Przymus emerytalny to nonsens

Jeśli ktoś nie chce płacić składek emerytalnych za samego siebie, nasze państwo nie powinno go do tego zmuszać.

Dwa artykuły w Trybunie („Rzecznik chce likwidacji nonsensu emerytalnego” oraz „Strata emerytalna, której nie będzie”) o których wspomina powyżej prof. Inetta Jędrasik-Jankowska nie dotyczą sytuacji, gdy pracodawca jest obowiązany płacić do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych część składki emerytalnej za swojego pracownika. Co do tego, że musi, nikt nie ma żadnych wątpliwości.
Oczywiste jest, że składki za zatrudnionych trzeba płacić i nikt, kto zatrudnia pracowników, nie może być uwolniony od tego obowiązku. Oczywiste jest też, że nigdy żaden artykuł opublikowany w Trybunie nie proponował – i nie zaproponuje – by ów obowiązek został zniesiony. Przypadki – wciąż się niestety zdarzające – że pracodawca nie płaci składek za swego pracownika trzeba zaś ścigać z całą surowością prawa.
Zupełnie inaczej jest – a przynajmniej powinno być – gdy chodzi o płacenie składek za samego siebie. Wydaje się oczywiste, że nikt nie powinien być do tego zmuszany – i temu właśnie były poświęcone dwa wspomniane artykuły w Trybunie. Publikacje te zwracały uwagę na niczym nieuzasadniony przymus, jakiego doświadczają w Polsce jednoosobowe firmy, czyli osoby mające zarejestrowaną działalność gospodarczą.
Prawo zmusza do tego, by ludzie ci płacili za siebie składki do ZUS, z których najbardziej obciążająca jest składka emerytalne. Tymczasem to absolutnie nie powinno mieć miejsca!. Jedyna uczciwa reguła wydaje się tu prosta i jasna: ten, kto chce mieć w przyszłości emeryturę, ten płaci za siebie składki emerytalne. (w wysokości dowolnie ustalanej przez siebie). Ten, kto godzi się z tym, że nie będzie mieć emerytury, nie płaci składek emerytalnych. Tertium non datur.
Są ludzie, którzy mają inny niż emerytura, pomysł na sfinansowanie jesieni życia. Mogą mieć odziedziczony majątek. Mogli zarobić już w życiu tyle, że nie interesuje ich to, co w przyszłości dostaną ze swoich obowiązkowych składek emerytalnych. Może mają bogatą rodzinę i środki spływające co miesiąc na konto z tytułu dożywotniego zapisu. Może wreszcie (oby nie) są poważnie chorzy – i wiedzą, że na pewno nie doczekają wieku emerytalnego. Powodów, dla których ktoś może nie chcieć płacić za siebie składek emerytalnych, jest wiele – i nie powinno tu być żadnego przymusu, a aparatowi państwowemu i przepisom nic do tego.
Od 1999 r. istnieje w Polsce system emerytalny, polegający na tym, że każdy będzie mieć taką emeryturę, ile sobie na nią odłożył. W związku z tym, nie ma racji istnienia przymus odkładania składek emerytalnych za samego siebie. Przepisy, które to nakazują należy jak najszybciej zlikwidować.
Jeśli ktoś świadomie nie chce płacić składek na własną emeryturę, to jest to tylko jego sprawa. Ludzie mają wolną wolę i nie należy za nich decydować w sprawach finansowych. Oczywiste wydaje się, że każdy powinien mieć prawo decydowania o tym, czy i jaka część swoich dochodów chce zamrozić – i korzystać z nich dopiero po ukończeniu 60 lub 65 roku życia. Jeśli ktoś chce natomiast wykorzystać swoje zasoby finansowe wcześniej, to jego święte prawo. Państwo nie powinno się w to wtrącać za pomocą żadnych nakazów płacenia składek. Niechże zapanuje tu wreszcie dobrowolność.
Tymczasem dziś mikroprzedsiębiorcy, czyli osoby mające zarejestrowaną własną działalność gospodarczą, podlegają usankcjonowanemu terrorowi państwa. Przepisy nakazujące płacenie minimalnych składek emerytalnych za samego siebie, to nic innego, jak zalegalizowany prawnie zabór prywatnego mienia przez państwo. I należy jak najusilniej poprzeć wszelkie parlamentarne czy społeczne inicjatywy, mające na celu likwidację tego groźnego nonsensu emerytalnego.
Jeśli Prawo i Sprawiedliwość chciałoby naprawdę zyskać głosy milionów drobnych przedsiębiorców, powinno jak najszybciej zlikwidować obowiązek płacenia składek emerytalnych za samego siebie.

