Trzynaście drużyn z awansem do Ligi Mistrzów UEFA

Ligowe rozgrywki w Europie powoli dobiegają końca i jest w nich coraz mniej niewiadomych. Ale daleko jeszcze do skompletowania całej grupy zespołów, które dzięki zajęciu czołowych pozycji w rodzimych rozgrywkach uzyskują od razu awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. UEFA przeznaczyła dla nich aż 24 miejsca.

W nowej edycji tych najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych zachowany zostanie format rozgrywek znany nam z obecnego sezonu. Miejsca dla federacji zostaną rozdzielane na podstawie współczynnika ligowego UEFA z sezonu 2017/18. W edycji 2019/2020 Ligi Mistrzów będzie mogło wystartować 81 zespołów z 54 federacji piłkarskich należących do UEFA (poza Liechtensteinem, gdzie nie były przeprowadzane krajowe rozgrywki ligowe. Drużyny piłkarskie z tego kraju należą do szwajcarskiego systemu ligowego).

Wiadomo, że dwa miejsca w fazie grupowej Ligi Mistrzów otrzymają obrońca trofeum oraz zwycięzca obecnej edycji Ligi Europy. Z kwalifikacji awans uzyska tylko sześć zespołów – cztery w tzw. ścieżce mistrzowskiej i dwa w niemistrzowskiej. Pozostał 24 miejsca UEFA przeznacza dla drużyn wyłonionych w rozgrywkach krajowych. Cztery najsilniejsze ligi, czyli hiszpańska, angielska, włoska i niemiecka, będą mieć po czterech przedstawicieli. Liga francuska i rosyjska mają po dwa zespoły, a ligi portugalska, ukraińska, belgijska oraz turecka po jednym. W przypadku gdyby tegoroczni zwycięzcy finałów Ligi Mistrzów i Ligi Europy zajęły w rodzimych rozgrywkach miejsca gwarantujące im miejsce w fazie grupowej, ich miejsce w gronie 26 ekip zwolnionych z udziału w kwalifikacjach zajmą mistrz Austrii Red Bull Salzburg (za triumfatora Champions League) oraz trzecia drużyna ligi francuskiej (za triumfatora Ligi Europy).

Do tej pory udział w fazie grupowej zapewniło sobie 13 zespołów, a w zasadzie 14, bo Tottenham Hotspur na kolejkę przed końcem sezonu Premier League ma trzy punkty przewagi nad Arsenalem i zdecydowanie lepszą różnicę bramek (osiem), więc tylko jakiś kataklizm pozbawi „Koguty” miejsca w elicie 26 drużyn. Poza tym Tottenham wciąż pozostaje w grze w obecnej edycji Ligi Mistrzów, bo w środę gra w Amsterdamie rewanż z Ajaksem i mimo porażki u siebie w pierwszym meczu 0:1, wciąż ma przecież szanse na awans do finału, a w nim na zwycięstwo.

Pewne gry w nowej edycji Champions League są już natomiast te oto zespoły: FC Barcelona, Atletico Madryt, Real Madryt, FC Liverpool, Manchester City, Chelsea Londyn, Juventus Turyn Wojciech Szczęsny), SSC Napoli (Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński), Bayern Monachium (Robert Lewandowski), Borussia Dortmund (Łukasz Piszczek), RB Lipsk, Paris Saint-Germain oraz Zenit Petersburg.

Premiowane awansem do Ligi Mistrzów miejsca zajmują aktualnie: w Hiszpanii Getafe, we Włoszech Inter Mediolan i Atalanta Bergamo, w Niemczech Eintracht Frankfurt, we Francji OSC Lille OSC, w Rosji Lokomotiw Moskwa (Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus)), w Portugalii Benfica Lizbona, na Ukrainie Szachtar Donieck, w Belgii KRC Genk (Jakub Piotrowski) oraz w Turcji Galatasaray Stambuł.

