Mercedes na tronie, Kubica w ogonie

Wyścig Formuły 1 o Grand Prix Japonii na torze Suzuka zakończył się triumfem ekipy Mercedesa (wygrał Fin Valtteri Bottas, a Brytyjczyk Lewis Hamilton był trzeci), która zapewniła sobie tytuł mistrzowski w rywalizacji konstruktorów. Robert Kubica ukończył wyścig na ostatnim miejscu.

W kwalifikacjach najlepsze były bolidy Ferrari – wygrał Sebastian Vettel, a drugi był Charles Leclerc. Oni więc zajęli miejsca w pierwszej linii na starcie wyścigu, ale już na początku ograł ich Bottas i nie oddał prowadzenia do mety. Za jego plecami aż do końca trwała walka o drugą pozycję pomiędzy Vettelem a Hamiltonem. Szanse na dobry wynik tuż po starcie pogrzebał Leclerc, który po kolizji z Maksem Verstappenem z Red Bulla musiał zjechać na wymianę rozbitego przedniego skrzydła. Holender po kilku okrążeniach wycofał się z wyścigu, dzięki czemu Kubica ukończył zawody na 19. pozycji.

Polakowi po raz pierwszy puściły jednak nerwy. Podczas piątkowych treningów był wyraźnie lepszy od kolegi z zespołu George’a Russella, ale przed niedzielnymi kwalifikacjami ekipa Williamsa dokonała zmian w jego bolidzie wymieniając nowe skrzydło na stare, bez konfiguracji ustawienia auta, przez co polski kierowca popełnił błąd i zaliczył kraksę. Po wyścigu Kubica ostro za to skrytykował Williamsa. „W kwalifikacjach popełniłem błąd. Warunki były bardzo trudne. Dodatkowo w piątek miałem też złe wspomaganie i wyczucie kierownicy było zupełnie inne. Mechanicy wykonali fantastyczną robotę, niestety, niektóre rzeczy nie zależą od nich, a szkoda, bo jesteśmy razem, pracujemy razem, ale czasami… Dzisiejszy ranek dał mi wiele do myślenia. O pewnych rzeczach wiedziałem od dawna, lecz dzisiaj rano pewne granice zostały przekroczone” – stwierdził Kubica.

Wyniki wyścigu:

1. Valtteri Botas (Mercedes), 2. Sebastian Vettel (Ferrari) +11.376, 3. Lewis Hamilton (Mercedes) +11.786, 4. Alexander Albon (Red Bull Racing) +1:01.152, 5. Carlos Sainz (McLaren) +1:19.081, 6. Charles Leclerc (Ferrari) +1 okrążenie, 7. Daniel Ricciardo (Renault) +1 okr., 8. Pierre Gasly (Toro Rosso) +1 okr., 9. Sergio Perez (Racing Point) +1 okr., 10. Nico Hulkenberg (Renault) +1 okr., 11. Lance Stroll (Racing Point) +1 okr., 12. Danił Kwiat (Toro Rosso) +1 okr., 13. Lando Norris (McLaren) +1 okr., 14. Kimi Raikkonen (Alfa Romeo) +1 okr., 15. Romain Grosjean (Haas) +1 okr., 16. Antonio Giovinazzi (Alfa Romeo) +1 okr., 17. Kevin Magnussen (Haas) +1 okr., 18. George Russell (Williams) +2 okr., 19. Robert Kubica (Williams) +2 okrążenia. Nie ukończył wyścigu Max Verstappen (Red Bull Racing).

Klasyfikacja generalna:

1. Lewis Hamilton (W. Brytania/Mercedes) – 338 pkt, 2. Valtteri Bottas (Finlandia/Mercedes) – 274, 3. Charles Leclerc (Monako/Ferrari) – 223, 4. Max Verstappen (Holandia/Red Bull) – 212, 5. Sebastian Vettel (Niemcy/Ferrari) – 212, 6. Carlos Sainz jr (Hiszpania/McLaren) – 76, 7. Pierre Gasly (Francja/Toro Rosso) – 73, 8. Alexander Albon (Tajlandia/Red Bull) – 64, 9. Daniel Ricciardo (Australia/Renault) – 40, 10. Nico Huelkenberg (Niemcy/Renault) – 35, 11. Sergio Perez (Meksyk/Racing Point) – 35, 12. Lando Norris (W. Brytania/McLaren) – 35, 13. Daniił Kwiat (Rosja/Toro Rosso) – 33, 14. Kimi Raikkonen (Finlandia/Alfa Romeo) – 31, 15. Kevin Magnussen (Dania/Haas) – 20, 16. Lance Stroll (Kanada/Racing Point) – 19, 17. Romain Grosjean (Francja/Haas) – 8, 18. Antonio Giovinazzi (Włochy/Alfa Romeo) – 4, 19. Robert Kubica (Polska/Williams) – 1.

