Norwegia traci moc

Norweska federacja narciarska (NFS) obcięła budżet na skoki narciarskie z trzech do dwóch milionów euro. To niesie ryzyko głębokiego kryzysu sportowego – twierdzi trener kadry Alexander Stoeckl.

Powodem cięć budżetowych jest oczywiście pandemia koronawirusa, przez którą wycofało wsparcie finansowe wielu sponsorów. Współpracę zerwali też Chińczycy, którzy w Norwegii realizowali pod egidą NFS swój program olimpijski. „Sytuacja w federacji jest poważna. Oszczędzamy na wszystkim, nawet na kawie dla pracowników, która zawsze była darmowa” – przyznała sekretarz generalna NSF Ingvild Bretten Berg.
Trener norweskich skoczków Alexander Stoeckl nie kryje zaniepokojenia takim rozwojem sytuacji i wywiadzie dla telewizji NRK przestrzegł, że w skokach Norwegia szybko może zejść poziomem do Finlandia. „Tam skoki narciarskie w krótkim czasie straciły pozycję światowego lidera. Powody były podobne jak teraz w Norwegii. Zaczęło się od cięć budżetowych, które spowodowały odpływ kadry szkoleniowej za granicę i zatrzymało napływ młodych talentów” – alarmuje austriacki szkoleniowiec.

Kasai w Księdze Guinessa

Noriaki Kasai po raz kolejny został wpisany do światowej Księgi Rekordów Guinessa. Skoczek narciarski figuruje w niej jako rekordzista w liczbie występów w Pucharze Świata.

Legendarny już japoński skoczek narciarski, Noriaki Kasai, w czerwcu skończy 48 lat, ale wciąż jest czynnym zawodnikiem i utrzymuje miejsce w kadrze narodowej swojego kraju. W poprzednim sezonie co prawda w żadnym z siedmiu występów w zawodach Pucharu Świata nie zdobył punktów, lecz poprawił swój dorobek w liczbie występów indywidualnych w konkursach Pucharu Świata. Już wcześniej był pod tym względem światowym rekordzistą wpisanym do Księgi Rekordów Guinessa, ale teraz ta szacowna instytucja dokonała korekty w rekordzie japońskiego skoczka, poprawiając jego wynik na 569 startów.
To nie jedyny wyczyn Kasaiego wpisany do Księgi Guinessa. Japoński weteran figuruje w niej także jako światowy rekordzista w liczbie startów indywidualnych w mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym. Ma na koncie udział w 12 czempionatach globu.

Tajner napadł na Małysza

Adam Małysz w wywiadzie dla TVP Sport napomknął tylko o finansowych kłopotach PZN, ale mimo to sprowokował medialne starcie z prezesem związku Apoloniuszem Tajnerem, który także w mediach bezceremonialnie się po Małyszu za tę jego wypowiedź „przejechał”.