W 28. sezonie Ligi Mistrzów UEFA mistrz Polski rozpocznie zmagania od I rundy eliminacyjnej i by wystąpić w fazie grupowej, będzie musiał pokonać aż czterech przeciwników. Ale za kilka lat, jeśli UEFA ugnie się przed żądaniami najsilniejszych klubów, straci nawet taką szansę na wejście do elity, bo jej rozgrywki mają zostać gruntownie zmienione. Na razie będzie jednak wszystko po staremu, czyli zwycięzca rozgrywek zakwalifikuje się do fazy grupowej Ligi Mistrzów w następnym sezonie oraz rozegra mecz o Superpuchar Europy ze zwycięzcą Ligi Europy UEFA, a także wystąpi jako przedstawiciel UEFA w Klubowych Mistrzostwach Świata. Mecz finałowy zostanie rozegrany 30 maja 2020 roku na Ataturk Olimpiyat w Stambule.

 

Gwiazdor z Korei Płd zachwyca Anglików

Pod nieobecność kontuzjowanego gwiazdora Tottenhamu Harry’ego Kane’a bohaterem kibiców londyńskiej drużyny po dwumeczu w Lidze Mistrzów z Manchesterem City został Koreańczyk Heung-Min Son, który zdobył trzy bramki.

Tottenham w pierwszym meczu z Manchesterem City zdobył zwycięską bramkę na 1:0, zaś w rozegranym w minioną środę rewanżu na stadionie rywali (3:4) zaliczył dwa trafienia. Dokonał tego wyczynu w ciągu trzech minut. Najpierw w 7. minucie strzelił wyrównującego gola na 1:1, a w 10. minucie wyprowadził swój zespół na prowadzenie 2:1. Ostatecznie „Koguty” przegrały na Etihad Stadium 3:4, lecz dzięki korzystniejszemu bilansowi bramkowemu awansowały do półfinału, w którym zmierzą się z Ajaksem Amsterdam.

A niewiele brakowało, by sławiony dzisiaj w londyńskich pubach reprezentant Korei Południowej zamiast walczyć o piłkarską sławę w Lidze Mistrzów, biegał dzisiaj po jakimś wojskowym poligonie w rodzinnym kraju. W Korei Południowej mężczyźni przed ukończeniem 28. roku życia muszą odbyć obowiązkową służbę wojskową, trwającą 21 miesięcy. Wymigać się od niej jest niezwykle trudno, bo władze niechętnie udzielają zwolnień. Jedną z możliwości stworzono sportowcom, warunkiem jednak jest osiągnięcie wybitnych sukcesów. Heung Min-Son spełnił ten warunek „rzutem na taśmę”, bo miał już wezwanie do wojska w ręku, gdy z reprezentacją Korei Południowej zdobywał jesienią ubiegłego roku złoty medal Igrzysk Azjatyckich. Dzięki temu zamiast powędrować w kamasze mógł wrócić do Tottenhamu, ku uciesze trenera londyńskiej drużyny Mauricio Pochettino.

Heung Min-Son jest popularny w swoim kraju, ale coraz głośniej jest o nim także w Wielkiej Brytanii. Kibice cenią Koreańczyka nie tylko za to jak gra w piłkę, ale też za jego optymistyczne podejście do życia. „Mój ojciec, który był moim pierwszym trenerem, powiedział mi kiedyś, że jeśli minę rywala i będę miał czystą pozycję, ale przeciwnik upadnie i dozna kontuzji, to powinienem się zatrzymać i sprawdzić co u niego. Bo jeśli jesteś dobrym piłkarzem, ale nie szanujesz innych, to jesteś nikim” – tak określił swoje podejście do futbolu. Jego mistrz i nauczycie, czyli ojciec, wciąż ma na Heunga wielki wpływ. Oboje jego rodzice mieszkają z nim w Londynie, w jego trzypokojowym mieszkaniu w Hampstead. „Poświęcili dla mnie wiele w życiu, a ja teraz spłacam wobec nich dług i staram się, żeby żyło im się lżej” – przekonuje. Nietypowy z niego gwiazdor, to fakt.

 

Wyścig polskich snajperów

W klasyfikacji „Złotego Buta” Leo Messi jest już poza zasięgiem konkurentów, w tym Roberta Lewandowskiego, Krzysztofa Piątka i Arkadiusza Milika. W tej sytuacji pozostaje im rywalizacja o miano najskuteczniejszego polskiego napastnika.

