Żyła pławi się w złocie

Rozegrany w sobotę na skoczni w Oberstdorfie konkurs skoków narciarskich na normalnej skoczni wygrał nieoczekiwanie Piotr Żyła, zdobywając indywidualne mistrzostwo świata – pierwsze dla siebie i ósme dla Polski. Przed nim cztery złote medale w światowym czempionacie wywalczył Adam Małysz, a po jednym Wojciech Fortuna, Kamil Stoch i Dawid Kubacki.

Przed mistrzostwami świata w Oberstdorfie forma naszych skoczków była wielką niewiadomą, bo w ostatnich tygodniach wyniki osiągane przez nich w turniejach Pucharu Świata były, delikatnie mówiąc, dalekie od oczekiwań i od tego, do czego nas przyzwyczaili w pierwszej części sezonu. Ale w ostatnich zawodach przed światowym czempionatem, rozegranych na normalnej skoczni w rumuńskim Rasnovie, Kamil Stoch był drugi, a czołowej piątce znaleźli się jeszcze Dawid Kubacki (był czwarty) i Piotr Żyła. Punkty do klasyfikacji generalnej zdobyli też Klemens Murańka i Andrzej Stękała. Wydawało się więc, że tuż przed najważniejszą imprezą sezonu nasi kadrowicze wrócili, jak zwykli sami mawiać” do „dobrego skakania”. Sensacją zawodów w Rasnovie była dyskwalifikacja zwycięzcy konkursu Norwega Helvora Graneruda, którego ukarano za nieprzepisowy kombinezon. Z tego samego powodu zdyskwalifikowano też Niemca Markusa Eisenbichlera. Obaj skoczkowie nie kryli rzecz jasna oburzenia, ale najbardziej z powodu decyzji sędziów pieklił się Norweg. Nikt w stawce skoczków nie stanął w jego obronie, co każe przypuszczać, że inni zawodnicy nie do końca są przekonani, że dominacja Graneruda w tym sezonie to efekt jedynie jego nagłego wzrostu sportowej formy.
Tydzień po wpadce przy kontroli sprzętu w Rasnovie lider Pucharu Świata zaliczył jeszcze bardziej spektakularną wpadkę, zawalając skok w pierwszej serii konkursu mistrzostw świata na normalnej skoczni w Oberstdorfie. Granerud skoczył tylko 99 metrów i zajmował miejsce dopiero w drugiej dziesiątce. Ale nie tylko on „poległ” na pierwszej próbie. Wśród tych, którzy zaliczyli słabe skoki, znalazł się też nieoczekiwanie Kamil Stoch. Ale o ile lider norweskiej kadry w drugiej serii poszedł na całość i szybując na odległość 103 m zdołał przesunąć się w końcowej klasyfikacji aż na czwartą lokatę, to z lidera biało-czerwonych po pierwszej nieudanej próbie uszło całkowicie powietrze. Dwa słabe skoki po 96 metrów dały mu dopiero 22. lokatę. Mistrzowskiego tytułu na normalnej skoczni wywalczonego na poprzednich mistrzostwach świata nie obronił Dawid Kubacki, ale on przynajmniej znalazł się w ścisłej czołówce i do końca walczył o miejsce na podium. Ostatecznie zakończył rywalizację na piątej pozycji.
Polscy kibice niepowodzenia obu mistrzów świata znieśli jednak łatwo, bo w sobotę na pierwszy plan z „żelaznego tercetu” wysunął się najmniej utytułowany z nich – Piotr Żyła. W pierwszej próbie uzyskał rewelacyjną odległość 105 metrów i objął prowadzenie w konkursie. W drugiej serii warunki pogodowe od kapitalnego skoku Graneruda zaczęły się pogarszać, dzięki czemu Norweg zdołał wyprzedzić aż dwunastu skoczków. Przed ostatnim w konkursie skokiem Żyły Granerud zajmował trzecią lokatę i pewnie modlił się w duchu, żeby Polak nie wytrzymał presji i popsuł swój skok, bo wtedy on zdobyłby co prawda brązowy, ale pierwszy medal mistrzostw świata. Nic z tego. Żyła w drugiej próbie skoczył 102,5 m i pewnie zdobył tytuł, zostając w wieku 34 lat najstarszym mistrzem świata w historii. Zdobyty przez niego złoty medal jest osiemnastym wywalczonym przez polskich skoczków w światowym czempionacie.
Top 5 konkursu MŚ na skoczni H-95

Top 10 konkursu MŚ na skoczni H-95:

1. Piotr Żyła (Polska) 105/102,5 m – 268,8 pkt

2. Karl Geiger (Niemcy) 103,5/102 m – 265,2 pkt

3. Anze Lanisek (Słowenia) 102,5/101 m – 261,5 pkt

4. Halvor Egner Granerud (Norwegia) 99/103 m – 259,7 pkt

5. Dawid Kubacki (Polska) 102/99 m – 257,1 pkt

6. Robert Johansson (Norwegia) 100/101 m – 256,5 pkt

7. Michael Hayboeck (Austria) 101/97,5 m – 253,9 pkt

8. Bor Pavlovcic (Słowenia) 101,5/98 m – 253,4 pkt

9. Daniel Andre Tande (Norwegia) 101/98 m – 251,6 pkt

10. Stefan Kraft (Austria) – 100,5/97,5 – 251,2 pkt

22. Kamil Stoch (Polska) 96/96 m – 236 pkt

30. Andrzej Stękała (Polska) 95/87,5 m – 211,6 pkt

36. Klemens Murańka (Polska) 93 m – 108 pkt

Odrodzenie Stocha w Rasnovie

W ostatnim przed rozpoczynającymi się w najbliższy weekend światowym czempionacie konkursie Pucharu Świata w rumuńskim Rasnovie nasi zawodnicy znów liczyli się w rywalizacji. Najlepiej z biało-czerwonych wypadł Kamil Stoch, który zajął drugą lokatę i po raz 79. w karierze stanął na podium.

