Żuk zaszalał w ATP Cup

Nasi tenisiści zakończyli swój udział w pierwszej edycji ATP Cup w fazie grupowej, ale swojego występu nie muszą się wstydzić. Przegrali po 1:2 z Argentyną i Chorwacją, lecz w ostatnim spotkaniu pokonali 2:1 Austrię. Rewelacyjnie spisał się niepokonany w trzech meczach Hubert Hurkacz, ale największą sensację sprawił 21-letni Kacper Żuk.

Jeszcze kilka tygodni temu nawet wytrawni kibice tenisa niewiele wiedzieli o Kacprze Żuku, poza tym, że pochodzi z Nowego Dworu Mazowieckiego, ma 20 lat i w rankingu ATP plasuje się pod koniec czwartej setki. On sam też nie był pewny swoich szans w zawodowym tenisie, bo poważnie rozważał czy nie lepiej dla niego będzie podjąć studia w Stanach Zjednoczonych. Nad ofertą Marcina Matkowskiego, który zaproponował mu miejsce w reprezentacji Polski na turniej ATP, jednak się nie zastanawiał, tylko przyjął ją w ciemno. I tak trafił do jednej drużyny z najlepszymi obecnie polskimi tenisistami – Łukaszem Kubotem, Hubertem Hurkaczem i Kamilem Majchrzakiem. Wraz z nim w roli rezerwowego znalazł się też kończący właśnie wiek juniora Wojciech Marek. „Zakwalifikowanie się do kadry Polski uważam za swój ogromy sukces, ale jestem realistą. Na jeden mecz w ATP Cup składają się dwa spotkania w grze pojedynczej i jedno w grze podwójnej. W singlu zagrają na pewno Hubert i Kamil, a w deblu Łukasz z Hubertem, bo jak wiadomo obaj szykują się do wspólnego występu na igrzyskach w Tokio. Mam więc niewielką szansę na występ, ale nawet jeśli nie zagram, to będę mógł spędzić potrenować z najlepszymi polskimi zawodnikami i przyjrzeć się jak grają tacy legendarni gracze, jak Novak Djoković i Rafael Nadal. Te dwa tygodnie to będzie dla mnie ogromne przeżycie” – mówił przed wyjazdem do Australii Kacper.

Powołania do narodowej drużyny Żuk otrzymał w listopadzie ub. roku, gdy był trzecią rakietą w Polsce w singlu, ale po ATP Cup przymierzał się do wyjazdu do USA na studia. „Mam stamtąd oferty i mógłbym łączyć studia z grą w zespole uniwersyteckim. Nie ma co ściemniać, młody tenisista z Polski musi mieć w życiu plan B i zadbać o swoje wykształcenie, jeśli ma trudności z przebiciem się do światowej czołówki” – tłumaczy swoje motywacje Żuk. I dodaje: „W Stanach dostałbym opiekę trenerską i miałbym świetne warunki do treningu, ale nie miałbym gwarancji rozgrywania turniejów przez cały rok. To byłoby pięć albo sześć turniejów w trakcie roku akademickiego i potem kilka turniejów latem. Bardzo trudno jest w takim przypadku poprawiać swoją lokatę w światowym ranking”.

Tenisista Legii Warszawa nie pojawił się w polskiej kadrze bez powodu. To jeden z najbardziej utalentowanych zawodników młodego pokolenia. Jako junior dotarł m. in. do półfinału Australian Open w deblu (w 2017, w parze z Alexeiem Popyrinem). Najwyżej sklasyfikowany w juniorskim rankingu ITF był na 21. pozycji (7 marca 2016). W kategoriach młodzieżowych regularnie zdobywał tytuły mistrza kraju, a w grudniu ubiegłego roku zdobył w Bytomiu mistrzostwo Polski seniorów w hali. Na arenie międzynarodowej też notował, skromne bo skromne, ale jednak jakieś pierwsze sukcesy – w 2019 roku zwyciężył w trzech turniejach singlowych rangi ITF i trzech deblowych w parze z Janem Zielińskim. W rankingu ATP wspiął się w listopadzie na 446. pozycję w singlu i na 365. w grze podwójnej. Dzięki temu zarobił 22 086 tys. dolarów, a także zasłużył na wsparcie grupy LOTOS, sponsora Polskiego Związku Tenisowego oraz zacieśnił współpracę z agencją sportową WSG, która do niedawna pilotował też karierę Igi Świątek. Nie ulega jednak kwestii, że Kacepr Żuk wciąż jest na takim etapie tenisowej kariery, na którym zawodnik więcej wydaje niż zarabia.

