Obudźmy podmiotowość kobiet!

Eleonora Roosevelt mawiała, że „Kobieta jest jak torebka herbaty – nigdy nie wiadomo jak bardzo jest mocna, dopóki nie zrobi się gorąco”.

To, że w polityce pojawiło się więcej kobiet, zdaniem wielu badaczy, jest konsekwencją złej jakości tzw. męskiej polityki. Kobiety, jako nowe twarze, mają odpowiadać na potrzeby zmian. Mogą budzić sympatię lub zgrozę. Ale najważniejsze jest to, aby wyborcy je zaakceptowali. Trzeba więc spełniać ich oczekiwania.

Pszczółki, paprotki, liderki

Coraz więcej kobiet startuje w wyborach na najwyższe urzędy w państwie. Za nimi często stoją panowie, którzy uważają, że nadal będą sprawować władzę, tylko na pierwszym planie będzie widać kobietę. Szefami polskich partii są mężczyźni, nawet tych, które tak dużo mówią o równości płci. Wszyscy są zadowoleni – kobiety, bo zyskują sławę i mężczyźni, którzy umiejętnie nimi sterują, sprawiając pozorne wrażenie, że panie są samodzielne. Te, które nie godzą się być „paprotkami” muszą walczyć o swój byt na arenie politycznej samodzielnie, bez wsparcia osób zadowolonych z zaistniałego status quo.

W partiach politycznych kobiety pełnią jedną z kilku ról. Są „pracowitymi pszczółkami”, które wykonują zadania mało efektowne, ale istotne dla formacji, mają łagodzić wizerunek ugrupowania, bądź bezkarnie atakować przeciwników politycznych. Zapotrzebowanie na ekspertki w ostatnich czasach nie jest zbyt wygórowane, bo mogłyby szybko zyskać sławę i się za bardzo usamodzielnić. Więc lepiej się ich wystrzegać, albo skutecznie blokować. Męscy liderzy boją się silnych kobiet, wolą takie, które mogą sobie podporządkować. Jedynym akceptowanym modelem jest wierność i lojalność wobec szefa formacji politycznej. Kobiety godzą się na taki układ, gdyż nie chcą stracić dobrego miejsca na liście wyborczej lub swojej pozycji w partii. Dlatego szef ma zawsze rację.

Z jednej strony mają wnosić do życia publicznego łagodność, skłonność do kompromisów, odpowiedzialność, a z drugiej agresję, napastliwość, drapieżność. Wybić się na niepodległość jest niezwykle trudno, a chwilowa samodzielność jest tylko pozorna, gdyż panowie dokładnie obserwują koleżanki, które mają duże ambicje. Przykład Ryszarda Petru dał panom dużo do myślenia. Katarzyna Lubnauer pokazała, że kobiety wcale nie muszą być obsadzane w rolach drugoplanowych. Lubnauer była prawą ręką Ryszarda Petru, byłego szefa Nowoczesnej, ale jak sama przyznała „w polityce sojusze są zmienne”.

Grunt to dobre wrażenie

Z badań wynika, że polityk, z którym wyborcy chcą się identyfikować powinien posiadać następujące cechy: pewność siebie, inteligencję, zdecydowanie, energiczność, wiarygodność. Mało istotne jest to czy ludzie te cechy posiadają. Ważne, aby sprawiali takie wrażenie. Wyborcy od kobiet liderek oczekują, że będą one wiernie naśladowały męski spojrzenie na świat władzy. Panie spełniają więc oczekiwania wyborców, dobierają do wizerunku męskie cechy, ukazując siłę i zdecydowanie. Te cechy można wyćwiczyć. Niektórzy uważają, że nie warto być sobą w polityce, gdyż jest ona rodzajem gry. Mężczyznom łatwiej wybacza się brak panowania nad swoimi emocjami, a nawet emocje działają na ich korzyść. Emocjonalność i wrażliwość kobiet nie jest dobrze postrzegana w świecie polityki.
Tymczasem w odbiorze kobiet działających w polityce bardziej niż w odbiorze mężczyzn liczy się autoprezentacja. Wiele kobiet wstydzi się mówić o sobie dobrze, gdyż uważa to za brak skromności i nadmierne chwalenie się co, ich zdaniem, nie jest dobrze przyjmowane. Podobno kobiety, które ujawniają skłonność do autoprezentacji są znacznie lepiej oceniane przez wyborców.

Jesteśmy odważne!

Czy wolno nam zabijać prawo do myślenia, prawo do wypowiadania się we własnej sprawie? Jeżeli mamy czym się pochwalić, to mówmy głośno o naszych dokonaniach. Może warto się zastanowić, czy budowanie swojej podmiotowości i siły w polityce tylko na służeniu mężczyznom, daje nam prawdziwe czy pozorne poczucie bezpieczeństwa? Bądźmy więc niezależne. Oprócz polityki budujmy swoją pozycję zawodową i społeczną. Czarne protesty pokazały, że Polki są odważne, chcą działać i zmieniać świat na lepsze.

