Pedagogika Zbigniewa Kwiecińskiego i Bogusława Śliwerskiego – próba bilansu

Bilans dotychczasowego rozwoju pedagogiki Zbigniewa Kwiecińskiego i Bogusława Śliwerskiego. Różnica jej treści w porównaniu z pedagogiką B. Suchodolskiego. Współczesna, polska pedagogika wobec potrzeby kreacji człowieka zdolnego osiągać sukcesy w epoce „sztucznej inteligencji”.

Po przewrocie ustrojowym dokonanym w Polsce w 1989 roku pedagogika polska, podobnie jak wszystkie inne dziedziny wiedzy społeczno- gospodarczej stanęły przed koniecznością dokonania na swoim terenie głębokich przeobrażeń. W przewrocie ustrojowym dokonanym w dużej mierze pod kierownictwem Adama Michnika i Jacka Kuronia a inspirowanych przede wszystkim przez reprezentanta czołowego kapitału amerykańskiego Georga Sorosa nauki społeczne wymagały rzeczywiście głębokich zmian. W wyniku dokonano w Polsce w grudniu 1989 roku głębokiego przeobrażenia ustrojowego pedagogika też musiała się radykalnie zmienić. Dotychczasowy ustrój oparty na dominacji partii komunistycznej oraz dokonanej przez nią likwidacji własności kapitalistycznej, połączony rozmaitymi więziami z ustrojem funkcjonującym na przeogromnych przestrzeniach byłego caratu rosyjskiego za polską wschodnią granicą zastąpiono tym razem nie tylko ustrojem radykalnie przeobrażającym polskie społeczeństwo, ale w którym ówczesna nowa elita rządząca szukała pomyślności narodowej w odbudowie na ziemiach polskich ustroju kapitalistycznego. Zupełnie inaczej funkcjonującego w ówczesnym świecie i narodzie polskim niż ustrój dotychczasowy. Nie było przy tym ważne, że podejmując takie przeobrażenia większość narodu polskiego raczej chciała zreformować stary ustrój, niż zastępować go ustrojem kapitalistycznym, bowiem w ostatecznym rachunku okazało się, że nie ma nasz naród zbyt wiele do powiedzenia w tej sprawie i takie zastępowanie dotychczasowego ustroju na jego przeciwieństwo ostatecznie skutecznie nastąpiło. W takiej to historycznie sytuacji nie tylko prywatyzowano zakłady przemysłowe, ale na czele władzy stanęli wrogowie dotychczasowego ustroju. W sposób naturalny powstała – w tej sytuacji – podjęto działania na rzecz dostosowania do tego zarówno ówczesnego, polskiego systemu oświatowo – wychowawczego od przedszkola do szkoły wyższej, ale też próby generalnego przeobrażenia ówczesnej, polskiej pedagogiki, mającej zapewnić naukowe podstawy korzystnego funkcjonowania wszystkich ogniw polskiej edukacji w nowej sytuacji historycznej. Na czoło tych zmian, które miały zapewnić wspomniane przeobrażenia polskiego systemu oświatowo – wychowawczego, a zwłaszcza ówczesnej pedagogiki wysunęły się dwie postacie ówczesnej, polskiej myśli pedagogicznej: Zbigniew Kwieciński i Bogusław Śliwerski. Obaj prof. dr hab., wielokrotni doktorzy honoris causa polskich uczeni które to tytuły otrzymali obaj Panowie głównie za kreacje nowej pedagogiki a ściśle próbę dostosowania jej podręczników akademickich do potrzeb nowego ustroju.
Ich działalność w nowym okresie historycznym zaczęła się od dość totalnej krytyki dotychczasowej pedagogiki i ówczesnego polskiego systemu oświatowo- wychowawczego. Byli wtedy obaj Panowie ludźmi w średnim wieku. B. Śliwerski ukończył Uniwersytet Łódzki w 1973 roku. Natomiast Z. Kwieciński Uniwersytet Toruński w roku 1964. W kilka lat po ukończeniu wspomnianego uniwersytetu B. Śliwerski został rektorem Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi, podejmując zarazem intensywna działalność w organizacji edukacji polskich pedagogów na terenie Słowacji, a głównie w Trynowie, Rozenbergu i Preszowie. Szukał też kariery w organach kontroli ówczesnych polskich szkól wyższych, funkcjonujących w przeobrażanych kontrolnych organach polskiej organizacji szkodnictwa wyższego tego okresu czasu. Jednocześnie obok macierzystego miejsca pracy, B. Śliwerski szukał dodatkowo sukcesów w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej, w której pracuje zresztą do dnia dzisiejszego(1). Jeśli natomiast chodzi natomiast o ułatwianie polskim kandydatom na uczonych kariery w Słowacji, to wspomnianemu B. Śliwerskiemu nie wszystko się udało. Obok niewątpliwie sukcesów i znacznych osobistych zarobków uzyskanych z tego tytułu, szybko się okazało, że jeśli w organach i inspiracyjnych rozwój polskich nauk pedagogicznych i kontrolnych polskiego szkolnictwa wyższego może pochwalić się wspomniany polski uczony znacznymi sukcesami, a w 2011 roku zostaje nawet przewodniczącym Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, to bynajmniej nie z własnej jego woli uniemożliwiono mu osiąganie dalszych sukcesów w organizowania działalności polegających na przyspieszeniu kształcenia polskiej kadry w bratniej Słowacji. Prof. dr hab. B. Śliwerski nie bardzo chciał i do dziś nie bardzo chce pogodzić się z tym odsunięciem go od sukcesów edukacyjnych polskich pedagogów, uzyskiwanych w Słowacji i rozpoczyna więc po jego odsunięciu od tych operacji totalną krytykę przedsięwzięć z tego zakresu. Wstępuje w niego „surowy sędzia” ułatwianych praktyk robienia przez Polaków i Polki stopni i tytułów naukowych u ich słowackich braci przez licznych polskich uczonych bez jego udziału i obecności w tym procederze. Poszedł w tym zakresie tak daleko, że w tej negacji oraz krytyce, że opublikował w 2018 roku książkę, w której od czci i wiary, po części słusznie, a po części nadgorliwe potępił zarówno tych, którzy działając w szkolnictwie wyższym ułatwili sobie życie i zrobili stopnie naukowe u gościnnych Słowaków, jak też tych, którzy im w tym zakresie pomogli, z naszej ojczyzny i ze strony słowackiej (2).
Najważniejszym jednak osiągnięciem prof. B. Śliwerskiego stało się to, że w Polsce po 1989 roku połączył zapobiegliwą troskę o usytuowanie się w organach kontrolnych ówczesnego ministra do spraw szkolnictwa wyższego, jak też w Komitecie Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk z publikacją wielu pedagogicznych książek bez większego zresztą pedagogicznego znaczenia. Stworzyło mu to szansę wysunięcia się na czoło polskiego środowiska naukowo – pedagogicznego. W kilka lat po 1989 r. osiągnął swój największy sukces przy pomocy przygotowywanych pod wspólnym kierownictwem naukowym z prof. dr. hab Zbigniewem Kwiecińskich kilku nowo powstałych podręczników pedagogiki na użytek całego, polskiego naukowego środowiska pedagogicznego. Nie tylko zapanowali obaj wspomniani polscy uczeni dzięki temu ideowo nad całym polskim naukowym środowiskiem pedagogicznym, poprzez realizacje tej ważnej operacji ale przy pomocy przygotowanej wspólnie z prof. dr hab. Zbigniewem Kwiecińskim poszczególnych wersji wspomnianych podręczników akademickich, środowisko polskich pedagogów akademickich w dużej mierze zdołali sobie podporządkować. Osiągając w tym zakresie też wielkie sukcesy zwłaszcza prestiżowe.
Natomiast jeden z dwóch głównych współczesnych osób faktycznie zarządzających polskim naukowym środowiskiem pedagogicznym prof. dr hab. Z. Kwieciński, na równi, a nawet bardziej niż prof. B. Śliwerski uczestniczy w jego skutecznym podporządkowaniu go im obu po 1989 roku. Ale to postać zupełnie inna postać i inny charakter w porównaniu do wypadku przedstawionego, pierwszego „bohatera” tej operacji wspomnianego jego współpracownika i współzarządzającego współcześnie, dość skutecznie polskim środowiskiem naukowowo -pedagogicznym. Po ukończeniu dużo wcześniej niż jego współczesny wspólnik tej operacji w zakresie podporządkowania sobie realizacji studiów wyższych tym razem w Uniwersytecie Toruńskim, Zbigniew Kwieciński nie przejął natychmiast i w krótkim okresie czasu zarządzania żadną szkołą wyższą, tylko rozpoczął pracę w szkole średniej. Nie popracował tam zbyt długo, natomiast w macierzystym uniwersytecie toruńskim szybko został etatowym I sekretarzem Komitetu Uczelnianego PZPR. Gdy objąłem w 1961 roku funkcję redaktora naczelnego czasopisma „Wychowanie”, zgłosiło się do mnie kilku przyjaciół z tego uniwersytetu, bardzo mnie prosząc, abym powołał wspomnianego nowego sekretarza partii do tworzonej wtedy pod kierownictwem prof. dr hab. B. Suchodolskiego rady naukowo- programowej wspomnianego dwutygodnika. Ówczesna wspomniana jego rada, której przewodniczył prof. B. Suchodolski składała się z wybitnych tuzów naukowych ówczesnego środowiska naukowego, ale też z grona szczególnie znaczących działaczy partyjnych i państwowych, którzy niezwykle mnie wspomagali w walce o nie tylko rehabilitację, ale nadanie szczególnego znaczenia patriotycznemu wychowaniu w szkole i w całym polskim społeczeństwie, ciągle jeszcze zdeprecjonowanego po rządach Bolesława Bieruta w latach 1949-56, a faktycznie Jakuba Bermana, który był głównym kreatorem ideowo- politycznej rzeczywistości wspomnianych lat.
