Alfa Romeo nadal z Orlenem i Kubicą

PKN Orlen doszedł do porozumienia z Alfa Romeo i także w przyszłym sezonie będzie partnera tytularnym szwajcarskiego zespołu Formuły 1. Jako pierwszy poinformował o tym szef Alfa Romeo Frederic Vasseur, a potem decyzję potwierdził prezes polskiego koncernu paliwowego Daniel Obajtek. Porozumienie dotyczy też Roberta Kubicy, który w 2021 roku nadal będzie kierowcą rezerwowym.

Zanim prezes PKN Orlen oficjalnie potwierdził, że koncern pozostanie partnerem tytularnym Alfy Romeo w Formule 1, a Robert Kubica będzie nadal zaangażowany w pracę zespołu z Hinwil, szef szwajcarskiego zespołu Frederic Vasseur na łamach dziennika „Blick” wyjawił, że największym sukcesem Alfa Romeo na koniec tego trudnego z powodu pandemii koronawirusem roku jest to, że z zespołem zostanie Robert Kubica, a wraz z nim Orlen i wszyscy pozostali sponsorzy.
Gdy sprawa przestałą być już tajemnicą, decyzję o przedłużeniu współpracy Orlenu ze szwajcarskim zespołem potwierdził prezes Daniel Obajtek. „Orlen mocno inwestuje w sport, a w Polsce jesteśmy firmą pod tym względem najbardziej aktywną. Sport to budowa silnej firmy i jedności w biznesie. Jesteśmy też firmą globalną, bo inwestujemy na innych rynkach. Zostajemy w Alfie Romeo na kolejny sezon, bo nadal inwestujemy w rozpoznawalność marki poprzez sponsorowanie tej ekipy. Nam to też się opłaca. Sam ekwiwalent reklamowy z Formuły 1 w tym roku wyniósł 400 mln złotych. To się dobrze spina z rozpoznawalnością marki, również w związku z innymi markami na zagranicznych rynkach, co z kolei przekłada się na sprzedaż detaliczną. Zysk operacyjny za trzy kwartały 2020 roku wyniósł 2,5 mld złotych, a to jest o 100 mln zł więcej niż w roku 2019 i ma trend wzrostowy” – zapewnia prezes Orlenu.
Dlaczego jednak Orlen upiera się przy sponsorowaniu 36-letniego Roberta Kubicy, skoro nie ma on szans na nawet na okazyjne starty w barwach Alfa Romeo, a jedyną rolę jaką przewidują dla niego Szwajcarzy, jest rola rezerwowego kierowcy oraz praca przy rozwoju symulatora wyścigowego w fabryce Alfa Romeo w Hinwil. Dla przypomnienia – płocki koncern związany jest z Kubicą od roku 2019, kiedy to wsparł jego powrót do Formuły 1 zostając jednym ze sponsorów brytyjskiego zespołu Williamsa. Jak wiadomo Polak musiał się ścigać w najgorszym aucie w stawce 20 bolidów. Nic dziwnego, że Kubica nie chciał tam zostać na kolejny sezon i wolał przyjąć rolę rezerwowego w Alfa Romeo w sezonie 2020. Niestety, jego rachuby, że po roku dostanie miejsce jednego z kierowców etatowych, okazały się nietrafione. Szwajcarzy pozostawili w ekipie obu dotychczasowych kierowców – Fina Kimiego Raikkonena i Włocha Antonio Giovinazziego. „Z Robertem nadal wiążemy nadzieje, bo spełnia on nasze oczekiwania. Z badań wynika, że jest dobrze odbierany przez Polaków, a także za granicą” – podkreśla prezes Obajtek.
Wiadomo już, na co będzie mógł liczyć Orlen w związku z nowym kontraktem. Logotypy polskiej firmy pojawią się na bolidzie – m.in. na przednim i tylnym skrzydle, systemie Halo, lusterkach oraz sekcjach bocznych samochodu. Charakterystyczny orzeł Orlenu pojawi się też na kombinezonach kierowców i pracowników Alfy Romeo – m.in. na klatce piersiowej i plecach. Do tego znak polskiej firmy będzie widoczny w trzech miejscach na kaskach Roberta Kubicy, Kimiego Raikkonena i Antonio Giovinazziego. Dodatkowo logo Orlenu znajdzie się także na odzieży personelu Alfy Romeo oraz na transporterach i w garażu.
Orlenowi poprzez współpracę z Kubicą i Alfą Romeo zależy na promocji marki na arenie międzynarodowej. Wynika to z podjętych decyzji biznesowych – lada moment zagraniczne marki Orlenu w Niemczech, Czechach i na Słowacji (Star, Benzina) mają przejść rebranding i występować pod nazwą spółki-matki. Dlatego Formuła 1 idealnie wpisuje się w tę rolę, bo jest pokazywana przez 51 krajowych telewizji, a według danych Nielsena, jej łączna widownia sięga 400 mln widzów. „Sponsoring tytularny zespołu Alfy Romeo wzmacnia rozpoznawalność marki Orlen na świecie i zwiększa jej prestiż. To z kolei ułatwia realizację ambitnych celów biznesowych i konkurowanie z globalnymi graczami” – zapewnia prezes Obajtek.
Nowa umowa trochę też wzmocniła pozycję Kubicy w Alfa Romeo. Polak pojawił się w pięciu posezonowych treningach w Abu Zabi, zapowiedziano też jego aktywny udział w zimowych testach w Barcelonie oraz zapowiedziano enigmatycznie, że w 2021 może liczyć na znacznie więcej niż w tym roku występów za kierownicą wyścigowego bolidu.

48 godzin sport

Messi posadzony na ławie
Gwiazdor FC Barcelona Leo Messi zagrał w tym sezonie już w 12 meczach – w Primera Division, Lidze Mistrzów oraz w reprezentacji Argentyny. Trener zespołu „Dumy Katalonii” Ronald Koeman w miniony weekend postanowił dać odpocząć swojemu najlepszemu zawodnikowi i posadził 33-letniego Argentyńczyka na ławce rezerwowych. Po przerwie Messi pojawił się jednak na boisku, bo Barcelonie w ligowej potyczce z Betisem Sewilla szło jak po grudzie i do przerwy remisowała 1:1. Po wejściu argentyńskiego gwiazdora katalońska drużyna zaczęła grać o niebo lepiej i ostatecznie zwyciężyła 5:2, a sam Messi zdążył strzelić dwa gole, w tym pierwszego w tym sezonie z gry.