Małysz, który w Polskim Związku Narciarskim pełni funkcję dyrektora ds. skoków narciarskich i kombinacji norweskiej, w rozmowie z TVP sport o sytuacji w tych sportach w czasie pandemii, skupił się na sprawach należących do jego kompetencji. Opowiadał więc, że w tej chwili prowadzi intensywne rozmowy z trenerami poszczególnych reprezentacji – Michalem Doleżalem (trener kadry A), Maciejem Maciusiakiem (trener kadry B) i Wojciechem Toporem (trener kadry juniorskiej). Od zakończenia Pucharu Świata w skokach narciarskich minęło już prawie 1,5 miesiąca. Polscy skoczkowie jednak nie próżnują i wszystkie kadry już dawno wznowiły treningi. Zawodnicy mają w nogach naprawdę mocne zajęcia, a nawet Kamil Stoch w rozmowach z mediami wielokrotnie przyznawał, że w pewnym okresie miał nawet problemy z siadaniem. W tle trwają jednak rozmowy, które mają zdecydować, jak będzie wyglądał kształt kadr narodowych na nadchodzący sezon 2020/2021. Jedno jest pewne, Małysz, Doleżal, Maciusiak i Topór nie mają teraz czasu na głupoty, bo ustalają ważne rzeczy dla wielu ludzi. I mają problemy, bo z powodu nagłego zakończenie sezonu Pucharu Świata, a także odwołania mistrzostw Polski, kilku skoczków nie wypełniło minimów sportowych. Nie mają z tym problemów Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Maciej Kot, Stefan Hula, a z młodych zawodników Paweł Wąsek i Kacper Juroszek, ale już Jakub Wolny, Aleksander Zniszczoł, Klemens Murańka, Andrzej Stękała czy Tomasz Pilch ustalonych kryteriów wynikowych nie wypełnili. W tej skomplikowanej sytuacji zarząd PZN, po konsultacjach ze sztabem szkoleniowym, może powołać do kadry zawodnika, który nie spełnił w stu procentach kryterium. Takie ustalenia przy zielonym stoliku zawsze jednak są kontrowersyjne.
Tym bardziej w czasie zarazy, gdy niepewne są dotychczasowe źródła finansowania. Na ten aspekt zwrócił właśnie uwagę Adam Małysz. „Cięcia wydatków szykują się również w PZN. Są już pierwsze zwolnienia, a umowy dla niektórych trenerów nie są podpisywane. Musimy się liczyć, że nie będziemy mieli tyle pieniędzy, co zawsze” – stwierdził we wspomnianym wywiadzie dla TVP Sport. W innych federacjach sytuacja jest podobna, więc to stwierdzenie Małysza nie było jakimś wielkim szokiem.
Mimo to prezes PZN Apoloniusz Tajner uznał za stosowne skorygować wypowiedź dyrektora i w wywiadzie dla portalu Interia.pl przedstawił sytuację następująco: (…) „Adam nie jest do końca zorientowany w całościowych sprawach, dotyczących związku, ponieważ działa na wąskim odcinku skoków i kombinacji norweskiej. Dlatego to, co on uważa za pewnik, że mamy jakieś problemy, muszę zdementować. Czytałem jego ostatnie wypowiedzi, których on ze mną nie konsultował. To są jego, powiedzmy, przemyślenia lub może nawet jakaś wiedza, ale jego na co dzień w związku nie ma i on tych spraw po prostu dokładnie nie zna. Mogę uspokoić, że sytuacja na pewno nie wygląda aż tak źle, co nie znaczy, że wygląda całkiem dobrze. Z Ministerstwa Sportu mamy już pewną informację, że środki budżetowe na fundusz rozwoju kultury fizycznej, które zostały przyznane dla kadry olimpijskiej i na kadry młodzieżowe, nadal obowiązują, a umowy są podpisane. Jedyna informacja z ministerstwa jest taka, że do 31 maja zawieszone jest korzystanie z tych pieniędzy, jeżeli chodzi o organizację zgrupowań i wyjazdów. To zresztą jest w pełni zrozumiałe. Jeśli chodzi o finanse z ministerstwa, to tylko te wydatki, które są związane z wynagrodzeniami sztabów szkoleniowych i stypendiami dla zawodników, zostały uwzględnione na kwiecień i maj. Natomiast wszystkie zgrupowania skasowane, a środki przesunięte na dalszą część sezonu. Wobec tego ja patrzę na sytuację odwrotnie, a mianowicie do tej pory zawsze korzystaliśmy z dofinansowania ministerstwa, bo w ostatnich miesiącach roku zawsze brakowało nam pieniędzy. Teraz jednak nie wykorzystując ich w kwietniu i maju prawdopodobnie po raz pierwszy nie będziemy musieli korzystać z dofinansowania z ministerstwa w ostatnim kwartale, o które w tym roku zresztą może być nawet trudniej” – zapewnia prezes Tajner, który na czele PZN stoi od 2006 roku, więc na pewno wie, co mówi.
Inna sprawa, że mógłby to powiedzieć Małyszowi przez telefon albo w trakcie wideokonferencji, a tak wyszło z tego niepotrzebne spięcie między najważniejszymi postaciami w polskich skokach.

