Amerykański kult sukcesu

Biblia była pierwszym „poradnikiem motywacyjnym” wspomagającą rozwój osobisty i zawodowy. Później przyszli Amerykanie i utworzyli cały rynek „psychologii sukcesu”.

 

Przywódca brytyjskiej Partii Pracy Clement Attlee powiedział kiedyś, że udostępnienie Anglikowi Biblii to rzecz niebezpieczna, gdyż znajdzie on w tej księdze różne koncepcje i pomysły, a później wyjdzie na ulicę aby je głosić. Brytyjscy protestanci nie ograniczali się do wychodzenia na ulicę. Wielu z nich wyruszyło za ocean do Kolonii Amerykańskich, gdzie mieli możliwość prowadzenia działalności kaznodziejskiej na szeroką skalę.
Nawoływanie do czytania Biblii i ciągłe powoływanie się na nią w otoczeniu ludzi niepiśmiennych było agitacją na rzecz walki z analfabetyzmem. Do tego potrzebne były szkoły, które z kolei stwarzały zapotrzebowanie na nauczycieli. Władze wielu stanów na różne sposoby wspierały uczelnie , które ich kształciły. Uczelnie te z czasem przekształcały się w uniwersytety. Kiedy Kolonie Amerykańskie stały się Stanami Zjednoczonymi procesy organizatorsko-edukacyjne uległy przyśpieszeniu. Szkoły odgrywały bowiem ważną rolę w kształtowaniu tożsamości obywateli Stanów Zjednoczonych, które w stosunkowo krótkim czasie stały się potęgą gospodarczą przyciągającą ogromne rzesze przybyszów z innych kontynentów.
Uczniowie szkół amerykańskich dowiadywali się i dowiadują, że są szczęściarzami, gdyż żyją w kraju wielkich możliwości. Tutaj w Ameryce każdy, kto jest inteligentny, pracowity i dzielny w przezwyciężaniu trudności może odnieść sukces-kupić elegancki samochód, założyć własną firmę, wybudować okazały dom i zgromadzić fortunę. Jak wiadomo mitologia narodowa zawsze odbiega od rzeczywistości. Kapitalizm amerykański wymusza dyscyplinę, wysiłek i rygorystyczne oszczędzanie, bez którego nie można opłacić surowo egzekwowanych rat i podatków. Skłania też do zdumiewającej mobilności w poszukiwaniu pracy, co powoduje, że stopa bezrobocia w Stanach Zjednoczonych jest względnie niska.
W czasach istnienia Związku Radzieckiego toczyły się-poufne i oficjalne – dyskusje na temat różnic w wydajności pracy w USA i ZSRR. Ludzie wychowani w duchu radzieckiej propagandy zastanawiali się, jak to jest, że w Kraju Rad, gdzie nie ma kapitalistycznych wyzyskiwaczy a robotnicy pracują „dla siebie” wydajność pracy jest niższa niż w Ameryce. „Ukochany kapitalista Kremla” Armand Hammer dał proste wyjaśnienie. Stwierdził, że system amerykański jest wydajniejszy, gdyż stawia ludziom wyższe wymagania.
Jednym ze skutków amerykańskiej mitologii narodowej jest fakt, że wielu Amerykanów sądzi, iż bezrobocie, brak wykształcenia i bieda to skutki lenistwa i pijaństwa. Jednym słowem biedacy są sami sobie winni. Inny skutek-to niechęć do przyznawania się do niepowodzeń. Amerykanin, który stracił pracę często utrzymuje, że sam z niej zrezygnował gdyż grozi mu popadnięcie w rutynę, a w nowym miejscu rozszerzy swoje doświadczenie zawodowe. W kraju wielkich możliwości nikt nie chce uchodzić za nieudacznika lub pechowca.
Obiektem powszechnego zainteresowania są ludzie sukcesu. Zwłaszcza ci, którzy zaczynali „od zera”, czasami nie mając formalnego wykształcenia, albo też zdobywając to wykształcenie w trudnych warunkach.
Dawno temu Donald Trump chciał uchodzić za jednego z tych,którzy do wielkiego majątku doszli sami. Tymczasem jego biografowie twierdzą, że ojciec przekazał mu wielką sumę na dobry start. Według niektórych były to 3 miliony dolarów, według innych-aż 38 milionów.. Tak czy owak o pionierskiej karierze finansowej obecnego prezydenta nie ma mowy. Brak też jasności co do jego rzeczywistego stanu majątkowego, gdyż Trump – wbrew dotychczasowej praktyce – w czasie kampanii wyborczej nie podał do publicznej wiadomości konkretnych informacji na ten temat. Być może zmusi go do tego nowowybrany Kongres w którym-jak wiadomo-większość ma Partia Demokratyczna.