Polak strzelił za Uralem
Rafał Augustyniak strzelił gola dla Uralu Jekaterynburg w zremisowanym 2:2 meczu 14. kolejki rosyjskiej ekstraklasy ze Spartakiem Moskwa. Był to jego pierwszy ligowy gol w tym sezonie. 27-letni Augustyniak rozegrał całe spotkanie, a jego zespół z 15. punktami na koncie zajmuje 11. miejsce w Premjer Lidze.

Jastrzębski Węgiel goni lidera
Jastrzębski Węgiel zapisał na swoim koncie kolejne zwycięstwo. Podopieczni Luke’a Reynoldsa pokonali Cerrad Eneę Czarnych Radom 3:1. Ta wygrana pozwoliła im się umocnić na pozycji wicelidera PlusLigi. Pierwsze miejsce w tabeli naszej siatkarskiej ekstraklasy od początku sezonu okupuje Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, która po ośmiu kolejkach ma na koncie 21 punktów i cztery przewagi nad Jastrzębskim Węglem.

Mogą odwołać mecz Polek
Pod znakiem zapytania stanął czwartkowy mecz reprezentacji Polski koszykarek z Białorusią w eliminacjach mistrzostw Europy 2021. Spotkanie ma się odbyć w Stambule, ale z FIBA wyciekła pogłoska, że kilka zawodniczek białoruskiej drużyny ma pozytywne wyniki testów na koronawirusa. Spotkania eliminacji ze względu na pandemię mają być rozgrywane w listopadowym okienku (12-15 listopada ) w „bańkach” turniejowych. Polska grupa D zagra w Stambule, gdzie rozegrane zostaną także spotkania grupy E z udziałem Turcji, Serbii, Litwy i Albanii. Kadra Polski, która oprócz meczu z Białorusią ma też w Stambule zagrać w sobotę 14 listopada z Wielką Brytanią, w komplecie miała negatywne wyniki testów na obecność Covid-19.

Koronawirus w Realu
W sobotę Real Madryt poinformował, że zakażeni koronawirusem zostali dwaj gracze tego zespołu – Belg Eden Hazard i Brazylijczyk Casemiro. Madrycki klub zapewnił też, że pozostali piłkarze i pracownicy klubu otrzymali negatywne wyniki testów na obecność Covid-19. Ale kilka dni wcześniej zaraził się Covid-19 inny z brazylijskich graczy „Królewskich”, Eder Militao. Hazard i Casemiro zostali odizolowani od reszty zespołu, a to oznacza, że z powodu obowiązkowej kwarantanny nie będą mogli uczestniczyć też w najbliższych zgrupowaniach reprezentacji swoich krajów.

Fabiański bohaterem meczu
Łukasz Fabiański obronił rzut karny w wygranym przez West Ham United 1:0 meczu z Fulham w 8. kolejce angielskiej Premier League. 35-letni bramkarz reprezentacji Polski został bohaterem swojej drużyny, bo obronił „jedenastkę” egzekwowaną przez Ademola Lookman w ostatnich sekundach doliczonego czasu gry. Fabiański od sierpnia 2016 roku obronił w Premier League już siedem rzutów karnych i pod tym względem jest najskuteczniejszym golkiperem w angielskiej ekstraklasie. West Ham z dorobkiem 11 punktów zajmuje miejsce w środku tabeli z przewagą ośmiu „oczek” nad zespołami ze strefy spadkowej.

Krystian Bielik wrócił do gry
Piłkarz reprezentacji Polski Krystian Bielik po blisko dziesięciu miesiącach przerwy spowodowanej ciężką kontuzją kolana, w minioną sobotę pojawił się ponownie w podstawowym składzie zespołu Derby County. Powrót 22-letniego piłkarza nie wypadł okazale, bo jego zespół przegrał w 11. kolejce Championship (II liga) u siebie z Barnsley 0:2. Bielik rozegrał całe spotkanie, a oprócz niego w tym meczu wystąpiło jeszcze dwóch polskich zawodników – w zespole gospodarzy po przerwie pojawił się na boisku skrzydłowy reprezentacji Polski i były gracz Lecha Poznań 22-letni Kamil Jóźwiak, natomiast w zwycięskim zespole gości całe spotkanie rozegrał były obrońca Cracovii 25-letni Michał Helik.

Kubica punktował tylko w sobotę
W minioną sobotę Robert Kubica po raz trzeci w tym sezonie zdobył punkty w wyścigowej serii DTM. Polak skorzystał z tzw. neutralizacji po awarii auta Timo Glocka i wymienił opony, dzięki czemu na ostatnich okrążeniach miał znacznie lepsze tempo od wielu konkurentów, co pozwoliło mu awansować na ósme miejsce. Tym samym po raz trzeci w tym sezonie kierowca Orlen Team ART zdobył punkty w DTM. W niedzielę nie miał już takiego farta i ukończył ostatni w tym sezonie wyścig na 15., czyli przedostatniej pozycji. Triumfował Niemiec Rene Rast, który zwyciężył też w klasyfikacji generalnej i obronił mistrzowski tytuł w DTM.

Doping u skoczka wzwyż
W organizmie halowego mistrza Polski w skoku wzwyż 23-letniego Norberta Kobielskiego wykryto zabronioną substancję. Fakt ten potwierdził oficjalnie dyrektor Polskiej Agencji Antydopingowej Michał Rynkowski. Środek dopingowy znaleziono w próbce pobranej od Kobielskiego w ostatni weekend sierpnia podczas mistrzostw Polski we Włocławku, w których wygrał on konkurs skoku wzwyż wynikiem 2,26 m. Jeśli próbka B nie wykluczy użycia zakazanego dopingu, Kobielskiego czeka nawet dwuletnia dyskwalifikacja, co oznacza, że nie wystartuje w igrzyskach w Tokio.

