Spór o ocenę demokracji

Niedawna rocznica czerwcowych wyborów 1989 roku przypomniała, jak głęboko sięgają polityczne rozbieżności w ocenie tego wydarzenia, a raczej – bo tu tkwi istota sporu – całej polskiej drogi do demokracji.

 

Obóz rządzący rocznicę tę albo ignorował, albo nawet usiłował dezawuować, na przykład przez wysuwanie niepoważnego twierdzenia, jakoby wybory czerwcowe zostały przez Polaków zbojkotowane. Politycy Platformy Obywatelskiej i bliscy im publicyści potraktowali czerwcową rocznicę jako dogodną okazję do podkreślenia roli odegranej w tej historycznej zmianie przez ówczesną opozycję demokratyczną i jej historycznych przywódców. Mają do tego bezsporne prawo.

 

Miejsce dla lewicy

Gdzie w tym sporze stoi lewica? Czym dla niej jest czerwcowa rocznica? Są to pytania o istotnym znaczeniu politycznym, gdyż stosunek do wydarzeń, od których dzieli nas już niemal trzydzieści lat, ma istotne znaczenie dla dzisiejszej tożsamości wszystkich sił politycznych, w tym także – a może nawet szczególnie – lewicy.
Gdy pojawiły się informacje o wyniku pierwszej (najważniejszej) tury wyborów, byłem rozczarowany, ale nie zaskoczony. Przewidywałem przegraną w wyborach do Senatu i dlatego proponowałem (niestety bezskutecznie) wprowadzenie innej ordynacji wyborczej, która pozwoliłaby na wejście do Senatu w przybliżeniu takiej liczby kandydatów ówczesnego obozu rządzącego, jaka odpowiadała zasięgowi jej poparcia (szacowanego na 25-30 procent biorących udział w głosowaniu). Jak wielu ludzi z obu stron ówczesnego podziału obawiałem się, że wynik wyborów zdestabilizuje trudny proces przebudowy systemu i doprowadzi do eskalacji konfliktów o trudnych do przewidzenia, być może dramatycznych, konsekwencjach.
Obawy te okazały się przesadne, co nie znaczy, by były bezzasadne. Wypracowany przy „okrągłym stole” kompromis polityczny został uratowany i stał się fundamentem polskiej, pokojowej drogi do demokracji. Chociaż wielu ludzi miało udział w zbudowaniu tego kompromisu, rolę podstawową odegrali dwaj przywódcy: Wojciech Jaruzelski i Lech Wałęsa. Nie jest więc przypadkiem, że obaj oni byli i są celem bezpardonowych ataków ze strony tych polityków, którzy albo już wtedy byli przeciwnikami historycznego kompromisu, albo po latach doszlusowali do obozu przeciwników „okrągłego stołu”.
W politologicznych teoriach przejścia do demokracji wyróżnia się pięć podstawowych wariantów. Pierwszym, niezwykle rzadkim, jest budowanie demokracji w warunkach przegranej wojny i obcej okupacji. Drugim, też rzadko występującym, jest rewolucyjne, dokonane siłą obalenie dyktatury. Doświadczenie historyczne pokazuje, że w większości wypadków rewolucja prowadzi nie do demokracji,, lecz do innego typu dyktatury, jak to miało na przykład miejsce w Iranie po obaleniu szacha Reza Pahlevi w 1979 roku. Trzecim jest implozja systemu, załamanie się dyktatury pod wpływem poniesionej klęski zagranicznej (Grecja 1974, Argentyna 1983), lub wewnętrznego kryzysu (ZSRR 1991). Czwartym jest udana reforma „odgórna”, prowadzona przez reformatorów w ramach systemu dyktatorskiego bez znaczącego udziału opozycji (co nastąpiło w Brazylii na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych zeszłego stulecia i zapamiętane zostało pod nazwą „abertury” – otwarcia). Piątym wreszcie modelem zmiany jest negocjowana reforma, dla której modelowym wzorem był wielki kompromis hiszpański po śmierci (1975r.) generała Franco i pod patronatem nowego króla Juana Carlosa.

