Zanim się udusimy

Czas ucieka, a Polacy umierają z powodu smogu. Czy po klęsce PiS-owskiego programu Czyste Powietrze są jeszcze szanse, aby na szczeblu centralnym wprowadzić jakieś rozwiązania rzeczywiście służące poprawie jakości powietrza?
Polska się dusi. Potrzeba radykalnych zmian w walce ze smogiem – oceniają polscy Zieloni. Dane zaprezentowane na koniec ubiegłego roku przez Polski Alarm Smogowy wskazują na kompletny kryzys w wymienianiu starych pieców węglowych na nowe źródła ciepła oraz klęskę rządowego programu Czyste Powietrze.
Dlatego właśnie pion propagandowy PiS, czyli tak zwana „telewizja publiczna”, ograniczył informacje dotyczące czystości powietrza w swoich programach (dez)informacyjnych – aby nie przypominać potencjalnemu elektoratowi Prawa i Sprawiedliwości o niedotrzymanych obietnicach. Nie da się jednak ukryć prawdy, skoro na mapach dotyczących skażeń powietrza Polska regularnie jest zaznaczana na fioletowo, jako jeden z paru najbardziej zatrutych krajów w Europie.
Warto przypomnieć, że budżet programu Czyste Powietrze zaplanowano na prawie 103 mld zł na lata 2018 – 2029. Tymczasem pierwsze dwa lata jego funkcjonowania przyniosły około 172 tys. wniosków o dofinansowanie wymiany pieców na łączną kwotę niecałych 3,3 mld zł. To zdecydowanie za mało, aby zrealizować ów program, zakładający modernizację 3 mln pieców w polskich domach przez 11 lat. – W ciągu najbliższych dwóch lat zdecydowanie powinna wzrosnąć liczba złożonych wniosków w programie antysmogowym Czyste Powietrze – taką właśnie nadzieję wyraził w ubiegłym roku premier Mateusz Morawiecki. W istocie, cały ten program opierał się na mniej lub bardziej nierealnych nadziejach.
Prawda zaś jest taka, że te gminy i miasta, które wymieniają piece węglowe, robią to głównie dzięki gminnym programom dotacyjnym, a nie programowi rządowemu. Jak wskazuje Partia Zieloni, we Wrocławiu w ramach dotacji z gminnego programu wymieniono 1427 kotłów, natomiast w ramach programu Czyste Powietrze zaledwie 15. W Krakowie proporcje są jeszcze większe i wynoszą 4186 kotłów wymienionych przez gminę do tylko 2 w ramach programu Czyste Powietrze. – Wymiana pieców – kopciuchów znalazła się w kompletnym kryzysie. Mamy smogowy armagedon. Polskie miasta znajdują się niejednokrotnie w pierwszej dziesiątce najbardziej zanieczyszczonych miast świata. Polska się dusi, bo nie walczymy wystarczająco mocno ze smogiem – i stanowi fioletową plamę na mapie Europy – stwierdziły posłanki Małgorzata Tracz i Urszula Zielińska, komentując kolejne dni z rekordowym poziomem smogu w polskim powietrzu.
Czy program Czyste Powietrze można jeszcze tak przebudować, aby stał się bardziej dostępny i skuteczniejszy? To będzie trudne, bo ów program od początku został pomyślany głównie jako produkt PiS-owskiej propagandy sukcesu – a nie mechanizm mogący rzeczywiście coś zmienić na lepsze.
Tym niemniej jednak, obie posłanki postanowiły serio potraktować zapisane w nim zadania – i zaprezentowały zestaw propozycji, mogących prowadzić do reformy i usprawnienia rządowego programu Czyste Powietrze. Oto one:
Po pierwsze, należy natychmiast przestać dofinansowywać kotły węglowe. Wsparcie finansowe musi być oferowane tylko dla czystych i niskoemisyjnych źródeł ciepła. Dziś natomiast takie samo dofinansowanie można otrzymać zarówno dla kotła na węgiel, jak i do nowoczesnej pompy ciepła.
Po drugie, należy zwiększyć poziom dofinansowania dla osób mniej zamożnych z poziomu 60 proc. dziś, do 100 proc. kosztów instalacji – i wypłacać tę kwotę z góry przed zakupem nowego źródła ciepła. Od początku przecież było oczywiste, ze tak nikły, obecny poziom dofinansowania nie może stanowić skutecznej zachęty do rezygnowania z „kopciuchów”. Osoby, dla których przewidziano tzw. wyższy poziom dofinansowania, mają dochody na poziomie do 1400 zł miesięcznie. Oznacza to, że, zakup nawet najtańszego kotła węglowego piątej klasy wiąże się dla nich z wydatkiem dwóch do trzech miesięcznych pensji, na co z reguły nie mogą sobie pozwolić.
Po trzecie, wnioski aplikacyjne o dofinansowanie powinny zostać uproszczone, czas ich rozpatrywania – skrócony, a w dystrybucję dotacji powinny zostać włączone znacznie szerzej niż dziś, gminy i banki.
Po czwarte, niezbędne jest realne wsparcie wymiany „kopciuchów” także w budownictwie wielorodzinnym, w ramach Funduszu Termomodernizacji i Remontów.
I po piąte wreszcie, rząd powinien zapewnić realne wsparcie w przejściu przez procedurę wnioskowania i rozliczania programu. Mimo, że za sprawą telewizyjnej propagandy duża część Polek i Polaków mogła już usłyszeć o programie, to złożenie wniosku i rozliczenie go jest trudnym procesem, wyłączającym wiele osób ze skorzystania z programu. – Od początku istnienia programu Czyste Powietrze razem z organizacjami pozarządowymi wytykamy wiele barier i problemów, z którymi spotyka się przeciętna polska rodzina chcąc z niego skorzystać. Szereg ważnych spraw wymaga natychmiastowego załatwienia i pomocy ze strony państwa. Czasu jest mało, bo smog co roku zabija 50 tysięcy osób – oświadczyła Urszula Zielińska, wiceprzewodnicząca Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa.
O podobne rozwiązania zabiegają wszystkie organizacje walczące ze smogiem, pragnące aby program Czyste Powietrze przestał być tylko nieudaną, propagandową atrapą. Najwyższy czas, aby rząd przyjął te propozycje. Zieloni chcą także, aby posłowie Komisji ds. Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych zajęli się pilnym podsumowaniem efektywności programu Czyste Powietrze. Stawka jest duża, bo jeśli wierzyć rządowym obietnicom, pieniądze na walkę ze smogiem są – i należy je rozsądnie wykorzystać. – Większa efektywność programu Czyste Powietrze to także szansa dla polskiej gospodarki na odbudowę po pandemii. Rząd zapowiedział, że w ciągu 10 lat przeznaczy na ten cel 103 mld zł. Do dziś wydano zaledwie 3 mld. Mamy wciąż 100 mld zł do wydania i dodatkowe 8 mld euro z Funduszu Odbudowy, które mogą stanowić wielki zastrzyk dla polskiego biznesu – przypomniała pos. Małgorzata Tracz.

