Dzień Kobiet: 1 maja w marcu

Tak, Święto Kobiet to socjalistyczne święto. Nie dlatego, że obchodzono je w PRL-u czy w Związku Radzieckim. Socjalistyczne było od samego początku. Pierwsze manifestacje 8 marca organizowała Socjalistyczna Partia Ameryki.

28 lutego 1909 roku manifestacja miała przypomnieć tragedię włókniarek oraz ich wielki protest, który odbył się właśnie 8 marca 1908 roku. W jednej z fabryk w Nowym Jorku, włókniarki zorganizowały strajk okupacyjny, domagały się godnych warunków pracy i prawa wyborczego. Właściciel fabryki, chcąc uniknąć skandalu, po prostu je w niej zamknął. Wybuchł pożar. Spaliło się wtedy 129 kobiet. W 1910 roku w Kopenhadze na zjeździe socjalistek związanych z II Międzynarodówką Socjalistyczną ustalono, że właśnie 8 Marca będzie dniem walki o prawa kobiet.

Jedną osób najbardziej zaangażowanych w budowanie tradycji 8 marca była Klara Zetkin, niemiecka feministka, marksistka i pacyfistka. Współzałożycielka wraz z Różą Luksemburg, Karlem Liebknechtem i Julianem Marchlewskim, grupy Związek Spartakusa, która w 1918 roku dała początek Komunistycznej Partii Niemiec. Dzięki Klarze Zetkin socjaliści od 1911 zaczęli obchodzić Międzynarodowy Dzień Kobiet. Socjalistki i socjaliści łączyli walkę o prawa kobiet z walka o prawa pracujących. Uważali, że nie da się znieść dyskryminacji inaczej, niż przez zniesienie nierówności.

W Polsce 8 marca był obchodzony o 1924 roku.

Walczmy o równość

Współcześnie w Polsce, Dzień kobiet często jest traktowany nostalgicznie. Jednak neofeministki reaktywowały przynajmniej częściowo rewolucyjne tradycje Dnia Kobiet. Od pierwszej warszawskiej Manify w 2000 roku, ruch manifowy rozlał się na Polskę a przynajmniej na większe, i część średnich miast. Choć, nie jest to jednak rewolucyjny 1 Maja w marcu.

Jeśli mógłbym coś sugerować organizatorkom Manif to, by rozważyły uznanie za jeden z nie mniej ważnych, postulat wprowadzenia progresywnego systemu podatkowego. Bo jeśli nie będziemy dążyć do zmniejszenia nierówności dochodowych, to nie zmniejszymy żadnych nierówności. Jeśli różnice dochodowe będą względnie małe, to nie będzie zawodów, którym przypisuje się wysoki lub niski prestiż. Będzie szansa na inkluzywne społeczeństwo, w którym każda jednostka jest szanowana.
Państwo musi zapewniać, z zebranych podatków, wysoki standard usług publicznych, powszechnie dostępnych. O wiele łatwiej o partnerskie relacje pomiędzy rodzicami jeśli dla wszystkich dzieci są miejsca w żłobkach i przedszkolach.

A więc kobiety świata łączcie się… z proletariuszkami i proletariuszami. Jest jeszcze czas do najbliższego 1 Maja.

A konkordat oczywiście należy wypowiedzieć. W interesie kobiet. I mężczyzn.

Walka kobiet trwa

Kobiety, które wzięły udział w Manifach 7 i 8 marca, pokazały, że nie odpuszczą walki z dyskryminacją w miejscu pracy, krzywdzącymi stereotypami czy o dostęp do aborcji. Ale pokazały też, że nie godzą się na kapitalistyczny wyzysk i chcą przeciwdziałać katastrofie klimatycznej.

Kapitalizm, który krzywdzi większość ludzi na ziemi, ale uderza w kobiety jeszcze silniej niż w mężczyzn, klimat, który na naszych oczach zmienia się w zastraszający sposób – to były wielkie tematy tegorocznych Manif. A równocześnie powracały tematy stare, ale w rządzonej przez prawicę Polsce ciągle – niestety! – aktualne: równość płac na analogicznych stanowiskach, ochrona kobiet przed przemocą, dostęp do aborcji i antykoncepcji, krzywdzące stereotypy rozpowszechniane przez prawicę i Kościół.

– Katastrofa klimatyczna nie spadnie na wszystkich po równo. W pierwszej kolejności będą cierpiały osoby nieheteronormatywne, ubogie, z niepełnosprawnościami, niebiałe, a nie szefowie korporacji, którzy sprowadzili na nas katastrofę. Dlatego potrzebujemy działać razem wszędzie tam, gdzie nie dotarł przywilej. Walka o sprawiedliwość klimatyczna to jest, była i będzie walka polityczna. I jest powiązana z innymi ruchami emancypacyjnymi. Wspólnymi siłami, oddolnie budujemy ruch oporu przeciwko wyzyskowi planety i ludzi – powiedziała przedstawicielka Obozu dla Klimatu w pierwszym przemówieniu podczas XXI Warszawskiej Manify 8 marca. Słuchało jej ponad 8 tys. kobiet i mężczyzn wspierający je w walce o prawdziwą równość. Nie zabrakło lewicowych parlamentarzystek. Niegdyś walczące o prawa kobiet na manifestacjach i w organizacjach równościowych, teraz mają szansę artykułować te postulaty na sali sejmowej.

Kapitalizm nie kocha kobiet

Główne hasło całego przemarszu brzmiało „Feminizm dla klimatu, klimat na antykapitalizm”. Organizatorki dotrzymały słowa: podczas demonstracji oddano głos kobietom, których problemy na co dzień są ignorowane przez polityków. Przemawiała m.in. niepełnosprawna Agnieszka oraz Maria Dębińska, przedstawicielka związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza.
– To kobiety częściej wykonują pracę na umowach śmieciowych albo w sektorze nieformalnym, a ich warunków zatrudnienia nie reguluje kodeks pracy. To one pierwsze stracą pracę w przypadku kryzysu gospodarczego wywołanego zmianami klimatu – przypomniała aktywistka. I wskazywała kolejne obszary „sprawiedliwego wolnego rynku”, na których kobiety wciąż spotyka krzywda: – To kobiety częściej wykonują płatną i nieodpłatną pracę opiekuńczą, sprzątając, opiekując się dziećmi i osobami starszymi, w miejscach pracy niedostosowanych do wzrostu temperatur. To kobiety są dyskryminowane na rynku pracy. Dlatego to one są bardziej zależne od lokalnych gospodarek, dewastowanych przez zmiany klimatyczne. To kobiety mniej zarabiają, to one bardziej odczują kryzys gospodarczy i wzrost cen żywności.

Solidarność dyskryminowanych

Podczas demonstracji w Gdańsku eksponowano baner z napisem: „Kapitalizm zabija – socjalizm rozwija”. Bardzo aktualne – niestety! – były również hasła sprzeciwu wobec przemocy skierowanej w kobiety.
Manifestem trójmiejskiej Manify było czternaście opracowanych już w 2018 r. punktów, rozpoczynających się od „Brońmy Konstytucji! Ratujmy Kobiety!”, obejmujących walkę o prawa reprodukcyjne, przeciw dyskryminacji, przemocy, za równymi wynagrodzeniami Solidaryzowano się z innymi mniejszościami, które w Polsce narażona są na krzywdę – były tęczowe flagi LGBT i hasła przeciw przemocy uderzającej w mniejszości etniczne czy migrantów.

