Finał MLS bez Polaka

Występujący w New England Revolution Adam Buksa nie zagra jako czwarty polski piłkarz o mistrzostwo amerykańskiej Major League Soccer. W półfinale jego zespół przegrał z Columbus Crew 0:1.

Ekipa New England Revolution w niedzielę przegrała w finale Konferencji Wschodniej MLS z Columbus Crew 0:1. 24-letni Adam Buksa, dla którego był to pierwszy sezon spędzony w amerykańskiej lidze, rozegrał cały mecz i należał do najlepszych graczy. W sumie były napastnik Pogoni Szczecin może być ze swojej gry w MLS zadowolony – w obecnych rozgrywkach strzelił sześć goli i zaliczył jedną asystę. Ale w tym roku jeszcze nie dołączy do Romana Koseckiego, Piotra Nowaka i Jerzego Podbrożnego, którzy w sezonie 1998 w barwach Chicago Fire wywalczyli mistrzostwo MLS. Ta trójka to jak na razie jedyni polscy piłkarze mający w dorobku mistrzostwo USA.
Zwycięska ekipa Columbus Crew tytuł zagra z Seattle Sounders. Ten zespół w finale Konferencji Zachodniej pokonał Minnesota United 3:2. Finał rozgrywek Major League Soccer zostanie rozegrany
12 grudnia.

Nasi szaleją za oceanem

Kapitalny mecz w amerykańskiej Major Soccer League rozegrał w miniony weekend Kacper Przybyłko. Polski napastnik Philadelphia Union zdobył dwie bramki i zaliczył asystę w spotkaniu z D.C. United (4:1).

Przybyłko był bohaterem rozegranego w miniony weekend meczu MLS Philadelphia Union – D.C. United (4:1). 27-letni polski napastnik już po 16. minutach miał na koncie dwa trafienia. Najpierw pokonała bramkarz rywali wykorzystując dośrodkowanie z rzutu rożnego, a kilka minut później popisał się kapitalnym uderzeniem zza pola karnego. To nie był jednak koniec jego popisu, bo po przerwie zanotował jeszcze asystę przy trafieniu Brendena Aaronsona. Przybyłko grał do 64. minuty. w tym sezonie zdobył już cztery bramki. W tej ligowej kolejce MLS do siatki trafił również były napastnik Legii Warszawa Jarosław Niezgoda, który strzałem głową pokonał bramkarza zespołu Real Salt Lake, w zremisowanym przez jego Portland Timbers 4:4 spotkaniu. 25-letni Polak grał do 67. minuty, a jego gol był pierwszym strzelonym na stadionie jego obecnego klubu.
Bez bramki natomiast zakończył swój występ w barwach zespołu New England Revolution Adam Buksa. Powołany do kadry na wrześniowe mecze reprezentacji Polski były napastnik Pogoni Szczecin w spotkaniu z New York Red Bulls (1:1) przebywał na boisku do 73. minuty. O dziesięć minut dłużej w ekipie Chicago Fire zagrał inny z kadrowiczów powołanych przez Jerzego Brzęczka, Przemysław Frankowski. Jego drużyna przegrała na wyjeździe 1:3 z New York City FC. Całe spotkanie w bramce FC Cincinnati rozegrał były już reprezentant naszego kraju Przemysław Tytoń i jeszcze na dodatek zachował czyste konto w meczu z zespołem Columbus Crew (0:0).
Gwoli przypomnienia – tegoroczny sezon MLS został przerwany w marcu z powodu pandemii koronawirusa. W lipcu i sierpniu rozegrano finałowy turniej w izolowanych ośrodkach pod szyldem „MLS is Back”, który wygrała drużyna Jarosława Niezgody – Portland Timbers. Po jego zakończeniu niemal od razu rozpoczęły się rozgrywki nowego sezonu.

