Na kolejowym szlaku

Nie zawsze uda się nam wsiąść do pociągu naprawdę nowoczesnego.

Podobno Polskie Koleje Państwowe intensywnie modernizują się od kilku lat, co nie zmienia faktu, że po naszych torach dość często kursuje mocno leciwy sprzęt.
Najstarszym w ogóle zarejestrowanym pojazdem kolejowym w Polsce jest wagon towarowy o symbolu Kdth pochodzący z 1900 roku. Wśród wagonów pasażerskich najstarszym jest zaś BCi28 z 1928 roku. Oba – produkcji niemieckiej.
46 wagonów użytkowanych w Polsce powstało jeszcze przed II wojną światową. Nie kursują już one jednak w normalnym ruchu rozkładowym, lecz w składach pociągów retro, uruchamianych z różnych okazji.
Takie informacje można znaleźć korzystając z danych Krajowego Rejestru Pojazdów Kolejowych. Pojazdy szynowe, tak jak i drogowe, mają bowiem swoje numery rejestracyjne, dzięki którym są identyfikowane – i dopuszczane do ruchu.

W wieku emerytalnym

Najnowszy wykaz lokomotyw, wagonów i wszelkich innych urządzeń jeżdżących po szynach w Polsce, zapisany w Krajowym Rejestrze Pojazdów Kolejowych, zawiera dane aktualne na 30 września 2019 r. W rejestrze znajdują się dane około 135 tysięcy pojazdów. Jak wynika z rejestru, pojazdy, kursujące u nas w normalnym ruchu kolejowym, mają już nieco młodsze metryki, niż te przedstawione na wstępie.
Najstarsze wagony pasażerskie, do jakich możemy trafić w naszych podróżach po kraju, mają najwyżej 50 lat (i w czasie swej długoletniej kariery zawodowej zapewne były już remontowane).
Jeśli chodzi o elektryczne oraz spalinowe lokomotywy pasażerskie, to polskie koleje nie użytkują starszych niż mających 50 – 54 lata – i w międzyczasie już zmodernizowanych.
Nieco starsze są lokomotywy towarowe, które w naszym kraju pracują nawet w wieku 60 – 62 lat.
Natomiast parowozy, które regularnie do końca lat osiemdziesiątych ciągnęły u nas pociągi osobowe i towarowe, dziś są już rzadkością – i naturalnie dzierżą palmę pierwszeństwa pod względem dojrzałego wieku.
Najstarsze parowozy, kursujące w normalnym ruchu pasażerskim, mają 66 – 70 lat (wyprodukowano je w Polsce). Rozkładowo obsługują one tylko połączenia między Poznaniem, Lesznem i Wolsztynem – dzięki czemu wolsztyńska parowozownia jest jedynym takim obiektem, normalnie eksploatowanym w Europie, a może i na świecie.

Z własnym numerem

Zgodnie z europejskimi przepisami, każdy pojazd poruszający się po sieci kolejowej musi posiadać tzw. międzynarodowy numer EVN.
Jest to oznaczenie składające się z 12 cyfr zawierające informacje o charakterystyce technicznej pojazdu. Z obowiązku rejestrowania i nadawania numeru EVN wyłączony jest sprzęt przeznaczony do eksploatacji na bocznicach, w fabrykach i na liniach metra.
W Polsce rejestr pojazdów szynowych jest prowadzony przez Urząd Transportu Kolejowego. Wszystkie zarejestrowane u nas pojazdy kolejowe dzielą się na cztery kategorie: wagony towarowe, wagony pasażerskie, pojazdy trakcyjne (czyli lokomotywy, zespoły trakcyjne i szynobusy) oraz pojazdy specjalne.

Ciągle za mało

Krajowy Rejestr Pojazdów Kolejowych zawiera obecnie dane dotyczące prawie 4,5 tys. wagonów pasażerskich, ponad 115 tys. wagonów towarowych, ponad 10 tysięcy pojazdów trakcyjnych oraz blisko 4,3 tys. pojazdów specjalnych.
Nie cały ten sprzęt kołowy jeździ po torach w Polsce, bo w rejestrze są także pojazdy już nieczynne i wycofane z eksploatacji. Dopóki jednak fizycznie istnieją, ich dane muszą być stale przechowywane przez sto lat od wycofania z eksploatacji.
Natomiast wszystkich eksploatowanych i posiadających aktualną rejestrację pojazdów kolejowych, jest w Polsce niespełna 104 tysiące. I w okresach nasilenia przewozów okazuje się, że to wciąż za mało.

Jak pożyczasz, to oddawaj

Na listach dłużników można się u nas znaleźć szybciej, niż to sobie wyobrażamy.

W Polsce działa sześć głównych baz dłużników, do których możemy trafić. jak nie zapłacimy w porę tego, co jesteśmy winni. Jak wskazuje BIG InfoMonitor, obecnie łączne zadłużenie Polaków wynosi 71 mld zł. To nieterminowe spłaty pożyczek, kredytów, rachunków.
Chętnie korzystamy z zewnętrznych źródeł finansowania, dzięki którym możemy spełnić różne marzenia.

