Więcej zarabiamy, bardziej się zadłużamy

Pomimo stopniowego wzrostu średniego poziomu dochodów Polaków, prywatne oszczędności obywateli rosną powoli.

Rosnące ceny żywności, mieszkań i paliw to największe zmartwienie Europejczyków. Nasz kraj nie jest niestety zieloną wyspą cenową.
W Polsce ​wywóz śmieci jest już o 27 proc. droższy niż przed rokiem, za wycieczki turystyczne płacimy już o 6,8 proc. więcej, usługi transportowe, lekarskie oraz fryzjerskie i kosmetyczne to średnio wzrost o 5,7 proc. (przy inflacji na poziomie 2,9 proc.) – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego.
Jak więc oszczędzać więcej w czasach, gdzie galopująca drożyzna zjada portfele Polaków?
Stopa oszczędności w Polsce w ostatnich latach wahała się w okolicach 2 proc., podczas gdy średnia dla całej Unii Europejskiej wynosiła ok. 5-6 proc., a najbogatsze kraje UE osiągają nawet więcej niż 10 proc.
Z badanych przez Europejski Urząd Statystyczny państw, tylko Łotwa, Litwa i Cypr mają ten wskaźnik na niższym niż Polska poziomie. Co ciekawe, niewiele więcej oszczędności (w stosunku do swoich zarobków) od Polaków mają Brytyjczycy (5,16 proc.) i Finowie (6,16 proc.).
Jednak w latach 2009-2019 blisko trzykrotnie wzrosła liczba naszych rodaków, którym udaje się regularnie odkładać przynajmniej niewielkie kwoty. Towarzyszy temu jednoczesny spadek odsetka osób popadających w poważne długi (choć sama wartość naszego zadłużenia nieco rośnie). Jest to związane ze wzrostem średniego wynagrodzenia brutto, które w 2019 r. przekroczyło 5 tys. zł – i tylko w ciągu ostatnich 10 lat wzrosło ono o ok. 60 proc., choć trzeba pamiętać, że ponad dwie trzecie Polaków zarabia mniej niż owa średnia.
Z badania „Nawyki finansowe Polaków, czyli na czym lubimy oszczędzać” zrealizowanego dla BIG InfoMonitor przez Quality Watch wynika, że ponad 50 proc. mieszkańców Polski w ramach oszczędności kupuje głównie na promocjach. Bezpłatne parkowanie to sposób na oszczędzanie dla 40 proc. Polaków (choć oczywiście każdy, kto tylko może, stara się parkować bezpłatnie), a powstrzymywanie się od zostawiania napiwków deklaruje 35 proc. (naturalnie tylko z tej niewielkiej grupy, która chodzi do rozmaitych lokali). Około 63 proc. Polaków deklaruje, że posiada oszczędności, a ich wysokość jest zwykle mniejsza niż półroczne dochody.
41 proc. respondentów odpowiedziało, że pieniądze odkłada „na wszelki wypadek/na zapas”. Okazuje się, że dla ponad połowy z nas główną zaletą oszczędzania jest większe poczucie bezpieczeństwa.
Znacznie mniej osób wskazywało na inne cele. Warto zauważyć, że udział składki ubezpieczeń na życie w wydatkach polskich konsumentów zanotował spadek, szczególnie gdy porówna się to z kilkudziesięcioprocentowym wzrostem średniego poziomu wynagrodzeń.
Zapewne wynika to z tego, że polskie społeczeństwo coraz bardziej się starzeje, zaś towarzystwa ubezpieczeniowe nie chcą ubezpieczać ludzi starszych od następstw chorób i nieszczęśliwych wypadków. Ci natomiast nie są specjalnie zainteresowani ubezpieczaniem się tylko na wypadek własnej śmierci, rozumiejąc, że żaden z tego dla nich pożytek.

Rewolucja konstytucyjna

Zamiarem i celem rewolucji konstytucyjnej jest stworzenie w ramach mechanizmu społecznego i politycznego możliwości wyegzekwowanie przez społeczeństwo zapisów Konstytucji RP z 1997 roku, która obowiązuje aktualnie, a została przyjęta w referendum i podpisana przez prezydenta przy poparciu wszystkich głównych sił politycznych w Polsce.

Społeczeństwo jako suweren ma do tego prawo, a w sytuacji nadzwyczajnej obowiązek, aby Konstytucji strzec i walczyć o jej wykonywanie w życiu kraju i narodu.
Nie jest celem rewolucji konstytucyjnej pogrzebanie czy zmiana starej Konstytucji, jak niektórzy twierdzą nieaktualnej i sprzecznej z interesem narodowym. Jeżeli jest rzeczywiście taka potrzeba i do takiego wniosku dojdą w przeważającej większości siły polityczne w Polsce, to po to, aby przyjąć i uchwalić nową Konstytucję należy rozliczyć się przed narodem z wykonania dotychczasowej i jej nieprzystawalności do nowych założeń i wyzwań, jakie stoją przed Polską. Tymczasem mamy do czynienia z sytuacją, że wszystkie, szczególnie ostatnio zgłoszone projekty i propozycje zmian zmierzają do przykrycia zaniechań i świadomych działań antykonstytucyjnych w okresach wcześniejszych i aktualnie. Działania takie stanowią złamanie prawa i przede wszystkim winny być ścigane w określonym trybie.
Warto przypomnieć, że w okresie 22 lat obowiązywania aktualnej Konstytucji czołowe funkcje państwowe sprawowali praktycznie przedstawiciele wszystkich głównych nurtów politycznych obecnych w Polsce. Prezydentami Polski byli w tym czasie: Aleksander Kwaśniewski (1995-2005), Lech Kaczyński (2005-2010), Bronisław Komorowski (2010-2015) i aktualnie Andrzej Duda (od 2015 roku). Przedstawicielami koalicji rządzących z funkcją premiera byli: Jerzy Buzek (1997-2001), Leszek Miller (2001-2004), Marek Belka (2004-2005), Kazimierz Marcinkiewicz (2005-2006), Jarosław Kaczyński (2006-2007), Donald Tusk (2007-2014), Ewa Kopacz (2014-2015), Beata Szydło (2015-2017) i Mateusz Morawiecki (2017- ). Wszystkie wymienione osoby uczestniczyły w realizacji zapisów Konstytucji i ponoszą mniejszą lub większą konstytucyjną odpowiedzialność za aktualny stan państwa.
Trzeba zwrócić uwagę, że Państwo Polskie staje się w ostatnich latach coraz mniej wydolne, ma poważne trudności w rozwiązywaniu problemów wewnętrznych (politycznych, społecznych i gospodarczych) oraz zewnętrznych, jak samodzielne zapewnienie bezpieczeństwa narodowi, szczególnie przy komplikującej się sytuacji globalnej. Jeżeli Konstytucja z 1997 roku w momencie przyjęcia zadawalała i uzyskała poparcie większości sił politycznych i narodu, to można domniemywać, że trudności, na jakie aktualnie napotykają kolejne ekipy władzy, wynikają w znacznej części z nierespektowania podstawowych jej zapisów lub też ich świadomego omijania. Skutkuje to coraz brutalniejszą walką polityczną wewnątrz kraju i trwałym spadkiem poparcia społecznego dla wszelkich form polityki.
Ostatnie wybory parlamentarne w 2015 roku potwierdziły zjawisko narastającej absencji wyborczej, co można rozumieć jako zaprzepaszczenie w polskiej demokracji szansy zbudowania społeczeństwa obywatelskiego. Obywatele stają się wyłącznie konsumentami i coraz słabiej identyfikują się z Państwem Polskim. Na trwałe już w ostatniej kadencji debata publiczna przeniosła się z Sejmu i Senatu na ulice, co świadczy o wątpliwej skali reprezentacji przez polski system parlamentarny coraz bardziej zróżnicowanych interesów społecznych i politycznych zatomizowanego społeczeństwa. Dyktuje to rozważenie zmiany ordynacji wyborczej.
Zbliżają się wybory parlamentarne. W wyniku nadzwyczajnego splotu zdarzeń i tendencji politycznych przeformułowuje się scena polityczna. Powstała m.in. koalicja Lewica, która obejmuje dość szerokie kręgi związane z partiami i ugrupowaniami polskiej lewicy. Sytuacja ta po części wymuszona splotem wydarzeń, po części marzeniami wielu kręgów lewicy na przykład socjalistów, aby powrócić do Sejmu i Senatu, i rozpocząć w Polsce reformy na miarę odrodzenia narodowego. W ostatnich latach nastąpiło bowiem niekorzystne dla rozwoju zapętlenie głównych sił rządzących po prawej stronie sceny politycznej. Wewnętrzny kryzys, który objął elity postsolidarnościowe będące zwycięzcą politycznych zmagań wiele lat temu, dziś nie rokuje żadnych nadziei dla możliwości wyartykułowania ogólnonarodowego programu rozwoju, będącego przedmiotem wspólnej troski i nadzieją dla większości Polaków.
Społeczeństwo jest podzielone, przy czym wydaje się, że oś podziału przebiega według wyznaczników cywilizacyjnych, nie zaś ideowych, czy światopoglądowych, choć odgrywają one też pewną rolę. Podział ten nastąpił w związku z brakiem równowagi w układzie sceny politycznej, powszechnego populizmu i wystąpienia nieuprawnionych działań szeregu instytucji państwowych, które realizują wyłącznie politykę koalicji rządzącej, nie biorąc pod uwagę zasad konstytucyjnych, czy obyczaju demokratycznego uznającego prawa mniejszości, a także szkód społecznych, jakie niesie za sobą nierozważne używanie do walki politycznej z opozycją mediów publicznych i takich instytucji jak np. IPN.
Jest na tle rozwijającego się w Polsce konfliktu bardzo poważny problem rozumienia przez rządzące grupy polityczne, trudno je bowiem nazywać elitami, takich kategorii jak interes narodowy i racja stanu. Rażącym przykładem niekompetencji i braku rozumienia naszego usytuowania w świecie jest sprawa stosunku do Polski Ludowej.
Mamy do czynienia z konsekwentną eliminacją tego okresu historycznego z pamięci narodowej, międzynarodowego systemu prawnego i dorobku sojuszy, szczególnie w gronie tzw. państw niezaangażowanych. Niesie to ogromne szkody dla autorytetu naszego państwa na arenie międzynarodowej i gospodarki. Trzeba dla porządku przypomnieć, że Republika Federalna Niemiec wzięła na siebie ciężar odpowiedzialności za zbrodnie i zobowiązania III Rzeszy Niemieckiej. Podobnie Federacja Rosyjska uznaje ciągłość państwa rosyjskiego i zobowiązania jakie pozostały po ZSRR.
Trudno się dziwić więc, że na Polskę spadają nieprzyjazne odniesienia ze strony wielu państw w sprawie np. odszkodowań i reparacji wojennych. Trudno się też dziwić w związku z tym, że 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej obchodzić będziemy głównie w gronie byłych sojuszników Hitlera, a w małym stopniu w gronie przedstawicieli koalicji antyhitlerowskiej. Trudno się dziwić… ale społeczeństwo tego nie zrozumie.
Polska ma wspaniałą historię, szczególnie walki o odzyskanie niepodległości w 1918 roku. Zarówno po prawej, jak i lewej stronie sceny politycznej Polski stali wybitni politycy, mężowie stanu, znani i uznani jako wielcy patrioci, ale również ludzie o nieskazitelnych życiorysach i cechach charakteru. Nie można nie przypomnieć tutaj Piłsudskiego, Daszyńskiego, Dmowskiego, Korfantego czy Witosa. Porównajmy dziś współczesną Polskę – rządzą nami, wybrani przez nas, ludzie o cechach handlarzy i drobnych biznesmenów, dla których liczy się wyłącznie własny interes a nie Polska i jej obywatele.
Polska lewica powinna dziś w ramach kampanii wyborczej, a później w ramach pracy parlamentarnej, podjąć te wszystkie problemy z odpowiedzialnością wypływającą z jej tradycji walki o państwo i jego siłę. Także z tradycji walki o sprawiedliwość i demokrację, jako ustroju pozwalającego rozwiązywać wszystkie problemy w duchu zrozumienia i racji większości, ale dla dobra wszystkich. Polska Partia Socjalistyczna ze swym dorobkiem i tradycją może być tutaj znaczącym wzorem.

