48 godzin sport

Wypadek polskiej narciarki
Izabela Marcisz, wielka nadzieja polskich biegów narciarskich, uległa wypadkowi w czasie piątkowego treningu na nartorolkach. Do dramatycznego zdarzenia doszło w Szczyrbskim Jeziorze na Słowacji, gdzie Marcisz przebywała z innymi biegaczkami na zgrupowaniu kadry. O jej wypadku poinformował prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner. Wedle jego opinii powrót zawodniczki do zdrowia może potrwać dłuższy okres.

Szybki Szwajcar z Jamajki
Podczas mityngu w amerykańskiej miejscowości Marietta Szwajcar Alex Wilson pobił rekord Europy w biegu na 100 metrów, uzyskując czas 9,84 s. Poprzedni rekord wynosił 9,86 i należał od 2004 roku do Portugalczyka Francisa Obikwelu. W 2015 i 2016 roku dwukrotnie wyrównał to osiągnięcie Francuz Jimmy Vicaut. 30-letni Wilson urodził się na Jamajce, ale od 11 lat posiada obywatelstwo szwajcarskie. W tym sezonie szybciej od niego pobiegł tylko Amerykanin Trayvon Bromell (9,77 s), natomiast Akani Simbine z RPA również uzyskał rezultat 9,84 s.

Kadra skoczków bez gwiazd
Trener reprezentacji Polski skoczków narciarskich Michal Doleżal powołała na najbliższe zawody Letniej Grand Prix w Courchevel siedmiu zawodników: Jakuba Wolnego, Stefana Hulę, Pawła Wąska, Aleksandra Zniszczoła, Klemensa Murańkę, Macieja Kota i Andrzeja Stękałę. W ekipie zabrakło trzech naszych najlepszych skoczków – leczącego kontuzjowaną stopę Kamila Stocha oraz Dawida Kubackiego, lidera LGP 2021 po zawodach w Wiśle oraz Piotra Żyły.

Piątkowi ubył rywal w Herthcie
Konkurent napastnika reprezentacji Polski Krzysztofa Piątka w Herthcie Berlin, Kolumbijczyk Jhon Cordoba, latem zmieni barwy klubowe i za 20 mln euro przejdzie do rosyjskiego FK Krasnodar. Transfer 28-letniego gracza potwierdził niemiecki klub. Cordoba występował w Herthcie od września 2020 roku i miał kontrakt do końca czerwca 2024 roku. W poprzednim sezonie zagrał w 21 meczach Bundesligi, strzelając siedem goli.

Rozstawili tenisistów w Tokio
Hubert Hurkacz został rozstawiony z numerem siódmym w turnieju na igrzyskach olimpijskich w Tokio, który rozpocznie się 24 lipca i potrwa do 1 sierpnia. Polskę w turniejach singlowych będą reprezentować Iga Świątek, Magda Linette i Kamil Majchrzak. Do rywalizacji w deblu zgłosili się Łukasz Kubot z Hurkaczem oraz Linette z Alicją Rosolską, a Świątek i Kubot wystąpią w mikście.

Kądzior w Piaście
Sześciokrotny reprezentant Polski Damian Kądzior został nowym zawodnikiem Piasta Gliwice. 29-letni pomocnik podpisał kontrakt do 30 czerwca 2024 roku. Od sierpnia 2020 roku był zawodnikiem hiszpańskiego Eibar, ale rundę wiosenną spędził na wypożyczeniu w tureckim Alanyaspor. Gliwicki klub zapłacił za jego transfer pół miliona euro.

Pierwszy triumf Jakuba Wolnego

Inauguracyjne zawody Letniej Grand Prix w Wiśle zakończyły się pierwszym w karierze zwycięstwem Jakuba Wolnego. Z rywalizacji wypadli Kamil Stoch i Klemensa Murańkę. Pierwszy z powodu kontuzji, a drugi za nieregulaminowy kombinezon. Trener
biało-czerwonych Michal Doleżal mógł być jednak zadowolony, bo w niedzielę także zwycię
żył jego podopieczny, tym razem był to Dawid Kubacki.

