Terror fanatyków nie ustaje

San Salvador w Warszawie?

Minęło zaledwie pół roku od wyroku tzw. Trybunału Konstytucyjnego Przyłębskiej Julii i od początku masowych protestów przeciw całkowitemu niemal zakazowi spędzania płodu będącego efektem tego wyroku, a już fanatycy z Fundacji Pro-Prawo do Życia Mariusza Dzierżawskiego podjęli działania na rzecz kolejnego zaostrzenia prawa antyaborcyjnego i od kilku tygodni zbierają podpisy pod projektem takiej ustawy. Szykuje się kolejna faza terroru fanatyków.

Przygotowany przez fundamentalistów projekt przewiduje zniesienie prawa do przerwania ciąży będącej skutkiem z przestępstwa, a także wprowadzenie karania kobiet za aborcję oraz za poronienie. Ustawa ma na celu taką zmianę przepisów kodeksu karnego, by przerwanie ciąży było uznane za równoznaczne z zabójstwem kwalifikowanym. Ma też zredukować do minimum prawo do przerwania ciąży w przypadku zagrożenia życia kobiety i znieść takie przerwo w przypadku zagrożenia „tylko” jej zdrowia. Wzmocnione ma być ściganie lekarzy dokonujących aborcji, a także tzw. „lobby aborcyjnego”. Jeden z zawartych w projekcie paragrafów przewiduje karanie kobiet za poronienie, „jeśli wymiar sprawiedliwości stwierdzi, że ciężarna nie dochowała ostrożności, jakiej wymaga się od osoby w jej stanie”. Przewidywane jest też dodanie definicji dziecka do „słowniczka wyrażeń ustawowych” – „Dzieckiem jest człowiek w okresie od poczęcia do osiągnięcia pełnoletniości – „dzieckiem poczętym jest dziecko w okresie do rozpoczęcia porodu w rozumieniu art. 149”. Art. 149 kodeksu karnego miałby brzmieć – „matka, która zabija dziecko w okresie porodu pod wpływem jego przebiegu, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5″. Autorzy projekt chcą także dodania nowego paragrafu do art. 148, który traktuje o zabójstwie i przewiduje za nie karę więzienia do dożywocia włącznie. Projekt zakłada uchylenie dotyczących przerwania ciąży, aktualnie obowiązująych artykułów 152, 153,154 oraz 157a. Co prawda kryminalizują one przerywanie ciąży, ale nie przewidują odpowiedzialności karnej kobiety, a ponadto różnicują odpowiedzialność za dokonanie aborcji w zależności od charakteru konkretnego przypadku. Zdaniem projektodawców obecne przepisy „jedynie osłabiają ochronę prawną życia ludzkiego w fazie prenatalnej w porównaniu do ochrony prawnej życia ludzkiego w innych fazach”. W myśl nowych przepisów to prokurator określałby n.p. kiedy doszło do poronienia (czy w tym przypadku „nieumyślnego spowodowania śmierci”), czy doszło do niego z powodu braku ostrożności, czy też ciąża została przerwana celowo. W polskim prawie występują osobno określenia „nie podlega karze” oraz „nie popełnia przestępstwa”. W projekcie użyto tylko tego pierwszego zwrotu, co oznacza, że w przypadku poronienia przez nieokreślone „niezachowanie ostrożności”, kobieta miałaby być uznana za przestępcę, a jedynie odstępowano by od wymierzenia kary. Największy opór budzą w autorach projektu zapisy artykułu 152 kodeksu karnego, który mówi o przerwaniu ciąży za zgodą kobiety i który „powoduje, że matka dziecka poczętego nie jest w ogóle traktowana jako sprawca przestępstwa, nawet gdyby zabiła swoje dziecko w najbardziej okrutny sposób”. Ich zdaniem „nie odzwierciedla to stanu faktycznego, w szczególności w przypadkach dokonywania przez kobiety samodzielnie aborcji farmakologicznej.

Oznacza to, że kodeks karny w obecnej postaci nie jest w ogóle przygotowany do walki z przestępczością aborcyjną, która opiera się w ogromnym stopniu na handlu środkami poronnymi i umożliwianiu samodzielnego dokonywania aborcji poza placówkami medycznymi. Zwolennicy ustawowego, totalnego przymusu rodzenia stwierdzają, że „lobby aborcyjne, często finansowane z zagranicy, prowadzi intensywną działalność podżegającą matki do nielegalnej aborcji”. „Handlarze pigułkami śmierci ujawniają swoje nazwiska i reklamują swój proceder w mediach masowych popierających aborcję. Robią to od lat w poczuciu bezkarności. Organy państwa nie reagują na te jawne wezwania do zabijania dzieci” – grzmią autorzy projektu. Chcą także ograniczenia prawa do przerwania ciąży w przypadku zagrożenia życia kobiety. „Działania lecznicze wobec matki mogą wiązać się z zagrożeniem dla życia dziecka, a czasami spowodować jego śmierć. W medycynie często zdarzają się sytuacje, gdy podjęcie terapii wiąże się z ryzykiem dla zdrowia lub życia pacjenta. Jeśli działania te były podjęte zgodnie z wiedzą i sztuką lekarską, to lekarz nie ponosi odpowiedzialności za wynikłe szkody. Analogicznie, jeśli działania lekarza podjęte w celu ratowania zdrowia lub życia matki były zgodne ze sztuką lekarską, nie ponosi on odpowiedzialności za szkody, jakie poniosło poczęte dziecko”. Autorzy projektu uważają, że „aktualna bezkarność kobiet poddających się aborcji wiąże ich zmową milczenia z aborterami, chroniąc pośrednio także ich”.

Już obecny stan przepisów dotyczących prawa do aborcji, a raczej braku tego prawa sprawia, że jest ona w Polsce prawie całkowicie zakazana. Gdyby wspomniany wyżej projekt ultrasów wszedł w życie jako ustawa, doszłoby nie tylko do całkowitego już uszczelnienia systemu zakazu aborcji, ale także do objęcia także kobiet karaniem za przerwanie ciąży. Projekt forsowany przez Fundację Dzierżawskiego idzie nawet dalej niż osławiony projekt Ordo Iuris z 2016 roku, który wywołał masowe protesty społeczne, z protestami środowisk kobiecych na czele, bo wtedy, w obliczu sprzeciwu prezesa PiS, projektodawcy w ostatnim momencie, próbując ratować swój plan, wycofali się z karania kobiet.

Nie można wątpić, że fundacja Dzierżawskiego zbierze wymagane sto tysięcy podpisów pod projektem i złoży go do laski marszałkowskiej. Doświadczenie z ostatniego półrocza uczy, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że działanie fundamentalistycznych fanatyków może się powieść. Nawet gdyby jednak zdominowany przez większość pisowską Sejm nie uchwalił tego barbarzyńskiego projektu, to może zostać powtórzony manewr ze skierowaniem do Trybunału Przyłębskiej wniosku o zbadanie zgodności z konstytucją prawa do aborcji ciąży będącej wynikiem przestępstwa, jak również o zbadanie konstytucyjności przepisów wyłączających kobiet spod karalności. Doświadczenie wydarzeń, które miały miejsce między 22 października 2020 (wyrok TK), a 27 stycznia 2021(publikacja wyroku ) nie pozostawia złudzeń – klerofaszystowski reżym PiS zdolny jest do zaakceptowania i wsparcia poczynań fundamentalistów. Wtedy Polska, kraj przynależący do Unii Europejskiej stanie się już bez reszty – dziś formalnie ta „reszta” jeszcze w przepisach prawa pozostała – pogrąży się już całkowicie w otmętach barbarzyństwa, upodabniając się pod tym względem do Salwadoru i Nikaragui, a system torturowania kobiet w oparciu o prawo zostanie domknięty. Tam więzienia pełne są kobiet skazanych na wieloletnie więzienie za dokonanie aborcji, n.p. na 30 lat odsiadki.

W tej sytuacji niepokoić może zauważalne osłabienie aktywności środowisk feministycznych, kobiecych. Oczywiście, gdy projekt grupy Dzierżawskiego znajdzie się na publicznej tapecie, środowiska kobiece będą protestować, ale to za mało. Sama tylko reaktywna odpowiedź na dążenia fundamentalistów nie wystarczy, a akcyjny rytm protestów to za mało. Taki modus działania nie budzi we władzy wystarczającego respektu, bo wie ona, że protesty, jeśli nie osiągną celu, prędzej czy później się wypalają. Gotowa jest więc takie protesty przeczekać, co skądinąd doradzała Kaczyǹskiemu Emilewicz Jadwiga. Tylko stały, permanentny nacisk, który będzie dla władzy nieustającym problemem może przynieść efekty i zmusi ją do cofnięcia się przed najbardziej radykalnymi rozwiązaniami. Tak stało się we Francji po tzw. procesie w Bobigny w 1972 roku, w którym przed sądem stanęła oskarżona o dokonanie aborcji (wtedy z tym kraju zakazanej) nastolatka. To masowe i konsekwentne, uparte protesty kobiet przeciw restrykcyjnemu prawu (sprawiało ono m.in. że Francuzki przyjeżdżały do celem dokonania aborcji do Polski, gdzie pozwalała na to ustawa z 27 kwietnia 1956, której 65 rocznica uchwalenia właśnie mija) doprowadziły do uchwalenia 17 stycznia 1975 roku prawa do aborcji na mocy ustawy liberalizacyjnej, przygotowanej przez Simone Weil. Bez podobnej determinacji środowisk kobiecych w Polsce trudno będzie liczyć na wyrwanie nas z kajdan fanatycznego, fundamentalistycznego barbarzyństwa. Niedawno jedna z kobiet wyraziła obawę, że kolejną ofiarą fanatyków może paść dostępność do środków antykoncepcyjnych, przynajmniej niektórych, n.p. hormonalnych, pigułek „dzień po” czy spiral.

