Gra w klasy Ważny tunajt

W moim środowisku zawodowym zazdrość lub/i zawiść występują, choć nie da się tego na co dzień specjalnie odczuć. Przynajmniej ja nie odczuwam. W moim organizmie zazdrość pojawia się wtedy, kiedy słyszę lub czytam to, co ktoś skomponował lub napisał i myślę sobie: dobre, bardzo dobre, naprawdę fajne. Czemu ja na to wcześniej nie wpadłem. I tyle. Przez myśl by mi nie przeszło, żeby chlapać jęzorem, że ja zrobiłbym to lepiej, gdybym miał tylko taki talent, osobowość i narzędzia, jak ma ten drugi. Ale ja, to tylko ja.

Rząd obniża podatki. Tzn. już to prawie zrobił, bo zgodę wyrazić musi jeszcze prezydent, ale nie słychać ze strony dużego pałacu, że są wokół tego pomysłu jakieś obiekcje. Podatki mają być obniżone dla wszystkich, którzy uzyskują dochody podlegające opodatkowaniu na ogólnych zasadach przy zastosowaniu skali podatkowej, czyli dla jakichś 25 mln obywateli. Nie przypadkowo ma to miejsce przed wyborami. W to chyba nikt nie wątpi.
Opozycja na to: jakbyśmy byli u żłoba, też byśmy to zrobili. Jakbyśmy mieli takie warunki, to byśmy obniżyli nawet więcej. Pusty, smutny jak woda w Wiśle śmiech mnie ogarnia, kiedy słyszę to ujadanie ratlerków. Jakie intencje stoją za rządowym pomysłem-czysto koniunkturalne, obliczone na wynik wyborczy, czy jednak jest w tym ukłonie w stronę ludzi jakaś głębsza myśl, tego za bardzo nie wiem, i mało mnie to obchodzi. Wiem za to, że jeśli rząd, czyli Państwo, samo z siebie chce mi zabrać mniej niż to do tej pory czyni, to trzeba się cieszyć, bo parę groszy więcej zostanie w kieszeni i to ja, a nie urzędnik, będę mógł je wydać jak mi się rzewnie podoba.
Ileż to lat zżymałem się, że muszę dokładać rok w rok do budżetu niemałą, jak na moje możliwości kasę, tylko dlatego, że mi się dobrze wiedzie. Nie kradnę, nie uciekam w szarą strefę, a w nagrodę co roku mam więcej do oddania, mimo że wcale dużo więcej nie zarobiłem. A kiedy zabrali nam, artystom, tzw. uzysk, popłynęliśmy wszyscy, jak za zboże. I nikt, ani z PO ani z PSL-u, nie zatroszczył się o to, że ja i mi podobni, ludzie w sile wieku, którzy mają budować ten kraj w przyszłości, dostają na swoje barki ciężar, którego nie mogą udźwignąć. Tylko dlatego, że ośmielili się zarobić więcej niż średnia krajowa, a mniej niż Kulczyk czy Krauze. Nie pisała o tym „Wyborcza”, która dziś tokuje o rządowym, pisowskim lizusostwie w stosunku do klasy średniej. Wiadomo, czasy były ciężkie, trzeba było zaciskać pasa i cieszyć się, że jesteśmy zieloną wyspą na oceanie recesji. I to wszystko dzięki zaradnym Polakom, co i z brukwi zjedzą zupę, od ust sobie odejmą, a podatek zapłacą. Bo Polskę mają w sercu i na sercu.
Nie mam specjalnej nadziei na to, że gest rządu PiS-u, wsparty w zasadzie przez wszystkie opcje parlamentarne, to początek „uczłowieczania” dobrej zmiany i przeorientowywania jej mentalu. Zgadzam się też z tymi, którzy ostrzegają przed krótkowzrocznością; że kiedy jedną ręką zostawia się w kieszeni Polaka więcej, drugą wyciąga się kasę za pomocą wyższych cen prądu, gazu, słabego w stosunku do obcych walut złotego, którego Glapiński broni, jak Ordon reduty. To wszystko prawda. Podobnie jak obawy o to, czy samorządom wystarczy na inwestycje, gdy się im odetnie zawór z kasą z PIT-ów. A przynajmniej zmniejszy strumień. Tak, też podzielam te obawy.
Ale w duchu czuję, bo czułem tak zawsze, od kiedy pierwszy raz zobaczyłem swój pasek z wypłatą, że to, ile Państwo zabiera mi z mojej krwawicy, to zbrodnia najgorsza, porównywalna z wywalaniem śmieci do lasu. To ja wiem lepiej, co jest dla mnie lepsze, a nie jakieś tam, najlepsze nawet i najbardziej opiekuńcze Państwo. I chcę płacić mniej podatków, a różnicę niech wyciąga sobie rząd od hipermarketów, banków, giełdowych naciągaczy i korporacji. O ile nie jest za chudy w uszach, żeby się z nimi bić. Ludzi porządnych, nikomu niewadzących, pracującą klasę, niech zostawi w spokoju, bo to najlepsze, co może dla nich na ten moment zrobić.
Jarek Ważny

