Taksówkarze kontra niezrzeszeni

Pasażerowie chcieliby być wożeni tanio i w sposób oszczędzający ich czas.

W dyskusji o regulacji przewozów osobowych należałoby dopuścić do głosu najbardziej zainteresowanych – czyli pasażerów. To według różnych źródeł ponad kilka milionów Polaków, korzystających od czasu do czasu z taksówek czy quasi taksówek.
Ich stanowisko i opinie można poznać za sprawą najnowszego badania przeprowadzonego przez Forum Konsumentów. Okazuje się, że nie wszyscy pasażerowie pragną rezygnować z klasycznych dojazdów taksówkowych, ale na pewno chcą wolności wyboru usługi.
Ta wolność wyboru jest tym ważniejsza, że przewozy zamawiane przez aplikacje mobilne (chodzi w praktyce o Ubera i Bolta) są nieco tańsze i szybsze, a zdaniem większości klientów, także bardziej przewidywalne jeśli chodzi o cenę – a nawet i bardziej komfortowe niż te dokonywane konwencjonalnymi taksówkami.
Dyskusję na temat regulacji przewozów osobowych zdominowało stanowisko tradycyjnych taksówkarzy, najgłośniej i w sposb uciążliwy dla innych, artykułujących swoje interesy.
Bardzo słabo słyszalny jest natomiast głos milionów Polaków, korzystających regularnie z usług przewozowych dokonywanych samochodami osobowymi. Nie mają oni swojej zorganizowanej reprezentacji.
Na zapoznanie się z ich opinią pozwala opublikowane właśnie badanie przewozów osobowych, przeprowadzone pod koniec marca przez firmę Quality Watch.
– Z badania wynika, że konsumenci chcą wygody, użyteczności i prostoty korzystania z usług. Stawiają na jakość i dostępność „tu i teraz”. A nowoczesne rozwiązania to dla nich w tym przypadku przejazdy zamawiane przez aplikację mobilną – mówi Agnieszka Plencler, prezes Forum Konsumentów.
Ludzie wykonujący badanie przejechali ponad 800 km pojazdami korporacji taksówkowych oraz autami przewozów osobowych dostępnych poprzez aplikacje mobilne (były to kursy wykonywane w Warszawie, Wrocławiu i Krakowie). Przeprowadzano także badanie internetowe na próbie 500 dorosłych osób.
Sprawdzano czas zamówienia i dotarcia samochodu do klienta, łatwość zamówienia, zachowanie kierowcy, wysokość cen, sposoby dokonywania płatności, opinie wyrażane przez korzystających z usług przewozowych.
Z badania wynika, że usługi oparte na aplikacji mobilnej działają nieco lepiej od tradycyjnych i są wyżej oceniane przez klientów.
Dzieje się tak między innymi dlatego, że stanowią one najszybszy sposób wezwania przejazdu. Zamówienie taksówki przez telefon trwa, jak podaje badanie, 1 minutę 51 sekund. Zamówienie taksówki przez przez aplikację mobilną: 1 min 32 sek. Natomiast zamówienie przez aplikację auta nie należącego do korporacji taksówkarskiej zabiera tylko 1 min 12 sek.
20 sekund to oczywiście nie jest różnica powalająca na kolana, ale są i inne.
Na pojazd zamawiany przez aplikację mobilną krócej się czeka (taksówka zamawiana przez telefon dojeżdża średnio 9 min, a auto z aplikacji 6 min).
Klienci wybierający przewoźnika nie będącego taksówkarzem, z góry znają cenę i nie obawiają się nieprzyjemnych niespodzianek. W przypadku taksówek na telefon w 18 proc. przypadków znana była oszacowana cena, w przypadku taksówek z aplikacji w 83 proc., natomiast w nietaksówkowym przewozie z aplikacji w 100 proc. Szacunek ceny był prawidłowy w 100 proc. w przypadku taksówek zamawianych przez telefon oraz przewozów osobowych z aplikacji, natomiast w przypadku taksówek z aplikacji w 90 proc.
Kurs autem osobowym z aplikacji jest tańszy niż taksówką na telefon. Kosztuje ona średnio 3,91 zł/km, podczas gdy auta z aplikacji 3,23 zł/km. To ok. 20 proc. różnicy.
W przejazdach „aplikacyjnych” rozliczenie nie zabiera dodatkowego czasu po dojechaniu na miejsce. Czas potrzebny na takie rozliczenie wynosi 27 sekund w przypadku aplikacji, 1 min 4 sek jeśli chodzi o gotówkę, natomiast 1 min 36 sek gdy płacimy kartą płatniczą (co potwierdza powszechną tezę, że korzystanie z kart płatniczych wydłuża czas przeprowadzania zakupów).
Nie jest też tak, że wyższy poziom usług panuje w taksówkach na telefon. To przejazdy z aplikacją oceniano lepiej: średnia ocena zadowolenia klientów z przejazdu to 4,45 dla taksówek na telefon oraz 4,71 dla samochodów z aplikacji. Kierowców tych pojazdów motywuje bowiem opcja recenzji w aplikacji, którą może im wystawić pasażer.
Badanie potwierdziło także, że przy przejazdach dokonywanych autami zamawianymi przez aplikacje, a nie będącymi taksówkami, występuje niekiedy bariera językowa między klientem a obcojęzycznym kierowcą. Ale z drugiej strony dla niektórych pasażerów oznacza to brak presji na prowadzenie rozmowy z taksówkarzem, co dla nich okazuje się zaletą, bo w tym czasie wolą odpocząć lub wykorzystać go na pracę.
Generalnie, starsi pasażerowie preferują tradycyjne taksówki na telefon. To ludzie starsi, w wieku powyżej 50 lat. 75 proc. respondentów z grupy wiekowej 51-64 lata korzysta z częściej z taksówek.
W przypadku grupy wiekowej 65 plus ten odsetek wynosi aż 94 proc. To zrozumiałe, że niezbyt znają się oni na aplikacjach w smartfonach, nie podoba im się też konieczność podawania danych osobowych i numerów kart w aplikacji.
Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR, zwraca uwagę na to, że aplikacje taksówkowe oraz przewozy autami prywatnymi ułatwiają przemieszczanie się osobom, dla których zwykłe taksówki są za drogie. Ale to bynajmniej nie eliminuje z rynku taksówkarzy.
TOR badał to zjawisko w latach 2013 – 2016. Z wydanego w 2017 r. raportu wynika, że miastach, w których pojawiły się auta na aplikacje nie spadła liczba taksówek. Przeciwnie, liczba wydawanych licencji wzrastała: w Krakowie o ponad 8 proc, a we Wrocławiu i Warszawie o ok. 15 proc. Nie zanotowano pogorszenia sytuacji taksówkarzy. Mimo to walczą oni przeciwko poszerzaniu dostępu do rynku. W 2013 r. protestowali przeciwko temu, by w gminach powyżej 100 tys. mieszkańców kierowcy nie musieli zdawać egzaminów z topografii i prawa miejscowego. Trójmiasto ograniczyło te wymogi i nic złego się nie stało. Protestowali też gdy pojawił się w Polsce Uber – oficjalnie w trosce o bezpieczeństwo klientów. – Taksówkarze, a przynajmniej spora ich część, nigdy nie będą zadowoleni – mówi Adrian Furgalski.