Nie jest to obawa nieuzasadniona. Czy jeszcze wczesną jesienią wielu z nas, poza skrajnymi pesymistami, przewidywało bieg zdarzeń, który nastąpił i który już teraz dramatycznym brzemieniem odciska się na życiu kobiet w Polsce?

Bigos tygodniowy

„Dania jest więzieniem” – mówił szekspirowski Hamlet. Dziś ta metafora dziwnie pasuje do życia wielu z nas w pandemii koronawirusa. Możliwość poruszania się po Europie ograniczona została do minimum i dopuszczalna pod warunkiem posiadania aktualnego negatywnego wyniku testu lub zaświadczenia o przyjęciu szczepionki. Czyli – była Unia Europejska i nie ma Unii Europejskiej. Jeszcze rok temu można było poruszać się po kontynencie, od wschodu po zachód, od północy po południe. Dla obywateli Unii Europejskiej granice państw przestały być zauważalne i oto granice te powróciły. Już nie mamy de facto praw obywateli UE, bo to oczywiste, że pełnoprawny obywatel ma prawo bez ograniczeń poruszać się po przestrzeni, której jest obywatelem. Jesteśmy więc jak chłopi pańszczyźniani przywiązani do własnych krajów. Owszem, można gdzieś podróżować, ale pod ścisłymi rygorami. To pokazuje jak wątła i krucha jest konstrukcja UE, jak iluzoryczna jej idea. Okazało się, że jest to konstrukcja na pogodę, ale już nie na niepogodę.


Do najbardziej dokuczliwych więzień należy Polska, w której pisowska władza wprowadziła w życie Narodowy Program Rodzenia Trupów. Radykalne zaostrzenie prawa aborcyjnego uczyniło ten kraj piekłem kobiet w stopniu do tej pory niewyobrażalnym. Nie tylko z uwagi na kształt tego „prawa”, ale także z tego powodu, że warunki pandemiczne i ograniczenie możliwości przekraczania granic oznaczają także radykalne ograniczenie możliwości przeprowadzania przerwania ciąży za granicą. Nadal nie mogę się otrząsnąć z uczucia upiornego koszmaru. W kraju należącym do Unii Europejskiej przyjęto „prawo” jakby wymyślone w ramach ponurej dystonii, jakby rodem z upiornej, makabrycznej baśni braci Grimm, „prawo” nakładające na kobiety państwowy przymus chodzenia w ciąży z trupem czy półtrupem, a następnie wydania go na świat. To kolejny dowód na to jak słabym w praktyce, choć pięknym jako idea, konstruktem okazała się Unia Europejska, skoro coś takiego mogło się pod – bądź co bądź – jej dachem – nomen omen – urodzić.


Na stanowisko kierownictwa Platformy Obywatelskiej skłaniające się ku uznaniu potrzeby liberalizacji ustawy dotyczącej aborcji (możliwość legalne aborcji do 12 tygodnia ciąży) można by z lewicowego punktu widzenia wszechstronnie powybrzydzać. Że jednak zbyt zachowawcze w tych ograniczeniach i warunkach, że „rychło w czas”, że to efekt koniunkturalizmu i tak dalej i tak dalej. W tej jednak sprawie, tak ważnej społecznie, trzeba okazać wielkoduszność. Jakby nie było, to dobrze, że PO się w końcu na to odważyła po tylu latach postawy tchórzliwej i asekuranckiej. Lepiej późno niż wcale.


Kilka dni temu zatrzymano polskiego pedofila i sprowadzono do kraju. Odnaleziono go na terenie Filipin, gdzie krył się od kilku lat, po prawomocnym wyroku, skazującym go na karę pozbawienia wolności. Tymczasem w Polsce, pedofile w sutannach latami działają bezkarnie, pod parasolem ochronnym hierarchów, pod nosem organów ścigania.


Tymczasem represje polityczne rozkręcają się na full. Dziennikarka Jewish Telegraphic Agency Katarzyna Markusz na łamach „Krytyki Politycznej” zadała pytanie: „Czy doczekamy dnia, w którym polska władza również przyzna, że niechęć do Żydów była wśród Polaków nagminna, a polski współudział w  Zagładzie jest faktem historycznym?”. Niewiarygodne, ale za postawienie tego pytania została przesłuchana przez policję na polecenie prokuratury!!! Dziennikarze – uważajcie, bo jeszcze trochę i niedługo nie będzie można pisnąć słowa, które nie spodoba się reżymowi PiS. Ziobro et consortes już nad tym pracuje.


Inny przykład skrajnie prawicowej ofensywy ideologicznej: niejaki Górecki Artur współpracujący z Ordo Iuris, zastępca dyrektora w Departamencie Programów Nauczania i Podręczników w Ministerstwie Edukacji i Nauki Czarnka, będzie dodatkowo koordynował prace nad treściami podręczników szkolnych i treściami nauczania. Czyli już niedługo będą one kształtowane na modłę Ordo Iuris, a ściśle biorąc na modłę katolicką. Górecki stwierdził, że szkolne treści, które oddalają młodzież i dzieci od zbawienia są groźniejsze niż brak monitoringu (sic!). Podobny profil w MEN reprezentuje nowo mianowany szef gabinetu politycznego Czarnka, niejaki Brzózka Radosław.


Jeszcze inny przykład ideologicznej ofensywy: trwa proces przeciwko Elżbiecie Podleśnej i dwóm innym kobietom o obrazę uczuć religijnych, polegającej na wywieszeniu plakatów z wizerunkiem tzw. „Matki Boskiej” w barwach tęczowych. W Bigosie nie wystarczyłoby miejsca na pomieszczenie wszystkich przypadków brutalnej ofensywy ideologicznej kleroprawicy.


Zjednoczona Prawica jest zjednoczona tylko z nazwy. Porozumienie Jarosława Gowina, właśnie cofnęło rekomendacje ministerialne dla swoich trzech byłych członków, póki co bez efektu, bo Mateo ich nie zdymisjonował. Natomiast tenże Mateo, za zgodą kierownictwa PiS czytaj: Kaczor, podpisał dymisję niejakiego Kowalskiego Janusza, wiernego żołnierza Ziobra, zasilającego rozbuchany ministerialny zasób, od dłuższego czasu kontestującego działania rządu. W tej sytuacji należy się zastanowić czy jeszcze mamy Zjednoczoną Prawicę i rząd, a jeśli mamy to czy jest zdolny w tym pandemicznym czasie rządzić.


Duduś odwiedził stoki narciarskie w Wiśle, oczywiście w kilkuosobowej obstawie sopowców. Pierwszy narciarz RP, jest znanym miłośnikiem sportów zimowych i wykorzystał oczywiście czasowe poluzowanie obostrzeń pandemicznych, aby zrealizować swoje pasje. Nieważne, że miażdżąca część narodu walczy z biedą i pandemią, o jakimkolwiek wyjeździe nawet nie marząc. Dudusiowi nikt szusowania nie zabroni, zmęczył się robotą na państwowym, po prostu zharał, niech Andrzejek się zatem zrelaksuje, bo czas szaleństw na skuterze wodnym odległy.


Zybertowicz Andrzej powiedział, że kobieta nie jest właścicielem swojej macicy, gdy jest w ciąży, bo jej zawartość składa się także z materiału genetycznego zapładniacza. Z jakiej wartości materiału genetycznego składa się mózgownica Zybertowicza?

Kobietom należy się wsparcie

– Podsuwamy prawicy rozwiązanie, jak wyjść z kryzysu, który nam wszystkim zgotowała – mówi Magdalena Biejat – posłanka Lewicy Razem, wprowadzająca w Sejmie projekt tzw. ustawy ratunkowej depenalizującej wykonanie aborcji i pomaganie przy niej, w rozmowie z Julią Anną Lauer (Strajk.eu).

Jak przebiegło spotkanie dotyczące ustawy ratunkowej?

Było bardzo produktywne i merytoryczne. Byli obecni przedstawiciele PSL – Urszula Pasławska i Bożena Żelazowska, Nowoczesnej – Monika Rosa, Katarzyna Lubnauer, Krzysztof Mieszkowski, Zielonych – Ula Zielińska, Tomasz Aniśko, Inicjatywy Polskiej – Katarzyna Piekarska, Platformy Obywatelskiej – Agnieszka Pomaska, Monika Wielichowska, Polski 2050 – Hanna Gill-Piątek.

Rozmawialiśmy o tym, jak wesprzeć kobiety tu i teraz, zarówno na protestach, jak i w ramach prac Sejmu. Jako posłowie i posłanki powinniśmy działać też w parlamencie, dlatego umówiliśmy się na dwa konkretne kroki. Po pierwsze, chcemy prawdziwej debaty na sali sejmowej. Aby do tego doprowadzić, wspólnie złożymy stosowny wniosek do marszałkini Witek. Mamy przygotowane trzy projekty ustaw złożone przez opozycję – dwa projekty Lewicy oraz projekt PSL. Chcemy, żeby były procedowane na najbliższym posiedzeniu Sejmu.