 

Mercedes dogoni Ferrari?

Mercedes może już w niedzielę w Grand Prix Japonii zdobyć szósty z rzędu tytuł mistrza świata konstruktorów. Jeśli niemiecki zespół zdobędzie potrzebną liczbę punktów i osiągnie cel, wyrówna rekord Ferrari z lat 1999-2004.

Grand Prix Japonii będzie siedemnastym z 21 wyścigów tego sezonu. Ekipa Mercedesa zgromadziła dotąd 571 punktów, a drugi w klasyfikacji konstruktorów zespół Ferrari 409. Jeśli Brytyjczyk Lewis Hamilton i Fin Valtteri Bottas wywalczą w niedzielę łącznie o 14 pkt więcej niż reprezentant Monako Charles Leclerc i Niemiec Sebastian Vettel, Mercedes przypieczętuje sukces w tej kategorii. Nie jest to cel niemożliwy do realizacji, zwłaszcza gdy uwzględni się fakt, że niemiecki team wygrywał na torze Suzuka przez ostatnie pięć sezonów z rzędu. Jego szef, Toto Wolff, podkreślił jednak, że konkurenci są coraz silniejsi i dlatego jego ekipa musi być zmobilizowana w najwyższym stopniu. Nie trzeba o tym przypominać liderowi klasyfikacji generalnej kierowców Lewisowi Hamiltonowi.

Brytyjczyk jest przecież o krok od wywalczenia szóstego w karierze tytułu mistrza świata Formuły 1. W klasyfikacji generalnej ma 322 punkty, o 73 więcej od drugiego w zestawieniu kolegi z zespołu Fina Valtteriego Bottasa. Trzeci Leclerc traci do Brytyjczyka już 107 „oczek”, a do końca sezonu do zdobycia pozostało maksymalnie 130 punktów. To oznacza, że po rundzie w Japonii rywalizacja w tym sezonie o najważniejsze tytuły w Formule 1 może zostać rozstrzygnięta.

Te przewidywania może jednak przekreślić tajfun Hagibis, który w weekend ma dotrzeć w okolice Tokio, około 400 km od toru Suzuki. Istnieje nawet obawa, że wyścig trzeba będzie przełożyć lub odwołać. Niedzielne zmagania mają rozpocząć się o 7:10 polskiego czasu.

 

Williams wojuje z Kubicą

Wyścig o Grand Prix Singapuru wygrał Niemiec Sebastian Vettel (Ferrari). Robert Kubica finiszował na 16. pozycji i był przedostatni z kierowców, którzy ukończyli wyścig. Do mety nie dojechał natomiast George Russell.

Z pole position na torze Marina Bay w Singapurze wystartował Leclerc. Monakijczyk z pierwszego pola ruszał w trzecim wyścigu z rzędu. Dwa poprzednie, Grand Prix Belgii i Grand Prix Włoch, wygrał, tym razem musiał uznać wyższoć koelgi z zespoły Vettela, który w kwalifikacjach był trzeci. Przed startem doszło do dwóch roszad na miejscach startowych. Australijczyk Daniel Ricciardo (Renault) został przesunięty na ostatnie miejsce ze względu na przekroczenie dozwolonej mocy dostarczanej przez system MGU-K, a Meksykanin Sergio Perez (Racing Point) został przesunięty z 10. na 15. miejsce za zmianę skrzyni biegów. Tak więc Robert Kubica, który w kwalifikacjach na złomie jaki daje mu do dyspozycji ekipa Williamsa, tradycyjnie był ostatni, lecz ostatecznie wystartował z 19. miejsca.

Przed wyścigiem w Singapurze Kubica nieoczekiwanie ogłosił, że po tym sezonie odchodzi z zespołu Williamsa. „Dlaczego to zrobiłem? I tak większość rzeczy nie mogę powiedzieć. Podjąłem taką decyzję, bo była słuszna i naprawdę nie była trudna” – wyjaśnił polski kierowca na antenie stacji Eleven Sports.