Obudźmy podmiotowość kobiet. Nie dajmy się zmarginalizować, szanujmy swoją wartość. Nie musimy nieustannie udowadniać swoich kompetencji i umiejętności. Nigdy nie wolno nam wątpić w to, że jesteśmy silne i wartościowe. Do końca walczmy o to, w co wierzymy.

Autorka, prof. nadzw. dr hab., jest szefową Forum Równych Szans i Praw Kobiet. Jest pomysłodawczynią powołania w Łodzi m.in. pełnomocniczki do spraw równego traktowania, Centrum Inicjatyw Międzypokoleniowych, Miejskiej Rady Seniorów, inicjatorką organizowanej w Łodzi od 16 lat imprezy pt. „Kobieta Niezwykła”, licznych konferencji: „Kobieta w stresie”, „Kobiety kobietom – czyli jak cię widzą, tak cię piszą – Kompendium wiedzy wizerunkowej nowoczesnej kobiety”, „Przy kawie o wizerunku”, „Super tata na lata”, „Przyszłość jest kobietą – dyskusja na temat praw kobiet i równouprawnieniu”.
15 września 2018 r. zorganizowała w Łodzi Ogólnopolskie Forum Kobiet, gdzie gościem honorowym była Pani Prezydentowa Jolanta Kwaśniewska. Aktywnie włączyła się do akcji „Cytologia ratuje życie”, „Tylko TAK oznacza zgodę. Seks bez zgody to gwałt”.Zorganizowała akcje charytatywne, dzięki którym m.in. zakupiono sprzęt gospodarstwa domowego dla „Schroniska dla bezdomnych kobiet w Łodzi”, łóżka dla matek chorych dzieci przebywających w szpitalu Korczaka.
Autorka licznych publikacji na temat partycypacji politycznej kobiet w Polsce. Jej artykuły oraz książki ”Kobiety w polskich organach kolegialnych w latach 1919-2011” oraz „Reprezentacja wyborcza kobiet po wejściu Polski do Unii Europejskiej” wpisały się świetnie w dyskurs na temat politycznego zaangażowania kobiet i ich reprezentacji od nadania praw wyborczych.

Traktujmy poważnie kobiety Lewicy!

Jak pisał Aleksander Sołżenicyn: „Masz nad ludźmi władzę dopóty, dopóki im wszystkiego nie odbierzesz”.

Z wielkim smutkiem przyjęłam wykreślenie ze statutu partii wszystkich zapisów dotyczących Forum Równych Szans i Praw Kobiet SLD.

Forum Kobiet zostało utworzone przez kobiety Lewicy, moje i Wasze koleżanki, które przez wiele lat pracowały na dobry wizerunek naszej partii. Forum Równych Szans i Praw Kobiet SLD zostało powołane na podstawie art. 51 Statutu SLD po to, aby m.in. zwalczać stereotypy w pojmowaniu ról kobiet i mężczyzn w życiu społecznym oraz działać na rzecz zapewnienia odpowiedniej reprezentacji kobiet w organach przedstawicielskich oraz we władzach publicznych na każdym szczeblu. Dlatego też podejmowałyśmy działania dotyczące zapisów umiejscowienia w statucie w zarządzie krajowym, wojewódzkim i powiatowym członkiń Forum Kobiet wszystkich szczebli.

W art. 5 w punkcie 3 nowego statutu, co prawda zapisano, że w Zarządzie Krajowym, Radzie Krajowej, zarządach wojewódzkich i radach wojewódzkich każda z płci jest reprezentowana w liczbie nie mniejszej niż 35 proc. liczby pochodzących z wyboru członków i członkiń tych władz. Ten zapis dowodzi jednak tego, że mamy do czynienia z kwotą słabą, gdyż wyznaczony minimalny próg dla kobiet do tej pory jest mniejszy niż ich udział w populacji. W przypadku udziału kobiet kwota silna powinna wynosić 50 proc., czyli być parytetem.

Poza tym to głównie mężczyźni zajmowali i zajmują wysokie stanowiska w SLD. To mężczyźni byli zawsze przewodniczącymi partii. W 16 województwach szefami są mężczyźni i to oni mają bardzo duży wpływ na układanie list wyborczych do organów przedstawicielskich, jak również na to, kogo można się „pozbyć” w odpowiednim czasie, bo w różny sposób może zagrażać danemu „baronowi”. Możemy mieć dobre intencje, jednak inni mogą to wykorzystać dla osiągnięcia własnych, partykularnych celów, a nie dla dobra partii.

