48 godzin sport

Kurek i Kubiak grali w Japonii
W sobotę wystartowały rozgrywki japońskiej ekstraklasie siatkarzy (V.League), w której występuje dwóch kluczowych graczy reprezentacji Polski – Michał Kubiak i Bartosz Kurek. Zespół Kubiaka, Panasonic Panthers, pokonał na inaugurację FC Tokyo 3:1, a kapitan naszej kadry zdobył w tym spotkaniu 15 punktów (dwa po serwisach i 13 z ataków). Jeszcze skuteczniejszy okazał się Kurek, który w potyczce z ekipą Suntory Sunbirds zdobył dla swojego zespołu, Wolfdogs Nagoya, aż 29 punktów (20 z ataku, trzy po bloku i sześć zagrywką). Niestety, mimo znakomitej gry naszego siatkarza ekipa z Nagoi przegrała mecz 1:3.

Zmarł wybitny polski żużlowiec
W miniony piątek w wieku 82 lat zmarł Andrzej Pogorzelski, znakomity przed laty żużlowiec Stali Gorzów, trzykrotny drużynowy mistrz świata z reprezentacja Polski, potem wybitny trener. Karierę zaczynał w 1956 roku w Unii Leszno i w tym też klubie zakończył ją dwadzieścia lat później. Ścigał się też w zespole Startu Gniezno (1947-1961), ale największe sukcesy odnosił w barwach Stali Gorzów. Z Unią zdobył dwa brązowe medale drużynowych mistrzostw Polski (1975, 1976), natomiast z gorzowskim zespole złoty medal (1969) i pięć srebrnych (1964, 1965, 1966, 1968, 1971). Jako zawodnik Stali zdobył z reprezentacją Polski trzy złote medale drużynowych mistrzostw świata. W indywidualnych mistrzostwach Polski zdobył natomiast trzy brązowe medale (1964, 1965, 1966). Po zakończeniu kariery zawodniczej został szkoleniowcem. W Gorzowie spod jego ręki wyszli tacy znani zawodnicy, jak Zenon Plech, Jerzy Rembas, Ryszard Fabiszewski, Bogusław Nowak, a z leszczyńskiego klubu Mariusz Okoniewski i Roman Jankowski.

Powrót Hiszpana nad Wisłę
Hiszpan Airam Cabrera został zawodnikiem Wisły Płock. Podpisał kontrakt do końca czerwca 2021 roku z opcją przedłużenia o kolejny rok. 32-letni napastnik występował ostatnio w zespole Extremadura UD. W minionym sezonie rozegrał 12 meczów i zdobył jedną bramkę w hiszpańskiej II lidze. Cabrera w przeszłości grał też w polskiej ekstraklasie – w barwach Korony Kielce (2015/2016) i Cracovii (2018/2019). W obu tych zespołach rozegrał w naszej lidze łącznie 55 meczów, w których strzelił 30 goli.

GP Portugalii F1 bez kibiców
Na wyścig o Grand Prix Portugalii na torze w Portimao sprzedano ponad 30 tysięcy biletów, ale istnieje zagrożenie, że kibice na imprezę nie zostaną jednak wpuszczeni. Powodem jest oczywiście pandemia koronawirusa. Portugalskie władze poinformowały, że decyzję w tej sprawie podejmą tuż przez zaplanowanym na 25 października wyścigiem.

Trzecie miejsce Kubicy w DTM
W niedzielnym wyścigu serii DTM na belgijskim torze Zolder, Robert Kubica wywalczył trzecie miejsce. To jego pierwsze podium w tej serii wyścigowej. Wygrał Niemiec Rene Rast, a drugi był jego rodak Niko Mueller.

Krychowiak odzyskał formę
Grzegorz Krychowiak strzelił gola dla Lokomotiwu Moskwa w wygranym przez jego zespół 1:0 meczu 11. kolejki rosyjskiej ekstraklasy z FK Ufa. Było to jego drugie trafienie w obecnym sezonie. Tym dobrym występem Krychowiak zaprzeczył opiniom, że jest bez formy, a jego słaba gra w spotkaniu z Włochami była „wypadkiem przy pracy”. W moskiewskiej drużynie cały spotkanie zaliczył też Maciej Rybus, u którego podczas zgrupowania reprezentacji Polski wykryto koronawirusa i z tego powodu nie zagrał w meczach z Finlandią, Włochami oraz Bośnią i Hercegowiną. Lokomotiw z 21. punktami zajmuje trzecie miejsce w lidze.

Hurkacz odpadł w 1/4 finału
Hubert Hurkacz odpadł w ćwierćfinale turnieju ATP Tour 250 w Kolonii (pula nagród 325 tys. euro). Sklasyfikowany obecnie w ran kingu ATP na 312. pozycji polski tenisista przegrał z rozstawionym w imprezie z numerem drugim Hiszpanem Roberto Bautistą (ATP 13) 6:7(4), 7:5, 0:6. We wcześniejszych rundach Hurkacz pokonał Australijczyka Marka Polmansa i Niemca Mischę Zvereva. To dopiero jego drugi ćwierćfinał w tym sezonie (poprzednio w styczniu Auckland doszedł do półfinału). Nasz najlepszy obecnie tenisista w przyszłym tygodniu weźmie udział w drugim turnieju organizowanym w Kolonii.

