Reprezentację czekają dwa trudne lata

Przeniesienie turnieju Euro 2020 na przyszły rok w aspekcie czysto sportowym nie jest wielkim problemem dla reprezentacji Polski. Bez względu na to, kto będzie jej trenerem, przez 15 miesięcy nie zdoła przecież dokonać w kadrze personalnej rewolucji. A nawet gdyby chciał, nie pozwolą mu na to władze PZPN. Nasza piłkarska federacja będzie potrzebowała sukcesów drużyny narodowej, bo bez nich nie odbuduje zrujnowanych przez koronawirus finansów. Selekcjoner nie dostanie więc zgody na żadne eksperymenty.

Po przymusowej przerwie spowodowanej epidemią koronawirusa, drużynę narodową czeka półtoraroczna harówka. Jesienią tego roku biało-czerwoni powalczą w Lidze Narodów, od marca 2021 zaczną eliminacje do mistrzostw świata w Katarze, które potrwają do listopada tego roku, a w ich środku przyjdzie im odrobić zaległości z Euro 2020. Takie skomasowanie ważnych meczów w jednym roku niesie wyzwania, z jakimi żaden selekcjoner polskiej reprezentacji jeszcze się nie mierzył. Na razie nie ma co dywagować, czy ciężar oczekiwań udźwignie Jerzy Brzęczek, bo jego aktualny kontrakt wygasa z końcem lipca tego roku, a póki co sternicy naszej futbolowej centrali nie kwapią się z jego przedłużeniem. Obsada stanowiska selekcjonera kadry jest jednak w tej chwili kwestią drugorzędną. Trener Brzęczek oraz jego sztab i tak nie mają teraz nic do roboty i wszystko wskazuje na to, że nie będą mieli co najmniej do końca lipca.
Wiek to tylko liczba, ale…
Załóżmy jednak, że umowa Brzęczka zostanie przedłużona i to on poprowadzi Polskę na turnieju, na który ją wprowadził. Po pierwsze, przebudowa drużyny będzie musiała zostać przeprowadzona w trakcie kwalifikacji do MŚ 2020, które mają wystartować w marcu 2021 roku, i być dostosowana do jesiennego terminu mundialu w Katarze. Dotąd reprezentacje narodowe w Europie funkcjonowały według dwuletniego cyklu, a zmiany pokoleniowe w kadrach dokonywały się zazwyczaj po mistrzostwach świata lub Europy i przed startem kwalifikacji do kolejnego turnieju. Teraz jednak selekcjonerzy będą musieli tym samym składem obskoczyć zarówno czerwcowe finały mistrzostw Europy, jak i eliminacje do mundialu w Katarze, co nie jest dobrą wiadomością dla piłkarzy zaawansowanych wiekowo.
Dla kilku graczy powoływanych dotąd regularnie przez trenera Brzęczka przesunięcie finałów mistrzostw Europy na 2021 rok może de facto oznaczać koniec reprezentacyjnej kariery. W tej grupie znajdują się: Jakub Błaszczykowski (rocznik 1985), Łukasz Fabiański (1985), Thiago Cionek (1986) i Artur Jędrzejczyk (1987). Oprócz Fabiańskiego, który przez Brzęczka przy osadzie bramki był dotąd traktowany na równych prawach z Wojciechem Szczęsnym, pozostali z wymienionych są w tej chwili zawodnikami drugiego wyboru, czyli rezerwowymi. Dla każdego z nich występ w tegorocznym turnieju miał być zwieńczeniem reprezentacyjnych karier, ale nawet gdyby pozostali w kadrze jeszcze przez rok, metryki oszukać się nie da. Błaszczykowskiemu już teraz co rusz przytrafiają się kontuzje, przez które nie jest w stanie przez dłuższy czas utrzymać wysokiej formy. Inna sprawa, że był dotąd w kadrze dzięki rodzinnym koneksjom z Brzęczkiem, bo od innego selekcjonera pewnie już po mundialu w Rosji przestałby dostawać powołania. Za rok będzie miał już jednak 36 lat, a podczas mundialu w Katarze 37 i jego przydatność dla reprezentacji będzie żadna. Podobnie jak Thiago Cionka i Jędrzejczyka. Obaj na rezerwowych dla Kamila Glika i Jana Bednarka już teraz słabo się nadawali. W kwalifikacjach Euro 2020 pierwszy z nich nie zagrał nawet minuty, a drugi wystąpił tylko w jednym meczu, a i to dlatego, że nie mógł zagrać kontuzjowany Glik.
Wiek nie powinien być decydującym kryterium przy ocenie przydatności piłkarza do kadry, ale czy to się komuś podoba czy nie, na ogół o tym przesądza. Chyba, że trener nie ma alternatywy, ale w przypadku drużyny narodowej takie sytuacje się nie zdarzają.
Bramkarzy ci u nas dostatek
Na razie nie wiadomo co postanowi Łukasz Fabiański, który po tegorocznym Euro planował pożegnanie z reprezentacją Polski. On jest rówieśnikiem Błaszczykowskiego, co w przypadku bramkarza nie jest jednak takim problemem, bo nie musi przecież w trakcie meczu zaliczać po 10-12 km, czego wymaga się od zawodnika grającego na pozycji skrzydłowego. Nic nie ujmując Fabiańskiemu, który jest filarem West Hamu United, to obiektywnie oceniając, w ubiegłym roku zaczęła uwidaczniać się już wyraźna różnica między nim a Wojciechem Szczęsnym. Różnica na niekorzyść Fabiańskiego, żeby była jasność. A to dlatego, że młodszy o pięć lat Szczęsny jest teraz w apogeum swoich możliwości, gra regularnie w jednym z najlepszych zespołów klubowych na świecie, który w każdym sezonie walczy o najwyższą stawkę w Lidze Mistrzów. I właśnie przedłużył z turyńskim klubem kontrakt do 2024 roku. To są wystarczające powody, żeby w reprezentacyjnej bramce stawiać właśnie na niego. Przy całym szacunku dla Fabiańskiego, gdyby nie błędy Szczęsnego i kilka pechowych dla niego zdarzeń, to Franciszek Smuda, Waldemar Fornalik, Adam Nawałka i Jerzy Brzęczek ustalanie składu wyjściowej jedenastki zaczynaliby od wpisania nazwiska Szczęsny do rubryki „bramkarz”.