Na razie nie wiadomo, czy Polak zostanie w Formule 1. W Singapurze wypadł lepiej od swojego wyraźnie faworyzowanego przez brytyjska ekipę kolegi z zespołu Geore’a Russella, bo chociaż znowu jechał bolidem z zużytym i słabszym silnikiem, to zdołał ukończy wyścig i zająć 16. lokatę. A Russell rozbił auto o bandę i przez to ekipa Williamsa po raz pierwszy w tym sezonie nie dojechała do mety w komplecie, co było zwykle jej jedynym sukcesem.

 

W Williamsie nadal bez zmian

Nie potwierdziły się optymistyczne zapowiedzi szefów ekipy Williamsa o skuteczności wprowadzonych poprawek. Oba bolidy brytyjskiego teamu znowu były najwolniejsze w stawce, a ich jedynym atutem było to, że Robert Kubica i George Russell dojechali nimi do mety, co nie udało się pięciu kierowcom z innych ekip.

Podczas treningów Kubica dwukrotnie wyprzedził Russella, lecz w kwalifikacjach to Brytyjczyk znów okazał się lepszy. Ale podczas niedzielnego wyścigu nasz kierowca w zmieniających si jak w kalejdoskopie warunkach pogodowych zdołał nawiązać z nim walkę. Z innymi rywalami obaj jeźdźcy Williamsa nadal jednak nie byli w stanie nawiązać choćby wyrównanej walki, a w klasyfikacji przesuwali się w górę jedynie wtedy, gdy z rywalizacji wypadali kolejni z nich. A wyścigu nie ukończyło w sumie aż siedmiu zawodników. I tylko dzięki ich pechowi oba wolne, ale wytrzymałe auta Williamsa osiągnęły najlepszy wynik w tym sezonie – Kubica minął metę na 12., a Russell na 13. pozycji. Wygrał Max Verstappen (Red Bull), przed Max Verstappenm (Ferrari) i Daniiłem Kwiatem (Toro Rosso). To pierwszy wyścig od dawna, po którym na podium nie stanął kierowca Mercedesa.

Wyniki Grand Prix Niemiec:

1. Max Verstappen                    Red Bull Racing
2. Sebastian Vettel                    Ferrari              +7.333
3. Daniił Kwiat                           Toro Rosso      +8.305
4. Lance Stroll                           Racing Point    +8.956
5. Carlos Sainz                         McLaren           +9.583
6. Alexander Albon                  Toro Rosso       +10.052
7. Kimi Raikkonen                    Alfa Romeo      +12.214
8. Antonio Giovinazzi               Alfa Romeo      +13.849
9. Romain Grosjean                  Haas                 +16.838
10. Kevin Magnussen               Haas                 +18.765
11. Lewis Hamilton                  Mercedes          +19.667
12. Robert Kubica                    Williams            +24.987
13. George Russell                   Williams            +26.404
14. Pierre Gasly                        Red Bull Racing nie ukończył
15. Valtteri Bottas                    Mercedes nie ukończył
16. Nico Hulkenberg               Renault nie ukończył
17. Charles Leclerc                   Ferrari nie ukończył
18. Lando Norris                      McLaren nie ukończył
19. Daniel Ricciardo                 Renault nie ukończył
20. Sergio Perez                       Racing Point nie ukończył

 

Formuła 1: Żółwie tempo Kubicy

Wyścig o Grand Prix Austrii dość nieoczekiwanie wygrał Max Verstappen (Red Bull-Honda), który w końcówce wyprzedził prowadzącego od startu Charlesa Leclerca (Ferrari). Po raz pierwszy w tym sezonie nie triumfowali kierowcy Mercedesa – Valtteri Bottas był trzeci, a lider klasyfikacji generalnej Lewis Hamilton dopiero piąty. Tradycyjnie ostatni linię mety minął Robert Kubica.