Piątkowe zwycięstwo Kamila Stocha w kwalifikacjach rozbudziło nadzieje polskich kibiców na sukces w Wiśle. I choć zmagania w letnich konkursach nie cieszą się taką popularnością jak w zimowych, to emocji na skoczni w Wiśle nie zabrakło. Wszyscy uczestnicy zawodów najbardziej jednak cieszyli się z tego, że na trybunach znów pojawili się kibice.
Na skoczni im. Adama Małysza (HS 134) fani skoków urządzili show już podczas piątkowych kwalifikacji. Przystąpiło do nich dwunastu Polaków i wszyscy zapewnili sobie start w konkursie. Nadzieje na dobry wynik rozbudził zwłaszcza Stoch, który w kwalifikacjach zdołował rywali dalekim i pięknym skokiem, po czym zakomunikował na antenie TVP Sport, że w Wiśle miał nie wystąpić. I ostatecznie nie wystąpił, bo w sobotę rano obudził się ze spuchniętą stopą i zamiast brylować na skoczni, publikował na portalach społecznościowych fotki swojej stopy i wyrażał żal, że nie ma go tam, gdzie są kibice i jest walka o punkty. Gwoli przypomnienia – w maju nasz trzykrotny mistrz olimpijski przeszedł zabieg polegający na usunięciu narośli chrzęstno-kostnej w prawej nodze i przez to trenował w innym rytmie niż jego koledzy z kadry.
Po rezygnacji lidera do sobotniej do rywalizacji w sobotnich zawodach przystąpiło 11 polskich skoczków: Jakub Wolny, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Aleksander Zniszczoł, Klemens Murańka, Stefan Hula, Andrzej Stękała, Maciej Kot, Paweł Wąsek, Tomasz Pilch i Jarosław Krzak. W pierwszej serii wszyscy za naszych skoczków skakali dobrze i na spółkę z Austriakami zdominowali rywalizację. Po 32 skokach aż piętnaście czołowych miejsc zajmowali właśnie skoczkowi z tych dwóch krajów. Z biało-czerwonych najlepiej spisał się Jakub Wolny, który zaliczył 123,5 metra, co zapewniło mu trzecią lokatę. Dwie pozycje niżej został sklasyfikowany czterokrotny zwycięstwa tego konkursu Dawid Kubacki (122,5 m), a tuż za pierwszą dziesiątką znaleźli się Piotr Żyła (12. miejsce, 122 m) i Aleksander Zniszczoł (14., 123,5 m). Pewny udziału w serii finałowej był też Klemens Murańka, ale został zdyskwalifikowany za niewłaściwy kombinezon. Najdalej jednak w pierwszej próbie skoczył Austriak Jan Hoerl (130,5 m), który uzyskał 2,2 punktu przewagi nad drugim w stawce Niemcem Markusem Eisenbichlerem (128 m).
W drugiej serii przypomniał o sobie Kubacki, który poszybował na odległość 127 metrów i objął prowadzenie w konkursie, a zostało jeszcze czterech skoczków w stawce. Chwilę później wyprzedził go Jakub Wolny, który skoczył 126,5 m. Jako ostatni skakał Hoerl, ale Austriak nie wytrzymały presji i wylądował na 125 metrze, przegrywając przez to zaledwie o 0,4 punktu z Wolnym, który tym samym odniósł swoje pierwsze w karierze zwycięstwo w letnim konkursie Grand Prix. To jego największy sukces od 2014 roku, kiedy to w Val di Fiemme wywalczył indywidualnie i drużynowo mistrzostwo świata juniorów.
„Wielkie gratulacje dla Kuby. Zrobił to, co miał zrobić, bo już na treningach skakał dobrze. Cieszymy się z tego. Na podium znalazł się także Kubacki, zaś ośmiu naszych zawodników zdobyło punkty, a mogliśmy mieć jeszcze więcej zawodników w finałowej trzydziestce, gdyby nie kontuzja Kamila Stocha i dyskwalifikacja Klimka Murańki. Można więc uznać, że to pozytywny początek sezonu” – ocenił występ swoich podopiecznych czeski trener biało-czerwonych Michal Doleżal. Szkoleniowiec wyjaśnił co było przyczyną dyskwalifikacji Murańki. „Chodziło o obwód kombinezonu w pasie, który był za szeroki o półtora centymetra. To zawsze jest trudna sytuacja do oceny, ale musimy respektować werdykt sędziego” – stwierdził trener Doleżal. Murańka na kolejny występ będzie musiał poczekać, bo w niedzielnych zawodach Polska mogła wystawić tylko siedmiu zawodników, a trener Doleżal postawił na Jakuba Wolnego, Dawida Kubackiego, Piotra Żyłę, Stefana Hulę, Pawła Wąska, Aleksandra Zniszczoła i Macieja Kota.
W niedzielnym konkursie wystartowało 49 zawodników. Najlepszy w tym gronie okazał się Dawid Kubacki . Kolejne miejsca na podium zajęli Jan Hoerl i Anże Laniszek. Jakub Wolny, który świetnie zaprezentował się w sobotę, w niedzielę zajął 6. lokatę. Pozostali polscy zawodnicy nie znaleźli się w czołowej dziesiątce. Stefan Hula był 11., Maciej Kot 15., Paweł Wąsek 20., Piotr Żyła 24., natomiast Aleksander Zniszczoł 26.

Klasyfikacja LGP po 2. konkursach:

Klasyfikacje generalna LGP po 2 turniejach:

  1. Dawid Kubacki (Polska) – 160 pkt
  • Jan Hoerl (Austria) – 160
  1. Jakub Wolny (Polska) – 140
  2. Markus Schiffner Austria 100
  3. Anze Lanisek Słowenia 96
  4. Markus Eisenbichler Niemcy 81
  5. Constantin Schmid Niemcy 68
  6. Karl Geiger Niemcy 48
  7. Gregor Deschwanden Szwajcaria 47
  8. Tilen Bartol Słowenia 45
  9. Stefan Hula – 40
  10. Piotr Żyła – 27
  11. Maciej Kot – 26
  12. Paweł Wąsek – 25
  13. Aleksander Zniszczoł – 16
  14. Andrzej Stękała – 9

48 godzin sport

Kadra Polski na skoki w Wiśle
Polski Związek Narciarski ogłosił skład reprezentacji Polski na inauguracyjne zawody Letniej Grand Prix w Wiśle-Malince. Na liście startowej znalazło się 12 zawodników: Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Andrzej Stękała, Jakub Wolny, Klemens Murańka, Paweł Wąsek, Aleksander Zniszczoł, Stefan Hula, Maciej Kot, Tomasz Pilch i Jarosław Krzak. W najbliższy piątek odbędą się trening oraz kwalifikacje, a konkursy zostaną rozegrane w sobotę i niedzielę. O 13:00 startować będą panie, a o 17:30 zaczną rywalizację panowie.