Tydzień wcześniej Stoch zdobył w Zakopanem ledwie 19 punktów do klasyfikacji generalnej PŚ. Tak słabego weekendu z dwoma indywidualnymi konkursami nie miał od listopada 2016 roku, gdy w konkursach w Kuusamo wywalczył tylko 14 pkt. Nic dziwnego, że trzykrotny mistrz olimpijski wpadł w lekką panikę i zamiast jechać ponad tysiąc kilometrów na zawody do Rasnova, rozważał pozostanie w kraju i spokojny trening przed wyjazdem do Oberstdorfu na mistrzostwa świata. Trener kadry Michal Doleżal przekonał go jednak, że lepiej będzie podtrzymać rytm startowy i jak się okazało, czeski szkoleniowiec miał pod tym względem rację. I nie tylko w tym, nie pomylił się także zmieniając Stochowi odrobinę pozycję najazdową. Nie od razu przyniosło to efekt, bo w pierwszym skoku treningowym lider naszej kadry zajął dopiero 29. miejsce na 49 startujących skoczków. Nie rozwiało to więc jego niepokoju, ale potem było już coraz lepiej i 34-letni mistrz z każdym skokiem odzyskiwał moc.
W rozegranym w piątek konkursie indywidualnym dość nieoczekiwanie zajął trzecią lokatę, ale po dyskwalifikacji Helvora Graneruda za nieprzepisowy kombinezon awansował na drugą pozycję. W skokach znów jednak zdecydowanie najlepszy był Norweg (97 m i 96,5 m), także drugi na skoczni Japończyk Ryoyu Kobayashi (94 m i 96 m), lecz dwa skoki Stocha (94 m i 95 m) znów wywindowały go do czołówki. Z Kobayashim przegrał zaledwie o 0,3 pkt. Halvor Egner Granerud i Markus Eisenbichler zostali zdyskwalifikowani po swoich skokach w drugiej serii konkursu Pucharu Świata w Rasnovie i przesunięci na koniec stawki. Przyczyną ich dyskwalifikacji były za duże kombinezony – zarówno u Graneruda, jak i Eisenbichlera. Granerud stracił więc pierwszą lokatę i dwunasty triumf w zawodach Pucharu Świata w tym sezonie, a z jego wpadki skorzystali Kobayashi i Stoch, a także Karl Geiger, który z czwartego awansował na trzecie miejsce.
Stoch kolejny raz w tym sezonie pokazał, że mimo często niewytłumaczalnych problemów z pozycją najazdową zawsze wraca na bardzo wysoki poziom. Przecież tak było po nieudanych dla niego mistrzostwach świata w lotach, gdy nagle i niespodziewanie stał się dominatorem Turnieju Czterech Skoczni. Tak było też po nieudanych i frustrujących treningach w Willingen i Klingenthal, gdzie potem sensacyjnie wskakiwał na podium Pucharu Świata. I tak było teraz w Rasnovie po bardzo niepokojącym Zakopanem. „Czeka mnie jeszcze mnóstwo pracy, zęby ulepszać te skoki. Tutaj ruszyło coś do przodu, zrobiłem krok do przodu. Nie będę sobie jednak robił żadnych nadziei” – przyznał przed kamerami TVP Sport nasz najlepszy skoczek. Na razie może się jednak cieszyć z tego, że już po raz 79. w karierze stanął na podium zawodów PŚ. Pod tym względem zajmuje piąte miejsce w klasyfikacji wszech czasów. Lepsi od niego są już tylko Fin Janne Ahonen (108 razy na podium), Adam Małysz (92), Austriak Gregor Schlierenzauer (88) i Szwajcar Simon Ammann (80).
Po Rasnovie w sercach polskich kibiców odżyły nadzieje, że może Stoch zdoła poskromić w Oberstdorfie coraz bardziej aroganckiego Graneruda, ale na rumuńskiej skoczni do dobrego skakania wrócił też Dawid Kubacki, który zajął tak nielubianą przez niego czwartą lokatę tracąc do trzeciego Geigera tylko 0,1 pkt. Tuż za nim na 5. miejscu konkurs ukończył Piotr Żyła, natomiast na 16. pozycji uplasował się Klemens Murańka, na 19. Jakub Wolny, a na 22. Andrzej Stękała. I ta szóstka zawodników w najbliższy weekend pojedzie do Oberstdorfu powalczyć o medale mistrzostw świata.