Pierwszy mecz biało-czerwonych w ATP Cup, z Argentyną, Żuk w całości obejrzał z trybun, bo zgodnie z jego przewidywaniami w singlu zagrali Hurkacz z Majchrzakiem, a w deblu Kubot z Hurkaczem. Sytuacja zmieniła się przed potyczką z Chorwacją, bowiem Majchrzakowi przytrafiła się lekka kontuzja i nie chcąc ryzykować jej pogłębienia w przededniu startu w wielkoszlemowym Australian Open, zrezygnował z gry. Szef i trener polskiej ekipy Marcin Matkowski postanowił wtedy, że w miejsce Majchrzaka wystąpi właśnie Żuk.

Jeśli był to skok na głęboka wodę, do na bardzo głęboką, bo po drugiej stronie kortu naprzeciwko Żuka stanął triumfator US Open z 2014 roku Marin Cilić, obecnie sklasyfikowany co prawda na 38. miejscu w rankingu ATP, ale to wciąż o ponad 400 miejsc wyżej od młodszego o ponad dekadę Polaka. Chorwacki gwiazdor musiał być nielicho zaskoczony napotykając ze strony kompletnie mu nieznanego rywala zacięty opór. Ostatecznie wygrał 7:6(8), 6:4, ale musiał się nieźle napocić.
Po takim meczu Matkowski nie miał już żadnych obaw, żeby wystawić Żuka do gry także w spotkaniu z Austrią. W starciu z zajmującym obecnie 105. miejsce w rankingu Dennisem Novakiem Kacper zagrał wybornie i wygrał 5:7, 7:6(3), 6:3, zapewniając zwycięstwo polskiej drużynie. Jeśli umie już tak dużo, to powinien już w tym roku dołączyć do Hurkacza i Majchrzaka w Top 100 światowej listy. Trzymajmy za niego kciuki.

 

W ATP Finals wygrywał tylko Hurkacz

Nie powiodło się naszym tenisistom w pierwszej edycji drużynowego turnieju ATP Cup. Biało-czerwoni przegrali po 1:2 z Argentyną oraz Chorwacją i już przed ostatnim spotkaniem w grupie, z Austrią, stracili szanse na awans.

Do gry w rozgrywanym po raz pierwszy ATP Cup nasza reprezentacja zakwalifikowała się dzięki wysokiej pozycji rankingowej Huberta Hurkacza. Wrocławianina nie mogło zatem zabraknąć w polskiej ekipie. Oprócz niego znaleźli się w niej jeszcze Kamil Majchrzak, Kacper Żuk oraz deblista Łukasz Kubot, zaś w roli szefa i trenera wystąpił świeżo upieczony tenisowy emeryt Marcin Matkowski.

W starciach z Argentyną i Chorwacją oba punkty dla Polski wywalczył sklasyfikowany przed turniejem na 37. pozycji w światowym rankingu Hurkacz. W pierwszym meczu pokonał wyżej od niego notowanego Diego Schwartzmana (ATP 14) 4:6, 6:2, 6:3, natomiast w drugim rozbił niewiele ponad godzinę 28. na światowej liście Bornę Coricia 6:2, 6:2. W obu tych pojedynkach najlepszy obecnie polski tenisista zademonstrował wysoka formę, ale popis gry dał zwłaszcza w starciu z Chorwatem.
Wrocławianin sam przyznał, że był to jeden z jego najlepszych występów w karierze. Warto odnotować, że z Coriciem Hurkacz zmierzył się dopiero po raz drugi w karierze. W ich pierwszym starciu, w maju zeszłego roku w Monte Carlo, Chorwat wygrał 6:4 5:7 7:5 po niemal trzech godzinach gry. A trzeba wiedzieć, że w ATP Cup Corić wcześniej ograł Austriaka Dominica Thiema, czwartą obecnie rakietę na świecie.

