Biedroń: przełożyć wybory!

Skoro rząd zamyka szkoły i uznaje spowolnienie gospodarcze, w tym utratę miejsc pracy, za nieuchronne, dlaczego upiera się przy utrzymaniu terminu wyborów prezydenckich? – pyta kandydat Lewicy.

Robert Biedroń nie ma wątpliwości: skoro rząd podjął wysiłek walki z epidemią, wprowadził nadzwyczajne ograniczenia w poruszaniu się i zgromadzeniach, powinien również przełożyć termin I tury wyborów prezydenckich. W ocenie kandydata Lewicy nie ma żadnego powodu, by Polacy mieli iść do urn akurat 10 maja, skoro są obawy, że zagrożenie do tego czasu nie minie.

Jedyny kandydat

– Kampania prezydencka jest prowadzona de facto przez jedną osobę – prezydenta Andrzeja Dudę. Tak być nie może. Polki i Polacy nie mogą stać się ofiarami determinacji prezesa, aby za wszelką cenę wnieść do życia publicznego nie urny wyborcze, ale całkiem inne urny, aby prezes Jarosław Kaczyński mógł przeprowadzić wybory 10 maja, a które się nie powinny odbyć. W tej sprawie – w sposób ostry – będziemy się domagali jak najszybszych decyzji, aby Polki i Polacy czuli się po prostu bezpiecznie i nie byli narażeni na zarażenie koronawirusem – obiecał Biedroń w wystąpieniu pokazywanym na Facebooku.

Z kandydatem Lewicy w sprawie terminu głosowania zgadza się 73 proc. Polaków – to wynik sondażu w sprawie terminu wyborów, jaki w ubiegłym tygodniu zamówiła i opublikowała „Gazeta Wyborcza”.

Elektorat PiS pójdzie do urn

To samo badanie opinii publicznej pokazało, że jest jednak grupa wyborców, której epidemia niestraszna. Przynajmniej poważna część elektoratu prawicowego zamierza udać się do lokali wyborczych. Sondaż pokazał, że 10 maja Duda wygrałby, zgarniając ok. 2/3 głosów. 10 proc. wyborców poparłoby Małgorzatę Kidawę-Błońską. Inni kandydaci dostaliby jeszcze mniej, ok. 4-6 proc. wskazań.

Praktycznie nierealny stał się scenariusz rozważany niedawno na łamach mediów liberalnych: rezygnacja wszystkich opozycyjnych kandydatów, by elekcja stała się niekonstytucyjna. Do wyścigu prezydenckiego „dołączyli” ostatnio prawicowi politycy z trzeciego szeregu, m.in. Marek Jakubiak. Twierdzą, że udało im się zebrać wymagane 100 tys. podpisów. Nie po to się pojawili, by teraz zrezygnować.

5 postulatów Lewicy na kryzys

Ratować nie banki, a firmy, które teraz tracą przychód, i ich pracowników, którzy zostają bez źródła utrzymania – wzywa Lewica. I podkreśla: wolny rynek wszystkiego nie ureguluje!

Sejmowy klub Lewicy nie ma wątpliwości: rządowa Tarcza Antykryzysowa nosi swoją nazwę mocno na wyrost. To ręka wyciągnięta głównie do banków – one właśnie otrzymają największą część wydzielonej w ramach pakietu kwoty 212 mld złotych, a także zachowają prawo do wpływania na inne składniki Tarczy. Wszak to dobra wola bankowców ma ma decydować o tym, czy i na jak długo zostaną zawieszone spłaty kredytów. Odrębną kwestią jest, czy 212 mld nie jest kwotą zupełnie wirtualną, rzuconą dla retorycznego efektu.

Włodzimierz Czarzasty i Robert Biedroń zaproponowali swoje rozwiązania na kryzys. Jak podkreślają, mają one pomóc i pracownikom, i przedsiębiorcom.

Kredyty i rachunki – zawiesić!

To nie banki powinny decydować o możliwości odroczenia spłat kredytów – podkreślają politycy Lewicy. Chcą, by spłaty zawiesić na okres sześciu miesięcy ustawowo. Przez ten sam okres państwo miałoby pokrywać przedsiębiorcom koszty leasingu, czynszów czy rachunków za media.
– Nie możemy pozwolić upaść polskim firmom, dlatego musimy być przygotowani do umorzenia – a nie odroczenia, jak proponuje rząd – niektórym podmiotom PIT, CIT, VAT oraz ZUS – to kolejny postulat Lewicy. Włodzimierz Czarzasty wytłumaczył, że dla całej grupy branż przesunięcie płatności VAT i składek na ZUS nie stanowi żadnej realnej pomocy, gdyż w czasie epidemii po prostu nie mają klientów i odbiorców.
– Mówimy o branży turystycznej, hotelarskiej, restauracyjnej, transportowej, eventowej, wszystkich tych sklepach, które nie sprzedają żywności. Te firmy od tygodnia lub dwóch nie sprzedają swoich produktów lub usług, w ogóle nie sprzedają. Nie mają ani grosza przychodu – mówił Czarzasty.

Pensja od państwa

Socjaldemokraci oczekują, że przedsiębiorcy w zamian za koło ratunkowe zachowają miejsca pracy. Państwo miałoby pokryć koszty wynagrodzeń nie niższych niż płaca minimalna, ale wtedy, gdy pracodawca nikogo nie wyrzuci. Co istotne, miałoby to dotyczyć wszystkich typów umów. Wszak w najgorszej sytuacji w czasie kryzysu znalazł się ponad milion ludzi świadczących pracę na podstawie tzw. umów śmieciowych.
Włodzimierz Czarzasty zauważył, że premier Morawiecki nie czuje realiów prowadzenia w Polsce małego biznesu.

– Czasem mam takie wrażenie, że premier Mateusz Morawiecki jest dobrym prezesem banku, ale gdyby miałby do poprowadzenia kiosk ruchu, to miałby z tym realny problem. On nie czuje biznesu, nie rozumie procesów, nie wie co to znaczy zarobić, aby utrzymać swoich pracowników, zapłacić za towar, który trzeba sprzedać lub odzyskać należności – skomentował.

Potrzeba nowych pomysłów

Piąty postulat Lewicy to powołanie instytucji antyspekulacyjnej, by powstrzymać próby zawyżania cen i robienia biznesu na kryzysie. Politycy wezwali wreszcie, by w czasach nadzwyczajnych szukać nowych rozwiązań i nie bać się wychodzić poza dotychczasowe schematy.

– Tak postępuje Wielka Brytania, tak postępują Stany Zjednoczone, Węgry i wiele innych krajów na świecie. Obawiamy się, że Tarcza Antykryzysowa może się okazać najwyżej pokrywką od garnka. Trochę nas ochroni, ale to o wiele za mało – zauważył Robert Biedroń. Podkreślił, że w czasach kryzysowych ludzie instynktownie zwracają się po pomoc do instytucji państwowych, pewniejszych niż wolny rynek. A sprawne i opiekuńcze państwo to przecież fundament programu Lewicy.

