Weekend na torze Silverstone

W niedzielę na torze Silverstone zostanie rozegrany wyścig Formuły 1 o Grand Prix Wielkiej Brytanii, 10. runda mistrzostw świata. Walkę o zwycięstwo zapowiada Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes GP), triumfator pięciu poprzednich wyścigów na tym obiekcie.

Hamilton ostatni raz wygrał „u siebie” w 2017 r. W kolejnej edycji w 2018 był drugi, najszybszy okazał się Niemiec Sebastian Vettel z Ferrari, który w obecnym sezonie także zapowiada walkę o zywićestwo. Brytyjczyk jest aktualnie rekordzistą pod względem liczby zwycięstw w Wielkiej Brytanii, ex aequo z rodakiem Jimem Clarkiem oraz Francuzem Alainem Prostem. Wszyscy mają w dorobku po pięć wygranych wyścigów, Hamilton triumfował na Silverstone w latach 2008 i 2014-17.
O bardziej udanym niż dotychczasowe występie marzą także obaj kierowcy teamu Williams. Tym razem na torze Silverstone ma ich wspierać jako szef teamu sam Frank Williams, który 50 lat temu założył ten wyścigowy zespół. „Start na Silverstone to zawsze wielkie wydarzenie dla zespołu. Tor jest bardzo trudny, ale mam nadzieję, że zapowiadane zmiany w bolidzie przyniosą efekt” – powiedział Robert Kubica. Polak i jego partner z zespołu Brytyjczyk George Russell są po dziewięciu wyścigach jedynymi kierowcami w stawce, którzy nie zdobyli dotychczas punktu. Poi dziewięciu wyścigach w klasyfikacji tegorocznego sezonu mistrzostw świata Formuły 1 zdecydowanie prowadzą kierowcy ekipy Mercedesa – Hamilton ma 197 pkt, drugi Fin Valtteri Bottas 166. Trzeci jest Holender Max Verstappen (Red Bull-Honda) z dorobkiem 126 pkt.

W niedzielę kierowcy pokonają 52 okrążenia toru o długości 5,891 km, co oznacza, że przejadą dystans 306 km. Silverstone powstał po II wojnie światowej na bazie lotniska królewskich sił lotniczych RAF usytuowanego na pograniczu dwóch hrabstw – Buckinghamshire i Northamptonshire. 13 maja 1950 roku na obiekcie Royal Automobile Club (RAC) rozegrano pierwszy wyścig zaliczany do Formuły 1. Zwyciężył wówczas Włoch Nino Farina, a na trybunie zasiadł król Jerzy VI oraz jego córka, która trzy lata później objęła tron jako Elżbieta II. W miniona środę ogłoszono, że wygasająca po tym sezonie umowa Silverstone z organizatorami mistrzostw królowej sportów motorowych została przedłużona do 2024 roku.

 

Formuła 1: Żółwie tempo Kubicy

Wyścig o Grand Prix Austrii dość nieoczekiwanie wygrał Max Verstappen (Red Bull-Honda), który w końcówce wyprzedził prowadzącego od startu Charlesa Leclerca (Ferrari). Po raz pierwszy w tym sezonie nie triumfowali kierowcy Mercedesa – Valtteri Bottas był trzeci, a lider klasyfikacji generalnej Lewis Hamilton dopiero piąty. Tradycyjnie ostatni linię mety minął Robert Kubica.

Broniący w Austrii tytułu Brytyjczyk Lewis Hamilton został cofnięty o trzy pozycje na starcie niedzielnego wyścigu o Grand Prix Austrii, ósmej rundy mistrzostw świata Formuły 1. To oznacza, że drugi w kwalifikacjach kierowca Mercedesa GP ruszy z piątej pozycji. Sędziowie nałożyli na Hamiltona karę za zajechanie drogi Finowi Kimiemu Raikkonenowi (Alfa Romeo-Ferrari) podczas pierwszej części kwalifikacji. Pole position na torze w Spielbergu wywalczył reprezentant Monako Charles Leclerc (Ferrari). Z pierwszej linii zamiast Hamiltona wystartował Holender Max Verstappen (Red Bull-Honda), a za nimi ustawieni byli Fin Valtteri Bottas (Mercedes GP) i Brytyjczyk Lando Norris (McLaren-Renault).