 

Dale Carnegie ostrzega

Z czasem w USA powstała ogromna literatura na na temat ludzi sukcesu w różnych dziedzinach.
Jednym z klasyków tej literatury stał się Dale Carnegie. Jego książka „Jak zdobyć przyjaciół i wpływać na ludzi” – opublikowana po raz pierwszy w 1938 roku, wydawana była i jest w wielomilionowych nakładach. Przetłumaczona została na kilkadziesiąt języków , w tym i na polski. Przy jej pisaniu autor wykorzystał swoje osobiste-czasami bardzo trudne doświadczenia, ogromne oczytanie w literaturze z zakresu psychologii i historii, rozległą sieć kontaktów i nieprzeciętny spryt
Metodyczne i biograficzne książki Dale’a Carnegiego oraz jego działalność odczytowa w sumie zapoczątkowały sektor usług edukacyjnych obliczonych na samodoskonalenie i osiąganie sukcesów w różnych zawodach. Godny podkreślenia jest fakt,żę Carnegie wraz z praktycznymi radami dotyczącymi postępowania w życiu codziennym i w kontaktach biznesowych ostrzegał przed niebezpieczeństwem nacjonalizmu.
„Czy czujesz się lepszy od Japończyków? Prawda jest taka, że Japończycy uważają się za o wiele lepszych od ciebie. I tak np. konserwatywny Japończyk jest wściekły na widok białego człowieka tańczącego z japońską damą. Czujesz się lepszy od Hindusów w Indiach? Jest to twój przywilej, ale milion Hindusów czuje się o wiele lepszymi od ciebie, tak, że nie zniżyliby się do tego, aby łaskawie chociażby tknąć jedzenia na które padł twój cień i w ten sposób to jedzenie zanieczyścił.
Czujesz się lepszym od Eskimosów? Znów jest to twój przywilej. Tylko czy chciałbyś wiedzieć co rzeczywiście Eskimosi myślą o tobie? Wśród Eskimosów jest pewna ilość włóczęgów obijających się, unikających pracy. Eskimosi nazywają ich „białymi ludźmi”, co jest wyrazem krańcowej pogardy. Każdy naród czuje się wyższy od innych narodów. Powoduje to patriotyzm i wojny”.
Carnegie był studentem uczelni nauczycielskiej w Warrensburgu (Missouri), która obecnie stanowi University of Central Missouri. Obecnie na dziedzińcu Uniwersytetu znajduje się jego pomnik.

 

Prof. Wojciech Pomykało w oczach Amerykanów

W 1997 roku polski uczony prof. dr hab. Wojciech Pomykało uczestniczył w konferencji zorganizowanej przez University of Georgia z okazji dwusetnej rocznicy jego istnienia.
Gospodarz konferencji witając gości zagranicznych przedstawił ich sylwetki. Prof. Pomykało został przedstawiony znacznie obszerniej, aniżeli inni zagraniczni uczestnicy. Wymienione zostały ważne stanowiska partyjne i państwowe jakie profesor zajmował w czasach PRL. Następnie scharakteryzowano jego współczesną działalność naukową i organizatorską. Podczas przerwy w obradach prof. Pomykało dowiedział się skąd gospodarz konferencji uzyskał tak szczegółowe dane biograficzne. Okazało się, że w trakcie przygotowań do konferencji miejscowa prasa poinformowała o zaproszonych gościach zagranicznych. Wkrótce potem organizatorzy konferencji otrzymali anonimowy list od Polaka, który chciał zdyskredytować rodaka-profesora. W rozumieniu odbiorców listu fakt, iż prof. Pomykało w przeszłości pełnił ważne funkcje polityczne i administracyjne, a obecnie jest znanym uczonym i założycielem Wyższej Szkoły Społeczno-Ekonomicznej świadczy o jego wybitnych zdolnościach oraz pragnieniu działania na rzecz społeczeństwa. W tym duchu sylwetka polskiego profesora-człowieka sukcesu została przedstawiona amerykańskiemu i międzynarodowemu audytorium.

