Granerud pierwszy też przy kasie

Halvor Egner Granerud po zawodach Pucharu Świata w Klingenthal powiększył swoją przewagę nad konkurentami nie tylko w klasyfikacji generalnej, ale też na liście płac. Norweski skoczek zarobił już w tym sezonie 183 tys. franków szwajcarskich. Drugi pod tym względem lider polskiej kadry Kamil Stoch zarobił natomiast blisko 128 tys. franków.

W miniony weekend Granerud ponownie zgarnął całą pulę inkasując za zwycięstwo w obu konkursach indywidualnych 23 tys. franków szwajcarskich. W sumie po 22 rozegranych do tej pory zawodach lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata zarobił 183 tys. CHF (ok. 773 tys. złotych). Stoch, który w sobotę był drugi, a w niedzielę szósty, jest wiceliderem na liście płac z kwotą 127 950 CHF (ok. 540 tys. złotych), wliczając w to 20 tys. franków za triumf w Turnieju Czterech Skoczni. Na trzecim miejscu pod względem oficjalnych zarobków plasuje się Niemiec Markus Eisenbichler (115 850 CHF, ok. 489 tys. złotych), a za nim dwie kolejne lokat zajmują polscy zawodnicy – Piotr Żyła z dorobkiem 86 050 franków (ok. 359 tys. złotych) i Dawid Kubacki z dorobkiem 82 900 franków (ok. 350 tys. złotych). Żyła w sobotę był czwarty, a w niedzielę dopiero 17., natomiast Kubacki w sobotę był szósty, a w niedzielę siódmy. Pozostali skoczkowie polskiej kadry zarobili dużo mniej. Andrzej Stękała 49 500 CHF (ok. 209 tys. zł), Klemens Murańka 15 550 CHF (ok. 65,6 tys. zł), Jakub Wolny 13 400 CHF (ok. 56,5 tys. zł), Aleksander Zniszczoł 8 100 CHF (ok. 34 tys. zł), Paweł Wąsek 6 150 CHF (ok 26 tys. zł), a Maciej Kot 1 650 CHF (ok. 7 tys. zł).
W kolejny weekend skoczkowie ponownie zawitają do Zakopanego, gdzie FIS ulokował zastępczo zawody w miejsce odwołanych z powodu obostrzeń epidemicznych przedolimpijskich imprez w Pekinie, więc reprezentanci Polski w swoim mateczniku będą mieli szansę nie tylko na podreperowanie punktowego konta w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, ale także solidny zarobek. FIS za pierwsze miejsce w konkursie indywidualnym płaci 10 tys. franków, za drugie osiem tysięcy, a za trzecie sześć tysięcy franków szwajcarskich. Ostatnią, 30. lokatę w serii finałowej premiuje już jednak symboliczną kwotą 100 franków. Triumf w konkursie drużynowym jest nagradzany premią w wysokości 7500 franków, ale do podziału na całą drużynę.

Kubacki mierzy w Puchar Świata

Podczas zaplanowanych w najbliższy weekend w Niżnym Tagile kolejnych zawodów Pucharu Świata w skokach narciarskich reprezentacja Polski wystąpi w rezerwowym składzie, bez Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Piotra Żyły, Klemensa Murańki i Andrzeja Stękały, którzy w tym czasie będą przygotowywać się w Zakopanem do startu w mistrzostwach świata w lotach.