Klasyfikacja Pucharu Świata:

  1. Halvor Granerud (Norwegia) – 1544 pkt;
  2. Markus Eisenbichler (Niemcy) – 1018;
  3. Kamil Stoch – 944 pkt;
  4. Robert Johansson (Norwegia) – 774 pkt;
  5. Dawid Kubacki – 758 pkt;
  6. Anże Lanisek (Słowenia) – 749 pkt;
  7. Piotr Żyła – 743 pkt;
  8. Ryoyu Kobayashi (Japonia) – 659 pkt;
  9. Marius Lindvik (Norwegia) – 612 pkt;
  10. Karl Geiger (Niemcy) – 566 pkt;
  11. Andrzej Stękała – 444 pkt;
  12. Jakub Wolny – 146 pkt;
  13. Klemens Murańka – 139 pkt;
  14. Aleksander Zniszczoł – 81 pkt;
  15. Paweł Wąsek – 62 pkt;
  16. Maciej Kot – 17 pkt;
  17. Stefan Hula – 2 pkt;
  18. Tomasz Pilch – 1 pkt.

Klasyfikacja Pucharu Narodów:

  1. Norwegia – 5015 pkt; 2. Polska – 4387 pkt;3. Niemcy – 3441 pkt; 4. Austria – 2957 pkt; 5. Słowenia – 2535 pkt; 6. Japonia – 2342 pkt; 7. Szwajcaria – 501 pkt; 8. Rosja – 434 pkt; 9. Finlandia – 287 pkt; 10. Kanada – 116 pkt; 11. Estonia – 45 pkt; 12. Francja – 25 pkt; 13. Bułgaria – 19 pkt; 14. Włochy – 9 pkt; 15. Czechy – 6 pkt.

Stękała błysnął na Wielkiej Krokwi

Andrzej Stękała został bohaterem polskiej ekipy w sobotnim konkursie na Wielkiej Krokwi, zdobywając po raz pierwszy w karierze miejsce na podium w zawodach Pucharu Świata. Dopiero siódme miejsce zajął lider klasyfikacji generalnej Norweg Halvor Egner Granerud, ale po odwołaniu cyklu zawodów Raw Air nawet ten rezultat zapewnił mu Kryształową Kulę.

Stękała już w serii próbnej zasygnalizował wielką formę, a w pierwszej serii to potwierdził skacząc na odległość 137 metrów. Taki sam wynik uzyskał Słoweniec Bor Pavlovic, ale wyprzedził Polaka lepszymi notami. Obu pogodził Halvor Egner Granerud wynikiem 139 metrów i objął prowadzenie po pierwszej serii. Z jedenastu polskich skoczków, poza Stękałą, żaden nie znalazł się w czołówce. W drugiej serii Stękała wytrzymał presję i zaliczył 133,5 m, co wobec słabego skoku Bora Pavlovcicia (130 m) dało mu awans na drugą pozycję i pierwsze w karierze podium w konkursie indywidualnym Pucharu Świata. Ale nasz skoczek nie przegrał walki o pierwszą lokatę z Granerudem, bo Norweg w drugiej próbie zepsuł skok i wylądował na 129 metrze, przez co zjechał w klasyfikacji na 7. pozycję. Sobotni konkurs wygrał nieoczekiwanie Japończyk Ryoyu Kobayashi (136,5 i 134 m), przed Stękała i Norwegiem Mariusem Lindvikiem (133 i 141,5 m). W czołowej dziesiątce z Polaków znalazł się jeszcze tylko Piotr Żyła, zajmując 8. miejsce. Kubacki zakończył rywalizację na 11. pozycji, a Stoch dopiero na 20, co dla niego, pięciokrotnego triumfatora zawodów Pucharu Świata na Wielkiej Krokwi jest bolesną porażką. Lider naszej kadry pogratulował jednak szczerze sukcesu Stękale, wiele ciepłych słów pod adresem młodszego kolegi z kadry powiedział też Dawid Kubacki. A Piotr Żyła w swoim stylu zakpił: „Dmuchaliśmy mu pod narty, ale chyba musiał coś źle skalkulować, skoro przegrał tylko o 0,3 pkt”. Cała drużyna czekała jednak na dole na drugi skok Stękały, a gdy wszystko było już jasne, Stoch, Żyła i Kubacki, fetowali sukces najmłodszego z ich grona.
Na początku sezonu podczas konkursu drużynowego mistrzostw świata w lotach w Planicy Stoch dziękował Stękale i reszcie kolegów z drużyny, że wciągnęli go na podium „za uszy”. Skoki to sport indywidualny, ale największym nawet gwiazdom potrzebne jest czasem wsparcie kolegów. Stefan Horngacher odrodził Stocha i Żyłę, ale wydobył też z cienia Kubackiego i doprowadził do życiowych wyników Macieja Kota i Stefana Hulę. Z odrodzeniem Stękały nie miał nic wspólnego, bo zakopiańczyk niezłym sezonie w 2005 roku wpadł kryzys i tak naprawdę to jego karierę uratował trener Maciej Maciusiak.
Następca Horngachera, Michal Doleżal, utrzymał poziom drużynę na bardzo wysokim poziomie, po jego wodzą Kubacki i Stoch wygrali Turniej Czterech Skoczni, ale trzeba pamiętać, że biało-czerwoni mają najstarszy zespół w Pucharze Świata. Dlatego chyba z taką radością przyjmujemy fakt, że w ekipie biało-czerwonych pojawił się zawodnik grubo przed trzydziestką zdolny do walki o miejsca na podium. Pytanie tylko czy potrafi na tyle ustabilizować formę, żeby na stałe zostać na poziomie Stocha, Żyły i Kubackiego, a nie stać się sezonowym objawieniem, jak miało to w ostatnich latach miejsce w przypadku Macieja Kota, Stefana Huli, Jakuba Wolnego czy Aleksandra Zniszczoła. Niedzielny konkurs na Wielkiej Krokwi miał dać na nie odpowiedź.
Wszystko wskazuje, że ten nietypowy sezon Pucharu Świata zakończy się sukcesem norweskich skoczków – Granerud ma już tak ogromną przewagę w klasyfikacji generalnej, że nikt już mu Kryształowej Kuli nie odbierze. Tym bardziej, że właśnie władze w jego kraju odwołały z powodu nowych obostrzeń epiodemicznych cykl zawodów Raw Air. Jest za mało czasu na znalezienie odpowiedniego zastępstwa dla tych zawodów, a to oznacza, że Granerud już w sobotę w Zakopanem przyklepał triumf w Pucharze Świata, a reprezentacja Norwegii w Pucharze Narodów. Norwescy skoczkowie nie kryli jednak rozczarowania decyzją swojego rządu, zwłaszcza widząc tłumy ludzi w Zakopanem, do którego w pierwszy weekend po poluzowaniu obostrzeń sanitarnych przyjechało kilkadziesiąt tysięcy turystów.
Na szczęście nie spełnili pogróżek, że zlekceważą zakazy i wejdą siłą na trybuny Wielkiej Krokwi, ale i tak nie obyło się bez interwencji policjantów, mandatów i przepychanek z bawiącymi się na ulicach ludźmi. Ale mimo tych incydentów przybysze i miejscowi trzymali społeczny dystans, ale dzięki temu Zakopanem znów tętniło życiem. Nic dziwnego, że działacze FIS całkiem serio rozważają zastąpienie odwołanego Raw Air jakimś naprędce skleconym cyklem konkursów w Polsce. Prezes PZN Apoloniusz Tajner też jest za tym pomysłem, więc pewnie coś z tego wyjdzie.

