Po meczu gwiazd NBA

Drużyna LeBrona Jamesa wygrała 70. edycję NBA All-Star Game 170:150. Zespół Kevina Duranta nie okazał się wymagającym rywalem, bo w jego składzie zabrakło kilku koszykarzy, w tym samego kapitana.

Pomysł organizacji Meczu Gwiazd krytykowało wielu gwiazdorów NBA, ale największe znaczenie miał głos LeBrona Jamesa. To właśnie 36-letni koszykarz Los Angeles Lakers był jednym z dwóch kapitanów drużyn, których wybierali kibice. Tegoroczna edycja NBA All-Star Game po raz drugi w historii przybrała inny format. Osobno wyłaniano zwycięzcę pierwszych trzech kwart, traktując je jako osobne mecze. Wygrana drużyna przeznaczała pieniądze na wybrany cel charytatywny. Następnie zsumowano rezultat w ostatniej kwarcie i spotkanie (bez ograniczeń czasowych) trwało do czasu, aż prowadzący zdobędą w niej 24 punkty. Zespół stworzony przez Kevina Duranta został mocno przetrzebiony. Udziału w meczu nie mógł wziąć sam Durant, który doznał kontuzji ścięgna podkolanowego. Z powodu kontaktu z osobą zakażoną koronawirusem na izolację odesłani zostali Joel Embiid i Ben Simmons.
To ułatwiło zadanie drużynie LeBrona Jamesa, która wygrała wszystkie trzy kwarty. Pierwsza część spotkania zakończyła się wynikiem 40:39, druga 60:41, a trzecia 46:45 – co dało sumę 146:125. Wspomniane 24 punkty przewagi były liczone od górnej punktacji (146+24). Na wyróżnienie w trakcie meczu zasłużyli m.in. Giannis Antetokounmpo, który został wybrany za najlepszego gracza 70. Meczu Gwiazd, ale też Stephen Curry i Damian Lillard, który dwukrotnie popisał się celnymi rzutami z połowy boiska. Drugi zapewnił drużynie LeBrona zwycięstwo. Antetokounmpo natomiast był pierwszym koszykarzem w historii Meczu Gwiazd, który miał stuprocentową skuteczność oddając co najmniej 10 rzutów. W sumie zdobył 35 punktów zaliczając 16 celnych rzutów z gry, w tym trzy za trzy punkty. Koszykarze zarobili łącznie 1,25 mln dolarów, które przekazali na cele charytatywne. Ekipa Jamesa wsparła organizację TMCF, a Duranta przekazała swoje pół miliona dolarów na UNCF.

Mecz Gwiazd NBA

Sześć milionów głosów od fanów NBA otrzymał gwiazdor Los Angeles Lakers LeBron James i z najlepszym wynikiem został wybrany do Meczu Gwiazd, który w ramach corocznego All-Star Game zostanie rozegrany 7 marca w Atlancie.

Zwycięstwo gwiazdora Lakers w głosowaniu kibiców nie jest niespodzianką, także dla samego zawodnika, więc chociaż James był przeciwny organizowaniu All-Star Game w tym trudnym z powodu pandemii sezonie, to nawet on nie odważył się na odmowę udziału w tym wydarzeniu. Swoje niezadowolenie ograniczył do mało entuzjastycznego stwierdzenia: „Będę tam, bo zostałem wybrany, ale będę tylko fizycznie, a nie psychicznie”. Władze NBA jeszcze w styczniu rozważały rezygnację w przeprowadzenie w tym roku imprezy, lecz ostatecznie na początku lutego zdecydowano, że jednak All-Star Game 2021 się odbędzie. Głównym argumentem przemawiającym za organizacją tego sportowego wydarzenia były rzecz jasna pieniądze. za były głównie finanse oferowane przez telewizyjnych nadawców.
Poza LeBronem Jamesem, wśród zawodników wybranych z Konferencji Zachodniej są: Stephen Curry (Golden State Warriors), Kawhi Leonard (Los Angeles Clippers), Luka Doncic (Dallas Mavericks) i Nikola Jokic (Denver Nuggets).
Zawodnikiem z największą liczbą głosów kibiców, wśród zawodników wybranych na Wschodzie, został Kevin Durant z Brooklyn Nets. Pozostali to: Kyrie Irving (Nets), Bradley Beal (Washington Wizards), Giannis Antetokounmpo (Milwaukee Bucks) i Joel Embiid (Philadelphia 76ers). Kapitanowie drużyn, LeBron James i Kevin Durant, wybiorą spośród nich graczy do swoich zespołów. Konkursy indywidualne odbędą się w niedzielę.
Mecz Gwiazd w State Farm Arena w Atlancie rozpocznie się 8 marca o drugiej w nocy polskiego czasu. Po każdej z trzech pierwszych kwart wynik będzie resetowany, a w czwartej zespół z większą liczbą zdobytych punktów otrzyma dodatkowe 24 – to hołd dla Kobe Bryanta, który z numerem 24 występował w zespole Los Angeles Lakers.

