Z doświadczenia ruchu referendalnego

W sprawie dopuszczalności przerywania ciąży w czasie I kadencji Sejmu.

Obserwuję z ogromną uwagą protesty młodych ludzi po ogłoszeniu przez Julię Przyłębską (patrz: „odkrycie towarzyskie”) wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020r. w sprawie zgodności z Konstytucją ustawy dopuszczającej przerywanie ciąży w obecnym kształcie prawnym. Przyłębska ogłosiła, że ustawa nie jest zgodna z Konstytucją, Episkopat jej za to natychmiast podziękował i – jak Polska długa i szeroka- rozpoczęły się w Polsce demonstracje.

Walka o zaostrzenie prawa, określającego warunki przerywania ciąży toczy się w Polsce z przerwami od lata 1989r, czyli ponad 30 lat! Zaczęło się od inicjatywy senackiej, ponieważ po wyborach z 4 czerwca 1989r. mieliśmy już parlament dwuizbowy, a w reaktywowanym Senacie 99 miejsc na 100 zajmowali senatorowie wybrani z list „Solidarności” (czyli sam kożuszek politycznej śmietanki ) + „wolny” senator Henryk Stokłosa. W tym składzie po raz pierwszy objawiła swą obecność klerykalna prawica i ruszyła do boju…W grudniu 89. grupa senatorów na czele z Walerianem Piotrowskim (wybrany w zielonogórskim, w cywilu adwokat) wystąpiła do „sejmu kontraktowego” z pierwszym projektem ustawy „o ochronie prawnej dziecka poczętego”. Jednakże ówczesna większość sejmowa chciała pójść inną drogą: uchwałą z 25 stycznia 1991 r. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej postanowił, aby senacki projekt poddać ogólnonarodowej konsultacji. Zaapelowano o nadsyłanie do Sejmu w formie pisemnej opinii i wniosków na temat projektu senackiego w terminie do 31 marca 1991 r.

Społeczeństwo polskie nie było wówczas przyzwyczajone do konsultowania z nim w tej formie projektów ustaw, zaczynało się dopiero od nowa organizować. Szybko jednak okazało się, że prowadzona konsultacja stanowiła okazję do zmobilizowania środowisk i organizacji, związanych z Kościołem katolickim, zwłaszcza, że Episkopat Polski zaapelował do wiernych o wzięcie udziału w ogłoszonej konsultacji. Swoje stanowisko, poparte zbiorowymi listami nadesłały kluby KIK, tworzone wówczas w błyskawicznym tempie regionalne Porozumienia na Rzecz Ochrony Życia, terenowe organizacje PAX, Fundacja SOS Obrony Poczętego Życia, Fundacja Światło-Życie i kilka innych pomniejszych, ale już wówczas bardzo krzykliwych.

W rezultacie przeprowadzenia konsultacji do Sejmu nadesłano 228. 153 listów wyrażających wsparcie dla senackiego projektu ustawy i 62. 753 podpisów, które były przeciw projektowi – proporcje 78% do 22 %. W konsultacji brały udział osoby indywidualne i organizacje społeczne. Zdecydowanie przeciwko projektowi senackiemu wypowiedział się w styczniu 1991 r. Zarząd Główny Zrzeszenia Prawników Polskich. W uchwale swej stwierdził, że przedmiot projektu ustawy należy do sfery moralno-etycznej i dlatego nie powinien podlegać tak daleko idącej regulacji prawnej, bez uprzedniego poddania założeń tej regulacji osądowi społecznemu w drodze referendum.

