Paulo Sousa już rozpoczął pracę z reprezentacją Polski

Zapoczątkowana jednoosobową decyzją prezesa PZPN Zbigniewa Bońka operacja zmiany selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski jak na razie przebiega sprawnie. Nieoczekiwana dymisja Jerzego Brzęczka nie wywołała w Polsce oburzenia i wygląda na to, że do marcowych meczów reprezentacji nic się pod tym względem raczej nie zmieni.

Paulo Sousa w drodze do Warszawy, gdzie zjawił się we wtorek w późnych godzinach wieczornych, zatrzymał się w Monachium. Nie robił z tego żadnej tajemnicy, wręcz przeciwnie, w mediach społecznościowych pochwalił się fotką z Robertem Lewandowskim, którą podpisał entuzjastycznie: „To przyjemność i wielkie wyzwanie, gdy kapitan naszej drużyny jest najlepszym zawodnikiem na świecie. Razem zawsze jesteśmy silniejsi. Razem zawsze zajdziemy dalej. Razem zawsze będziemy ZESPOŁEM. Zróbmy to razem!”. Kapitan biało-czerwonych jak na razie nie zrewanżował się podobnym postem, ale w niektórych mediach pojawiły się „nieoficjalne” informacje, że ponoć też był zadowolony z przebiegu rozmowy z nowym selekcjonerem. Warto w tym miejscu podkreślić, że „Lewy” jak dotąd nie zajął publicznie stanowiska odnośnie zmiany trenera kadry.
A wizyta Sousy w jakiś sposób potwierdza, że plotka sugerująca iż piłkarz roku 2020 na świecie po ostatnim zgrupowaniu kadry pod wodzą Brzęczka zasygnalizował prezesowi PZPN, że nie widzi żadnych szans na postęp w jej grze i w tej sytuacji woli zakończyć reprezentacyjną karierę, niż ryzykować straty wizerunkowe po kolejnym nieudanym występie biało-czerwonych na wielkim turnieju. Boniek zna się na futbolowym biznesie wystarczająco dobrze, żeby nie tylko przyznać „Lewemu” rację, ale też błyskawicznie ocenić, że jego rezygnacja byłaby niepowetowaną stratą sportową dla reprezentacji i marketingową dla PZPN. I całkiem niewykluczone, że mając do wyboru utrzymanie Brzęczka na posadzie z ryzykiem utraty Lewandowskiego i grubych milionów od sponsorów, po dokonaniu kalkulacji uznał, że nie ma w tej sytuacji wyboru i musi zmienić selekcjonera na takiego, którego nazwisko przynajmniej będzie obietnicą nowej jakości w grze biało-czerwonych. Reszta zdarzeń jakich byliśmy świadkami w ostatnich dwóch tygodniach może być tak na prawdę tylko działaniami mającymi skłonić Lewandowskiego do definitywnego porzucenia myśli od rezygnacji z dalszych występów w narodowych barwach.
Prace organizacyjne
Paulo Sousa został we wtorek odebrany z lotniska przez delegację z PZPN i odwieziony do hotelu, ale w środę od rana Portugalczyk nie miał chwili wytchnienia. W pierwszej kolejności odbył spotkanie z prezesem Bońkiem, poznał się też z jego najbliższymi współpracownikami, w tym z sekretarzem generalnym związku Maciejem Sawickim, który przez najbliższy rok będzie nadzorował lub realizował wszystkie finansowe potrzeby selekcjonera i jego sztabu. Ponoć znalazł też czas na rozmowę z wieloletnim szefem banku informacji w sztabie reprezentacji Polski Hubertem Małowiejskim i wszystko wskazuje, że dołączy go do swojego sztabu współpracowników, a także na pogawędkę z trenerami reprezentacji młodzieżowych Maciejem Stolarczykiem i Jackiem Magierą. Potem wziął też udział w sesji zdjęciowej i przymierzył garnitury, w których będzie zakładał jako szkoleniowiec biało-czerwonych, a także treningowy sprzęt Nike, sponsora reprezentacji Polski. Sousa ustalał też szczegóły marcowego zgrupowania przed meczami z Węgrami, Andorą i Anglią, podczas którego po raz pierwszy spotka się z wszystkimi powołanymi kadrowiczami „na żywo”.
