Riposta Rashforda na rasistowski hejt

Po porażce Anglii po serii rzutów karnych z Włochami w finale Euro 2020/21, na trzech młodych angielskich piłkarzy, którzy nie wykorzystali swoich „jedenastek”, spadła fala hejtu. Marcus Rashford postanowił stawić jej opór.

Rashford wszedł na boisko na kilkadziesiąt sekund przed zakończeniem dogrywki, bo trener Gareth Southgate wyznaczył go do piątki graczy, którzy mieli egzekwować „jedenastki”. Swoją próbę zmarnował, podobnie jak Jadon Sancho i Bukayo Saka i w efekcie reprezentacja Anglii przegrała z Włochami w konkursie rzutów karnych 2:3 i nie zdobyła mistrzostwa Europy. Po meczu doszło do skandalicznych incydentów z udziałem angielskich kibiców, m.in. zdewastowano w Manchesterze mural z podobizną Rashforda. Piłkarz musiał też zmagać się, podobnie jak Saka i Sancho, z falą rasistowskiego hejtu, na który odpowiedziałtak:
„Nawet nie wiem, od czego zacząć i nawet nie wiem, jak ująć w słowa to, co czuję w tym momencie. Zawsze czułem się pewnie przy karnych, ale teraz coś było nie w porządku. No i skończyło się nie tak, jak chciałem. Czuję, że zawiodłem kolegów. Czuję, że zawiodłem wszystkich. Dla mnie karne zawsze były przyjemne. Nawet obudzony w środku nocy mogę podejść do jedenastki. Ale dlaczego ten nie wyszedł? Nie ma słów, które opiszą to, co teraz czuję. Finał. 55 lat. Jeden karny. Historia. Jedyne, co mogę powiedzieć, to przepraszam. Cały ten turniej był jednym z najlepszych okresów w moim życiu. Zbudowaliśmy w grupie braterstwo, które jest nie do złamania. Przez cały dzień mogę znosić krytykę za swój występ i zły karny, który powinienem trafić, ale nigdy nie będę przepraszał za to, kim jestem i skąd pochodzę. Noszenie trzech lwów na piersi i widok mojej rodziny dopingującej mnie w tłumie, dało mi niesamowitą dumę. Marzyłem o takich dniach jak ten, ale na widok reakcji w Withington byłem na granicy łez. Jestem Marcus Rashford. Mam 23 lata i jestem czarnym mężczyzną z Withington i Wythenshawe, w południowym Manchesterze. Jeśli nie mam nic innego, mam to” – napisał piłkarz.

Liga Mistrzów UEFA: Klęska Obywateli w angielskim finale

W minioną sobotę Estadio do Dragao w Porto po raz drugi z rzędu był areną decydującej potyczki o najważniejsze trofeum w europejskiej piłce klubowej. Rok temu po puchar sięgnął Bayern Monachium, a w tegorocznej edycji z udziałem dwóch angielskich zespołów Chelsea Londyn pokonała 1:0 Manchester City.