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”.

Młodzi bez podatku

Z punktu widzenia obywatela, kampania wyborcza mogłaby się nigdy nie kończyć. Miło bowiem usłyszeć tyle obietnic ze wszystkich stron.

Z punktu widzenia przedsiębiorców nie jest tak różowo, bowiem za wiele obietnic finalnie muszą zapłacić oni. Ale co najmniej jedna ze złożonych ostatnio deklaracji zasługuje na uwagę i uznanie: projekt, by młodzi ludzie, konkretnie ci, którzy nie ukończyli 26. roku życia, nie płacili podatku od dochodów osobistych PIT. O ile oczywiście ciężar tej ulgi nie zostanie przeniesiony na pracodawcę.
Sytuacja na naszym rynku pracy dojrzała do tego, by nie tylko otworzyć szeroko bramy dla chętnych z zagranicy, ale by zachęcać Polaków do pozostawania w kraju. Te zachęty powinny dotyczyć zwłaszcza młodych ludzi, przed którymi dosłownie i w przenośni Europa stoi otworem.
Dużo mówiło się i mówi o znalezieniu sposobu na skuteczne zatrzymanie w kraju tych najzdolniejszych. Ale nam wszystkim potrzebni są nie tylko geniusze i przyszli prezesi, lecz również specjaliści w różnych dziedzinach. Dobrze więc, że podejmowane są kroki, aby pokazać im, że warto pracować tu, w ojczystym kraju. Nie licytacja na płace jest kluczem (bo ją na razie przegramy z Niemcami czy Skandynawią), ale na tworzenie perspektyw. Zerowy PIT dla młodych to strzał w dziesiątkę.
Oczywiście, ten PIT ma być obwarowany limitem zarobków, aby nie był pretekstem do nadużyć.
I słusznie, bowiem nietrudno sobie wyobrazić sytuację, gdy namnoży się w spółkach dzieci właścicieli z pensjami na miarę Rotszyldów. Pytanie tylko, czy wstępnie zapowiedziany limit w wysokości 6,5 tys. zł jest zasadny. Nie wiem, z czego wynika taka a nie inna wysokość. Czy z możliwości budżetu, czy z realnego rozpoznania rynku pracy. Być może jest w stu procentach uzasadniony, ale przydałoby się uchylić rąbka tajemnicy.
I jest jeszcze jedno, ważne pytanie. Mianowicie nie wiadomo jeszcze, czy hojny rząd postanowił odpuścić sobie część wpływów z podatków, czy też w całości albo w części planuje przerzucić je na pracodawców.
Podpowiadam: to drugie rozwiązanie może odnieść przeciwny skutek. Czyli zniechęcić firmy do zatrudniania młodych. Może są to obawy całkowicie nieuzasadnione, jednak po sobotniej konwencji rządzącej partii takie pytania ze strony biznesu padły. Trzeba jak najszybciej rozwiać te obawy.
Zapowiadana decyzja o zwolnieniu młodych pracowników z PIT jest przełomem. Jeżeli nie będzie tylko „wyskokiem” przed zbliżającymi się dwiema kampaniami wyborczymi, to zwiastuje radykalną zmianę w podejściu decydentów do odważnych decyzji w sferze podatkowej. Podobnie, jak program „Rodzina 500 plus” był przełomową decyzją w kwestii nowoczesnej polityki socjalnej. Na końcu tej drogi jest podatek liniowy dla osób fizycznych, ale są i inne znaczące kamienie milowe. Jak na przykład upraszczanie podatków pośrednich, czy zmiany regulacji odnośnie VAT – by firmy nie upadały pod ciężarem podatków odprowadzonych od faktur, za które nikt im nie zapłacił. Trzeba być odważnym i zacząć od pierwszego kroku, do czego zachęcam i zachęcać będę każdą władzę.

