48 godzin sport

Bayern zatrzymał Flicka
Kierownictwo Bayernu Monachium podjęło decyzję o podpisaniu nowego kontraktu z tymczasowym trenerem pierwszej drużyny Hansim Flickiem, który na początku listopada ub. roku zastąpił zwolnionego za słabe wyniki Niko Kovaca. Pod jego wodzą bawarski zespół rozegrał dotąd 18 meczów, z których 15 wygrał i wciąż liczy się w rywalizacji o trzy trofea – mistrzostwo i puchar Niemiec jeden w Lidze Mistrzów. Z tego powodu władze Bayernu porzuciły pomysł ściągnięcia szkoleniowca z większym nazwiskiem i podpisały z Flickiem umowę do końca czerwca 2023 roku.

Na Białorusi wyłonili mistrza
Hokeiści Junosti Mińsk wywalczyli tytuł mistrza Białorusi. W finałowej serii, do czterech zwycięstw, pokonali 4-1 Szachciora Soligorsk. Liga białoruska była jedyną w Europie, której rozgrywek nie przerwano bądź zawieszono z powodu pandemii koronawirusa. Decydujący mecz, który odbył się w Mińsku, obejrzało jednak tylko 239 kibiców. Gospodarze wygrali 3:2, a do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka. Trwała ona niespełna osiem minut. Wówczas decydującego gola strzelił Władisław Jerjomienko. Mistrzostwo Białorusi zespół Junosti wywalczył po raz dziewiąty w historii i drugi z rzędu.

Kenijski mistrz lekceważy wirusa
W Kenii epidemia koronawirusa dopiero się zaczyna, bo odnotowano na razie w tym kraju niespełna dwieście przypadków zachorowań i kilka ofiar śmiertelnych, lecz władze już wprowadziły godzinę policyjną i ograniczenia zgromadzeń w miejscach publicznych. Kenijczycy mają zakaz wychodzenia z domu po godzinie 19, ale nie wszyscy je respektują. Wśród ukaranych za złamanie zakazów znalazł się słynny maratończyk Wilson Kipsang, którego policja przyłapała podczas zakrapianej alkoholem imprezie w klubie nocnym w Iten. Były rekordzista świata drugi raz w tym roku podpadł kibicom. W styczniu zdyskwalifikowany na rok za unikanie testów antydopingowych.

Kierowcy F1 dostali po kieszeni
Zespoły Formuły 1 po każdym odwołanym z powodu epidemii Covid-19 wyścigu ponoszą milionowe straty i z tego powodu są zmuszone szukać oszczędności, m.in. renegocjując kontrakty z kierowcami. Pierwsi z części swoich wynagrodzeń zrezygnowali zawodnicy McLarena – Carlos Sainz (zarabia 2 mln funtów rocznie) oraz Lando Norris (0,6 mln funtów). Za ich przykładem poszli jednak najwyżej opłacani jeźdźcy w Formule 1 – sześciokrotny mistrz świata Lewis Hamilton (Mercedes płaci mu rocznie 40 mln funtów) oraz czterokrotny mistrz globu Sebastian Vettel (Ferrari – 35 mln funtów), którzy wedle medialnych spekulacji są skłonni obniżyć swoje gaże nawet o 40 procent.

Spór koszykarzy z NBA
Stowarzyszenie koszykarzy NBA odrzuciło zaproponowaną przez władze ligi redukcję zarobków o 50 procent, która miałaby obowiązywać od 15 kwietnia. Zawodnicy proponują obniżenie pensji o 25 procent od 15 maja. Rozmowy w tej sprawie mają być kontynuowane.

Biathloniści wybrali nowego szefa
W dobie koronawirusa udało im się przeprowadzić wybory! Zbigniew Waśkiewicz został wybrany prezesem Polskiego Związku Biathlonu podczas sobotniego nadzwyczajnego zjazdu federacji, zorganizowanego w systemie online. Był jedynym kandydatem, uzyskał poparcie wszystkich 36 głosujących. Wybory w połowie kadencji były konieczne, ponieważ dotychczasowa szefowa związku, Dagmara Gerasimuk, została 1 marca dyrektorem rozwoju Międzynarodowej Unii Biathlonu (IBU) i musiała złożyć rezygnację z funkcji prezesa PZBiath. Waśkiewicz, wraz z dotychczasowym zarządem, będzie rządził do końca obecnej kadencji, czyli do 2022 roku.

Rosyjski trener złapał wirusa
Anton Kaduszin, trener rosyjskiej kadry narodowej w boksie, uzyskał pozytywny wynik testu na koronawirusa. To skutek jego uczestnictwa w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk. Reprezentacja Rosji w boksie brała udział w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich 2020 w Londynie, który odbył się w dniach 13 marca – 23 marca. 16 marca organizatorzy postanowili przerwać zmagania pięściarzy z powodu pandemii koronawirusa, ale to i tak nie uchroniło kilku uczestników zawodów przed zarażeniem COVID-19. W londyńskich kwalifikacjach brało udział 13 reprezentantów Polski. Po przylocie do kraju nie stwierdzono u nich objawów koronawirusa.

Mistrz z Rio odłożył wiosła
Brytyjski wioślarz Tom Ransley, mistrz olimpijski z 2016 roku, poinformował o zakończeniu kariery. Ostateczny wpływ na jego decyzję miało przełożenie igrzysk w Tokio o rok. 34-letni Ransley był w składzie brytyjskiej ósemki, która zdobyła złoty medal igrzysk w Rio de Janeiro w 2016 roku, a także brązowy w Londynie cztery lata wcześniej. Jest też dwukrotnym mistrzem świata w ósemce z 2013 i 2014 roku. „Mój czas minął, ale to przełożenie igrzysk w Tokio przesądziło ostatecznie o mojej decyzji” – przyznał Ransley wywiadzie dla BBC.