Lewandowski w miniony weekend strzelił 19. gola w obecnym sezonie i w klasyfikacji „Złotego Buta” dogonił Krzysztofa Piątka. Obaj polscy snajperzy zajmują w zestawieniu czwarte miejsce z takim samym dorobkiem 19 trafień i 38 punktów (w pięciu najsilniejszych ligach europejskich w klasyfikacji Złotego Buta przyznaje się dwa punkty za każdą zdobytą bramkę). Oprócz nich tyle samo goli i punktów mają na koncie jeszcze Cristiano Ronaldo (Juventus Turyn), Duvan Zapata (Atalanta Bergamo) i Sergio Aguero (Manchester City).

Na czele zestawienia znajduje się Leo Messi (FC Barcelona), który w ostatniej ligowej kolejce w derbowym meczu z Espanyolem strzelił dwa gole i powiększył swój dorobek w tym sezonie do 31 trafień i 62 punktów. Jedynym graczem, który dotrzymuje jeszcze kroku genialnemu Argentyńczykowi, jest wschodząca gwiazda światowego futbolu Francuz Kylian Mbappe, który w tym sezonie zdobył w barwach Paris Saint-Germain 27 bramek (w miniony weekend zapewnił paryskiej jedenastce zwycięstwo 1:0 w spotkaniu Tuluzą), co daje mu 54 pkt w klasyfikacji „Złotego Buta”. Trzeci w zestawieniu Włoch Fabio Quagliarella z Sampdorii Genua ma na koncie 21 goli i 42 pkt, a zatem bliżej mu do grupy pościgowej z Lewandowskim i Milikiem w składzie, niż do dwójki liderów.

Jeszcze do niedawna można było sądzić, że najskuteczniejszy od lat wśród polskich piłkarzy grających w ligach zagranicznych Lewandowski w końcu zostanie zdetronizowany przez Krzysztofa Piątka, który w barwach Genoi i AC Milan w tym sezonie nazbierał 19 goli. Ale „Lewy” nadrobił w ostatnich tygodniach stratę do Piątka i w miniony weekend zdobywając w meczu w Freiburgiem 19. gola w obecnych rozgrywkach zrównał się z napastnikiem AC Milan pod względem liczby trafień. Obaj zatem przewodzą w wewnętrznej, polskiej rywalizacji o tytuł najskuteczniejszego napastnika, ale mają za plecami silną konkurencję. Tylko jedno trafienie mniej na koncie ma szalejący w tym sezonie w duńskiej ekstraklasie Kamil Wilczek. Na wysokie miejsce w klasyfikacji „Złotego Buta” ten piłkarz nie ma szans, bo duńska liga ma niższy współczynnik od włoskiej i niemieckiej, dlatego w punktacji jest niżej od Arkadiusza Milika, który w wygranym przez jego SSC Napoli 4:1 na wyjeździe niedzielnym meczu z AS Roma zdobył 16. bramkę w tym sezonie. Poza tym, że była wyjątkowej urody, była też najszybciej strzelonym golem przez Milika w lidze włoskiej.

Piąty na liście najskuteczniejszych polskich piłkarzy za granicą jest grający w chorwackim NK Gorica Łukasz Zwoliński, który zdobył dotąd 10 bramek. Ale nie ulega wątpliwości, że rywalizacja o tytuł najskuteczniejszego rozegra się między tercetem Lewandowski – Piątek – Milik. Faworytem jest „Lewy”, ale w tym roku najbardziej regularnie z nich trafia… Milik.

 

Messi na czele wyścigu snajperów

W rywalizacji o „Złotego Buta” prowadzi zdecydowanie as Barcelony Leo Messi. W czołowej „30” zestawienia znajduje się trzech polskich piłkarzy – najwyżej obecnie jest Krzysztof Piątek (14 goli(, a pod koniec stawki ex aequo Robert Lewandowski i Arkadiusz Milik (obaj maja po 12 trafień).