Przyznam otwarcie, że nie byłem chętny nowej kandydaturze do Rady Programowej „Wychowania”, ale przekonali mnie moi przyjaciele, że przyjęcie takiego młodego człowieka do wspomnianej rady nieco ją nie tylko odmłodzi ale pozwoli zarazem utemperować ostre dogmatyczno- sekciarskie zapędy wspomnianej osoby. Objawiały się one tym, że wspomniany I sekretarz KU PZPR który uczynił głównym polem swego działania wykrywanie oraz zwalczanie praktyk religijnych ówczesnych pracowników naukowych i studentów wspomnianego uniwersytetu i wyrzucania ich z PZPR zaprzestanie takiej działalności i wydorośleje. Kilkudziesięciu osobowa Rada Programowa mojego, ówczesnego czasopisma w swoim generalnym kośćcu ideowo- moralnym nie wydawała się być zagrożona „importem” takiego pseudokomunistycznego radykała. Nie tylko więc dokooptowałem mgr. Z. Kwiecińskiego do wspomnianej rady, ale zarekomendowałem go prof. dr hab. B. Suchodolskiemu do zrobienia przez niego pracy doktorskiej, a w przyszłości habilitacyjnej. Wysłałem go też do ZSRR do obycia się ze światem, którego ówcześnie mu tak bardzo brakowało. Nie nacieszyłem się zresztą zbyt długo działalnością w ówczesnej radzie czasopisma „Wychowania” wspomnianej osoby. Bowiem szybko usunięto go ostatecznie z PZPR, gdy się okazało, że łączy swoistą nadgorliwość wojującego ateisty z ukrywaniem przed własną partią rodzinnego powinowactwa z ówczesnym klerykalizmem (3). Natomiast niedługo po tym, gdy ukrywanie tego powinowactwo odkryto i wyciągnięto z tego dość surowe wnioski w postaci usunięcia Zbigniewa Kwiecińskiego z PZPR nie tyle jako nadgorliwego antyklerykała, ale jednocześnie nieszczerego członka PZPR dostałem od Z. Kwiecińskiego list, którego podpis poprzedzała następująca fraza: „Z wyrazami najwyższej pogardy”.
Z. Kwieciński w pełni natomiast wykorzystał moją protekcję robiąc ostatecznie doktorat i habilitacje z pedagogiki, ale rzucił się ostatecznie w wir antykomunistycznej, ówczesnej działalności opozycyjnej wobec PRL. Ostatecznie wypłynął jako przewodniczący Stowarzyszenia Pedagogów Polskich, a zarazem totalny krytyk pedagogiki okresu po II wojnie światowej a zwłaszcza w latach 1956-1989 w Polsce. Na fali tej krytyki jako swoisty przywódca antykomunistycznie zorientowanych pedagogów polskich, został ostatecznie w 2007 roku Członkiem Korespondentem PAN, a szereg lat później jedynym pedagogiem, będącym członkiem rzeczywistym PAN. W rezultacie takich przeobrażeń powstał swego rodzaju duet w wyniku którego prof. dr hab. B. Śliwerski oraz prof. dr hab. Z. Kwieciński stworzyli „tandem” pod którego kierunkiem powstał pierwszy, polski akademicki podręcznik pedagogiki wydany w 2003 roku pod ich naukowym kierownictwem(4). Przy tym należy odnotować, że choć przez pewien okres czasu prof. B. Śliwerski próbował wyłącznie pod swoją naukową redakcją wydawać konkurencyjne podręczniki, co wskazywało, że drogi obu koordynatorów polskiej pedagogiki po 1989 roku okresowo rozeszły się przynajmniej na pewien czas, to jednak ostatnio mamy do czynienia ze swoistym odrodzeniem ich „wspólnej drogi rozwojowej”. Znalazła ona wyraz w tym, że w 2019 roku kolejny raz wydali pod wspólną redakcją akademicki podręcznik pedagogiki, przy tym stanowiący swoistego rodzaju „monstrum wydawnicze”. Polega ono na tym, że podręcznik ten dwukrotnie większego formatu niż podręczniki tradycyjne posiada zarazem 1127 stron i waży 4,5 kilograma(5). Przy tym owe podporządkowanie polskiego środowiska przez obu wymienionym profesorom znalazło wyraz w tym, że wiele polskich uniwersytetów nadało im tytuł doktora honoris causa, przy tym państwowy Uniwersytet Lubelski nadał ten tytuł B. Śliwerskiemu w 2014 roku, Uniwersytet w Bydgoszczy 2016 roku, Katolicki Uniwersytet Lubelski w 2017 roku, Uniwersytet im, S. Wyszyńskiego 2019 r. Mniej „łaskawe” okazały się uniwersytety dla drugiego z wymienionych „bohaterów” tej opowieści to znaczy prof. dr hab. Z. Kwiecińskiego, który otrzymał honoris causa Uniwersytetu Opolskiego ale już w 2004 roku, Uniwersytetu S. Wyszyńskiego w 2007 roku i Dolnośląska Wyższa Szkoła w 2007 roku.
Jak z tego widać, „panowanie” nad polskim naukowym środowiskiem pedagogicznym polegające na zawarowaniu dla nich decyzji kogo umieścić, a kogo nie umieścić w głównym, polskim podręczniku pedagogicznym po 1989 r. jest dla jego redaktorów naukowych zajęciem prestiżowo wysoce opłacalnym. Czy równie oznacza to, że przekształca się też podręczniki pedagogiki dla studentów polskich szkół wyższych na lepsze od tych, które obowiązywały w Polsce w czasach wcześniejszych, a zwłaszcza w latach 1956-1989? Nad tym warto się zastanowić. Dlatego do tego jeszcze wrócimy.
Tymczasem zajmijmy się opowieścią roli prof. Z. Kwiecińskiego o zwalczaniu już mojej nowej inicjatywy realizowanej już znacznie później od opisywanych wydarzeń a ściśle już w kilka lat po 1989 r. Był to czas, w którym zorganizowałem w kilka lat po 1989 roku Wyższą Szkołę Społeczno- Ekonomiczną. Była to prywatna uczelnia podejmująca kształcenie studentów na poziomie licencjackim na dwóch kierunkach: ekonomicznym i pedagogicznym. Najważniejszą cechą charakterystyczną tego przedsięwzięcia było to, że zaraz przy jego powołaniu planowałem, że będzie to uczelnia w szerokim zakresie kształcąca na odległość, z wykorzystaniem do tego celu telewizji satelitarnej. (w Polsce była to wtedy i pozostała do dziś całkowita nowość) Przy tym nie chodziło o wykorzystanie do realizacji tego zadania podrzędnej i mało znaczącej satelity, którą postanowiłem uczynić bazą dydaktyczną przyszłej uczelni, ale o włączenie do realizacji tego przedsięwzięcia największa satelity telewizyjnej ówczesnego i obecnego globalnego świata- a mianowicie satelitę CYFRA PLUS.(oczywiście nie natychmiast po otwarciu nowej uczelni a po kilku latach jej działalności.) Inicjatywa udała się, bo udało się już na pierwszy rok studiów na obu kierunkach zwerbować nowej, prywatnej uczelni ponad 400 studentów i pozyskać na rzecz nowej uczelni najwybitniejsza kadrę, którą wtedy dysponowała ówczesna nauka polska.(oczywiście w zakresach w których kształcenie podejmowała nowa uczelnia) Rektorem jej natomiast został prof. dr hab. Longin Pastusiak, prorektorami prof. dr hab. Janusz Tymowski (jeden z głównych założycieli „Solidarności”) i prof. dr hab. Kazimierz Żygulski, (najwybitniejszy ówczesny znawca polskiej i światowej kultury.) Natomiast ja jako jej właściciel objąłem stanowisko jej prezydenta.
Gdy najbardziej trwały prace nad wypuszczeniem pierwszych absolwentów nowej uczelni, sekretarka poinformowała mnie, że wizytę złożył mi wizytę wiele lat nie widziany przeze prof. dr hab. Zbigniew Kwieciński wraz z towarzyszącą mu osobą w postaci prof. dr hab. Anna Brzezińskiej psychologa z Poznania. Oboje Państwo byli łaskawi przedstawić mi dokument Komisji Akredytacyjnej, z którego wynikało, iż mają przeprowadzić kontrolę jakości pierwszych prac licencjackich obronionych we wspomnianej uczelni. Oczywiście w niezwykle szybkim tempie przybyli Państwo otrzymali pierwsze 10 prac obronionych na początku czerwca w tej uczelni. Dostali też osobny pokój dla zapoznali się z ich lekturą. Ich praca nad dysertacjami trwała bardzo krótko.(zabroniłem wspomnianym rewizorom wynosić wspomniane prace poza teren uczelni) W kilka dni później uczelnia otrzymała ich raport z lektury przeczytanych prac, totalnie dyskwalifikujący wszystkie z nich. Począwszy od pracy, której promotorem był prof. dr hab. Zbyszko Melosik, do dzisiejszego dnia będący czołowym autorem podręczników pedagogicznych przygotowanych pod redakcja prof. Z. Kwiecińskiego i B. Śliwerskiego, które obecnie zastępują wydania podręczników pedagogiki przygotowanych wcześniej pod kierunkiem naukowym prof. B. Suchodolskiego. Mimo, że gama tematów poruszonych w ocenianych pracach licencjackich była wielka, cytowani ich recenzenci – przekraczając zakres swoich kompetencji naukowych – autorytatywnie je ocenili negatywnie stwierdzając, że są jednym wielkim nieporozumieniem(6). W niewiele czasu po ich wizycie w WSSE i zapoznania się przez wspomnianych „rewizorów” przekazanymi im do oceny pracami, zapoznał się w naszej uczelni i z tymi pracami i wspomnianymi ich ocenami znany ówczesny polski filozof, prof. dr hab. Włodzimierz Lebiedziński, który uznał, iż wszystkie przedstawione opinie obojga wspomnianych” rewizorów „są naciągnięte, jednostronne, a ich autorzy znacznie przekroczyli swoje kompetencje naukowe podejmując się ich autorytarnej oceny przy dużym rozrzucie ich tematów przekraczających ich naukowe specjalizacje(7). W ten sposób okazało się, że prof. dr hab. Zbigniew Kwieciński i jego pomocnica okazali się jedną z tych licznych osób, która włączyły się ostro do próby zlikwidowania mojej, nowej inicjatywy uczelnianej. Im więcej przy tym wspomniana uczelnia osiągała sukcesów, w tym coraz większe grono osób z różnych uczelni, instytucji starało się uniemożliwić jej działalność celowo dążąc do jej likwidacji jeszcze przed jej nawet wstępnym, dynamicznym rozwojem.