Chelsea Londyn i Manchester City to angielskie futbolowe potęgi zbudowane za gigantyczne pieniądze wpompowane do tych klubów przez cudzoziemskich właścicieli. Do kasy „The Blues” od 2003 roku setki milionów funtów pakuje rosyjski oligarcha Roman Abramowicz, a do „The Citizens” od 2009 roku szejk Mansour bin Zayed bin Sultan Al Nahyan ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Swoja hojnością nie kupili jednak sympatii kibiców nawet na Wyspach Brytyjskich. Kiedy w 2018 roku angielski dziennik „Mirror” przeprowadził wśród swoich czytelników ankietę, na podstawie której stworzył ranking najbardziej znienawidzonych drużyn w Premier League, na czele zestawienia znalazła się Chelsea. Za co? Głównie za nieustannie płynący na klubowe konto strumień pieniędzy rosyjskiego miliardera.
Abramowicz został właścicielem Chelsea w 2003 roku i chciał sukcesów natychmiast i z miejsca zainwestował w klub wielkie pieniądze. Nakłady przyniosły natychmiastowy efekt, bo już sezon 2003/2004 ekipa „The Blues” zakończyła na drugim miejscu w Premier League, ale w dwóch kolejnych sezonach sięgała po mistrzowskie tytuły. Do dzisiaj w trwającej już 18 lat erze rządów Abramowicza piłkarze Chelsea wygrali rozgrywki w angielskiej ekstraklasie pięć razy, tyle samo razy zdobyli FA Cup, trzykrotnie triumfowali w Pucharze Ligi i dwa razu zdobywali Tarczę Wspólnoty. W sezonie 2007/2008 dotarli do finału Ligi Mistrzów, lecz przegrali walkę o puchar z Manchesterem United po konkursie rzutów karnych. W kluczowych momentach najpierw spudłował John Terry, a później golkiper „Czerwonych Diabłów” Edwin van der Sar obronił strzał Nicolasa Anelki. Na kolejną szansę londyński zespół musiał czekać do sezonu 2011/2012 roku. W tej edycji rozgrywek zespół „The Blues” wreszcie spełnił marzenie rosyjskiego właściciela i wygrał Ligę Mistrzów, dokładając do tego triumf w Klubowych Mistrzostwach Świata. A rok później triumfował w Lidze Europy, powtarzając ten sukces w sezonie 2018/2019. Te wyczyny drażniły kibiców innych drużyn, bo przed pojawieniem się rosyjskiego oligarchy Chelsea mistrzem Anglii była tylko raz, a na europejskiej arenie dwukrotnie sięgała po nieistniejący już Puchar Zdobywców Pucharów i raz po
Superpuchar UEFA.
Najbardziej jednak drażniła niebywała rozrzutność Abramowicza na rynku transferowym. Rosjanin nie żałował pieniędzy i kupował najlepszych zawodników, a gdy pojawiał się jakiś opór przed transferem, po prostu przepłacał. Dzięki temu wiele angielskich klubów dużo zarobiło, ale kibicom taki nierówny układ sił nie przypadł do gustu i tak z roku na rok ich niechęć do Chelsea rosła.
Abramowicz był pierwszym krezusem szastającym funtami w angielskim futbolu i na niego spadło odium niechęci, ale za jego plecami na salony Premier League wkroczyli następni inwestorzy zagraniczni. Petrodolary szejka Mansoura już nie wzbudziły takich emocji, lecz mimo to „The Citizens” w wyżej wspomnianym rankingu nienawiści ustalonym przez dziennik „Mirror” uplasowali się na drugiej pozycji. Manchester City pod rządami arabskiego konsorcjum Abu Dhabi United Group Investment również wywalczył pięciu mistrzowskich tytułów w Premier League, ale na europejskiej arenie „The Citizens” nie zdobyli jeszcze żadnego trofeum. W sobotę 29 maja 2021 roku zespół pod wodzą Pepa Guardioli miał na stadionie w Porto wreszcie osiągnąć tak wyczekiwany przez szejka Mansura sukces.
Futbolowi eksperci w finałowym starciu więcej szans dawali aktualnym mistrzom Anglii, którzy pod wodzą hiszpańskiego szkoleniowca przez cały sezon prezentowali wysoką formę i grali widowiskowy futbol. W przeciwieństwie do drużyny Chelsea, która wpadła w potężny kryzys, z którego dopiero w tym roku wydobył ją niemiecki trener Thomas Tuchel. Ale w Lidze Mistrzów zespół dzieło zaczął pod wodzą Lamparda, a zakończył z Tuchelem na trenerskiej ławce.
Tak na marginesie, to Tuchel jest trzecim niemieckim trenerem z rzędu, który wygrał ze swoim zespołem Ligę Mistrzów. w Poprzednim roku sztuki tej dokonał z Bayernem Monachium Hansi Flick, a dwa lata temu z Liverpoolem zwyciężył Juergen Klopp. 48-letni Tuchel na szersze wody wypłynął w 2015 roku przechodząc z FC Mainz do Borussii Dortmund. W poprzednim sezonie doprowadził Paris Saint-Germain do finału Ligi Mistrzów, lecz przegrał w nim z Bayernem. Katarscy właściciel paryskiego klubu uznali to za niewybaczalną porażkę i w grudniu niemal tuż przed świętami podziękowali mu za dalsza pracę. Dzisiaj pewnie plują sobie w brodę, bo Tuchel w krótkim czasie przemienił niemrawą drużynę Chelsea w sprawną maszynę do wygrywania.
Co ciekawe, zwycięski zespół ukształtował się trochę pod przymusem, bo w lutym 2019 roku UEFA nałożyła na Chelsea zakaz transferowy za nielegalne pozyskiwanie młodzieży do klubowej akademii. Miał obowiązywać przez dwa tzw. okienka transferowe, ale chociaż ostatecznie został skrócony do jednego, to władze londyńskiego klubu nie dokonywały żadnych transferów przez rok i Frank Lampard musiał sięgnąć po wychowanków. I tak w kadrze zespołu pojawili się Tammy Abraham, Billy Gilmour, Callum Hudson-Odoi, Reece James, a przede wszystkim Mason Mount. I ta pokoleniowa zmiana okazała się strzałem w dziesiątkę. Największą piłkarską perłą okazał się 22-letni Mount. To po jego genialnym podaniu na czystą pozycję strzelecką w meczu z Manchesterem City wyszedł Kai Havertz i trochę szczęśliwie, ale pokonał bramkarza „The Citizens” Edersona Moraesa. Dzięki zwycięstwu drużyna „The Blues” zostanie rozstawiona w losowaniu fazy grupowej nowej edycji Ligi Mistrzów. Manchester City także znajdzie się w pierwszym koszyku jako mistrz Anglii. Tylko co to za splendor dla szejków z Abu Zabi, którzy utopili angielskim klubie już 2,6 mld funtów i wciąż pozostają bez najważniejszego trofeum w europejskim futbolu klubowym. Szejk Mansour bin Zayed al-Nahyan, jeden z dziewiętnastu synów założyciela Zjednoczonych Emiratów Arabskich, znów będzie świecił oczami na rodzinnych przyjęciach. W poprzednich edycjach Champions League „The Citizens” przegrywali ze znacznie biedniejszymi rywalami – Olympique Lyon, Tottenhamem, AS Monaco czy Ajaksem Amsterdam. W tym roku byli bardzo blisko, ale nie dali rady. Warto w tym miejscu przypomnieć, że swój pierwszy i jedyny jak dotąd triumf w europejskich pucharach „Obywatele” odnieśli w sezonie 1969/1970 pokonując w finale Pucharu Zdobywców Pucharów
Górnika Zabrze 2:1.

UEFA uderzyła Superligę po kieszeni

UEFA zaczyna wyciągać surowe konsekwencji wobec klubów zaangażowanych w projekt Superligi. Dziewięć już zostało ukaranych finansowo, natomiast Juventus Turyn, Real Madryt i FC Barcelona czekają na wyrok. Te trzy kluby nie podjęły jeszcze rozmów z UEFA i na razie nie godzą się na żadne kary.