Niech wreszcie zaczną mniej truć

Na razie rzekome starania rządu o wyeliminowanie „kopciuchów”
sprowadzają się głównie do działań propagandowych.

Rządy Prawa i Sprawiedliwości doprowadziły do tego, że mieszkańcy Polski muszą oddychać najbardziej zanieczyszczonym powietrzem w Europie.
Wprawdzie, jeżeli chodzi tylko o zatrucie powietrza w samych miastach, z wyłączeniem wszelkich obszarów pozamiejskich, to nieco gorzej od nas wypada Bułgaria – tam procentowo, zanotowano przekroczenie norm w większym odsetku miast niż w Polsce. Gdy jednak wziąć pod uwagę wielkość tych przekroczeń, jesteśmy absolutnie bezkonkurencyjni.
Wedle statystyk Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), obecnie wśród 50 miast w Unii Europejskiej z najbardziej skażonym powietrzem aż 36 leży w naszym kraju (wśród nich na niechlubnym podium jest kolejno Opoczno, Żywiec i Rybnik), a tylko 7 w Bułgarii. A przecież jeszcze bardziej trującym powietrzem często oddychają mieszkańcy małych polskich miejscowości.

Martwi ludzie

Skutki tego wszystkiego widzimy już w postaci zwiększonej umieralności. Podawane są różne liczby, mówiące o skali zgonów z powodu smogu: w 2017 r. wymieniano liczby 30 – 35 tys, obecnie mówi się już o prawie 70 tys. ofiar śmiertelnych rocznie.
Dokładniej zbadał to Narodowy Fundusz Zdrowia, który przeanalizował przyczyny wzrostu liczby zgonów w 2017 r. Okazało się, że szczególnie duża śmiertelność panowała w styczniu i lutym – dwóch miesiącach, w których najbardziej intensywnie pracuje system grzewczy, a ludzie najczęściej palą w piecach.
Najbardziej tragiczny był styczeń – w pierwszym miesiącu 2017 r. w Polsce zmarło o 23,5 proc. więcej ludzi, niż w styczniu rok wcześniej. Analiza tych zgonów dokonana przez specjalistów z NFZ dała jednoznaczny wynik. Narodowy Fundusz Zdrowia stwierdził w swym raporcie: „Średnie natężenie pyłów PM10 w powietrzu dla Polski w styczniu 2017 r. było na rekordowym poziomie. Ponadto w styczniu 2017 roku odnotowano najniższą średnią temperaturę powietrza w porównaniu do analogicznych okresów z zeszłych lat (..)Potencjalną przyczyną wzrostu liczby zgonów w styczniu 2017 r. jest skokowe pogorszenie jakości powietrza, które może rodzić gwałtowne konsekwencje zdrowotne u osób szczególnie podatnych”.
Te osoby szczególnie podatne to przede wszystkim dzieci i seniorzy, a także ludzie z dolegliwościami układu krążeniowo-oddechowego. To oni w pierwszej kolejności umierają z powodu zatrutego powietrza.

Martwe przepisy

Liderzy Prawa i Sprawiedliwości oczywiście nie poniosą żadnej realnej odpowiedzialności za śmierć kilkudziesięciu tysięcy Polaków. Ciąży na nich wprawdzie odpowiedzialność moralna, ale tym naturalnie nikt się nie przejmuje.
W Polsce od 1 lipca 2018 r. nie wolno sprzedawać pieców grzewczych na paliwo stałe nie spełniających wymogów najwyższej, piątej klasy ekologicznej.
Zakaz był tylko pustym przepisem, którego nikt nie egzekwował, toteż naturalnie pozostał na papierze.
Obecna ekipa wprawdzie się tym nie przejmowała – ale trudno było wciąż ignorować rosnące niezadowolenie elektoratu z powodu coraz bardziej zatrutego powietrza.Jadwiga Emilewicz, wcześniej minister przedsiębiorczości i technologii, a obecnie minister rozwoju oświadczyła więc: – Z obserwacji rynku kotłów na paliwo stałe wynika, że sprzedawcy nadal oferują urządzenia niespełniające wymagań rozporządzenia. To wpływa negatywnie nie tylko na jakość powietrza, a co za tym idzie na nasze zdrowie, ale jest także elementem nieuczciwej konkurencji. Nie zgadzamy się na reklamowanie urządzeń wysokoemisyjnych jako niskoemisyjnych, posługiwanie się fałszywymi świadectwami jakości lub sprzedaż kotłów bezklasowych pod innymi nazwami.

Może UE wymusi zmiany?

Kilka dni temu, 23 listopada weszła w życie znowelizowana ustawa Prawo Ochrony Środowiska. Nowelizacja ma wreszcie spowodować możliwość egzekwowania, martwego dotychczas, zakazu sprzedaży kopciuchów obowiązującego od 1 lipca ubiegłego roku.
Poniekąd wymusiła to na polskiej władzy Unia Europejska, bo od 1 stycznia 2020 r. kraje członkowskie będą musiały przestrzegać tzw. ekoprojektu, czyli proekologicznego rozporządzenia Komisji Europejskiej. Dzięki UE pojawił się więc cień szansy, że kiedyś powietrze w Polsce będzie nieco czystsze.
Nowelizacja Prawa Ochrony Środowiska ma wzmocnić uprawnienia organów Inspekcji Handlowej do sprawdzania, czy oferowane przez przedsiębiorców kotły na paliwo stałe o znamionowej mocy cieplnej nie większej niż 500 kilowatów (czyli używane do ogrzewania pomieszczeń przez gospodarstwa domowe oraz małe i średnie zakłady ) spełniają stosowne wymagania czystości emisji.
Zgodność tych pieców z wymaganiami będzie sprawdzania poprzez badania laboratoryjne oraz posiadanie odpowiedniej dokumentacji, świadectw i certyfikatów. Nowelizacja przydziela także instytucjom kontrolnym więcej kasy na przeprowadzanie laboratoryjnej weryfikacji oraz wprowadza bardziej szczegółowe definicje „kotła na paliwo stałe” oraz „wprowadzenia do obrotu” takiego kotła. Ma to utrudnić indywidualne sprowadzanie do Polski kopciuchów z innych państw.
Organy Inspekcji Handlowej będą mogły nakładać kary na firmy sprzedające takie piece – ale już nie na osoby prywatne. Oznacza to, że teoretycznie żaden przedsiębiorca nie ma prawa oferować pieców nie spełniających wymogów, ale każdy człowiek ma prawo taki piec kupić – i go używać (choć oczywiście nie ma prawa go używać tam, gdzie samorządy wprowadziły zakaz palenia paliwem stałym).

