Lewica powinna sięgnąć po narzędzia demokracji bezpośredniej

W czasie, gdy polityczni komentatorzy wyciągają kolejne dalekosiężne wnioski w oparciu o niepewne sondaże – opcja „nie wiem” wyrasta na drugą siłę polskiej polityki – szeroka koalicja Lewicy powinna wziąć głęboki oddech, wyciągnąć wnioski z sondażowej stagnacji i poszukać alternatywnych form działania.

Niekoniecznie opartego na medialnych wyskokach i chwilowej modzie na daną formację. Przez najbliższe miesiące ta sfera działań należeć będzie do Szymona Hołowni, z jego celebryckim powabem i prostymi receptami. Klucz do długotrwałego sukcesu leży w budowie szerokiej, inkluzywnej koalicji społecznej, opartej na realnej bazie aktywistów i aktywistek, sympatyków, działaczy i gęstej sieci stowarzyszonych ruchów. Nie wymyślono jeszcze lepszej drogi realizacji tego celu niż sięgnięcie po narzędzia demokracji bezpośredniej – obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej i referendum.

Polki i Polacy mniej konserwatywni niż klasa polityczna

Wedle wszystkich dostępnych badań opinii publicznej Polki i Polacy są bardziej postępowi nich reprezentująca ich klasa polityczna. Około 20-25 proc. z nas deklaruje poglądy lewicowe lub centrolewicowe. Około 90 proc. z nas jest za pozostaniem Polski w Unii Europejskiej, tylko marginalna część opowiada się za ostatnim zaostrzeniem prawa o aborcji (w zależności od sondażu pełna dostępność to widełki – od 30 do ponad 50 proc). Zaostrzają się oceny Kościoła katolickiego – Polska jest najszybciej laicyzującym się państwem w Europie. Jest również krajem najbardziej homofobicznym, ale jednocześnie około 40 proc. opowiada się za prawną regulacją związków partnerskich (około 40 proc. za równością małżeńską). W przypadku kwestii ekonomicznych postawy są o wiele bardziej złożone, co wynika ze sprzecznych oczekiwań wynikających z różnic wieku czy klasy społecznej, jak również z wielu dekad indoktrynacji w duchu neoliberalnym: niemal 50 proc. Polaków chciałoby obniżki podatków, jednocześnie miażdżąca większość opowiada się za utrzymaniem i rozwijaniem filarów współczesnego welfare state – powszechną służbą zdrowia, stabilnością zatrudnienia, protekcjonizmem gospodarczym. W zależności od badania, między połowa, a dwie trzecie rodaków uważa, że bogaci powinni płacić wyższe podatki niż dziś. Nadal jednak nie wszyscy rozumieją, że funkcjonujemy w systemie opodatkowania degresywnego i że to właśnie oni – osoby aspirujące i klasa średnia – utrzymują państwo. Z tym przekazem trzeba dotrzeć – skutecznie (ale o tym za chwilę).

Ogólne wnioski z tych wszystkich badań są dość proste – jesteśmy społeczeństwem stopniowo wychodzących z mroku konserwatyzmu, mamy coraz większe oczekiwania wobec państwa (zwłaszcza ludzie młodzi), coraz mniej w nas mitów w stylu „od pucybuta do milionera”. Rośnie zapotrzebowanie na elementarną sprawiedliwość – biedni mają dawać mniej, bogaci więcej, a państwo ma służyć zwykłemu człowiekowi. Nawet jeśli te postawy pozostają mniejszościowe (na poziomie ok 40 proc. społeczeństwa), nie ma żadnego powodu aby reprezentująca takie wartości koalicja Lewicy oscylowała w sondażach na poziomie 8-10 proc.

Wyłóżmy nasz program na widok publiczny

Odpowiedź wydaje się prosta – Lewica nie jest w stanie przebić szumu informacyjnego, nawet pomimo posiadania najlepszej ekipy parlamentarnej od dekad. Bez własnych mediów, w oparciu o zasady narzucone przez inne, mocniejsze partie (bycie w telewizji to niemal wszystko), bez potężnego zaplecza organizacyjnego, z opinią formacji „radykalnej”, przekroczenie bariery oddzielającej ugrupowanie mniejszości od ruchu masowego może być trudne, o ile nie niemożliwe. Skoro jednak (póki co) nie udaje się Lewicy przebić medialnie, powinna sięgnąć po narzędzia kampanii bezpośredniej. Obywatelska inicjatywa ustawodawcza to jedna ze skuteczniejszych metod docierania do ucha i serca wyborcy. Ale też budowy silnej formacji opartej na realnych działaczach i działaczkach w terenie. Ostatnie badania pokazują, że udział w ostatnich protestach antyrządowych, był największy w miejscowościach w przedziale 20-100 tys. mieszkańców. To też tradycyjne ośrodki wyborców Lewicy – pominiętych, zapomnianych, często bez perspektyw i reprezentacji w mediach głównego ruchu. A jednak – jak wskazują badani – postępowych społecznie.

Pomimo tego, że kilka lat temu projekt „Ratujmy Kobiety” przepadł w Sejmie, samo jego złożenie poszerzyło ramy debaty publicznej. Realnie istniejący obywatele i obywatelki podpisywali listy poparcia dla ustawy liberalizującej przepisy aborcyjne. To tworzy więź z danych ruchem. Warto również uczyć się od prawicy. Możemy się oburzać na ekstremistyczne projekty Kai Godek wymierzone w prawa kobiet i osoby LGBT+, ale akcje zbiórki podpisów z nimi związana generuje realny ruch polityczny i w ostatecznym rozrachunku (jak pokazuje sprawa aborcji) wymuszają zmiany na politycznym (w tym przypadku skrajnie prawicowym) establishmencie.

Lewica ma tu kilka swoich projektów min. odnośnie liberalizacji przepisów aborcyjnych. A w poczekalni również całą gamę zmian w prawie podatkowym (podatek od dużych korporacji, wprowadzenie kolejnych progów dla najlepiej zarabiających), które mogłyby zdobyć wielką popularność w zestawieniu z czymś bardziej namacalnym (np. zwiększeniem kwoty wolnej od podatku). Jakiś czas temu środowiska obywatelskie przekazały na ręce Lewicy projekt dotyczący powołania niezależnej komisji do zbadania pedofilii w kościele. Wszystkie te pomysły cieszą się poparciem kilkukrotnie większej liczby wyborców niż wynika z sondażowego poparcia Lewicy. Przedstawione w Sejmie jako projekty klubu znikną w zgiełku emocjonalnych tematów zastępczych lub zostaną zamrożone przez autorytarną władzę. W postaci projektów obywatelskich (wymóg to 100 tys. podpisów) wygenerują ruch społeczny i związek emocjonalny z wyborcami. Spowodują również przyrost nowych członków i aktywistów, przyczynią się do budowy formacji politycznej, dadzą niezbędne szlify polityczne tysiącom działaczy i działaczek. W takim scenariuszu Lewica nie będzie potrzebowała dobrego słowa dziennikarzy z telewizji komercyjnej. Praca odbędzie się na dole.

Nie bójmy się referendum

W 1986 koalicja chadeckiej Fina-Geal i centrolewicowej Partii Pracy doprowadziły do referendum w sprawie legalizacji rozwodów (!). Poniosły sromotną klęskę, ale już 9 lat później stosowna poprawka do konstytucji została przegłosowana i Irlandia postawiła kolejny krok na drodze do normalności. Kilka referendalnych głosowań później kraj ten jest jednym z bardziej postępowych w Europie – nie ma już śladu po mrocznych czasach klerykalizmu i konserwatyzmu.

Wedle polskiego prawa referendum zarządza m.in. Sejm na wniosek grupy co najmniej 500 000 obywateli. Może ale nie musi, choć siła nacisku politycznego wydaje się tu oczywista. Ta metoda budzi spore kontrowersje wśród lewicowych polityków, aktywistów i komentatorów. Po pierwsze, stawia się argument dotyczący praw człowieka – podobno nie powinny być one głosowane w formule bezpośredniej (czyli np. podatki tak, ale już aborcja nie). Po drugie, pojawia się obawa, że przegrane referendum zniechęci ludzi do organizatorów i wręcz zaszkodzi, zamiast pomóc sprawie. Pierwszy argument ma charakter idealistyczny, ale mały związek z uwarunkowaniami prawnymi i tzw. światem rzeczywistym.

W istocie, prawa człowieka zawsze były, są i najpewniej będą regulowane przez Suwerena, czy to za pośrednictwem parlamentu czy bezpośrednio. Innej drogi na wprowadzenie zmian do porządku prawnego nie ma. Co do ewentualnej demobilizacji – taki scenariusz mógłby zagrozić formacji masowej złożonej z przeróżnych grup o często odmiennych interesach, w mniejszym zaś stopniu małemu ugrupowaniu, którego związek z wyborcami opiera się na silnych emocjach. Nawet jednak w przypadku dużych partii przegrana może być przedstawiana wyłącznie jak przystanek na długiej drodze do celu. Jako niezbędny element szerszej strategii pozyskiwania wpływu. Weźmy Szkocką Partię Narodową. Przegrane referendum niepodległościowe nie tylko jej nie zaszkodziło, ale wręcz wzmocniło jej poparcie (centrolewicowa SNP trzyma stery władzy już od kilkunastu lat). Jak zwykle wiele sprowadza się do komunikacji – Lewica nie może udawać, że załatwi swoje postulaty już teraz. W przypadku ewentualnej inicjatywy referendalnej warto również stawiać na kwestie, które cieszą się poparciem większości (lub istnieje potencjał zwiększenia poparcia), ale z jakiegoś powodu są ignorowane przez klasę polityczną. To np. kwestia in vitro, związków partnerskich, odebrania przywilejów finansowych kościołowi czy być może również legalizacji marihuany. Może nawet sprawa reformy systemu podatkowego (np. wprowadzeniu czwartego progu dla superbogatych, przy jednoczesnym zwiększeniu kwoty wolnej dla zdecydowanej większości) Wszystkie wymienione inicjatywy – przy założeniu odpowiedniej komunikacji – miałyby szansę na uzyskanie poparcia Polek i Polaków. Oraz – co ważne dla Lewicy – na poszerzenie jej bazy wyborczej o nowe grupy i ciekawe koalicje.

Oczywiście żadne z powyższych nie zastąpią działań w parlamencie, tworzenia własnych mediów, rozbudowy puli liderów i liderek opinii, tworzenia koalicji wyborczych i zwykłej, codziennej pracy wśród ludzi. Narzędzia demokracji bezpośredniej to tylko jedna z metod pokazania swojego programu społeczeństwu. A jednak w przeciwieństwie do liczenia na korzystną narrację medialną, odpowiedni trend czy moment, mają jedną i niepodważalną zaletę: o ile nie da się przewidzieć końcowego rezultatu, wykonana przy nich praca nigdy nie idzie na marne.