FC Barcelona była jednym z klubów założycielskich nowych europejskich rozgrywek klubowych dla elitarnej grupy najbogatszych klubów, w których do podziału rocznie miały być nawet cztery miliardy euro. Gdy sprawa wyszła na jaw i wywołała ostrą reakcję Komitetu Wykonawczego UEFA i sprzeciw FIFA, kataloński klub nie wycofał się wzorem choćby klubów angielskich, lecz przystąpienie do Superligi uzależniał od wyników głosowania socios, czyli członków klubu opłacających składki.
Z 12 klubów, które przystąpiły do projektu Superligi, dziewięć już się z tego wycofało. Zrobiły to Manchester City, Manchester United, FC Liverpool, Tottenham Hotspur, Chelsea Londyn, Arsenal Londyn, Atletico Madryt, Inter Mediolan i AC Milan. Wszystkie te kluby zawarły porozumienia z UEFA, w którym wyraziły zgodę na karne potrącenie 5 procent ich przychodów z występów w Lidze Mistrzów lub Lidze Europy w następnym sezonie. Te klubu solidarnie złożą się też w ramach kary na wpłatę łącznie 15 milionów euro na rzecz rozwoju piłki nożnej wśród młodzieży. Władze UEFA są jednak nieufne wobec europejskich krezusów, bo zabezpieczyły się na przyszłość podejmując uchwałę, że jeśli wymienione wyżej kluby wezmą udział w niedozwolonych rozgrywkach, zostaną ukarane grzywną w wysokości 100 milionów euro każdy, a grzywna w wysokości 50 mln euro grozi im za samo tylko złamania postanowień Deklaracji Zobowiązań Klubów.

Liga Mistrzów UEFA: Przeniosą finał ze Stambułu do Anglii?

Awans dwóch angielskich zespołów do finału Ligi Mistrzów podważył sens rozgrywania decydującego meczu w Stambule. Z powodu gwałtownego wzrostu liczby zakażeń w Turcji brytyjski minister transportu Grant Shapps zaproponował UEFA przeniesienie finałowego spotkania na jeden z angielskich stadionów.

O zmianie organizatora finału Ligi Mistrzów mówi się coraz głośniej także dlatego, że rząd turecki na wzrost liczby zakażeń (ponad 60 tysięcy dziennie) zareagował wprowadzeniem całkowitego lockdownu. Dzięki temu liczba zakażeń spadła do poziomu 20-30 tysięcy dziennie, ale i tak brytyjski rząd umieścił Turcję na czerwonej liście krajów ze złą sytuacją epidemiczną. Po powrocie z nich trzeba w Wielkiej Brytanii przejść obowiązkową kwarantannę. Nie byliby z niej zwolnienia nawet piłkarze, a przecież tuż po finale Ligi Mistrzów spora grupa graczy Manchesteru City i Chelsea Londyn musi się udać na zgrupowania reprezentacji narodowych szykujących się do startu w Euro 2021 i Copa America. Mówi się zatem, że coraz bardziej możliwe będzie przeniesienie finału ze Stambułu w nowe miejsce. Jakie? Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem byłby jeden ze stadionów w Wielkiej Brytanii.
Tamtejsze media przekonują, że działacze UEFA już po cichu pracują nad zmianą lokalizacji tegorocznego finału Ligi Mistrzów. Gotowość do organizacji spotkania potwierdził brytyjski minister transportu, Grant Shapps. „Ostateczna decyzja w tej sprawie należy do UEFA, ale skoro w finale zagrają dwie angielskie drużyny, to decyzja federacji w tej kwestii wydaje się oczywista” – stwierdził polityk. Działacze UEFA mają więc spory kłopot, bo lockdown w Turcji oznacza, że kibice i dziennikarze musieliby odbyć po przybyciu do Stambułu 10-dniową kwarantannę, co może być dla większości fanów obu angielskich zespołów trudnym do spełnienia wymogiem.
Procedura zmiany gospodarza finału Ligi Mistrzów w związku z epidemią koronawirusa nie jest aż taka nierealna. Przecież UEFA nie tak dawno odebrała Bilbao i Dublinowi organizację meczów Euro 2021 właśnie dlatego, że władze Hiszpanii i Irlandii nie chciały się zgodzić na rozgrywanie meczów w tych miastach z udziałem kibiców. Finał obecnej edycji Ligi Mistrzów ma się odbyć 29 maja.

Liga Mistrzów UEFA: Angielski finał w Stambule

Czeka nas angielski finał obecnej edycji Champions League, już trzeci w historii tych elitarnych rozgrywek. 29 maja na stadionie w Stambule zmierzą się zespoły Manchesteru City i Chelsea Londyn. „The Citizens” w półfinale wyeliminowali Paris Saint-Germain (2:1 i 2:0), a „The Blues” okazali się lepsi od Realu Madryt (1:1 i 2:0).