Konkursy Pucharu Świata w Niżnym Tagile rozpoczną się w najbliższą sobotę o 16:30, a w niedzielę o 16:00. Trener polskiej kadry Michal Doleżal zdecydował, że na zawody do Rosji pojedzie tylko jeden zawodnik z szóstki, która rywalizowała w miniony weekend w Kuusamo. Będzie to Paweł Wąsek, a oprócz niego na rosyjskiej skoczni wystartują: Jakub Wolny, Tomasz Pilch, Stefan Hula, Aleksander Zniszczoł i Maciej Kot. Trenerem ekipy biało-czerwonych będzie Maciej Maciusiak, a pomagać mu będą Daniel Kwiatkowski i Radek Zidek.
Powodem odpuszczenia startu w Rosji przez naszych najlepszych skoczków jest obawa przed zakażenie koronawirusem, bo to uniemożliwiłoby start w zaplanowanych w dniach 10-13 grudnia mistrzostwach świata w lotach narciarskich, jednej z najważniejszych imprez tego sezonu. Stoch, Żyła, Kubacki, Murańka i Stękała będą więc w kraju przygotowywać się do konkursów w Planicy pod okiem trenera Doleżala. Stracą wprawdzie sposobność zdobycia kolejnych punktów do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, ale walka o Kryształową Kulę na razie nie jest priorytetem dla ekipy biało-czerwonych. Ale w tym trudnym z powodu trwającej pandemii sezonie w tej kwestii preferencje mogą się jeszcze zmienić. Zwłaszcza w przypadku Dawida Kubackiego, który notuje swój najlepszy jak dotąd start w rywalizacji Pucharu Świata. Wcześniej potrzebował czasu, by wskoczyć na wysoki poziom i ustabilizować poziom. W poprzednim sezonie jego forma eksplodowała w Turnieju Czterech Skoczni. Wcześniej był 22. i 47. w Engelbergu. W obecnej edycji PŚ od początku jest w czołówce klasyfikacji generalnej – po trzech konkursach jest trzeci z dorobkiem 144 punktów. Przed rokiem w pierwszych trzech konkursach zajmował miejsca 7., 12., 5, dwa lata temu 8., 35. i 12, a w tym roku był 11. w Wiśle oraz dwukrotnie trzeci w Kuusamo. Nawet bez punktów w Niżnym Tagile powinien się utrzymać w czołówce, a przed świętami będą jeszcze konkursy w szwajcarskim Engelbergu i kolejna okazja do wzbogacenia punktowego konta.
W wyścigu o Kryształową Kulę w tej chwili zdecydowanie prowadzi Niemiec Markus Eisenbichler, który dwukrotnie wygrał, a w drugim, rozegranym w niedzielę w Kuusamo konkursie, był drugi tylko dlatego, że przydarzył mu się słabszy skok w drugiej serii. To może być sygnał dla jego rywali na przyszłość, że jest do pokonania. Na potknięciu niemieckiego skoczka skorzystał tym razem wicelider klasyfikacji generalnej Halvor Egner Granerud, ale Norweg to jeszcze młody zawodnik i choćby przez brak doświadczenia może mieć kłopot z utrzymaniem takiej wysokiej formy w dalszej części sezonu. Na razie nie wiadomo czy Eisenbichler i Granerud zdecydują się na start w Rosji, ale jeśli tam pojadą, będą oczywiście faworytami i dzięki zdobytym w Niżnym Tagile punktom mogą w punktacji trochę odskoczyć Polakowi. Nie będą to jednak straty nie do odrobienia i Kubacki nadal będzie się liczył w walce o Kryształową Kulę. Niewykluczone, że do pościgu dołączy w tym sezonie także Piotr Żyła, który zaczął znakomicie i wypada wierzyć, że jego słabszy występ w niedzielnym wybitnie loteryjnym konkursie w Kuusamo był tylko „wypadkiem przy pracy”. Nie można też zapominać o budzącym się powoli do walki Kamilu Stochu. Trzykrotny mistrz olimpijski na razie zamyka czołową dziesiątkę klasyfikacji generalnej PŚ, lecz do zakończenia rywalizacji zostało jeszcze
dużo konkursów.
Tradycyjnie już nasi najlepsi skoczkowie plasują się też w czołówce najlepiej zarabiających. Najwyżej na liście płac jest aktualnie Kubacki, który zarobił 90 tys. złotych. Lepszy od niego jest tylko Eisenbichler (138 tys. zł). Żyła z dorobkiem 73 tys. zł zajmuje piąte miejsce, a Stoch z 56 tys zł na koncie jest w tym zestawieniu siódmy. Łącznie w trzech pierwszych konkursach indywidualnych i jednym drużynowym nasi skoczkowie zarobili 277 tysięcy złotych.