Areszt domowy dla piłkarza
Znany polskim kibicom piłkarskim z występów w Legii Warszawa (2017-2019) Aleksandar Prijović obecnie jest zawodnikiem saudyjskiego klubu Al-Ittihad, ale przerwę w rozgrywkach spowodowaną epidemią koronawirusa spędza w rodzinnej Serbii. Niestety, nie zastosował się do wprowadzonych przez rząd tego kraju ograniczeń. W miniony piątek Prijović został aresztowany w jednej z kawiarni w Belgradzie, ponieważ przebywał w niej z żoną i grupą przyjaciół po godzinie policyjnej. Piłkarz za złamanie zakazu dostał karę trzech miesięcy aresztu domowego.

Zmarł znany rumuński piłkarz
Znany przed laty rumuński bramkarz Martin Tudor zmarł w wieku 43 lat. Prawdopodobnie atak serca. O śmierci 43-letniego Tudora poinformował jego dawny klub, Steaua Bukareszt (teraz pod nazwą FCSB), którego barwy reprezentował przez sześć sezonów. Ostatnio pracował jako trener bramkarzy, m.in. w reprezentacji Rumunii.

Obrotny nowojorczyk

Były koszykarz NBA Stephon Marbury, obecnie pracujący w Chinach jako trener zespołu Royal Fighters Pekin, kupił w tym kraju maseczki dla Nowego Jorku za blisko 30 mln dolarów.

Marbury jako koszykarz występował w New Jersey Nets, Phoenix Suns, New York Knicks i Boston Celtics, ale zawsze podkreślał, że urodził się na Brooklynie i nigdy nie przestał być nowojorczykiem. 43-letni obecnie szkoleniowiec ma w dorobku bogatą w sukcesy karierę koszykarską w NBA (m.in. dwukrotnie uczestniczył w Meczu Gwiazd), brązowy medal olimpijski z 2004 roku oraz trzy mistrzowskie tytuły wywalczone w lidze chińskiej w latach 2011-2018. Od 2019 roku pracuje jako trener Royal Fighters Pekin.
Korzystając ze swoich dobrych kontaktów w Chinach Marbury postanowił pomóc zmagającemu się z pandemią koronawirusa Nowemu Jorkowi i za własne pieniądze kupił 10 milionów masek ochronnych. Wydał na ten deficytowy teraz w USA produkt ponad 27 mln dolarów. Maski mają dotrzeć do Nowego Jorku, który jest epicentrum pandemii w USA, w kilku transzach w ciągu pięciu tygodni.

NBA wróci w czerwcu

Właściciele klubów NBA rozważają co robić, jeśli przerwa w rozgrywkach potrwała dłużej niż ustalony miesiąc. Powodem jest zarządzenie rządu, by przez najbliższe osiem tygodni nie organizować zgromadzeń powyżej 50 osób.

Na razie największa i najbogatsza na świecie koszykarska liga oficjalnie wstrzymała sezon na 30 dni, ale dynamiczny wzrost liczby zarażonych koronawirusem na terenie Stanów Zjednoczonych skłania władze NBA do przedłużenia okresu zawieszenia. Ostatnio rozważa się już nawet trzymiesięczną przerwę, co oznacza, że w najlepszym razie koszykarze mogą wrócić do gry dopiero w drugiej połowie czerwca. Dlatego kluby ponoć już na wszelki wypadek rezerwują hale na lipiec i sierpień, bo w tych miesiącach może odbywać się faza play off. Ponieważ w tej chwili nie zakłada się w NBA wznowienia rozgrywek z udziałem publiczności, rozważany jest wariant oszczędnościowy, czyli grę w mniejszych obiektach czy nawet w halach treningowych.
Takie rozwiązanie powoduje jednak kolejne komplikacje, bo miesiące letnie to przecież okres pozyskiwania nowych graczy, czyli draft i transfery wolnych graczy, a także termin igrzyska olimpijskich, których na razie nie odwołano i które wedle zapewnień władz Japonii mają się odbyć zgodnie z planem. Z tych powodów do wznowienia rozgrywek NBA może w ogóle nie dojść i obecny sezon zostanie po prostu zakończony.
Władze NBA przygotowują więc trzy scenariusze: zakończenie sezonu, wznowienie rozgrywek bez fanów oraz wydłużenie przerwy i przejście do fazy play off z udziałem publiczności. Ponieważ wiadomo już, że z powodu pandemii kluby poniosą poważne straty finansowe, zawodników czekają cięcia w zarobkach na zasadach ustalonych dla całej ligi.
Reprezentant USA Donovan Mitchell z Utah Jazz jest drugim koszykarzem NBA, u którego stwierdzono zakażenie koronawirusem. Wcześniej pozytywny wynik dały badania u jego klubowego kolegi Francuza Rudy’ego Goberta, co spowodowało natychmiastowe zawieszenie rozgrywek ligi NBA na 30 dni.

Odwołują na potęgę

Zarządzenia dotyczące zwalczania epidemii koronawirusa wymiotły z boisk i hal sportowych nie tylko kibiców, ale też zawodników. W Polsce wszystkie ligi zawodowe albo zawiesiły, jak piłkarska PKO Ekstraklasa czy siatkarska PlusLiga, rozgrywki, albo je przedwcześnie zakończyły, jak zrobiła to Polska Hokej Liga. Przymusowa przerwa to dla wyczynowych sportowców poważny problem, bo w tej chwili na dobrą sprawę nawet nie mają gdzie trenować, bo operatorzy obiektów sportowych zamknęli do nich dostęp.

