Koniec Wiosny

Zapowiadane od dawna połączenie SLD i Wiosny coraz bliżej. W piątek 11 czerwca partia Roberta Biedronia ogłosiła samorozwiązanie.

Zaczynali jako fioletowi progresywiści, unikający słowa „lewica”, którzy swoją zupełnie nową jakością i stylem mieli przełamać duopol PiS-PO Gdy okazało się, że to nie takie proste, dołączyli do lewicowej koalicji i odtąd słyszeliśmy od ich lidera przy każdej okazji: „lewica zwycięża, gdy jest zjednoczona, a przegrywa, gdy jest podzielona”.

Faktycznie posłowie i posłanki Wiosny są dziś częścią klubu Lewicy, a niektórzy wręcz wyróżniają się swoją pracą w jego ramach. Z drugiej strony właśnie z Wiosny pochodziły obie posłanki, które z klubu w trakcie kadencji odeszły.

11 czerwca Zgromadzenie Ogólne członków Wiosny przyjęło decyzję o samorozwiązaniu. Dyskutowano też o tym, co będzie wyróżniało aktywistów tej partii, gdy zostaną już członkami Nowej Lewicy, na czym będzie polegała tożsamość „wiosennej” frakcji. Zjednoczenie ma bowiem zagwarantować Wiośnie współprzewodniczącego partii i współlidera jej struktur w każdym województwie. Dwaj współprzewodniczący partii zostaną wybrani na kongresie, który odbędzie się po pandemii.

Chociaż o zjednoczeniu mówiono od dawna, część uczestników Zgromadzenia Ogólnego wcale nie chciała likwidacji Wiosny. Smutek po decyzji podjętej przez większość zebranych wyraził na Twitterze śląski poseł Maciej Kopiec. Sekretarz generalny Wiosny Krzysztof Gawkowski demonstrował w mediach większy optymizm. Jego zdaniem „coś się kończy, coś się zaczyna”.

Biedroń znowu w trasie

Jeden z „trzech tenorów” Lewicy znowu ruszył w Polskę na bezpośrednie spotkania z wyborcami. Zaczął od Dolnego Śląska.

– Odwiedzimy wsie, miasta i miasteczka w całej Polsce. Będziemy na piknikach, ulicach i w parkach rozmawiać o tym jak dobrze urządzić Polskę po pandemii – zapowiedział europoseł we Wrocławiu. Jeszcze przed spotkaniem na rynku pojawił się na odsłonięciu muralu wyrażającego solidarność z białoruską opozycją. i spotkał się tam z jej liderką – Swiatłaną Cichanouską.

Jednak to nie sprawy międzynarodowe są najważniejsze podczas tej trasy. Biedroń, jak zwykle uśmiechnięty, znowu wychodzi do ludzi i przybliża lewicowe rozwiązania na czas odbudowy i powrotu do normalności.
W Opolu mówił o dostępności służby zdrowia, łatwiejszym znajdowaniu pracy przez młodych ludzi oraz o lepszej, nowoczesnej edukacji. To rozwinięcie wątków z ostatniej lewicowej konwencji. W Jeleniej Górze – o dostępności mieszkań dla młodych par i rodzin, o ułatwieniach w poszukiwaniu zatrudnienia oraz o mądrym wspieraniu niepełnosprawnych. Biedroń oraz towarzyszący mu posłowie Lewicy spotykali się z ludźmi bezpośrednio – w formule piknikowej, w sam raz na gorący początek czerwca.

Na pierwszej krótkiej trasie jest jeszcze Sieradz, tam jednak polityk dotrze już po zamknięciu tego numeru „Dziennika Trybuna”.

Narodowa Loteria Szczepionkowa

“Mieliśmy wstawać z kolan i mieliśmy być mocnym graczem w Unii Europejskiej i też szczepionki zdobywać. Pamiętam wszystkie buńczuczne deklaracje rządzących, że Polska sobie poradzi i zorganizuje ten system szczepień w najlepszy możliwy sposób nawet w Europie. A dzisiaj jesteśmy w ogonie, na 16. miejscu, jeżeli chodzi o szczepienia” – mówił w poniedziałek w programie “Graffiti” na antenie Polsat News Robert Biedroń, europoseł Lewicy.

Pytany o liczbę szczepionek odpowiadał, że “Polska miała sobie poradzić.”
“Pytam, gdzie są szczepionki? Przecież miał być Donald Trump i szczepionki ze Stanów Zjednoczonych, gdzie Polska miała być priorytetowo traktowana. Mieliśmy wstawać z kolan i mieliśmy być mocnym graczem w Unii Europejskiej i też szczepionki zdobywać. Pamiętam wszystkie buńczuczne deklaracje rządzących, że Polska sobie poradzi i zorganizuje ten system szczepień w najlepszy możliwy sposób nawet w Europie. A dzisiaj jesteśmy w ogonie, na 16. miejscu, jeżeli chodzi o szczepienia” – mówił Biedroń.

“Zamiast Narodowego Programu Szczepień mamy Narodową Loterię Szczepionkową. Kto ma szczęście, to wygrywa, a kto nie – to przegrywa, niestety”– dodawał eurodeputowany.

Walka z koncernami

“Inne rządy podejmują walkę z tymi wielkimi koncernami, które podpisały umowy na miliardy euro, które dostały wsparcie z kasy unijnej czy z poszczególnych krajów na prace nad szczepionką. Na przykład rząd Giuseppe Contego we Włoszech podjął już działania, żeby wejść w spór prawny z firmami farmaceutycznymi” – mówił Biedroń uznając to za element nacisku i sprawiedliwości społecznej.

“Te szczepionki były w dużej mierze sfinansowane ze środków publicznych, jeżeli chodzi o badania, obywatele i obywatelki Unii Europejskiej mają prawo do tego, żeby oczekiwać, że ktoś się tymi szczepionkami z nimi podzieli, że będzie ta dystrybucja sprawiedliwa. Dzisiaj nie jest. Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar zwraca uwagę, że być może trzeba by było skorzystać z prawa, w którym patent na szczepionkę będzie bardziej powszechnie dostępny i te mniejsze firmy farmaceutyczne będą mogły także podjąć się produkcji takiej szczepionki Pfizera czy innej firmy posiadającej patent” – dodawał.

Kto zarobił, kto straci

– “W czasie pandemii nie można za bardzo oglądać się na tych najbogatszych, którzy zarobili już na szczepionce miliardy” – powiedział, apelując o sprawiedliwą dystrybucję szczepionek.