48 godzin sport

Wypadek w Tour de Pologne
Do groźnego wypadku doszło na ostatnich metrach rozegranego w miniona środę pierwszego etapu kolarskiego wyścigu Tour de Pologne. Holenderski kolarz Fabio Jakobsen z grupy Deceuninck-Quick Step tuż przed metą został popchnięty przez swojego rodaka, Dylana Groenewegena z zespołu Jumbo-Visma (został za to zdyskwalifikowany), i z ogromnym impetem uderzył w barierki oraz słup reklamowy. W zderzeniu ucierpiał też stojący za ogrodzeniem jeden z sędziów wyścigu. Obaj poszkodowani w wypadku trafili do szpitala. Mocniej poturbowany Jalobsen został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej. Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) opublikowała oświadczenie, w którym zdecydowanie potępiła zachowanie Dylana Groenewegena i zapowiedziała, że jego sprawa zostanie przekazana do Komisji Dyscyplinarnej.

Niezgoda w finale MLS
Zespół Portland Timbers z polskim piłkarzem Jarosławem Niezgodą w składzie (wszedł na boisko w 56. minucie), w półfinale piłkarskiego turnieju „MLS Is Back” pokonał 2:1 drużynę Philadelphia Union, w której cały mecz rozegrał inny z polskich piłkarzy w MLS, Kacper Przybyłko). Turniejowej finał sezonu Major Soccer League jest rozgrywany w Orlando w formule turniejowej. Finałowym rywalem ekipy Timbers będzie zwycięzca drugiego półfinałowego meczu – Orlando City lub Minnesota United (spotkanie odbyło się w czwartek w nocy polskiego czasu).

W NHL też grają mimo pandemii
W miniony weekend wznowiła rozgrywki NHL. Runda kwalifikacyjna ma potrwać do 9 sierpnia, a potem rozpoczną się ćwierćfinały w obu konferencjach. Półfinały zaplanowano od 25 sierpnia, zaś finały od 8 września. Początek zmagań o Puchar Stanleya zaplanowano na 22 września. Zwycięzca zostanie wyłoniony najpóźniej do 4 października. Mistrzowskiego tytułu broni zespół St. Louis Blues.

Wrócił z Polski do ojczyzny
Słoweniec Urosz Korun, który przez ostatnie pięć sezonów był piłkarzem Piasta Gliwice, podpisał dwuletni kontrakt z trzecim zespołem słoweńskiej ekstraklasy w minionych rozgrywkach Olimpiją Lublana. 33-letni obrońca w polskiej ekstraklasie wystąpił w 132 spotkaniach i zdobył cztery gole, 26 razy został ukarany żółtą kartką i dwukrotnie czerwoną. Ostatnio Piast stracił innego podstawowego zawodnika – Hiszpana Jorge Felixa, który przeszedł do tureckiego Sivassporu. Umowy nie przedłużył też Anglik Tom Hateley.

Wilczek wrócił do Danii
Kamil Wilczek opuścił turecki zespół Goeztepe, do którego przeszedł w styczniu tego roku z Broendby Kopenhaga, i wrócił do duńskiej ekstraklasy. Polski napastnik, podpisał dwuletni kontrakt z innym z kopenhaskich klubów, FC Kopenhaga. Wilczek ma w Danii dobrą markę, bo wcześniej w barwach Broendy w 163 meczach strzelił 92 gole. W tureckiej lidze nie był taki skuteczny, bo w 14 występach zdobył tylko jedną bramkę.

Przegrali z wirusem

FC Dallas nie wystąpi w turnieju w Orlando, w którym amerykańsko-kanadyjska liga MLS zamierza dokończyć przerwane przez pandemię rozgrywki. Po kolejnych testach okazało się, że aż 10 piłkarzy jest zakażonych.