48 godzin sport

Fabiański doceniony w Anglii
Zespół West Ham United z Łukaszem Fabiańskim (na zdjęciu) w bramce przegrała po dogrywce 0:1 z Manchesterem United w 1/8 finału Pucharu Anglii. Mimo porażki jego zespołu nasz reprezentacyjny bramkarz został uznany za najlepszego zawodnika meczu, zarówno przez media, jak i kibiców, którzy w internetowym głosowaniu przeprowadzonym przez stację BBC oddali na niego najwięcej głosów. Fabiański popisał się w spotkaniu z „Czerwonymi Diabłami” wieloma znakomitymi interwencjami, ale dwie z nich wzbudziły zachwyt widzów, szczególnie fantastyczna parada przy obronie strzału Victora Nilssona Lindeloefa. Przy straconym golu polski bramkarz nie miał nic do powiedzenia, co mocno podkreślano w relacjach z tego spotkania. 34-letni Fabiański, któremu po tym sezonie kończy się kontrakt z West Hamem, za zwój występ otrzymał notę „8” (w skali 1-10).

Górnik Zabrze wzmocnił kadrę przed 17. kolejką ekstraklasy
W miniony wtorek Górnik Zabrze podpisał półroczny kontrakt z Richmondem Boakye. 28-letni napastnik z Ghany ma w piłkarskiej biografii występy w takich klubach, jak Juventus Turyn, Genoa, Sassuolo, Atalanta Bergamo, chińskim Jiangsu Suning i Crvenej Zvezdzie Belgrad. W barwach serbskiego zespołu grał w Lidze Mistrzów (osiem występów) i Lidze Europy (dziewięć), ma też na koncie 19 występów w reprezentacji Ghany, dla której strzelił pięć goli. Boakye ma dołączyć do kadry Górnika już na zaplanowany na poniedziałek 15 lutego mecz 17. kolejki PKO Ekstraklasy ze Stalą Mielec. W pozostałych spotkaniach zaplanowanych w tej serii spotkań zagrają: w piątek Śląsk Wrocław z Wisłą Kraków; w sobotę Cracovia z Podbeskidziem Bielsko-Biała, Pogoń Szczecin z Piastem Gliwice i Raków Częstochowa z Lechią Gdańsk; w sobotę Wisła Płock z Lechem Poznań oraz Jagiellonia Białystok z Legią Warszawa, a w poniedziałek Warta Poznań zagra z Zagłębiem Lubin.

Poskaczą indywidualnie na Wielkiej Krokwi
W najbliższy weekend w Zakopanem odbędą się dwa konkursy Pucharu Świata w skokach narciarskich. To przedostatnie zawody przed zbliżającymi się mistrzostwami świata w Oberstdorfie. Zmagania na Wielkiej Krokwi zorganizowano w zastępstwie za odwołane z powodu obostrzeń epidemicznych imprez przedolimpijskich w Pekinie. Rywalizacja w Zakopanem rozpocznie się w piątek od kwalifikacji do sobotniego konkursu, który rozpocznie się o godz. 16:00. Niedzielny natomiast rozpocznie się o 16:10. Zawody będą transmitowane w TVP i TVP Sport.