Top 10 klasyfikacji generalnej PŚ:

  1. Markus Eisenbichler (Niemcy) – 280 pkt
  2. Halvor E. Granerud (Norwegia) – 200 pkt
  3. Dawid Kubacki – 144 pkt
  4. Karl Geiger (Niemcy) – 141 pkt
  5. Piotr Żyła – 133 pkt
  6. Yukiya Sato (Japonia) – 131 pkt
  7. Robert Johansson (Norwegia) – 80 pkt
  8. Anze Lanisek (Słowenia) – 66 pkt
  9. Pius Paschke (Niemcy) – 64 pkt
  10. Kamil Stoch – 62 pkt
    Miejsca pozostałych polskich skoczków:
  11. Klemens Murańka – 38 pkt
  12. Andrzej Stękała – 36 pkt
  13. Paweł Wąsek – 15 pkt
  14. Maciej Kot – 11 pkt
  15. Stefan Hula – 2 pkt.

Pożegnalne loty w Planicy

Stefan Horngacher w czwartek przed kwalifikacjami do piątkowego konkursu na mamuciej skoczni w Planicy oświadczył, że w niedzielę w końcu poinformuje, czy pozostanie na stanowisku trenera polskiej kadry.

Horngacher wyjaśnił, że nie chce swoimi sprawami rozpraszać kadrowiczów i dlatego ogłoszenie decyzji odłożył do niedzieli. W Planicy do żelaznej w tym sezonie piątki reprezentantów, czyli Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Piotra Żyły, Jakuba Wolnego i Stefana Huli, dołączył niespodziewanie „odstrzelony” z kadry przed mistrzostwami świata w Seefeld Maciej Kot. Biało-czerwoni na słoweńskiej skoczni nie mają wiele do zdobycia. Rywalizacja w Pucharze Świata została już rozstrzygnięta i wygrał już w cuglach Japończyk Ryoyu Kobayashi, a Kamil Stoch co najwyżej może się jeszcze pościgać z Austriakiem Stefanem Kraftem o drugie miejsce, które stracił na jego rzecz po nieudanym starcie w norweskim cyklu Raw Air.

Wprawdzie na mamuciej skoczni w Planicy zawodnicy też rywalizować będą w miniturnieju „Planica Seven”, w którym rok temu triumfował Stoch, lecz nasz trzykrotny mistrz olimpijski na koniec sezonu nie jest w formie dającej nadzieję na obronę tytułu. Nawiasem mówiąc w żadnej jego części w takiej formie nie był, bo przecież nie obronił tytułu w Turnieju Czterech Skoczni i Raw Air.

Faworytem do wygrania serialu siedmiu skoków ma mamuciej skoczni jest Ryoyu Kobayashi, który skokiem na odległość 248 m w cuglach wygrał czwartkowe kwalifikacje do piątkowego konkursu i został pierwszym liderem cyklu „Planica 7”. Z naszych skoczków najdalej poszybował Piotr Żyła, który uzyskał 247,5 m i ustanowił swój nowy życiowy rekord. Niestety, przy lądowaniu miał podpórkę i dostał słabe noty, przez co zajął dopiero 10. lokatę.

Drugie miejsce w kwalifikacjach zajął Niemiec Markus Eisenbichler, któremu, podobnie jak Kobayashiemu, udało się ustać lot na 248 m. Trzeci był Słoweniec Timi Zajc (239 m), czwarty Austriak Stefan Kraft (232 m), a piąty Słoweniec Domen Prevc (228 m). Dwie kolejne lokaty zajęli Stoch (224 m) i Kubacki (229 m). Z biało-czerwonych do piątkowego konkursu awansowali też Jakub Wolny (18. miejsce, 209 m) i przywrócony do kadry A Maciej Kot (31. miejsce, 215 m). Nie zakwalifikował się jedynie Stefan Hula, który zaliczył tylko 178,5 m i zajął 64. miejsce.