Afera korupcyjna w Czechach
W miniony piątek funkcjonariusze policji wkroczyli do siedziby czeskiej federacji piłkarskiej, dokonując przeszukania pomieszczeń, ale też zatrzymania 19 osób podejrzanych o ustawianie meczów i korupcję. Taką liczbę aresztowanych podało też biuro prasowe praskiej prokuratury. Według czeskich mediów do korupcyjnego procederu dochodziło w meczach drugiej i trzeciej ligi.

Włoszczowska tylko siódma
Maja Włoszczowska zajęła siódme miejsce w mistrzostwach Europy w kolarstwie górskim, rozegranych w miniony weekend w szwajcarskim Monte Tamaro. Tytuł wywalczyła Francuzka Pauline Ferrand-Prevot, która przed tygodniem w austriackim Leogang triumfowała także w mistrzostwach świata. Włoszczowska, dwukrotna srebrna medalistka olimpijska, straciła do zwyciężczyni prawie trzy minuty.

Pierwsze trafienie Helika
Michał Helik zdobył bramkę dla Barnsley w zremisowanym 2:2 meczu z Bristol City W 5. kolejce angielskiej Championship. Dla byłego obrońcy Cracovii, który latem tego roku zmienił klubowe barwy, było to pierwsze trafienie w barwach zespołu Barnsley. Polak rozegrał całe spotkanie.

Koronawirus w PlusLidze
Zaplanowany na poniedziałek mecz ekstraklasy siatkarzy PGE Skra – Indykpol AZS został odwołany z powodu wykrycia zakażenia koronawirusem w zespole z Olsztyna. AZS nie zagra także w następny weekend w spotkaniu z Jastrzębskim Węglem.

48 godzin sport

Niezgoda strzela za oceanem
Jarosław Niezgoda zdobył dwie bramki dla Portland Timbers w wygranym przez jego zespół 3:0 meczu MLS z San Jose Earthquakes. Były napastnik Legii Warszawa grał do 60. minuty. Drużyna Portland Timbers z dorobkiem 30 punktów zajmuje drugie miejsce, za Seattle Sounders, w tabeli Konferencji Zachodniej Major League Soccer. Niezgoda w tym sezonie w amerykańskiej lidze strzelił jak dotąd cztery gole. Z polskich piłkarzy grających za oceanem skuteczniejszy jest jednak Piotr Parzyszek, który ma na koncie siedem trafień.

Bednorz szaleje w Rosji
Bartosz Bednorz znowu błysnął w lidze rosyjskiej, zdobywając najwięcej punktów dla Zenitu Kazań w wygranym przez jego zespół 3:0 meczu z Neftjanik Orenburg. Reprezentant Polski wywalczył 15 punktów i zanotował 58 procent skuteczności w ataku. Popisał się też trzema asami serwisowymi w jednym ustawieniu. Zenit Kazań, którego trenerem jest Władimir Alekno, są w tej chwili wiceliderem rosyjskiej Superligi.

Leon błyszczy w Italii
W lidze włoskiej trwa zwycięska seria zespołu Sir Safety Conad Perugia, prowadzonego przez selekcjonera reprezentacji Polski Vitala Heynena, a którego największą gwiazdą jest Kubańczyk z polskim paszportem Wilfredo Leon. W 4. kolejce siatkarskiej Serie A ekipa z Perugii pokonała na wyjeździe NBV Werona 3:0 (25:22, 25:22, 25:23). Leon była najlepszym graczem na parkiecie – nasz reprezentacyjny siatkarz zdobył 20 punktów, notując skuteczność w ataku na poziomie 53 procent. Sir Safety Conad Perugia po czterech kolejkach prowadzi w lidze z kompletem 12 punktów, przez Cucine Lube Civitanova (11 pkt) i Power Volley Milano (9 pkt).

Kubica zamyka stawkę w DTM
Robert Kubica w miniony weekend w wyścigach DTM na belgijskim torze Zolder zajął w sobotę 14., a w niedziele 12 miejsce. Kierowca ekipy Orlen ART Team w sobotnim wyścigu był ostatni w stawce kierowców, którzy ukończyli zawody i jako jedyny został zdublowany. Pierwsze miejsce zajął Rene Rast z Audi Sport Team Rosberg. Drugi był Robin Frijns, a trzeci Nico Mueller. W niedzielę Kubica spisał się trochę lepiej zajmując 12. lokatę. Wygrał ponownie Rene Rast, który dzięki tym zwycięstwom zmniejszył stratę w klasyfikacji generalnej do prowadzącego Nico Muellera (Audi). Kubica w „generalce” zajmuje ostatnią lokatę w gronie 16 kierowców.