Rywalizacja w Orlando już się rozpoczęła, a testy, które dały wynik pozytywny u piłkarzy FC Dallas, wykonano już w zamkniętym ośrodku w Orlando, gdzie każda z 26 drużyn przebywa w izolacji. Koronawirusem zosta też dotknięty zespół Nashville SC, w któym na razie wykryto pięć przypadków zakażenia Covid-19, mimo to klub nie podjął decyzji o wycofaniu zespołu z rozgrywek.
Wiadomo już, że w Orlando nie zagra gwiazdor ligi Carlos Vela z Los Angeles FC. Najlepszy strzelec (36 bramek) i najlepszy zawodnik poprzedniego sezonu odmówił udziału w turnieju z obawy przed koronawirusem. Skorzystał w ten sposób z zapisu regulaminu „czasu zarazy” ustalonego przez władze MLS, którego jeden z kluczowych zapisów zezwala piłkarzom na rezygnację z przystąpienia do rywalizacji z powodów zdrowotnych. „Chciałbym być z moimi kolegami w Orlando, ale muszę pozostać z moją żoną, która jest w zagrożonej ciąży” – oświadczył meksykański piłkarz.
Turniej pod nazwą „MLS is Back” w Orlando ma potrwać do 11 sierpnia. Mecze są rozgrywane bez udziału publiczności. Tegoroczne rozgrywki przerwano z powodu koronawirusa 12 marca po zaledwie dwóch kolejkach. Na początku maja pozwolono piłkarzom na indywidualne zajęcia na obiektach treningowych klubów, a pod koniec poprzedniego miesiąca – na treningi w małych grupach. 4 czerwca poinformowano, że kluby mogą wrócić do szkolenia całych drużyn, ale pod warunkiem przestrzegania rygorystycznych procedur oraz uzyskania zgody personelu medycznego i lokalnych ekspertów ds. chorób zakaźnych. W kadrach rywalizujących w Orlando są też polscy piłkarze – Kacper Przybyłko (Philadelphia Union), Przemysław Frankowski (Chicago Fire), Adam Buksa (New England Revolution), Jarosław Niezgoda (Portland Timbers) i Przemysław Tytoń (FC Cincinnati).

Covid-19 szaleje w MLS

Sześciu piłkarzy klubu MLS FC Dallas miało pozytywny wynik testu na koronawirusa i z tego powodu mecz tej drużyny z Vancouver Whitecaps został przełożony. Ale liga mino to wznowi przerwane rozgrywki.

Tegoroczny sezon rozgrywek w amerykańsko-kanadyjskiej Major Soccer League przerwano z powodu wybuchu pandemii koronawirusa 12 marca. Do tego momentu zdążono rozegrać tylko dwie kolejki spotkań. Dopiero na początku maja piłkarze mogli podjąć indywidualne treningi na obiektach treningowych klubów, a pod koniec tego miesiąca zezwolono na zajęcia w małych grupach. Od 4 czerwca zespoły mogły już jednak trenować bez ograniczeń liczbowych, ale pod warunkiem przestrzegania rygorystycznych procedur sanitarnych i pod ścisłym nadzorem personelu medycznego i lokalnych służb epidemicznych. W MLS występuje obecnie pięciu polskich piłkarzy: Kacper Przybyłko (Philadelphia Union), który przeszedł zakażenie koronawirusem, Przemysław Frankowski (Chicago Fire), Adam Buksa (New England Revolution), Jarosław Niezgoda (Portland Timbers) i Przemysław Tytoń (FC Cincinnati).
Po przeprowadzeniu testów we wszystkich 26 zespołach MLS okazało się, że wśród 392 zawodników, trenerów, a także innych pracowników ligi stwierdzono 30 przypadków koronawirusa. Rozgrywki zostaną wznowione w formule turnieju, który zostanie rozegrany w dniach od 8 lipca do 11 sierpnia w zamkniętym kompleksie sportowym w Orlando.
FC Dallas miał swój pierwszy mecz rozegrać 9 lipca z Vancouver Whitecaps, lecz po przełożeniu tego spotkanie, swój udział w zmaganiach zainauguruje dopiero 15 lipca spotkaniem z Seattle Sounders, o ile rzecz jasna koleje testy nie wykażą zwiększenia liczby zakażonych. Cała drużyna wraz ze sztabem szkoleniowym przechodzi teraz kwarantannę. Z informacji podanych przez ten klub wynika, iż przed przyjazdem do Orlando wszystkie testy przeprowadzone wśród piłkarzy i sztabu dały wynik negatywny. Zakażenia wykryto dopiero po badaniach przeprowadzonych już po przylocie na Florydę.