Przy tym agresja prof. Z. Kwiecińskiego i jego pomocnicy, to tylko początek wzmożonej ówczesnej działalności wielu ludzi polskiej nauki i szkolnictwa wyższego zmierzającej do likwidacji wspomnianej uczelni zanim ona rozpoczęła jeszcze na pełną skalę swą działalność. Tymczasem oddźwięk działalności uczelni w coraz szerszych kręgach polskiego społeczeństwa był coraz większy. W dużej mierze zapewniała to wspomniana – najważniejsza w ówczesnym i obecnym świecie-stacja telewizyjna Cyfra Plus, która całodobowo nadawała zestawy wykładów nowej uczelni przez 24 godzin dla wszystkich i każdego zainteresowanego bez żadnych ograniczeń. W krótkim okresie czasu, wykłady te osiągnęły średnia oglądalność 400 tysięcy widzów dziennie. Tego nie mogły z cierpieć ówczesne środowiska konserwatywne środowiska szkolnictwa wyższego naszej, ówczesnej ojczyzny w całym ich różnorodnym kształcie i charakterze. Na czele sił konserwatywnych walczących z WSSE wysunęła się dr Krystyna Łybacka – ówczesna minister oświaty desygnowana na to stanowisko przez SLD, a wcześniej adiunkt Politechniki Poznańskiej z zakresu matematyki, która od początku nie tylko chciała ograniczyć, ale wprost zlikwidować nowo powstałą uczelnię(8). To z jej ramienia oraz z ramienia władz kontrolnych ówczesnego szkolnictwa wyższego wizytowały ją osoby, o których wiedziano, iż są radykalnym wrogami, zwłaszcza mojej osoby, ale też kadry nowatorów edukacyjnych zgromadzonych wokół mnie. Jednocześnie realizowanej formuły kształcenia w tej uczelni na odległość. Stworzono tą drogą nawet swoisty front do walki z WSSE.
Obok wspomnianej K. Łybackiej wyróżniła się w walce z WSSE redakcja „Polityki”, której znany redaktor Wojciech Markiewicz opublikował artykuł, w którym wprost i niejednoznacznie zarzucił mojej osobie, że musiałem ukraść pieniądze, aby otworzyć wspomnianą uczelnię realizującą powszechne kształcenie na odległość realizowana przy udziale czołowej światowej satelity Cyfra Plus. Ciekawie, że dzielnie towarzyszył on a nawet współdziałał w tym w tym zakresie z ówczesnym PiS-em którego czołowy publicysta „Gazety Polskiej”, Piotr Lisiewicz (9), podobnie jak wspomniany Wojciech Markiewicz, w jednym froncie ze wspomnianym tygodnikiem, atakował brutalnie nową uczelnię. Równie brutalnie była ona atakowana przez oba odlegle od siebie ideowo organa prasowe ale we wspomnianym specyficznym sojuszu a tym zakresie. Wydawało się więc, że połączyły się we wspólnym ataku na WSSE siły, które powinny pozostawać raczej w ostrym konflikcie, niż w przyjacielskim układzie i specyficznym sojuszu. Tylko Piotr Liskiewicz nie zdobył się-w przeciwieństwie do Wojciecha Markiewicza prezentowania mnie jako złodzieja.
Jednak ta koordynacja w tym ataku wskazywała gdzieś na obrzeżach ówczesnego życia rodził się swoisty sojusz PO – PiS tym razem w walce z nowo kreowaną uczelnią. Ostatecznie do jej zwalczania włączyła się też „Gazeta Wyborcza”, co nastąpiło w wyniku konieczności kontynuowania przez wspomnianą uczelnię wykładów z historii gospodarki przez prof. Jezierskiego, który realizował je wraz ze swoją asystentką mimo bardzo ciężkiego jego stanu zdrowia. Gdy w środku roku akademickiego wspomniany profesor zmarł, uczelnia do końca roku akademickiego eliminowała je z telewizyjnych nagrań, stwarzając dotychczasowej asystentce prof. Jezierskiego możliwość odpowiadania na pytania studentów. W takiej to sytuacji na łamach „Gazety Wyborczej” ukazał się artykuł pod krzykliwym tytułem wskazującym, że w WSSE wykładają umarli. Jednocześnie we wspomnianym okresie w ówczesnym rządzie premiera Marka Belki, który był ostatnim ówczesnym rządem SLD na ministra szkolnictwa wyższego powołano na wniosek Bronisława Geremka długoletniego współpracownika Adama Michnika – członka KOR-u, który z cała energią, której brakowało mu w wielu innych sprawach edukacyjnych skutecznie ostatecznie zlikwidował WSSE. Konserwatyści polskiej edukacji wygrali w ten sposób batalie z ówczesnym nowatorstwem w polskim szkolnictwie wyższym ale czy wygrał w tej sprawie naród polski?
Szkoda bo wspomniana uczelnia była wielkim osiągnięciem polskiej, ówczesnej edukacji albowiem nikt poza wspomnianą uczelnią kształcenia takiego nie realizował w Polsce w przeciwieństwie do wielu innych rozwiniętych krajów, a zwłaszcza współczesnych Chin, gdzie takie kształcenie nabrało szczególnego znaczenia w ostatnich dziesięcioleciach, w ramach którego połączono działalność Centralnego Uniwersytety Radiowo – Telewizyjnego z siecią chińskich szkól wyższych, umożliwiających szybkie nadrobienie chińskich za późnień na poziomie edukacji w zakresie szkoły wyższej. Bez obniżenia poziomu tej edukacji. Przy tym jak dalece ośrodki konserwatywne w Polsce były przeciwne kształceniu na odległość, świadczy fakt, że gdy komisja do spraw offsetu przy prezydencie USA rozdzielała środki materialne na polskie inwestycje, minister dr K. Łybacka była przeciw temu aby ze środków tych skorzystała też WSSE. Tymczasem gdy w ostatnich latach w naszym kraju na szeroką skalę szalała pandemia możliwość wykorzystania nie tylko dla jednej uczelni wspomnianej Cyfry Plus, ale dla wielu polskich uczelni, a nawet dla wszystkich polskich szkól WSSE została tym samym zmarnowana, co już się odbija i będzie się odbijać na poziomie wykształcenia w naszej ojczyźnie nie tylko młodzieży ale też polskich dzieci przez długie dziesięciolecia. W ten sposób interesy egoistyczne i krótko terminowe części polskiej elit edukacyjnych zderzyły się z interesami długodystansowymi szerokich kręgów polskiego narodu a zwłaszcza jego młodego pokolenia i oczywiście wspomniana sprzeczność rozstrzygnięta została na korzyść interesów wspomnianych elit.
Dwa modele podręczników pedagogiki oraz okoliczności historyczne przełomu ustrojowego oraz ważna ogólniejsza konkluzja wynikająca z tego tytułu
Ważniejsze jednak niż opis kariery prof. Z. Kwiecińskiego i prof. B. Śliwerskiego, w Polsce w latach po 1989 wydają się walory i wady wynikające z porównywalnej analizy podręczników prof. B. Suchodolskiego i podręczników wspomnianych obydwu autorów i i dalekosiężne skutki ich współczesnego funkcjonowania. Zanim jednak przejdziemy do takiej porównawczej analizy, wspomnianych podręczników pedagogiki warto się na chwile zatrzymać nad przemilczanymi powszechnie obecnie okolicznościami narodzin nowej fazy rozwoju PRL powstałej po październiku 1956 roku a mającej dla tej sprawy duże znaczenie. Tym bardziej, że narodziny te odbywały się w specyficznych okolicznościach historycznych współcześnie radykalnie przemilczanych. Rzetelna ich analiza wymaga cofnięcie się wstecz. Na niespełna rok przed słynnym październikiem 1956 roku w którym W. Gomułka wrócił w Polsce do władzy faktyczny dyktator PRL w latach 1949- 56 znany zbyt ogólnie w Polsce Jakub Berman pełniący w tych latach funkcje dyktatora naszej ojczyzny mimo, że formalnym kierownikiem PRL był wtedy Bolesław Bierut- wiedząc doskonale, iż kończy się władza jego dyktatorskiej elity- nakazał ówczesnej Służbie Bezpieczeństwa naszej ojczyzny wydać zgodę na powołanie w naszym ówczesnym kraju Klubu Krzywego Koła,(grudzień 1955roku).Taki krok to faktycznie biorąc rzecz był swoistym dynamitem podłożonym pod rodzącą się nową władzę naszej ojczyzny, które dopiero miała obejmować w niej generalny zarząd.(pod kierownictwem W. Gomułki) Plan J. Bermana był prosty. Nie mogąc dalej sprawować swojej dyktatorskiej władzy na polskiej ziemi gorąco nienawidząc swego następcy w postaci Gomułki dotychczasowy faktyczny dyktatorski władca Polski lat 1949-1956 J.Berman podkładał dość specyficzny dynamit pod tą władze zagrażający w długiej perspektywie przyszłej odzyskanej władzy w jej długoterminowemu, pomyślnemu funkcjonowaniu(10).Na dodatek przez długie lata wiedza na temat wspomnianego dynamitu była skuteczne przemilczana i dopiero prof. dr. hab Andrzej Sowa rzetelnie ją ujawnił rzucając zupełnie nowe historyczne światło na ważny element genezy ówczesnej sytuacji która dziesiątki lat później w pełni wykorzystała wspomniany dynamit do jej skutecznego obalenia. Warto przy tym podkreślić, że radykalny sposób przez wielu autorów dziejów najnowszych naszej ojczyzny są wspomniane fakty skutecznie pomijane. Takie przemilczanie to fałszowanie ważnych elementów polskich dziejów najnowszych. Tymczasem gdy w specyficznych okolicznościach powstałych po październiku 1956 roku gomułkowska ekipa rządząca zyskała możliwość uzyskania względnej niezależności od ZSRR i nie tylko względnie samodzielnej kreacji rozwoju naszego narodu, ale też budowy nie tylko innej szkoły i uczelni w niej funkcjonującej niż miało to miejsce w latach 1949-1956, ale i innej pedagogiki będącej ważnym źródłem jej kreatywności J. Berman faktycznie pod tą nową konstrukcje kilka zaledwie miesięcy wcześniej podłożył znaczącą mało znaną wielką minę (11). Operacji tej na dodatek dotąd nie tylko nie ujawniono ale zrobiono wszystko aby została całkowicie zamazana i przemilczana.