Biedroń zarzucił również rządowi centralizację szczepień, unikanie pomocy ze strony samorządów i zwrócił uwagę na to, że seniorzy w kolejkach do szczepień mogą się zarazić nie tylko koronawirusem, ale i np grypą.

Sam sposób przeprowadzania akcji nazwał “chaosem” i dodał: “Ja będę szczepiony w takim tempie za trzy, cztery lata. To jest paranoja”.

Biedroń: nie podważać immunitetu poselskiego!

Robert Biedroń wysłał do Juana Fernando Lópeza Aguilara, szefa komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych w Parlamencie Europejskim, list dotyczący sprawy immunitetu posłanki Joanny Scheuring-Wielgus. Jak pisaliśmy na łamach „Trybuny”, Zbigniew Ziobro chce posłance immunitet odebrać.

Minister sprawiedliwości chciałby, aby parlamentarzystka Lewicy odpowiedziała za „złośliwe przeszkadzanie publicznemu wykonywaniu aktu religijnego” oraz za „obrażanie uczuć religijnych”. Miało do tego dojść 25 października, gdy posłanka wraz z mężem weszli do kościoła św. Jakuba w Toruniu z transparentami o treści „Kobieto, sama umiesz decydować” i „Kobiety powinny mieć prawo do decydowania czy urodzić czy nie, a nie państwo w oparciu o ideologię katolicką”. Pozostali w głównej nawie, stojąc w milczeniu, przez moment – być może nie dłużej niż minutę. Msza niedzielna odbywała się według zwykłego porządku.

Za„złośliwe przeszkadzanie” może grozić kara do dwóch lat więzienia.

Rękojmia wolności

Robert Biedroń w swoim liście przypomina, że immunitet parlamentarny ma długą historię i jest jednym z narzędzi gwarantujących demokratycznie wybranym przedstawicielom społeczeństwa możliwość swobodnego działania. Zaakcentował również rolę parlamentu i parlamentarzystów w kraju, gdzie wolność wymiaru sprawiedliwości budzi obawy.

Robert Biedroń przekonuje w swoim liście, dlaczego odebranie immunitetu posłance Lewicy w ogóle nie powinno być rozważane: polskie prawo gwarantuje parlamentarzystom nietykalność podczas wykonywania swojej pracy w Sejmie lub Senacie oraz innych czynności nierozerwalnie związanych ze sprawowaniem mandatu. Czy przyłączenie się do protestu obywatelek, w tym głosujących na Lewicę, nie było nierozerwalnie związane z pracą w Sejmie? Lewicowy europoseł nie ma wątpliwości, że tak. Przypomina również, że to policja potrafiła podczas kobiecych demonstracji pogwałcić immunitet poselski, np. w odniesieniu do Magdaleny Biejat, Macieja Kopca czy Anity Kucharskiej-Dziedzic z Lewicy. Żadne z nich nie było agresywne ani nie demonstrowało na terenie kościoła. A jednak Kopca przemocą zaciągnięto do radiowozu, a Biejat oberwała z bliskiej odległości gazem.

Zwołać komisję

Czego domaga się Biedroń? Niestety polskie obywatelki przekonały się już, że wyrazy solidarności z Europarlamentu nie wystarczą, by skłonić polskich prawicowych rządzących do zmiany sposobu rządzenia i traktowania kobiet. Lewicowy polityk jest jednak przekonany, że nie wolno rezygnować z nagłaśniania ekscesów Prawa i Sprawiedliwości. Stąd apel o zwołanie posiedzenia komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych i przyjrzenie się casusowi Scheuring-Wielgus.

Powód do dumy

Sama posłanka deklaruje w mediach, że nie boi się Ziobry. – Raz chciano mi odebrać immunitet, gdy wzięłam udział w proteście „Baby Shoes remember”, gdy wieszałyśmy symboliczne buciki na bramach kościołów, w obronie ofiar księży pedofilów. I co? I nic. Drugi raz, gdy podczas votum nieufności dla Ziobry przypomniałam aferę hejterską w Ministerstwie sprawiedliwości. I co? I nic – powiedziała Scheuring-Wielgus Portalowi Strajk. Dodała, że z takiego traktowania przez ministra sprawiedliwości jest wręcz dumna.

Pokampanijne refleksje

Każdy wynik wyborczy zasługuje na pogłębioną analizę i refleksję. Przede wszystkim ten, który jest poniżej oczekiwań. Wynik wyborczy Roberta Biedronia jest poniżej oczekiwań członkiń i członków SLD, ludzi lewicy, a na końcu poniżej oczekiwań moich i samego Roberta Biedronia.

Wiele osób uważa, że skoro po wyborach Lewica niezbyt chętnie komentuje wyniki I tury wyborów prezydenckich to znaczy, że niewiele ma do powiedzenia, albo jest ślepa na ich wyniki. Nie jest tak, że nie ma żadnych krytycznych refleksji, po wyborach, po pierwszej turze. Owszem są, i to całkiem sporo, a z czasem na pewno zostaną one pogłębione. Pomimo, że na profesjonalne analizy i opinie jeszcze przyjdzie czas, to o kilku sprawach powiem już teraz.

Po pierwsze: zwłoka

Po pierwsze, zaczęliśmy źle. Zbyt długo zwlekaliśmy zarówno z podjęciem jak i poinformowaniem opinii publicznej o decyzji, kto będzie startował na Prezydenta. Trzeba z tego wyciągać wnioski na przyszłość – np. jeśli Rafał Trzaskowski zostanie Prezydentem RP, to trzeba będzie szybko i sprawnie przeprowadzić proces decyzyjny, co do kandydata Lewicy na Prezydenta Warszawy.

Po drugie, odnoszę też wrażenie, że Lewica parlamentarna, w momencie, kiedy weszła do Sejmu, podświadomie uznała, albo niektórzy z jej przedstawicieli uznali, że właściwie najważniejsze się stało – wróciliśmy do Sejmu. Wyczuwalne było przekonanie, że wybory Prezydenckie są na pewno ważne, ale generalnie rzecz biorąc, wiele osób z nas nie czuło, że są najważniejsze. . Najważniejsze, to wrócić do Sejmu, a to się stało. Myślę, że w głowach wielu z nas było to błędne założenie. Przecież w polityce trzeba potwierdzać swoją wartość przy każdej okazji. Przecież, w polityce każde wybory są ważne, a najważniejsze te, które były ostatnie.