Robert Kubica tradycyjnie już zajął w kwalifikacjach ostatnie miejsce, tuż przed nim sklasyfikowany został jego kolega z teamu Brytyjczyk George Russell, który jednak najpierw został przesunięty niżej za utrudnienie jazdy Rosjaninowi Daniiłowi Kwiatowi (Toro Rosso-Honda), a potem sędziowie odesłali go do alei serwisowej. Była to kara za wymianę przedniego skrzydła w bolidzie brytyjskiego kierowcy. Ekipa Williamsa nie miała zapasowego w takiej samej specyfikacji i stąd ten kłopot.

Dzięki perypetiom rywali Kubica w niedzielnym wyścigu wystartował z 17. pozycji, przed Russelem, Carlosem Sainzem jr i Alexandrem Albonem. Zaczął dobrze i nawet awansował na 16. lokatę, lecz już po pięciu okrążeniach spadł na ostatnie, 20. miejsce. Potem los znowu wyciągnął do Polaka pomocną dłoń, bo za nieprawidłowy start sędziowie przesunęli Kevina Magnussena (Haas) na ostatnie miejsce. Duńczyk musiał karnie przejechać przez aleję serwisową i wrócił na tor ze stratą aż 27 sekund do Kubicy, który z kolei po 10 okrążeniach tracił już do 18. Russella ponad cztery sekundy.

Polski kierowca nie utrzymał długo przewagi na Magnussenem i ponownie znalazł się na końcu stawki. Różnica między nim a pozostałymi kierowcami jest wręcz zatrważająca na tym poziomie rywalizacji. Do przedostatniego w stawce Duńczyka po 50 okrążeniach tracił już ponad pół minuty.

A na czele wyścigu prowadzący od startu Charles Leclerc toczył zaciętą walkę z duetem kierowców Mercedesa – Maxa Verstappenm. Pod koniec do walki włączył się drugi z zawodników Ferrari Sebastian Vettel, ale ostatnie słowo należało do Holendra Maxa Verstappena (Red Bull-Honda), który jednak przy wyprzedzaniu Leclerca przyblokował rywala. Trzecie miejsce przypadło Bottasowi, czwarte Vettelowi, a piąte Hamiltonowi. Długo po nich linię mety minął w żółwim jadący w żółwim tempie Kubica.

 

Russell dostaje mocniejszy silnik?

Wielu ekspertów nurtuje pytanie, dlaczego Robert Kubica tak wyraźnie przegrywa rywalizację również z drugim z kierowców Williamsa, Brytyjczykiem George’m Russellem. Ostatnio we włoskich mediach pojawiło się w tej sprawie zaskakujące, ale dość wiarygodne wyjaśnienie.

Podczas Grand Prix Francji Kubica była jak zwykle najwolniejszy już na treningach, ale po sobotnich kwalifikacji do wyścigu wystartował z 18. miejsca. Stało się tak jednak tylko dlatego, że kary za dodatkowe naprawy bolidów otrzymali Daniił Kwiat (Toro Rosso) i drugi z kierowców Williamsa George Russell. Po znakomitym starcie Polak na pierwszych okrążeniach wyprzedził jeszcze Grosjeana i jego fani mieli nadzieje, że tym razem nie minie mety jako ostatni. Niestety, rzeczywistość znów okazała się dla Kubicy brutalna i im bliżej było końca wyścigu, tym bardziej było widoczne, jakim beznadziejnym autem musi się ścigać. Najpierw na prostej wyprzedzili go Grosjean i Kwiat, którym wystarczyło po prostu wcisnąć gaz do dechy, a później ten sam manewr zastosował Russell. Kubica odpierał jego ataki, ale było wyraźnie widać, że jego partner ma znacznie szybszy bolid i po 20. okrążeniu zdołał go wyprzedzić. To, co działo się później, tylko pokazało dysproporcje między samochodami Williamsa. Brytyjczyk zaczął budować nad Polakiem taką przewagę, że trudno uwierzyć, że to jedynie kwestia umiejętności. Po jednym okrążeniu były to dwie sekundy, po trzech kolejnych już dziesięć.