48 godzin sport

Przełożyli skoki w Wiśle
Pandemia koronawirusa komplikuje też rywalizacje w skokach narciarskich. Przez Covid-19 nie dokończono norweskiego turnieju Raw Air, przedwcześnie zakończono Puchar Świata, a na grudzień przeniesiono mistrzostwa świata w lotach w Planicy. Teraz pojawiły się problemy z rozpoczęciem sezonu letniego. Tegoroczne Grand Prix nie rozpocznie się zgodnie z planem, co oznacza, że zaplanowane na 17-19 lipca zawody na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle nie odbędą się w tym terminie. Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) nie zatwierdziła jeszcze nowego kalendarza zawodów. Z nieoficjalnych informacji wynika, że konkursy Letniej Grand Prix w Wiśle planuje się przenieść na przełom sierpnia i września, ale też tegoroczny cykl Grand Prix z powodu zakazu udziału publiczności może zostać w ogóle odwołany. Niezagrożony w tej chwili jest listopadowy termin inauguracji Pucharu Świata w Wiśle.

Zmarł wybitny sędzia bokserski
Zmarł Eddie Cotton, jeden z najbardziej znanych i szanowanych sędziów boksu zawodowego. Amerykański weteran ringu zmarł w w miniony piątek w szpitalu w wyniku zakażenia koronawirusem. Miał 72 lata. Cotton w swojej karierze sędziego ringowego prowadził wiele słynnych walk, np. w 2002 roku był rozjemcą w pojedynku o mistrzostwo świata w wadze ciężkiej Lennoxa Lewisa z Mike’m Tysonem. Polscy kibice boksu mieli okazję widzieć jego pracę podczas pojedynków Andrzeja Gołoty, m.in. podczas rewanżowej walki z Riddickiem Bowe’m w 1996 roku, zakończoną dyskwalifikacją Polaka. Cotton sędziował też potyczki z udziałem Tomasza Adamka.

W Afryce i Azji też nie grają
Afrykańska konfederacja piłkarska (CAF) poinformowała, że finały zaplanowanych na maj najważniejszych rozgrywek w Afryce, m.in. tamtejszej wersji Ligi Mistrzów, zostały z powodu pandemii koronawirusa przełożone na nieustalony jeszcze termin. Oprócz finału LM decyzja dotyczy także Afrykańskiego Pucharu Konfederacji, czyli drugich pod względem rangi klubowych rozgrywek na tym kontynencie (odpowiednik Ligi Europy). Kilka dni wcześniej także Azjatycka Konfederacja Piłkarska (AFC) poinformowała o przełożeniu z powodu koronawirusa wszystkich meczów i rozgrywek pod jej egidą, które były zaplanowane na maj i czerwiec.

Joshua chce się bić z Polakiem
Mistrz świata IBF, WBA i WBO wagi ciężkiej, Anthony Joshua (23-1, 21 KO) ujawnił w rozmowie z telewizją Sky Sports nazwiska sześciu rywali, z którymi chciałby się zmierzyć, zanim przejdzie na bokserską emeryturę. Wśród nich znajduje się najlepszy obecnie polski bokser królewskiej dywizji, Adam Kownacki (20-1, 15 KO). „Zanim odejdę, chcę zostać niekwestionowanym mistrzem świata, posiadaczem wszystkich pasów. Jeśli chodzi o przeciwników, z którymi chcę skrzyżować rękawice przed przejściem na bokserską emeryturę, to na mojej liście są Ołeksandr Usyk, Deontay Wilder, Tyson Fury, Luis Ortiz, Adam Kownacki i Jarrell Miller” – powiedział Joshua.

Szwed trenerem w Puławach
Wicemistrz olimpijski z Barcelony Patrik Liljestrand został trenerem piłkarzy ręcznych Grupy Azoty Tarnów, zastępując Marcina Markuszewskiego – poinformował klub. Ostatnio szwedzki szkoleniowiec pracował w innym zespole PGNiG Superligi – Enerdze MKS Kalisz. Największym sukcesem w karierze zawodniczej 54-letniego dziś Liljestranda, który występował na pozycji bramkarza, było srebro igrzysk w 1992 roku. Występował w klubach ze Szwecji, Norwegii i Niemiec. Jako trener m.in. awansował z TV Emsdetten oraz TuS N-Lubbecke do Bundesligi, zaś z NMC Górnikiem Zabrze zdobył brązowy medal MP w sezonie 2013/14.