Druga sprawa to wsparcie kobiet i lekarzy, którzy chcą im pomóc. Dzisiaj mamy do czynienia z chaosem informacyjnym. Posłowie Solidarnej Polski oraz Prawa i Sprawiedliwości mówią, że przerwanie zagrożonej ciąży nadal będzie możliwe ze względu na przesłankę o zdrowiu psychicznym kobiet. Dlatego złożymy wniosek do ministra Ziobry o informację dotyczącą realnej możliwości wykonania zabiegu w takich sytuacjach. Kobiety muszą wiedzieć, jak naprawdę wygląda ich sytuacja w obecnym stanie prawnym.

Jakie są najważniejsze założenia ustawy? Kiedy powstała i dlaczego rozmawiamy o niej właśnie teraz?

Ustawa została złożona tuż po wydaniu wyroku przez tzw. TK. Odnosi się do art. 152 Kodeksu Karnego, znosi karę za wykonanie aborcji do 12 tygodnia ciąży i w sytuacji wad płodu. Depenalizuje pomoc w aborcji w tych przypadkach. Jest to ustawa, która sprawi, że kobiety, które decydują się na przerwanie ciąży, nie pozostaną same.

Myślisz, że dojdzie do głosowania nad ustawą?

Będziemy robić wszystko, żeby tak się stało. Wiemy, co wydarzyło się w Irlandii – dopiero śmierć kobiety, której odmówiono aborcji w zagrożonej ciąży, doprowadziła do zmiany prawa. Dziś lekarze obawiają się utraty pracy i zarzutów ze strony prokuratury, jeśli wykonają zabieg. Ta ustawa depenalizuje jego wykonanie. Nie chodzi w niej o liberalizację prawa aborcyjnego, czego docelowo chciałaby Lewica, ale może pomóc kobietom i lekarzom w obecnej, dramatycznej sytuacji.

Ale czy w tym parlamencie jest szansa na przegłosowanie takiej ustawy?
Uważam, że jest. To jedyne wyjście – tak naprawdę podsuwamy prawicy rozwiązanie, jak wyjść z kryzysu, który nam wszystkim zgotowała. Ustawa ratunkowa Lewicy to projekt raczej konserwatywny, napisany tak, aby mogli go poprzeć także posłowie i posłanki z prawicy. Znamy wypowiedzi medialne posłanki Magdaleny Sroki czy posła Andrzeja Sośnierza, oni zdają sobie sprawę z konsekwencji tego wyroku.

Jak przekonać posłanki i posłów Zjednoczonej Prawicy do głosowania za ustawą?

Najważniejsze, żeby posłanki i posłowie prawicy zrozumieli, czego ta ustawa dokładnie dotyczy. Mamy sygnały, że jest zainteresowanie rozmową ze strony Zjednoczonej Prawicy. Wiceminister Sellin i Karczewski w swoich wypowiedziach medialnych podkreślali, że nie chcieliby zmuszać bliskich sobie kobiet do rodzenia nieuleczalnie chorych dzieci. Jest coraz więcej osób, które dostrzegają, jak barbarzyński jest wyrok.

Oprócz ustawy ratunkowej trwa zbiórka podpisów pod projektem liberalizującym prawo do aborcji. Jakie jeszcze planujecie działania w tym zakresie?

Trwa zbiórka obywatelska, do której jako posłanki Lewicy się przyłączyłyśmy. Nie będziemy odpuszczać w sejmie oraz w komisjach. Nie damy Prawu i Sprawiedliwości zapomnieć o prawach kobiet. Aby doprowadzić do złagodzenia prawa aborcyjnego, ten temat nie może schodzić z agendy, także sejmowej. Jesteśmy w trakcie rozmów ze środowiskami lekarzy i szukamy poparcia, gdzie to tylko możliwe. Depenalizacja i jakakolwiek pomoc kobietom w obliczu tego drakońskiego prawa jest w interesie całego społeczeństwa.

Jak oceniasz ogólny poziom debaty na temat aborcji w Polsce? Czy przez ostatnie lata coś się zmieniło?

Dyskusja na temat aborcji jest bardzo mocno zideologizowana. Osoby przeciwne aborcji manipulują faktami, aby narzucić innym swój sposób myślenia. Środowiska kobiece, Lewica, ekspertki wkładają mnóstwo wysiłku w to, aby w tej debacie było więcej rzetelnych informacji, a mniej opinii prezentowanych jako obiektywna wiedza. Być może dzięki temu najnowsze badania pokazują, że gwałtownie rośnie poparcie dla liberalizacji prawa do aborcji do 12 tygodnia. Coraz więcej ludzi rozumie, że decyzja powinna należeć do kobiety.

Chciałabym, żebyśmy zaczęli mówić z empatią i troską o kobietach. Na szczęście głos kobiet i organizacji kobiecych jest coraz bardziej słyszalny w przestrzeni publicznej.

Zimna wojna

Na Polskę spadły dwie katastrofy. Zaraza i rządy PiS. Złe rządy PiS czynią życie w czasach zarazy jeszcze bardziej nieznośnym.
Pandemia obnażyła niekompetencje elit PiS i brak ich zdolności do zarządzania. Rządy PiS zamiast osłabiać skutki pandemii stale generowały konflikty zastępcze i decyzyjny chaos. Dodatkowo kaczyści, jak wszyscy sekciarze, nie ufają ludziom spoza swojego kręgu. Nie potrafią im zaufać, ani z nimi współpracować.
Nie potrafią współdziałać nie tylko z opozycją parlamentarną i innymi krytycznymi środowiskami. Rząd PiS nie konsultuje swoich działań ze związkami zawodowymi, korporacyjnymi samorządami, organizacjami zrzeszającymi przedsiębiorców. Nie działa Radia Dialogu Społecznego.
Wspólnota kaczystowska zbudowana jest na fundamencie konserwatywnej kontrrewolucji anty oświeceniowej. Prymacie religii nad nauką. Rugowania naukowego, technokratycznego, świeckiego stylu myślenia na rzecz tworzenia duchowej, narodowo- katolickiej wspólnoty. Jeden naród, jedna wiara, jeden Naczelnik Państwa Polskiego. Na naukowy styl myślenia nie ma miejsca w tej triadzie.
Taka wspólnota skutecznie potrafi walczyć z „ideologią LGBT”, „neo marksistowskim genderem”, „POstkomunizmem” i innymi wykreowanymi przez kaczystów zagrożeniami. Ale już nie jest w stanie efektywnie walczyć z realnymi katastrofami. A taką jest teraz pandemia. Do tego potrzeba jest ekspercka wiedza, poszanowanie nauki, wszystko to, czym programowo „anty elitarne” elity PiS gardzą. Z czym ciągle walczą.
Dodatkowo dotychczasowa walka kaczystowskich elit z korona wirusem podporządkowana była walce z opozycją parlamentarną i nieustającej kampanii wyborczej. Przez cały rok 2020 kaczystowskie media kreowały zakłamany obraz rzeczywistości. Ogłaszały kolejne zwycięstwa władzy nad pandemią, wygaszanie zarazy. Być może wielu kaczystów naprawdę uwierzyło w przekazy Jacka Kurskiego i latem 2020 roku nie dopuszczało możliwości kolejnych fal pandemii. By tak uśpieni umysłowo pogrążyć się w słodkim nieróbstwie, albo skupiać na rozkradania budżetu państwa polskiego.
Głowa zepsuta
Niegdyś Polacy pocieszali się, że są co prawda skłóconym narodem, ale w obliczu zewnętrznego zagrożenia, najazdu obcych potrafią się zjednoczyć. Wznieść się ponad osobiste urazy i interesy. Jeśli tak kiedyś rzeczywiście było, to dziś elity PiS jedynie dowodzą, że niewiele z tamtych Polaków mają.
Od pół roku codziennie w Polsce umiera kilkuset zarażonych obywateli. Codziennie wymiera w Polsce jedna polska wieś. A pomimo to na szczycie PiSowskiej władzy trwa nieprzerwana, brutalna walka o pieniądze i władzę.
Rządząca nami Zjednoczona Prawica rozpadała się na podstępnie, intrygujące frakcje. Obiecywana od lata zeszłego roku „rekonstrukcja”, czyli reforma, rządu premiera Mazowieckiego jeszcze nie nastąpiła.
Zamiast tego mamy patologiczny model rządu, którego wicepremier jest politycznym szefem premiera. Można się było pośmiać z takiego kuriozum, po powołaniu pana pr4ezesa na pana wicepremiera, ale w czasach tak poważnej zarazy tak dysfunkcyjnie skonstruowany rząd, to istny „śmiech z pogrzebów”.
Nie dziwmy się, że nadal nie ma w Polsce długofalowego, spójnego programu szczepień, ani otwierania gospodarki. Skoro pan prezes Kaczyński ciągnie w swoją stronę, pan wicepremier Gowin w drugą, pan prezydent w trzecią, pan minister sprawiedliwości tylko knuje i intryguje, a pan premier ciągle znika z fontu walki z pandemią. W atmosferze plotek o jego rychle spodziewanej dymisji.
Nie dziwmy się, że pani posłanka Emilewicz łamie prawo, kłamie publicznie i pozostaje bezkarna, a pan poseł Giżyński wykorzystuje jedynie lukę prawną w dziurawym systemie szczepień i zostaje za to gromko, przykładnie ukarany.
Okazuje się, że i wśród kaczystów też są swoi i obcy. Ludzie i ludziska. Doświadczyła tego też właśnie słabnica pańska Ewa Stankiewicz, reżyserka filmu „Stan zagrożenia”. Filmu o katastrofie smoleńskiej. Propagującego teorię zamachu na prezydencki samolot i strącenie go w wyniku wybuchu spec bomby.
Ów film miał być zaprezentowany w telewizji Jacka Kurskiego, w TVP, ale jego premierę nagle odwołano. „Przegrała wolność słowa-zwyciężyły naciski polityczne”, zadeklarowała Ewa Stankiewicz w prorządowym tygodniku „Sieci”.
Nie dopowiedziała któż to „naciskał”, a lizusowski tygodnik też nie nalega na to. Plotki dochodzące z salonu PiS sugerują, że to robota pana Antoniego Macierewicza, albo i nawet samego pana prezesa Kaczyńskiego.
PiS zbudował swą popularność na micie smoleńskim i kłamstwie o tym wypadku lotniczym. Film Ewy Stankiewicz ponoć tak artystycznie kondensuje to kłamstwo, że nawet ten „ciemny lud” może przestać w je wierzyć. A skoro przestanie wierzyć w „ruski zamach”, to i może zwątpić też w sukces Centralnego Szpitala Narodowego i skuteczność Wielkiego Narodowego Programu Szczepień.
Zwłaszcza, że w ostatnim tygodniu opozycja parlamentarna celnie wypunktowała złe przygotowanie Wielkiego Narodowego Programu Szczepień. Zaproponowała swoje, lepsze rozwiązania.
Przypomniała też, że władzą PiS niezadbana o wcześniejsze zabezpieczenie odpowiedniej ilości szczepionek. I zwalanie teraz winny za to na producentów i inne państwa Unii Europejskiej jest działaniem ratunkowym i szczeniackim. Skoro ze szesnastu wcześniejszych, wspólnych unijnych posiedzeń dotyczących programu unijnych szczepień, polska delegacja olała aż jedenaście. Elity PiS nie uznały za konieczne pofatygować się na te narady.
Wojna z kobietami
Dlatego teraz aby przykryć propagandowo ten organizacyjny chaos władza postanowiła rozpalić nowy konflikt. Ideologiczny. Wojnę religijną, bo na tym polu czuje się najsilniejsza. Walkę z wymyśloną przez siebie „cywilizacją śmierci”.
Władza pana prezesa Kaczyńskiego wie, że publikacja nieludzkiego wyroku niekonstytucyjnego Trybunału Konstytucyjnego doprowadzi do masowych, długotrwałych protestów polskich kobiet. Co nie przyniesie chluby i wzrostu popularności tej władzy.
Ale przeniesie ciężar i emocje debat publicznych z fatalnie organizowanego programu szczepień na starcie rządowej „cywilizacji życia” z opozycyjną „cywilizacją śmierci”.
Dzięki temu zmobilizuje kaczystowskie media, usłużny tej władzy kościół kat. oraz kontrolowany przez kaczystów prokuraturę i policję do propagandowego zwycięstwa nad „neo marksistowskim feminizmem”.
Do zrzucenia odpowiedzialności za kaczystowską nieudolność i niekompetencję na strajkujące Polki. Do mobilizacji i skupienia kaczystowskiej wspólnoty polityczno- religijnej.
Zapowiada się długa, zimna wojna polsko- kaczystowska. Głęboki podział polskiego społeczeństwa, który nie zniknie po utracie władzy przez kaczystów.
Zwłaszcza jeśli policja dostanie rozkaz aby tym razem zapomniała o „profesjonalnych standardach” zdefiniowanych niedawno przez pana prezydenta Dudę.
W zeszłym roku zmarło w Polsce 478 658 osób. Najwięcej od czasu II wojny światowej. Jednocześnie urodziło się w Polsce 360 000 dzieci. Najmniej od 16 lat. Takie są skutki kaczystowskiej polityki „ochrony życia”. Wzmacniania „substancji narodowej Polaków.”
I będzie się rodziło jeszcze mniej Polaków, bo groźba kryzysu gospodarczego, drożyzny, i teraz przymusu rodzenia martwych płodów, na pewno zniechęci polskie kobiety do posiadania dzieci.
Takie też będą skutki zimnej, politycznej wojny psychopatycznych kaczystów z obywatelami naszego kraju.

