Chcemy Rzecznika

Stowarzyszenie Otwarte Klatki, walczące o poprawę warunków życia zwierząt hodowlanych, rozpoczęło właśnie nową kampanię. Aktywiści będą dążyli do powołania w Polsce urzędu Rzecznika Ochrony Zwierząt, który stałby na straży przestrzegania przepisów Ustawy o ochronie zwierząt.

Według opublikowanych w 2016 r. wyników Eurobarometru Attitudes of Europeans towards Animal Welfare aż 86 proc. Polaków uważa, że ochrona dobrostanu zwierząt gospodarskich jest ważną kwestią, a 72 proc. jest zdania, że zwierzęta te powinny być lepiej chronione przez prawo niż obecnie. Od uchwalenia w 1997 r. Ustawy o ochronie zwierząt zaszły pewne pozytywne zmiany, takie jak np. zakaz produkcji foie gras w Polsce, jednak przemiany te zachodzą zbyt wolno.
Istnieje także problem ze skuteczną egzekucją praw zawartych w Ustawie. Według danych z raportu Jak Polacy znęcają się nad zwierzętami?, przygotowanego przez Fundację Czarna Owca Pana Kota i Stowarzyszenie Ochrony Zwierząt Ekostraż, w latach 2012-2014 jedynie 19 proc. spraw o przestępstwa przeciwko zwierzętom zakończyło się wniesieniem do sądu aktu oskarżenia, a nawet wtedy najczęściej zasądzoną karą było pozbawienie wolności w zawieszeniu.
– Problemem jest brak instytucji, która stałaby na straży praw ochrony zwierząt – mówi Paweł Rawicki, wiceprezes Stowarzyszenia Otwarte Klatki – Wobec tego niezbędny jest dodatkowy głos w sprawie ochrony zwierząt, by zapewnić jej skuteczność – tym głosem ma być właśnie Rzecznik Ochrony Zwierząt – dodaje.
Rola i kompetencje Rzecznika Ochrony Zwierząt mają być podobne do funkcji pełnionych m. in. przez Rzecznika Praw dziecka czy Rzecznika Praw Konsumenta. Do jego zadań miałoby należeć m. in. inicjowanie i opiniowanie zmian prawnych związanych z ochroną zwierząt, kontrolowanie działania obecnych przepisów i współpraca z organizacjami pozarządowymi, których cele statutowe związane są z ochroną zwierząt.
Obecnie przy Polskim Towarzystwie Etycznym funkcjonuje stanowisko Rzecznika do spraw ochrony zwierząt, a rzeczniczką jest adw. Karolina Kuszlewicz. Zadaniem osoby pełniącej tę funkcję jest upowszechnianie w debacie publicznej wartości szacunku i troski wobec zwierząt, a także podnoszenie świadomości prawnej w zakresie ochrony zwierząt, co jest bardzo istotną działalnością, nie zapewnia jednak instytucjonalnej kontroli nad zmienianiem i egzekwowaniem prawa dotyczącego ochrony zwierząt.
Instytucja Rzecznika Zwierząt od ponad 20 lat występuje w Austrii. Osoba zajmująca ten urząd ma reprezentować interes publiczny ochrony zwierząt w sądzie. Jak przekonują aktywiści Stowarzyszenia Otwarte Klatki, wprowadzenie podobnego urzędu w Polsce jest konieczne dla skutecznej ochrony zwierząt.

Weganizm bez spiny

Polki i Polacy coraz chętniej sięgają po roślinne posiłki – z raportu agencji IQS wynika, że ok. 40 proc. społeczeństwa ogranicza lub zupełnie eliminuje mięso ze swojej diety. Twórcy kampanii RoślinnieJemy rozpoczęli właśnie akcję „Bez spiny jem rośliny”, która ma pomóc konsumentom w znajdowaniu w największych sieciach handlowych ciekawych i łatwych do przyrządzenia roślinnych produktów.