Niestety, zwycięstwa Hurkacza niewiele naszej reprezentacji dały, bo w spotkaniu z Argentyną pojedynek z Guido Pellą Majchrzak przegrał 2:6, 6:2, 2:6, a w starciu z Chorwacją zastępujący go 20-letni Kacper Żuk (ATP 448) przegrał 6:7(8), 4:6 z Marinem Ciliciem, zaś w obu meczach debel Hurkacz – Łukasz Kubot okazał się gorszy od rywali – uległ Argentyńczykom Maximo Gonzalezowi i Andresowi Molteniemu 2:6, 4:6 oraz Chorwatom Ivanowi Dodigowi i Nikoli Mekticiowi 2:6, 1:6. Dwie porażki przekreśliły szanse biało-czerwonych na wyjście z grupy i rozegrany we worek w nocy mecz z Austrią nie miał już w tej kwestii żadnego znaczenia.

Wyniki miały jednak znaczenie dla naszych zawodników, bo za udział w ATP Cup przyznawane są cenne punkty rankingowe. Dzięki dwóm wygranym pojedynkom w Australii Hurkacz zdobył o 115 punktów więcej niż przed rokiem, kiedy to triumfował w turnieju rangi challenger w Canberze, ale odpadł w I rundzie turniejów w Pune i Melbourne. Dzięki świetnej postawie w Sydney wrocławianin ma jeszcze szansę na zajęcie miejsce w rankingu dające rozstawienie w wielkoszlemowym Australian Open 2020.
Dzięki punktom wywalczonym w ATP Cup do Top 100 światowej listy wrócił Majchrzak, a Żuk, który stoczył z Ciliciem zaskakująco zacięty bój, zaliczy awans do trzeciej setki rankingu ATP.

 

Ateńska wiktoria

Polscy tenisiści triumfowali w rozegranym na na kortach ziemnych w Atenach turnieju Grupy III Strefy Euro-Afrykańskiej Pucharu Davisa. W decydującym meczu biało-czerwoni pokonali Estonię.

Do kadry Polski na turniej w Atenach kapitan związkowy Radosław Szymanik powołał Huberta Hurkacza i Kamila Majchrzaka oraz deblistów Łukasza Kubota i Marcin Matkowskiego, dla którego był to pożegnalny występ na zakończenie kariery. W fazie grupowej biało-czerwoni odnieśli pokonali Grecją 2:1 (jedyną porażkę w tym turnieju poniósł Hurkacz, ulegając 7. rakiecie w rankingu ATP Stefanosowi Tsitsipasowi) oraz po 3:0 Monako i Luksemburg 3:0. W sobotę biało-czerwoni zagrali o pierwsze miejsce w imprezie z najlepszym zespołem z drugiej grupy, Estonią. W pojedynku drugich rakiet niepokonany w tym turnieju Majchrzak wygrał z Kennethem Raismą 6:0, 6:2, zaś w starciu „jedynek” Hurkacz pokonał sklasyfikowanego na 886. miejscu Kristjana Tamma 6:1, 7:5 i przesądził o zwycięstwie. W tej sytuacji meczu deblowego już nie rozgrywano, czego pewnie żałował najbardziej Matkowski, bo byłby to jego ostatni występ w bogatej karierze.

Polacy rok temu wygrali z Rumunią 3:2 spotkanie 3. rundy Grupy II Strefy Euro-Afrykańskiej i zapewnili sobie przepustkę na wyższy poziom. Później jednak nastąpiła reforma rozgrywek. Elita zagra w listopadzie w Madrycie, a pozostałe drużyny podzielono na grupy wedle aktualnego rankingu. A że Polacy są w nim za karę na odległym miejscu (odjęto im 2000 punktów za nieprzepisową nawierzchnię w meczu z Argentyną w 2016 roku), to musieli grać w Grupie III. Ale po wygranej w Atenach biało-czerwoni awansowali do baraży, które zaplanowano na marzec przyszłego roku. Ich stawką będzie miejsce w nowo powstałej Grupie Światowej II.

 

Zacięta potyczka Polaków w Pucharze Davisa

W miniony weekend w Kluż-Napoce Polska zmierzyła się z Rumunią w III rundzie Grupy II Strefy Euroafrykańskiej Pucharu Davisa.

 

Mecz miał dużą stawkę, bowiem zwycięzcy w przyszłym roku po reformie rozgrywek dostaną szansę powalczenia o awans do grupy światowej Pucharu Davisa. Trener naszej ekipy Radosław Szymanik wystawił przeciwko Rumunii do gier pojedynczych Huberta Hurkacza i Kamila Majchrzaka, a w deblu Łukasza Kubota i Marcina Matkowskiego.