Stoch ma jeszcze szansę na zdobycie małej „Kryształowej Kuli” w klasyfikacji lotów narciarskich, zaś nasza reprezentacja jest o krok od triumfu w Pucharze Narodów. Biało-czerwoni mają zatem o co walczyć w Planicy.

 

Stoch oszczędzał siły w Willingen

Nasi skoczkowie w Willingen po raz piąty w historii wygrali konkurs drużynowy w Pucharze Świata. Sukces jest tym bardziej cenny, że były to ostatnie takie zawody przed zbliżającymi się mistrzostwami świata w Seefeld. Trener Stefan Horngacher wystawił do walki kwartet w składzie: Piotr Żyła, Jakub Wolny, Dawid Kubacki oraz Kamil Stoch. Polacy wygrali rywalizację w spektakularnym stylu.

Dość powiedzieć, że trzy pierwsze miejsca w nieoficjalnej klasyfikacji indywidualnej zajęli nasi zawodnicy. Dla polskich kibiców sensacją była postawa Jakuba Wolnego, który w poprzednim konkursie drużynowym, w Lahti, był najsłabszym ogniwem drużyny, a w Willingen okazał się najlepszy. Najmłodszy skoczek w polskiej kadrze oddał dwa dalekie skoki, lądując w obu seriach poza granicą 140 metra – w pierwszej uzyskał odległość 140,5 m, a w drugiej 141,5 m, co w sumie dało mu 256,3 pkt. W nieoficjalnej klasyfikacji indywidualnej o 8,6 pkt wyprzedził drugiego Piotra Żyłę (247,7 pkt), który z kolei mógł pochwalić się najdłuższym skokiem w tych zawodach, szybując w pierwszej serii na odległość aż 146 metrów.

W drugiej zaprezentował się nieco słabiej (129 m), ale w sumie okazał się nieznacznie lepszy od trzeciego w naszej ekipie i całej nieoficjalnej klasyfikacji indywidualnej Kamila Stocha (132 i 133 m, 247,3 pkt). Najsłabszy w polskim kwartecie Dawid Kubacki został sklasyfikowany na dziesiątym miejscu (120,5 m i 135 m, 228 pkt). Te wyniki złożyły się rzecz jasna na miażdżące zwycięstwo biało-czerwonych w „drużynówce” – podopieczni Stefana Horngachera wyprzedzili drugich w klasyfikacji Niemców aż o 79,2 pkt. Trzecie miejsce drużynowo zajęli Słoweńcy.

Walka o triumf w Willingen Five

Po „drużynówce” skoczkowie od razu przystąpili do kwalifikacji do sobotniego konkursu indywidualnego. Tej rywalizacji nikt nie odpuszczał, bo wyniki kwalifikacji zaliczane były do końcowej punktacji Willingen Five, w której na zwycięzcę czekała premia specjalna w wysokości 25 tys. euro. Kwalifikacje wygrał Niemiec Markus Eisenbichler (146 m) i to on został pierwszym liderem Willingen Five. Najdłuższy skok oddał jednak Piotr Żyła (147 m), co dało mu drugie miejsce. Maciej Kot, który nie startował w konkursie drużynowym, nie zdołał nawet dolecieć do punktu K, który na Muehlenkopfschanze wynosi 130 m, lądując osiem metrów bliżej, ale tyle na szczęście wystarczyło, aby zakwalifikować się do konkursu. Znacznie dalej poleciał Stefan Hula, który przebił Kota o 13 metrów, co dało mu 28. pozycję po zakończeniu kwalifikacji. Kot został sklasyfikowany 15 lokat niżej. Jakub Wolny po świetnym konkursie drużynowym zaliczył odległość 138 m i po swojej próbie prowadził z wysoka notą 144,2 pkt. Wolny ostatecznie uplasował się na 11. miejscu. Dawid Kubacki znów nie zachwycił, podobnie jak w konkursie drużynowym, w którym nieco odstawał od swoich kolegów z reprezentacji. Skoczył tylko 128,5 metra i został sklasyfikowany na 17. miejscu. Chwilę później szybował Piotr Żyła, ale chociaż skoczył najdalej ze wszystkich, to dostał 3,4 pkt mniej od Eisenbichlera zajął druga lokatę. Trzecie miejsce wywalczył Stefan Kraft (145 m). Kamil Stoch zaliczył 135 m i zajął dopiero 9. pozycję. Ale już w sobotę nasz trzykrotny mistrz olimpijski dał pokaz mocy.