Emeryt cudownie rozdwojony

Weszliśmy w XXI wiek. Szum pracujących serwerów z wolna zastępuje sapanie maszyn parowych i warkot silników.Można powtórzyć za Bułatem Okudżawą: Dziś już nie musimy piechotą się wlec na spotkanie – I tyle już aut i rakiety unoszą nas w dal…

Zmienia się nasz sposób komunikowania się z państwem. Zamiast stać w ogonkach do okienek i mierzyć się z groźnym spojrzeniem urzędnika używamy e-poczty i wielu ogólnokrajowych programów (PUE, e-PIT e-dowód) i wielu, wielu e-innych, których nie zliczę.
Mimo to zdarzają się sytuacje, o których nie śniło się filozofom.
Sprawa dotyczy mojej partnerki. Żeby nie być posądzonym o defetyzm, czarnowidztwo a przede wszystkim brak wiary w zdolności naszych urzędników muszę przyznać, że ma ona szczególny talent do uczestniczenia w zdarzeniach kuriozalnych i statystycznie mało prawdopodobnych. Jeżeli upuścimy skórkę od banana, ci sami ludzie będą się na niej przewracać, jeżeli coś jest mało prawdopodobne spotka to moją partnerkę. Nawet poprawna pisownia jej imion, w skutek splotu zdarzeń urzędniczych i rodzinnych jest dla mnie zagadką.
Nie dawno obydwoje osiągnęliśmy wiek emerytalny. Załatwienie formalności staraliśmy się rozwiązywać przy pomocy komputera (PUE), Mimo kilku zgrzytów, u mnie, zakończyło się sukcesem. Bogusię (partnerka) zaczęły spotykać wydarzenia, które możemy nazwać paradoksami. Pocztą otrzymała legitymację emeryta a po paru dniach drugą z innym numerem. System PUE, przy pomocy, którego próbowała zbadać temat, obraził się i przestał z nią konwersować.
Nie było to kłopotliwe, więc na jakiś czas zaprzestaliśmy drążenia tematu, tylko Bogusia przez jakiś czas liczyła na dwie emerytury. Niestety dostaje
tylko jedną!
Przyszedł czas wypełniania PIT-ów.
Pocztą sukcesywnie otrzymywaliśmy rozliczenia podatku. A tu znowu zdarzenie zagadkowe i tajemnicze. Bogusia dostała, jak należy PIT 11, Emerycki PIT 40/A i nie wiadomo skąd PIT 11a z urzędu praskiego z roku 2015. W roku tym była pracownikiem innej instytucji a w tamtym urzędzie nie pozostawiła żadnego kawałka swojej zawodowej kariery.
Mamy program e-PIT. Logowanie jest nieco kłopotliwe, brak opcji ekranu dla słabło widzących, ale jest ogólnie niezły. Rozliczyliśmy się bez problemu mimo zastanawiającej korespondencji z ZUS-em, to znaczy oboje zostaliśmy zobowiązani do zapłacenia podatku.
Bogusię temat jednak nurtował dalej. Udała się, więc rozwiewać swoje wątpliwości do swojego urzędu ZUS.
Pani urzędniczka spojrzała na nią z życzliwą obojętnością a wtedy Bogusia wyłuszczyła sprawę dwóch legitymacji emeryta. Na czole pani w okienku pojawiła się niewielka zmarszczka, lecz odpowiedź była natychmiastowa. „Proszę się nie przejmować ta druga będzie na zapas”
Tu muszę zwrócić uwagę, że taka legitymacja upoważnia do niewielkich, ale zawsze, ulg. Gdyby moja partnerka okazała się osobą niepraworządną to tą zapasową mogłaby wynajmować.
Następnie moja partnerka wytoczyła większy kaliber, pokazała kontrowersyjny PIT 11a (autorstwa ZUS). Pani w okienku zaczęła tracić cierpliwość, zaproponowała: „to proszę je zsumować w zeznaniu podatkowym”.
Bogusia zadała fundamentalne pytanie „A dla czego?” Nić porozumienia zerwała się ostatecznie i po ustaleniu protokołu niezgodności panie się rozstały.
Historia jest pewnie zabawna, choć może nie dla wszystkich. Lecz każdy felieton musi zawierać jakieś wnioski.
Po pierwsze, zaczynam się zastanawiać czy nie mamy do czynienia ze zjawiskiem gogolowskich „martwych dusz” w niektórych urzędach.
Po drugie, rozbudowany system administracji państwa opisuje obywatela ogromną ilością identyfikatorów. Spróbuj czytelniku wypisać je na kartce (PESEL, NIP, Nr dowodu itd. itd.). Pisz drobno, bo kartki ci nie starczy. Wszystkie one, a może wystarczy jeden, powinny prowadzić do zintegrowanej bazy naszych danych osobowych z której każdy urząd czerpałby informację. Mam wrażenie, że obfitość baz i identyfikatorów trochę błądzi po meandrach sieci informatycznych.
I po trzecie, informatyzacją powinni zajmować się wybitni fachowcy, w Polsce ich nie brak, zamiast nominatów partyjnych.