„Przestrzec przed tragicznymi konsekwencjami”

Tylko Polska społecznie stabilna, gospodarczo zdrowa, politycznie przewidywalna będzie cenionym i realnie chronionym ogniwem ładu i bezpieczeństwa europejskiego.

gen. Wojciech Jaruzelski

Stało się! Doszło do rozlewu polskiej krwi. Z woli władzy- imiennie, jej najwyższych przedstawicieli, na ulicach Warszawy 11 Listopada 2020 r. polała się krew. Polska krew. Tak, z woli władzy podkreślam – polską, bratobójczą krwią uczczono 102 rocznicę powrotu Polski na mapę Europy. Rocznicę odzyskania Niepodległości, po 123 latach życia Polaków pod zaborami. Można postawić nie jedno pytanie, choćby takie- dlaczego władza chciała, życzyła sobie właśnie krwią czcić to Narodowe Święto? Dlaczego świadomie dopuściła do uhonorowania tej rocznicy przez osobników rządnych krwi? Dlaczego nie posłuchała ostrzeżeń tysięcy światłych Polaków, wypowiadających się publicznie, na środowiskowych i rodzinnych spotkaniach. Dlaczego „Apel generałów i admirałów w stanie spoczynku”, nie skłonił do chwili refleksji, zastanowienia. Czyżby czytano go pobieżnie i nie zauważono, że „czasami nadmiar emocji, niekontrolowany rozwój wydarzeń może skutkować rozlewem krwi”? Państwo zapewne mają własne tego wyjaśnienie („Apel” załączam).

„Tania krew”

Najpierwsze i podstawowe wyjaśnienie – brzmi: bo Historia Polski, dzieje jako Państwa i Narodu z tysiącletnią tradycją są zapisane krwią. Orężną walką o byt niepodległy, właśnie Państwa i Narodu, położonego geograficznie na „ polityczno-wojennym przeciągu” Wschód- Zachód. Co więcej- tę Walkę i Historię, po 1990 r. upamiętniamy ulicznymi burdami, bijatykami. Było, co oczywiste-składanie wieńców i odegranie hymnu narodowego. Ale to uchodzi po dziś dzień jako „rzecz naturalna”, liczyły się wrzaski i bijatyki. Media miały co pisać, czym epatować widzów i zagranicę. Proszę, by Państwo podali w którym roku przez te 30 lat obyło się bez bratobójczych, chuligańskich bójek? Albo toczyły się między uczestnikami, którzy tu szukali „wrogów” – w Imię Boga i Ojczyzny. Albo „właściwym obiektem” była Policja. Ani organizatorzy, ani decydenci nie chcieli, nie umieli „doczytać” się w „Apelu”, żeby„nie atakować policjantów, żołnierzy i funkcjonariuszy innych służb mundurowych – oni nie są waszymi wrogami”. Ale co poradzić, u nas bez wroga ani rusz, musi być! i to pod przysłowiową ręką. To ewidentne pomieszanie powagi, szacunku wobec bojowych dokonań naszych Dziadów i Ojców wynika- tak sądzę-z pomieszania pojęć w głoszonej i uprawianej „polityce historycznej”, gdzie „wróg” jest na pierwszym planie. Wczoraj na ulicy ostrzegł mnie przyjaciel – będziesz miał co „prostować” w Trybunie. Już MEN zaczął pisać kolejną, czarną historię- będzie pełno wrogów i nienawiści.

Nie możemy obejść się bez kropli krwi na ulicy podczas narodowych świąt. Po prostu jest tania jak przysłowiowy barszcz. Także obecna władza nie potrafi, nie umie rządzić inaczej jak tylko przy użyciu kłamstwa i obłudy, prowadzących do przemocy i właśnie rozlewu krwi. O tym, że może dojść do „chuligańskiego rozlewu krwi” (nie mam tu na myśli policjantów), wiedziano, domyślam się, że byli we władzy i tacy, co liczyli na taki przebieg manifestacji. I to jest nie tylko smutne, ale może prowadzić wręcz-jak czytam w „Apelu” do „tragicznych konsekwencji”. Każdy z Państwa to pojęcie może interpretować na swój sposób i będzie miał rację. Ciśnie się pytanie- co lub kto uchroni Polaków przed „tragicznymi konsekwencjami” tak postępującej władzy? W tym kontekście „Apel” Panów Generałów i Admirałów odczytuję jako „wstępny”. Bądźcie Panowie gotowi – do decyzji w „stanie wyższej konieczności”- oby nie nadszedł, oby…

Odpowiedzialność

Powagę takiej „konieczności” odczytałem w wypowiedzi Pana gen. Stanisława Kozieja. Nie mam żadnych wątpliwości, że wieloletnie doświadczenie na ministerialnych stanowiskach- MON, BBN- skłoniło do oceny- że „wkraczamy w bardzo niebezpieczny moment konfliktu, którego skutki mogą być bardzo poważne. Z niepokojem obserwuję, że rządzący zamiast łagodzić nastroje jeszcze bardziej je podgrzewają”.
Grozę i powagę sytuacji podkreśla Pan gen. Krzysztof Bondaryk mówiąc-„głos generałów przy tak napiętej sytuacji społecznej jest konieczny”, by służyć „tonowaniu nastrojów i zapędów władzy”. Dla osiągnięcia tych – na chwilę obecną – podstawowych celów, zdaniem Pana gen. Dariusza Łuczaka- „w tak niespokojnym czasie wszystkim nam jest potrzebny spokój i rozsądek”

Co może władza?

Cytowane słowa Panów Generałów, wszystkich sygnatariuszy „Apelu” zwracają uwagę na „coś szczególnego”. Jest nim obawa, wprost strach przed własną władzą! Bez żadnego cienia złośliwości pytam Państwa- czy pamiętacie okres i czas, by poważna część społeczeństwa bała się swojej, zaledwie przed rokiem wybranej władzy, rządu? Proszę nie szukać tu podtekstu- kogo wybraliście-macie! Staje przed nami, wszystkimi Polakami- bez względu na wyznawane wartości i przekonania dylemat- co uczynić, by zapobiec rozlewowi krwi? W demokratycznym państwie taką receptą jest kartka wyborcza. Kalendarz wskazuje, iż będzie to możliwe za 3 lata. Czy do tego momentu doczołgamy się bezpiecznie – oby. A jeśli nie, to co?
Panowie Generałowie doskonale wiedzą, że ich byli podwładni i wychowankowie mogą być zmuszeni decyzją władzy podjąć siłowe działania przeciwko własnemu Narodowi. Pan gen. Ryszard Grosset, w udzielonym wywiadzie przypomina, żołnierzom i funkcjonariuszom, że „Ślubowaliśmy wszyscy wierność Narodowi i tej wierności wobec wyrażanej ostatnio codziennie i powszechnie woli Narodu mamy obowiązek i wolę dochować”. To eleganckie-jak przystało na Generałów- przypomnienie władzy, że wolą służb mundurowych jest dochowanie wierności Narodowi! A władzy- ciśnie się kolejne pytanie? Swoim postępowaniem od dłuższego czasu sama wyobcowuje się ze społeczeństwa, który ją wybrał. Staje się na organizmie Narodu coraz bardziej dokuczliwym wyrzutem, bolejącym ropieniem. Czy da się go usunąć bezboleśnie przez użycie dostępnych środków, tzw. przeciwciał wygenerowanych przez organizm? Mówiąc jasno -władza może sama unieważnić ustawę, mocą której wyprowadziła Panie- Kobiety na ulice. To niezbywalne minimum. Dopiero po tej decyzji możliwa będzie rozmowa z władzą przy stole. To także jasno wynika z ogłoszonego apelu komitetu protestacyjnego Pań. Wprost nie wypada pisać, że Panie na żadne „kosmetyczne poprawki”, łagodzące treść aborcyjnej ustawy nie pójdą. Mają gorzką świadomość obłudy władzy- tak w słowach jak i w czynach. Taka jest gorzka prawda!

Szczególny bukiet kwiatów

„Apel” Panów Generałów odczytuję jako swoisty, szczególny bukiet kwiatów dla Pań – tych protestujących i tych wykonujących zadania porządkowo-ochronne na ulicach. Wprawdzie są przykłady – mówiąc językiem Pana gen. Ryszarda Grosseta, niezbyt przyzwoitego zachowania się na służbie. Ale poprzestańmy na tym. Przyjmijmy, że Panie funkcjonariuszki, że wszyscy żołnierze i funkcjonariusze wykonujący zadania będą pamiętać, że „nie zajęcie stanowiska wobec tego co dzieje się w Polsce byłoby utratą przyzwoitości”. To znów eleganckie-jak przystało na Generałów- przypomnienie władzy, że służby mundurowe będą po stronie Pań -oczywiście tej przytłaczającej większości, która nie zaaprobowała i stanowczo odrzuca ustawę aborcyjną. Gdy zaczynam pisać, że władza może podjąć tzw. rozłamowe działania wśród żołnierzy, choćby na swój sposób interpretując słowa przysięgi i ślubowania, wsparte obietnicami finansowymi- odczuwam drżenie ręki. Żywię nie płonną nadzieję, że Panowie Generałowie stosownie napomną władzę przed takim krokiem. A żołnierze i służby mundurowe zachowają zwartość szeregów.

Panowie- sygnatariusze „Apelu” mają powód do satysfakcji. Także usatysfakcjonowani są wszyscy publicyści Trybuny, mediów i organów opiniodawczych. Szanowne Panie świadomie „odstąpiły” ulice poplecznikom władzy, a ci po chuligańsku „zagospodarowali” je 11 Listopada. Wyrazy najwyższego szacunku i poważania wszystkim Paniom. Choć na chwilę- „zwyciężyło dobro”. Władza kolejny raz „dostała czas” na podjęcie konkretnie oczekiwanych przez Panie decyzji. Nie było żadnej pilności, by ustawowy bubel wbrew logice i rozsądkowi czynić skrajnie restrykcyjnym prawem. Wyrok Trybunału- lekceważąc powagę prawa i medycznej wiedzy stanął po stronie ortodoksów. Społeczny sprzeciw był publicznie zapowiadany długo przed terminem. Władza z plakatów protestujących Pań oraz internetowych głosów poznała dosadną ocenę tego hańbiącego człowieczeństwo wyroku. Poznała też społeczną ocenę własnej wartości. Wstyd pisać, że zamiast wszystkie dostępne środki skierować na przeciwdziałanie pandemii, chroniąc społeczeństwo przed jej „śmiertelnym żniwem”, władza wykorzystuje narastający stan zagrożenia zdrowia i życia na upokarzające decyzje, tak dla Pań osobiście, jak i ich małżonków.

Co dalej?

To zrozumiałe- decyzja należy do władzy. Punktem wyjścia – powtórzę – unieważnienie ustawy aborcyjnej, czyli przyjęcie jej za „nie byłą”, przywrócenie w tym względzie stanu sprzed 22 października. Niewątpliwie obniżyłoby to poziom istniejącego napięcia, nienawiści oraz skłócenia społeczeństwa. Jednocześnie byłoby szansą na przywrócenie „stabilności społecznej i politycznej przewidywalności Polski”, których znaczenie wskazuje gen. Wojciech Jaruzelski w cytowanej na wstępie sentencji.
Proszę Panów Generałów, o przyjęcie poniższego wywodu tylko jako „głośne myślenie”. Napisałem wyżej, że „Apel” Panów odczytuję jako swoisty „wstęp” do dalszego działania. Do czego może doprowadzić władza?…Bądźcie Panowie czujni… Emerytura nie zawsze oznacza stan spoczynku – historia zna takie przypadki.

„Apel”, mimo upublicznienia z właściwą wykładnią i sugestią uznania Klubu Generałów za kompetentnego do rozmowy, mógłby trafić bezpośrednio do rąk Prezydenta RP oraz Premiera, marszałków Sejmu i Senatu. Nie wykluczam- poza Senatem – odrzucenia i wyśmiania gotowości Panów do poszukiwania sposobów złagodzenia powstałych napięć. Nie wykluczam ordynarnego nawet-wskazania Panom „miejsca w szyku”. Mam świadomość, iż taki krok może spotkać się z kąśliwymi i prześmiewczymi opiniami, a sam pomysł jako dziecinna naiwność. Jednakże uznanie społeczne Panów rozwagi i skierowania wysiłku nas wszystkich na przezwyciężenie pandemii i przejścia w możliwie „ubezpieczonej formie” kryzysu, który już zaczyna dawać znać – powinno, musi zwyciężyć dla dobra ogółu, nas wszystkich!