***
Przedstawiona tutaj koncepcja polityczna wdrożenia zasad rewolucji konstytucyjnej zawiera w sobie dwa elementy podstawowe:
– zmiany systemu zarządzania państwem w oparciu o obowiązujące zapisy Konstytucji, a więc odnowy państwa w imię dobra człowieka i sprawiedliwości społecznej
– zmiany systemu gospodarowania poprzez odrzucenie niezgodnych z zapisami Konstytucji zasad gospodarki neoliberalnej i dominacji własności prywatnej oraz zbudowanie od nowa systemu społecznej gospodarki rynkowej

Sprawiedliwość społeczna, którą opisuje art. 2 Konstytucji RP obejmuje szereg zagadnień teoretycznych i praktycznych, które pojawiają się w praktyce rządzenia w Polsce:
– podstawowym obowiązkiem państwa jest eliminowanie z życia społecznego dyskryminacji, nierówności, biedy, bezdomności i bezrobocia
– państwo zobowiązane jest określić i realizować wobec wszystkich obywateli zasadę zapewnienia minimum socjalnego (minimalny dochód gwarantowany)
– państwo powinno określić w dłuższym horyzoncie czasowym jak rozumie ideę „państwa dobrobytu” obejmującego wszystkich Polaków
– niedopuszczalne jest zaliczanie ludzi (obywateli) do kategorii kapitału ludzkiego, człowiek nie jest przedmiotem w grze interesów politycznych i ekonomicznych, człowiek jest podmiotem społecznym i politycznym,
– wszystkie instytucje państwowe wykonują swe obowiązki na rzecz obywateli i państwa, nie sprzedają usług obywatelom, a działają na ich rzecz. Praca w administracji państwowej i samorządowej to służba a nie etat i gratyfikacja. Niedopuszczalne jest upolitycznienie i stronniczość administracji,
– państwo zobowiązane jest zapewnić obywatelom wolność i równość, szczególnie wobec prawa; praktyka pokazuje, że wartości te są przywilejem
– państwo powinno dać w swej praktyce działania równy dostęp młodzieży do edukacji na poziomie średnim, eliminując jakiekolwiek ograniczenia społeczne i ekonomiczne
– obowiązkiem państwa jest przywrócenie jego świeckiego charakteru
Społeczna gospodarka rynkowa zdefiniowana w art. 20 Konstytucji RP dotyczy teorii i praktyki systemu gospodarczego, który został zdominowany przez doktrynę neoliberalną nie dającą możliwości wydobycia z gospodarki jej społecznych elementów:
– działający w Polsce system gospodarki neoliberalnej jest sprzeczny z Konstytucją i powinien w szybkim tempie zostać zmieniony na społeczną gospodarkę rynkową, co wiąże się ze zmianą wielu regulacji prawnych
– państwo nie może być przedsiębiorstwem komercyjnym, w swej istocie działania kieruje się interesem społecznym a nie kryterium zysku,
– państwo nie świadczy obywatelom usług, a wyłącznie wypełnia wobec obywateli swoje obowiązki wynikające z Konstytucji i innych zapisów prawa,
– życie i zdrowie ludzkie nie może być towarem; system ochrony zdrowia i życia nie może być podmiotem komercyjnym, realizuje zobowiązania państwa wobec obywateli
– istnienie i działalność rynków musi podlegać regulacji, rynki mają służyć społeczeństwu i państwu a nie wyłącznie realizować interesy kapitału; widać w ustawodawstwie i praktyce działania państwa wyraźną nierównowagę na korzyść kapitału prywatnego, banków i korporacji, a na niekorzyść państwa i obywateli
– system podatkowy musi odzwierciedlać zasady sprawiedliwości społecznej, nie może być od niego odstępstw i wyjątków
– podstawowe zmiany ustawodawcze: – ograniczenie dominacji własności prywatnej, – przywrócenie równoprawności wszystkich sektorów gospodarowania, – zwiększenie uprawnień związków zawodowych i samorządu pracowniczego, – sprawiedliwy system podatkowy, – ograniczenie kosztów pracy.
Przedstawione powyżej zasady powinny stanowić minimum programowe lewicy na zbliżające się wybory parlamentarne. Ważne jest, aby w działaniach programowych i propaństwowych lewicy priorytetem było zachowanie równowagi społecznej i politycznej oraz wytyczenie drogi do odnowy opartej o ideę budowy państwa dobrobytu dla wszystkich Polaków.