Na otwarcie Majchrzak przegrał z pierwszą rakietą w ekipie gospodarzy Mariusem Copilem 2:6, 4:6 i była to porażka zakładana z góry, bo chociaż w ostatnim czasie 27-letni rumuński tenisista zmagał się z kontuzją, to w rankingu ATP zajmuje miejsce o sto pozycji lepsze. W drugim pojedynku nasza rakieta numer 1, czyli Hurkacz (ATP 95), nie zawiódł oczekiwań i pokonał Adriana Ungura (ATP 674) 7:6(3), 7:5 i wyrównał stan meczu na 1-1.

Niestety, w deblu zawiedli Kuto i Matkowski, bo dali się pokonać Florinowi Mergei i Hori Tecau. Stan meczu na 2:2 wyrównał Hurkacz, wygrywając z Copilem 6:3, 6:4. O zwycięstwie miał więc przesądzić ostatni pojedynek, Majchrzaka z Ungurem (zakończył się po zamknięciu wydania).

 

Rosolska i Kubot bez tytułów

W pięciu finałach tegorocznego US Open znalazła się dwójka polskich tenisistów. Niestety, ani Łukasz Kubot grający z Brazylijczykiem Marcelo Melo w deblu mężczyzn, ani Alicja Rosolska partnerująca Chorwatowi Nikoli Mekticiowi w grze mieszanej, nie zdołali na nowojorskich kortach Flushing Meadows wywalczyć wielkoszlemowych tytułów.

 

Dla Rosolskiej awans do finału US Open to największy sukces w karierze. 32-letnia warszawianka, która specjalizuje się w grze podwójnej, wcześniej najdalej w turniejach Wielkiego Szlema docierała do 1/8 finału, zarówno w deblu, jak i w mikście. W lipcu wraz ze swoją partnerką Amerykanką Abigail Spears dotarła do półfinału Wimbledonu. W Nowym Jorku przegrały jednak już w meczu i Rosolska, która jako jedyna z naszych reprezentantów zgłosiła się do rywalizacji par mieszanych, mogła skoncentrować się na tej rywalizacji. Rosolska w mikście grała wcześniej z różnymi partnerami, w Nowym Jorku „zawiązała spółkę” z Nikolą Mekticiem. Dla chorwackiego tenisisty awans do finału także był najlepszym życiowym osiągnięciem w turniejach wielkoszlemowych. Polka i Chorwat w meczu o tytuł zmierzyli się z  amerykańsko-brytyjskim duetem Bethanie Mattek-Sands – Jamie Murray. Reprezentantka gospodarzy miała już na koncie pięć tytułów zdobytymi w imprezach tej rangi, w tym dwa w mikście, zaś Murray, brat byłego lidera rankingu ATP w singlu Andy’ego, miał na koncie również pięć triumfów, ale w tym trzy wywalczone w grze mieszanej.

Rosolska i Mektić nie sprostali tej utytułowanej parze i przegrali 6:2, 3:6, 9:11. Losy tytułu znów rozstrzygnęły się w super tie-breaku, już szóstym w ciągu ostatnich ośmiu lat w finałach miksta w US Open. Początek rozgrywki był obiecujący, bo Rosolska z Mekticiem prowadzili już 4:1, ale potyczkę ostatecznie wygrali Mattek-Sands i Murray. Dotychczas w turniejach wielkoszlemowych w finałach miksta grało czterech naszych reprezentantów, żaden nie zakończył się ich sukcesem. Aż trzy z tych spotkań odbyło się we French Open – Jadwiga Jędrzejowska dotarła do tego etapu w 1947 roku, Klaudia Jans-Ignacik w 2012, a Marcin Matkowski w 2015 roku, ale on do finału gry mieszanej dotarł też w 2012 roku w US Open. Sobotni mecz Rosolskiej był szóstym finałem nowojorskiej imprezy z udziałem polskiego zawodnika. Jędrzejowska dotarła do tego etapu w singlu w 1937 roku i rok później w deblu,a w 2011 roku w grze podwójnej w finale grali Matkowski z Mariuszem Fyrstenbergiem.

Szansę na triumf w tegorocznym US Open zmarnował też Łukasz Kubot grający w parze z Brazylijczykiem Marcelo Melo. Polsko-brazylijski duet przegrał mecz z Amerykanami Mike’m Bryanem i Jackiem Sockiem 3:6, 1:6. Kubot jako jedyny z biało-czerwonych ma w dorobku dwa tytuły wielkoszlemowe. Oba wywalczył w deblu w Australian Open 2014 i Wimbledonie 2017. Pozostałe dwa polskie sukcesy w zawodach tej rangi także były odniesione w grze podwójnej. W 1939 roku we French Open po tytuł sięgnęła Jędrzejowska, a w 1978 roku w Australian Open Wojciech Fibak.