Niezgodę odpuścili, Lewego nie powinni

Major League Soccer nie należy do najbardziej popularnych rozgrywek sportowych w Stanach Zjednoczonych, ale… piłka nożna w tym kraju dynamicznie się rozwija i ma się coraz lepiej. Niedawno brazylijski gwiazdor Neymar zadeklarował, że za kilka lat zagra w MLS w barwach zespołu Inter Miami. Głównym animatorem tego klubu, który dopiero zadebiutuje w tej lidze, jest David Beckham. Ale udane sezony w MLS ma za sobą wielu graczy o uznanych nazwiskach, jak choćby Zlatan Ibrahimović czy Wayne Rooney, a ochotę na to ma wielu innych, także Robert Lewandowski. Na razie jednak Amerykanie wyciągają z Polski zawodników o mniej znanych nazwiskach.

W latach 70. i 80. ubiegłego wieku mimo administracyjnych ograniczeń do USA na sportowe saksy wyjechała jednak całkiem spora grupa piłkarzy, wśród nich także reprezentanci Polski o znanych na świecie nazwiskach, jak Kazimierz Deyna, Władysław Żmuda, Robert Gadocha, Stanisław Terlecki, Zdzisław Kapka, Adam Musiał czy Adam Nawałka. Nie oni jednak tworzyli historię Major League Soccer, bo ligę powołano do życia dopiero w 1993 roku, rok przed rozegranymi w Stanach Zjednoczonych mistrzostwami świata w piłce nożnej, zakończonymi triumfem reprezentacji Brazylii. Rozgrywki ruszyły jednak dopiero w 1996 roku i chociaż nie wróżono im długiego żywota, mimo silnej konkurencji ze strony NBA, NHL, MBL i NFL przetrwały i w marcu zainaugurują jubileuszowy 25 sezon.
MLS nie jest ligą wedle europejskiego modelu. Gra w systemie wiosna-jesień, nie ma w niej spadków i awansów, a system rozgrywek jest taki, jak w innych zawodowych ligach amerykańskich, czyli z podziałem na konferencje, sezon zasadniczy i play off. W pierwszym sezonie w rozgrywkach wystartowało dziesięć zespołów, obecnie jest ich 26, a w najbliższych latach mają dołączyć jeszcze trzy. Zarobki piłkarzy są kontrolowane przez władze ligi, a zasady wynagradzania obowiązują wszystkie kluby. Nie przeszkadza to w płaceniu największym gwiazdom krociowych wynagrodzeń, ale też uniemożliwia, jak ma to miejsce w Europie, zatrudnianiu większej liczy takich graczy w jednym zespole.
Skromny wkład Polaków w MLS
Zresztą w MLS w ostatnich kilku latach zmienił się trend. Dzisiaj kluby nie chcą już stawiać na boiskowych weteranów w rodzaju Ibrahimovicia czy Rooneya, jak robiły to od początku istnienia ligi. Skorzystało na tym też kilku znanych polskich piłkarzy, także reprezentantów Polski. W 1996 roku do MLS trafił Robert Warzycha (Columbus Crew), dwa lata później w Chicago Fire pojawił się tercet Piotr Nowak, Roman Kosecki i Jerzy Podbrożny, a w do Tampa Bay Matiny trafił Jacek Ziober. W kolejnych latach strumień graczy z naszego kraju był już cieniutki – w 2000 roku w Columbus Crew mignął Mirosław Rzepa, w 2003 roku w New York MetroStars Andrzej Juskowiak (zagrał tylko sześć meczów i strzelił jednego gola). Pięc lat później do Chicago Fire zawitał „Francek, łowca bramek”, czyli Tomasz Frankowski. Zaliczył tylko jeden sezon, 16 występów, w których zdobył dwie bramki. Po nim w 2010 roku w ekipie z Chicago pojawił się Krzysztof Król, w 2011 roku w Sporting Kansas City Konrad Warzycha, a w 2015 roku w Toronto FC Damien Perquis.