Z obawy przed rozprzestrzenianiem się pandemii koronawirusa praktycznie wszystkie krajowe i międzynarodowe rozgrywki sportowe w Europie zostały zawieszone. W Polsce najdłużej zwlekał z tym PZPN. W czwartek Superliga, odpowiedzialna za zarządzanie rozgrywkami piłki ręcznej PGNiG Superligi i PGNiG Superligi Kobiet, podjęła decyzję o wstrzymaniu ich do odwołania. „Decyzja została podyktowana troską o zdrowie i bezpieczeństwo zawodników biorących udział w rozgrywkach, sztabów szkoleniowych oraz wszystkich pracowników klubów zaangażowanych w organizację meczów” – napisano w komunikacie. Taką samą decyzję podjął zarząd Polskiej Ligi Koszykówki, organizator rozgrywek Energa Basket Ligi, który zawiesił rozgrywki od 12 do 25 marca. „Mamy nadzieję, że po tym okresie wrócimy do rywalizacji i wszyscy razem będziemy cieszyć się ze wspaniałych koszykarskich widowisk” – wyraził nadzieję Radosław Piesiewicz, prezes Energa Basket Ligi i Polskiego Związku Koszykówki.
Do odwołania wstrzymała swoje rozgrywki również Polska Liga Siatkówki, zarządzająca męską PlusLigą, Ligą Siatkówki Kobiet oraz KRISPOL 1. Ligą. Przerwa w rozgrywkach obowiązuje od 12 marca, tylko KRISPOL 1. Liga zacznie pauzować od 15 marca. „Poza oczywistymi względami epidemiologicznymi, którą są tu kluczowe, coraz większa liczba naszych zespołów nie tylko nie ma gdzie rozgrywać meczów, lecz nawet trenować, bo w wielu miejscowościach w Polsce władze samorządowe zamykają obiekty szkolne i Miejskich Ośrodków Sportu i Rekreacji” – wyjawił prezes PLS Paweł Zagumny.
Piłkarska ekstraklasa podjęła decyzję o zawieszeniu rozgrywek dopiero w piątek. „Przeprowadziliśmy szereg konsultacji z PZPN oraz z innymi ligami profesjonalnymi, które już zdecydowały się na przełożenie rozgrywek. Zasięgnęliśmy też opinii organów administracji państwowej oraz władz sanitarnych. Prawdopodobną datę wznowienia rozgrywek ustalimy w zależności od aktualnej sytuacji związanej z rozprzestrzeniającym się koronawirusem lub w wyniku decyzji UEFA, która w najbliższy wtorek przeprowadzi konsultacje z poszczególnymi federacjami krajowymi oraz ECA i European Leagues, które mogą mieć wpływ na tegoroczny kalendarz lub plany rozgrywek UEFA na kolejny sezon. W zależności od ustaleń będziemy reagować na bieżąco w ścisłej współpracy z Polskim Związkiem Piłki Nożnej i klubami” – zapowiedział prezes Ekstraklasa SA Marcin Animucki.
Potentaci wstrzymują rywalizację
Polskie ligi nie są żadnym wyjątkiem. W ubiegłym tygodniu zawiesiła swoje rozgrywki koszykarska NBA, gdy okazało się, że u zawodnika Utah Jazz Rudy’ego Goberta wykryto wirus Covid-19. Podobnie postąpiła hokejowa NHL oraz wszystkie pozostałe największe zawodowe ligi za oceanem, w tym baseballowa (MLB) i piłki nożnej (MLS). Międzynarodowa Federacja Tenisowa odwołała wszystkie tenisowe turnieje w marcu i kwietniu, Formuła 1 odwołała inaugurujące sezon Grand Prix Australii, ale też dwa następne wyścigi – w Bahrajnie i Wietnamie.
Ta zmiana w nastawieniu władz największych organizacji sportowych wymusiła w końcu także zmianę w podejściu do epidemii koronawirusa przez działaczy największych potentatów w świecie sportu, jakimi są FIFA i UEFA. Międzynarodowa federacja swoje nowe stanowisko sformułowała w oficjalnym komunikacie: „W związku z pandemią koronawirusa FIFA postanowiła, że w marcu i kwietniu kluby będą zwolnione z obowiązku wysyłania zawodników na zgrupowania kadry. FIFA rozumie, że organizowanie meczów w obecnych okolicznościach może nie tylko stanowić zagrożenie dla piłkarzy i ogółu społeczeństwa, ale także wynik sportowy mógłby zostać wypaczony. Część drużyn nie mogłaby korzystać z czołowych zawodników. Dodatkowo FIFA zaleca, aby wszystkie międzynarodowe mecze zaplanowane na marzec i kwiecień zostały odwołane. Odwołane do czasu, gdy już sytuacja będzie opanowana i bezpieczna” – czytamy w oficjalnym komunikacie. FIFA poinformowała także, że będzie starała się rozmawiać ze wszystkimi federacjami krajowymi, aby wspólnie ustalić kalendarz piłkarski na najbliższe miesiące. Światowa centrala piłkarska zapewniła, że ściśle współpracuje z WHO.
W końcu także UEFA podjęła wyczekiwane decyzje. Zawieszono rywalizację w Lidze Mistrzów i Lidze Europy, co sprawiło, że wszystkie najsilniejsze ligi na naszym kontynencie także natychmiast przerwały swoje rozgrywki. Na razie nawet w najbardziej w Europie dotkniętych epidemią krajach, Włoszech i Hiszpanii, sportowe zmagania zawieszono jedynie do początku kwietnia. Do tego czasu nie będą też grać w Niemczech, Anglii i Francji oraz w większości innych lig, w tym także polskiej.
Nie wszędzie boja się epidemii
Tylko w nielicznych europejskich krajach rozgrywki ligowe nadal nie zostały zawieszone z powodu epidemii koronawirusa. Gra na przykład turecka ekstraklasa piłkarska, w której występuje spora grupa polskich piłkarzy. W zespole Ankaragucu grają Konrad Michalak, Daniel Łukasik i Michał Pazdan. Cała trójka mierzyła się w piątek z Rizesporem. Ankaragucu zwyciężyło 2:1, Pazdan i Łukasik rozegrali całe spotkanie, a Michalak w 75. minucie został zmieniony. Drużyna Polaków zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli. Oprócz wymienionych w tureckiej lidze występuje jeszcze Paweł Olkowski i Bartłomiej Pawłowski (obaj Gaziantep), Adam Stachowiak i Radosław Murawski (obaj Denizlispor), Kamil Wilczek (Goztepe). W miniony weekend ligową kolejkę rozegrała też rosyjska Premijer Liga. Dynamo Moskwa (Sebastian Szymański) wygrało na wyjeździe z Achmatem Groźny 3:2. Lokomotiw Moskwa (Maciej Rybus i Grzegorz Krychowiak) grał z FK Rostów (niedzielny mecz zakończył sie po zamknięciu wydania), a Urał Jekaterynburg (Rafał Augustyniak, Maciej Wilusz i Michał Kucharczyk) w sobotę przegrał z liderem Zenitem Petersburg aż 1:7. Gra też liga ukraińska, w której występuje tylko jeden polski piłkarza – Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów). Nie zawieszono także rozgrywek w Serbii, na Białorusi i na Węgrzech.
Z drugiej strony pojawiła si informacja, że grający w Sampdorii Genua reprezentant Polski Bartosz Bereszyński zaraził się koronawirusem. W najbliższy wtorek prawdopodobnie zapadnie decyzja o odwołaniu zaplanowanych na czerwiec piłkarskich mistrzostw Europy.