Możecie liczyć na Lewicę

Lewica nie zawiedzie swoich wyborców i nie porzuci pracowników w kryzysowym momencie. Współpracując ze wszystkimi instytucjami publicznymi – bo nie czas teraz na spory i jałowe przepychanki – będzie równocześnie walczyć o to, by ludzie pracy tej pracy nie tracili, by rządowe pakiety antykryzysowe uwzględniały zabezpieczenia dla milionów pracowników wypchniętych na umowy śmieciowe czy samozatrudnienie, by zrobiono wszystko dla wsparcia służby zdrowia, by zabezpieczyć osoby starsze. Posłowie i posłanki są gotowi interweniować w sprawach pracowników, których prawa są naruszane (niestety już mamy takie sygnały)Pandemia to ogromne wyzwanie, ale też szansa, by przemyśleć, jak jest zorganizowane społeczeństwo i rynek pracy. Śmieciowe zatrudnienie niedające gwarancji stabilności musi się skończyć! Tanie państwo z chwiejącą się służbą zdrowia musi odejść do przeszłości! Jak zapisano w programie Lewicy – potrzebujemy nowoczesnego państwa opiekuńczego!

Szanowni Państwo,

dziś jako społeczeństwo zdajemy egzamin z siły, dojrzałości i współpracy. A jako państwo – ze sprawności instytucji publicznych oraz zdolności do zapewnienia bezpieczeństwa wszystkim. Jesteśmy głęboko przekonani, że wspólnie uda nam się tym wyzwaniom sprostać – Polki i Polacy w trudnych momentach zawsze okazywali swoją siłę i dawali przykład odpowiedzialności oraz solidarności.

To, co dziś najważniejsze, to nie ulec panice. Dlatego spokojnie stosujmy się do zasad bezpieczeństwa, zalecanych przez instytucje ochrony zdrowia. Chrońmy siebie i innych. Dbajmy o podstawowe zasady higieny i unikajmy zgromadzeń.

Jako Sojusz Lewicy Demokratycznej, Wiosna i Razem współpracujemy dziś jeszcze mocniej niż wcześniej. Jesteśmy w stałym kontakcie z rządem, uczestniczymy w posiedzeniach Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Interweniujemy wszędzie tam, gdzie potrzebna jest pomoc. Zgłaszamy rozwiązania, które ograniczą ryzyka obecnej sytuacji i będą wsparciem dla Polek i Polaków potrzebujących ochrony źródła ich utrzymania, miejsc pracy oraz świadczeń na wypadek jej utraty.

Czas epidemii to także test dla naszej solidarności. Dlatego zachęcamy wszystkich, by w tej trudnej chwili rozglądali się wokół siebie. Być może ktoś obok potrzebuje naszego wsparcia. Pamiętajmy, że okres kwarantanny dla wielu ludzi oznacza także dotkliwą samotność. W takiej sytuacji nawet kilka naszych słów otuchy może zmienić bardzo wiele. Dzwońmy do siebie, kontaktujmy się z rodziną, troszczmy się o innych nawet na odległość.

Jest wiele grup, które potrzebują dziś wsparcia. Również tego instytucjonalnego. Lewica o nich pamięta. Właśnie dlatego Robert Biedroń, nasz wspólny kandydat na prezydenta, z poparciem całej Lewicy przedstawił Pakiet Antykryzysowy “Polska 2020”. Znajdą w nim Państwo szereg rozwiązań mających ochronić nas przed skutkami spodziewanego kryzysu związanego z epidemią koronawirusa.

Epidemia oznacza przestój w funkcjonowaniu wielu gałęzi gospodarki. Dla pracowników to groźba bezrobocia. Dla małych firm, sklepów czy restauracji – widmo bankructwa. Miliony Polaków, którzy znaleźli się dziś w dramatycznej sytuacji, muszą otrzymać wsparcie ze strony państwa. Dlatego w pakiecie “Polska 2020” znajdą Państwo rozwiązania, które na pierwszym planie stawiają ludzi i ich potrzeby: pacjentów i zawody medyczne, pracowników i przedsiębiorców, seniorów, dzieci, młodzież i rodziców. Musimy rozszerzyć prawa pracownicze tak, aby wszyscy zatrudnieni, także osoby na umowach cywilnoprawnych (czyli umowach zlecenie i o dzieło), mogli utrzymać swoje dochody oraz szereg osłon przed zwolnieniami. Dla samozatrudnionych proponujemy wsparcie finansowe i czasowe przejęcie finansowania składek przez państwo. Dla firm – nieoprocentowane, państwowe kredyty, które pomogą przetrwać najgorsze. W tej dramatycznej sytuacji Polska nie może pozostawić nikogo za burtą.

Apelujemy do rządu oraz wszystkich sił opozycyjnych o współpracę i jak najszybsze wprowadzenie naszego pakietu w życie.

Chcemy zapewnić Państwa, że – jak zawsze – możecie liczyć na Lewicę. Jeśli napotkają Państwo problemy związane z epidemią i kwarantanną, jeśli potrzebują Państwo pomocy, na przykład w kontakcie z instytucjami, to mogą Państwo zgłosić się do nas po pomoc. Prosimy o kontaktowanie się z posłankami i posłami Lewicy z Państwa okręgów – za pomocą mediów społecznościowych lub telefonicznie. Postaramy się pomóc każdemu, jeśli tylko będziemy w stanie.

Chcemy najmocniej podziękować wszystkim lekarzom, pielęgniarkom, ratownikom medycznym, pracownikom laboratoriów, aptek i wszystkim tym, którzy pracują w ochronie zdrowia. Dziękujemy, że swoim wysiłkiem dbają Państwo w tym trudnym czasie o zdrowie Polek i Polaków. Podziękowania należą się też ekspedientkom i ekspedientom sklepowym, pracownikom i właścicielom sklepów, którzy stoją za ladą. To dzięki nim sklepy pozostają otwarte i zapewniają wszystkim mieszkańcom Polski żywność i podstawowe artykuły. Miliony pracowników nie mają możliwości pracy zdalnej. Pomimo zagrożenia epidemicznego wciąż pracują w zakładach produkcyjnych, kluczowych dla funkcjonowania państwa usługach czy w rolnictwie. Musimy dołożyć wszelkich starań, by ta praca odbywała się w warunkach bezpiecznych dla zdrowia. To nasze wspólne zobowiązanie.

Z serdecznymi pozdrowieniami, wyrazami solidarności i wdzięczności,

Robert Biedroń, Wiosna, kandydat na Prezydenta RP z ramienia Lewicy
Włodzimierz Czarzasty, Sojusz Lewicy Demokratycznej
Adrian Zandberg, Razem
Krzysztof Gawkowski, Koalicyjny Klub Parlamentarny Lewicy

O emerytury stażowe

Już 10 lat temu OPZZ udało się zebrać 700 tys. podpisów pod inicjatywą wprowadzenia emerytur stażowych. Władze nie były jednak zainteresowane. Teraz pomysł wprowadza do debaty przed wyborami prezydenckimi Robert Biedroń.

Na konferencji prasowej w warszawskiej siedzibie OPZZ, ramię w ramię z przewodniczącym centrali Andrzejem Radzikowskim, Biedroń zaprezentował założenia projektu.