Z nudów bawią się akcjami
Szef teamu Mercedes GP Toto Wolff kupił 0,95 procent udziałów w Aston Martinie, który w przyszłym roku powraca do rywalizacji w Formule 1 i będzie jednym z rywali niemieckiej ekipy. Ostatnio media rozpisywały się o relacjach austriackiego menedżera z brytyjską marką, w którą zainwestował Kanadyjski milioner Lawrence Stroll i nawet przemianował nazwę swojego zespołu, Racing Point, na Aston Martin F1 Team. A w środowisku Formuły 1 nie jest żadną tajemnicą, że prywatnie Wolff i Stroll od dawna się przyjaźnią i nawet swego czasu spekulowano, iż 48-letni Austriak zostanie dyrektorem generalnym nowego teamu. Są nawet ku temu podstawy, bo Wolffowie, który jest dyrektorem sportowym Mercedes GP od 2013 roku, po tym sezonie kończy się kontrakt. W tym sezonie nie odbył się jeszcze żaden wyścig Formuły 1. Pierwszym ma być Grand Prix Austrii na początku lipca, ale bez udziału publiczności.

W Meksyku robią rewolucję
Prezes piłkarskiej ekstraklasy w Meksyku (Liga MX), Enrique Bonilla Barrutia, ogłosił, że awanse i spadki w najwyższej klasie rozgrywkowej w tym kraju zostały zawieszone na pięć lat ze względu na pandemię koronawirusa. Ponadto klubom zostanie udzielona jednorazowo pomoc finansowa w wysokości 60 milionów peso, która zostanie równo rozdzielona na wszystkie 12 klubów występujących w najwyższej lidze rozgrywkowej, zaś przez kolejne pięć lat otrzymają one łącznie 240 milionów peso, po 20 mln dla każdego, w ramach programu utrzymania miejsc pracy. Wydawanie tych pieniędzy będzie jednak stale kontrolowane.

Stulecie Ruchu w Chorzowie
Ruch Chorzów w poniedziałek 20 kwietnia obchodzi stulecie założenia. Zaczynający swoja historie pod nazwą Ruch Hajduki Wielkie zespół wywalczył dotychczas 14 tytułów mistrza Polski, pięciokrotnie wicemistrza, a trzykrotnie zdobył Puchar Polski. Chorzowianie dotarli do ćwierćfinału Pucharu Europy Mistrzów Krajowych (1974/1975, odpadli z St. Etienne) oraz Pucharu UEFA (1973/1974, odpadli z Feyenoordem Rotterdam). W roku 1998 doszli do finału Pucharu Intertoto, w którym przegrali z włoską Bologną FC. W ostatnich latach piłkarze „Niebieskich” spisywali się jednak beznadziejnie i zespół zaliczył sezon po sezonie spadki z ekstraklasy do III ligi (czwarty poziom rozgrywek w Polsce).

Nie było źle, ale bywało już lepiej

Ekipa naszych skoczków po spowodowanym epidemią koronawirusa przedwczesnym zakończeniu sezonu, w miniony piątek wróciła z Norwegii do kraju wyproszonym przez Adama Małysza prezydenckim samolotem, co nie uchroniło zawodników i sztab trenerski przed kwarantanną. Nie jest to komfortowa sytuacja, ale przymusowe odosobnienie daje sposobność do przeanalizowania występów biało-czerwonych i oceny osiągniętych przez nich wyników.