Polaryzacja, sezonowa nowość i Konfederacja

Pojawiła się teza, że wynik wyborczy Roberta Biedronia, ale również Władysława Kosiniaka-Kamysza, jest efektem polaryzacji sceny politycznej. Nie jest to w pełni prawdziwa teza, gdyż w ostatnich wyborach zawsze pojawiały się dwa czynniki: polaryzacji i nowości na scenie politycznej. Polaryzacja PiS-PO i elektorat, który szuka miejsca dla siebie: nowości, niezależności, chce głosować na te osoby, których jeszcze nie było w polityce. To był w pewnej chwili elektorat Palikota, Petru, później Kukiza, a także w początkowej fazie Wiosny.

Jednak, ta analiza nie wyjaśnia wszystkiego, bo przecież był Krzysztof Bosak. Kandydat skrajnej prawicy wybronił swoje 6 %. Czyli on jako kandydat i jego struktury potrafiły „przytrzymać” elektorat, ten, który swego czasu głosował na Konfederację.

Premia za jedność

Pamiętajmy, że gdy startowaliśmy w wyborach parlamentarnych, to realia były takie, że był ogromny głód lewicy. Głód zupełnie różnych, ale jednoznacznie lewicowych haseł. Były więc 3 partie lewicowe i 3 tenorów. To pokazało synergię Lewicy. Wyborca SLD mógł pomyśleć, że nie pasuje mu Biedroń, ale jednak program jest spójny więc zagłosuję na Lewicę. I tak samo wyborca Razem, myślał: mogę nie lubić Czarzastego, ale jednak jest tam Zandberg, który w jego oczach był gwarantem lewicowych społecznie haseł. A w tych wyborach siłą rzeczy był wyłącznie jeden kandydat. To nie do końca przekonało naszych wyborców, tzn. ludzi, którzy w 2019 roku zagłosowali na Lewicę i na lewicową wizję Polski, której gwarantem są właśnie zarówno Biedroń, jak i Zandberg czy Czarzasty.

Dużo osób do mnie dzwoni i pisze przekonując, że Robert w tych wyborach, był nie do końca sobą. A Lewica była nie do końca prawdziwą Lewicą – starała się być fajniejszą wersją Platformy Obywatelskiej – a przecież PO to jest inna partia, inni ludzie, inne wartości. Trzeba to wziąć pod uwagę. Musimy pamiętać, że Lewica, to jest system wartości socjalnych, wolnościowych, związanych z państwem świeckim, prawami kobiet, ale także patriotycznych – związanych z prawdziwą, niezakłamaną historią naszego kraju. Myślę, że chwilami ludzie mogli odnieść wrażenie, że nasz program, program Roberta, nie przedstawiał wszystkich tych wartości, że zapomnieliśmy o tych wartościach, a co za tym idzie nasz przekaz był niewystarczająco lewicowy. Nie podzielam w pełni tego wniosku. Program wyborczy Roberta zawierał w sobie lewicowe postulaty zarówno SLD jak i partii RAZEM i WIOSNA. Aby to sprawdzić, wystarczy wejść na stronę Roberta i jego konferencje z propozycjami wyborczymi. Z pewnością powinniśmy jednak wyciągnąć z tego wnioski, aby w przyszłości lepiej wyważyć akcenty stawiane w kampanii wyborczej, aby nie było wrażenia, że nie interesuje nas gospodarka czy rolnictwo, a jedynie sprawy światopoglądowe.

Ewidentnie chwilą załamania tej kampanii był moment ogłoszenia pandemii, kiedy koronawirus zaczął być postrzegany jako realne zagrożenie. Są sztaby i partie, które poradziły sobie lepiej i były takie, które poradziły sobie gorzej. Na pewno też przeanalizuje kwestie związane z funkcjonowaniem sztabu, aby w przyszłości wystrzec się popełnionych błędów. Niestety w trakcie pandemii kampania Biedronia nie potrafiła dotrzeć do elektoratu z przekonującym przekazem. Brutalnie mówiąc wykorzystać tego momentu, tak jak inne partie by dotrzeć do ludzi. Przypominam, że to był czas kiedy Lewica i jej kandydat miały 12%.

Gdzie poszli nasi wyborcy?

Po pierwsze 1 mln wyborców Lewicy zagłosowało na Rafała Trzaskowskiego. Ja analizuję to w sposób prosty, chociaż, dokonamy w tej sprawie oczywiście głębszej analizy na podstawie zleconych badań. Mianowicie mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem, które nazywam syndromem Andrzeja Rozenka, z czasów kiedy startował w wyborach na Prezydenta Warszawy. Andrzej dostał wtedy, jako kandydat do Rady Miasta, z okręgu śródmieście 5000 głosów, natomiast z tego samego okręgu, na niego, jako na kandydata na Prezydenta miasta, zagłosowało jedynie 1300 osób. Czyli wyborca postanowił poprzeć Rozenka do Rady Miasta, ale jednocześnie w wyborach prezydenckich zagłosował na Trzaskowskiego, przerażony wizją prezydenta Jakiego. W tym roku sytuacja się powtórzyła.
Pół miliona naszego elektoratu, poszło do Szymona Hołowni. Czyli do tego, który nigdy nie rządził, który mógł obiecać wszystko, tego który zbierał ten antyestablishmentowy elektorat i mówił „jak przyjdę ja, to wreszcie będzie dobrze”. Z tym elektoratem, oczywiście go w pełni szanując, jest tak, jak z cieniem wiatru, przylatuje, odlatuje. Zmienia zdanie, szuka swojego miejsca i szuka swojego miejsca przy osobach, które w danym momencie najbardziej są dla tego elektoratu wiarygodne. Tak jest z Hołownią. Nie chcę się zajmować jego przyszłością, ale znamy los wszystkich partii, które się na takim antypartyjnym przekonaniu budowały.