Z punktu widzenia interesu reprezentacji nie ma zatem znaczenia, co postanowi Fabiański, bo w najbliższych latach bramkarzem numer 1 w kadrze będzie Szczęsny. A w rolach dublerów, z których za kilka lat wyłoni się jego następca, powinni być obsadzani występujący obecnie z powodzeniem w Fiorentonie 23-letni Bartłomiej Drągowski oraz 21-letni Radosław Majecki, który latem przeniesie się z Legii Warszawa do AS Monaco, Kamil Grabara (obecnie na wypożyczeniu z FC Liverpool do Huddersfield Town) i Marcin Bułka, na razie jeszcze trzeci bramkarz Paris Saint-Germain. Na tej pozycji reprezentacja Polski nie będzie miała w najbliższej dekadzie deficytu talentów, bo każdego roku ujawniają się nowe.
W defensywie też nie jest źle
W liniach obronnych w tej chwili nikt nie wyobraża sobie kadry Polski bez Kamila Glika (32 lata), Jana Bednarka (24), Macieja Rybusa (31), Tomasza Kędziory (26), Bartosza Bereszyńskiego (28), a nawet Arkadiusza Recy (25). Kto powinien do nich dołączyć? Jak już wcześniej zostało powiedziane, nie ma sensu powoływać już Jędrzejczyka i Thiago Cionka, natomiast zamiast nich oswajać się z reprezentacją powinni już coraz lepiej radzący sobie w występującej w Serie A drużynie Cagliari 20-letni Sebastian Walukiewicz oraz 19-letni Michał Karbownik, który w Legii Warszawa zrobił furorę jako lewy obrońca, ale grał na tej pozycji z konieczności, bo ponoć to urodzony pomocnik i rozgrywający. Ci dwaj niewątpliwie utalentowani gracze ujawnili już futbolowy potencjał, w który warto inwestować.
Do tej formacji może też przecież dołączyć po wyleczeniu kontuzji więzadeł 22-letni Krystian Bielik, który już zdążył swoimi występami w reprezentacji zaklepać sobie w niej miejsce dla siebie i gdyby nie pech, miałby pewne miejsce w kadrze na Euro 2020. Ten uniwersalny piłkarz świetnie spisywał się też w roli defensywnego pomocnika. W jego przypadku przełożenie Euro 2020 o rok może okazać się zbawienne, o ile rzecz jasna zdoła wrócić do dyspozycji sprzed kontuzji, co w przypadku graczy wracających po urazie więzadeł zawsze jest loterią.
Kto obok Krychowiaka?
Liderem linii środkowej naszej reprezentacji bez wątpienia jest w tej chwili Grzegorz Krychowiak, który w lidze rosyjskiej wybił się na gwiazdę, a w tym sezonie zadziwia wręcz niesłychaną jak na defensywnego pomocnika skutecznością – w 20 ligowych występach strzelił dziewięć goli i zaliczył cztery asysty. Ten 30-letni piłkarz od sześciu lat jest filarem biało-czerwonych i przez najbliższe dwa lata tej roli może go pozbawić co najwyżej jakaś ciężka kontuzja. Pewniakami w tej formacji są także 26-letni Piotr Zieliński (SSC Napoli), 21-letni Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa), 30-letni Mateusz Klich (Leeds United) i 25-letni Przemysław Frankowski (Chicago Fire) i nawet 28-letni Jacek Góralski, chociaż powędrował na koniec świata do kazachskiego Kajratu Ałmaty. Gdyby turniej Euro 2020 został rozegrany w tym roku, pewne miejsce na lewym skrzydle miałby zapewne 32-letni Kamil Grosicki, ale po przejściu zimą tego roku z Hull City do West Bromwich Albion w nowym klubie ma tylko status zmiennika i zważywszy na jego wiek, niewielkie szanse na wywalczenie miejsca w podstawowym składzie. Tym bardziej, że ekipa WBA, podobnie zresztą jak Leeds United (Klich), jest bliska wywalczenia awansu do Premier League, co z pewnością zaowocuje letnimi transferami nowych graczy. Teoretycznie zatem za kilka miesięcy możemy mieć dwóch kadrowiczów w klubach Premier League, lecz w marginalnych rolach i przez to z malejącym pożytkiem dla reprezentacji.
Na szczęście selekcjoner kadry ma szerszy wybór graczy w tej formacji. Po wyleczeniu kontuzji w drugiej połowie tego roku powinien już wrócić do gry Dawid Kownacki, być może w jakimś nowym klubie po zapowiedzianym odejściu z Leicester City odrodzi się w końcu zapomniany już przez polskich kibiców Bartosz Kapustka, piłkarz po przejściach, ale wciąż perspektywiczny, bo ledwie 24-letni. Może w końcu przebije się w kadrze ewidentnie niedoceniany przez Brzęczka Karol Linetty (Sampdoria Genua), może szansę dostanie rewelacyjnie spisujący się w barwach Uralu Jekaterynburg 26-letni Rafał Augustyniak, zbierający znakomite recenzje w rosyjskiej lidze, w której uznawany jest za najbardziej skutecznego w destrukcji defensywnego pomocnika. Na pewno powinien ją dostać 27-letni Damian Kądzior, który rozgrywa sezon życia w Dinamie Zagrzeb. W zespole mistrza Chorwacji do momentu przerwania rozgrywek miał na koncie 12 bramek i 9 asyst. Może wreszcie powody do wysłania im powołań dadzą tacy gracze, jak 22-letni Patryk Dziczek (Lazio Rzym, obecnie wypożyczony do II-ligowej Salernitany, czy 26-letni Radosław Murawski, grający obecnie w tureckim Denizlisporze.
Lewandowski i kto jeszcze?
W linii ataku poza wszelką konkurencją jest rzecz jasna 31-letni Robert Lewandowski i nic nie zapowiada, żeby przez najbliższe dwa lata miało coś się w tej kwestii zmienić. Drugie miejsce w aktualnej hierarchii napastników zajmuje 26-letni Arkadiusz Milik (SSC Napoli), a trzecie 25-letni Krzysztof Piątek (Hertha Berlin). Za nimi nie stoi jednak kolejka graczy z aspiracjami i umiejętnościami, żeby zająć miejsce tego tercetu. W lidze greckiej w tym sezonie furorę zrobił co prawda 23-letni Karol Świderski, najlepszy strzelec PAOK Saloniki, zaś za oceanem w amerykańskiej MLS mamy 25-letniego Jarosława Niezgodę i 23-letniego Adama Buksę, lecz obiektywnie rzecz biorąc nie są to piłkarze dobrze rokujący na przyszłość. Trzeba zatem trzymać kciuki za zdrowie „Lewego” i Milika oraz żeby Piątek odzyskał jak najszybciej skuteczność z okresu gry w Genui. I czekać na pojawienie się nowych, utalentowanych napastników.