Ci odlatują, ci zostają

Coraz trudniejsze warunki życia w Polsce sprawiają, że mimo dobrej sytuacji na rynku pracy, wciąż więcej ludzi wyjeżdża z kraju niż do niego wraca.

Pod rządami Prawa i Sprawiedliwości, tylko w latach 2015 – 2017 liczba osób które wyjechały z naszego kraju zwiększyła się o prawie 290 tys. Można oczekiwać, że rosnące uciążliwości życia w Polsce nie zmieniły tej tendencji i w ubiegłym roku.
Rząd PiS doprowadził do zapaści w dostępie do opieki medycznej, spadku liczby narodzin, skrócenia długości naszego życia, coraz większej umieralności Polaków, rosnącego zanieczyszczenia powietrza, pogorszenia warunków edukacji i wychowywania dzieci, wzrostu inflacji zjadającej płace. Tak wymieniać można długo – a przecież oprócz tych najbardziej konkretnych przyczyn utrudniających i skracających życie Polaków, są i te trudniej mierzalne, ale także dotkliwe.
Rosnący nadzór i inwigilowanie obywateli, ich coraz coraz słabsza pozycja wobec wszechmocy władzy, nepotyzm, mowa nienawiści, promowanie zachowań ksenofobicznych, szczucie na myślących i zachowujących się inaczej niż większość – w takim kraju coraz trudniej normalnie żyć i pracować.

Powrócą tu?

Jak na wyjazdy zarobkowe rodaków wpłynęło niskie bezrobocie w Polsce? Czy jednak zamierzają wracać, czy raczej zostaną za granicą? Jakie są i jak się zmieniają ich więzi z krajem? Na te i inne pytania odpowiada najnowszy raport Narodowego Banku Polskiego.
Jak stwierdza NBP, dobra sytuacja na polskim rynku pracy ograniczyła tendencję do powiększania się liczby obywateli polskich przebywających za granicą. Jednak ujemne saldo migracji osób z polskim obywatelstwem wciąż było obserwowane w 2017 roku i prawdopodobnie także w 2018 r. (choć ubiegłorocznych danych jeszcze nie ma). Czyli, nadal więcej z nas wyjeżdża niż wraca.
Natomiast bezrobocie jest wprawdzie oficjalnie niskie, ale NBP poczynił zaskakującą i udokumentowaną obserwację, iż nowi migranci w Niemczech i Wielkiej Brytanii znacznie częściej, niż ich koledzy z dłuższym stażem migracyjnym, wskazywali na brak pracy w Polsce jako główny powód wyjazdu.
„Biorąc jednak pod uwagę aktualną sytuację na polskim rynku pracy i rekordowo niski poziom bezrobocia, można przypuszczać, że chodzi raczej o brak pracy zgodnej z kwalifikacjami i niespełniającej oczekiwań osób, które zdecydowały się na wyjazd niż brak możliwości podjęcia jakiejkolwiek pracy” – tłumaczy Narodowy Bank Polski, także rządzony przecież przez ekipę z nadania PiS i nie będący przesadnie krytyczny wobec niej. Oczywiście, jakąkolwiek pracę nie tak trudno w Polsce znaleźć – ale nie przez wszystkich i wciąż nierzadko za głodowe uposażenie.
Wyniki badań NBP wskazują też, że niskie bezrobocie w Polsce ograniczyło wyjazdy „nowych” emigrantów do głównych krajów, które były dotychczas tradycyjnym miejscem migracji zarobkowej, takich jak Wielka Brytania, Irlandia czy Niemcy. Pojawiły się zaś stosunkowo nowe, coraz popularniejsze kierunki, na przykład Norwegia.
Badanie ankietowe emigrantów z Polski zostało zrealizowane w okresie listopad-grudzień 2018 roku. We wszystkich badanych krajach nieco większy jest udział kobiet niż mężczyzn. Udział pań wśród nowych emigrantów był rekordowo wysoki w przypadku Holandii, gdzie wyniósł aż 61,3 proc.
Najważniejszą motywacją wyjazdów i pozostawania na emigracji pozostają wynagrodzenia, których mediany za granicą są około dwukrotnie wyższe niż w Polsce. Natomiast dominanty (czyli najczęstsze wynagrodzenia) są nawet i 3,6 raza wyższe niż w Polsce.
Dobra sytuacja gospodarcza w naszym kraju wpłynęła na ograniczenie odsetka Polaków planujących pozostanie na emigracji na stałe, natomiast zwiększyła liczebność tych, którzy planują kiedyś powrót do Polski (nie wcześniej niż za minimum 3 lata). Tym niemniej, tylko około 15 proc. imigrantów jest zdecydowanych wracać do Polski w przyszłości (jednak bliżej nieokreślonej), niezależnie od różnicy w poziomie wynagrodzeń.
Wraz z długością przebywania na emigracji zmniejsza się naturalnie skłonność do przekazywania środków pieniężnych do Polski (bo są coraz potrzebniejsze tam, gdzie się żyje i pracuje). Jest to jednak zróżnicowane zależnie od kraju.

Tam uciekają najmądrzejsi

Emigranci z Polski do Wielkiej Brytanii pochodzą na ogół ze średnich i największych miast i są najlepiej wykształceni w porównaniu z innymi państwami objętymi ankietą. Jedna trzecia z nich posiada wykształcenie wyższe. Wielka Brytania najbardziej więc korzysta na drenażu mózgów z Polski.
Jedynie 10 proc. ankietowanych w Wielkiej Brytanii zadeklarowało skrócenie planowanego pobytu na emigracji z powodu konsekwencji brexitu. Zdecydowana większość emigrantów (85 proc. ) spełniałaby bowiem warunki pozostania w Wielkiej Brytanii po brexicie, po relatywnie prostej procedurze administracyjnej.
NBP stwierdza: „Obserwowana ostatnio zwiększona emigracja do Norwegii to głównie osoby w wieku najwyższej aktywności zawodowej, ze średnim wykształceniem, które stosunkowo często przekazują pieniądze do Polski i dość rzadko wykorzystują świadczenia społeczne”.
Do tego zdania warto wnieść poprawkę, bo emigracja do Norwegii nie jest zwiększona „ostatnio”, lecz co najmniej od dziesięciu lat. Według szacunków GUS, liczba Polaków przebywających w Norwegii na przestrzeni lat 2010 –2017 wzrosła o 70 proc.
Norwegia dołączyła do listy najbardziej popularnych kierunków wyjazdów zarobkowych, zastępując Irlandię, której znaczenie od kilku lat systematycznie spadało. Liczba emigrantów z Polski do Irlandii znacznie zmniejszyła się po kryzysie w 2008 r., stabilizując się na poziomie nieco ponad 110 tys. osób
Większość z około 85 tys. polskich emigrantów z Polski w Norwegii to ludzie, którzy wyjechali z Polski po 2015 roku. To głównie osoby młode, ze średnim wykształceniem. Przeważnie pracują one w przemyśle lub służbie zdrowia i przy opiece nad osobami starszymi. Także i do Holandii najczęściej wyjeżdżają ludzie młodzi ze średnim wykształceniem.
Natomiast migracja zarobkowa w Niemczech jest najstarsza i najsłabiej wykształcona. Osoby z wykształceniem zawodowym najczęściej wybierają właśnie Niemcy jako kierunek migracji. Częściej są to osoby z małych miast i wsi (co wykazuje podobieństwo z migracją do Stanów Zjednoczonych).
Zauważyć należy, że zwiększenie się ogółu liczby emigrantów z Polski w 2017 roku nastąpiło w całości przez emigrację do krajów europejskich. Europa jest pod wieloma względami znacznie dogodniejsza do życia niż kraje zamorskie. A poza tym, rząd PiS nie potrafi spowodować, by nasz największy sojusznik zniósł wreszcie wizy, co także hamuje wyjazdy do USA (gdzie nawiasem mówiąc, coraz łatwiej znaleźć śmierć od kuli, zamiast dobrobytu).