Wirus u hokeistów z Torunia
Czterech zawodników występującej w ekstralidze hokeja na lodzie drużyny Energa Toruń jest zakażonych koronawirusem SARS-CoV-2. Hokeiści czują się dobrze, ale mecze zespołu zaplanowane na 16 i 18 października, odpowiednio z Tauronem Podhalem Nowy Targ i Comarch Cracovią, zostały przełożone. Wcześniej w toruńskiej ekipie stwierdzono zakażenie koronawirusem u trenera Juryja Czucha, co spowodowało odwołanie w miniona niedzielę wyjazdowego spotkania z GKS Katowice.

Zmiana na szczycie Formuły 1

Podczas Grand Prix Rosji w Soczi ogłoszono, że od 1 stycznia 2021 roku nowym prezesem i dyrektorem generalnym Formuły 1 zostanie 55-letni Włoch Stefano Domenicali, który na tych stanowiskach zastąpi Chase’a Carey’a.

Zmiana na szczytach władzy Formuły 1 odbyła się bez zgrzytów. W piątek komunikat w tej sprawie opublikowano na stronie internetowej formula1.com. Ustępujący z posady 66-letni Amerykanin Chase Carey został w ciepłych słowach pożegnany przez Grega Maffeiego, prezesa i dyrektora generalnego Liberty Media, właściciela Formuły 1. „Chase wykonał fenomenalną robotę. Jego działania umocniły F1 na szczycie sportów motorowych” – stwierdził Maffei i zapewnił, że Carey nadal będzie odgrywał ważną rolę w tym sporcie.
Teraz jednak całą uwagę skoncentrował na sobie Stefano Domenicali, wcześniej znany z pracy w ekipie Ferrari i we władzach FIA. „Jestem podekscytowany dołączeniem do wielkiej rodziny Formuły 1, sportu, który zawsze był częścią mojego życia. Urodziłem się w Imola, a mieszkam w Monza. Pozostałem w kontakcie z tym sportem dzięki mojej pracy w FIA. Teraz nie mogę doczekać się nawiązania kontaktu z zespołami, promotorami, sponsorami i wieloma partnerami w Formule 1, ponieważ nadal będziemy rozwijać ten biznes” – powiedział 55-letni włoski menedżer w swoim pierwszy wystąpieniu w nowej roli. Domenicali w 1991 roku dołączył do zespołu Ferrari, w którym stopniowo awansował, aż w 2007 roku został szefem zespołu i utrzymał się na tym stanowisku do 2014 roku. Ostatnio był dyrektorem generalnym w Lamborghini.
Domenicali, gdy był jeszcze szefem zespołu Ferrari, podpisał kontrakt z Robertem Kubicą, na podstawie którego polski kierowca miał dołączyć do ekipy z Maranello w 2012 roku. Niestety, Kubica, jeszcze w barwach zespołu Renault, przed sezonem F1 6 lutego 2011 roku wziął udział w lokalny rajdzie samochodowy Ronde di Andora, w trakcie którego uległ poważnemu wypadkowi. Na tory Formuły 1 Polak wrócił dopiero w 2019 roku jako kierowca Williamsa, a w tym sezonie jest rezerwowym Alfa Romeo.

Kubica zdobył punkt

Robert Kubica zakończył sobotni wyścig DTM na torze w holenderskim Assen na 10. pozycji i zdobył pierwszy punkt. To jego najlepszy wynik w debiutanckim sezonie w tej wyścigowej serii. Wygrał Holender Robin Frijns.

Kubica kiepsko wystartował i do połowy wyścigu jechał ze sporą stratą do rywali, lecz gdy część z nich zaczęła zjeżdżać do pit-stopu na wymianę opon, Polak pozostał na torze i zjechał do boksu jako jeden ostatnich. Zmiana ogumienia w wykonaniu ekipy technicznej Orlen Team ART znów była daleka od doskonałości, ale Kubica nadgonił stracony dystans i wrócił na tor na trzynastym miejscu. Do końca zmagań utrzymywał dobre tempo, dzięki czemu zdołał wyprzedzić kolejnych rywali.
W końcówce postawił wszystko na jedna kartę i jadąc agresywnie zmusił Timo Glocka oraz Lucasa Auera do błędów na ostatnim okrążeniu, za co wprawdzie został przez sędziów upomniany, za to do mety dojechał na znakomitym jak na jego poprzednie osiągnięcia w DTM 10. miejscu. Tym samym Kubica wywalczył pierwszy punkt w tym cyklu wyścigowym. W niedzielnym wyścigu rozegranym w deszczowych warunkach zajął już jednak 14. miejsce.

Niemcy drwią z jazdy Kubicy w serii DTM

Debiut Roberta Kubica w DTM na razie trudno uznać za udany. Jeżdżący w barwach zespołu Orlen Team ART polski kierowca jeszcze nie zdobył punktu, a w klasyfikacji generalnej na 16 startujących zajmuje 14. lokatę.