Ma o czym myśleć zwłaszcza czeski trener naszej kadry skoczków Michal Doleżal. On ma świadomość, że jego osiągnięcia w tym sezonie są przez jego zwierzchników w Polskim Związku Narciarskim porównywane z osiągnięciami poprzednika – Stefana Horngachera. Austriacki szkoleniowiec jak wiadomo przed rokiem po trzech latach pracy zostawił reprezentację Polski i przejął obowiązki selekcjonera kadry Niemiec. Najbardziej widocznym efektem tej zmiany jest klasyfikacja Pucharu Narodów. W poprzednim sezonie triumfatorami klasyfikacji drużynowej byli Polacy, przez zespołami Niemiec, Japonii, Austrii, Norwegii i Słowenii, w tym pierwsze miejsce zajęli Niemcy, przed Austriakami i Norwegami, a biało-czerwoni zajęli dopiero czwartą lokatę, co trzeba uznać za ich porażkę. Horngacher ma więc powody do świętowania, bo wygrał Puchar Narodów dwa razy z rzędu prowadząc dwie różne reprezentacje. Warto przypomnieć, że pod jego wodzą nasi skoczkowie w ciągu trzech sezonów dwukrotnie wygrali rywalizację drużynową (2016/2017 i 2018/2019), a raz zajęli trzecie miejsce (2017/2018). Gdy 24 marca 2016 roku austriacki trener przejmował kadrę Polski po Łukaszu Kruczku, miała za sobą wybitnie nieudany sezon, bo w Pucharze Narodów zajęła 6. miejsce, a w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata najlepszy z naszych zawodników, Kamil Stoch, był dopiero 22. W trzeciej dziesiątce zestawienia znaleźli się ponadto Stefan Hula (26) i Dawid Kubacki (29), a Maciej Kot (31) był przed Piotrem Żyłą (35).
W sezonie 2018/2019, ostatnim pod wodzą Horngachera, w „generalce” Pucharu Świata Stoch był trzeci, Żyła czwarty, Kubacki piąty, a Jakub Wolny 22, ale Hula zajął już odległą 40. lokatę, a Kot dopiero 47. To pokazuje, że wyraźna różnica w wynikach osiąganych przez tercet Stoch-Kubacki-Żyła w porównaniu z resztą kadry nie pojawiła się za rządów Doleżala, lecz była już problemem jego poprzednika.
W obecnym sezonie miejsca w czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej utrzymali jedynie Kubacki (był czwarty) i Stoch (zajął piąta lokatę), a Żyła zakończył rywalizację na 11. pozycji. Lokaty pozostałych polskich skoczków były dalekie od oczekiwań – Wolny zajął 38. miejsce, Kot 42., Hula 46., Aleksander Zniszczoł 51., a Klemens Murańka 61. Porównanie wyników nie wypada w sumie aż tak źle na niekorzyść czeskiego szkoleniowca. Owszem, nie dorównał Horngacherowi w Pucharze Narodów, ale indywidualnie Karl Geiger zajął drugie miejsce w „generalce”, lecz drugi z niemiecki skoczków w Top 10, Stephan Leyhe, był już szósty, czyli za plecami Kubackiego i Stocha. Natomiast za Żyłą uplasowali się 16. w zestawieniu Constantin Schmid i 23. Markus Eisenbichler. Pozostali zawodnicy z kadry Horngachera wyladowali na miejscach równie odległych jaku Wolny, Hula i Murańka – Richard Freitag był 44., Moritz Baer 48., a Luca Roth 61.
To porównanie pokazuje, że pozycję naszej reprezentacji w tym sezonie rozłożył brak równorzędnego dla Stocha, Kubackiego i Żyły zawodnika. Niestety, Hula, Wolny, Kot i Zniszczoł wyraźnie odstawali formą, a już największym rozczarowaniem był Murańka. Ale w rywalizacji turniejowej nasi czołowi zawodnicy należeli jednak do ścisłej czołówki. W sezonie 2019/2020 biało-czerwoni wygrali osiem konkursów – Kubacki cztery, Stoch trzy, Żyła jeden. Warto jednak podkreślić, że biało-czerwoni triumfowali w dwóch z czterech mini-turniejów: Kubacki zwyciężył w Turnieju Czterech Skoczni, zaś Stoch w norweskim cyklu Raw Air, a Kubacki był jeszcze drugi w cyklu Titisee-Neustadt Five i na dodatek zaliczył imponującą serię dziesięciu konkursów z rzędu, w których stawał na podium. Stoch nie powtórzył świetnych wyników z dwóch poprzednich sezonów, ale też nie ma powodów do narzekania – wygrał Raw Air i trzy konkursy. Swoje „pięć minut” miał też Żyła, który wygrał konkurs w lotach narciarskich w Bad Mitterndorf.
Na przeciwnym biegunie znaleźli się natomiast pozostali kadrowicze – Wolny, Kot, Hula, Zniszczoł, Murańka i Wąsek. To właśnie przez brak czwartego mocnego skoczka polska drużyna zanotowała słabsze wyniki. Na początku było jeszcze dobrze, bo biało-czerwoni wywalczyli 3. miejsce w Wiśle, a potem wygrali „drużynówkę” w Klingenthal. W trzech kolejnych konkursach nie załapali się jednak nawet na najniższy stopień podium, a w Oslo zajęli dopiero na 6. miejsce. Nie obronili zatem pierwszej lokaty w Pucharze Narodów z poprzedniego sezonu i ostatecznie zajęli czwartą lokatę.
I właśnie na wyeliminowaniem tej słabości będzie musiał popracować teraz Doleżal. O ile rzecz jasna Stoch, Kubacki i Żyła będą do jego dyspozycji także w nowym sezonie. To ważne, bo na zapleczu kadry A nie objawili się jak na razie zawodnicy rokujący nadzieję na zastąpienie w tego tercetu mistrzów.