Przedsmak tegorocznego finału Champions League fani obu zespołów będą mieli już w niedzielę 8 maja. Tego dnia na na swoim stadionie Manchester City zmierzy się w 35. kolejce Premier League z Chelsea Londyn. Dużyna „The Citizens” prowadzi w angielskiej ekstraklasie z dorobkiem 80 punktów i przewagą 13 „oczek” nad drugim w tabeli Manchesterem United, który ma jednak jeden zaległy mecz do rozegrania i tylko dlatego nie można jeszcze ogłosić ekipy prowadzonej przez Pepa Guardiolę nowym mistrzem Anglii. Ale to tylko kwestia czasu, wręcz czysta formalność i niewykluczone, że już w najbliższą niedzielę „Obywatele” w spotkaniu z Chelsea przyklepią tytuł, co oznacza, że tym samym zagwarantują sobie też start w nowej edycji Ligi Mistrzów. Zespół trenera Thomasa Tuchela takiego komfortu nie ma, bo w tabeli Premier League jest na czwartej pozycji, ostatniej z premiowanych awansem do fazy grupowej Champions League. Sęk w tym, że „The Blues” mają za plecami waleczny w tym sezonie zespół West Hamu United (z Łukaszem Fabiańskim w bramce), który zajmuje piątą lokatę i traci do Chelsea tylko trzy punkty. Ale mimo wszystko dla londyńskiego zespołu pewniejszą opcją zakwalifikowania się do nowej edycji Ligi Mistrzów jest zajęcie czwartego miejsca w Premier League, niż w roli obrońcy trofeum, bo liczenie na zwycięstwo w potyczce z Manchesterem City w Stambule to w tej chwili czysta loteria. A 29 maja będziemy świadkami trzeciego w historii Champions League całkowicie angielskiego finału tych rozgrywek. Co ciekawe, Chelsea Londyn znajdzie się w takiej sytuacji już po raz drugi. Za pierwszym razem w sezonie 2007/2008 „The Blues” przegrali po rzutach karnych z Manchesterem United. Drugi angielski finał miał miejsce w sezonie 2018/2019. Wygrał go FC Liverpool pokonując Tottenham Hotspur 2:0.
Zasilany od ponad dekady petrodolarami szejków ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich Manchester City w wielkim finale Ligi Mistrzów zagra po raz pierwszy. W półfinale ekipa prowadzona przez Pepa Guardiolę, który ma już na koncie dwa triumfy w Lidze Mistrzów jako szkoleniowiec FC Barcelona. Co ciekawe, oba odniósł pokonując w finale Manchester United – w sezonie 208/2009 2:0, a w sezonie 2010/2011 3:1.
W tegorocznej edycji „Obywatele” w półfinale wyeliminowali naszpikowany z kolei katarskimi petrodolarami Paris Saint-Germain, rozwiewając chyba definitywnie francuskie marzenia o potędze, bo wygląda na to, że zniechęceni drugim z rzędu niepowodzeniem (przed rokiem PSG w finale uległo Bayernowi Monachium 0:1) paryski klub opuszczą dwaj najdrożsi obecnie piłkarze na świecie – Brazylijczyk Neymar i Francuz Kylian Mbappe. Warto też wspomnieć, że Manchester City w finale europejskich pucharów zagra dopiero po raz drugi w historii, a ten pierwszy raz ma mocny polski akcent, bo w sezonie 1969/1970 „Obywatele” zmierzyli się z Górnikiem Zabrze w nieistniejącym już Pucharze Zdobywców Pucharów i po wyrównanym meczu wygrali 2:1.
Guardiola prowadzi ekipę Manchesteru City od lipca 2016 roku. W tym sezonie ma wreszcie szansę spełnić marzenia arabskich właścicieli klubu i wygrać Ligę Mistrzów. Ale należąca do rosyjskiego miliardera Romana Abramowicza Chelsea Londyn wcale nie stoi na straconej pozycji. Ekipa „The Citizens” w fazie grupowej wygrała pięć meczów i jeden zremisowała, z bnilansem bramkowym 13:1, a potem w fazie play off kolejno wygrywała z Borussią Moenchengladbach (2:0 i 2:0), Borussią Dortmund (2:1 i 2:1) i Paris Saint-Germain (2:1 i 2:0). Ale dorobek Chelsea w tej edycji też budzi podziw. Zespół prowadzony przez niemieckiego trenera Thomasa Tuchela (nawiasem mówiąc wyrzuconego po poprzednim sezonie z Paris Saint-Germain) także przeszli przez fazę grupową bez porażki (cztery zwycięstwa, dwa remisy, bramki 14:2), a potem kolejno: w 1/8 finału wyeliminowali Atletico Madryt (1:0 i 2:0), w ćwierćfinale FC Porto (2:0 i 1:0), a w półfinale Real Madryt (1:1 i 2:0). Jak widać bilans dokonań ekip „The Blues” i „The Citizens” jest podobny, zatem przed finałem Ligi Mistrzów trzeba przyznać obu drużynom po 50 procent szans na zwycięstwo.

Manchester City zgasił gwiazdorów Paris Saint-Germain

Manchester City jest zdecydowanie w najlepszej sytuacji przed rewanżowymi meczami 1/2 finału Ligi Mistrzów. W Paryżu „The Citizens” ograli finalistę poprzedniej edycji Paris Saint-Germain 2:1 i są o krok od wywalczenia awansu. Nieźle też wyglądają szanse Chelsea Londyn po wyjazdowym remisie 1:1 z Realem Madryt. Angielski finał wydaje się jak najbardziej realny.