Uzyskane do tej pory wyniki plasują Kubicę w gronie czterech najsłabszych kierowców w stawce. Polak nie zdobył jeszcze żadnego punktu w wyścigach serii DTM, a w „generalce” taki sam dorobek mają tylko 13. w zestawieniu Fabio Scherer (Audi), 15. Harrison Newey (Audi) i 16. na liście Ferdinand Habsburg (Audi). Liderem klasyfikacji jest Nico Mueller (Audi) mający na koncie 46 punktów, a dwa kolejne miejsca zajmują jego koledzy z ekipy Audi – Rene Rast (39 pkt) i Jamie Green (30 pkt). Kolejne lokaty zajmują: Robin Frijns (Audi) – 22 pkt, Mike Rockenfeller (Audi) – 22 pkt, Loic Duval (Audi) – 21, Lucas Auer (BMW) – 10 pkt, Sheldon van der Linde (BWM) – 8 pkt, Philipp Eng (BWM) – 8 pkt, Timo Glock (BWM) – 4 pkt, Jonathan Aberdein (BWM) – 3 pkt i Marco Wittmann (BWM) – 1 pkt.
Kubica za swoje słabe wyniki obarcza winą ekipę techniczną Orlen Team ART i wciąż narzeka na słabe przygotowanie samochodu do wyścigów, ale ostatnio zajmujący się wyścigami DTM niemieccy dziennikarze motoryzacyjni skrytykowali także jego. „Nietrudno zauważyć, że w DTM Kubica nie wyszedł z roli statysty, do jakiej zdążył nas przyzwyczaić w poprzednim roku ścigając się w barwach Williamsa na torach Formuły 1” – stwierdził w komentarzu były mistrz serii DTM Timo Scheider. Temat podchwycił piszący na łamach „Auto Motor und Sport” Claus Muehlberger, który w nawiązaniu do opinii Scheidera stwierdził, że „Kubica nie prezentuje poziomu godnego serii DTM”. Ale podkreślił też, że jeżdżenia w serii DTM uczy się także zespół polskiego kierowcy Orlen Team ART. „Widać to po błędach w strategii i zepsutych pit-stopach” – zauważył Muehlberger. Nie omieszkał jednak wbić szpili także Kubicy. „On nie jest pierwszym kierowcą z Formuły 1, który nie poradził sobie w niemieckiej serii. Przed nim problem z tym mieli Alesi, Hakkinen, Coulthard czy Ralf Schumacher. Potrzebowali trochę więcej czasu, żeby odnaleźć się w DTM” – podkreślił z nieskrywaną drwiną Muehlberger.
Kubica musiał znosić te przytyki, bo wraz zespołem szykował się do zaplanowanego na najbliższy weekend kolejnego wyścigu na torze Lausitzring. Ale pocieszenie nieoczekiwanie przyszło z Formuły 1, której szefowie postanowili znaleźć odpowiedź na pytanie, który z kierowców w historii F1 był najszybszy na dystansie jednego okrążenia. O pomoc poprosiły Amazon Web Services, który do obliczeń wykorzystał dane z telemetrii gromadzone od 1983 roku. I wyszło z nich, że najszybszy na dystansie jednego okrążenia w ostatnich 37 latach był Brazylijczyk Ayrton Senna (zginał w wypadku w 1994 roku), drugie miejsce przypadło Niemcowi Michaelowi Schumacherowi, a trzecie Brytyjczykowi Lewisowi Hamiltonowi. Ale w Top 20 tego zestawienia znalazł się także Robert Kubica, którego sklasyfikowano na 18. pozycji.

Hamilton rządzi, a Kubica się uczy

Lewis Hamilton wygrał w miniony weekend wyścig Formuły 1 o Grand Prix Wielkiej Brytanii, chociaż ostatnie okrążenie musiał przejechać z pęknięta oponą w jednym kole. Identyczne problemy pozbawiły miejsca na podium jego partnera z zespołu Mercedesa Valtteriego Bottasa. W tym samym czasie na belgijskim torze Spa-Francorchamps Robert Kubica bez powodzenia walczył w zawodach wyścigowej serii DTM.