Poszybują na mamucie

Karuzela Pucharu Świata w skokach narciarskich nie zwalnia tempa. W najbliższy weekend na mamuciej skoczni w austriackim Bad Mitterndorf odbędą się pierwsze w tym sezonie zawody lotach narciarskich.

Trener kadry Polski Michal Doleżal zabrał do Austrii siedmiu zawodników – Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Piotra Żyłę, Jakuba Wolnego, Klemensa Murańkę, Andrzeja Stękałę i Aleksandra Zniszczoła. Nasi skoczkowie nie są jednak zaliczani do grona faworytów konkursów na mamuciej skoczni w Bad Mitterndorf. Przed tygodniem w Willingen kontakt z czołówka z naszych zawodników utrzymał jedynie Stoch, a z pozostałych słabo spisał się nawet rewelacyjnie spisujący się wcześniej Kubacki.
Gospodarze zawodów liczą na zwycięstwo rodaka i wierzą, że dokona tego lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Stefan Kraft. Austriak prowadzi z przewagą 68 punktów nad Niemcem Karlem Geigerem i 173 punktów nad Dawidem Kubackim. Kraft 18 razy w karierze stawał na najwyższym stopniu podium w zawodach PŚ, po raz ostatni 2 lutego w Sapporo, ale chociaż wydaje się to niewiarygodne, jeszcze nigdy nie wygrał konkursu Pucharu Świata w rodzinnym kraju. Być może na skoczni Kulm, gdzie rekord obiektu Petera Prevca wynosi aż 244 m, wreszcie spełni swoje marzenie i wygra na oczach rodaków.
Nasi skoczkowie zwycięstwa nie obiecują, ale nie ukrywają zadowolenia, że będą mogli poszybować na tak wielkim obiekcie. Z zawodników światowej czołówki po przerwie spowodowanej chorobą w Bad Mitterndorf zobaczymy Norwega Daniela-Andre Tandego.
Program zawodów wygląda następująco: piątek, 13:00 – kwalifikacje; sobota, 11:00 – pierwsza seria konkursu indywidualnego; niedziela, 11:00 – pierwsza seria konkursu indywidualnego. Warto zapamiętać , że oba konkursy rozpoczną się o nietypowo wczesnej porze.
Telewizyjne transmisja z obu konkursów będzie można obejrzeć TVP 1, TVP Sport i Eurosporcie 1, a z piątkowych kwalifikacji jedynie w Eurosporcie 1.

Japończycy gonią Polaków

Po niezbyt udanym dla naszych skoczków narciarskich niedzielnym konkursie indywidualnym w Klingenthal, reprezentacja Polski z trudem utrzymała trzecie miejsce w Pucharze Narodów.