Duże wrażenie robiła Manifa łódzka. Zgromadzenie pod hasłem połączenia wszystkich walk (o dostęp do aborcji, o pełne równouprawnienie, przeciwko nacjonalizmowi, przeciwko symbiozie państwa i Kościoła, o sprawiedliwość społeczną) w pewnym momencie spowił czerwony dym. Tak o swojej determinacji przypomniały antyfaszystki i anarchistki z miasta o wielkiej historii walk społecznych, w których kobiety zawsze były na pierwszej linii.

Biedroń z kobietami

Kandydat Lewicy w wyborach prezydenckich Robert Biedroń wyraził podziw dla kobiet walczących o swoje prawa już w przeddzień święta kobiet, 7 marca, podczas prezentacji lewicowego projektu ustawy o dostępności przerywania ciąży oraz o edukacji seksualnej (pisaliśmy o nim w poprzednim numerze „Dziennika Trybuna”). 8 marca demonstrował w Krakowie, razem z posłem Maciejem Gdulą i tysiącami kobiet, pod hasłem „Cześć i chwała bohaterkom”. Tam również postulaty zgody na legalną aborcję przeplatały się z żądaniami natury socjalnej.
– Żądamy godnego wynagradzania pracy opiekuńczej i traktowania jej na równi z innymi rodzajami pracy! Skutecznego ścigania dłużników alimentacyjnych! Dostępności publicznych żłobków i przedszkoli – zapisano w manifeście odczytanym na początku wydarzenia.
Krakowskim demonstrantkom starali się przeszkodzić antykobiecy działacze z jednej z grup antyaborcyjnych. Ich pikieta ustawiła się w niewielkiej – mniejszej, niż przewiduje prawo – odległości od przemarszu, przeciw któremu protestowali, eksponowała krwawe plakaty, a wygłaszane przez feministki przemówienia były zakłócane przez głośne nagranie płaczu dziecka. Organizatorki wydarzenia zachęcają, by wysyłać oficjalne skargi na bezczynną policję.

Manify odbyły się w 2020 r. również we Wrocławiu, w Kielcach, Opolu, Lublinie, Toruniu, Bydgoszczy, Katowicach, historycznie po raz pierwszy w Niepołomicach, zaś na 14 marca planowane jest wydarzenie rzeszowskie.

Skończyć z piekłem kobiet

Lewica spełniła kolejną obietnicę z kampanii wyborczej. Zapowiadała projekt ustawy liberalizującej dostęp do przerywania ciąży – projekt powstał. Posłanki zaprezentowały go 7 marca wspólnie z kandydatem na prezydenta Robertem Biedroniem.

W przededniu Dnia Kobiet Lewica przedstawiła zapowiadany projekt ustawy o dostępie do antykoncepcji i aborcji. Przerywanie ciąży miałoby być dostępne na życzenie do 12 tygodnia, w szczególnych przypadkach także później. W myśl ustawy środki zapobiegające zapłodnieniu miałyby natomiast bez wyjątku być sprzedawane bez recepty. To rozwiązania, które w rozwiniętych państwach zachodnich – a przecież nieustannie słyszymy, że Polska jest częścią cywilizacji zachodnioeuropejskiej – nie budzą już kontrowersji w głównym politycznym nurcie. Nad Wisłą prawica nadal jest skłonna przedstawiać je bardziej jako katastrofę i zagrożenie. Generuje lęki, uprzedzenia i antykobiece stereotypy, wcale nie kierując się społecznymi oczekiwaniami. W sondażu, jaki na temat aborcji przeprowadził w marcu IPSOS, 53 proc. ankietowanych było za prawem kobiet do aborcji na życzenie do 12. tygodnia ciąży (wśród samych kobiet – 57 proc.). Przeciwnych było 35 proc. odpowiadających.

Podobnie 57 proc. ankietowanych w 2017 r. wyraziło w badaniu IPSOS przekonanie, że antykoncepcja po stosunku powinna być ponownie dostępna bez recepty. Tak, jak w niemal całej Europie, poza Polską i Węgrami.

Antykoncepcja, aborcja, edukacja

Ale Lewica chce nie tylko zagwarantować kobietom prawo do decydowania o własnym ciele. Zamierza wyposażyć wszystkich obywateli w wiedzę o seksualności i prokreacji, umożliwiając w pełni świadome planowanie rodziny i prowadzenie bezpiecznego życia seksualnego. I nie chodzi o zajęcia, które były koszmarem wielu Polaków, utrwalające płciowe stereotypy oraz postawy transfobiczne i homofobiczne, wciskające do głów jeden słuszny katolicki światopogląd.

– Koniec z piekłem kobiet! Polki i Polacy zasługują na rzetelną edukację seksualną. Obecna ustawa nie reguluję wszystkich kwestii, a wręcz ogranicza prawa kobiet. Czas wprowadzić przepisy w państwie, które wprowadzą normalność, które będą chroniły i broniły praw kobiet. Lewica chce refundacji testów PAPPA dla wszystkich i legalnej aborcji do 12 tygodnia ciąży. Czas zapewnić Polkom pełnię praw! – podsumowała wszystkie cele ustawy posłanka Anna Maria Żukowska.

Prawicowi hipokryci

Działaczka SLD, posłanka i członkini Parlamentarnego Zespołu Praw Kobiet, Joanna Senyszyn, jasno wytłumaczyła, że sprawy edukacji seksualnej, antykoncepcji i aborcji są ze sobą nierozerwalnie powiązane. Wynika to ze zwykłej logiki.

– Liczba aborcji w Polsce może się zmniejszyć tylko wtedy, jeżeli będzie rzetelna edukacja seksualna oraz dostępność antykoncepcji – przekonywała. – Ustawa z 1993 roku zepchnęła tylko 100 tys., lub nawet więcej aborcji, do podziemia – jest to wyraz niezwykłej hipokryzji katoprawicy, ponieważ im naprawdę nie chodzi o zmniejszenie liczby aborcji i również próba zaostrzenia ustawy jest jedynie próbą likwidacji tych 2 tysięcy legalnych aborcji, natomiast nikt nie myśli o tym, żeby zmniejszyć ogólną liczbę aborcji i to jest dopiero w naszym projekcie – podsumowała parlamentarzystka z Gdyni.

Sojusznik kobiet

Posłanki Lewicy przypomniały również, że tylko jeden z kandydatów w wyborach prezydenckich jest skłonny podpisać taką ustawę.
Prawa kobiet i dostępność aborcji to jedna ze spraw, w których Robert Biedroń reprezentuje stanowisko radykalnie odmienne od konkurentów i konkurentki, wszystkich mniej lub bardziej prawicowych, konserwatywnych, katolickich. Tylko Biedroń deklaruje, że podpisałby ustawę w takiej postaci, jak proponuje Lewica. Po innych można się raczej spodziewać chowania głowy w piasek lub wręcz dodatkowego uderzenia w kobiety – wszak Andrzej Duda sugerował, że gdyby dostarczono mu na biurko ustawę kasującą prawo do aborcji z uwagi na bardzo poważne uszkodzenie płodu, to ze spokojnym katolickim sumieniem by ją podpisał.

O tym też przypomniał Robert Biedroń. – Polska prawica, która startuje dziś w wyborach jest zjednoczona. Jednoczy ich jedno: albo chcą utrzymać ten niesprawiedliwy kompromis, albo zaostrzyć ustawę antyaborcyjną – zauważył. – Obecnie obowiązujące prawo dotyczące aborcji jest jednym z najbardziej drakońskich praw w Europie. Polska jest dzisiaj jednym z niewielu krajów na świecie, w którym obowiązuje aż tak bardzo restrykcyjne prawo dotyczące przerywania ciąży. W Europie są tylko trzy kraje, które zakazują aborcji bardziej niż w Polsce. To San Marino, Malta i Watykan – zakończył zestawieniem, z którego można łatwo wywnioskować, kto buduje piekło kobiet, z jakim chce walczyć Lewica.