W SuperLidze znów odwołują
Z uwagi na przypadki zakażenia koronawirusem wykryte w zespole puławskich Azotów, kierownictwo Superligi PGNiG zdecydowało o przełożeniu zaplanowanego na niedzielę spotkania ekstraklasy piłkarzy ręcznych tego klubu ze Stalą Mielec.

Szczęście Kubicy na torze Zolder

W niedzielnym wyścigu serii DTM na belgijskim torze Zolder Robert Kubica wykorzystał nieoczekiwanie wywalczył trzecią lokatę. Nic dziwnego, że nie krył zadowolenia, bo stanął na podium ważnych zawodów w sporcie motorowym po 10 latach przerwy – ostatni raz przydarzyło mu się to w sierpniu 2010 roku w Grand Prix Belgii Formuły 1.

Sukces Kubicy wywołał małą sensację, bo we wcześniej rozegranych 15 wyścigach serii DTM jego najlepszy wynik to 10. miejsce wywalczone na torze w Assen, które dało mu jeden punkt w klasyfikacji generalnej do niedzieli zajmował w niej ostatnie miejsce). W pozostałych wyścigach debiutujący w tej serii wyścigowej polski kierowca zwykle mijał metę jeśli nie na ostatniej pozycji, to w ogonie stawki, albo wręcz nie kończył zawodów z powodu defektu auta. Tak właśnie zdarzyło mu się w sobotę, gdy w jego BMW M4 DTM zepsuł się silnik. Zespół techniczny Orlen Team ART pracował ofiarnie przez całą noc przy wymianie jednostki napędowej i dzięki temu w niedzielę Kubica mógł wystartować. Tym razem jednak szczęście mu sprzyjało. Samochód ekipy Orlen Team ART ruszał do niedzielnego wyścigu z dziesiątej pozycji. Kubica był w dobrej formie i bojowo nastawiony, a na dodatek wykazał się fenomenalnym refleksem niemal tuż po starcie, gdy doszło do karambolu z udziałem Jonathana Aberdeina, Fabio Scherera i Robina Frijnsa. Polak szczęśliwie ominął pokiereszowane auta konkurentów, a potem, po naturalizacji gdy wyścig rozpoczął się na nowo, doszło do kolejnej kraksy, która wyłączyła z walki Philippa Enga, Lucasa Auera i Benoit’a Treluyera. W tym momencie na torze zostało już tylko 10 aut, więc było jasne, że jeśli Kubica ukończy wyścig, to zdobędzie co najmniej punkt.
Kubica późno zjechał do pit-stopu i jak się później okazało, była to mądra strategia, bo w końcówce wyścigu jechał bardzo szybko dzięki świeższemu ogumieniu, a gdy tylko zwietrzył szansę na zajęcie miejsca w czołowej trójce, w kilku akcjach na torze pokazał, że nie bez powodu jeździł kiedyś w Formule 1.
Na pokonanie pierwszego na mecie Rene Rasta, dla którego był to czwarty z rzędu triumf w torze Zolder oraz drugiego Nico Muellera Polak miał za słabą maszynę, bo ta dwójka niemieckich kierowców, najlepsza w DTM w tym sezonie, ściga się autami Audi, znacznie przewyższającymi osiągami maszyny BMW, w tym należącą do Orlen Team ART „beemwicę” Kubicy. „Długo nie byłem na podium, więc to dla mnie miły moment. Taki rezultat należał się też mojemu zespołowi, któremu bardzo dziękuję. Cieszę się, bo choć nie jest to zwycięstwo, to zawsze przecież lepiej jest być na podium, nawet na jego najniższym stopniu, niż być poza nim” – powiedział Kubica na konferencji prasowej po wyścigu.
Do końca sezonu serii DTM pozostały dwa wyścigi na niemieckim torze Hockenheim, które mają się odbyć w dniach 6-8 listopada. „Tam też będziemy walczyć i kto wie, może ponownie uda się wykorzystać błędy rywali” – wyraził nadzieję kierowca ekipy Orlen Team ART.
Sukces Kubicy z uznaniem skomentował szef serii DTM, Austriak Gerhard Berger: „Robert to Kimi Raikkonen serii DTM. Polak tym wynikiem w końcu pokazał swoją klasę”. Sternik DTM liczy, że polski kierowca i jego ekipa przystąpią do rywalizacji także w przyszłym sezonie. Będzie on inny od obecnego, bo nie będą już w nim startowały fabryczne auta BMW i Audi, bo obie marki wycofały swoje zaangażowanie w tej odmianie wyścigów samochodowych. To sprawi, że w DTM zobaczymy głównie ekipy prywatne, a obecne samochody zostaną zastąpione znacznie tańszymi konstrukcjami GT3.
W przypadku Kubicy niczego nie można być w tej chwili pewnym. Jak zawsze swoje plany na przyszłość utrzymuje on w tajemnicy, a jedyną deklarację na jaką się ostatnio zdobył, było zapewnienie, że w przyszłym sezonie chciałby się ścigać „na najwyższym poziomie”. Konkretnie chodzi mu o powrót do Formuły 1, ale z tym może być problem. Opcji wiele nie ma, bo składów na sezon 2021 nie potwierdziły do tej pory jedynie Alfa Romeo i Haas. Niestety, wygląda na to, że Polak nie jest brany pod uwagę przez te ekipy w roli etatowego kierowcy, a w Alfa Romeo, chociaż jednym ze sponsorów zespołu jest PKN Orlen, może liczyć co najwyżej na rolę, którą pełni obecnie, czyli kierowcy rezerwowego. A to dlatego, że ponoć 41-letni Fin Kimi Raikkonen postanowił jeszcze nie kończyć kariery, a drugi bolid ma zająć syn wielkiego Michaela Schumachera, Mick, który zajmie miejsce Włocha Antonio Giovinazziego. Ale ostateczne decyzje mają zapaść do końca października, zatem jeśli Kubica jest jednak brany pod uwagę, to sukces w Zolder przydarzył mu się w jak najbardziej właściwym momencie.