W sobotnim konkursie drużynowym biało-czerwoni spisali się wybornie i pewnie go wygrali, lecz w rywalizacji indywidualnej nie poszło im już tak dobrze. Na skoczni znowu królował dominator z poprzedniego sezonu Ryoyu Kobayashi, któremu skoki na 136,5 oraz 134 metry zapewniły pierwsze miejsce. Za jego plecami uplasował się Stefan Kraft, a na najniższym stopniu podium stanął Marius Lindvik. Dzięki wygranej Kobayashi został nowym liderem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, bo dotychczasowy lider, Daniel Andre Tande, zakończył zawody dopiero na 18. pozycji. Polacy nie odegrali znaczących ról. Najlepszy z nich, Piotr Żyła, zajął 9. lokatę, tuż za nim uplasował się Kamil Stoch, a Dawid Kubacki był 14. Punkty zdobyli jeszcze Klemens Murańka, który był 27., oraz 28. w konkursie Jakub Wolny.

W klasyfikacji Pucharu Narodów przewagę nad pozostałymi ekipami powiększyli Austriacy, którzy zgromadzili 1533 pkt i wyprzedzają drugą w zestawieniu drużynę Norwegii (1285) o 248 punktów. Biało-czerwoni z dorobkiem 1108 pkt zajmują miejsce trzecie, lecz depczący im po piętach Japończycy (1079) mają już do nich tylko 29 punktów straty. Na piątej pozycji plasuje się ekipa Słowenii (886 pkt), a zaledwie na szóstej prowadzona przez byłego trenera kadry Polski Stefana Horngachera reprezentacja Niemiec (829 pkt). W czołowej ósemce zespołów znajdują się jeszcze Szwajcarzy z dorobkiem 351 „oczek oraz ekipa Finlandii (68 pkt). znajdująca się na 9. miejscu Rosja ma na koncie 58 pkt, ale już dziesiąta w zestawieniu Bułgaria tylko jeden.

Kolejne dwa konkursy indywidualne Pucharu Świata odbędą się już w najbliższy weekend w szwajcarskim Engelbergu. Będzie to generalny sprawdzian formy przed 68. edycją Turnieju Czterech Skoczni. Sobotnie zawody rozpoczną się o godz. 16:00, a niedzielny o 15:00.

 

Wiało w Niżnym Tagile

W sobotnim konkursie Pucharu Świata w Niżnym Tagile po pierwszej serii z Polaków najlepszy był Piotr Żyła, który po skoku na odległość 131 m był drugi. Niestety, w drugiej serii zaliczył tylko 112 metrów i spadł na 24. miejsce.

Loteryjne warunki pogodowe, skocznia nielubiana przez naszych skoczków, co było widać już w piątkowych kwalifikacjach – nic dziwnego, że w polskiej ekipie nikt nie obiecywał zwycięskiego weekendu. Nadzieje rozbudził jednak Piotr Żyła, który skoczył 131 metrów i na półmetku zajmował drugą lokatę, za Słoweńcem Peterem Prevcem (133,5 m. Trzecie miejsce zajmował Austriak Philipp Aschenwald (129 m). Z pozostałych naszych skoczków najwyżej był Dawid Kubacki – jedenasty (127 m), potem Kamil Stoch (17., 121 m), jako ostatni do drugiej serii z 30. miejsca zakwalifikował się Maciej Kot, który skoczył 116,5 m.
W drugiej serii konkursowej wiatr jeszcze bardziej płatał figle. Boleśnie dokuczył zwłaszcza Piotrowi Żyle, bo przy jego próbie nagle zaczął wiać w plecy i nasz skoczek z najwyższym trudem doleciał do 112 metra. Dostał też przeciętną notę i w efekcie z drugiego miejsca spadł aż na 24. Innym naszym reprezentantom wiatr na skoczni w Niżnym Tagile nie przeszkodził, wręcz przeciwnie, nawet pomógł. Kubacki i Stoch znacznie poprawili swoje wyniki – pierwszy po skoku na odległość 131 m awansował na piątą lokatę, natomiast Stochowi wynik 128,5 m zapewnił awans na dziewiąte miejsce. Maciej Kot też się poprawił uzyskując 119 m, co dało mu awans z 30. na 27. pozycję. Do finałowej serii nie zakwalifikowali się Stefan Hula i Klemens Murańka.

W sobotę najwięcej szczęścia w Niżnym Tagile miał sensacyjny zwycięzca, Japończyk Yukiya Sato, który w pierwszej próbie skoczył na odległość 126,5 m i był siódmy, natomiast w drugiej serii pofrunął na 132 metr. Konkurs nie był udany dla lidera klasyfikacji generalnej. Norweg Daniel Andre Tande po pierwszej serii był 14., a w drugiej próbie zaliczył tylko 114 metrów i ostatecznie zajął dopiero 21. lokatę.

