Podwójna radość Lewego

Po czterech kolejkach awans do 1/8 finału zapewniły sobie niepokonane jeszcze w tegorocznej edycji zespoły Paris Saint-Germain, Bayernu Monachium i Juventusu Turyn, pewne wyjścia z grupy są też Manchester City oraz Real Madryt.

Zespół Realu Madryt powoli wraca na zwycięską ścieżkę, o czym boleśnie przekonali się w środowym wieczór piłkarze Galatasaray Stambuł. Na stadionie Santiago Bernabeu gracze „Królewskich” zaaplikowali im sześć bramek. Bohaterami w ekipie gospodarzy byli napastnicy – Francuz Karim Benzema i 18-letni Brazylijczyk Rodrygo. Pierwszy strzelił dwa gole i odskoczył na odległość trzech trafień ścigającemu go w klasyfikacji strzelców wszech czasów Ligi Mistrzów Robertowi Lewandowskiemu (Francuz ma teraz 62 gole, „Lewy” 59), drugi zaliczył hat-tricka. W grupie A rządzi jednak niepokonany jeszcze Paris Saint-Germain, który co prawda pokonał w 4. kolejce Club Brugge tylko 1:0, ale paryżanie jako jedyni w obecnej edycji tych elitarnych rozgrywek nie stracili jeszcze gola, a sami wbili ich dziesięć.

Najskuteczniejszym zespołem w stawce po czterech seriach gier jest jednak Bayern Monachium, który ma na koncie 15 bramek. Sześć z nich zdobył Lewandowski, który jest wiceliderem w klasyfikacji strzelców. Prowadzi z siedmioma golami występujący w RB Salzburg 19-letni Norweg Erling Haaland. Dla naszego najlepszego obecnie piłkarza trafienie w środowym spotkaniu z Olympiakosem Pireus stało się okazją do pochwalenia się, że po raz drugi zostanie ojcem. Zrobił to w ulubiony przez piłkarzy sposób, wkładając piłkę pod koszulkę. Bawarski zespół wygrał 2:0 i przyklepał awans do 1/8 finału, a warto przypomnieć, że był to trenerski debiut Hansa-Dietera Flicka, który przejął zespół po zwolnionym w minioną niedzielę Niko Kovaczu.

Najwięcej goli w czwartej serii spotkań nie padło w Madrycie, tylko na na stadionie Stamford Bridge w Londynie, gdzie Chelsea zremisowała z Ajaksem Amsterdam 4:4, chociaż przegrywała już 1:4. Zespół The Blues powtórzył pamiętny wyczyn Liverpoolu w meczu z Milanem w finale Ligi Mistrzów w 2005 roku. Holenderska drużyna jeszcze nigdy nie przegrała meczu w tych rozgrywkach, czy to Pucharze Europy, czy też Lidze Mistrzów, na angielskiej ziemi i także tym razem nie dali się pokonać. Był to wyczyn, bo od 69. minuty Ajax grał w dziewiątkę, po czerwonych kartkach dla Daley’a Blinda i Joela Veltmana.
Nie mniejsze emocje, chociaż innego rodzaju, towarzyszyły potyczce SSC Napoli z RB Salzburg (1:1). Właściciel klubu z Neapolu, słynny kreator mody Aurelio de Laurentis, był tak bardzo niezadowolony z postawy swojej drużyny, że nakazał trenerowi Carolo Ancelottiemu skoszarować ją na tydzień zaraz po meczu z austriackim zespołem. Piłkarze, w tym także dwaj reprezentanci Polski, Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik, nie podporządkowali się jednak tej decyzji i po meczu rozjechali się do swoich domów. Włoskie media spekulowały, że za niesubordynację szef klubu obwinił szkoleniowca i żeby wyjść z twarzą z tej patowej sytuacji, postanowił go zdymisjonować.
Nieciekawie działo się też na Camp Nou w Barcelonie, gdzie „Duma Katalonii” tylko bezbramkowo zremisowała z zespołem Slavii Praga. Bohaterem meczu był bramkarz czeskiej drużyny Ondrej Kolarz, którego nie zdołał pokonać, mimo wielu prób, nawet Leo Messi. To pierwsza taka sytuacja do lutego 2018 roku, a zarazem koniec pięknej serii 45 meczów z rzędu na Camp Nou, w których drużyna Barcelony strzelał co najmniej jednego gola. Niezadowoleni ze słabego występu swoich ulubieńców kibice pożegnali ich gwizdami, co też Messiemu i spółce dawno się nie przydarzyło.

Oklaskami natomiast żegnali swoich piłkarzy fani Lokomotiwu Moskwa, chociaż ich drużyna przegrała z Juventusem Turyn 1:2. Ale ten mecz był interesujący także dla polskich kibiców, bo zagrało w nim aż trzech reprezentantów naszego kraju – Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus w barwach rosyjskiej ekipy oraz Wojciech Szczęsny w bramce włoskiego potentata. Nasi gracze spisali się znakomicie, co może tylko cieszyć w perspektywie zbliżających się listopadowych spotkań biało-czerwonych z Izraelem i Słowenią.

A skoro o polskich piłkarzach mowa, w 4. kolejce zagrało ich jeszcze dwóch – pod koniec meczu Borussii Dortmund z Interem Mediolan wszedł na boisko Łukasz Piszczek, natomiast w spotkaniu Dinama Zagrzeb z Szachtarem Donieck Damian Kądzior pojawił się na murawie już w doliczonym czasie gry.

 

Wpadka Krychowiaka

W 15. kolejce rosyjskiej Premier Ligi trzej reprezentanci Polski – Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus i Sebastian Szymański – rozegrali całe mecze, co powinno ucieszyć trenera naszej kadry Jerzego Brzęczka.