Jak zostałem zwolennikiem praw kobiet i przestałem mieć wątpliwości

Całkowity zakaz aborcji? Kompromis aborcyjny? Prawo do przerywania ciąży pozostawione w rękach kobiety? To pytania, które my mężczyźni zadajemy sobie obserwując debatę publiczną na temat prawa do przerywania ciąży nawet jeśli nas nie dotyczy.

A może właśnie dlatego, że nas nie dotyczy, mamy potrzebę zajęcia jakiegoś stanowiska? Ja nie mam tych wątpliwości. Chcę wam koledzy opowiedzieć swoją historię, kolejną historię mężczyzny rozprawiającego o prawie kobiet do podejmowania decyzji o tym, czy urodzić dziecko czy nie.

Historia ta jest bardzo osobista i nierozerwalnie związana z moją rodziną, ale ukształtowała mój pogląd w temacie prawa do aborcji. Może i wam, drodzy koledzy, bracia, ojcowie, dziadkowie, mężowie, w jakiś sposób pomoże wyrobić swoje zdanie i przestać mieć wątpliwości.

Nie wiesz nic, Jonie Snow.

Patrząc wstecz na czasy, gdy byłem 25-letnim młodzieńcem określiłbym swoje ówczesne poglądy jako umiarkowane, co oznacza ni mniej ni więcej tylko tyle, że popierałem w zasadzie istniejący w Polsce “kompromis” – dopuszczenie prawa do legalnej aborcji z powodu ciężkiego uszkodzenia płodu, ciąży z gwałtu i ciąży zagrażającej życiu matki. Przerwanie ciąży “na życzenie” wydawało mi się czymś niewłaściwym, czymś czego nie powinno się robić, czymś czego sam bym nigdy nie zrobił i nie chciałbym, żeby tak postępowały inne osoby. Ten pogląd po prostu we mnie był, nie wyrobiłem go sobie, a przynajmniej nie pamiętam żebym to świadomie zrobił. Będąc katolikiem w katolickim kraju wciągnąłem go z powietrzem i przyjąłem za normę, nie poświęcając jego uzasadnieniu większej uwagi.

Wszystko zmieniło się, gdy moja siostra, po dwóch poronieniach, zaszła w kolejną ciążę. Cieszyliśmy się całą rodziną na myśl o dziecku wiedząc, jak bardzo wspólnie z mężem chcieli je mieć. Przyszedł jednak ten dzień, kiedy powiedziała mi, że ich synek jest nieuleczalnie chory i nie wiadomo czy w ogóle się urodzi, a jeśli tak, to nie pożyje długo. Nigdy nie zapomnę tego momentu, kiedy mi to mówiła. Z jakimś nadzwyczajnym spokojem, a nawet z pogodą duchą, w której tle zaledwie czaił się smutek. Bardzo chciałem w tym momencie coś powiedzieć, zrobić coś, coś przydatnego i istotnego, podzielić się jakąś mądrością, doświadczeniem, wesprzeć, uspokoić, okazać zrozumienie, miłość i troskę, ale nie umiałem. Wszystko co wiedziałem i myślałem o życiu okazało się błahe, banalne, nieistotne, miałkie i przede wszystkim kompletnie niestosowne. Jedyne co udało mi się wtedy z siebie wydusić to że nie wiem co powiedzieć. “Nie musisz nic mówić. Tu nic nie trzeba mówić” odpowiedziała siostra uśmiechając się.

Zrozumiałem wtedy, że nie mam nic do powiedzenia na ten temat i nigdy nie będę miał, bo nigdy nie będę kobietą noszącą w łonie dziecko, o którym jeszcze przed urodzeniem wiadomo, że nawet jeśli się urodzi to jego życie będzie można liczyć w godzinach, lub w najlepszym wypadku w dniach. Wiedziałem też, że bez względu na to co siostra planuje zrobić, będę ją w pełni wspierał.

Miej serce i patrzaj w serce

Moja siostra, wspólnie z mężem, zdecydowała się, że urodzi synka. Mając w pamięci dwa poprzednie poronienia chciała urodzić swoje ukochane dziecko, zobaczyć je, przywitać, przytulić i pożegnać. Tak żeby chłopiec mógł poznać kochającą matkę, kochającego ojca i całą rodzinę. Przez całą ciążę siostra starała się zachować pogodę ducha, żeby synek wiedział, że jest kochany i jest wielkim szczęściem. I wszyscy staraliśmy się tak zachowywać. Mój chrześniak urodził się i zakwilił. W obecności rodziny, wspierającego hospicjum dla dzieci nieuleczalnie chorych, księdza i fotografa został ochrzczony. Wszyscy się z nim przywitaliśmy, dotknęliśmy go, przekazaliśmy swoje uczucia, ile ich w nas było. W trakcie ceremonii starałem się trzymać, ale prawie cały czas lały się ze mnie łzy. Nawet teraz gdy piszę te słowa nie mogę ich powstrzymać.

Syn mojej siostry, mój chrześniak, odszedł od nas po jednym dniu. W tym miejscu wielu z was pewnie przyklaśnie lub oburzy się. To nie ma znaczenia.