Niekwestionowanym liderem klasyfikacji „Złotego Buta, nagrody dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich, jest obecnie argentyński gwiazdor Barcelony. Messi w tym sezonie strzelił w hiszpańskiej lidze już 21 goli. Przypomnijmy, że w tej klasyfikacji o miejscu w stawce nie decyduje tylko liczba zdobytych bramek, lecz punkty uzyskiwane według mnożnika wynikającego z miejsca krajowej ligi w rankingu EUFA. Najwyższy mnożnik, razy 2, ma pięć lig – Hiszpańska, angielska, niemiecka, włoska i francuska. Messi zatem za 21 goli dostaje 42 punkty.
Najwięcej bramek w klasyfikacji mają zawodnicy występujący w słabszych ligach, ale ze względu na niski współczynnik (1) zajmują dalsze lokaty. Najlepszy z nich jest obecnie ósmy w zestawieniu Brazylijczyk Liliu, zawodnik estońskiego Nomme Kalju (31 goli). Tylko jedno trafienie mniej mają na koncie Gruzin Zakaria Beglarszwili z estońskiego klubu Flora Tallinn i Brazylijczyk Paulinho ze szwedzkiego BK Hacken, zaś 29 goli strzelił dla FC Dundalk Irlandczyk Patrick Hoban.
Top 25 klasyfikacji Złotego Buta
1. Leo Messi (Barcelona) – 21 goli, 42 pkt;
2. Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain) – 18 goli, 36 pkt;
3. Cristiano Ronaldo (Juventus Turyn) – 17 goli, 34 pkt;
4. Edinson Cavani (Paris Saint-Germain) – 16 goli, 32 pkt;
5. Fabio Quagliarella (Sampdoria Genua) – 16 goli, 32 pkt;
– Nicolas Pepe (Lille) – 16 goli, 32 pkt;
– Mohamed Salah (FC Liverpool) – 16 goli, 32 pkt;
8. Liliu (Nomme Kalju, Estonia) – 31 goli (współczynnik 1), 31 pkt;
9. Mbaye Diagne (Kasimpasa, Turcja) – 20 goli (współczynnik 1,5), 30 pkt;
10. Zakaria Beglarishvili (Flora Tallinn, Estonia) – 30 goli (współczynnik 1), 30 pkt;
– Paulinho (BK Hacken, Szwecja) – 20 goli (współczynnik 1,.5), 30 pkt;
– Luis Suarez (Barcelona) – 15 goli, 30 pkt;
– Duvan Zapata (Atalanta Bergamo) – 15 goli, 30 punktów;
14. Pierre-Emerick Aubameyang (Arsenal Londyn) – 15 goli, 30 pkt;
15. Patrick Hoban (Dundalk FC) – 29 goli (współczynnik 1) – 29 pkt;
16. Luka Jovic (Eintracht Frankfurt) – 14 goli, 28 pkt;
– Krzysztof Piątek (Milan) – 14 goli, 28 pkt;
– Sergio Aguero (Manchester City) – 14 goli, 28 pkt;
– Harry Kane (Tottenham Hotspur) – 14 goli, 28 pkt;
20. Nikolay Komlichenko (FK Mlada Boleslav) – 18 goli (współczynnik 1,5), 27 pkt;
– Robert Skov (FC Kopenhaga) – 18 goli, współczynnik 1,5), 27 pkt;
– Luuk de Jong (PSV Eindhoven) – 18 goli (współczynnik 1,5), 27 pkt;
– Roman Debelko (FCI Levadia) – 27 goli (współczynnik 1), 27 pkt;
Linus Hallenius (GIF Sundsvall, Szwecja) – 18 goli (współczynnik 1,5), 27 pkt;
25. Neymar (Paris Saint-Germain) – 13 goli, 26 pkt;
26. Robert Lewandowski (Bayern) – 12 goli, 24 pkt
– Arkadiusz Milik (SSC Napoli) – 12 goli, 24 pkt.

 

Podzieli zyski z rosyjskiego mundialu

Na mundialu w Rosji wystąpili piłkarze występujący na co dzień w 416 klubach. FIFA zapłaci za ich udział w światowym czempionacie w sumie 209 mln dolarów.

 

Z polskich klubów najwięcej, z tej puli, bo ponad pół miliona dolarów (dokładnie 550 435), dostanie Legia Warszawa. O ponad połowę mniej otrzymają Górnik Zabrze i Lechia Gdańsk (po 254 700 dolarów), z kolei Lech Poznań dostanie 169 800 dolarów, a Jagiellonia Białystok 84 900 dolarów. Nie są to oszałamiające kwoty, ale w budżetach polskich klubów rzecz jasna każdy grosz się liczy.