Szewczenko już odkrył karty

Towarzyski mecz Polska – Ukraina zostanie rozegrany na Stadionie Śląskim w Chorzowie dopiero za trzy tygodnie, lecz selekcjoner ukraińskiej reprezentacji Andrij Szewczenko już teraz ogłosił skład 24-osobowej kadry. Przed potyczką z biało-czerwonymi jego wybrańcy zagrają z Francją.

Mecz Polska – Ukraina ma się odbyć 31 marca na Stadionie Śląskim w Chorzowie, a cztery dni wcześniej biało-czerwoni mają podjąć we Wrocławiu Finlandię. Z powodu rozszerzającej się także w Polsce epidemii koronawirusa oba spotkania mogą zostać rozegrane bez udziału publiczności, a nawet w ostatnim momencie odwołane. Na razie jednak przygotowania toczą się ustalonym trybem.
Ukraińcy w marcu także zaplanowali dwa spotkania kontrolne. Zanim pojawią się w Chorzowie, wcześniej zmierzą się z aktualnymi mistrzami świata Francuzami, których powszechnie uważa się za głównych faworytów tegorocznych mistrzostw Europy. Selekcjoner kadry naszych wschodnich sąsiadów, przed laty wybitny napastnik Dynama Kijów, AC Milan i Chelsea Londyn, zdobywca „Złotej Piłki” redakcji „France Football” w 2004 roku, 111-krotny reprezentant swojego kraju, nie eksperymentował z powołaniami. W gronie 24 zawodników, których zaprosił na zgrupowanie, z kluczowych graczy zabrakło jedynie Romana Jaremczuka, który w kwalifikacjach do Euro 2020 zdobył dla Ukrainy cztery bramki i był jej najskuteczniejszym graczem. Nie ma w tym jednak żadnej sensacji, po prostu 24-letni napastnik belgijskiego klubu KAA Gent jeszcze nie doszedł do pełni sił po poważnej kontuzji. Jaremczuk znalazł się jednak na liście rezerwowej. Poza tym w ukraińskiej ekipie znaleźli się wszyscy piłkarze, którzy przyczynili się do wywalczenia awansu do Euro 2020. Dla przypomnienia – Ukraina wygrała grupę B w pokonanym polu pozostawiając broniącą tytuł Portugalię oraz zespoły Serbii, Luksemburga i Litwy.
Trener reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek ma trudniejszą sytuację kadrową od Szewczenki, głównie z powodu kontuzji Roberta Lewandowskiego. Ale o ile „Lewy” ma wrócić do gry na początku kwietnia, to wiadomo już, że w turnieju Euro 2020 na pewno nie będą mogli zagrać Krystian Bielik (Derby County) i Dawid Kownacki (Fortuna Duesseldorf). Ostatnio urazu doznał też Karol Linetty (Sampdoria Genua). Poza wymienionymi pozostali gracze, z którymi wywalczył awans do mistrzostw Europy, powinni być do jego dyspozycji. Kwartet bramkarzy – Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn), Łukasz Fabiański (West Ham United), Łukasz Skorupski (Bologna) i Radosław Majecki (Legia Warszawa/AS Monaco) – występuje w swoich klubowych zespołach i nie schodzi poniżej określonego poziomu. W obsadzie bramki Brzęczek nadal ma kłopot bogactwa.
W linii defensywnej też sytuacja nie wygląda źle. Gracze, na których w eliminacjach stawiał trener biało-czerwonych, czyli Jan Bednarek (Southampton), Kamil Glik (AS Monaco), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów), Arkadiusz Reca, (SPAL 2013), Bartosz Bereszyński (Sampdoria), Thiago Cionek (SPAL 2013) i Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa) – grają regularnie w swoich klubach, natomiast Maciej Rybus w przerwie zimowej przeszedł operację pachwiny i jeszcze nie wrócił do składu Lokomotiwu Moskwa. W tej formacji w kadrze na mecze z Finlandią i Ukrainą może pojawić się najwięcej nowych twarzy.
W środkowej linii selekcjoner też nie ma jakiś wielkich problemów. Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa), Piotr Zieliński (SSC Napoli), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa), Mateusz Klich (Leeds United) i Kamil Grosicki (West Bromwich Albion) grają regularnie i trzymają wysoki poziom. Niewiadomą jest aktualna forma Jacka Góralskiego, który zimą przeniósł się z bułgarskiego Łudogorca Razgrad do kazachskiego Kajratu Ałmaty. Wiadomo jednak, że ma miejsce w podstawowym składzie i gra regularnie w tym zespole. Na powołanie może też liczyć występujący w Chicago Fire Przemysław Frankowski oraz zapewne Jakub Błaszczykowski, jeśli znowu nie przydarzy mu się jakaś kontuzja.
Największy kłopot ma teraz Brzęczek z linią ataku. Jak już zostało wcześniej wspomniane, Lewandowski leczy kontuzję i z informacji przekazywanych przez Bayern ma być gotowy do gry dopiero na początku kwietnia. Krzysztof Piątek po przeprowadzce z AC Milan do Herthy Berlin całkowicie zatracił skuteczność, a Arkadiusz Milik co rusz zmaga się z urazami. W tej sytuacji być może szansę dostanie nieźle grający w PAOK Saloniki Karol Świderski.
Ten krótki przegląd pokazuje, że oba marcowe spotkania bardzo by się naszej piłkarskiej kadrze przydały. W dwóch ostatnich meczach kontrolnych, 2 czerwca z Rosją i 9 czerwca z Islandią, na weryfikację przydatności kadrowiczów będzie już za późno.

Tylko Lewy nie zawodzi

W ostatnim ligowym weekendzie przed przerwą dla reprezentacji, z kadrowiczów powołanych przez Jerzego Brzęczka nikt nie błysnął w meczach swoich klubowych drużyn. Jeszcze bardziej powinno zmartwić selekcjonera słaba skuteczność biało-czerwonych, oczywiście poza Robertem Lewandowskim, który gola strzelił.