Zdaję sobie sprawę, że autorom proponowanych zmian chodziło o to, aby ustalić stopień nominacji korzystny dla kobiet. Tymczasem doprowadzono do tego, że wykreślenie ze statutu partii uchwalonych na Konwencji Krajowej SLD w dniu 16 listopada 2019 r istotnych zapisów, które zostały wówczas jednogłośnie przyjęte podczas lutowej konwencji i poprzedzone szerokimi konsultacjami w tym zakresie, w praktyce osłabi pozycję kobiet we frakcji SLD i skaże je na łaskę lokalnych „baronów”. Nie dla wszystkich taką samą wartość ma merytoryczna dyskusja. Dla niektórych liczy się bezpardonowa walka o władzę i pomnażanie stanowisk.

Kobiety mądre i inteligentne, które mają coś do powiedzenia, a takich w SLD nie brakowało i nie brakuje, będą po prostu rugowane, gdyż w opinii niektórych szefów, będą mogły im zagrażać nie tylko w sprawowaniu przywódczej funkcji, ale także sprzeciwiać się wykorzystywaniu przymusu wobec osób, które im się nie podporządkują. Siła przymusu oparta na strachu skłania do podejrzliwości, oszustwa, nieuczciwości i na dłuższą metę do rozkładu. Pragnę w tym miejscu przypomnieć słowa rosyjskiego pisarza i filozofa Aleksandra Sołżenicyna, „Masz nad ludźmi władzę dopóty, dopóki im wszystkiego nie odbierzesz. Gdy jednak obrabujesz człowieka ze wszystkiego, nie jest on już w twojej mocy – jest znowu wolny”.Spoiwem partii powinno być poczucie równości i sprawiedliwości oraz szacunek dla każdego członka formacji bez względu na płeć.

Pragnę zauważyć, że niezauważanie błędów, niepoprawienie ich i niewyciąganie wniosków jest także błędem. Ani działania innych, ani nawet własne błędy nie ranią nas tak bardzo, jak nasza na nie odpowiedź.

Dlatego liczę na refleksję i naprawienie tego, co tak mozolnie przez lata było budowane przez kobiety Lewicy, które po prostu chcą, aby traktowano je podmiotowo. Poprzez przywrócenie zapisów dotyczących Forum Równych Szans i Praw Kobiet w statucie partii, które z takim trudem powołałyśmy oraz wprowadzeniu silnej kwoty, oznaczającej prawdziwy parytet we władzach partii, można będzie pozytywnie patrzeć w przyszłość i budować nową LEWICĘ w poczuciu sprawiedliwości i równości społecznej.

Podpisz apel

Przeciwko klauzuli sumienia w aptekach.

Ani farmaceuci, ani apteki nie mają prawa odmawiać wydania środków antykoncepcyjnych ze względów sumienia. Mimo to coraz częściej dochodzi do łamania prawa poprzez nierealizowanie recept na tabletki/ plastry (z których korzysta ok. 25% kobiet). Poza kontrolą powstają sieci aptek bez antykoncepcji. Trwają prace nad złożonym w Sejmie projektem ustawy, który zwalnia farmaceutów i właścicieli aptek z obowiązku wydania i nawet posiadania leków niezgodnych z ich sumieniem. To zaś doprowadzi do zmniejszenia faktycznej dostępności antykoncepcji, w tym awaryjnej, naruszając wiele wolności i praw obywatelskich.

***
Szanowny Panie Ministrze! Szanowna Komisjo ds. Petycji!
W odniesieniu do projektu nowelizacji Prawa farmaceutycznego apelujemy o niewprowadzanie klauzuli sumienia dla farmaceutów i właścicieli aptek.
Powoływanie się przez farmaceutów na „klauzulę sumienia” pozostaje w sprzeczności z obowiązującym prawem i może prowadzić do ograniczenia praw pacjenta do świadczeń zdrowotnych. Przeciwko instytucjonalizacji klauzuli sumienia dla farmaceutów przemawiają takie wartości jak bezpieczeństwo publiczne, ochrona zdrowia, prawo do prywatności, wolność wyznania lub braku wyznania, czyli wartości również chronione przez Konstytucję.
Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że tak długo, jak sprzedaż środków antykoncepcyjnych jest legalna, dostępna na podstawie recepty wystawionej przez lekarza, a preparaty te możliwe są do nabycia jedynie w aptece, farmaceuci nie mają prawa narzucać innym swoich przekonań moralnych, odmawiając sprzedaży leku. Takie stanowisko podzielają Rzecznik Praw Obywatelskich, Główny Inspektor Farmaceutyczny i Komitet Bioetyki PAN.
Konsekwencje zmiany prawa możesz ponieść Ty lub Twoi bliscy. Apel z mocnym poparciem społecznym potrzebny jest teraz, gdyż Komisja ds. Petycji rozpatrująca projekt ustawy autorstwa Stowarzyszenia Farmaceutów Katolickich zwróciła się do Ministra Zdrowia o „kompleksową analizę kwestii wprowadzenia do systemu prawnego klauzuli sumienia dla farmaceutów, sygnalizując potrzebę wprowadzenia takiej możliwości”. Dostęp do antykoncepcji to kwestia ogólnospołeczna – dotyczy ponad połowy naszej populacji. Sankcjonowanie odmów godzi w prawa kobiet i mężczyzn do swobodnego planowania rodziny oraz zmniejsza ochronę przed infekcjami przenoszonymi drogą płciową. Uderza szczególnie w osoby mieszkające w mniejszych miejscowościach, gdzie może nie być alternatywy do aptek stosujących klauzulę sumienia.
Stowarzyszenie pod swoim projektem ustawy zebrało 15 000 podpisów. Zbierzmy więcej w sprzeciwie wobec nieuprawnionych ingerencji w nasze prawa i życie prywatne! Szukaj dokumentu na stronie: naszademokracja.pl