Chwała bohaterkom

One jednak nie dają się zastraszyć.

– Dziękuję kobietom, które od lat wychodzą na ulice protestować przeciwko jednemu z najbardziej drakońskich praw, to piekło kobietom zgotowali mężczyźni! – powiedział Robert Biedroń.

Parlamentarzystki Lewicy wiedzą doskonale, że walka będzie trwała jeszcze przez pewien czas. W obecnym parlamencie ustawa nie ma praktycznie szans na akceptację i w klubie Lewicy nie mogą nie zdawać sobie z tego sprawy. Z drugiej strony wiedzą równie dobrze, jak kończy się oddawanie prawicy pola, pozwalanie jej na swobodne kształtowanie języka i wyobraźni społecznej. Wystarczy już, że zwolennicy zmuszania kobiet do rodzenia w każdych okolicznościach, niezależnie od ich woli i nawet niezależnie od stanu ich zdrowia, nazywani są środowiskami występującymi „za życiem”. Nie ma też żadnej gwarancji, że środowiska te nie zaczną ponownie naciskać na PiS, by znowu zajął się tematem aborcji.
O tym właśnie mówiła posłanka Marcelina Zawisza.

– To, że Polską rządzi dziś prawica, nie zwalnia nas z obowiązku walki o podstawowe prawa kobiet. Obowiązujące dziś rozwiązania uderzają bezpośrednio w życie i zdrowie polskich kobiet. Mamy najbardziej nieludzkie prawo antyaborcyjne w Europie, a prawicowi fanatycy próbują doprowadzić do jego dalszego zaostrzenia. Widać już jasno, że nawet jeśli raz udało się ich powstrzymać, to groźba może powrócić – ostrzegała. Na konwencji Lewicy przed wyborami działaczka Lewicy Razem zapowiadała, że będzie posłanką sprawozdawczynią projektu liberalizującego dostęp do aborcji. Słowa dotrzymała – obok niej odpowiedzialność za projekt biorą Anna Maria Żukowska i Katarzyna Kotula.

– Nawet jeśli konserwatywna większość w polskim parlamencie będzie chciała kolejny raz zatrzymać projekt wprowadzający europejskie standardy do Polski, musimy dalej walczyć. I będziemy to robić tak długo, jak będzie to potrzebne. Praw kobiet w Polsce nie da się wyrzucić do śmietnika! – podsumowała Zawisza.

Kobiety mają serce po lewej stronie

Potwierdzeniem jej słów są manify, które odbywają się w kilkunastu polskich miastach 7 i 8 marca. Co krzepiące i znamienne, ich uczestniczki nie zamykają się wyłącznie w katalogu spraw „ściśle kobiecych” czy nawet ściśle dotyczących praw człowieka. Na demonstracji w Warszawie z niektórych transparentów dało się wyczytać hasła antykapitalistyczne czy wyrazy niepokoju z powodu globalnych zmian klimatycznych. Wszystkie te sprawy łączą się ze sobą i aktywne politycznie kobiety z sercem po lewej stronie to rozumieją.

Na koniec znowu sondaż IPSOS. Gdyby polski Sejm wybierały same obywatelki, silniejszą niż dziś pozycję miałaby w nim opozycja (176 mandatów KO i 54 Lewicy), słabszą – PiS (221 miejsc), zaś prawicowych ekstremistów z Konfederacji nie byłoby w nim wcale. To mężczyźni okazują się znacznie podatniejsi na kręcony przez prawicę „lęk przed LGBT” . Kobiety myślą praktycznie – obawiają się zmian klimatu oraz martwi je stan polskiej służby zdrowia. A jednak to one słyszą nieustannie od mężczyzn, że nie myślą racjonalnie i dlatego pewne prawa muszą im być ograniczane. Czas to zmienić.

Do Pań

Z okazji zbliżającego się Dnia Kobiet przytaczam moje wspomnienia z pracy w Polsce Ludowej.

Pracowałam w latach 1977 – 1983 w centrali handlu zagranicznego „Remex” w Warszawie. Byłam kierowniczką działu, liczącego 19 osób, większość pracowników to były kobiety. Dwie panie urodziły wówczas dzieci.

Jedna z pań otrzymała po urodzeniu swego dziecka zgodę kierownictwa firmy na wychodzenie z biura na jedną godzinę dziennie, aby móc nakarmić dziecko piersią, bez konieczności odpracowywania tego czasu a historię drugiej mojej koleżanki biurowej opiszę poniżej, bo była bardziej skomplikowana.

To była kobieta, około czterdziestu lat i żle znosiła okres ciążowy. Miała takie niepisane przyzwolenie, aby do pracy przychodzić póżniej. My zaczynaliśmy pracę o 7 30 a ona przychodziła około godziny dziewiątej.
Pewnego dnia, zaraz po przyjściu, oznajmiła mi, że o godzinie dwunastej musi wyjść do dentysty. Zwróciłam jej wtedy uwagę, że rozumiem, że z powodu trudnej ciąży regularnie się spóżnia, ale przecież do stomatologa może pójść po pracy.

Wpadła w histerię. Zaczęła strasznie płakać i poszła do sekretarza partii na skargę na mnie. Sekretarzem podstawowej organizacji PZPR była kobieta.
Pani sekretarz zorganizowała w tej sprawie naradę. Był dyrektor naczelny, dyrektor biura, przewodnicząca branżowych związków zawodowych, i my obydwie. Wzięto pod uwagę rację i jej i moją. Ona mogła przychodzić do pracy, tak, jak pozwalało jej na to samopoczucie i pracować w zwolnionym tempie a mnie przydzielono dodatkowego pracownika, aby dział mógł wykonać w terminie swoje zobowiązania.

Szanowne Panie Feministki!

Nie afiszujcie się z hasłami „martwa nie urodzę”, bo to wygląda jak skamlenie o litość rządzących i biskupów.

Zapoznajcie się z prawami, jakie kobietom nadała Polska Rzeczpospolita Ludowa i domagajcie się takich samych praw.

PZPR wykazywała szczególną troskę o bezpieczeństwo kobiet, które oczekiwały potomstwa, państwo zapewniało bardzo szerokie przywileje dla rodzin wielodzietnych, w tym bezpłatne mieszkania w pierwszej kolejności i liczne świadczenia na rzecz edukacji i rozwoju dzieci i młodzieży szkolnej. Wszystkie bezpłatne. Wymienię kilka, jak: świetlice z gorącymi posiłkami, kolonie letnie, obozy zimowe, obozy sportowe i harcerskie, kółka zainteresowań, ogniska muzyczne, gabinety lekarskie i stomatologiczne.
Dla socjalistycznej Polski szczęście i bezpieczeństwo dziecka było najwyższym priorytetem.

Symbolem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej były roześmiane dzieci.
Fundamentem obecnej Rzeczypospolitej są rozmodleni szaleńcy i bandyci, którzy oczekiwali kolejnej wojny.

Byłam członkinią Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i jestem z tego dumna.

Wstydziłabym się dzisiaj, gdybym należała do „Solidarności”.

Weganizm to walka z patriarchatem i przemocą

Współcześnie prawdziwym wymiarem politycznej progresywności jest właśnie stosunek do zwierząt i ich praw. To nadal wymaga dużej odwagi, mało jest polityków i polityczek, którzy o tym mówią, nie bojąc się śmieszności – mówi europosłanka Sylwia Spurek w rozmowie z Aleksandrą Bełdowicz.