Nowy budżet PKO Ekstraklasy
Rada nadzorcza Ekstraklasy zatwierdziła budżet na sezon 2021/22. Do 18 klubów, które będą rywalizowały w PKO Ekstraklasy, popłynie 230 mln złotych (o 5 mln zł więcej niż w poprzednim sezonie). 44 procent tej kwoty zostanie rozdzielona równo pomiędzy wszystkie kluby, 20 procent kwoty wedle miejsc zajmowanych w tzw. rankingu historycznym, 18,5 procent za miejsce w tabeli na koniec sezonu, 14 procent dla czterech czołowych drużyn, 2,5 procent za udział w Pro Junior System, a 1 procent do podziału dla spadkowiczów. Ponadto spółka przekaże 8,4 mln złotych haraczu na rzecz PZPN.

Zmienił ligę słowacką na duńską
Dawid Kurminowski, król strzelców ubiegłego sezonu ligi słowackiej, przeszedł do czołowego klubu w Danii. 22-letni napastnik podpisał pięcioletni kontrakt z AGF Aarhus – czwartym zespołem duńskiej ekstraklasy. Wychowanek Warty Poznań ma za sobą bardzo udany sezon w zespole MSK Żylina. W 41 spotkaniach wszystkich rozgrywek strzelił 26 goli i zaliczył 6 asyst. W słowackiej ekstraklasie zdobył 20 bramek, co dało mu tytuł króla strzelców.

Francuski gwiazdor w Zenicie
Zenit Petersburg potwierdził transfer jednego z najlepszych libero na świecie Jeni Grebennikova. 30-letni francuski siatkarz rosyjskiego pochodzenia do ekipy wicemistrzów Rosji przeniesie się z włoskiego zespołu Leo Shoes Modena.

Bayern stracił obrońcę
Bayern Monachium na początku sezonu będzie musiał radzić sobie bez kontuzjowanego Alphonso Daviesa. 20-letni boczny obrońca podczas przygotowań do Złotego Pucharu CONCACAF z reprezentacją Kanady doznał zerwania więzadła w lewej kostce. Davies w barwach monachijskiego zespołu zaliczył dotąd 84 występy, w których strzelił pięć bramek i zaliczył 12 asyst.

Nie obroni złota w Tokio
Ukraiński gimnastyk Oleh Werniajew, mistrz olimpijski z Rio de Janeiro w ćwiczeniach na poręczach, został przyłapany na stosowaniu zakazanego meldonium i został za to zdyskwalifikowany na cztery lata. 27-letni Werniajew nie wystąpi więc na igrzyskach w Tokio, ale zapowiedział odwołanie do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS).

Kamil Stoch otworzył galerię z trofeami

Trzykrotny złoty medalista olimpijski w skokach narciarskich Kamil Stoch otworzył w Zakopanem przy ul. Kazimierza Przerwy-Tetmajera 6 galerię swoich trofeów sportowych. To wyjątkowe miejsce nazywa się „Kamiland” i można w nim obejrzeć nie tylko medale i puchary wywalczone przez tego wybitnego skoczka, lecz także używany przez niego podczas zwycięskich zawodów sprzęt sportowy.

Stoch do stworzenia tego prywatnego muzeum został przekonany przez swoja żonę, Ewę. „Kamiland” okazał się strzałem w dziesiątkę, bo z miejsca stał się nową atrakcją turystyczną Zakopanego, a dla każdego fana skoków narciarskich obowiązkowym miejscem do zwiedzenia podczas pobytu w polskiej stolicy Tatr. W galerii zgromadzono wszystkie sportowe trofea Stocha oraz liczne pamiątki i fotografie z jego życia oraz sportowej kariery – w sumie prawie pół tysiąca eksponatów, a wśród nich wszystkie zdobyte przez niego medale olimpijskie, Złote Orły i Kryształowe Kule. W kolekcji brakuje tylko jednego trofeum – nagrody za zwycięstwo w zawodach na skoczni w Bad Mitterndorf w 2012 roku.
Stworzono też ekspozycję pokazującą skoki narciarskie od kuchni. Znalazła się w niej kolekcja nart, narzędzi do ich serwisowania, kombinezony, buty, a nawet kawałek igielitu, na którym skoczkowie trenują i rywalizują latem.
„Podczas swoich ostatnich lotów w Planicy, w 2011 roku, Adam Małysz startował z nowymi wiązaniami. Fińska firma, które mu je dostarczyła, nie zgodziła się bym i ja w takich skakał, dlatego wiązania dla mnie przygotował samodzielnie Grzesiek Sobczyk. Dopiero po fakcie przyznał się, że zamknął oczy, gdy pierwszy raz w nich skakałem” – napisano w opisie jednego z eksponatów. W sumie w lokalu przy ulicy Kazimierza Przerwy-Tetmajera 6 przygotowano siedem sal wystawowych, które chronologicznie pokazują wyboistą, ale i inspirującą drogę mistrza skoków na sam szczyt. A przypomnijmy, że Kamil Stoch ma na koncie m.in. trzy złote medale olimpijskie (dwa zdobył w 2014, a jeden w 2018 roku), mistrzostwo świata indywidualne (2013) i drużynowe (2017), dwukrotny triumf w Pucharze Świata (2013/2014 i 2017/2018), zwycięstwa w trzech edycjach Turnieju Czterech Skoczni (2016/2017, 2017/2018 i 2020/2021) oraz w dwóch edycjach Raw Air (2018 i 2020 oraz w turniejach Willingen Five 2018 i Planica 7 2018.