W 2019 roku w MLS mieliśmy trzech graczy – do Chicago Fire powędrował Przemysław Frankowski, do FC Cincinatti Przemysław Tytoń, a do Philadelphia Union Kacper Przybyłko. Zrobili dobrą markę polskim piłkarzom – Frankowski rozegrał 31 meczów i strzelił 5 goli, a Przybyłko w 26 występach strzelił 15 goli.
Przed tegorocznym sezonem za ocean powędrował z Pogoni Szczecin do New England Revolution 23-letni Adam Buksa oraz z Legii Warszawa do Portland Timbers 24-letni lider klasyfikacji strzelców naszej ekstraklasy Jarosław Niezgoda. Obaj są świetnym przykładem nowego modelu biznesowego stosowanego przez kluby MLS, które zaczęły ściągać do siebie młodych, utalentowanych i głodnych sukcesu zawodników z całego świata i coraz śmielej uczestniczyć w międzynarodowym rynku transferów piłkarskich. Zachęcają je do tego przypadki takich graczy, jak Miguel Almiron, który z MLS przeszedł do angielskiego Newcastle za 24 mln euro), Alphonso Daviesa oddanego do Bayernu Monachium za 10 mln euro czy Zacka Steffena, który trafił do Manchesteru City za 8 mln euro.
Kluby MLS oprócz rozwijania swoich akademii piłkarskich, intensywnie też wyszukują utalentowanych graczy w krajach Ameryki Południowej, ale na tym rynku panuje silna konkurencja i ceny są mocno wyśrubowane, dlatego futbolowi skauci z MLS coraz chętniej penetrują mniejsze ligi europejskie, w tym także polską ekstraklasę. Nie wszyscy polscy piłkarze są chętni na przeprowadzkę za ocean. Oprócz Buksy i Niezgody tej zimy oferty kontraktowe z amerykańskich klubów mieli jeszcze Jacek Góralski (ostatecznie wybrał kazachski Kajrat Ałmaty), Damian Kądzior (wolał pozostać w Dinamie Zagrzeb) oraz Patryk Klimala (wybrał Celtic Glasgow).
W polskiej lidze wciąż jest tanio
Wyciągnięcie piłkarza z PKO Ekstraklasy wciąż jest tanim biznesem. Przemysław Frankowski zimą 2018 roku przeszedł z Jagielloni Białystok do Chicago Fire za skromne półtora miliona euro, ale tej zimy za Buksę ekipa New England Revolution zapłaciła Pogoni Szczecin już 4 mln euro, zaś Portland Timbers za Niezgodę 3,5 mln euro, a dopłaci jeszcze prawie milion, jeśli okaże się, że po zabiegu kardiologicznym przeprowadzonym już w USA ten piłkarz całkowicie pozbył się problemów z sercem. W sumie polski futbol w tym sezonie reprezentować będzie w MLS pięciu zawodników. Dla porównania, Francja ma 12 graczy, Anglia 10, Hiszpania dziewięciu, Niemcy i Szwecja po siedmiu, a Holandia i Dania po sześciu. Obiektywnie rzecz oceniając, MLS jest dobrym miejscem do rozwoju dla młodych piłkarzy, a dla tych z Polski ponadto także atrakcyjnym pod względem zarobków. Przybyłko w Philadelphii Union w pierwszym sezonie otrzymywał 277 tysięcy dolarów, teraz będzie dostawał dwukrotnie wyższą gażę, bo ma kontrakt progresywny. Tytoń z kolei jako bramkarz FC Cincinnati zarabia 330 tysięcy dolarów, ale już Frankowski w Chicago Fire dostaje 661 tysięcy rocznej pensji, a w tym sezonie ta kwota wzrośnie, bo jego kontrakt także jest progresywny. Niezgoda w Portland Timbers także wedle nieoficjalnych informacji ma zarabiać około jednego miliona dolarów za sezon, co jest kwotą niemal czterokrotnie wyższą od tej, jaką płaciła mu Legia.