To było bardzo ważne wydarzenie dla naszej rodziny i dla mnie osobiście. Historia mojej siostry, jej męża i ich synka trafiła do mediów jako opowieść o bezgranicznej miłości i bezgranicznej determinacji. Mimo pozytywnego wydźwięku publikacji pojawiały się liczne, negatywne komentarze. Krytykowano moją siostrę za to, że zdecydowała się urodzić dziecko, a nie przerwała ciąży wcześniej, choć wielokrotnie jej to sugerowano. Zarzucano jej egoizm i ideologiczne zaślepienie. Byłem wściekły i nie mogłem zrozumieć tych ludzi, którzy tak zajadle atakowali moją siostrę za decyzję, którą podjęła z pełnym wsparciem rodziny. Decyzję, którą podjęła w ramach swojego własnego wyboru, który jest dla niej prawem każdej kobiety.

Nie mogłem zrozumieć jak ludzie nie mający pojęcia o jej sytuacji, o emocjach które przeżywała, o wadze tego wydarzenia, które odcisnęło się na nas wszystkich, że ludzie nie mający o tym pojęcia tak kategorycznie wydają swoje żałosne, płytkie osądy na lewo i prawo jakby ktokolwiek ich pytał o zdanie. Jakby ich zdanie miało mieć jakiekolwiek znaczenie dla tego co przeżyła moja siostra, co przeżyliśmy wszyscy.

Co, gdyby zdecydowała się przerwać ciążę? A jakie ma to dla was znaczenie? Jakie może mieć znaczenie dla kogokolwiek z was? Bylibyśmy z nimi. Tylko to się liczy. Nie żadne spokojne sumienie fanatyków, nie żadne przekonania tego czy innego polityka, nie orzeczenie sądu czy trybunału.

Nie twoje ciało, nie twój wybór

Dziś sam jestem ojcem dwóch niesfornych córek. Byłem obecny przy ich narodzinach. Widziałem ich pierwszy wdech powietrza, słyszałem pierwszy płacz, dwukrotnie własnoręcznie przecinałem pępowinę. Narodziny mojego chrześniaka i córek są dla mnie wiecznie żywymi zdarzeniami. To chwile najczystszego humanizmu, które mnie ukształtowały. To przeżycia, emocje i myśli, których nie da się opisać, nie da się powtórzyć, ani nie da się zapomnieć. Przeżywałem je wspólnie z moją żoną, która w czasie porodu pierwszej córki leżała półprzytomna ze zmęczenia i bólu prosząc o znieczulenie, którego nie mogła się doczekać, bo w tym samym czasie było sześć porodów, a jedyny anestezjolog na oddziale mógł założyć znieczulenie maksymalnie u dwóch rodzących na raz.

Siedziałem prawie dziesięć godzin widząc jak żona cierpi coraz bardziej, słuchając wycia kobiety rodzącej obok, która raz po raz błagała swojego partnera, żeby dali jej więcej znieczulenia. Choć byłem blisko przy tych wszystkich momentach wysiłku i bólu, a także w momentach wielkiej radości po zobaczeniu ukochanego dziecka, to jednak zdałem sobie sprawę, że choćbym był najlepszym z ojców jakiego nosiła ziemia to nigdy nie donoszę i nie urodzę dziecka, nigdy nie poczuję nawet części tego, co przez całą ciążę i poród przeżywa matka.

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że nie wyobrażam sobie, że ktokolwiek mógłby decydować za kobietę o tym czy urodzić czy nie. Decyzja o macierzyństwie, ciąża, poród i to jak te zdarzenia wpływają na życie kobiety jest zbyt osobiste, zbyt indywidualne, zbyt powiązane z kobietą i jej życiem, żeby ktokolwiek inny mógł powiedzieć jej “musisz urodzić” albo “musisz przerwać ciążę”.

Jest też z gruntu nieludzkie, naruszające nie tylko sferę wolności, ale i godności kobiety, której odbiera się jej naturalne prawo decyzji oddając je w ręce obcych ludzi.

My, mężczyźni nigdy nie będziemy uprawnieni do decyzji o urodzeniu czy nie urodzeniu dziecka. Możemy wspierać, kochać, pomagać, troszczyć się, zapewniać, organizować, otaczać opieką, ale nigdy nie będziemy nosić dziecka pod sercem i nigdy nie będziemy rodzić, nie do nas więc należy ostatnie słowo. Nieważne czy zaplanował to Bóg, czy taki wyrok wydała natura – tego nigdy nie doświadczymy, a wszystko co przeżyjemy, choćby nie wiem jak intensywnie, będzie inne, bez porównania do tego co przeżywa matka.

Kto was sędziami sióstr waszych uczynił?

Nie wiem czy aborcja jest OK, czy nie jest OK. Czy jest ciężką, traumatyczną decyzją czy zwykłym zabiegiem medycznym. Nie mam zdania na temat cudzych aborcji, nie chcę go mieć i przede wszystkim mieć go nie muszę. Już nie.

Nie jest jednak tak, że nie mam zdania w kwestii dopuszczalności prawa do przerwania ciąży.

Wierzę, że każda kobieta, i tylko kobieta, powinna mieć wybór.

Nie wziąłem tego z książek czy teoretycznych rozważań. Pogląd mój wyrzeźbiło życie łzami smutku i radości.

Nie ma takiego sądu, takiej sali parlamentu, nie ma takiego gabinetu, nie ma takiej izby, w której można zadecydować za kobietę, czy powinna urodzić dziecko czy nie. Decyzja ta powinna na zawsze pozostać w jej rękach. Każda kobieta powinna mieć prawo podjąć ją w gronie ukochanych ludzi, w atmosferze zrozumienia, miłości i wsparcia. Żadne państwo i żadna władza nie ma moralnego prawa ingerować w tę decyzję. Ma za to obowiązek otoczyć kobietę opieką i zaoferować jej wszystko czego potrzebuje, tak by mogła zadecydować w spokoju wiedząc, że nie zostanie do niczego zmuszona, że nie zostanie odrzucona, oceniona, czy ukarana. Kiedy dziś rozmawiam o tym z siostrą powtarza wciąż: “To był mój wybór. Wybór, nie nakaz. Każda kobieta powinna mieć swój”.

Dlatego hańba spada na wszystkich, którzy chcą naruszyć to święte kobiece prawo i z daleka, z wygodnych foteli, z sejmowych ław czy z sędziowskich tronów, ze swoich zimnych sal, ze swoich złotych pałaców, ze swoich kaplic czy salonów dyktować prawa, które odbiorą kobietom wolność i wejdą w te najbardziej ludzkie z ludzkich spraw butami policjantów, prokuratorów, polityków czy sędziów.

Hańba. Hańba. Po stokroć hańba.

Stanowisko Polskiej Partii Socjalistycznej w sprawie wyroku Trybunału Konstytucyjnego

Zjednoczona Prawica cofa nas do czasów wczesnego średniowiecza, do czasów, gdy w imię szerzenia wiary katolickiej toczyły się wojny.

W czasie wojen wymaga się heroizmu. Teraz Zjednoczona Prawica żąda heroizmu od kobiet, aby były gotowe ryzykować swoim życiem i zdrowiem rodząc dziecko z ciężkimi wadami fizycznymi. Heroizmem jest też znoszenie traumy z powodu wysoce prawdopodobnej śmierci takiego dziecka, a także poświecenie normalnego życia kobiety i całej rodziny dla opieki nad takim dzieckiem, a nierzadko również w jego wieku dorosłym. Traumą psychiczną jest myśl, co się stanie z takim człowiekiem po śmierci opiekunów. Świadome powodowanie u kobiet stanu traumy jest torturą. Konstytucja tego zabrania. Wyrok Trybunału to zderzenie dwóch zapisów
konstytucyjnych.

Wojny wywołują wodzowie, którzy pozostają na dalekim zapleczu i nie ponoszą żadnego uszczerbku, skazując społeczeństwo na cierpienia. Tak jest i w tym przypadku. To polityk, nie mający rodziny i dzieci, realizując polecenia hierarchów kościelnych, którzy też nie znają życia rodzinnego i nigdy nie weszli w posiadanie wiedzy o kobiecie, pobłogosławili ten haniebny wyrok trybunału.

Jak wykazały wielokrotnie badania opinii, zdecydowana większość społeczeństwa wypowiadała się przeciwko zaostrzaniu prawa aborcyjnego, a znaczna część społeczeństwa wypowiada się za jego złagodzeniem. Wypowiedzi popierające wyrok pochodzą od ludzi zindoktrynowanych naukami kościoła lub cyników chcących przypodobać się władzy.

Jako wyraz aberracji umysłowej traktujemy poparcie dla wyroku Konfederacji. Partia ta jest głosicielem nieskrępowanej wolności jednostki, ale chce jej ograniczenia dla kobiet. Traktujemy to jako wyraz pogardy dla tej płci, co w sposób nieskrepowany demonstruje Janusz Korwin Mikke.
Stoimy też w przededniu drugiej wojny religijnej, jaką rozpoczęła Zjednoczona Prawica.

Wypowiedzi nowego ministra Oświaty, Nauki i Szkolnictwa Wyższego p. Czarnka wskazują jednoznacznie, że nasze dzieci będą w znacznie większym stopniu niż dotychczas indoktrynowane ideologią katoprawicową i ograniczy im się dostęp do rzetelnej wiedzy o świecie i nowoczesnym społeczeństwie. W nauce i w szkołach wyższych czeka nas rugowanie rzetelnej wiedzy na rzecz ideologii katolickiej.