 

Pogrom faworytek w Wimbledonie

Czegoś takiego nie było jeszcze w historii wielkoszlemowego Wimbledonu. W tegorocznej edycji do ćwierćfinału nie awansowała żadna z zawodniczek z pierwszej dziesiątki rozstawionych w turnieju. Jako ostatnia z Top 10 odpadła turniejowa „siódemka” Czeszka Karolina Pliskova, którą wyeliminowała Holenderka Kiki Bertens.

 

To pierwsza taka sytuacja w ponad stuletniej historii rozgrywek na wimbledońskiej trawie, a już na pewno w liczonej od 1968 roku tzw. erze otwartej. W pierwszych czterech rundach z turnieju odpadły: Rumunka Simona Halep (rozstawiona z nr 1), Dunka Karolina Woźniacka (2), Hiszpanka Garbine Muguruza (3), Amerykanka Sloane Stephens (4), Ukrainka Elina Switolina (5), Francuzka Caroline Garcia (6), dwie Czeszki – Karolina Pliskova (7) i Petra Kvitova (8) oraz dwie Amerykanki – Venus Williams (9) i Madison Keys (10). Przypomnijmy, że tytułu broniła Muguruza, Woźniacka w tym roku wygrała wielkoszlemowy Australian Open, a Halep French Open na ziemnych kortach Rolanda Garrosa w Paryżu.

Nie od rzeczy jest wspomnieć, że Venus Williams wygrywała na na kortach All England Club pięciokrotnie, Kvitova dwukrotnie, a Stevens w ubiegłym roku wygrała wielkoszlemowy US Open. Jeśli dodamy do tego porażki byłych „jedynek” światowego rankingu Rosjanki Marii Szarapowej i Białorusinki Wiktorii Azarenki, czy nawet naszej Agnieszki Radwańskiej, finalistki Wimbledonu, to obraz zniszczeń w szeregach najwybitniejszych zawodniczek ostatniej dekady robi porażające wrażenie.

Sytuację ratuje obecność w ćwierćfinale Sereny Williams, największej gwiazdy kobiecego tenisa ostatnich dwóch dekad, siedmiokrotnej triumfatorki Wimbledonu 23-krotnej w turniejach Wielkiego Szlema, która wróciła na korty po urodzeniu dziecka i na wimbledońskiej trawie przypomina rywalkom, że 181. miejsce w rankingu WTA to skutek macierzyńskiego urlopu, a nie spadku formy. Przez pierwsze cztery rundy Serena przeszła jak burza nie tracąc nawet seta. W ćwierćfinale amerykańska gwiazda trafiła na Włoszkę Camilę Giorgi, w oprócz nich o półfinał zagrały: Słowaczka Dominika Cibulkova z Łotyszką Jeleną Ostapenko (mistrzyni French Open z 2017 roku), Holenderka Kiki Bertens z Niemką Julią Goerges oraz Rosjanka Daria Kasatkina z Polką w niemieckich barwach Angelique Kerber (mistrzyni Australian Open i US Open z 2016 roku).

Honoru polskiego tenisa w grze pojedynczej broni w Wimbledonie już tylko juniorka Iga Świątek, która w pierwszej rundzie juniorskiego turnieju trafiła na rozstawioną z numerem 1 Amerykankę Whitney Osuigwe i nieoczekiwanie pokonała wyżej notowaną rywalkę 2:6, 6:3, 6:3. W grze podwójnej po odpadnięciu Łukasza Kubota i Marcina Matkowskiego na placu boju została już tylko Alicja Rosolska. Polka i grająca z nią w duecie Amerykanka Abigail Spears awansowały do ćwierćfinału, w którym zmierzą się z najwyżej rozstawionymi w turnieju Węgierką Timeą Babos i Francuzką Kristiną Mladenović, triumfatorkami tegorocznego Australian Open i finalistkami Wimbledonu z 2014 roku.

 

Wimbledon 2018: Trawa gwiazdom już nie służy

W drugiej rundzie wielkoszlemowego Wimbledonu z turniejem pożegnały się cztery zawodniczki, które jeszcze niedawno rządziły w kobiecym tenisie. Ich porażki przyćmiła jednak niespodziewana klęska wiceliderki rankingu WTA Karoliny Woźniackiej.

