Bigos tygodniowy

Ponad miesiąc temu odbyły się wybory prezydenckie, jednak ich skutki trwają. I nie chodzi tylko o to, że wygrał je Duda, a raczej o to co spowodował swoją nienawistną kampanią przeciwko ’’ideologii’’ LGBT. W minionych tygodniach miały miejsce ataki na osoby wyglądające inaczej. Najpierw w okolicach Poznania została zaatakowana dziewczyna o różowych włosach, następnie w Poznaniu został pobity chłopak z kolczykiem w nosie, a ostatnio na warszawskiej Pradze został pobity przez dwóch osiłków aktywista LGBT –Linus. Z kolei w Gdańsku w autobusie miejskim nr 148 została zaatakowana dziewczyna. Jej przewiną było tylko to, że z plecaka, który miała przy sobie, wystawały dwie papierowe chorągiewki w kolorach tęczy. Nie tylko została znieważona, ale także grożono jej np. wybiciem zębów. Czy to przypadek? Nie sądzę, moim zdaniem to efekt odczłowieczenia LGBT, stworzenie przekonania, że to ludzie groźni, wrogowie społeczeństwa, wyjęci spod prawa banici. Zatem każdy może ich bezkarnie pobić, znieważyć, zastraszyć… Brawo Dudo, to także twoja zasługa. Wstyd.


W minionym tygodniu zebrał się Senat, przedmiotem obrad były sute podwyżki uposażeń, jakie przyznali m.in. sobie i innym posłowie PiS, Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, Koalicji Polskiej. Od początku było wiadomo, że część senatorów opozycji ustawy w tym kształcie nie poprze. Wynik głosowania nie pozostawił żadnych wątpliwości, Senat odrzucił ustawę, uznając że mamy zły czas na dawanie wybrańcom narodu podwyżek. Konsekwencją głosowania jest – co ogłosił Ryszard Terlecki tuż po głosowaniu senatorów – zakończenie prac nad ustawą. Niestety, niesmak pozostał, przedstawiciele opozycji bezrefleksyjnie poparli rozwiązania ustawy, a późniejsze próby ratowania twarzy należy ocenić jako nieporadne. Tak na marginesie, Bigos tygodniowy jest zdania, że rzeczywiście wynagrodzenia np: posłów i senatorów, ministrów i wiceministrów powinny być wyższe, ale czy aż tak wysokie jak w proponowanych przepisach i czy powinny być wprowadzone w okresie kryzysowym, bez żadnej debaty?


W kancelarii Dudy podwyżki i to w dobie kryzysu niemałe, bo 6 proc. . Minister Dera z kancelarii dudowej, w jednej z komercyjnych stacji TV stwierdził, że podwyżki współpracownikom Dudy się należą, bo tak stanowi ustawa budżetowa. Czyli można, okazuje się, że jak się chce to można. Tylko skąd ten pośpiech, po wtopie z wynagrodzeniami m.in. prezydenta, żony prezydenta, posłów i senatorów? Wróble na mieście ćwierkają, że wczesną jesienią będzie nowelizacja tej właśnie ustawy budżetowej i może to jest właśnie przyczyna tego pośpiechu. Po nowelizacji ustawy może się okazać, że podwyżek dudowych nie można byłoby wypłacić.


W miniony wtorek do dymisji podał się Łukasz Szumowski. Dziękował wszystkim i długo, jakby Oskara dostał. Dziennikarzy obecnych na konferencji chyba całkowicie tym zgłuszył, bo publika w tym Bigos tygodniowy niczego się nie dowiedziała o faktycznych przyczynach dymisji, a jedynie tyle, że ten milusiński kawaler maltański nadal pragnie służyć Ojczyźnie, a tak w ogóle to jest zadowolony ze swoich dokonań. Ciekawe co na to pacjenci, nie mogący się dostać do lekarza i załatwiani teleporadą? Ciekawe co na to pacjenci poradni specjalistycznych, którzy się właśnie dowiedzieli, że albo ich wyczekiwana, czasem latami, wizyta nie dojdzie do skutku albo poradnia specjalistyczna tak w ogóle się zwija? Czy podzielają ten radosny szczebiot ex-ministra? Nie wspomnę obszernie o innych sprawach, równie bolesnych dla systemu ochrony zdrowia i pacjentów, mianowicie zakupionych/niezakupionych maseczkach, testach i respiratorach, pieniądzach przelanych na konta firmy A&K, bo tym zajmują się z sukcesem posłowie Michał Szczerba i Dariusz Joński i podobno ziobrowa prokuratura, CBA i banasiowy NIK. Jedyna dobra informacja, jest taka że ex minister zadeklarował, że wraca do wykonywania zawodu lekarza kardiologa (bardzo, ale to bardzo pożądana specjalizacja).