Krychowiak i Rybus nie mieli jednak wielkich powodów do zadowolenia, bo ich Lokomotiw Moskwa tylko zremisował z FK Ufa 1:1. Drużyna naszych piłkarzy objęła prowadzenie w 60. minucie, ale 11 minut później w polu karnym Lokomotiwu poważny błąd popełnił Krychowiak. Nasz reprezentacyjny pomocnik próbując wybić piłkę nie trafił w nią i na dodatek jeszcze sfaulował zawodnika rywali, za co został ukarany żółtą kartką, a przeciwnicy dostali jeszcze rzut karny. „Jedenastkę” pewnie wykorzystał Lovro Bizjak. Była to ostatnia bramka jaka padła w tym spotkaniu, ale rosyjskie media nie winiły Krychowiaka za stratę punktów. Polak poza tą jedną wpadką zagrał na swoim normalnym poziomie, podobnie jak Rybus. Lokomotiw nie wykorzystał szansy na objęcie prowadzenia w lidze. Podopieczni Jurija Siemina są wiceliderami i tracą dwa punkty do Zenita Petersburg.
Występujący w barwach Dynama Moskwa 20-letni Sebastian Szymański także zaliczył 90 minut w spotkaniu z Achmatem Grozny. Jego zespół na swoim stadionie stracił bramkę tuż przed przerwą po rzucie karny, a od 60. minuty grał w dziesiątkę, mimo to zdołał wywalczyć remis 1:1. W doliczonym czasie gry wyrównał Iwan Ordec.

W zespole z Groznego całe spotkanie rozegrał 22-letni Konrad Michalak, natomiast drugi z naszych graczy w tej ekipie, 24-letni Damian Szymański, cały mecz spędził na ławce rezerwowych. 22-letni Michalak to jeszcze niedawny młodzieżowy reprezentant Polski, natomiast były gracz Wisły Płock Damian Szymański ma na koncie cztery występy w kadrze Jerzego Brzęczka.

 

Bayern posłał ostrzeżenie

Nie brakowało emocji i zaskakujących rezultatów w drugiej kolejce Champions League. Zagrało w niej sześciu polskich piłkarzy i większość zanotowała udane występy, ale najlepiej wypadł Robert Lewandowski, zdobywca dwóch bramek dla Bayernu Monachium w wygranym 7:2 wyjazdowym meczu z Tottenhamem Hotspur.

Lewandowski w tych prestiżowych rozgrywkach ma już na koncie 56 trafień i w klasyfikacji wszech czasów zajmuje obecnie, na spółkę z Holendrem Ruudem van Nistelrooyem, piąte miejsce. Przed nimi na liście najskuteczniejszych jest trzech czynnych jeszcze zawodników – Cristiano Ronaldo (127 goli), Leo Messi (110 goli) i Karim Benzema (60 goli), którego wyprzedza przebywający już od dawna na piłkarskiej emeryturze Raul Gonzalez Blanco (71 goli). Za „Lewym” reszta graczy sklasyfikowanych w Top 10 tego zestawienia: Ruud van Nistelrooy (56 goli), Thierry Henry (50 goli), Alfredo Di Stefano (49 goli), Zlatan Ibrahimović (48 goli) i Andrij Szewczenko (48 goli). Na dogonienie Cristiano Ronaldo i Leo Messiego ani Benzema, ani Lewandowski szans nie mają, ale w tym sezonie obaj pewnie będą się ścigać o czwartą lokatę w klasyfikacji wszech czasów, bo Raula też nie przeskoczą.

Nawet Lewandowski, chociaż imponuje niesamowitą skutecznością. Zdobyte przez niego dwie bramki w spotkaniu z Tottenhamem były jego 13. i 14. trafieniem w tym sezonie. W pięciu najsilniejszych ligach Europy żaden inny piłkarz nie może pochwalić się podobną zdobyczą. Kapitan reprezentacji Polski od kilku tygodni jest chwalony przez niemieckie media, które za ten występ przyznały mu notę 1, co za Odrą oznacza „klasę światową”. UEFA na swoim portalu wyróżniła jednak nie gole Polaka, lecz jego efektowne zagranie piłki piętą nad głową środkowego obrońcy Tottenhamu Belga Jana Vertonghena. Ale to nie „Lewy” był bohaterem wieczoru w bawarskiej jedenastce, tylko reprezentant Niemiec Serge Gnabry, strzelec aż czterech goli dla Bayernu. Znakomicie grali też niemal wszyscy pozostali gracze mistrza Niemiec. Efektowna wygrana nie czyni jeszcze drużyny trenera Niko Kovaca głównym pretendentem do wygrania Ligi Mistrzów, ale bez wątpienia „Lewy” i spółka wysłali rywalom sygnał, że w tym sezonie zamierzają bić się w tych rozgrywkach o najwyższe laury.

Nie jest to cel na wyrost, bo póki co, sądząc po wynikach, wielu potencjalnych konkurentów mocno obniżyło loty. Po dwóch kolejkach, oprócz Bayernu, komplet punktów mają jeszcze tylko zespoły Paris Saint-Germain, Manchesteru City i Ajaksu Amsterdam. Wielki Real Madryt nawet w swojej świątyni na Santiago Bernabeu nie potrafił pokonać belgijskiego słabeusza Club Brugge, a do przerwy nawet przegrywał 0:2. Hiszpańskie media surowo oceniają „Królewskich”. Dziennik „As” napisał, że ostatnie miejsce w grupie to wstyd dla tego utytułowanego klubu. Na razie jednak nikt nie przekreśla szans Realu na awans do 1/8 finału, a właśnie w tej fazie rozgrywek zacznie się dopiero prawdziwa walka.

Z naszych piłkarzy rywalizujących w tym sezonie w Lidze Mistrzów udane występy, oprócz Lewandowskiego, zanotowali jeszcze Łukasz Piszczek w Borussii Dortmund (2:0 na wyjeździe ze Slavią Praga), Wojciech Szczęsny w Juventusie Turyn (3:0 u siebie z Bayerem Leverkusen), Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus w Lokomotiwie Moskwa (0:2 u siebie z Atletico Madryt), natomiast słabo wypadł w ekipie SSC Napoli (0:0 na wyjeździe z KRC Genk) irytująco nieskuteczny Arkadiusz Milik. Drugi z Polaków w ekipie z Neapolu, Piotr Zieliński, tym razem cały mecz grzał ławę.