Tuż przed startem GP Wielkiej Brytanii na torze Silverstone doszło do zmiany kierowcy w jednym z bolidów zespołu Racing Point. U Meksykanina Sergio Pereza testy wykazały obecność koronawirusa i w ostatniej chwili musiał go zastąpić Nico Hulkenberg. Ale w niedzielnym wyścigu niemiecki kierowca jednak nie wystartował, bo nie odpalił silnik w jego bolidzie. Mechanicy ekipy Racing Point nie zdołali na czas uporać się z awarią i w wyścigu pojechał tylko drugi z jeźdźców tego zespołu, Kanadyjczyk Lance Stroll, który zajął dziewiątą lokatę.
Ale prawdziwym bohaterem weekendu był aktualny mistrz świata i lider klasyfikacji obecnego sezonu Lewis Hamilton. Brytyjczyk był najlepszy już podczas treningów i kwalifikacji. Znakomicie też wystartował z pole position i utrzymał prowadzenie do końca. Nic nie było w stanie wyprowadzić go z równowagi – ani ataki ścigających go rywali, ani przerwy w wyścigu spowodowane przez kolizje Kevina Magnussena (Haas) z Alexandrem Albonem (Red Bull Racing), ani też kraksa Rosjanina Daniiła Kwiata (Alpha Tauri), który wypadł z toru i doszczętnie rozbił swój bolid. Hamilton po każdej z tych neutralizacji wracał do swojego niesamowitego tempa jazdy i systematycznie powiększał przewagę nad resztą stawki. Ale na ostatnim okrążeniu w jego Mercedesie nie wytrzymała jedna z opon, przez co Brytyjczyk mijał metę jadąc de facto na trzech kołach, bo z uszkodzonej opony została już sama felga. Co ciekawe, takie same problemy spotkały drugiego z kierowców ekipy Mercedesa, Valtteriego Bottasa. Fin stracił jednak z tego powodu pewne drugie miejsce na dwa okrążenie przed metą.
O GP Wielkiej Brytanii z pewnością nie będą chcieli pamiętać zawodnicy Alfa Romeo, w którym kierowcą rezerwowym jest Robert Kubica. Przez większą część wyścigu Kimi Raikkonen, który przez wyścigiem zapowiedział, że po tym sezonie zamierza odejść definitywnie z Formuły 1, znajdował się na końcu stawki, a na domiar złego w samej końcówce rywalizacji wypadł z toru i metę minął na 17. miejscu, jako ostatni z kierowców, którzy ukończyli wyścig. Jego partner, Antonio Giovinazzi, popełnił błąd podczas jazdy za samochodem bezpieczeństwa i dostał za to pięć sekund kary, ale ostatecznie zakończył zmagania na 14. pozycji. GP Wielkiej Brytanii wygrał Lewis Hamilton, drugi był Max Verstappen (Red Bull Racing), a trzecie miejsce na podium zajął Charles Leclerc (Ferrari).
Hamilton wygrał zatem w tym sezonie już trzeci wyścig z rzędu i jest coraz bliżej obrony mistrzowskiego tytułu. Brytyjczyk ma już na koncie 88 punktów, a drugi w klasyfikacji kierowców, Valtteri Botas, traci już do swojego kolegi z zespołu 30 „oczek”. Trzecią pozycję zajmuje Holender Max Verstappen z Red Bull Racing (52 punkty). Z kierowców Alfa Romeo wyżej aktualnie znajduje się Włoch Antonio Giovinazzi, który ma jednak na koncie tylko dwa punkty. Raikkonen jak na razie ma zerowy dorobek i być może dlatego fiński kierowca stracił chęć do dalszego ścigania się w barwach takiego słabego zespołu, jakim jest obecnie Alfa Romeo. Przypomnijmy, że jednym ze sponsorów tej włoskiej ekipy jest PKN Orlen.
W klasyfikacji konstruktorów Alfa Romeo zajmuje trzecie miejsce od końca, wygrywając jedynie z ekipami Haasa i Williamsa (prowadzi rzecz jasna Mercedes z dorobkiem 146 pkt, przed Red Bull Racing, który ma już jednak na koncie 68 punktów mniej). Gdyby rzeczywiście Raikkonen po tym sezonie zrezygnował ze startów w Formule 1, jego naturalnym następcą w bolidzie Alfa Romeo wydaje się być Robert Kubica. Nasz kierowca jest z całą pewnością bardziej odporny na frustracje wynikające z niemożności prowadzenia wyrównanej rywalizacji z najlepszymi, niż ma jego fiński kolega z zespołu, bo już w poprzednim sezonie jako kierowca Williamsa w każdym wyścigu musiał oglądać plecy swoich rywali.
W tym roku dalej tę odporność umacnia, bo startując w wyścigowej serii DTM także mija metę na końcu stawki. W miniony weekend na torze Spa-Francorchamps w Belgii Kubica nie zdobył żadnego punktu do klasyfikacji generalnej mistrzostw DTM, zajmując w obu wyścigach 14. lokaty. Ale w wypowiedziach zapewniał, że może nie jest teraz dobrze, ale na pewno będzie lepiej. Kolejne wyścigi serii DTM odbędą się w dniach 14-16 sierpnia na niemieckim torze Lausitzring.

Hamilton już jest na czele stawki

Broniący mistrzowskiego tytułu Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes) wygrał Grand Prix Węgier i po trzech tegorocznych wyścigach z dorobkiem 63 punktów jest liderem klasyfikacji generalnej Formuły 1, wyprzedzając kolegę z zespołu, Fina Valtteriego Bottasa. W klasyfikacji konstruktorów oczywiście także przewodzi Mercedes.