48 godzin sport

Kurek i Kubiak grali w Japonii
W sobotę wystartowały rozgrywki japońskiej ekstraklasie siatkarzy (V.League), w której występuje dwóch kluczowych graczy reprezentacji Polski – Michał Kubiak i Bartosz Kurek. Zespół Kubiaka, Panasonic Panthers, pokonał na inaugurację FC Tokyo 3:1, a kapitan naszej kadry zdobył w tym spotkaniu 15 punktów (dwa po serwisach i 13 z ataków). Jeszcze skuteczniejszy okazał się Kurek, który w potyczce z ekipą Suntory Sunbirds zdobył dla swojego zespołu, Wolfdogs Nagoya, aż 29 punktów (20 z ataku, trzy po bloku i sześć zagrywką). Niestety, mimo znakomitej gry naszego siatkarza ekipa z Nagoi przegrała mecz 1:3.

Zmarł wybitny polski żużlowiec
W miniony piątek w wieku 82 lat zmarł Andrzej Pogorzelski, znakomity przed laty żużlowiec Stali Gorzów, trzykrotny drużynowy mistrz świata z reprezentacja Polski, potem wybitny trener. Karierę zaczynał w 1956 roku w Unii Leszno i w tym też klubie zakończył ją dwadzieścia lat później. Ścigał się też w zespole Startu Gniezno (1947-1961), ale największe sukcesy odnosił w barwach Stali Gorzów. Z Unią zdobył dwa brązowe medale drużynowych mistrzostw Polski (1975, 1976), natomiast z gorzowskim zespole złoty medal (1969) i pięć srebrnych (1964, 1965, 1966, 1968, 1971). Jako zawodnik Stali zdobył z reprezentacją Polski trzy złote medale drużynowych mistrzostw świata. W indywidualnych mistrzostwach Polski zdobył natomiast trzy brązowe medale (1964, 1965, 1966). Po zakończeniu kariery zawodniczej został szkoleniowcem. W Gorzowie spod jego ręki wyszli tacy znani zawodnicy, jak Zenon Plech, Jerzy Rembas, Ryszard Fabiszewski, Bogusław Nowak, a z leszczyńskiego klubu Mariusz Okoniewski i Roman Jankowski.

Powrót Hiszpana nad Wisłę
Hiszpan Airam Cabrera został zawodnikiem Wisły Płock. Podpisał kontrakt do końca czerwca 2021 roku z opcją przedłużenia o kolejny rok. 32-letni napastnik występował ostatnio w zespole Extremadura UD. W minionym sezonie rozegrał 12 meczów i zdobył jedną bramkę w hiszpańskiej II lidze. Cabrera w przeszłości grał też w polskiej ekstraklasie – w barwach Korony Kielce (2015/2016) i Cracovii (2018/2019). W obu tych zespołach rozegrał w naszej lidze łącznie 55 meczów, w których strzelił 30 goli.

GP Portugalii F1 bez kibiców
Na wyścig o Grand Prix Portugalii na torze w Portimao sprzedano ponad 30 tysięcy biletów, ale istnieje zagrożenie, że kibice na imprezę nie zostaną jednak wpuszczeni. Powodem jest oczywiście pandemia koronawirusa. Portugalskie władze poinformowały, że decyzję w tej sprawie podejmą tuż przez zaplanowanym na 25 października wyścigiem.

Trzecie miejsce Kubicy w DTM
W niedzielnym wyścigu serii DTM na belgijskim torze Zolder, Robert Kubica wywalczył trzecie miejsce. To jego pierwsze podium w tej serii wyścigowej. Wygrał Niemiec Rene Rast, a drugi był jego rodak Niko Mueller.

Krychowiak odzyskał formę
Grzegorz Krychowiak strzelił gola dla Lokomotiwu Moskwa w wygranym przez jego zespół 1:0 meczu 11. kolejki rosyjskiej ekstraklasy z FK Ufa. Było to jego drugie trafienie w obecnym sezonie. Tym dobrym występem Krychowiak zaprzeczył opiniom, że jest bez formy, a jego słaba gra w spotkaniu z Włochami była „wypadkiem przy pracy”. W moskiewskiej drużynie cały spotkanie zaliczył też Maciej Rybus, u którego podczas zgrupowania reprezentacji Polski wykryto koronawirusa i z tego powodu nie zagrał w meczach z Finlandią, Włochami oraz Bośnią i Hercegowiną. Lokomotiw z 21. punktami zajmuje trzecie miejsce w lidze.

Hurkacz odpadł w 1/4 finału
Hubert Hurkacz odpadł w ćwierćfinale turnieju ATP Tour 250 w Kolonii (pula nagród 325 tys. euro). Sklasyfikowany obecnie w ran kingu ATP na 312. pozycji polski tenisista przegrał z rozstawionym w imprezie z numerem drugim Hiszpanem Roberto Bautistą (ATP 13) 6:7(4), 7:5, 0:6. We wcześniejszych rundach Hurkacz pokonał Australijczyka Marka Polmansa i Niemca Mischę Zvereva. To dopiero jego drugi ćwierćfinał w tym sezonie (poprzednio w styczniu Auckland doszedł do półfinału). Nasz najlepszy obecnie tenisista w przyszłym tygodniu weźmie udział w drugim turnieju organizowanym w Kolonii.

Afera korupcyjna w Czechach
W miniony piątek funkcjonariusze policji wkroczyli do siedziby czeskiej federacji piłkarskiej, dokonując przeszukania pomieszczeń, ale też zatrzymania 19 osób podejrzanych o ustawianie meczów i korupcję. Taką liczbę aresztowanych podało też biuro prasowe praskiej prokuratury. Według czeskich mediów do korupcyjnego procederu dochodziło w meczach drugiej i trzeciej ligi.

Włoszczowska tylko siódma
Maja Włoszczowska zajęła siódme miejsce w mistrzostwach Europy w kolarstwie górskim, rozegranych w miniony weekend w szwajcarskim Monte Tamaro. Tytuł wywalczyła Francuzka Pauline Ferrand-Prevot, która przed tygodniem w austriackim Leogang triumfowała także w mistrzostwach świata. Włoszczowska, dwukrotna srebrna medalistka olimpijska, straciła do zwyciężczyni prawie trzy minuty.