 

Znów bez polskich drużyn

UEFA dokonała losowania fazy grupowej europejskich pucharów. Finał Ligi Mistrzów zostanie rozegrany 30 maja w Stambule, natomiast finał Ligi Europy odbędzie się 27 maja w Gdańsku. W kwalifikacjach wzięły udział cztery polskie zespoły (Piast, Cracovia, Lechia i Legia), ale wszystkie odpadły.

Już trzeci sezon z rzędu nie ma polskiej drużyny w fazie grupowej europejskich pucharów. W obecnej edycji oprócz Polski swoich zespołów nie zobaczą też kibice w Albanii, Andorze, Armenii, Białorusi, Bośni i Hercegowinie, Czarnogórze, Estonii, Finlandii, Gibraltarze, Gruzji, Irlandii, Irlandii Północnej, Islandii, Izraela, Kosowa, Liechtensteinu, Litwy, Łotwy, Macedonii Północnej, Malty, Mołdawii, San Marino, Walii i Wysp Owczych. Polska ekstraklasa w rankingu UEFA znajduje się obecnie na 25. miejscu w rankingu UEFA.

Liga Mistrzów 2019/2020

Grupa A: Paris Saint-Germain (Marcin Bułka), Real Madryt, Club Brugge, Galatasaray Stambuł. Grupa B: Bayern Monachium (Robert Lewandowski), Tottenham Hotspur, Olympiakos Pireus, Crvena Zvezda Belgrad. Grupa C: Manchester City, Szachtar Donieck, Dinamo Zagrzeb (Damian Kądzior), Atalanta Bergamo. Grupa D: Juventus Turyn (Wojciech Szczęsny), Atletico Madryt, Bayer Leverkusen (Adrian Stanilewicz), Lokomotiw Moskwa (Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus). Grupa E: FC Liverpool, SSC Napoli (Piotr Zieliński, Arkadiusz Milik), FC Salzburg, KRC Genk (Jakub Piotrowski). Grupa F: FC Barcelona, Borussia Dortmund (Łukasz Piszczek), Inter Mediolan, Slavia Praga. Grupa G: Zenit Petersburg, Benfica Lizbona, Olympique Lyon, RB Lipsk. Grupa H: Chelsea Londyn, Ajax Amsterdam, Valencia CF, OSC Lille.

Liga Europy 2019/2020

Grupa A: FC Sevilla, APOEL Nikozja, Karabach Agdam, Football 1991 Dudelange. Grupa B: Dynamo Kijów (Tomasz Kędziora), FC Kopenhaga, Malmoe FF, FC Lugano. Grupa C: FC Basel, FK Krasnodar, Getafe, Trabzonspor. Grupa D: Sporting Lizbona, PSV Eindhoven, Rosenborg Trondheim, LASK Linz. Grupa E: Lazio Rzym, Celtic Glasgow, Stade Rennes, CFR Cluj. Grupa F: Arsenal Londyn, Eintracht Frankfurt, Standard Liege, Vitoria Guimaraes. Grupa G: FC Porto, Young Boys Berno, Feyenoord Rotterdam, Glasgow Rangers. Grupa H: CSKA Moskwa, Łudogorec Razgrad (Jacek Góralski, Jakub Świerczok), Espanyol Barcelona, Ferencvaros Budapeszt. Grupa I: VfL Wolfsburg, KAA Gent, Saint-Etienne, FK Ołeksandria. Grupa J: AS Roma, Borussia M’gladbach, Basaksehir Stambuł, Wolfsberger AC. Grupa K: Besiktas Stambuł, SC Braga, Wolverhampton, Slovan Bratysława. Grupa L: Manchester United, FK Astana, Partizan Belgrad, AZ Alkmaar.

 

Ośmiu w rosyjskiej lidze

Liczba polskich piłkarzy w rosyjskiej Priemjer Lidze systematycznie rośnie. Po letnich transferach w nowym sezonie będzie ich w sumie ośmiu: Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus, Sebastian Szymański, Damian Szymański, Konrad Michalak, Maciej Wilusz, Michał Kucharczyk i Rafał Augustyniak. Więcej graczy z naszego kraju występuje jedynie we włoskiej Serie A.

Trójka naszych graczy występuje w klubach ze stolicy Rosji. 29-letni Grzegorz Krychowiak i jego rówieśnik Maciej Rybus od dawna są już filarami Lokomotiwu Moskwa, a 20-letni Sebastian Szymański tego lata przeszedł z Legii Warszawa do Dynamo Moskwa. Dwóch Polaków, 24-letni Damian Szymański i 21-letni Konrad Michalak, znalazło przystań w Czeczeni, w klubie Achmat Grozny, wcześniej znanym pod nazwą Terek. Z kolei 30-letni Maciej Wilusz w drużynie FK Rostów gra od lata 2017 roku, a trafił do tego zespołu z Lecha Poznań. Jako ostatni z wymienionej grupy piłkarzy do Priemjer Ligi trafili 28-letni Michał Kucharczyk i 25-letni Rafał Augustyniak. Pierwszy przeszedł za darmo po rozwiązaniu kontraktu z Legią, za drugiego do Urala Jekaterynburg zapłacił spadkowiczowi z ekstraklasy Miedzi Legnica pół miliona euro.

Po czterech kolejkach spotkań najwyżej w tabeli rosyjskiej najwyższej ligi plasuje się Zenit Petersburg, za nim jest CSKA Moskwa, a trzecią pozycję zajmuje zespół Wilusza, FK Rostów. Polak nie ma jednak w tym wielkiego udziału. Do stycznia tego roku był podstawowym graczem Rostowa i stoperem często wyróżnianym w ligowych rankingach. Grał na lewej stronie w trzyosobowym bloku obronnym, ale zimą zerwał więzadła krzyżowe i chociaż już wrócił do zespołu, póki co jego mecze ogląda z ławki rezerwowych. Czwartą lokatę zajmuje Lokomotiw, w którym znaczące role odgrywają Krychowiak i Rybus. Trzy miejsca niżej jest Ural, w którym na razie regularnie gra tylko Augustyniak, dziewiątą lokatę zajmuje Achmar z Michalakiem i Damianem Szymańskim, a najniżej z klubów z polskimi piłkarzami znajduje się stołeczne Dynamo, które zajmuje aktualnie 10. pozycję. Poza Wiluszem i Kucharczykiem pozostała szóstka naszych piłkarzy regularnie pojawia się na boisku.