Najwięcej z tego „worka” wyciągnęła rzecz jasna te kluby, które oddelegowały na mundial największą liczbę zawodników. Czołową dziesiątkę w zestawieniu tworzą: Manchester City, Real Madryt, Tottenham Hotspur, FC Barcelona, Paris Saint-Germain, Chelsea, Manchester United, Atletico Madryt, Juventus i AS Monaco. Rekordzista pod tym względem, Manchester City, otrzyma z tego tytułu rekompensatę w wysokości 5 003 440 dolarów, drugi w zestawieniu Real Madryt 4 813 830, a trzeci Tottenham 4 385 792.

Program podziału zysków pomiędzy FIFA a klubami (Club Benefits Programme) został po raz pierwszy uruchomiony w 2010 roku przed mundialem w RPA.

 

UEFA nie chce Superligi

Prezydent UEFA Aleksander Ceferin w publicznych wypowiedziach stanowczo sprzeciwia się pomysłowi utworzenia przez najbogatsze europejskie kluby elitarnej Superligi, alternatywy dla Ligi Mistrzów.

 

Plany stworzenia nowych rozgrywek z udziałem 16 najbogatszych europejskich klubów ujawnił portal „Football Leaks”. Okazało się, że pomysł zrodził się podczas tajnego spotkania przedstawicieli siedmiu największych klubów naszego kontynentu – Arsenalu Londyn, Barcelony, Bayernu Monachium, Juventusu Turyn, Manchesteru United, Milanu i Realu Madryt. Akces do grupy założycielskiej Superligi zgłosiły ponadto Chelsea Londyn, FC Liverpool, Manchester City i Paris Saint-Germain. Te jedenaście klubów w założeniu miałoby zagwarantowany udział w rozgrywkach przez dwadzieścia pierwszych sezonów, a stawkę uczestników w pierwszych edycjach uzupełniałyby drużyny Atletico Madryt, Borussii Dortmund, Interu Mediolan, Olympique Marsylia i AS Roma.

Narada odbyła się za plecami UEFA, co rzecz jasna od razu wywołało podejrzenia, że bogate kluby chcą zrealizować swój projekt kosztem Ligi Mistrzów. Nic dziwnego, że pomysł Superligi nie spodobał się w piłkarskim środowisku i jest mocno krytykowany. Wyraz niezadowoleniu dał między innymi prezydent europejskiej federacji Aleksander Ceferin.
„Realizacja tej idei zniszczy futbol. W zamkniętym systemie rozgrywek nie ma miejsca na solidarności i nie będzie mechanizmów stymulujących rozwój futbolu. Na dłuższym dystansie wszyscy przegrają, także kluby deklarujące chęć przystąpienia do Superligi. Dlatego zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby ona nie została powołana do życia” – zapewnił słoweński działacz w wypowiedzi udzielonej tygodnikowi „Kicker”.

 

Atak na Gianniego Infantino

Prezydent FIFA Gianni Infantino musi się tłumaczyć po publikacji w dzienniku „Der Spiegel”. Niemiecka gazeta zarzuciła mu, że jeszcze jako działacz UEFA pomagał Manchesterowi City i PSG w obchodzeniu reguł Finansowego Fair Play.

 

Właścicielami Manchesteru City są szejkowie ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, natomiast Paris Saint-Germain należy do równie bogatych szejków z Kataru. I jedni i drudzy wpompowali w te kluby setki milionów euro. Infantino jako szef FIFA wielokrotnie publicznie groził surowymi sankcjami dla klubów, Finansowego Fair Play nie przestrzegają. Tm bardziej zaskakują rewelacje „Der Spiegela”, za sam pomagał wspomnianym klubom w obchodzeniu zasad. Reakcja FIFA i samego Infantino na doniesienia niemieckich mediów była znamienna. W oświadczeniu stwierdzono, że publikacje maja za cel postawienie FIFA w złym świetle i podważenie wiarygodności nowego kierownictwa federacji, a w szczególności jej prezydenta.