Uczcili pamięć Kobe Bryanta

W 69. Meczu Gwiazd ligi NBA drużyna wybrana przez LeBrona Jamesa pokonała w niedzielę w Chicago ekipę ustaloną przez Giannisa Antetokounmpo 157:155. Najważniejszym celem tego spotkania było jednak uczczenie pamięci tragicznie zmarłego 26 stycznia tego roku w katastrofie lotniczej legendy NBA Kobe Bryanta.

Już po raz trzeci z rzędu w miejsce tradycyjnej konfrontacji ekip Wschodu i Zachodu rozegrano mecz, w którym zawodników do obu drużyn, bez ograniczeń terytorialnych, dobierali kapitanowie ekip wybrani w głosowaniu kibiców. W tym roku największe uznanie fanów NBA uzyskali gwiazdor Los Angeles Lakers LeBron James oraz grecki koszykarz nigeryjskiego pochodzenia z Milwaukee Bucks Giannis Antetokounmpo.
Tym razem Mecz Gwiazd był wyjątkowy także dlatego, że władze NBA postanowiły przy okazji uczcić pamięć legendarnego gracza tej ligi Kobe Bryanta, który 26 stycznia tego roku zginął w katastrofie helikoptera. Regulamin zakładał, że każda z trzech pierwszych kwart będzie oddzielnym meczem, a przed czwartą kwartą rezultaty z trzech już rozegranych zostaną zsumowane i aby wygrać całe spotkanie, należało osiągnąć dorobek prowadzącej ekipy powiększony o 24 punkty, bo z takim numerem występował Bryant, pięciokrotny mistrz NBA z Los Angeles Lakers (2000-2002, 2009-2010) i dwukrotny mistrz olimpijski z reprezentacją USA (2008 i 2012).
Bryant zginął w wieku 41 lat w katastrofie wraz z ośmioma innymi osobami, wśród których była też jego 13-letnia córka Gianna. „Nigdy więcej nie zobaczymy koszykarza takiego jak Kobe, potrafiącego zdobyć w jednym meczu 81 punktów czy 60 punktów w swoim ostatnim występie. Później z pasją spełniał się jako ojciec, mąż, filmowiec, który sięgnął po Oscara. To ciężki czas dla całej rodziny NBA” – powiedział przed spotkaniem legendarny Earvin „Magic” Johnson. Wszyscy zawodnicy drużyny Giannisa mieli koszulki z numerem 24 upamiętniającym Bryanta, natomiast ekipa LeBrona grała z numerem „2” – z takim numerem na koszulce w szkolnej drużyny grała Gianna.
Pierwszą kwartę 53:41 wygrał zespół LeBrona Jamesa, w drugiej 51:30 zwyciężyli wybrańcy Giannisa Antetokounmpo, a trzecia zakończyła się remisem 41:41. Tak więc po trzech kwartach w rywalizacji lepsza była ekipa Antetokounmpo, która prowadziła 133:124. Zgodnie z umową zwycięstwo w całym spotkaniu dawało jednak osiągnięcie 157 punktów (133 + 24). Tak zażartej walki w Meczu Gwiazd już dawno nie widziano. Drużyna LeBrona doprowadziła do remisu 146:146, a w końcówce zwycięstwo zapewnił jej Anthony Davis. Zwycięzca całego spotkania dla wybranej instytucji charytatywnej wywalczył 300 tys. dolarów.
Nagroda dla najbardziej wartościowego zawodnika (MVP) Meczu Gwiazd od tej edycji nosi imię Bryanta. „Myśleliśmy o tym, jak najlepiej uhonorować Kobe’go. Myślę, że to co wyróżnia go, to obok pięciu tytułów mistrzowskich jest wybór aż do 18 Meczów Gwiazd, których cztery razy był MVP” – powiedział komisarz NBA Adam Silver.
Żaden inny koszykarz nie zdobył uznania głosujących 18 razy z rzędu. W 19 Meczach Gwiazd, ale nie kolejnych, wystąpił Kareem Abdul-Jabbar. Nikt nie otrzymał też więcej nagród MVP, a również czterokrotnie ponad pół wieku temu trafiła ona do Boba Pettita. Leonard był najskuteczniejszym zawodnikiem spotkania. Na swoim koncie reprezentant Los Angeles Clippers zapisał 30 punktów, siedem zbiórek, cztery asysty i dwa przechwyty. Wśród pokonanych najlepszy był Antetokounmpo – 25 pkt, 11 zbiórek, cztery asysty i trzy bloki.
Dzień wcześniej w Chicago odbyły się popisy indywidualne. Derrick Jones Jr. wygrał konkurs wsadów, Buddy Hield najcelniej rzucał za trzy punkty, a Bam Adebayo triumfował w rywalizacji zręcznościowej.
Gospodarzem przyszłorocznego Meczu Gwiazd będzie Indianapolis.