Ostatecznie Russell przegrał rywalizację z Kubicą, po raz pierwszy w tym sezonie, ale tylko dlatego, że uszkodził swój bolid i musiał zjechać na dodatkowy pit-stop żeby wymienić uszkodzone przednie skrzydło. Dzięki temu Kubica odzyskał 19. miejsce, które utrzymał już do końca wyścigu.

Po tym wyścigu redakcja „Motorsportu” podała informację, że słabsze osiągi Kubicy nie są wcale spowodowane gorszym zawieszeniem czy częściami zamiennymi w jego bolidzie, ani nawet złym doborem opon, lecz po prostu dlatego, że dysponuje silnikiem o mniejszej mocy. Russell może liczyć na uprzywilejowane traktowanie w Williamsie, bo jest kierowcą z programu juniorskiego Mercedesa, a to właśnie niemiecki producent zaopatruje ekipę z Grove w silniki. Brytyjczyk prawdopodobnie korzysta z silnika w specyfikacji Casa, takiego samego jak używają etatowi kierowcy ekipy Mercedesa Lewis Hamilton i Valtteri Bottas, natomiast Kubica dostaje jednostkę napędową produkowaną przez Mercedesa dla zespołów klienckich.

Przypuszczenia „Motorsportu” potwierdzają osiągi w ostatnich wyścigach. W Kanadzie Williams zamontował w samochodach Russella i Kubicy silniki Mercedesa w specyfikacji 2.0, poprawione względem tych stosowanych od początku roku. Brytyjczyk uzyskał w wyścigu prędkość maksymalną na poziomie 331,1 km/h, Polak – 326,6 km/h. We Francji różnica była jeszcze większa – wynik Russella to 334,6 km/h przy 315,9 km/h Kubicy. „Różnica jest oczywista. W jakim stopniu wynika ona z problemów Kubicy i umiejętności Russella, a na ile odpowiedzialne za nią są różnice techniczne między samochodami? Udzielenie odpowiedzi na to pytanie jest trudne, bo szef Mercedesa Toto Wolff bardzo dyskretnie wspiera karierę Russella. Niestety, kosztem Kubicy, bo młody Brytyjczyk mimo lepszego silnika jest w stanie w tak niekonkurencyjnym samochodzie, jaki stworzył Williams, konkurować tylko ze swoim zespołowym kolegą.

Sprawca tej niekomfortowej sytuacji, dyrektor techniczny Williamsa Paddy Lowe, oficjalnie zakończył pracę w tym zespole. Nie uczestniczył w życiu zespołu co prawda już od kilku miesięcy, bo odesłano go na urlop po przedsezonowych testach w Barcelonie, ale teraz przynajmniej zespół z Grove może na nowo poukładać hierarchię w ekipie konstruktorów. Pod jego wodzą Williams z zespołu środka stawki stał się najgorszy. Obowiązku Lowe’a przejmie teraz Doug McKiernan.

 

Formuła 1: Williams znów ostatni

Od początku tegorocznego sezonu ton w rywalizacji w Formule 1 ton rywalizacji nadają kierowcy Mercedesa, a outsiderami są jeźdźcy Williamsa Georege Russell i Robert Kubica. W GP Francji było tak samo.

Z pierwszego pola ruszył Brytyjczyk Lewis Hamilton, a z drugiego Fin Valtteri Botas. Robert Kubica, podobnie jak jego partner z zespołu Russel, jak zwykle zaczęli wyścig z ostatnich pozycji, ale Polak znów był sporo wolniejszy na treningach i w kwalifikacjach od swojego brytyjskiego kolegi. Ta nierówna wewnętrzna rywalizacja budzi coraz więcej kontrowersji i zrodziła nawet podejrzenia, że ekipa z Grove faworyzuje rodaka przygotowując mu auto o lepszych parametrach.