Stoch trzeci wśród krezusów

Norweski skoczek Halvor Egner Granerud w zakończonym niedawno sezonie nie tylko zwyciężył w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, ale też znalazł się na czele listy płac. W czołowej trójce skoczków, którzy najwięcej zarobili, na trzecim miejscu znalazł się Kamil Stoch. Triumfatora Turnieju Czterech Skoczni wyprzedził jeszcze Niemiec Marcus Eisenbichler.

W minioną niedzielę na mamuciej skoczni w Planicy zakończyła się rywalizacja w sezonie 2020/2021. Klasyfikację generalną Pucharu Świata wygrał Halvor Egner Granerud przed Markusem Eisenbichlerem i Kamilem Stochem. Tak samo wygląda zestawienie czołowej trójki najlepiej zarabiających. Granerud z premii finansowych płaconych przez FIS za sukcesy w konkursach zebrał w sumie w przeliczeniu na złotówki 850 tysięcy. Drugi w tym zestawieniu Eisenbichler zarobił 595 tysięcy, a trzeci Stoch 570 tysięcy złotych (za zwycięstwo w TCS otrzymał 82 tys. zł). Tuż za podium finansowego rankingu znalazł się Karl Geiger, najlepszy skoczek ostatniego weekendu w Pucharze Świata w Planicy. Przed przyjazdem do Słowenii Niemiec był pod koniec pierwszej dziesiątki listy płac, na Letalicy wygrał jednak dwa konkursy indywidualne i w drużynówce, a do tego zwyciężył w dodatkowo premiowanym finansowo miniturnieju Planica 7. Otrzymał za to w sumie 194 tys. złotych i w rankingu finansowym awansował na 4. miejsce,
z kwotą 491 tys. zł.
W pierwszej dziesiątce zestawienia znalazło się trzech Polaków. Oprócz wspomnianego już Stocha, który był trzeci, na siódmym miejscu uplasował się Piotr Żyła (413 tys. zł), a na ósmym Dawid Kubacki (410 tys. zł). W Top 10 zestawienia na piątym miejscu znalazł się Norweg Robert Johansson (436 tys. zł), na szóstym Japończyk Ryoyu Kobayashi (419 tys. zł), na dziewiątym Norweg Daniel Andre Tande (348 tys. zł), a na dziesiątym Słoweniec Anze Lanisek (338 tys. zł).
W całym sezonie 2020/2021 punkty, a co za tym idzie i premie finansowe, wywalczyło 11 polskich skoczków. Opróćz wymienionych wcześniej Stocha, Żyły i Kubackiego, byli to: 15. Andrzej Stękała (252 tys. zł), 28. Jakub Wolny (80 tys. zł), 29. Klemens Murańka (76 tys. zł), 42. Aleksander Zniszczoł (34 tys. zł), 47. Paweł Wąsek (25 tys. zł), 58. Maciej Kot (6,7 tys. zł), 74. Stefan Hula (820 zł) i 76. Tomasz Pilch (410 zł). Łącznie nasi skoczkowie zarobili w minionym sezonie 1,8 mln złotych.

Długi weekend na mamuciej skoczni w Planicy

Od środy skoczkowie narciarscy po raz ostatni w tym sezonie rywalizują w zawodach Pucharu Świata. Na mamuciej skoczni w Planicy do niedzieli odbędą się dwa konkursy indywidualne i jeden drużynowy spięte wraz z kwalifikacjami w jeden cykl pod nazwą „Planica 7”. W czwartek odbył się dodatkowy konkurs, do którego środowe kwalifikacje wygrał Japończyk Ryoyu Kobayashi (najlepszy z Polaków Andrzej Stękała był piąty).