Dzień Kobiet na świecie – w Stambule

W Turcji kobiety nadal muszą walczyć o podstawowe prawa, jak wolność zgromadzeń i wypowiedzi. W Stambule tegoroczny Międzynarodowy Dzień Praw Kobiet upłynął pod znakiem
policyjnej przemocy. Brutalnie spacyfikowano pokojową demonstrację, na której obywatelki protestowały właśnie przeciwko przemocy wobec kobiet.

Rosnący konserwatyzm rządów Recepa Erdogana w Turcji wyraża się nie tylko w utrwalaniu tradycyjnej roli kobiet w społeczeństwie. Oznacza też coraz brutalniejsze traktowanie ruchów kobiecych. W piątek wieczorem policja bezlitośnie spacyfikowała manifestację złożoną w większości z kobiet, która odbyła się w centrum Stambułu z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet. Zgromadzone głośno domagały się poszanowania swoich praw, bo dyskryminacja kobiet w Turcji nadal jest smutną normą. Jakby na potwierdzenie tego interweniowała policja. Agencja Reuters doniosła, że funkcjonariusze starali się rozbić zgromadzenie używając gazu łzawiącego. Inne źródła donoszą nawet o użyciu gumowych kul
wobec demonstrantek.
Marsz, który zgromadził bardzo różne środowiska polityczne, był całkowicie pokojowy. Kilkutysięczny tłum zebrał się na skraju Placu Taksim i miał ruszyć jedną z reprezentacyjnych pieszych alei miasta, został jednak zablokowany przez kilkusetosobowy szpaler policyjny. Siły prewencji użyły wobec zgromadzonych gazu pieprzowego w sprayu i pocisków z gazem łzawiącym. Doszło do szamotaniny i przepychanek, kiedy policja zaczęła spychać kobiety z powrotem na plac i w boczne uliczki. Na razie nie wiadomo, czy któraś z nich poważniej ucierpiała lub została zatrzymana. – Cieszę się, widząc kobiecą solidarność, ale jednocześnie serce mi pęka. Czuję się uciskana. Wydaje się, że nawet dzisiaj nie jesteśmy wolne – mówiła młoda studentka z Anatolii cytowana przez anglojęzyczny portal Middle East Eye.
Zdaniem świadków, których wymienia MEE, powodem ataku policji mogły być prokurdyjskie akcenty na demonstracji. Wznoszone było kurdyjskie hasło “Kobiety, życie, wolność”. Oficer policji stwierdził, że użyto przemocy, ponieważ w tłumie pojawiły się portrety Abdullaha Ocalana, lidera Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), a państwo tureckie surowo karze za wszelkie związki z tą organizacją, którą uznaje za wewnętrzne zagrożenie dla integralności kraju.
Inne źródło policyjne twierdziło z kolei, że pacyfikacja manifestacji była planowana już od dawna.
Jednym z motywów demonstracji 8 marca był sprzeciw wobec przemocy w stosunku do kobiet. Grupa aktywistek Powstrzymamy Kobietobójstwo zgromadziła dane mówiące, że w 2018 r. w Turcji doszło do 440 morderstw na kobietach z pobudek mizoginicznych. Kraj ten stale plasuje się też na szarym końcu wielu rankingów równouprawnienia płci sporządzanych przez organizacje monitorujące poszanowanie
praw człowieka.
Od czasu próby zamachu stanu w 2016 r. tureckie władze zaostrzyły sposób traktowania demonstracji w Stambule i innych dużych miastach. Wprowadzono elementy stanu wyjątkowego i wolność zgromadzeń była znacznie ograniczona. Przepisy te wycofano w lipcu 2018 r. Jak jednak widać, postępowanie sił prewencji rządzi się własnym prawem.

Google arbitrem praw człowieka

Google odmówiło zaprzestania dystrybucji programu na swojej platformie Google Play. Przedstawiciele koncernu oświadczyli, że po przyjrzeniu się sprawie nie stwierdzili, aby aplikacja miała naruszać prawa człowieka.