Bayern Monachium zapłacił cenę za miażdżące wyjazdowe zwycięstwo z Lidze Mistrzów z Tottenhamem (7:2) i w minioną sobotę w 7. kolejce Bundesligi przegrał na swoim stadionie sensacyjnie z Hoffenheim 1:2. Autorem honorowego gola dla bawarskiej jedenastki był niezawodny Robert Lewandowski, dla którego było to już 11. trafienie w tym sezonie. Kapitan reprezentacji Polski tydzień wcześniej został pierwszym graczem w historii niemieckiej ekstraklasy, któremu udało się zdobyć w pierwszych sześciu kolejkach 10 goli. Teraz będzie pierwszym, który w siedmiu pierwszych kolejkach zdobył 11 bramek i kolejne pokolenia piłkarzy będą musiały mierzyć się z tym jego osiągnięciem. Tymczasem „Lewy” golem strzelonym ekipie Hoffenheim poprawił swój łączny dorobek w Bundeslidze do 213 trafień, co dało mu awans na czwarte miejsce w klasyfikacji wszech czasów, które dzieli teraz ze zmarłym nie tak dawno legendarnym niemieckim piłkarzem Manfredem Burgsmuellerem. Trzy czołowe miejsca w tym zestawieniu zajmują Gerd Mueller (365 goli), Klaus Fisher (268) i Jupp Heynckes (220).

Bilans Lewandowskiego we wszystkich klubowych rozgrywkach jest w tym sezonie imponujący – w 10 spotkaniach zdobył już 14 bramek, strzelając gola średnio co 62 minuty! Trafiał w każdym meczu tego sezonu oprócz pierwszego, o Superpuchar Niemiec z Borussią Dortmund (0:2). Kapitan reprezentacji Polski przybliżył się do osiągnięcia Pierre’a-Emericka Aubameyanga, który w barwach Borussii Dortmund strzelał gole w pierwszych ośmiu kolejkach sezonu i jest pod tym względem rekordzistą Bundesligi, ale „Lewy” zdobył bramki już w siedmiu kolejkach, więc niewykluczone, że Gabończykowi dorówna, a nawet jego wynik poprawi.

Wypada jedynie żałować, że Lewandowski nie jest taki zabójczo skuteczny w meczach reprezentacji. Oba wrześniowe występy, przeciwko Słowenii i Austrii, zakończył bez trafienia, ale też nikt go nie wyręczył. Miejmy nadzieję, że w czekających biało-czerwonych październikowych spotkaniach z Łotwą i Macedonią Północną nasza drużyna narodowa wyciągnie z tego wnioski i tym razem wszyscy gracze bez wyjątku będą ofiarnie pracować nad stworzeniem „Lewemu” dogodnych okazji strzeleckich. Nie ma co stawiać na nagłe przebudzenie przeżywającego głęboki kryzys formy Krzysztofa Piątka czy irytującego podobną nieskutecznością Arkadiusza Milika. Z Łotwą i Macedonią nasz zespół musi wygrać, a bez goli tego celu nie osiągnie, zaś sam Lewandowski bez wsparcia kolegów tych goli nie zapewni.

 

Brzęczek postawił na Furmana

Najbliżsi rywale reprezentacji Polski, zespoły Łotwy i Macedonii Północnej, okupują dwie ostatnie lokaty w grupie G, ale tylko Łotysze, z którymi ekipa Jerzego Brzęczka zagra w czwartek 10 października w Rydze, jeszcze nie zdobyli punktów. Biało-czerwoni są rzecz jasna faworytami tych potyczek.

W porównaniu z kadrą z września, na październikowe mecze z Łotwą i Macedonią Północną trener Jerzy Brzęczek nie mógł powołać kontuzjowanych Łukasza Fabiańskiego i Jakuba Błaszczykowskiego, a sam zrezygnował z Michała Pazdana. 25-zespołowa kadra zaczęła się jednak kurczyć jeszcze przed zgrupowaniem. Najpierw z powodu urazu wypadł z niej Dawid Kownacki, a we wtorek kontuzji mięśnia przywodziciela na treningu doznał pomocnik Sampdorii Genua Karol Linetty i on też do Warszawy nie przyjedzie. O ile na miejsce Kownackiego Brzęczek nie powołał innego gracza, to Linettego postanowił zastąpić graczem z naszej ekstraklasy. Wyborem specjalnie nie zaskoczył, bo sięgnął po zawodnika Wisły Płock Dominika Furmana, piłkarza dobrze sobie znanego z czasów, gdy jako trener prowadził ekipę „Nafciarzy”.

Nie bardzo wiadomo po co Furmana fatygował, bo przecież Linetty nie ma u niego najwyższych notowań i we wrześniu przyjechał na kadrę chyba tylko po to, żeby spotkać się z kolegami, bo nie dostał szansy nawet na symboliczny występ. Trudno jednak pominąć w reprezentacji zawodnika regularnie grającego w czołowym włoskim klubie, na dodatek cenionego we Włoszech. Brzęczek powołuje go więc pewnie dla świętego spokoju, bo nie ma żadnego pomysłu jak wkomponować Linettego w zespół i wykorzystać jego atuty jakie pokazuje w Serie A.

Zastanawia też, dlaczego wobec kryzysu formy Krzysztofa Piątka i Arkadiusza Milika selekcjoner na wszelki wypadek nie zaprosił na zgrupowanie choćby Karola Świderskiego, który dla zespołu PAOK Saloniki w tym sezonie strzelił cztery gole w lidze i jest liderem klasyfikacji strzelców, a ponadto zaliczył też trafienie w eliminacjach Ligi Europy. A warto podkreślić, że były napastnik Jagiellonii Białystok jest w greckim zespole jedynie rezerwowym i wchodzi na boisko w końcówkach spotkań. Każdy trener chciałby mieć do dyspozycji takiego jokera, ale Brzęczek woli Furmana, chociaż jest on asem tylko w Wiśle Płock.

 

Utrzymali się w elicie

Reprezentacja Polski nie spadnie z Dywizji A piłkarskiej Ligi Narodów, chociaż w swojej grupie zajęła ostatnie miejsce. Komitet Wykonawczy UEFA zamierza powiększyć liczbę zespołów w elicie z 12 do 16.

O planowanych zmianach w formacie Ligi Narodów plotkowano od dłuższego czasu, bo chociaż UEFA limitowała wszelkie informacje w tej sprawie, to na kilka dni przed ogłoszeniem decyzji wyciekła wieść, że Komitet Wykonawczy UEFA zatwierdzi nowy format Ligi Narodów, w którym zamiast 12 zespołów w Dywizji A, rywalizować ich będzie 16, podzielonych na cztery grupy. To oznaczało, że wszyscy spadkowicze w pierwszej edycji tych rozgrywek, czyli oprócz Polski także Islandia, Chorwacja i Niemcy, pozostaną Dywizji A.