Społeczeństwo budzi się z letargu i nie da się podporządkować cynikom i fanatykom. Wojna może trwać, ale zwycięstwo będzie nasze.

Kato-Polakom ku pamięci

Cała narodowo – prawicowo – katolicka Polska święci wielki triumf. Organ zwany Trybunałem Konstytucyjnym, własnoręcznie sklecony przez Prezesa PiS, w dniu 22.10.2020 oficjalnie wyrzucił na śmietnik zgniły kompromis aborcyjny, jaki obowiązywał w Polsce przez ponad ćwierć wieku.

W radosnej euforii działacze PIS, Konfederacji, ONR, Ordo Iuris, i szeregu innych organizacji „pro life” ogłosili, że jest to chwila historyczna. Otóż w dniu tym staliśmy się wzorcowym krajem katolickim i uczyniliśmy milowy krok na drodze budowy wielkiej, bogatej i dumnej Polski. Sprawa jest przesądzona, albowiem biskupi nadzwyczaj ochoczo przyjęli złożony akt wiernopoddańczy, podziękowali i obiecali szczególną opiekę nad naszą ojczyzną.

Podobno historia jest nauczycielką życia, więc zwrot „szczególna opieka hierarchii katolickiej” powinien wzbudzać wyłącznie ciarki, ale do tego potrzebna jest chociaż minimalna znajomość historii. Wszystko niestety wskazuje, że polska prawica nawet z dziejów własnego narodu zna jedynie trzy strony (Chrzest Polski, Grunwald, oraz żołnierzy wyklętych). Proponuję więc, by poznała jeszcze kilka akapitów.

Najpotężniejsze mocarstwo starożytności, wielkie Cesarstwo Rzymskie, w początkach IV wieku zezwoliło na legalne funkcjonowanie chrześcijaństwa. W krótkim czasie biskupi wytępili wszelkie inne religie, a następnie podporządkowali sobie każdą dziedzinę życia imperium, łącznie z polityką. W efekcie po półtora wieku Cesarstwo zniknęło z dziejowej sceny, ale za to kościół wzmocnił się wprost nadzwyczajnie.

W XVI wieku Hiszpania była najpotężniejszym krajem europejskim. Pierwsza odkryła, podbiła i zagarnęła Amerykę oraz inne kolonie, więc statki wypakowane tonami złota, srebrem, korzeniami, niewolnikami, wpływały przede wszystkim do jej portów. Tyle, że królowie Hiszpanii sami się nazwali „katolickimi”, a władzę nad krajem oddali w ręce bezwzględnej i sadystycznej inkwizycji. Po dwóch wiekach Hiszpania była już tylko zubożałym państewkiem drugiej kategorii, ale za to w Watykanie nawet kandelabry zaczęto odlewać ze szczerego złota. Co ciekawe inny kraj, Anglia, właśnie w XVI wieku zerwał całkowicie z katolicyzmem i wkrótce zbudował, trwające aż do XX wieku, największe imperium na świecie.

Polska w XVI wieku była najpotężniejszym mocarstwem Europy środkowo – wschodniej. Pod rządami ostatnich Jagiellonów słynęła z tolerancji, a większość jej senatu stanowili protestanci. Jednak wkrótce królem został prawdziwy katolik i absolutny dewot Zygmunt III Waza. Dzięki niemu w początkach XVII wieku skończyła się tolerancja, a wszelkie sprawy państwowe oddano w gestię katolickiego kleru, jezuitów, dominikanów, etc. Po niecałych dwóch wiekach bezbronna, wyeksploatowana i zacofana Polska zniknęła z mapy Europy. Warto dodać, że czasie Powstania Kościuszkowskiego, ostatniego zrywu dla ratowania kraju, lud Warszawy zdołał ukarać kilku sprzedawczyków i zdrajców szczególnie zasłużonych dla upadku ojczyzny – wśród innych wybitnie szubrawych łotrów powieszono także biskupa Józefa Kossakowskiego oraz biskupa Ignacego Massalskiego. Na ocalenie Polski było jednak już za późno.

Przykładów „szczególnej opieki kościoła katolickiego” można podać znacznie więcej, ale wystarczy zauważyć, że wśród dzisiejszych mocarstw światowych nie ma ani jednego, które pozwoliłoby Watykanowi lub jego urzędnikom na jakikolwiek wpływ na swą politykę – n. p. członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ to: protestanckie USA i Wielka Brytania, prawosławna Rosja, komunistyczne Chiny oraz Francja, która pilnuje swej świeckości jak źrenicy oka. Natomiast państwa w których ewidentny jest wpływ kościoła katolickiego na ich rządy to m. in. Filipiny, Angola, Gabon, Kongo, Kolumbia i Meksyk. Teraz do tego klubu zapisała się także Polska.

Szansa, że polska prawica zdoła przyswoić sobie powyższe lekcje nie jest duża, ale cuda się zdarzają.

Natomiast warto powiedzieć kilka słów także o meritum sprawy, czyli o zagadnieniu aborcji. Urzędnicy kościelni nazwali go walką o życie nienarodzonego dziecka, którym to hasłem z miejsca zamykają usta wszystkim zwolennikom praw kobiet i dopuszczalności przerywania ciąży. Problem jest w tym, że nazwanie zarodka, czy też embrionu, dzieckiem, jest niezwykle skutecznym (biedne, niewinne, bezbronne dzieciątko – czy może być coś bardziej rozczulającego?), ale tylko propagandowym kłamstwem. Równie dobrze można żołędzie nazywać młodymi dębami albo kurze jajka sprzedawać jako młode kurczaki. Oczywiście takie argumenty z miejsca będą odrzucone, bowiem zgodnie z przekonaniami kościoła ludzie są wyjątkowymi stworzeniami boskimi, gdyż zostali wyposażeni w duszę (nie ma pewności, czy mają ją działacze lewicowi i LGBT, ale to inny problem), Wszystko więc sprowadza się do pytania, w którym momencie biologiczny organizm otrzymuje tę duszę do swej dyspozycji i staje się człowiekiem. Pomińmy szczegóły sporów toczących się na ten temat od starożytności i przypomnijmy tylko, że nieomylny w takich sprawach Watykan w drugiej połowie XIX wieku oznajmił, iż dusza pojawia się w embrionie w 5 miesiącu ciąży. To by mogło zamknąć temat, ale od tego czasu nauka poczyniła znaczne postępy, więc Pan Bóg także się zreflektował. Zgodnie z nową doktryną duszę ludzka otrzymują dwie komórki (jajowa i plemnik) natychmiast po połączeniu się.

Właśnie tak powstała zygota jest przez kler, narodową prawicę, a także przez prezes TK panią Przyłębską nazywana nienarodzonym dzieckiem. Natomiast kobiety, które własną krwią karmią i hołubią te komórki, są traktowane przez nich wyłącznie jako inkubatory. Takich drugorzędnych istot nikt nie zamierzał pytać o zdanie, toteż ogromne zdziwienie wywołał fakt, że inkubatory zbuntowały się, masowo wyszły na ulice i klną jak szewcy. Może się więc zdarzyć, że rządzący będą musieli pospiesznie wyciągać ze śmietnika zgniły kompromis aborcyjny, aby wkrótce nie znaleźć się obok niego.

Kryzys państwa czy kryzys Prawa i Sprawiedliwości?

Nasze państwo znajduje się w stanie ostrego kryzysu, którego bezpośrednią przyczyną jest pandemia COVID-19, ale którego głębsze przyczyny tkwią głębiej. Oczywistym przejawem tego kryzysu jest załamywanie się służby zdrowia pod naporem – przyznaję nieoczekiwanego – ataku epidemii. Rządzący pocieszają siebie i nas argumentem, że gdzie indziej nie jest lepiej, ale ten argument ma ograniczoną skuteczność.