Zdarzały się wyścigi, że Kubica był o ponad sekundę gorszy od Russella na pojedynczym okrążeniu, co w Formule 1 jest różnicą nietypową u kierowców tej samej ekipy. Na tym poziomie rywalizacji takie dysproporcje się raczej nie zdarzają. „To dziwne i tego nie rozumiem” – żali się coraz częściej Kubica w wypowiedziach dla mediów, co w końcu wyprowadziło z równowagi szefową zespołu Claire Williams. „George i Robert mają takie same pojazdy, nie dyskryminujemy żadnego z nich. Po co mielibyśmy to robić? I nie jest też tak, że któryś z nich dostaje części jako pierwszy, albo lepszej jakości. Takie działania nie są w naszym stylu” – zapewniła Claire Williams.

Wyścig o GP Francji nie rozstrzygnął tego dylematu. Kubica zaczął nieźle, przez kilka okrążeń była nawet 17., a Russel w tym czasie jechał na ostatniej 20. pozycji, lecz w połowie dystansu Brytyjczyk wyprzedził naszego kierowcę, a potem z powodu awarii spadł na ostatnie miejsce i znów musiał nadrabiać. Co nie miało większego znaczenia dla układu sił w wyścigu, bo obaj telepali się do mety na końcu stawki z gigantyczną stratą do zawodników ze ścisłej czołówki. Williams nadal żenuje.

Kubica jeździ złomem

Robert Kubica zakończył wyścig o Grand Prix Kanady na 18. miejscu, ale tylko dlatego, że dwóch kierowców musiało się wycofać. „Byłem pasażerem w aucie” – skomentował swój występ Polak.

Kubica po raz kolejny został ośmieszony przez ekipę Williamsa, która najwyraźniej ma moce i środki na jako takie przygotowanie do jazdy tylko jednego auta, akurat tego, którym jeździ Brytyjczyk George Russell. Bolid dla polskiego kierowcy muszą chyba składać z gorzej wykonanych lub wręcz gorszej jakości części. „Trudno jest walczyć o czasy, jeśli auto się nie słucha. Parę razy nawet jadąc wolno byłem blisko ściany” – wypalił na mecie wyraźnie rozżalony kolejna klęską Kubica. Polak znakomicie wystartował i z ostatniego przebił się na 15. miejsce, lecz już po kilku okrążeniach wszystko wróciło do normy.

„Już na pierwszych zakrętach wiedziałem, że nie będzie to udane popołudnie. Czułem się, jakbym wchodził w zakręt z zaciągniętym ręcznym” – nie owijał w bawełnę Kubica. I dodał ostro: „Mam za sobą wiele wyścigów i wiem, jak prowadzić bolid. Ciężko mi oceniać nie moją pracę. Jak nie mam przyczepności, to nie jestem magikiem, aby ją wyczarować w trakcie wyścigu. Z każdym startem jestem coraz lepszy, niestety po wynikach tego nie widać, bo są one przytłumiane przez inne czynniki”.

W efekcie Kubica w siódmym kolejnym wyścigu zakończył rywalizację na ostatnim klasyfikowanym miejscu, przegrywając także o blisko minutę ze swoim kolegą z zespołu Russellem. Williams nadal nie ma na koncie jednego choćby punktu, bo nawet Brytyjczyk odstaje wyraźnie od reszty stawki. I marnym pocieszeniem jest to, że pit-stopach ekipa z Grove jest najlepsza w stawce. GP Kanady wygrał Lewis Hamilton (Mercedes) przed Sebastianem Vettelem (Ferrari).

 

Williams znowu za plecami rywali

Grand Prix Kanady to jedyny wyścig Formuły 1, w którym zwyciężył Robert Kubica. W tegorocznej edycji jako kierowca Williamsa nie miał na to żadnych szans.