Układ sił w tegorocznym, nietypowym z powodu pandemii sezonie Formuły 1, jest już wystarczająco klarowny, żeby bez większego ryzyka pomyłki przewidzieć, że to Mercedes obroni mistrzowski tytuł w klasyfikacji konstruktorów, a wśród kierowców po raz siódmy w ogóle, a czwarty z rzędu po tytuł sięgnie Hamilton. Przed Grand Prix Węgier liderem po dwóch austriackich wyścigach był jeszcze Valtteri Bottas, lecz fiński kierowca na torze Hungaroring słabo wystartował z drugiego pola i spadł nawet na szóste miejsce, ostatecznie jednak minął metę na trzeciej pozycji, po nieudanym pościgu w końcówce za holenderskim kierowcą Red Bull Racing Maxem Verstappenem. Rozczarowania nie krył szef zespołu Mercedesa Toto Wolff, który liczył na podwójne zwycięstwo. Ale co mają powiedzieć szefowie innych zespołów, szczególnie Ferrari? Po pierwszym okrążeniu Niemiec Sebastian Vettel był czwarty, a Monakijczyk Chalrles Leclerc tuż za nim, więc we włoskiej ekipie pojawiły się obawy, że ich zwaśnieni kierowcy znowu, jak przed tygodniem w Austrii, wyeliminują się z wyścigu po jakimś zderzeniu podczas próby wyprzedzania. Tym razem do takiej kompromitującej sytuacji nie doszło, ale szósta lokata Vettela i jedenasta Leclerca chluby ekipie Ferrari, 16-krotnemu mistrzowi Formuły 1, z pewnością nie przyniosły. Scuderia Ferrari w punktacji zespołowej po trzech wyścigach zajmuje dopiero piąte, jakże dla niej upokarzające miejsce.
Hamilton nie ma więc jak na razie poważnej konkurencji, poza rzecz jasna Valtteri Bottasem. Ale w Grand Prix Węgier Brytyjczyk zademonstrował rewelacyjna formę i pokazał, że jako kierowca F1 nie ma w tej chwili słabych punktów. W końcówce wyścigu uzyskał najlepszy czas okrążenia na miękkich oponach i zdobył dzięki temu dodatkowy punkt. Po zaledwie trzech wyścigach trudno sobie wyobrazić, aby ktoś w tym sezonie mógł mu przeszkodzić w zdobyciu kolejnego tytułu mistrza świata. A jeśli go zdobędzie, będzie to jego siódmy triumf w karierze, więc pod względem ich liczby dorówna rekordziście Michaelowi Schumacherowi. Na torze Hungaroring Hamilton odniósł swoje 86. zwycięstwo w karierze w wyścigu Formuły 1, więc Brytyjczyk goni też ten rekord wszech czasów Schumachera, który wygrał 91 wyścigów.
Na węgierskim torze wyzwanie kierowców Mercedesa na podium przedzielił Max Verstappen. 23-letni Holender kolekcjonuje nieformalne trofea przyznawane najmłodszemu uczestnikowi wyścigu: jest najmłodszym zdobywcą punktów, najmłodszym zdobywcą miejsca na podium, najmłodszym zwycięzcą i najmłodszym liderem wyścigu oraz najmłodszym autorem najszybszego okrążenia. Brakuje mu tylko najcenniejszego osiągnięcia – tytułu najmłodszego mistrza świata. Tu najlepszy jest Sebastian Vettel, który swój pierwszy mistrzowski tytuł w 2010 roku wywalczył w wieku 23 lata i 134 dni. Verstappen ma szansę go pobić, bo 30 września skończy dopiero 23 lata, ale wątpliwe by Hamilton się przejmował jego ambicjami i pozwolił mu na triumf w tegorocznym sezonie.
Sponsorowany przez PKN Orlen zespół Alfa Romeo, mimo zaangażowania Roberta Kubicy podczas jazd testowych i treningowych, zaliczył kolejny nieudany weekend. Po beznadziejnym występie w sesji kwalifikacyjnej (dwa ostatnie miejsca), w niedzielnym wyścigu kierowcom włoskiej ekipy poszło niewiele lepiej. Kimi Raikkonen i Antonio Giovinazzi zajęli odpowiednio 16. i 17. lokaty, a gorsi od nich byli jedynie obaj kierowcy Williamsa, George Russell i Nicholas Latifi, oraz Pierre Gasly z Alpha Tauri, który nie ukończył wyścigu. Jakby nie patrzeć, nasz paliwowy koncern jak na razie fatalnie wybiera ekipy Formuły 1 do promowania swojej marki.

Klasyfikacja kierowców F1:

  1. Lewis Hamilton (W. Brytania, Mercedes) – 63 pkt; 2. Valtteri Bottas (Finlandia, Mercedes) – 58; 3. Max Verstappen (Holandia, Red Bull Racing) – 33; 4. Lando Norris (W. Brytania, McLaren) – 26; 5. Alexander Albon (Tajlandia, Red Bull Racing) – 22; 6. Sergio Perez (Meksyk, Racing Point) – 22; 7. Charles Leclerc (Monako, Ferrari) – 18; 8. Lance Stroll (Kanada, Racing Point) – 18; 9. Carlos Sainz (Hiszpania, McLaren) – 14; 10. Sebastian Vettel (Niemcy, Ferrari) – 9; 11. Daniel Ricciardo (Australia, Renault) – 8; 12. Pierre Gasly (Francja, Alpha Tauri) – 6; 13. Esteban Ocon (Francja, Renault) – 4; 14. Kevin Magnussen (Dania, Haas) – 2; 15. Antonio Giovinazzi (Włochy, Alfa Romeo) – 2; 16. Daniił Kwiat (Rosja, Alpha Tauri) – 1; 17. Nicholas Latifi (Kanada, Williams) – 0; 18. Kimi Raikkonen (Finlandia, Alfa Romeo) – 0; 19. George Russell (W. Brytania, Williams) – 0; 20. Romain Grosjean (Francja, Haas) – 0.

