawałki.

 

Jeśli chodzi o powołania do zasadniczego 23-osobowego składu kadry, w zasadzie trudno Brzęczka za jego wybory krytykować. Chcąc nie chcąc musiał przecież sięgnąć po dawnych „żołnierzy” Nawałki. Jednych, jak Kamil Grosicki, Michał Pazdan czy Artur Jędrzejczyk słusznie pominął, innym, jak Mateusz Klich czy Maciej Makuszewski, przywrócił status reprezentanta. Ale żadnych wątpliwości nie budzą jedynie nominacje dla bramkarzy i napastników. Wojciech Szczęsny, Łukasz Fabiański i Łukasz Skorupski grają regularnie w swoich klubowych zespołach i zbierają dobre recenzje. Na pewno zaskoczeniem nie jest brak powołania dla Bartosza Białkowskiego, który poza tym, że w tej części sezonu akurat nie błyszczy w drugoligowym Ipswich Town, to obiektywnie w tym kwartecie jest najsłabszy. Z kolei w linii ataku obecność Roberta Lewandowskiego, Arkadiusza Milika i Krzysztofa Piątka dla każdego sympatyka biało-czerwonych jest oczywistym wyborem. Brzęczek nie dał szansy Kamilowi Wilczkowi, który strzela w duńskiej lidze na zawołanie, pominął też zaczynającego dopiero przygodę z włoską ligą Łukasza Teodorczyka, zaś Dawida Kownackiego oddał do dyspozycji trenera młodzieżówki, ale tych sześciu graczy to w tej chwili najlepsi polscy napastnicy.

 

Defensywa mocno eksperymentalna

Największego zamętu Brzęczek narobił chyba powołaniami dla obrońców. W zasadzie to tylko obecność Kamila Glika nie budzi żadnych kontrowersji i można założyć, że od stopera AS Monaco selekcjoner zaczyna ustawienie tej formacji. Zwolnione przez Łukasza Piszczka miejsce na prawej flance linii defensywnej może zająć albo Bartosz Bereszyński, albo Tomasz Kędziora. Pominięcie odradzającego się w II-ligowym angielskim Boltonie Pawła Olkowskiego dowodzi, że na razie selekcjoner uznał wyższość wcześniej wymienionej dwójki graczy. Z kolei na lewej flance pewniakiem wydaje się wciąż Maciej Rybus, który gra regularnie w zespole mistrza Rosji i trzyma wysoką formę, ale już u Nawałki de facto nie miał dobrego dublera. Brzęczek wymyślił, że zadaniu mogą podołać grzejący obecnie ławę w Atalancie Bergamo Arkadiusz Reca lub defensor Wisły Kraków Rafała Pietrzaka. Zaprosił obu na zgrupowanie kadry w ramach kontyngentu graczy, których miał prawo powołać wedle własnego uznania. W tym gronie znalazło się trzech byłych lub aktualnych zawodników Wisły Płock, z którymi jako trener „Nafciarzy” wywalczył piąte miejsce w ekstraklasie. Oprócz Recy powołania dostali jeszcze stoper Adam Dźwigała i pomocnik Damian Szymański.

Z Recy Brzęczek w poprzednim sezonie zrobił solidnego lewego obrońcę, lecz na poziomie naszej słabiutkiej ekstraklasy. Starczyło to co prawda na transfer do Atalanty za 4 mln euro, ale we włoskim zespole Reca nie gra i z tego względu jego powołanie jest nadużyciem. Podobnie jak powołanie Rafała Pietrzaka z Wisły Kraków. Ten lewy obrońca wciąż popełnia mnóstwo błędów, ale był kiedyś podopiecznym Brzęczka, gdy ten prowadził GKS Katowice.

Najwięcej problemów selekcjoner będzie miał z wyborem partnera na środku obrony dla Glika. Zaprosił na zgrupowanie wspomnianego Dżwigałę oraz Marcina Kamińskiego i Jana Bednarka. Pierwszy z tego tercetu gra regularnie w zespole Wisły Płock, ale spisuje się przeciętnie, czego dowodem jest 10 straconych bramek przez „Nafciarzy” w sześciu meczach. Z kolei Bednarek w tym sezonie stracił miejsce w jedenastce Southampton, zaś Kamiński dopiero niedawno przeszedł z VfB Stuttgart do Fortuny Duesseldorf. Obaj mają zero minut spędzonych na boisku i nie bardzo wiadomo, dlaczego Brzęczek ich powoła. To już większy sens miałoby zaproszenie dla Michała Pazdana, bo ten piłkarz nawet w słabej formie przy Gliku potrafił zagrać przyzwoicie.

 

Jest Błaszczykowski, a gdzie Grosicki?

W linii środkowej z dawnych pewniaków Nawałki powołania nie doczekał się jedynie Kamil Grosicki. Z jednej strony decyzja była zasadna, bo w tym sezonie nie gra w Hull City, ale z drugiej strony Jakub Błaszczykowski jest w podobnej sytuacji, a powołanie otrzymał. Nie ma jednak powodu by mieć do Brzęczka pretensje o nepotyzm, choć wiadomo że jest wujkiem Błaszczykowskiego, bo temu piłkarzowi należy się godna rekompensata za poniżenie jakiego doświadczył od Nawałki na mundialu, zwłaszcza w ostatnim meczu z Japonią. Nie zmienia to jednak faktu, że w środkowej linii tylko odradzający się w Lokomotiwie Moskwa Grzegorz Krychowiak i prezentujący rewelacyjną formę w Napoli Piotr Zieliński nie przyjadą na zgrupowanie na kredyt.

Reszta, w tym zbierający dobre recenzje w II-ligowym Leeds United Mateusz Klich, nie gwarantuje wysokiej jakości i każde zestawienie tej formacji będzie ryzykownym eksperymentem. Na głębsze wnioski będziemy mogli sobie jednak pozwolić dopiero po meczu z Włochami. W pierwszym spotkaniu w Lidze Narodów Brzęczek na pewno wystawi najlepszy w jego mniemaniu skład biało-czerwonych, ale dopiero po tym jak zespół zagra przekonamy się, jakim trenerem jest nowy selekcjoner.

 

 

Kadra Polski Włochy i Irlandię

 

Bramkarze:

Łukasz Fabiański (West Ham United), Łukasz Skorupski (FC Bologna), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn).

 

Obrońcy:

Kamil Glik (AS Monaco), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa), Jan Bednarek (Southampton), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów), Adam Dźwigała (Wisła Płock), Rafał Pietrzak (Wisła Kraków), Arkadiusz Reca (Atalanta Bergamo).

 

Pomocnicy:

Grzegorz Krychowiak (Lokomotiwe Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli), Jakub Błaszczykowski (VfL Wolfsburg), Przemysław Frankowski (Jagiellonia Białystok), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria)), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Rafał Kurzawa (Amiens, Francja), Karol Linetty (Sampdoria Genua, Włochy), Maciej Makuszewski (Lech Poznań), Taras Romanczuk (Jagiellonia Białystok), Damian Szymański (Wisła Płock), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia).

 

Napastnicy:

Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Arkadiusz Milik (SSC Napoli), Krzysztof Piątek (Genova, Włochy).