Panowie Generałowie, przez zawodowe i życiowe doświadczenie wskazali „Apelem” na poczucie odpowiedzialności za wymykający się z rąk władzy, kierunek biegu zdarzeń w Kraju. Troskę o wytonowanie emocji, przywrócenie czołowej roli rozsądkowi, uczynili Panowie jedną z wiodących myśli „Apelu”. Serdecznie, po żołniersku gratuluję takiego stanowiska i dziękuję – jest bardzo na czasie! Władzy dla opamiętania, Polakom dla otuchy i rozważnego działania.

Referendum…

W imię poczucia odpowiedzialności za Ojczyznę, chyba nadchodzi czas i potrzeba, by zastanowić się nad ogólnokrajowym referendum. Sytuacja nabiera „szczególnego znaczenia dla państwa”, czym wypełnia znamiona art.125 Konstytucji. Władza, co prawdopodobne z tym się nie zgodzi. Mimo to, wstępnie należałoby rozważyć, nie kryjąc przed władzą, ani tym bardziej przed społeczeństwem-dwa podstawowe pytania. Pierwsze- czy jest Pani, Pan za uchyleniem ustawy aborcyjnej (mieć będzie rację, jeśli tego nie uczyni wcześniej władza). I drugie- czy jest Pani, Pan za przedterminowym przeprowadzeniem wyborów parlamentarnych (do Sejmu i Senatu), już wiosną 2021 r.

Wspomniany art.125 stanowi, że referendum „ma prawo zarządzić Sejm, bezwzględną większością głosów”. Aktualny skład Sejmu nie pozwala mieć nikłej nadziei. Konstytucja na taką decyzję, pozwala uczynić to Prezydentowi RP za zgodą Senatu. Zwrócenie się Panów Generałów do tych organów władzy – szczególnie Prezydenta RP, będzie warunkować dalsze postępowanie.

Licząc na dozę wyczucia powagi sytuacji, Prezydent nie powinien odmówić. Postawiłoby to ważność referendum pod znakiem zapytania. Dla Sądu Najwyższego byłoby podstawą jego unieważnienia, gdyby zostało przeprowadzone z „ usilnej woli” społeczeństwa w I kwartale, najpóźniej do połowy 2021 r.

Można się spodziewać, że rozmowy i działania Panów Generałów- obok społecznej, zyskają także aprobatę opozycyjnych partii politycznych. Tym bardziej, że byłyby prowadzone oficjalnie, przy pełniej informacji dla obywateli. Rozsądna postawa społeczeństwa, uznająca jako ostateczność- podkreślam- manifestacje i protesty, byłaby kolejny raz czynnikiem skłaniającym do odpowiedzialnego postępowania. Mimo zasłużenie krytycznych ocen władzy, nie wykluczam jej postrzegania Polski, jako „ogniwa ładu i bezpieczeństwa europejskiego”, co też akcentuje Generał w sentencji.

Można chyba zakładać, że szefowie partii opozycyjnych, pomni swoich błędów, głównie wobec SLD i Lewicy, popełnionych przed wyborami parlamentarnymi w październiku 2019 r., utworzyliby jeden obywatelski blok wyborczy (pisałem, tekst „Czarny scenariusz” 4-5. 11.br.).

Na zakończenie

Nie trudno zauważyć, że prowadzony w tej publikacji wywód, zmierza do zachęcenia Państwa Czytelników do zastanowienia się i uzyskania odpowiedzi na pytanie-jaka (może czyja?) ma być przyszła Polska, już w III dekadzie XXI wieku. Wewnętrzne rozchwianie, zbliżający się kryzys gospodarczy, pandemia, itp. czyni to pytanie platformą narodowej debaty, wszystkich partii politycznych. Zarys wiążących odpowiedzi na szczegółowe kwestie mieszczące się w tym pytaniu należałoby wypracować, „wydyskutować” równolegle z ewentualnym referendum, nie później niż do połowy 2021 r. W tej dziedzinie doświadczenie i wiedza Panów Generałów będą cenną pomocą. Raz jeszcze gratuluję „Apelu” i dziękuję za obywatelską postawę. Szczególne słowa szacunku i wdzięczności kieruję do Panów Generałów osobiście mi znanych i cenionych za żołnierska i obywatelską postawę.

Licząc na dalszą wyrozumiałość Redakcji Trybuny, przemyślenia o „przyszłej Polsce” przedstawię na łamach w niezbyt odległym czasie.

Gabriel Zmarzliński

Za Onet.pl dołączam Apel generałów i admirałów w stanie spoczynku.

„Dalsza eskalacja doprowadzi do tragicznych konsekwencji”

My, generałowie i admirałowie Wojska Polskiego, Policji, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej, Biura Ochrony Rządu, Służby Więziennej, służb specjalnych wyrażamy głęboki niepokój w związku z rozwojem sytuacji w Kraju. W czasie rozwijającej się pandemii, groźby niewydolności służby zdrowia i kryzysu gospodarczego wprowadzane są rozwiązania skutkujące ogromnym niezadowoleniem społecznym. Zaostrzenie przepisów aborcyjnych wywołało sprzeciw obywateli i masowe protesty uliczne. Dalsza eskalacja działań, podsycanie i nieodpowiedzialne zachowania polityków doprowadzi do tragicznych i nieodwracalnych konsekwencji. Czasami nadmiar emocji, niekontrolowany rozwój wydarzeń może skutkować rozlewem krwi.

Obawiamy się sytuacji, w której ponownie na ulicach polskich miast może dojść do użycia siły i niepotrzebnych ofiar. Mamy prawo, aby przestrzec przed tragicznymi konsekwencjami, gdyż nie chcemy aby taka sytuacja powtórzyła się kiedykolwiek w Polsce.

Apelujemy:

-do rządzących, posłów i senatorów, aby uwzględnili wolę większości społeczeństwa i doprowadzili do zmiany nieakceptowanych rozwiązań;

– do policjantek, policjantów, żołnierzy i funkcjonariuszy służb mundurowych, aby działali zawsze zgodnie z prawem, pamiętając, że służą społeczeństwu. Niech słowa przysięgi żołnierskiej i rot ślubowań, które składaliśmy – „ślubuję służyć wiernie Narodowi, chronić ustanowiony Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej porządek prawny, strzec bezpieczeństwa Państwa i jego obywateli, nawet z narażeniem życia” towarzyszą we wszelkich Waszych działaniach,

-do organizatorów i uczestników protestów o powstrzymanie się od wszelkich aktów przemocy, w tym niszczenia mienia, zabytków i obiektów kultu religijnego. Nie atakujcie policjantów, żołnierzy i funkcjonariuszy innych służb mundurowych – oni nie są waszymi wrogami. Nie prowokujcie i nie dajcie się sprowokować a dobro zawsze zwycięża;

– do autorytetów politycznych, moralnych i społecznych o odważną obronę wartości nadrzędnych i przekonywanie decydentów, aby niezwłocznie przystąpili do rozmów ze wszystkimi stronami konfliktu i do wypracowania kompromisu, który uspokoi nastroje społeczne.

Należy przyjąć rozwiązania akceptowane przez zdecydowaną większość społeczeństwa, chroniąc je przed dramatyzmem pandemii.

Poniżej lista generałów i admirałów popierających apel:

GENERAŁOWIE I ADMIRAŁOWIE WOJSKA POLSKIEGO
wiceadm. w st. spocz. Marian Ambroziak
gen. dyw. w st. spocz. Tadeusz Bałachowicz
gen. dyw. w st. spocz. Zbigniew Bielewicz
gen. dyw. w st. spocz. Jarosław Bielecki
gen. w st. spocz. Mieczysław Bieniek
gen. dyw. w st. spocz. Janusz Bronowicz
gen. broni w st. spocz. Józef Buczyński
gen. dyw. w st. spocz. Leszek Chyła
gen. bryg. w st. spocz. Zbigniew Chruściński
gen. bryg. w st. spocz. Andrzej Danielewski
gen. bryg. w st. spocz. Marian Daniluk
wiceadm.. w st. spocz. Ryszard Demczuk
gen. bryg. pilot rez. Tomasz Drewniak
gen. bryg. rez. Adam Duda
gen. dyw. rez. Andrzej Duks
gen. bryg. w st. spocz. Marek Dukaczewski
gen. dyw. rez. Andrzej Duks
gen. bryg. w st. spocz. Jan Dziedzic
gen. broni w st. spocz. pilot Sławomir Dygnatowski
gen. bryg. w st. spocz. Stanisław Ferenz
gen. bryg. w st. spocz. Stanisław Filipiak
gen. broni w st. spocz. Józef Flis
kadm.. w st. spocz. Kazimierz Głowacki
gen. bryg. w st. spocz. Tadeusz Grabowski
gen. broni w st. spocz. Zdzisław Goral
gen. bryg. rez. Dariusz Górniak
gen. dyw. w st. spocz. Zdzisław Graczyk
gen. bryg. w st. spocz. pilot Roman Harmoza
gen. bryg. w st. spocz. Brunon Herrmann
gen. bryg. w st. spocz. Michał Jackiewicz
gen. bryg. w st. spocz. Janusz Jakubowski
gen. bryg. w st. spocz. Roman Kloc
gen. bryg. rez. Artur Kołosowski
gen. bryg. w st. spocz. January Komański
gen. broni w st. spocz. Lech Konopka
gen. bryg. w st. spocz. Stanisław Koziej
adm. floty w st. spocz. Roman Krzyżelewski
gen. bryg. w st. spocz. Alfons Kupis
gen. dyw. w st. spocz. Janusz Lalka
gen. bryg. w st. spocz. Andrzej Lewandowski
gen. bryg. w st. spocz. Jerzy Lewitowicz
gen. bryg. rez. Krzysztof Magiera
gen. broni w st. spocz. pilot Lech Majewski
kadm. w st. spocz. Michał Michalski
gen. bryg. w st. spocz. Henryk Mika
gen. dyw. w st. spocz. Jerzy Modrzewski
kadm.. w st. spocz. Mirosław Mordel
gen. bryg. w st. spocz. Marek Ojrzanowski
gen. bryg. w st. spocz. Marek Oleksiak
gen. bryg. w st. spocz. Janusz Paczkowski
gen. bryg. w st. spocz. Jerzy Paszkowski
gen. dyw. w st. spocz. Aleksander Poniewierka
gen. bryg. w st. spocz. Henryk Porajski
wiceadm.. w st. spocz. Marian Prudzienica
gen. dyw. w st. spocz. Franciszek Puchała
gen. bryg. w st. spocz. Roman Pusiak
gen. bryg. pilot rez. Jan Rajchel
gen. dyw. w st. spocz. Marian Robełek
gen. rez. Mirosław Różański
gen. bryg. w st. spocz. Władysław Saczonek
gen. dyw. w st. spocz. Marek Samarcew
gen. bryg. w st. spocz. Władysław Skrzypek
gen. dyw. w st. spocz. Jerzy Słowiński
wiceadm.. w st. spocz. Henryk Sołkiewicz
gen. bryg. rez. Jarosław Stróżyk
gen. bryg. rez. Sławomir Szczepaniak
gen. bryg. w st. spocz. Witold Szymański
gen. bryg. w st. spocz. Stanisław Świtalski
wiceadm.. w st. spocz. Marek Toczek
gen. bryg. w st. spocz. Andrzej Trybusz
gen. bryg. w st. spocz. Leszek Ulandowski
wiceadm. w st. spocz. Maciej Węglewski
gen. bryg. w st. spocz. Zdzisław Wijas
gen. bryg. w st. spocz. Marek Witczak
gen. broni w st. spocz. Anatol Wojtan
kadm. w st. spocz. Jarosław Zygmunt
gen. bryg. w st. spocz. Krzysztof Górecki