Składki emerytalne to obowiązek

Państwo musi zabezpieczyć obywateli na wypadek choroby i starości.

W wydaniu „Trybuny” z dnia 25-26 lutego br. zwróciłam uwagę na artykuły zatytułowane „Rzecznik chce likwidacji nonsensu emerytalnego” oraz „ Strata emerytalna, której nie będzie”. W komentarzu jest mowa o jakiś wyliczeniach, które wskazują, że zwolnienie przedsiębiorców z obowiązku płacenia składek na ubezpieczenie społeczne przyniosłoby same korzyści.
Domyślam się, że Redakcja solidaryzuje się z tymi wypowiedziami, dlatego postanowiłam napisać kilka słów na temat co to są ubezpieczenia społeczne i czym różnią się od ubezpieczeń gospodarczych typu OC, które też są obowiązkowe, mając nadzieję, że Redakcja postara się to społeczne zapatrywanie na rolę ubezpieczeń społecznych zmienić, a przynajmniej nie nagłośniać takich wypowiedzi. .
Przede wszystkim nie można mówić, że ubezpieczenie społeczne to nonsensowna instytucja, jakkolwiek w ostatnich latach nagromadziło się trochę bezsensownych regulacji w ustawach .
Ubezpieczenia społeczne mają swoje umocowanie w Konstytucji RP. Z art. 67 wynika, że stworzenie systemu zabezpieczenia społecznego to obowiązek państwa. To państwo musi zabezpieczyć obywateli na wypadek choroby i starości. Nasze państwo ten swój obowiązek realizuje tworząc system powszechnego ubezpieczenia społecznego i system zaopatrzenia społecznego niektórych grup zawodowych.
Ubezpieczenie społeczne to system stworzony ze środków przeznaczonych na ten cel bezpośrednio z dochodu narodowego czyli nie będących częścią wynagrodzenia za pracę należnego ubezpieczonemu, ale wytworzonych przez osoby zatrudnione lub wykonujące działalność na własny rachunek. Środki te kierowane są do odrębnego funduszu z którego są wypłacane świadczenia, różnicowane wg udziału ubezpieczonych w ich wytworzeniu. Kryteria różnicowania to z reguły czas udziału w wytwarzaniu środków przeznaczonych na świadczenia (staż pracy) i kwalifikacje (zarobki).
Od 1999 r środki przeznaczone na fundusz zostały „rozpisane” na indywidualny udział każdego ubezpieczonego w ich wytworzeniu. Ten indywidualny udział nazwano składką, a sumę tych składek uczyniono miarą udziału w korzystaniu z tych środków. Dopisano też składkę do wynagrodzenia za pracę jakkolwiek nie płaci się od niej podatku.
System zaopatrzenia społecznego tym różni się od ubezpieczenia społecznego, że środki na renty i emerytury pochodzą bezpośrednio z budżetu państwa ( czyli z podatków) i w związku z tym świadczenia nie są różnicowane wg przyczynienia się do wytworzenia tych środków, ale z reguły są jednakowe dla wszystkich, albo odzwierciedlają (w określonym stopniu) poprzednie zarobki. Tradycyjnie państwo zapewnia renty i emerytury ustalane od pensji – żołnierzom zawodowym, policjantom i innym służbom oraz ( bez teoretycznego uzasadnienia) – sędziom i prokuratorom.
Inaczej działają obowiązkowe ubezpieczenia OC. Państwo zobowiązuje właściciela samochodu do zawarcia umowy ubezpieczenia i opłacenia kosztów tego ubezpieczenia z własnych środków.
A zatem w systemie ubezpieczenia społecznego obywatel mający tytuł do ubezpieczenia ( np. zawarł umowę o pracę, albo podjął działalność gospodarczą). jest ubezpieczony z mocy ustawy od momentu kiedy ma tytuł. Ubezpieczony powinien jednak zostać zgłoszony do ubezpieczenia.
Obowiązek wydzielenia środków na ubezpieczenie społeczne i „ rozpisania” ich na poszczególnych ubezpieczonych w postaci składki ma osoba wypłacająca wynagrodzenie lub inne świadczenie. To płatnik odprowadza składkę i on ponosi odpowiedzialność za ewentualne błędy, a nie ubezpieczony (chyba, że była zmowa). Osoba prowadząca działalność pozarolniczą występuje wówczas w podwójnej roli płatnika (za siebie ) i ubezpieczonego, za którego płatnik płaci składkę.
Składka jest tu zatem (wyliczoną w złotówkach) miarą udziału ubezpieczonego w wytworzeniu środków przeznaczonych (przez państwo) na ubezpieczenie społeczne. W nowym systemie emerytalnym jest też miarą korzystania ze środków funduszu ubezpieczenia społecznego
Inaczej mówiąc składka nie jest własnością ubezpieczonego, bo nie jest częścią jego wynagrodzenia za pracę, jakkolwiek tak usiłowali ją przedstawiać pomysłodawcy Otwartych Funduszy Emerytalnych i jakkolwiek w roczniku statystycznym za 1999 r wykazano prawie 20.procentowy wzrost wynagrodzeń. I co gorsza do dzisiaj podaje się wysokość wynagrodzenia za pracę z uwzględnieniem składki.
Niewątpliwie likwidacja składek ( ubezpieczenia społecznego) przyniosłaby przedsiębiorcom pewne korzyści. Pracownikom natomiast raczej wypłacano by wynagrodzenie nie uwzględniające składki.
Cała nadzieja w tym, że dopóki nie zostanie zmieniona Konstytucja, można być spokojnym, że system ubezpieczenia społecznego nie zostanie zlikwidowany.
Nie należałoby też tej konstrukcji społecznej nazywać nonsensem i domagać się likwidacji systemu.
Liczę, że Redakcja nie będzie popierać takich sugestii, choćby dlatego, że nic lepszego, chroniącego ludzi przed nędzą na starość, nie wymyślono.