Biedroń to nie Ogórek

W jednej kwestii muszę przyznać, że jestem zadziwiony. Zadziwiony głosami porównującymi Roberta Biedronia i Magdalenę Ogórek. Niezależnie od wyników procentowych jest to bardzo mocno krzywdzące i dla Lewicy i dla Roberta. Abstrahując od drogi życiowej i politycznej, Robert jest człowiekiem, który był posłem, jest europosłem, był prezydentem Słupska, od kilkunastu lat był i jest działaczem o prawa mniejszości, w tym osób LGBT. Ma swoją historię. Ma bardzo precyzyjny zarówno życiorys jak i poglądy. Jest człowiekiem Lewicy. Jest człowiekiem bardzo wartościowym. Dlatego bardzo nieuczciwe jest porównywanie tych dwóch postaci. Ale tym, którzy jednak je porównują, powiem taką rzecz: miejcie w sobie trochę refleksji. Za Roberta nie będziemy się wstydzić i się nie wstydzimy, za Roberta nie będziemy nigdy przepraszać. Bo jest człowiekiem takim samym, jeśli chodzi o wartości, o lewicowość jak my. Nie spodziewam się, że Robert zmieni poglądy i zacznie pracować w jednym albo drugim medium.
A za Panią Ogórek przepraszaliśmy i się wstydzimy do dziś. Druga zasadnicza spawa jest taka, że po tej haniebnej bzdurze, którą zrobiliśmy z Magdaleną Ogórek, wypadliśmy z Sejmu. Bo jedną z głównych konsekwencji wystawienia Magdaleny Ogórek było właśnie to, że wypadliśmy z Sejmu. Przypomnę wszystkim tym, którzy bardzo łatwo o tym zapomnieli, że m.in. dzięki Biedroniowi, do tego Sejmu pół roku temu wróciliśmy.

Przepraszam i dziękuję

Kto jest za to wszystko odpowiedzialny? Takie pytanie będą, a w zasadzie już się pojawiają.

Jak ja to widzę? Każdy musi ocenić swoją rolę. Ja jestem za to odpowiedzialny. Dlatego, że jestem politykiem doświadczonym, dlatego że mogłem podejmować inne decyzje. Mogłem zwracać uwagę na to, czego widocznie nie zauważyłem, a jeżeli nie zauważyłem, to jest to wynik mojego braku oceny sytuacji. Nie będę szukał gdziekolwiek indziej odpowiedzialności.

Przy całej analizie dlaczego tak mało osób zagłosowało na Roberta, nie chciałbym zapomnieć o podziękowaniach dla tych, którzy na niego zagłosowali – bardzo Wam dziękujemy jako cała Lewica i mamy nadzieję, że zostaniecie z nami do kolejnych wyborów.

Przepraszamy tych, którzy na nas nie zagłosowali, bo coś zrobiliśmy źle sprawiając, że odwrócili się od nas w tych wyborach. Nie szukam winnych. Uważam, że bardzo dużą część odpowiedzialności powinienem wziąć na siebie – więc to robię, w sposób jasny i precyzyjny.
Na koniec podsumowania kampanii, chciałem tylko dodać, żeby wszyscy hejterzy i niedowiarki włożyli między bajki tezę, że gdyby nie Biedroń, a inna osoba kandydowała, to wynik byłby inny, lepszy. Nie wiem, czy byłoby lepiej czy gorzej. Najważniejsze jest to, że była osoba, która chciała kandydować, która reprezentowała te wszystkie wartości, w które wierzymy na Lewicy i której chcieliśmy pomagać.

Kongres Lewicy

Pytanie jest co dalej. Dalej będzie walka polityczna, normalna walka polityczna. W życiu zanotowałem wiele sukcesów i wiele upadków. Upadki bolą, z sukcesów się cieszyłem. Jesteśmy sumą naszych doświadczeń dlatego mogę o tym mówić ze spokojem. Miałem czas, aby to przemyśleć, i wiem, że Biedroń jest dla nas ważny. Tak samo jak wszyscy liderzy na Lewicy. Biedroń pokazuje system wartości i przesuwa granice dyskursu politycznego w Polsce. Nikt już się w Polsce nie będzie dziwił, że gej był kandydatem na prezydenta. Nikt w Polsce już się nie będzie dziwił, że zostały złożone w trakcie tej kampanii projekty ustaw dotyczące równości małżeńskiej. Nikt już nie będzie się dziwił, że Lewica to nie tylko sprawy socjalne, ale także sprawy związane z systemem wartości, z przestrzeganiem Konstytucji i praworządności. I to mamy dzięki niemu i za to mu dziękuję.

Podkreślę jeszcze raz, Biedroń, Zandberg i Czarzasty są tak samo ważni dla Lewicy. Razem tworzymy jej spójną wizję.

Teraz przyszłość. Na jesieni zwołamy Kongres Lewicy, który pokaże jak wygląda świat i Polska po pandemii. W trakcie pandemii ludzie najmniej zabezpieczeni ekonomicznie najbardziej odczuli jej skutki i my chcemy przeanalizować i pokazać, co zrobić, aby to się nie powtórzyło. Odbędziemy dyskusje na temat lewicowej wizji państwa, które, nie wtrąca się w życie obywateli, ale pomaga im, gdy jest taka potrzeba.

Na jesieni odbędzie się także Kongres zjednoczeniowy SLD i Wiosny. Pandemia z przyczyn formalnych przesunęła nasz kalendarz polityczny. Jest to dla nas niezmiennie istotne, ponieważ wiele nas łączy a przede wszystkim mamy wspólna wizje Polski.

Co dalej z wyborami prezydenckimi?

Nikt nie będzie szantażował ludzi lewicy, co maja z wyborami zrobić i na kogo zagłosować. My sami potrafimy dokonać wyboru i podejmować decyzje. Tak jak zawsze mówiłem, nigdy nie zagłosuję na PiS i Dudę – uważam ich za władzę łamiącą Konstytucję, która powinna zostać postawiona przed Trybunałem Stanu. Rafał Trzaskowski, niestety nie reprezentuje moich poglądów: ani nie będzie dbał o prawa mniejszości, ani nie zliberalizuje ustawy o przerywaniu ciąży, ani nie zrobi porządku z przywilejami kleru, ani nie zadba o najuboższych. Ale zagłosuję na Trzaskowskiego, bo w walce o przyszłość Polski jego wizja daje szansę na normalność. Wierzę, że jego prezydentura przyczyni się do dekonstrukcji złej władzy PiS-u.

Szanuję uwagi krytyczne. Jednocześnie wiem, że w czasach przesileń politycznych z jam wychodzą mali ludzie, którzy są specjalistami od wielkich wizji. Zwykle zapominają o tym, że Lewica jest w Sejmie – bo się z tego nigdy nie cieszyli. I wiem, że po dwóch tygodniach do jam wracają. A my musimy iść do przodu. Aby zakończyć jednak pozytywnym akcentem najnowsze badania poparcia dla partii politycznych pokazują, że nie ma przełożenia między wynikiem Biedronia a poparcie dla Lewicy.

Lewica była, jest i będzie. Jesteśmy i będziemy w Waszych miastach i powiatach. Jesteśmy i będziemy w Sejmie. Będzie reprezentować Wasze wartości. Będziemy bronić Waszych interesów. Dostaliśmy lekcję, ale wyciągniemy z niej wnioski. Mamy twardą skórę. Nie cofniemy się w walce o lepszą Polskę.