Nie ulega wątpliwości, że głównie obecność mistrzów świata z 2014 roku w tym gronie skłoniła działaczy UEFA do dyskusji o rozszerzeniu składu zespołów w elicie, ale my akurat na takie forowanie wpływowej w europejskim futbolu niemieckiej federacji nie mamy powodu się skarżyć, bo skorzystał na tym także PZPN. Miejmy tylko nadzieje, że nasza reprezentacja, która pod wodzą Jerzego Brzęczka zajęła w grupie z Włochami i Portugalią ostatnie miejsce, w nowej edycji powalczy w gronie najlepszych europejskich drużyn narodowych co najmniej o zachowanie miejsca w elicie.

Do 12 drużyn, które w poprzednim roku rywalizowały w Dywizji A (Belgia, Hiszpania, Francja, Anglia, Szwajcaria, Portugalia, Polska, Włochy, Islandia, Chorwacja, Holandia, Niemcy) awansują cztery najlepsze ekipy z jej zaplecza, czyli Ukraina, Szwecja, Bośnia i Hercegowina oraz Dania. W turnieju Final Four Ligi Narodów zwyciężył grupowy rywal Polaków – Portugalia. W finale mistrzowie Europy pokonali reprezentację Holandii 1:0.

 

Nie chcą już Brzęczka?

Nasza piłkarska reprezentacja straciła we wrześniowych meczach ze Słowenią i Austrią aż pięć punktów, a na dodatek w obu spotkaniach zagrała na przygnębiająco słabym poziomie. Dlaczego było tak źle, skoro kilka dni później niemal wszyscy kadrowicze w swoich macierzystych klubach imponowali wysoką formą? To rodzi dwa wnioski: albo Jerzy Brzęczek jest niekompetentnym trenerem, albo zespół ma go dosyć i gra przeciwko niemu.

Trener Brzęczek nie ma ostatnio najlepszej prasy. Porażka 0:2 ze Słowenia i bezbramkowy remis z Austrią na Stadionie Narodowym spowodowały lawinę krytyki pod jego adresem. Jej temperaturę podgrzało wypowiedziane niebacznie przez selekcjonera po meczu z Austriakami zdanie, żeby „rozsądnie oceniać” potencjał reprezentacji, co słusznie zostało odebrane jako próbę zwalenia winy za kiepskie wyniki na piłkarzy. I wygląda na to, że tak też te słowa odebrali kadrowicze, a przynajmniej znaczna część z nich. Na otwarte pyskowanie żaden się jednak jeszcze nie zdecydował. Nawet wyraźnie poirytowany degradacją do roli drugiego bramkarza Wojciech Szczęsny, który po powrocie do Juventusu Turyn zamieścił na Instagramie fotkę z treningu z wymownym wpisem, że „nie ma to jak wrócić w domu, gdzie jest się kochanym i docenianym”.

Zastanawiająca opinia Lewego

Znacznie bardziej dotkliwa dla Brzęczka była jednak opinia kapitana drużyny i jej najlepszego gracza, czyli Roberta Lewandowskiego, który bez owijania w bawełnę stwierdził, iż „zespół nie czuje się na boisku pewnie, a zawodnicy nie wiedzą, jak się poruszać po boisku z piłką i bez niej”. Oczywiście „Lewy” użył tu żargonowego skrótu myślowego, bo wiadomo przecież, że nie chodziło mu o samo bieganie po boisku, tylko o plan taktyczny, w którym trener określa zadania dla poszczególnych graczy i formacji. A że Brzęczek w układaniu takich schematów mocny nie jest, wiemy już od roku. Odkąd przejął kadrę nic w grze reprezentacji nie zmieniło się na lepsze. Wręcz przeciwnie.

Kto zatem jest odpowiedzialny za wyraźne obniżenie lotów przez polską reprezentację? Jej trener czy powoływani przez niego piłkarze? W miniony weekend kadrowicze dali najlepszą odpowiedź, jaką mogą dać w takich dyskusjach piłkarze – na ligowych boiskach. Lewandowski strzelił gola już w 3. minucie meczu z RB Lipsk, siódmego ligowego w tym sezonie. W końcu strzelecką niemoc przełamał Krzysztof Piątek, zdobywając bramkę z rzutu karnego w spotkaniu z Hellas Werona. Napastnik AC Milan pokonał też bramkarza rywali z gry, lecz tego trafienia arbiter mu nie uznał. Kapitalną bramkę dla Hull City z rzutu wolnego zdobył Kamil Grosicki, którego za występ w spotkaniu z Wigan Athletic uznano za najlepszego gracza meczu i wybrano do jedenastki kolejki Championship. Owszem, to tylko druga liga angielska, ale pod względem sportowego poziomu jest znacznie silniejsza nie tylko od naszej ekstraklasy, ale też w większości europejskich krajów.

Dlatego sugestia Brzęczka, że nasza reprezentacja jest słaba, bo musi z braku lepszych graczy stawiać na zawodników z Championship, merytorycznie jest chybiona i krzywdząca. Co zresztą udowodnili dwaj inni kadrowicze z tej ligi. Krystian Bielik, którego tak chwalono za udany debiut w biało-czerwonych barwach, był najlepszym piłkarzem Derby County w meczu ze spadkowiczem z Premier League Cardiff City, zaś Mateusz Klich, wystawiony do gry w meczu z Austrią tylko dlatego, że kontuzji doznał Jakub Błaszczykowski, zdobył bramkę dla Leeds United w wygranym 2:0 spotkaniu z Barnsley, po którym jego drużyna wróciła na pozycję lidera. Warto też podkreślić, że Grosicki, Bielik i Klich są podstawowymi graczami w swoich zespołach.

Nawet Krychowiak strzela gole

Także Grzegorz Krychowiak pokazał, że w Lokomotiwie Moskwa trener nie każe mu jedynie przeszkadzać rywalom w grze, ale też kreować grę i strzelać na bramkę. W ligowym spotkaniu z PKF Soczi „Krycha” zdobył zwycięską bramkę dla swojej drużyny, a było to już jego czwarte ligowe trafienie w obecnym sezonie. Piotr Zieliński wprawdzie gola nie strzelił, ale trener Carlo Ancelotti był zadowolony z jego gry i trzymał go na boisku do ostatniego gwizdka. SSC Napoli wygrało z Sampdorią Genua 2:0, a Zieliński za swój występ zebrał pochlebne recenzje. Dlaczego tak dobrze nie zagrał w meczach ze Słowenią i Austrią? Pytanie dotyczy praktycznie wszystkich zawodników, którzy wystąpili w tych spotkaniach w linii pomocy i ataku, bo w miniony weekend zdobyli w swoich klubowych zespołach pięć bramek. A jeszcze, jakby Brzęczkowi na złość, pominięty przez niego we wrześniowych powołaniach Przemysław Frankowski strzelił gola i zaliczył asystę w wygranym przez Chicago Fire 4:0 meczu z Dallas.