To nie był zły sezon w wykonaniu polskich skoczków. W mistrzostwach świata w Oberstdorfie Piotr Żyła zdobył złoty medal na normalnej skoczni, a drużyna wywalczyła brąz. Wcześniej Kamil Stoch wygrał Turniej Czterech Skoczni, a w konkursach Puchar Świata biało-czerwoni stawali na podium 18 razy indywidualnie i trzykrotnie drużynowo. Z powodu pandemii norweska federacja narciarska była zmuszona odwołać cykl zawodów Raw Air, więc po dłuższej przerwie skoczkowie jak zawsze na pożegnanie sezonu stawili się w Planicy, lecz tym razem FIS zafundował im rozszerzony program – pięciodniową rywalizację, którą w środę rozpoczęły kwalifikacje do czwartkowego konkursu indywidualnego. W piątek zostanie rozegrany drugi konkurs indywidualny, w sobotę zaplanowano konkurs drużynowy, a w niedzielę kończące sezon zmagania elity, czyli konkurs finałowy z udziałem 30 najwyżej sklasyfikowanych w Pucharze Świata zawodników.
Rywalizacja o „Kryształową Kulę” została rozstrzygnięta jeszcze przed rozpoczęciem zmagań w Planicy, bo po odwołaniu Raw Air wywalczona w trakcie sezonu przez Halvora Egnera Graneruda przewaga w klasyfikacji generalnej stała się już niemożliwa do odrobienia. Z tego samego powodu żadna ekipa nie była już w stanie wyprzedzić Norwegów w klasyfikacji Pucharu Narodów.
Ale to nie znaczy, że w Planicy skoczkowie nie mają o co walczyć. Do zdobycia jest jeszcze „Kryształowa Kula” za wygranie klasyfikacji Puchar Świata w lotach narciarskich. Z polskich skoczków szanse na sukces w tych zmaganiach mają jeszcze Piotr Żyła i Kamil Stoch, który ponadto wciąż jest w grze o miejsce na podium klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Do Planicy przyjechał jako trzeci skoczek z przewagą 140 punktów nad czwartym Norwegiem Robertem Johanssonem, a do drugiego Niemca Markusa Eisenbichlera tracił tylko 74 punkty.
Skoczkowie na słoweńskiej mamuciej skoczni walczą jednak nie tylko o punkty, ale także o pieniądze. Zwycięzca miniturnieju „Planica 7” otrzyma premię w wysokości 20 tys. franków szwajcarskich. Do klasyfikacji będą liczone noty uzyskane przez skoczków w piątkowych kwalifikacjach i konkursie indywidualnym, w sobotniej drużynówce oraz w niedzielnych zmaganiach indywidualnych. Jeśli znajdzie się zawodnik, który wygra w Planicy wszystkie trzy konkursy indywidualne, obie serie kwalifikacyjne, zmagania drużynowe z zespołem oraz miniturniej Planica 7, to zarobi w sumie aż 260 tys. złotych.

Czwartkowy konkurs zaczął się dramatycznie, gdy serii próbnej Daniel Andre Tande zaraz po wyjściu z progu runął na zeskok. Norwega helikopterem przetransportowano do szpitala. Potem sportowy dramat przeżyli Dawid Kubacki i Kamil Stoch, którzy po skokach na 200,5 m już po pierwszej serii mogli wracać do hotelu. Tak słabo nasi mistrzowie nie wypadli już od dawna. Stoch był 32. i gorszy wynik uzyskał w 2019, a Kubacki (31.) na początku 2020 roku. Los obu Polaków podzielił Norweg Halvor Egner Granerud. Niedawno zakaził się koronawirusem i zamiast medali na mistrzostwach świata była izolacja. Triumfator Pucharu Świata skoczył zaledwie 199,5 metra i zajął dopiero 37. miejsce, najgorsze w sezonie. Słabych skoków Stocha, Kubackiego czy Graneruda nie da się jednak wytłumaczyć tylko słabszymi warunkami. W podobnych warunkach jak Polacy i Norweg Japończyk Ryoyu Kobayashi poleciał aż na 235,5 metra, a Markus Eisenbichler na 232,5 metra. Na półmetku Japończyk prowadził, a Niemiec zajmował 4. miejsce.
W finałowej serii wystartowało trzech Polaków, ale żaden z nich: Jakub Wolny, Andrzej Stękała i Piotr Żyła nie mieli już szans na walkę o podium. W pierwszej kolejce cała trójka skoczyła powyżej 210. metra. Najlepszy był Żyła, który z wiatrem w plecy wylądował na 214,5 metra. Zajmował 15. miejsce. 19. był Wolny, 22. Stękała. Ale w finale walczyli dzielnie. Stękała skoczył 225,5 m, Wolny 231 m, a Żyła z mocniejszym niż koledzy wiatrem w plecy poleciał na 230,5 m. Wyprzedził pięciu rywali i zakończył zawody na 10. miejscu, najlepszym osigniętym przez polskich skoczków. Wolny był 14., a Andrzej Stękała 18.
Kobayashi miał dużą przewagę nad rywalami i chopciaż wyzwanie rzucił mu 4. po pierwszej serii Markus Eisenbichler (238,5 m), ale Japończyk odpowiedział lotem na odległość 244,5 metra. Mimo kłopotów z lądowaniem wygrał zdecydowanie. Drugiego Eisenbichlera wyprzedził o ponad 7 punktów. To trzeci triumf Kobayashiego w tym sezonie. Na najniższym stopniu podium stanął Karl Geiger, który na półmetku zajmował 9. pozycję. W finale poleciał jednak aż na 238. metr i zajął 3. miejsce. Podium nie utrzymała natomiast dwójka Słoweńców. Wicelider na półmetku Domen Prevc po locie na 222. metr spadł na 8. pozycję, a trzeci po pierwszej serii Bor Pavlovcic skoczył 228,5 metra i spadł na 5. miejsce.
Drugi konkurs indywidualny w Planicy rozpocznie się w piątek o 15:00. Poprzedzą go kwalifikacje o 13:30.