Broniący w Austrii tytułu Brytyjczyk Lewis Hamilton został cofnięty o trzy pozycje na starcie niedzielnego wyścigu o Grand Prix Austrii, ósmej rundy mistrzostw świata Formuły 1. To oznacza, że drugi w kwalifikacjach kierowca Mercedesa GP ruszy z piątej pozycji. Sędziowie nałożyli na Hamiltona karę za zajechanie drogi Finowi Kimiemu Raikkonenowi (Alfa Romeo-Ferrari) podczas pierwszej części kwalifikacji. Pole position na torze w Spielbergu wywalczył reprezentant Monako Charles Leclerc (Ferrari). Z pierwszej linii zamiast Hamiltona wystartował Holender Max Verstappen (Red Bull-Honda), a za nimi ustawieni byli Fin Valtteri Bottas (Mercedes GP) i Brytyjczyk Lando Norris (McLaren-Renault).

Robert Kubica tradycyjnie już zajął w kwalifikacjach ostatnie miejsce, tuż przed nim sklasyfikowany został jego kolega z teamu Brytyjczyk George Russell, który jednak najpierw został przesunięty niżej za utrudnienie jazdy Rosjaninowi Daniiłowi Kwiatowi (Toro Rosso-Honda), a potem sędziowie odesłali go do alei serwisowej. Była to kara za wymianę przedniego skrzydła w bolidzie brytyjskiego kierowcy. Ekipa Williamsa nie miała zapasowego w takiej samej specyfikacji i stąd ten kłopot.

Dzięki perypetiom rywali Kubica w niedzielnym wyścigu wystartował z 17. pozycji, przed Russelem, Carlosem Sainzem jr i Alexandrem Albonem. Zaczął dobrze i nawet awansował na 16. lokatę, lecz już po pięciu okrążeniach spadł na ostatnie, 20. miejsce. Potem los znowu wyciągnął do Polaka pomocną dłoń, bo za nieprawidłowy start sędziowie przesunęli Kevina Magnussena (Haas) na ostatnie miejsce. Duńczyk musiał karnie przejechać przez aleję serwisową i wrócił na tor ze stratą aż 27 sekund do Kubicy, który z kolei po 10 okrążeniach tracił już do 18. Russella ponad cztery sekundy.

Polski kierowca nie utrzymał długo przewagi na Magnussenem i ponownie znalazł się na końcu stawki. Różnica między nim a pozostałymi kierowcami jest wręcz zatrważająca na tym poziomie rywalizacji. Do przedostatniego w stawce Duńczyka po 50 okrążeniach tracił już ponad pół minuty.

A na czele wyścigu prowadzący od startu Charles Leclerc toczył zaciętą walkę z duetem kierowców Mercedesa – Maxa Verstappenm. Pod koniec do walki włączył się drugi z zawodników Ferrari Sebastian Vettel, ale ostatnie słowo należało do Holendra Maxa Verstappena (Red Bull-Honda), który jednak przy wyprzedzaniu Leclerca przyblokował rywala. Trzecie miejsce przypadło Bottasowi, czwarte Vettelowi, a piąte Hamiltonowi. Długo po nich linię mety minął w żółwim jadący w żółwim tempie Kubica.

 

Formuła 1: Williams znów ostatni

Od początku tegorocznego sezonu ton w rywalizacji w Formule 1 ton rywalizacji nadają kierowcy Mercedesa, a outsiderami są jeźdźcy Williamsa Georege Russell i Robert Kubica. W GP Francji było tak samo.

Z pierwszego pola ruszył Brytyjczyk Lewis Hamilton, a z drugiego Fin Valtteri Botas. Robert Kubica, podobnie jak jego partner z zespołu Russel, jak zwykle zaczęli wyścig z ostatnich pozycji, ale Polak znów był sporo wolniejszy na treningach i w kwalifikacjach od swojego brytyjskiego kolegi. Ta nierówna wewnętrzna rywalizacja budzi coraz więcej kontrowersji i zrodziła nawet podejrzenia, że ekipa z Grove faworyzuje rodaka przygotowując mu auto o lepszych parametrach.

Zdarzały się wyścigi, że Kubica był o ponad sekundę gorszy od Russella na pojedynczym okrążeniu, co w Formule 1 jest różnicą nietypową u kierowców tej samej ekipy. Na tym poziomie rywalizacji takie dysproporcje się raczej nie zdarzają. „To dziwne i tego nie rozumiem” – żali się coraz częściej Kubica w wypowiedziach dla mediów, co w końcu wyprowadziło z równowagi szefową zespołu Claire Williams. „George i Robert mają takie same pojazdy, nie dyskryminujemy żadnego z nich. Po co mielibyśmy to robić? I nie jest też tak, że któryś z nich dostaje części jako pierwszy, albo lepszej jakości. Takie działania nie są w naszym stylu” – zapewniła Claire Williams.

