Kadra Polski według Paulo Sousy

Nowy selekcjoner reprezentacji Polski Paulo Sousa w końcu ujawnił swoje personalne wybory ogłaszając szeroką, złożoną z 35 zawodników kadrę na marcowe mecze eliminacyjne do mistrzostw świata 2022 – z Węgrami, Andorą i Anglią. W poniedziałek 15 marca portugalski szkoleniowiec ma podać ostateczny skład reprezentacji.

Nie da się ukryć, że portugalski trener kilkoma powołaniami potężnie zaskoczył. Bez wątpienia największe niespodzianki to obecność w szerokiej kadrze 17-letniego pomocnika Pogoni Szczecin Kacpra Kozłowskiego oraz 33-letniego Kamila Grosickiego, który obecnie nie ma miejsca w zespole West Bromwich Albion i nic nie zapowiada, by coś się w tym względzie zmieniło do końca sezonu. Przyjrzyjmy się zatem na kogo zamierza stawiać Paulo Sousa w poszczególnych formacjach.
Bramkarze
Wśród powołanych do szerokiej kadry czterech bramkarzy nie ma nowicjuszy – Wojciech Szczęsny, Łukasz Fabiański, Łukasz Skorupski i Bartłomiej Drągowski cieszyli się też uznaniem Jerzego Brzęczka. Na razie Sousa jeszcze nie ujawnił, który z nich będzie w reprezentacji numerem 1. Wcześniej o to miano rywalizowali de facto jedynie Szczęsny i Fabiański, ale w tym sezonie znakomitą formę demonstrują też Skorupski i Drągowski. Nie ulega wątpliwości, że w naszej reprezentacji konkurencja na tej pozycji jest najsilniejsza i tak naprawdę każdy z tego kwartetu jest w stanie udźwignąć rolę pierwszego bramkarza. W kadrze na turniej Euro 2021 jest jednak miejsce tylko dla trzech. Najstarszy w tym gronie jest już blisko 36-letni Fabiański, a najmłodszy Drągowski (23 lata). Szczęsny ma 30 lat, a Skorupski jest o rok od niego młodszy. Selekcjoner w swoich pierwszych nominacjach pominął zbierającego znakomite recenzje w Bundeslidze golkipera Augsburga Rafała Gikiewicza, lecz można założyć, że w hierarchii bramkarzy lokuje się on na piątym miejscu. Na szóstym pewnie jest stabilizujący wielką formę znajdujący się na wypożyczeniu w duńskim Aarhus golkiper Liverpoolu 22-letni Kamil Grabara, ale w ekipie „The Reds” mocniej ostatnio pną się w górę akcje 18-letniego Jakuba Ojrzyńskiego, którego trener Juergen Klopp awansował do roli drugiego bramkarza. Sousa ma więc przy obsadzie bramki wielki wybór, więc nie musi się martwić jeśli z powodu choćby kontuzji z kadry wypadnie mu któryś z wybranych teraz przez niego czterech golkiperów.
Obrońcy
Wśród graczy linii defensywnej rewolucji kadrowej Sousa nie dokonał. Powołania dostali Kamil Glik, Jan Bednarek, Tomasz Kędziora, Bartosz Bereszyński, Maciej Rybus, Sebastian Walukiewicz i Arkadiusz Reca, czyli zawodnicy na których wcześniej regularnie stawiał Jerzy Brzęczek. Nowe twarze w kadrze to Michał Helik (Barsnley), Kamil Piątkowski (Raków Częstochowa, a od lata Red Bull Salzburg) i Tymoteusz Puchacz z Lecha Poznań oraz Paweł Dawidowicz z Hellas Werona, chociaż akurat ten piłkarz ma już na koncie kilkuminutowy epizod w reprezentacji Polski sześć lat temu jeszcze za kadencji Adama Nawałki. Uznania w oczach portugalskiego szkoleniowca nie zyskali natomiast znajdujący się w kręgu zainteresowania jego poprzednika Paweł Bochniewicz grający w holenderskim SC Heerenveen oraz prawy obrońca Augsburga Robert Gumny. Wygląda na to, że Sousa będzie chciał grę obronną naszej reprezentacji oprzeć na na trzech obrońcach, skoro powołał tak wielu graczy dobrze radzących sobie w tym wariancie taktycznym. Glik, Bednarek i Walukiewicz będą musieli mocno rywalizować o miejsce w składzie właśnie z Dawidowiczem, Helikiem i Piątkowskim. Z tego tercetu w polskiej ekstraklasie gra tylko 20-letni Piątkowski, ale austriacki RB Salzburg zapłacił za jego transfer z Rakowa Częstochowa aż 6 mln euro i jeszcze zostawił go na pół roku w częstochowskim klubie, nie dziwi zatem, że portugalski trener zwrócił na niego uwagę. Miał też okazję obejrzeć Piątkowskiego na żywo w akcji podczas wygranego przez Raków 2:0 meczu Pucharu Polski z Lechem Poznań.
Nie jest natomiast niespodzianką obecność wśród powołanych Helika, bo ten piłkarz znakomicie w tym sezonie spisuje się w angielskiej Championship – w barwach Barnsley zaliczył 30 występów i strzelił cztery gole. Z zawodników grających na flankach linii obrony nowicjuszem jest jedynie lewy obrońca Lecha Poznań Tymoteusz Puchacz. Tomasz Kędziora, Bartosz Bereszyński, Maciej Rybus i Arkadiusz Reca byli też pewniakami w kadrze za rządów trenera Brzęczka.
Pomocnicy
Zawodnicy środka pola stanowią najliczniejsza grupę wśród powołanych (15). Nowy selekcjoner nie pominął żadnego z kluczowych graczy tej formacji za rządów swojego poprzednika, zatem w jego kadrze także znaleźli się: Grzegorz Krychowiak, Piotr Zieliński, Mateusz Klich, Kamil Jóźwiak, Kamil Grosicki, Karol Linetty, Jakub Moder i Sebastian Szymański, a także próbowani dopiero przez Brzęczka Michał Karbownik i Przemysław Płacheta. Od siebie dorzucił do tego grona Rafała Augustyniaka, Bartosza Kapustkę, Sebastiana Kowalczyka, Kacpra Kozłowskiego i Bartosza Slisza.
Obecność Augustyniaka i Slisza jest zrozumiała, bo w tym roku reprezentacja straciła dwóch defensywnych pomocników – Krystiana Bielika i Jacka Góralskiego, selekcjoner musi więc poszukać dla nich alternatywy. Augustyniak od dawna zbiera bardzo dobre recenzje w lidze rosyjskiej. Niedawno ten były piłkarz m.in. Jagiellonii Białystok i Miedzi Legnica strzelił dwa gole w meczu z uczestnikiem Ligi Mistrzów Krasnodarem (2:2). Wypada więc przynajmniej rozważyć go jako kandydata do zastąpienia Góralskiego. Slisz natomiast jako młodzieżowiec gra regularnie w zespole lidera ekstraklasy Legii i był też ważną postacią w kadrze młodzieżowej za czasów Czesława Michniewicza.
Obecność wśród powołanych dwóch graczy Pogoni Szczecin to niespodzianka. 21-letni Kowalczyk w tym sezonie zaliczył 17 meczów w ekstraklasie i strzelił dwa gole, a 17-letni Kozłowskiego ma na koncie 11 występów i jedną asystę. Kowalczyk to uniwersalny zawodnik, który w drugiej linii może wystąpić na każdej pozycji. Znany jest z waleczności i sprytu w grze. Natomiast Kozłowski to piłkarska perełka, wielki talent, w stylu gry bardzo przypominający Piotra Zielińskiego, bo ma podobne atuty – łatwość dryblingu, dobry przegląd pola i umiejętność zagrywania prostopadłych podań do napastników. Kozłowski raczej nie dostanie powołania na marcowe mecze eliminacyjne, ale gdyby jakimś cudem Sousa dał mu szansę i wystawił do gry w spotkaniu z Andorą, to gracz Pogoni zostałby drugim najmłodszym piłkarzem w historii, który zagrał w reprezentacji Polski. Najmłodszy to oczywiście Włodzimierz Lubańskim, który w chwili debiutu miał 16 lat i 188 dni. Kozłowski w dniu spotkania z Węgrami będzie miał 17 lat, 5 miesięcy i 9 dni. Sousa tym powołaniem pokazał, że dla niego młody wiek zawodnika nie ma kluczowego znaczenia. Ani też klubowa przynależność, dlatego
przywrócił do kadry Polski Bartosza Kapustkę, który w tym sezonie zagrał w Legii 14 meczów, zdobył 3 gole i zaliczył 2 asysty). To już inny zawodnik niż w czasach występów na Euro 2016. Teraz gra na pozycji rozgrywającego, która zdecydowanie bardziej mu „leży” niż rola skrzydłowego.
Ogłaszając swoje powołania trener Sousa kilku potencjalnych kadrowiczów rozczarował pominięciem. Najwięksi nieobecni to Damian Kądzior, Przemysław Frankowski i Jakub Kamiński. Pierwsi dwaj dostawali nominacja przez większość kadencji Brzęczka. Kądzior po odejściu z Dinama Zagrzeb zagubił formę i dzisiaj błąka się na wypożyczeniu z hiszpańskiego Eibar do tureckiego Alanyasporu. Ale ma na koncie osiem ligowych występów i jedną asystę, może czuć się więc nieco pokrzywdzony, że został pominięty, a taki Kamil Grosicki, chociaż w West Bromwich nie gra, to jednak znalazł się wśród wybrańców portugalskiego selekcjonera. Frankowski (Chicago Fire), podobnie jak napastnik Adam Buksa (New England Revolution), to gracze klubów amerykańskiej MLS, a za oceanem rozgrywki skończyły w grudniu, a nowe jeszcze nie zaczęły. Poza tym trzeba pamiętać o różnicy czasowej i potrzebie aklimatyzacji.
Napastnicy
Sousa w linii ataku także postawił na żelazny tercet – Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik, Krzysztof Piątek. Dorzucił im jednak do towarzystwa Karola Świderskiego z PAOK Saloniki i Dawida Kownackiego z drugoligowej Fortuny Duesseldorf. Ten pierwszy strzela w Grecji sporo goli – w tym sezonie ma na koncie 9 trafień i sześć asyst w 23 występach ligowych), natomiast Kownacki powoli wraca do wielkiej formy po licznych kontuzjach i zakażeniu koronawirusem. W tym sezonie w 2. Bundeslidze zdobył trzy bramki i miał tyle samo asyst w 17 występach. Być może jest to gest w wykonaniu portugalskiego szkoleniowca na zasadzie, że widzi postępy obu zawodników i są w jego notesie. W podobny sposób swojej powołania mogliby dostać Bartosz Białek (Wolfsburg, 13 meczów i 2 gole) czy Jakub Świerczok (Piast Gliwice, 13 spotkań, 8 bramek). Trudno jednak przypuszczać, żeby któryś z czwórki: Świderski, Kownacki, Białek czy Świerczok osłabiał pozycję Roberta Lewandowskiego, Arkadiusza Milika czy Krzysztofa Piątka.
Generalnie Paulo Sousa postawił na sprawdzoną gwardię, uzupełnioną grupą nowych twarzy. Trzeba też pamiętać, że ostateczna kadra będzie uszczuplona zapewne do maksymalnie 25 nazwisk (musi to nastąpić do 15 marca). Dzisiejsze powołania to sygnał dla nieobecnych na nich, że bilety na EURO 2020 są coraz dalej. Można też zaryzykować stwierdzenie, że spośród tych zawodników Sousa wybierze 23 piłkarzy na najbliższe mistrzostwa Europy.