GENERAŁOWIE POLICJI
nadinsp. w st. spocz. Dariusz Banachowicz
nadinsp. w st. spocz. Stanisław Białas
nadinsp. w st. spocz. Dariusz Biel
nadinsp. w st. spocz. Janusz Bieńkowski
nadinsp. w st. spocz. Tadeusz Budzik
nadinsp. w st. spocz. Zdzisław Centkowski
nadinsp. w st. spocz. Zbigniew Chwaliński
nadinsp. w st. spocz. Mariusz Dąbek
nadinsp. w st. spocz. Michał Domaradzki
nadinsp. w st. spocz. Irena Doroszkiewicz
nadinsp. w st. spocz. Dariusz Działo
gen. insp. w st. spocz. Marek Działoszyński
gen. insp. w st. spocz. Krzysztof Gajewski
nadinsp. w st. spocz. Józef Gdański
nadinsp. w st. spocz. Andrzej Gorgiel
nadinsp. w st. spocz. Marek Hebda
nadinsp. w st. spocz. Waldemar Jarczewski
nadinsp. w st. spocz. Krzysztof Jarosz
nadinsp. w st. spocz. Józef Jedynak
gen. insp. w st. spocz. Antoni Kowalczyk
nadinsp. w st. spocz. Leszek Lamparski
nadinsp. w st. spocz. Tadeusz Ławniczak
nadinsp. w st. spocz. Zbigniew Maciejewski
nadinsp. w st. spocz. Adam Maruszczak
nadinsp. w st. spocz. Leszek Marzec
gen. insp. w st. spocz. Andrzej Matejuk
gen. insp. w st. spocz. Jan Michna
nadinsp. w st. spocz. Sławomir Mierzwa
nadinsp. w st. spocz. Adam Mularz
nadinsp. w st. spocz. Dariusz Nagański
nadinsp. w st. spocz. Wojciech Olbryś
nadinsp. w st. spocz. Wojciech Ołdyński
nadinsp. w st. spocz. Michał Otrębski
nadinsp. w st. spocz. Władysław Padło
nadinsp. w st. spocz. Igor Parfieniuk
nadinsp. w st. spocz. Arkadiusz Pawełczyk
nadinsp. w st. spocz. Edward Pietkiewicz
nadinsp. w st. spocz. Tomasz Połeć
nadinsp. w st. spocz. Cezary Popławski
nadinsp. w st. spocz. Adam Rapacki
nadinsp. w st. spocz. Jarosław Sawicki
nadinsp. w st. spocz. Mirosław Schossler
nadinsp. w st. spocz. Ryszard Siewierski
nadinsp. w st. spocz. Ferdynand Skiba
nadinsp. w st. spocz. Wojciech Sobczak
nadinsp. w st. spocz. Wiesław Stach
nadinsp. w st. spocz. Jacek Staniecki
nadinsp. w st. spocz. Jerzy Stańczyk
nadinsp. w st. spocz. Krzysztof Starańczak
nadinsp. w st. spocz. Zdzisław Stopczyk
nadinsp. w st. spocz. Bogusław Strzelecki
nadinsp. w st. spocz. Eugeniusz Szczerbak
nadinsp. w st. spocz. Ryszard Szkotnicki
gen. insp. w st. spocz. Leszek Szreder
nadinsp. w st. spocz. Kazimierz Szwajcowski
nadinsp. w st. spocz. Henryk Tokarski
nadinsp. w st. spocz. Andrzej Trela
nadinsp. w st. spocz. Henryk Tusiński
nadinsp. w st. spocz. Ireneusz Wachowski
nadinsp. w st. spocz. Janusz Wikariak
nadinsp. w st. spocz. Ryszard Wiśniewski
nadinsp. w st. spocz. Andrzej Woźniak
nadinsp. w st. spocz. Krzysztof Zgłobicki

GENERAŁOWIE PAŃSTWOWEJ STRAŻY POŻARNEJ
nadbryg. w st. spocz. Piotr Buk
nadbryg. w st. spocz. Ryszard Dąbrowa
nadbryg. w st. spocz. Seweryn Dyja
nadbryg. w st. spocz. Józef Galica
nadbryg. w st. spocz. Ryszard Grosset
gen. bryg. w st. spocz. Teofil Jankowski
nadbryg. w st. spocz. Marek Jasiński
nadbryg. w st. spocz. Ryszard Kamiński
nadbryg. w st. spocz. Tadeusz Karcz
nadbryg. w st. spocz.. Roman Kaźmierczak
nadbryg. w st. spocz. Ryszard Korzeniowski
nadbryg. w st. spocz. Marek Kowalski
nadbryg. w st. spocz. Bogdan Kuliga
nadbryg. w st. spocz. Piotr Kwiatkowski
gen. bryg. w st. spocz. Wiesław Leśniakiewicz
nadbryg. w st. spocz. Wojciech Mendelak
gen. bryg. w st. spocz. Zbigniew Meres
nadbryg. w st. spocz. Gustaw Mikołajczyk
nadbryg. w st. spocz. Tadeusz Milewski
nadbryg. w st. spocz. Andrzej Mróz
nadbryg. w st. spocz. Zbigniew Muszczak
nadbryg. w st. spocz. Zygmunt Politowski
nadbryg. w st. spocz. Ryszard Psujek
nadbryg. w st. spocz. Marek Rączka
nadbryg. w st. spocz. Maciej Schroeder
nadbryg. w st. spocz. Janusz Skulich
nadbryg. w st. spocz. Jacek Staśkiewicz
nadbryg. w st. spocz. Karol Stępień
nadbryg. w st. spocz. Andrzej Szcześniak
nadbryg. w st. spocz. Aleksander Szymański
nadbryg. w st. spocz. Ignacy Ścibiorek
nadbryg. w st. spocz. Piotr Świeczkowski
nadbryg. w st. spocz. Stanisław Węsierski
nadbryg. w st. spocz. Andrzej Witkowski
nadbryg. w st. spocz. Jerzy Wolanin

GENERAŁOWIE BIURA OCHRONY RZĄDU
gen. bryg. w st. spocz. Paweł Bielawny
gen. bryg. w st. spocz. Mirosław Gawor
gen. bryg. w st. spocz. Andzrej Gawryś
gen. dyw. w st. spocz. Marian Janicki
gen. bryg. w st. spocz. Krzysztof Klimek
gen. bryg. w st. spocz. Jerzy Matusik
gen. dyw. w st. spocz. Grzegorz Mozgawa

GENERAŁOWIE SŁUŻB SPECJALNYCH
gen. bryg w st. spocz. Krzysztof Bondaryk
gen. bryg. w st. spocz. Gromosław Czempiński
gen. bryg. w st. spocz. Wiktor Fonfara
gen. bryg. w st. spocz. Maciej Hunia
gen. bryg. w st. spocz. Henryk Jasik
gen. bryg. w st. spocz. Andrzej Kapkowski
gen. bryg. w st. spocz. Radosław Kujawa
gen. bryg. w st. spocz. Dariusz Łuczak
gen. bryg. w st. spocz. Janusz Nosek
gen. bryg. w st. spocz. Paweł Pruszyński

GENERAŁOWIE I ADMIRAŁOWIE STRAŻY GRANICZNEJ
gen. bryg. SG w st. spocz. Andrzej Anklewicz
gen. bryg. SG w st. spocz. Jacek Bogdan
gen. bryg. SG w st. spocz. Marek Borkowski
gen. bryg. SG w st. spocz. Marek Dominiak
gen. bryg. SG w st. spocz. Leszek Elas
gen. bryg. SG w st. spocz. Jarosław Frączyk
gen. bryg. SG w st. spocz. Tadeusz Frydrych
gen. bryg. SG w st. spocz. Włodzimierz Gryc
gen. bryg. SG w st. spocz. Andrzej Kamiński
gen. bryg. SG w st. spocz. Marian Kasiński
gen. dyw. SG w st. spocz. Józef Klimowicz
kadm.. SG w st. spocz. Stanisław Lisak
gen. bryg. SG w st. spocz. Henryk Majchrzak
gen. bryg. SG w st. spocz. Zygmunt Staniszewski
gen. dyw. SG w st. spocz. Dominik Tracz
gen. bryg. SG w st. spocz. Andrzej Wasiuk

GENERAŁOWIE SŁUŻBY WIĘZIENNEJ
gen. SW w st. spocz. Włodzimierz Markiewicz
gen. SW w st. spocz. Jacek Pomiankiewicz
gen. SW w st. spocz. Andrzej Popiołek
gen. SW w st. spocz. Jan Pyrcak
gen. SW w st. spocz. Marek Szostek
gen. SW w st. spocz. Jacek Włodarski

Z doświadczenia ruchu referendalnego

W sprawie dopuszczalności przerywania ciąży w czasie I kadencji Sejmu.

Obserwuję z ogromną uwagą protesty młodych ludzi po ogłoszeniu przez Julię Przyłębską (patrz: „odkrycie towarzyskie”) wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020r. w sprawie zgodności z Konstytucją ustawy dopuszczającej przerywanie ciąży w obecnym kształcie prawnym. Przyłębska ogłosiła, że ustawa nie jest zgodna z Konstytucją, Episkopat jej za to natychmiast podziękował i – jak Polska długa i szeroka- rozpoczęły się w Polsce demonstracje.

Walka o zaostrzenie prawa, określającego warunki przerywania ciąży toczy się w Polsce z przerwami od lata 1989r, czyli ponad 30 lat! Zaczęło się od inicjatywy senackiej, ponieważ po wyborach z 4 czerwca 1989r. mieliśmy już parlament dwuizbowy, a w reaktywowanym Senacie 99 miejsc na 100 zajmowali senatorowie wybrani z list „Solidarności” (czyli sam kożuszek politycznej śmietanki ) + „wolny” senator Henryk Stokłosa. W tym składzie po raz pierwszy objawiła swą obecność klerykalna prawica i ruszyła do boju…W grudniu 89. grupa senatorów na czele z Walerianem Piotrowskim (wybrany w zielonogórskim, w cywilu adwokat) wystąpiła do „sejmu kontraktowego” z pierwszym projektem ustawy „o ochronie prawnej dziecka poczętego”. Jednakże ówczesna większość sejmowa chciała pójść inną drogą: uchwałą z 25 stycznia 1991 r. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej postanowił, aby senacki projekt poddać ogólnonarodowej konsultacji. Zaapelowano o nadsyłanie do Sejmu w formie pisemnej opinii i wniosków na temat projektu senackiego w terminie do 31 marca 1991 r.