 

Teraz kolej na kolej

Coraz chętniej jeździmy pociągami, coraz więcej ładunków trafia z TIR-ów na tory.

W 2018 r. liczba pasażerów PKP przekroczyła 310 milionów. Oznacza to wzrost o 6,7 mln osób w porównaniu z 2017 r. Transport towarów również wyraźnie wzrósł. W 2018 r. koleją przewieziono 250 mln ton towarów. To o 10 mln ton więcej niż rok wcześniej.
W ubiegłym roku w naszym kraju codziennie do pociągów wsiadało średnio 850 tys. osób – o ponad 18,4 tys. więcej niż rok wcześniej. I nie były to pociągi byle jakie – lecz nieco nowocześniejsze, czystsze, bardziej zadbane.
Te pociągi codziennie pokonywały w sumie drogę wynoszącą prawie 500 tys. km. Wykonano pracę przewozową na poziomie 21 mld tzw. pasażerokilometrów. Pociągi pasażerskie przejechały w sumie o ok. 3,3 mln km więcej niż w 2017 r.

Pasażerowie wracają

Wzrost liczby pasażerów jest wynikiem powrotu podróżnych na linie uruchomione po remontach oraz lepszej oferty, trafiającej w ich potrzeby. Przewoźnicy inwestują w zakup i modernizację taboru – to również jest ważny czynnik wpływający na wybór kolei jako środka transportu – mówi Ignacy Góra, prezes Urzędu Transportu Kolejowego. Nie zmienia to faktu, że w dalszym ciągu trwają liczne prace modernizacyjne na PKP, które powodują utrudnienia w komunikacji i wydłużają czas podróży.
W 2018 r. najwięcej pasażerów skorzystało z usług Przewozów Regionalnych (czyli pociągów PolRegio) – 81,2 mln osób. Drugie pod względem liczby pasażerów były Koleje Mazowieckie z 59,7 mln podróżnych, a trzecie PKP Intercity, które przewiozły 46,1 mln podróżnych. Niewiele mniej miała PKP Szybka Kolej Miejska – 42,2 mln pasażerów.
Trzy pierwsze firmy wykonały łącznie ponad 80 proc. pasażerskiej pracy przewozowej na PKP.
Jeśli chodzi o wzrost liczby przewiezionych pasażerów, to na szczególną uwagę zasługuje wynik Przewozów Regionalnych. Przewiozły one w ubiegłym roku 81,2 mln osób, o ponad 1,3 mln więcej niż w 2017 r. To historyczny wynik, bo ostatni raz ten przewoźnik przewiózł ponad 80 mln pasażerów w 2013 r.
Najszybszy wzrost liczby pasażerów odnotowały jednak PKP Intercity – aż o 3,2 mln więcej niż w 2017 r. Zapracowały na ten wynik zwłaszcza przyrostem w miesiącach lipiec – listopad 2018 r. W tym okresie wzrost lliczby podróżnych liczony miesiąc do miesiąca wynosił od 10 do 12 proc. w porównaniu z 2017 r.
Nieznacznie ustępowały im Koleje Wielkopolskie które zwiększyły liczbę pasażerów o ponad 2,6 mln, oraz Koleje Dolnośląskie (o 2,3 mln więcej). Nie wszystkim rosło. Remonty w województwie mazowieckim w dużym stopniu przełożyły się na niższe wyniki Kolei Mazowieckich.
Natomiast wzrost przewozów towarowych to przede wszystkim efekt rosnących transportów materiałów budowlanych, głównie kruszyw, przeznaczonych na realizację dużych inwestycji infrastrukturalnych, zaplanowanych w latach 2014-2015.
Nieco wydłużyła się średnia odległość przewozu jednej tony ładunku, z 229 km do 238 km. Ostatni raz wynik zbliżony do ubiegłorocznego (250 mln ton ładunków) osiągnięty został w 2011 r.