Kadra Polski na skoki w Planicy

We wtorek Michal Doleżal ogłosił skład kadry Polski na finałowe zawody Pucharu Świata w Planicy. Do Słowenii pojadą Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Andrzej Stękała, Klemens Murańka i Jakub Wolny.

Puchar Kontynentalny w Zakopanem nie dał wyraźnej odpowiedzi co do tego, kto uzupełni skład Polaków na ostatnie w tym sezonie konkursy Pucharu Świata w Planicy (25-28 marca). W pierwszym konkursie najlepszy był Stefan Hula, a w drugim Maciej Kot. Ale trener kadry Polski Michal Doleżal zdecydował we wtorek, że w Planicy wraz z Kamilem Stochem, Piotrem Żyłą, Dawidem Kubackim i Andrzejem Stękałą wystartują jeszcze Klemens Murańka i Jakub Wolny. Ta szóstka skoczków startowała w mistrzostwach świata w Oberstdorfie, ale o nominacji dla Murańki i Wolnego przesądziło to, że plasują się w klasyfikacji generalnej PŚ w czołowej „30”. Jeśli nic się nie zmieni, cała szóstka Polaków będzie mogła wziąć udział w kończącym sezon niedzielnym konkursie, w którym bez kwalifikacji zapewniony udział mają wszyscy zawodnicy z Top 30 Pucharu Świata.
W Planicy odbędą się w sumie cztery konkursy – trzy indywidualne i jeden drużynowy.

Rekordowy skok na Wielkiej Krokwi

Norweski skoczek Benjamin Oestvold nie odniósł sukcesu w zawodach Pucharu Kontynentalnego w Zakopanem, ale w miniony weekend ten 20-letni w sobotniej serii treningowej poszybował na odległość 150 metrów. To pierwszy oficjalnie zmierzony skok na taką odległość w Polsce.

Treningi przed sobotnim konkursem, który z powodu nasilającego się wiatru przeniesiono na niedzielny poranek, odbywały się w zmiennych warunkach pogodowych. Najlepszy w pierwszej serii treningowej był Klemens Murańka (145,5 m), ale w serii próbnej zaskoczył wszystkich Benjamin Oestvold. 20-letni norweski skoczek do maksimum wykorzystał sprzyjające podmuchy wiatru pod narty i uzyskał rekordową odległość 150 metrów. Urządzenia mierzące wiatr na Wielkiej Krokwi wskazały 4,34 m/s, za co Oestvoldowi odjęto aż 46,9 pkt. Ale Norweg jako pierwszy skoczek w historii osiągnął na polskiej ziemi barierę 150 metrów podczas oficjalnych zawodów FIS.
W przeniesionych na niedzielny poranek dwóch konkursach Pucharu Kontynentalnego na Wielkiej Krokwi wystartowało siedmiu polskich skoczków. W pierwszym najlepiej spisał się Stefan Hula, który zajął szóstą lokatę. Ósme miejsce wywalczył Klemens Murańka, 12. Jakub Wolny, 15. Paweł Wąsek . Aleksander Zniszczoł uplasował się w drugiej, a Tomasz Pilch i Maciej Kot w trzeciej dziesiątce. Rozpoczęty o ósmej rano konkurs zdominowali Austriacy. Wygrał Ulrich Wohlgenannt, przed Manuelem Fettnerem i Słoweńcem Cene Prevccem. W drugim konkursie ponownie najlepszy okazał się Wohlgenannt, drugi był Markus Schiffner, a trzeci Prevc. Z Polaków tym razem najlepszy był Kot, który zajął szóste miejsce. W czołowej dziesiątce zmieścił się jeszcze Zniszczoł (był dziewiąty), reszta zajęła dalsze lokaty.

Skoki narciarskie: Tylko Żyła wraca z tarczą z Oberstdorfu

W Oberstdorfie w polskiej ekipie skoczków królem polowania na medale mistrzostw świata był Piotr Żyła. Zdobył złoto na normalnej skoczni, najlepiej też wypadł z biało-czerwonych w piątkowym konkursie indywidualnym na dużej skoczni oraz w sobotnim konkursie drużynowym. Trzeba też oddać honor pozostałym kadrowiczom, zwłaszcza Kamilowi Stochowi, który w „drużynówce” przełamał kryzys formy. Nasi skoczkowie byli bliscy złotego medalu, ale brązowy to też sukces.