W pierwszej próbie zaliczył 144,5 m i objął prowadzenie wyprzedzając Ryoyu Kobayashiego, tyle samo przy gorszych warunkach uzyskał też w drugiej serii. Na zwycięstwo punktów nie starczyło, bo szczęście i pogoda były tego dnia po stronie Niemca Karla Geigera, któremu w finale tak powiało, że poszybował na odległość 150,5 metra.

Polacy kontra Ryoyu Kobayashi

Stoch musiał zatem zadowolić się drugą lokatą, ale mógł być zadowolony, bo w takich samych warunkach jak on skakał też Ryoyu Kobayashi i przegrał, zajmując trzecie miejsce. Dwie kolejne lokaty zajeli Polacy – czwarty był Piotr Żyła, a piąty Dawid Kubacki. Zawiódł Jakub Wolny, który nie poradził sobie z mocnym wiatrem w plecy i doleciał tylko do do 126. metra, co starczyło na zajęcie 33. miejsca i oznaczało brak miejsce w drugiej serii. Jego los podzielił też lider Willingen Five Markus Eisenbichler. Niemiec uzyskał tylko 125 metrów i zajął dopiero 36. miejsce, tuż przed Maciejem Kotem, który był 37. z wynikiem 125 metrów. Obaj oczywiście nie zakwalifikowali sie, ale niemiecki skoczek stracvił szanse na zdobycie 25 tys. euro.
Po trzech z pięciu skoków w 2. edycji Willingen Five liderem nowym liderem został Karl Geiger. Niemiec o 1,9 punktu wyprzedzał Japończyka Ryoyu Kobayashiego oraz o 6,4 pkt trzeciego w zestawieniu Piotra Żyłę. Kamil Stoch ze stratą 10,1 pkt do lidera był czwarty. Ale przed skoczkami były jeszcze dwa skoki w niedzielnym konkursie indywidualnym.

Zaczęło się znakomicie, bo po pierwszej serii mieliśmy w pierwszej trójce dwóch naszych skoczków, a Kubacki był czwarty. Piotr Żyła zajmował drugie miejsce, Kamil Stoch był trzeci, a Dawid Kubacki czwarty. Biało-czerwonych wyprzedził jedynie lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Ryoyu Kobayashi, który oddał najdłuższy skok – 146 m.

W drugiej serii do rywalizacji polsko-japońskiej wtrącili się Niemcy. Czołowa szóstka na koniec prezentowała się tak: Kobayashi, Eisenbichler, Żyła, Freitag, Kubacki, Geiger, Stoch. Willingen Five i 25 tys. euro wygrał Kobayashi. Teraz czas na rewanż w mistrzostwach świata.

 

 

Biało-czerwoni do Seefeld bez Kota

Rywalizacja w zawodach Pucharu Świata w Willingen była ostatnim testem przed rozpoczynającymi się w środę mistrzostwami świata w Seefeld. Biało-czerwoni w Willingen zdeklasowali rywali w konkursie drużynowym, dobrze wypadli też w dwóch konkursach indywidualnych. Z kadry wypadł najsłabszy w niej Maciej Kot.