W kwietniu 1991 r. zaniepokojona atmosferą, jaką wywołał projekt ustawy antyaborcyjnej, głos zabrała Ewa Łętowska – ówczesny Rzecznik Praw Obywatelskich. W liście do Anny Popowicz, napisanym w związku z objęciem przez nią Urzędu ds. Kobiet i Rodziny, Ewa Łętowska napisała m.in: „Z pewnością uwadze pani nie uszły wypowiedzi publiczne, głęboko żenujące, przepełnione pogardą dla podmiotowości kobiety, wskazujące na żałosne niezrozumienie zarówno tego, czym jest dyskusja legislacyjna, jak i tego, że zwłaszcza ustawa wiążąca się z najtrudniejszymi problemami moralnymi, wymaga dyskusji na poziomie adekwatnym do regulowanego przedmiotu”.

Zdaniem RPO, zaproponowane przez grupę posłów referendum było najlepszym możliwym do osiągnięcia rozwiązaniem.
Nastroje społeczne sprzyjały tej propozycji: 74% badanych w tej kwestii Polaków było za referendum, 17 % przeciw. Nad projektem senackim rozpoczęły się jednakże prace, w Sejmie pracowała komisja, trwały dyskusje , ale niezbyt długo, ponieważ X kadencja Sejmu została o dwa lata skrócona i projekt ten nie doczekał się finalizacji.

We wrześniu 1992 r. do Rzecznika Praw Obywatelskich skierowały list działaczki rozwiązanej Komisji Kobiet NSZZ „Solidarność” Krystyna Politacha i Jadwiga Szkutnik. Zaprotestowały w ten sposób przeciwko represyjnemu prawu antyaborcyjnemu. W publikacjach informowały, że – wbrew kierownictwu „Krajówki” – przeprowadziły na ten temat ankietę w zakładach pracy: „Wyniki ankiety były zdumiewające. Od 80 do 90% kobiet i mężczyzn opowiedziało się przeciw ustawie.” Po tej akcji, której nie akceptowało kierownictwo Solidarności „powysyłano pisma do zarządów regionów z oficjalną informacją o rozwiązaniu Komisji Kobiet. Zabroniono im nawet oficjalnego wypowiadania się na ten temat.

Przy okazji dyskusji na ten i inne tematy na oczach wszystkich „Solidarność” gwałtownie przeistaczała się z postępowego, wolnościowego ruchu społecznego w mechanizm władzy, z jednej strony podporządkowany ideologii Kościoła, a z drugiej – liberalnym strategiom ekonomicznym. Szybko też okazało się, że w „Solidarności” aprobaty dla obrony praw kobiet nie będzie, II Zjazd NSZZ „Solidarność” (kwiecień 1990r.) przyjął nawet specjalną rezolucję w celu poparcia restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej, chociaż w uchwale programowej nazwał się na wyrost „związkiem nowoczesnym”.

To były czasy!! Błyskawicznie odradzała się wówczas w Polsce ideologia ultrakonserwatywna, głoszona przez Kościół i jego politycznych sojuszników, gotowych w każdej chwili do pognębienia „komunistów” i „komunizmu”. To dzięki ich aktywności od początku przemian ustrojowych społeczeństwu polskiemu wmawiano, że wszelkie idee, dotyczące wyzwolenia kobiet i ich praw zostały „narzucone przez komunistów” i grupki naiwnych polityków z Europy Zachodniej. Niektórzy mogli w to nawet uwierzyć, zwłaszcza, że większość społeczeństwa Zachód znała głównie z kolorowych obrazków, Pewexu i opowiadań szczęśliwców, którzy na wyjazdach służbowych, bądź stypendiach naukowych mogli się bliżej przyjrzeć „państwom dobrobytu”. Nikt im jednak nie przekazywał, że kościoły na Zachodzie są już od dawna puste i często zamykane, co zapewne bardzo martwiło Jana Pawła II, ale mleko już się wylało. Została mu przecież jeszcze do zagospodarowania ojczysta, ufna Polska, więc Polki i Polacy mogli wsłuchiwać się w świątobliwe nakazy, dotyczące życia seksualnego ludzi dorosłych. Dziś kard. Mateo Zuppi z Bolonii, sympatyk papieża Franciszka, zapowiedział, że najwyższy czas, aby Kościół przestał się interesować ludźmi tylko „od pasa w dół”, bo ma przed sobą inne ważne problemy do rozwiązania. Zgadzam się z kard. Zuppim, zawsze to zainteresowanie osób duchownych sprawami seksu (antykoncepcja, pigułka dzień po) było dla mnie nieco niezdrowe (ostatnio Zuppi- ten „duszpasterz ulic” ) ujął mnie homilią, wygłoszoną 17 października 2020r. na polskim cmentarzu wojennym w Bolonii).