Jak kompromitujący jest wynik Biedronia?

Biedroń niewątpliwie miał potencjał, ale poległ z kretesem.

Niecałe 2,5 proc. głosów dla kandydata CAŁEJ lewicy mówi z jednej strony o tym, że kandydatura Roberta Biedronia nie była tak uniwersalnie lewicowa, jak tego oczekiwano, a z drugiej – każe się zastanowić nad kondycją polskiej lewicy. Być może po raz kolejny zgubiła ją wiara w siłę nazwiska, które wystawia? A może znów straciła czujność po tym, jak w październikowych wyborach udało się jej wprowadzić do Sejmu 49 posłów i posłanek? To miał być początek odbudowy jej siły politycznej, a nie powód do tego, by spocząć na laurach.

Robert Biedroń w trakcie kampanii sprawiał wrażenie niezbyt zdeterminowanego, choć jak zwykle był uroczy, zachowywał i wypowiadał się poprawnie, uśmiechał się szeroko i chętnie pozował do selfie ze swymi fanami i fankami.

Po poznaniu wstępnych, szokująco niskich wyników, nieco zawstydzony nieporadnie wyrzucał z siebie nieznaczące frazesy o tym, że czasem się wygrywa a czasem przegrywa, a lewica ma piękne wartości o które warto się bić.

Tylko kto ma się o nie bić? Bo wynik Biedronia wskazuje jasno, że nie udało mu się porwać wyborców i wyborczyń nawet do postawienia krzyżyka przy jego nazwisku. O jakiej walce ideologicznej może więc tu być mowa?
Absolutnym zwycięzcą tej kampanii pozostaje z pewnością Szymon Hołownia, który – jak się wydaje – podebrał sporą część wyborców Biedroniowi. Jest w podobnym wieku, część postulatów prozwierzęcych i proklimatycznych miał bardzo zbliżoną do programu kandydata lewicy, ale nie wzbudzał takich kontrowersji. Deklarował, że utrzyma tzw. kompromis aborcyjny, chciał rozdziału państwa od Kościoła, mówił o reformie ochrony zdrowia i wsparciu dla osób starszych oraz z niepełnosprawnościami.
Być może w kraju, w którym uniwersalnym „wrogiem publicznym”, którym straszy prawica jest wciąż gender oraz „lobby” LGBT, orientacja seksualna kandydata na prezydenta ma jednak większe znaczenie, niż się spodziewano.

Dla Lewicy wynik Hołowni powinien stanowić ostateczny wake up call – bo oto „katol” zaproponował dość lewicowe postulaty i przekonał Waszych wyborców i wyborczynie skuteczniej, niż Wy.

Być może formalne zjednoczenie polskiej lewicy nie rozwiązuje problemu?
Być może nadal Lewica nie słucha społeczeństwa wystarczająco uważnie.
Wydaje się, że można zaryzykować twierdzenie, że sukces Hołowni polega na tym, że jest dość wyraźnym, przekrojowym odbiciem polskiego społeczeństwa – wciąż silnie katolickiego, ale coraz bardziej otwartego na dialog (i co najważniejsze – na słuchanie drugiej strony) i coraz bardziej świadomego klimatycznie, ekologicznie oraz prawno-zwierzęco.

Nie wszystko stracone

Zanim napiszesz na Fejsbuniu, że wszystko przepadło, a Lewica powinna się samorozwiązać, bo oto faszyści już prawie doszli do władzy, pomyśl, lewicowy wyborco – nie jesteś jedynym wkurzonym i rozczarowanym. Sytuacja, która właśnie się wydarzyła nie powinna być dla ciebie zaskoczeniem, a co więcej – nie jest też niczym szczególnie strasznym.

Wynik Roberta Biedronia jest oczywiście beznadziejny. Kampania, początkowo rachityczna, na końcowym etapie zrobiła się całkiem niezła. Ale nawet gdyby Biedroń był tym fajnopolackim Biedroniem sprzed półtora roku, nową nadzieją, a nie politykiem przede wszystkim zmęczonym i z nadszarpniętą reputacją, nawet gdyby jego kampania, pod dowództwem Dziemianowicz-Bąk, przy stałym wsparciu Zandberga przepełniona byłaby prospołecznymi akcentami, przybijaniem piąteczek z górnikami i przemowami w stylu Luthera Kinga, Biedroń i tak by te wybory przerżnął z kretesem.

28 czerwca porażki, mniej lub bardziej dotkliwe, ponieśli wszyscy kandydaci poza dwójką reprezentantów hegemonicznych partii. Czy ktoś jeszcze pamięta, że jeszcze kilka miesięcy temu Władysław Kosiniak-Kamysz, nazwany przez żonę „tygrysem” szykował się do skoku na drugą turę, gdzie, jak wskazywały sondaże, miał rozszarpać Andrzeja Dudę? Wyborcy PSL widzieli w nim lidera, pierwszego od czasów Pawlaka polityka ludowców, który będzie sprawował najwyższe urzędy w państwie. I co zrobili wyborcy PSL? Uznali, że ważniejsze od rozwoju ich partii jest dodanie otuchy facetowi z dużego miasta, który w sondażach był numerem dwa, najsilniejszym nie-Dudą. Mimo oczywistej klęski, nie sądzę by ktokolwiek z PSL domagał się dymisji Kosiniaka-Kamysza, ani histerycznie wzywał do drastycznych zmian. Oni po prostu wiedzieli, że ich kandydat nie miał szans.

Katolicki showman Hołownia, który po kompromitacji Kidawy-Błońskiej ostrzył sobie zęby na drugą turę, również już kilka tygodni temu dał sobie spokój z walką, wiedząc, ze miejsce na podium i dwucyfrowy wynik ma w kieszeni. Dziś mówi, że to dopiero początek jego historii. Nie panikuje też Bosak, który mimo milionów wpompowanych w budowanie wizerunku i sprawnie przeprowadzonej kampanii opartej na nienawiści i teoriach spiskowych, zdołał jedynie powtórzyć wynik Konfederacji z wyborów parlamentarnych. Ale pewnie i on liczył się z takim rozstrzygnięciem.