Istota sprawy polegała na tym, że wspomniany Jakub Berman faktyczny władca Polski lat 1948-1956 przekształcił naszą ojczyznę w tym okresie czasu na bezwolną i mocno eksploatowaną kolonie ZSSR eksportując – dla przykładu-do niego polski węgiel za niski procent jego wartości funkcjonującej na rynkach światowych co stanowiło i stanowi do dziś przemilczany tylko symbol ówczesnego, okresowego przekształcenia naszej ojczyzny w całkowitą kolonie ZSSR nie tylko zmniejszając jego względną autonomie w stosunkach wzajemnych ZSSR-PRL w latach 1944-1949 (w których W.Gomułka jako sekretarz generalny głównej ówczesnej partii i wicepremier rządu dbał o w miarę stosunki partnerskie na linii ZSSR-PRL) Natomiast w latach 1949 -1956 zostały one pod kierownictwem głównie J. Bermana w stosunki kolonialne. Polecając J.Berman ówczesnej służbie bezpieczeństwa tworzenie legalnie działającego klubu opozycyjnego wobec ówczesnej władzy i to w końcówce swego panowania w Polsce lat 1949-1956 Jakub Berman faktycznie działał dalekosiężnie na rzecz jej przyszłego obalenia doskonale zdając sobie sprawę, że dalekosiężnie otwiera to możliwość zorganizowania się opozycji odpowiednie jej długodystansowe przygotowanie się do skutecznego podjęcia przez nią misji obalenia dotychczasowego ustroju i przekształcenia go w ustrój do dotychczasowego nie tylko odmienny ale antagonistyczny. Po prostu kapitalistyczny. Pokazuje ten – nieznany dotąd fakt szerszym kręgom polskiego społeczeństwa- nieznane dotąd oblicze ideowo-moralne wspomnianego ideologa i polityka oraz odkrywa jego długoterminowe plany i koncepcje. Okazuje się on w tym świetle cynicznym graczem dla którego wartością naczelną jest władza (czy też władza jego kliki rządzącej w PRL oraz ich dzieci i kuzynów)natomiast jej kształt stanowi wartością wtórną i mniej ważną.
Ewolucja jego preferencji od bezkrytycznego wręcz fanatycznego popierania stalinizmu i stalinowskiego neokolonializmu do preferencji dla wartości kapitalistycznych w pełni to potwierdzają. Trzeba jednak przyznać, że z punku widzenia interesów kliki rządzącej w Polsce w latach 1949-1956 wspomniane podłożenie wspomnianej bomby ze „spóźnionemu zapłonem” pod nadchodzącą władze Władysława Gomułki była swoistym mistrzostwem specyficznej architektury społeczno-gospodarczej Jakuba Bermana i części jego kliki. Tym bardziej, że część jego dotychczasowych stronników – niezależnie czy z jego inspiracji czy samodzielnie – formalnie odeszła od niego i włączyła się do gomułkowskich różnorodnych przedsięwzięć. Natomiast wcześniej czy później wchodząc w konflikt z gomułkowską elitą (przykładowo Roman Zambrowski, Edward Ochab). Jeśli ktoś ma wątpliwości czy kreacja „Krzywego Koła” choćby w wymiarze krótko terminowym nie była „bermanowską bombom” podłożoną władzy Władysława Gomułki niech zaprzeczy temu, że właśnie we wspomnianym Krzywym Kole obok wielu innych przyszłych opozycjonistów i wrogów PRL ostrogi opozycyjne zdobywali przykładowo Karol Modzelewski, Jacek Kuroń a nawet młodociany wtedy jeszcze Adam Michnik. W pewnym sensie będąc nawet swoistymi uczniami J. Bermana. Można więc w sumie generalnie można ocenić, że „ bermanowska bomba” o opóźnionym zapłonie rzeczywiście spełniła ostatecznie wyznaczoną jej – przez twórcę jej pomysłu historyczną role.
Niestety przez długi okres historyczny zasygnalizowana zaledwie w tym tekście historyczna rola Krzywego Koła w obalenia starego ustroju była i jest nie tylko zamazana ale wręcz w literaturze przedmiotu starannie pominięta. Dla przykładu w „Gazecie Wyborczej” całkowicie pominięta w tak licznych w niej drukowanych opowieściach o dzielnej walce jej twórców i współpracowników z komuną. A szkoda bo to nie tylko zamazywało i zamazuje ważne elementy faktycznego procesu historycznego ale sztucznie zawęża listę jego rzeczywistych inspiratorów oraz współtwórców. Dzięki rzetelnej naukowo publikacji prof. dr. hab. Andrzeja Sowy, aktualnego, czynnego i cenionego profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego szersze, zainteresowane kręgi polskiego społeczeństwa mają dziś okazje (jeśli fakt ten nie będzie dalej przemilczany w literaturze przedmiotu)dowiedzieć się, że lista najważniejszych bohaterów przemiany ustrojowej 1989 r. została w dotychczasowych prezentacjach i ich odbiorze społecznym bardzo sztucznie zawężona. Powinna ona zostać we wspomnieniach uczestników ale zwłaszcza w opracowanych historycznych dotyczących przewrotu ustrojowego 1989 r. szybko uzupełniona i poszerzona o imię i nazwisko Jakuba Bermana jako cichego ale ważnego współtwórcę nowej rzeczywistości powstałej po 1989 r.(nie należy się przy tym przejmować tym, że w innych zakresach postać ta nie prezentuje się tak pozytywnie) Wszak to on skutecznie uruchomił swoistą „bombę o opóźnionym wybuchu” która ułatwiła przewrót ustrojowy dokonany 1989 r. Należy też przy tej okazji odnotować ze szczególną pieczołowitością role tego kroku który w toku przeprowadzonych badań naukowych odkrywając – być może dla wielu niewygodne dane dotyczące działań tej osoby – która podobne jak A. Michnik J. Kuroń czy K. Modzelewski znacznie choć raczej pośrednio przyczyniła się do przyspieszonego końca PRL i zwycięstwa ustroju kapitalistycznego nad komunistycznym. Oczywiście wymaga to też wielkiego uznania i publicznego, szerszego niż dotąd odnotowania rzetelności oraz nie koniunkturalność badań i publikacji z zakresu historii najnowszej prof.dr.hab. Andrzej Sowy który wspomniany fakt po latach publicznie ujawnił. Rozszerzając – zgodnie z prawdą historyczną- szerszy panteon tych którzy przyczynili się do obalenia PRL niż to występuje w dotychczasowych publikacjach na ten temat.
Ale wróćmy do głównego wątku naszego opracowania. Jeszcze raz ukształtowany został nowy generalny model PRL realizowany pod przemożnym wpływem Władysława Gomułki po październiku 1956 r. Poprzedni jej władca Jakub Berman rządzący ówczesną PRL w latach 1949-19560 osobiście wbudował w jego strukturę jednak swoistą bombę która po pewnym czasie miała spowodować klęskę ustroju w Polsce którego twórcy i kierownicy mieli aspiracje kreować i ostatecznie go zbudowali w naszej ojczyźnie. Podobnie jak twórcy i realizatorzy ZSSR czynili to na wielkiej radzieckiej ziemi. Chodziło w tych działaniach o kreacje nowego ustroju mające być trwałą i skuteczną alternatywą wobec ówczesnego kapitalizmu. Ale to się ostatecznie nie udaje. Nie może się udać bowiem obok zalet ta konstrukcja ustrojowa ma fundamentalne, konstrukcyjne wady. Rządząca w nim biurokracja nie potrafi bowiem w porównaniu z konkurująca z nim klasą kapitalistyczną osiągnąć w funkcjonującym systemie społeczno – gospodarczym nie tylko wyższej niż konkurencyjny kapitalizm wydajności pracy ale też lepszej jakości produkcji Natomiast w ramach już istniejącego systemu społeczno-ekonomicznego zbudowanego na gruzach ustroju samo nazywającym się socjalizmem też ważnym elementem tego przedsięwzięcia była próba zbudowanie na polskiej ziemi radykalnie innego pod względem ideowym systemu oświatowo-wychowawczego i skutecznego wychowanie nowego pokolenia polskich nauczycieli. Ważnym elementem tych zmian miało być zapewnienie nowej treści kształcenia od przedszkola do szkoły wyżej i kreacji nowego oblicza ówczesnych polskich nauczycieli w stosunku do świata kapitalistycznego. Natomiast służyć temu miała kreacja nowej pedagogiki,
Dotyczyło to też uruchomienia wtedy wręcz kreacji nowej pedagogiki której tworzenie w dużym stopniu powierzono ówcześnie. głównie prof. dr hab. Bogdanowi Suchodolskiemu, który wcześniej to znaczy w latach 1949- 56 został faktycznie odsunięty od możliwości takiej jej kreacji na rzecz polskiej szkoły a nawet uczelni. Był natomiast wtedy autorem wiekopomnego dzieła(12), które otwierało możliwość wykreowania w naszym kraju zupełnie innej pedagogiki niż ta lat 1949-1956 będącej wyłącznie bądź tłumaczeniem, bądź przenoszeniem treści zaczerpniętych ówcześnie z radzieckich podręczników pedagogiki. Była ta pedagogika prof. B. Suchodolskiego twórczością samodzielną, oryginalną, zyskującą coraz większe uznanie nie tylko w ówczesnym świecie socjalistycznym ale też poza daleko jego granicami. Aspiracje nowego kreatora podręczników pedagogiki prof. B. Suchodolskiego były wielkie. Szło o kreacje takiej pedagogiki, która pozwoli nauczycielom zintensyfikować w ówczesnej polskiej szkole działalność dydaktyczną i wychowawczą, ale z uwzględnieniem tego wszystkiego co się dzieje też w szerszym zakresie kreacji nowych pokoleń w całym ówczesnym społeczeństwie co też powinno mieć ważne znaczenie dla kreacji ówczesnego człowieka przez ówczesną szkołę i nauczyciela. W rezultacie miały powstać podręczniki pedagogiki, w których wśród ich autorów B. Suchodolski zgromadził czołówkę ówczesnych, polskich pedagogów a zgromadzeni przez niego autorzy nie tylko inspirowali nauczycieli polskich i przyszłych nauczycieli w kształconych w szkołach wyższych i Studiach Nauczycielskich (nie będących szkołami wyższymi) do tego, aby w sposób o wiele pełniejszy niż miało to miejsce w latach 1949- 56 ale radykalnie bogatszy zwłaszcza w inspiracje patriotycznego wychowania kreowali nauczycieli polskich do szkolnej pracy dydaktycznej i wychowawczej. Tak ale aby tą funkcję realizowali w ówczesnym społeczeństwie nie tylko wewnątrz szkoły, ale aby byli otwarci na zrozumienie procesu kształtowania młodych pokoleń też w pozaszkolnej, ówczesnej rzeczywistości naszej ojczyzny. Jednocześnie wspomniany wybitny twórca tych podręczników dopuszczał na ich łamach do tego, aby tradycyjni uczeni z zakresu pedagogiki (13) kwestionowali taki punkt widzenia i postulowali swoje kontrowersyjne koncepcje proponując polskim nauczycielom koncentrowanie się wyłącznie na szkolnej pracy dydaktycznej i wychowawczej szkoły, i nie zajmowania się tym co dzieje się poza szkołą co w pewnym stopniu ograniczało kreacje ówczesnych uczniów i wychowanków z wszystkimi tego konsekwencjami(14).