Ziobro wspiera homofobiczne gminy czyli te, które podjęły uchwały o strefach wolnych od LGBT. Zaczął z ministerialnego Funduszu Sprawiedliwości przekazywać pieniądze, tym które utraciły szanse na fundusze europejskie przyznawane w ramach programu „Partnerstwo Miast”. Pierwszym miastem obdarzonym kasą w kwocie 250.000 złotych za ustanowienie strefy wolnej od LGBT jest Tuchów w Małopolsce. Państwo PiS finansuje homofobię.


Właśnie Eurostat podał poziom inflacji w krajach europejskich, jesteśmy na czele tabeli z 3,7 proc. . Prawie na czele, bo wyprzedzają nas Węgry z 3,9 proc. , pozostali daleko w tyle np: Francja 0,9 proc. . Inaczej nasze pieniądze płoną, spada ich siła nabywcza, przy planowanych zwolnieniach, zamrożeniu wynagrodzeń oznacza to biedę znaczącej części społeczeństwa. Najbardziej wzrosły ceny utrzymania mieszkania, wywozu śmieci i żywności. Czekam na komentarz Mateo albo ministra finansów, pewnie coś fajnego nam powiedzą.


Na Białorusi protesty, obywatele nadal wychodzą na ulicę, na razie przy werbalnym wsparciu Unii Europejskiej.


Wyznaczenie na ministra spraw zagranicznych fanatycznego obskuranta, radykalnego reakcjonisty Zbigniewa Rau, który wypisywał publicznie nienawistne brednie o LGBT, o „cywilizacji śmierci”, o „ekologii jako kanibaliźmie”, to typowy pisowski, ostentacyjny gest wrogości wobec Unii Europejskiej i wartości europejskich, pokazanie Europie gestu wała z okrzykiem: „Nie mamy waszego płaszcza i co nam zrobicie?”

Flaczki tygodnia

Jeszcze 7 sierpnia w rozmowie z Radiem RMF FM pan minister Łukasz Szumowski zdecydowanie zaprzeczał plotkom o swej dymisji: „Nigdzie się nie wybieram. W takiej sytuacji, jaką mamy, nie można w ogóle rozmawiać o opuszczeniu okrętu. Jestem żeglarzem i sternikiem, wiem, że takich rzeczy się nie robi”. Dziesięć dni tylko minęło i pan minister ogłosił, że jednak odchodzi.

Dlaczego tak szybko zmienił zdanie? Najprościej można by rzec, że 7 sierpnia pan minister kłamał. Nie pierwszy raz i może nie ostatni. Kłamał, bo mógł. Bo jego szef – pan premier Mateusz Morawiecki jest uważany za notorycznego kłamcę. Bo cała polityką PiS polega na potędze zakłamanych obietnic. Zwykle nie spełnianych. Poza obietnicami rozdawania nam naszych pieniędzy. Tych pochodzących z naszych podatków.

Ale wiewiórki w Warszawie ćwierkają, że pan minister Szumowski prysnął jak szczur z rządowego „okrętu” za strachu. Bo prokuratorzy pana ministra Ziobry, zwanego „Zbyszkiem Mściwym”, posiadają już zeznania jednoznacznie dowodzące udziału pana ministra, i jego zastępcy pana Janusza Cieszyńskiego też, w gigantycznych, wielo milionowych przekrętach finansowych. Zakupach wadliwych maseczek i nieistniejących respiratorów.
Dlatego „Zbyszko Mściwy” złożył ponoć panu ministrowi od przekrętów propozycję „nie do odrzucenia”. Albo dostanie oficjalne zarzuty prokuratorskie albo ogłosi swą dymisję. Dlatego też obaj podejrzani o finansowe przekręty „żeglarze i sternicy” dali w przysłowiową długą.

Po co panu prokuratorowi generalnemu i ministrowi sprawiedliwości w jednym Zbigniewie Ziobrze była taka zagrywka? Zawodowi PiSolodzy uważają, że wyeliminowanie obu ministrów osłabiło pozycję polityczną pana premiera Morawickiego. Osobistego wroga i konkurenta politycznego „Zbyszka Mściwego”.