Pierwsze trafienie Helika
Michał Helik zdobył bramkę dla Barnsley w zremisowanym 2:2 meczu z Bristol City W 5. kolejce angielskiej Championship. Dla byłego obrońcy Cracovii, który latem tego roku zmienił klubowe barwy, było to pierwsze trafienie w barwach zespołu Barnsley. Polak rozegrał całe spotkanie.

Koronawirus w PlusLidze
Zaplanowany na poniedziałek mecz ekstraklasy siatkarzy PGE Skra – Indykpol AZS został odwołany z powodu wykrycia zakażenia koronawirusem w zespole z Olsztyna. AZS nie zagra także w następny weekend w spotkaniu z Jastrzębskim Węglem.

48 godzin sport

Niezgoda strzela za oceanem
Jarosław Niezgoda zdobył dwie bramki dla Portland Timbers w wygranym przez jego zespół 3:0 meczu MLS z San Jose Earthquakes. Były napastnik Legii Warszawa grał do 60. minuty. Drużyna Portland Timbers z dorobkiem 30 punktów zajmuje drugie miejsce, za Seattle Sounders, w tabeli Konferencji Zachodniej Major League Soccer. Niezgoda w tym sezonie w amerykańskiej lidze strzelił jak dotąd cztery gole. Z polskich piłkarzy grających za oceanem skuteczniejszy jest jednak Piotr Parzyszek, który ma na koncie siedem trafień.

Bednorz szaleje w Rosji
Bartosz Bednorz znowu błysnął w lidze rosyjskiej, zdobywając najwięcej punktów dla Zenitu Kazań w wygranym przez jego zespół 3:0 meczu z Neftjanik Orenburg. Reprezentant Polski wywalczył 15 punktów i zanotował 58 procent skuteczności w ataku. Popisał się też trzema asami serwisowymi w jednym ustawieniu. Zenit Kazań, którego trenerem jest Władimir Alekno, są w tej chwili wiceliderem rosyjskiej Superligi.

Leon błyszczy w Italii
W lidze włoskiej trwa zwycięska seria zespołu Sir Safety Conad Perugia, prowadzonego przez selekcjonera reprezentacji Polski Vitala Heynena, a którego największą gwiazdą jest Kubańczyk z polskim paszportem Wilfredo Leon. W 4. kolejce siatkarskiej Serie A ekipa z Perugii pokonała na wyjeździe NBV Werona 3:0 (25:22, 25:22, 25:23). Leon była najlepszym graczem na parkiecie – nasz reprezentacyjny siatkarz zdobył 20 punktów, notując skuteczność w ataku na poziomie 53 procent. Sir Safety Conad Perugia po czterech kolejkach prowadzi w lidze z kompletem 12 punktów, przez Cucine Lube Civitanova (11 pkt) i Power Volley Milano (9 pkt).

Kubica zamyka stawkę w DTM
Robert Kubica w miniony weekend w wyścigach DTM na belgijskim torze Zolder zajął w sobotę 14., a w niedziele 12 miejsce. Kierowca ekipy Orlen ART Team w sobotnim wyścigu był ostatni w stawce kierowców, którzy ukończyli zawody i jako jedyny został zdublowany. Pierwsze miejsce zajął Rene Rast z Audi Sport Team Rosberg. Drugi był Robin Frijns, a trzeci Nico Mueller. W niedzielę Kubica spisał się trochę lepiej zajmując 12. lokatę. Wygrał ponownie Rene Rast, który dzięki tym zwycięstwom zmniejszył stratę w klasyfikacji generalnej do prowadzącego Nico Muellera (Audi). Kubica w „generalce” zajmuje ostatnią lokatę w gronie 16 kierowców.

Wirus u hokeistów z Torunia
Czterech zawodników występującej w ekstralidze hokeja na lodzie drużyny Energa Toruń jest zakażonych koronawirusem SARS-CoV-2. Hokeiści czują się dobrze, ale mecze zespołu zaplanowane na 16 i 18 października, odpowiednio z Tauronem Podhalem Nowy Targ i Comarch Cracovią, zostały przełożone. Wcześniej w toruńskiej ekipie stwierdzono zakażenie koronawirusem u trenera Juryja Czucha, co spowodowało odwołanie w miniona niedzielę wyjazdowego spotkania z GKS Katowice.

Zmiana na szczycie Formuły 1

Podczas Grand Prix Rosji w Soczi ogłoszono, że od 1 stycznia 2021 roku nowym prezesem i dyrektorem generalnym Formuły 1 zostanie 55-letni Włoch Stefano Domenicali, który na tych stanowiskach zastąpi Chase’a Carey’a.

Zmiana na szczytach władzy Formuły 1 odbyła się bez zgrzytów. W piątek komunikat w tej sprawie opublikowano na stronie internetowej formula1.com. Ustępujący z posady 66-letni Amerykanin Chase Carey został w ciepłych słowach pożegnany przez Grega Maffeiego, prezesa i dyrektora generalnego Liberty Media, właściciela Formuły 1. „Chase wykonał fenomenalną robotę. Jego działania umocniły F1 na szczycie sportów motorowych” – stwierdził Maffei i zapewnił, że Carey nadal będzie odgrywał ważną rolę w tym sporcie.
Teraz jednak całą uwagę skoncentrował na sobie Stefano Domenicali, wcześniej znany z pracy w ekipie Ferrari i we władzach FIA. „Jestem podekscytowany dołączeniem do wielkiej rodziny Formuły 1, sportu, który zawsze był częścią mojego życia. Urodziłem się w Imola, a mieszkam w Monza. Pozostałem w kontakcie z tym sportem dzięki mojej pracy w FIA. Teraz nie mogę doczekać się nawiązania kontaktu z zespołami, promotorami, sponsorami i wieloma partnerami w Formule 1, ponieważ nadal będziemy rozwijać ten biznes” – powiedział 55-letni włoski menedżer w swoim pierwszy wystąpieniu w nowej roli. Domenicali w 1991 roku dołączył do zespołu Ferrari, w którym stopniowo awansował, aż w 2007 roku został szefem zespołu i utrzymał się na tym stanowisku do 2014 roku. Ostatnio był dyrektorem generalnym w Lamborghini.
Domenicali, gdy był jeszcze szefem zespołu Ferrari, podpisał kontrakt z Robertem Kubicą, na podstawie którego polski kierowca miał dołączyć do ekipy z Maranello w 2012 roku. Niestety, Kubica, jeszcze w barwach zespołu Renault, przed sezonem F1 6 lutego 2011 roku wziął udział w lokalny rajdzie samochodowy Ronde di Andora, w trakcie którego uległ poważnemu wypadkowi. Na tory Formuły 1 Polak wrócił dopiero w 2019 roku jako kierowca Williamsa, a w tym sezonie jest rezerwowym Alfa Romeo.