Marcin Gortat zakończył karierę

Ogłoszona przez koszykarza w minioną sobotę decyzja o zakończeniu sportowej kariery chyba nikogo nie zaskoczyła. Gortat już od roku nigdzie nie grał, więc takiej jego decyzja się spodziewano. Co nie zmienia faktu, że jest to wydarzenie, bo Gortat jest jedynym polskim koszykarzem, który w lidze NBA odniósł sukces sportowy i finansowy.

Gortat jest synem Janusza Gortata, dwukrotnego brązowego medalisty olimpijskiego w boksie. Nie był pierwszym Polakiem w NBA, przed nim szczęścia w tej lidze szukali bez powodzenia Cezary Trybański i Maciej Lampe. Gortatowi też nie wróżono kariery za oceanem. W lidze NBA zadebiutował w barwach Orlando Magic 1 marca 2008 roku i grał w tym zespole do 2010 roku. Potem występował w Phoenix Suns (2010-2013), Washington Wizards (2013-2018) i Los Angeles Clippers (2018-2019). Zaliczył w sumie 13 sezonów w NBA. Wystąpił w 806 meczach w sezonie zasadniczym, zdobywając średnio 9,9 pkt i 7,9 zbiórki oraz w 86 spotkaniach w fazie play off (średnia 8,7 pkt i 6,3 zbiórek). W 2009 roku wywalczył z Orlando Magic wicemistrzostwo NBA. Jego łączne zarobki szacowane są na blisko 100 mln dolarów. Teraz Gortat zamierza poświęcić się działalności charytatywnej.

Tragiczna śmierć legendy NBA

W niedzielny wieczór na obrzeżach Los Angeles w katastrofie prywatnego helikoptera zginął legendarny amerykański koszykarz Kobe Bryant. Wraz nim życie straciło jeszcze osiem osób, a wśród nich jego 13-letnia córka Gianna.