Społeczeństwo polskie nie było wówczas przyzwyczajone do konsultowania z nim w tej formie projektów ustaw, zaczynało się dopiero od nowa organizować. Szybko jednak okazało się, że prowadzona konsultacja stanowiła okazję do zmobilizowania środowisk i organizacji, związanych z Kościołem katolickim, zwłaszcza, że Episkopat Polski zaapelował do wiernych o wzięcie udziału w ogłoszonej konsultacji. Swoje stanowisko, poparte zbiorowymi listami nadesłały kluby KIK, tworzone wówczas w błyskawicznym tempie regionalne Porozumienia na Rzecz Ochrony Życia, terenowe organizacje PAX, Fundacja SOS Obrony Poczętego Życia, Fundacja Światło-Życie i kilka innych pomniejszych, ale już wówczas bardzo krzykliwych.

W rezultacie przeprowadzenia konsultacji do Sejmu nadesłano 228. 153 listów wyrażających wsparcie dla senackiego projektu ustawy i 62. 753 podpisów, które były przeciw projektowi – proporcje 78% do 22 %. W konsultacji brały udział osoby indywidualne i organizacje społeczne. Zdecydowanie przeciwko projektowi senackiemu wypowiedział się w styczniu 1991 r. Zarząd Główny Zrzeszenia Prawników Polskich. W uchwale swej stwierdził, że przedmiot projektu ustawy należy do sfery moralno-etycznej i dlatego nie powinien podlegać tak daleko idącej regulacji prawnej, bez uprzedniego poddania założeń tej regulacji osądowi społecznemu w drodze referendum.

W kwietniu 1991 r. zaniepokojona atmosferą, jaką wywołał projekt ustawy antyaborcyjnej, głos zabrała Ewa Łętowska – ówczesny Rzecznik Praw Obywatelskich. W liście do Anny Popowicz, napisanym w związku z objęciem przez nią Urzędu ds. Kobiet i Rodziny, Ewa Łętowska napisała m.in: „Z pewnością uwadze pani nie uszły wypowiedzi publiczne, głęboko żenujące, przepełnione pogardą dla podmiotowości kobiety, wskazujące na żałosne niezrozumienie zarówno tego, czym jest dyskusja legislacyjna, jak i tego, że zwłaszcza ustawa wiążąca się z najtrudniejszymi problemami moralnymi, wymaga dyskusji na poziomie adekwatnym do regulowanego przedmiotu”.

Zdaniem RPO, zaproponowane przez grupę posłów referendum było najlepszym możliwym do osiągnięcia rozwiązaniem.
Nastroje społeczne sprzyjały tej propozycji: 74% badanych w tej kwestii Polaków było za referendum, 17 % przeciw. Nad projektem senackim rozpoczęły się jednakże prace, w Sejmie pracowała komisja, trwały dyskusje , ale niezbyt długo, ponieważ X kadencja Sejmu została o dwa lata skrócona i projekt ten nie doczekał się finalizacji.

We wrześniu 1992 r. do Rzecznika Praw Obywatelskich skierowały list działaczki rozwiązanej Komisji Kobiet NSZZ „Solidarność” Krystyna Politacha i Jadwiga Szkutnik. Zaprotestowały w ten sposób przeciwko represyjnemu prawu antyaborcyjnemu. W publikacjach informowały, że – wbrew kierownictwu „Krajówki” – przeprowadziły na ten temat ankietę w zakładach pracy: „Wyniki ankiety były zdumiewające. Od 80 do 90% kobiet i mężczyzn opowiedziało się przeciw ustawie.” Po tej akcji, której nie akceptowało kierownictwo Solidarności „powysyłano pisma do zarządów regionów z oficjalną informacją o rozwiązaniu Komisji Kobiet. Zabroniono im nawet oficjalnego wypowiadania się na ten temat.

Przy okazji dyskusji na ten i inne tematy na oczach wszystkich „Solidarność” gwałtownie przeistaczała się z postępowego, wolnościowego ruchu społecznego w mechanizm władzy, z jednej strony podporządkowany ideologii Kościoła, a z drugiej – liberalnym strategiom ekonomicznym. Szybko też okazało się, że w „Solidarności” aprobaty dla obrony praw kobiet nie będzie, II Zjazd NSZZ „Solidarność” (kwiecień 1990r.) przyjął nawet specjalną rezolucję w celu poparcia restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej, chociaż w uchwale programowej nazwał się na wyrost „związkiem nowoczesnym”.

To były czasy!! Błyskawicznie odradzała się wówczas w Polsce ideologia ultrakonserwatywna, głoszona przez Kościół i jego politycznych sojuszników, gotowych w każdej chwili do pognębienia „komunistów” i „komunizmu”. To dzięki ich aktywności od początku przemian ustrojowych społeczeństwu polskiemu wmawiano, że wszelkie idee, dotyczące wyzwolenia kobiet i ich praw zostały „narzucone przez komunistów” i grupki naiwnych polityków z Europy Zachodniej. Niektórzy mogli w to nawet uwierzyć, zwłaszcza, że większość społeczeństwa Zachód znała głównie z kolorowych obrazków, Pewexu i opowiadań szczęśliwców, którzy na wyjazdach służbowych, bądź stypendiach naukowych mogli się bliżej przyjrzeć „państwom dobrobytu”. Nikt im jednak nie przekazywał, że kościoły na Zachodzie są już od dawna puste i często zamykane, co zapewne bardzo martwiło Jana Pawła II, ale mleko już się wylało. Została mu przecież jeszcze do zagospodarowania ojczysta, ufna Polska, więc Polki i Polacy mogli wsłuchiwać się w świątobliwe nakazy, dotyczące życia seksualnego ludzi dorosłych. Dziś kard. Mateo Zuppi z Bolonii, sympatyk papieża Franciszka, zapowiedział, że najwyższy czas, aby Kościół przestał się interesować ludźmi tylko „od pasa w dół”, bo ma przed sobą inne ważne problemy do rozwiązania. Zgadzam się z kard. Zuppim, zawsze to zainteresowanie osób duchownych sprawami seksu (antykoncepcja, pigułka dzień po) było dla mnie nieco niezdrowe (ostatnio Zuppi- ten „duszpasterz ulic” ) ujął mnie homilią, wygłoszoną 17 października 2020r. na polskim cmentarzu wojennym w Bolonii).

Ale wróćmy do sporu o dopuszczalność aborcji z początku lat 90. Po wyborach z 1991r. szczególnie aktywni na tym polu stali się posłowie nowej partii – Zjednoczenia Chrześcijańsko – Narodowego. SLD miał wtedy 60 mandatów w Sejmie i dwa mandaty senatorskie. Już na początku I kadencji Sejmu posłowie ZChN wnieśli kolejny projekt ustawy „o ochronie prawnej dziecka poczętego”. Dyskusja na ten temat szybko przeniosła się z parlamentu do społeczeństwa, przybierając nienotowany wówczas wymiar protestu, kierowanego przeciw realnym zamiarom prawicy, zasiadającej w ławach parlamentarnych. Kościół organizował demonstracje, księża prowadzili pochody „wiernych” pod Sejm, gotowych w każdej chwili na wyzwiska pod adresem posłanek SLD. Dostawałyśmy listy z pogróżkami i wyzwiskami. Objawiona nagle ze strony kleru bezkompromisowość żądań zaciemniała obiecywaną wcześniej perspektywę demokratycznego sporu, dialogu i szans na kompromis.

Kobiety lewicy parlamentarnej, zorganizowane już w ponadklubową Parlamentarną Grupę Kobiet na czele z Barbarą Labudą i współpracujące z nami środowiska i organizacje kobiece zgłosiły postulat, aby kwestię tę rozstrzygnąć w ogólnonarodowym referendum.

Na fali sprzeciwu wobec poczynań narodowej prawicy powstała koncepcja powołania Społecznego Komitetu na Rzecz Referendum, na czele którego stanął poseł Zbigniew Bujak , a wiceprzewodniczącymi Komitetu zostały aktorka Beata Tyszkiewicz i ówczesna przewodnicząca Ligi Kobiet Polskich – Izabela Jaruga-Nowacka. Podobne komitety samorzutnie powstawały również na szczeblu lokalnym i tam wybierały swoich koordynatorów. W listopadzie 1992 r. Społeczny Komitet na Rzecz Referendum przyjął deklarację, w której m.in. oświadczył: „Prawo do wypowiedzi jest fundamentem wolności obywatelskich. W tak ważnej sprawie, dotyczącej nas wszystkich – kobiet i mężczyzn – prawo to musi być respektowane”.
„Centrum dowodzenia” stał się sekretariat Parlamentarnej Grupy Kobiet z niezawodną Karoliną Marszał, kobiece organizacje i stowarzyszenia rozdawały „na mieście” ulotki, mające przekonać do tego sposobu rozwiązania konfliktu wokół dopuszczalności przerywania ciąży.

Komitety regionalne tworzyli w środowiskach wielkomiejskich posłowie SLD, UP, niektórzy z UD i KL-D oraz różnorakie stowarzyszenia i organizacje kobiece. Do komitetów swoją obecność zgłosili się m.in. Elżbieta Dzikowska, Magdalena Zawadzka, Marek Edelman, Maria Fołtyn, Wojciech Giełżyński, Monika Jaruzelska, Zofia Kuratowska, Jerzy Markuszewski, Stanisław Podemski, Władysław Komar, Krystyna Kofta, Anna Tatarkiewicz, Zbigniew Lew-Starowicz, Mikołaj Kozakiewicz, Magda Umer, Piotr Szulkin, Franciszek Starowieyski, Piotr Kuncewicz, Maciej Zembaty.

W Krakowie uczestniczyli w Komitecie Stanisław Lem, Jan Nowicki, Jerzy Trela, Andrzej Mleczko oraz- jak podała prasa- akces zgłosiła cała „Piwnica pod Baranami” pod wodzą Piotra Skrzyneckiego. Ciekawych nazwisk było znacznie więcej, świadczy o tym prywatne archiwum autorki. Trybuna podawała, że podpisy zbierano w niektórych zakładach pracy, gdzie złożyło je nawet 80% załogi (dziś już nie ma tych zakładów pracy). Redakcja tej gazety wspomagała ruch referendalny, drukując blankiet, na który należało wpisać imienne poparcie, a następnie przesłać go pod adres „Trybuny”. Podpisy zbierano pod tekstem: „Popieram wniosek, aby sprawa karalności za przerywanie ciąży została rozstrzygnięta w referendum”.

27 listopada 1992 r. w Sejmie powołany został Międzyklubowy Zespół Parlamentarny, działający na rzecz przeprowadzenia ogólnokrajowego referendum w sprawie karalności przerywania ciąży. Jego zadaniem było przygotowanie projektu uchwały sejmowej w sprawie referendum i zebranie pod nią podpisów. W skład Zespołu wchodzili m.in. posłowie: Anna Bańkowska, Marek Boral, Zbigniew Bujak, Włodzimierz Cimoszewicz, Piotr Paweł Czarnecki, Radosław Gawlik, Anna Dudkiewicz, Jerzy Jankowski, Zbigniew Janas, Aleksander Krawczuk, Olga Krzyżanowska, Jerzy Kopania, Antoni Kost, Dariusz Kołodziejczyk, Zofia Kowalczyk, Barbara Labuda, Krystyna Łybacka, Irena Maria Nowacka, Aleksander Małachowski, Piotr Mochnaczewski, Jacek Piechota, Wanda Sokołowska, Izabella Sierakowska, Marek Siwiec, Ewa Spychalska, Jerzy Szmajdziński, Iwona Śledzińska-Katarasińska, Danuta Waniek, Andrzej Zakrzewski, Janusz Zemke, Jacek Żochowski.

Projekt uchwały o referendum został wniesiony do Laski Marszałkowskiej w listopadzie 1992 r. przez grupę 119 posłów, wywodzących się z 6 klubów parlamentarnych (UD, SLD, KLD, PPG, PSL i UP).