Kubica zdobył punkt

Robert Kubica zakończył sobotni wyścig DTM na torze w holenderskim Assen na 10. pozycji i zdobył pierwszy punkt. To jego najlepszy wynik w debiutanckim sezonie w tej wyścigowej serii. Wygrał Holender Robin Frijns.

Kubica kiepsko wystartował i do połowy wyścigu jechał ze sporą stratą do rywali, lecz gdy część z nich zaczęła zjeżdżać do pit-stopu na wymianę opon, Polak pozostał na torze i zjechał do boksu jako jeden ostatnich. Zmiana ogumienia w wykonaniu ekipy technicznej Orlen Team ART znów była daleka od doskonałości, ale Kubica nadgonił stracony dystans i wrócił na tor na trzynastym miejscu. Do końca zmagań utrzymywał dobre tempo, dzięki czemu zdołał wyprzedzić kolejnych rywali.
W końcówce postawił wszystko na jedna kartę i jadąc agresywnie zmusił Timo Glocka oraz Lucasa Auera do błędów na ostatnim okrążeniu, za co wprawdzie został przez sędziów upomniany, za to do mety dojechał na znakomitym jak na jego poprzednie osiągnięcia w DTM 10. miejscu. Tym samym Kubica wywalczył pierwszy punkt w tym cyklu wyścigowym. W niedzielnym wyścigu rozegranym w deszczowych warunkach zajął już jednak 14. miejsce.

Niemcy drwią z jazdy Kubicy w serii DTM

Debiut Roberta Kubica w DTM na razie trudno uznać za udany. Jeżdżący w barwach zespołu Orlen Team ART polski kierowca jeszcze nie zdobył punktu, a w klasyfikacji generalnej na 16 startujących zajmuje 14. lokatę.

Uzyskane do tej pory wyniki plasują Kubicę w gronie czterech najsłabszych kierowców w stawce. Polak nie zdobył jeszcze żadnego punktu w wyścigach serii DTM, a w „generalce” taki sam dorobek mają tylko 13. w zestawieniu Fabio Scherer (Audi), 15. Harrison Newey (Audi) i 16. na liście Ferdinand Habsburg (Audi). Liderem klasyfikacji jest Nico Mueller (Audi) mający na koncie 46 punktów, a dwa kolejne miejsca zajmują jego koledzy z ekipy Audi – Rene Rast (39 pkt) i Jamie Green (30 pkt). Kolejne lokaty zajmują: Robin Frijns (Audi) – 22 pkt, Mike Rockenfeller (Audi) – 22 pkt, Loic Duval (Audi) – 21, Lucas Auer (BMW) – 10 pkt, Sheldon van der Linde (BWM) – 8 pkt, Philipp Eng (BWM) – 8 pkt, Timo Glock (BWM) – 4 pkt, Jonathan Aberdein (BWM) – 3 pkt i Marco Wittmann (BWM) – 1 pkt.
Kubica za swoje słabe wyniki obarcza winą ekipę techniczną Orlen Team ART i wciąż narzeka na słabe przygotowanie samochodu do wyścigów, ale ostatnio zajmujący się wyścigami DTM niemieccy dziennikarze motoryzacyjni skrytykowali także jego. „Nietrudno zauważyć, że w DTM Kubica nie wyszedł z roli statysty, do jakiej zdążył nas przyzwyczaić w poprzednim roku ścigając się w barwach Williamsa na torach Formuły 1” – stwierdził w komentarzu były mistrz serii DTM Timo Scheider. Temat podchwycił piszący na łamach „Auto Motor und Sport” Claus Muehlberger, który w nawiązaniu do opinii Scheidera stwierdził, że „Kubica nie prezentuje poziomu godnego serii DTM”. Ale podkreślił też, że jeżdżenia w serii DTM uczy się także zespół polskiego kierowcy Orlen Team ART. „Widać to po błędach w strategii i zepsutych pit-stopach” – zauważył Muehlberger. Nie omieszkał jednak wbić szpili także Kubicy. „On nie jest pierwszym kierowcą z Formuły 1, który nie poradził sobie w niemieckiej serii. Przed nim problem z tym mieli Alesi, Hakkinen, Coulthard czy Ralf Schumacher. Potrzebowali trochę więcej czasu, żeby odnaleźć się w DTM” – podkreślił z nieskrywaną drwiną Muehlberger.
Kubica musiał znosić te przytyki, bo wraz zespołem szykował się do zaplanowanego na najbliższy weekend kolejnego wyścigu na torze Lausitzring. Ale pocieszenie nieoczekiwanie przyszło z Formuły 1, której szefowie postanowili znaleźć odpowiedź na pytanie, który z kierowców w historii F1 był najszybszy na dystansie jednego okrążenia. O pomoc poprosiły Amazon Web Services, który do obliczeń wykorzystał dane z telemetrii gromadzone od 1983 roku. I wyszło z nich, że najszybszy na dystansie jednego okrążenia w ostatnich 37 latach był Brazylijczyk Ayrton Senna (zginał w wypadku w 1994 roku), drugie miejsce przypadło Niemcowi Michaelowi Schumacherowi, a trzecie Brytyjczykowi Lewisowi Hamiltonowi. Ale w Top 20 tego zestawienia znalazł się także Robert Kubica, którego sklasyfikowano na 18. pozycji.