Kobe Bryant był nie tylko genialnym koszykarzem, który przez ponad 20 lat sportowej kariery czarował swoim kunsztem w lidze NBA, ale także ikoną popkultury i uosobieniem amerykańskiego wzorca życiowego powodzenia. Urodził się 23 sierpnia 1978 roku w Filadelfii. Jego ojciec, zawodowy koszykarz, znalazł zatrudnienie we Włoszech, gdzie przeniósł się z rodziną. Tam też Kobe dorastał i stawiał pierwsze koszykarskie kroki. Ale że talent do tej gry miał nietuzinkowy, do ligi NBA trafił zaraz po skończeniu szkoły średniej, z pominięciem gry w rozgrywkach uniwersyteckich.
Przystań w Los Angeles Lakers
W 1996 roku został wybrany do zespołu Charlotte Hornets, ale po tygodniu oddano go w ramach wymiany do Los Angeles Lakers. I w tym klubie grał już do końca kariery, zdobywając z nim pięć tytułów mistrzowskich (2000, 2001, 2002, 2009, 2010) i stając się legendą nie tylko Lakers, ale całej ligi. Aż 18 razy wystąpił w Meczu Gwiazd NBA. W 2008 roku został wybrany MVP sezonu zasadniczego ligi, a w dwóch kolejnych sezonach MVP finałów NBA. Ma też w dorobku dwa złote medale olimpijskie z reprezentacją USA, zdobyte w 2008 w Pekinie i w 2012 w Londynie. Przydarzyły mu się też wstydliwe epizody, m.in. był oskarżony o napaść seksualną, co omal nie doprowadziło do rozpadu jego rodziny. Zdołał jednak wszystkie swoje grzechy naprawić i odzyskał nadszarpniętą skandalem reputację. Gdy w 2016 roku postanowił definitywnie zakończyć sportową karierę, był żegnany z honorami należnymi najwybitniejszym postaciom tego sportu, jakimi przed nim żegnano Michaela Jordana czy Earvina „Magic” Johnsona.
Chociaż bardzo się tego obawiał, to jednak szybko znalazł dla siebie nowe pola do działania. W biznesie radził sobie równie dobrze jak na parkiecie, tworząc pokaźne imperium finansowe, którego wartość szacowana jest dzisiaj na ponad dwa miliardy dolarów.
Życie na sportowej emeryturze
Jeszcze w trakcie kariery był ambasadorem takich marek, jak Nike, McDonald’s, Sprite, Nutella, Mercedesa czy Turkish Airlines. Po jej zakończeniu rozwinął fundusz venture capital Bryant Stibel, inwestujący w przedsięwzięcia z branży sportowej i wellness, ale także medialnej, technologicznej czy analizy danych. Spółka ma za sobą inwestycje m.in. w Dell czy Alibabę, a także spółkę Epic Games (wydawcę gry Fortnite) czy szwedzki bank Klarna. Zainwestował także w spółkę BodyArmor produkującą napoje sportowe oraz w spółkę Granity Studios, zajmującą się publikowaniem książek i produkcją filmów o tematyce sportowej. W 2018 roku film „Dear Basketball” przygotowany w studiu przez Bryanta oraz Glena Keane’a otrzymał Oscara za najlepszy krótkometrażowy film animowany.
Granity Studios wydało też jego autobiografię „Kobe Bryant. Mentalność Mamby. Jak zwyciężać”. Nie tylko w tej formie zmonetyzował swój boiskowy przydomek „Mamba”. Stworzył też m.in. ligę koszykarską Mamba League oraz akademię sportową Mamba Sports Academy w Thousand Oaks pod Los Angeles. To właśnie tam leciał helikopterem, na mecz w turnieju Mamba Cup, w którym drużyna jego również utalentowanej koszykarsko córki miała zmierzyć się z drużyną „Lady Mavericks”.
Tragiczny w skutkach lot
Należący do Bryanta helikopter Sikorsky S-76, za sterami którego zasiadał doświadczony pilot ormiańskiego pochodzenia Ara Zobayan, wystartował z Wayne Airport Orange County w niedzielę o rano o godz. 9:06 lokalnego czasu (18:06 polskiego). Pierwsze wezwanie pomocy zarejestrowano o godz. 9:47 (18:46). Z tego, co do tej pory zdołano ustalić, wynika, iż zanim śmigłowiec runął na ziemię, wykonywał zwrot w lewo na wysokości około 730 metrów i próbował wznieść się powyżej warstwy chmur. Z danych serwisu Flightradar24 wynika, że maszyna leciała wzdłuż autostrady międzystanowej numer 5, potem wykonała zwrot na zachód, a tuż po 9:40 znów wykonała zwrot, tym razem na południowy zachód, wznosząc się na 2000 stóp (610 metrów), lecz wkrótce zaczęła szybko opadać i rozbiła się o wzgórze na wysokości około 1400 stóp nad poziomem morza (425 metrów). W momencie uderzenia Sikorsky S-76 poruszał się z prędkością blisko 300 km/h, zaś opadał z prędkością ponad 1220 metrów na minutę. Nikt z pasażerów helikoptera nie przeżył katastrofy, co potwierdziły przybyłe na miejsce zderzenia służby ratunkowe.
Na podstawie wstępnych ustaleń postawiono tezę, iż prawdopodobną przyczyną wypadku były złe warunki pogodowe, głównie gęsta mgła, z powodu której uziemione zostały wszystkie śmigłowce policyjne. Maszyna Bryanta również nie powinna otrzymać zgody na start, ale jak informują amerykańskie media, dostała specjalne zezwolenie VFR, które uprawnia pilota do wzniesienia maszyny w warunkach gorszych od uważanych za „minimalne” w lotnictwie cywilnym (podstawa chmur 1000 stóp, 3 mile widoczności). Wydaje się je zwykle wtedy, gdy pilot deklaruje lot w kierunku, gdzie panują lepsze warunki pogodowe.
Badanie miejsca katastrofy jest utrudnione ze względu na trudny dojazd, a także dużą powierzchnię na której znajdują się szczątki rozbitego helikoptera. Samo sprowadzenie ciał osób, które zginęły, może zająć kilka dni. Przyczyny wypadku badają specjaliści z Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu (National Transportation Safety Board). Jej śledczy zwykle przygotowują wstępny raport w ciągu 10 dni od wypadku. Sporządzenie szczegółowego raportu i ustalenie przyczyny wypadku może zająć ponad rok.
W katastrofie oprócz Kobe Bryanta i jego córki Gianny Marii Onore-Bryant oraz pilota Ary Zobayana, zginęli jeszcze trener drużyny baseballowej z Orange Coast College John Altobelli z żoną Keri oraz ich córką Alyssą, rówieśniczką Gianny i jej koleżanką z drużyny koszykarskiej, trenerka zespołu dziewczynek Christina Mauser, a także druga z koleżanek Gianny z zespołu zaproszona na pokład śmigłowca Payton Chester i jej matka Sarah Chester.
Tragiczna śmierć słynnego sportowca i towarzyszących mu w ostatniej podróży osób wywołała głębokie poruszenie na świecie. Swój żal wyraziło wielu wybitnych sportowców oraz przedstawicieli świata polityki i kultury. Michael Jordan napisał: „Jestem w szoku po tej tragicznej wiadomości. Żadne słowa nie opiszą bólu jaki czuję. Kochałem Kobego, był dla mnie jak młodszy brat. Często rozmawialiśmy i będzie mi bardzo brakować tych rozmów. Był prawdziwym wojownikiem, jednym z najlepszych i najbardziej kreatywnych, ale też wspaniałym ojcem, który bardzo kochał swoją rodzinę. Był też dumny z pasji córki do koszykówki. Razem moimi najbliższymi ślemy najgłębsze kondolencje jego żonie Vanessie, wszystkim ludziom z Los Angeles Lakers i fanom koszykówki na całym świecie”.
Powszechny żal po stracie
Hołd Bryantowi złożyli nie tylko dawni i obecni gracze NBA, a wśród nich Marcin Gortat, lecz także m.in. obecny prezydent USA Donald Trump i jego poprzednik, Barack Obama, piłkarze Leo Messi, Neymar, Robert Lewandowski, tenisiści Rafael Nadal, Novak Djoković, Maria Szarapowa, Petra Kvitova, Stan Wawrinka, lekkoatleta Usain Bolt, aktorzy Will Smith, Leonardo DiCaprio i Hugh Jackman, piosenkarki Jennifer Lopez, Mariah Carey, Cher i wiele, wiele innych osób.
Tegoroczna edycja wręczenia nagród Grammy rozpoczęła się od uhonorowania Kobego Branta. Alicia Keys zaśpiewała a capella utwór „It’s Hard To Say Goodbye”. „Wszyscy odczuwamy teraz szalony smutek, ponieważ dzisiaj Los Angeles, Ameryka i cały świat straciły bohatera. Stoimy tutaj ze złamanym sercem, ale będziemy świętować tę najpotężniejszą energię, która ma moc, aby zbliżyć nas wszystkich. Muzyka to najbardziej uzdrawiająca rzecz na świecie” – powiedziała na zakończenie.
Ale chyba najbardziej przejmujące w treści słowa w swoim przesłaniu przekazała piosenkarka i aktorka Jennifer Lopez. „Wszyscy odczuwamy smutek z powodu tej straty, ale myślę tylko o tym, że jest to nic w porównaniu z tym, co przeżywa teraz Vanessa. Przesyłam całą moją miłość i modlę się za was, wasze dzieci i inne rodziny uczestniczące w tej tragedii. Najbardziej niesprawiedliwą rzeczą w życiu jest utrata dziecka i męża tego samego dnia. Vanessa, modlę się o twoją siłę i aby Bóg prowadził cię w każdym kroku przez ten niewyobrażalny zawód serca. Do innych rodzin cierpiących z powodu tej nie do pomyślenia tragedii – niech Bóg będzie z wami wszystkimi. Kobe, tyle dla wielu znaczyłeś i będziemy za tobą tęsknić na zawsze” – napisała Jennifer Lopez.