Boga nie ma

Normą jest pogarda. Dla słabszych, gorzej ubranych, głodnych, bezradnych. Spasieni wydrwigrosze, którzy okradają pracowników z wypłaty, cieszą się szacunkiem i podziwem.

„W Głogowie gimnazjaliści zatłukli bezdomnego. Bez żadnej przyczyny. Ot tak. W świecie zwierząt, zwłaszcza wśród drapieżników, zagryzanie słabszych osobników jest częścią procesu selekcji naturalnej. Ta sama selekcja nazywa się u nas uzdrawianiem finansów publicznych i doprowadziła do likwidacji pomocy społecznej. Miliony ludzi bez pracy, bez zasiłku, traci grunt pod nogami. Zaczynają pić, włóczyć się. Rozpadają się rodziny. Powłócząc nogami „wyselekcjonowani” przez system do odstrzału zbierają puszki, makulaturę, pchają dziecinne wózki, nie z dziećmi, ale ze złomem…
Eksmisja, separacja, rozwód, drobne kradzieże i bójki po to tylko, żeby spędzić mroźną noc w ciepłym areszcie. Koczowanie koło starego fortu, gdzie przy ognisku można usmażyć przeterminowaną żywność wyżebraną w pobliskim supermarkecie. I alkohol dający chwilę ulgi w codziennym cierpieniu, jakie znają tylko samotni, odrzuceni, wzgardzeni i wyśmiewani. I papierosy, ważniejsze od chleba. Za nie w ludzie w obozach koncentracyjnych oddawali chleb. Można o nie prosić przechodniów. Ale ci naprawdę dumni wolą się schylić po niedopałki i skręcić sobie w gazecie.
Ksiądz Rydzyk nie pomodlił się za Eugeniusza K. z Głogowa. Minister Ziobro nie nadzoruje osobiście śledztwa. Odszedł, jak śpiewał Grzesiuk, „męczennik szarego motłochu”, jeszcze jeden bezimienny bohater jednodniowej sensacji w brukowej prasie. Nauczyciele twierdzą, że chłopcy nie sprawiali kłopotów wychowawczych. Czyli jednak ktoś ich wychowywał. Rodzice, nauczyciele, katecheta, ksiądz na niedzielnym kazaniu wpajali im wartości chrześcijańskie. Chrystus na krzyżu, na którego musieli się przecież nieraz gapić klęcząc w Kościele, ma na sobie łachman, nie garnitur od Diora. A więc można się codziennie modlić do męczennika, a potem spokojnie tak długo kopać leżącego, aż jego serce przestanie bić? I nikt nie poczuwa się do winy. Wszyscy są tylko trochę zdziwieni. Bo jeżeli to byli normalni chłopcy, to co jest normą?