 

Kompromis

Model negocjowanego kompromisu zawiera w sobie obustronne ustępstwa, a więc wyklucza taki wynik, który po jednej stronie stawiałby stuprocentowych zwycięzców, po drugiej zaś – totalnie przegranych. Jak podkreślają badacze tego procesu (w tym pochodzący z Polski wybitny politolog amerykański Adam Przeworski) warunkiem powodzenia negocjowanej reformy jest to, by jeszcze przed podjęciem rokowań po obu stronach dokonały się przegrupowania, w wyniku których wpływy polityczne tracą fundamentalistyczni przeciwnicy ustępstw w obozie władzy i radykalni przeciwnicy kompromisu po stronie opozycji. To stało się zarówno w Hiszpanii, jak kilkanaście lat później w Polsce. Bez takiego, dokonanego po obu stronach, uporządkowania szeregów kompromis nie byłby możliwy.
Historia dopisała jednak ciąg dalszy. W wyniku rozczarowania znacznej części społeczeństwa polskiego tym, jak przebiegały przemiany posocjalistyczne, oraz w wyniku politycznych przetasowań w głównych partiach politycznych, władzę w Polsce zdobyło ugrupowanie, które wręcz ostentacyjnie nawiązuje do tego nurtu dawnej opozycji, który programowo odrzucał kompromis „okrągłego stołu”. Symbolicznym znakiem tej zmiany było powierzenie zaszczytnej funkcji marszałka-seniora otwierającego posiedzenie wybranego w 2015 roku Sejmu Kornelowi Morawieckiemu, który bardziej niż ktokolwiek inny reprezentuje nieprzejednany sprzeciw wobec kompromisu 1989 roku. Obóz rządzący kreuje się na bezkompromisowego przeciwnika tego kompromisu, potępia jego głównych autorów i sugeruje, że idąc inną drogą Polska miałaby się obecnie bez porównania lepiej.

 

Fałsz

Jest to fałsz historyczny i przejaw moralnej dezynwoltury. Nie ma ani jednego przykładu kraju, który z systemu państwowego socjalizmu wyszedłby drogą rewolucyjną i odniósł w jej wyniku lepsze niż Polska wyniki. Czy takim wzorem miałaby być dla nas Rumunia, która przez wiele lat nie mogła uporać się z konsekwencjami krwawej rewolty z grudnia 1989 roku? A może Rosja, Ukraina lub Białoruś, gdzie zmiany ustrojowe zrodziły się w wyniku gwałtownego załamania politycznego po nieudanym puczu sierpnio0wym 1991 roku?

 

Prawda

Polska droga de demokracji nie jest wolna od porażek i błędów, z których najważniejszym było zbytnie podporządkowanie polityki gospodarczej i społecznej państwa logice neoliberalnego podejścia do reform gospodarczych, co w konsekwencji doprowadziło do nadmiernej polaryzacji społecznej i do uzasadnionego poczucia pokrzywdzenia znacznej części społeczeństwa. Krytykując je i programując inną strategię na lata, które przyjdą po odsunięciu od władzy obozu PiS, powinniśmy jednak pamiętać, że nie stanowiły one nieuchronnej konsekwencji zawartego w 1989 roku historycznego kompromisu.
Kompromis ten ma natomiast znaczenie dla przyszłości jako wyraz takiego myślenia o państwie, w którym chciałbym widzieć drogowskaz ku lepszej niż obecna polityki polskiej. Fundamentem tego myślenia jest uznanie, że Rzeczpospolita jest wspólnym dobrem wszystkich jej obywateli. Za tym – wyrażonym w preambule do Konstytucji – sformułowaniem kryje się ważna myśl: odrzucenie traktowania polityki jako bezwzględnej walki opartej na podziale na „swoich” i „wrogów”. Kryje się także gotowość do wspólnego wypracowywania rozwiązań stwarzających szansę na wspólne działanie podstawowych sił politycznych.

 

Morał

Takie przesłanie, płynące z naszego – szanowanego w świecie – doświadczenia pokojowej drogi do demokracji, jest cennym dziedzictwem „okrągłego stołu”, czerwcowych wyborów i sposobu, w jaki wynik tych wyborów posłużył budowaniu demokratycznej Polski. Jako ludzie tego nurtu lewicy, który odegrał w tym procesie znaczącą rolę, mamy prawo do dumy z tego, że demokratyczna Polska rodziła się nie wbrew nam, lecz z naszym znaczącym udziałem.