W półfinale obecnej edycji Champions League nie ma futbolowych biedaków. Real Madryt mimo strat poniesionych podczas pandemii jest niezmiennie zaliczany do wąskiego grona najbogatszych klubów sportowych na świecie bez podziału na sportowe dyscypliny. Za Paris Saint-Germain od 2011 roku stoi kapitał katarskiego konsorcjum finansowego Qatar Sports Investments, na czele którego stoi były tenisista i reprezentant kraju w Pucharze Davisa Nasser bin Ghanim Al-Khelafi. Z kolei od 1 września 2008 roku właścicielem Manchesteru City jest spółka ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich – Abu Dhabi United Group należąca do Szejk Mansour bin Zayed Al Nahyana, która wchodzi w skład City Football Group, holdingu zajmującego się prowadzeniem klubów piłkarskich. Obecni właściciele kupili „The Citizens” za około 200 milionów funtów, a od kiedy nim rządzą zespół z Eihad Stadium zdobył czterokrotnie mistrzostwo Anglii (2012, 2014, 2018, 2019) i za chwilę dokona tego pora piąty (a siódmy w historii klubu), dwukrotnie Puchar Anglii (2011, 2019), trzykrotnie Tarczę Wspólnoty (2012, 2018, 2019) raz sześciokrotnie Puchar Ligi Angielskiej (2014, 2016, 2018, 2019, 2020, 2021). W kolekcji trofeów „Obywateli” wciąż jednak nie ma tego najcenniejszego pucharu – za wygranie rozgrywek Ligi Mistrzów. Z takim samym niedoborem boryka się też Paris Saint-Germain, lecz już wiadomo, że w tym sezonie któryś z tych dwóch zespołów nie zaspokoi ambicji swoich właścicieli. Po środowym meczu na Parc des Princes w Paryżu, wygranym przez Manchester City 2:1, wszystkie znaki na ziemi i niebie zwiastują, że awans do finału świętować będą szejkowie z Abu Dhabi.
Drużyna trenera Pepa Guardioli do przerwy przegrywała z Paris Saint-Germain 0:1 i był to najniższy wymiar kary, jaki mógł ją spotkać ze strony Kyliana Mbappe, Neymara i spółki. Ale po zmianie stron role nieoczekiwanie się odwróciły i na boisku zaczęła dominować ekipa „The Citizens”, w której pierwsze skrzypce grał Belg Kevin de Bruyne, wspierany mocno przez Niemca Ilkaya Gundogana, a w ataku przez wschodzącą gwiazdę angielskiego futbolu Phila Fodena. Presji nie wytrzymał bramkarz Keylor Navas, który wcześniej wielokrotnie ratował swój zespół, ale w środę popełnił koszmarny błąd przepuszczając lekkie dośrodkowanie de Bruyne, po którym piłka wpadła do bramki paryżan. A chwile później było już 2:1, gdy ustawieni w murze gracze PSG przepuścili strzał Riyada Mahreza, a od 77. minuty po czerwonej kartce dla Idrissa Gueye za brutalny wślizg stało się jasne, że paryżanie już nie odrobią straty w tym spotkaniu. Zawiódł kompletnie Kylian Mbabbe. Z meczowych statystyk wynika, że francuski gwiazdor nie oddał ani jednego strzału na bramkę rywali, co zdarzyło mu się po raz pierwszy w Lidze Mistrzów. Niewiele więcej wniósł do gry Neymar, a warto przypomnieć, że to najdrożsi aktualnie piłkarze na świecie. Obaj kosztowali katarskich właścicieli PSG blisko pół miliarda euro. Mbappe w ćwierćfinale przyczynił się do wyeliminowania Bayernu Monachium, strzelając w wygranym na Allianz Arenie 3:2 pierwszym meczu dwa gole. Ale już w przegranym u siebie 0:1 rewanżu z obrońcami tytułu bramkowego dorobku nie powiększył, a po spotkaniu z Manchesterem City wciąż ma na liczniku osiem trafień w tej edycji Ligi Mistrzów i raczej już znikome szanse na wyprzedzenie lidera klasyfikacji strzelców Norwega Erlinga Haalanda (ma na koncie 10 goli). Jeszcze mniejsze szanse na to ma Neymar, który z sześcioma bramkami jest trzeci w zestawieniu, na spółkę z Olivierem Giroud z Chelsea Londyn i Karimem Benzemą z Realu Madryt. W ekipie Manchesteru City najlepsi strzelcy to de Bruyne, Foden, Torres i Gundogan, ale oni maja po trzy trafienia na koncie, a Mahrez, Gabriel Jesus i Sergio Aguero po dwa. Ale to oznacza, że Pep Guardiola ma w swojej drużynie liczną grupę graczy potrafiących strzelać gole, co w tej chwili wydaje się opcją zdecydowanie bardziej opłacalną niż opieranie gry zespołu na sile gwiazd. Przekonała się o tym w tym sezonie FC Barcelona z Leo Messim, Juventus z Cristiano Ronaldo, Bayern bez kontuzjowanego Roberta Lewandowskiego, a teraz doświadcza tego Paris Saint-Germain.

48 godzin sport

Helik zagra w barażach
Barnsley FC, którego zawodnikiem jest Michał Helik, po remisie Reading ze Swansea City 2:2 zapewnił sobie udział w barażach o awans do Premier League na dwie kolejki przed końcem sezonu. Barnsley zajmuje szóste miejsce w tabeli z dorobkiem 77 punktów i ma osiem punktów przewagi nad siódmym zespołem. W barażach o awans do angielskiej ekstraklasy oprócz drużyny Polaka zagrają AFC Bournemouth, Brentford FC i Swansea City AFC. Helik w obecnym sezonie Championship zagrał w 41 spotkaniach i strzelił pięć bramek.

Zmarł Adam Smorawiński
Automobilklub Wielkopolski poinformował, że w wieku 93 lat zmarł Adam Smorawiński, wieloletni członek tej organizacji, w przeszłości wybitnego kierowca rajdowy i wyścigowy. Smorawiński nuł m.in. 13-krotnym mistrzem Polski i siedmiokrotnym uczestnikiem Rajdu Monte Carlo, przyczynił się także w znacznym stopniu do postania toru wyścigowego w okolicach poznańskiego lotniska Ławica. Od początku lat 90. był wyłącznym przedstawicielem BMW na Polskę.