Projekt uchwały zapowiadał, że problem karalności przerywania ciąży będzie rozstrzygnięty w ogólnonarodowym referendum, a jego treść będą stanowić następujące pytania:

1. czy jesteś za karalnością przerywania ciąży, dokonywanego ze względu na zagrożenie życia i zdrowia kobiety?
2. czy jesteś za karalnością przerywania ciąży, jeżeli płód dotknięty jest ciężkimi, nieodwracalnymi wadami rozwoju lub nieuleczalną chorobą?
3. czy jesteś za karalnością przerywania ciąży, będącej wynikiem przestępstwa (kazirodztwa, gwałtu)?
4. czy jesteś za karalnością przerywania ciąży dokonywanego ze względu na szczególnie trudną sytuację bytową, materialną lub rodzinną kobiety ciężarnej?

Warto również przypomnieć, że w ówczesnej Unii Demokratycznej zdecydowanie przeciw referendum występowała ówczesna premier – Hanna Suchocka (niezmiennie potrzebowała modlitw – w czasie uroczystości oficjalnych wystawiano jej klęcznik). O jej głębokim zaangażowaniu „przeciw” świadczyła reakcja na odrzucenie przez członków UD zakazu angażowania się w ruch referendalny: w momencie przegrania tej kwestii na posiedzeniu władz partii w Poznaniu podarła swój partyjny mandat. W tym samym czasie przeciw akcji referendalnej wypowiedziała się Konferencja Episkopatu Polski. Z inicjatywy Hanny Suchockiej zniesiono w 1993r. oficjalne obchody Międzynarodowego Dnia Kobiet, za to nie przeszkadzało jej po upadku rządu podpisanie konkordatu bez stosownego upoważnienia konstytucyjnego.

W każdym razie organizowany przez nasze komitety masowy protest był najbardziej licznym od czasu powstania „Solidarności” oddolnym ruchem społecznym. Czuliśmy już wówczas, że to nowe nie zawsze będzie demokratyczne. Nasz ruch wywołał rezonans za granicą, czego m.in. skutkiem było skierowanie przez Przewodniczącego Międzynarodowej Federacji Planowanego Rodzicielstwa – „Listu otwartego” do papieża Jana Pawła II, w którym autor opowiedział się za wyborem kobiet, dotyczącym rodzenia dzieci i za skuteczną antykoncepcją. Co ciekawe, inicjatywa ustawodawcza, kryminalizująca w Polsce przerywanie ciąży zbiegło się w czasie z wynalezieniem we Francji „pigułki antyaborcyjnej” – RU 486.
Muszę jednakże zauważyć, że ruch referendalny mobilizował wówczas ludzi w wieku średnim i starszym, młodzieży to wówczas nie interesowało. Starsi przeżyli w okresie stalinowskim zakaz przerywania ciąży, w dyskusjach referendalnych przypominali kobiece dramaty, o których było głośno w okresie międzywojennym. Wtedy „moralnością” zarządzał również Kościół katolicki i klerykalnej propagandzie nie dali rady ani Irena Krzywicka, ani Tadeusz Boy- Żeleński.

Projekt przeprowadzenia referendum z 1992r. został poparty 1 500 tys. podpisów, co świadczyło o gotowości wielu środowisk społecznych do wzięcia na siebie odpowiedzialności za kierunek podjętego rozstrzygnięcia. Jednakże według obowiązującego prawa, to Sejm swoją uchwałą (50%+1 głos) decydował (i decyduje) o tym, czy referendum będzie przeprowadzone.

I zadecydował: projekt uchwały o referendum został odrzucony w Sejmie 7 stycznia 1993 r. następującym stosunkiem głosów: 177 za, 225 przeciw, 16 wstrzymujących się. Zebraliśmy ponad półtora miliona podpisów, złożyliśmy je w demokratycznie wybranym Sejmie, a prawicowi politycy odesłali je tryumfalnie „do kosza”. To wówczas posłanka ZChN – Halina Nowina-Konopka powiedziała, że „o sprawach dla państwa najważniejszych nie może decydować jakieś przypadkowe społeczeństwo”.
Tego samego dnia większość sejmowa uchwaliła restrykcyjną ustawę antyaborcyjną. Znowelizowaliśmy ją w następnej kadencji Sejmu (1993-1997), kiedy lewica parlamentarna została umocniona wejściem do parlamentu Unii Pracy – partii powstałej właśnie z ruchu referendalnego, na czele której stał Ryszard Bugaj. Sprzyjał nam jeszcze jeden czynnik: w Pałacu Prezydenckim zasiadał już nie L. Wałęsa z Matką Boską w klapie, ale A.Kwaśniewski, który podpisał nowelizację ustawy z 30 sierpnia 1996r., dopuszczającą przerwanie ciąży ze względów społecznych.

Jednakże i tu prawica znalazła wyjście, aby grzesznych przymusić do religijnego posłuszeństwa: tym razem grupa prawicowych senatorów (m.in. Alicja Grześkowiak, Piotr Andrzejewski, wspierani w TK przez adwokata Macieja Bednarkiewicza) zaskarżyli tę nowelizację do Trybunału Konstytucyjnego. Wyrok został ogłoszony 28 maja 1997r., a sędzia sprawozdawca – prof. Andrzej Zoll ogłosił, że zaskarżony przepis ustawy „narusza konstytucyjne gwarancje ochrony życia ludzkiego w każdej fazie jego rozwoju”(!).

Siedziałyśmy wówczas z Barbarą Labudą na sali rozpraw i z niedowierzaniem kiwałyśmy głowami, słuchając uzasadnienia, wygłaszanego przez sędziego Andrzeja Zolla. Ku mojemu zdumieniu znakomity karnista jako szef organu państwowego nie zachował w swym wywodzie zalecanej przez Konstytucję światopoglądowej bezstronności. Pełno w nim było sformułowań rodem z encyklik papieskich. Zakładałam, że musiał znać tekst nowej Konstytucji (byliśmy trzy dni po referendum) i dyskusję, jaka toczyła się w Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego wokół sformułowania i interpretacji art. 38. Zdecydowana większość Komisji na pewno nie myślała o prawnej ochronie życia „od poczęcia aż do naturalnej śmierci” (pamiętam, bo byłam przy tym), tak, jak ten przepis nagminnie dziś interpretuje klerykalna prawica. Nie gwarantowała tego ani „mała konstytucja z 1992r., ani też Konstytucja RP uchwalona w kwietniu 1997r. Podkreślał to zwłaszcza przewodniczący Podkomisji Ustroju Politycznego i Społeczno –Gospodarczego poseł Ryszard Bugaj. Był na ten krętaczy wyrok równie oburzony, jak reszta członków podkomisji, można było już wtedy podawać go jako przykład, w którym większość składu sędziowskiego wkroczyła w rolę ustawodawcy, postawiła się ponad literą Konstytucji, ponad intencje i upoważnienie ustrojodawcy. To większość z dwunastoosobowego składu sędziowskiego zbudowała nam osławiony „kompromis trybunalski” z 1997r.(wyrok K.26/96). Na marginesie dodam, że kilka lat temu nie zdziwiłam się, kiedy prof. A.Zoll wypowiedział się przeciwko ratyfikacji Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (konwencja stambulska). To stanowisko pasowało mi do tamtego wyroku. Co prawda, w ostatnich miesiącach wycofywał się z tego rakiem, kiedy zauważył, czyim stał się sojusznikiem….

W 1997r. na Sali rozpraw TK pachniało mi zmową prawicy, kościoła hierarchicznego i większości składu orzekającego. Dziś pachnie mi tak samo. Sumień tych sędziów nie rusza fakt, że w ślad za tym wyrokiem Polska (papieska! katolicka!) stała się krajem dzieciobójstw i nie mam tu na myśli kilkutygodniowych embrionów, lecz noworodki donoszone, urodzone żywe i wyrzucane natychmiast „w reklamówkach” do śmieci, albo przywożone do szpitali tak pobite, że nie mają szans na przeżycie. Nie ma tygodnia, aby prasa nie donosiła o takich przypadkach! Rodziny patologiczne spotykamy nader często, sędziów bez sumienia także.
Przyjęcie restrykcyjnego prawa antyaborcyjnego w I kadencji Sejmu otworzyło drogę do zgłaszania kolejnych propozycji ustawodawczych, motywowanych religijnie i ideologicznie, jak. n.p. wprowadzenia do prawa rodzinnego instytucji separacji, finansowania religii w szkołach publicznych, klauzul sumienia, czy wreszcie przygotowania i podpisania konkordatu w sposób urągający standardom państwa demokratycznego.
Przypomniałam te kilka faktów, ponieważ nie jest wykluczone, że problem referendum znów do Sejmu powróci. Ale tym razem po wyroku Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej protestuje najmłodsza dorosła generacja Polek i Polaków, która nie ma nic do stracenia, nie musi spłacać Kościołowi żadnych długów. Wobec tej generacji to Kościół ma przewiny na koncie (pedofilia, bezkarność przestępców w sutannach). Nie dziwię się, że nie przebiera w słowach. Może im się w końcu uda rozstrzygnąć, co cesarskie, a co boskie i oddzielą kościół od państwa, czego im szczerze życzę.

Dyskryminacja jest problemem

Rok przed wybuchem antyrasistowskich zamieszek w USA, w Rosji Centrum im. Lewady zbadało sprawę dyskryminacji z różnych przyczyn w Rosji w ramach większego międzynarodowego projektu. Dostępne dopiero teraz wyniki są bardzo interesujące.

Ciekawa jest grupa pytanych – to ludzie w wieku 14-29 lat, którzy na hasła dyskryminacji z różnych względów są wrażliwsi niż starsze pokolenie.
Badanie to było częścią międzynarodowego projektu Fundacji im. Friedricha Eberta.
„Choć problem instytucjonalnej dyskryminacji rasowej nie jest charakterystyczny dla Rosji z powodów historycznych, demograficznych i politycznych, to jednak część naszych współobywateli przejawiała oznaki codziennego rasizmu (od jednej piątej do połowy pytanych w różnych hipotetycznych sytuacjach wolała zachować dystans wobec ciemnoskórych)” – czytamy w dokumencie.
Na pytanie: „czy był Pan/Pani kiedyś obiektem dyskryminacji?” najwięcej z pytanych, bo 22 proc. odpowiedziało „tak” i była to dyskryminacja z powodu wieku, drugim powodem (21 proc.) była sytuacja materialna.
Na trzecim miejscu była dyskryminacja z powodów płci – 16 proc.
Ze względu na przekonania polityczne dyskryminacje odczuwało 14 proc. pytanych, o jeden procent mniej odczuło dyskryminację z powodów aktywności społecznej, 11 proc. pytanych było dyskryminowanych z powodów etnicznego pochodzenia. Najmniej odczuwano dyskryminację z powodów orientacji seksualnej – jedynie 3 proc. pytanych zetknęło się z nią „często” lub „niekiedy”.
Gdy nachylić się nad problemem dyskryminacji ze względu na płeć, to 14 proc. zetknęło się z jej przejawami, ale kiedy rozdzielić grupę respondentów według płci właśnie, proporcje nieco się zmieniają: nieco więcej niż co piąta kobieta czuła się dyskryminowana, (22 proc.) i tylko co dziesiąty mężczyzna (9 proc.).
Natomiast na pytanie o dyskryminację z powodów etnicznych, co jest szczególnie ważne w wielonarodowym społeczeństwie rosyjskim, co 10 respondent odpowiedział, że był „czasem” lub „często” obiektem takowej. Jednak w rozbiciu na Rosjan i nie-Rosjan sprawa wygląda niego gorzej.
Tylko 8 proc. Rosjan było obiektem dyskryminacji etnicznej, zaś nie-Rosjanie odczuwali dyskryminację z powodu swojego pochodzenia częściej – 22 proc. z nich było dyskryminowanych.
Ciekawe, jak wyglądałyby wyniki tego samego badania w Rosji obecnie.