 

Woźniacka w II rundzie przegrała z 30-letnią Rosjanką Jekatieriną Makarową 4:6, 6:1, 5:7, która największe sukcesy jak do tej pory odnosiła w grze podwójnej. Pogromczyni wiceliderki światowej listy tenisistek to złota medalistka w deblu z Rio de Janeiro oraz wielkoszlemowa mistrzyni French Open (2013), US Open (2014) i Wimbledonu (2014). Porażka z taką zawodniczką to nie wstyd, ale Makarowa w singlu jest obecnie klasyfikowana na 35. miejscu. Poza tym reprezentanta Danii polskiego pochodzenia po niedawnym zwycięstwie w turnieju w Eastbourne była uznawana za jedną z głównych faworytek imprezy na wimbledońskich trawnikach.

Polscy kibice już ostrzyli sobie apetyty na jej pojedynek w III rundzie z Agnieszką Radwańską. Niestety, do tego pojedynku nie dojdzie, poza tym krakowianka również nie awansowała do tej fazy turnieju, przegrywając z Czeszką Lucie Safarovą 5:7, 4:6. To w historii jej startów na wimbledońskiej trawie dopiero drugi przypadek, że nie przeszła drugiej rundy. Nasza najlepsza tenisistka odpadła z doborowym towarzystwie, bo oprócz niej i Woźniackiej w 1/32 finału „poległy” też dawne liderki światowej listy Białorusinka Wiktoria Azarenka (przegrała z Czeszką Karoliną Pliskovą) i Rosjanka Maria Szarapowa (ona uległa rodaczce Witaliji Diaczenko), zaś w pierwszej rundzie z turniejem pożegnały się trzy zawodniczki z aktualnego Top 10 rankingu WTA – Amerykanka Sloane Stephens (czwarta w zestawieniu), Ukrainka Jelena Switolina (piąta) i dwukrotna mistrzyni Wimbledonu Czeszka Petra Kvitiova, obecnie klasyfikowana na siódmym miejscu.

Nie zmienia to faktu, że po odpadnięciu Radwańskiej w grze pojedynczej nie mamy już żadnego reprezentanta, bowiem w pierwszej rundzie z turniejem pożegnali się Magda Linette i Hubert Hurkacz. Krakowianka zapowiedziała kolejna przerwę w startach i na korcie ponownie pojawi się dopiero w sierpniu na turniejach w USA.

W tej sytuacji pozostaje nam kibicować naszym deblistom. Na otwarcie turnieju wimbledońskiego Marcin Matkowski i grający z nim w parze Izraelczyk Jonathan Erlich pokonali po trzech tie-breakach francuski tandem Jonathan Eysseric i Hugo Nys 7:6 (5), 7:6 (4), 7:6 (8). Mecz trwał ponad dwie i pół godziny. W następnej rundzie Matkowski i Erlich zmierzą się z obrońcami tytułu Łukaszem Kubotem i Brazylijczykiem Marcelo Melo. Faworytami tej potyczki będą rzecz jasna wyżej sklasyfikowani w rankingu deblistów Kubot i Melo. Matkowski rywalizuje jeszcze w grze mieszanej i na początek czeka go potyczka z rodaczką Alicją Rosolską, która w czwartek ze swoją partnerką Amerykanką Abigail Spears przystąpiła też do rywalizacji deblistek.

Biało-czerwoni w Wimbledonie

W poniedziałek na trawiastych kortach All England Lawn Tennis and Croquet Club w Londynie rozpocznie się wielkoszlemowy Wimbledon. Wystąpi w nim sześciu reprezentantów Polski – w singlu zagrają Agnieszka Radwańska, Magdalena Linette i Hubert Hurkacz, a w deblu broniący tytułu sprzed roku Łukasz Kubot oraz Marcin Matkowski i Alicja Rosolska.

 

Radwańska została rozstawiona w turnieju z numerem 32. i w pierwszej rundzie zmierzy się z 20-letnią Rumunką Eleną Gabrielą Ruse, sklasyfikowaną obecnie w rankingu WTA na 197. miejscu. Nasza najlepsza tenisistka nie powinna mieć problemów z pokonaniem tej rywalki, tym bardziej, że w swoim pierwszym występie po dwumiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją, w Eastbourne, zademonstrowała znakomitą formę dochodząc do półfinału. Druga z reprezentantek Polski w grze pojedynczej, Magda Linette, w pierwszej rundzie trafiła na znacznie trudniejszą rywalkę, bo sklasyfikowaną wyżej od niej w rankingu o kilkadziesiąt miejsc Julię Putincewą (WTA 55) z Kazachstanu.