Czy uważa Pani, że w Polsce wystarczająco dużo dyskutuje się na temat praw zwierząt? Dlaczego?

Nadal zbyt rzadko, w szczególności jeżeli popatrzymy na listę spraw do załatwienia i charakter tych spraw. Nadal w debatach o prawach zwierząt dominuje myślenie – jedne kochamy, inne zjadamy. Nadal politycy mówią o dobrostanie zwierząt, o „humanitarnym” zabijaniu i „humanitarnych” eksploatowaniu zwierząt, a nie o prawach zwierząt. Mimo iż już lata temu na poziomie przepisów prawnych umówiliśmy się, że zwierzę nie jest rzeczą.

Artykuł 1 ustawy o ochronie zwierząt stanowi, że zwierzę jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą, i człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę. A jak to wygląda w praktyce? Jak to wygląda w Polsce? Wystarczy zobaczyć wyniki śledztw Vivy, Otwartych Klatek dotyczące np. traktowania zwierząt hodowlanych w Polsce, czy Soko Tierschutz i Cruelty Free International – traktowania zwierząt wykorzystywanych do testów w laboratorium pod Hamburgiem, żeby zrozumieć, jak ludzie przedmiotowo i okrutnie potrafią traktować zwierzęta. Chów klatkowy, okaleczanie, traktowanie jako maszyn do produkcji mleka czy jajek, zabijanie na mięso, hodowla zwierząt na futra, wykorzystywanie w cyrkach czy do innej rozrywki, testy na zwierzętach, morderczy transport zwierząt na duże odległości, znęcanie się nad zwierzętami. To są niestety współczesne symbole naszego humanizmu i tego jak – dla przyjemności i korzyści finansowych, z powodu nawyków – potrafimy przymykać oczy na ból, przemoc, zabijanie istot, które myślą i czują. One chcą żyć. Są przecież zwierzętami.

Co uważa Pani za kwestie priorytetowe w tym zakresie?

To trudne pytanie. Jestem idealistką i marzę o sytuacji, w której świadome społeczeństwo wymusi na polityce i gospodarce trwałe zmiany. Chciałabym, aby wszyscy ci, którzy i które są wrażliwi na los zwierząt, zaczęli głośno mówić – zagłosujemy na was pod warunkiem, że staniecie się w Sejmie, Senacie, Parlamencie Europejskim, rządzie, samorządzie – prawdziwymi rzecznikami i rzeczniczkami praw zwierząt. Nie w trakcie kampanii, nie w mediach społecznościowych, ale każdego dnia, w każdym momencie politycznego działania.

Niestety interesy, tych które nie mogą same mówić w swoim imieniu, w polityce nie jest należycie reprezentowane. Tradycyjne partie zajmują się wszystkim, w tym prawami zwierząt, ale najczęściej jedynie przy okazji, podobnie jak polityką klimatyczną.

Lista spraw do załatwienia dla zwierząt jest długa, ale chyba najbardziej palące są prawa zwierząt hodowlanych. Najważniejsze, bo skala ich eksploatacji i brak kontroli nad przestrzeganiem ich praw są ogromne. I jeszcze jedno. Powszechne jest też społeczne przyzwolenie na ich eksploatację, okrutne traktowanie i zabijanie. To dla mnie priorytet. Najpierw powinniśmy zakazać praktyk, które są szczególnie barbarzyńskie – takie jak mielenie kurcząt żywcem, okaleczanie kur czy prosiąt, okrutne eksploatowanie krów mlecznych, trzymanie zwierząt hodowlanych w klatach, w których nie mogą się nawet ruszyć. Powinniśmy zwiększyć kontrolę nad tym, co dzieje się za murami ferm i rzeźni. W pełni popieram pomysł obowiązkowego monitoringu wideo wszędzie tam, gdzie przebywają żywe zwierzęta hodowlane. Ale to nie koniec, musimy zrobić wszystko, żeby zmniejszyć skalę wykorzystywania zwierząt. Dlatego między innymi w tym tygodniu rozpoczęłam w Parlamencie Europejskim o podatku od mięsa. Bo to, co ma pozytywny wpływ na środowisko, zdrowie ludzi, prawa zwierząt powinno być przez nowoczesne państwa promowane i wspierane. Ale to, co degraduje środowisko, jest jedną z przyczyn chorób ludzi, jest źródłem cierpienia zwierząt, wymaga zdecydowanych restrykcji. Bo mięso i inne produkty pochodzenia zwierzęcego wytwarzane przemysłowo prze wielkich producentów jest nie tylko źródłem cierpienia, chorób ludzi, ale jest też jedną z głównych przyczyn katastrofy klimatycznej.

Czy widzi Pani postęp w myśleniu Polaków i Polek na temat dobrostanu zwierząt, nie tylko domowych?

Z jednej strony rośnie liczba osób przechodzących na dietę roślinną z powodów etycznych. Coraz więcej osób włącza się w walkę o prawa zwierząt. Ale z drugiej strony prawo, które powinno chronić zwierząt nie ulega zmianie. Ba, w niektórych sprawach mamy nawet regres. Przykładem może być ostatnia ustawa tzw. lex Ardanowski. Od lat nie pojawił się w polskim prawie praktycznie żaden nowy instrument zwiększający ochronę zwierząt. Oczywiście wiele organizacji zajmujących się w Polsce prawami zwierząt wykonuje heroiczną pracę, żeby przekonywać i społeczeństwo, i polityków i polityczki do zmiany w myśleniu, do przechodzenia na stronę zwierząt. Ale te zmiany są zbyt wolne. Uważam, że większość Polek i Polaków nie zdaje sobie sprawy z tego, co dzieje się na fermach, w rzeźniach, laboratoriach, jak okrutnie tresowane są zwierzęta w cyrkach. Ich wiedza o zwierzętach hodowlanych najczęściej wynika z reklam, na których widzą radosną krowę pasącą się na zielonej alpejskiej łące. Wierzę, że rolą polityków i polityczek jest zmiana postaw, pokazywanie problemów, zachęcanie do refleksji, przekonywanie do zmiany. Zresztą uważam, że współcześnie prawdziwym wymiarem politycznej progresywności jest właśnie stosunek do zwierząt i ich praw. Bo to nadal wymaga dużej odwagi. Mało jest polityczek i polityków, którzy są gotowi o tym mówić. Boją się śmieszności. Bo przecież jest tyle ważnych problemów, a oni będą się zajmowali jakimiś zwierzętami. Obronność, polityka społeczna, zdrowie, edukacja to są dla wielu w polityce twarde, realne problemy, a nie zwierzęta i ich prawa.

I to jest niestety ograniczenie tradycyjnych partii. One są pełne wewnętrznych sprzeczności, konfliktów interesów. Często są grupą ludzi o totalnie różnych wartościach. I ofiarą takiego modelu partii są niestety zwierzęta. Od kilku tygodni zadaję sobie pytanie, czy Polska jest gotowa na partię praw zwierząt, na sojusz ludzi w Sejmie i Senacie, którzy chcą się skupić na tym obszarze. Czy jest w Polsce milion wyborców i wyborczyń, którzy byliby gotowi powiedzieć – to są moje wartości, jesteśmy wrażliwi na cierpienie zwierząt, to są realne problemy, takiej partii chcę oddać swój głos. Stawiam takie pytanie, bo do takiej partii chciałabym należeć, bo tylko taka parta mogłaby zagwarantować wyrazisty głos w parlamentarnej debacie, a być może i partycypować w przyszłych rządach, pod warunkiem spełnienia jej programowych postulatów.