Szkoci za referendum

All Under One Banner – to hasło demonstracji, która przeszła wczoraj ulicami największego szkockiego miasta. Marsz był mocnym sygnałem wysłanym do rządu Wielkiej Brytanii. Szkoci chcą mieć możliwość ponownego zadecydowania o dalszych losach ich kraju.

Mimo deszczowej aury dziesiątki tysięcy flag z krzyżem Świętego Andrzeja powiewały na Kelvingrove Park, gdzie rozpoczęła się sobotnia demonstracja. Było to największe zgromadzenie zwolenników wyjścia Zjednoczonego Królestwa od wielu miesięcy i na pewno nie ostatnie, Ruch niepodległościowy zapowiedział już kolejne marsze.
Pojawili się zwolennicy pozostania w Unii. Poparcie dla idei niepodległości jest w Szkocji na fali wznoszącej. Jeszcze w marcu 2019 jedynie 35 proc. ankietowanych opowiadało się za opuszczeniem unii. Obecnie niektóre sondaże pokazują remis.
Miażdżące zwycięstwo Partii Konserwatywnej w wyborach do Izby Gmin oraz utrata złudzeń, że brexit można jeszcze zahamować doprowadziły do renesansu nastrojów separatystycznych. Grudniowa elekcja, w której Szkocka Partia Narodowa osiągnęła najlepszy wynik w historii, wprowadzając do parlamentu w Londynie 59 deputowanych (13 więcej niż w poprzedanich wyborach) dała rządowi Nicoli Sturgeon lepszą pozycję negocjacyjną w starciu z premierem Borisem Johnsonem.
Szef brytyjskiego rządu, który odrzucał dotąd możliwość zapalenia zielonego światła na nowe referendum, ma w swoim gabinecie ministra ds. unii – nowy urząd utworzony w celu utrzymania Zjednoczonego Królestwa w obecnym kształcie. Decyzja ta świadczy o tym, że Johnson traktuje poważnie niepodległościowe aspiracje Edynburga. Głównym zadaniem rządu Strugeon jest doprowadzenie do ponownego referendum.
– Szkocja bardzo wyraźne chce innej przyszłości niż ta, która została wybrana przez większość w pozostałej części Zjednoczonego Królestwa, i Szkocja chce mieć prawo do decydowania o własnej przyszłości. Torysi – choć bez wątpienia tak długo, jak to możliwe, będą wściekać się na rzeczywistość – muszą ją zaakceptować i zrozumieć. Zostali odrzuceni w Szkocji. Postawili kwestię sprzeciwu wobec referendum niepodległościowego na karcie do głosowania i stracili poparcie, stracili ponad 50 proc. miejsc – to była katastrofalna porażka torysów w tej sprawie – mówiła Sturgeon po grudniowych wyborach.
W 2014 roku w Szkocji odbył się plebiscyt w sprawie wyjścia z UK. Za odłączeniem się od struktur UK było wówczas 44,70 proc. głosujących, a za pozostaniem częścią Zjednoczonego Królestwa – 55,30 proc. Frekwencja wyniosła 84,59 proc.

Jednak koalicja

W wewnątrzpartyjnym referendum 83 procent członkiń i członków SLD opowiedziało się za startem w porozumieniu z ugrupowaniami prodemokratycznymi.

Uprawnionych do głosowania było 20779 działaczy Sojuszu, a w referendum wzięło udział 13129 osób. To oznacza frekwencję na poziomie 63 proc. 10888 osób w referendum opowiedziało się za startem SLD w koalicji, co stanowi 83 proc. głosujących. 2218 osób, czyli 17 proc głosujących, opowiedziało się za samodzielnym startem. Oddano 25 głosów nieważnych. Jesteśmy jedyną partią, która w ten sposób podejmuje kluczowe decyzje

Kilka dni temu Państwowa Komisja Wyborcza poinformowała, że jeżeli chodzi o składki członkowskie za rok 2018, to największą ich kwotę zebrał PiS – 579 tysięcy zł, następne było SLD – 460 tysięcy zł, następnie PO – 169 tysięcy zł oraz PSL – 51 tysięcy zł. Dlaczego podaję te dane? Pragnę pokazać, iż SLD to sprawna struktura, która ma swoje koła w 340 powiatach.

Posiadam, jako przewodniczący Sojuszu, najsilniejszy mandat w sprawie prezentacji stanowisk ze wszystkich partii, ponieważ ten mandat został mi udzielony dwa dni temu przez członkinie i członków Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Przyzwoitość nakazuje zwrócić się do naszych dotychczasowych koalicjantów i odpowiedzieć na zaproszenie Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej, Partii Zielonych oraz struktur, które popierały Komitet Wyborczy Koalicji Europejskiej, czyli SDPL, Inicjatywa Polska, PPS, Wolność i Równość oraz samorządowców i stwierdzić, iż jesteśmy otwarci na kontynuowanie rozmów i kontynuowanie pracy w ramach Koalicji Europejskiej. Czekamy na stanowisko PSL-u, i jak rozumiemy poznamy je 6 lipca. Z przyjemnością, jako SLD, przyjmujemy stanowisko Partii Wiosna, cieszymy się, iż Robert Biedroń chce dołączyć do Koalicji Europejskiej. Jednocześnie mówimy jasno i precyzyjnie, że tworzenie koalicji może się odbywać tylko przez partie jednoznacznie wiarygodne w sprawach transparentności finansowej, w związku z tym prosimy Partię Wiosna o odpowiedzi na wszelkie pytania zadawane przez WatchDog. Transparentność każdej struktury jest ważna, ponieważ brak takiej transparentności może każdą koalicję obciążyć.
38 procent głosów, która zostały oddane na Koalicję Europejską, 45 procent na PiS i 6 procent na Partię Wiosna – to jest wynik, który upoważnia nas do postawienia następującej tezy: nie widzimy w tej chwili w Polsce żadnej innej siły poza jednością i pracą, poza konsolidacją polskiej opozycji. Mrzonki o dwóch lub trzech blokach opozycyjnych rozbiją się według nas o system D’Hondta w sposób bezlitosny. 7 procentowa różnica nie jest po to, aby nad nią płakać, tylko po to, aby wziąć się do roboty i powiedzieć: wygramy wybory! Zrobimy to lepiej, niż w wyborach do Parlamentu Europejskiego, wiemy co spieprzyliśmy i to co zrobiliśmy źle poprawimy, a to co zrobiliśmy dobrze, zrobimy jeszcze lepiej.

W wyborach parlamentarnych pragniemy walczyć o zwycięstwo. My chcemy walczyć o Sejm, my chcemy walczyć o Senat! Nie dopuszczamy innej możliwości. Tworzenie konstrukcji, która będzie walczyć tylko o Senat, poprzez jedną listę opozycji; a w Sejmie mamy walczyć tylko o niedopuszczenie do zdobycia przez PiS większości konstytucyjnej, uważamy za absurd. Jeżeli tak się stanie, będzie to świadczyło o nieumiejętności liderów, którzy nie potrafili dogadać list sejmowych, a zatem nie zdobędą naszego zaufania do budowy wspólnych list do Senatu. SLD walczy i chce mieć partnerów w walce o Sejm i o Senat. I to jest nasze bardzo twarde stanowisko.

Przyszła koalicja powinna powstać na zasadach równego traktowania partnerów, ale również akceptowania wielkości tych partnerów. Największym partnerem w przyszłej koalicji jest Platforma Obywatelska i dlatego to oni powinni wyznaczyć szefa sztabu. Dyskusje kadrowe oraz programowe powinny zakończyć się w lipcu. Chyba, że zdarzy się coś, czego nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

Jeżeli zapowiedzi naszych dotychczasowych koalicjantów okazałyby się nieprawdziwe, to jesteśmy gotowi do zbudowania bloku lewicy. Oczywiście ktoś będzie musiał wziąć odpowiedzialność, za to, iż nie powstanie szeroki blok sił demokratycznych. My chcemy takiego szerokiego bloku i jednocześnie ucinamy wszelką dyskusję w tej sprawie. Jeżeli partyjna głupota i prymitywne personalne zobowiązania taki blok rozwali, to razem z Partią Zieloni, Partią Razem, Partią Wiosna, SDPL, PPS, Inicjatywą Feministyczną, WiR-em oraz samorządowcami lewicy stworzymy listy do Sejmu oraz do Senatu.

W tej chwili jesteśmy gotowi na trzy warianty: szerokiej koalicji, szerokiej opozycji bez PSL-u oraz szerokiego wariantu lewicowego. Kadrowo jesteśmy gotowi wystawić 900 osób na listach wyborczych. W sprawie programu, podstawowe sprawy dla SLD to poprawa jakości usług publicznych państwa na rzecz obywateli: służba zdrowia, edukacja, kultura i wychowanie młodego pokolenia, a także zapewnienie godnej starości osobom starszym. Następna sfera to jest klimat i wszystkie sprawy z związane z tym zagadnieniem, obiektywna polityka historyczna, świeckie państwo, prawa kobiet oraz przywrócenie praw nabytych emerytów mundurowych. Konkrety? Po pierwsze, podwyższenie emerytur i rent do poziomu płacy minimalnej oraz automatyczna ich waloryzacja wraz ze wzrostem płacy minimalnej. Jednocześnie te najniższe świadczenia powinny być zwolnione z podatku dochodowego. Po drugie, budownictwo mieszkaniowe – przekazanie 800 tysiącom ludzi – którzy chcą posiadać mieszkania i chcą je zakupić na rynku pierwotnym – 50 tysięcy złotych ze strony państwa na poczet wkładu własnego. To działanie plus remont 1 miliona mieszkań z rynku wtórnego rozwiąże systemowo problem mieszkalnictwa w Polsce. Po trzecie, wprowadzenie zasad renty wdowiej, która będzie polegać na tym, iż po śmierci partnerki lub partnera przy osobie żyjącej zostaje 85 proc. świadczenia wyższego, bądź świadczenie, które jest przy osobie żyjącej plus 50 proc. świadczenia osoby zmarłej. Po czwarte, zagwarantowanie przejścia na emeryturę mężczyznom po przepracowaniu 40 lat, a kobietom po przepracowaniu 35 lat. Po piąte, wprowadzenie obowiązkowego ubezpieczenia pielęgnacyjnego. Mówi to osoba, która ma tatę w wieku 96 lat oraz mamę w wieku 89 lat i wie co mówi. Po szóste, pragniemy również zakończyć z gigantomanią tego rządu.