Wyścig o GP Francji nie rozstrzygnął tego dylematu. Kubica zaczął nieźle, przez kilka okrążeń była nawet 17., a Russel w tym czasie jechał na ostatniej 20. pozycji, lecz w połowie dystansu Brytyjczyk wyprzedził naszego kierowcę, a potem z powodu awarii spadł na ostatnie miejsce i znów musiał nadrabiać. Co nie miało większego znaczenia dla układu sił w wyścigu, bo obaj telepali się do mety na końcu stawki z gigantyczną stratą do zawodników ze ścisłej czołówki. Williams nadal żenuje.

Kubica jeździ złomem

Robert Kubica zakończył wyścig o Grand Prix Kanady na 18. miejscu, ale tylko dlatego, że dwóch kierowców musiało się wycofać. „Byłem pasażerem w aucie” – skomentował swój występ Polak.

Kubica po raz kolejny został ośmieszony przez ekipę Williamsa, która najwyraźniej ma moce i środki na jako takie przygotowanie do jazdy tylko jednego auta, akurat tego, którym jeździ Brytyjczyk George Russell. Bolid dla polskiego kierowcy muszą chyba składać z gorzej wykonanych lub wręcz gorszej jakości części. „Trudno jest walczyć o czasy, jeśli auto się nie słucha. Parę razy nawet jadąc wolno byłem blisko ściany” – wypalił na mecie wyraźnie rozżalony kolejna klęską Kubica. Polak znakomicie wystartował i z ostatniego przebił się na 15. miejsce, lecz już po kilku okrążeniach wszystko wróciło do normy.

„Już na pierwszych zakrętach wiedziałem, że nie będzie to udane popołudnie. Czułem się, jakbym wchodził w zakręt z zaciągniętym ręcznym” – nie owijał w bawełnę Kubica. I dodał ostro: „Mam za sobą wiele wyścigów i wiem, jak prowadzić bolid. Ciężko mi oceniać nie moją pracę. Jak nie mam przyczepności, to nie jestem magikiem, aby ją wyczarować w trakcie wyścigu. Z każdym startem jestem coraz lepszy, niestety po wynikach tego nie widać, bo są one przytłumiane przez inne czynniki”.

W efekcie Kubica w siódmym kolejnym wyścigu zakończył rywalizację na ostatnim klasyfikowanym miejscu, przegrywając także o blisko minutę ze swoim kolegą z zespołu Russellem. Williams nadal nie ma na koncie jednego choćby punktu, bo nawet Brytyjczyk odstaje wyraźnie od reszty stawki. I marnym pocieszeniem jest to, że pit-stopach ekipa z Grove jest najlepsza w stawce. GP Kanady wygrał Lewis Hamilton (Mercedes) przed Sebastianem Vettelem (Ferrari).

 

Williams Kubicy jest najwolniejszy

Robert Kubica w kwalifikacjach do wyścigu o Grand Prix Bahrajnu jeździł w tak kiepskim bolidzie, że nie był w stanie wyprzedzić nawet swojego partnera z zespołu Williamsa George’a Russella. Zajął ostatnie, 20. miejsce.

Francuz Charles Leclerc z Ferrari był najszybszy na treningach i w kwalifikacjach do niedzielnego wyścigu o Grand Prix Bahrajnu. Na drugim biegunie był Robert Kubica, który zamykał stawkę w kolosalna stratą do czołówki. Leclerc po raz pierwszy w karierze wywalczył pole position uzyskując fenomenalny czas 1.27,866. To nowy rekord toru Sakhir. Kubica odpadł z walki o pole position już podczas pierwszej tury kwalifikacji. Polak pokonał okrążenie w czasie 1.31,799 i był wolniejszy od Russella o 0,04 s. Do 15. pozycji, premiowanej awansem do drugiego etapu kwalifikacji, zabrakło mu prawie dwóch sekund.

„Nie wyglądało to ciekawie, bo znowu straciłem część bolidu na ostatnim okrążeniu, na dwa zakręty przed końcem. Zdumiewa mnie, że jest taka duża różnica między dwoma naszymi bolidami. Ja kombinuję, jak mogę, ale mam do dyspozycji auto, które średnio się prowadzi. To stawia mnie w bardzo trudnej sytuacji przed wyścigiem” – powiedział Kubica (niedzielny GP Bahrajnu zakończył się po zamknięciu wydania).