Hamilton rządzi, a Kubica się uczy

Lewis Hamilton wygrał w miniony weekend wyścig Formuły 1 o Grand Prix Wielkiej Brytanii, chociaż ostatnie okrążenie musiał przejechać z pęknięta oponą w jednym kole. Identyczne problemy pozbawiły miejsca na podium jego partnera z zespołu Mercedesa Valtteriego Bottasa. W tym samym czasie na belgijskim torze Spa-Francorchamps Robert Kubica bez powodzenia walczył w zawodach wyścigowej serii DTM.

Tuż przed startem GP Wielkiej Brytanii na torze Silverstone doszło do zmiany kierowcy w jednym z bolidów zespołu Racing Point. U Meksykanina Sergio Pereza testy wykazały obecność koronawirusa i w ostatniej chwili musiał go zastąpić Nico Hulkenberg. Ale w niedzielnym wyścigu niemiecki kierowca jednak nie wystartował, bo nie odpalił silnik w jego bolidzie. Mechanicy ekipy Racing Point nie zdołali na czas uporać się z awarią i w wyścigu pojechał tylko drugi z jeźdźców tego zespołu, Kanadyjczyk Lance Stroll, który zajął dziewiątą lokatę.
Ale prawdziwym bohaterem weekendu był aktualny mistrz świata i lider klasyfikacji obecnego sezonu Lewis Hamilton. Brytyjczyk był najlepszy już podczas treningów i kwalifikacji. Znakomicie też wystartował z pole position i utrzymał prowadzenie do końca. Nic nie było w stanie wyprowadzić go z równowagi – ani ataki ścigających go rywali, ani przerwy w wyścigu spowodowane przez kolizje Kevina Magnussena (Haas) z Alexandrem Albonem (Red Bull Racing), ani też kraksa Rosjanina Daniiła Kwiata (Alpha Tauri), który wypadł z toru i doszczętnie rozbił swój bolid. Hamilton po każdej z tych neutralizacji wracał do swojego niesamowitego tempa jazdy i systematycznie powiększał przewagę nad resztą stawki. Ale na ostatnim okrążeniu w jego Mercedesie nie wytrzymała jedna z opon, przez co Brytyjczyk mijał metę jadąc de facto na trzech kołach, bo z uszkodzonej opony została już sama felga. Co ciekawe, takie same problemy spotkały drugiego z kierowców ekipy Mercedesa, Valtteriego Bottasa. Fin stracił jednak z tego powodu pewne drugie miejsce na dwa okrążenie przed metą.
O GP Wielkiej Brytanii z pewnością nie będą chcieli pamiętać zawodnicy Alfa Romeo, w którym kierowcą rezerwowym jest Robert Kubica. Przez większą część wyścigu Kimi Raikkonen, który przez wyścigiem zapowiedział, że po tym sezonie zamierza odejść definitywnie z Formuły 1, znajdował się na końcu stawki, a na domiar złego w samej końcówce rywalizacji wypadł z toru i metę minął na 17. miejscu, jako ostatni z kierowców, którzy ukończyli wyścig. Jego partner, Antonio Giovinazzi, popełnił błąd podczas jazdy za samochodem bezpieczeństwa i dostał za to pięć sekund kary, ale ostatecznie zakończył zmagania na 14. pozycji. GP Wielkiej Brytanii wygrał Lewis Hamilton, drugi był Max Verstappen (Red Bull Racing), a trzecie miejsce na podium zajął Charles Leclerc (Ferrari).
Hamilton wygrał zatem w tym sezonie już trzeci wyścig z rzędu i jest coraz bliżej obrony mistrzowskiego tytułu. Brytyjczyk ma już na koncie 88 punktów, a drugi w klasyfikacji kierowców, Valtteri Botas, traci już do swojego kolegi z zespołu 30 „oczek”. Trzecią pozycję zajmuje Holender Max Verstappen z Red Bull Racing (52 punkty). Z kierowców Alfa Romeo wyżej aktualnie znajduje się Włoch Antonio Giovinazzi, który ma jednak na koncie tylko dwa punkty. Raikkonen jak na razie ma zerowy dorobek i być może dlatego fiński kierowca stracił chęć do dalszego ścigania się w barwach takiego słabego zespołu, jakim jest obecnie Alfa Romeo. Przypomnijmy, że jednym ze sponsorów tej włoskiej ekipy jest PKN Orlen.
W klasyfikacji konstruktorów Alfa Romeo zajmuje trzecie miejsce od końca, wygrywając jedynie z ekipami Haasa i Williamsa (prowadzi rzecz jasna Mercedes z dorobkiem 146 pkt, przed Red Bull Racing, który ma już jednak na koncie 68 punktów mniej). Gdyby rzeczywiście Raikkonen po tym sezonie zrezygnował ze startów w Formule 1, jego naturalnym następcą w bolidzie Alfa Romeo wydaje się być Robert Kubica. Nasz kierowca jest z całą pewnością bardziej odporny na frustracje wynikające z niemożności prowadzenia wyrównanej rywalizacji z najlepszymi, niż ma jego fiński kolega z zespołu, bo już w poprzednim sezonie jako kierowca Williamsa w każdym wyścigu musiał oglądać plecy swoich rywali.
W tym roku dalej tę odporność umacnia, bo startując w wyścigowej serii DTM także mija metę na końcu stawki. W miniony weekend na torze Spa-Francorchamps w Belgii Kubica nie zdobył żadnego punktu do klasyfikacji generalnej mistrzostw DTM, zajmując w obu wyścigach 14. lokaty. Ale w wypowiedziach zapewniał, że może nie jest teraz dobrze, ale na pewno będzie lepiej. Kolejne wyścigi serii DTM odbędą się w dniach 14-16 sierpnia na niemieckim torze Lausitzring.

Hamilton już jest na czele stawki

Broniący mistrzowskiego tytułu Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes) wygrał Grand Prix Węgier i po trzech tegorocznych wyścigach z dorobkiem 63 punktów jest liderem klasyfikacji generalnej Formuły 1, wyprzedzając kolegę z zespołu, Fina Valtteriego Bottasa. W klasyfikacji konstruktorów oczywiście także przewodzi Mercedes.