Pod koniec lutego 14 kongresmenów z USA zwróciło się do gigantów Google i Apple, którzy dystrybuują apkę w swoich sklepach, o wyjaśnienia i zajęcie stanowiska do 28 lutego. O „natychmiastowe zaprzestanie” promowania usługi, która wspiera patriarchat, zaapelował między innymi senator Ron Weaden. „Prześladowane w Arabii Saudyjskiej kobiety są zmuszone do pokonania aplikacji, by móc opuścić kraj i gdzie indziej szukać schronienia” – napisali politycy. Obie firmy zlekceważyły termin. Apple do tej pory nie udzielił odpowiedzi, zasłaniając się potrzebą przeprowadzenia szczegółowego dochodzenia. Najwyraźniej czekał na jakiś ruch Google’a. I doczekał się. Kongresmenka Jackie Speier z Partii Demokratycznej ogłosiła, że w koncern przesłał odpowiedź – odmowną.
Uznano, że aplikacja nie narusza niczyich praw, stanowi wyłącznie „rozszerzenie” prawa obowiązującego w Arabii Saudyjskiej, czyli faktu, że męski opiekun może ustawić w programie, na jak długo i dokąd podległym mu kobietom wolno będzie podróżować. Prócz tego aplikacja posiada wiele „zwyczajnych” funkcji: możliwość zarejestrowania świeżo urodzonego dziecka, dokonywania opłat czy wypełniania formularzy dotyczących prawa jazdy i mandatów. W ubiegłym miesiącu fakt pobrania aplikacji przez Saudyjczyków ponad milion razy oburzył opinię publiczną, która zażądała zdjęcia kobietom „elektronicznej smyczy”.

Debata „Równość w praktyce”

Czym jest równość? I jak ją dziś mierzyć, opisywać, pojmować?

Czy jest to immanentna część oświeceniowej triady – wolność / równość / braterstwo-siostrzeństwo – która od bez mała 300 lat kształtuje to, co nazywamy kulturą zachodnią i która jej nadała wyjątkowe piętno czy jest to już przebrzmiały ozdobnik idei minionych wraz z XIX i XX wiekiem?
Jak dziś mamy podejść do tego niezwykle humanistycznego i wzniosłego pojęcia, gdy wokół toczy się bezwzględny walec neoliberalizmu i rynkowego fundamentalizmu, glajchszaltujący wszystko co nas otacza, co do tej pory znaliśmy, co było dla nas wartościami?

Pojęcie równości

jest terminem wieloznacznym i wielopłaszczyznowym: zarówno filozoficznym socjologicznym, politologicznym, prawnym, etyczno-moralnym, ekonomicznym itd. Dotyczy w zasadzie wszystkich aspektów życia ludzkiego. Zwłaszcza biorąc pod uwagę humanizm, człowieczeństwo, otwartość i solidarność. Równość ze swej istoty odrzuca wszelkie „naturalistyczne”, „konieczne” i dogmatyczne koncepcje człowieka akcentując podmiotowość i wyjątkowość każdej istoty ludzkiej. To efekt historycznych procesów i humanizacji naszej świadomości, naszego bytu. Nie przebiegają owe procesy linearnie, nie są ciągłą drogą do przodu, ku światłej przyszłości. Zdarzają się na tej drodze meandry i regresy.

Zanik pewnych wartości

i ich rozumienia. Ale ruch ku bardziej równym, sprawiedliwym, wolnym dla każdego (w sensie doczesnym jak i mentalnym) pojmowaniu naszego bytu postępuje.
Z oporami, ale postępuje. Urzeczywistnianie tego ideału to dążenie do wszechstronnego rozwoju i takiego też patrzenia na świat i ludzi, każdego człowieka. Każdej osoby ludzkiej. Tu i teraz, na ziemi, podczas jest doczesnej egzystencji.

Społeczne Forum Wymiany Myśli

w styczniu organizuje, jak co miesiąc, debatę na temat właśnie tego niezwykle szerokiego zagadnienia. Panelistkami będą znane działaczki społeczno-polityczne.
Zapraszamy serdecznie na debatę, która – biorąc pod uwagę skład panelistek – zapewni gorącą i owocną dyskusję. 31.01.2019, Wrocław ul. Kołłątaja 31, lokal nr 11 (I piętro) godz. 18.00.

Postęp technologiczny po saudyjsku

Do tej pory królestwie Saudów mąż mógł się rozwieść z żoną zupełnie poza jej wiedzą. W tym kontekście fakt, że wprowadzono zasadę informowania o tym kobiety wiadomością tekstową, wydaje się przejawem postępu i liberalizacji społecznej.