 

Williams wkurzył Kubicę

Po oficjalnych testach na torze w Barcelonie Robert Kubica, który ostatniego dnia osiągnął najsłabsze wyniki w stawce, nie krył niezadowolenia z jakości auta.

Do roli głównego faworyta otwierającego sezon Formuły 1 wyścigu o Grand Prix Australii w Barcelonie wyrósł zespół Ferrari. Sebastian Vettel uzyskał podczas testów najlepszy czas 1.16,221. Tak szybko w tym roku jeszcze nikt nie jeździł, choć potem zbliżył się do tego wyniku Lewis Hamilton (Mercedes). Kubica mógł tylko podziwiać wyczyny obu mistrzów, za którymi w swoim Williamsie mógł tylko wąchać spaliny. I to nie tylko z aut Niemca i Brytyjczyka, lecza także wszystkich pozostałych, bo Polak wykręcał najgorsze czasy i zajął ostatnie miejsce wśród testujących. Jego partner z zespołu, George Russel, był nawet jeszcze gorszy. Nic dziwnego, że obaj kierowcy Williamsa nie tryskali zadowoleniem, ale odwagę wyrażenia krytycznych opinii o jakości przygotowanego na ten sezon bolidu FW42 wykazał tylko Polak. „Podczas tych testów zrobiłem może dwadzieścia procent tego, co powinienem. Trudno osiągać postępy, gdy stoi się w garażu lub jedzie samochodem w konfiguracji, w jakiej nie powinien być na tym etapie prób” – stwierdził Kubica.

W drugim tygodniu testów ekipa z Grove próbowała nadrobić stracony czas. Kubica w środę przejechał 130 okrążeń toru, a Russell w czwartek aż 140. Ale ich czasy były dalekie od najlepszych. W czwartek najlepszy wynik od początku testów „wykręcił” Charles Leclrec z Ferrari (1.16,231), ale w piątek pobił go kolega z teamu Sebastian Vettel (1.16,221). Team z Maranello prezentował się na torze Catalunya wyśmienicie i wygląda na to, że będzie głównym faworytem do zwycięstwa w Australii.

 

Kubica szybszy od Russela

Ubiegłotygodniowe przedsezonowe testy Formuły 1 w Barcelonie zakończyły się organizacyjną kompromitacją zespołu Williamsa. Ale Robert Kubica wyszedł z tej wpadki tarczą.

Dowodzą tego przedstawione przez firmę Pirelli, dostawcę opon dla wszystkich zespołów F1, wyniki analizy czasów osiąganych przez kierowców podczas testów F1. Z danych zebranych przez włoski koncern wynika na przykład, że Ferrari miało pół sekundy przewagi nad rywalami, a Kubica może się pochwalić lepszym wynikiem niż jego partner z Williamsa George Russell. Brytyjski kierowca kończył czwartkowe testy z lepszym wynikiem niż Polak, ale obaj kierowcy Williamsa wykręcili swoje rekordowe czasy na oponach z innej mieszanki. Dlatego to nieco zakłóca obraz sytuacji. Kubica osiągnął swój najlepszy rezultat (1:21.542) na oponach typu C2, podczas gdy Russell na ogumieniu C3 (bardziej miękkim) pokonał okrążenie toru w Barcelonie w czasie 1:20.997. Pirelli twierdzi, że gdyby obaj kierowcy korzystali z opon C5 (najbardziej miękkich), to Kubica kończyłby testy z wynikiem 1:19.642, a Russell 1:19.797. Różnica w twardości ogumienia powoduje, że czasy osiągane przez kierowców mogą się różnić nawet o dwie sekundy.

Z analizy przygotowanej przez Pirelli najbardziej ucieszyli się jednak szefowie Ferrari. Wynika z nich bowiem, że gdyby Charles Leclerc i Sebastian Vettel korzystali z opon C5 podczas pierwszej tury testów, to mieliby pół sekundy przewagi nad najgroźniejszymi rywalami. Najlepszy czas miał Nico Hulkenberg (1:17.393). Niemiec osiągnął go właśnie na oponach C5, podczas gdy reprezentanci Ferrari w trakcie próbnych jazd stawiali na twardszą mieszankę C3. Dane przedstawione przez Pirelli to tylko jeden ze sposobów analizy testów.