Telewizja nie jest już przyszłością

NBA, najlepsza koszykarska liga na świecie, w 2014 roku sprzedała na dziewięć lat prawa telewizyjne do transmisji meczów w płatnych kanałach za 24 miliardy dolarów. Umowa obowiązuje od sezonu 2016-2017 i wygaśnie w połowie 2025 roku. Eksperci w tej branży twierdzą, że był to ostatni tak lukratywny kontrakt nie tylko dla NBA.

Powodem pesymistycznych prognoz są spadające na łeb na szyję wyniki oglądalności sportowych transmisji w stacja ESPN i TNT. Wraz ze spadającą oglądalnością stacjom płatnym ubywa też abonentów. Z szacunkowych danych wynika, że tylko w Stanach Zjednoczonych w ostatnich kilku latach z płatnej telewizji zrezygnowało ponad 20 milionów gospodarstw domowych. A kryzys oglądalności to nie tylko kłopot dla stacji telewizyjnych, lecz także dla rozzuchwalonego dekadami rosnących zysków z handlu prawami telewizyjnymi świata sportu. Już w niedalekiej przyszłości czekają go potężne wstrząsy, po których nastąpią lata chude, bo zyski z praw telewizyjnych to dzisiaj największa część przychodów w zawodowym sporcie. Szefowie największych klubów i najsilniejszych lig piłkarskich w Europie też mają tego świadomość, dlatego tak uparcie dążą do stworzenia elitarnej superligi, żeby malejący strumień pieniędzy z płatnych telewizji można było dzielić w znacznie węższym gronie.

Bogaci szukają ratunku

Nie wszyscy jednak uważają, że jedynym ratunkiem jest ograniczenie liczebności klubowej elity i zamknięcie do niej dostępu dla maluczkich. Pewną nadzieję na lepsza przyszłość dają serwisy OTT (skrót od over-the-top), do których zaliczają się platformą typu Netflix, HBO GO, czy Prime Video, należące do firmy Amazon. O tej ostatniej zrobiło się głośno po tym, jak po raz pierwszy w historii brytyjscy kibice piłkarscy nie mogli oglądać meczów Premier League w telewizji, bo transmisje do dwudziestu grudniowych spotkań wykupił właśnie Amazon. Debiut okazał się wielkim sukcesem, chociaż odbiorcy narzekali trochę na buforowanie i opóźnienia w transmisji, lecz te drobne mankamenty nie przeważyły atutów, jakie stwarzała możliwość wyboru komentatorów oraz oglądania na raz nie jednego. lecz kilku spotkań w tym samym czasie.

Dyrektor do spraw technologii w hiszpańskiej La Lidze, Jose Carlos Franco, twierdzi z przekonaniem, iż do 2026 roku platformy OTT będą przynosić hiszpańskiej ekstraklasie piłkarskiej co najmniej połowę przychodów z tytułu praw telewizyjnych. Już teraz liga uruchomiła serwis: LaLigaSportsTV, gdzie co prawda jeszcze nie pokazuje swoich meczów, ale niższe ligi i hiszpańskie rozgrywki w innych sportach, m. in. w siatkówce, piłce ręcznej, koszykówce, piłce wodnej. W sumie w ofercie ma ponad 30 dyscyplin sportu. To odpowiedź na narastające kłopoty La Ligi, która w ostatnim czasie zanotowała nagły spadek oglądalności w płatnej telewizji. W poprzednim sezonie mecze Realu i Atletico Madryt oglądało o 19 procent mniej kibiców niż rok wcześniej. Tylko trochę mniejszy spadek (13 procent) zaliczyła Barcelona.

UEFA też już kombinuje

UEFA także rozwija ten segment. Stworzyła platformę UEFA.tv i planuje na mniejszych rynkach pozaeuropejskich, gdzie wartość transmisji nie przekracza 5-10 mln dolarów rocznie, pokazywać za jej pośrednictwem już od sezonu 2020/2021 Ligę Mistrzów oraz Ligę Europy.

Możliwości jakie stwarza internet wręcz prowokują do snucia zabójczych dla klasycznej telewizji projektów. Jeden z takich wizjonerskich pomysłów wyjawił Simon Jordan, były właściciel angielskiego klubu piłkarskiego Crystal Palace. Otóż namawia on kluby Premier League, by zbudowały swoją własną platformę w formacie „wideo na życzenie” same ustalały parametry opłat. „Dzisiaj ludzie rezygnują z oglądania ligi, bo nie chcą płacić 75-80 funtów miesięcznie za abonament, bo z różnych powodów uważają wysokość takiej opłaty za zawyżoną. Natomiast jeśli Premier League zrobi piłkarskiego Netfliksa i zaoferuje subskrybcję za 5-10 funtów miesięcznie, może zdobyć 100 milionów klientów i 10 miliardów funtów co roku, zamiast 8,1 miliarda funtów raz na trzy lata.

Internet zastąpi telewizję?