 

Walka w Lidze Mistrzów rozpoczęta

Liga Mistrzów rozpoczęła rozgrywki sezonu 2018-2019. Tytułu broni Real Madryt, który mimo odejścia Cristiano Ronaldo zamierza wygrać rywalizację w europejskiej elicie klubowej po raz czwarty z rzędu. W tym sezonie nie będzie to jednak łatwe zadanie.

 

Real Madryt ma już na koncie serię pięciu kolejnych triumfów w tych rozgrywkach – w latach 1956-60 „Królewscy” zwyciężyli w pierwszych pięciu edycjach. Teraz są bliscy powtórzenia tego wyczynu, chociaż po odejściu Cristiano Ronaldo mało kto daje im szanse na wygranie Ligi Mistrzów po raz piąty z rzędu. Zwłaszcza że klub opuścił także trener Zinedine Zidane, pod wodzą którego „Galaktyczni” byli najlepsi w trzech ostatnich edycjach. Ale i tak dokonania Realu budzą podziw. Żaden inny klub nie dorównuje mu w liczbie trofeów. Po trzy triumfy z rzędu mają jeszcze tylko Ajax Amsterdam i Bayern Monachium. W sumie „Królewscy” wygrywali te elitarne rozgrywki aż 13 razy. W tym sezonie Ligi Mistrzów „Królewscy”, już prowadzeni przez nowego trenera, Julena Lopeteguiego, trafili do grupy G z AS Roma, CSKA Moskwa i Viktorią Pilzno.

Który zespół może przerwać dominację potentata z Madrytu? Od 2014 roku tylko hiszpańskie kluby wygrywały Ligę Mistrzów, więc do grona pretendentów trzeba w pierwszej kolejności zaliczyć Barcelonę i lokalnego rywala „Królewskich, Atletico. Na pewno zdolne do przełamania hiszpańskiej dominacji są angielskie kluby, z finalistą poprzednich rozgrywek Liverpoolem i Manchesterem City Pepa Guardioli na czele. Taki cel arabscy szejkowie stawiaj też przed naszpikowaną gwiazdami ekipą Paris Saint-Germain, z Cristiano Ronaldo w składzie w rywalizacji o z pewności będzie się liczył także Juventus Turyn. Niewykluczone, że do gry o najwyższe laury włączy się też Bayern Monachium, który pod wodza nowego trenera Niko Kovaca jeszcze w tym sezonie nie przegra meczu.

Piłkarze w Lidze Mistrzów będą walczyć nie tylko o sławę, ale też o duże pieniądze. Triumfator tej edycji Champions League może zarobić nawet 82,5 mln euro, jeśli wygra wszystkie mecze fazy grupowej. To znacznie większa suma w porównaniu do poprzedniego sezonu, gdy za tę sam boiskową pracę UEFA płaciła 57,5 mln euro. W rozpoczętej we wtorek 18 września fazie grupowej Ligi Mistrzów można zarobić nawet 31,5 mln euro, ale trzeba wygra wszystkie sześć meczów. Premia za awans do 1/8 finału wynosi 9,5 mln euro, za ćwierćfinał 10,5 mln, za półfinał 12 mln euro. Przegrany w finale otrzyma 15 mln euro, a zwycięzca 19 mln euro.

W tym sezonie nastąpiła zmiana nadawcy Ligi Mistrzów w Polsce. Przez trzy lata wszystkie mecze będzie pokazywać Polsat w kanałach kodowanych, w środy jeden mecz (o 21.00) pokaże TVP. W pierwszej kolejce polscy kibice będa mogli obejrzeć spotkanie Realu Madryt z AS Roma.

 

Za Piotra Zielińskiego chcą już 100 mln euro

Włoskie media podają, że SSC Napoli jest gotowe podnieść gażę Piotrowi Zielińskiemu, ale w zamian chce zwiększyć kwotę odstępnego do 100 mln euro.

 

Zieliński jest ponoć skłonny przyjąć ofertę Napoli, gwarantującą mu podwyżkę zarobków z 1,1 mln euro do 2,5 mln euro. Jak podają włoskie media, reprezentant Polski nową umowę ma podpisać zaraz po powrocie ze zgrupowania kadry narodowej. Klub z Neapolu jest w tej sprawie mocno zdeterminowany, bo utalentowanym 24-letnim pomocnikiem interesują się już takie europejskie potęgi, jak Real Madryt, Manchester City, FC Liverpool i Chelsea Londyn.