Puchar dla Manchesteru City
Piłkarze Manchesteru City w minioną niedzielę po raz czwarty z rzędu i szósty w ciągu ośmiu lat zdobyli Puchar Ligi Angielskiej. W rozegranym na stadionie Wembley finale „The Citizens” pokonali Tottenham Hotspur 1:0, a zwycięską bramkę zdobył Aymerica Laporte. Finał EFL Cup przesunięto o kilka tygodni po to, by mogli go obejrzeć kibice. Tak też się stało. Na Wembley wpuszczono osiem tysięcy osób, które zajęły 10 procent pojemności stadionu.

Wpadka Ogiera w Zagrzebiu
Zwycięzca Rajdu Chorwacji Sebastien Ogier (Toyota Yaris WRC) został ukarany za spowodowanie kolizji drogowej w centrum Zagrzebia i ucieczkę z miejsca zdarzenia. Międzynarodowa Federacja Samochodowa nałożyła na niego grzywnę w wysokości 7 tysięcy euro (31,9 tys. zł), natomiast chorwacka policja ukarała go mandatem w wysokości 11 tys. kun (6600 zł). Do kolizji Toyoty Ogiera z autem marki BMW doszło na jednej z ulic chorwackiej stolicy, gdy francuski kierowca zmierzał na linię startu do drugiego tego dnia wyścigowej rywalizacji. Mimo tych kłopotów Ogier wygrał w cuglach Rajd Chorwacji w klasie WRC. W tej samej imprezie w klasie WRC3 zwyciężył polski kierowca, Kajetan Kajetanowicz.

Zmienili trenera w Augsburgu
Władze występującego w Bundeslidze FC Augsburg zwolniły za słabe wyniki trenera Heiko Herrlicha i do końca sezonu powierzyły prowadzenie zespołu Markusowi Weinzierlowi. Ekipa Augsburga, której zawodnikami są dwaj Polacy – bramkarz Rafał Gikiewicz i obrońca Robert Gumny, po trzech porażkach i jednym remisie z rzędu zajmuje obecnie w tabeli 13. lokatę i przewagą czterech punktów na zespołami ze strefy spadkowej. Herrlich prowadził zespół od marca ubiegłego roku, natomiast dla Weinzierla jest to powrót na dawna posadę – wcześniej prowadził drużynę Augsburga w latach 2012-2016.

Liga Mistrzów: Półfinały bez niemieckich drużyn

Bayern Monachium nie obroni tytułu w Lidze Mistrzów. Choć osłabiony brakiem kontuzjowanych Roberta Lewandowskiego, Leona Goretzki, Serge’a Gnabriego i Niklasa Suele, to jednak bawarski zespół zdołał w rewanżu pokonać Paris Saint-Germain 1:0, ale na wyeliminowanie francuskiego zespołu, który w Monachium wygrał 3:2, to nie wystarczyło. W półfinale PSG zagra z Manchesterem City, a Chelsea Londyn z Realem Madryt.

Zespół Hansiego Flicka nie powtórzy zatem sukcesu z poprzedniego sezonu, w którym wygrał Ligę Mistrzów pokonując w finale Paris Saint-Germain 1:0. W rewanżowym spotkaniu obecnych rozgrywek bawarska jedenastka powtórzyła ten rezultat, lecz tym razem jedna bramka nie wystarczyła. Gracze Bayernu pokpili sprawę w pierwszym spotkaniu na Allianz Arenie w Monachium, które przegrali 2:3. „Przegraliśmy pechowo, bo byliśmy lepsi, ale jestem przekonany, że w rewanżu możemy odwrócić losy tej rywalizacji” – odważnie zapowiadał pomocnik monachijskiej drużyny Joshua Kimmich. Jego słowa w paryskiej ekipie zostały zapamiętane i po ostatnim gwizdku sędziego na Parc des Princes brazylijski gwiazdor PSG Neymar ostentacyjnie zamanifestował radość z awansu stając niemal dosłownie twarzą w twarz z Kimmichem. Jego zachowanie zostało zauważone i wzbudziło tak wiele nieprzychylnych komentarzy, że napastnik PSG uznał za stosowne się z niego tłumaczyć. „Nie miałem złych intencji, chociaż znałem jego wypowiedź, że ich drużyna była lepsza w pierwszym meczu i że w rewanżu to Bayern awansuje. Swoim świętowaniem nie chciałem go sprowokować, ani mu dokuczyć. Po prostu spontanicznie zacząłem się cieszyć z Leandro Paredesem, a że działo się akurat na oczach Joshuy to czysty przypadek” – zapewniał Neymar w medialnych wypowiedziach.
Starcie ubiegłorocznych finalistów Ligi Mistrzów było ozdobą ćwierćfinałów. Niemieckie media podkreślają, że Bayern miał ogromnego pecha, bo w trener Flick nie mógł z powodu kontuzji oraz zakażeń koronawirusem skorzystać z kilku kluczowych graczy. Ubolewano zwłaszcza nad absencją Roberta Lewandowskiego, bo oba mecze z PSG dobitnie pokazały, jak ważną postacią w drużynie Bayernu jest polski napastnik. Mimo odpadnięcia z Ligi Mistrzów już w fazie ćwierćfinałowej, bawarski klub solidnie się wzbogacił. W sumie zarobi na występie w tej edycji Champions League około 100 mln euro. Nieźle, ale w poprzedniej edycji jako zwycięzca zarobił 130 mln euro.
W półfinale niemiecka Bundesliga nie ma już żadnego zespołu, bo rywalizacji odpadła także Borussia Dortmund, ulegając dwukrotnie po 1:2 Manchesterowi City. W meczowej kadrze BVB w obu tych spotkaniach znajdował się Łukasz Piszczek, ale trener tej drużyny Edin Terzic nie dał mu zagrać nawet kilku minut, chociaż doskonale wiedział, że dla kończącego po tym sezonie karierę polskiego piłkarza to pożegnanie z Ligą Mistrzów. Piszczek za lata solidnej gry w barwach Borussii zasłużył chyba na więcej szacunku, lecz w tej chwili klub ma większe problemy. Borussia w Bundeslidze zajmuje dopiero piątą lokatę i raczej nie zakwalifikuje się do nowej edycji Ligi Mistrzów. Wśród powodów słabszej gry wymienia się też spadek formy Erlinga Haalanda. Norweski napastnik w obecnej edycji Ligi Mistrzów strzelił 10 goli i jest liderem klasyfikacji strzelców tych rozgrywek. Ale w obu meczach z Manchesterem City nie powiększył swojego bramkowego dorobku, a w rewanżowym spotkaniu należał do najgorszych graczy w ekipie BVB. Niemieckie media już liczą Norwegowi mecz i minuty bez gola, bo Haaland nie trafił do siatki już w siedmiu meczach z rzędu, w tym w trzech spotkaniach reprezentacji Norwegii i dwóch w Lidze Mistrzów. Ostatniego gola strzelił 20 marca w ligowym meczu z FC Koeln. Od tego czasu Borussia przegrała kluczowy mecz w Bundeslidze z Eintrachtem Frankfurt, co prawdopodobnie pozbawiło ją szans na zakończenie sezonu w pierwszej czwórce i odpadła z ćwierćfinału Ligi Mistrzów. „Wszyscy są już przyzwyczajeni, że Erling zdobywa gole w każdym meczu, ale on też jest człowiekiem. Będą chwile, gdy nie będzie zdobywał bramek” – broni go Terzić.
Problem w tym, że Haaland stał się transferowym „gorącym kartoflem”, za którego wykupienie już tego lata z BVB ewentualny nabywca będzie musiał zapłacić ponad 200 mln euro, a licząc z wygórowanymi zarobkami norweskiego piłkarza kwota ta urośnie do 400 mln euro. A póki co Haaland tylko zapowiada się na gracza pokroju Lewandowskiego.