Kubica zakończył sobotnie kwalifikacje na ostatniej pozycji, co obecnym sezonie jest już smutna dla jego fanów normą. Była to dla niego kolejna rozczarowujące sesja, w której okazał się znacząco gorszy nawet od drugiego z kierowców Williamsa, Brytyjczyka George’a Russella. „Kwalifikacje wypadły słabo. Brakowało nam przyczepności, strasznie się ślizgałem. Dotyczyło to przedniej i tylnej osi. Nie wiem z czego to się bierze, ale to się często zdarza. Bardziej walczę o utrzymanie się na torze niż jadę” – powiedział Kubica w Eleven Sports.

Wypowiedź Kubicy zbiegła się w czasie z wywiadem, jakiego lokalnej prasie w Montrealu udzielił Michael Latifi, ojciec Nicholasa, któremu brytyjski zespół dał pojeździć bolidem Kubicy podczas porannego piątkowego treningu. Latifi senior należy do najbogatszych Kanadyjczyków, jest gotów wesprzeć Williamsa solidną porcją gotówki, jeśli jego synalek dostanie posadę kierowcy w przyszłym roku. Z pewnością dla 34-letniego polskiego kierowcy nie jest to komfortowa sytuacja (wyścig GP Kanady zakończył się po zamknięciu wydania).

 

Ekipa Williamsa krzywdzi Kubicę

Nasz kierowca na torze ulicznym w Monte Carlo miał duże szanse na wywalczenie dużo lepszego miejsce niż 18., które ostatecznie zajął, gdyby nie decyzje zespołu Williamsa, forujące drugiego kierowcę w ekipie, Brytyjczyka George’a Russella.

Po dziesięciu okrążeniach, gdy po kraksie Charlesa Leclerca (Ferrari) na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa, większość zespołów skorzystały z okazji, żeby dokonać wymiany opon. Pit-stop podczas tzw. neutralizacji przynosi mniejsze straty czasowe, zaś jazda po torze w Monte Carlo nie dewastuje ogumienia, więc chociaż do przejechania było jeszcze 68 okrążeń, to aż ośmiu kierowców właśnie wtedy założyło nowe komplety opon. Zgodnie z niepisaną regułą panującą w Formule 1, jako pierwszy do boksu zjeżdża w takiej sytuacji kierowca zajmujący aktualnie wyższą pozycję w klasyfikacji wyścigu. Tak było w przypadku Lewisa Hamiltona, Maxa Verstappena czy też Kevina Magnussena. Dość powiedzieć, że Mercedes obsłużył nawet obu kierowców, bo prowadzący w stawce Hamilton i Valtteri Bottas wypracowali taką przewagę, że drugi w hierarchii zespołu Fin mógł wjechać na stanowisko postojowe od razu po Brytyjczyku.

Zupełnie inaczej postąpiła ekipa Williamsa. Gdy Kubica poinformował zespół, że na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa, znajdował się w tym momencie na dwunastym zakręcie (Tabac) i ekipa techniczna miała kilkanaście sekund, by przygotować się na obsługę jego bolidu. Z jakiegoś powodu jednak tego nie zrobiła, natomiast wezwanie na pit-stop otrzymał George Russell. Spolegliwy zazwyczaj Kubica, zawsze nad swój interes przedkładający interesy zespołu, tym razem nie zdzierżył. „Co to znaczy?! Myślałem, że kierowca znajdujący się z przodu ma priorytet w strategii!” – warknął ze złością przez radio do inżyniera wyścigowego. „Porozmawiamy o tym po wyścigu” – usłyszał tylko w odpowiedzi. Racja była jednak ewidentnie po stronie polskiego kierowcy, bo z zestawienia opublikowanego przez Pirelli, firmę dostarczającą opony dla ekip F1, wyraźnie wynikało, że pit-stopy po zakończeniu neutralizacji odbyli kierowcy znajdujący się na gorszych pozycjach w swoich zespołach , choćby Pierre Gasly w Red Bullu, Romain Grosjean w Haasie czy Lance Stroll w Racing Point. Kubica w ich towarzystwie był wyjątkiem.