Żeby pokazać, że coś się robi

W rządzie postanowiono też wykonać dodatkowe propagandowe gesty, świadczące o tym, że władza jednak trochę stara się o promowanie czystszych źródeł ciepła.
Sprawa jest dosłownie paląca, bo na polski rynek trafia rocznie, wedle różnych szacunków od ponad 100 tys do prawie 250 tys. pieców na paliwa stałe. Ponieważ rządu to nie interesowało, to nie ma też żadnych dokładniejszych danych o ich sprzedaży. Organizacje pozarządowe oceniają jednak, że 20 – 25 proc. tych kotłów grzewczych to kopciuchy niespełniające żadnych wymagań.
Trudno całkowicie przejść nad tym do porządku dziennego, toteż rząd postanowił pokazać, że coś się robi. Na zlecenie Ministerstwa Rozwoju powstało więc oprogramowanie, które pozwoli Inspekcji Handlowej analizować oferty sprzedaży kotłów na paliwo stałe w internecie. Dzięki temu teoretycznie ma być łatwiej „namierzyć” sprzedawane kopciuchy.
Oprogramowanie umożliwi zautomatyzowaną weryfikację ogłoszeń o sprzedaży kotłów, zamieszczanych na portalach internetowych. Program ma wyłapywać te oferty, z których wynika, że urządzenie nie spełnia wymagań określonych w przepisach. Formalny dostęp do niego będą mieć pracownicy Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz wojewódzkich inspekcji handlowych.
Aplikacja ma wyszukiwać podejrzane oferty na podstawie następujących zwrotów, wskazujących na istnienie sprzeczności słów oferty z przepisami, np. „kocioł klasy 5 i inne parametry emisyjne”, „kocioł na zamówienie” czy „określona klasa kotła inna niż klasa 5”. Przypomnijmy, że piąta klasa to ta najczystsza, jedyna, której urządzenia teoretycznie można sprzedawać.
Wyłapywane też będą pojedyncze, podejrzane słowa, np. „ ruszty, ręczne” (nie mają ich piece na dozwolone paliwo płynne czy lotne), czy zakazany rodzaj paliwa (węgiel lub drewno).
Pierwsze kontrole ruszą już w grudniu. Inspekcja Handlowa będzie sprawdzać kotły na paliwo stałe o mocy cieplnej do 500 kW, dostępne w sklepach, hurtowniach, u producentów czy importerów.
Skontrolują najwyżej etykietki
Na razie, ponieważ pieniądze na kontrole zaplanowano w budżecie dopiero od 2020 r., IH skontroluje tylko dokumentację. W przyszłym roku będzie też zlecać badania laboratoryjne. Co roku ma dostawać na ten cel 900 tys. zł. Pozwoli to zbadać w laboratorium ok. 50 kotłów rocznie.
– Inspektorzy zostali odpowiednio przeszkoleni do kontroli kotłów. Wkrótce ogłosimy przetarg na wybór specjalistycznego laboratorium, które będzie je badać. Jednocześnie upowszechniamy wśród przedsiębiorców wiedzę o wymaganiach wobec kotłów na paliwo stałe. Na początku listopada wysłaliśmy pismo z wyjaśnieniami do dużych sieci marketów budowlanych oraz do stowarzyszeń producentów. Przygotowaliśmy także na naszej stronie internetowej kompendium wiedzy na ten temat – mówi Tomasz Chróstny, wiceprezes UOKiK.
Te 50 kotłów, które będzie można badać laboratoryjnie w ciągu roku to liczba śmiesznie mała, w porównaniu z ponad 100 tysiącami (najskromniej licząc) corocznie wprowadzanymi do obrotu.
Nikt zresztą nie ma specjalnych złudzeń, że nowe przepisy cokolwiek zmienią, jeśli rząd PiS nie wprowadzi pełnej rekompensaty za wymianę kopciucha na nowy, czysty piec.
A nie wprowadzi, bo ma w niewielkim poważaniu zdrowie i życie Polaków. Ważniejsze są wydatki na czczenie żołnierzy wyklętych i finansowanie propagandy sukcesu w rządowych mediach.
Na razie więc, żeby pokazać jakąś aktywność, UOKiK prowadzi wyrywkową kontrolę etykiet energetycznych na kotłach. Bada się, czy te etykiety są i czy zawierają prawidłowe sformułowania – ale już nie to, czy sformułowania na etykietach są zgodne z faktycznymi parametrami kotła…