Ale wróćmy do sporu o dopuszczalność aborcji z początku lat 90. Po wyborach z 1991r. szczególnie aktywni na tym polu stali się posłowie nowej partii – Zjednoczenia Chrześcijańsko – Narodowego. SLD miał wtedy 60 mandatów w Sejmie i dwa mandaty senatorskie. Już na początku I kadencji Sejmu posłowie ZChN wnieśli kolejny projekt ustawy „o ochronie prawnej dziecka poczętego”. Dyskusja na ten temat szybko przeniosła się z parlamentu do społeczeństwa, przybierając nienotowany wówczas wymiar protestu, kierowanego przeciw realnym zamiarom prawicy, zasiadającej w ławach parlamentarnych. Kościół organizował demonstracje, księża prowadzili pochody „wiernych” pod Sejm, gotowych w każdej chwili na wyzwiska pod adresem posłanek SLD. Dostawałyśmy listy z pogróżkami i wyzwiskami. Objawiona nagle ze strony kleru bezkompromisowość żądań zaciemniała obiecywaną wcześniej perspektywę demokratycznego sporu, dialogu i szans na kompromis.

Kobiety lewicy parlamentarnej, zorganizowane już w ponadklubową Parlamentarną Grupę Kobiet na czele z Barbarą Labudą i współpracujące z nami środowiska i organizacje kobiece zgłosiły postulat, aby kwestię tę rozstrzygnąć w ogólnonarodowym referendum.

Na fali sprzeciwu wobec poczynań narodowej prawicy powstała koncepcja powołania Społecznego Komitetu na Rzecz Referendum, na czele którego stanął poseł Zbigniew Bujak , a wiceprzewodniczącymi Komitetu zostały aktorka Beata Tyszkiewicz i ówczesna przewodnicząca Ligi Kobiet Polskich – Izabela Jaruga-Nowacka. Podobne komitety samorzutnie powstawały również na szczeblu lokalnym i tam wybierały swoich koordynatorów. W listopadzie 1992 r. Społeczny Komitet na Rzecz Referendum przyjął deklarację, w której m.in. oświadczył: „Prawo do wypowiedzi jest fundamentem wolności obywatelskich. W tak ważnej sprawie, dotyczącej nas wszystkich – kobiet i mężczyzn – prawo to musi być respektowane”.
„Centrum dowodzenia” stał się sekretariat Parlamentarnej Grupy Kobiet z niezawodną Karoliną Marszał, kobiece organizacje i stowarzyszenia rozdawały „na mieście” ulotki, mające przekonać do tego sposobu rozwiązania konfliktu wokół dopuszczalności przerywania ciąży.

Komitety regionalne tworzyli w środowiskach wielkomiejskich posłowie SLD, UP, niektórzy z UD i KL-D oraz różnorakie stowarzyszenia i organizacje kobiece. Do komitetów swoją obecność zgłosili się m.in. Elżbieta Dzikowska, Magdalena Zawadzka, Marek Edelman, Maria Fołtyn, Wojciech Giełżyński, Monika Jaruzelska, Zofia Kuratowska, Jerzy Markuszewski, Stanisław Podemski, Władysław Komar, Krystyna Kofta, Anna Tatarkiewicz, Zbigniew Lew-Starowicz, Mikołaj Kozakiewicz, Magda Umer, Piotr Szulkin, Franciszek Starowieyski, Piotr Kuncewicz, Maciej Zembaty.