Przed dwoma laty w mistrzostwach świata w Lahti nasi skoczkowie w składzie Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki i Maciej Kot, zdobyli złoty medal w konkursie drużynowym, zaś indywidualnie krążek wywalczył tylko Piotr Żyła, zajmując trzecie miejsce na dużej skoczni. W obu konkursach indywidualnych zwyciężył Austriak Stefan Kraft, a srebro w obu zagarnął Niemiec Andreas Wellinger. Brąz na małej skoczni wywalczył inny z niemieckich skoczków, Markus Eisenbichler.

Kobayashi faworytem MŚ 2019

W tegorocznej edycji światowego czempionatu faworytem jest sensacyjny lider Pucharu Świata Japończyk Ryoyu Kobayashi, który wprawdzie w Willingen w piątkowej „drużynówce” okazał się gorszy od trójki Polaków (Jakuba Wolnego, Piotra Żyły i Kamila Stocha), a w sobotę w konkursie indywidualnym przegrał z Niemcem Karlem Gaigerem i Stochem, na zakończenie Willingen Five w niedzielę dał wszystkim rywalom prawdziwy pokaz mocy. Z naszych skoczków walkę z Japończykiem tym razem do końca toczył tylko Piotr Żyła, który wywalczył ostatecznie trzecie miejsce i w końcu po serii czwartych lokat stanął na podium w Pucharze Świata. Kobayashi wygrał drugi konkurs PŚ w Willingen i zarazem drugą edycję cyklu Willingen Five, w której nagroda dla triumfatora była premia w wysokości 25 tys. euro. Drugą pozycje zajął Markus Eisenbichler, piąty był Dawid Kubacki, a lider naszej kadry Kamil Stoch zakończył zmagania na siódmym miejscu.

Po niedzielnych zawodach trener biało-czerwonych Stefan Horngacher ogłosił skład kadry na mistrzostwa świata w Seefeld. Wśród pięciu wybranych przez niego skoczków nie znalazł się członek złotej drużyny z Lahti Maciej Kot. Decyzja austriackiego szkoleniowca nie była jakimś wielkim zaskoczeniem, bo w obecnym sezonie Kot odstaje od reszty kadrowiczów i tej opinii nie zmienia nawet to, że w niedzielę w Willingen wreszcie przebił się do drugiej serii. Zajął w niej ostatnie, 30. miejsce. Tym razem okazał się lepszy od 34. w klasyfikacji Stefana Huli, lecz mimo to to jego starszy kolega dostał powołanie. Horngacher najwidoczniej uznał, że lepiej mieć w rezerwie zdecydowanie równiej skaczącego Hulę, niż wciąż bezskutecznie poszukującego dawnej formy Kota. W przypadku jakiejś niedyspozycji Stocha, Kubackiego, Żyły czy Wolnego Hula daje w tej chwili większą gwarancję, że nie zawali konkursu drużynowego. Tak na marginesie, Kot nie miał pretensji do Horngachera za odstrzelenie z kadry tuż przed najważniejszą imprezą sezonu i bez szemrania zgodził się wystartować w zawodach Pucharu Kontynentalnego.

Zanim trener podejmie decyzję

Taka postawa zawodnika, który mimo wszystko mógł poczuć się pokrzywdzony, dużo mówi o stosunkach jakie panują w polskiej kadrze pod austriackimi rządami. Dyrektor sportowy PZN Adam Małysz niedawno w jednym z wywiadów wyjawił, że Horngacher przyznał się szczerze swoim podopiecznym, że faktycznie dostał intratną ofertę z niemieckiej federacji, ale zapewnił ich, że decyzję co do swojej przyszłości podejmie dopiero po mistrzostwach świata w Seefeld, a może nawet dopiero po zakończeniu sezonu, a póki co będzie pracował z polską reprezentacją na sto procent. Dał też im jasno do zrozumienia, że tego samego oczekuje też od nich.