Z tyłu tylko Bednarek trzyma formę
Trochę gorzej, może za wyjątkiem Jana Bednarka (zaliczył udany występ w wygranym przez Southampton 1:0 wyjazdowym spotkaniu z Sheffield United), zaprezentowali się w miniony weekend zawodnicy formacji defensywnych. Trzymany przez Brzęczka na ławie Maciej Rybus także w Lokomotiwie Moskwa nie dostał szansy gry, Bartosz Bereszyński zebrał kiepskie recenzje za występ w Sampdorii przeciwko SSC Napoli, podobnie jak Kamil Glik za przegrany 3:4 przez jego AS Monaco mecz z Olympique Marsylia, a Tomasz Kędziora przegrany przez jego Dynamo Kijów mecz z Desną przesiedział na ławce rezerwowych. Natomiast Michał Pazdan, który po słabiutkim występie w meczu ze Słowenią potyczkę z Austrią obejrzał z trybun, po powrocie do tureckiego Ankaragucu zagrał całe spotkanie z Malatyasporem, ale też się nie popisał, bo jego zespół przegrał 0:4.
W sumie jednak można postawić tezę, że strata punktów w meczach ze Słowenią i Austrią nie była winą słabej formy piłkarzy, tylko kiepskiej jakości zespołu z nich zestawionego i przygotowanego do gry przez Brzęczka.

Selekcjoner kadry ma z tym problem przede wszystkim dlatego, że nie respektuje zasady, iż w reprezentacji powinni występować zawodnicy regularnie grający w swoich klubowych zespołach, a jeśli wszyscy spełniają to kryterium, to na boisko powinni wychodzić najlepsi z nich. Gdyby respektował, to Jakuba Błaszczykowskiego w kadrze w ogóle by nie było. Nawałka zbudował zespół wokół Lewandowskiego, który w 40 meczach strzelił 37 goli. Przez Brzęczka rola „Lewego” jest marginalizowana. Ale to już jest problem, który może rozwiązać jedynie dymisja selekcjonera.

 

Powtórka z historii

Początek września to nie jest dobry czas dla polskiej kadry. Porażka ze Słowenią 0:2 przypominała równie fatalny występ biało-czerwonych w eliminacjach do rosyjskiego mundialu, gdy przegrali z Danią 0:4. Wtedy „zimny prysznic” podziałał, bo potem ekipa Adama Nawałki już nie doznała porażki i pewnie awansowała. Jak będzie w przypadku zespołu Jerzego Brzęczka? Odpowiedź poznamy już w poniedziałek, w spotkaniu z Austrią.

Trener reprezentacji Słowenii Matjaż Kek skorzystał z patentu wypraktykowanego dwa lata temu z dobrym skutkiem przez norweskiego selekcjonera reprezentacji Danii Age Hareide, który w przegranym w Warszawie meczu z Polakami 2:3 zorientował się, że jeśli odbierze im się swobodę w grze skrzydłami i odetnie Lewandowskiego od podań, to jako zespół przestają na boisku istnieć. Kek miał jeszcze łatwiejsze zadanie, bo Brzęczek wystawił w ataku dwóch napastników, a zatem blokując szarże skrzydłami Kamila Grosickiego i Piotra Zielińskiego, za jednym zamachem odciął od dokładnych podań od tych nie tylko „Lewego”, lecz także Krzysztofa Piątka. A ponieważ w środku pomocy selekcjoner biało-czerwonych ustawił defensywnych pomocników Mateusza Klicha i Grzegorza Krychowiaka, było oczywiste, że żaden z dwójki naszych napastników nie dostanie od nich dobrego podania.

Co jeszcze łączy porażkę z Duńczykami sprzed dwóch lat i tę piątkową ze Słowenią? Dwa late temu, wtedy z powodu żółtych kartek, też nie mógł zagrać Kamil Glik, a bramce Nawałka, tak jak teraz Brzęczek, zamienił Szczęsnego na Fabiańskiego. Michał Pazdan okazał się kosztowną personalną pomyłką, bo przy drugiej bramce dał się ograć jak junior, a i przy pierwszej nie był bez winy. Takie same winy trzeba też przypisać Fabiańskiemu. Nie bardzo wiadomo jakimi racjami kierował się Brzęczek ogłaszając bramkarza West Hamu pierwszym bramkarzem kadry w drugim półroczu. I to w sytuacji, gdy ma w kadrze pierwszego golkipera Juventusu Turyn. Szczęsny z trudem akceptuje decyzję selekcjonera i niewykluczone, że posłucha rady Jana Tomaszewskiego. Nasz legendarny bramkarz stwierdził, że na miejscu Szczęsnego zrezygnowałby z przyjazdów na zgrupowania kadry, skoro nie decydują w niej forma i umiejętności. Takie napięcia w kadrze akurat teraz są niewskazane, bo w poniedziałek zespół musi wygrać z Austrią, a w najgorszym przypadku – nie przegrać. Porażka zniweczy szanse biało-czerwonych na awans, bo reprezentacja przestanie funkcjonować jako zespół.

Brzęczek dał się ograć Kekowi równie łatwo jak Nawałka dwa lata temu Hareide, co oznacza, że obaj nasi trenerzy nie mają wystarczających kwalifikacji do wykonywania tego zawodu na międzynarodowym poziomie. Nawałce tyłek uratowali piłkarze, bo gdy starszyzna uradziła, że w następnych meczach nikt nie ma prawa odpuścić, każdy gracz na boisku dawał z siebie 120 procent. I to wystarczyło, żeby ograć Kazachstan 3:0, Armenię 6:1 i Czarnogórę 4:2. Niestety, na mundialu w Rosji te ustalenia przestały być respektowane, a że owa starszyzna w drużynie Brzęczka to praktycznie ci sami gracze, co w kadrze Nawałki, można mieć wątpliwości co do jej możliwości motywacyjnych.

Przez porażkę ze Słowenią mecz z Austrią nabrał nieoczekiwanie kluczowego znaczenia nie tylko dla losów rywalizacji w grupie G, ale też dla losów trenera Brzęczka oraz dla planów na przyszłość prezesa PZPN i jego świty.