Czy według Pani patriarchat w Polsce ma się dobrze, czy dostrzega Pani jakieś zmiany w tej kwestii? Czy ten sprzeciw konserwatywnej prawicy wobec działań na rzecz poprawy losu zwierząt, wobec wyjaśniania ludziom, że nie mają prawa do zadawania niepotrzebnego cierpienia innym, a z drugiej strony – że mają obowiązek zastanowienia się, czy ich działania nie są szkodliwe także wobec środowiska, jest według Pani zakorzeniony we wciąż silnej kulturze patriarchatu w Polsce? Czy istnieje korelacja między patriarchatem a mocno przedmiotowym traktowaniem zwierząt, wbrew ustawie, która mówi wyraźnie „zwierzę nie jest rzeczą”?

W listopadzie napisałam na Twitterze – nie ma feminizmu bez weganizmu. Co dziwne, wywołało to ogromne oburzenie i po lewej, i po prawie stronie. A przecież weganizm nie jest dietą. Jest filozofią, która odrzuca traktowanie zwierząt jako towaru.

Weganie i weganki postrzegają zwierzęta jako istoty, doświadczające bólu, czujące i cierpiące. Weganizm jest wreszcie w kontrze do patriarchatu, ale także do wszystkich innych systemów, w którym jedni ludzie mają władzę i dominują nad innymi, w których jedni ludzie mogą wykorzystywać innych, narażać ich na cierpienie i krzywdę. Uważam, że jeżeli przymykamy oko na patriarchalne relacje między ludźmi, to dajemy przyzwolenie na przemoc i dominację ludzi nad innymi zwierzętami. Jeżeli z kolei sprzeciwiamy się patriarchatowi, to powinniśmy także sprzeciwiać się wszystkim podobnym systemom.

Mało się o tym mówi, ale związek między przemocą domową wobec ludzi, a przemocą domową wobec zwierząt jest oczywisty. Badania w USA pokazują, że osoby doświadczające przemocy w rodzinie, wcześniej zgłaszały, że sprawca znęca się nad zwierzętami. Stanowcza i skuteczna reakcja ze strony państwa na przemoc wobec zwierzęcia domowego mogłaby zapobiec przemocy wobec kobiety, dziecka, osoby starszej, z niepełnosprawnościami – wszystkich tych z różnych przyczyn słabszych, zależnych.

Dlatego feminizm, który dąży do demontowania opresyjnego, patriarchalnego systemu, powinien uwzględnić zwierzęta i walkę o ich prawa w swoich działaniach. A te działania nadal są bardzo potrzebne. Kobiety nadal – mimo, że stanowią większość, mówią głosem mniejszości. Ich problemy nadal traktowane są za mniej ważne, odkładane na później, zamiatane pod dywan. Rok temu w marcu kiedy wchodziłam do polityki, przedstawiam Konstytucję kobiet, listę spraw do załatwienia, listę spraw, które pokazują, że Polki nie mają takich samych praw jak inne Europejki.

Z czego, Pani zdaniem, bierze się strach przed wyrównywaniem praw kobiet i mężczyzn?

Strach? Głównym problemem jest brak wiedzy, brak chęci poznania problemów kobiet, brak umiejętności otwartego, krytycznego myślenia, brak empatii, wrażliwości. Myślę, że gdyby liderzy i liderki, którzy przez ostatnie 30 lat kształtowali naszą polityczną rzeczywistość, wiedzieli, czego kobiety w Polsce doświadczają, jak bardzo są dyskryminowane tylko dlatego, że są kobietami, a dodatkowo chcieliby to zmienić, to być może nasza, kobieca codzienność byłaby duża lepsza.

Są sprawy oczywiste, o których najczęściej debatujemy. Prawo do legalnego i bezpiecznego przerywania ciąży dla każdej kobiety, która taką decyzję podejmuje, nie tylko dla tej zamożnej. Ale są też sprawy, o których nie chcemy debatować. Mam tutaj na myśli głównie przemoc wobec kobiet, przemoc w rodzinie i przemoc seksualną. Jeżeli już o niej rozmawiamy, to albo obwiniamy kobiety i usprawiedliwiamy sprawcę, albo pytamy: co z mężczyznami, oni też doświadczają przemocy, odwracając oczy od źródeł problemu i nie załatwiając sprawy ani dla kobiet, ani dla dzieci, ani dla tych mężczyzn.

Są sprawy, które są prawie niewidoczne, bo łatwo się przyzwyczailiśmy do sytuacji i odpuszczamy. Fatalna opieka okołoporodowa i brak prawa do znieczulenia przy porodzie. Brak skutecznych działań państwa wobec alimenciarzy, co także uderza w kobiety, bo to one najczęściej samodzielnie wychowują dzieci. Brak wsparcia państwa dla rodzin osób z niepełnosprawnościami, osób opiekującymi się starszymi rodzicami. Te problemy również mają twarz kobiet, bo to najczęściej one są obciążane takimi obowiązkami.

Dalej, szczególna sytuacja kobiet mieszkających na wsiach. Ich dostęp do poradni ginekologicznych, nowoczesnej antykoncepcji, czy ochrona przed przemocą domową. Przecież one wymagają innego wsparcia ze strony państwa, niż kobiety mieszkające w dużych miastach. Mogłabym długo wymieniać.

W ubiegłym roku minęło 20 lat, jak zajmuję się prawami kobiet i czasami mam wrażenie, że tak niewiele się zmienia, mimo wielu rekomendacji, pomysłów, propozycji, przedstawianych organom władzy, które przygotowywałam jako prawniczka w organizacji pozarządowej, w biurze pełnomocniczki rządu ds. równego traktowania, jako Zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich. Kiedy byłam zastępczynią prof. Adama Bodnara, stale na moje biurko trafiały sprawy kobiet, dziewczynek, które były pozostawione przez system same, bez żadnego wparcia, bez nadziei na poprawę ich sytuacji. Zawsze w takich sytuacjach było mi wstyd, wstyd za państwo, dla którego prawa człowieka kobiet najwyraźniej nigdy nie były i nie są wartością podstawową.

Jakie najważniejsze cele stawia Pani przed sobą w tej kadencji?

Są cztery główne obszary mojej aktywności i w Parlamencie, i w okręgu wyborczym. Po pierwsze, polityka klimatyczna, po drugie, prawa kobiet, po trzecie, praworządność. I na końcu, ale również ważne – prawa zwierząt, inne kwestie, niż te wynikające z problemów klimatycznych. To dosyć szerokie obszary, ale w każdym z nich w 2020 wyznaczam sobie jasne cele. W ramach polityki klimatycznej chcę monitorować prace Komisji Europejskiej w pacach nad Green Deal, a szczególnie jeżeli chodzi o powiązanie polityki klimatycznej UE ze wspólną polityką rolną. Bo tutaj sporo musi się zmienić.

Rolnictwo tak samo jak każda inna branża musi przejść w kierunku zrównoważonej działalności, bo obecne koszty środowiskowe, ale i cierpienie zwierząt nie są akceptowalne. Jednym z postulowanych rozwiązań jest podatek od mięsa, ale do tego potrzebujemy woli politycznej. Będę proponować rozwiązania i sprawdzać, jakie propozycje legislacyjne przygotuje Komisja realizując ambitne cele klimatyczne.