Mała rewolucja podatkowa

Rząd dokręca śrubę. Trzeszczący budżet i rozmaite wydatki, narzucane państwowym firmom przez władzę, wymagają rosnących danin pieniężnych. W bieżącym roku w podatkach zmienia się tak dużo, że chyba najlepszym słowem, które do tego pasuje jest „rewolucja”.

Rząd zakłada, że w 2019 r. do budżetu z tytułu podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT), osób prawnych ( CIT) oraz VAT-u wpłynie aż o 50 miliardów złotych więcej.

Leasing na nowo

Może to nie jest zmiana, która obejmie największą liczbę osób, ale wydaje się, że jest ona najgłośniejsza i najbardziej dyskutowana. A to dlatego, że i firmom leasingowym i motoryzacyjnym zależy na tym, żeby sprzedaż była na maksymalnym poziomie – czemu nie służą wprowadzane zmiany.
W zasadzie bowiem kończy się pełne odliczanie kosztów użytkowania samochodów dla mikro i małych przedsiębiorców, którym auto służy zarówno do celów służbowych jak i czasem prywatnych. Podrzucenie dziecka do szkoły w drodze do pracy może być ryzykowne. Pełne zaliczenie do kosztów wydatków związanych z używaniem auta będzie możliwe tylko w przypadku prowadzenia ewidencji wykorzystywania samochodu.
W przypadku kontroli urzędnik skarbowy będzie mógł zakwestionować, dlaczego z punku A do punktu B pojechaliśmy wybierając okrężną, a nie najkrótszą drogę. I nie wytłumaczymy się, że najkrótsza była zakorkowana, a nam zależało na czasie. Co innego w dużych firmach, gdzie pracownik przyjeżdża do pracy swoim autem lub komunikacją miejską i w razie potrzeby tam wsiada do auta służbowego, które oddaje wychodząc z firmy.
Mocno dyskusyjny aspekt zmian dotyczy wartości aut, które można leasingować. Dziś nie jest to ograniczone. Nowe przepisy wprowadzają limit 150 tys. złotych wartości auta, od którego koszty w całości można rozliczać. Zatem kupowanie samochodu za pół miliona przestanie się opłacać, bo nadwyżki nie będzie można wrzucić w koszty. Z drugiej strony – to chyba dobrze, bo trudno uznać, by tak kosztowna limuzyna była konieczna w jakimkolwiek przedsiębiorstwie czy urzędzie.