Trwa fikcja walki ze smogiem

Rząd Prawa i Sprawiedliwości nie zrobił dotychczas nic, aby powietrze w Polsce stało się czystsze. I bynajmniej nie zamierza zmienić swego sposobu działania.

 

Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o wspieraniu termomodernizacji i remontów.
Lektura tego projektu dobrze pokazuje, jak duże były dotychczas zaniedbania rządu PiS w walce ze skażeniem powietrza – i jak mało rząd zamierza nadal robić, żeby to nadrobić.

 

Po dwóch latach bezczynności

Rząd chwali się, że „projekt nowelizacji ustawy tworzy podstawy prawne i finansowe do realizacji pilotażowych przedsięwzięć niskoemisyjnych (termomodernizacyjnych), których adresatem będą rodziny dotknięte tzw. ubóstwem energetycznym (mniej zamożne i z tego powodu mające kłopoty z zaspokojeniem potrzeb energetycznych, np. związanych z ogrzewaniem mieszkania i wody)”.
Mówiąc po ludzku, oznacza to, że rząd planuje wsparcie finansowe dla biedniejszych rodzin, żeby mogły wymienić przestarzałe kotły lub piece na węgiel („kopciuchy”) na czystsze, mniej zatruwające powietrze.
I żeby mogły sobie docieplić domy, co spowoduje, że mniej węgla trzeba będzie spalać dla ogrzania pomieszczeń.
To zamierzenie Rady Ministrów jest wielką nowością, bo do tej pory rząd, który propagandowo walczy ze smogiem od dwóch lat, w rzeczywistości w tym czasie nawet palcem nie kiwnął, żeby pomóc biedniejszym rodzinom (bogatszym zresztą też nie).
Teraz zaś Rada Ministrów obiecuje, że wprowadzi dofinansowanie ze środków publicznych na docieplenia domów i wymianę przestarzałych kotłów, nie spełniających standardów emisyjnych, czy pieców na węgiel – na ogrzewanie bardziej ekologiczne.
Czyli, na kotły które będą spalać tylko węgiel najlepszej jakości lub kotły gazowe. Dofinansowanie będzie można też uzyskać na podłączenie do sieci ciepłowniczej.

 

Mistrzowie składanych obietnic

Powyższa obietnica, mająca przykryć dotychczasowe zaniedbania i bierność rządu Prawa i Sprawiedliwości brzmi na pozór atrakcyjnie – i tak też jest przedstawiana w „publicznych” PIS-owskich mediach. W rzeczywistości jednak oznacza ona mydlenie oczu ludziom i chęć pokazania, że coś się robi – choć dotychczas nie robiło się nic i tak zostanie.
Warto zauważyć, że spośród 50 miejscowości o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu w Europie, znajdujących się na liście Światowej Organizacji Zdrowia z 2016 r., aż 33 są położone w Polsce.
Na identycznej liście WHO z 2018 r. liczba polskich miast wzrosła do 36. Taki jest efekt dwuletniej „walki ze smogiem” w wydaniu PiS.
Może ktoś jeszcze pamięta, że w swoim expose premier Mateusz Morawiecki obiecywał, jak bardzo jego rząd będzie walczyć o czyste powietrze nad Polską? Powstał nawet program „Czyste powietrze”, ogłoszony na początku 2017 r. (który oczywiście został na papierze). Szef rządu w lutym 2018 r. wystąpił też z nową inicjatywą, nazwaną STOP SMOG. Programów i zapowiedzi mamy więc aż nadto.
A w rzeczywistości zaś, na razie mamy do czynienia tylko z projektem ustawy, który nie wiadomo czy i kiedy stanie się obowiązującym prawem. Jeśli zaś się nawet stanie, to jego efekt będzie znikomy.