Mieszkańcom Zachodu może się to wydawać absurdalne, ale zmiany społeczne w skrajnie patriarchalnej Arabii Saudyjskiej, gdzie status kobiety jest praktycznie niewolniczy, należy jednak oceniać według innej miary. Ministerstwo sprawiedliwości poinformowało, że w przypadku rozwodu, który prawie zawsze jest jednostronną decyzją mężczyzny, sąd poinformuje o tym fakcie kobietę za pomocą wiadomości sms. Wcześniej mąż zwyczajnie informował sąd, że chce się rozwieść i to zazwyczaj wystarczało. Wiele kobiet nawet nie wiedziało, że nie mają już męża, dopóki nie odkryły, że zostały wyrzucone z domu.

O zmianach na obszarze prawa małżeńskiego poinformowała państwowa telewizja: “Kobiety będą informowane o zmianie stanu cywilnego poprzez wiadomość tekstową”. Na stronie internetowej ministerstwa sprawiedliwości można przeczytać: “Sądy zaczęły już wysyłać takie informacje”. Fakt ten jest określany przez ministerstwo jako “krok mający na celu ochronę praw kobiet”.
Nowy przepis jest interpretowany jako część procesów liberalizacji obyczajowej wdrażanych pod kierunkiem księcia Mohammada bin Salmana, obecnego następcę tronu – tego samego, który najprawdopodobniej odpowiada za zlecenie zabójstwa i poćwiartowania dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego. W 2018 r. kobiety uzyskały wreszcie prawo do prowadzenia auta, a nawet do wstępu na stadiony podczas imprez sportowych. Istnieją też plany doprowadzenia do większego udziału kobiet w rynku pracy, co ogólnie ma się wiązać z koniecznością stopniowego odchodzenia kraju od gospodarki całkowicie opartej na handlu ropą naftową.

“Rewolucję esemesową” poparli nawet działaczki na rzecz praw człowieka. – Kobiety będą teraz przynajmniej wiedziały, czy mąż się z nimi rozwiódł – powiedziała Suad Abu-Daje z organizacji Equality Now w rozmowie z Fundacją Thomson Reuters. – To niewielki krok, ale w dobrym kierunku.

Aktywistka przyznała jednocześnie, że sytuacja kobiet w Arabii Saudyjskiej, która nawet nie aspiruje do miana demokratycznej, jest straszna. Obowiązuje tzw. system “męskiego nadzoru”, prawo stanowiące władzę mężczyzny nad prawie każdym aspektem jej życia. Żeby zarabiać pieniądze, podróżować a nawet leczyć się, kobiety potrzebują zgody męża, ojca lub innego męskiego krewnego. Z kolei wraz z poluzowaniem tego prawa na nielicznych obszarach nasiliły się represje wobec aktywistek na rzecz praw kobiet, którym za ich działalność może grozić nawet śmierć.

Niewolnictwo kwitnie

Z najnowszego raportu Biura Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC) w Wiedniu wynika, że ofiary uprowadzeń i handlu ludźmi zwykle są wykorzystywane seksualnie. Najczęściej „ludzkim towarem” zostają kobiety.

Jest pewien postęp: w 2016 tylko 26 w krajach funkcjonowały instytucje zbierające dane o uprowadzeniach bądź handlu żywym towarem. W 2018 było to już 65 krajów, jednak problem nadal występuje głównie na Bliskim Wschodzie, w Afryce Subsaharyjskiej oraz w Azji. Tam kwitnie handel ludźmi w obrębie jednego państwa bądź pomiędzy regionami. Natomiast w bogatszych krajach np. USA czy w Europie południowej, pole do popisu mają handlarze „długodystansowi”, którzy przewożą swoje ofiary nawet przez pół globu.

Najczęściej ofiarami handlu ludźmi według twórców raportu padają kobiety – dwa główne motywy uprowadzeń bądź transakcji żywym towarem to niewolnictwo seksualne (65 proc.) oraz przymusowa praca (34 proc). Ten proceder najczęstszy jest w Afryce Subsaharyjskiej, ale również na Bliskim Wschodzie, gdzie na terenach objętych konfliktami często kobiety lub dziewczynki z wielodzietnych rodzin są sprzedawane handlarzom, co zapewnia na jakiś czas byt reszcie rodziny.

Dochodzi również do porwań i handlu mężczyznami – ci najczęściej trafiają do niewolniczej pracy (82 proc.), nierzadko zostają również „dawcami” narządów. Problemem są również uprowadzenia dzieci – te najczęściej (poza porwaniami dla okupu) wykorzystywane są do żebrania.

Pewną pociechę stanowi fakt, że wykrywalność tego rodzaju przestępstw systematycznie rośnie: z porównania danych 45 krajów, które od 2007 r. systematycznie je publikują, wynika, że od 2011 r. liczba wykrytych przypadków wzrosła o 39 proc.