Wirus rozwala ligę NBA

Koronawirus i restrykcyjne zasady sanitarne wprowadzone przez NBA dziesiątkują kadry kolejnych drużyn i coraz więcej spotkań się nie odbyło. A sezon 2020/2021 rozpoczął się ledwie dwa tygodnie temu.

Obostrzenia wprowadzone z powodu pandemii są bardzo restrykcyjne. Jeśli któryś z zawodników miał kontakt z osobą zakażoną, trafia na kwarantannę. Aby uniknąć konieczności odwoływania meczów, NBA postanowiła rozszerzyć składy drużyn do 17 zawodników. Ale nie zawsze to wystarcza. Na przykład niedawno mecz Miami Heat z Boston Celtics został odwołany, bo jeden z graczy Heat otrzymał pozytywny wynik testu na koronawirusa i trzeba było odesłać na kwarantannę 13 zawodników mających z nim kontakt i klub nie miał ośmiu graczy zdolnych do gry. A taka liczba zawodników to minimum, żeby zespół został dopuszczony do rywalizacji.
Zdziesiątkowana została także kadra Boston Celtics, bo wypadło z niej przez zakażenia dziewięciu graczy, w tym lidera zespołu Jaysona Tatuma, ale na spotkanie z Heat mieli jeszcze ośmiu zdrowych koszykarzy. Nowych przypadków zakażeń wciąż jednak przybywa, ale władze NBA nie rozważają wstrzymania rozgrywek.

Kobieta trenerem w NBA

Mistrzowie NBA, Los Angeles Lakers, w ostatnim swoim meczu rozegranym w 2020 roku wygrali na wyjeździe z San Antonio Spurs 121:107. Wydarzeniem tej potyczki był debiut Becky Hammon w roli trenerki ekipy Spurs.

Hammon jest pierwszą kobietą w historii NBA, której powierzono rolę głównego trenera zespołu. Co prawda nie na stałe, bo na co dzień jest ona asystentką szkoleniowca Spurs Gregga Popovicha, ale gdy w spotkaniu z Lakers w końcówce drugiej kwarty za kłótnię z sędziami został on odesłany na trybuny, właśnie Hammon musiała przejąć obowiązki trenera. „Nie miałam czasu na zastanawianie się, czy to jest jakieś historyczne wydarzenie. Starałam się poustawiać zawodników i zmotywować ich do gry” – przyznała po meczu Hammon.
Ekipa z San Antonio przegrała trzy kwarty, ale trzecią zremisowała, gdy zespół grał już pod jej wodzą. Uznania dla Hammon po meczu nie krył szkoleniowiec Lakers Frank Vogel. „Zna się na rzeczy, co potwierdziła udzielając trafnych wskazówek drużynie. Gratulacje dla niej i dla naszej ligi, że przełamuje stereotypy” – stwierdził James.

Szalone zakupy w NBA

Wygląda na to, że pandemia nie wyrządziła klubom aż takich wielkich strat finansowych, jak sądzono. Dowodem jest choćby to, że w kilka godzin po otwarcia rynku transferowego wydały na nowych graczy 897 mln dolarów.