Polskim weteranem w rosyjskiej ekstraklasie jest Rybus, który trafił tu z Legii Warszawa przechodząc w 2012 roku wraz z Marcinem Komorowskim do Tereka Groznego. Po czterech sezonach chciał spróbować sił na Zachodzie i podpisał kontrakt z Olympique Lyon, ale we Francji nie czuł się najlepiej i nie grał dobrze. Wytrzymał rok i wrócił do Rosji, lecz już nie do czeczeńskiego klubu, lecz do Lokomotiwu Moskwa. Agent Rybusa, Mariusz Piekarski, stoi też za transferami z Wisły Płock Damiana Szymańskiego i Konrada Michalaka oraz z Legii Sebastiana Szymańskiego. Michała Kucharczyka, Rafała Augustyniaka i Macieja Wilusza w lidze rosyjskiej ulokowała agencja INNfootball Daniela Webera . Za swoich dwóch graczy Wisła Płock zarobiła w sumie trzy miliony euro, za Szymańskiego Legia dostała 5,5 mln euro. Augustyniak kosztował pół miliona euro.

Najdroższym i najbardziej znanym z polskich piłkarzy jest rzecz jasna Krychowiak, który w Lokomotiwie wraca do piłkarskiego życia po upokorzeniach jakich doświadczył w Paris Saint-Germain. Poprzedni sezon spędził w moskiewskim zespole na zasadzie wypożyczenia, a ponieważ grał znakomicie i został nawet wyróżniony tytułem najlepszego pomocnika ligi, działacze Lokomotiwu zdecydowali się wyłożyć za transfer definitywny reprezentanta Polski 12 mln euro. Paris Saint-Germain stracił na tej transakcji grube miliony, bo wykupując Krychowiaka z FC Sevilla zapłacili za niego około 26 mln euro, ale to problem francuskiego potentata. Lokomotiw zrobił dobry interes, bowiem polski piłkarz już od początku sezonu gra fantastycznie i nawet strzelił zwycięskiego gola, a we wrześniu będzie miał okazję przypomnieć się kibicom w Europie w fazie grupowej Ligi Mistrzów i w meczach reprezentacji Polski w eliminacjach Euro 2020.

Selekcjoner biało-czerwonych Jerzy Brzęczek powinien teraz uważniej śledzić poczynania grupy polskich piłkarzy w rosyjskiej lidze. Krychowiak i Rybus to przecież podstawowi gracze reprezentacji, Damiana Szymańskiego Brzęczek zna jeszcze z czasów gdy był trenerem Wisły Płock, a już wysyłał mu powołania na zgrupowania kadry. W kręgu jego zainteresowania juz wcześniej znaleźli się też błyskotliwy rozgrywający Sebastian Szymański, który po przeprowadzce do Dynama Moskwa gra regularnie w podstawowym składzie i zbiera dobre recenzje, a także i szybki jak wiatr skrzydłowy Konrad Michalak, który w Achmacie Grozny dzięki temu atutowi ma duże szanse wypłynąć na szersze wody. Ten piłkarz może już wkrótce rozwiązać selekcjonerowi kadry problem z obsadą prawego skrzydła.

Wilusz, Kucharczyk i Augustyniak z różnych powodów na powołania do reprezentacji Polski nie mają co liczyć. Wilusz ich nie dostawał nawet wtedy, gdy grał w Rosji na wysokim poziomie, a zespole biało-czerwonych Kamil Glik nie miał na stoperze równego mu partnera. Tym bardziej nie dostanie teraz, gdy walczy o powrót do formy po kontuzji, a Glik ma u swego boku w środku obrony Jana Bednarka. Kucharczyk też nie cieszył się uznaniem selekcjonerów kadry nawet jako kluczowy zawodnik Legii, a Augustyniak gra na pozycji defensywnego pomocnika, na której Brzęczek ma kłopot bogactwa jak z bramkarzami czy napastnikami. Obserwować go jednak nie zawadzi.

 

Izrael nie stawił oporu

Po czterech kolejkach sytuacja w Grupie G jest jasna – prowadząca w tabeli z kompletem punktów reprezentacja Polski ma nad drugą ekipą Izraela pięć „oczek” przewagi, a nad trzecią Austrią sześć. Ten dorobek nie daje jeszcze co prawda gwarancji awansu do Euro 2020, ale skoro nasza drużyna zdobyła go grając grubo poniżej możliwości, to wystarczy żeby jesienią utrzymała tylko poziom ze spotkania z Izraelem, a wygra grupę w cuglach.

Serię pięciu zwycięstw z rzędu nasza piłkarska reprezentacja zaliczyła 13 lat temu za selekcjonerskiej kadencji Leo Beenhakkera, ale tylko dwa z nich odniosła w meczach towarzyskich. Trener Jerzy Brzęczek już po spotkaniu z Macedonią mógł się pochwalić lepszym bilansem potyczek o punkty, a po wygranej z Izraelem ma na koncie cztery wygrane z rzędu w meczach o stawkę. Dodatkowym walorem jest to, że biało-czerwoni nie stracili w tych czterech spotkaniach bramki. Te zdobycze zdały się jednak na nic, bo po zwycięskim wprawdzie, ale wygranym w żenującym stylu meczu z Macedonią Północną na Brzęczka i jego wybrańcy spadła potężna fala krytyki.