Niechętnie mówi się na przykład o tym, że w Szwecji czy Norwegii, gdzie służba zdrowia od dawna znacznie lepiej funkcjonuje niż u nas, skutki epidemii są bez porównania mniej dotkliwe, także dla gospodarki.
Epidemia rozkłada nie tylko służbę zdrowia, ale także gospodarkę i oświatę. Jej skutki będą nam towarzyszyły przez wiele lat. Całkowicie uzasadnione jest więc pytanie o odpowiedzialności rządzących – tych obecnych, ale także ich poprzedników.
Dziś oczywiste jest, że rząd Prawa i Sprawiedliwości zmarnował kilka letnich miesięcy, gdy epidemia osłabła i gdy był czas, by przygotować kraj do jej nawrotu. Zamiast tego mieliśmy uspakajające wypowiedzi premiera Morawieckiego o tym, że epidemia już nie stanowi niebezpieczeństwa, więc powinniśmy wszyscy (a zwłaszcza seniorzy, na głosy których PiS liczył bardziej niż na młodych) ochoczo podążyć do urn. Poprzednie kierownictwo Ministerstwa Zdrowia bardziej zajmowało się podejrzanymi transakcjami z udziałem zaprzyjaźnionych osobników niż przygotowaniem szpitali do czekających je zadań.
Kryzys odsłonił podstawową słabość polskiej służby zdrowia: brak kadr lekarskich i pielęgniarskich. Polska pod tym względem znajduje się w ogonie państw europejskich, a kolejne rządy ten narastający problem odsuwały na bok. Istotą tego problemu jest drastyczne niedofinansowanie służby zdrowia i – w konsekwencji – rażąco niskie płace młodych lekarzy i pielęgniarek. Gdy lekarze protestowali przeciw drastycznie niskim placom, niemądra posłanka PiS wykrzykiwała, że „mogą wyjechać”, a wcześniej marszałek Sejmu z ramienia PiS demagogicznie wołał „pokaż lekarzu, co masz w garażu”. Dysproporcje zarobkowe stały się szczególnie rażące w ostatnich latach, gdy rząd PiS bardzo wysoko opłacał ludzie sobie bliskich – nawet bez szczególnie wysokich kwalifikacji. Więc niech się dziś ich szefowie nie dziwią, że lekarze wyjechali. W okresie Polski Ludowej mieliśmy jeden z najlepszych wskaźników liczby lekarzy i pielęgniarek w stosunku do liczby mieszkańców. Dziś brzmi to jak bajka.
W 1997 roku Jacek Żochowski – najlepszy, moim zdaniem, minister zdrowia demokratycznej Polski – domagał się ustalenia składki zdrowotnej na poziomie 11 procent. Zmarł kilka dni przed wyborami, które oddały władzę AWS, a ta składkę zdrowotną ustanowiła na znacznie niższym poziomie, czego niestety nie poprawiły także rząd SLD w latach 2001-2005 i rządy Platformy Obywatelskiej i PSL w latach 2007-2015. Oszczędzanie na służbie zdrowia teraz wychodzi nam bokiem – także w postaci ekonomicznych konsekwencji takiej polityki.
Płacimy też za ograniczanie liczby studentów medycyny. Jest to wciąż kierunek, na który zgłasza się znacznie więcej kandydatów niż miejsc. Oczywistą rzeczą jest, że powinniśmy na te studia kierować znacznie większe środki. By jednak nie prowadziło to po prostu do kształcenia kadr na eksport, konieczna jest radykalna poprawa warunków płacy młodych lekarzy i pielęgniarek.
Rząd PiS odpowiada za ten stan rzeczy gdyż miał i zmarnował pięć lat doskonałej koniunktury w gospodarce światowej. Czy jednak wyborcy zdecydują się wyciągnąć z tego wnioski?
O tym dowiemy się dopiero za trzy lata (lub wcześniej, jeśli pod presją kryzysu nastąpią przyśpieszone wybory). Już teraz jednak widać przejawy kryzysu w samym obozie władzy.
Pierwszym takim objawem było – jak się okazuje przejściowe – załamanie rządzącej koalicji. Zalatano go za ceną ustępstw, zwłaszcza wobec Porozumienia, którego szef Jarosław Gowin triumfalnie wrócił do rządu jako wicepremier i minister rozwoju gospodarczego, przy okazji upokarzając dotkliwie byłą minister, dla której własna kariera była ważniejsza niż partyjna lojalność. Konflikty wewnątrz koalicji zostały jednak jedynie odłożone w czasie. Będą wracały.
Drugim objawem kryzysu jest nagłe pogorszenie relacji miedzy „Solidarnością” i rządem, a tym samym także kierownictwem PiS. Głośno protestując przeciw nominacji Gowina „Solidarność” wycofała swych przedstawicieli w Rady Dialogu Społecznego i zagroziła, że już nie zagłosuję na PiS.
Trzeci kryzys partia rządząca zafundowała sobie na własne życzenie niespodziewanie i bez przygotowania forsując ustawą o ochronie zwierząt w wersji, która boleśnie godzi w interesy hodowców. Kosztuje ją to utratę poparcia wsi i bunt we własnych szeregach, gdyż dwudziesty posłów i senatorów odmówiło poparcia kontrowersyjnej ustawy. Trudno zrozumieć, jak do tego doszło. Co tak nagle przypiliło Jarosława Kaczyńskiego rzucającego swój osobisty autorytet na szalę w tej trudnej i skomplikowanej sprawie? Czym innym przecież są budzące szacunek intencje, a czym innym zimna kalkulacja politycznych i ekonomicznych realiów.
Podobnie ma się sprawa z czwartym elementem kryzysu: nagłym zaostrzeniem starego sporu o ustawę antyaborcyjną. Nikt rozsądny nie uwierzy, że złożony w większości z mianowańców partii rządzącej Trybunał Konstytucyjny sam z siebie zdecydował się drastycznie ograniczyć możliwość przerwania ciąży – i to w sytuacji, gdy niesie ona za sobą konieczność urodzenia ciężko upośledzonego a nawet skazanego na cierpienia i rychłą śmierć płodu. Wiadomo, że w Polsce nie ma poparcia dla zaostrzania ustawy – i tak najbardziej restrykcyjnej w Europie (poza Maltą). Decyzja Trybunału już skutkuje masowymi protestami i zaostrzoną krytyką ze strony Unii Europejskiej. Nie jest to krok kupujący rządzącym poparcie, gdyż nawet wśród wyborców PiS przeważają przeciwnicy zaostrzenia ustawy. Więc o co tu idzie?
Istnieją dwie – nie wykluczające się wzajemnie – hipotezy wyjaśniające te zdumiewające posunięcia obozu rządzącego.
Według pierwszej, jest to przygotowywanie się na nieuchronną klęskę wyborczą i na oddanie władzy. W tych warunkach ogromnie ważne jest zbudowanie zwartej ideologicznie, wręcz fanatycznej, armii politycznej, która miałaby siłę by przetrwać złe czasy i kiedyś powrócić do władzy. To tłumaczyłoby zaostrzanie restrykcji antyaborcyjnych, ale nie wyjaśniałoby ryzykownej gry w sprawie ochrony zwierząt – chyba ze stosunek do niej potraktuje się jako test osobistej lojalności wobec szefa partii rządzącej.
Drugie wyjaśnienie ma charakter psychologiczny. Jarosław Kaczyński starzeje się i zapewne ma przed oczyma zbliżający się kres kariery politycznej. Chciałby więc, póki jeszcze może, przeforsować takie zmiany, które odpowiadają jego przekonaniom. Po ludzku jest to zrozumiałe, ale politycznie może okazać się samobójcze.
Ceną płaconą przez Polskę za rządy Prawa i Sprawiedliwości jest pogłębianie się i przedłużanie kryzysu państwa. Wyście z niego wymagałoby odważnej i patriotycznej decyzji, jaką byłoby powołanie kompetentnego, pozapartyjnego rządu fachowców i wyposażenie go w prawo do podejmowania kluczowych decyzji z upoważnienia Sejmu i Senaty, ale – przez czas kryzysu – bez ich doraźnych ingerencji. Nie jestem jednak aż takim optymistą, by sądzić, że Jarosław Kaczyński i jego akolici postawią interes państwa ponad własnym interesem partyjnym i osobistym. Czekają nas więc trudne czasy.
Tym większego znaczenia nabiera sprawa strategii politycznej lewicy. Musi ona jak najszybciej wyraźnie określić, jaką drogą chce doprowadzić do zmiany obecnej sytuacji. Tu nie wystarczą same protesty – skąd inąd jak najbardziej potrzebne. Tu potrzebna jest jasna i przekonująca strategia – w tym zwłaszcza określenie z kim i na jakich warunkach zamierzamy doprowadzić do zmiany rządów i jaki program chcemy realizować, gdy powstaną po temu warunki polityczne.

Nur fur PiS

„Każdy funkcjonariusz struktur siłowych wybiera dziś, kogo broni: swojego narodu czy swoich przełożonych. Każdy urzędnik dziś wybiera, komu służy: narodowi czy reżimowi” – Swiatłana Cichanouska.