Mają co robić

Polscy emigranci są na ogół bardzo aktywni zawodowo. Ich pozycja na zagranicznych rynkach pracy stabilizuje się. Coraz częściej mają regularną pracę zamiast zajęć sezonowych. Zmniejsza się udział emigrantów narzekających na pracę poniżej kwalifikacji, wciąż bardzo duże są różnice pomiędzy ich wynagrodzeniami, a płacami w Polsce. Pracują normalnie, coraz rzadziej muszą korzystać za granicą ze świadczeń społecznych.
NBP stwierdza: „Sytuacja polskich emigrantów na zagranicznych rynkach pracy jest lepsza i w większym stopniu wykorzystują oni swoje kwalifikacje. Dane te świadczą o coraz większym dopasowaniu emigrantów do lokalnych rynków pracy na emigracji, co zwiększa prawdopodobieństwo pozostania przez te osoby na emigracji w przyszłości”.
Wszystko to, w połączeniu z rzeczywistością rządów PiS, sprawia, że rzeczywiście, brakuje powodów, które skłaniałyby ich do powrotu nad Wisłę.

Pozdro z Polandrocka! Ważny tunajt

Kupiłem sobie ostatnio w zagranicznym sklepie z towarami przecenionymi, piękne białe dresy z tęczowym lampasem. Za chwilę będę je ubierał i szedł w nich grać dla niespełna miliona ludzi, którzy zjechali się w tym roku na festiwal Poland Rock a.k.a. Woodstock. Tymczasem siedzę sobie jeszcze w hotelu w Gorzowie, popijam ciecz wielkiej wykwintności i zastanawiam się, ileż to jadu i złego trzeba w sobie nosić, żeby mącić ludziom w głowach w tak perfidny sposób, jak to robi rządowa telewizja Kurskiego.

Byłem dziś na hotelowej siłowni. Tak czasami mam. Kiedy konserwowałem swoją tężyznę fizyczną, grał akurat informacyjny kanał państwowej telewizji, bo prywatnej w odbiorniku nie było. W „Teleexpresie extra”, głównym niusem dnia był piknik rodzinny z udziałem Jarosława Kaczyńskiego, dalej nowojorska wystawa kotów (to sporo wyjaśnia), a na koniec alarmistyczny materiał o topieniu się lodowców na biegunie. Ani słowa o festiwalu Poland Rock, gdzie akuratnie stworzyło się na mapie trzecie co do wielkości miasto w Polsce. Specjalnie mnie to jednak nie zdziwiło, bo niczego innego się po telewizji w wydaniu Jacka Kurskiego od dawna nie spodziewam, także dysonans poznawczy nie wystąpił. Jednakowoż stacja nie była by sobą, gdyby na odchodne nie wbiła szpili. I to w sposób tak strasznie chamski, że rada etyki mediów powinna z miejsca przyrżnąć towarzystwu karę za zdeptanie podstawowych prawideł zawodu i nierzetelność. Podano bowiem w „Teleexpresie”, że w Kostrzynie na d Odą, w którym akurat trwa festiwal Poland Rock, agresywny, nagi mężczyzna dopuścił się naruszenia nietykalności cielesnej policjanta, informację ilustrując obrazkiem ulicznej szarpaniny naćpanego golasa z funkcjonariuszem. Dodano jeszcze, że na tym samym festiwalu znaleziono na polu namiotowym zwłoki 35-latka, a przyczyna zgonu nie jest znana. I tyle. Kropka. Innemi słowy, festiwal w Kostrzynie to miejsce niebezpieczne. Można za frajer dostać w cymbał, albo się przekręcić od nie wiadomo czego. Matki, zostawcie w domach swoje córki, bo jak tam pojadą, to najpewniej wrócą z brzuchem i to pewnie z czarnym. Takich przekazów nie powstydziłaby się nawet telewizja ojca dyrektora.
Byłem wczoraj w Kostrzynie. Nie widziałem zajścia z policjantem i golasem. Widziałem za to tłumy młodych, wolnych na ciałach i umysłach ludzi. Dla takich ludzi wczoraj grałem. Grał będę też dla nich dzisiaj. I dumny jestem, że dane mi było i będzie robić taką robotę dla tych wszystkich, którym się w tej Polsce nie widzi.
W naszej kapeli rozstrzał polityczny idzie od prawa do lewa, przez liberalne centrum. Nikomu jednak do głowy by nie przyszło, żeby odrzucić zaproszenie na scenę, przed którą stanie kilkaset tysięcy ludzi, tylko dlatego, że wierzymy w innego Boga albo nie wierzymy w niego wcale. Zresztą, czy Bóg jest czy go nie ma, mam nadzieję, że ktoś tam kiedyś zliczy te bezczelne manipulacje Kurskiego i ekipy i wystawi im za to rachunek. To, że towarzystwo nie lubi Owsiaka to ich sprawa. Owsiak to nie zupa pomidorowa, żeby go każdy lubił. To jednak, że za cel bierze sobie młodych ludzi i dzieli ich na tych lepszych, z marszu 11 listopada, i na młodzież gorszego sortu, z festiwalu gdzie ćpają, kradną i gwałcą, o nie, co to ot nie. Historia i gniew młodzieży, a ten wśród młodych ludzi jest, zmiecie ich kiedyś, i zostaną sami, jak prącie po kastracji. Mam nadzieję, że kiedyś, jeszcze za tej Polski, to zobaczę, choć, co by nie było, źle nikomu nie życzę i czekam na opamiętanie, ale nie robię sobie na to specjalnych nadziei…
Jarek Ważny

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”

Nasi tu byli

Sobotnie wydarzenia w stolicy Podlasia,gdy pokojowy Marsz Równości (dla skrajnej prawicy,a nawet części prawicy umiarkowanej,nie mówiąc o kibolach, był to swoisty marsz dewiantów dążących do podważenia podstaw naszej cywilizacji oraz narodowej religii) spotkał się z brutalnymi aktami przemocy ze strony chuliganów i awanturników. Oliwy do ognia dodało niefortunne oświadczenie metropolity białostockiego oraz słabo kamuflowane poparcie dla takich poczynań ze strony lokalnych i regionalnych polityków PiS.
A nowy minister edukacji swymi pokrętnymi wypowiedziami o całej sprawie szybciej zasłużył na wniosek o odwołanie niż jego niesławna poprzedniczka.
Czy to wszystko może być jakimś katharsis dla sporej części społeczeństwa na niecałe 3 miesiące przed wyborami parlamentarnymi? Trudno powiedzieć,bowiem takie procesy na ogół nie zachodzą szybko. Z pewnością natomiast znów dużo straciliśmy w opinii międzynarodowej,gdyż obraz kraju nad Wisłą dodatkowo się pogorszył. Nie istnieje-wbrew silnie propagowanym tezom- żadna ideologia LGBT. Chodzi tylko o
poszanowanie praw mniejszości,co jest sensem demokracji, zwłaszcza w ujęciu Rady Europy. Większość decyduje,ale powyższy warunek to conditio sine qua non uznania danego państwa za demokratyczne. Nota bene mało kto zauważył,iż to na terenie ambasady Kanady,znajdującej się obok Sejmu, zawisła najpierw tęczowa flaga,a dopiero później dołączyli do tego Amerykanie. Zresztą rozmaite rozwiązania kanadyjskie są niezwykle ciekawe i mało znane. Np. ilu naszych polityków wie, że tak wyśmiewana przez rodzimą prawicę (szczególnie w kontekście przyjmowania bądż nie uchodźców i migrantów) WIELOKULTUROWOŚĆ wpisana jest do konstytucji kraju Klonowego Liścia? Raczej nie należy do tego grona PiS-owski wiceprezydent Gdyni wypowiadający głupie i rasistowskie uwagi nt. ludności Afryki.
To co wydarzyło się w Białymstoku to oczywista dyskryminacja mniejszości seksualnych. Ta i inne rodzaje dyskryminacji (np. ze względu na płeć,kolor skóry czy wiek) to rodzaj wykluczenia społecznego,które należy zwalczać. W prawie unijnym i szerzej w prawie międzynarodowym, znajdują się uniwersalne oraz regionalne systemy ochrony praw człowieka gwarantujące instrumenty przeciwdziałania wszelkiego rodzaju dyskrymi-nacji. Zakaz dyskryminacji oraz zasada równego traktowania obywateli to dwa fundamenty funkcjonowania współczesnych systemów politycznych.
Jako członek Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodo-wego (1993-1997),która przygotowała projekt ustawy zasadniczej, przyjętej następnie w referendum ogólno-krajowym, pozwolę sobie przypomnieć odnośne zapisy z rozdziału II „Wolności,prawa i obowiązki człowieka i obywatela”.W omawianym kontekście kluczowy jest art. 32 Konstytucji:”1.Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. 2.Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”. Tymczasem Tomasz Nałęcz przedstawił w TVN ciekawą i daleko idącą,kontrowersyjną tezę,że obecnie społeczność LGBT w Polsce jest traktowana przez rządzących w stopniu zbliżonym do tego, jak podchodzono przez długie lata (np. przed II wojną światową) do mniejszości żydowskiej.
Ponieważ polska prawica marzy od dawna o uchwaleniu nowej konstytucji (jej projekt-kiedyś na stronie PiS-został skutecznie „schowany”) lub co najmniej dokonaniu w obecnej szeregu zmian, to warto zaakcentować,iż zmiany zapisów w rozdziale II Konstytucji (a także I i XII) wymagają specjalnej procedury. Otóż 1/5 ustawowej liczby posłów,Senat lub Prezydent RP mogą zażądać przeprowadzenia referendum zatwierdzającego. W sumie więc-na szczęście-nie jest łatwo dotychczasowe, dobre zapisy usunąć.