W rywalizacji pań tytułu broni Hiszpanka Gabrine Muguruza, która tegoroczny turniej rozpocznie od pojedynku z Brytyjką Naomi Broady. Rozstawiona w Wibledonie z numerem 1 liderka światowej listy Rumunka Simona Halep zmierzy się z Japonką Kurumi Narą. Venus Williams zagra z Johanną Larsson, Serena Wiliams z Holenderką Arantxą Rus. Ciekawie zapowiadają się również mecze Francuzki Alize Cornet ze Słowaczką Dominiką Cibulkovą, Australijki Donny Vekić z Amerykanką Sloane Stephens i Czeszki Petry Kvitovej z Białorusinką Alaksandrą Sasnowicz.

W rywalizacji mężczyzn faworytem jest Szwajcar Roger Federer, a jego pierwszym rywalem będzie Serb Dusan Lajović. Hubert Hurkacz, który do turnieju wszedł z eliminacji jako „szczęśliwy przegrany”, w swoim debiutanckim występie na kortach Wimbledonu w pierwszej rundzie trafił na Australijczyka Bernarda Tomica, ćwierćfinalistą londyńskiego turnieju z 2011 roku, tym razem jednak także „lucky luzera”. Zwycięzca spotka się w II rundzie z Amerykaninem Christianem Harrisonem lub Japończykiem Keiem Nishikorim.

W grze podwójnej biało-czerwonych barwa bronić będą w tym roku Łukasz Kubot, Marcin Matkowski i Alicja Rosolska. Kubot i jego deblowy partner Brazylijczyk Marcelo Melo ostatnio po wygrali turniej w Halle i do obrony tytułu w Wimbledonie przystępują w bojowych nastrojach. W I rundzie trafił na Brytyjczyków Luke’a Bambridge’a i Jonny’ego O’Marę, zwycięzców turnieju w Eastbourne. W kolejnej rundzie Kubot i Melo mogą trafić na Matkowskiego, który gra z parze z Izraelczyka Jonathanem Erlichem, o ile w pierwszej rundzie „Matka” i jego partner uporają się z Francuzami Jonathanem Eyssericem i Hugo Nysem.

W deblu kobiet wystąpi jedynie Alicja Rosolska w parze z Amerykanką Abigail Spears, która w tym roku jest jej stałą partnerką. Polsko-amerykański duet na początek zmierzy się z Meksykanką Giulianą Olmos i Czeszką Evą Hrdinovą, a jeśli je pokonają, w kolejnej rundzie mogą trafić na rozstawione z numerem piątym Chinki Latishę Chan i Shuai Peng.

Federer odzyskał tron

Szwajcar Roger Federer wygrał w niedzielę turniej Mercedes Cup w Stuttgarcie i dzięki temu zwycięstwu w najnowszym notowaniu rankingu ATP wróci na pierwsze miejsce, spychając z tronu Hiszpana Rafaela Nadala.

 

Federer odpuścił część tenisowego sezonu na kortach ziemnych, a teraz wraca na cykl turniejów na nawierzchniach trawiastych, które zwieńczy wielkoszlemowy Wimbledon. Szwajcarski tenisista dobrze wykorzystał przerwę w startach. W Stuttgarcie (pula nagród 656 tys. euro) 37-letni weteran światowych kortów, 20-krotny triumfator turniejów Wielkiego Szlema, nie dał rywalom większych szans. W półfinale odprawił z kwitkiem Australijczyka Nicka Kyrgiosa 6:7(2), 6:2, 7:6(5) i już w tym momencie było pewne, że w poniedziałek Federer wróci na czoło rankingu ATP, stając się najstarszym numerem 1 tego zestawienia w historii. Ale „Il Maestro” uwielbia wygrywać, więc skoro po raz 148. w karierze awansował do finału turnieju, nie zmarnował okazji. Pokonując Kanadyjczyka Milosa Raonica 6:4, 7:6(3) zapisał na swoim koncie 98. wygrany turniej ATP, a trzeci w tym sezonie. Wcześniej zwyciężał w wielkoszlemowym Australian Open oraz w Rotterdamie, a w Indian Wells w finałowej potyczce uległ Argentyńczykowi Juanowi Martinowi del Potro.