Największe pretensje jakie formułowano pod adresem selekcjonera dotyczyły wybranej taktyki gry z jednym napastnikiem, oczywiście Robertem Lewandowskim, ale z Krzysztofem Piątkiem i Arkadiuszem Milikiem na ławce. Nie osłabiło jej nawet wstawienie Piątka zaraz po przerwie w miejsce słabo spisującego się prawego skrzydłowego z Chicago Fire Przemysława Frankowskiego. Napastnik AC Milan jeszcze podgrzał atmosferę strzelając zwycięskiego gola, nic więc dziwnego, że Brzęczek, chociaż z niego kunktator i chwiejny w decyzjach gość, to pod naciskiem histeryzujących mediów zdecydował się na grę z Izraelem w ustawieniu 1-4-4-2, z Piątkiem na szpicy, Lewandowskim w roli rozgrywającego oraz z prawonożnym Grosickim na lewej, a lewonożnym Zielińskim na prawej flance.

W środku pola gardę trzymali Krychowiak z Klichem, a formację defensywną tworzyli Kędziora, Glik, Bednarek i Bereszyński na lewej stronie. To była niespodzianka, bo spodziewano się na tej pozycji Macieja Rybusa, ale do tego piłkarza Brzęczek ma jakiś osobisty uraz, bo nawet mimo nacisków Lewandowskiego lewy obrońca Lokomotiwu Moskwa cały mecz przesiedział na ławce rezerwowych. „Na absencję Rybusa nie wpłynęła ani jego forma sportowa ani zdrowie. Wpłynęła na to taktyka i to, że po czterech meczach mamy dwanaście punktów” – wyjaśnił po meczu jego nieobecność selekcjoner.

Brzęczek zaprzeczył też, że po meczu z Macedonią doszło w kadrze do kłótni. „Okres po meczu z Macedonią był najspokojniejszy jaki mieliśmy. Jasne jest dla wszystkich, że ta drużyna przez trzy dni nie nauczyła się grać w piłkę. Nie denerwuje mnie krytyka mediów. Kadra to nie jest koncert życzeń. Wiem, że trzeba robić swoje. Liczę, że zostanę doceniony po czasie” – podsumował Brzęczek. Najbardziej zirytowało go stwierdzenie jednego z dziennikarzy, że można już kadrze Polski gratulować awansu do Euro 2020. „A zna pan zespół, który wywalczył awans z 12 punktami? Szanujmy naszych rywali, bo nie jesteśmy nawet na półmetku zmagań” – zganił żurnalistę selekcjoner.

Jakość gry naszej reprezentacji w spotkaniu z Izraelem była bez wątpienia znacznie lepsza od poziomu, jaki pokazała trzy dni wcześniej w Skopje w potyczce z Macedonią Północną. Nie należy jednak przesadzać w ocenach w drugą stronę, bo chociaż zespół Izraela jest wiceliderem grupy i przed przyjazdem do Warszawy rozbił 3:0 na wyjeździe Łotwę, to okazał się dla biało-czerwonych najłatwiejszym jak dotąd rywalem w tych eliminacjach.

Inna sprawa, że nasi piłkarze zagrali w poniedziałek nie tylko z większą ambicją, ale przede wszystkim bardziej zespołowo. Na pochwały zasłużyli wszyscy gracze, łącznie z rezerwowymi, może na dodatkowego cukierka zasłużyli Piątek, Zieliński, Grosicki Krychowiak, lecz po raz kolejny worek słodyczy powinien dostać Lewandowski. Kapitan naszej reprezentacji tym razem strzelił gola tylko z karnego, ale bez niego takie efektowne zwycięstwo byłoby niemożliwe. „Lewy” ma już teraz 106 meczów, tyle samo co Jakub Błaszczykowski, pewnie za chwilę zostanie samodzielnym rekordzistą. Nie musi już się ścigać, ani niczego nikomu udowadniać. Znalazł się w miejscu, z którego może z uśmiechem przygląda ć się narodzinom w kadrze młodych gwiazd, jak Piątek, Kądzior, Zieliński czy Kownacki. Może przez wakacje też do tego wniosku dojdzie, a wtedy w jesiennych meczach biało-czerwoni klepną awans do Euro bez problemu.

Polska – Izrael 4:0
Gole: Krzysztof Piątek (35), Robert Lewandowski (56 karny), Kamil Grosicki (58), Damian Kądzior (84).
Polska: Fabiański – Kędziora, Glik, Bednarek, Bereszyński – Zieliński, Klich (75. Góralski), Krychowiak, Grosicki (77. Kądzior) – Piątek (73. Milik), Lewandowski.
Izrael: Harush – Dasa, Taha, Yeini, Biton (82. Elhamed), Harush – Peretz, Solomon (72. Saba), Natcho, Kayal (57. Cohen) – Zahavi.
Żółte kartki: Krychowiak – Zahavi, Natcho.
Sędziował: Tobias Stieler (Niemcy).
Widzów: 57 229.

Grupa G
1. kolejka: Austria – Polska 0:1; Macedonia Północna– Łotwa 3:1; Izrael – Słowenia 1:1
2. kolejka: Polska – Łotwa 2:0; Izrael – Austria 4:2; Słowenia – Macedonia 1:1;
3. kolejka: Macedonia – Polska 0:1; Łotwa – Izrael 0:3; Austria – Słowenia 1:0
4. kolejka: Polska – Izrael 4:0: Łotwa – Słowenia 0:5; Macedonia – Austria 1:4

Tabela grupy G
1. Polska              4    12   8:0
2. Izrael               4      7    8:7
3. Austria            4      6    7:6
4. Słowenia        4       5    7:3
5. Macedonia     4      4    5:7
6. Łotwa             4      0    1:13

 

Kadra Brzęczka dostała wolne

Nasza piłkarska reprezentacja szykuje się do meczów z Macedonią Północną (7 czerwca) i Izraelem (10 czerwca). Kadrowicze powołani przez Jerzego Brzęczka zebrali się w Warszawie już w czwartek, ale w sobotę selekcjoner dał wszystkim wolne do niedzieli wieczorem.