Gwarancja dla pracowników

– Chcemy, aby emerytury stażowe były wypłacane kobietom po 55. roku życia i mężczyznom po 60. roku życia – powiedział kandydat Lewicy na prezydenta. Zaznaczył równocześnie, że z tym postulatem logicznie wiąże się drugi, od dawna obecny w programie Lewicy: podniesienie emerytury minimalnej do poziomu 1600 zł netto, zaś minimalnej renty – do poziomu 1200 zł netto.

Projekt ustawy wprowadzającej emerytury stażowe został już złożony w Sejmie. Zakłada nabywanie przez kobiety prawa do emerytury po przepracowaniu 35 lat oraz przez mężczyzn z 40-letnim stażem. – Emerytury stażowe doprowadzą do tego, że wiele osób, szczególnie wykonujących trudne zawody fizyczne, będzie miało gwarancję przejścia w odpowiednim czasie na wypracowaną, na godnie zarobioną emeryturę – podkreślił Biedroń.

OPZZ podkreśla, że rozwiązanie takie bardzo pomoże ludziom, którzy zaczęli swoją aktywność zawodową bardzo wcześniej. Eksperci centrali przekonują także, że emerytury stażowe przełożą się na promowanie umów o pracę zamiast osławionych „śmieciówek”, pomogą zmniejszyć skalę szarej strefy, a pracownikom dadzą większe poczucie, że na starość nie popadną w ubóstwo.

Nie trzeba będzie dopłacać

Zaznacza również, że projekt nie naraża budżetu na szwank. – Emerytury stażowe nie powodują dodatkowych kosztów dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, a jedynie ich inne rozłożenie w czasie. W pierwszych latach ich obowiązywania wydatki zwiększyłyby się, by następnie zmaleć – czytamy na stronie Porozumienia. OPZZ argumentuje, że przy tak długiej aktywności na rynku pracy zatrudniony spokojnie zgromadzi składki pozwalające na wypłacenie emerytury minimalnej.

Przewodniczący Andrzej Radzikowski podczas wspólnej z Biedroniem konferencji podkreślał, że pieniądze, z których są wypłacane emerytury, pochodzą z wpłat pracowników i sprawiedliwie będzie dać im możliwość zdecydowania, kiedy chcą te pieniądze przeznaczyć dla siebie.

Pod koniec lutego media informowały, że prezydent Duda, który wcześniej sugerował, iż sprzyja podobnym rozwiązaniom, wycofał się z tego. Powodem miał być brak entuzjazmu dla pomysłu w rządzie. Wbrew argumentom związkowców ludzie Morawieckiego uważają ich projekt za zbyt kosztowny.

Polska ponad wszystko?

Zastanawiam się, jak należy rozumieć deklarację „Polska ponad wszystko” wygłaszanej z nadzwyczaj wielką determinacją ostatniej niedzieli na V Hajnowskim Marszu Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Jak to jest, że znajdując sobie argument w postaci swojego kraju, można tak po prostu szerzyć kult mordercy na grobach jego ofiar, w obecności ich bliskich, cudem ocalałych z rzezi?

Czy jest to wynikiem absolutnego pozbawienia wiedzy czy celowe nie dopuszczanie jej do siebie z obawy przed brakiem równie parszywych tematów do walki?

Amatorzy maszerowania, którzy jak się okazało po raz kolejny w dużej mierze jednak z Hajnówki nie pochodzili, z charakterystyczną dla siebie straszliwą łatwości usprawiedliwiają każdy z „wyczynów” swoich „bohaterów”. Jednym z nich jest postać kpt. Romualda Rajsa „Burego”, którego oddziały podziemia niepodległościowego 74 lata temu miały spacyfikować wsie w okolicach Bielska Podlaskiego. Według niektórych, ci cywile, z dzieckiem w kołysce włącznie, mieli być komunistami, których należało zgładzić.

Choć mord na 79 prawosławnych cywilach został zakwalifikowany w 2005 roku przez Instytut Pamięci Narodowej jako ludobójstwo, uczestnicy Marszu chcąc, jak to określili w swoich mediach, „obalić ostatni bastion komuny w Polsce”, jednak w marszu wyruszyli.

Choć minęło tak wiele lat od tamtych wydarzeń, w uczestnikach wydarzenia wciąż żywa wydaje się być nienawiść nie do sprawców – ale do ofiar. Choć nie ulega wątpliwości, że jedynie postrzeganych przez swój własny jakże kulawy pryzmat. Kim były bowiem ofiary tamtych wydarzeń? Czy biedna i wyczerpana ludność, rodziny z dziećmi, mogłaby rzeczywiście chcieć wówczas angażować się w ruchy komunistyczne? Czy po prostu broniła swojego dobytku przed okradaniem ich przez partyzantów, którzy zamiast rzeczywiście podejmować walki z oddziałami w dużych miastach, zajmowali się czyszczeniem spiżarek czy okradaniem furmanów z koni w małych wioskach.

Choć dyskusje nad sensem i motywami walki Żołnierzy Wyklętych skutecznie zablokowano, to wciąż jak widać, dzięki wsparciu rządzących, nie brakuje tych, którzy z banerami „Zawsze w pamięci żołnierze wyklęci!” wciąż wychodzą na ulice czcząc ludobójców.

Szczęśliwie jednak nie tylko ci byli obecni ostatniej niedzieli w Hajnówce.
Tego dnia w południe, jeszcze zanim udało się zwieźć z całej Polski wszystkich ultraprawicowych uczestników V Hajnowskiego Marszu Pamięci Żołnierzy Wyklętych, zorganizowane zostały społeczne uroczystości upamiętniające ofiary pacyfikacji w 1946 roku. W ramach inicjatywy zapoczątkowanej przez społeczników i mieszkańców, pod hasłem „Wiecznaja Pamiat”/”Wieczna Pamięć” zorganizowano spotkanie, które jest odpowiedzią na marsz środowisk narodowych. Jego celem nie była jednak konfrontacja z narodowcami, a upamiętnienie najważniejszych – czyli każdej z ofiar.

Znaczenie spotkania nadaje dodatkowo społeczne przeświadczenie, że ci którzy zostali pozbawieni życia w imię niezrozumiałych decyzji, byli zwyczajnymi mieszkańcami, którzy nie myśląc o jakichkolwiek różnicach tworzyli swoją lokalną społeczność.

Obok mieszkańców, aby jasno pokazać swoje stanowisko po stronie ofiar, na spotkaniu pojawili się między innymi samorządowcy i posłowie Lewicy wraz ze swoim kandydatem na prezydenta Robertem Biedroniem.

Może nie dziwić dlaczego nie było tam Andrzeja Dudy. Temat mógł okazać się dla niego zbyt ryzykowny jak na czas kampanii. Obojętność jest jednak głosem akceptacji dla zła, który zawsze będzie usłyszany.

Wszystkie ręce na pokład

 – Oferujemy Polakom program, na który składa się zarówno oferta społeczna, w zakresie służby zdrowia i płac, jak i poszanowanie dla reguł demokratycznych – mówi poseł Jacek Czerniak, szef lubelskich struktur Lewicy, w rozmowie z Krzysztofem Lubczyńskim.