Więcej towarów, dłuższe trasy

Wszystko to pokazuje, iż kolej w Polsce wjechała wreszcie na tory rozwoju. Stopniowo rośnie jej znaczenie jako środka transportu w podróżach na dalsze odległości, ale i w codziennej drodze do pracy.
Pociągami przewieziono większą liczbę pasażerów i towarów niż w 2017 r., który również był dobry. Udało się bowiem przekroczyć wtedy, pierwszy raz od kilkunastu lat 300 mln przewiezionych pasażerów.
W przewozach towarowych rośnie zaś znaczenie transportu intermodalnego, który z nie do końca jasnych powodów uważany jest przez nasze władze kolejowe za jakiś szczególny, odmienny rodzaj transportu. Tymczasem rzecz jest zupełnie prosta i znana od kilkudziesięciu lat – chodzi po prostu o przewożenie kontenerów czy wielkich skrzyń ładunkowych nie tylko ciężarówkami lecz i pociągami.
Im dłuższy będzie etap transportu trwającego koleją, tym lepiej, bo wożenie towarów pociągami jest bardziej ekologiczne, niż wykorzystywanie do tego zadania TIR-ów, zatruwających powietrze i niszczących drogi.
Polska ma ambicje, by przejmować rosnącą liczbę towarów przewożonych z Chin drogą lądową. Chcemy wykorzystać szansę, związaną z urzeczywistnieniem przez chińskie władze idei Nowego Jedwabnego Szlaku do Europy.
Na polskim rynku towarowym niekwestionowanym liderem jest PKP Cargo z udziałem 43,6 proc. W ubiegłym roku wszyscy przewoźnicy towarowi osiągnęli w sumie 88,0 mln tzw. pociągokilometrów – o 9,9 proc. więcej, niż rok wcześniej. Przyczyną tego przyrostu jest transport większej masy towarów na znacznie dłuższe dystanse. Niekoniecznie musi to być pozytywne zjawisko, bo jednym z powodów zwiększenia odległości na jakie transportuje się towary (a i ludzi też) są ciagnące się remonty i związane z tym objazdy.

Nie wozili powietrza

Nie wszystko w ubiegłym roku udało się polskim kolejom. Pociągi nadal kursowały wolno. Spadła punktualność przewozów, co dotknęło zwłaszcza pasażerów PKP Intercity, najbardziej niepunktualnego przewoźnika pasażerskiego w naszym kraju (tylko 72,53 proc pociągów bez opóźnień lub z opóźnieniami nie przekraczającymi 5 minut). Trzeba jednak zauważyć, że po dołku w III kwartale, końcówka ubiegłego roku przyniosła już poprawę punktualności niemal wszystkich firm przewozowych.
Niestety, coraz niebezpieczniej było na przejazdach i przejściach kolejowych. Zwiększyła się liczba zabitych i ciężko rannych.
W 2017 r. na przejazdach i przejściach – czyli w miejscach dozwolonych, tam gdzie wolno przechodzić i przejeżdżać – zginęło 76 osób, a 53 zostały ciężko ranne (ponurą specyfiką tragedii na torach jest to, że liczba ofiar śmiertelnych zawsze przewyższa liczbę rannych). W roku ubiegłym – zginęło 85, a ciężko rannych było 61.
Nasze koleje tradycyjnie wykazywały wyjątkowo niską odporność na niekorzystne zjawiska atmosferyczne. Szczęśliwie, w ubiegłym roku nie było długotrwałych, bardzo dotkliwych mrozów, powodujących pękanie szyn i zrywanie przewodów. Wystarczyły jednak silniejsze wiatry, by złamane konary drzew niszczyły trakcję i zatrzymywały pociągi.
Był to jednak w sumie udany rok dla PKP, bo pociągi pasażerskie i towarowe miały co przewozić. Teraz trzeba utrzymać tę korzystną tendencję, a to nigdy nie jest łatwe.