Dlatego działacze Napoli naciskają w negocjacjach z menedżerem polskiego piłkarza, żeby zgodził sie na usunięcie z kontraktu tzw. klauzuli odstępnego. Ponieważ spotkali się ze stanowcza odmową, w zamiana na podwyżkę uposażenia wymogli także podwyżkę kwoty odstępnego, ponoć chcą ją ustalić na poziomie 100 mln euro.

Nowy kontrakt ma obowiązywać przez pięć lat, co oznacza, że jeśli któryś z wymienionych wcześniej potentatów zdecyduje się Zielińskiego wykupić, uczyni go najdroższym polskim piłkarzem w historii. Napoli na takim transferze sporo zarobi, bo za Polaka w 2016 roku zapłaciło Udinese 20 mln euro.

 

Liga Mistrzów UEFA: Elita coraz bardziej elitarna

W środę 29 sierpnia zakończyły się kwalifikacje do Ligi Mistrzów. W obecnej edycji tych rozgrywek po cztery drużyny mają Anglicy, Niemcy, Hiszpanie i Włosi, trzy Francuzi, po dwie Rosjanie, Holendrzy i Portugalczycy, a po jednej Grecy, Serbowie, Turcy, Belgowie, Czesi, Szwajcarzy i Ukraińcy. My musimy zadowolić się jedynie obecnością w ich zespołach ośmiu polskich piłkarzy.

 

Przed sezonem doszło do niewielkiej reorganizacji rozgrywek, a zmiany dotknęły przede wszystkim drużyny kwalifikujące się do Ligi Mistrzów. Zaledwie sześć spośród wszystkich drużyn biorących udział w eliminacjach awansowało do fazy grupowej, podczas gdy aż 25 ekip miało zapewniony udział na podstawie wyników osiągniętych w rozgrywkach krajowych, a jedno miejsce otrzymał triumfator poprzedniej edycji Ligi Europy (Atletico Madryt).

 

Liga dla najbogatszych

Udział w fazie grupowej, bez konieczności przechodzenia przez eliminacje, miały po cztery najlepsze drużyny z lig hiszpańskiej, niemieckiej, angielskiej i włoskiej. Francuzi i Rosjanie mieli zagwarantowane po dwa miejsca w fazie grupowej i jedno w III rundzie eliminacji, z kolei kolejni w rankingu UEFA Portugalczycy, Belgowie i Ukraińcy dostali jedno miejsce w fazie grupowej i jedno w III rundzie kwalifikacji. Pewne miejsce w fazie grupowej miała też czeska Viktoria Pilzno.

We wtorek występ w fazie grupowej zapewniły sobie: AEK Ateny (Grecja), Young Boys Berno (Szwajcaria) oraz Ajax Amsterdam (Holandia), w środę tej sztuki dokonały PSV Eindhoven (Holandia), Benfica Lizbona (Portugalia) oraz Crvena Zvezda Belgrad (Serbia). O prawo występu w LM walczył także mistrz Polski Legia Warszawa, ale już w drugiej rundzie kwalifikacji znalazł się za burtą. Wojskowi najpierw pokonali irlandzkie Cork City FC (1:0 i 3:0), ale w kolejnym dwumeczu zostali wyeliminowani przez Słowaków ze Spartaka Trnawa (0:2 i 1:0). Ci z kolei odpadli w kolejnej rundzie ze Crveną Zvezdą Belgrad (1:1 i 1:2), która w ostatnie batalii zapewniła sobie awans kosztem Red Bull Salzburg (0:0 i 2:2).

Obrońcą tytułu jest Real Madryt, który w maju na Stadionie Olimpijskim w Kijowie pokonał FC Liverpool. Był to trzeci z rzędu triumf „Królewskich” w tych elitarnych rozgrywkach. W obecnej edycji piłkarzom Realu będzie trudno podtrzymać serię zwycięstw, bo z klubu latem odeszli trener Zinedine Zidane i najlepszy zawodnik Cristiano Ronaldo. Portugalczyk przeniósł się do Juventusu Turyn, z którym Real wygrał w finale Ligi Mistrzów dwa lata temu 4:1.