Kilka miesięcy temu lewica wróciła do parlamentu, a w Senacie współtworzy demokratyczną większość przeciw niedemokratycznym rządom PiS. W Sejmie jednak PiS ma większość…

To jednak stworzyło nową jakość. Lewica obecna w Sejmie może, mimo stwarzanych barier, prezentować swój program, formułować oceny, w większym stopniu patrzeć władzy na ręce. Okazało, że PiS nie może liczyć ani na większość konstytucyjną, na którą miało nadzieję w poprzedniej kadencji, ani na dalsze aż tak jak dotąd bezkarne hulanie po parlamencie. Dlaczego? Bo jest w nim Lewica. Było sytuacją chorą, jedyna w Europie, że w wskutek błędów popełnionych przez nas w wyborach 2015 roku, lewica znalazła się na cztery lata poza Sejmem. Dziś oferujemy Polakom nasz program, na który składa się zarówno dobra oferta społeczna, ekonomiczna, w zakresie służby zdrowia, płac i tak dalej, jak i poszanowanie dla reguł demokratycznych. Zwracam uwagę, że Sojusz Lewicy Demokratycznej, który rządził w latach 1993-1997 i 2001-2005, choć odsądzany „od czci i wiary” jako „postkomuna” – choć popełniał błędy, a każdy, kto sprawuję władzę, je popełnia – to nigdy nie naruszył reguł demokratycznych, a tym bardziej nigdy nie dokonał zamachu na instytucje demokratycznego państwa prawa, jak PiS, które podobno wywodzi się z demokratycznego ruchu solidarnościowego. Dla niektórych to paradoks, ale takie są fakty. Tym bardziej obecna Lewica, zbudowana wokół potencjału SLD, będzie szanować te reguły, walcząc o nowoczesne, świeckie państwo dobrobytu.

Jakie jest najważniejsze zadanie Lewicy na najbliższe miesiące?

Nie ma w tej chwili pilniejszego i ważniejszego zadania niż to, związane ze wspieraniem naszego kandydata w wyborach prezydenckich, Roberta Biedronia. W pewnym sensie można powiedzieć, że wszystkie inne kwestie na te niespełna trzy miesiące do 10 maja, odkładamy na bok, a wszystkie siły i środki kierujemy na wspieranie naszego kandydata. Wszystkie ręce na pokład.

Mimo tego, że Robert Biedroń wygrał kiedyś rywalizację o fotel prezydenta Słupska, to jednak wystawienie właśnie jego do walki o najważniejszą funkcję w państwie, niesie ze sobą spore ryzyko w prawicowym, klerykalnym i mocno homofobicznym krajobrazie Polski. Czy zdeklarowany gej żyjący w udanym związku partnerskim, podkreślający swój neutralny światopogląd, ma szansę „pójść drogą” utorowaną przez Aleksandra Kwaśniewskiego ćwierć wieku temu?

Moim zdaniem znaczna część społeczeństwa polskiego dojrzała już do takiej kandydatury. Nowa świadomość, tolerancja obyczajowa przedziera się nie bez trudności, ale czyni postępy, choć oczywiście są jeszcze duże pokłady konserwatyzmu, światopoglądu zamkniętego, odpornego na przemiany dokonujące się w otaczającym nas świecie.
Robert Biedroń ma wiele atutów, intelektualnych, osobowościowych, ma świetny kontakt z ludźmi, jest rozpoznawalny, a ponadto ma wielką energię, entuzjazm i pracowitość. To najbardziej optymalny kandydat, jakiego mogliśmy wskazać.

W niedawnym wywiadzie dla „Trybuny” Robert Biedroń nawiązał bardzo aprobatywnie do prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego, nazywając go swoim nauczycielem politycznym, nawiązał też do jego dokonań, w tym w szczególności do faktu, że był on głównym architektem Konstytucji 1997 roku. Czy można nazwać Kwaśniewskiego symbolicznym patronem kandydatury Biedronia?

Myślę, że tak, a poza tym jesteśmy w dobrym momencie na porównanie prezydentur Aleksandra Kwaśniewskiego i Andrzeja Dudy. To są zupełnie różne światy, oczywiście na niekorzyść obecnej prezydentury. Pomimo trudnej ówcześnie sytuacji gospodarczej, wysokiego bezrobocia, taśmowo zwijanych przedsiębiorstw i zacofanego rolnictwa, dzięki determinacji Aleksandra Kwaśniewskiego i Tadeusza Mazowieckiego uchwalono udaną Konstytucję, która sprawnie, skutecznie funkcjonowała do czasu objęcia rządów przez PiS. Roberta Biedronia można bez problemu porównać do formatu Aleksandra Kwaśniewskiego z tamtych czasów. Jest młody, obyty politycznie, z doświadczeniem politycznym i administracyjnym, ze znajomością języków obcych. Będzie dobrym prezydentem w kraju, a Polacy nie będą mieli powodu wstydzić się go za granicą. Ma otwarty umysł, wolny od uprzedzeń ideologicznych, od ograniczeń mentalnych, ma życzliwość dla innych. Tolerancję ma w swoim indywidualnym „DNA”. Należy także podkreślić, że Robert Biedroń jest autentycznym państwowcem, dla którego Polska nie jest własnością jednego ugrupowania politycznego, prymitywnego nacjonalizmu i wszechwładzy hierarchów kościelnych. Posiada wizję kraju bezpiecznego, otwartego, szanującego prawa obywatelskie, wartości demokratycznej Europy i przepisy Konstytucji. Konstytucja będzie dla niego świecką „ewangelią”. Stan cywilny Roberta i jego życie prywatne stanowią wyłącznie jego sprawę i kropka. Wierzę, że Polki i Polacy dojrzeli do racjonalnego wyboru, Biedroń nie zawiedzie marzeń o Polsce dla wszystkich. Będzie także dobrym prezydentem dla PiS i Kaczyńskiego, o ile zechcą uszanować ustawę zasadniczą. Uważam, że Lewica dokonała udanego i odważnego wyboru.

Jak województwo lubelskie i jego mieszkańcy, Twój macierzysty przecież okręg wyborczy, reagują na kampanię wyborczą Roberta Biedronia? To przecież jeden z tych obszarów kraju, gdzie PiS ma szczególnie silne wpływy. Robert pojawi się tu niebawem w ramach kampanii…

Ta kampania jest ogromnym wyzwaniem, a na Lubelszczyźnie stoimy przed szczególnie trudnym egzaminem. Nie jestem hipokrytą, więc nie będę udawał, że Lubelszczyzna jest dla kandydata Lewicy łatwa. To region w ogóle trudny dla lewicy, w dużym stopniu wiejski i im dalej od Lublina, tym bardziej słabnie zrozumienie dla wartości bliskich Robertowi Biedroniowi. Nie można oczywiście mieć pretensji do ludzi o to, że posiadają takie czy inne poglądy, ale nie ukrywam, że często smuci mnie i martwi poziom zajadłości i wrogości, prezentowany często w środowiskach wiejskich, zwłaszcza tych, która ulegają wpływom proboszczów. W części gmin Lubelszczyzny przyjęto niestety haniebne deklaracje przeciw LGBT. Myślę jednak, że u podstaw tych przekonań nie leży autentyczna nienawiść. Jest to raczej efekt niedostatecznego uświadomienia, czasem wykluczenia cyfrowego, a z całą pewnością efekt dzielenia Polaków przez PiS. Ale nie poddajemy się i z niecierpliwością czekamy na wizytę Roberta w regionie. Pod koniec lutego spotkamy się z nim we Włodawie, na wschodniej rubieży, gdzie będzie gościł na zaproszenie burmistrza Wiesława Muszyńskiego. Miejsce zostało wybrane nieprzypadkowo. Chcemy z perspektywy kresowego miasteczka zaprezentować Biedronia, jako człowieka potrafiącego skutecznie zaangażować się zarówno w sprawy metropolii, jak i powiatu. Wierzę, że Włodawa ciepło przyjmie Roberta.