Selekcjoner wysłał powołania do 28 zawodników, ale z pierwotnego składu kadry ubył kontuzjowany Arkadiusz Reca, co osłabieniem nie jest, bo do reprezentacji wrócił najlepszy od kilku lat polski piłkarz na pozycji lewego obrońcy, czyli Maciej Rybus. On co prawda też miał ostatnio problemy zdrowotne, ale na zgrupowaniu stawił się w pełni sił i trenował z pełnym obciążeniem. Do Warszawy nie przyjechał Wojciech Szczęsny, który przechodzi rehabilitację po artroskopii kolana. To oznacza, że w spotkaniach z Macedonią i Izraelem między słupkami stanie Łukasz Fabiański. Problemy zdrowotne miał też Kamil Glik. Obrońca AS Monaco narzekał na przeciążenie ścięgna Achillesa w prawej nodze i do treningów z drużyną ma przystąpić dopiero w poniedziałek. Dopiero w piątek dotarł prawy obrońca Dymana Kijów Tomasz Kędziora, bo w czwartek grał spotkanie ligowe. Z tego samego powodu dopiero w poniedziałek dotrze zawodnik Chicago Fire Przemysław Frankowski.

Tak więc przygotowania do meczów z Macedonią i Izraelem zaczną się tak naprawdę dopiero od poniedziałku. Na boiskach KS ZWAR i Polonii Warszawa wybrańcy trenera Brzęczka będą ćwiczyć do środy, bo już w czwartek rano mają wylot do Skopje. Powrót do Warszawy ma nastąpić zaraz po meczu, co nastąpi późno w nocy. Sobota zatem będzie dla piłkarzy ulgowa i dopiero w niedzielę potrenuj pod kątem meczu z Izraelem, z którym zmierzą się w poniedziałek 10 czerwca na Stadionie Narodowym.

 

Kadra na Izrael i Macedonię

Selekcjoner reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek na czerwcowe mecze eliminacji mistrzostw Europy z Macedonią Północną i Izraelem powołał 28 zawodników. W kadrze zabrało tym razem Jakuba Błaszczykowskiego, który leczy kontuzję.

Biało-czerwoni po dwóch marcowych kolejkach spotkań są liderami grupy G z sześcioma punktami na koncie. Dla przypomnienia – najpierw pokonali na wyjeździe Austrię 1:0, a potem w Warszawie na Stadionie Narodowym wygrali z Łotwą 2:0. Gole dla naszej drużyny strzelili w kolejności Krzysztof Piątek, Robert Lewandowski i Kamil Glik. W drugiej odsłonie zmagań polska reprezentacja zmierzy się z zespołami, które po dwóch pierwszych meczach zajmują dwa kolejne miejsca w grupie – 7 czerwca w Skopje zagra z trzecią w tabeli Macedonią Północną , a trzy dni później na Narodowym zmierzy się z wiceliderem grupy Izraelem. Oba zespoły mają na koncie po cztery punkty.

Trener Brzęczek w porównaniu z powołaniami na mecze z Austrią i Łotwą dokonał w kadrze jedynie minimalnych zmian. Znaleźli się w niej nieobecny w marcu z powodu kontuzji Maciej Rybus, chociaż ostatnio znowu ma problemy zdrowotne, oraz utalentowany nastolatek z Legii Sebastian Szymański, natomiast tym razem powołania nie dostał rehabilitujący się po operacji Jakub Błaszczykowski, zabrakło także Szymona Żurkowskiego z Górnika Zabrze.

W tej sytuacji naszą rodzimą ekstraklasę na zgrupowaniu kadry reprezentować będzie jedynie trzech zawodników – z Legii Warszawa Artur Jędrzejczyk i wspomniany już Sebastian Szymański oraz Robert Gumny z Lecha Poznań. Trochę dziwi nieobecność choćby jednego gracza z mistrzowskiej drużyny Piasta Gliwice, na przykład Patryka Dziczka, ale to nie jedyna niezrozumiała decyzja kadrowa selekcjonera.

Brzęczek na przykład tradycyjnie już powołał notorycznie grzejącego ławę w Atalancie Bergamo Arkadiusza Recę, nie wiedzieć po co wysłał też powołania trzem kluczowym graczom młodzieżowej kadry U-21, Dawidowi Kownackiemu oraz wymienionym już Gumnemu i Szymańskiemu. Chyba byłoby lepiej, żeby ci gracze szykowali formę do czerwcowych mistrzostw Europy U-21 pod okiem trenera Czesława Michniewicza. Żaden z nich, może poza Kownackim, raczej nie ma szans na występ w spotkaniach z Macedonii Północną i Izraelem.

Trener kadry tak tłumaczył swoją decyzję: „Problemy zdrowotne niektórych kadrowiczów i wątpliwy udział w zgrupowaniu m. in. kontuzjowanego Macieja Rybusa sprawiły, że sięgnęliśmy po piłkarzy z kadry Czesława Michniewicza. Wymieniona trójka wróci do reprezentacji do lat 21 najpóźniej dzień po meczu z Izraelem, ale istnieje szansa, że któryś z nich dołączy do drużyny trenera Michniewicza jeszcze wcześniej” – zapowiedział Brzęczek w wypowiedzi dla portalu „Łączy Nas Piłka’. Tak na marginesie, wyznaczone przez UEFA terminy meczów eliminacyjnych są mało fortunne, bo w prawie wszystkich ligach rozgrywki ligowe już się zakończyły i kadrowicze pewnie woleliby pojechać na wakacje.

Kadra Polski
Bramkarze:
Łukasz Fabiański (West Ham United, Anglia), Łukasz Skorupski (FC Bologna, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy);
Obrońcy:
Jan Bednarek (FC Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Thiago Cionek (SPAL 2013, Włochy), Kamil Glik (AS Monaco, Francja), Robert Gumny (Lech Poznań), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf, Niemcy), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Michał Pazdan (Ankaragucu, Turcja), Arkadiusz Reca (Atalanta Bergamo, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja);
Pomocnicy:
Przemysław Frankowski (Chicago Fire, USA), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria), Kamil Grosicki (Hull City, Anglia), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Karol Linetty (Sampdoria Genua, Włochy), Damian Szymański (Achmat Grozny, Rosja), Sebastian Szymański (Legia Warszawa), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy);
Napastnicy:
Dawid Kownacki (Fortuna Duesseldorf, Niemcy), Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Krzysztof Piątek (AC Milan, Włochy).