Po środowych treningach, w których nie brali udziału pewniacy Stoch, Żyła i Kubacki, trener naszej kadry Michal Doleżal z trójki Klemens Murańka, Jakub Wolny i Andrzej Stękała, jako czwartego w naszej ekipie wyznaczonej do startu w zawodach na dużej skoczni wybrał Stękałę. Kwartet biało-czerwonych bez większych problemów przebrną przez czwartkowe kwalifikacje. Najlepiej spisał się Żyła, a w czołowej dziesiątce zameldował się jeszcze Kubacki. Stoch i Stękała zajęli miejsca w drugiej dwudziestce. Podczas obu prób konkursowych panowały fatalne warunki atmosferyczne (padał gęsty śnieg i wiał zmienny wiatr) dawały się skoczkom mocno we znaki także podczas konkursu. Jedni sobie z nimi radzili lepiej, jak Kraft, który z wynikiem 132,5 m objął prowadzenie, inni gorzej, jak Japończyk Ryoyu Kobayashi, który przy lądowaniu wjechał nartami w sypki śnieg i zaliczył upadek. Na szczęście wstał i o własnych siłach opuścił zeskok. Z Polaków po pierwszej serii najwyżej w klasyfikacji był Żyła, któremu odległość 130,5 m dała piątą lokatę. Taką samą odległość uzyskał Kubacki, ale jemu odjęto jeszcze więcej punktów niż Żyle i dlatego znalazł się na ósmej pozycji. Stoch z wynikiem 120 m zajmował 22. lokatę, a 121,5 m uzyskane przez Stękałę dało mu 24. miejsce.
W drugiej serii wszyscy nasi skoczkowie poprawili swoje wyniki. Stękała zaliczył 122,5 m i ostatecznie zakończył występ na 21. pozycji. Stoch poszybował na odległość 129,5 m i awansował na 19. miejsce, ale rzecz jasna trzykrotny mistrz olimpijski nie mógł być z tego osiągnięcia zadowolony. To nie były dla niego udane mistrzostwa i nie był w stanie ukryć głębokiej frustracji z powodu słabej formy. „Coś się ewidentnie zacięło i nie potrafię znaleźć recepty, chociaż walczę z każdym skokiem. Nic jednak nie rusza do przodu. Z mojej strony zrobiłem, co się dało, ale to nic, bo dalej jestem tam, gdzie jestem. Jeśli trener zdecyduje się mnie wystawić w drużynówce, zrobię, co będę mógł. Umiem tyle, co mogą państwo zobaczyć” – przyznał zgnębiony niepowodzeniem Stoch.
Szansy na dobry wynik w drugim skoku zniweczył natomiast Kubacki. Inna sprawa, że nie wszystko było jego winą. Nasz skoczek został cofnięty z belki startowej, a gdy ponownie się na niej pojawił, dostał sygnał do startu zanim służby techniczne zdążyły odśnieżyć należycie tory. No i Kubacki pojechał zbyt wolno jak na jego potrzeby, przez co zaliczył tylko 119 m i ostatecznie spadł na 15. miejsce. Na placu boju pozostał więc tylko Żyła, który uzyskał znakomity rezultat 137 m, lecz sędziowie tak zamieszali z bonifikatami za wiatr, że Polaka wyprzedził trzeci w klasyfikacji końcowej Niemiec Karl Geiger, chociaż skoczył tylko 132 metry, potem drugi na podium Norweg Robert Johannson (135,5 m), a na końcu zwycięzca konkursu Austriak Stefan Kraft (134 m). „Piotrek miał dobre warunki, dlatego odjęto mu dużo za wiatr w drugiej serii. Przeliczniki też nigdy nie są w stu procentach sprawiedliwe. One często działają z opóźnieniem. Raz się ma to szczęście, raz nie – mówił nasz były skoczek. Dwa lata temu w Seefeld na skoczni normalnej w podobnych warunkach to Kubacki cieszył się ze złota, a drugi był Stoch. Pogoda teraz była podobna jak wtedy, lecz tym razem nie my mieliśmy szczęście” – podsumował sobotni konkurs szef polskiej misji w Oberstdorfie Adam Małysz.
Łączny wynik całego naszego kwartetu w konkursie indywidualnym nie rokował najlepiej przed sobotnią „drużynówką”, ale w konkursie nasi skoczkowie spisali się nadspodziewanie dobrze, zwłaszcza Stoch i Stękała. Trener Doleżal trochę zaskoczył wystawiając w pierwszej grupie skoczków Żyłę, po nim Stękałę i Stocha, a na końcu Kubackiego. Niewykluczone, że po cichu potem tego żałował, bo Żyła w obu skokach konkursowych szybował najdalej z całej stawki, a w drugiej serii przed skokami ostatniej grupy zawodników biało-czerwoni po świetnych próbach Żyły, Stękały i Stocha wyszli na prowadzenie. Niestety, Kubacki nie miał tego dnia takiej mocy jak Żyła, który w obu próbach zaliczył po 139 metrów. Skoczył tylko 127 metrów i nasza zespół z pierwszego miejsca spadł na trzecie. Złoto zdobyli Niemcy, srebro Austriacy.
Trudno jednak wybrzydzać, bo oba medale dla Polski w tegorocznych mistrzostwach świata (złoto Piotra Żyły na skoczni normalnej i brąz w konkursie drużynowym) to wyłącznie zasługa skoczków. Nasza ekipa w klasyfikacji medalowej zajęła dzięki temu siódmą lokatę.