Wyniki 1/4 finału LM:
Bayern Monachium – Paris Saint-Germain 2:3, 1:0; Manchester City – Borussia Dortmund 2:1, 2:1; Real Madryt – FC Liverpool 3:1, 0:0 Chelsea Londyn – FC Porto 2:0, 0:1.

Bielsa pokonał Guardiolę bez Klicha

Piłkarze Leeds United sprawili ogromną sensację pokonując na wyjeździe lidera Premier League Manchester City 2:1. Niestety, w składzie zwycięskiego zespołu zabrakło reprezentanta Polski Mateusza Klicha, który cały mecz spędził na ławce rezerwowych. To też jest niespodzianką, bo jeszcze przed przerwą reprezentacyjną Polak był ulubieńcem argentyńskiego trenera Marcelo Bielsy i grał w każdym spotkaniu.

Manchester City prowadzi w tabeli Premier League z ogromną przewagą nad ścigającymi go zespołami Manchesteru United, Leicester City, Chelsea Londyn, West Hamu, Liverpoolu i Tottenhamu i tylko jakiś kataklizm może ekipie trenera Pepa Guardioli przeszkodzić w zdobyciu mistrzostwa Anglii. Ale Leeds United to beniaminek angielskiej ekstraklasy, którego głównym celem w tym sezonie było utrzymanie się w najwyższej klasie rozgrywkowej.
I ten cel drużyna trenera Bielsy osiągnęła, bo na siedem kolejek przed końcem rozgrywek ma 45 punktów na koncie i przewagę 19 „oczek” więcej od najwyżej sklasyfikowanym w strefie spadkowej Fulham. Ale swoim nieoczekiwanym zwycięstwem w potyczce z potężnym Manchesterem City ekipa „Pawi” dała sygnał, że w przyszłym sezonie zamierza powalczyć o wyższe cele.
Zespół Leeds objął prowadzenie w 42. minucie po trafieniu Stuarta Dallasa, ale tuż przed przerwą stracili jednego gracza, bo za brutalny faul na Gabrielu Jesusie z boiska wyleciał Liam Cooper. Po zmianie stron przewaga Manchesteru City była wręcz miażdżąca, ale piłkarze Pepa Guardioli przełamali obronę gości dopiero w 76. minucie po golu Ferrana Torresa. „The Citizens” nie poszli jednak za ciosem, za co zostali boleśnie ukarani. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry zmordowani gracze Leeds znaleźli jeszcze dość sił na desperacki kontratak, który Stuart Dallas zamienił na piękną bramkę. Sensacja stała się faktem – lider Premier League przegrał na swoim stadionie z zespołem ze środka tabeli 1:2.
Wielka szkoda, że udziału w tym sukcesie „Pawi” nie miał Mateusz Klich. Nasz reprezentacyjny pomocnik do tej pory cieszył się uznaniem Marcelo Bielsy i był jego podstawowym graczem zarówno w Championship, jak i w Premier League. Miejmy nadzieje, że trafił na ławkę rezerwowych tylko dlatego, że całe zgrupowanie kadry Polski spędził na kwarantannie, co mogło odbić się na jego formie.

Liga Mistrzów UEFA: Dominacja klubów z Anglii i Niemiec

Broniący trofeum Bayern Monachium w rewanżowym meczu pokonał u siebie Lazio Rzym 2:1 i z bilansem bramkowym w obu spotkaniach 6:2 pewnie awansował do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Oprócz bawarskiej jedenastki do tej fazy zmagań przebiły się jeszcze Paris Saint-Germain, Real Madryt, Manchester City, FC Liverpool,
Chelsea Londyn, Borussia Dortmund i FC Porto.