Kadra Polski:
Bramkarze: Bartłomiej Drągowski (Fiorentina, Włochy), Łukasz Fabiański (West Ham United, Anglia), Łukasz Skorupski (Bologna FC, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy).
Obrońcy: Jan Bednarek (Southampton FC, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Paweł Dawidowicz (Hellas Verona, Włochy), Kamil Glik (Benevento Calcio, Włochy), Michał Helik (Barnsley FC, Anglia), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Kamil Piątkowski (Raków Częstochowa), Tymoteusz Puchacz (Lech Poznań), Arkadiusz Reca (Crotone, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Sebastian Walukiewicz (Cagliari Calcio, Włochy).
Pomocnicy: Rafał Augustyniak (Urał Jekaterynburg, Rosja), Kamil Grosicki (West Bromwich Albion, Anglia), Kamil Jóźwiak (Derby County, Anglia), Bartosz Kapustka (Legia Warszawa), Michał Karbownik (Brighton&Hove Albion, Anglia), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Sebastian Kowalczyk (Pogoń Szczecin), Kacper Kozłowski (Pogoń Szczecin), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Karol Linetty (AC Torino, Włochy), Jakub Moder (Brighton&Hove Albion , Anglia), Przemysław Płacheta (Norwich City, Anglia), Bartosz Slisz (Legia Warszawa), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy).
Napastnicy: Dawid Kownacki (Fortuna Duesseldorf, Niemcy), Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (Olympique Marsylia, Francja), Krzysztof Piątek (Hertha Berlin, Niemcy), Karol Świderski (PAOK Saloniki, Grecja).

Paulo Sousa już rozpoczął pracę z reprezentacją Polski

Zapoczątkowana jednoosobową decyzją prezesa PZPN Zbigniewa Bońka operacja zmiany selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski jak na razie przebiega sprawnie. Nieoczekiwana dymisja Jerzego Brzęczka nie wywołała w Polsce oburzenia i wygląda na to, że do marcowych meczów reprezentacji nic się pod tym względem raczej nie zmieni.