 

Nie program, lecz programik

Po pierwsze – planowane dofinansowanie zostało od razu ograniczone przez rząd do niewielkiej grupy mieszkańców Polski.
Chodzić będzie wyłącznie o biedniejsze rodziny zamieszkałe w budynkach jednorodzinnych znajdujących się w miastach liczących do 100 tys mieszkańców. miejscowościach
„Wyprowadzanie ludzi z ubóstwa energetycznego przez programy termomodernizacji jest nie tylko walką o ciepłe domy i zmniejszenie smogu, ale także walką o zapewnienie dostępu do podstawowych zdobyczy cywilizacyjnych poprawiających egzystencję i komfort życia” – chwali się rząd.
Jak widać, wyprowadzanie ludzi z ubóstwa energetycznego nie będzie dotyczyć osób, które mieszkają na wsiach oraz w miastach powyżej 100 tys mieszkańców.
Ponadto zaś, jeśli nawet obiecywane dofinansowanie wejdzie w życie, będzie dodatkowo ograniczone, ponieważ ma ono stanowić tylko program pilotażowy.
Rząd już zapowiedział, że program wsparcia ma objąć wyłącznie mieszkańców domów jednorodzinnych położonych w wspomnianych 36 najbardziej zanieczyszczonych polskich miejscowościach znajdujących się na liście Światowej Organizacji Zdrowia z 2018 r. – ale nie wszystkich, lecz tylko tych, którzy mieszkają w miastach poniżej 100 tys ludzi.
Tymczasem wśród owych 36 miast są także takie, które mają ponad 100 tys. mieszkańców: Kraków, Katowice, Sosnowiec, Gliwice, Zabrze, Bielsko-Biała, Rybnik, Tychy, Dąbrowa Górnicza, Kalisz. Jest ich 11.
Tak więc, rządowy program dofinansowania termomodernizacji ma objąć wyłącznie biedniejsze osoby z domów jednorodzinnych, mieszkające w 25 miejscowościach. To już nie program, ale programik!

 

Sami sobie pomagajcie

A co z wymienionymi jedenastoma większymi miastami?
Rada Ministrów stwierdza, że pozostałe miasta z liczbą mieszkańców przekraczających 100 tys. , w tym znajdujące się na liście WHO, będzie można objąć „indywidualnym trybem postępowania”. Będzie można objąć – co oczywiście nie znaczy, że się na pewno obejmie.
„Ustalenie szczegółów planów naprawczych dla tych miast dokonane zostanie po przeprowadzeniu rozmów z udziałem ich władz i lokalnych organizacji pozarządowych zajmujących się jakością powietrza. Planowanie i realizowanie przedsięwzięć niskoemisyjnych będzie obowiązkiem gminy” – oświadcza Rada Ministrów.
Oznacza to, że jeśli chodzi o poprawę jakości powietrza w najbardziej skażonych, wielkich polskich miastach, rząd po staremu nie zamierza kiwnąć nawet palcem.
Tak jak dotychczas, będą się tym musiały zajmować samorządy (i ponosić wydatki na ten cel) , wyręczając administrację rządową.

 

Pieniądze na wodzie pisane

Co gorsza, na cały ów pilotażowy programik przeznaczono bardzo mało pieniędzy z budżetu.
Zgodnie z projektem, na pilotaż termomodernizacyjny zostanie przeznaczone z budżetu państwa 883,20 mln zł w latach 2019-2024, które zasilą Fundusz Termomodernizacji i Remontów (prowadzony przez Bank Gospodarstwa Krajowego).
Duża część tej kwoty (ponad 700 mln zł) ma pochodzić z opłaty recyklingowej (opłaty ponoszonej przez sieci handlowe za wydawanie tzw. foliówek). W latach 2019-2020 na pilotaż zostanie przeznaczone 180 mln zł, a w latach 2021-2024 – 703,20 mln zł.
No i gdzie te grube miliardy, którymi tak chętnie żongluje rząd premiera Morawieckiego, gdy chodzi o obietnice leżące w dalszej przyszłości?
Trzeba też mieć na względzie, że i ta precyzyjnie wyliczona kwota 883,20 mln zł jest palcem na wodzie pisana. 700 mln zł ma pochodzić z opłat od foliówek – tyle, że sprzedawcy się wycwanili i zamawiają torby foliowe o innej grubości niż te, od których trzeba odprowadzać opłaty. Pieniądze za foliówki oczywiście biorą od klientów – ale zostawiają je sobie. Zapowiedź, że z tytułu foliówek uda się więc uzyskać 700 mln zł to zwykła lipa.