Głos lewicy

Nie przepraszać za to, że się żyje!

Portal NaTemat porozmawiał z Andrzejem Rozenkiem. Oto fragment wywiadu:

Natemat: Skoro mowa o kierownictwie… Podoba się panu ten specyficzny, buńczuczny styl przewodniczącego Czarzastego?
Andrzej Rozenek: Na to trzeba spojrzeć przez pryzmat lat chowania głowy w piasek przez SLD. Sojusz długo był partią, której inni mówili, czego to jej niby nie wolno robić. A przecież SLD jest równoprawnym uczestnikiem gry politycznej. I dość z pouczaniem! Ja się w pełni identyfikuję z tym, co robi Włodzimierz Czarzasty. SLD będzie silną lewicą, ale tylko wtedy, gdy nie będzie się wszystkim dookoła kłaniał i przepraszał, że żyje.

Coraz głośniej mówi się, że SLD żyje dziś głównie po to, by wyborców podbierać nie tyle aktualnej opozycji parlamentarnej, a Prawu i Sprawiedliwości i innym, których można opisać jako „socjalistyczną prawicę”.
Z punktu widzenia dobra Polski byłoby świetnie, gdyby elektorat po PiS przejęło właśnie SLD. Przecież nie wolno winić elektoratu za to, co robi partia. Winić powinniśmy tylko konkretne osoby, które odpowiadały za konkretną działalność. Wyborcy, którzy dali się oczarować ich obietnicami, prędzej czy później przejrzą na oczy. To więc naturalne, że się do tego elektoratu uśmiechamy. I mówimy im o tym, że sprawy społeczne dla SLD również są bardzo istotne i te wszystkie najważniejsze prospołeczne reformy za naszych rządów utrzymamy.
Jednak zwracamy też uwagę, że różnimy się znacząco z PiS w wielu innych sprawach. Na przykład takich, jak podejście do Unii Europejskiej. W przeciwieństwie do PiS chcemy, by Polska w niej pozostała. Różnimy się w kwestii praworządności. SLD uważa, że prawa trzeba bezwzględnie przestrzegać. Różnimy się oczywiście także w kwestiach światopoglądowych. My jesteśmy za prawdziwym rozdziałem państwa i Kościoła. Nikogo więc nie powinny dziwić ruchy PiS-owskiego elektoratu w kierunku SLD.

POPiS precz!

Z kolei Konrad Piasecki wziął na spytki Włodzimierza Czarzastego:

Konrad Piasecki: Ale to nie jest tak, że pan jest wpisany w taki makiaweliczny nieco plan osłabiania opozycji, stawiania na jej rozdrobnienie i tracenie przez nią głosów w ten sposób.
Włodzimierz Czarzasty: Ale jaja! Ale dlaczego pan myśli, że Polska musi być podzielona na PO i na PiS?
Ja nie mówię, że ona musi być podzielona na PO i na PiS. Myślę, że PiS-owi bardzo podoba się to, że na opozycji jest i PO, i Nowoczesna, i SLD teraz trochę rośnie w siłę, a może za chwilę Biedroń założy jakąś partię, a może Petru założy jakąś partię – w to PiS-owi graj.
Zostawmy PiS na chwilę, niech każdy walczy o swój elektorat, niech każdy walczy o ludzi. Partie będą walczyły o ludzi, będą dobrze im robiły, to ludziom będzie lepiej. Ma prawo do życia i PSL, i SLD, i pan Biedroń, i partia Razem, Nowoczesna też ma prawo do życia, chociaż ostatnio chyba trochę z niego rezygnuje.

Bo spodobało im się w sojuszu z PO. Dobry mariaż też jest warty czasami wiele.
Tysiąc kwiatów! SLD dwie rzeczy łączy: łączy i wartości związane z serce, i sprawy socjalne. I to jest jedyna partia poza partią Razem, która to robi. W związku z tym, jeżeli ma pan ochotę głosować na taką partię, dla której jest ważna Europa, są ważne sprawy socjalne, jest ważne państwo świeckie, jest ważna historia do ‚90 roku i polityka historyczna, to musi pan zagłosować na nas, o co proszę.

To na koniec jeszcze pytanie o przyszłość koalicyjną lewicy – widzi pan oczyma wyobraźni w 2019 koalicję wszyscy przeciwko SLD?
Oczywiście.

I widzi pan siebie w tej koalicji?
Ale przeciwko PiS-owi.