Paulo Sousa w drodze do Warszawy, gdzie zjawił się we wtorek w późnych godzinach wieczornych, zatrzymał się w Monachium. Nie robił z tego żadnej tajemnicy, wręcz przeciwnie, w mediach społecznościowych pochwalił się fotką z Robertem Lewandowskim, którą podpisał entuzjastycznie: „To przyjemność i wielkie wyzwanie, gdy kapitan naszej drużyny jest najlepszym zawodnikiem na świecie. Razem zawsze jesteśmy silniejsi. Razem zawsze zajdziemy dalej. Razem zawsze będziemy ZESPOŁEM. Zróbmy to razem!”. Kapitan biało-czerwonych jak na razie nie zrewanżował się podobnym postem, ale w niektórych mediach pojawiły się „nieoficjalne” informacje, że ponoć też był zadowolony z przebiegu rozmowy z nowym selekcjonerem. Warto w tym miejscu podkreślić, że „Lewy” jak dotąd nie zajął publicznie stanowiska odnośnie zmiany trenera kadry.
A wizyta Sousy w jakiś sposób potwierdza, że plotka sugerująca iż piłkarz roku 2020 na świecie po ostatnim zgrupowaniu kadry pod wodzą Brzęczka zasygnalizował prezesowi PZPN, że nie widzi żadnych szans na postęp w jej grze i w tej sytuacji woli zakończyć reprezentacyjną karierę, niż ryzykować straty wizerunkowe po kolejnym nieudanym występie biało-czerwonych na wielkim turnieju. Boniek zna się na futbolowym biznesie wystarczająco dobrze, żeby nie tylko przyznać „Lewemu” rację, ale też błyskawicznie ocenić, że jego rezygnacja byłaby niepowetowaną stratą sportową dla reprezentacji i marketingową dla PZPN. I całkiem niewykluczone, że mając do wyboru utrzymanie Brzęczka na posadzie z ryzykiem utraty Lewandowskiego i grubych milionów od sponsorów, po dokonaniu kalkulacji uznał, że nie ma w tej sytuacji wyboru i musi zmienić selekcjonera na takiego, którego nazwisko przynajmniej będzie obietnicą nowej jakości w grze biało-czerwonych. Reszta zdarzeń jakich byliśmy świadkami w ostatnich dwóch tygodniach może być tak na prawdę tylko działaniami mającymi skłonić Lewandowskiego do definitywnego porzucenia myśli od rezygnacji z dalszych występów w narodowych barwach.
Prace organizacyjne
Paulo Sousa został we wtorek odebrany z lotniska przez delegację z PZPN i odwieziony do hotelu, ale w środę od rana Portugalczyk nie miał chwili wytchnienia. W pierwszej kolejności odbył spotkanie z prezesem Bońkiem, poznał się też z jego najbliższymi współpracownikami, w tym z sekretarzem generalnym związku Maciejem Sawickim, który przez najbliższy rok będzie nadzorował lub realizował wszystkie finansowe potrzeby selekcjonera i jego sztabu. Ponoć znalazł też czas na rozmowę z wieloletnim szefem banku informacji w sztabie reprezentacji Polski Hubertem Małowiejskim i wszystko wskazuje, że dołączy go do swojego sztabu współpracowników, a także na pogawędkę z trenerami reprezentacji młodzieżowych Maciejem Stolarczykiem i Jackiem Magierą. Potem wziął też udział w sesji zdjęciowej i przymierzył garnitury, w których będzie zakładał jako szkoleniowiec biało-czerwonych, a także treningowy sprzęt Nike, sponsora reprezentacji Polski. Sousa ustalał też szczegóły marcowego zgrupowania przed meczami z Węgrami, Andorą i Anglią, podczas którego po raz pierwszy spotka się z wszystkimi powołanymi kadrowiczami „na żywo”.
W czwartek natomiast musiał zrobić coś, czego ponoć wręcz nie znosi, czy wziąć udział w konferencji prasowej. Nie mógł się jednak z tego wymigać, bo szefom PZPN bardzo zależy na utrzymaniu dobrych relacji w polskimi mediami. Konferencja odbyła się rzecz jasna w formule online, więc żadnemu z zadających pytania żurnalistów nic nie groziło ze strony portugalskiego szkoleniowca. A ma on w swoim trenerskim życiorysie atak na dziennikarza z elementami lekkiego podduszenia. Sousa zna kilka języków, oprócz rodzimego portugalskiego włada też angielskim, hiszpańskim, włoskim, francuskim i niemieckim, ale z polskimi dziennikarzami postanowił komunikować się po angielsku.
Kadra tylko dla zaangażowanych
Zgrzytów nie było, bo być jeszcze nie mogło. Portugalczyk gładkimi zdaniami zbywał każde kontrowersyjne pytanie, ale z sensem odpowiadał na te, na które na tym etapie pracy z polską kadrą mógł bez zobowiązań personalnych na przyszłość coś powiedzieć. Podkreślił, że już teraz ma rozeznania wśród polskich zawodników. „Większość kadrowiczów gra w Niemczech, Anglii i Włoszech, a te ligi śledzę od bardzo długiego czasu. Teraz będę się też przyglądał polskiej ekstraklasie i reprezentacji młodzieżowej. Każdy może dostać powołanie, ale będę oczekiwał odpowiedniego poziomu i zaangażowania. Takiego samego stuprocentowego zaangażowania wymagam od siebie, bo nie mógłbym wymagać od innych czegoś, czego sam nie będę robił. Na naszych barkach spoczywa ogromna odpowiedzialność, bo koszulka w barwach narodowych wiąże się z reprezentowaniem całego narodu” – przypomniał polskim dziennikarzom, piłkarzom i działaczom PZPN portugalski selekcjoner reprezentacji Polski.
Do ojczyzny Sousa ma wrócić w piątek. Ustalił z prezesem Bońkiem, że ze względu na pandemię oraz fakt, iż większość spraw będzie mógł załatwić online oraz że praktycznie wszyscy potencjalni kadrowicze występują poza Polską, nie ma żadnej potrzeby żeby musiał mieszkać w trakcie obowiązywania kontraktu w naszym kraju, więc będzie, tak jak piłkarze, tylko przyjeżdżał na zgrupowania i mecze. To sensowne rozwiązanie i nie ma powodu z tego powodu kruszyć kopii.
Cudzoziemski sztab i Małowiejski
Paulo Sousa uznał, że na razie, poza Hubertem Małowiejskim, nie są mu potrzebni inni Polacy w sztabie. Prezes PZPN nie naciskał, bo sam ponoć uznał, że grupa współpracowników selekcjonera jest wystarczająco mocna i jeśli potrzebuje poszerzenia, to tuż przed turniejem Euro 2021 i tylko o analityków odpowiadających za rozpracowanie poszczególnych rywali. Paulo Sousa ma w swoim sztabie sześciu ludzi, wszyscy znający się na rzeczy, więc skoro twierdzą, że nie potrzebują od nas nikogo do pomocy, to my nie będziemy im narzucać swoich ludzi na siłę. Poza tym Sousa ma spojrzeć na naszą reprezentację świeżym okiem, zatem lepiej będzie jeśli nikt nie będzie mu mógł niczego choćby tylko sugerować czy podpowiadać.
Poprzedni zagraniczny selekcjoner biało-czerwonych, Holender Leo Beenhakker, pracował z liczną grupą Polaków – z Bogusławem Kaczmarkiem, Andrzejem Dawidziukiem, Adamem Nawałką, Dariuszem Dziekanowskim, Janem Urbanem, a nawet dyrektor techniczny kadry Jan de Zeeuw, chociaż z urodzenia Holender, to na stałe mieszkał w Polsce.
Wbrew pozorom nie było to wcale rozwiązanie specjalnie mniej kosztowne od przyjętego obecnie, ale o naszej ostatecznej ocenie zamiany Brzęczka na Sousę przesądzą wyniki, jakie reprezentacja osiągnie pod rządami Portugalczyka.

Zgrupowanie kadry w całkowitej izolacji

Powołani przez trenera Jerzego Brzęczka piłkarze mają w poniedziałek do godziny 13:00 zebrać się w Warszawie na pierwszym w tym roku zgrupowaniu kadry Polski. We wtorek wszyscy przejdą obowiązkowe testy na obecność koronawirusa i przez cały okres pobytu będą maksymalnie odizolowani od otoczenia.

Swój udział w nowej edycji rozgrywek Ligi Narodów biało-czerwoni rozpoczną od dwóch meczów wyjazdowych – 4 września w Amsterdamie z mierzą się z zespołem Holandii, a trzy dni później w Zenicy zagrają z reprezentacja Bośni i Hercegowiny. Oba mecze rozpoczną się o godz. 20:45. Polski zespół w LN 2020 trafił do grupy 1 Dywizji A, w której jest jeszcze reprezentacja Włoch.
Zgrupowanie przez spotkaniami z Holandią oraz Bośnią i Hercegowina będzie nietypowe. Z uwagi na obostrzenia sanitarne związane z pandemią koronawirusa nikt z ekipy nie będzie mógł się kontaktować z osobami z zewnątrz, nawet konferencje prasowe z udziałem selekcjonera i piłkarzy odbywać się będą w formie wideokonferencji.
UEFA przekazała wszystkim zrzeszonym w niej federacjom piłkarskim liczący kilkadziesiąt stron protokół medyczny, regulujący zasady m.in. organizacji zgrupowań, przejazdów na mecze i zachowania na stadionach. Wedle nich piłkarze powinni nosić maseczki podczas przebywania w przestrzeni publicznej, np. w hotelowych korytarzach, kadra będzie przemieszczać się dwoma autokarami, a zachowanie odpowiednich odległości ma być respektowane także podczas wspólnych posiłków.
Powołani przez Jerzego Brzęczka kadrowicze mają się stawić na zgrupowaniu w poniedziałek do godz. 13:00, ale prawdopodobnie kilku z nich dotrze nieco później. Choćby Jacek Góralski, którego czeka daleka podróż z Kazachstanu czy występujący w MLS Przemysław Frankowski i Adam Buksa.

Brzęczek rozesłał powołania do kadry

Selekcjoner reprezentacji Polski Jerzy Brzeczek wysłał powołania do 23 kadrowiczów z klubów zagranicznych na wrześniowe mecze Ligi Narodów z Holandią oraz Bośnią i Hercegowiną. Do tej grupy po pierwszej kolejce PKO Ekstraklasy dołączy jeszcze kilku zawodników występujących na co dzień w rodzimych zespołach.