Wbrew obawom pandemia nie zaszkodziła klubom NBA. Biorąc pod uwagę drastyczny spadek zysków z poprzedniego sezonu spowodowanego pandemią koronawirusa (mówiono nawet o stratach wynoszących około 1,5 mld dolarów) oraz brak publiczności podczas meczów (stanowi ona 40 proc. dochodów) spodziewano się spadku limitu wynagrodzeń i ponoszonych kosztów przez drużyny, ale na razie zupełnie tego nie widać.
Ledwie tegoroczny sezon transferowy się rozpoczął, a natychmiast wybuchło szaleństwo zakupów nowych zawodników. W ciągu pierwszych ośmiu godzin od otwarcia draftu zarejestrowano ponad 30 operacji transferowych, na łączną kwotę 897 mln dolarów. W tej kwocie uwzględniono też koszykarzy, z którymi negocjowano podpisanie kontraktów w drafcie. Mówienie o kryzysie w najpotężniejszej koszykarskiej lidze na świecie spowodowanym przez koronawirusa jest więc grubą przesadą.
Najwięcej w pozyskanie nowych zawodników zainwestowała ekipa Sacramento Kings, która w pierwszej kolejności przedłużyła kontrakt z De’Aronem Foxem. Nowa pięcioletnia umowa gwarantuje temu koszykarzowi wraz z bonusami aż 195,6 miliona dolarów. Ale kontrakt gwarantowany wynosi w jego przypadku 163 mln dolarów. Washington Wizard zatrzymali natomiast Łotysza Davisa Bertansa, ale ceną był pięcioletni kontrakt wart 80 milionów dolarów. Dla porównania – Marcin Gortat za pięcioletnią umowę z Wizards otrzymał 60 mln dolarów.
Do najbardziej aktywnych na rynku transferowym klubów w pierwszych godzinach należeli też Detroit Pistons, którzy zatrudnili m.in. Josha Jacksona (kontrakt za 95 milionów dolarów), a także Jeramiego Granta (60 mln dolarów za 3-letni kontrakt), Masona Plumlee (trzyletnia umowa za 25 mln dolarów), Jahlika Okafora i Delona Wrighta. Nowy sezon NBA ma się rozpocząć 22 grudnia. Tytułu będzie bronił zespół Los Angeles Lakers.

NBA prezentem na święta

Rada Gubernatorów NBA zaakceptowała datę 22 grudnia tego roku jako początek nowego sezonu. Potwierdzono też, że w jego zasadniczej części każdy z zespołów rozegra po 72 mecze, zamiast jak wcześniej 82.

W komunikacie przypomniano, że osiem klubów (najsłabsze w poprzednich rozgrywkach) wróci do rywalizacji po w sumie dziewięciomiesięcznej przerwie. Wśród nich jest m.in. Golden State Warriors, mistrz NBA w 2015, 2017 i 2018 roku oraz finalista z 2016 i 2019. a 18 listopada zaplanowano draft (nabór nowych graczy) do NBA, a dwa dni później kluby będą mogły rozpocząć negocjacje z tzw. wolnymi zawodnikami. Na początku grudnia mają ruszyć obozy szkoleniowe. Uzgodniono i ogłoszono wszelkie szczegóły finansowe.
Według amerykańskich mediów, zarówno tzw. salary cap, czyli maksymalna kwota, jaką klub może wydać na pensje zawodników, jak i tzw. poziom podatku, po przekroczeniu którego kluby muszą płacić „podatek od luksusu”, pozostały na poziomach sprzed roku. Wynosić będą, odpowiednio, 109,1 oraz 132,6 mln dolarów.

Los Angeles Lakers mistrzami NBA

Koszykarze Los Angeles Lakers po raz 17. w historii wywalczyli mistrzostwo ligi NBA. W minioną niedzielę pokonali Miami Heat 106:93 i finałową rywalizację „do czterech zwycięstw” wygrali ostatecznie 4-2. LA Lakers wyrównali tym samym rekordowe osiągnięcie zespołu Boston Celtics, który dotąd z również 17 mistrzowskimi tytułami samodzielnie dzierżył miano najbardziej utytułowanej drużyny NBA.