 

Liczcie na dobrodziejstwo gminy

Na koniec, należy niestety rozwiać nadzieje biedniejszych osób z domów jednorodzinnych w 25 najbardziej zanieczyszczonych miejscowościach liczących poniżej 100 tys. mieszkańców. Jeśli liczą oni na to, że budżet państwa całkowicie sfinansuje im wymianę pieców i docieplenie ścian, to mogą przeżyć gorzkie rozczarowanie.
Uzasadnienie projektu nowelizacji ustawy o wspieraniu termomodernizacji i remontów, mówi, że „co do zasady” osoba, która będzie realizowała takie przedsięwzięcie w budynku jednorodzinnym nie poniesie z tego tytułu żadnej opłaty. A zasady jak wiadomo mają wiele wyjątków.
Tu podstawowy wyjątek jest taki, że program dociepleń i wymiany pieców w przypadku miast do 100 tys. mieszkańców będzie w 30 proc. finansowany przez samorząd. Tak więc, rząd weźmie na siebie tylko sfinansowanie niewiele ponad dwóch trzecich.
Jeśli samorząd będzie biedny lub uzna, że ważniejsze są inne zadania, to mieszkańcy nie mają co liczyć, że ktoś w całości im pokryje koszty wymiany pieców i dociepleń. Tymczasem, oszacowano, że termomodernizacja jednego domu to koszt średnio ok. 53 tys. zł brutto.
Niech więc obywatele tych 25 miast poniżej 100 tys ludzi się przygotują, że będą musieli sami zapłacić do 30 proc. z wspomnianych 55 tys zł.

Jak zatrzymać znikające ciepło

Polska jest zbyt biednym krajem, żeby nadal mogła sobie pozwalać na ogrzewanie (i zatruwanie) powietrza.

 

W domu intensywnie pracują kaloryfery, mimo to w pomieszczeniach nie udaje się uzyskać komfortowej temperatury.
Dlaczego tak się dzieje? To wynik dużych strat ciepła, które są spowodowane głównie niewłaściwym izolowaniem i dociepleniem murów naszego „M”.
Okazuje się bowiem, że trzy na cztery domy w Polsce cechuje niska efektywność energetyczna. To zaś powoduje, że ucieka ciepłe powietrze, a wraz z nim również niemałe sumy pieniędzy, które wydajemy w sezonie jesienno-zimowym na ogrzewanie.

 

Przestańcie truć

Rozwiązaniem może być usunięcie wad i usterek powodujących uciekanie ciepła, czyli termomodernizacja. Problem jednak w tym, że zaledwie połowę Polaków byłoby stać na sfinansowanie takich działań z własnej kieszeni.
Termomodernizacja jest w Europie Zachodniej codziennością od lat. W Polsce też mówiło się o niej od dawna, ale w rzeczywistości poczynania termomodernizacyjne nabrały rozmachu dopiero za rządów PO-PSL.
Wtedy to powstał Fundusz Termomodernizacji i Remontów – narzędzie państwa, które od 2012 r. aktywnie wspierało poprawę efektywności energetycznej.
Niestety, po dojściu do władzy, rząd PiS w praktyce zarzucił działania termomodernizacyjne. Zlikwidował też system wsparcia termomodernizacji budynków jednorodzinnych. Te lata bierności trudno będzie nadrobić.
Dopiero w tym roku pojawiły się zapowiedzi wznowienia prac nad poprawą efektywności energetycznej budynków w Polsce, jednak mają one głównie wymiar propagandowy.
W rzeczywistości, termomodernizacja w wydaniu PiS ogranicza się tylko do jednego miasta, Skawiny, a i to na razie tylko teoretycznie. Bo jeśli chodzi o ograniczanie strat ciepła, to całe nasze państwo obecnie funkcjonuje tylko teoretycznie.

 

Gdy trzeba wyręczać rząd

Na szczęście są jeszcze samorządy, które swymi działaniami próbują nadrabiać bierność i zaniedbania rządu PiS.
W wielu aglomeracjach w całej Polsce działają programy walki ze smogiem, w ramach których spółdzielnie, wspólnoty mieszkaniowe, a także i mieszkańcy na własną rękę, mogą ubiegać się o dotację na wymianę pieca w mieszkaniu czy przyłączenie budynku do sieci gazowej.
Aby skorzystać ze wsparcia tego rodzaju, warto się upewnić, jaki program antysmogowy jest prowadzony w danym mieście. Trzeba zorientować się, jak wygląda procedura udzielania środków, a także sprawdzić terminy składania wniosku o udzielenie dofinansowania, które powinny widnieć na stronie internetowej stosownego urzędu – żeby nie przegapić okazji na otrzymanie pieniędzy.