Normą jest pogarda. Dla słabszych, gorzej ubranych, głodnych, bezradnych. Spasieni wydrwigrosze, którzy okradają pracowników z wypłaty, cieszą się szacunkiem i podziwem. A bieda jest hańbą, piętnem, które trzeba starannie ukrywać, żeby nie kłuła w oczy. Jesteśmy stadem na full wypasie, wypasiona jest fura, komóra i inne gówniane gadżety, których stado pożąda coraz bardziej w miarę, jak się odczłowiecza. Język wypasu to właśnie język stada. Cóż stąd, że jedną „sztukę” ktoś zadeptał na śmierć. Stado jest dalej zadowolone, zajęte przeżuwaniem. Z tym samym tępym spojrzeniem sunie na zakupy do supermarketu, na msze i siedzi przed telewizorem. Nie chce wiedzieć tego, co przeczuwają. Że każdy z nich może być następny. Wystarczy redukcja w firmie. Niespłacony dług. Eksmisja. A kiedy się już znajdą na ulicy, dopiero zaczną się bać. Wykluczeni tracą prawo do życia.
Jeżeli sprawcy, tak jak tego wymaga zwykłe poczucie sprawiedliwości, spędzą kilka lat w poprawczaku, to najprawdopodobniej zostaną bandytami. Bo takie mamy domy poprawcze. Jeżeli nie będą siedzieć, to okaże się, że wolno mordować, pod warunkiem, że ofiara nie ma stałego adresu zameldowania. Nie ma w Polsce chyba żadnej instytucji, która potrafiłaby tych młodych ludzi, którzy okazali się bezmyślnymi mordercami, uczłowieczyć. Tak jak nie było żadnej instytucji ani organizacji, która potrafiłaby im wpoić podstawowe ludzkie wartości.
Kościół, szkoła i tak modna ostatnio rodzina, poniosły klęskę. I nic. Żadnej dyskusji, poczucia winy, zapowiedzi reform. Do głogowskich szkół żaden nauczyciel nie zaprosił bezdomnych na lekcje wychowania obywatelskiego czy jak się to teraz nazywa. Nikt nawet nie próbuje młodym ludziom tłumaczyć, jaką wartość ma ludzkie życie. Każde.
Amerykańscy żołnierze w Iraku zostali ostrzelani z dachu. Rzucili bombę na sąsiedni budynek. W telewizji można było zobaczyć, jak gołymi rękami krewni i sąsiedzi odkopują zwłoki zabitych w ataku dzieci. „Sorry”, powiedzieli kowboje z obojętnymi minami. Polski rząd targuje się o to, ile ropy dostaniemy za udział w tej zbrodni. Bezrobotna kobieta odbiera życie sobie i swoim dzieciom. Sąsiad wiesza się po otrzymaniu decyzji o odebraniu mu renty inwalidzkiej. A mały Jaś patrzy w telewizor i się uczy… Uczy się, że człowiek bez pieniędzy jest gówno wart. Już niedługo na ulicach Głogowa, tak jak w całej Polsce pojawią się młodzi ludzie z puszkami Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. A kiedy już puszczą światełko do nieba… i z tego nieba nie zagrzmi, a horyzont nie stanie w ogniu, to znaczy, że Boga nie ma.