Błędem jest postrzeganie pierwszej tury wyborów prezydenckich jako plebiscytu sympatii dla formacji politycznych. Tu zadziałały zupełnie inne emocje, niestety – po raz kolejny te same, Głównym determinantem postaw przy urnach był wybór pomiędzy poparciem dla faworyta obozu władzy a jego głównym konkurentem. Trzaskowski wszedł do gry w idealnym momencie – kiedy społeczeństwo dochodziło do siebie po pandemii. Wykorzystał to dobrze – nie zdążył znudzić sobą elektoratu, zbłaźnić się jak Kidawa, wyborcy KO nie musieli się go wstydzić. Rafałowi Trzaskowskiemu jako jedynemu ze kandydatów udało nie tylko skonsolidować elektorat swojej partii (zrobił to też Duda) ale również przekonać do siebie wyborców innych opozycyjnych ugrupowań.

Robert Biedroń wyglądał na wieczorze wyborczym na zdruzgotanego. Niby się jak zwykle uśmiechał, ale miał łzy w oczach. No cóż, emocje rzecz ludzka, ale czy naprawdę spodziewał się innego rezultatu? Czy na więcej liczył jego sztab? Czy wystawienie Biedronia nie było przypadkiem zagraniem na alibi – rzuciliśmy do boju najbardziej rozpoznawalnego, cóż mogliśmy zrobić więcej? Dlaczego tak długo szukano kandydata? Może nikt nie chciał być tym, który poniesie spodziewaną klęskę? Wreszcie – lewicy wyraźnie brakowało kasy na rozniecenie wyborczego ognia. Brakowało nawet bilboardów.

Za szkodliwe i głupie uważam wygłaszanie apokaliptycznych sądów o śmierci lewicy w Polsce. Socjaldemokraci są w Sejmie, przynajmniej kilkoro posłów błyszczy na tle ponurego politycznego bagna. I nic nie wskazuje na to, by miało nastąpić załamanie jej notowań. Skąd więc ta erupcja autoagresji? Wyborcy lewicy, a tym bardziej jej zaangażowani sympatycy to bardzo specyficzna grupa. Tacy już są – idealistycznie uroczy, żyjący marzeniami najbardziej odległymi, ale też najbardziej krytyczni wobec swoich reprezentantów. Ich kandydat miał najlepszy program i merytoryczną kampanię. To jednak nie była potyczka, w której można było skutecznie powalczyć o realizację tych naszych marzeń. Na to jeszcze będziemy musieli poczekać. Mam pewność co do jednego – nie przybliży ich samobiczowanie.

Na lewo patrz

Szewc Fabisiak ma serce po lewej stronie nie tylko z anatomicznego punktu widzenia. Dlatego też w wyborach prezydenckich poparł lewicowego kandydata.

Wyborcy z sercem po lewej stronie długo nie mieli z tym problemu. Jedynym lewicowym kandydatem był bowiem Robert Biedroń. Natomiast niemal w ostatniej chwili do grona pretendentów dołączył przewodniczący Unii Pracy Waldemar Witkowski. Szewc Fabisiak nie widzi w tym nic zdrożnego uważając, że pluralizmu – także po lewej stronie – nigdy nie za dużo. Szewc Fabisiak jest bowiem zdania, że siła tkwi nie tylko w jedności, ale i w różnorodności, a im więcej wybrzmiało w kampanii lewicowego przekazu, tym lepiej.

Porównując zapowiedzi programowe poszczególnych uczestników wyścigu prezydenckiego szewc Fabisiak doszedł do wniosku, że najbardziej nośne społecznie treści prezentują obydwaj kandydaci lewicowi i do pewnego stopnia Władysław Kosiniak-Kamysz. Przy czym ich oferty odnosząc się do kwestii społecznych równocześnie mieszczą się w szeroko pojętym katalogu lewicowych wartości. A przy tym wyrażały się odwagą w podejmowaniu tematów, które inni ze względów ideowych bądź koniunkturalnych starają się unikać. To właśnie Robert Biedroń w sposób otwarty i jednoznaczny stawia relacje między państwem a Kościołem wskazał na jego nadmierne uprzywilejowanie oraz ciągnięcie środków z państwowej kasy, podczas gdy inni, poza prokościelną i konserwatywną prawica, usiłowali się migać nie chcąc sobie zrazić katolików i sutannowej hierarchii chyba też. To Waldemar Witkowski jako jedyny opowiadał się za możliwością adopcji dzieci przez pary homoseksualne wskazując nie bez racji, że dla dzieci pozbawionych rodziców lepsze jest dorastanie w środowisku kochających się ludzi niż w Domu Dziecka. Szewc Fabisiak rozwija tę myśl, pytając retorycznie dlaczego możliwe jest przykładowo wychowywanie dziecka przez dwie kobiety, z których jedna jest dla niego matką a druga córką a wychowaniem przez dwie kobiety nie powiązane układami rodzinnymi.
Biedroń przebił wszystkich konkurentów postulatem przekazania 7, 2 proc. PKB na służbę zdrowia. Wiadomo, że to nie prezydent o tym decyduje. Jednak może on zgłosić stosowną inicjatywę ustawodawczą pod obrady Sejmu. I wówczas – jak zauważa szewc Fabisiak – sejmowa większość miałaby nielichą myślówę. Przyjąć nie wypada, gdyż oznaczałoby to poparcie dla prezydenta z wrażej opcji a poza tym wpłynęłoby negatywnie na wizerunek formacji rządzącej, która sama na taki pomysł nie potrafiła wpaść. Odrzucić też nie bardzo można skoro nieustannie gardłuje się w temacie socjalnej troski o obywatela i jego rodzinę. Niezręcznie byłby też tłumaczyć się brakiem pieniędzy w budżecie, kiedy prezes NBP mówi o niezliczonej ilości gotówki, gospodarka kwitnie i się dynamicznie rozwija a państwo nie szczędzi kasy na kolejne programy plus o telewizji zwanej publiczną nie wspominając. Podobna sytuacja dotyczyłaby i innych prezydenckich inicjatyw. Dlatego też pisowskiemu blokowi tak zależy na tzw. harmonijnej współpracy między rządem a prezydentem czyli wspólnej i bezkonfliktowej realizacji dyrektyw prezesa. W planach Biedronia znalazł się również rozwój budownictwa mieszkaniowego, co ma na celu nie tylko zapewnienie ludziom, zwłaszcza młodym dopiero rozpoczynającym życie zawodowe, godziwego miejsca na ziemi, lecz także uruchomienie całej machiny innych rodzajów wytwórczości. Szewc Fabisiak przypomina, że przed ponad 20 laty właśnie poprzez wprowadzenie masowego programu mieszkalnictwa Hiszpania wydobyła się z głębokiej zapaści ekonomicznej i radykalnie zmniejszyła poziom bezrobocia.