W Krakowie uczestniczyli w Komitecie Stanisław Lem, Jan Nowicki, Jerzy Trela, Andrzej Mleczko oraz- jak podała prasa- akces zgłosiła cała „Piwnica pod Baranami” pod wodzą Piotra Skrzyneckiego. Ciekawych nazwisk było znacznie więcej, świadczy o tym prywatne archiwum autorki. Trybuna podawała, że podpisy zbierano w niektórych zakładach pracy, gdzie złożyło je nawet 80% załogi (dziś już nie ma tych zakładów pracy). Redakcja tej gazety wspomagała ruch referendalny, drukując blankiet, na który należało wpisać imienne poparcie, a następnie przesłać go pod adres „Trybuny”. Podpisy zbierano pod tekstem: „Popieram wniosek, aby sprawa karalności za przerywanie ciąży została rozstrzygnięta w referendum”.

27 listopada 1992 r. w Sejmie powołany został Międzyklubowy Zespół Parlamentarny, działający na rzecz przeprowadzenia ogólnokrajowego referendum w sprawie karalności przerywania ciąży. Jego zadaniem było przygotowanie projektu uchwały sejmowej w sprawie referendum i zebranie pod nią podpisów. W skład Zespołu wchodzili m.in. posłowie: Anna Bańkowska, Marek Boral, Zbigniew Bujak, Włodzimierz Cimoszewicz, Piotr Paweł Czarnecki, Radosław Gawlik, Anna Dudkiewicz, Jerzy Jankowski, Zbigniew Janas, Aleksander Krawczuk, Olga Krzyżanowska, Jerzy Kopania, Antoni Kost, Dariusz Kołodziejczyk, Zofia Kowalczyk, Barbara Labuda, Krystyna Łybacka, Irena Maria Nowacka, Aleksander Małachowski, Piotr Mochnaczewski, Jacek Piechota, Wanda Sokołowska, Izabella Sierakowska, Marek Siwiec, Ewa Spychalska, Jerzy Szmajdziński, Iwona Śledzińska-Katarasińska, Danuta Waniek, Andrzej Zakrzewski, Janusz Zemke, Jacek Żochowski.

Projekt uchwały o referendum został wniesiony do Laski Marszałkowskiej w listopadzie 1992 r. przez grupę 119 posłów, wywodzących się z 6 klubów parlamentarnych (UD, SLD, KLD, PPG, PSL i UP).

Projekt uchwały zapowiadał, że problem karalności przerywania ciąży będzie rozstrzygnięty w ogólnonarodowym referendum, a jego treść będą stanowić następujące pytania:

1. czy jesteś za karalnością przerywania ciąży, dokonywanego ze względu na zagrożenie życia i zdrowia kobiety?
2. czy jesteś za karalnością przerywania ciąży, jeżeli płód dotknięty jest ciężkimi, nieodwracalnymi wadami rozwoju lub nieuleczalną chorobą?
3. czy jesteś za karalnością przerywania ciąży, będącej wynikiem przestępstwa (kazirodztwa, gwałtu)?
4. czy jesteś za karalnością przerywania ciąży dokonywanego ze względu na szczególnie trudną sytuację bytową, materialną lub rodzinną kobiety ciężarnej?

Warto również przypomnieć, że w ówczesnej Unii Demokratycznej zdecydowanie przeciw referendum występowała ówczesna premier – Hanna Suchocka (niezmiennie potrzebowała modlitw – w czasie uroczystości oficjalnych wystawiano jej klęcznik). O jej głębokim zaangażowaniu „przeciw” świadczyła reakcja na odrzucenie przez członków UD zakazu angażowania się w ruch referendalny: w momencie przegrania tej kwestii na posiedzeniu władz partii w Poznaniu podarła swój partyjny mandat. W tym samym czasie przeciw akcji referendalnej wypowiedziała się Konferencja Episkopatu Polski. Z inicjatywy Hanny Suchockiej zniesiono w 1993r. oficjalne obchody Międzynarodowego Dnia Kobiet, za to nie przeszkadzało jej po upadku rządu podpisanie konkordatu bez stosownego upoważnienia konstytucyjnego.