Losy awansu do ćwierćfinału rozstrzygnęły się w zasadzie w pierwszym spotkaniu. W Rzymie mistrzowie Niemiec wygrali 4:1 i na rewanż na własnym obiekcie mogli oczekiwać ze spokojem. Tylko kataklizm mógł ich pozbawić awansu. Do sensacji nie doszło. Gościom starczyło animuszu i determinacji tylko na pół godziny. W 32. minucie we własnym polu karnym Vedat Muriqi sfaulował Leona Goretzkę i arbiter podyktował „jedenastkę”, którą na bramkę zamienił zwykle niezawodny w tym elemencie gry Robert Lewandowski.
Od tego momentu Bayern już nie forsował tempa, a trener Hansi Flick po godzinie dał odpocząć kluczowym graczom – Boatengowi, Muellerowi, Kimmichowi, Goretzce i Lewandowskiemu (został uznany za najlepszego gracza meczu), którego w 71. minucie zmienił Eric Maxim Choupo-Moting. I to właśnie Kameruńczyk dwie minuty po wejściu na boisko strzelił drugiego gola dla Bayernu, Zespół Lazio odpowiedział w końcówce trafieniem Marco Parolo, ale rezultat dwumeczu 6:2 na korzyść obrońców trofeum nie pozostawia żadnej wątpliwości, która drużyna zasłużyła na awans do grona ośmiu najlepszych w tym sezonie klubowych drużyn Europy. Bayern do tej fazy Ligi Mistrzów doszedł już po raz 19., co jest najlepszym wynikiem w historii tych rozgrywek.
W ćwierćfinale rozgrywek nie zobaczymy zatem ani jednego włoskiego zespołu, bo los Lazio podzieliły też Juventus Turyn i Atalanta Bergamo. Mocną reprezentację w tej fazie rywalizacji ma angielska Premier League, którą reprezentują aż trzy zespoły – Manchester City, FC Liverpool i Chelsea Londyn. Dwie ekipy wprowadziła niemiecka Bundesliga (Bayern i Borussia Dortmund), a po jednej francuska Ligue 1 (Paris Saint-Germain), hiszpańska La Liga (Real Madryt) i portugalska Primera Liga (FC Porto). Losowanie par ćwierćfinałowych Ligi Mistrzów odbędzie się już w piątek, 19 marca. Cała ceremonia rozpocznie się o godz. 12:00. Co ważne, w piątek wylosowana zostanie także cala drabinka rozgrywek, aż do finału Ligi Mistrzów. Od tej fazy rozgrywek nie obowiązuje także zasady losowania, znane z 1/8 finału. Nie ma drużyn rozstawionych, nie ma znaczenia także kraj, z którego pochodzą poszczególne zespoły.
W klasyfikacji strzelców prowadzi z dorobkiem 10 goli napastnik Borussii Dortmund Erling Haaland. Za nim z sześcioma trafieniami plasują się dwaj gracze Paris Saint-Germain: Francuz Kylian Mbappe i Brazylijczyk Neymar oraz francuski napastnik Chelsea Londyn Olivier Giroud. Ta trójka snajperów ma jeszcze szansę powiększyć swój bramkowy dorobek, natomiast Hiszpan Alvaro Morata (Juventus), Marokańczyk Youssef En-Nesyri (FC Sevilla) i Anglik
Marcus Rashford (Manchester United) pozostaną już w statystykach obecnej edycji Champions League z sześcioma bramkami. Wysokiej pozycji w zestawieniu raczej jednak nie utrzymają, bo za ich plecami jest spora grupa zawodników z zespołów nadal pozostających w grze o zwycięstwo w obecnych rozgrywkach. Po pięć goli na koncie mają Robert Lewandowski (Bayern), Egipcjanin Mahomed Salah (FC Liverpool), Portugalczyk Sergio Oliveira (FC Porto) i Francuz Karim Benzema (Real Madryt), a po cztery Portugalczyk Diogo Jota (FC Liverpool) i Hiszpan Ferran Torres (Manchester City).
W klasyfikacji strzelców wszech czasów prowadzi niezmiennie Cristiano Ronaldo (134 gole) przed Leo Messim (120), a trzecią lokatę zajmuje Robert Lewandowski (73 gole). Czwarty w zestawieniu jest przebywający już na piłkarskiej emeryturze Hiszpan Raul Gonzalez Blanco (71 bramek), lecz pewnie już niedługo, bo ścigający zawzięcie Lewandowskiego Karim Benzema w rewanżowym meczu z Atalantą Bergamo strzelił 70. gola.

Wyniki 1/8 finału:
Bayern Monachium – Lazio Rzym 4:1 i 2:1;
Manchester City – Borussia M’gladbach 2:0 i 2:0; Atletico Madryt – Chelsea Londyn 0:1 i 2:0; FC Liverpool – RB Lipsk 2:0 i 2:0; Juventus Turyn – FC Porto 3:2 i 1:2; Paris Saint-Germain – FC Barcelona 4:1 i 1:1; Borussia Dortmund – FC Sevilla 3:2 i 2:2; Atalanta Bergamo – Real Madryt 0:1 i 1:3;
Awans do 1/4 finału wywalczyły:
Bayern Monachium, Paris Saint-Germain, Real Madryt, Manchester City, FC Liverpool, Chelsea Londyn, Borussia Dortmund, FC Porto.