 

Szukanie pieniędzy

Przedsięwzięcia termomodernizacyjne, które pozwolą obniżyć rachunki za ogrzewanie, można także przeprowadzić, korzystając z kredytu dofinansowanego przez Wojewódzkie Fundusze Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Taki kredyt, z dopłatą do kapitału na poziomie nawet do 40 proc. kosztów całej inwestycji, możemy zaciągnąć w Banku Ochrony Środowiska.
Dostępność pożyczek i warunki ich przyznawania różnią się w poszczególnych województwach. Zależy to od modelu wspierania poczynań termomodernizacyjnych, przyjętych przez samorządy. Jeżeli w naszym miejscu zamieszkania bank nie przyjmuje wniosków na taki dofinansowany kredyt, możemy postarać się o uzyskanie wsparcia finansowego od miasta lub gminy., zgodnie z warunkami lokalnego programu antysmogowego.
Najczęściej można uzyskać dofinansowanie wymiany pieca węglowego, „kopciucha”, na piec najwyższej klasy grzewczej, albo na na gazowy.

 

Pora na wymianę

Według Głównego Urzędu Statystycznego, wydatki związane z ogrzewaniem w sezonie jesienno-zimowym stanowią nawet 20 proc. wszystkich kosztów utrzymania.
Tyle wynosi ogólnopolska średnia, jednak z jeszcze wyższymi wydatkami muszą liczyć się osoby mieszkające w niewystarczająco ocieplonych budynkach, w których w dodatku zwykle są też przestarzałe technologie grzewcze. Takie budynki mają niską efektywność energetyczną. Przez to, trudno o uzyskanie w jego wnętrzach komfortowej temperatury, która powinna wynosić około 21 stopni – a ogrzewanie pochłania znaczne sumy pieniędzy.
Podstawowe działania, jakie należy wtedy podjąć, to zwykle zakup nowego kotła grzewczego, docieplenia budynku z zewnątrz, oraz wymiana okien i drzwi na bardziej szczelne, a przez to zatrzymujące całe ciepło w środku.

 

W starym piecu

Podliczając koszty takiego niezbędnego remontu, które mogą wynosić nawet kilkanaście tysięcy złotych, nie należy jednak załamywać rąk. Gdy nie ma co liczyć na wsparcie ze strony rządu, można bowiem skorzystać z kilku komercyjnych możliwości sfinansowania termomodernizacji, która podniesie komfort przebywania w mieszkaniu jesienią i zimą. To oczywiście kosztuje, ale w dłuższej perspektywie pozwoli też zaoszczędzić pieniądze.
Jedną z takich możliwości są ekokredyty, które weszły na stałe do oferty niektórych banków.
– Część z nich oferuje preferencyjne kredyty na cele modernizacyjne, np. na wymianę kotła węglowego na gazowy, zakup i montaż instalacji ogrzewania centralnego czy docieplenie budynku. Zdarza się, że banki zwalniają klientów z prowizji, oferują niskie, stałe oprocentowanie lub małą marżę. Wysokość takiego wsparcia jest elastyczna Inna możliwość to dofinansowanie do kredytu w ramach premii termomodernizacyjnej Banku Gospodarstwa Krajowego. O taki kredyt można ubiegać się w bankach współpracujących z BGK – mówi Leszek Zięba, ekspert Związku Firm Pośrednictwa Finansowego.
Warto się wziąć za docieplanie budynków i ograniczanie strat ciepła. Inwestycja w termomodernizację nie tylko podnosi komfort życia i obniża rachunki za ogrzewanie, ale również zmniejsza negatywny wpływ przestarzałego systemu grzewczego na środowisko.
Nawet bowiem jeśli ktoś ma w domu starego węglowego „kopciucha” zatruwającego środowisko, to gdy jego dom będzie ocieplony i lepiej uszczelniony, wystarczy krótsze palenie w takim piecu, aby osiągnąć wymaganą temperaturę. Do atmosfery trafi zatem mniej trujących dymów.