W każdym razie organizowany przez nasze komitety masowy protest był najbardziej licznym od czasu powstania „Solidarności” oddolnym ruchem społecznym. Czuliśmy już wówczas, że to nowe nie zawsze będzie demokratyczne. Nasz ruch wywołał rezonans za granicą, czego m.in. skutkiem było skierowanie przez Przewodniczącego Międzynarodowej Federacji Planowanego Rodzicielstwa – „Listu otwartego” do papieża Jana Pawła II, w którym autor opowiedział się za wyborem kobiet, dotyczącym rodzenia dzieci i za skuteczną antykoncepcją. Co ciekawe, inicjatywa ustawodawcza, kryminalizująca w Polsce przerywanie ciąży zbiegło się w czasie z wynalezieniem we Francji „pigułki antyaborcyjnej” – RU 486.
Muszę jednakże zauważyć, że ruch referendalny mobilizował wówczas ludzi w wieku średnim i starszym, młodzieży to wówczas nie interesowało. Starsi przeżyli w okresie stalinowskim zakaz przerywania ciąży, w dyskusjach referendalnych przypominali kobiece dramaty, o których było głośno w okresie międzywojennym. Wtedy „moralnością” zarządzał również Kościół katolicki i klerykalnej propagandzie nie dali rady ani Irena Krzywicka, ani Tadeusz Boy- Żeleński.

Projekt przeprowadzenia referendum z 1992r. został poparty 1 500 tys. podpisów, co świadczyło o gotowości wielu środowisk społecznych do wzięcia na siebie odpowiedzialności za kierunek podjętego rozstrzygnięcia. Jednakże według obowiązującego prawa, to Sejm swoją uchwałą (50%+1 głos) decydował (i decyduje) o tym, czy referendum będzie przeprowadzone.

I zadecydował: projekt uchwały o referendum został odrzucony w Sejmie 7 stycznia 1993 r. następującym stosunkiem głosów: 177 za, 225 przeciw, 16 wstrzymujących się. Zebraliśmy ponad półtora miliona podpisów, złożyliśmy je w demokratycznie wybranym Sejmie, a prawicowi politycy odesłali je tryumfalnie „do kosza”. To wówczas posłanka ZChN – Halina Nowina-Konopka powiedziała, że „o sprawach dla państwa najważniejszych nie może decydować jakieś przypadkowe społeczeństwo”.
Tego samego dnia większość sejmowa uchwaliła restrykcyjną ustawę antyaborcyjną. Znowelizowaliśmy ją w następnej kadencji Sejmu (1993-1997), kiedy lewica parlamentarna została umocniona wejściem do parlamentu Unii Pracy – partii powstałej właśnie z ruchu referendalnego, na czele której stał Ryszard Bugaj. Sprzyjał nam jeszcze jeden czynnik: w Pałacu Prezydenckim zasiadał już nie L. Wałęsa z Matką Boską w klapie, ale A.Kwaśniewski, który podpisał nowelizację ustawy z 30 sierpnia 1996r., dopuszczającą przerwanie ciąży ze względów społecznych.

Jednakże i tu prawica znalazła wyjście, aby grzesznych przymusić do religijnego posłuszeństwa: tym razem grupa prawicowych senatorów (m.in. Alicja Grześkowiak, Piotr Andrzejewski, wspierani w TK przez adwokata Macieja Bednarkiewicza) zaskarżyli tę nowelizację do Trybunału Konstytucyjnego. Wyrok został ogłoszony 28 maja 1997r., a sędzia sprawozdawca – prof. Andrzej Zoll ogłosił, że zaskarżony przepis ustawy „narusza konstytucyjne gwarancje ochrony życia ludzkiego w każdej fazie jego rozwoju”(!).