Milik może być wyłączony z gry nawet do końca lutego
Kontuzja uda, której doznał Arkadiusz Milik w ligowym meczu z AS Monaco (1:3), okazała się groźniejsza niż początkowo przypuszczano. Napastnik reprezentacji Polski ma wrócić do treningów z kadrą Olympique Marsylia dopiero w połowie lutego. Jego powrót do gry przewidywany jest jednak dopiero 21 lutego w meczu z FC Nantes, a według niektórych źródeł nawet 28 lutego z Olympique Lyon.

Pierwszy złoty medal polskiej juniorki w biegach narciarskich
Monika Skinder zdobyła złoty medal w sprincie techniką klasyczną podczas rozgrywanych w fińskim Vuokatti mistrzostw świata juniorów w biegach narciarskich. Na najniższym stopniu podium stanęła Karolina Kaleta, a Polki rozdzieliła Szwedka Moa Hansson. Skinder tym samym wywalczyła pierwszy w historii złoty medal MŚJ dla Polski. Taki wyczyn nie udał się nawet Justynie Kowalczyk, która ma srebro z imprezy w Solleftea w 2003 roku. 19-letnia zawodniczka ma w dorobku także srebrny medal MŚJ, zdobyty dwa lata temu w Lahti, również w sprincie techniką klasyczną.

Granerud pierwszy też przy kasie

Halvor Egner Granerud po zawodach Pucharu Świata w Klingenthal powiększył swoją przewagę nad konkurentami nie tylko w klasyfikacji generalnej, ale też na liście płac. Norweski skoczek zarobił już w tym sezonie 183 tys. franków szwajcarskich. Drugi pod tym względem lider polskiej kadry Kamil Stoch zarobił natomiast blisko 128 tys. franków.

W miniony weekend Granerud ponownie zgarnął całą pulę inkasując za zwycięstwo w obu konkursach indywidualnych 23 tys. franków szwajcarskich. W sumie po 22 rozegranych do tej pory zawodach lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata zarobił 183 tys. CHF (ok. 773 tys. złotych). Stoch, który w sobotę był drugi, a w niedzielę szósty, jest wiceliderem na liście płac z kwotą 127 950 CHF (ok. 540 tys. złotych), wliczając w to 20 tys. franków za triumf w Turnieju Czterech Skoczni. Na trzecim miejscu pod względem oficjalnych zarobków plasuje się Niemiec Markus Eisenbichler (115 850 CHF, ok. 489 tys. złotych), a za nim dwie kolejne lokat zajmują polscy zawodnicy – Piotr Żyła z dorobkiem 86 050 franków (ok. 359 tys. złotych) i Dawid Kubacki z dorobkiem 82 900 franków (ok. 350 tys. złotych). Żyła w sobotę był czwarty, a w niedzielę dopiero 17., natomiast Kubacki w sobotę był szósty, a w niedzielę siódmy. Pozostali skoczkowie polskiej kadry zarobili dużo mniej. Andrzej Stękała 49 500 CHF (ok. 209 tys. zł), Klemens Murańka 15 550 CHF (ok. 65,6 tys. zł), Jakub Wolny 13 400 CHF (ok. 56,5 tys. zł), Aleksander Zniszczoł 8 100 CHF (ok. 34 tys. zł), Paweł Wąsek 6 150 CHF (ok 26 tys. zł), a Maciej Kot 1 650 CHF (ok. 7 tys. zł).
W kolejny weekend skoczkowie ponownie zawitają do Zakopanego, gdzie FIS ulokował zastępczo zawody w miejsce odwołanych z powodu obostrzeń epidemicznych przedolimpijskich imprez w Pekinie, więc reprezentanci Polski w swoim mateczniku będą mieli szansę nie tylko na podreperowanie punktowego konta w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, ale także solidny zarobek. FIS za pierwsze miejsce w konkursie indywidualnym płaci 10 tys. franków, za drugie osiem tysięcy, a za trzecie sześć tysięcy franków szwajcarskich. Ostatnią, 30. lokatę w serii finałowej premiuje już jednak symboliczną kwotą 100 franków. Triumf w konkursie drużynowym jest nagradzany premią w wysokości 7500 franków, ale do podziału na całą drużynę.

Dominacja Graneruda

Norweski skoczek Halvor Egner Granerud wygrywając w sobotę konkurs Pucharu Świata w Klingenthal zwyciężył po raz dziewiąty w tym sezonie, a w niedzielę dorzucił dziesiąty triumf. Przed nim tylko najwięksi w tym sporcie dominatorzy, Adam Małysz, Peter Prevc i Matti Nykaenen, potrafili w jednym sezonie wygrać co najmniej połowę zaplanowanych konkursów.