Wspomniany prezydent Włodawy Wiesław Muszyński, który jest z Lewicy, złożył propozycję partnerskiej współpracy francuskiemu Saint-Jean-de-Braye, które zawiesiło współpracę z Tuchowem, po tym, jak jego radni przyjęli homofoniczną deklarację przeciw LGBT…

Tak, to dobra deklaracja, pokazująca, że nie wszystkie samorządy, także te na ścianie wschodniej, reprezentują zamknięte, ciasne, konserwatywne poglądy. Cieszy mnie ta deklaracja, bo w jakimś stopniu może się ona przyczynić do zatarcia złego wrażenia, jakie wywierają w Unii Europejskiej homofobiczne zachowania prezentowane przez część samorządów i instytucji w Polsce. Może przyczynić się do przywrócenia Polsce dobrego imienia, nadwerężonego przez ludzi reprezentujących konserwatywną ciasnotę.

Zupełnie niedawno, Robert Biedroń, ostro krytykując w Brukseli rządy PiS, użył sformułowania, że ta formacja „bardziej niszczy Polskę niż komunizm”. Ten zwrot zabolał część działaczy i wyborców lewicy, zwłaszcza tych starszych, których lata aktywności życiowej i zawodowej lub przynajmniej ich część, przypadła na okres Polski Ludowej, a to ona określana bywa często jako tzw. „komunizm”. Zabolało ich to, sprawiło przykrość, bo budowali tę Polskę, pracowali dla niej uczciwie. Czy Robert Biedroń jakoś się do tego odniesie?

Znam Roberta i wiem, że nie ma on urazu do PRL i docenia walory tego okresu, bo takie były. Robert na pewno nie jest tzw. „antykomunistą”. Myślę, że szukając silnego argumentu retorycznego w emocjonalnym przemówieniu krytycznym wobec PiS użył akurat takiego, który szczególnie PiS zaboli, użył sformułowania z języka zapiekłej, agresywnej prawicy. To był błąd retoryczny, ale znam Roberta i jestem pewien, że odnosi się on z szacunkiem do pokolenia które pracowało w PRL i do dokonań tamtych czasów, bo takie też tamtym ustroju były, nie tylko błędy. Myślę, że Robert jeszcze się do tego odniesie.

Jakie plany na najbliższe tygodnie?

Przed nami nawał pracy. Aktywnie zbieramy podpisy na rzecz naszego kandydata. Umówiliśmy się w gronie koalicjantów, że zbiórkę poprowadzimy przy pełnym zaangażowaniu struktur i sympatyków. Będzie to dla nas prawdziwy test na skuteczność. W całym województwie lubelskim powołałem Komitety Poparcia Roberta Biedronia. Z przyjemnością dodam, że za pośrednictwem strony robertbiedron.pl zgłaszają się licznie wolontariusze zainteresowani pomocą w kampanii. Jest wśród nich wielu ludzi młodych i bardzo młodych. Już dziś dziękuję im za ich pracę, za to co robią naprawdę wspaniale. Powołaliśmy koalicyjny regionalny sztab. Trud kierowania nim i odpowiedzialność za organizację kampanii wzięła na siebie moja znakomita koleżanka z Białej Podlaskiej, posłanka Monika Pawłowska, dotychczas związana z Wiosną. Ja odpowiadam za przepływ informacji w ramach wszystkich komitetów poparcia w województwie. Jest z nami także koleżeństwo z Lewicy Razem – dr Magdalena Długosz i Mateusz Roczon. Stale przyświeca nam jedna myśl – nie wolno lekceważyć wyborców. O tym, czym to się może skończyć, boleśnie przekonał się pięć lat temu Bronisław Komorowski. Dzięki takim spotkaniom, jak to, które czeka nas niedługo we Włodawie, Robert będzie miał świetną okazję zaprezentować się jako Polak i obywatel, jeden z nas. Naszym zasadniczym celem jest zwycięskie starcie Biedronia z aktualnym rezydentem Pałacu Prezydenckiego. W tej walce zwycięzca może być tylko jeden. Wierzę, że nie wszyscy mieszkańcy województwa lubelskiego godzą się na „wsamraśną” Polskę z twarzą schorowanego Jarosława Kaczyńskiego i jego uległego wasala w pałacu prezydenckim.

Jakie przesłanie dla mieszkańców województwa lubelskiego rekomendujesz Robertowi Biedroniowi?

Nasze województwo jest nadal w ogonie Europy. Niskie płace, infrastruktura wymagająca modernizacji, młodzi, którzy po ukończeniu szkoły wyjeżdżają w inne części kraju, koszmarnie zadłużone szpitale samorządowe, to oczywiście nie wszystkie bolączki regionu. Jest ich znacznie więcej. Wyborcy muszą czuć się docenieni przez kandydata, jego program musi być przekonywujący. Ja ze swojej strony namawiam Roberta do położenia większego akcentu na prawa pracownicze. Należy docenić, że udało się na tym polu osiągnąć wiele. Jednak w tym wszystkim nie można zgubić człowieka i jego naturalnych potrzeb. PiS np. na sztandar wynosi sprawy socjalne, m.in. cykliczne podnoszenie minimalnego wynagrodzenia za pracę. Od stycznia br. minimalna płaca powinna wynosić 2600 zł. I rzeczywiście pracodawcy stosują nowe regulacje. Jest jednak pewien haczyk, który pozwala pracodawcom sektora państwowego i samorządowego „kreatywnie”, czyli niekorzystnie dla pracowników, kształtować ścieżkę dochodzenia do wypłaty określonej przez przepisy. Niestety, aktualnie wzrost płacy minimalnej powoduje spłaszczenie płac, które negatywnie odczuwają osoby zarabiające miesięcznie ponad 2600 zł, zatem to one poniosą stratę. Na papierze wszystko się zgadza – pracownik dostaje minimum krajowe, więc podwyżki dawać nie trzeba. Jak czuje się osoba z 30-letnim stażem, która zarabia tyle samo, co nowy pracownik od pierwszego dnia pracy? Ustawodawca tego nie przewidział. W sektorze publicznym problem nawarstwia się od lat, spłaszczane są sukcesywnie siatki wynagrodzeń. Należy podkreślić, że problem ten dotyczy dziesiątków tysięcy pracowników administracji samorządowej, rządowej itd. Ci ludzie mają prawo czuć się pokrzywdzeni. Ta sytuacja powinna być jak najszybciej załatwiona. OPZZ od lat postuluje wyłączenie wszystkich dodatków tak, żeby płaca minimalna stała się wynagrodzeniem zasadniczymi, czyli podstawą, do której dodatki są doliczane. Dodatek powinien być dodany do podstawy, a nie traktowany jako część składowa. Ze strony polityki państwa przymykanie oczu na tego typu praktyki uważam za niedopuszczalne. Jeżeli rząd PiS boi się pracodawców i nie ma odwagi na merytoryczną dyskusję, to niech zaproponuje rozwiązanie alternatywne. Ja jestem przekonanym zwolennikiem skrócenia czasu pracy. Może się wydawać, że skrócenie czasu pracy przy tych samych zarobkach musi oznaczać podwyżkę płac – pracujemy krócej za takie same pieniądze. Ale musimy też pamiętać, że życie nie powinno ograniczać się do pracy, nawet jeżeli praca jest w jego centrum. „Solidarność” wymogła na PiS zakaz pracy w niedzielę, Lewica ma szansę pójść dalej – pracujący mieliby więcej czasu na realizację własnych potrzeb, na sport, kino, na kulturę, na odpoczynek. Będę namawiał Roberta Biedronia do skorzystania z moich pomysłów. Myślę, że mieszkańcy województwa lubelskiego, szczególnie ci, którzy żyją z płacy minimalnej z wdzięcznością przyjmą inicjatywę zmian przepisów kodeksu pracy. PiS coraz bardziej dowodnie pokazuje, że przypisywana mu przez niektórych „lewicowość”, to bujda na resorach, to mistyfikacja, za którą kryje się ordynarny prawicowy populizm polegający na korumpowaniu grup społecznych. Chcemy udowodnić, że to my jesteśmy prawdziwą, wrażliwą społecznie lewicą i udowodnimy to.
Dziękuję za rozmowę.