W ten sposób podręczniki pedagogiki przeznaczone dla kształcenia nauczycieli realizowane w Polsce w latach 1956-1989, które głównie przygotowane i realizowane były pod kierownictwem naukowym prof. B. Suchodolskiego, były zdominowane przez jego punkt widzenia w ramach którego nauczyciel był inspirowany do rozwijania swej działalności dydaktycznej i wychowawczej głównie w ówczesnej szkole, ale przy braniu przez nich też pod uwagę, tego, że nie tylko szkoła, ale cale życie ówczesnych dzieci i młodzieży w PRL kształtuje faktycznie oblicze młodego pokolenia. Z wszystkimi pozytywnymi i negatywnymi tego skutkami. Z zawartym postulatem prof. B. Suchodolskiego zakładającym, że wobec tego oddziaływania wychowawczego na uczniów nauczyciel nie może i nie powinien być obojętny. Jednocześnie w tych podręcznikach dopuszczono do głosu tych pedagogów a zwłaszcza prof. S. Wołoszyna który na ich łamach twierdził, że takie rozszerzenie zakresu zainteresowań pedagogiki jest niesłuszne bowiem rozprasza właściwie koncentrowanie zainteresowania nauczycieli na procesie dydaktycznym i wychowawczym szkoły. Innymi słowy ówczesne podręczniki pedagogiki-pod względem inspiracji działań nauczycieli-były pod względem proponowanej w nich koncepcji wychowawczej w pełni pluralistyczne. Natomiast oczywiście we wspomnianych ówczesnych podręcznikach pedagogiki nie było ujawnione wobec kształcących się studentów mających być przyszłymi nauczycielami to, że ówczesna szkoła nie była w stanie wykreować ostatecznie poszczególnych roczników polskiego młodego pokolenia do tego, aby nie tylko przyswoiło sobie wiedzę w zakresie nauk matematyczno-przyrodniczo -chemicznych, ale też takich treści społecznych które nie tylko będą dawały im rozpoznanie sytuacji w Polsce i na świecie (choćby w zakresie ówczesnego współzawodnictwa między ustrojowego), ale nie zapewniało im też ich podmiotowość społeczno – politycznej w aktualnych i nadchodzących czasach.
Oczywiście tym samym w PRL lat 1956-89 inspirowanych w szkole pedagogiką B. Suchodolskiego zawarte zostały w podręcznikach pod jego redakcją treści które nie były w stanie odpowiednio ukształtować podmiotowo zorientowanych młodych pokoleń naszego kraju przysposobionych do dynamicznego rozwoju ich ojczyzny. Natomiast w przeciwieństwie do ówczesnej większości polskich uczonych z zakresu pedagogiki, nie inspirowało polskich nauczycieli do zawężenia ich funkcji dydaktycznych, a zwłaszcza wychowawczych, tylko do tych, które realizuje szkoła bez oglądania się i doceniania wszystkiego co się działo poza szkolnej rzeczywistości, która miała wtedy i ma zresztą zawsze w rzeczywistej kreacji młodego pokolenia szczególne znaczenie. Zarówno ówcześnie, jak też w epokach wcześniejszych i występujących epokach późniejszych, łącznie z aktualnymi czasami. Można więc powiedzieć, że prof. B. Suchodolski, choć wykreował podręczniki pedagogiki nowoczesnej, bo orientującej nauczyciela na skuteczną pracę nie tylko dydaktyczną, ale i wychowawcza w polskiej szkole oraz zainteresowanych ich odbiorców też poza szkolną rzeczywistością mającą nie mniejszy wpływ niż szkoła na kreację młodych pokoleń, choć był pedagogiem w przeciwieństwie do jego adwersarzy, choćby w postaci prof. Stefana Wołoszyna nowoczesnym, nie był w stanie poprzez swą pedagogikę zapewnić pomyślności młodych pokoleń PRL.
Natomiast opozycja społeczno – polityczna faktycznie występująca w PRL, i nasilająca się, faktycznie bardzo wcześnie zainspirowana przez wspomnianego Jakuba Bermana, ale odpowiednio szeroko rozwinięta w miarę postępującego kryzysu PRL i szeroko finansowaną przez kapitał światowy na czele z G. Sorosem, nie tylko doprowadziła ostatecznie do ukształtowania na ziemiach polskich odmiany kapitalizmu, ale skutecznie spowodowała nie koniecznie do pomyślnych zmian kształtu polskiej, współczesnej, polskiej pedagogiki. W rezultacie wspomnianych przemian ustrojowych podręczniki pod redakcja B. Suchodolskiego, zostały w efekcie zamienione na podręczniki, które ukazały się po 1989 roku pod redakcja prof. Z. Kwiecińskiego i prof. B. Śliwerskiego. Pedagogika B. Suchodolskiego, która nie była w stanie dostatecznie wykreować Polki i Polaków zapewniając im ich narodową pomyślność w ramach ustroju poprzedniego, została zastąpiona pedagogiką afirmacji ustroju powstałego po 1989 roku na ziemiach polskich. Była to w swej istocie pedagogika nie tylko nie afirmująca funkcjonującego w PRL ustroju, nie tylko radykalnie odmienna od pedagogiki B. Suchodolskiego, nie tylko o innej afirmacji ustrojowej ale – w innym ogólnym kształcie- o wiele bardziej generalnie konserwatywna niż była kiedyś pedagogika B. Suchodolskiego które mimo jej rzeczywistych wad i słabości dobrze antycypowała przyszłość naszego narodu i była wkładem w światowy rozwój myśli pedagogicznej. Istota konserwatyzmu współczesnej pedagogiki polega na tym, że autorzy tych podręczników nie chcieli i nie potrafili w nowych przygotowanych pod ich kierownictwem podręcznikach pedagogiki objąć swym krytycznym spojrzeniem tych wszystkich czynników, które w nowej rzeczywistości po 1989 roku powodowały i powodują nadal, że tym razem to nie wyalienowana biurokracja PRL uniemożliwiała przytłaczającej większości narodu polskiego osiągnąć pełnię satysfakcji materialnej i wszelakiej innej, ale która nawet doprowadziła w naszej ojczyźnie nawet do stopniowego zastępowania ustroju liberalnego kapitalistycznego, ustrojem populistyczno – nacjonalistycznym, który nie tylko nie otwierał i nadal nie otwiera możliwości osiągania przez młode pokolenie naszej ojczyzny pomyślnej perspektywy rozwojowej ani dla siebie, ani dla swego narodu. Ale który słabo inspiruje obecnego i przyszłego nauczyciela do takiej skutecznej działalności dydaktycznej we współczesnej szkole która otwiera mu narodową pomyślność nie mówiąc już o impotentnej wartości tej pedagogiki w zakresie inspiracji współczesnego nauczyciela do działalności wychowawczej coraz trudniejszej w zakresie skutecznej działalności nauczyciela wśród współczesnych dzieci i młodzieży.
Wspomniane podręczniki pedagogiki wydane pod redakcją Z. Kwiecińskiego i B. Śliwerskiego, nie tylko nie zawierają odpowiednich zasobów wiedzy o współcześnie niezbędnych celach ale oraz narzędziach kształtowania młodego pokolenia naszej ojczyzny a zwłaszcza przygotowania go do podmiotowych działań społeczno- politycznych i innych działań przynoszących mu satysfakcję, ale w przeciwieństwie do podręczników B. Suchodolskiego, redukują inspirację polskich nauczycieli, tylko do ograniczonego pełnienia funkcji dydaktyczno- wychowawczych współczesnej, polskiej szkoły, o ograniczonych jej walorach inspiracyjnych w zakresie też realizacji poza szkolnego procesu dydaktycznego a zwłaszcza wychowawczego. Natomiast – niestety – służą w niebywałym zakresie do osobistej reklamy dzieł ograniczonej wartości inspiracyjnej autorstwa Z. Kwiecińskiego i B. Śliwerskiego. Nie udało się co prawda w poszczególnych edycjach podręcznikowych wydawanych pod naukowym kierownictwem prof. Z. Kwiecińskiego i prof. B. Śliwerskiego całkowicie wyeliminować z polskiej pedagogiki dorobku B. Suchodolskiego, co było zamiarem Z. Kwiecińskiego, który kilka lat po 1989 roku starał się w swej publicystyce całkowicie zdyskwalifikować dorobek B. Suchodolskiego (13), natomiast w najnowszym podręczniku pedagogiki wydanym pod redakcją Z. Kwiecińskiego i B. Śliwerskiego, B. Suchodolski cytowany jest jako uczony uznany przez UNESCO za nauczyciela wszech czasów (o czym „zapomniano” poinformować Czytelników tego podręcznika) zaledwie 24 razy, natomiast B. Śliwerski 35 razy, a Z. Kwieciński 33 razy (14). Innymi słowy zamiast rzetelnej pedagogicznej wiedzy ten podręcznik zawierający ponad 1000 stron wielkiego formatu podręcznik głównie zawiera reklamę trzeciorzędnej twórczości jego naukowych redaktorów i specyficznie dobranych autorów nie mówiąc już o tym, że waży ponad 4 kg. Nosząc go studenci na uczelniane swoje zajęcia raczej nadwyrężą swój kręgosłup niż wzbogacą – przedzierając się przez jego wielkość skutecznie rozwiną swój umysł. Nie mówiąc o tak drobnej i mało znaczącej sprawie, że cytowana w tym podręczniku jedyna polska encyklopedia pedagogiczna wydana pod moją naukową redakcją nie znalazła się – dziwnym sposobem – na liście cytowanej w niej literatury. Natomiast moje nazwisko i imię zostało pominięte też zostało wśród cytowanych autorów wspomnianego podręcznika choć wraz moją encyklopedią cytowany w niej byłem też w z mojego imienia i nazwiska. To zresztą tylko drobny błąd w porównaniu z zasadniczymi wadami cytowanego dzieła takimi jak choćby to, że nawet dociekliwy Czytelnik nic w niej nie znajdzie na temat „sztucznej inteligencji” która nie tylko niedługim czasie zdominuje życie ich uczniów ale w dużej mierze określi też podstawowe warunki pracy i życia współczesnych nauczycieli oraz wszystkich ludzi naszej planety.