Z kolei w programie Witkowskiego szewc Fabisiak zwrócił uwagę na trzy elementy. Pierwszy to postulat siedmiogodzinnego dnia pracy. Drugi – rozwój a właściwie odbudowa spółdzielczości. Trzeci – przeorientowanie z USA na Europę. Szewc Fabisiak pamięta, że w czasach tzw. komuny działała prężnie spółdzielczość pracy. Pamięta, że to z całego niemal świata przyjeżdżano do Polski aby zapoznawać się z naszymi doświadczeniami. Dotyczyło to także spółdzielczości studenckiej i uczniowskiej co było ewenementem na skalę światową. W ramach prywatyzacyjnego amoku udupiono spółdzielczość argumentując, iż idea ta zawędrowała do nas ze wschodu, co już w samym swoim założeniu miało ją dyskwalifikować. Tymczasem pierwszą na świecie spółdzielnię założyli brytyjscy tkacze. Komuś najwyraźniej popieprzyły się kierunki geograficzne. Jako zdeklarowany pacyfista i humanista szewc Fabisiak popiera opinię Waldemara Witkowskiego wyrażoną w wywiadzie dla tygodnika PRZEGLĄD o bezsensowności ładowania miliardów dolarów w zakup amerykańskich samolotów F-35, które – jego zdaniem – już wkrótce staną się po prostu bezużyteczne.

Pierwsza tura wyborów prezydenckich pokazała, jak wielu z nas chce większych nakładów na służbę zdrowia, nowych mieszkań dla swoich dzieci, pracować przez siedem godzin czy też nie wyrażać zgody na finansowanie z naszych podatków amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, a ilu dało się wmanipulować w PO-PiSowe salonowe rozgrywki.

Do ludzi Lewicy!

28 czerwca czekają nas historyczne wybory prezydenckie. Polska zdecyduje, czy zrobimy krok naprzód, czy nadal będziemy stać w miejscu, przedłużając rządy prawicy o kolejne długie lata. Od lat ludzie lewicy zmuszani są przez otoczenie do głosowania na jedną lub drugą odmianę konserwatystów. W pierwszej turze nadchodzących wyborów możemy wreszcie powiedzieć: “dość!”.

Przez 15 lat rządów POPiS-u, prawa pracownicze były konsekwentnie ograniczane. Usługi publiczne jak ochrona zdrowia, mieszkalnictwo, czy transport stopniowo popadały w ruinę. Życie emerytów w ogóle się nie poprawia, a emerytom mundurowym siłą odebrano ich prawa i źródło utrzymania. Państwo funkcjonowało w symbiozie z Kościołem Katolickim. Jest tu bez znaczenia, czy wygra Andrzej Duda, Rafał Trzaskowski, czy jakikolwiek inny prawicowy kandydat ubiegający się o stanowisko prezydenta.

Czas z tym skończyć – kandyduję w wyborach prezydenckich ponieważ wiem, że Polsce niezbędna jest głęboka odnowa. Potrzebujemy świeckiego państwa i poszanowania dla Konstytucji. Musimy skończyć z uśmieciowieniem rynku pracy oraz z odbieraniem godności emerytom, szczególnie mundurowym, którzy poświęcili większość swojego życia służbie Polakom i Polkom. Zadbam o to, jako pierwszy od 15 lat lewicowy Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej!

Prezentuję państwu kluczowe sprawy, które w mojej ocenie muszą być natychmiast załatwione:

Emerytury mundurowe

PiS obniżył emerytury byłym pracownikom służb mundurowych. To skandal gdy ktoś, kto przez wiele lat ciężko pracował dla Ojczyzny, a ta po latach “odwdzięcza” mu się ona pozbawieniem środków do życia. To jest niesprawiedliwe i niekonstytucyjne. Niestety, prawica sprawiedliwość społeczną utożsamia z pracą dla swoich działaczy w Spółkach Skarbu Państwa, a samą Konstytucję traktuje jak nic nie warty papier. Wcześniej rządy Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego również nie zrobiły nic by za ciężką pracę wynagrodzić godną emeryturą.

Nie ma na to mojej zgody. Zrobię wszystko, by za służbę otrzymywano godną emeryturę, a w Polsce zapanowały rządy prawa.

Armia

Rząd spod znaku Antoniego Macierewicza zapomniał, że w armii niezwykle istotne są morale – a te nie mogą być wysokie, gdy oficerowie Wojska Polskiego z ogromnym doświadczeniem, muszą salutować klakierom ministra. To kolejny przykład obdzierania ludzi z godności. Przez takie nieodpowiedzialne i po prostu głupie zachowanie oficjeli z MON, z wojska odeszło wielu świetnych oficerów, także z doświadczeniem z międzynarodowych misji. To ogromna strata dla Polski i dla naszego bezpieczeństwa, bo to przecież kadra oficerska podejmuje decyzje, za które szeregowi żołnierze mogą zapłacić później życiem.

Jako prezydent skończę z zatrudnianiem w Ministerstwie Obrony Narodowej i Polskiej Grupy Zbrojeniowej partyjnych kolesi, którzy nie mają pojęcia o armii. Postawię na świetnie wyposażone Siły Zbrojne zamiast Wojsk Obrony Terytorialnej, które w obecnym kształcie są jedynie zabawką w rękach rządzących.

Rozdział Państwa od Kościoła

Niedopuszczalne jest to, że po tylu latach nadal nie doprowadzono do rozdziału państwa od Kościoła. Państwo nie powinno finansować Kościoła strumieniem pieniędzy podatników. Kościół powinien płacić takie same podatki jak każde inne przedsiębiorstwo, a ksiądz takie same podatki jak fryzjer czy taksówkarz. Rocznie państwo wydaje na tę instytucję ponad 3 miliardy złotych i to nie licząc przekazywanych nieruchomości. Taka kwota pozwoliłaby co roku budować 10 specjalistycznych szpitali. Niestety kolejne rządy prawicy, najpierw PO-PSL, później PiS, nic z tym nie zrobiły.

Musimy z tym w skończyć! Jako prezydent zlikwiduję Fundusz Kościelny, wprowadzę kasy fiskalne dla księży, wyprowadzę religię ze szkół oraz powołam komisję, która zbada i ukaże winnych przestępstwom pedofilli w Kościele.