Biało-czerwoni na inaugurację drugiej edycji Ligi Narodów 4 września zagrają w Amsterdamie z Holandią, a trzy dni później w Zenicy zmierzą się zespołem Bośni i Hercegowiny. Oba spotkania rozpoczną się o 20:45. Dla przypomnienia, w w grupie 1 Dywizji A Ligi Narodów rywalizuje jeszcze reprezentacja Włoch, z którą nasza drużyna zagra w październiku i listopadzie. W 23-osobowej kadrze na wrześniowe mecze trener Brzęczek znalazło się dwóch debiutantów – bramkarz Bartłomiej Drągowski z Fiorentiny (dwa lata temu dostał powołanie, ale nie zagrał nawet minuty) oraz zupełny nowicjusz Sebastian Walukiewicz, coraz lepiej sobie radzący w defensywie włoskiego zespołu Cagliari Calcio.
W grupie zawodników wpisanych na listę rezerwowa znaleźli się natomiast Adam Buksa, Thiago Cionek, Damian Szymański i Szymon Żurkowski, ale oni zostaną wezwani na zgrupowanie tylko w wyjątkowej sytuacji.
Którzy z piłkarzy z naszej rodzimej ekstraklasy znajdą uznanie w oczach trenera Brzęczka, trudno przewidzieć. Z zespołu mistrza Polski Legii Warszawa wcześniej regularnie powoływany był obrońca 33-letni Artur Jędrzejczyk i 20-letni bramkarz Radosław Majecki (obecnie AS Monaco), ale jeśli wierzyć plotkom tym razem powołanie ma też dostać 19-letni lewy obrońca Michał Karbownik. A skoro on, to powinien też je dostać skrzydłowy 28-letni Paweł Wszołek, który w poprzednim sezonie należał do wyróżniających się graczy w naszej lidze. Podobnie jak skrzydłowy Lecha Poznań 22-letni Kamil Jóźwiak, 22-letni boczny obrońca Cracovii Kamil Pestka czy też jego rówieśnik grający w tej samej formacji w Lechii Gdańsk Karol Fila. Trener Brzęczek na zgrupowaniu kadry nie będzie miał zawodników drugoligowych, bo Kamil Grosicki i Mateusz Klich w poprzednim sezonie awansowali ze swoimi zespołami do Premier League
Do wyborów selekcjonera trudno się przyczepić, bo chyba nie pominął żadnego z ważnych graczy. Wspomniany Majecki i tak był z kadrze tylko rezerwowym, a teraz jeszcze musi wywalczyć sobie miejsce w bramce AS Monaco, bo póki co jego obecny status jest taki sam, jaki mają Kamil Grabara w Liverpoolu czy Marcin Bułka w Paris Saint-Germain. A Drągowski ma za sobą udany sezon w Serie A i wyrobiona już markę. Wielka szkoda, że wyhamowaniu uległy dobrze zapowiadające się kariery Bartosza Kapustki, Dawida Kownackiego i Krystiana Bielika. Pierwszy być może odbuduje się po przejściu do Legii Warszawa, drugi jednak spadł z Fortuną Duesseldorf do 2. Bundesligi i nie wiadomo, czy nie utknie tam na dłużej. A co do Bielika, to po zerwaniu więzadeł może już nigdy nie odzyskać formy sprzed kontuzji, a jeśli to mu się jednak uda, to raczej nie w tym roku, więc w kontekście Euro 2021 nie ma co na niego liczyć. A przecież rozpoczynająca się 4 września Liga Narodów ma w założeniu pomóc w przygotowaniu drużyny, która w przyszłym roku powalczy nie tylko w finałach mistrzostw Europy, ale też w eliminacjach do mundialu w Katarze.
Przygotowania logistyczne do wrześniowych meczów rozpoczęły się już dwa miesiące wcześniej. W lipcu do Holandii oraz Bośni i Hercegowiny udała się ekipa logistyczna PZPN. W Amsterdamie oraz Sarajewie i Zenicy sprawdziła m.in. stan hoteli, lotnisk i stadionów. Na razie nie zapadły jeszcze ostateczne decyzje czy wrześniowe mecze w Lidze Narodów będą rozgrywane z udziałem kibiców. Wszyscy czekają na wiążące decyzje rządowe oraz UEFA, która w tej chwili skłania się do decyzji, aby wszystkie mecze rozgrywane pod jej egidą do odwołania odbywały się bez udziału publiczności.
Z powodu koronawirusa także wrześniowe zgrupowanie reprezentacji Polski w Warszawie będzie wyglądać zupełnie inaczej niż poprzednie. Cała ekipa będzie odizolowana, nawet kontakty z przedstawicielami mediów będą możliwe jedynie w formie wiedokonferencji. Po meczu z Holandią ekipa biało-czerwonych zostanie przez dwie kolejne doby w Amsterdamie, a później poleci bezpośrednio do Bośni i Hercegowiny. Wedle ustalonego przez UEFA protokołu medycznego przed każdym meczem, w domu i wyjeździe, wszyscy zawodnicy, sztab i osoby pomagające kadrze będą musiały obowiązkowo poddawać się testom na obecność koronawirusa. Badania sfinansuje europejska federacja.
Jeżeli nic nie stanie na przeszkodzie, reprezentacja Polski tej jesieni rozegra w sumie osiem spotkań międzypaństwowych. Po dwóch wrześniowych meczach wyjazdowych w Lidze Narodów, w październiku rozegra trzy spotkania u siebie – towarzyskie z Finlandią w Gdańsku oraz dwa w Lidze Narodów, z Włochami (również w Gdańsku) oraz z Bośnią i Hercegowiną we Wrocławiu. Taka sama dawka trzech meczów czeka naszych reprezentacyjnych piłkarzy też w listopadzie, kiedy to najpierw zagrają towarzysko z Ukrainą na Stadionie Śląskim, potem pojadą do Rzymu, gdzie na Stadio Olimpico zagrają rewanżowe spotkanie z reprezentacją Włoch, a na koniec zmagań w Lidze Narodów podejmą na Śląskim zespół Holandii.
W nowej formule Dywizje A, B i C składają się z czterech grup, a najniższa D – z dwóch. Zwycięzcy grup z najwyższej dywizji awansują do turnieju finałowego (Final Four), zaplanowanego na 2-6 czerwca 2021. Polska zabiega o organizację finałowych zmagań.

Kadra Polski:
Bramkarze:

Wojciech Szczęsny (Juventus , Włochy), Łukasz Fabiański (West Ham United, Anglia), Łukasz Skorupski (FC Bologna, Włochy), Bartłomiej Drągowski (Fiorentina, Włochy);
Obrońcy:
Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Kamil Glik (Benevento Calcio, Włochy), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Arkadiusz Reca (Atalanta Bergamo, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Sebastian Walukiewicz (Cagliari Calcio, Włochy);
Pomocnicy:
Przemysław Frankowski (Chicago Fire, USA), Jacek Góralski (Kajrat Ałmaty, Kazachstan), Kamil Grosicki (West Bromwich Albion, Anglia), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Karol Linetty (Sampdoria Genua, Włochy), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy);
Napastnicy:
Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Krzysztof Piątek (Hertha Berlin, Niemcy Berlin);
Lista rezerwowa:

Adam Buksa (New England Revolution, USA), Thiago Cionek (SPAL 2013, Włochy), Damian Szymański (AEK Ateny, Grecja), Szymon Żurkowski (FC Empoli, Włochy).

FIFA już planuje mundial w Katarze

FIFA opublikowała pierwsze szczegółowe informacje dotyczące przebiegu mistrzostw świata w 2022 w Katarze. Jak wiadomo będą to pierwsze w historii światowego czempionatu turniej, który nie odbędzie się latem, tylko na przełomie listopada i grudnia. Powodem zmiany terminu są zbyt wysokie temperatury panujące w Katarze w czerwcu i lipcu.