Przypisy

  1. Było to też jednym z miejsc pracy autora tej publikacji ale realizowanej bez znajomości i jakichkolwiek kontaktów z prof. B. Śliwerskim.
  2. Bogusław Śliwerski „Turystyka habilitacyjna Polaków w Słowacji”, Łódź, 2018 r.
  3. Inaczej ten temat został przedstawiony w jednej z ostatnich publikacji zrealizowanych przy udziale prof. Z. Kwiecińskiego. Aleksander Nalaskowski „Kwieciński. Ostatnie seminarium czwartkowe „Wydawnictwo Impuls. Kraków 2019 r str.105
  4. „Pedagogika”, podręcznik akademicki pod redakcją Z. Kwiecińskiego.B. Śliwerskiego, PWN, Warszawa 2003 r.
  5. „Pedagogika”, podręcznik akademicki pod redakcja Z. Kwiecińskiego, B. Śliwerskiego, PWN, Warszawa 2019 r.
  6. Sprawozdanie z lipca 2002 roku prof. dr hab. Anny Brzezińskiej i prof. dr hab. Zbigniewa Kwiecińskiego na temat obronionych na kierunku pedagogika WSSE, zostało w całości opublikowane w książce Wojciech Pomykało „Pod górkę. Pamiętnik i refleksje naukowe z lat 1945-2012”, Wydawnictwo Fundacja Innowacja, Warszawa 2012r., str. 587-596
  7. List prof. dr hab. Włodzimierza Lebiedzińskiego z Uniwersytetu Warmińsko- Mazurskiego do mgr. Franciszka Potulskiego – Przewodniczącego Sejmowej Komisji Edukacji Narodowej opublikowany został w całości w książce Wojciech Pomykało „Pod górkę. Pamiętnik i refleksje naukowe z lat 1945-2012”, Wydawnictwo Fundacja Innowacja, Warszawa 2012r., str. 604-606
  8. W przeciwieństwie do ministra edukacji dr. Krystyny Łybackiej wybitny polski uczony prof.dr. hab. Adam Jamroz główny kreator Uniwersytetu Białostockiego, ale zarazem autor wielu bardzo wartościowych prac naukowych z zakresu prawa (czym w żadnym zakresie nie legitymowała się w najdrobniejszym stopniu dr. Krystyna Łybacka) był przez cały czas pełnienia funkcji podsekretarza i sekretarza stanu w resorcie edukacji (X 2001-II 2002)zwolennikiem rozwiązań dydaktyczno-wychowawczych które wdrażała ówcześnie WSSE. Nie tylko bardzo dobrze poznał WSSE ale był zwolennikiem koncepcji dydaktyczno-wychowawczych które wdrażano w tej uczelni. Różnice w tej sprawie z dr Krystyną Łybacka były jednym z ważnych powodów jego odejścia ze wspomnianego resortu i przejścia do pracy w Trybunale Konstytucyjnym. Obecnie prof. A.Jamroz jest na emeryturze. Przykład ten świadczy, że wielu czołowych przedstawicieli nauki polskiej nie tylko nie popierało wrogów tego rozwiązania w przeciwieństwie do dr. K Łybackiej prof.dr. hab Z. Kwiecińskiego i jej innych wrogów, począwszy od tygodnika „Polityka” przez „Gazetę Wyborczą” do „Gazety Polskiej” Natomiast faktycznie tą inicjatywę popierało nie tylko wielu polskich ówczesnych uczonych ale wzrastająca liczba jej studentów. Natomiast trzeba też podkreślić, że znaczna część ówczesnej władzy była zdominowana przez edukacyjnych konserwatystów. Premierzy ówczesnych rządów wykazywali natomiast skłonność raczej do popierania w tej sprawie konserwatystów niż rozwiązań nowatorskich.
  9. Witold Lisiewicz „Mówcie mi „panie prezydencie”. „Gazeta Polska” 2001 r.
  10. Sowa Andrzej „Historia polityczna Polski 1944 -!991.Wydawnictwo Literackie. Kraków. 2011 r.str.202.
  11. Bogdan Suchodolski „Wychowanie dla przyszłości”” Wydawnictwo Gebethnera i Wolfa.Warszawa 1947 r.
  12. .Bogdan Suchodolski (redakcja) „Pedagogika.Podręcznik akademicki. Wydawnictwo PWN Warszawa 1996 r. Natomiast reprezentantem innego niż reprezentował B.Suchodolski stanowiska w sprawie koncepcji pedagogiki był prof.dr.hab Stefan Wołoszyn – znany polski historyk oświata ale też faktyczny ojciec duchowy metodologii podręczników kreowanych przez prof.dr.hab Zbigniewa Kwiecińskiego i prof.dr.hab. Bogusława Śliwerskiego ze szczególnym uwzględnieniem jej konserwatywnego kształtu.
    14..Bogdan Suchodolski (redakcja) „Pedagogika. Podręcznik akademicki” Wydawnictwo PWN Warszawa 1996 r.
  13. Z. Kwieciński „Pedagogika totalna Bogdan Suchodolskiego” Teraźniejszość – Człowiek – Edukacja.” 2003.Nr 4,
  14. ”Pedagogika. podręcznik akademicki” pod redakcją Z. Kwiecińskiego i Bogusława Śliwerskiego, PWN, Warszawa 2019 r.

Ważny głos w dyskusji o szkole

Prof. dr hab. Wojciech Pomykało to znany i poważany autor prac i badań nad ideałem wychowywania i kształcenia oraz kierunkami rozwoju edukacji ogólnej, zawodowej i akademickiej. Takim osiągnięciem jest również praca „Człowiek przyszłości-kształtowanie człowieka w nowożytnej historii-zarys metodologii”.

Profesor jest również autorem oryginalnej koncepcji wyższej szkoły akademickiej, z siecią placówek regionalnych i telewizyjną edukacja dydaktyczną (WSSE plus „Edusat”). Ma nie tylko swoje poglądy, ale także osiągnięcia redakcyjne i wydawnicze („Encyklopedia Pedagogiczna”’ „Encyklopedia Psychologii” i inne prace). Współpracował naukowo z takimi specjalistami, jak profesorowie B .Suchodolski, W. Szewczyk, A. Janowski, A. Jaczewski, ale także zderzył się z betonem naukowym i politycznym, który deprecjonował i niszczył jego propozycje, poglądy i osiągnięcia.
Prof. Wojciech Pomykało, jak znany bohater Hemingwaya, nie dal się zniszczyć i pokonać. Trwałe są jego publikacje i pamięć o uczelni, wydawnictwie i „Edusacie”. Nadal kontynuuje dyskusję o potrzebie nowego ideału wychowawczego i kultury, zwłaszcza w dobie transformacji politycznej i rozwijania nowej siły ustrojowej, jaka jest niewątpliwie Chińska Republika Ludowa, z nowa reforma państwa i gospodarki od dalszego rozwoju jej kultury i edukacji.

Profesor oczekuje szybszego i szerszego rozwoju edukacji oraz przełomu w pedagogice. Zwraca uwag na wyrazisty zastój w poglądach o wychowaniu, odchodzenie od wskazań B. Suchodolskiego i fałszowanie prawd i poglądów, lekceważenia dorobku tych którzy przełamywali zastój polskiej myśli pedagogicznej, ale i krytycznego odniesienia się do tych , którzy zwalczali nowe propozycje i nie dopuszczali do rozwoju nowoczesnej pedagogiki.

W tekście wyraźnie wykazuje rolę wielkiego kapitału, jego wpływ na rozwój edukacji oraz brak skonkretyzowanego, odnowionego i rozwiniętego ideału wychowania i kształcenia który jest dziś niezbędny dla dalszego skutecznego rozwoju edukacji. Wyraźnie piętnuje, zachowawcze rozumienie pedagogiki i ograniczenie jej do nauki o szkolnym kształceniu oraz realizowaniu ewentualnych wskazań, tradycyjnego ideału i metod kształcenia.

Polemika profesora z tradycjonalistami jest dynamiczna i konkretna. Dobrze wskazuje konkretne szkodliwe działania swych oponentów, którzy także dawali się poznać innym autorom i organizatorom prac, na rzecz reformy edukacji.