Mieszkania

Jarosław Kaczyński z Andrzejem Dudą obiecywali młodym ludziom mieszkania – niestety w miejscach, w których miały powstać, wciąż hula wiatr. Poprzednie rządy też nie budowały. Proponowały za to młodym zmianę pracy i wzięcie kredytu, za to pozwalali zarabiać deweloperom. Ja proponuję milion mieszkań na wynajem zbudowanych przez państwo. Skoro w PRL Polska mogła zapewniać swoim obywatelom i obywatelom dach nad głową to niby dlaczego nie może zrobić tego III Rzeczpospolita, z nieporównywalnie większymi zasobami niż wówczas?

***

Drodzy rodacy! Droga Lewico!

Moją naczelną wartością jest Polska. Pragnę aby była domem ludzi wolnych, równych i solidarnych, aby była państwem sprawiedliwości społecznej. Zwracam się do wszystkich, którzy podzielają moje lewicowe poglądy i cenią sobie szacunek dla porządku konstytucyjnego Rzeczypospolitej Polskiej.

Skończmy z tym państwem z dykty! Jako prezydent zwiększę nakłady na służbę zdrowia do 7,2 proc. PKB, przywrócę uprawnienia emerytalne dla mundurowych. Zadbam o wielkie inwestycje, ale nie będą to megalomańskie projekty, z których znany jest PiS. Te inwestycje dadzą miejsca pracy i przyczynią się do podniesienia jakości życia milionów Polaków – mieszkania budowane przez państwowego dewelopera, nowoczesne szpitale w każdym powiecie, czysty i dostępny transport publiczny.

W jesiennych wyborach parlamentarnych zrealizowaliśmy wielkie marzenie milionów ludzi lewicy. Po czterech latach lewica wróciła do Sejmu, a po dwunastu do Senatu. Proszę Państwa, abyśmy ponownie pokazali naszą siłę. Pokażmy, że lewicową wizję Polski popierają miliony. Jednoznacznie odrzućmy wizję Polski PiS-owskiej.

Pierwsza tura wyborów prezydenckich nie zdecyduje o pozbyciu się z Pałacu Prezydenckiego Andrzeja Dudy. 28 czerwca możemy głosować sercem. A nie mamy wątpliwości, że kto jak kto, ale Czytelniczki i Czytelnicy „Trybuny” serce mają po lewej stronie.

Wierzę, że razem damy radę. 28 czerwca pokażmy jedność i odpowiedzmy się za zmianą. Proszę o Wasz głos! O głos na lewicę!

Do czytelników i czytelniczek Trybuny

Naszą naczelną wartością jest Polska, pragniemy, aby była domem ludzi wolnych, równych i solidarnych, aby była państwem sprawiedliwości społecznej. Zwracamy się do wszystkich, którzy podzielają nasze lewicowe poglądy i cenią sobie szacunek dla porządku konstytucyjnego Rzeczypospolitej Polskiej.

Kilka miesięcy temu Lewica wróciła do polskiego parlamentu, stało się tak dzięki wszystkim wyborcom, którzy chcieli zamanifestować swoje lewicowe poglądy i posiadać własną reprezentację w Sejmie. Przez ten czas posłanki i posłowie Lewicy złożyli szereg inicjatyw ustawodawczych: projekt ustawy przywracającej uprawnienia funkcjonariuszom służb mundurowych, projekt ustawy reprywatyzacyjnej, czy projekt ustawy zwiększającej nakłady na służbę zdrowia do 7,2 proc. PKB. Reprezentujemy interesy naszych wyborców i stoimy na straży łączących nas wartości.

Sukces nie jest jednak dany raz na zawsze. W polityce co jakiś czas wielkie obozy polityczne muszą potwierdzać swoją siłę. Dzisiaj przyszedł taki moment. Tak jak na jesieni, również na wiosnę musimy się policzyć. Pokazać, że Lewica to nie margines, ale jeden z najważniejszych nurtów polskiego życia politycznego. Na jesieni pokazaliśmy, że jest nas ponad 2 miliony. Na wiosnę musimy ponownie pokazać naszą siłę.

Dlatego prosimy Was o pełną mobilizację i głos na Roberta Biedronia, jedynego kandydata Lewicy w tych wyborach. 28 czerwca nie tylko będziemy głosować na konkretnego kandydata, ale również manifestować swoje poglądy. Prosimy o Wasz głos, ale również o przekonanie Waszych środowisk, członków Waszych Rodzin do głosowania na Roberta Biedronia. Oczekujecie od nas, abyśmy byli skuteczni w forsowaniu naszych pomysłów, ale musicie pamiętać, że im większe będzie Wasze poparcie dla Lewicy, tym nasz głos będzie donośniejszy i lepiej słyszalny.

Pragniemy emerytury minimalnej na poziomie 1600 złotych, podwyżki płacy minimalnej do 2700 zł oraz likwidacji umów śmieciowych. Walczymy o świeckie państwo i wycofanie religii ze szkół. Naszym celem jest budowa 1 mln mieszkań przez publicznego dewelopera oraz stworzenie 200 tysięcy nowych miejsc w przedszkolach i żłobkach.

Pierwsza tura wyborów prezydenckich nie zdecyduje o pozbyciu się z Pałacu Prezydenckiego Andrzeja Dudy. 28 czerwca możemy głosować sercem. A nie mamy wątpliwości, że kto jak kto, ale Czytelniczki i Czytelnicy „Trybuny” serce mają po lewej stronie.

Roberta Biedronia popiera Sojusz Lewicy Demokratycznej, Razem, Wiosna i Polska Partia Socjalistyczna. Robert Biedroń to nasz człowiek. Przez całe życie po lewej stronie sceny politycznej. Znakomity Prezydent Słupska, aktywny Poseł do Parlamentu Europejskiego, ale przede wszystkim jeden z ojców zjednoczenia Lewicy i powrotu Waszej reprezentacji do polskiego parlamentu.

Ostatnie dni były erupcją prawicowej nienawiści. Przywodzącej myślą najczarniejsze karty historii Polski, zabójstwo prezydenta Narutowicza, przemoc prawicowych bojówek, czy seanse nienawiści, które pamiętamy z lat 90. Historia uczy, że przed prawicowym naporem nie możemy się ciągle cofać. Przeciwnie, trzeba powiedzieć „no pasaran”. Dzisiaj jako jedyny te słowa wypowiada Robert Biedroń. My stoimy obok niego, aby postawić mur prawicowej nienawiści. Stańcie obok nas. 28 czerwca pokażmy, że są nas miliony. A potem rozpocznijmy ofensywę, aby odebrać Polskę z
rąk prawicy.