Życie w bezkredycie

Problemy zaczynają się, gdy mamy kłopoty ze zwrotem pożyczek i klientów. Jedną z przykrych konsekwencji jest wpisanie na listę dłużników.
Firmy prowadzące listy dłużników zajmują się przyjmowaniem, przechowywaniem oraz udostępnianiem informacji o zadłużeniu firm i konsumentów. Każdy niesolidny płatnik może zostać wpisany na taką listę, a inni mogą ten wpis przeczytać.
Wierzyciele, którzy bezskutecznie próbują odzyskać pieniądze od swoich kontrahentów i klientów, zgłaszają nieterminowych dłużników, by zmobilizować ich do szybszej spłaty.
Wpis niesie ze sobą konsekwencje dla osoby, która unika terminowej spłaty zobowiązań. Taki niesolidny dłużnik staje się niewiarygodny w oczach potencjalnych kontrahentów i nie tylko.
Może mieć problem z zaciągnięciem kredytu w banku, ale również z dokonaniem zakupów na kredyt, podpisaniem umowy z operatorem telefonii komórkowej czy w skorzystaniu z leasingu.
Osoba, która jest świadoma tych następstw, będzie starała się spłacić jak najszybciej zaległy dług, aby najkrócej widnieć na niechlubnej liście.

Im szybciej, tym lepiej

Jak podaje Krajowy Rejestr Długów, długi przeterminowane do 3 miesięcy spłacane są z reguły w 75-80 proc. Starsze niż 12 miesięcy – zaledwie w 26 proc. Czas działa więc na korzyść dłużnika, a niekoniecznie na korzyść wierzyciela.
Dlatego, im szybciej wierzyciel wpisze dłużnika na listę, tym istnieją większe szanse, że dłużnik spłaci swoje zobowiązanie.
Wydaje się, że skutki pojawienia się na liście dłużników są szczególnie dotkliwe dla młodych osób, bo mogą utrudnić im funkcjonowanie na rynku finansowym.
Posiadanie bowiem nawet pozornie małej zaległości w terminowej spłacie zobowiązań może być sporym utrudnieniem w kupnie pierwszego w życiu mieszkania na kredyt czy samochodu.
Jeżeli dłużnik nie spłaca obecnych zobowiązań, a stara się o uzyskanie finansowania w kolejnym banku, jest to sygnał dla potencjalnego kredytodawcy, że nie radzi sobie z terminowym regulowaniem należności – więc bank po prostu odmawia udzielenia kredytu.

Niewiele trzeba

Na listę niesolidnych dłużników nie trafiają wyłącznie te osoby, które mają problemy z terminową spłatą pożyczek czy kredytów.
Znajdują się na niej również ci, którzy nie płacą zasądzonych alimentów, czynszu, rachunków za media, abonamentów telefonicznych czy nie regulują opłat za Internet lub unikają zapłaty mandatów.
Osoba fizyczna może trafić na listę dłużników, jeżeli zalega przez przynajmniej 30 dni na kwotę co najmniej 200 zł i gdy minął co najmniej miesiąc od wysłania listem poleconym lub dostarczenia do rąk własnych wezwania do zapłaty z ostrzeżeniem wpisania do KRD czy innego rejestru
Oczywiście, wierzyciel musi posiadać dokument stwierdzający istnienie przeterminowanego zadłużenia.
Warto również być świadomym, że informacje o niesolidnych dłużnikach mogą przekazywać także gminy oraz osoby fizyczne posiadające tytuł wykonawczy.

Każdy wierzyciel może wpisać

Tak więc, na listę może niesolidnego dłużnika wpisać każdy, kto ma uzasadnione podstawy domagać się od niego zwrotu należności. Jednak weryfikacji nie podlega tylko osoba zadłużona, ale i sam wierzyciel, więc nie ma obaw, że dana osoba znajdzie się w rejestrze, mimo że nie zalega ze spłatą jakichkolwiek zobowiązań.
Co więcej, podanie nieprawdziwych informacji przez wierzyciela wiąże się dla niego z konsekwencjami – może to być kara grzywny do 30 tys. zł.
Podstawowym sposobem na wykreślenie z listy dłużników, jest spłata zaległych zobowiązań. Należy wiedzieć, że w przypadku całkowitego uregulowania należności przez dłużnika, wierzyciel ma obowiązek w ciągu 14 dni usunąć jego dane.
Wierzyciel ma również obowiązek na bieżąco aktualizować dane np. o częściowej spłacie należności przez dłużnika czy zmianie jego miejsca zamieszkania, itp.
Co do ochrony danych, to jeżeli dłużnik spłaci zobowiązanie i przestanie widnieć na liście KRD, może mieć pewność, że jego dane zostaną usunięte z rejestru tej firmy. Podobne procedury stosuje pięć innych rejestrów dłużników w Polsce.

Kto zapłaci, ten zniknie

To, że nie prowadzi się archiwizacji informacji dotyczących osób zadłużonych, może być więc dodatkową motywacją dla dłużników, aby w miarę możliwości jak najszybciej spłacić zaległe zobowiązania i przestać widnieć na liście.
Unika się w ten sposób „piętnowania” tych osób, którym kiedyś podwinęła się noga, ale uporali się z problemem finansowym.
Dłużnik może zostać wykreślony z rejestrów jeszcze w innych okolicznościach. Taką sytuacją jest zbycie wierzytelności przez wierzyciela pierwotnego. W tej sytuacji, wierzyciel pierwotny powinien usunąć z rejestru dane osoby zadłużonej w terminie do 14 dni.
Istnieje wyjątek od tej reguły, jeżeli nabywca wierzytelności, np. firma windykacyjna, przed upływem wskazanego wyżej terminu, zwróci się do KRD o dokonanie aktualizacji informacji na temat danych wierzyciela. W takich okolicznościach informacja o dłużniku pozostanie w bazie.
Wraz z momentem uzyskania informacji o zbyciu długu, osoba zadłużona powinna skontaktować się z jego nabywcą – „nowym” wierzycielem i z nim negocjować spłatę zaległego długu.