W tym sezonie dominacja Halvora Egnera Graneruda nad resztą stawki może być deprymująca dla takich gwiazdorów, jak choćby Kamil Stoch, Stefan Kraft czy Ryoyu Kobayashi. Licząc z sobotnim konkursem w Klingenthal w obecnym sezonie Pucharu Świata odbyło się 18 zawodów, z których norweski skoczek wygrał połowę, czyli dziewięć. Trzy razy zwyciężał Kamil Stoch, dwukrotnie Niemiec Markus Eisenbichler, a po jednym konkursie wygrali Niemiec Karl Geiger, Dawid Kubacki i dwaj kolejni norwescy zawodnicy – Marius Lindvik i Robert Johansson. Granerud do swoich dziewięciu triumfów dorzucił jeszcze dwa drugie miejsca.
Lider biało-czerwonych Kamil Stoch w sobotę znów znalazł się za plecami Norwega i chociaż było to już jego 78. podium w karierze, nie był z niego w pełni zadowolony. Nietrudno się domyślić, że nasz trzykrotny mistrz olimpijski jest wyraźnie sfrustrowany niesamowitą regularnością Graneruda i łatwością, z jaką ostatnio wygrywa. W sobotę dwukrotnie oddał skoki powyżej 140 metrów. Jego przewaga w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata jest już tak znacząca, że tylko jakaś katastrofa może mu w tym roku odebrać „Kryształową Kulę”.
Po sobotnim zwycięstwie w Klingenthal Norweg ma już 389 punktów przewagi nad drugim w klasyfikacji generalnej PŚ Markusem Eisenbichlerem i 501 pkt przewagi nad zajmującym trzecie miejsce Stochem. Do zdobycia zostało już tylko 1000 punktów w 10 ostatnich indywidualnych zawodach sezonu.
Mimo to Norwegowie nie chcą jeszcze przesądzać zwycięstwa Graneruda. „Oczywiście jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to Halvor zdobędzie Kryształową Kulę. Ale zostało jeszcze wiele konkursów, nie spieszmy się z gratulacjami” – mówi austriacki trener norweskiej kadry Alexander Stoeckl. Ta sama uwaga dotyczy rywalizacji w Pucharze Narodów. Jednak ona może być bardziej zacięta. Wygląda na to, że po drobnych problemach ze stycznia podnoszą się Polacy. W sobotę w Klingenthal drugi Kamil Stoch, czwarty Piotr Żyła, szósty Dawid Kubacki, 14. Jakub Wolny, 21. Andrzej Stękała i 30. Klemens Murańka zdobyli wspólnie 199 punktów. A zdobycz Norwegów była gorsza o 25 punktów. Lecz w klasyfikacji po 21 z 35 planowanych konkursów Norwegia wyprzedza Polskę o 302 pkt. Na trzecim miejscu, już bez szans na walkę o Kryształową Kulę, są Niemcy. Oni tracą do liderów aż 1110 punktów.
Norwegowie pozycję lidera zawdzięczają sukcesom odnoszonym w ostatnich tygodniach. Sobotnie zwycięstwo Graneruda było ich szóstym z rzędu (Lindvik w Zakopane, drużyna i Johansson w Lahti oraz Granerud dwa razy w Willingen i teraz w Klingenthal).
Stoeckl przyznaje, że w drugiej części sezonu jego zawodnicy mogą mieć więcej siły niż rywale. To dlatego, że przez ostrą, epidemiczną politykę norweskiego rządu bardzo rzadko wracają do domów. Oni tylko przejeżdżają z jednego miejsca startu na następne. „Mniej podróży oznacza więcej czasu na regenerację. Wygląda na to, że nie jest to złe dla naszych chłopaków” – przekonuje trener Stoeckl.
Z naszych skoczków rywalizację z Granerudem ostatnio toczy już tylko Kamil Stoch. W sobotę z nim przegrał, ale był drugi, ale Piotr Żyła zajął czwartą, a Dawid Kubacki szóstą lokatę. W niedzielę jednak po pierwszej serii miejsce w czołówce z szansami na walkę o zwycięstwo zajmował tylko Stoch, a Kubacki był dopiero 12., Andrzej Stękała 18., zaś Żyła po słabym skoku ledwie utrzymał się w Top 30 zajmując 25. miejsce. Już sam fakt, że Granerud nie był liderem po pierwszej serii skoków, tylko Eisenbichler, zwiastował wielkie emocje i dawał przy tym nadzieje, że dominacja Norwegów w tym sezonie nie został im dana raz na zawsze. Niestety, w drugiej serii Granerud znów pokazał wielką klasę i skacząc z najniższej belki startowej poszybował za 140 metr i ostatecznie zwyciężył po raz dziesiąty w tym sezonie. Drugą lokatę wywalczył Słoweniec Bor Palvlović (146 m), a dopiero trzeci był prowadzący na półmetku Eisenbichler (141,5 m). Czwartą lokatę zajął kolejny z Norwegów, Robert Johansson, a najlepszy z Polaków, Kamil Stoch, był dopiero szósty (138 i 137 m), a tuż za nim uplasował się Dawid Kubacki, który w drugiej próbie poszybował równie daleko jak Pavlović, czyli na 146 m. W drugiej dziesiątce mieliśmy trzech naszych reprezentantów – Piotr Żyła zajął 17. miejsce, Andrzej Stękała 18., a Jakub Wolny 20.

W klasyfikacji generalnej PŚ Granerud rzecz jasna znowu powiększył przewagę nad konkurentami. Norweg prowadzi z dorobkiem 1406 pkt, drugi jest Eisenbichler (977 pkt), trzeci Stoch (845), czwarty Żyła (665), a Kubacki zajmuje szóstą lokatę (640).