Nic dziwnego, że był w trakcie wyścigu i po jego zakończeniu delikatnie mówiąc mocno niezadowolony. Gdyby wjechał jako pierwszego do strefy zmian, zapewne wróciłby na tor w innym miejscu i momencie, a zatem za jego plecami nie znalazłby się szarżujący ponad miarę Giovinazzi, który kilka okrążeń później doprowadził do zderzenia z bolidem Kubicy. Przed tą brzemienną w skutkach decyzją polski kierowca plasował się na 15. pozycji i jechał tak dobrze, że mógł jeszcze poprawić lokatę. A tak spadł na przedostatnie miejsce (Leclerc wycofał się z wyścigu) i jedyne co mógł zrobić jadąc nie do końca sprawnym autem, to bronić się przed atakami usiłującego wyprzedzić go do końca Giovinazziego.

Chyba nawet w ekipie Williamsa to forowanie rodaka wywołało poczucie wstydu, bo gdy w końcu Kubica zjawił się w pit-stopie, został obsłużony w rekordowym czasie. Opony w jego aucie technicy zmienili w 2,07 sekundy, co było najlepszym wynikiem podczas Grand Prix Monako. Drugie pod tym względem Renault był gorsze o 0,29 setnych sekundy. Marne to pocieszenie, ale przynajmniej w jakimś elemencie wyścigowej sztuki brytyjski zespół potrafi być jeszcze najlepszy w stawce. Nie zmienia to jednak oceny, że ekipa z Grove preferuje swojego rodaka.

 

Williams nie odrodzi się w Monte Carlo

W najbliższy weekend odbędzie się kolejny wyścig w tegorocznym kalendarzu Formuły 1 – Grand Prix Monako. Do rywalizacji na ulicznym torze szykują się też ostatni w stawce kierowcy teamu Williamsa, Robert Kubice i George Russell.

Ciasny i kręty tor w Monako zawsze był wielkim wyzwaniem dla samochodów oraz kierowców. „Teraz bolidy są szersze i znacznie większe, więc będzie jeszcze trudniej niż w moich poprzednich tu startach. To specjalny wyścig, bardzo różniący się od wszystkich innych. Już w tym roku mieliśmy w Baku przedsmak wyścigu na torze ulicznym z zamkniętymi ścianami i barierkami. Tor w Monako ma jednak wiele innych cech i sam jestem ciekaw tej konfrontacji” – powiedział Kubica w wypowiedzi udzielonej oficjalnej stronie internetowej Williamsa. Russell też nie krył podniecenia startem w Grand Prix Monaco. „To kultowy tor. W ubiegłym roku w Formule 2 nie wypadłem najlepiej, bo był to mój najgorszy występ w roku, ale mam nadzieję, że teraz spiszę się lepiej” – zapewniał angielski kierowca.

Choć z brytyjskiego zespołu dochodziły głosy, że ciężko pracowano nad poprawą osiągów obu bolidów, nikt nie wierzy w radykalna poprawę wyników Williamsa. Umiejętności kierowców niewiele znaczą gdy nie mają do dyspozycji maszyn konkurencyjnych wobec maszyn rywali. Brytyjczycy próbują uporać się z największymi bolączkami ich samochodów, a tych jest długa lista. Jednak w zapowiadającym niedzielny wyścig o Grand Prix Monaco komunikacie Williamsa zabrzmiały pierwsze optymistyczne nutki. „Nasz zespół zaliczył udanie dwudniowe testy w Barcelonie i zamierzamy zaprezentować dokonane postępy już w ten weekend” – napisano. Inżynier Dave Robson wylał jednak trochę oliwy na te wzburzone fale emocji. „Na pewno pogłębiliśmy naszą wiedzę na temat samochodu oraz opon, ale czy będziemy to w stanie pokazać w Monako, nie jest takie oczywiste ze względu na wyjątkowy charakter toru i nieprzewidywalne warunki”– stwierdził Robson.