Polska godności, nie Polska pogardy

Kraj, w którym nikt nie będzie czuł się wykluczony, władze będą przestrzegały konstytucji i innych przepisów prawa, a pieniądze publiczne zamiast na zbrojenia pójdą na program budowy tanich mieszkań – taką wizję Polski nakreślił wczoraj na spotkaniu z warszawskimi sympatykami Robert Biedroń, kandydat Lewicy na prezydenta.

Przekonywał przy tym, że nie należy zrażać się sondażami, które na razie dają mu małe szanse nie tylko na prezydenturę, ale nawet na drugą turę. Przypomniał, że ubiegając się o stanowisko prezydenta Słupska też zaczynał od kilku procent, by ostatecznie zwyciężyć. Również Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, mówił Biedroń, nie dawano szans na prezydenturę. Tymczasem on stanął do wyścigu, wygrał i jest dziś wspominany jako najlepszy prezydent w historii III RP.

Prezydent, nie marionetka

Kwaśniewskiego Biedroń chwalił także za umiejętność rozmowy ze wszystkimi stronami sceny politycznej, prowadzenia dialogu ponad podziałami. – To lewica dała Polsce obecną konstytucję – oznajmił. Postawę ówczesnego prezydenta porównał ze stylem sprawowania urzędu przez Andrzeja Dudę i nie znalazł dla niego wiele ciepłych słów. Podkreślał, że Polsce jest potrzebna głowa państwa, a nie polityk sterowany przez szefa partii, która wyniosła go do władzy. Taki, który tak bardzo nie chce słuchać krytyki, że rozmawia tylko z tejże partii przedstawicielami.
Biedroń celnie zauważył, że wiele tematów w tej kampanii poruszy tylko on. Inni kandydaci bowiem za bardzo obawiają się spadku w sondażach, by mówić o świeckości państwa, prawach kobiet czy odchodzeniu od węgla.

Koniec z węglem

Temat węgla okazał się zresztą jednym z wiodących podczas spotkania. Na sali pojawili się przedstawiciele organizacji Greenpreace, którzy apelowali do Roberta Biedronia o jeszcze ambitniejsze działania w sprawach czystego powietrza i gospodarki opartej na  źródłach odnawialnych. Wskazywali, że gospodarcza transformacja musi dokonać się nawet pięć lat wcześniej niż do 2035 r.

Nadspodziewanie mało mówiono natomiast o sprawach typowo socjalnych, które przecież w programie kandydata – jak i w programie wspierającej go Lewicy – są fundamentalne. Robert Biedroń oznajmił jedynie, że zamiast kupować drogie amerykańskie samoloty bojowe, należałoby przeznaczyć te miliony złotych na program mieszkaniowy. Być może jednak o sprawach edukacji, transportu czy wreszcie wynagrodzeń i podatków jeszcze usłyszymy. Biedroń zaznaczył wszak, że jest politykiem z wizją, a takich, którzy od wizjonerstwa się odżegnują, raczej się boi. Doprecyzował też, że jego wizja to nowoczesne państwo dobrobytu.

Dobry prezydent, czyli kto?

Przez część spotkania kandydat krążył między rzędami zebranych, pytając: jaki powinien być dobry prezydent? Co w konstytucji jest dla was najważniejsze? Padały odpowiedzi: że głowa państwa powinna reprezentować całe społeczeństwo, a nie wprowadzać podziały. Mówili, że ważna jest dla nich prawda i otaczanie się przez głowę państwa kompetentnymi doradcami, a także, że chcieliby prezydenta, który jest szanowany i traktowany poważnie przez innych przywódców państw, nie zaś „obija się od ściany do ściany”.

Nie mogło zabraknąć przypomnienia o sukcesach Lewicy, które już miały miejsce. Biedroń przypomniał, że tę formację niemalże spisano już na straty. Tymczasem zjednoczenie SLD z jego strukturami, Razem z jego odważnym programem i Wiosny, wnoszącej nową energię, pozwoliło wprowadzić do Sejmu reprezentację, która merytorycznie i konkretnie punktuje rząd w debatach. Biedroń wyraził nawet nadzieję, że przyszłym premierem Polski będzie Włodzimierz Czarzasty lub Adrian Zandberg.
Ostatnie sondaże dają Robertowi Biedroniowi poparcie w granicach 11 proc. To lepiej, niż na starcie kampanii, gdy polityk nie przekraczał 10 proc., ale nadal wyraźnie niżej od Andrzeja Dudy i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Na obecną głowę państwa, według badania zamówionego przez Polska Press Group, chce głosować 41,3 proc. uprawnionych. Na kandydatkę KO – 24 proc.

Biedroń: polityka zagraniczna zaczyna się w domu

Sprawy obronności, polityki zagranicznej i bezpieczeństwa były wiodącym tematem konwencji kandydata Lewicy na prezydenta, w Świdnicy 15 lutego.

Robert Biedroń przedstawił wyborcom swoich przyszłych doradców w tych sprawach. Na czele Biura Bezpieczeństwa Narodowego po jego wyborczym zwycięstwie stanie Janusz Zemke, doświadczony parlamentarzysta i europarlamentarzysta Sojuszu Lewicy Demokratycznej, w latach 2001-2005 sekretarz stanu w MON. Szefową doradców ds. strategii bezpieczeństwa Biedroń zamierza natomiast uczyni komandor Bożenę Szubińską, byłą pełnomocniczkę MON ds. wojskowej służby kobiet i ekspertkę w tym obszarze. Obydwoje zabrali głos podczas konwencji: Szubińska, by zapowiedzieć, że prezydent Biedroń skończy z degradowaniem polskiego wojska, Zemke, by zapewnić, że będzie ono dobrem ponadpartyjnym.

Szkoły dają bezpieczeństwo

Sam Biedroń akcentował związek polityki zagranicznej z mądrą polityką społeczną, wewnętrzną.