Siedziałyśmy wówczas z Barbarą Labudą na sali rozpraw i z niedowierzaniem kiwałyśmy głowami, słuchając uzasadnienia, wygłaszanego przez sędziego Andrzeja Zolla. Ku mojemu zdumieniu znakomity karnista jako szef organu państwowego nie zachował w swym wywodzie zalecanej przez Konstytucję światopoglądowej bezstronności. Pełno w nim było sformułowań rodem z encyklik papieskich. Zakładałam, że musiał znać tekst nowej Konstytucji (byliśmy trzy dni po referendum) i dyskusję, jaka toczyła się w Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego wokół sformułowania i interpretacji art. 38. Zdecydowana większość Komisji na pewno nie myślała o prawnej ochronie życia „od poczęcia aż do naturalnej śmierci” (pamiętam, bo byłam przy tym), tak, jak ten przepis nagminnie dziś interpretuje klerykalna prawica. Nie gwarantowała tego ani „mała konstytucja z 1992r., ani też Konstytucja RP uchwalona w kwietniu 1997r. Podkreślał to zwłaszcza przewodniczący Podkomisji Ustroju Politycznego i Społeczno –Gospodarczego poseł Ryszard Bugaj. Był na ten krętaczy wyrok równie oburzony, jak reszta członków podkomisji, można było już wtedy podawać go jako przykład, w którym większość składu sędziowskiego wkroczyła w rolę ustawodawcy, postawiła się ponad literą Konstytucji, ponad intencje i upoważnienie ustrojodawcy. To większość z dwunastoosobowego składu sędziowskiego zbudowała nam osławiony „kompromis trybunalski” z 1997r.(wyrok K.26/96). Na marginesie dodam, że kilka lat temu nie zdziwiłam się, kiedy prof. A.Zoll wypowiedział się przeciwko ratyfikacji Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (konwencja stambulska). To stanowisko pasowało mi do tamtego wyroku. Co prawda, w ostatnich miesiącach wycofywał się z tego rakiem, kiedy zauważył, czyim stał się sojusznikiem….

W 1997r. na Sali rozpraw TK pachniało mi zmową prawicy, kościoła hierarchicznego i większości składu orzekającego. Dziś pachnie mi tak samo. Sumień tych sędziów nie rusza fakt, że w ślad za tym wyrokiem Polska (papieska! katolicka!) stała się krajem dzieciobójstw i nie mam tu na myśli kilkutygodniowych embrionów, lecz noworodki donoszone, urodzone żywe i wyrzucane natychmiast „w reklamówkach” do śmieci, albo przywożone do szpitali tak pobite, że nie mają szans na przeżycie. Nie ma tygodnia, aby prasa nie donosiła o takich przypadkach! Rodziny patologiczne spotykamy nader często, sędziów bez sumienia także.
Przyjęcie restrykcyjnego prawa antyaborcyjnego w I kadencji Sejmu otworzyło drogę do zgłaszania kolejnych propozycji ustawodawczych, motywowanych religijnie i ideologicznie, jak. n.p. wprowadzenia do prawa rodzinnego instytucji separacji, finansowania religii w szkołach publicznych, klauzul sumienia, czy wreszcie przygotowania i podpisania konkordatu w sposób urągający standardom państwa demokratycznego.
Przypomniałam te kilka faktów, ponieważ nie jest wykluczone, że problem referendum znów do Sejmu powróci. Ale tym razem po wyroku Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej protestuje najmłodsza dorosła generacja Polek i Polaków, która nie ma nic do stracenia, nie musi spłacać Kościołowi żadnych długów. Wobec tej generacji to Kościół ma przewiny na koncie (pedofilia, bezkarność przestępców w sutannach). Nie dziwię się, że nie przebiera w słowach. Może im się w końcu uda rozstrzygnąć, co cesarskie, a co boskie i oddzielą kościół od państwa, czego im szczerze życzę.