Ale nie płaczcie po szczurzych ucieczkach panów ministrów. Bo choć jaśniepan prezes Kaczyński kiedyś deklarował, że „do polityki nie idzie się dla pieniędzy”, to zapewne kłamał on, jak jego pan premier i jego ministrowie. Niepełne zwykle oświadczenia majątkowe prominentów PiS dowodzą, że każdy z nich zdążył już uzbierać sobie na przyszłość przysłowiową „poduszkę finansową”. Niejedną nierzadko, bo niejeden zaopatrzył w nią swe kolejne żony, mężów i posiadane potomstwo. Przodował w tym procederze pan minister Szumowski. On zapewnił sobie zapewne nie tylko skromną poduszkę, lecz ciepłą „pierzynę finansową”. Teraz może pod nią bezpiecznie spać aż do końca swego żywota.

Teraz stać go na to, żeby nie być już ministrem w rządzie jaśniepana prezesa.

Następcą „złotego chłopaka” PiS, czyli pana ministra Szumowskiego został nieznany do tej pory dyrektor oddziału NSZ. Ponieważ w Polsce ministrowie zdrowia zmieniają się szybko, to nie podajemy teraz jego nazwiska. Po co je zapamiętywać, skoro niebawem mogą kazać je zapomnieć.

Wielki sukces zawodowy odniósł pan minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz. Po wielu tygodniach przypominania, że bardzo chce się podać do dymisji wreszcie skutecznie opuścił ten rząd. Decyzja o dymisji to najlepsza ze wszystkich jakie podjął w czasie swego urzędowania. Od początku był uważany za „eksperyment” jaśniepana prezesa, czyli osobę tymczasową na tym stanowisku. Nie miał wiele tam do powiedzenia i roboty. Bo służalczymi relacjami z USA zajmują się panowie ministrowie Szczerski i Błaszczak, a obrażaniem Unii Europejskiej pan Konrad Szymański, osobisty minister pana premiera.
Dlatego kierowany przez pana ministra Czaputowicza resort stał się przede wszystkim „biurem obsługi ambasad”. Zresztą czym mógłby się więcej zajmować skoro rządzące elity PiS skłóciły Polskę ze wszystkimi potencjalnymi partnerami. Poza orbanowskimi Węgrami i amerykańskim Suwerenem.

Następcą pana ministra Czaputowicza został pan poseł Zbigniew Rau. Były senator RP, były wojewoda łódzki. Profesor, prawnik. Obecny szef sejmowej komisji spraw zagranicznych i delegacji Sejmu RP do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Nowy minister już na wstępie został obsobaczony przez opozycję liberalną, i lewicową też, za niedawne ultra konserwatywne wypowiedzi. Krytykujące liberalną Unię Europejską.„Flaczki” mają jednak słabość do pana profesora Raua, bo w latach 2005-2007 były wraz z nim w delegacji Sejmu RP do ZP Rady Europy. I pamiętają go jako fascynującego rozmówcę, wielce interesującego partnera wielu inspirujących dyskusji.
Dlatego „Flaczki” będą teraz życzliwie obserwować działalność nowego ministra. Pamiętając, że posiada on odznakę „Zasłużony dla Ochrony Przeciwpożarowej”, co może pomoc mu w gaszeniu przyszłych, politycznych pożarów. Współczując mu kierowania resortem, który przez wielu prominentów PiS uważany jest za drugorzędny. Bo przecież tam o uzbieraniu sobie na pierzynkę finansową trudno liczyć.

Zmarł niestety Andrzej Walicki. Mądry historyk idei, znawca relacji polsko-rosyjskich. Nowy minister spraw zagranicznych zna zapewne książki profesora Walickiego, zwłaszcza „O Rosji inaczej”. Dobrze by się stało gdyby konserwatywny liberał Rau znalazł wspólny język z konserwatywnymi liberałami rządzącymi obecnie Rosją i choć trochę poprawił relacje polsko- rosyjskie.

Flaczki tygodnia

Pan minister zdrowia Łukasz Szumowski przerwał swój urlop! I dla Ojczyzny ratowania wrócił do pracy. Komentując ten heroiczny wyczyn pana ministra prorządowe media aż pijały z zachwytu nad takim niezwykłym aktem poświęcenia.