– Gdy myślimy o bezpieczeństwie państwa, myślimy o sojuszach międzynarodowych i armiach. Ale polityka zagraniczna zaczyna się w domu. Bezpieczeństwo to przede wszystkim sprawne państwo, działające instytucje państwowe, solidarność społeczeństwa, troska o dobro wspólne, o obywateli i obywatelki bez względu na to, na jakie partie głosują i gdzie mieszkają. To sprawnie działające szkoły, szpitale i przestrzeń publiczna. To brak podziału na lepszych i gorszych, to nie zapaść w instytucjach publicznych – przemawiał Biedroń.

Nie zapomniał jednak również o tym, że bezpieczeństwo Polsce zapewniają mądre, przemyślane sojusze, obecność w strukturach międzynarodowych oraz dobrze wyposażone, nowoczesne wojsko. Zarzucił prawicy, że przez pięć lat rządów pokazała, jak bardzo tego nie rozumie.

WOT nie pomoże

– Wojny informacyjne, ataki propagandowe, konflikty zbrojne – przed tym nie obronią nas Wojska Obrony Terytorialne – ostro skrytykował ukochane dziecko ministra Macierewicza.

Jaką strategię bezpieczeństwa miałby prezydent wywodzący się z Lewicy? Biedroń wskazał sześć zasadniczych punktów: odbudowę relacji Polski z Unią Europejską, wzmacnianie i modernizację polskiej armii, odbudowę polskiego przemysłu zbrojeniowego, zwalczanie cyberzagrożeń, realizację nowoczesnych programów wojskowych, wreszcie utworzenie Centrum Rozwoju Wojska Polskiego – ośrodka badawczego, w którym wysokiej klasy naukowcy zajmą się pracą dla wojska Ekspercka wiedza ma być również kluczem przy podejmowaniu decyzji o zakupie nowych technologii na potrzeby armii. Podkreślał: Polska potrzebuje armii do budowania bezpieczeństwa, a nie po to, by żołnierze pięknie wyglądali na paradzie. Inaczej pozycja międzynarodowa Warszawy pozostanie taka, jaka jest obecnie – najsłabsza od 1989 r. – diagnozował kandydat Lewicy.

Jedyny postępowy kandydat

Polska potrzebuje prezydenta odważnego, który rozumie współczesny świat i nie boi się nowoczesności. Robert Biedroń na konwencji w Słupsku 19 stycznia pokazał, że może być takim prezydentem.

Inaugurację kampanii Roberta Biedronia w Słupsku należy zaliczyć do udanych. Wydarzenie było pełne energii, świeże i nowoczesne. Za lewicowym kandydatem stoi dziś silny lewicowyprogram. Także za sprawą Adriana Zandberga i Włodzimierza Czarzastego poruszonych zostało wiele kluczowych dla Polski tematów, a dzięki Monice Fiugajskiej głos otrzymało też młode pokolenie.

Robert Biedroń to bez wątpienia jedyny postępowy kandydat z tych, którzy stanęli do wyborów. O swojej progresywności mówił zresztą wiele, słusznie zwracając uwagę na stojące przed Polską wyzwania związane z zagrożeniem klimatycznym, ale też wiele czasu poświęcając kwestii mieszkalnictwa, dostępu do darmowej i efektywnej służby zdrowia, tanich leków, czy zrównoważonego rozwoju.

Wyjść poza metropolie

Lewica potrzebuje silnego przekazu, który dotarłby również do mieszkańców mniejszych miast i wsi. Do tej pory był to bastion konserwatyzmu i PiS-u, który pozorując walkę z neoliberalizmem udawał rzecznika tych regionów. Kampania Biedronia na takich obszarach może więc przynieść ogromne korzyści – także w perspektywie kolejnych wyborów.

Za Robertem Biedroniem bez wątpienia stoi też cały program zjednoczonej Lewicy i jest to bardzo mocny punkt całej jego kandydatury. Zacytujmy główne tematy: to 7,2 proc. PKB na służbę zdrowia, budowa mieszkań na wynajem, gwarantowana emerytura w wysokości 1600 zł, przywrócenie niezależności sądów, nowoczesna gospodarka, zrównoważony rozwój całego kraju, przywrócenie znaczenia Polski za granicą. Starsze, niezbyt trafione postulaty Wiosny, sugerujące raczej wspieranie prywatnej służby zdrowia czy akcentujące troskę o przedsiębiorców (którymi akurat w Polsce opiekuje się niemal każdy polityk) zniknęły. Jest solidny, realistyczny pakiet socjaldemokratyczny.

Projekt prezydentury Biedronia to przede wszystkim wizja prezydentury bardzo aktywnej, to przeniesienie jego doświadczeń z samorządności na prezydencki pałac. Biedroń przekonywał, że będzie głową państwa, która poważnie traktuje dialog społeczny, pomaga rozwiązać konflikty, zaprasza do stołu strony o rozbieżnych interesach. Właśnie takiej prezydentury potrzeba nam teraz w kraju, gdzie urząd ten został sprowadzony do roli długopisu dla Jarosława Kaczyńskiego.

Kandydat z ludu

Robert Biedroń bardzo dużo mówił na konwencji o sobie. O swoich małomiasteczkowych korzeniach, o wczesnych i trudnych doświadczeniach zawodowych, czy o doświadczeniach emigracyjnych. To podkreślanie ludowego i pracowniczego pochodzenia na pewno odróżnia go od innych kandydatów, którzy prześcigają się w szukaniu powiązań z elitami i szlachtą. Odcięcie się od wyścigu na słynnych przodków i skupienie na doświadczeniach zbiorowych, robotniczych to bardzo dobra decyzja, która może przynieść mu dużo poparcia wśród niezadowolonych z narastających w Polsce nierówności. Lewicowy kandydat sam zresztą mówił o potrzebie stworzenia w Polsce równych szans i walce ze społecznym wykluczeniem. Brakowało tylko wątku podatkowego: byłoby wspaniale, gdyby Biedroń rozwinął kwestię równych szans i wytłumaczył, że progresja podatkowa to pomysł na to, by walczyć o równość w praktyce.

Zdecydowanie wybrzmiał też silnie proeuropejski wymiar kandydatury Biedronia, choć jego zachwyt nad tym, co zobaczył na emigracji był – zbyt słabo – tonowany odniesieniem do polskiego poczucia godności i narodowego patriotyzmu.

Słuszny euroentuzjazm…

Teraz czas na więcej Roberta Biedronia w roli polskiego męża stanu. Bo takiego, będącego trochę „ojcem narodu”, prezydenta chce dziś polskie społeczeństwo. I dlatego niezbyt to dobrze, że fragmenty poświęcone polityce zagranicznej wypadły gorzej.

Robert Biedroń jest bez wątpienia zwolennikiem europejskiej integracji i umocnienia europejskiej obronności w porozumieniu z Unią Europejską, jako naszym głównym sojusznikiem. To świetna wiadomość i to zwłaszcza w kontekście szans na uniezależnienie się Polski (i Europy) od niebezpiecznej, awanturniczej polityki Stanów Zjednoczonych. Sojusz z USA pośrednio krytykował też sam kandydat, kiedy zwracał uwagę na fakt, że o działaniach Stanów Zjednoczonych i Donalda Trumpa PiS-owski rząd dowiaduje się dopiero z mediów. Były to potrzebne i mocne słowa, choć zabrakło tu na pewno sprzeciwu wobec obecności amerykańskich baz wojskowych na polskim terytorium.