Poeta versus Premierka

„No właśnie. Pani Szydło jest ideałem człowieczeństwa dla pół miliona osób. Nie zna języków, okropnie się ubiera, mówi głosem przedszkolanki w depresji, najwyraźniej nie uprawia sportu i nie czyta rozpraw Carla Schmitta, jak jej tajemniczy szef – ale podoba się. Myślę, że tylko Gombrowicz mógłby nam to wytłumaczyć”.
Zagajewski to jest prawdziwy symbol neoliberalnego raka, który od dekad trawi Polskę.
Jego zdziwienie tym, że społeczeństwu podoba się ktoś, kto jest ubrany zwyczajnie, nie tryska szczęściem (czemu miałby?), nie czyta tekstów naukowych i nie mówi pięcioma językami wskazuje, że wbrew swojej dumie Pan Poeta w rozpoznaniu świata znajduje się wiele kilometrów poniżej Pani Premier.
Swoją drogą to musi być bardzo bolesna pobudka, że zwracając się do zasobnych salonów zwracasz się tylko do kilku procent społeczeństwa… Jeszcze boleśniejsze musi być to uczucie, że oto ten wredny lud woli minimalny socjal zamiast cieszyć się z samej władzy lepszych od siebie i wiecznego braku środków na transfery socjalne.
Jak to jest w ogóle możliwe? No jak???
Ja wiem kto nam to wytłumaczy… Marks. Ale ups, on jest dla liberałów tym najgorszym złym. Także lepszy już nawet Kaczyński z tą całą głupią Szydło.
Będzie można narzekać na innych, że są głupsi, a reszta jakoś sama się załatwi. Z czasem te same elity będą nawet bardziej zadowolone, że za drobne mają spokój.
W końcu bogaty da sobie radę zawsze.

Sposób na gonienie świata

Ci, co chcą być wyróżnieni, bardziej się starają. To prosta ale skuteczna motywacja.

13 produktów, 7 usług i 3 innowacje zdobyły w tym roku godło „Teraz Polska”. Natomiast Marcin Gortat, Andrzej Pągowski i Krzysztof Zanussi zostali nagrodzeni w X edycji Konkursu „Wybitny Polak”. W konkursie dla samorządów nagrodzono dwie gminy, a specjalne wyróżnienie honorowe trafiło do Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Zawsze może być lepiej

Do 29. edycji konkursu „Teraz Polska” wpłynęło około 100 zgłoszeń, z których 55 zdobyło uznanie branżowych komisji ekspertów i nominacje do godła „Teraz Polska”. Z tej grupy kapituła konkursu dokonała wyboru laureatów. Zaprezentowano ich 3 czerwca w Teatrze Wielkim – i uroczyście nagrodzono statuetkami.
– Konkurs „Teraz Polska” istnieje od niemal 30 lat. To najstarsza inicjatywa wyróżniająca przedstawicieli krajowego biznesu, ale nie grozi jej, że nie nadąży za nowoczesnością i nurtem przemian, bo jej celem jest podsumowanie i nagłośnienie tego, co najlepsze i najnowocześniejsze w polskiej gospodarce. 30 lat temu nie nagradzano diagnostyki genetycznej, innowacyjnych technologii górniczych czy rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, bo ich nie było. A dziś mamy takie szczęście, że innowacyjne projekty powstają również u nas, choć chciałoby się, aby było ich więcej. Jednak ważne dla rozwoju są również branże tradycyjne. Nie warto ich marginalizować czy traktować prześmiewczo. Są one atutem naszej gospodarki i czynią ją różnorodną, co w dzisiejszych czasach ma znaczenie. Konkurs „Teraz Polska” od niemal 30 lat dowodzi, że misja rozwoju cywilizacyjnego Polski realizowana jest z sukcesem – mówi Krzysztof Przybył, prezes Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego, organizatora konkursu „Teraz Polska”.
– Konkurs pokazuje to, co najlepsze w krajowej gospodarce: różnorodność branż, zaawansowanie, wysoką jakość, a także solidność i kreatywność przedsiębiorców. Gdyby wszystkie firmy w kraju działały tak, jak przedsiębiorstwa wyróżnione w naszym konkursie, mielibyśmy być może najszybciej rozwijającą się gospodarkę świata – dodaje Michał Lipiński, dyrektor konkursu „Teraz Polska”.

Wykorzystane szanse

Historie wielu nagrodzonych firm pokazują, jak twórczo i rzetelnie wykorzystano szanse wynikające z transformacji. Laureaci rozwijali się w warunkach polskich, ale wciąż mieli ambicję, aby doganiać świat, dzięki czemu dziś funkcjonują krajowe przedsiębiorstwa, które nie ustępują globalnym graczom.
– Jesteśmy niezmiernie dumni, że znaleźliśmy się w gronie zwycięzców tego ważnego dla nas, prestiżowego konkursu. Od 20 lat czynimy wszystko, aby wnieść swój wkład w rozwój polskiego przemysłu farmaceutycznego. To wyróżnienie jest dla nas zastrzykiem motywacji do odkrywania nowych rozwiązań i potwierdzeniem, że idziemy w dobrym kierunku – mówi Janusz Kozłowski, prezes Colfarm SA.
– Biało-czerwone godło to powód do dumy dla naszej rodzinnej firmy z 25-letnią historią. W tym roku znaleźliśmy się w gronie laureatów po raz drugi. To szczególna nagroda i zobowiązanie, by tworzyć produkty bezpieczne, skuteczne, innowacyjne, które zdobywają uznanie w kraju i za granicą. Na opakowaniach naszych kosmetyków z dumą informujemy: made in Poland. Dziś na świecie to synonim jakości – podkreśla Katarzyna Furmanek, założycielka i szefowa laboratorium kosmetycznego Floslek.
– Czytamy geny, żeby uchronić ludzi przed chorobami albo też, jeśli choroba się rozwinie, by leczyć ich jak najskuteczniej i najbezpieczniej. Przyznanie nam godła „Teraz Polska” jest potwierdzeniem tego, w co wierzymy: że dzięki naszym działaniom Polska stanie się krajem, w którym każdy pacjent będzie objęty taką opieką medyczną, jakiej potrzebuje. A ta potrzeba jest w dużej mierze zapisana właśnie w naszych genach. Czytajmy więc geny na zdrowie – wskazuje Anna Wójcicka, prezes Warsaw Genomics.