Na początku maja na ulicach polskich miast pojawiły się kolorowe plakaty i billboardy ze zdjęciami smakowicie wyglądającego jedzenia. Zachęcają one przechodniów do częstszego sięgania po gotowe roślinne posiłki. Za akcją stoją organizatorzy kampanii RoślinnieJemy, którzy pod hasłem “Bez spiny jem rośliny” zainicjowali projekt dedykowany osobom chcącym rozpocząć swoją przygodę z bardziej roślinnym odżywianiem. Jak podkreślają, ich celem nie jest jednak przekonanie odbiorców do całkowitej rezygnacji z produktów odzwierzęcych.
– Chcemy pokazać, że warto jeść rośliny, ale bez zbędnej spiny – dieta roślinna ma wiele odcieni, a obecnie w siłę rośnie tak zwany fleksitarianizm, czyli redukcja mięsa w diecie – mówi Monika Sznel, koordynatorka akcji – Coraz łatwiej jest też dostać gotowe produkty i dania w sklepach, dlatego poza przepisami przygotowaliśmy dla wszystkich zainteresowanych osób poradnik zakupowy i przewodnik po roślinnej ofercie największych sieci handlowych. Na naszej stronie można też wypełnić ankietę i zasugerować, jakich roślinnych produktów brakuje jeszcze w sklepach – dodaje.
Eksperci kampanii RoślinnieJemy od dwóch lat wspierają branżę spożywczą, współpracując z producentami żywności, sieciami handlowymi i restauracjami. Jednocześnie zachęcają konsumentów do ograniczenia ilości spożywanego mięsa, czy nabiału, wskazując na związek sposobu odżywiania z postępującymi zmianami klimatycznymi i kurczeniem się zasobów naturalnych Ziemi: wody pitnej, czy biologicznie aktywnych terenów uprawnych.
W styczniu 2019 roku międzynarodowe grono ekspertów w zakresie żywienia, zrównoważonego rozwoju, rolnictwa i dietetyki, pracujących przez trzy lata w ramach komisji EAT-Lancet, opublikowało raport, z którego wynika, że wszyscy obywatele Ziemi powinni drastycznie ograniczyć spożywanie mięsa i zastąpić białko pochodzenia zwierzęcego białkiem pochodzenia roślinnego.
W innej naukowej publikacji, z 2017 roku, badacze z Lund University wykazali, że dieta roślinna to jedno z czterech najbardziej skutecznych działań, jakie każdy z nas może podjąć w swoim codziennym życiu, aby ograniczać globalną emisję gazów cieplarnianych. Odżywianie się w sposób roślinny to w kontekście ekologicznym bardziej efektywne działanie niż systematyczne segregowanie odpadów, czy zmiana auta na samochód hybrydowy.
– Zachęcamy wszystkich, którym los środowiska naturalnego nie jest obojętny, do podejmowania małych wielkich kroków. Nie trzeba od razu określać się mianem weganina, czy wwnąć planecie – wystarczy po prostu coraz częściej jadać roślinnie. Bez spiny – podsumowuje Monika Sznel.

Jedz trawę!

Szkoły gastronomiczne otwierają się na kuchnię roślinną.

Warszawa od kilku lat uznawana jest za jedno z najszybciej rozwijających się miast pod kątem popularności kuchni roślinnej. Rośnie zapotrzebowanie na wykwalifikowanych kucharzy umiejętnie poruszających się także po tym obszarze. W Zespole Szkół Hotelarsko-Gastronomicznych nr 1 w Warszawie odbyły się w związku z tym pilotażowe warsztaty kuchni roślinnej zorganizowane w ramach kampanii RoślinnieJemy.
Przyszli kucharze przygotowali pod okiem Mai Wirowskiej, szefowej kuchni restauracji No Problem i ambasadorki kampanii RoślinnieJemy, roślinne 3-daniowe menu i dowiedzieli się, jak w sprawny sposób wykorzystywać i tworzyć alternatywy do mięsa, ryb, czy nabiału. Ponadto w teoretycznej części spotkania mieli szansę zapoznać się z gastronomicznymi trendami – największe zdziwienie wzbudziło wprowadzenie burgerów McVegan w skandynawskich restauracjach McDonald’s.
– Młodzież często pyta o kuchnię wegetariańską i wegańską. W obliczu rosnącej popularności diet roślinnych, idziemy za głosem uczniów dając im szansę poszerzenia swojej wiedzy i umiejętności – mówi Katarzyna Garlej-Majewska, nauczycielka przedmiotów zawodowych gastronomicznych w ZS HTG Nr 1.
Warszawa według rankingu Happy Cow to jedno z miast o najprężniej rozwijającej się sieci restauracji oferujących dania roślinne – w Warszawie zjemy i fine-diningową kolację i streetfood-owe roślinne burrito z sosem ananasowym. Popularność kuchni wegańskiej potwierdzają także statystyki Uber Eats – na drugim miejscu najpopularniejszych stołecznych restauracji ubiegłego roku znalazła się w wegańska burgerownia Krowarzywa.
– Edukacja zawodowych kucharzy nadal nie obejmuje kuchni roślinnej, co mam nadzieję niedługo się zmieni, biorąc pod uwagę błyskawiczny rozwój roślinne trendu w branży gastronomicznej – mówi prowadząca warsztaty Maja Wirowska – Powstaje mnóstwo miejsc pracy dla kucharzy umiejętnie odnajdujących się w roślinnym gotowaniu, a brakuje osób, które byłyby profesjonalnie wyszkolone w tym kierunku – dodaje.