Mistrzostwa w Seefeld rozpoczną się w środę 20 lutego i potrwają do 3 marca. Skoczkowie pierwszą walkę o medale stoczą w sobotę 23 lutego na dużej skoczni (HS130). Dzień później zostanie rozegrany na tym samym obiekcie konkurs drużynowy, w którym mamy prawo spodziewać się medalu, także z najcenniejszego kruszcu. Podstawę do optymizmu daje choćby miażdżące zwycięstwo biało-czerwonych w Willingen. W piątek 1 marca odbędzie się konkurs indywidualny na małej skoczni (HS109).

 

Stoch goni Kobayashiego

Do mistrzostwa świata coraz bliżej, a rywalizacja skoczków narciarskich w Pucharze Świata nie zwalnia tempa. Po konkursie w Lahti, wygranym drużynowo przez Austriaków, a indywidualnie przez Kamila Stocha, wszystkie ekipy zjadą w najbliższy weekend do niemieckiego Willingen.

Zawody w Willingen będą ostatnim sprawdzianem formy przed rozpoczynającymi się 20 lutego mistrzostwami świata w narciarstwie klasycznym w austriackim Seefeld. Skoczków czeka w Willingen sporo pracy, bo zostaną tam rozegrane dwa konkursy indywidualne oraz konkurs drużynowy. Trener naszej kadry Stefan Horngacher po zawodach w Lahti dokonał jednej zmiany, powołując ponownie Stefana Hulę na miejsce Pawła Wąska. Hula nie startował w Lahti, bo ten doświadczony zawodnik w tym sezonie spisuje się poniżej oczekiwań i dostał trochę czasu na spokojne potrenowanie w kraju. Po konkursie drużynowym w Lahiti, w którym nasz zespół zajął dopiero czwarte miejsce głównie z winy słabo skaczącego Jakuba Wolnego, Horgacher szuka teraz „czwartego do brydża”. Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Piotr Żyła są pewniakami i na nich można liczyć, ale żeby nasz zespół był w stanie powalczyć o miejsce na podium, potrzebny jest czwarty zawodnik skaczący na zbliżonym poziomie.

Austriacki selekcjoner biało-czerwonych będzie musiał postawić na któregoś z trójki Hula, Maciej Kot, Jakub Wolny.
W Finlandii w niedzielnym konkursie indywidualnym znakomicie spisał się Kamil Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski wygrał zawody Pucharu Świata po raz drugi z rzędu, a to dobrze wróży przed mistrzostwami w Seefeld. Medale światowego czempionatu to w tej chwili główny cel sportowy Stocha. Na prześcignięcie Ryoyu Kobayashiego w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata ma niewielkie szanse, chociaż zmniejszył do niego stratę punktową. Japończyk prowadzi z dorobkiem 1460 punktów, a drugi w zestawieniu Polak ma na koncie 1029 pkt, czyli o 431 pkt mniej. Teoretycznie przewaga Kobayashiego jest możliwa do odrobienia, bo do końca cyklu zostało jeszcze 12 konkursów, lecz Japończyka musiałby dopaść jakiś totalny kryzys formy. Na razie na to się nie zanosi, chociaż ostatnio już tak nie dominuje na skoczniach jak na początku sezonu. W Lahti przegrał ze Stochem wyraźnie.

W czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej Pucharu Świata znajdują się trzej polscy skoczkowie. Oprócz drugiego Kamila Stocha jeszcze zajmujący 4. lokatę Piotr Żyła (852 pkt) i 5. w zestawieniu Dawid Kubacki (744 pkt). Trójkę naszych zawodników przedziela trzeci w klasyfikacji Austriak Stefan Kraft (967 pkt), a kolejne miejsca za piątym Kubackim okupują Norweg Robert Johansson (677 pkt), Niemiec Stephan Leyhe (619 pkt), Norweg Johann Andre Forfang (618 pkt), Słoweniec Timi Zajc (603 pkt) i Niemiec Markus Eisenbichler (581 pkt). Z pozostałych polskich skoczków najwyżej jest Jakub Wolny (23), Stefan Hula jest 38., Maciej Kot 45., a Paweł Wąsek 65. W Pucharze Narodów nasza reprezentacja od początku sezonu zajmuje pierwszą lokatę. Po 23 konkursach biało-czerwoni zgromadzili łącznie 3834 pkt. Druga w klasyfikacji ekipa Niemiec ma 3456 pkt, trzecia Japonia 2879 pkt.