Propagować wszelkimi sposobami

Dziś jednym z najważniejszych wyzwań, przed którymi stoi Polska, jest edukacja. Wiązanie jej wyłącznie ze szkolnictwem powszechnym jest przeżytkiem. Aby skutecznie konkurować z najbardziej prężnymi gospodarkami, edukacja musi być ustawiczna i winny się w nią włączyć podmioty reprezentujące różne typy działalności. Godło „Teraz Polska” trafiło w tym roku do instytucji, odpowiadającej na tak sformułowany postulat.
– Nagroda za program „Bankowcy dla Edukacji” to dla nas bardzo mocne potwierdzenie, że ten wspólny projekt sektora bankowego w Polsce zainicjowany w 2016 r., stanowi dziś jeden z największych programów edukacji finansowej w Europie – mówi Waldemar Zbytek, prezes fundacji Warszawski Instytut Bankowości.
Misji rozwoju kraju nie sposób ograniczać wyłącznie do biznesu. Wielką rolę w budowaniu wspólnoty społecznej i motywacji osiągnięć, odgrywa sport.
– Polski Komitet Olimpijski od 100 lat reprezentuje nasz kraj na arenie międzynarodowej. Cieszy nas, że kapituła konkursu „Teraz Polska” dostrzegła naszą pracę na rzecz promocji naszego kraju przez sport. Jesteśmy jedyną instytucją uprawnioną do zgłaszania reprezentacji Polski do udziału w igrzyskach olimpijskich. Naszym zadaniem jest organizacja udziału polskich reprezentantów w tej najważniejszej imprezie sportowej, pielęgnowanie pamięci o sukcesach polskiego sportu, opieka socjalna nad wymagającymi jej olimpijczykami. Istotne są również działania na rzecz edukacji sportowej i zdrowego stylu życia – wylicza Adam Krzesiński, sekretarz generalny PKOl, laureata wyróżnienia honorowego „Teraz Polska”.

Ludzie są najważniejsi

Po raz dziesiąty podczas gali „Teraz Polska” wyróżnienia odebrali Wybitni Polacy. W tym roku nagrodzeni zostali Marcin Gortat, Andrzej Pągowski i Krzysztof Zanussi.
– Każdego dnia staram się godnie reprezentować nasz kraj na arenie międzynarodowej. Podczas mojej dotychczasowej kariery w lidze NBA przez 12 lat robiłem wszystko, aby przybliżyć Amerykanom naszą kulturę i dać możliwość lepszego poznania mojej ojczyzny. Od lat organizuję Polish Heritage Night – wydarzenie, które jest znakomitą okazją do pokazania, jakim jesteśmy wspaniałym krajem, z ciekawą historią. Wraz z moją fundacją MG13 Mierz Wysoko organizujemy również obozy dla dzieci. Staram się aktywnie działać w środowiskach polonijnych za oceanem. Bez względu na to, w jakim miejscu świata się znajdę, zawsze pamiętam, że jestem Polakiem – mówi Marcin Gortat, Wybitny Polak 2019.
Dobre produkty, usługi, innowacje to manifestacje ludzkiej kreatywności, zaradności, rzetelności. Za sukcesem zawsze stoją ludzie.
– O randze polskiego sukcesu przekonuję się już od kilkunastu lat, przewodnicząc kapitule konkursu „Teraz Polska”. Obserwowanie ewolucji polskiej przedsiębiorczości to niezwykłe doświadczenie. Krajowe firmy po zmianie systemu ustrojowego, której rocznicę właśnie w tych dniach świętujemy, musiały nadążać nie tylko za oczekiwaniami wewnętrznymi, ale także gonić świat. Konkurs „Teraz Polska” pokazuje, że przedsiębiorczy i kreatywni Polacy wywiązali się z tego zadania – podsumowuje prof. Michał Kleiber, przewodniczący kapituły.

Pieniądze w rękach dziecka to pożar?

Jeśli już dajemy im kasę, to pozwalajmy wydawać na co chcą. Najwyżej udzielajmy dobrych rad, żeby nie wydawały na kompletne już bzdury. A jak wszystko wydadzą, nie wypłacajmy im przed terminem.

Czy dzieci powinny mieć własne pieniądze? – to pytanie chyba nie budzi kontrowersji. Wiadomo, że jakieś powinny mieć. Jednak, jeśli zapytamy czy powinny je samodzielnie wydawać w dowolny sposób – to prostej odpowiedzi już nie uzyskamy. Dzieci o finansach będą wiedziały tyle ile przekażą im rodzice, bądź nauczyciele.
Dorośli zaś do tego zadania powinni podchodzić w sposób odpowiedzialny, bo przecież nikt nie chce by jego dziecko przekonane było, że pieniądze biorą się z bankomatu i nie trzeba na nie pracować.

Od najmłodszych lat

Z badań barometru Providenta wynika, że aż 90 procent z nas uważa, że dzieci w wieku szkolnym powinny być edukowane finansowo.
Z drugiej jednak strony dwa raporty – jeden Fundacji Kronenberga, a drugi Banku Santander pokazują, że więcej niż połowa Polaków nie włącza dzieci do rozmów o finansach ani nie edukuje ich ekonomicznie.
Któż jednak, jak nie rodzice, powinien to robić? Szkoła może nie do końca wywiązać się z tego obowiązku, bo w programie edukacji podstawowej wciąż nie ma przedmiotów na serio dotyczących finansów czy przedsiębiorczości.
Główny ciężar spoczywa, więc na rodzicach. I warto zdać sobie z tego sprawę, bo na razie zaledwie 17 procent dorosłych zachęca dzieci do odkładania pieniędzy. Jak ważna jest nauka oszczędzania chyba nikogo przekonywać nie trzeba? A o tym, że warto zacząć ją jak najwcześniej przypomina mądre przysłowie; „Czym skorupka za młodu nasiąknie…”.
Trzeba też wiedzieć, że odpowiednia edukacja ekonomiczna dziecka ma potem wyraźnie przełożenie na to jak finansowo radzi sobie ono w dorosłym życiu.

Zaświecić przykładem

Z drugiej jednak strony, nic nie działa na dzieci tak skutecznie, jak osobisty przykład rodziców.
Jeśli więc rodzice pieniędzy nie oszczędzają, bo, jak większość Polaków, po prostu nie mają czego odkładać, albo uważają za bzdurę odejmowanie sobie od ust teraz, by mieć trochę więcej w podeszłym wieku, kiedy już nie będzie zdrowia ani ochoty, by korzystać z oszczędności, to nie pomogą żadne perory edukacyjne.
Jeśli jednak w ogóle zaczynać przekonywanie potomstwa do oszczędzania, to w istocie odpowiedź jest jedna – najlepiej zaczynać jak najwcześniej.
Najpierw przez zabawę, a potem poprzez dawanie kieszonkowego. I nie ma większego znaczenia czy to będą drobne przekazywane codziennie do szkoły, czy też jedna większa suma przeznaczona na tydzień czy też na cały miesiąc. W te oba sposoby jesteśmy w stanie uczyć dziecko gospodarowania pieniędzmi na prawdziwych przykładach.

Duże pieniądze u małych

Co jednak zrobić, jeśli bachor będzie chciał za jednym razem wydać wszystkie pieniądze, które otrzyma na początku miesiąca na słodycze, jakieś karty z postaciami z gier czy na inne bzdury? Czy mu zabronić?
Raczej nie, może lepiej wytłumaczyć, jakie będzie miało to konsekwencje – i potem konsekwentnie nie dać mu ani grosza do końca miesiąca. Bo dziecko powinno poznać konsekwencje swoich decyzji.
Wbrew pozorom, nielaty mają co wydawać. To jak wielkimi pieniędzmi dysponują dzieci, obrazuje kwota pokazana w badaniu GfK Polonia w 2017 r. Chodzi bowiem o 285 milionów złotych miesięcznie, które wydają dzieci w wieku 5-17 lat w Polsce. Teraz, gdy działa program Rodzina 500 plus, ta kasa jest jeszcze większa.
Wspomniane pieniądze są zapewne nie całkiem samodzielnie wydawane przez dzieci, ale zawsze. Dodatkowo warto też pamiętać, że dzieci niemały wpływ na zakupowe decyzje rodziców. Wyjący bachor potrafi dla świętego spokoju, niemało wymusić na starych.
To wszystko razem czyni z dzieci ważną grupę konsumencką. Dlatego już dawno nikogo nie dziwi, że bardzo wiele reklam skierowanych jest bezpośrednio do dzieci a nie do dorosłych.

Jak dawać pieniądze?