Mercedes maluje bolidy na czarno

W najbliższy weekend Formuła 1 zainauguruje opóźniony z powodu pandemii tegoroczny sezon wyścigiem o Grand Prix Austrii. Wydarzeniu towarzyszyć będzie wyjątkowa oprawa, nie mająca jednak nic wspólnego z koronawirusem. Motywem przewodnim będzie akcja #WeRaceAsOne przeciwko rasizmowi i dyskryminacji.

Na brak różnorodności w sporcie motorowym od dawna zwracał uwagę opinii publicznej jedyny ciemnoskóry kierowca w Formule 1, Brytyjczyk Lewis Hamilton. On też jako pierwszy z tego środowiska zaangażował się w kampanię Black Lives Matter. Nieoczekiwanie rozgłos tej jego aktywności nadał były wieloletni szef Formuły 1 Bernie Ecclestone, który w miniony piątek na antenie stacji CNN stwierdził, że w sportach motorowych, w tym zwłaszcza w F1, nie ma większego problemu z rasizmem. 89-letni obecnie Ecclestone zawsze słynął z wygłaszania kontrowersyjnych opinii, nie inaczej było i tym razem, bo w trakcie wywiadu pozwolił sobie na ryzykowną opinię, iż „czasem czarni są większymi rasistami niż biali”. Te słowa wywołały natychmiast medialną burzę. Hamilton nazwał wypowiedź Ecclestone’a „popisem ignorancji”, a obecny szef Formuły 1 Chase Carey stwierdził, że tego typu wypowiedzi są szkodliwe i podkreślił, że Ecclestone „nie jest już w żaden sposób związany z F1”.
Wywołany do tablicy brytyjski milioner udzielił więc kolejnego wywiadu, tym razem na łamach dziennika „The Mail”. „Nie jestem przeciwko czarnym. Wręcz przeciwnie. Zawsze byłem im bardzo przychylny. Był nawet okres, gdy ojciec Lewisa chciał ze mną współpracować, bo zrobił dobry sprzęt do treningu i szukał inwestora. Nigdy bym nie pomyślał o współpracy z nim, gdybym był przeciwko czarnym. W swoim długim już życiu spotykałem wielu białych ludzi, których nie lubiłem, zaś nigdy nie spotkałem czarnoskórego, którego bym nie polubił. Kilkukrotnie zostałem okradziony przez czarnych, ale nawet po takich sytuacjach nie zmieniłem swojego nastawienia, choć raz po obrabowaniu skończyłem w szpitalu. Nie patrzę na Lewisa jako na człowiek o innym kolorze skóry. Dla mnie był, jest i zawsze będzie po prostu Lewisem” – powiedział Ecclestone.
Wyjaśnił też, dlaczego nie akceptuje niektórych aspektów ruchu Black Lives Matter. „Ludzie idą na marsze czy protesty, organizowane przez jakichś marksistów, by obalić policję. Gdyby ktoś jednak ich zapytał o co walczą, to większość z protestujących nawet nie wiedzieliby co odpowiedzieć. To nie moja wina, że jestem biały, tak samo jak nie jest moją winą, że jestem niższy od większości ludzi. Już w szkole nazywali mnie mikrusem i musiałem z tym żyć, ale nigdy nie przyszła mi do głowy nawet myśl, że z tego powodu powinienem być jakoś specjalnie przez innych traktowany. Nie jestem rasistą, a tylko uważam, że jeśli biały lub czarny traci pracę, to najpierw trzeba sprawdzić, czy stało się to z powodu koloru skóry, czy może dlatego, że nie źle wykonywał swoją pracę” – przekonywał Ecclestone.
W Formule 1 nikt jednak nie podziela jego poglądów, czego najlepszym dowodem jest akcja pod szyldem #WeRaceAsOne. Jej pomysłodawcy chcą zwrócić uwagę na problem dyskryminacji rasowej. Przed pierwszym w tym sezonie wyścigiem, a po odwołaniu z powodu pandemii koronawirusa wcześniejszych imprez inauguracja tegorocznych zmagań odbędzie się w Austrii na torze Red Bull Ring w Spielbergu, broniąca mistrzowskiego tytułu ekipa Mercedesa zaprezentowała swoje najnowsze bolidy w nietypowych czarnych barwach. Na samochodach pojawią się też elementy z oznaczeniem „End Racism”. „W 2020 roku będziemy się ścigać na czarno, jako publiczna obietnica poprawy różnorodności naszego zespołu i jasne oświadczenie, że przeciwstawiamy się rasizmowi i wszelkim formom dyskryminacji. Przed końcem tego sezonu ogłosimy też nowy program różnorodności i integracji, który będzie obejmował między innymi dalsze podnoszenie świadomości członków naszego zespołu” – podano w oficjalnym komunikacie wydanym przez zespół Mercedesa. Szefowie niemieckiego teamu zapewnili, iż te zmiany są już nieodwracalne.
Robert Kubica ma się pojawić na obu wyścigach F1 w Austrii, aby wspierać swoją ekipę z garażu. Polak może też otrzymać szansę występu, gdyby okazało się, że na koronawirusa zachorował któryś z podstawowych reprezentantów Alfy Romeo – Kimi Raikkonen albo Antonio Giovinazzi. Jakie szanse ma sponsorowany m.in. przez PKN Orlen włoski zespół? Podczas przedsezonowych testów w Barcelonie, które odbyły sie pod koniec lutego tego roku, sądząc wedle uzyskiwanych czasów, także przez Kubicę, bolidy Alfa Romeo plasowały się na ósmym miejscu w stawce.