 

Tylko Kubacki walczy

Fot. Po dwóch konkursach Turnieju Czterech Skoczni najlepszy w polskiej ekipie jest Dawid Kubacki

 

 

Po dwóch konkursach na niemieckich skoczniach Turniej Czterech Skoczni przeniósł się do Austrii. Niestety, w Insbrucku z naszych zawodników w czwartkowych kwalifikacjach dobrze spisał się jedynie Dawid Kubacki.

 

W noworocznym konkursie w niemieckim Garmisch-Partenkirchen Dawid Kubacki zajął trzecie, a Stoch szóste miejsce. Podobnie jak w Oberstdorfie zwyciężył Japończyk Ryoyu Kobayashi, a na drugiej pozycji uplasował się Niemiec Markus Eisenbichler. Kubacki, najlepszy z Polaków w klasyfikacji TCS, po dwóch konkursach plasuje się na trzeciej pozycji. Stoch jest szósty, a Żyła ósmy. Kibice w Polsce liczyli, że na austriackich skoczniach odpali w końcu z formą lider naszej kadry i powstrzyma zwycięski marsz Kobayashiego. Niestety, na razie nic tego nie zapowiada. W czwartkowych kwalifikacjach Japończyk znów dał pokaz mocy i pewnie wygrał uzyskując odległość 126,5 m. Drugi był Czech Roman Koudelka (124,5 m), a trzeci Norweg Johann Andre Forfang (127,5 m). Z Polaków znów zawiódł Maciej Kot, który po raz trzeci z rzędu nie zakwalifikował się do konkursu. Jego los podzielił też Aleksander Zniszczoł. Ale piątka pozostałych naszych reprezentantów też rozczarowała.

Ponownie najlepszy w biało-czerwonej ekipie był Kubacki, który skokiem na odległość 121 metrów zapewnił sobie siódmą lokatę. Stoch, który świetnie spisał się w skokach treningowych, niespodziewanie w skoku kwalifikacyjnym zaliczył tylko 114 m i tej odległości starczyło mu na zajęcie zaledwie 24. miejsca. Dalej od niego skoczył Jakub Wolny (115 m), ale dostał gorsze noty i uplasował się na 28. pozycji. Także Żyła i Stefan Hula polecieli dalej od Stocha (uzyskali po 115,5 m), lecz noty przyznane pierwszemu z nich zapewniły dopiero 31. miejsce, a drugiemu 34. Nie tylko nasi skoczkowie mieli problemy w zmiennych warunkach pogodowych. W trakcie kwalifikacji zadrżały też serca niemieckich kibiców, bo Markus Eisenbichler, wicelider 67. TCS po dwóch konkursach, zaraz po wyjściu z progu miał spore problemy z opanowaniem sylwetki w locie i z trudem wylądował na 116 metrze. Wywalczył awans, ale dopiero z odległego 32. miejsca.

W piątkowy konkursie Stoch zmierzy się w parze z Austriakiem Clemensem Aignerem, Wolny powalczy z Bułgarem Władimirem Zografskim, Żyła trafiłna Słoweńca Timiego Zajca, Hula na Fina Antti Aalto, natomiast Kubacki o awans do drugiej serii rywalizował będzie ze Słoweńcem Rokiem Justinem. Coraz bardzie wygląda na to, że 67. Turniej Czterech Skoczni zakończy się triumfem Ryoyu Kobayashiego. Japończyk jest w wielkiej formie, ale Kubacki, Stoch i Żyła wciąż mają szanse go pokonać. Tylko czy jeszcze w to wierzą?