Jeśli chodzi o dawanie dzieciom pieniędzy to rodziców można podzielić na trzy grupy – jedna trzecia daje im kieszonkowe regularnie, ponad połowa nie daje pieniędzy w ogóle, a piętnaście procent daje im na wszystkie potrzeby i na każdą zachciankę.
Dzieci tej ostatniej grupy rodziców w przyszłości mogą być najbardziej pokrzywdzone, choć nie muszą.
Przyzwyczajenie dzieci do tego, że dostają od rodziców pieniądze na wszystko i wszędzie może doprowadzić do rozrzutności czy nieumiejętności oszczędzania w dorosłym życiu – ale też może wyzwolić u nich życiowy spryt, polegający na umiejętności znajdowania bogatego partnera życiowego (co dobrze wychodzi zwłaszcza paniom).
Eksperci, np. z portalu edukacyjnego Viem.pl, uważają, że tym najmniejszym dzieciom, najlepiej dawać gotówkę, którą będą gromadziły w skarbonce. Starszym zaś dobrze jest założyć prosty rachunek bankowy – najlepiej poszukać takiego konta, które jest darmowe i będzie w jasny i przejrzysty sposób pokazywało stan finansów dziecka, by dowiedziało się ono czegoś o finansach i bankowości oraz przekonało czym są odsetki?
Problem w tym, że dziś w Polsce odpowiedź na to pytanie może być dość myląca, bo dzieci dowiedzą się najwyżej, że odsetki są dodatkową sumą, która po jakimś czasie powinna być dopisywana do kwoty rachunku – ale w naszym kraju jej wysokość jest niezauważalna, co oznacza, że nie warto oszczędzać w banku. Nauka może więc przynieść owoce odwrotne od zamierzonych.

Edukacja, głupcze

Dzieci jednak warto uczyć o pieniądzach, bo pod względem wiedzy i świadomości finansowej Polska zajmuje miejsce w ogonie trzydziestu państw OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju), co w oczywisty sposób odbija się na naszym dobrobycie.
– Edukacja finansowa powinna być jednym z kluczowych elementów w rozwoju młodych ludzi. Dzięki niej kształtują oni swoje finansowe postawy i w przyszłości są w stanie podejmować właściwe decyzje dotyczące np. inwestycji, które pomogą im zgromadzić oszczędności na emeryturę i zabezpieczyć rodzinę – wypowiada, dość oczywisty pogląd, ekspertka Agnieszka Książek.
Często nie uczymy jednak dzieci tak jak należy. Może to wynikać z tego, że choć naprawdę chcielibyśmy przekazać im wiedzę finansową, to sami niewiele wiemy, więc przekazujemy ją w zły sposób. Podejście większości Polaków do finansów, ekonomii czy przedsiębiorczości jest w wielu przypadkach negatywne i na sam dźwięk słowa „ekonomia” czy „gospodarka finansowa” dostajemy drgawek, a przecież każdy z nas nosi portfel w kieszeni.
Co robimy nie tak? Największym błędem jest oczywiście wyłączanie dzieci z dyskusji o finansach, pracy, zarobkach czy na przykład o promocjach w sklepach i tłumaczeniu, na czym one polegają (zwłaszcza jeśli, co częste, są one oszukańcze).
Często jest też tak, że jeśli jednak dajemy już pieniądze naszym pociechom to na przykład płacimy im za pracę w domu, czyli wyrzucanie śmieci, wieszanie prania. Najgorszym zaś rozwiązaniem jest płacenie za posprzątanie swojego pokoju – bo trzeba od dzieciństwa uczyć się, że we wspólnocie jaką stanowi rodzina, pewne czynności wykonywane są za darmo. Innymi błędami są chociażby finansowe nagradzanie za dobre oceny w szkole lub wreszcie, nie pozwalanie wydawania kieszonkowego na zachcianki dzieci.
Zasada powinna więc być taka – jeśli już dajemy i te pieniądze stają się ich, to należy im pozwalać wydawać na to co chcą. Rolą rodziców powinno zaś być udzielanie dobrych rad (których dzieci oczywiście mogą nie słuchać).

Więcej bezpieczeństwa finansowego

Mniej troszczymy się o teraźniejszość, ale bardziej boimy się przyszłości.

Poczucie bezpieczeństwa finansowego ma 64% Polaków, czyli o 12% więcej niż w ubiegłym roku.
Po raz kolejny, najwyższy poziom poczucia bezpieczeństwa wykazali ludzie najzamożniejsi – mieszkańcy dużych miast (68% w roku 2019, czyli 5 % więcej niż w ubiegłym) oraz osoby z wyższym wykształceniem (62% w roku 2019, również o 5% więcej niż w ubiegłym).
Polacy czują się obecnie bezpiecznie finansowo – jednak równocześnie coraz bardziej obawiają się o finansową przyszłość. Takie obawy deklaruje już 56% z nas, czyli 15% więcej niż w ubiegłym roku.
Wbrew pozorom rosnąca obawa o finansową przyszłość może być dobrym przejawem. Może ona oznaczać, że lepiej rozumiemy zagadnienia finansowe i zatroszczymy się skuteczniej o stałe przychody w przyszłości.
79% Polaków rozmawia z rodziną i znajomymi na temat pieniędzy. Natomiast 55% polskich gospodarstw domowych posiada oszczędności. Tak więc, częściej rozmawiamy o pieniądzach i częściej oszczędzamy na przyszłość, co oznacza, że zamiast myśleć „jakoś to będzie”, dokonujemy bardziej świadomych wyborów finansowych.
Generalnie, ufamy, że produkty oferowane przez banki są bezpieczne. O bezpieczeństwo swoich środków ulokowanych w banku nie martwi się 81% Polaków. Największe zaufanie mamy do rachunków bankowych i kont oszczędnościowych (84% opinii, że są bezpieczne) oraz lokat (76%).

Dobry Polak, choć Ruski Recenzja

„Nigdy w Polsce nie zrozumiecie jak bardzo tęskniliśmy za Polską. Stawialiśmy ją na ołtarzu, idealizowaliśmy. Chroniliśmy naszą polskość niczym błonę dziewiczą. I codziennie marzyliśmy, abyśmy mogli do tej polskiej macierzy przyjechać.”

 

To początek opowieści polskiej dziennikarki z Wilna. Władającej polskim, litewskim, rosyjskim i angielskim językiem. Urodzonej na radzieckiej wtedy Litwie, ale w polskiej społeczności.
Jednak kiedy w 1991 roku po raz pierwszy przyjechała do Polski, to poczuła się tu obcą. Co z tego, ze mówiła przepiękną polszczyzną, skoro miała, i nadal ma, wileński akcent. I choć mówi jak kiedyś Adam Mickiewicz, to mieszkańcy Polski zaklasyfikowali ją jako „ruską”.
„Tutaj, w tej waszej Polsce”, mówiła potem z nutą goryczy, „kobieta uznana za „ruską” ma dwie propozycje pracy. Jeśli ocenią ja jako brzydka, to zaproponują sprzątanie. Jeśli uznają za ładną to zaproponują pracę w agencji towarzyskiej. Innych ofert nie usłyszysz”.
Pewnie dlatego, nie wyemigrowała do swej „wytęsknionej” Polski. Wolała być Polką na Litwie niż „ruską” w Polsce. A kiedy Litwa i Polska wstąpiły do Unii Europejskiej została także obywatelką wspólnej Europy. Kolejnej unii polsko – litewskiej.

 