Kubica po testach DTM

W minionym tygodniu zespoły serii wyścigowej DTM odbyli czterodniowe testy na niemieckim torze Nurburgring. Uczestniczący w nich Robert Kubica na tle rywali wypadł przeciętnie notując dwunasty czas w stawce.

Czterodniowe testy DTM na torze Nurburgring Kubica wykorzystał do maksimu, bo jako jedyny kierowca w stawce mógł jeździć od poniedziałku do czwartku bez żadnych ograniczeń i nie musiał dzielić się samochodem z kolegą z zespołu. To dlatego, że ekipa Orlen Team ART, korzystająca z auta BMW M4 DTM, w obecnym sezonie zgłosiła do startów tylko Kubicę.
Polski kierowca swój najlepszy wynik podczas testów „wykręcił” ostatniego dnia, w czwartek, kiedy to jedno okrążenie toru pokonał w czasie 1:19.493. „Jako debiutant musiałem odkryć wiele nowych rzeczy. Musiałem poznać samochód, procedury jakie towarzyszą wyścigowi oraz zespół” – stwierdził Kubica. Każdego dnia Polak poprawiał swój najlepszy rezultat, lecz jeśli porówna się jego czasy z wynikami innych kierowców, to imponująco przy nich nie wyglądają. Lider zespołu Orlen Team ART był wolniejszy o ponad pół sekundy od najszybszego podczas testów Ferdinanda von Habsburga (1:18.911). 22-letni Austriak jeździł jednak samochodem Audi, zdecydowanie szybszym od konkurencyjnego BMW, z którego korzysta też Kubica. Najlepszym dowodem na przewagę technologiczną Audi nad BMW jest fakt, że cztery najlepsze miejsca w trakcie testów zajęli kierowcy Audi. Wśród zawodników jeżdżących autami BMW najlepszy był Sheldon van der Linde z RPA, który uzyskał czas 1:19.070, czyli lepszy niż Kubicy o 0,4 s. Szef BMW Motorsport Jens Marquardt był jednak zadowolony z postawy kierowców używających aut tej marki.
Nie zmienia to jednak faktu, iż Audi posiada wyraźną przewagę technologiczną nad BMW. „Powoli wracamy do normalności, choć w zupełnie innych realiach. Nie możemy się doczekać rozpoczęcia sezonu w Belgii, ale do sierpnia czeka nas mnóstwo pracy, ale jesteśmy na dobrej drodze” – zapewniał Marquardt. Z nieoficjalnych źródeł wiadomo, że BMW na torze Nurburgring testował m.in. nowy silnik oraz zmodyfikowany pod niego układ wydechowy.

Kubica na torze DTM

Robert Kubica od minionego poniedziałku uczestniczy w przedsezonowych testach DTM na torze Nurburgring. Polak jako jedyny kierowca ze stajni BMW zaliczy pełny czterodniowy cykl jazd próbnych.

Testy DTM na torze Nurburgring zaplanowano w dniach 8-11 czerwca. Dla Kubicy to dopiero druga okazja do jazdy samochodem BMW M4 DTM, dlatego wedle niemieckich branżowych mediów polski kierowca może liczyć na specjalne potraktowanie przez głównego sponsora cyklu, koncern BMW i jako jedyny będzie móc spędzić na torze cztery testowe dni. Pozostali kierowcy, w tym były mistrz DTM Marco Wittmann, będą musieli się zmieniać za kierownicą BMW M4 DTM. To dobra wiadomość dla Kubicy, bo dzięki temu będzie mógł lepiej poznać konstrukcję i możliwości samochodu oraz przyczepność opon firmy Hankook.
Testy DTM są dla Kubicy ostatnią okazją do sprawdzenia swoich możliwości za kierownicą BMW M4 DTM przed inauguracją sezonu, jaką zaplanowano na początek sierpnia na torze Spa-Francorchamps w Belgii. W pierwszych dwóch dniach nie wypadł najlepiej i przyznał, że musi się jeszcze wiele nauczyć.