Żaden z rywali Graneruda nie zamierza ułatwić mu zadania, ale prawda jest tak, że jeśli Norweg utrzyma formę, może przejść do historii skoków narciarskich jako największy dominator w sezonie. „Siłą Halvora jest to, że świetnie dostosowuje się do każdej skoczni. I że jego pierwsza faza lotu, zaraz po wyjściu z progu, jest wszędzie bliska ideału. On najlepiej składa się do lotu, nie traci prędkości, dzięki czemu ma dużą energię w dolnej fazie lotu” – zachwala swojego podopiecznego trener Stoeckl.
Austriacki szkoleniowiec uważa, że Granerud za tydzień w Zakopanem też będzie walczył o zwycięstwo, chociaż w styczniowych zawodach na Wielkiej Krokwi nie popisał się zajmując odległe 23. miejsce, najgorsze w tym sezonie.
Skąd więc ta pewność, że teraz wypadnie lepiej? A no dlatego, że ponoć znalazł przyczyny tamtego słabego występu i wie jak je uniknąć. No cóż, przekonamy się czy nasi skoczkowie w swoim mateczniku pozwolą mu zapolować na kolejne zwycięstwa
w Pucharze Świata.

Czas na Willingen Six

W ostatni weekend stycznia skoczków narciarskich czeka rywalizacja w turnieju Willingen Six. Na niemieckim obiekcie odbędą się dwa indywidualne konkursy, a przed każdym odbędą się liczone do klasyfikacji łącznej kwalifikacje.

W dniach 30-31 stycznia na skoczni w Willingen odbędą się dwa konkursy indywidualne Pucharu Świata, których wyniki zostaną doliczone do klasyfikacji generalnej. Ale organizatorzy imprezy dla jej uatrakcyjnienia stworzyli turniej Willingen Six. Zwycięzcą tej rywalizacji zostanie skoczek, który zdobędzie najwięcej punktów w sześciu skokach – dwóch kwalifikacyjnych oraz czterech konkursowych. Dostanie za to dodatkową nagrodę – 15 tys. euro. Premie przewidziano też dla skoczków, którzy zajmą drugą lokatę (10 tys. euro) i trzecią (5 tys. euro).
Kwalifikacje do sobotniego konkursu odbędą się w piątek (początek godz. 15:45). Konkurs w sobotę rozpocznie się od 16:00. W niedzielę natomiast zaplanowano najpierw kwalifikacje (początek o godz. 14:45), a zaraz po nich drugi z konkursów indywidualnych (początek godz. 16:15). Transmisję z zawodów przeprowadzą Eurosport 1, TVP 1 i TVP Sport.

Znów zaważył jeden słaby skok

W konkursie drużynowym w Lahti znów jeden słabszy skok, tym razem w wykonaniu Dawida Kubackiego, odebrał Polakom zwycięstwo. Tym razem skorzystali Norwegowie. Dla biało-czerwonych było to 30. podium w rywalizacji zespołowej – na ten dorobek składa się siedem zwycięstw, dwanaście drugich oraz jedenaście trzecich miejsc.

W piątek w Lahti wiał silny wiatr i padał gęsty śnieg, z tego powodu organizatorzy musieli odwołać treningi oraz kwalifikacje do niedzielnego konkursu indywidualnego. Trener polskiej kadry Michal Doleżal decyzję o składzie zespołu na sobotni konkurs drużynowy podjął po sobotnich skokach treningowych. Sensacji nie było i w ekipie biało-czerwonych wystartowali w kolejności Piotr Żyła, Andrzej Stękała, Kamil Stoch i Dawid Kubacki. Po pierwszych skokach Żyły, Stękały i Stocha Polacy prowadzili, ale po słabym skoku Kubackiego spadli na trzecie miejsca, ze stratą 16,2 pkt do prowadzących Norwegów i 6,7 pkt do drugich w klasyfikacji Niemców. W drugiej serii już nikt w polskiej drużynie nie nawalił, ale to pozwoliło jej tylko na wyprzedzenie reprezentacji Niemiec. Norwegowie wytrzymali presję i utrzymali prowadzenie, także w klasyfikacji Pucharu Narodów. Norwegia ma 3274 pkt, druga jest Polska (3190 pkt),a trzecie miejsce zajmuje ekipa Niemiec (2573 pkt). Kolejne lokaty w czołowej szóstce zajmują: Austria (2195 pkt), Słowenia (1638 pkt) i Japonia (1563 pkt).
Z naszych skoczków w konkursie drużynowym najlepiej wypadł Kamil Stoch, który był trzeci za Niemcem Karlem Geigerem i Austriakiem Stefanem Kraftem. Andrzej Stękała zajął dziewiątą lokatę, Piotr Żyła 11., a Dawid Kubacki 17. Nic dziwnego, że żaden z Polaków nie znalazł się w gronie faworytów do niedzielnego konkursu indywidualnego . Przewidywania bukmacherów okazały się trafne, bo w niedzielę na skoczni w Lahti polscy skoczkowie byli tylko tłem dla rywali i żaden nie znalazł się nawet w czołowej dziesiątce konkursu, co jest najgorszym występem biało-czerwonych w tym sezonie . Najlepszy z naszych, Piotr Żyła, zajął 11. lokatę, Andrzej Stękała był 15., Kamil Stoch 16., Jakub Wolny 22., Dawid Kubacki 23. , Aleksander Zniszczoł 29., a Paweł Wąsek 32. Konkurs wygrał Norweg Robert Johansson, przed Niemcami Markusem Eisenbichlerem i Karlem Geigerem. W klasyfikacji Pucharu Narodów prowadząca Norwegia powiększyła przewagę nad naszą drużyną z 84 do 232 punktów.