„Piątka dla zwierząt” miała pozyskać dla PiS młodych wyborców, a wyrok Trybunał Konstytucyjnego tych skłaniających się ku Konfederacji. I przy okazji przesunąć z czołówek dzienników telewizyjnych na plan drugi problem nieprzygotowania przez rząd służby zdrowia do drugiej fali pandemii.
Jak wyszło, każdy widzi. Znienawidzona przez hodowców „Piątka dla zwierząt” powędrowała do sejmowej zamrażarki. Uchwalenie jej po wyroku Trybunału przyniesie PiS jedynie dodatkowe polityczne straty i powiększy już stale pączkujący deficyt budżetowy. A barbarzyński wyrok Trybunału Konstytucyjnego pozbawił elity PiS legitymacji do dalszego rządzenia.
Masowo demonstrujący Polacy pokazali im przecież czerwoną kartkę. Nie tylko za barbarzyński wyrok służalczych sędziów Trybunału. Społeczeństwo polskie oczekuje sprawnych i sprawiedliwych rządów. Takich, które będą rozwiązywać związane z pandemią problemy, a nie kreować nowe. Elity PiS przez ostatnie sześć lat wygrywały wybory wywołując wojny kulturowe i ekonomiczne. Strasząc społeczeństwo grożącymi mu, rzekomymi zagrożeniami. Szczując „milczącą większość” na przeróżne mniejszości. Teraz przegrali, bo żyjąc w swych politycznych bunkrach stracili kontakt z szybko zmieniającą się rzeczywistością. Zlekceważyli zagrożenie pandemią ulegając swym antyoświeceniowym poglądom. Dodatkowo te zadufane, spasione samczyki zapomniały, że kobiety potrafią zorganizować się. Walczyć o swe ludzkie prawa. I kiedy wywołali wojnę kulturową z większością naszego społeczeństwa, to usłyszeli krótki komunikat. Dosadne: „Wypierdalać!”.
Żydzi tyfus, Polki covid
Gdyby elity PiS szanowały wolę społeczeństwa, to już teraz zaproponowałyby protestującym Polkom jakieś polityczne rozwiązanie. Rozmowy, poszukiwanie kompromisu. Ale pan prezes, wicepremier Kaczyński nie potrafi przyznać się do błędu. Zapiekły w swym politycznym szaleństwie wybrał „białoruski wariant”. Władza PiS postanowiła przeczekać protesty kobiet. A nawet zagrozić im użyciem „Tituszek”. Bojówek dresiarzy wypróbowanych do tłumienia społecznych protestów na Ukrainie i Białorusi. Elity PiS uznały, że skoro sondaże wskazują, iż 54 procent obywateli popiera kobiece protesty, a 43 procent ich nie popiera, to trzeba postawić na te czterdzieści procent przeciwnych.
Trzeba zmobilizować prorządowych propagandzistów aby przekonywali społeczeństwo, zwłaszcza ową „milczącą większość”, że obecny rekordowy wzrost zachorowań na covid to jedynie efekt masowych protestów „faszystowskiej lewicy”. Kopiując stare, wypróbowane wzorce. Skoro w propagandzie hitlerowskich Niemczech Żydzi „roznosili tyfus”, to czemu w kaczystowskiej IV RP nie oskarzać Polki, że „roznoszą covid”. Oczywiście tylko te z „faszystowskiej lewicy”. Wspierane przez wraże ośrodki z zagranicy. Aby dodatkowo splugawić demonstrujące Polski prorządowe media oskarżają je o ataki na budynki kościołów i profanacje odbywających się mszy świętych. Potwierdzić mają to dane prezentowane przez MSWiA. Otóż w ostatni weekend służby bezpieczeństwa skrupulatnie odnotowały 22 przypadki demonstracji podczas mszy i 79 przypadków malowania haseł na elewacjach budynków należących do kościoła.
Służby nie dodają, że Polsce mamy 10 673 parafie katolickie. W każdej z nich jest przynajmniej jeden budynek kościelny. Do tego w każdej z nich jest też przynajmniej jeden budynek siedziby parafii, do tego bywają dodatkowe budynki licznych kościelnych instytucji. Aż 79 z nich „sprofanowano” wolnościowymi hasłami. Co niedziela w każdym z 10 273 kościołów obywają się przynajmniej trzy msze, co daje około 31 tysięcy mszy. Aż 22 msze z tych 31 tysięcy zostały zakłócone wolnościowymi hasłami. To w TVP świadczyć ma o zmasowanym ataku „faszystowskiej lewicy” na kościół kat.
Mamy już pierwsze ofiary propagandy TVP. Wybitny polski bokser, urodzony w Częstochowie, Marcin Najman usłyszał w telewizji, że atakowana jest Jasna Góra. Natychmiast ruszył na odsiecz. Tak napisał w Internecie: „Z miejsca wsiadłem, przyjechałem, by spełnić obywatelski obowiązek i bronić Kościoła. A to jest jedna wielka prowokacja. Przecież tu nikogo nie ma. Nikt nie atakuje Jasnej Góry. Co wy pie…cie za głupoty! Przecież wy tylko podsycacie nastroje, nic więcej”. W tym czasie TVP info pokazywała też kilkunastu odzianych w panterki byczków szczelnie blokujących dostęp do stołecznego kościoła św. Krzyża. Znudzonych, bo nikt kościóła nie napadał. Nawet wierni nie zbliżali się tam, bo przy takiej „ochronie” strach było podejść.
Kościół w pułapce PiS
Polski kościół kat. najwięcej straci na tej wojnie religijnej. Pan prezes Kaczyński traktuje kościół kat. jak swoją przystawkę polityczną. Wysłał go na front swej wojny kulturowej z „faszystowską lewicą” i potem wezwał do obrony „atakowanego Kościoła” bojówki „PiS i jego zwolenników”. I tak kościół prezentujący się jako powszechny, reprezentujący aż „92 procent ochrzczonych obywateli” staje się kościołem tylko tych 40 procent głosujących na PiS i Konfederację. Kościołem partyjnym, nie narodowym. Kościołem „nazioli”, politycznym marginesem. Tak to pan prezes Kaczyński ukradł katolicki kościół wszystkim wierzącym jeszcze Polakom.
Narodowcy w pułapce PiS
Wzywając narodowców do „obrony kościołów” pan prezes, wicepremier dowartościował ich politycznie. Ale też uczynił z nich swą polityczną przystawkę i potencjalny polityczny „zderzak”. Zapewne liczy, że podlegające mu spec służby podstępnie zradykalizują demonstrujące kobiety i skierują je do walki z bojówkami narodowców. Ci „Rycerze Maryi” już rwą się by bić „lewaczki”, bo bicie kobiet to przecież stara, katolicko- rycerska tradycja. Każda bójka podczas kolejnych demonstracji jest w interesie pana prezesa i wicepremiera odpowiedzialnego za bezpieczeństwo w Polsce. Nie zdziwmy się, że takie bójki będą pretekstem do zakazu, czasowego na początek, wszelkich demonstracji w Polsce. Przy okazji zamknie się też w aresztach liderki strajków kobiet i wodzów narodowców. Zbliża się dzień 11 Listopada. Narodowcy już zapowiadają swój wielki marsz, a władzą mruczy, że w tym roku, ze względu na zarazę, nie zezwoli na to. Zwłaszcza marsz na błoniach Szpitalu Narodowego. Sprowokowanie „napadu faszystowskich lewaczek na narodową młodzież” rozwiązałoby problem przyszłego marszu narodowców niekontrolowanego przez PiS.
Prezydent w pułapce PiS
Próbę politycznego kompromisu podjęli gowinowcy. Posłużyli się panem prezydentem Dudą ukrywającym się przed mediami w swoim Pałacu. Najpierw córka pana prezydenta wyjawiła w Internecie, że najlepiej byłoby gdyby było tak jak było. A potem telewizja Polsat szczęśliwie dodzwoniła się do niego i uzyskała nieśmiałe wezwanie do kompromisu. Niestety następnego ranka pan prezydent wycofał się z kompromisowych pomysłów i pozostał w ukryciu dalej. Widać po telefonie Polsatu ktoś jeszcze dodzwonił się do niego.
PiS do bunkra
Pan prezes Kaczyński wie, że jego partia przegra najbliższe wybory. Straci zapewne władzę. Dlatego już teraz przygotowuje się do tego. Tworzy w Polsce swoje, osobne królestwo. Ze swoimi strukturami władzy. Ze swoimi wartościami narodowo- katolickimi. Ze swoim kościołem. Ze swoimi mediami. Zasilanymi teraz obficie przez spółki skarbu państwa. Ze swoimi firmami finansującymi przyszłe państwo. Zasilanymi „wianem” z polskiego budżetu. Ze swoimi elitami wianowanymi teraz poduszkami finansowymi, też ze skarbu państwa. Kapitałem na przetrwanie w czasach opozycji i na przyszły powrót do władzy.
Tworzy swoją, lepsza Polskę. Nur fur PiS.

Lewica i samorządowcy razem z kobietami

49 samorządowców – prezydentów, burmistrzów, starostów, wójtów, wsparło protesty kobiet w walce o ich prawa reprodukcyjne i wypowiada wojnę fundamentalistom z PiS.

Wczoraj, 26 października, powstała koalicja „Tak! Samorządy dla Polski”. 49 sygnatariuszy i sygnatariuszek, samorządowców polskich miast, miasteczek i wsi podpisało się pod wspólnym apelem, gdzie deklarują wsparcie dla postulatów strajkujących kobiet w obronie ich praw reprodukcyjnych. Na liście jest między innymi Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy, Jacek Karnowski, prezydent Sopotu, Jacek Sutryk, prezydent Wrocławia, miasta, w którym 26 października o prawa kobiet upominało się na ulicach 50 tys. osób.

Sygnatariusze oświadczenia wyrażają głębokie oburzenie łamaniem praw kobiet i skazywaniem ich na tortury przymusu rodzenia ciężko chorych dzieci.

„Po 27 latach przestało w Polsce obowiązywać prawo aborcyjne. Nie ma naszej zgody na skazywanie kobiet na tortury. Nie ma naszej zgody na koszmar matek, które będą zmuszane rodzić istoty niezdolne do samodzielnego życia i patrzeć na ich powolne umieranie. Albo natychmiastowe. Albo na cierpienie”- czytamy w oświadczeniu przeciwko decyzjom Prawa i Sprawiedliwości. Samorządowcy mają dość „łamania prawa, wprowadzania fundamentalizmu, i jedynej słusznej ideologii Państwa PiS” piszą w oświadczeniu „Tak! Samorządy dla Polski”.
Wszyscy sygnatariusze i sygnatariuszki deklarują wsparcie postulatów kobiecej rewolucji, która rozpętała się po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie przerywania ciąży ze względu na ciężkie, letalne wady płodu.

Swoich wyborców i wyborczyń nie zawiodła również sejmowa Lewica. Jej przedstawicielki są na demonstracjach kobiet, razem z nimi skandując hasła i patrząc na ręce często nadgorliwej ostatnio policji. Natomiast 27 października na przedpołudniowym posiedzeniu Sejmu zablokowały mówicę, domagając się, by natychmiast wniesiono pod obrady projekt ustawy zezwalającej na przerwanie ciąży na żądanie kobiety do 12 tygodnia.