Szokujące śledztwo

Stowarzyszenie Otwarte Klatki opublikowało dziś wyniki śledztwa zrealizowanego ukrytą kamerą na jednej z ukraińskich ferm foie gras. Materiał pokazuje okrutnie ranione i karmione siłą gęsi, a także ignorowanie umierających na hali ptaków przez pracowników. Aktywiści będą w najbliższym czasie namawiali sklepy i restauracje do wycofania pasztetu strasburskiego z oferty.
Nagrania przekazane ukraińskiemu oddziałowi Stowarzyszenia Otwarte Klatki, będącego członkiem koalicji Anima International, zrealizowane zostały przez jednego z pracowników fermy. Udokumentował on szereg okrutnych praktyk stosowanych rutynowo wobec zwierząt. Ptaki są brutalnie przerzucane z ciężarówek do klatek, co powoduje u nich liczne obrażenia. W celu maksymalnego otłuszczenia wątroby w dół gardła aż do żołądka wpycha im się metalowe rurki posmarowane olejem maszynowym. Ranne lub martwe ptaki są pozostawiane wśród innych osobników, tworząc gnijący stos zwłok.
– Praktyki udokumentowane w tym filmie były wielokrotnie obserwowane na fermach foie gras na całym świecie, co oznacza, że pasztety strasburskie, sprzedawane w sklepach w Polsce jako rarytas, pochodziły i pochodzą z ferm równie okrutnych, jak ta – mówi Paweł Rawicki, wiceprezes Stowarzyszenia Otwarte Klatki – Karmienie siłą jest standardową praktyką na fermach foie gras i ma na celu utuczenie wątroby zwierząt tak, że pęcznieje ona do dziesięciokrotności swojej normalnej wielkości i ulega chorobom. Następnie ptaki poddawane są ubojowi, a ich „tłustą wątrobę” sprzedaje się jako pasztet strasburski – dodaje.
Proces pozyskiwania foie gras został uznany za na tyle okrutny, że już od 2000 roku tego rodzaju produkcja jest w Polsce nielegalna. Nadal jednak stłuszczone gęsie wątróbki importowane są z innych krajów. Obrońcy zwierząt zainicjowali dziś kampanię, w ramach której zbierają podpisy pod apelem do restauracji i sklepów o wycofanie z oferty pasztetu strasburskiego. Więcej szczegółów znaleźć można na stronie internetowej akcji.