Taki tekst, z argumentacją zbudowaną pod potrzeby dla wywierania, czy nawet otwierania dyskusji nad polska edukacja a także pedagogiką, wydaje się całkowicie słuszny i bardzo współcześnie potrzebny. Mogę dodać do tych oddziaływań, swoje starania o upodmiotowienie i rozwiniecie kształcenia wielostronnego, które budowałem w sporze z tendencjami w tym zakresie jakie wskazał w swych opracowaniach dotychczasowych prof. Wincenty Okoń. Taka możliwość dynamicznego rozwoju nowoczesnej dydaktyki, także została zaniedbana a opublikowane często współczesne propozycje z zakresu teorii kształcenia, opierają się w wielu wypadkach na starych podstawach teoretycznych i metodologicznych. Podobnie brak w dydaktyce i pedagogice, powrotu do podstaw aksjologicznych, które są zastępowane, przez uwzględnianie bieżących podstaw kształcenia i wąsko pragmatycznie rozumianych zadań szkół i nauczycieli . Nie zostały natomiast rozwinięte w system edukacji polskiej, a także innych krajów, podstawy kształcenia ustawicz nego, które od 1975 roku, propaguje w swych postulatach i raportach UNESCO. Te zagadnienia, wraz z rozwinięciem edukacji cało kształceniowej, wzbogaconej komputeryzacją – to ważne zadanie i kierunki modernizacji edukacyjnej, w której odnotowany jest współcześnie nie tylko zastój, ale wyraźny regres, jak chociażby, w postaci likwidacji w naszym kraju gimnazjów. Nie chodzi o nazwę, tylko o specyficzny zakres i właściwości oddziaływań wychowawczych na młodzież, w wieku gimnazjalnym.

To ważne, że trzy etapy funkcjonowania szkoły zachowano w Chinach i aktualnie rozwija się je, wzbogacając oraz modernizując ich funkcjonowanie zwłaszcza na poziomie gimnazjalnym. Przykład Chin, a także rozwój tego systemu w Stanach Zjednoczonych oraz Francji, musi budzić potrzebę refleksji w środowiskach uczelnianych reformatorów i poszukiwaczy racjonalnej reformy edukacji w naszej ojczyźnie.
Propozycje prof. Pomykało, w pełni zasługują na przedyskutowanie i rozwinięcie. Edukacja i pedagogika, znalazły się współcześnie bowiem, w zapomnieniu i regresie, a nawet w wewnętrznym chaosie i na razie nie widać, nie tylko prób wyjścia z tej sytuacji, ale nawet konstruowania wartościowych zamierzeń i tendencji w dziedzinie modernizacji współczesnej edukacji. W takiej sytuacji, podjęcie prób konstruowania wartościowych zamierzeń i tendencji modernizacji, wymaga każdorazowo wywołania na ten temat rzeczowej dyskusji. Kuriozalna jest też niechęć, a nawet ataki ad persona, o czym wyraźnie pisze w swym opracowaniu prof. Wojciech Pomykało dawniej i obecnie na osoby inicjujące takie dyskusje.
Pole dyskusji i poszukiwań naprawienia sytuacji edukacyjnych, jest duże i wielostronne. Na kształt edukacji, nie tylko oddziałuje wielki kapitał, ale także tradycja kultury i rozwoju konkretnych społeczeństw. Takie potrzeby różnych środowisk, zwłaszcza terenów wiejskich środowisk, biedy materialnej i duchowej rodzin zaniedbanych, które rzadko staja się przedmiotem takiego zainteresowania wielkiego kapitału, który nie daje im szansy wyjścia z osobowego i osobowościowego kryzysu też we współczesnych czasach.

Autor taki jak prof. W. Pomykało, dobrze wywołuje i opisuje problemy i tereny, konieczne dziś, do szerszej analizy pedagogicznej. Jego tekst jest potrzebny dla inicjowania analiz i wskazywania kierunku potrzeb zmian, konicznych dla realizacji rozwoju procesu wychowania i kształcenia oraz teorii pedagogicznych. Takie opracowanie, w pełni zasługuje na opublikowanie, upowszechnienie w dyskusjach oraz analizach problemów, które podejmuje wspomniany autor w omawianym dziele.

Wyjątkowa praca

Rozprawa naukowa napisana przez Profesora Wojciecha Pomykało zajmuje wyjątkowe miejsce wśród wydawanych współcześnie publikacji z zakresu pedagogiki.

Autor wnikliwie i wszechstronnie przeprowadził analizę warunków społecznych, gospodarczych, politycznych, kulturowych w których żyje człowiek XXI wieku. Po drugie, wykazał niedostatki funkcjonującej literatury naukowej z zakresu pedagogiki. Wskazuje na znaczenie aktualne poglądów Bogdana Suchodolskiego.

W ocenie Autora m.in. pomijana bywa rola pedagogów w kształtowaniu światopoglądu oraz niedoceniany jest wpływ światopoglądu na istnienie człowieka. Profesor Pomykało podkreśla nieodzowność ujmowania przez pedagogów człowieka w nowych, szczególnych warunkach istnienia ukształtowanych przez neokapitalizm. Słusznie wykazuje narastanie znaczenia pedagogiki w naszym stuleciu, w związku z oddziaływaniem wadliwych wartości w społeczeństwie.

Rozprawę naukową o której tu mowa, należy traktować jako fundamentalny wstęp dla kolejnej monografii Wojciecha Pomykało ukonkretniającej oddziaływanie pedagogów na kształtowanie człowieka przyszłości.

„Pedagog”

Czy Aleksander Nalaskowski może być nauczycielem?

Na krótko przywołany do porządku karą dyscyplinarną zawieszenia w obowiązkach dydaktycznych, lecz i szybko „ułaskawiony” przez Rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, „pedagog”, profesor Aleksander Nalaskowski bynajmniej nie wyciągnął samokrytycznych wniosków ze swojej postawy i nadal uprawia, jako publicysta tygodnika braci Karnowskich „Sieci”, swój dyskryminacyjny i naznaczony obsesyjną nienawiścią proceder.

Zgwałcone miasta

Co więcej, nawet go rozszerzył. Czując się być może ograniczony formułą cotygodniowego felietonu, Nalaskowski wysmażył odrębny tekst „Nowa racja stanu?” („Sieci”, nr 41/2019). Atakuje w nim oczywiście jak poprzednio środowiska LGBT i używa w stosunku do nich określenia „dewiacje”. Nalaskowski „zasłynął” kilka miesięcy temu ohydnymi, obraźliwymi inwektywami pod adresem organizatorów i uczestników Marszów Równości, określając je jako „gwałty”. Pisał o „zgwałceniu” miast, w których takie marsze się odbyły. Właśnie przede wszystkim tekst, w którym padły owe inwektywy, stał się dla władz jego uczelni, UMK w Toruniu, powodem do wymierzenia mu wspomnianej kary, wkrótce przedterminowo zawieszonej. Nawiasem mówiąc: skoro Nalaskowski jest tak wrażliwy na kwestię gwałtów, to zamiast używać tego pojęcia w sposób nonsensowny i haniebny, powinien ująć się za ofiarami rzeczywistych gwałtów, w tym dokonanych przez przedstawicieli jego ulubionego kleru katolickiego. Z kolei, jeśli interesuje go zjawisko LGBT i związane z nim uwarunkowania, niech zajmie się tym jako badacz, sine ira et studio, zamiast uprawiać piętnującą mowę nienawiści.

Choroba

W tekście „Nowa racja stanu?” Nalaskowski powiela wszystkie swoje stare obsesje, inwektywy i ekspresje nienawiści. Unika jedynie frazy z „gwałtami”, być może z obawy o wznowienie przeciw niemu procedury dyscyplinarnej. Protestuje jednak przeciw „zakazowi terapii, leczenia homoseksualizmu”, co implicite oznacza, że uważa homoseksualizm, wbrew ustaleniom nauki i zdrowemu rozsądkowi, nie za jedną z możliwych orientacji seksualnych, lecz za „chorobę”. Stan psychiczny uczestników „marszowników z Lublina” określa na przykład jako stan ludzi cierpiących na poczucie „nieszczęścia i deprechę”. W tym miejscu warto się zastanowić, na jakiej podstawie ów naukowiec formułuje taką absurdalną, niczym nie popartą, arbitralną ocenę? Zdarzają się, być może, ludzie o orientacji homoseksualnej – z różnych powodów nieszczęśliwi – ale są niewątpliwie wśród nich także osoby czerpiące satysfakcję i szczęście ze swojej sytuacji i tożsamości płciowej.
Jednak w cytowanym artykule Nalaskowski po raz pierwszy z taką furią zaatakował także swoje środowisko uniwersyteckie. Odniósł się na przykład do oświadczenia Konferencji Rektorów Szkół Polskich w obronie praw osób LGBT – obraźliwie i za pomocą języka znamionującego mankamenty osobistej kultury – określając sformułowaną przez rektorów ocenę jako „pseudonaukowy bełkot” (tego epitetu używa w tekście dwukrotnie) i „czystą brednię”. Jeśli Nalaskowski uważa, że prominentni przedstawiciele elity środowisk naukowych, którzy tworzą gremium KRASP, formułują „pseudonaukowy bełkot” i „czyste brednie”, to co ów „uczony” jeszcze robi w tym gronie? Sam Nalaskowski z kolei formułuje przy okazji nonsensowną tezę, jakoby rektorzy traktowali „propagację fali LGBT jako polską rację stanu” (z czego wywiódł taki absurdalny wniosek?).
Jest sprawą członów KRASP, czy wyciągną jakieś praktyczne wnioski z obraźliwych sformułowań Nalaskowskiego pod ich adresem. Jednak ze społecznego punktu widzenia znacznie groźniejszy jest sposób, w jaki profesor już, nie publicysta, Aleksander Nalaskowski uprawia i prezentuje uprawianą przez siebie dyscyplinę naukową – pedagogikę. To szczególna dziedzina nauk społecznych, związana ściśle z nauczaniem i wychowaniem młodego pokolenia. Znacznie więcej, w aspekcie moralnym, wolno n.p. historykowi czy literaturoznawcy, nawet filozofowi, jako że przekaz ich nauk nie związany jest aż tak bezpośrednio z formowaniem postaw młodego pokolenia.