W czwartek natomiast musiał zrobić coś, czego ponoć wręcz nie znosi, czy wziąć udział w konferencji prasowej. Nie mógł się jednak z tego wymigać, bo szefom PZPN bardzo zależy na utrzymaniu dobrych relacji w polskimi mediami. Konferencja odbyła się rzecz jasna w formule online, więc żadnemu z zadających pytania żurnalistów nic nie groziło ze strony portugalskiego szkoleniowca. A ma on w swoim trenerskim życiorysie atak na dziennikarza z elementami lekkiego podduszenia. Sousa zna kilka języków, oprócz rodzimego portugalskiego włada też angielskim, hiszpańskim, włoskim, francuskim i niemieckim, ale z polskimi dziennikarzami postanowił komunikować się po angielsku.
Kadra tylko dla zaangażowanych
Zgrzytów nie było, bo być jeszcze nie mogło. Portugalczyk gładkimi zdaniami zbywał każde kontrowersyjne pytanie, ale z sensem odpowiadał na te, na które na tym etapie pracy z polską kadrą mógł bez zobowiązań personalnych na przyszłość coś powiedzieć. Podkreślił, że już teraz ma rozeznania wśród polskich zawodników. „Większość kadrowiczów gra w Niemczech, Anglii i Włoszech, a te ligi śledzę od bardzo długiego czasu. Teraz będę się też przyglądał polskiej ekstraklasie i reprezentacji młodzieżowej. Każdy może dostać powołanie, ale będę oczekiwał odpowiedniego poziomu i zaangażowania. Takiego samego stuprocentowego zaangażowania wymagam od siebie, bo nie mógłbym wymagać od innych czegoś, czego sam nie będę robił. Na naszych barkach spoczywa ogromna odpowiedzialność, bo koszulka w barwach narodowych wiąże się z reprezentowaniem całego narodu” – przypomniał polskim dziennikarzom, piłkarzom i działaczom PZPN portugalski selekcjoner reprezentacji Polski.
Do ojczyzny Sousa ma wrócić w piątek. Ustalił z prezesem Bońkiem, że ze względu na pandemię oraz fakt, iż większość spraw będzie mógł załatwić online oraz że praktycznie wszyscy potencjalni kadrowicze występują poza Polską, nie ma żadnej potrzeby żeby musiał mieszkać w trakcie obowiązywania kontraktu w naszym kraju, więc będzie, tak jak piłkarze, tylko przyjeżdżał na zgrupowania i mecze. To sensowne rozwiązanie i nie ma powodu z tego powodu kruszyć kopii.
Cudzoziemski sztab i Małowiejski
Paulo Sousa uznał, że na razie, poza Hubertem Małowiejskim, nie są mu potrzebni inni Polacy w sztabie. Prezes PZPN nie naciskał, bo sam ponoć uznał, że grupa współpracowników selekcjonera jest wystarczająco mocna i jeśli potrzebuje poszerzenia, to tuż przed turniejem Euro 2021 i tylko o analityków odpowiadających za rozpracowanie poszczególnych rywali. Paulo Sousa ma w swoim sztabie sześciu ludzi, wszyscy znający się na rzeczy, więc skoro twierdzą, że nie potrzebują od nas nikogo do pomocy, to my nie będziemy im narzucać swoich ludzi na siłę. Poza tym Sousa ma spojrzeć na naszą reprezentację świeżym okiem, zatem lepiej będzie jeśli nikt nie będzie mu mógł niczego choćby tylko sugerować czy podpowiadać.
Poprzedni zagraniczny selekcjoner biało-czerwonych, Holender Leo Beenhakker, pracował z liczną grupą Polaków – z Bogusławem Kaczmarkiem, Andrzejem Dawidziukiem, Adamem Nawałką, Dariuszem Dziekanowskim, Janem Urbanem, a nawet dyrektor techniczny kadry Jan de Zeeuw, chociaż z urodzenia Holender, to na stałe mieszkał w Polsce.
Wbrew pozorom nie było to wcale rozwiązanie specjalnie mniej kosztowne od przyjętego obecnie, ale o naszej ostatecznej ocenie zamiany Brzęczka na Sousę przesądzą wyniki, jakie reprezentacja osiągnie pod rządami Portugalczyka.