Głos lewicy

IKEA zadba o los kurczaków hodowlanych

Obrońcy praw zwierząt z Otwartych Klatek cieszą się:
Po kilku latach negocjacji z organizacjami pozarządowymi i konsultacji z ekspertami IKEA ogłosiła zaktualizowaną politykę dotyczącą dobrostanu kurczaków, które kupuje na potrzeby swoich restauracji i sklepów spożywczych. Wprowadziła m.in. kluczowy z punktu widzenia obrońców zwierząt zapis o rezygnacji z tzw. szybkorosnących ras kurczaków.
Szwedzki gigant ogłosił dzisiaj podniesienie swoich standardów dotyczących dobrostanu kurczaków hodowanych na mięso. Od tej pory dostawcy firmy na całym świecie będą musieli spełniać wymogi określone w międzynarodowym porozumieniu European Chicken Commitment (ECC). Zakłada ono m.in. zmniejszenie dopuszczalnego zagęszczenia na fermach oraz rezygnację z tzw. ras szybkorosnących.
– Współcześnie hodowane brojlery rosną tak szybko, że gdyby porównać to do rozwoju człowieka, 5-letnie dziecko ważyłoby 150 kg. Tak nienaturalne tempo wzrostu jest źródłem ogromnego cierpienia tych ptaków – mówi Marta Cendrowicz ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki, koordynatorka kampanii „Frankenkurczak” – Dodatkowo im większe rosną, tym mniej miejsca przypada na każdego kurczaka – każdy z nich dysponuje na fermie powierzchnią wielkości kartki A4 – dodaje.
W 2012 r. IKEA otrzymała nagrodę „Good Chicken” od organizacji Compassion in World Farming, jednak ze względu na niespełnienie kilku kluczowych kryteriów, takich jak rezygnacja z tzw. ras szybkorosnących, została ona wycofana. Firma przez kilka lat prowadziła rozmowy z organizacjami pozarządowymi, w tym koalicją Open Wing Alliance, których efektem jest ogłoszona dzisiaj zaktualizowana polityka.
– Decyzja firmy IKEA to ogromny krok w kierunku poprawy losu zwierząt hodowlanych. Kurczaki są najliczniej zabijanymi zwierzętami lądowymi na świecie. Tylko w Polsce, która jest liderem produkcji drobiu w Europie, zabija się ich ponad miliard rocznie. Liczymy, że polscy producenci wezmą przykład z firm, które w trosce o los zwierząt oraz sprostanie oczekiwaniom konsumentów decydują się na podniesienie wymagań dotyczących warunków życia kupowanych przez siebie kurczaków – podsumowuje Cendrowicz.
Decyzję o poprawie dobrostanu brojlerów, czyli kurczaków hodowanych na mięso, podjął już szereg firm na świecie, w tym m.in. gigant branży spożywczej Unilever, Nestlé, sieć Marks & Spencer, czy międzynarodowa korporacja cateringowa Elior Group.

Jarosław Walentynką obrońców zwierząt

Stowarzyszenie Otwarte Klatki 14 lutego zorganizowało w całej Polsce happeningi walentynkowe.

Adresatem przedsięwzięcia był prezes Prawa i Sprawiedliwości. Aktywiści postanowili przypomnieć mu w dniu zakochanych o obietnicy, którą złożył zwierzętom oraz wszystkim Polakom, którym zależy na wprowadzeniu w kraju zakazu produkcji futer.
Według sondażu zrealizowanego w październiku 2018 r. przez SW Research na zlecenie serwisu rp.pl aż 56% Polaków popiera całkowity zakaz hodowli zwierząt na futra. Przez pewien czas wydawało się, że przepis taki zostanie wprowadzony w życie jeszcze w trakcie trwania kadencji obecnego rządu.
W listopadzie 2017 r. Do Sejmu wpłynął projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt autorstwa polityków PiS. Niedługo potem Jarosław Kaczyński wystąpił w spocie reklamowym, w którym wprowadzenie zakazu określił “kwestią serca”. Ostatecznie rząd wycofał się z tych obietnic, skreślając postanowienie dotyczące futer z projektu nowelizacji. Obrońcy zwierząt nie rezygnują jednak z walki o los zwierząt futerkowych.
– Wprowadzenie w Polsce zakazu hodowli zwierząt na futra jest tylko kwestią czasu. Większość społeczeństwa popiera to rozwiązanie, w wielu krajach zakaz już funkcjonuje, a najwięksi projektanci i domy modowe wycofują futra naturalne ze swoich kolekcji – komentuje Sara Drobniak ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki, pomysłodawczyni akcji walentynkowej – Branża od kilku lat pogrąża się w coraz większym kryzysie, jest gałęzią gospodarki pozbawioną przyszłości. Im szybciej politycy to zrozumieją, tym lepiej nie tylko dla milionów zwierząt zabijanych co roku dla futer, ale również lokalnych społeczności, które ponoszą ekonomiczne, środowiskowe i zdrowotne koszty działalności hodowców – dodaje.
Zorganizowane w 10 miastach w Polsce happeningi w przewrotny sposób zachęcały do zainteresowania polityków tematem futer. Chętne osoby pozowały do zdjęć z symboliczną kartką walentynkową adresowaną do prezesa Jarosława Kaczyńskiego i przypominającą mu o jego obietnicy.
Aktywiści uzasadniali tę formę w następujący sposób na facebookowej stronie akcji “Walentynki to święto miłości! Warto w tym czasie zwrócić uwagę nie tylko na ukochaną drugą połówkę, na bliskich i rodzinę, ale również na ZWIERZĘTA – stworzenia, które kochają bezwarunkowo i potrzebują naszej miłości.”.