Z powodu pandemii koronawirusa sezon 2019/20 został przerwany w marcu, a następnie wznowiony pod koniec lipca. Wszystkie spotkania od ponownego startu zostały rozegrane w zamkniętym ośrodku Disney World na Florydzie. Rywalizujące najdłużej ekipy Lakers i Heat spędziły w nim w sumie aż trzy miesiące.
Drużynie z Miami od początku nie dawano większych szans i te prognozy okazały się trafne. Ale już sam awans do finału był dużą niespodzianką. Po drodze ekipa Heat wyeliminowała przecież Milwaukee Bucks, najlepszy zespół sezonu zasadniczego.
Wcześniej Lakers sięgali po mistrzostwo w latach: 1949, 1950, 1952-54, gdy jeszcze mieli siedzibę w Mineapolis oraz już w Los Angeles w: 1972, 1980, 1982, 1985, 1987, 1988, 2000-02, 2009 i 2010. Pięć poprzednich tytułów zdobyli mając w składzie Kobe Bryanta. Były gwiazdor w styczniu zginął w katastrofie helikoptera, a zdobycie mistrzostwa stało się dla Lakers najlepszym sposobem na jego upamiętnienie. Lakers tym samym dogonili ekipę Boston Celtics, która również z 17 triumfami do tej pory samodzielnie dzierżyła miano najbardziej utytułowanej drużyny ligi.
W rozegranym z niedzieli na poniedziałek ostatnim spotkaniu wielkiego finału Lakers do wygranej poprowadził największy gwiazdor zespołu, LeBron James, który zdobył 28 punktów, miał 14 zbiórek i zaliczył 10 asyst. 35-letni skrzydłowy po raz czwarty w karierze został uznany za najbardziej wartościowego koszykarza finałów (MVP).
Poprzednio uhonorowano go tym wyróżnieniem w 2012 i 2013 roku, gdy bronił barw Miami Heat oraz w 2016 roku jako zawodnika zespołu7 Cleveland Cavaliers. Tytuł MVP finałów przyznawany jest od 1969 roku. Jedynym, który ma ich więcej od Jamesa jest legendarny Michael „Air” Jordan – sześciokrotny zdobywca tego prestiżowego wyróżnienia. James jest za to pierwszym koszykarzem, który zdobył tę nagrodę jako zawodnik trzech różnych klubów.
W Los Angeles fani zespołu Lakers nie posłuchali apelu władz miasta i tłumnie wyszli na ulice, żeby świętować triumf swoich ulubieńców. Najwięcej fanów zgromadziło się pod halą Staples Center, gdzie Lakers zwykle podejmują swoich ligowych rywali. Interwencja sił porządkowych, które stanowczo domagały się rozejścia tłumu, wywołała zamieszki, bo w stronę funkcjonariuszy poleciały butelki i kamienie. Jak przekazał rzecznik policji w Los Angeles, 61 osób trafiło w ręce funkcjonariuszy za brak reakcji na wezwanie do rozejścia się, pięć osób za kradzieże, a jedna za wandalizm. Wedle relacji miejscowych mediów policja użyła gumowych pocisków i gazów łzawiących.

48 godzin sport

Gollob w Galerii Żużlowych Sław
Indywidualny mistrz świata z 2010 roku Tomasz Gollob został w miniony wtorek wprowadzony do Galerii Sław Żużlowej Reprezentacji Polski. Uroczystość odbyła się w Bydgoszczy przy okazji towarzyskiego meczu Polska – Rosja. W Galerii Sław Żużlowej Reprezentacji Polski umieszcza się zawodników, którzy od roku 1960, czyli od pierwszego finału drużynowych mistrzostw świata na żużlu, startując narodowych barwach zdobywali medale indywidualnych i drużynowych mistrzostw świata oraz tacy, którzy reprezentowali Polskę co najmniej 30 razy.

Wyróżnienie dla Gikiewicza
W sobotę FC Augsburg sprawił sensację pokonując na własnym stadionie Borussię Dortmund 2:0. Do zwycięstwa znacząco przyczynił się polski bramkarz zespołu gospodarzy Rafał Gikiewicz, który obronił siedem strzałów napastników Borussii. Jego znakomity występ doceniła redakcja magazynu „Kicker”, umieszczając Gikiewicza w najlepszej „11” 2. kolejki Bundesligi. Były bramkarz Śląska Wrocław jest jedynym Polakiem w tym zestawieniu.

Lakers i Heat w finale NBA
Koszykarze Miami Heat awansowali do finału rozgrywek NBA, pokonując w finale Konferencji Wschodniej ekipę Boston Celtics w szóstym meczu 125:113, a w rywalizacji do czterech zwycięstw 4-2. W meczu o mistrzostwo NBA zmierzą się z mistrzem Konferencji Zachodniej zespołem Los Angeles Lakers, który wywalczył awans pokonując Denver Nuggets 4-1. Dla Miami Heat będzie to pierwszy finał NBA od 2014, a dla LA Lakers od 2010 roku.

Atak koronawirusa na siatkarzy
VERVA Warszawa ORLEN Paliwa w niedzielę poinformowała o wykryciu wśród siatkarzy oraz członków sztabu szkoleniowego sześciu przypadków zakażenia koronawirusem. W związku z tym Polska Liga Siatkówki S.A. zdecydowała o przełożeniu zaplanowanego na 27 września meczu warszawskiego zespołu ze Stalą Nysa, a także kolejnego ligowego meczu ekipy VERVY, 30 września z PGE Skra Bełchatów.