A przecież jeszcze niedawno, przed wyborami prezydenckimi pan premier Mateusz Morawiecki i pan minister zdrowia Łukasz Szumowski przekonywali nas wszystkich, że nie ma się już czego bać.

„Cieszę się, że coraz mniej obawiamy się tego wirusa, tej epidemii. To jest dobre podejście, bo on jest w odwrocie. Już teraz nie trzeba się go bać”, zapewniał w zeszłym miesiącu pan premier Mateusz Morawiecki.

Swojemu szefowi wtórował pan minister zdrowia Szumowski. Przed wyborami prezydenckim stwierdził w wypowiedzi dla „Rzeczpospolitej”, że epidemia jest już u nas w odwrocie. Dlatego osoby starsze, nawet chore, mogą spokojnie głosować, bo w lokalach wyborczych będą bezpieczniejsi, niż w sklepach do których codziennie chodzą.

Czemu wtedy obaj tak lekkomyślnie kłamali?

Trzeba przypomnieć, że wtedy w przedwyborczych sondażach obaj kandydaci osiągali podobne poparcia. Przysłowiowo szli łeb. Pan prezydent Duda potrzebował dodatkowej mobilizacji swych wyborców, żeby wygrać. Dlatego pro PiSowskie media rozpoczęły kampanię straszenia starszych wiekiem wyborców. Przekonywały ich, że Rafał Trzaskowski po swej wygranej podniesie wiek emerytalny i wprowadzi eutanazję dla ludzi starszych.

I pewnie dlatego elity PiS znów postanowiły okłamać obywateli naszego kraju, że zaraza ustępuje.

Kłamstwo pandemiczne opłaciło się. Pan prezydent Andrzej Duda został wybrany ponownie. Zadecydowały o tym głosy starszych wyborców. Przeważnie tych słabo wykształconych.

Zadowolony z wyniku wyborów pan minister Szumowski wyjechał na urlop, który teraz musiał przerwać z powodu rekordowej liczny zakażeń.

Najbliższe tygodnie pokażą, jaką cenę zapłacimy za to kłamstwo pandemiczne władzy. Polacy znów uwierzyli tej władzy. Tym razem, że są już bezpieczni. Przestali chodzić w maseczkach, przestrzegać zalecanych odstępów, reguł bezpieczeństwa. Uznali, że zagrożenia już nie ma.

Już za miesiąc rozpocząć się ma nowy rok szkolny. Na razie nie wiemy w jakiej formie uczniowie podejmą obowiązki szkolne, bo o edukacji trudno dziś mówić. Zbigniew Broniarz, przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego, dobitnie przypomniał w radio TOK FM, że wiosną blisko 1/3 uczniów nie uczestniczyła w zdalnym nauczaniu. Bo nie miała warunków technicznych do tego.

Teraz rząd chce uchylić się od odpowiedzialności. Decyzję o sposobie realizowania obowiązku szkolnego ceduje na dyrektorów szkół i lokalnych inspektorów sanitarnych. To oni mają zdecydować, czy młodzież wróci do szkół, czy znowu będzie nauczanie zdalne. Co trwale wykluczy przynajmniej jedną trzecią z uczestnictwa w nim. Nie wiadomo też na podstawie jakich danych taka decyzja ma być podjęta.
Jesienią uaktywnią się też sezonowe wirusy, zwłaszcza wirusy grypy i pneumokoki, które wraz z nowym koronawirusem sprawdzą stan naszego systemu ochrony zdrowia, jego przygotowania na poważny wzrost nowych pacjentów.

Dlatego lekarze zalecają, przede wszystkim ludziom starszym, szczepienia na grypę. Nie są ona u nas popularne, bo ludzie, zwłaszcza starsi i gorzej wykształceni, wolą zaufać ruchom anty szczepionkowym. Wpisującym się w popierany i lansowany przez prorządowe media „nurt antyoświeceniowy”.

Obowiązkowe szczepienia prezentowane są tam jako przejaw „lewackiej ideologii”, albo lobbingu farmaceutycznych koncernów. Dodatkowo nie ma powszechnie dostępnej informacji o tym gdzie, kiedy i za ile można się zaszczepić.

Wielki ukłon w stronę ruchów anty szczepionkowych wykonał na finiszu kampanii wyborczej pan prezydent Duda. Nie pytany nawet zadeklarował swój wielki sceptycyzm wobec skuteczności szczepionek. Zwłaszcza tych przeciwko grypie.