Karpie cierpią!

2 stycznia na łamach Dziennika Trybuna został opublikowany list p. Sławomira Litwina, na który pozwalam sobie odpowiedzieć.
Na wstępie odniosę się do wątpliwości Pana Litwina, aktywnego hodowcy oraz dystrybutora ryb, dotyczących przedstawionego przez nas ostatniego etapu hodowli karpi, a dokładnie ich odłowu. Opublikowane przez nas materiały, jasno pokazują, jak w trakcie odłowu ryby są przerzucane, stłoczone, przenoszone i przetrzymywane w miskach i wiadrach bez dostępu do wody często przybierając przy tym nienaturalną pozycję ciała. Materiały pokazują również sytuacje, kiedy ryba, zahaczona o sieć, wisi bezradnie ponad taflą wody. Można zobaczyć również sytuacje, w których, jeszcze na etapie odłowu, ryby pakowane są do toreb foliowych przez osoby pracujące przy odłowie. Opis procesu odłowu jest w rzeczy samej opisem tego, co można zobaczyć na własne oczy na opublikowanych przez nas materiałach pochodzących z różnych miejsc w Polsce, a nie, jak sugeruje hodowca i autor tekstu, „bzdurą – wymyśloną przez ignoranta i laika”. Autora tekstu zachęcam do zapoznania się m.in. z nagraniem opublikowanym na YouTube Stowarzyszenia Otwarte Klatki. Zaznaczam, że dla osób, którym proces odłowu nie jest znany, obrazy mogą być szokujące. Materiały Opublikowane przez Otwarte Klatki jasno pokazują, że cierpienie zwierząt zaczyna się już dużo wcześniej, niż w halach sieci handlowych. Oba te etapy okazują się jednak równie okrutne dla zwierząt. Zarejestrowane obrazy pokazują, że na obu tych etapach ryby traktowane są w sposób, który może powodować ich ból i cierpienie tych zwierząt. Wspomniane wytyczne Głównego Lekarza Weterynarii, dopuszczające przenoszenie ryb w torbach foliowych ze specjalną wkładką, która ma w założeniu oddzielać powierzchnię ciała ryby od torby i umożliwiać wymianę gazową przez powierzchnię skóry, spotkały się z ostrą krytyką ze strony ekspertów oraz Polskiego Towarzystwa Etycznego. Jak poinformował w grudniu zeszłego roku lek. Wet. Krzysztof Jażdżewski, zastępca Głównego Lekarza Weterynarii, rekomendacje mogą zostać w najbliższym czasie wycofane. Sam fakt, że ryba jest w stanie przeżyć transport w takiej torbie nie zmienia bowiem faktu, że jest to dla niej źródłem ogromnego i zbędnego cierpienia.
Potwierdził to także wyrok Sądu Najwyższego z 2016 r.: “przyjmowanie przez sądy, że nie doszło do znęcania się nad karpiami dlatego, że u żywych karpi poza środowiskiem wodnym zachodzą procesy adaptacyjne umożliwiające regenerację po przebywaniu bez dostatecznej ilości tlenu w tkankach, jest błędem, ponieważ opiera się tylko na jednej przesłance – nie było skutku w postaci śmierci ryb (…) Naturalnym środowiskiem ryb jest środowisko wodne, a więc zasadą powinno być transportowanie, przetrzymywanie i przenoszenie ryb w środowisku wodnym”. To orzeczenie ma kluczowe znaczenie zarówno dla tej konkretnej, jak i każdej kolejnej sprawy sądowej. Podstawą kasacji było bowiem tutaj stwierdzenie przez Sąd Najwyższy rażącego naruszenia prawa materialnego,a więc zwrócenie uwagi na fakt, że sądy pierwszej i drugiej instancji niewłaściwie rozumieją oraz stosują prawo odnoszące się do karpi. Sąd Najwyższy wskazał, jak należy interpretować ustawę o ochronie zwierząt w stosunku do karpi, nie pozostawiając wątpliwości, że powodowanie bólu lub cierpienia u tych zwierząt lub dopuszczanie do tego jest przestępstwem znęcania nad zwierzętami. Nie ma zatem możliwości, aby sądy w kolejnych sprawach nie brały pod uwagę interpretacji przedstawionej przez SN- w przypadku karpi wyznaczona została tym samym linia orzecznicza. Sąd Najwyższy w tym wyroku rozprawił się z szeregiem dotychczas popełnianych błędów w stosowaniu ustawy i ma to kluczowe znaczenie dla wszystkich kolejnych spraw, również wszczętych w tym roku. W marcu 2018 roku CBOS przeprowadził badania wśród Polaków, z których jasno wynika, że „86 proc. Polaków popiera zakaz transportu żywych ryb bez dostatecznej ilości wody umożliwiającej oddychanie”. Liczba ludności w Polsce blisko 38 mln obywateli. Obawiam się, że 100-osobowa kolejka pod jednym ze sklepów w Polsce, na którą powołuje się autor tekstu, chcąc podważyć zasadność prawdziwość badań, nie jest argumentem, by zdanie zdecydowanej większości Polaków „kłaść między bajki”. Polacy nie są obojętni na cierpienie zwierząt. Reasumując: Stowarzyszenie skupia się w swojej działalności na walce z przejawami największego okrucieństwa wobec zwierząt, jakim jest hodowla przemysłowa. I właśnie to jest podstawą naszego zainteresowania kwestią tragicznego losu żywych ryb (…) .Nie dziwi mnie poruszenie Pana Liwtina związane z upublicznieniem materiałów, które pokazują polskim konsumentom, jak naprawdę wygląda hodowla karpia w Polsce. Rozumiem, że takie działania mogą być postrzegane przez interesantów, jak próba zmiany statusu quo i godzenie w interesy hodowców. Jednak mogę ręczyć, że jako Stowarzyszenie nie poprzestaniemy w walce nie w “obronie sprawy polskich karpi” a w obronie polskich karpi, które bez wątpienia zasługują na lepszy los, niż to co ukazują nasze materiały.