Te założenia są być może przesadnie optymistyczne, o czym może świadczyć choćby przebijająca się z trudem oferta platformy DAZN, obecnej na razie tylko w USA, Hiszpanii, Kanadzie, Niemczech, Włoszech, Szwajcarii, Austrii, Japonii i Brazylii. Ale te kraje to potencjalnie ponad 800 milionów odbiorców, tymczasem DAZN zdobył w nich jak na razie około ośmiu milionów subskrybentów, choć ma w ofercie prawa telewizyjne do atrakcyjnych sportowych wydarzeń: w Niemczech pokazuje np. wybrane mecze Bundesligi, Ligi Mistrzów i dziesiątki rozgrywek piłkarskich (m. in. z Hiszpanii czy Włoch). W Kanadzie daje widzom pełny dostęp do NFL, w USA transmituje ekskluzywne gale bokserskie, a we Włoszech transmituje wybrane mecze Serie A. Co tydzień DAZN oferuje swoim użytkownikom setki wydarzeń sportowych z całego świata, aplikacja zacznie jednak przynosić zysk swoim właścicielom najwcześniej za 4-5 lat.

Zatrzymać trendu chyba już się nie uda, chociaż świat transmisji telewizyjnych jest podzielony i podlega regionalizacji. Powtórzyć sukces Netflixa chciałby każdy nadawca, więc serwisy OTT mają już najpotężniejsze zawodowe ligi amerykańskiej – MLB, NFL, NBA i NHL. Ze swoją platformą ruszyła też stacja telewizyjna ESPN, która już ma ponad dwa miliony użytkowników serwisu ESPN+. Od kilku lat na zasadach OTT działa też serwis Eurosport Player.

 

Chińczyk przejął klub NBA

Chiński multimiliarder Joseph Tsai odkupił wszystkie pozostałe udziały od Mikhaila Prokhorova i został całościowym właścicielem Brooklyn Nets. Zapłacił za wszystkie akcje 2,35 mld dolarów.

Joseph Tsai to współtwórca chińskiej platformy sprzedażowej Alibaba (Alibaba Group), odpowiednika Allegro czy Amazonu. Zarobione pieniądze stworzyły mu możliwość furtkę kolejnych inwestycji – także w sporcie. Tsai już dwa lata temu wykupił 49 proc. udziałów w Brooklyn Nets z opcją pierwokupu pozostałych 51 procent do sezonu 2021/2022. Skorzystał z niej znacznie wcześniej i już tego lata wykupił od Mikhaila Prokhorova resztę akcji klub włącznie z halą Barclays Center. Cała transakcja kosztowała 3,5 miliarda dolarów (2,35 mld za klub, 1,15 mld za halę). To rekordowa kwota nie tylko za przejęcie klubu NBA, ale jakiegokolwiek klubu sportowego w Stanach Zjednoczonych. Do tej pory najdroższy był Houston Rockets wykupiony w 2017 roku za 2,2 miliarda dolarów.

Majątek Josepha Tsai’a szacowany jest na około 10 miliardów dolarów. Ten chiński biznesmen jest już właścicielem kilku klubów w USA. Zaczął od halowej ligi lacrosse’a, w której przejął zespół San Diego Seals. Od marca 2018 jest też właścicielem Carolina Panthers (futbol amerykański) oraz New York Liberty (kobieca wersja koszykarskiej NBA).

Od wielu miesięcy Tsai mocno angażował się w działalność Brooklyn Nets i był w tym względzie znacznie aktywniejszy od rosyjskiego współwłaściciela. Finansowa zaangażowanie chińskiego miliardera jest na rękę komisarzowi NBA Adamowi Silverowi, który już kilka miesięcy temu przyznał, że wpływ Tsai’a na wzrost zainteresowanie NBA w Chinach jest ogromny.

 

Fortuna dla chorego koszykarza

Koszykarz Golden State Warriors Klay Thompson przeszedł operację zerwanych więzadeł i czeka go półroczna przerwa w grze. Mimo to klub podpisał z nim pięcioletni kontrakt za 190 mln dolarów.

Thompson zerwał więzadła krzyżowe przednie w lewym kolanie w połowie czerwca, w trakcie przegranego przez Golden State Warriors meczu z Toronto Raptors 110:114. Zwycięstwo zapewniło kanadyjskiej drużynie pierwsze w historii mistrzostwo ligi NBA, ale dla ekipy Warriors nie mniejszą stratą była kontuzja czołowego gracza, bo wiadomo było, że chociaż operację uszkodzonego kolana przeprowadził znany specjalista od takich urazów doktor Neal ElAttrach z kliniki w Los Angeles, to Thompson nie będzie mógł grać przez pierwszą części nowego sezonu.

Mimo to klub podpisał z nim pięcioletni kontraktu opiewającego na kwotę 190 mln dolarów. Zdaniem ekspertów wart jest tych pieniędzy. W ubiegłym sezonie ze średnią 21,5 pkt na mecz, zajął trzecie miejsce w klasyfikacji najskuteczniejszych graczy ligi NBA. Wyprzedzili go jedynie Stephen Curry i Kevin Durant. Rzecz w tym, że zerwanie więzadeł to paskudna kontuzja i rehabilitacja czasem się przedłuża. Ostatnim zawodnikiem w NBA, który doznał takiego urazu, był Kristaps Porzingis. Łotysz zerwał więzadła w lutym 2018 roku już do końca sezonu nie pojawił się na parkiecie.

Golden State Warriors w finale ligi NBA wystąpili po raz piąty z rzędu, co od legendarnej serii Boston Celtics w latach 1957-1966 nie udało się żadnej innej ekipie. W czterech poprzednich finałach przeciwnikiem „Wojowników” była ekipa Cleveland Cavaliers. Warriors pokonali ja trzykrotnie w 2015, 2017 i 2018 roku, za każdym razem z Thompsonem w składzie.