Opiekun niespolegliwy

Sama niejako definicja roli pedagoga zakłada, że poza wiedzą przedmiotową, powinien on odznaczać się szczególnymi cechami moralnymi i szczególną postawą w praktyce działalności codziennej. Jest wśród nich zasada zobowiązująca do postawy opiekuńczości wobec wychowanków, do postawy, którą Tadeusz Kotarbiński określał jako postawę „spolegliwego opiekuna”.
Historyk, literaturoznawca czy filozof odnosi się w swojej działalności do zdarzeń minionych, często zamierzchłych, do jakości artystycznych czy do abstraktów. To stwarza większą przestrzeń swobody ekspresji, Podmiotem myślenia i działania pedagoga (także w formie wyrażania poglądów) jest „żywa tkanka”, jaką jest młode pokolenie, konkretni młodzi ludzie wchodzący w dorosłe życie. Pedagog powinien ich nie tylko z definicji wspomagać, ale winien jest im przekazanie szacunku dla najcenniejszych ludzkich wartości i postaw, w tym szacunku, a co najmniej tolerancji dla człowieka, również dla „innego”. Czy Aleksander Nalaskowski choć raz wziął na przykład pod uwagę ewentualność, że wśród adresatów jego dyskryminacyjnych inwektyw mogą być jego aktualni, obecni lub przyszli studenci? Że jego poglądy mogą ranić wielu, zwłaszcza bardziej wrażliwych młodych ludzi? Czy określanie ich (nawet in gremio) jako „dewiantów”, to postawa godna nauczyciela akademickiego, który – powtórzę – powinien być, jako pedagog, niejako z definicji ich „spolegliwym opiekunem”?

Mowa obsesyjna

Aleksander Nalaskowski jako obywatel ma prawo do swoich poglądów, ale jako PEDAGOG nie ma prawa ich publicznie demonstrować, zwłaszcza jeśli znamionuje je obsesyjna mowa nienawiści i pogardy. Trudno – takie akurat ograniczenie z rolą PEDAGOGA się łączy. Jeśli Aleksander Nalaskowski przekwalifikuje się na inną dyscyplinę naukową, pole swobody jego ekspresji ulegnie poszerzeniu. Jako PEDAGOG nie może otwarcie głosić tego co głosi, tak jak n.p. lekarz psychiatra nie ma prawa głosić poglądów pogardliwych wobec swoich pacjentów.
Na łamach tygodnika „Sieci” Aleksander Nalaskowski jest publicystą, ale ta jego cotygodniowa rola nie unieważnia jego zasadniczej roli – profesora pedagogiki i nauczyciela akademickiego. Na łamach wspomnianego pisma publikują publicyści formułujący poglądy nie mniej od poglądów Aleksandra Nalaskowskiego skrajne i obsesyjne.
Nie mam jednak do nich pretensji, są oni bowiem jedynie publicystami wyrażającymi swoje opinie i linię polityczno-ideologiczną pisma. Ja również jestem publicystą, ale choć osobiście uważam religię za błąd antropologiczny, za formę nieprawdy, nawet intelektualnej dewiacji, to przecież nie określam ludzi wierzących jako „dewiantów”. Aleksander Nalaskowski ma inną niż publicyści rolę i inne zobowiązania.

Szlachectwo obligujące

Jako pedagog i nauczyciel akademicki ma potencjalny wpływ na formowanie postaw młodego pokolenia, ma w ręku – i to w trybie formalnym – instrumenty oddziaływania wychowawczego. To rodzaj „szlachectwa”, które zobowiązuje. Aleksander Nalaskowski z nie wywiązuje się właściwie – to najłagodniejsze z możliwych sformułowań – ze swoich powinności jako pedagog i wychowawca. On się im radykalnie i haniebnie sprzeniewierza. Czy w związku z tym Aleksander Nalaskowski może być pedagogiem i nauczycielem akademickim? I to na państwowym uniwersytecie?
Może przyjmie go do pracy któraś z uczelni wyznaniowych, związanych z Kościołem katolickim w Polsce, czołowym dziś, nie tylko w osobie Marka Jędraszewskiego, publicznym krzewicielem nienawiści. Z tym ostatnim wszedł „pedagog” Nalaskowski w nienawistny, toksyczny sojusz.

Kryzys świata i kryzys człowieka

Jesteśmy świadkami zagrożeń ekologicznych, ekonomicznych i politycznych – kataklizmów, wojen, głodu, epidemii i masowych ucieczek. Zagrożenia te dotyczą – bezpośrednio
i pośrednio – nas wszystkich.

Powinny one skłaniać ludzi do współdziałania, pomocy potrzebującym i głębszego rozumienia wspólnego losu gatunku ludzkiego. Jak wiemy, tak się nie dzieje. W społeczeństwach zachodnich dominują postawy konsumpcyjne, kult pieniądza i posiadania oraz merkantylizacja stosunków międzyludzkich. Altruizm i bezinteresowna pomoc występują w niewielkim stopniu. Nasuwa się pytanie – jaki powinien być wzorzec człowieka w okresie ciągle narastających kryzysów? Próbę odpowiedzi na to trudne pytanie podjął prof. dr hab. Wojciech Pomykało w książce „Człowiek przyszłości. Kształtowanie człowieka w nowożytnej historii i jego skutki – zarys metodologii kształtowania wizji człowieka przyszłości”. Autor udostępnił tą książkę na stronach internetowych (pomykalowojciech.pl), aby poddać ją szerokiej rzeszy czytelników pod dyskusję. Jak widać z podtytułu, prof. Pomykało widzi potrzebę wypracowania wizji człowieka przyszłości przy zastosowaniu przemyślanej metodyki. Wizja nie może być spontaniczna, intuicyjna.
Prof. Pomykało nawiązuje do koncepcji prof. Bogdana Suchodolskiego zawartych w jego książce „Wychowanie dla przyszłości” wydanej po raz pierwszy w roku 1947. Prof. Suchodolski – zdaniem prof. Pomykało – najwybitniejszy pedagog powojennych czasów – sądził, że „sferą zainteresowań pedagogiki powinny być wszystkie problemy, które dotyczą kreacji człowieka, a nie tylko te, które są w sferze oddziaływania szkoły i celowego, zwłaszcza profesjonalnego nauczania i wychowania, że trzeba skupić uwagę na definiowaniu wizji rozwojowej człowieka, która z natury rzeczy posiada trwalszy wymiar niż funkcjonujące aktualnie rozwiązania ustrojowe”. Prof. Suchodolski poszukiwał ideałów wychowawczych o charakterze uniwersalnym. Sądził, że w procesie tego rodzaju poszukiwań oprócz pedagogiki powinny uczestniczyć również ekonomia,psychologia i socjologia.
Autor książki przypomina wnioski z badań Thomasa Piketty’ego dotyczących postępującej koncentracji bogactwa w rękach nielicznej elity finansowej. Badania te podważyły propagandowe koncepcje konserwatywnych ekonomistów i polityków o „kaskadowym” spływaniu kapitału na średnie i niższe warstwy społeczne.
Problemy i osiągnięcia Chin
W Europie Zachodniej i Ameryce Północnej procesy uprzemysłowienia, urbanizacji i związanej z nią wielkiej migracji z obszarów wiejskich oraz upowszechnienia oświaty miały miejsce w ciągu długiego okresu czasu-począwszy od XVII wieku. Procesom tym towarzyszyły trudne a czasami i dramatyczne zjawiska społeczne, takie jak zmiany w strukturze zawodowej ludności, kryzys autorytetów w tradycyjnych rodzinach, okresy nasilenia przestępczości i dezorganizacji społecznej w wielkich miastach związane z wydostawaniem się mieszkańców wsi obserwowanych ciągle przez sąsiadów do miast w których stawali się anonimowi. W Chińskiej Republice Ludowej procesy te nakładają się dodatkowo na automatyzację i komputeryzację. I to wszystko w historycznie krótkim okresie. Prof. Pomykało – znawca Chin – od lat obserwuje te procesy i zastanawia się nad ich skutkami. Z niepokojem obserwuje – skądinąd zrozumiałą – popularność postaw konsumpcyjnych w społeczeństwie chińskim.
Napływ kapitałów zachodnich do Chin po roku 1978 oznaczał wzrost znaczenia zagranicznych przedsiębiorców i menedżerów, którzy – potencjalnie – mogliby wywierać decydujący wpływ polityczny. Kierownictwo Komunistycznej Partii Chin zdołało temu zapobiec i prowadzić politykę zgodną z racją stanu, co doprowadziło do wydobycia setek milionów Chińczyków z biedy. Prof. Pomykało wyraża pogląd, że „istota chińskiego ustroju to próba wprowadzenia harmonii pomiędzy biurokracją, pracą i kapitałem. Harmonii bezprecedensowej historycznie”.
Na formowanie postaw i wzorców osobowych w społeczeństwie chińskim istotny wpływ wywiera filozofia i etyka konfucjańska. Konfucjanizm zakłada dominację celów zbiorowych nad indywidualnymi. Prof. Pomykało jest zdania, że „warunkiem osiągnięcia przez Chiny w dłuższej perspektywie ­zwycięstwa w pokojowym współzawodnictwie z dominującym w świecie kapitalizmem jest to, aby konfucjańska orientacja na dominację celów zbiorowych nad indywidualnymi została wzbogacona propozycją swoistej harmonii celów indywidualnych i zbiorowych, materialnych i społecznych, narodowych i ogólnoludzkich. Bo nie jest sprzeczne z konfucjanizmem a może stanowić jego rozwinięcie i wzbogacenie w XXI wieku”.
* * *
Sprzeczność pomiędzy globalnym charakterem zagrożeń a wąskim partykularnym podejściem do podejmowania środków zaradczych sprawia, że poszukiwanie pozytywnej wizji człowieka przyszłości i związanych z nią ideałów wychowawczych o charakterze uniwersalnym jest szczególnie aktualne.
Omawiana książka prof. Pomykało to krok w kierunku przezwyciężenia tej sprzeczności.