– Wspólnota międzynarodowa musi intensywniej zająć się zwalczaniem handlu ludźmi w regionach objętych konfliktami oraz we wszystkich społeczeństwach. W tym celu trzeba stworzyć dodatkowe możliwości i doprowadzić do współpracy. Niemalże każdy z krajów dysponuje ustawodawstwem, w myśl którego handel ludźmi jest przestępstwem, ale w niektórych regionach sprawcy pozostają wciąż bezkarni – stwierdził – dyrektor UNODC Jurij Fiedotow. Wskazał również na palącą potrzebę edukacji dzieci, zwłaszcza dziewczynek, w celu skutecznej obrony przed handlarzami żywym towarem.

Żegnaj, Profesorze!

Nie żyje Romuald Dębski, wybitny ginekolog, obrońca kobiet, twarz ruchu oporu przez koszmarną zmianą, jaką fundują nam fanatycy pokroju Bogdana Chazana. Przez „obrońców życia” okrzyknięty był aborcjonistą, choć nie da się zliczyć żyć, które uratował.

 

Zmarł 20 grudnia po długiej chorobie. Był ordynatorem oddziału ginekologiczno-położniczego w Szpitalu Bielańskim w Warszawie.
Prawicowe ruchy anti-choice okrzyknęły go „aborcjonistą”, celowo pomijano jednak fakty świadczące o tym, że na jego oddziale co roku ratowano 3 tysiąc dzieci, którym nie dawali szans inni lekarze. „Obrońcy życia”, którzy wystawali pod szpitalem z plakatami zakrwawionych płodów i krzyczeli „W Szpitalu Bielańskim w 2017 roku aborterzy zabili 131 dzieci!” nie chcieli wiedzieć, że pracownicy prof. Dębskiego przeprowadzali skomplikowane operacje (m.in. kardiologiczne) ratujące życie i zdrowie nienarodzonych dzieci – jeszcze w łonie matki.
W plebiscycie „Idealna Klinika” magazynu „Medical Tribune” to jego oddział w Szpitalu Bielańskim wybrano w tym roku najlepszym w kraju. Dębski był autorem i współtwórcą ponad 100 publikacji naukowych, w tym akademickich podręczników czy prac poglądowych z zakresu położnictwa i ginekologii, endokrynologii ginekologicznej i diagnostyki ultrasonograficznej. Leczył także pacjentki z nowotworem, prowadził dla nich program rezerwacji płodności (przed chemioterapią od takich pacjentek pobierało się komórki jajowe bądź fragmenty jajników, by umożliwić im później macierzyństwo pomimo zmagań z chorobą).
Zawsze opowiadał się za wyborem – wyborem kobiety.
– Dopóki w Polsce prawo jest takie, że kobieta ma prawo wystąpić o aborcję i w uzasadnionych przypadkach powinna mieć tego typu procedurę wykonaną, to ja będę się tego trzymał, niezależnie od tego, jakie pikiety będą stały przed szpitalem – mówił.
Jako jedyny miał odwagę powiedzieć przed kamerami: – Gdyby profesor Chazan przyjechał teraz do mnie do kliniki i zobaczył to życie, które uratował, to chyba miałby troszkę inne podejście. To jest dziecko, które nie ma połowy głowy, ma mózg na wierzchu, ma wiszącą gałkę oczną, ma rozszczep całej twarzy, nie ma mózgu w środku i będzie umierało przez najbliższy miesiąc albo dwa, bo ma zdrowe serce i zdrowe płuca, aż umrze w końcu z powodu jakiegoś zakażenia. A kobieta, która urodziła to dziecko musiała mieć zrobione cięcie cesarskie. To jest sukces profesora Chazana. (…) Każda sytuacja, w której dochodzi do podjęcia decyzji o akceptacji prośby pacjenta o zabieg przerywania ciąży, jest dla lekarza trudna. Proszę mi uwierzyć – to nie jest przyjemne, to nie jest ulga ani dla matek, ani dla lekarzy. To naprawdę jest wybór mniejszego zła. Bo nie ma dobrego rozwiązania. Każde rozwiązanie jest złe…
W 2014 przyniósł do studia TVN24 zdjęcia „dziecka Chazana”, ale stacja nie zdecydowała się ich pokazać.
Był profesjonalistą w każdym calu. Nie „kupował” różowej estetyki feministycznej kampanii „Aborcja jest ok” – nie chciał, by kojarzona była z imprezą, świetną zabawą – choć popierał jej „odczarowanie” w społecznej świadomości.
– Generalnie uważam, że prawo, które mamy dziś, jest dobre. Fatalnie, że nie jest przestrzegane. Otworzyłbym jedynie wąską furtkę do przerwania ciąży ze wskazań społecznych. Podkreślam – wąską furtkę. Nie powrót do sytuacji z PRL, gdzie aborcję zrównywano z antykoncepcją. Z tamtego okresu pamiętam 26-letnią dziewczynę w szpitalu, która przyjechała na 12. w jej życiu zabieg. Na którymś „czarnym proteście” usłyszałem hasło: „Dopóki nie masz aborcji, nie jesteś w pełni kobietą”. Straszna bzdura! Nie zgadzam się na to, by dyskusja szła w tym kierunku, żeby robić z aborcji nic nieznaczący zabieg, stawiać go na równi z antykoncepcją. Zdaję sobie jednak sprawę, że otworzenie takiej drobnej furtki „ze wskazań społecznych” jest najtrudniejsze technicznie do dogrania pod względem prawnym – powiedział „Gazecie Wyborczej”, narażając się w ten sposób również niektórym środowiskom kobiecym.
Był ze swoimi pacjentkami na dobre i na złe: – Ja się zajmuję diagnostyką prenatalną, czyli badam dzieci przed urodzeniem, żeby ich rodzice mogli wiedzieć, czy są zdrowe, czy nie. Najfajniej jest powiedzieć, że wszystko jest dobrze. Ale czasem okazuje się, że dziecko jest chore. Dobrze, gdy można je leczyć – ale co, jeśli nie można? Gdzie miałbym tych rodziców odesłać? Prowadzę w tym gabinecie kilka rozmów miesięcznie z parami, które mają postawioną diagnozę, że płód jest bardzo poważnie uszkodzony. Mówię im: macie dwa wyjścia, oba złe.
Moja redakcyjna koleżanka z tygodnika „Nie”, red. Joanna Skibniewska, rozmawiała z profesorem kiedy wybuchła awantura wobec praktyk prof. Chazana. Pokazał jej galerię zdjęć uszkodzonych, ciężko chorych płodów, które widział w swojej lekarskiej praktyce. Tygodnik zdecydował się opublikować kilka drastycznych fotografii. Nie odważyli się za to obejrzeć ich posłowie, kiedy prof. Dębski pojechał z laptopem do Sejmu, żeby uświadomić „obrońcom życia”, że bywa ono bardziej skomplikowane niż im się wydaje. Na oddziałach polskich szpitali na ścianach zobaczymy wyłącznie zdjęcia różowych bobasów w pastelowych ramkach.