W Stuttgarcie bliski triumfu w grze podwójnej był polski tenisista Marcin Matkowski. Szczecinianin oraz grający z nim w parze Szwed Robert Lindstedt, w półfinale wyeliminowali węgiersko-niemiecki duet Marton Fucsovic – Mischa Zverev 6:3, 6:7(7), 12-10, ale w finale nie sprostali już reprezentantom gospodarzy Philippowi Petzschnerowi i Timowi Puetzowi, przegrywając z nimi 6:7(5), 3:6. Dla Matkowskiego był to 47. występ w finale turnieju debla. W dorobku ma 18 tytułów, z czego 15 wywalczonych w duecie z rodakiem Mariuszem Fyrstenbergiem.

Zdecydowanie więcej powodów do zadowolenia w miniony weekend miała również specjalizująca się w grze podwójnej Alicja Rosolska. Polska tenisistka oraz grająca z nią parze z Amerykanka Abigail Spears wygrały grę podwójną w turnieju WTA International w Nottingham (pula nagród 250 tys. dolarów). W półfinale polsko-amerykańska para pokonała Desirae Krawczyk (USA) i Giulianę Olmos (Meksyk) 7:6(2), 6:4, a w niedzielę w finale uporałą się z duetem Mihaela Buzarnescu (Ruminia) – Heather Watson (Wielka Brytania) 6:3, 7:6(5). Dla 32-letniej polskiej tenisistki był to 19. występ w finale zawodów WTA w deblu i ósmy zakończony zwycięstwem, ale dopiero pierwszy odniesiony na kortach trawiastych.Ciekawostką był pojedynek dwóch najwyżej obecnie sklasyfikowanych w rankingu ATP polskich tenisistów. W kwalifikacjach turnieju w Ilkley Kamil Majchrzak (ATP 191) pokonał Huberta Hurkacza (ATP 121) 3:6, 7:5, 7:6(4).

Kobot odpadł jako ostatni z Polaków

Rozstawieni w deblowym French Open z nr 1 Łukasz Kubot i Marcelo Melo odpadli w 3. rundzie po porażce z Rohanem Bopanną i Edouardem Rogerem-Vasselinem 4:6, 6:7.

 

Kubot i Melo po znakomitym poprzednim sezonie w tym już tak dobrze nie grają. Co prawda rok rozpoczęli od zwycięstwa w turnieju w Sydney, jednak później tylko raz udało im się awansować do półfinału (Monachium). Powodem słabszej formy były kłopoty zdrowotne Marcelo Melo. W wielkoszlemowym French Open rozgrywanym w stolicy Francji polsko-brazylijski duet nie sprostał hindusko-francuskiej parze, a o jego porażce przesądził tie-break. Przy stanie 2:1 dla rywali Melo przegrał dwa swoje serwisy i ostatecznie po 90 minutach rywalizacji ze zwycięstwa cieszyli się Bopanna i Roger-Vasselin. Kubot odpadł z turnieju jako ostatni z reprezentantów Polski. W 2. rundzie z imprezą pożegnali się w singlu Hubert Hurkacz i Magdalena Fręch, a w I rundzie Magda Linette (w singlu i deblu), Alicja Rosolska (w deblu) oraz Marcin Matkowski (w deblu i mikście).

Wydarzeniem IV rundy paryskiego turnieju na ziemnych kortach kompleksu im. Rolanda Garrosa będzie potyczka Sereny Williams z Marią Szarapową. Będzie to 22. pojedynek tych wybitnych tenisistek. Do tej pory Amerykanka triumfowała 19 razy, ulegając Rosjance tylko dwukrotnie. Po raz ostatni spotkały się w ćwierćfinale Australian Open 2016 i Williams okazała się lepsza. Dla Szarapowej był to ostatni występ przed 15-miesięczną dyskwalifikacją za stosowanie meldonium.
Tenisistki za sobą nie przepadają, a ich relacje zaogniła jeszcze Szarapowa kąśliwymi uwagami zawartymi w swojej biograficznej książce. Ale Serena nie podchodzi do pojedynku ambicjonalnie. „Mówiąc szczerze, to ona prawdopodobnie jest faworytką” – oceniła swoje szanse Amerykana.