Śmieszne mistrzostwa Norwegii w skokach narciarskich

W miniony wtorek na skoczni w Trondheim odbyły się mistrzostwa Norwegii. Była to dość kuriozalna impreza, bo do rywalizacji nie przystąpili czołowi norwescy skoczkowie i o tytuł walczyli zawodnicy głębokiego zaplecza.

O tym, że tegoroczna rywalizacja o mistrzostwo Norwegii w skokach narciarskich będzie farsą wiadomo było już od dłuższego czasu. Po wprowadzeniu przez rząd rozporządzenia nakazującego odbycia przez przyjeżdżających do kraju obowiązkowej dziesięciodniowej kwarantanny, stało się jasne, że zawodnicy z czołówki będą musieli dokonać wyboru – albo start w zawodach Pucharu Świata w Zakopanem i Pucharu Kontynentalnego w Innsbrucku, albo udział w mistrzostwach kraju. Trenerzy norweskiej kadry wybrali oczywiście imprezy PŚ i PK, toteż na skoczni Granasen pojawili się wyłącznie zawodnicy z głębokiego zaplecza norweskiej kadry.
Pod nieobecność gwiazd najlepiej spisał się 21-letni Anders Ladehaug, który nigdy jeszcze nie startował w zawodach PŚ. Srebrny medal wywalczył Iver Olaussen, a brąz Matias Braathen. W sumie w mistrzostwach Norwegii wzięło udział 47 zawodników.

Nie ma następców Kamila Stocha

Nasi skoczkowie nie popisali się w miniony weekend na Wielkiej Krokwi. W konkursie drużynowym pewne zwycięstwo zaprzepaścił słabym drugim skokiem Andrzej Stękała, ale następnego dnia zrehabilitował się dobrym występem w konkursie indywidualnym. Adam Małysz był tak zadowolony z jego postawy, że publicznie go pochwalił.

W sobotnim konkursie drużynowym na Wielkiej Krokwi biało-czerwoni przegrali przez Stękałę walkę o pierwsze miejsce z Austriakami, ale w niedzielę ten 25-letni skoczek w konkursie indywidualnym zajął piątą lokatę i był najlepsze z szóstki startujących polskich skoczków (Piotr Żyła został zdyskwalifikowany po piątkowych kwalifikacjach) – Kamil Stoch zakończył zawody na 11. miejscu, Dawid Kubacki na 15., Klemens Murańka na 27., Paweł Wąsek na 28., a Jakub Wolny na 33. Ale trener Michal Doleżal na następny turniej PŚ w Lahti do siedmioosobowej reprezentacji włączył Aleksandra Zniszczoła, lecz nie za najsłabszego w Zakopanem Wolnego, tylko za Murańkę.
Mimo słabszego występu na Wielkiej Krokwi pozycja w reprezentacji Polski „żelaznego tercetu”, czyli Stocha, Kubackiego i Żyły, wciąż jest dominująca, a reszta z liczącej 13 zawodników kadrze skoczków na razie jest skazana na walkę o czwarte miejsce w drużynie i cztery miejsca w ekipie na zawody Pucharu Świata. Na razie nie widać w tym gronie zawodnika, który mógł przerwać hegemonię weteranów kadry, co w perspektywie kolejnych sezonów powinno niepokoić zwłaszcza obecnego dyrektora sportowego Polskiego Związku Narciarskiego Adama Małysza, a jeśli wierzyć plotkom, także przyszłego następcy Apoloniusza Tajnera na fotelu prezesa PZN.
Piotr Żyła ma już 34 lata, Kamil Stoch 33., a Dawid Kubacki 30. Tak dla przypomnienia – Adam Małysz zakończył swoją piękną sportową karierę w wieku 34 lat, co rzecz jasna nie obliguje wymienionej trójki do pójścia jego śladem, ale w perspektywie kilku najbliższych lat kadrę polskich skoczków czeka pokoleniowa wymiana. Problem w tym, że jak na razie za plecami „żelaznego tercetu” nie widać zawodnika z potencjałem na nową gwiazdę zdolną nawiązać do sukcesów Małysza, Stocha i Kubackiego.
Gdy Małysz schodził ze sceny, to już na niej jaśniała gwiazda Kamila Stocha. Teraz takiego przekazania pałeczki raczej nie będzie, bo nie mamy skoczka o zbliżonym choćby talencie do Małysza i Stocha. A bez takiego zawodnika trudno będzie utrzymać popularność tej dyscypliny sportu, czego najlepszym dowodem jest gwałtowny spadek zainteresowania biegami narciarskim odkąd karierę zakończyła Justyna Kowalczyk. 25-letni Andrzej Stękała na razie jest jedynie halabardnikiem w ekipie biało-czerwonych, jak przed nim był Maciej Kot, Stefan Hula i Jakub Wolny. W PZN zrodził się ostatnio pomysł zorganizowania w Polsce zawodów na wzór Turnieju Czterech Skoczni czy norweskiego Row Air. Miałby to być cykl zawodów na skoczniach w Szczyrku, Wiśle i Zakopanem.
Pomysł świetny, pewnie nawet znajdą się sponsorzy gotowi ufundować godziwe nagrody, ale żeby impreza zarobiła furorę wśród polskich kibiców, musimy mieć swoich gwiazdorów.