Puchar Stanleya dla Błyskawic
Hokeiści Tampa Bay Lightning zdobyli Puchar Stanleya. W nocy z poniedziałku na wtorek pokonali Dallas Stars 2:0, a w finałowych starciach do czterech zwycięstw 4:2. To drugi triumf ekipy „Błyskawic” w rozgrywkach NHL w historii. Poprzednio triumfowali w sezonie 2004/2005.

Bramkarze U-21 z rezerw
Trener młodzieżowej reprezentacji Polski Czesław Michniewicz na październikowe zgrupowanie kadry powołał trzech bramkarzy: Kamila Grabarę z Liverpoolu, Marcina Bułkę z Paris Saint-Germain i Radosława Majeckiego z AS Monaco. Nazwy klubów robią wrażenie, ale Grabara został właśnie wypożyczony do duńskiego Aarhus, a Bułka do II-ligowego hiszpańskiego zespołu FC Cartagena, natomiast Majecki w AS Monaco grzeje ławę.

Chcą prawa do protestowania

Narzucone przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski przepisy zawarte w 50. punkcie Karty Olimpijskiej, zakazujące sportowcom jakichkolwiek protestów i manifestacji, budzą coraz głośniejszy sprzeciw. Ostatnio z sugestią poluzowania przez MKOl rygorów wystąpili Kanadyjczycy.

Dla przypomnienia – Karta Olimpijska to zbiór podstawowych zasad Ruchu Olimpijskiego, przyjętych przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Określa podstawowe zasady obowiązujące w światowym sporcie olimpijskim, między innymi stwierdza, że „przynależność do Ruchu Olimpijskiego wyklucza wszelkie formy dyskryminacji na tle rasowym, religijnym, politycznym lub innym, ale też zabrania wszelkich form demonstracji, których celem jest wyrażanie swoich poglądów, także w aspektach rasowych.
Międzynarodowy Komitet Olimpijski w połowie tego roku przypomniał, że nadal obowiązujący punkt 50. Karty Olimpijskiej zakazuje uczestnikom igrzysk jakiejkolwiek demonstracji lub wyrażania poglądów politycznych, religijnych lub dotyczących kwestii rasy. Za złamanie tego przepisu zawodnikom grożą konsekwencje dyscyplinarne, ale każdy przypadek ma być rozpatrywany indywidualnie. W czerwcu zatwierdzono nowelizację, w której doprecyzowano, że w ramach tego przepisu zabronione jest m.in. klęczenie podczas odgrywania hymnów państwowych i inne tego typu gesty i protestacyjne zachowania.
To była reakcja władz MKOl na falę protestów w sporcie po brutalnym zabójstwie Afroamerykanina George’a Floyda przez policjantów w Minneapolis. Przeciwko rasowej dyskryminacji opowiedzieli się m.in. piłkarze niemieckiej Bundesligi oraz wielu znanych sportowców, między innymi tenisiści Roger Federer, Novak Djoković i Rafael Nadal, kierowca Formuły 1 Lewis Hamilton, najwybitniejsi koszykarze ligi NBA, z Michaelem Jordanem i LeBronem Jamesem na czele.
Władze wielu amerykańskich zawodowych lig, m.in. koszykarskiej (NBA), futbolu amerykańskiego (NFL) czy soccera (MLS) zezwoliły na swobodne wyrażanie przez zawodników poglądów i prowadzenie protestów w pokojowej formie. Amerykański Komitet Olimpijski (USOPC) zapowiedział ponowną analizę własnych przepisów oraz pomoc sportowcom w wyrażaniu ich politycznych poglądów. W tym celu postanowiono stworzyć zespół roboczy, któremu przewodzić będą zawodnicy. Zapowiedziano także starania o zmianę regulacji o zasięgu globalnym.
Ale kanadyjscy sportowcy nie chcieli czekać aż ich amerykańscy koledzy się zorganizują, tylko sami wystąpili z inicjatywą. Komisja Sportowców przy Kanadyjskim Komitecie Olimpijskim opublikowała swoje stanowisko w kwestii funkcjonowania punktu 50. Karty Olimpijskiej domagając się wyznaczenia podczas przyszłorocznych igrzysk w Tokio specjalnych stref, w których będzie można prowadzić pokojowe protesty. Zdaniem kanadyjskich sportowców potrzebne jest również doprecyzowanie pojęć „demonstracja”, „protest” i „propaganda”, a także wyznaczenie jasnych granic dopuszczalnych działań.
Jaki przyniesie to skutek, na razie nie wiadomo, ale jeśli kanadyjska inicjatywę masowo poprą sportowcy z innych krajów, działacze MKOl nie będą mieli wyboru i będą musieli poluzować rygory wyznaczone w zapisach 50. punktu Karty Olimpijskiej, zwłaszcza te dotyczące organizowania demonstracji o charakterze politycznym i rasowym.
Na razie w Tokio będzie to zakazane, a za złamanie tego przepisu zawodnikom grożą konsekwencje dyscyplinarne. Co prawda każdy taki przypadek ma być rozpatrywany indywidualnie, lecz w zatwierdzonej przez MKOl nowelizacji zabroniono stosowania tzw. gestu Koepernicka (klęczenie podczas odgrywania hymnu państwowego) czy innych tego typu zachowań.
Sytuacja polityczna i światopoglądowa na świecie jest dynamiczna i cały czas się zmienia, trudno więc dzisiaj przewidzieć, co będzie przykuwało uwagę świata latem przyszłego roku. Być może z powodu pandemii koronawirusa igrzyska Tokio nie odbędą się także w przełożonym terminie, czego przecież wykluczyć się nie da. To dla światowego sportu byłaby sytuacja wyjątkowa, a jak wiadomo sytuacje wyjątkowe wymagają nieszablonowych działań i zwykle kreują nowe trendy. Ale może i bez odwoływania największej sportowej imprezy na świecie uda się zmienić bezduszny przepis, zabraniający grupie młodych ludzi wyrażania swoich poglądów na różne sprawy, w tym także polityczne i światopoglądowe.
Działacze Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego będą się opierać tak długo, jak długo niechętnym okiem na polityczne zaangażowanie sportowców patrzeć będą menedżerowi i właściciele wielkich korporacji i firm sponsorujących dzisiaj ruch olimpijski. Nie jest żadną tajemnicą, że to głównie pod ich naciskiem swego czasu wprowadzono przepisy zawarte w punkcie 50. Karty Olimpijskiej.