To spora różnica, lecz bynajmniej nie jest efektem gorszej kondycji finansowej stołecznego klubu, tylko raczej skutkiem chaotyczni prowadzonej w nim polityki płacowej. Skądinąd wiadomo przecież, że w kadrze Legii są zawodnicy zarabiający rocznie na tym poziomie, choćby 32-letni obrońca Artur Jędrzejczyk. Z punktu widzenia interesów klubu zdecydowanie bardziej opłacalnym interesem byłaby podwyżka gaży do takiego poziomu dla obiecującego 24-letniego napastnika, który po 20 kolejkach rundy jesiennej miał na koncie 14 goli i przewodził w klasyfikacji strzelców PKO Ekstraklasy, bo Legia ma szansę odzyskać w tym sezonie mistrzowski tytuł, a więc jej szefowie powinni już dzisiaj myśleć o budowie zespołu zdolnego do zakwalifikowania się do Ligi Mistrzów, bo takie osiągnięcie przyniosłoby o wiele większe zyski niż te 3,5 mln dolarów wzięte już teraz od Portland Timbers za Niezgodę. Nie trzeba też chyba dodawać, że ten piłkarz, jako król strzelców ekstraklasy i z występami w Champions League na koncie, pod koniec tego roku zyskałby znacznie na wartości. Gdyby wtedy przeszedł do MLS, dostałby tam wtedy status faktycznej gwiazdy, bo dzisiaj jest w Stanach Zjednoczonych piłkarzem anonimowym i na dorobku.
Nie puszczać Lewego za ocean
Nie ulega wątpliwości, że w tej chwili jedynym polskim piłkarzem, który za oceanem mógłby zrobić prawdziwą promocję polskiej piłce nożnej, jest Robert Lewandowski. Ona nawet jakiś czas temu wyraził ochotę na taką przeprowadzkę, ale odkąd przedłużył kontrakt z Bayernem Monachium do 2024 roku, jego nazwisko w kontekście występów w MLS przestało pojawiać się nawet w najbardziej niepoważnych medialnych spekulacjach. Co bynajmniej nie musi oznaczać, że temat definitywnie upadł. Lewandowski pod względem motorycznym jest wyjątkowym piłkarzem nie tylko jak na polskie realia i pod tym względem dorównuje nawet Cristiano Ronaldo, a pamiętajmy, że Portugalczyk, chociaż ma już 35 lat, wciąż regularnie strzela gole i bez trudu wytrzymuje maksymalne obciążenia meczowe. Polak ma teraz 31 lat, a gdy będzie wygasał jego obecny kontrakt z Bayernem, osiągnie obecny wiek Cristiano Ronaldo i można w ciemno założyć, że tak samo jak on nadal będzie zdolny do gry na najwyższym światowym poziomie.
Dla polskiego futbolu byłoby zdecydowanie korzystniej, gdyby wtedy „Lewy”, już po wypełnieniu kontraktu z Bayernem i jako wolny zawodnik, zamiast szukać szczęścia za oceanem jako gwiazdor MLS, wybrał opcję powrotu do polskiej ekstraklasy. A jeśli taki wariant zakończenia piłkarskiej kariery poważnie rozważa, a ponoć rozważa, to zważywszy na jego rozliczne interesy i rodzinne korzenie jedynym klubem, w którym z sensem mógłby zagrać, jest Legia Warszawa. Chociaż kiedyś nie poznano się tu na jego talencie, jego powrót na jeden czy dwa sezony zapewniłby Legii nie tylko światowy rozgłos, ale co ważniejsze – stworzyłby możliwości rozwoju o jakich dzisiaj włodarze na Łazienkowskiej mogą jedynie marzyć.
Pozyskanie Lewandowskiego, bynajmniej nie wyłącznie w roli zawodnika, powinno dla obecnie jedynego właściciela stołecznego klubu Dariusza Mioduskiego być najważniejszym celem strategicznym. Taki partner byłby dla niego bezcennym wsparciem. Dla niekwestionowanych korzyści wizerunkowych, sportowych i biznesowych jakie Legia mogłaby odnieść dzięki „Lewemu”, naprawdę warto podzielić nie tylko podzielić się z nim władzą w klubie, lecz nawet oddać ją w jego ręce.