W odpowiedzi „Otwartym Klatkom” – list Czytelnika

Jestem wieloletnim stałym czytelnikiem „T” Ten dziennik to moja pasja – źródlo najlepszych i najciekawszych informacji. Jednak doniesienie p.t. „20.XII – Dzień Ryby w „T” nr 253, 257 2018 Stowarzyszenia Otwarte Klatki (autorka. Marta Cendrowicz) wywołało moją szokową reakcję. Zastanawiające jest przestawienie się OK ze zwierząt futerkowych na atak na karpia!

O sobie: jestem dyplomowanym ichtiologiem (od 1955 r.) i ekonomistą. Mam w pracy z rybami słodkowodnymi, głównie z karpiem, (hodowla i dystrybucja – do dzisiaj!) 63 lata praktyki. Zabieram wiec głos jako nie naukowiec, ale jako praktyk z dużym doświadczeniem i wiedzą o hodowli karpia w Polsce i na świecie.

Ad rem! Przywołane dane CBOS z 2018 r.(z marca) „że 86 proc. Polaków domaga się likwidacji handlu żywym karpiem” kładę miedzy bajki i szerzenie w społeczeństwie nieprawdy! Dowód: zdjęcia z kolejki po żywego karpia przed ursynowskim punktem sprzedaży Leclerc w dniach 20, 21, 22 grudnia – kolejka ciągła ok. 100 osób! Przez wiele godzin. Równoległa sprzedaż wewnątrz Leclerca (tusze, płaty i dzwonka karpia miała sporadycznych klientów. Która więc sprzedaż cieszyła się popytem? OK popularyzują swoją propagandę.