FIFA oficjalnie poinformowała, że finały piłkarskich mistrzostw świata w 2022 roku zostaną rozegrane w dniach 21 listopada (poniedziałek) do 18 grudnia (niedziela). W turnieju wezmą udział 32 drużyny. Cała faza grupowa zostanie rozegrana w ciągu 12 dni, a kibice będą mogli oglądać cztery spotkania dziennie – o 11:00, 14:00, 17:00 i 20:00 czasu polskiego. Mecz otwarcia odbędzie się na stadionie Al Bayt, który może pomieścić 60 tys. widzów. Mecze 1/8 finału i ćwierćfinały będą rozgrywane o 16:00 i 20:00, półfinały o 20:00, zaś mecz o trzecie miejsce i finał na stadionie Lusail (obiekt jest jeszcze w budowie, ale jego pojemność zapowiedziano na 80 tysięcy miejsc) rozpoczną się o 16:00.
Ten podwójnie wyjątkowy turniej – pierwszy rozegrany późną jesienią i pierwszy zorganizowany przez islamski kraj z Bliskiego Wschodu – od początku budzi wiele kontrowersji, ale mimo sugestii, żeby odebrać Katarowi jego organizację, FIFA konsekwentnie łamie opór przeciwników tej lokalizacji. Gwoli przypomnienia – chętni do zorganizowania mundialu w 2022 roku musieli złożyć oferty intencyjne do 2 lutego 2009. Katar został wybrany na gospodarza turnieju 2 grudnia 2010, pozostawiając w pokonanym polu kandydatury Australii, Japonii, Korei Południowej i Stanów Zjednoczonych. Najpoważniejszym rywalem Katarczyków Byli Amerykanie, lecz w decydującym głosowaniu 14 członków władz FIFA zagłosowała za Katarem, zaś ofertę USA poparło ośmiu działaczy.
Chociaż do początku zmagań pozostały jeszcze dwa lata, światowa federacja już opracowała dokładny terminarz imprezy. Pierwszy mecz zostanie rozegrany na stadionie El Bayt 21 listopada, a wezmą w nim udział dwie drużyny z grupy A. Faza grupowa potrwa 12 dni, do 2 grudnia. Od 3 grudnia rozpoczną się zmagania w 1/8 finału. Sześć dni później obejrzymy pierwsza starcia ćwierćfinałowe, a półfinały odbędą się w dniach 13-14 grudnia. Wszystkie spotkania odbędą się łącznie na ośmiu stadionach. Atutem imprezy w Katarze będą stosunkowo nieduże odległości między stadionami, dzięki czemu kibice będą mogli szybko przemieszczać między obiektami i zdążą obejrzeć wiele meczów na żywo.
FIFA potwierdziła też oficjalnie, że eliminacje MŚ 2022 w strefie europejskiej rozpoczną się w marcu 2021 roku i potrwają do listopada tego roku. Baraże zaplanowano w pierwszym kwartale 2022 roku, a losowanie grup odbędzie się w marcu. Komitet Wykonawczy UEFA także podjął ostateczną decyzję dotyczącą kształtu eliminacji do mistrzostw świata w 2022 roku. Kluczowa zmiana zakłada, że w ustalaniu poszczególnych koszyków przed losowaniem pod uwagę będzie brany ranking FIFA po zakończeniu rozgrywek w Lidze Narodów.
55 zespołów, rozstawionych w sześciu koszykach (5 koszyków po 10 zespołów plus ostatni koszyk z 5 zespołami) zostanie rozlosowanych do dziesięciu grup (5 grup po 6 zespołów i 5 grup po 5 zespołów). Zwycięzcy grup awansują bezpośrednio na mistrzostwa świata, a zespoły z drugich miejsc, do których dołączą dwie najwyżej sklasyfikowane drużyny w Lidze Narodów, które odpadły z eliminacji, stworzą trzy ścieżki w fazie play-off. Zwycięzca każdej z nich wystąpi na mundialu w Katarze w 2022 roku.
Reprezentacja Polski aktualnie zajmuje 13. miejsce wśród europejskich reprezentacji. Decyzja Komitetu Wykonawczego UEFA oznacza, że zespół Jerzego Brzęczka potrzebuje sukcesu w Lidze Narodów, aby móc myśleć o rozstawieniu w pierwszym koszyku, gdzie znajdzie się najlepszych dziesięć drużyn. Do 10. w tym zestawieniu Niemców, traci aktualnie 43 punkty. Biało-czerwoni żeby awansować do Top 10, muszą wygrać w swojej grupie Ligi Narodów, czyli pokonać Włochy i Holandię oraz Bośnię i Hercegowinę.
Europejskie eliminacje do mistrzostw świata w Katarze w 2022 roku mają odbywać się od marca do listopada 2021 roku. Z kolei faza play-off odbędzie się w marcu 2022 roku i dopiero po niej poznamy komplet 13 europejskich reprezentacji, które wystąpią na mundialu.

Nowe plany Brzęczka

Gdyby nie pandemia koronawirusa, przez którą przełożono na przyszły roki finały mistrzostw Europy, nasza piłkarska reprezentacja od minionego poniedziałku szykowałaby się na zgrupowaniu do turnieju Euro 2020.

Termin niedoszłego zgrupowania kadry wykorzystał jej selekcjoner Jerzy Brzęczek i przypomniał się kibicom udzielając wypowiedzi należącemu do PZPN serwisowi internetowemu „Łączy nas Piłka”. Skomentował w niej między innymi krytyczne opinie, jakie wzbudziła decyzja władz związku o przedłużeniu kontraktu z nim aż do końca 2021 roku, a w przypadku awansu do finałów mistrzostw świata w Katarze, nawet do 31 grudnia 2022 roku. „To normalne, że kontrakt selekcjonera rodzi dyskusje i ja nie mam z tym problemu. Przedłużenie świadczy, że wywiązaliśmy się ze swoich zadań. Awans jest, ale zachowujemy pokorę, bo trzeba rozwijać zespół. Styl i poziom gry nie zadowala wszystkich. Myślę jednak, że już w trakcie eliminacji widać było progres, zwłaszcza w meczach rozgrywanych jesienią ubiegłego roku” – przekonywał Brzęczek.
Selekcjoner biało-czerwonych ocenił też, czy przełożenie mistrzostw Europy wpłynie na formę zespołu. „Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Najbliższe mecze rozegramy dopiero we wrześniu, więc będziemy mieć aż dziesięć miesięcy przerwy. Nigdy się z czymś takim nie zetknęliśmy. Do Euro pozostał rok, więc nie mogę powiedzieć, że już teraz mam w głowie skład kadry, którą na tę imprezę zabiorę. Pewne plany już były, teraz jednak czeka nas długi okres przygotowań. W tym czasie mogą eksplodować jakieś nowe piłkarskie talenty. Wtedy na mistrzostwa pojedzie zawodnik, który w tej chwili nie jest brany pod uwagę. Pamiętajmy, że jeszcze przed Euro rozpoczną się eliminacje mistrzostw świata, a to też stworzy zupełnie nową sytuację” zapewnia Brzęczek.
Jeśli pandemia zostanie opanowana, to kadra Polski zbierze się na początku września i zagra pierwsze mecze w tegorocznej edycji Ligi Narodów. W październiku i listopadzie też zaplanowano po dwa mecze, ale ponadto po jednym dodatkowym meczu towarzyskim.

Reprezentację czekają dwa trudne lata

Przeniesienie turnieju Euro 2020 na przyszły rok w aspekcie czysto sportowym nie jest wielkim problemem dla reprezentacji Polski. Bez względu na to, kto będzie jej trenerem, przez 15 miesięcy nie zdoła przecież dokonać w kadrze personalnej rewolucji. A nawet gdyby chciał, nie pozwolą mu na to władze PZPN. Nasza piłkarska federacja będzie potrzebowała sukcesów drużyny narodowej, bo bez nich nie odbuduje zrujnowanych przez koronawirus finansów. Selekcjoner nie dostanie więc zgody na żadne eksperymenty.