Jeżeli chodzi o prawa kobiet, w 2020 będę kontynuowała prace nad ratyfikację przez UE Konwencji stambulskiej i nad zmianami w traktacie o UE, tak aby do listy przestępstw unijnych dopisać przemoc wobec kobiet. W grudniu udało mi się przekonać moją frakcję i w efekcie cały parlament do progresywnej, prokobiecej rezolucji, w której parlament wzywa Komisję Europejską do takich działań.

Jeżeli chodzi o praworządność, to znowu kontynuacja działań. Jestem współautorką rezolucji w sprawie art. 7 uruchomionego wobec Polski i Węgier. Zadbałam o to, co spotkało się z ostrymi atakami na mnie, żeby w rezolucji znalazło się wyraźne odniesienie do mechanizmu łączącego przestrzeganie praworządności z wypłatą funduszy. Taki mechanizm jest Unii potrzebny, ale musi działać tak, aby karać antydemokratyczne rządy, a nie samorządy i innych beneficjentów.

W przypadku obszaru praw zwierząt niezależnie od kwestii traktowania zwierząt hodowlanych, które będę podnosiła w kontekście Green Dealu, w tym roku skoncentruje się na problemie testów na zwierzętach i hodowli zwierząt na futra. Ten drugi problem ma podwójny wymiar, bo dotyczy też praw człowieka. Mam tutaj na myśli brak norm jakości zapachowej powietrza. Osoby mieszkające w Wielkopolsce w Marzeninie, Kawęczynie i Gulczewie skazani są życie w sąsiedztwie w sąsiedztwie ogromnego smrodu z masowych ferm zwierząt futerkowych. Uważam, że czas na unijne normy w tym zakresie i oczywiście docelowo zakaz działania takich firm. Tą sprawą zajmowałam się jeszcze jako zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich i chcę to skutecznie zakończyć.

Dr Sylwia Spurek jest radczynią prawną, byłą Zastępczynią Rzecznika Praw Obywatelskich, obecnie niezależną posłanką do Parlamentu Europejskiego, feministką i weganką.

Obudźmy podmiotowość kobiet!

Eleonora Roosevelt mawiała, że „Kobieta jest jak torebka herbaty – nigdy nie wiadomo jak bardzo jest mocna, dopóki nie zrobi się gorąco”.

To, że w polityce pojawiło się więcej kobiet, zdaniem wielu badaczy, jest konsekwencją złej jakości tzw. męskiej polityki. Kobiety, jako nowe twarze, mają odpowiadać na potrzeby zmian. Mogą budzić sympatię lub zgrozę. Ale najważniejsze jest to, aby wyborcy je zaakceptowali. Trzeba więc spełniać ich oczekiwania.

Pszczółki, paprotki, liderki

Coraz więcej kobiet startuje w wyborach na najwyższe urzędy w państwie. Za nimi często stoją panowie, którzy uważają, że nadal będą sprawować władzę, tylko na pierwszym planie będzie widać kobietę. Szefami polskich partii są mężczyźni, nawet tych, które tak dużo mówią o równości płci. Wszyscy są zadowoleni – kobiety, bo zyskują sławę i mężczyźni, którzy umiejętnie nimi sterują, sprawiając pozorne wrażenie, że panie są samodzielne. Te, które nie godzą się być „paprotkami” muszą walczyć o swój byt na arenie politycznej samodzielnie, bez wsparcia osób zadowolonych z zaistniałego status quo.

W partiach politycznych kobiety pełnią jedną z kilku ról. Są „pracowitymi pszczółkami”, które wykonują zadania mało efektowne, ale istotne dla formacji, mają łagodzić wizerunek ugrupowania, bądź bezkarnie atakować przeciwników politycznych. Zapotrzebowanie na ekspertki w ostatnich czasach nie jest zbyt wygórowane, bo mogłyby szybko zyskać sławę i się za bardzo usamodzielnić. Więc lepiej się ich wystrzegać, albo skutecznie blokować. Męscy liderzy boją się silnych kobiet, wolą takie, które mogą sobie podporządkować. Jedynym akceptowanym modelem jest wierność i lojalność wobec szefa formacji politycznej. Kobiety godzą się na taki układ, gdyż nie chcą stracić dobrego miejsca na liście wyborczej lub swojej pozycji w partii. Dlatego szef ma zawsze rację.

Z jednej strony mają wnosić do życia publicznego łagodność, skłonność do kompromisów, odpowiedzialność, a z drugiej agresję, napastliwość, drapieżność. Wybić się na niepodległość jest niezwykle trudno, a chwilowa samodzielność jest tylko pozorna, gdyż panowie dokładnie obserwują koleżanki, które mają duże ambicje. Przykład Ryszarda Petru dał panom dużo do myślenia. Katarzyna Lubnauer pokazała, że kobiety wcale nie muszą być obsadzane w rolach drugoplanowych. Lubnauer była prawą ręką Ryszarda Petru, byłego szefa Nowoczesnej, ale jak sama przyznała „w polityce sojusze są zmienne”.

Grunt to dobre wrażenie

Z badań wynika, że polityk, z którym wyborcy chcą się identyfikować powinien posiadać następujące cechy: pewność siebie, inteligencję, zdecydowanie, energiczność, wiarygodność. Mało istotne jest to czy ludzie te cechy posiadają. Ważne, aby sprawiali takie wrażenie. Wyborcy od kobiet liderek oczekują, że będą one wiernie naśladowały męski spojrzenie na świat władzy. Panie spełniają więc oczekiwania wyborców, dobierają do wizerunku męskie cechy, ukazując siłę i zdecydowanie. Te cechy można wyćwiczyć. Niektórzy uważają, że nie warto być sobą w polityce, gdyż jest ona rodzajem gry. Mężczyznom łatwiej wybacza się brak panowania nad swoimi emocjami, a nawet emocje działają na ich korzyść. Emocjonalność i wrażliwość kobiet nie jest dobrze postrzegana w świecie polityki.
Tymczasem w odbiorze kobiet działających w polityce bardziej niż w odbiorze mężczyzn liczy się autoprezentacja. Wiele kobiet wstydzi się mówić o sobie dobrze, gdyż uważa to za brak skromności i nadmierne chwalenie się co, ich zdaniem, nie jest dobrze przyjmowane. Podobno kobiety, które ujawniają skłonność do autoprezentacji są znacznie lepiej oceniane przez wyborców.

Jesteśmy odważne!

Czy wolno nam zabijać prawo do myślenia, prawo do wypowiadania się we własnej sprawie? Jeżeli mamy czym się pochwalić, to mówmy głośno o naszych dokonaniach. Może warto się zastanowić, czy budowanie swojej podmiotowości i siły w polityce tylko na służeniu mężczyznom, daje nam prawdziwe czy pozorne poczucie bezpieczeństwa? Bądźmy więc niezależne. Oprócz polityki budujmy swoją pozycję zawodową i społeczną. Czarne protesty pokazały, że Polki są odważne, chcą działać i zmieniać świat na lepsze.

Obudźmy podmiotowość kobiet. Nie dajmy się zmarginalizować, szanujmy swoją wartość. Nie musimy nieustannie udowadniać swoich kompetencji i umiejętności. Nigdy nie wolno nam wątpić w to, że jesteśmy silne i wartościowe. Do końca walczmy o to, w co wierzymy.