Słowenia – Polska 2:0
Gole: Aljaż Struna (34), Andraż Sporar (65).
Słowenia: Oblak – Stojanović, Struna, Mevlja, Balkovec – Bezjak, Krhin, Kurtić, Ilicić, Verbić (62. Crnigoj, 90. Berić) – Sporar (85. Popović).
Polska: Fabiański – Kędziora, Bednarek, Pazdan, Bereszyński – Zieliński, Klich (70. Bielik), Krychowiak, Grosicki (70. Błaszczykowski) – Piątek (76. Kownacki), Lewandowski.
Żółte kartki: Struna, Stojanović – Klich, Krychowiak, Bereszyński. Sędziował: Siergiej Karasiow (Rosja). Widzów: 15 231.

5. kolejka (6 września):
Macedonia Północna – Izrael 1:1; Słowenia – Polska 2:0; Austria – Łotwa 6:0
1. Polska 5 12 8:2
2. Austria 5 9 13:6
3. Słowenia 5 8 9:3
4. Izrael 5 8 9:8
5. Macedonia 5 5 6:8
6. Łotwa 5 0 1:19
Następne mecze (wszystkie 9 września, godz. 20:45):
Polska – Austria
Słowenia – Izrael
Łotwa – Macedonia Północna

 

Kadra na Austrię i Słowenię

Trener naszej piłkarskiej reprezentacji Jerzy Brzęczek powołał kadrę na mecze eliminacji Euro 2020 ze Słowenią (6 września) i Austrią (9 września). Wśród 27 zaproszonych na zgrupowanie zawodników znalazł się tylko jeden nowy zawodnik – Krystian Bielik, grający obecnie w drugoligowym angielskim Derby County.

Brzęczek w ostatni weekend przed ogłoszeniem powołań zrobił wypad do Włoch, gdzie oglądał mecze Fiorentiny z Napoli (3:4) i Sampdorii Genua z Lazio Rzym (0:3). W pierwszym interesował go tylko występ Piotra Zielińskiego (Arkadiusz Milik z powodów zdrowotnych znalazł się poza kadrą Napoli), natomiast w drugim Karola Linettego i Bartosza Bereszyńskiego. Cała trójka wypadła przeciętnie, ale zaproszenia na zgrupowanie reprezentacji dostała, podobnie jak rekonwalescent Milik, a także znajdujący się w słabiutkiej formie Krzysztof Piątek z AC Milan oraz wciąż grzejący ławę w Atlancie Bergamo Arkadiusz Reca.

Słaba jak na razie dyspozycja wymienionych wyżej graczy nie jest wielkim problemem. Bereszyński na prawej obronie ostatnio i tak przegrywał rywalizacje z regularnie i dobrze grającym w Dynamie Kijów Tomaszem Kędziorą, a na lewej flance był wystawiany jedynie z konieczności, gdy nie mógł grać Maciej Rybus. Kłopotem Brzęczka może być kiepska forma Kamila Glika, który jest ostro krytykowany za swoje występy w AS Monaco w tym sezonie. Na zastąpienie Glika innym z powołanych stoperów, Michałem Pazdanem czy debiutantem Krystianem Bielikiem, selekcjoner pewnie się nie odważy, bo Glik jest jednym z filarów zespołu i jego kluczowych postaci. Żeby stracić miejsce w podstawowej jedenastce biało-czerwonych, musiałby zaliczyć jakiś wyjątkowo kompromitujący występ. Miejmy nadzieję, że z Austrią i Słowenią do tego nie dojdzie.

Na przeciwnym biegunie jeśli chodzi o aktualną formę, na pewno są natomiast Robert Lewandowski, który zaczął nowy sezon Bundesligi od strzelenia pięciu goli w dwóch pierwszych kolejkach, a także błyszczący w rosyjskiej lidze Grzegorz Krychowiak. Dobre noty zbierają też Kamil Grosicki i Mateusz Klich. Większość kadrowiczów ma pewne miejsca w składach swoich klubowych zespołów. W miniony weekend nie grali tylko Artur Jędrzejczyk, który odpoczywał przed rewanżowym meczem z Glasgow Rangers w Lidze Europy, Maciej Rybus, wspomniani już wcześniej Milik i Reca oraz Damian Kądzior, którego Dinamo Zagrzeb przełożyło ligowe spotkanie.
Wypada odnotować, że po dłuższej przerwie spowodowanej kontuzją wrócił do kadry Jakub Błaszczykowski, natomiast tym razem powołania nie dostał rywalizujący z nim o miejsce na prawej pomocy grający na co dzień w Chicago Fire 23-letni Przemysław Frankowski. Młode pokolenie graczy ma jednak mocną reprezentację, bo powołania dostali niedawni młodzieżowcy – Dawid Kownacki, Sebastian Szymański, Robert Gumny oraz wymieniony już wcześniej Krystian Bielik.

Kadra Polski na wrześniowe mecze e. ME 2020
Bramkarze:
Łukasz Fabiański (West Ham United, Anglia), Łukasz Skorupski (FC Bologna, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy);
Obrońcy:
Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Thiago Cionek (SPAL 2013, Włochy), Kamil Glik (AS Monaco, Francja), Robert Gumny (Lech Poznań), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Michał Pazdan (Ankaragucu, Turcja), Arkadiusz Reca (Atalanta Bergamo, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja);
Pomocnicy:
Krystian Bielik (Derby County, Anglia), Jakub Błaszczykowski (Wisła Kraków), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria), Kamil Grosicki (Hull City, Anglia), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Karol Linetty (Sampdoria Genua, Włochy), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy);
Napastnicy:
Dawid Kownacki (Fortuna Duesseldorf, Niemcy), Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Krzysztof Piątek (AC Milan, Włochy).

 

Szczęśliwa wygrana Polaków w Skopje

Reprezentacja Polski wygrała w Skopje z Macedonią Północną 1:0 po przypadkowym golu, którego zapisano na konto Krzysztofa Piątka. Zagrali jednak na żenującym poziomie, a w poniedziałek czeka ich starcie z bramkostrzelną drużyną Izraela.

Po meczu w Skopie więcej niż o wygranej zespołu Jerzego Brzęczka mówiło się o wybrykach polskich kibiców, których macedońska policja aresztowała za burdy ponad trzystu. O żenująco słabym poziomie gry naszej drużynie najlepiej świadczy to, że zaraz po ostatnim gwizdku sędziego piłkarze naszej drużyny pod wodza kapitana Roberta Lewandowskiego przepraszali obecnych na stadionie w Skopje kibiców, że musieli ogląda takie marne widowisko. W naszym zespole nikt nie zagrał dobrze i nic dziwnego, że przed poniedziałkowym meczem z Izraelem na Stadionie Narodowym w obozie biało-czerwonych panuje nerwowa atmosfera. Ale grać trzeba i wygrać wręcz wypada.