Po przymusowej przerwie spowodowanej epidemią koronawirusa, drużynę narodową czeka półtoraroczna harówka. Jesienią tego roku biało-czerwoni powalczą w Lidze Narodów, od marca 2021 zaczną eliminacje do mistrzostw świata w Katarze, które potrwają do listopada tego roku, a w ich środku przyjdzie im odrobić zaległości z Euro 2020. Takie skomasowanie ważnych meczów w jednym roku niesie wyzwania, z jakimi żaden selekcjoner polskiej reprezentacji jeszcze się nie mierzył. Na razie nie ma co dywagować, czy ciężar oczekiwań udźwignie Jerzy Brzęczek, bo jego aktualny kontrakt wygasa z końcem lipca tego roku, a póki co sternicy naszej futbolowej centrali nie kwapią się z jego przedłużeniem. Obsada stanowiska selekcjonera kadry jest jednak w tej chwili kwestią drugorzędną. Trener Brzęczek oraz jego sztab i tak nie mają teraz nic do roboty i wszystko wskazuje na to, że nie będą mieli co najmniej do końca lipca.
Wiek to tylko liczba, ale…
Załóżmy jednak, że umowa Brzęczka zostanie przedłużona i to on poprowadzi Polskę na turnieju, na który ją wprowadził. Po pierwsze, przebudowa drużyny będzie musiała zostać przeprowadzona w trakcie kwalifikacji do MŚ 2020, które mają wystartować w marcu 2021 roku, i być dostosowana do jesiennego terminu mundialu w Katarze. Dotąd reprezentacje narodowe w Europie funkcjonowały według dwuletniego cyklu, a zmiany pokoleniowe w kadrach dokonywały się zazwyczaj po mistrzostwach świata lub Europy i przed startem kwalifikacji do kolejnego turnieju. Teraz jednak selekcjonerzy będą musieli tym samym składem obskoczyć zarówno czerwcowe finały mistrzostw Europy, jak i eliminacje do mundialu w Katarze, co nie jest dobrą wiadomością dla piłkarzy zaawansowanych wiekowo.
Dla kilku graczy powoływanych dotąd regularnie przez trenera Brzęczka przesunięcie finałów mistrzostw Europy na 2021 rok może de facto oznaczać koniec reprezentacyjnej kariery. W tej grupie znajdują się: Jakub Błaszczykowski (rocznik 1985), Łukasz Fabiański (1985), Thiago Cionek (1986) i Artur Jędrzejczyk (1987). Oprócz Fabiańskiego, który przez Brzęczka przy osadzie bramki był dotąd traktowany na równych prawach z Wojciechem Szczęsnym, pozostali z wymienionych są w tej chwili zawodnikami drugiego wyboru, czyli rezerwowymi. Dla każdego z nich występ w tegorocznym turnieju miał być zwieńczeniem reprezentacyjnych karier, ale nawet gdyby pozostali w kadrze jeszcze przez rok, metryki oszukać się nie da. Błaszczykowskiemu już teraz co rusz przytrafiają się kontuzje, przez które nie jest w stanie przez dłuższy czas utrzymać wysokiej formy. Inna sprawa, że był dotąd w kadrze dzięki rodzinnym koneksjom z Brzęczkiem, bo od innego selekcjonera pewnie już po mundialu w Rosji przestałby dostawać powołania. Za rok będzie miał już jednak 36 lat, a podczas mundialu w Katarze 37 i jego przydatność dla reprezentacji będzie żadna. Podobnie jak Thiago Cionka i Jędrzejczyka. Obaj na rezerwowych dla Kamila Glika i Jana Bednarka już teraz słabo się nadawali. W kwalifikacjach Euro 2020 pierwszy z nich nie zagrał nawet minuty, a drugi wystąpił tylko w jednym meczu, a i to dlatego, że nie mógł zagrać kontuzjowany Glik.
Wiek nie powinien być decydującym kryterium przy ocenie przydatności piłkarza do kadry, ale czy to się komuś podoba czy nie, na ogół o tym przesądza. Chyba, że trener nie ma alternatywy, ale w przypadku drużyny narodowej takie sytuacje się nie zdarzają.
Bramkarzy ci u nas dostatek
Na razie nie wiadomo co postanowi Łukasz Fabiański, który po tegorocznym Euro planował pożegnanie z reprezentacją Polski. On jest rówieśnikiem Błaszczykowskiego, co w przypadku bramkarza nie jest jednak takim problemem, bo nie musi przecież w trakcie meczu zaliczać po 10-12 km, czego wymaga się od zawodnika grającego na pozycji skrzydłowego. Nic nie ujmując Fabiańskiemu, który jest filarem West Hamu United, to obiektywnie oceniając, w ubiegłym roku zaczęła uwidaczniać się już wyraźna różnica między nim a Wojciechem Szczęsnym. Różnica na niekorzyść Fabiańskiego, żeby była jasność. A to dlatego, że młodszy o pięć lat Szczęsny jest teraz w apogeum swoich możliwości, gra regularnie w jednym z najlepszych zespołów klubowych na świecie, który w każdym sezonie walczy o najwyższą stawkę w Lidze Mistrzów. I właśnie przedłużył z turyńskim klubem kontrakt do 2024 roku. To są wystarczające powody, żeby w reprezentacyjnej bramce stawiać właśnie na niego. Przy całym szacunku dla Fabiańskiego, gdyby nie błędy Szczęsnego i kilka pechowych dla niego zdarzeń, to Franciszek Smuda, Waldemar Fornalik, Adam Nawałka i Jerzy Brzęczek ustalanie składu wyjściowej jedenastki zaczynaliby od wpisania nazwiska Szczęsny do rubryki „bramkarz”.
Z punktu widzenia interesu reprezentacji nie ma zatem znaczenia, co postanowi Fabiański, bo w najbliższych latach bramkarzem numer 1 w kadrze będzie Szczęsny. A w rolach dublerów, z których za kilka lat wyłoni się jego następca, powinni być obsadzani występujący obecnie z powodzeniem w Fiorentonie 23-letni Bartłomiej Drągowski oraz 21-letni Radosław Majecki, który latem przeniesie się z Legii Warszawa do AS Monaco, Kamil Grabara (obecnie na wypożyczeniu z FC Liverpool do Huddersfield Town) i Marcin Bułka, na razie jeszcze trzeci bramkarz Paris Saint-Germain. Na tej pozycji reprezentacja Polski nie będzie miała w najbliższej dekadzie deficytu talentów, bo każdego roku ujawniają się nowe.
W defensywie też nie jest źle
W liniach obronnych w tej chwili nikt nie wyobraża sobie kadry Polski bez Kamila Glika (32 lata), Jana Bednarka (24), Macieja Rybusa (31), Tomasza Kędziory (26), Bartosza Bereszyńskiego (28), a nawet Arkadiusza Recy (25). Kto powinien do nich dołączyć? Jak już wcześniej zostało powiedziane, nie ma sensu powoływać już Jędrzejczyka i Thiago Cionka, natomiast zamiast nich oswajać się z reprezentacją powinni już coraz lepiej radzący sobie w występującej w Serie A drużynie Cagliari 20-letni Sebastian Walukiewicz oraz 19-letni Michał Karbownik, który w Legii Warszawa zrobił furorę jako lewy obrońca, ale grał na tej pozycji z konieczności, bo ponoć to urodzony pomocnik i rozgrywający. Ci dwaj niewątpliwie utalentowani gracze ujawnili już futbolowy potencjał, w który warto inwestować.
Do tej formacji może też przecież dołączyć po wyleczeniu kontuzji więzadeł 22-letni Krystian Bielik, który już zdążył swoimi występami w reprezentacji zaklepać sobie w niej miejsce dla siebie i gdyby nie pech, miałby pewne miejsce w kadrze na Euro 2020. Ten uniwersalny piłkarz świetnie spisywał się też w roli defensywnego pomocnika. W jego przypadku przełożenie Euro 2020 o rok może okazać się zbawienne, o ile rzecz jasna zdoła wrócić do dyspozycji sprzed kontuzji, co w przypadku graczy wracających po urazie więzadeł zawsze jest loterią.
Kto obok Krychowiaka?
Liderem linii środkowej naszej reprezentacji bez wątpienia jest w tej chwili Grzegorz Krychowiak, który w lidze rosyjskiej wybił się na gwiazdę, a w tym sezonie zadziwia wręcz niesłychaną jak na defensywnego pomocnika skutecznością – w 20 ligowych występach strzelił dziewięć goli i zaliczył cztery asysty. Ten 30-letni piłkarz od sześciu lat jest filarem biało-czerwonych i przez najbliższe dwa lata tej roli może go pozbawić co najwyżej jakaś ciężka kontuzja. Pewniakami w tej formacji są także 26-letni Piotr Zieliński (SSC Napoli), 21-letni Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa), 30-letni Mateusz Klich (Leeds United) i 25-letni Przemysław Frankowski (Chicago Fire) i nawet 28-letni Jacek Góralski, chociaż powędrował na koniec świata do kazachskiego Kajratu Ałmaty. Gdyby turniej Euro 2020 został rozegrany w tym roku, pewne miejsce na lewym skrzydle miałby zapewne 32-letni Kamil Grosicki, ale po przejściu zimą tego roku z Hull City do West Bromwich Albion w nowym klubie ma tylko status zmiennika i zważywszy na jego wiek, niewielkie szanse na wywalczenie miejsca w podstawowym składzie. Tym bardziej, że ekipa WBA, podobnie zresztą jak Leeds United (Klich), jest bliska wywalczenia awansu do Premier League, co z pewnością zaowocuje letnimi transferami nowych graczy. Teoretycznie zatem za kilka miesięcy możemy mieć dwóch kadrowiczów w klubach Premier League, lecz w marginalnych rolach i przez to z malejącym pożytkiem dla reprezentacji.
Na szczęście selekcjoner kadry ma szerszy wybór graczy w tej formacji. Po wyleczeniu kontuzji w drugiej połowie tego roku powinien już wrócić do gry Dawid Kownacki, być może w jakimś nowym klubie po zapowiedzianym odejściu z Leicester City odrodzi się w końcu zapomniany już przez polskich kibiców Bartosz Kapustka, piłkarz po przejściach, ale wciąż perspektywiczny, bo ledwie 24-letni. Może w końcu przebije się w kadrze ewidentnie niedoceniany przez Brzęczka Karol Linetty (Sampdoria Genua), może szansę dostanie rewelacyjnie spisujący się w barwach Uralu Jekaterynburg 26-letni Rafał Augustyniak, zbierający znakomite recenzje w rosyjskiej lidze, w której uznawany jest za najbardziej skutecznego w destrukcji defensywnego pomocnika. Na pewno powinien ją dostać 27-letni Damian Kądzior, który rozgrywa sezon życia w Dinamie Zagrzeb. W zespole mistrza Chorwacji do momentu przerwania rozgrywek miał na koncie 12 bramek i 9 asyst. Może wreszcie powody do wysłania im powołań dadzą tacy gracze, jak 22-letni Patryk Dziczek (Lazio Rzym, obecnie wypożyczony do II-ligowej Salernitany, czy 26-letni Radosław Murawski, grający obecnie w tureckim Denizlisporze.
Lewandowski i kto jeszcze?
W linii ataku poza wszelką konkurencją jest rzecz jasna 31-letni Robert Lewandowski i nic nie zapowiada, żeby przez najbliższe dwa lata miało coś się w tej kwestii zmienić. Drugie miejsce w aktualnej hierarchii napastników zajmuje 26-letni Arkadiusz Milik (SSC Napoli), a trzecie 25-letni Krzysztof Piątek (Hertha Berlin). Za nimi nie stoi jednak kolejka graczy z aspiracjami i umiejętnościami, żeby zająć miejsce tego tercetu. W lidze greckiej w tym sezonie furorę zrobił co prawda 23-letni Karol Świderski, najlepszy strzelec PAOK Saloniki, zaś za oceanem w amerykańskiej MLS mamy 25-letniego Jarosława Niezgodę i 23-letniego Adama Buksę, lecz obiektywnie rzecz biorąc nie są to piłkarze dobrze rokujący na przyszłość. Trzeba zatem trzymać kciuki za zdrowie „Lewego” i Milika oraz żeby Piątek odzyskał jak najszybciej skuteczność z okresu gry w Genui. I czekać na pojawienie się nowych, utalentowanych napastników.