Kara główna za aborcję

Republikanie z amerykańskiego stanu Ohio przedstawili projekt ustawy stanowej „House Bill 565”, która zrównuje aborcje z morderstwem i kryminalizuje ją bezwarunkowo. Przesłanką do przerwania ciąży według nowych przepisów nie jest ani zagrożenie życia matki, ani gwałt czy kazirodztwo.

 

Ustawa przeszła przez Stanową Izbę Reprezentantów. Zmiany w przepisach mają na celu rozszerzenie definicji „osoby” w Kodeksie karnym Ohio na nienarodzone dzieci. Aborcja zrównałaby się wówczas z morderstwem – a za to w siódmym najludniejszym stanie USA grozi nawet kara śmierci. Przepisy trafiły do stanowego Kongresu w maju i od tego czasu jest procedowana w komisji zdrowia. Budzi postrach nawet wśród stanowych organizacji sprzeciwiających się aborcji. Nie uznaje bowiem żadnych wyjątków, aborcję definiuje jako „bezprawne przerwanie ciąży powodujące śmierć nienarodzonego człowieka, dowolną metodą”.

Jednocześnie na początku miesiąca przez Izbę Reprezentantów przeszła tzw. ustawa o biciu serca, która, według „Newsweeka”, „kryminalizuje aborcję od momentu, gdy możliwe jest wykrycie bicia serca dziecka (ok. szóstego tygodnia ciąży). Podobną ustawę przyjęto w 2016 roku – ale wówczas zawetował ją gubernator John Kasich, uznając przepisy za niekonstytucyjne. Obecnie Republikanie mają jednak wystarczająco dużo głosów w stanowym Kongresie, by obalić weto”.

W dodatku, od stycznia urząd gubernatora przejmie republikanin Mike DeWine, który już zapowiedział, że ustawę podpisze. Z pewnością będzie ona przygrywką do rozszerzenia definicji osoby w stanowym kodeksie karnym, jednak mimo wszystko „ustawa o biciu serca” dopuszcza przynajmniej możliwość przerwania ciąży w przypadku zagrożenia życia matki.

Przy Roe vs. Wade (prawie, które od 1973 r. konstytucyjnie gwarantuje kobietom dostęp do aborcji) w ostatnim czasie „majstruje” wiele stanów: Iowa (która także w tym roku przyjęła ustawę o „biciu serca”), Dakota Północna, Zachodnia Wirginia, Alabama. USA powoli wycofują się z konstytucyjnej wolności i stawiają na kryminalizację przerywania ciąży.

Komentatorzy twierdzą, że po ostatniej serii nominacji sędziów przez ekipę Donalda Trumpa, Sąd Najwyższy już staje się bastionem konserwatyzmu. Aborcji dokonała w swoim życiu przynajmniej raz jedna na cztery Amerykanki przed 45. rokiem życia.