 

Czeczeńcy chcą polskich piłkarzy

Achmat Grozny, ósmy zespół rosyjskiej ekstraklasy, złożył oferty transferów Przemysława Frankowskiego z Jagiellonii i Damiana Szymańskiego z Wisły Płock.

 

Działacze obu klubów analizują te propozycje i przygotowują argumenty do negocjacji. Frankowski był bliski odejścia z drużyny wicemistrzów Polski był już latem. Starały się wtedy o niego m.in. Lokeren i Caen. Oba kluby oferowały jednak kwoty, które nie satysfakcjonowały właścicieli Jagiellonii. Oni są zainteresowani wynegocjowaniem jak najwyższej kwoty odstępnego za 23-letniego skrzydłowego, bowiem połowę pieniędzy z jego transferu muszą oddać byłemu właścicielowi Lechii Gdańsk Andrzejowi Kucharowi oraz byłemu agentowi piłkarza Cezaremu Kucharskiemu. W przypadku Szymańskiego takich problemów nie ma, ale „Nafciarze” nie muszą sprzedawać tego piłkarza już teraz.

Szymański i Frankowski są aktualnymi reprezentantami Polski (obaj zaliczyli w ubiegłym roku po cztery występy w kadrze). O transfer do Achmata Groznego (dawniej Terek Grozny) zabiega agencja menedżerska Unidos, której jednym z szefów jest Mariusz Piekarski, a on w przeszłości w czeczeńskim klubie umieścił Macieja Rybusa, Marcina Komorowskiego i Macieja Makuszewskiego. Szymański ma kontrakt z Wisłą Płock do 30 czerwca 2020 roku. Serwis transfermarkt.de wycenia jego rynkową wartość na jeden milion euro. W tym sezonie rozegrał w barwach „Nafciarzy” 23 mecze (20 w lidze i 3 w Pucharze Polski) w których strzelił cztery gole i zaliczył sześć asyst.

Wartość Frankowskiego szacowana jest na półtora miliona euro. Skrzydłowy Jagiellonii w 22 występach (15 w ekstraklasie, cztery w kwalifikacjach Ligi Europy i trzy w Pucharze Polski) zdobył trzy bramki i zaliczył trzy asysty. Jego umowa także wygasa 30 czerwca 2020 roku.

 

To był najgorszy rok od 18 lat

Fot. Z polskich piłkarzy największą cenę za nieudany występ na mundialu zapłacił Robert Lewandowski

 

 

W 2018 roku biało-czerwony balonik pękł z wielkim hukiem – najpierw nasza narodowa drużyna pod wodzą Adama Nawałki skompromitowała się na mundialu, a potem pod rządami Jerzego Brzęczka nie wygrała żadnego z sześciu rozegranych meczów, spadając w rankingu FIFA na 21. miejsce.

 

W rankingu FIFA z 18 stycznia 2018 roku reprezentacja Polski zajmowała siódmą lokatę, wyprzedzając m.in. późniejszych mistrzów świata Francuzów i wicemistrzów świata Chorwatów. W Polsce panowała napędzana przez media euforia, której nie zdołały przytłumić nawet słabe występy biało-czerwonych w marcowych meczach towarzyskich. Porażkę z Nigerią 0:1 zrównoważyła wygrana z Koreą Południową 3:2, ale w obu spotkaniach nasz zespół zagrał fatalnie. Trener Nawałka uspokajał jednak fanów, że drużyna potrzebuje więcej czasu na opanowanie ustawienia systemem 1-3-5-2 robi, ale robi szybkie postępy i niebawem będzie w tym elemencie groźna dla każdego rywala. Czerwcowe sparingi z Chile (2:2) i Litwą (4:0) także nie zapowiadały mundialowej klęski, chociaż do stylu gry zespołu wciąż zgłaszano mnóstwo zastrzeżeń.

W przededniu wyjazdu do Rosji kontuzji barku doznał Kamil Glik i chyba to był kluczowy moment w dramacie, w jaki zamienił się występ biało-czerwonych w mistrzostwach świata. W spotkaniu z Senegalem Nawałka nagle wycofał się w ćwiczonego wcześniej ustawienia 3-5-2 i wrócił do starego schematu 4-4-2. Rywale bezlitośnie wykorzystali powstały bałagan w szeregach polskiej drużyny.

W tym momencie kolejny mecz z Kolumbią nabrał rangi „spotkania o wszystko”, ale pogubiony już wyraźnie w swoich kadrowych decyzjach Nawałka w tym najważniejszym meczu w roku wystawił do gry m.in. Jacka Góralskiego i Dawida Kownackiego, którzy wcześniej nie grali w meczach o punkty, a na ławce posadził Kamila Grosickiego, ale gdy nasz zespół potrzebował pilnie wzmocnienia linii ataku, selekcjoner zmienił… Michała Pazdana i w jego miejsce posłał na boisko rekonwalescenta Kamila Glika.

O żenującej potyczce z Japonią lepiej nie wspominać, bo chociaż biało-czerwoni ją wygrali, to swoim zachowaniem w końcówce na spółkę z Japończykami stali się pośmiewiskiem kibiców. Nasz zespół w niesławie wrócił do kraju na tarczy, a piłkarze w krótkim czasie zaliczyli bolesny upadek z piedestału.

Straty wizerunkowe ponieśli wszyscy – trener Nawałka, jego pryncypał Zbigniew Boniek a wraz z nimi cały PZPN. Stracili też rzecz jasna kadrowicze, lecz bez wątpienia najwięcej stracił najlepszy z nich, Robert Lewandowski. Nie ulega wątpliwości, że to głównie przez słaby występ biało-czerwonych na rosyjskim mundialu „Lewy” doznał upokarzających degradacji w najważniejszych plebiscytach organizowanych przez FIFA, UEFA i „France Football”.