Zmianie ulegną godziny rozgrywania meczów. Dotychczas wszystkie spotkania LM rozpoczynały się o godzinie 20.45, teraz będą odbywać się w dwóch porach – o godzinie 19:00 oraz 21:00. Pierwsza kolejka fazy grupowej odbędzie się w dniach 18-19 września, a ostatnia 11-12 grudnia. Finał zaplanowano na 1 czerwca 2019 roku na stadionie Wanda Metropolitano w Madrycie, gdzie na co dzień rozgrywa swoje mecze Atletico.

 

El Dorado nie dla polskich drużyn

W nowej odsłonie zmagań w Lidze Mistrzów polski futbol będzie reprezentować ośmiu piłkarzy: Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn), Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus (obaj Lokomotiw Moskwa), Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund), Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński (obaj SSC Napoli) oraz Kamil Glik (AS Monaco). Awans we wtorek mogli wywalczyć jeszcze Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb) i Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów), ale ich zespoły nie sprostały swoim przeciwnikom w ostatniej rundzie eliminacji.

Klęska polskich zespołów w tegorocznych kwalifikacjach europejskich pucharów jeszcze bardziej pogłębi finansową przepaść dzielącą polskie kluby od europejskiej elity. Ten blamaż nie ułatwi spółce Ekstraklasa SA negocjacji nowej umowy dotyczącej sprzedaży praw telewizyjnych, zwłaszcza że na europejskim rynku zaczęła się właśnie recesja w tym segmencie rynku. Kluby piłkarskie, także polskie, żyły dotąd w błogim przeświadczeniu, że ceny transmisji będą rosnąć o co najmniej 40-50 procent w każdym kolejnym cyklu. Tymczasem w Europie daje się zauważyć spadek progresji dochodów z tego tytułu. Pierwsze symptomy tego zjawiska już widać. W tym sezonie kluby z Anglii w letnim oknie transferowym wydały o 200 mln funtów mniej niż rok wcześniej. Ograniczenia wydatków na transfery i pensje dla zawodników po cichu zaczynają wprowadzać też kluby w Niemczech i Hiszpanii.
Zdaniem ekspertów spadek dochodów z tytułu sprzedaży praw telewizyjnych oraz sponsoringu doprowadzi w ciągu kilku najbliższych lat do powstania już naprawdę elitarnej superligi piłkarskiej, do której zaproszenie dostaną wyłącznie najbogatsze i najbardziej nośne medialnie kluby. W tej lidze nie będzie kwalifikacji i nie będzie spadków, a zarobki zawodników będą regulowane systemowo. Polskiej drużyny w tym towarszystwie na pewno nie będzie.

 

Uczestnicy LM 2018-2019:

Manchester City, Tottenham Hotspur, Manchester United, FC Liverpool (Anglia), Real Madryt, Atletico Madryt, Valencia CF, FC Barcelona (Hiszpania), Bayern Monachium, Borussia Dortmund, Schalke 04 Gelsenkirchen, TSG Hoffenheim (Niemcy), Juventus Turyn, SSC Napoli, AS Roma, Inter Mediolan (Włochy), Paris Saint-Germain, AS Monaco, Olympique Lyon (Francja), Benfica Lizbona, FC Porto (Portugalia), PSV Eindhoven, Ajax Amsterdam (Holandia), Lokomotiw Moskwa, CSKA Moskwa (Rosja), Viktoria Pilzno (Czechy), Club Brugge (Belgia), Szachtar Donieck (Ukraina), Galatasaray Stambuł (Turcja), Young Boys Berno (Szwajcaria), AEK Ateny (Grecja), Crvena Zvezda Belgrad (Serbia).

 

Wyniki IV rundy eliminacji:

AEK Ateny – Vidi FC 2:1 i 1:1; Dinamo Zagrzeb – Young Boys Berno 1:1 i 1:2; Dynamo Kijów – Ajax Amsterdam 1:3 i 0:0; AEK Ateny – Benfica Lizbona 1:1 i 1:4; PSV Einhoven – BATE Borisow 3:2 i 3:0, RB Salzburg – Crvena Zvezda Belgrad 0:0 i 2:2.