… i zbędna rusofobia

Całkowicie zbędne wydaje się jednak dołączenie do politycznego wyścigu na rusofobię. Sceptycyzm wobec działań Kremla i krytyka tamtejszych, przecież nie lewicowych rządów są oczywiście bardzo potrzebne, ale ton, w którym kandydat na prezydenta przedstawiał Putina w roli jedynego złego był przesadny i niepotrzebny. To niepotrzebna kalka z liberałów, którzy własną niemoc w opisywaniu świata rekompensują budowaniem wizji wszechmogącego prezydenta Rosji.

Ale polską biedaszabelką nie należy też machać w kierunku ukraińskim – Ukraina i inne państwa regionu, jeśli tylko zechcą o to zawalczyć, mogą być wolne same z siebie. Nie potrzebują do tego polskiego neokolonializmu w duchu Giedroycia.

Lewicowy kandydat na prezydenta Polski powinien więc tworzyć warunki do współpracy ze wszystkimi sąsiadami i starać się o przyjaźń ze wszystkimi. Polska nie jest potęgą, ani krajem zdolnym do wypowiadania wojen światowym mocarstwom, a polscy politycy muszą też rozumieć przyczyny, dla których kremlowska narracja uległa nagłemu zaostrzeniu.

Lepiej poznać historię

Nieszczęśliwy był też dobór historycznych bohaterów. Giedroyć, Kuroń czy Piłsudski to nie są lewicowi bohaterowie! Jacek Kuroń aktywnie wspierał neoliberalne reformy Balcerowicza i tłumił związkowy opór – o czym możemy przeczytać m.in. w „Dekadzie przełomu” Michała Siermińskiego i co jest już raczej na lewicy wiedzą dość powszechną. Piłsudski to architekt zamachu stanu, dyktator i twórca politycznych więzień dla lewicowej opozycji (niedawno przypadała rocznica procesu brzeskiego!). Dlaczego nie odwołać się do Róży Luksemburg, Ignacego Daszyńskiego, Oskara Lange, Ludwika Krzywickiego czy Juliana Marchlewskiego? Lewica naprawdę musi ostatecznie zerwać z szukaniem swoich bohaterów na łamach „Gazety Wyborczej”! I dobrze, że podczas konwencji przemówił Włodzimierz Czarzasty, który stanowczo bronił dorobku PRL i zapowiedział, że nikt nie będzie polskim socjaldemokratom narzucał interpretacji przeszłości.

Charyzmatyczny i prospołeczny

A jednak mimo tych niedoróbek – Robert Biedroń jest lewicowym kandydatem. Dowodzi tego jego przywiązanie do spraw społecznych, do spraw ludzi pracy. Jako charyzmatyczny polityk daje też nadzieję, że do lewicowych spraw i recept przekonają się kolejni wyborcy. Wyrazista walka o świeckie państwo, o równość i tolerancję czy o ocalenie nas przed skutkami klimatycznej katastrofy są punktami, których nie poruszy nikt inny. Robert Biedroń może mówić o nich w sposób, który do jego kandydatury przekona nowy elektorat. Ten, który jest już zmęczony ciągłą hegemonią Jarosława Kaczyńskiego, a widzi, że Platforma Obywatelska przez lata w opozycji niczego się nie nauczyła i pozostała jedynie pustą partią władzy.

Będzie druga tura?

Czy Biedroń ma szanse na drugą turę? Z pewnością potrzebna mu jest i intensywna kampania wyborcza, i jeszcze bardziej radykalne hasła, które pozwoliłyby Robertowi Biedroniowi koncentrować na sobie uwagę mediów i opinii publicznej. Kampanię Lewica robić potrafi nieźle, co zobaczyliśmy w ubiegłym roku przed wyborami parlamentarnymi, gdy politycy z lewej strony sprawnie poruszali się po całym kraju i wrzucali kolejne tematy z programu do debaty. Do tego Biedroń ma niewątpliwy talent w robieniu na ludziach dobrego wrażenia, szybkim łapaniu kontaktu.

A naprawdę jest o co walczyć – nigdy wcześniej nikt w kampanii prezydenckiej nie mówił tak otwarcie o sytuacji głodujących emerytów i rencistów, o braku mieszkań i życiu w ścisku, czy o kolejkach do lekarzy i o lekach tak drogich, że ludzie biedni nie są już w stanie się leczyć. Taki prezydent byłby w Polsce zmianą o 180 stopni. Byłby trzęsieniem ziemi dla wszystkich neoliberalnych hegemonów, prawicowych klerykałów i rozmaitych rzeczników najbogatszych. I o takiego prezydenta warto się starać.

Biedroń rusza do walki

– Możemy mieć Polskę, w której funkcjonuje sprawna opieka zdrowotna, w której mieszkanie jest takim samym prawem, jak prawo głosu w wyborach, w której zarabiamy godnie, a na starość otrzymujemy godne emerytury – mówił na konwencji w Słupsku Robert Biedroń, już oficjalny kandydat SLD, Wiosny i Lewicy Razem.

Zachodnim zwyczajem polityk opowiedział zebranym w słupskiej hali historię swojego życia. Było o trudnej sytuacji rodziny w podkarpackim Krośnie, o konieczności emigracji zarobkowej, o działalności w organizacjach społecznych i wejściu do polityki. Padła też jasna deklaracja, że program Biedronia-prezydenta będzie kontynuacją idei zawartych w programie Lewicy na ostatnie wybory parlamentarne. Mówił o lepszej służbie zdrowia, budowaniu mieszkań, zagwarantowaniu wyższych emerytur. Zapewniał także, że będzie prezydentem otwartym i pozostającym w stałym kontakcie z wyborcami.

– Działania prezydenta powinny być poddawane społecznej kontroli. Jako prezydent będę spowiadał się ze swojej polityki przed parlamentarzystami i obywatelami – obiecał Biedroń. Deklarował, że będzie prezydentem dialogu społecznego: – Gdy rząd nie potrafi porozumieć się z różnymi grupami takimi jak nauczyciele, sędziowie, lekarze, prezydent powinien wchodzić do dyskusji, a nie jeździć na narty.

Wspólnego kandydata Lewicy mocnymi przemówieniami wsparli liderzy SLD oraz Razem.

– Polska potrzebuje prezydenta odważnego, który ma własne zdanie, rozumie współczesny świat i potrafi budować wspólnotę, a nie jak obecnie urzędujący sączy jad nienawiści. Takim prezydentem będzie Robert Biedroń – zapewniał Adrian Zandberg.

Lider SLD z jednej strony apelował o szacunek dla osiągnięć lewicy z przeszłości, w tym dla osiągnięć Polski Ludowej, z drugiej zaś z energią kreślił ambitne zadania na bliską przyszłość.

– Teraz mamy dwa zadania, wchodzimy do drugiej tury i roznosimy Dudę, a za 3,5 roku będziemy rządzili – mówił ku entuzjazmowi zgromadzonych.