Układ sił w tegorocznym, nietypowym z powodu pandemii sezonie Formuły 1, jest już wystarczająco klarowny, żeby bez większego ryzyka pomyłki przewidzieć, że to Mercedes obroni mistrzowski tytuł w klasyfikacji konstruktorów, a wśród kierowców po raz siódmy w ogóle, a czwarty z rzędu po tytuł sięgnie Hamilton. Przed Grand Prix Węgier liderem po dwóch austriackich wyścigach był jeszcze Valtteri Bottas, lecz fiński kierowca na torze Hungaroring słabo wystartował z drugiego pola i spadł nawet na szóste miejsce, ostatecznie jednak minął metę na trzeciej pozycji, po nieudanym pościgu w końcówce za holenderskim kierowcą Red Bull Racing Maxem Verstappenem. Rozczarowania nie krył szef zespołu Mercedesa Toto Wolff, który liczył na podwójne zwycięstwo. Ale co mają powiedzieć szefowie innych zespołów, szczególnie Ferrari? Po pierwszym okrążeniu Niemiec Sebastian Vettel był czwarty, a Monakijczyk Chalrles Leclerc tuż za nim, więc we włoskiej ekipie pojawiły się obawy, że ich zwaśnieni kierowcy znowu, jak przed tygodniem w Austrii, wyeliminują się z wyścigu po jakimś zderzeniu podczas próby wyprzedzania. Tym razem do takiej kompromitującej sytuacji nie doszło, ale szósta lokata Vettela i jedenasta Leclerca chluby ekipie Ferrari, 16-krotnemu mistrzowi Formuły 1, z pewnością nie przyniosły. Scuderia Ferrari w punktacji zespołowej po trzech wyścigach zajmuje dopiero piąte, jakże dla niej upokarzające miejsce.
Hamilton nie ma więc jak na razie poważnej konkurencji, poza rzecz jasna Valtteri Bottasem. Ale w Grand Prix Węgier Brytyjczyk zademonstrował rewelacyjna formę i pokazał, że jako kierowca F1 nie ma w tej chwili słabych punktów. W końcówce wyścigu uzyskał najlepszy czas okrążenia na miękkich oponach i zdobył dzięki temu dodatkowy punkt. Po zaledwie trzech wyścigach trudno sobie wyobrazić, aby ktoś w tym sezonie mógł mu przeszkodzić w zdobyciu kolejnego tytułu mistrza świata. A jeśli go zdobędzie, będzie to jego siódmy triumf w karierze, więc pod względem ich liczby dorówna rekordziście Michaelowi Schumacherowi. Na torze Hungaroring Hamilton odniósł swoje 86. zwycięstwo w karierze w wyścigu Formuły 1, więc Brytyjczyk goni też ten rekord wszech czasów Schumachera, który wygrał 91 wyścigów.
Na węgierskim torze wyzwanie kierowców Mercedesa na podium przedzielił Max Verstappen. 23-letni Holender kolekcjonuje nieformalne trofea przyznawane najmłodszemu uczestnikowi wyścigu: jest najmłodszym zdobywcą punktów, najmłodszym zdobywcą miejsca na podium, najmłodszym zwycięzcą i najmłodszym liderem wyścigu oraz najmłodszym autorem najszybszego okrążenia. Brakuje mu tylko najcenniejszego osiągnięcia – tytułu najmłodszego mistrza świata. Tu najlepszy jest Sebastian Vettel, który swój pierwszy mistrzowski tytuł w 2010 roku wywalczył w wieku 23 lata i 134 dni. Verstappen ma szansę go pobić, bo 30 września skończy dopiero 23 lata, ale wątpliwe by Hamilton się przejmował jego ambicjami i pozwolił mu na triumf w tegorocznym sezonie.
Sponsorowany przez PKN Orlen zespół Alfa Romeo, mimo zaangażowania Roberta Kubicy podczas jazd testowych i treningowych, zaliczył kolejny nieudany weekend. Po beznadziejnym występie w sesji kwalifikacyjnej (dwa ostatnie miejsca), w niedzielnym wyścigu kierowcom włoskiej ekipy poszło niewiele lepiej. Kimi Raikkonen i Antonio Giovinazzi zajęli odpowiednio 16. i 17. lokaty, a gorsi od nich byli jedynie obaj kierowcy Williamsa, George Russell i Nicholas Latifi, oraz Pierre Gasly z Alpha Tauri, który nie ukończył wyścigu. Jakby nie patrzeć, nasz paliwowy koncern jak na razie fatalnie wybiera ekipy Formuły 1 do promowania swojej marki.

Klasyfikacja kierowców F1:

  1. Lewis Hamilton (W. Brytania, Mercedes) – 63 pkt; 2. Valtteri Bottas (Finlandia, Mercedes) – 58; 3. Max Verstappen (Holandia, Red Bull Racing) – 33; 4. Lando Norris (W. Brytania, McLaren) – 26; 5. Alexander Albon (Tajlandia, Red Bull Racing) – 22; 6. Sergio Perez (Meksyk, Racing Point) – 22; 7. Charles Leclerc (Monako, Ferrari) – 18; 8. Lance Stroll (Kanada, Racing Point) – 18; 9. Carlos Sainz (Hiszpania, McLaren) – 14; 10. Sebastian Vettel (Niemcy, Ferrari) – 9; 11. Daniel Ricciardo (Australia, Renault) – 8; 12. Pierre Gasly (Francja, Alpha Tauri) – 6; 13. Esteban Ocon (Francja, Renault) – 4; 14. Kevin Magnussen (Dania, Haas) – 2; 15. Antonio Giovinazzi (Włochy, Alfa Romeo) – 2; 16. Daniił Kwiat (Rosja, Alpha Tauri) – 1; 17. Nicholas Latifi (Kanada, Williams) – 0; 18. Kimi Raikkonen (Finlandia, Alfa Romeo) – 0; 19. George Russell (W. Brytania, Williams) – 0; 20. Romain Grosjean (Francja, Haas) – 0.