Bajkopisarz

W ostatnim numerze „Plus Minus”, tygodniowego dodatku Rzeczypospolitej, Eliza Olczyk rozmawia z Bartłomiejem Sienkiewiczem. Generalnie jest dobrze, Platforma Obywatelska świetna, idziemy do przodu. W tej sprawie nie będę się spierał. Ale mówiąc o chwale Platformy Pan Minister wspominając rok 2001 mówi: Siła tego środowiska było to, ż wszyscy wtedy wierzyliśmy, iż można zmienić reguły gry. Że to nie jest tak, iż SLD-owski beton, który w 2001 roku zalał Polskę jest nie do podgryzienia. Rodząca się PO potrafiła przeforsować w Sejmie ustawę o bezpośrednim wyborze wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, choć przeciwko temu pomysłowi byli PiS, SLD i w ogóle wszyscy”.
Otóż Pan Sienkiewicz mija się z prawdą. Ten postulat był w programie Konwencji SdRP (uprzejmie informuję Pana Ministra, że to poprzedniczka SLD) z 1994 roku. Znalazł się także w programie prezydenckim Aleksandra Kwaśniewskiego. Projekt ustawy zgłosił Klub Parlamentarny SLD w dniu 22 listopada 2001 roku (druk nr 154), swój projekt Platforma złożyła 17 grudnia. Marszałek Borowski zarządził wspólne czytanie, a za odrzuceniem projektu w I czytaniu głosowały Kluby PiS i LPR. W trzecim czytaniu tylko LPR głosował przeciw przyjęciu ustawy, która w ten sposób stała się faktem. Dodam, że w Senacie SLD miał wtedy bezwzględną większość i jednoznacznie ustawę poparł. A Prezydent Aleksander Kwaśniewski (tez z SLD) ją podpisał.
Nie zajmowałbym się tą kwestią, gdyby nie to, że Pan Sienkiewicz reprezentuje szeroki front wymazywaczy lewicy z historii III Rzeczypospolitej. Jak powszechnie wiadomo do NATO wprowadził nas Minister Geremek (sam, bez ówczesnego Prezydenta z SLD i Ambasadora Polski w USA, też związanego z lewicą). Do Unii Europejskiej wprowadził nas Mateusz Morawiecki (Miller z Kwaśniewskim się tylko przyglądali). Panie Ministrze, litości! Chwalmy się własnymi zasługami.

Bańka załatwia pieniądze

Wkrótce najzdolniejsi polscy sportowcy mają dostać dodatkowe pieniądze od spółek Skarbu Państwa. Średnio ma to być 40 tys. złotych rocznie, ale minister sportu Witold Bańka zabiega, żeby te wsparcie finansowe było pokaźniejsze.

Sportowcy będą mogli wydawać te pieniądze wedle uznania, czyli nie tylko na przygotowania do zawodów, lecz także na koszty bytowe, np. opłacenie rachunków za prąd czy gaz, albo na naukę języków obcych. Wielkość wsparcia finansowego będzie zależała od indywidualnych ustaleń spółek z zawodnikami. Projekt ma objąć kilkadziesiąt zawodniczek i zawodników, czyli łączna kwota dofinansowania wyniesie kilka milionów złotych rocznie. Minister sportu Witold Bańka podkreśla, że to sponsorzy będą decydować, których zawodników i z jakich dyscyplin sportu chcą wspierać. Przypomnijmy, że resort już uruchomił program „Team 100”, który wspiera sportowców do lat 23, którzy także otrzymują pomoc finansową w wysokości 40 tys. złotych rocznie.