Autorka, prof. nadzw. dr hab., jest szefową Forum Równych Szans i Praw Kobiet. Jest pomysłodawczynią powołania w Łodzi m.in. pełnomocniczki do spraw równego traktowania, Centrum Inicjatyw Międzypokoleniowych, Miejskiej Rady Seniorów, inicjatorką organizowanej w Łodzi od 16 lat imprezy pt. „Kobieta Niezwykła”, licznych konferencji: „Kobieta w stresie”, „Kobiety kobietom – czyli jak cię widzą, tak cię piszą – Kompendium wiedzy wizerunkowej nowoczesnej kobiety”, „Przy kawie o wizerunku”, „Super tata na lata”, „Przyszłość jest kobietą – dyskusja na temat praw kobiet i równouprawnieniu”.
15 września 2018 r. zorganizowała w Łodzi Ogólnopolskie Forum Kobiet, gdzie gościem honorowym była Pani Prezydentowa Jolanta Kwaśniewska. Aktywnie włączyła się do akcji „Cytologia ratuje życie”, „Tylko TAK oznacza zgodę. Seks bez zgody to gwałt”.Zorganizowała akcje charytatywne, dzięki którym m.in. zakupiono sprzęt gospodarstwa domowego dla „Schroniska dla bezdomnych kobiet w Łodzi”, łóżka dla matek chorych dzieci przebywających w szpitalu Korczaka.
Autorka licznych publikacji na temat partycypacji politycznej kobiet w Polsce. Jej artykuły oraz książki ”Kobiety w polskich organach kolegialnych w latach 1919-2011” oraz „Reprezentacja wyborcza kobiet po wejściu Polski do Unii Europejskiej” wpisały się świetnie w dyskurs na temat politycznego zaangażowania kobiet i ich reprezentacji od nadania praw wyborczych.

Traktujmy poważnie kobiety Lewicy!

Jak pisał Aleksander Sołżenicyn: „Masz nad ludźmi władzę dopóty, dopóki im wszystkiego nie odbierzesz”.

Z wielkim smutkiem przyjęłam wykreślenie ze statutu partii wszystkich zapisów dotyczących Forum Równych Szans i Praw Kobiet SLD.

Forum Kobiet zostało utworzone przez kobiety Lewicy, moje i Wasze koleżanki, które przez wiele lat pracowały na dobry wizerunek naszej partii. Forum Równych Szans i Praw Kobiet SLD zostało powołane na podstawie art. 51 Statutu SLD po to, aby m.in. zwalczać stereotypy w pojmowaniu ról kobiet i mężczyzn w życiu społecznym oraz działać na rzecz zapewnienia odpowiedniej reprezentacji kobiet w organach przedstawicielskich oraz we władzach publicznych na każdym szczeblu. Dlatego też podejmowałyśmy działania dotyczące zapisów umiejscowienia w statucie w zarządzie krajowym, wojewódzkim i powiatowym członkiń Forum Kobiet wszystkich szczebli.

W art. 5 w punkcie 3 nowego statutu, co prawda zapisano, że w Zarządzie Krajowym, Radzie Krajowej, zarządach wojewódzkich i radach wojewódzkich każda z płci jest reprezentowana w liczbie nie mniejszej niż 35 proc. liczby pochodzących z wyboru członków i członkiń tych władz. Ten zapis dowodzi jednak tego, że mamy do czynienia z kwotą słabą, gdyż wyznaczony minimalny próg dla kobiet do tej pory jest mniejszy niż ich udział w populacji. W przypadku udziału kobiet kwota silna powinna wynosić 50 proc., czyli być parytetem.

Poza tym to głównie mężczyźni zajmowali i zajmują wysokie stanowiska w SLD. To mężczyźni byli zawsze przewodniczącymi partii. W 16 województwach szefami są mężczyźni i to oni mają bardzo duży wpływ na układanie list wyborczych do organów przedstawicielskich, jak również na to, kogo można się „pozbyć” w odpowiednim czasie, bo w różny sposób może zagrażać danemu „baronowi”. Możemy mieć dobre intencje, jednak inni mogą to wykorzystać dla osiągnięcia własnych, partykularnych celów, a nie dla dobra partii.

Zdaję sobie sprawę, że autorom proponowanych zmian chodziło o to, aby ustalić stopień nominacji korzystny dla kobiet. Tymczasem doprowadzono do tego, że wykreślenie ze statutu partii uchwalonych na Konwencji Krajowej SLD w dniu 16 listopada 2019 r istotnych zapisów, które zostały wówczas jednogłośnie przyjęte podczas lutowej konwencji i poprzedzone szerokimi konsultacjami w tym zakresie, w praktyce osłabi pozycję kobiet we frakcji SLD i skaże je na łaskę lokalnych „baronów”. Nie dla wszystkich taką samą wartość ma merytoryczna dyskusja. Dla niektórych liczy się bezpardonowa walka o władzę i pomnażanie stanowisk.

Kobiety mądre i inteligentne, które mają coś do powiedzenia, a takich w SLD nie brakowało i nie brakuje, będą po prostu rugowane, gdyż w opinii niektórych szefów, będą mogły im zagrażać nie tylko w sprawowaniu przywódczej funkcji, ale także sprzeciwiać się wykorzystywaniu przymusu wobec osób, które im się nie podporządkują. Siła przymusu oparta na strachu skłania do podejrzliwości, oszustwa, nieuczciwości i na dłuższą metę do rozkładu. Pragnę w tym miejscu przypomnieć słowa rosyjskiego pisarza i filozofa Aleksandra Sołżenicyna, „Masz nad ludźmi władzę dopóty, dopóki im wszystkiego nie odbierzesz. Gdy jednak obrabujesz człowieka ze wszystkiego, nie jest on już w twojej mocy – jest znowu wolny”.Spoiwem partii powinno być poczucie równości i sprawiedliwości oraz szacunek dla każdego członka formacji bez względu na płeć.

Pragnę zauważyć, że niezauważanie błędów, niepoprawienie ich i niewyciąganie wniosków jest także błędem. Ani działania innych, ani nawet własne błędy nie ranią nas tak bardzo, jak nasza na nie odpowiedź.

Dlatego liczę na refleksję i naprawienie tego, co tak mozolnie przez lata było budowane przez kobiety Lewicy, które po prostu chcą, aby traktowano je podmiotowo. Poprzez przywrócenie zapisów dotyczących Forum Równych Szans i Praw Kobiet w statucie partii, które z takim trudem powołałyśmy oraz wprowadzeniu silnej kwoty, oznaczającej prawdziwy parytet we władzach partii, można będzie pozytywnie patrzeć w przyszłość i budować nową LEWICĘ w poczuciu sprawiedliwości i równości społecznej.

Podpisz apel

Przeciwko klauzuli sumienia w aptekach.

Ani farmaceuci, ani apteki nie mają prawa odmawiać wydania środków antykoncepcyjnych ze względów sumienia. Mimo to coraz częściej dochodzi do łamania prawa poprzez nierealizowanie recept na tabletki/ plastry (z których korzysta ok. 25% kobiet). Poza kontrolą powstają sieci aptek bez antykoncepcji. Trwają prace nad złożonym w Sejmie projektem ustawy, który zwalnia farmaceutów i właścicieli aptek z obowiązku wydania i nawet posiadania leków niezgodnych z ich sumieniem. To zaś doprowadzi do zmniejszenia faktycznej dostępności antykoncepcji, w tym awaryjnej, naruszając wiele wolności i praw obywatelskich.