Szewczenko już odkrył karty

Towarzyski mecz Polska – Ukraina zostanie rozegrany na Stadionie Śląskim w Chorzowie dopiero za trzy tygodnie, lecz selekcjoner ukraińskiej reprezentacji Andrij Szewczenko już teraz ogłosił skład 24-osobowej kadry. Przed potyczką z biało-czerwonymi jego wybrańcy zagrają z Francją.

Mecz Polska – Ukraina ma się odbyć 31 marca na Stadionie Śląskim w Chorzowie, a cztery dni wcześniej biało-czerwoni mają podjąć we Wrocławiu Finlandię. Z powodu rozszerzającej się także w Polsce epidemii koronawirusa oba spotkania mogą zostać rozegrane bez udziału publiczności, a nawet w ostatnim momencie odwołane. Na razie jednak przygotowania toczą się ustalonym trybem.
Ukraińcy w marcu także zaplanowali dwa spotkania kontrolne. Zanim pojawią się w Chorzowie, wcześniej zmierzą się z aktualnymi mistrzami świata Francuzami, których powszechnie uważa się za głównych faworytów tegorocznych mistrzostw Europy. Selekcjoner kadry naszych wschodnich sąsiadów, przed laty wybitny napastnik Dynama Kijów, AC Milan i Chelsea Londyn, zdobywca „Złotej Piłki” redakcji „France Football” w 2004 roku, 111-krotny reprezentant swojego kraju, nie eksperymentował z powołaniami. W gronie 24 zawodników, których zaprosił na zgrupowanie, z kluczowych graczy zabrakło jedynie Romana Jaremczuka, który w kwalifikacjach do Euro 2020 zdobył dla Ukrainy cztery bramki i był jej najskuteczniejszym graczem. Nie ma w tym jednak żadnej sensacji, po prostu 24-letni napastnik belgijskiego klubu KAA Gent jeszcze nie doszedł do pełni sił po poważnej kontuzji. Jaremczuk znalazł się jednak na liście rezerwowej. Poza tym w ukraińskiej ekipie znaleźli się wszyscy piłkarze, którzy przyczynili się do wywalczenia awansu do Euro 2020. Dla przypomnienia – Ukraina wygrała grupę B w pokonanym polu pozostawiając broniącą tytuł Portugalię oraz zespoły Serbii, Luksemburga i Litwy.
Trener reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek ma trudniejszą sytuację kadrową od Szewczenki, głównie z powodu kontuzji Roberta Lewandowskiego. Ale o ile „Lewy” ma wrócić do gry na początku kwietnia, to wiadomo już, że w turnieju Euro 2020 na pewno nie będą mogli zagrać Krystian Bielik (Derby County) i Dawid Kownacki (Fortuna Duesseldorf). Ostatnio urazu doznał też Karol Linetty (Sampdoria Genua). Poza wymienionymi pozostali gracze, z którymi wywalczył awans do mistrzostw Europy, powinni być do jego dyspozycji. Kwartet bramkarzy – Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn), Łukasz Fabiański (West Ham United), Łukasz Skorupski (Bologna) i Radosław Majecki (Legia Warszawa/AS Monaco) – występuje w swoich klubowych zespołach i nie schodzi poniżej określonego poziomu. W obsadzie bramki Brzęczek nadal ma kłopot bogactwa.
W linii defensywnej też sytuacja nie wygląda źle. Gracze, na których w eliminacjach stawiał trener biało-czerwonych, czyli Jan Bednarek (Southampton), Kamil Glik (AS Monaco), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów), Arkadiusz Reca, (SPAL 2013), Bartosz Bereszyński (Sampdoria), Thiago Cionek (SPAL 2013) i Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa) – grają regularnie w swoich klubach, natomiast Maciej Rybus w przerwie zimowej przeszedł operację pachwiny i jeszcze nie wrócił do składu Lokomotiwu Moskwa. W tej formacji w kadrze na mecze z Finlandią i Ukrainą może pojawić się najwięcej nowych twarzy.
W środkowej linii selekcjoner też nie ma jakiś wielkich problemów. Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa), Piotr Zieliński (SSC Napoli), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa), Mateusz Klich (Leeds United) i Kamil Grosicki (West Bromwich Albion) grają regularnie i trzymają wysoki poziom. Niewiadomą jest aktualna forma Jacka Góralskiego, który zimą przeniósł się z bułgarskiego Łudogorca Razgrad do kazachskiego Kajratu Ałmaty. Wiadomo jednak, że ma miejsce w podstawowym składzie i gra regularnie w tym zespole. Na powołanie może też liczyć występujący w Chicago Fire Przemysław Frankowski oraz zapewne Jakub Błaszczykowski, jeśli znowu nie przydarzy mu się jakaś kontuzja.
Największy kłopot ma teraz Brzęczek z linią ataku. Jak już zostało wcześniej wspomniane, Lewandowski leczy kontuzję i z informacji przekazywanych przez Bayern ma być gotowy do gry dopiero na początku kwietnia. Krzysztof Piątek po przeprowadzce z AC Milan do Herthy Berlin całkowicie zatracił skuteczność, a Arkadiusz Milik co rusz zmaga się z urazami. W tej sytuacji być może szansę dostanie nieźle grający w PAOK Saloniki Karol Świderski.
Ten krótki przegląd pokazuje, że oba marcowe spotkania bardzo by się naszej piłkarskiej kadrze przydały. W dwóch ostatnich meczach kontrolnych, 2 czerwca z Rosją i 9 czerwca z Islandią, na weryfikację przydatności kadrowiczów będzie już za późno.