Nemanja Nikolić strzela rzadziej

Fatalne wyniki w tym sezonie MLS notują piłkarze Chicago Fire. Gwiazdą tego zespołu jest były król strzelców Lotto Ekstraklasy Węgier Nemanja Nikolić. Zespół z Chicago w niedzielę przegrał 15. mecz, ulegając Montreal Impact 1:2.

 

Ostatnie zwycięstwo drużyna z „Wietrznego Miasta” zanotowali 1 lipca, kiedy to przed własną widownią pokonała 3:2 New York City. Od tego czasu trwa seria słabych występów ekipy „Strażaków”, która zajmuje obecnie ostatnie, 11. miejsce w Konferencji Wschodniej MLS. Nikolić w poprzednim sezonie był niekwestionowaną gwiazdą nie tylko Chicago Fire, lecz całej Major League Soccer. W 35 występach zdobył 24 bramki i został królem strzelców ligi. Uhonorowano go także nagrodą dla najlepszego piłkarza sezonu. Tym samym węgierski napastnik dołączył do galerii najwybitniejszych graczy MLS.

Warto przypomnieć, że przed nim takie wyróżnienie dostali m.in. Francuz Thierry Henry i Anglik David Beckham, czyli piłkarze z najwyższej światowej półki. Niestety, obecny sezon dla 31-letniego Nikolicia nie jest już taki udany jak poprzedni. W spotkaniu z Montreal Impact strzelił co prawda honorowego gola, ale było to dopiero jego jedenaste ligowe trafienie w 23 występie. Były król strzelców naszej ekstraklasy ma w dorobku jeszcze cztery bramki zdobyte w Pucharze USA, ale jego szanse na ponowne zwycięstwo w klasyfikacji strzelców są iluzoryczne. Mimo to Węgier należy do tych graczy, do których kibice mają najmniej pretensji o słabe wyniki.

Zawodnicy Chicago Fire mogą już powoli oswajać się z myślą, że w tym sezonie nie powalczą w fazie play off. Przegrany wyjazdowy mecz w Kanadzie był już ich ósmą porażką z rzędu. W całym sezonie wygrali tylko sześć z 26 ligowych spotkań, ponadto mają jeszcze w dorobku pięć remisów. Odrobienie takich strat raczej nie jest już możliwe.

 

Piłkarz MLS ujawnił, że jest gejem

Collin Martin, piłkarz występującego w Major League Soccer zespołu Minnesota United, ogłosił, że jest gejem. To kolejny sportowiec ze Stanów Zjednoczonych, który zdecydował się na taki ruch.

 

Martin nie jest pierwszym zawodnikiem MLS, który ujawnił homoseksualną orientację. Przed nim zrobił to Robbie Rogers z Los Angeles Galaxy. W innych grach zespołowych także znaleźli się odważni. Na taki krok zdecydował się były koszykarz New Jersey Nets Jason Collins i kilku graczy NFL, NHL oraz MLB. W Europie podobnie postąpił przed laty nieżyjący już angielski piłkarz Justin Fashanu, a nie tak dawno na coming out zdecydował się były reprezentant Niemiec Thomas Hitzlsperger, który zrobił to jednak już po zakończeniu kariery. Klub z Minneapolis postanowił wesprzeć swojego zawodnika. Podczas najbliższego meczu drużyna ma wystąpić w koszulkach z numerami w kolorze tęczy. „Teraz jestem dumny, że gram w tej drużynie” – stwierdził Martin.