W OK doszło do pomieszania procesów odłowu karpi ze stawów i ich sprzedaży. Jest to zasadniczo różniąca się działalność, która przebiega w innych miejscach (cala Polska – producenci) i w innym czasie(cala Polska – 90 proc. w marketach w grudniu – handel). To gdzie ta „nagminność sprzedaży” ryb bez wody ma miejsce? Na pewno nie w marketach!

Bardzo ewidentnie pomylili aktywiści OK przebieg odłowu ryb ze stawów jesienią. Otóż ten opis w „T” jest po prostu wręcz niespotykaną bzdurą – wymyśloną przez laika i ignoranta (opis sieci kaleczących ryby, duszenia karpi, jakichś koszy, przerzucania ryb za skrzela, wijących się karpi, oczekiwania w basenach transportowych na podróż do sklepów, obrażenia karpi w transporcie w niedotlenionej wodzie). Każdy polski producent karpi przez 3 lata hoduje karpie pod specjalistycznym urzędowym stałym nadzorem weterynaryjnym. Opisane przez aktywistów OK zdarzenia wyeliminowałyby taką produkcję z obrotu.

GLWet. wydał specjalne zarządzenia – wytyczne – gdzie zawarte zostały zasady obrotu rybą, w tym także żywym karpiem.

Kolejnym mijaniem się z prawdą OK jest podany przykład sprawy sądzie z oskarżenia przez amatorską Fundację Noga w Łapę (NwŁ). W tej trwającej 8 lat sprawie sadowej zapadły 2 wyroki (SR i SO) w Warszawie. Oba wyroki przegrała ww. Fundacja, broniona zaciekle przez panią Karolinę Kuszelewicz. Z jej prawniczej inspiracji Sąd Najwyższy przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia (może ponownie na kilka lat. Będę świadkiem 21 stycznia 2019 r. w SR-Mokotów Ten proces to odpowiedz, kto i czym „zaśmieca” polskie sądy.

Reasumpcja:

W wyniku nagonki amatorskich stowarzyszeń obrońców zwierząt niektóre markety wobec ciągłych kontroli a nawet spraw sądowych, wbrew woli klientów odstąpiły ze szkodą dla Polaków od obrotu karpiem żywym. Wbrew nawoływaniom OK, NwŁ, Viva, klienci w zdecydowanej większości preferują zakup żywego karpia (często słusznie korzystając z usługi uboju). Dlaczego? Bo wiedzą najlepiej, jak wysokiej jakości jest taka ryba (nie mrożona). Do tego poglądu dochodzi polska tradycja świąteczna – błędnie przez stowarzyszenia (Viva) interpretowana jako wymysł PRL-u. Gdyby ten pogląd był prawdziwy to karp podlegałby PiS-owskiej ustawie dekomunizacyjnej (jak moja ulica Związku Walki Młodych). Obroniłem ulicę ZWM, to wierzę, że obronie sprawę polskich karpi!
22 lutego odbywa się w Rzeszowie Ogólnopolska Konferencja Hodowców Karpia. Tam zainteresowanych zapraszam na poważną dyskusję, jak przedstawia się hodowla i sprzedaż karpi.

Z poważaniem

Sławomir Litwin

Głos lewicy

Cenzura?

 

Skarży się na nią Piotr Szumlewicz z OPZZ:

Trwa sprawa sądowa Polskich Linii Lotniczych LOT przeciwko mnie i portalowi interia.pl. Okazuje się, że nie tylko Narodowy Bank Polski, ale też PLL LOT dąży do cenzury i zamknięcia ust krytykom. Spółka skarbu państwa, podobnie jak NBP, chce też usunięcia materiału medialnego, w którym krytykuję firmę.
15 października odebrałem pozew od PLL LOT o ochronę dóbr osobistych, w którym firma domaga się ode mnie i portalu interia.pl kwoty 200 tys. zł. PLL LOT pozwał mnie za to, że od wielu tygodni nagłaśniam patologie mające miejsce w spółce związane przede wszystkim z łamaniem praw pracowniczych, zwolnieniem dyscyplinarnym liderki związkowej, spadkiem bezpieczeństwa lotów, wzrostem skali opóźnień. Sąd okręgowy odrzucił wniosek prawników PLL LOT, w którym domagali się oni zabezpieczenia pozwu w postaci usunięcia z sieci mojego nagrania. Firma się odwołuje. Wniosła zażalenie, a 4 grudnia do sądu wpłynęło kolejne pismo w tej sprawie, w którym prawnicy PLL LOT ponownie domagają się usunięcia spornego materiału w ramach zażalenia, kwestionując argumenty pozwanych dotyczące m.in wolności słowa i prawa do krytyki.
Oczywistym celem działań PLL LOT jest zamknięcie ust krytykom tak, aby każdy, kto krytykuje działania narodowego przewoźnika lotniczego, bał się procesu. Dzieje się tak w czasie, gdy wyszło na jaw wiele patologii w funkcjonowaniu firmy, a głosy krytyczne zostały potwierdzone między innymi wnioskami Państwowej Inspekcji Pracy. Kilka dni temu sąd okręgowy nakazał też zapłacić firmie 25 tys. za bezprawne zwolnienie Moniki Żelazik. Trwa postępowanie związane z funkcjonowaniem spółek córek PLL LOT – LOT CREW i LOT CABIN CREW, które zdaniem PIP są niezarejestrowanymi agencjami zatrudnienia. Zamiast pozywać krytyków, PLL LOT powinny zadbać o wyższą jakość usług i przestrzeganie praw pracowniczych.

 

 

„Trójki” precz!

 

Otwarte Klatki naciskają na hotele, by nie wspierały chowu klatkowego:

Marriott, który jest obecnie największą na świecie firmą hotelarską, wydał w 2013 roku oficjalne oświadczenie o całkowitej rezygnacji z jaj klatkowych do końca 2015 roku. Niestety pomimo faktu, że wycofywanie się ze wspierania hodowli klatkowej jest obecnie ogólnie przyjętym standardem jakości, Marriott nie wywiązał się ze swojej deklaracji. Setki firm na całym świecie odcinają się od hodowli klatkowej, a konsumenci coraz częściej zwracają uwagę na podejście danej firmy do kwestii dobrostanu zwierząt przy podejmowaniu codziennych wyborów zakupowych.

Veganmania 2018 w Warszawie

Festiwal inicjatyw wegańskich – Veganmania po raz pierwszy od kilku lat zagości w stolicy. Wydarzenie odbędzie się w niedzielę, 25 listopada 2018 r. w Domu Towarowym Braci Jabłkowskich przy ul. Brackiej 25 w Warszawie. Event organizowany jest przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki i ma na celu promocję roślinnego stylu życia.

 

Veganmania to największe tego typu targi w Polsce. Festiwal organizowany jest na terenie całego kraju, w największych miastach Polski. Z roku na rok cieszy się coraz większym zainteresowaniem – w zeszłym roku w Krakowie odwiedziło go około 6 tysięcy osób.
Uczestnicy warszawskiej edycji festiwalu będą mieli okazję spróbować wegańskich potraw serwowanych przez restauracje i firmy z całej Polski, zapoznać się z szeroką ofertą kosmetyków nietestowanych na zwierzętach, a także zakupić modną odzież i akcesoria wykonane bez użycia materiałów pochodzenia zwierzęcego.
Goście będą także mogli wziąć udział w zaplanowanych spotkaniach i wykładach. Prelegentami tej edycji będą m.in. Jakub Stencel, aktywista związany od wielu lat z ruchem prozwierzęcym oraz Radosław Zarzyski z kanału „Być jak Herkules”, trener personalny i pasjonata zdrowego stylu życia. Na uczestników wydarzenia czekają także interesujące warsztaty m.in. wspólne gotowanie dań roślinnych oraz wytwarzanie własnych kosmetyków naturalnych. Dodatkowo organizatorzy przewidzieli konkurs kulinarny dla kucharzy-amatorów.
Nie zabraknie także inspirujących spotkań z osobami związanymi ze środowiskiem wegańskim, autorami książek (m. in. z Dariuszem Gzyrą, Jasiem Kapelą), czy przedstawicielami ciekawych inicjatyw wegańskich. Goście w trakcie wydarzenia będą mieli okazję wziąć udział w loterii z nagrodami, a także wykonać tatuaż w ramach akcji Tatuaże Zamiast Futra.
Drzwi Domu Towarowego Braci Jabłkowskich dla uczestników wydarzenia otwarte będą w godzinach 11:00-19:00.