Kwota wolna nie dla wszystkich

Będzie ona wprawdzie coraz wyższa – ale nie dla wszystkich. Suma, od której nie trzeba odprowadzać podatku regularnie rośnie, lecz będą z tego korzystać tylko ubożsi.
Za rok 2017 kwota ta wynosiła maksymalnie 6 600 zł., a w 2019 jest to już 8 000 zł. Trzeba jednak pamiętać, że im większy dochód tym kwota wolna jest niższa. Zatem podatnik, który zarobi do 8 000 zł nie zapłaci ani złotówki podatku dochodowego. Potem kwota wolna zacznie spadać do poziomu 3 091 złotych przy dochodzie 13 000 złotych i utrzyma się na nim aż do poziomu 85 528 złotych dochodu rocznego. Powyżej tego poziomu znowu zacznie się jej stopniowe zmniejszanie, aż do momentu osiągnięcia dochodu 127 000 zł rocznie – powyżej tego pułapu kwota wolna od podatku nie występuje. Zatem zarabiający najwięcej nie skorzystają z tej ulgi. I chyba to słuszne.
Natomiast najbardziej zamożni podatnicy będą musieli pogodzić się z jeszcze jednym podatkiem – tzw. daniną solidarnościową. Pieniądze najbogatszych zasilą fundusz wsparcia osób niepełnosprawnych.
Chodzi jednak o podatników zarabiających co najmniej milion złotych rocznie, co odpowiada co najmniej w wysokości 86 000 złotych miesięcznie. Nadwyżka ponad próg wyniesie 4 procent. Fiskus obliczając podatek dla tych osób będzie mógł łączyć dochody z różnych źródeł. Przepisy mówią o sumowaniu dochodów rozliczanych na formularzach PIT-36, PIT-36L, PIT-38 i PIT-40A, oczywiście z pomniejszeniem o koszty podatków i obowiązkowe składki na ZUS.
Rząd szacuje, że z tego tytułu wpłynie do budżetu 2 miliardy złotych.

Małe firmy – mały CIT

Na kolejnym nowym przepisie mają zyskać ci najmniejsi. Zgodnie z pomysłem rządu , firmy których przychód ze sprzedaży nie przekroczył w całym roku 1,2 mln euro mogą skorzystać z obniżonej stawki CIT. Dotyczy to zatem firmy do których wpływa około 5 milionów złotych rocznie. Preferencja obejmie również przedsiębiorców rozpoczynających działalność. Oni także zapłacą 9-procentowy podatek od dochodu.
Trzeba jednak pamiętać, że z ulgi nie skorzystają ci, którzy swoją większą firmę podzielili na kilka mniejszych tak, by żadna z nich nie przekraczała wyznaczonego limitu.
Jest to już kolejna obniżka stawki podatku od osób prawnych – w zeszłym roku spadła ona z 19 do 15 proc. Ministerstwo Finansów optymistycznie ocenia, że podatki według niższej stawki będzie płaciło aż nawet 400 tysięcy firm.
Dla tych, którzy szykują koniec działalności gospodarczej prowadzonej w Polsce, wprowadzony zostanie podatek od niezrealizowanych zysków w związku z przeniesieniem aktywów firmy do innego państwa.
Ustawodawca tłumaczy to prawem do opodatkowania dochodów, które zostały wypracowane w czasie, w którym podatnik prowadził działalność w Polsce. Mówiąc jednak wprost, wszystkie firmy, które będą marzyły o rajach podatkowych i podejmą decyzję o przeniesieniu działalności właśnie tam, zanim się wyprowadzą, zapłacą odpowiedni podatek. No chyba, że z przenosin zrezygnują, bo przestaną się one opłacać. I bardzo dobrze.