Czwartkowe treningi zdawały się potwierdzać jego obawy. Obaj kierowcy Williamsa, Kubica i Russell, pierwszej sesji tradycyjnie już plasowali się w ogonie stawki, tracąc do czołowych kierowców ponad trzy sekundy. Polak na domiar złego lekko uszkodził swój bolid i stracił przez to kilkanaście okrążeń. Podczas popołudniowego treningu było jeszcze gorzej, a dystans do czołówki przekroczył cztery sekundy. Kubica znów był ostatni.

 

Lewis Hamilton zdublował Kubicę

W piątym wyścigu tegorocznej edycji Formuły 1 ponownie bezkonkurencyjny był zespół Mercedesa, który na torze w Barcelonie zajął dwie pierwsze lokaty. Wyścig o Grand Prix Hiszpanii wygrał Lewis Hamilton, który został nowym liderem klasyfikacji generalnej kierowców. Williams tradycyjnie był najgorszy, a Robert Kubica minął linię mety jako ostatni.

Robert Kubica zyskał pozycję na starcie przed GP Hiszpanii na torze Catalunya. Chociaż polski kierowca Williamsa znów był ostatni w kwalifikacjach, ostatecznie do niedzielnego wyścigu wystartował z 17. pola startowego. Awansował dzięki karom nałożonym na innych kierowców, między innymi jego partnera z zespoły George’a Russella, od którego w kwalifikacjach był wolniejszy o 1,2 s. Brytyjczyk został jednak cofnięty o pięć pozycji startowych za wymianę skrzyni biegów po wypadku, który przydarzył mu się podczas trzeciego treningu.

Z kolei kierowca Renault Nico Hulkenberga został ukarany startem z alei serwisowej za złamanie przez jego ekipę zasady parku zamkniętego zmieniając specyfikację bolidu. Razem z nim za podobne przewinienie z alei serwisowej wystartuje też Antonio Giovinazzi z Alfa Romeo Racing-Ferrari. Niemiec podczas pierwszego treningu uszkodził przednie skrzydło po kontakcie z barierą. Element w Renault prowadzonym przez Hulkenberga był w najnowszej specyfikacji i zespół z racji ograniczonej liczby części, zmuszony był powrócić do starszego skrzydła. FIA poinformowała, że zespół wymieniając nos wraz ze skrzydłem na starszą specyfikację złamał zasady parku zamkniętego. Ponadto Renault miało o tym nie informować sędziów. Hulkenberg uzyskał podczas kwalifikacji szesnasty wynik.

Było jednak więcej niż pewne, że Kubica zbyt długo tej 17. pozycji nie utrzyma. I faktycznie, chociaż Polak bronił się jak mógł żeby nie spaść na ostatnie miejsce, niewiele mógł na swoim niesterownym i nieprzewidywalnym bolidzie zwojować. Trochę sytuację ułatwił mu Antonio Giovinazzi z Alfa Romeo, który dość szybko zjechał do alei serwisowej na zmianę opon, a potem to on jechał na końcu. Wiadomo było jednak, że taki stan nie będzie trwał zbyt długo. Najpierw Kubicę wyprzedził Russell, a potem z dwójką kierowców Williamsa uporał się Giovinazzi. Sytuacja wróciła więc do normy, czyli oba auta brytyjskiego zespołu zamykały stawkę. I taki stan utrzymał się już do końca wyścigu. Na 19. okrążeniu Kubica został nawet zdublowany przez najlepszego w Grand Prix Hiszpanii Lewisa Hamiltona. Chwilę później taki sam los spotkał również Russella.