Niedzielny konkurs w Niżnym Togile zakończył się po zamknięciu wydania.

 

Siódemka na zawody w Kuusamo

Trener kadry Polski Michal Doleżal zaraz po zakończeniu niedzielnego konkursu indywidualnego w Wiśle ogłosił skład na następne zawody Pucharu Świata, które w najbliższy weekend odbędą się w fińskim Kuusamo. Wystąpią tam Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Jakub Wolny, Maciej Kot, Stefan Hula i Klemens Murańka.

Nie jest zaskoczeniem obecność w tym gronie Piotra Żyły, który w niedzielę zaliczył groźnie wyglądający upadek. Na szczęście 32-letni skoczek doznał tylko powierzchownych obrażeń, co potwierdziły szczegółowe badania lekarskie przeprowadzone w szpitalu. Chyba większym zaskoczeniem było włączenie do kadry Klemensa Murańki, który w inaugurujących sezon zawodach w Wiśle nie zdołał nawet przebrnąć przez kwalifikacje. Trener Doleżal uznał jednak, że dla tego zawodnika był to jedynie wypadek przy pracy, bo jego wyniki uzyskiwane na treningach potwierdzają wysoką formę, jaka demonstrował latem w wygranym przez niego Pucharze Kontynentalnym.

Przypomnijmy, że w Wiśle reprezentacja Polski zajęła trzecie miejsce w konkursie drużynowym, a Kamil Stoch taką samą lokatę wywalczył w rywalizacji indywidualnej, zaś Dawid Kubacki zajął siódme miejsce.

 

Żyła pokonał Stocha

Piotr Żyła wygrał Letnie Mistrzostwa Polski na skoczni w Szczyrku (HS 104). Drugie miejsce zajął Kamil Stoch, a trzecie Stefan Hula. W rywalizacji kobiet najlepsza okazała się Kinga Rajda.

Żyła objął prowadzenie w konkursie w pierwszej serii, ale w drugiej musiał postawić wszystko na jedną kartę, żeby odeprzeć atak drugiego w klasyfikacji Stocha. I wytrzymał presję oddając rekordowy skok na odległość 111 m. To wystarczyło do zwycięstwa mimo problemów przy lądowaniu. Żyła zgromadził 266,4 pkt i pokonał bardziej utytułowanego kolegę z kadry o 2,5 pkt (263,9). Brązowy medal wywalczył Stefan Hula (262,7), który także oddał rewelacyjny skok w drugiej serii i uzyskał 107 m i jako jedyny oprócz Żyły przekroczył rozmiar skoczni (104 m). Czwarte miejsce przypadło niedawnemu triumfatorowi Letniej Grand Prix Dawidowi Kubackiemu (251,4), piąte wywalczył Maciej Kot (250), szóste Andrzej Stękała (245,7), siódme Paweł Wąsek (237,5), ósme Klemens Murańka (237), dziewiąte Aleksander Zniszczoł (233,7), a Top 10 zamknął Kacper Juroszek (226,5).
W rywalizacji kobiet najlepsza okazała się Kinga Rajda z SSR LZS Sokół Szczyrk. Wicemistrzostwo zdobyła Joanna Szwab, a trzecie miejsce zajęła Nicole Konderla.

Wcześniej odbyły się drużynowe mistrzostwa Polski. W nich najlepsza okazała się ekipa AZS Zakopane w składzie Mateusz Gruszka, Krzysztof Leja, Andrzej Stękała i Maciej Kot. Dwa kolejne miejsca na podium zajęły zespoły Wiślańskiego Stowarzyszenia Sportowego II (Artur Kukuła, Bartosz Czyż, Szymon Jojko, Tomasz Pilch) oraz TS Wisła Zakopane I (Klemens Murańka, Dawid Jarząbek, Adam Niżnik, Dawid Kubacki). Czwartą lokatę zajęła klubowa ekipa Kamila Stocha, KS Eve-nement Zakopane.