Skoki narciarskie: Granerud nie powalczy z Żyłą

Już ostatecznie zostało przesądzone, że Halvor Egner Granerud zdobędzie w tym sezonie Kryształową Kulę za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Ale z rozgrywanych w Oberstdorfie mistrzostw świat norweski skoczek wyjedzie bez żadnego indywidualnego trofeum. Na normalnej skoczni był dopiero czwarty, a w piątek na dużym obiekcie nie wystartuje, bo miał pozytywny wynik testu na koronawirusa.

Tegoroczne mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym miały być potwierdzeniem dominacji Graneruda w tym sezonie. Norweskie media przed imprezą oceniały, że skoczek może wywalczyć w Oberstdorfie nawet cztery złote krążki – dwa w konkursach indywidualnych, jeden w konkursie drużynowym i jeden w mikście, czyli konkursie drużyn mieszanych. Pierwsze rozczarowanie norwescy kibice przeżyli w turnieju na skoczni normalnej, w którym ich ulubieniec zawalił pierwszy skok i ostatecznie zakończył zmagania na dopiero na 4. miejscu, a zwycięzcą został Polak Piotr Żyła. Kolejny zawód przeżyli w konkursie drużyn mieszanych, bo faworyzowana norweska ekipa zdobyła jedynie srebro, przegrywając z drużyną gospodarzy mistrzostw.
Granerud odgrażał się, że powetuje sobie te niepowodzenia w rywalizacji na dużej skoczni, lecz w środę rano norweska federacja opublikowała komunikat z informacją, iż lider Pucharu Świata otrzymał pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa. A to oznaczało dla Graneruda koniec jego udziału w tegorocznych mistrzostwach świata. „Jestem bardzo smutny z tego powodu, ale mam łagodne objawy Covid-19 i czuję się dobrze” – ogłosił norweski skoczek w mediach
społecznościowych.
Granerud najwyraźniej nie ma szczęścia w najważniejszych imprezach sezonu. Chociaż jest zdecydowanie najlepszym zawodnikiem tego sezonu w Pucharze Świata, to w mistrzostwach świata w lotach narciarskich przegrał walkę o złoto z Niemcem Karlem Geigerem, w Turnieju Czterech Skoczni musiał uznać wyższość Kamila Stocha po spektakularnej porażce w Innsbrucku, a teraz wyjechał z Oberstdorfu bez jednego choćby mistrzowskiego tytułu.
Na pocieszenie zostaje więc triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Po odwołaniu norweskiego cyklu turniejów Raw Air Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) długo szukała jakiegoś zastępstwa dla tej imprezy. Próbowano namówić Słoweńców do zorganizowania w Planicy dodatkowego weekendu skoków, ale ostatecznie stanęło na tym, że do zaplanowanych już wcześniej konkursów zostanie dołożony tylko jeden, który odbędzie się w czwartek 25 marca. Na skoczni w Planicy odbędą się zatem trzy konkursy indywidualne oraz konkurs drużynowy w lotach narciarskich, a to oznacza, że Graneruda nikt już nie zdoła wyprzedzić w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Na trzy konkursy przed końcem rywalizacji Norweg na 526 punktów przewagi nad Niemcem Markusem Eisenbichlerem i 600 punktów nad trzecim w zestawieniu Kamilem Stochem.
Wykrycie zakażenia koronawirusem u Graneruda wywołało popłoch nie tylko w ekipie Norwegii, ale też w innych zespołach, których zawodnicy mogli mieć styczność z norweskim skoczkiem. Zgodnie z przepisami, przyjętymi podczas mistrzostw świata, w przypadku pozytywnego przypadku w zespole, wszyscy, którzy mieli kontakt z zarażonym zawodnikiem w ciągu ostatnich 72 godzin, zostają poddani izolacji. Zwolnić z jej może tylko negatywny wynik testu PCR. Jak podały jednak norweskie media, niemieckie służby sanitarne nie zakwalifikował nikogo z norweskiej kadry jako osoby z pierwszej grupy kontaktu. Działacze włoskiej federacji narciarskiej na taki werdykt nawet nie czekali i po wykryciu zakażenia u kilku osób ze sztabu szkoleniowego zdecydowali o wycofaniu całej reprezentacji z mistrzostw świata – po skoczkach decyzję rozszerzono też na biegaczy narciarskich i zawodników startujących w kombinacji norweskiej.
Polscy skoczkowie wraz z całym sztabem szkoleniowym zostali przebadani przed kolejnym dniem mistrzostw świata w Oberstdorfie. Wszyscy otrzymali negatywne wyniki testów. Trener biało-czerwonych Michal Doleżal po środowych treningach zdecydował, że w kwalifikacjach do piątkowego konkursu indywidualnego do żelaznego tercetu naszych reprezentantów – Kamila Stocha, Dawida Kubackiego i Piotra Żyły dołączy Andrzej Stękała, który podczas treningów skakał najrówniej i wygrał wewnętrzną rywalizację z Jakubem Wolnym i Klemensem Murańką. Jeli nic si nie wydarzy, ta czwórka raczej na pewno powalczy też w sobotnim konkursie drużynowym.