Fatalnie Grand Prix Hiszpanii pod względem taktycznym rozegrało Ferrari. Włosi najpierw zwlekali z tym, by Sebastian Vettel przepuścił szybszego Charlesa Leclerca. Z kolei po pit-stopach to Niemiec miał opony z bardziej miękkiej mieszanki i kręcił lepsze czasy, ale ekipa z Maranello nie pozwoliła aby Leclerc przepuścił starszego kolegę. W tej sytuacji Ferrari podarowało podium na tacy Maxowi Verstappenowi. Wygrana Hamiltona na żadnym etapie wyścigu nie była zagrożona.

 

Kubica listkiem figowym Williamsa

Frank Williams obchodził w miniony wtorek 77. urodziny. Twórca brytyjskiego teamu Formuły 1 nie miał jednak zbyt wielu powodów do świętowania. W tym sezonie jego ekipa jest pośmiewiskiem dla kibiców i rywali. Bardziej od niego cierpi chyba tylko Robert Kubica, bo Polak nie tak sobie wyobrażał swój powrót do Formuły 1.

Interesującą diagnozę kłopotów zespołu z Grove po słabiutkim występie w Grand Prix Chin postawił mistrz świata F1 z 1997 roku Jacques Villeneuve. Znakomity przed laty kanadyjski kierowca, który tytuł wywalczył właśnie w barwach Williamsa, stwierdził, że obecne problemy tego teamu są spowodowane jego wejściem na giełdę papierów wartościowych. „Z tego powodu wszystko, co robią, jest poddawane ocenie akcjonariuszy, a dla nich najważniejszym aspektem działalności jest wypracowanie zysku. A to jak wynika z giełdowego raportu Williamsowi się udało, bo firma chwali się, że w ubiegłym roku zarobiła szesnaście milionów dolarów. Co to oznacza w praktyce, widzimy teraz na wyścigowych torach. Skoro w kasie zostało tak dużo pieniędzy, można się domyślić, że nie wydano ich na rozwój bolidów i zespołu wyścigowego. Kierownictwo Williamsa nie chce wygrywać w Formule 1, a jedynie spełniać oczekiwania akcjonariuszy” – ocenił sytuacje Villeneuve. Trudno nie przyznać racji Kanadyjczykowi.

Rozprężenie w zespole Williamsa widoczne jest na każdym kroku i w każdym niemal aspekcie wyścigowego spektaklu. Choćby w jakości pracy zespołu serwisowego w pit-stopach. Pod tym względem ekipy też ze sobą rywalizują i prowadzona jest nawet osobna klasyfikacja – DHL Fastest Awards, która na zakończenie roku wyłania ekipę prezentująca najlepsze tempo podczas wymiany ogumienia na przestrzeni całego sezonu. Podczas dwóch poprzednich wyścigów, GP Australii i GP Bahrajnu, ekipa z Grove trzymała wysoki poziom i pod względem osiąganych czasów obsługi bolidów utrzymywała miejsce w czołówce stawki. Podczas GP Chin w Szanghaju także w tej dziedzinie zaliczyła spektakularną porażkę, bo żaden z jej postojów nie znalazł się w punktowanej dziesiątce. Co ciekawe, bardziej poszkodowany okazał się Kubica, którego mechanicy przytrzymali w pit-stopie aż osiem sekund. Standardowe czasy wynoszą nieco ponad dwie sekundy, a zatem wyraźnie widać, jaki regres zanotował Williams. Dużo lepiej wyglądały dwa postoje Russella, które trwały po cztery sekundy. Dla porównania, w Szanghaju najszybsi byli mechanicy Red Bulla, którzy mogą poszczyć się zdobyciem dwóch pierwszych miejsc. Wśród najlepszych nie było dominującej na torze ekipy Mercedesa.

Dla Kubicy ta sytuacja nie jest komfortowa, bo coraz bardziej wygląda na to, że Williams celowo skazuje go na rolę outsidera w zespole, licząc, że media z czasem zaczną zrzucać to na karb niepełnej sprawności Polaka po wypadku. Nie jest to zagrywka fair wobec kogoś, kto przyprowadził sponsora (Orlen) za 10 mln euro i zgodził się ścigać za pół miliona dolarów, czyli jedną piątą średniej stawki obowiązującej w Formule 1.