***
Szanowny Panie Ministrze! Szanowna Komisjo ds. Petycji!
W odniesieniu do projektu nowelizacji Prawa farmaceutycznego apelujemy o niewprowadzanie klauzuli sumienia dla farmaceutów i właścicieli aptek.
Powoływanie się przez farmaceutów na „klauzulę sumienia” pozostaje w sprzeczności z obowiązującym prawem i może prowadzić do ograniczenia praw pacjenta do świadczeń zdrowotnych. Przeciwko instytucjonalizacji klauzuli sumienia dla farmaceutów przemawiają takie wartości jak bezpieczeństwo publiczne, ochrona zdrowia, prawo do prywatności, wolność wyznania lub braku wyznania, czyli wartości również chronione przez Konstytucję.
Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że tak długo, jak sprzedaż środków antykoncepcyjnych jest legalna, dostępna na podstawie recepty wystawionej przez lekarza, a preparaty te możliwe są do nabycia jedynie w aptece, farmaceuci nie mają prawa narzucać innym swoich przekonań moralnych, odmawiając sprzedaży leku. Takie stanowisko podzielają Rzecznik Praw Obywatelskich, Główny Inspektor Farmaceutyczny i Komitet Bioetyki PAN.
Konsekwencje zmiany prawa możesz ponieść Ty lub Twoi bliscy. Apel z mocnym poparciem społecznym potrzebny jest teraz, gdyż Komisja ds. Petycji rozpatrująca projekt ustawy autorstwa Stowarzyszenia Farmaceutów Katolickich zwróciła się do Ministra Zdrowia o „kompleksową analizę kwestii wprowadzenia do systemu prawnego klauzuli sumienia dla farmaceutów, sygnalizując potrzebę wprowadzenia takiej możliwości”. Dostęp do antykoncepcji to kwestia ogólnospołeczna – dotyczy ponad połowy naszej populacji. Sankcjonowanie odmów godzi w prawa kobiet i mężczyzn do swobodnego planowania rodziny oraz zmniejsza ochronę przed infekcjami przenoszonymi drogą płciową. Uderza szczególnie w osoby mieszkające w mniejszych miejscowościach, gdzie może nie być alternatywy do aptek stosujących klauzulę sumienia.
Stowarzyszenie pod swoim projektem ustawy zebrało 15 000 podpisów. Zbierzmy więcej w sprzeciwie wobec nieuprawnionych ingerencji w nasze prawa i życie prywatne! Szukaj dokumentu na stronie: naszademokracja.pl

Dzień Kobiet na świecie – w Stambule

W Turcji kobiety nadal muszą walczyć o podstawowe prawa, jak wolność zgromadzeń i wypowiedzi. W Stambule tegoroczny Międzynarodowy Dzień Praw Kobiet upłynął pod znakiem
policyjnej przemocy. Brutalnie spacyfikowano pokojową demonstrację, na której obywatelki protestowały właśnie przeciwko przemocy wobec kobiet.

Rosnący konserwatyzm rządów Recepa Erdogana w Turcji wyraża się nie tylko w utrwalaniu tradycyjnej roli kobiet w społeczeństwie. Oznacza też coraz brutalniejsze traktowanie ruchów kobiecych. W piątek wieczorem policja bezlitośnie spacyfikowała manifestację złożoną w większości z kobiet, która odbyła się w centrum Stambułu z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet. Zgromadzone głośno domagały się poszanowania swoich praw, bo dyskryminacja kobiet w Turcji nadal jest smutną normą. Jakby na potwierdzenie tego interweniowała policja. Agencja Reuters doniosła, że funkcjonariusze starali się rozbić zgromadzenie używając gazu łzawiącego. Inne źródła donoszą nawet o użyciu gumowych kul
wobec demonstrantek.
Marsz, który zgromadził bardzo różne środowiska polityczne, był całkowicie pokojowy. Kilkutysięczny tłum zebrał się na skraju Placu Taksim i miał ruszyć jedną z reprezentacyjnych pieszych alei miasta, został jednak zablokowany przez kilkusetosobowy szpaler policyjny. Siły prewencji użyły wobec zgromadzonych gazu pieprzowego w sprayu i pocisków z gazem łzawiącym. Doszło do szamotaniny i przepychanek, kiedy policja zaczęła spychać kobiety z powrotem na plac i w boczne uliczki. Na razie nie wiadomo, czy któraś z nich poważniej ucierpiała lub została zatrzymana. – Cieszę się, widząc kobiecą solidarność, ale jednocześnie serce mi pęka. Czuję się uciskana. Wydaje się, że nawet dzisiaj nie jesteśmy wolne – mówiła młoda studentka z Anatolii cytowana przez anglojęzyczny portal Middle East Eye.
Zdaniem świadków, których wymienia MEE, powodem ataku policji mogły być prokurdyjskie akcenty na demonstracji. Wznoszone było kurdyjskie hasło “Kobiety, życie, wolność”. Oficer policji stwierdził, że użyto przemocy, ponieważ w tłumie pojawiły się portrety Abdullaha Ocalana, lidera Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), a państwo tureckie surowo karze za wszelkie związki z tą organizacją, którą uznaje za wewnętrzne zagrożenie dla integralności kraju.
Inne źródło policyjne twierdziło z kolei, że pacyfikacja manifestacji była planowana już od dawna.
Jednym z motywów demonstracji 8 marca był sprzeciw wobec przemocy w stosunku do kobiet. Grupa aktywistek Powstrzymamy Kobietobójstwo zgromadziła dane mówiące, że w 2018 r. w Turcji doszło do 440 morderstw na kobietach z pobudek mizoginicznych. Kraj ten stale plasuje się też na szarym końcu wielu rankingów równouprawnienia płci sporządzanych przez organizacje monitorujące poszanowanie
praw człowieka.
Od czasu próby zamachu stanu w 2016 r. tureckie władze zaostrzyły sposób traktowania demonstracji w Stambule i innych dużych miastach. Wprowadzono elementy stanu wyjątkowego i wolność zgromadzeń była znacznie ograniczona. Przepisy te wycofano w lipcu 2018 r. Jak jednak widać, postępowanie sił prewencji rządzi się własnym prawem.

Google arbitrem praw człowieka

Google odmówiło zaprzestania dystrybucji programu na swojej platformie Google Play. Przedstawiciele koncernu oświadczyli, że po przyjrzeniu się sprawie nie stwierdzili, aby aplikacja miała naruszać prawa człowieka.

Pod koniec lutego 14 kongresmenów z USA zwróciło się do gigantów Google i Apple, którzy dystrybuują apkę w swoich sklepach, o wyjaśnienia i zajęcie stanowiska do 28 lutego. O „natychmiastowe zaprzestanie” promowania usługi, która wspiera patriarchat, zaapelował między innymi senator Ron Weaden. „Prześladowane w Arabii Saudyjskiej kobiety są zmuszone do pokonania aplikacji, by móc opuścić kraj i gdzie indziej szukać schronienia” – napisali politycy. Obie firmy zlekceważyły termin. Apple do tej pory nie udzielił odpowiedzi, zasłaniając się potrzebą przeprowadzenia szczegółowego dochodzenia. Najwyraźniej czekał na jakiś ruch Google’a. I doczekał się. Kongresmenka Jackie Speier z Partii Demokratycznej ogłosiła, że w koncern przesłał odpowiedź – odmowną.
Uznano, że aplikacja nie narusza niczyich praw, stanowi wyłącznie „rozszerzenie” prawa obowiązującego w Arabii Saudyjskiej, czyli faktu, że męski opiekun może ustawić w programie, na jak długo i dokąd podległym mu kobietom wolno będzie podróżować. Prócz tego aplikacja posiada wiele „zwyczajnych” funkcji: możliwość zarejestrowania świeżo urodzonego dziecka, dokonywania opłat czy wypełniania formularzy dotyczących prawa jazdy i mandatów. W ubiegłym miesiącu fakt pobrania aplikacji przez Saudyjczyków ponad milion razy oburzył opinię publiczną, która zażądała zdjęcia kobietom „elektronicznej smyczy”.