Bojkot meczów w NBA

Koszykarze zespołu NBA Milwaukee Bucks zbojkotowali piąty mecz mecz play off z Orlando Magic w proteście przeciw postrzeleniu przez interweniującego policjanta Afroamerykanina Jacoba Blake’a.

Do zdarzenia doszło w Kenoshy, mieście oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów od Milwaukee (stan Wisconsin). Na upublicznionym w internecie nagraniu widać, jak policjant strzela kilka razy w plecy z najbliższej odległości do wsiadającego do samochodu 29-letniego Jacoba Blake’a. Wcześniej policjanci próbowali go wylegitymować, ale że działo się to pod jego domem, zignorował ich żądanie i ruszył do swojego auta, żeby odjechać. Trwa dochodzenie mające wyjaśnić okoliczności zajścia. Wiadomo, że poszkodowany miał przy sobie nóż, ale w jego zachowaniu nic nie wskazywało, by miał zamiar go użyć. Dlatego siedem kul jakie wystrzelił mu w plecy funkcjonariusz wzbudziło w Stanach Zjednoczonych kolejną falę niechęci do policji.
Zgrupowani od końca lipca w kompleksie sportowym Disney World w Orlando koszykarze mocno wspierają akcję zwalczania nierówności rasowej. Hasło „Black Lives Matter” widnieje na parkietach w każdym meczu rozgrywanej w jednym miejscu z powodu pandemii fazy play off.
Koszykarze Milwaukee Bucks postanowili zastosować bardziej radykalną formę protestu. Chociaż w play off prowadzili w konfrontacji z Orlando Magic już 3-1 i mogli w środę zapewnić sobie awans do drugiej rundy, odmówili występu w tym meczu. „Są sprawy ważniejsze od koszykówki. Jestem dumny z chłopaków i popieram ich zachowanie całkowicie” – skomentował bojkot zespołu Buck wiceprezes klubu Alex Lasry. NBA zdecydowała o przełożeniu dwóch innych środowych meczów: Houston z Oklahoma City i Los Angeles Lakers z Portland Trail Blazers.
Przykład jednak zadziałał na innych – odwołano też mecze kobiecej WNBA, trzy spotkania w baseballowej MLB oraz pięć w piłkarskiej MLS. Natomiast organizatorzy tenisowych turniejów rozgrywanych obecnie w Nowym Jorku poinformowali, że w czwartek zawodnicy nie wyjdą na kort.