Jesteśmy przeciwko zakupowi nowych samolotów szturmowych, ponieważ nie planujemy jako SLD w najbliższym czasie żadnego ataku, czy też inwazji. Za absurdalny uważamy pomysł lotniska CPK. Sam zakup samolotów szturmowych bez uzbrojenia to jest 10 mld, a z uzbrojeniem i infrastrukturą to jest 40 mld. Projekt mieszkaniowy, który przed chwilą został zaprezentowany to koszt właśnie 40 mld złotych. Jeżeli chodzi o wprowadzenie postulatów światopoglądowych, o które jesteśmy pytani, że to nas różni. Różnice w koalicji będą, ale pragmatycznie mówię: będziemy wprowadzali te postulaty światopoglądowe polskiej lewicy, na które będzie konsensus z polską prawicą, np. sprawy związane z in vitro. Konsensus i koalicja wymaga rozsądku i dystansu. Sprawy, które uzgodnimy oraz te rzeczy, na które w Sejmie zbudujemy stosowną większość. Jeżeli polska lewica jest przekonana co do tego, że musi zrealizować w trybie natychmiastowym wszystkie swoje postulaty, to musi łącznie z nami wziąć do roboty i zdobyć w Sejmie 50 proc. plus 1. Jeżeli nie zdobędziemy 50 proc. plus jeden głosów, to nie opowiadajmy elektoratowi, że wprowadzimy postulaty, na których nie będzie większości w Sejmie.

Wspólnie z sekretarzem generalnym Marcinem Kulaskiem, zobowiązałem 16 szefów Rad Wojewódzkich do zorganizowania 16 wojewódzkich konferencji prasowych, na których zostaną przekazane i przedstawione plany współpracy z naszymi potencjalnymi koalicjantami oraz zaproszenie do współpracy z nimi w trybie pilnym.

Z kim pójdzie Sojusz?

29 czerwca 2019 r. odbędzie się w SLD wewnątrzpartyjne referendum, w którym członkinie i członkowie partii zadecydują o formule startu ich partii z wyborach parlamentarnych 2019 r. – zadecydowała Rada Krajowa Sojuszu, w której wzięli udział również wszyscy przewodniczący organizacji powiatowych oraz liderzy partii i stowarzyszeń współpracujących z SLD.
Głosujący będą mieli do wyboru dwa warianty:
1. Popieram start Sojuszu Lewicy Demokratycznej w wyborach parlamentarnych w porozumieniu z innymi prodemokratycznymi partiami politycznymi.
2. Popieram samodzielny start Sojuszu Lewicy Demokratycznej w wyborach parlamentarnych.
Podczas obrad głos zabrali wszyscy eurodeputowani z rekomendacji Sojuszu: Marek Balt, Marek Belka, Włodzimierz Cimoszewicz, prof. Bogusław Liberadzki oraz Leszek Miller.
Włodzimierz Czarzasty, przewodniczący SLD podczas konferencji prasowej po Radzie Krajowej Sojuszu powiedział:
Będziemy rozmawiali ze wszystkimi po demokratycznej stronie, w tym i z partią Wiosna. Jestem już umówiony z Robertem Biedroniem, z braćmi i siostrami z Partii Zielonych. Mamy również bardzo dobry i ciepły stosunek do Partii Razem. Jeżeli ktoś puka do naszych drzwi, to one będą otwarte. Najpierw jednak referendum, po nim w 3-4 dni zostaną podjęte decyzje kierunkowe. Ja wykonam to co partia przegłosuje, ale moje zdanie jest następujące Koalicja Europejska zdobyła 7 procent mniej od PiS, a więc to jest koalicja, którą warto wspierać.

Strajk nauczycieli puka do drzwi

25 marca w szkołach odbędą się referenda strajkowe, zaś 8 kwietnia, jeśli taka będzie wola nauczycielek i nauczycieli, rozpocznie się bezterminowy protest – ogłosił dziś przewodniczący ZNP Sławomir Broniarz.

Prezydium związku zawodowego, który od ponad roku domaga się podwyższenia wynagrodzeń nauczycieli o 1000 zł, ustaliło treść pytania, jakie zostanie postawione uczestnikom referendum strajkowego. Będzie się ono odnosić właśnie do ignorowanych przez MEN postulatów finansowych pedagogów: „Czy wobec niespełnienia żądania do podwyższenia wynagrodzeń zasadniczych o 1000 złotych z wyrównaniem od 1 stycznia 2019 roku jesteś za przeprowadzeniem w szkole strajku?”. Jeśli w referendum zagłosuje przynajmniej połowa uprawnionych, w poniedziałek 8 kwietnia nauczyciele przerwą pracę – do odwołania.

Na konferencji Sławomir Broniarz mówił o tym, że nauczyciele wyczerpali wszystkie formy prowadzenia dialogu. Podkreślał, że uczestnictwo w Zespole ds. Statusu Zawodowego Nauczycieli i rozmowy z minister Anną Zalewską nic nie dawały.

– Nie było ze strony MEN żadnej woli do negocjacji – podsumował związkowiec. Trudno się z nim nie zgodzić w świetle tego, jak Anna Zalewska traktowała nauczycieli, ostentacyjnie porozumiewając się głównie z prorządowym związkiem zawodowym, „Solidarnością”, a w mediach rozpowszechniając zawyżone szacunki dotyczące płac w szkołach.

ZNP informuje, że w spór zbiorowy z pracodawcami weszło w zależności od województwa od 82 do 85 proc. szkół i przedszkoli. W skali całego kraju – 78 proc. Mobilizacja środowiska nauczycielskiego jest faktycznie wyższa niż kiedykolwiek. W grupach zrzeszających nauczycieli w mediach społecznościowych nieustannie padają wezwania, by działać „teraz albo nigdy”, zawalczyć o szacunek dla zawodu i przyszłość samych szkół, którym już obecnie trudno przyciągać utalentowanych absolwentów wyższych uczelni. Tych pedagogów, którzy jeszcze wahali się, czy strajkować, mobilizują pełne pogardy komentarze prawicowych polityków dotyczące ich pracy. Jak sugestia Krzysztofa Szczerskiego, że nauczycielki i nauczyciele mogą dostać pieniądze jak wszyscy Polacy, w postaci 500+ na urodzone/spłodzone dzieci, więc nie powinni mieć o nic pretensji.

W podobnym duchu wypowiedział się zresztą wiceminister edukacji narodowej Maciej Kopeć, odpowiadając na zapowiedzi ZNP. Powtórzył wielokrotnie obalane przez związek dane o rzekomych wysokich podwyżkach i zarobkach w szkolnictwie. Przekonywał także, że nauczyciele nie mają powodów do zmartwień, bo przecież trafiają do nich transfery społeczne wprowadzone przez PiS, a teraz, wraz ze zwolnieniem najmłodszych dorosłych z płacenia PIT-u, dojdą następne korzyści.

Z poparciem dla nauczycieli wystąpiła natomiast lewica. – Wielu wchodziło w ten zawód z poczuciem misji. Wielu się wypalało i zostawało z narastającymi frustracjami. Dość tyrania za jałmużnę. Dość wydawania grubych milionów na deformę edukacji – pisze na Facebooku partia Razem.

Niepodległość za 5 lat

Nicola Sturgeon podczas wizyty w USA oficjalnie zapowiedziała, że Szkocja nie pogodzi się z decyzją o Brexicie. Zamierza zmobilizować siły rządowe do przeprowadzenia drugiego referendum niepodległościowego w ciągu 3 do 5 lat. Szkocji marzy się członkostwo w UE i ONZ. Nie chce dłużej oglądać się na resztę Wielkiej Brytanii.

– Znaleźliśmy się w tej sytuacji, bo nie jesteśmy niepodległym państwem. Deficyty demokracji, których Szkocja doświadcza, będąc częścią Zjednoczonego Królestwa, niewątpliwie powodują, że wielu ludzi będzie chciało jeszcze raz przyjrzeć się możliwości, by stała się niepodległym państwem. Sądzę, że będzie kolejne referendum o niepodległości Szkocji i tym razem obywatele zagłosują za niezależnością, bo to będzie sposób, by zapewnić sobie miejsce w Europie i zagwarantować, że decyzje, które wpływają na los naszego kraju, podejmowane są w Szkocji, nie w Londynie – oficjalnie zapowiedziała premier autonomicznego rządu Szkocji w rozmowie z dziennikarzami BBC. Procedura przygotowywania referendum ma zacząć się zaraz po ustaleniu ostatecznych warunków rozwodu Wysp z Unią Europejską: – Jako pierwsza minister zadeklarowałam, że przedstawię mój pogląd na temat właściwego czasu na organizację kolejnego referendum niepodległościowego w ciągu kilku tygodni, gdy będzie wiadomo, jak będzie wyglądać proces brexitu – zapowiedziała Sturgeon.

Może liczyć na spore poparcie. Według sondażu przeprowadzonego przez redakcję „The Scotsman”, dziś za niepodległością zagłosowałoby 68 proc. obywateli. Premier stwierdziła, że nie jest w stanie na razie szafować konkretnymi datami, jednak chciałaby, by Szkocja poszła do urn w ciągu 3 do 5 lat.

– Rząd powinien przyjąć do wiadomości, że Zjednoczone Królestwo nie jest w najmniejszym stopniu przygotowane do wyjścia z Unii Europejskiej – powiedziała premier. Jednak Wielka Brytania nie odniosła się na razie do jej zapowiedzi. Częściej cytowały ją amerykańskie media niż brytyjskie. Obszerniejszy tekst poświęcił jej deklaracjom jedynie „The Times”.

W 2014 55 proc. Szkotów zdecydowało o pozostaniu pod skrzydłami Zjednoczonego Królestwa. Natomiast w referendum brexitowym 62 proc. zaznaczyło opcję „zostać”. Niektóre brytyjskie media podają, że referendum niepodległościowe odbędzie się już wiosną tego roku. Jednak Partia Konserwatywna się na to nie zgadza. Jacob Rees-Mogg, jeden z orędowników brexitu, stwierdził nawet, że Szkocja nie jest uprawniona do organizacji referendum w ciągu najbliższych 20 lat.

Głos lewicy

Nierówności kwitną

 

Piotr Ikonowicz skarży się na Facebooku:

Polska jest jednym z krajów o największym rozwarstwieniu majątkowym i dochodowym w UE. Część polskiego społeczeństwa świetnie sobie radzi. To zdecydowana mniejszość. Potem są ci, którzy toną w długach bo uwierzyli, że są klasą średnią i żyją „ponad stan” – to jakieś kilka milionów obywateli. Wreszcie zdecydowana większość, 75-80 proc. Polek i Polaków cienko przędzie, bo dochody nie wystarczają im na zaspokajanie tak podstawowych potrzeb jak leczenie, wakacje, kupno lub wynajem mieszkania czy zwyczajne płacenie rachunków. Stąd np. rosnąca liczba ludzi o niskich dochodach, którzy skręcają kaloryfery do zera lub emigrują.

 

 

Referendum w SLD

 

– 15 grudnia podczas Rady Krajowej SLD podejmiemy uchwałę zwołująca konwencję, która zdecyduje, w jakiej formule Sojusz pójdzie do wyborów do Parlamentu Europejskiego. Po drugie, zwołamy referendum wszystkich członków partii, w którym odpowiemy sobie na pytanie, w jakiej formule SLD pójdzie do wyborów parlamentarnych – zapowiedział Włodzimierz Czarzasty w programie „Rozmowa Piaseckiego” i nakreślił trzy potencjalne scenariusze do dyskusji: samodzielny start Sojuszu, jedna lista zjednoczonej lewicy oraz wspólny start z Koalicją Obywatelską i Polskim Stronnictwem Ludowym.
– Tego typu wewnątrzpartyjne referendum jest wydarzeniem bezprecedensowym jeżeli chodzi o polską scenę polityczną – podkreślił Czarzasty i przypomniał, iż przeprowadzenie tego typu głosowań obiecywał kiedy kandydował na funkcję przewodniczącego partii. – Tak się rządzi partia demokratyczna, która jest 3 lata poza Sejmem – stwierdził.
Info: sld.org.pl