Tylko Lewy nie zawodzi

W ostatnim ligowym weekendzie przed przerwą dla reprezentacji, z kadrowiczów powołanych przez Jerzego Brzęczka nikt nie błysnął w meczach swoich klubowych drużyn. Jeszcze bardziej powinno zmartwić selekcjonera słaba skuteczność biało-czerwonych, oczywiście poza Robertem Lewandowskim, który gola strzelił.

Bayern Monachium zapłacił cenę za miażdżące wyjazdowe zwycięstwo z Lidze Mistrzów z Tottenhamem (7:2) i w minioną sobotę w 7. kolejce Bundesligi przegrał na swoim stadionie sensacyjnie z Hoffenheim 1:2. Autorem honorowego gola dla bawarskiej jedenastki był niezawodny Robert Lewandowski, dla którego było to już 11. trafienie w tym sezonie. Kapitan reprezentacji Polski tydzień wcześniej został pierwszym graczem w historii niemieckiej ekstraklasy, któremu udało się zdobyć w pierwszych sześciu kolejkach 10 goli. Teraz będzie pierwszym, który w siedmiu pierwszych kolejkach zdobył 11 bramek i kolejne pokolenia piłkarzy będą musiały mierzyć się z tym jego osiągnięciem. Tymczasem „Lewy” golem strzelonym ekipie Hoffenheim poprawił swój łączny dorobek w Bundeslidze do 213 trafień, co dało mu awans na czwarte miejsce w klasyfikacji wszech czasów, które dzieli teraz ze zmarłym nie tak dawno legendarnym niemieckim piłkarzem Manfredem Burgsmuellerem. Trzy czołowe miejsca w tym zestawieniu zajmują Gerd Mueller (365 goli), Klaus Fisher (268) i Jupp Heynckes (220).

Bilans Lewandowskiego we wszystkich klubowych rozgrywkach jest w tym sezonie imponujący – w 10 spotkaniach zdobył już 14 bramek, strzelając gola średnio co 62 minuty! Trafiał w każdym meczu tego sezonu oprócz pierwszego, o Superpuchar Niemiec z Borussią Dortmund (0:2). Kapitan reprezentacji Polski przybliżył się do osiągnięcia Pierre’a-Emericka Aubameyanga, który w barwach Borussii Dortmund strzelał gole w pierwszych ośmiu kolejkach sezonu i jest pod tym względem rekordzistą Bundesligi, ale „Lewy” zdobył bramki już w siedmiu kolejkach, więc niewykluczone, że Gabończykowi dorówna, a nawet jego wynik poprawi.

Wypada jedynie żałować, że Lewandowski nie jest taki zabójczo skuteczny w meczach reprezentacji. Oba wrześniowe występy, przeciwko Słowenii i Austrii, zakończył bez trafienia, ale też nikt go nie wyręczył. Miejmy nadzieję, że w czekających biało-czerwonych październikowych spotkaniach z Łotwą i Macedonią Północną nasza drużyna narodowa wyciągnie z tego wnioski i tym razem wszyscy gracze bez wyjątku będą ofiarnie pracować nad stworzeniem „Lewemu” dogodnych okazji strzeleckich. Nie ma co stawiać na nagłe przebudzenie przeżywającego głęboki kryzys formy Krzysztofa Piątka czy irytującego podobną nieskutecznością Arkadiusza Milika. Z Łotwą i Macedonią nasz zespół musi wygrać, a bez goli tego celu nie osiągnie, zaś sam Lewandowski bez wsparcia kolegów tych goli nie zapewni.

 

Brzęczek postawił na Furmana

Najbliżsi rywale reprezentacji Polski, zespoły Łotwy i Macedonii Północnej, okupują dwie ostatnie lokaty w grupie G, ale tylko Łotysze, z którymi ekipa Jerzego Brzęczka zagra w czwartek 10 października w Rydze, jeszcze nie zdobyli punktów. Biało-czerwoni są rzecz jasna faworytami tych potyczek.

W porównaniu z kadrą z września, na październikowe mecze z Łotwą i Macedonią Północną trener Jerzy Brzęczek nie mógł powołać kontuzjowanych Łukasza Fabiańskiego i Jakuba Błaszczykowskiego, a sam zrezygnował z Michała Pazdana. 25-zespołowa kadra zaczęła się jednak kurczyć jeszcze przed zgrupowaniem. Najpierw z powodu urazu wypadł z niej Dawid Kownacki, a we wtorek kontuzji mięśnia przywodziciela na treningu doznał pomocnik Sampdorii Genua Karol Linetty i on też do Warszawy nie przyjedzie. O ile na miejsce Kownackiego Brzęczek nie powołał innego gracza, to Linettego postanowił zastąpić graczem z naszej ekstraklasy. Wyborem specjalnie nie zaskoczył, bo sięgnął po zawodnika Wisły Płock Dominika Furmana, piłkarza dobrze sobie znanego z czasów, gdy jako trener prowadził ekipę „Nafciarzy”.

Nie bardzo wiadomo po co Furmana fatygował, bo przecież Linetty nie ma u niego najwyższych notowań i we wrześniu przyjechał na kadrę chyba tylko po to, żeby spotkać się z kolegami, bo nie dostał szansy nawet na symboliczny występ. Trudno jednak pominąć w reprezentacji zawodnika regularnie grającego w czołowym włoskim klubie, na dodatek cenionego we Włoszech. Brzęczek powołuje go więc pewnie dla świętego spokoju, bo nie ma żadnego pomysłu jak wkomponować Linettego w zespół i wykorzystać jego atuty jakie pokazuje w Serie A.

Zastanawia też, dlaczego wobec kryzysu formy Krzysztofa Piątka i Arkadiusza Milika selekcjoner na wszelki wypadek nie zaprosił na zgrupowanie choćby Karola Świderskiego, który dla zespołu PAOK Saloniki w tym sezonie strzelił cztery gole w lidze i jest liderem klasyfikacji strzelców, a ponadto zaliczył też trafienie w eliminacjach Ligi Europy. A warto podkreślić, że były napastnik Jagiellonii Białystok jest w greckim zespole jedynie rezerwowym i wchodzi na boisko w końcówkach spotkań. Każdy trener chciałby mieć do dyspozycji takiego jokera, ale Brzęczek woli Furmana, chociaż jest on asem tylko w Wiśle Płock.