Pięć zwycięstw odnieśli nasi piłkarze w jedenastu dotychczasowych spotkaniach z Izraelem. Poniedziałkowy mecz o punkty eliminacji Euro 2020 będzie pierwszą potyczką obu ekip od 2005 roku. Polska pod wodzą trenera Pawła Janasa zagrała wtedy z Izraelem w Kijowie i wygrała 3:2 po dwóch trafieniach Grzegorza Rasiaka i golu Mirosława Szymkowiaka.
Dotychczasowe mecze Polska – Izrael: 21.06.1959, Wrocław: Polska – Izrael 7:2; 29.11.1959, Tel Awiw: Izrael – Polska 1:1; 03.12.1966, Tel Awiw: Izrael – Polska 0:0; 10.02.1988, Tel Awiw: Izrael – Polska 1:3; 19.09.1992, Mielec: Polska – Izrael 1:1; 13.02.1993, Tel Awiw: Izrael – Polska 0:0; 14.09.1994, Tel Awiw, el. ME: Izrael – Polska 2:1; 25.04.1995, Zabrze, el. ME: : Polska – Izrael 4:3; 25.02.1098, Tel Awiw: Izrael – Polska 2:0; 18.08.1998, Kraków: Polska – Izrael 2:0; 17.08.2005, Kijów: Polska – Izrael 3:2. Bilans: 11 meczów, 5 zwycięstw, 4 remisy, 2 porażki, bramki 22:14.

Macedonia Północna – Polska 0:1
Gol: Krzysztof Piątek (47).
Macedonia: Dimitrievski – Bejtulai, Velkovski, Visar Musliu – Ristovski (76. Ademi), Bardi, Nikolov (62. Trajkovski), Elmas, Alioski – Pandev (85. Hasani), Nestorovski.
Polska: Fabiański – Kędziora, Glik, Bednarek, Bereszyński – Frankowski (46. Piątek), Klich (90. Góralski), Krychowiak, Zieliński, Grosicki (70. Rybus) – Lewandowski.
Żółte kartki: Musliu, Nestorovski – Glik, Bednarek. Czerwona kartka: Musliu (85., za drugą żółtą).
Sędziował: Gianluca Rocchi (Włochy).
Widzów: 22 000.

Grupa G
Macedonia Północna – Polska 0:1
Łotwa – Izrael 0:3
Austria – Słowenia 1:0
Tabela:
1. Polska           3   9   4:0
2. Izrael             3   7   8:3
3. Macedonia    3   4   4:3
4. Austria          3   3   3:5
5. Słowenia       3   2   2:3
6. Łotwa            3   0   1:8

 

Niespodziewany kłopot Brzęczka

Do pierwszych meczów reprezentacji Polski o punkty w eliminacjach Euro 2020 coraz bliżej. W tej chwili wygląda na to, że selekcjoner biało-czerwonych Jerzy Brzęczek największy problem będzie miał z obsadą… linii ataku.

W znudzonych wieloletnią dominacją Roberta Lewandowskiego polskich mediach od jakiegoś czasu trwa festiwal zachwytów nad wyczynami Krzysztofa Piątka w AC Milan, który co jakiś czas tylko przerywa jakimś spektakularnym wyczynem rywalizujący z nim w Barwach SSC Napoli Arkadiusz Milik. Lewandowski w lutym przegrywał strzelecką rywalizację z młodszymi kolegami z kadry, więc coraz częściej zaczęły pojawiać się sugestie, że skoro mamy trzech takich świetnych napastników, to może w marcowych meczach z Austria i Łotwą Brzęczek powinien całą trójkę wystawić do gry. Na poparcie tej śmiałej sugestii przytaczano dokonania tercetu LPM, z których jasno wynika, że ma on obecnie lepszą skuteczność nawet od napastników reprezentacji Francji, czyli aktualnych mistrzów świata. Lewandowski, Piątek i Milik w tym sezonie łącznie zdobyli już 66 bramek.

Piątek w barwach Genoi i Milanu zaliczył we wszystkich meczach 26 trafień, „Lewy” 25, a Milik 15. Poza tym Piątek z 18 golami jest wiceliderem strzelców Serie A, a Lewandowski z 13 golami wiceliderem w Bundeslidze oraz z ośmioma jest najskuteczniejszym graczem Ligi Mistrzów. Z kolei Piątek jest najskuteczniejszy w Pucharze Włoch (8 bramek, najlepszy wynik w tych rozgrywkach od 15 lat), zaś Milik trafia do siatki rywali najczęściej z wszystkich graczy Serie A, co 103 minuty.
Z łącznym dorobkiem 66 bramek nasi snajperzy nie mają sobie równych w porównaniu z reprezentacjami innych europejskich nacji. Uwzględniając tylko pięć najsilniejszych lig na Starym Kontynencie (angielską, francuską, hiszpańską, niemiecką i hiszpańską), kroku Polakom dotrzymują jedynie Francuzi, których kwartet reprezentacyjnych napastników zdobył dotąd 65 bramek (Kylian Mbappe 27 dla Paris Saint-Germain, Antoine Griezmann 18 dla Atletico Madryt, Alassane Plea 13 dla Borussii Moenchengladbach i Olivier Giroud siedem dla Chelsea Londyn).

Didier Deschamps nie musi zatem niczego Brzęczkowi zazdrościć, ale inni selekcjonerzy już mają czego. Wicemistrzowie świata Chorwaci Andrej Kramarić (Hoffenheim) i Ante Rebić (Eintracht Frankfurt) zaliczyli łącznie 24 gole. Mario Mandzukić zakończył już karierę reprezentacyjną, ale nawet doliczenie jego dorobku z Juventusu Turyn (9 goli) Chorwatom pod względem skuteczności wciąż byłoby daleko do Polaków. Podobnie jak liderom rankingu FIFA Belgom (w sumie czterech graczy uzbierało 27 goli) czy czwartym na mundialu w Rosji Anglikom (42 gole).

Czy te liczby przekonają Brzęczka do gry trójką napastników? Na pewno nie. No to może chociaż dwójką? Z tego co ostatnio na ten temat mówił, też raczej nie. Miejmy chociaż nadzieję, że postawi na napastnika w najwyższej formie.