Polacy bez Polski

W 1921 roku, po ukształtowaniu się granic II Rzeczpospolitej, za jej wschodnimi rubieżami pozostało około 2 milionów Polaków. Ilu było naprawdę nigdy się nie dowiemy. Zresztą wielu z nich miało by dzisiaj kłopoty, gdyby zechcieli zdać egzamin na Kartę Polaka. Urzędowo potwierdzić swa polskość.
I trudno się temu dziwić. Tamci Polacy, ich rodzice i dziadkowie, urodzili się i wychowali już w państwie rosyjskim. A tam od połowy XIX wieku byli intensywnie rusyfikowani. Także po powstaniu II Rzeczpospolitej kilkaset tysięcy Polaków mieszkało w niepodległych republikach bałtyckich. Estonii, Łotwie i Litwie. Najlepsze warunki mieli w Łotwie. Najgorzej na Litwie, bo do 1938 roku relacje między Litwą a II Rzeczpospolitą przypominały obecne Korei Północnej i Południowej.
Najwięcej Polaków, ponad milion, zamieszkiwało Związek Radziecki. Początkowo władze ZSRR realizowały leninowskie zasady praw każdego narodu do własnego języka i kultury. Powstały dwa autonomiczne, administracyjnych polskie regiony na Ukrainie i Białorusi. Patronami ich byli wybitni twórcy ZSRR polskiego pochodzenia. Julian Marchlewski i Feliks Dzierżyński.
Wraz z umacnianiem się władzy Józefa Stalina i unifikacją ZSRR autonomię takich okręgów stopniowo ograniczano. Miejsce radzieckiego „Multi kulti” zajmował zunifikowany naród radziecki. Wyrosły z tradycji wielkorosyjskiej, imperialnej kultury.
W 1936 roku polskie województwa zostały zlikwidowane. Pod hasłem „oczyszczenia” przygranicznych terenów ZSRR z „polsko-niemieckiego elementu nacjonalistycznego”. Większość zamieszkałej tam ludności, nie tylko Polaków, wysiedlono do Kazachstanu. Ilu Polaków wtedy tam wywieziono, ilu zmarło po drodze, znów trudno precyzyjnie oszacować.
Może było ich 70 tysięcy a może 120 tysięcy.
Mieszkający wtedy w ZSRR Polacy identyfikowali się z polskością dlatego, że ich przodkowie byli Polakami. Bo mieli polsko brzmiące imiona i nazwiska. Bo uważali się za katolików, choć zwykle nie mieli już możliwości kultywowania swej wiary. Bo kultywowali dawne, polskie tradycje, zachowania. Ubierali się jak na Polaka przystało. Czuli się Polakami, chociaż przestawali już mówić po polsku, nawet w domach rodzinnych. Byli obywatelami ZSRR. Zatem po zakończeniu II wojny światowej nie mogli skorzystać z prawa do repatriacji do nowej Polski Ludowej.
Według spisu powszechnego w 1989 roku w Kazachstanie zamieszkiwało 169 narodowości. Kazachów było 6.5 miliona. Rosjan niewielu mniej, bo 6,2 milionów. Rosjanie rządzili krajem, zajmowali zwykle kierownicze stanowiska. Polską narodowość zadeklarowało jedynie 60 tysięcy spisanych. Tych najodważniejszych, bo wtedy za polskość więcej mogło być kłopotów niż profitów.

 

Nacjonalizm wasz i nasz

Po powstaniu niepodległego Kazachstanu w 1991 roku rozpoczęła się „kazachizacja”. Wymiana elit. Odgórną rozłożono na lata, oddolna przebiegała żywiołowo. Rosjanie tracili dobrą pracę. Często dostawali od Kazachów propozycje kupna ich domów. Nierzadko ultymatywne. Decyzje wyjazdów Rosjan przyśpieszały pożary ich samochodów, podpalanych przez „nieznanych sprawców”.
Ofiarami takiej „kazachizacji” padali także Ukraińcy, Polacy, Finowie. Bo byli rosyjsko podobni. Wielu z nich nie miało gdzie wyjechać. Często ich przodkowie mieszkali w Kazachstanie już w czasach rosyjskiego imperium. Nie mieli rodzin zagranicą, nawet w Rosji i na Ukrainie. Najłatwiej było Niemcom. Od 1993 roku władze Republiki Federalnej Niemiec rozpoczęły systematyczną repatriację wszystkich poczuwających się do niemieckości.
Niemieckość łatwo można było dowieść, bo język niemiecki był w radzieckim Kazachstanie powszechnie uczony w szkołach, a społeczność niemiecka dobrze zorganizowana. W efekcie takiej akcji niemieckiego rządu wyjechało z Kazachstanu ponad 900 tysięcy obywateli. Głodny siły roboczej, rosnący gospodarczo RFN przyjmował bez oporów także małżonków niemieckich repatriantów niezależnie od ich pochodzenia narodowego. Niemiecki obywatelstwo przyznawano osobom, które potrafiły odpowiedzieć po niemiecku na kilka podstawowych pytań. Decydowała przydatność na rynku pracy.
Rządząca III i IV Rzeczpospolitej polska prawica zawsze miała pełne gęby patriotycznych frazesów. O biednych, uciśnionych Polakach mieszkających na Wschodzie. O samotnych babciach z Kazachstanu, które ocaliły polskość pomimo „sowieckiego terroru”. O konieczności naprawy dziejowych krzywd im wyrządzonych narodowi polskiemu.
W praktyce przez ponad dwadzieścia lat repatriacji Polakom z Kazachstanu nie ułatwiono. Blokował po cichu repatriację polski kościół katolicki. Kardynał Glemp uważał ją za szkodliwą dla interesów kościoła katolickiego na Wschodzie. Bo pozbawiała kościoła tamtejszych wiernych. Groziła wymieraniem parafii katolickich.
Nie było też ekonomicznego parcia polskiej gospodarki na pozyskiwanie emigrantów. To z III Rzeczpospolitej wyjeżdżali emigranci w poszukiwaniu pracy i lepszych warunków życia. Przyjęta za rządów prawicowego AWS w 2000 roku ustawa o repatriacji Polaków zamieszkujących państwa byłego ZSRR zrzucała odpowiedzialność za jej realizację na władze gminne. W Polsce jest około 2,5 tysiąca gmin. Przyjęto zatem założenie, że gdyby każda z nich zaprosiła przynajmniej 3 – 5 polskich rodzin to problem mógłby zostać rozwiązywany.

 

Patriotyczna bieda

Ale w Polsce gminy nie dysponują mieszkaniami, które mogłyby przekazać repatriantom, poza kolejką oczekujących na nie mieszkańców tychże gmin. Jeśli gdzieś takie wolne mieszkania były, to zwykle w miejscach gdzie nie było pracy. W Niemczech od początku lat sześćdziesiątych trwa ściąganie zagranicznych emigrantów do pracy. Istnieje tam sprawdzony w praktyce system adoptowania ich. Integrowania zawodowego i społecznego.
Jak było i jest repatriantom z Kazachstanu w niepodległej Polsce, możecie przeczytać w niedawno wydanej, znakomitej książce Jerzego Danilewicza. Zbiorze relacji Polaków, którzy pomimo przeszkód zdecydowali się na repatriację z Kazachstanu do naszego kraju.
Pod tytułem „Witajcie w Polsce. Powroty rodaków z Kazachstanu”.
I z gorzką dedykacją „Obcym wśród swoich”.
Bo poczucie obcości nadal jest najczęściej obecne wśród rozmówców Jerzego Danilewicza. Polacy mieszkający w Kazachstanie żyli tam zwykle dostatnio, ale czuli się tam obco. Nie czuli się jak u siebie, bo zawsze czuli się Polakami.
W Polsce często klepią biedę, bo wychowani w radzieckiej gospodarce nie potrafią znaleźć swego miejsca w tej polskiej. Egoistycznej, liberalnej. W wyścigu szczurów, w powszechnym wyzysku, zwłaszcza ludzi uznanych za obcych.
Cóż z tego, że repatrianci z Kazachstanu czują się Polakami, skoro przez tutejszych Polaków zwykle uważani są za „ruskich” . Czyli ludzi gorszych. Bo mówią ze wschodnim akcentem, bo kultywują nieznane już tutaj zwyczaje. Bo mają, jakże pogardzaną w obecnej Polsce, mentalność radziecką. Są dla wielu miejscowych żywymi reliktami „homo sovieticusów”.
Ale decyzji przyjazdu do Polski repatrianci publicznie nie żałują. Zwłaszcza ci, którzy przyjechali tu z dziećmi. Bo dzieci zwykle już wyemigrowały do Niemiec i tam nareszcie czuja się już swojo. Zwłaszcza wśród dzieci niemieckich emigrantów z Kazachstanu.
Jest też szczęśliwa grupa Polaków z Kazachstanu, która osiedliła się w Oziersku. W miasteczku leżącym w enklawie kaliningradzkiej. Mają tam rosyjskie obywatelstwa, rosyjskie emerytury i dobre warunki do życia w poniemieckich gospodarstwach.
Jeszcze trzy lata temu łatwo mogli jeździć do ukochanej Polski, bo była umowa o małym ruchu granicznym. Ale rządzący PiS zawiesił jej obowiązywanie i tak ograniczył Polakom wjazd do Ojczyzny.
Tacy to z PiS patrioci.

 

Jerzy Danilewicz. „Witajcie w Polsce. Powroty Rodaków z Kazachstanu”. Muza SA. 2018, str. 368, ISBN: 978-83-287-0783-2.