 

To nie była dobra zmiana

Trener Nawałka nie utrzymał posady i w sierpniu został zastąpiony przez Jerzego Brzęczka. Nie była to jednak dobra zmiana. Pod wodzą nowego selekcjonera reprezentacja rozegrała sześć meczów. Trzy porażki i trzy remisy to bilans Brzęczka, który na dodatek zaliczył też spadek z Dywizji A Ligi Narodów. Nic dziwnego, że stracił zaufanie kibiców, także za to, że wbrew zasadom powoływał na zgrupowania kadry niegrającego w VfL Wolfsburg siostrzeńca Jakuba Błaszczykowskiego. W mediach krytykowano go też za forowanie w kadrze zawodników, których znał z pracy w zespołach klubowych – Damiana Szymańskiego, Adama Dźwigałę i Arkadiusz Reca w Wiśle Płock, Rafała Pietrzaka w GKS Katowice. Żaden z nich nie potwierdził reprezentacyjnych kwalifikacji.

Ani Nawałka ani Brzęczek nie odważyli się na „odstrzelenie” graczy stanowiących od lat trzon reprezentacji – Roberta Lewandowskiego, Grzegorza Krychowiaka, Piotra Zielińskiego, Kamila Glika, Jakuba Błaszczykowskiego, Kamila Grosickiego, Arkadiusza Milika, Piotra Zielińskiego czy… Jana Bednarka. Ten młody środkowy obrońca w 2018 roku rozegrał 847 minut, podczas gdy w klubowej drużynie Southamptonu 1126, z czego w Premier League 778. Krychowiak w reprezentacji zaliczył 960 minut, Zieliński 948 minut, Lewandowski 862 minuty. Za tą czwórką graczy jest próżnia, za którą wyłania się grupa zawodników z gorszymi wynikami – Grosicki miał przerwy z powodu perturbacji w klubie, Glik pauzował sporo przez kontuzję, a bramkarze Wojciech Szczęsny i Łukasz Fabiański musieli dzielić się występami – pierwszy zaliczył 585 minut, drugi 405. Na absencjach kluczowych graczy skorzystali m.in. Bartosz Bereszyński (piąty pod względem rozegranych minut), Jacek Góralski (dziesiąty), czy Rafał Kurzawa (piętnasty).

Najmniej minut w reprezentacji zaliczyli Bartosz Białkowski (45), Rafał Pietrzak (27), Jakub Świerczok (23) i Sławomir Peszko (10). Tak przy okazji, te 10 minut Peszko zaliczył na mundialu, bo we wcześniejszych meczach sparingowych Nawałka nie skorzystał z jego usług ani razu. To jedyny gracz, który grając o punkty jednocześnie nie zaliczył ani minuty w sparingu. Odwrotnie niż Marcin Kamiński, który zaliczył najwięcej minut w spotkaniach sparingowych (270), ale ani jednej w spotkaniu o punkty. Ten dziwaczny sposób selekcji stosuje niestety także Brzęczek, który nie wygrał sześciu spotkań z rzędu i jest bliski dogonienia pod tym względem rekordzisty Jerzego Engela. W 2000 roku nasze reprezentacja pod wodzą tego selekcjonera nie wygrał siedmiu meczów z rzędu: zaczęła od porażek z Hiszpanią 0:3 i Francją 0:1, potem były bezbramkowe remisy z Węgrami i Finlandią oraz porażka z Holandią (1:3) oraz remis z Rumunią (1:1) tuż przed rozpoczęciem eliminacji MŚ 2002.

 

Brzęczek goni rekord Engela

Mimo fatalnego startu Engel utrzymał posadę i doczekał przełomu w pamiętnym spotkaniu z Ukrainą w Kijowie, wygranym przez biało-czerwonych 3:1, po którym nasz zespół rozpoczął marsz po pierwszy od 1986 roku awans na mundial. Ale w 2000 roku z 10 meczów pod jego komendą reprezentacja Polski wygrała tylko trzy, cztery zremisowała i trzy przegrała. Tak słaby wynik pod względem wygranych spotkań powtórzyły dopiero 18 lat później ekipy prowadzone przez Nawałkę i Brzęczka.
Obaj wspólnie zapracowali na ten bilans, ale wszystkie trzy zwycięstwa wywalczył Nawałka – z Koreą Południową (3:2), Litwą (4:0) i Japonią (1:0). Brzęczek jeszcze nie poznał smaku wygranej i jeśli będzie miał dalej taki niefart, już wiosną może wyrównać niechlubny rekord Engela siedmiu spotkań bez wygranej.

 

Ile grali kadrowicze w 2018 roku:

1. Grzegorz Krychowiak – 960 minut (w tym 540 minut w meczach o punkty); 2. Piotr Zieliński – 948 (595); 3. Robert Lewandowski – 862 (540); 4. Jan Bednarek – 847 (585); 5. Bartosz Bereszyński – 673 (485); 6. Kamil Grosicki – 598 (363); 7. Kamil Glik – 588 (370); 8. Wojciech Szczęsny – 585 (360); 9. Arkadiusz Milik – 537 (253); 10. Jacek Góralski – 470 (285); 11. Maciej Rybus – 416 (180); 12. Jakub Błaszczykowski – 415 (197); 13. Łukasz Fabiański – 405 (270); 14. Michał Pazdan – 387 (170); 15. Rafał Kurzawa – 375 (234); 16. Thiago Cionek – 360 (180); 17. Łukasz Piszczek – 353 (173); 18. Artur Jędrzejczyk – 343 (183); 19. Tomasz Kędziora – 342 (135); 20. Mateusz Klich – 312 (193); 21. Marcin Kamiński – 270 (0); 22. Arkadiusz Reca – 250 (177); 23. Przemysław Frankowski – 248 (90); 24. Dawid Kownacki – 232 (74); 25. Karol Linetty – 222 (69); 26. Krzysztof Piątek – 151 (90); 27. Łukasz Skorupski – 135 (0); 28. Łukasz Teodorczyk – 132 (27); 29. Damian Szymański – 98 (81); 30. Krzysztof Mączyński – 90 (0); 31. Damian Kądzior – 77 (11); 32. Taras Romanczuk – 61 (0); 33. Bartosz Białkowski – 45 (0); 34. Rafał Pietrzak – 27 (10); 35. Jakub Świerczok – 23 (0); 36. Sławomir Peszko – 10 (10).