Czy teraz poprze apele Głównego Inspektora Sanitarnego Jarosława Pinkasa wzywającego obywateli naszego kraju do profilaktycznych szczepień?

Niemcy, Francja, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania podpisały w lipcu kontrakty na dostawę dużych partii przygotowywanych szczepionek przeciwko koronowirusowi.Polska nie zrobiła żadnych ruchów w tej sprawie, bo zdaniem rządu jest jeszcze na to za wcześnie.

Co będzie kiedy czas ku temu nastąpi, ale dostępnych szczepionek na rynku nie będzie, bo wcześniej zostały zakontraktowane?

Czy wtedy znowu inicjatywę podejmie pan minister Szumowski i wraz z zaprzyjaźnionym, przysłowiowym już „instruktorem narciarstwa” zakupi na nasze miliardy wyroby szczepionko podobne?

I znów zarobi na tym miliony. Skoro musiał wrócić z urlopu.

Minister o wielu maseczkach

Lekarz, biznesmen, narciarz, brat, mąż i walczący z koronawirusem minister. To tylko niektóre role Łukasza Szumowskiego. Człowieka, który jak mówi – nic nie ma za uszami.

Do 12 maja, zmęczone oczy Łukasza Szumowskiego świadczyły o tym że ciężko pracuje walcząc o zdrowie i życie Polaków.
Uczeń narciarski
Aż tu „Gazeta Wyborcza” napisała, że ministerstwo – przepłacając i bez sprawdzenia jakości – kupiło maseczki ochronne za ponad 5 mln zł. Maseczki norm nie spełniały, a pieniądze zarobił „przyjaciel rodziny Łukasza Szumowskiego; transakcję ułatwił mu brat ministra zdrowia, a finalizował ją wiceminister Janusz Cieszyński”.
– Towar nie miał sfałszowanego certyfikatu. Certyfikat mamy. Natomiast one niestety nie spełniają norm. Mamy też inne partie, gdzie są certyfikaty i one nie spełniają norm – tłumaczył potem minister zdrowia w mediach.
Nie miał nic do zarzucenia sobie, ani swoim podwładnym. Wszak nie zawiadamiali prokuratury, bo „Toczyły się rozmowy już od dwóch tygodni o zwrocie lub wymianie towaru i po informacji, że tego zwrotu i wymiany nie będzie, złożono zawiadomienie”.
– Uważam, że wszystko było transparentne i czyste. Niestety zostaliśmy oszukani. Podobnie jak w paru innych sytuacjach – dodał Łukasz Szumowski.
Dopytywany o instruktora narciarskiego który zajął się handlem maseczkami, Szumowski stwierdził, że zna go „sprzed kilku lat, kiedy jeździł z nim na nartach”.
– On zgłosił się do ministerstwa jako normalny kontrahent, poszukiwał kontaktu, dostał ten kontakt, z tego co wiem od mojego brata. Na tyle było tej tzw. pomocy, przekierowanie do odpowiednich osób – dodał.
Linia obrony ministra zeszła potem w stronę bycia ofiarą zbiorowego, chińskiego przekrętu.
–  Wszystkie instytucje jak Komisja Europejska, jak WOŚP działając w dobrej wierze z chęcią pomocy medykom, pomocy pacjentom, zostały oszukane. Tutaj nie ma żadnej ani winy, ani zarzutów, ani sugestii, że te organizacje mogły popełnić jakiś błąd. Po prostu okazało się, że towar, który przyjęli w dobrej wierze, aby pomóc innym, jest trefny – mówił.

–   W związku z tym my jak najszybciej informujemy każdego o takiej sytuacji, nie po to, żeby mówić:”zrobiliście coś źle”, bo nic złego nie zostało tam zrobione, ale po to, aby takie maseczki nie trafiły do medyków, bo one po prostu nie chronią – podkreślał minister zdrowia, nie zająkując się ani słowem na temat tego, że nikt nie wpadł na pomysł by tak wielkie ilości środków ochrony były błyskawicznie badane, przez instytucję, która mogłaby potwierdzić, że są naprawdę dobre. A skoro nie były badane, to znaczy, że państwo w tym zakresie nie istnieje. Za to zaś odpowiada rząd w skład którego Szumowski wchodzi.
Brat
Dzięki propagandzie rządowej z oskarżeń o skorzystanie z oferty „narciarza” Szumowski się jednak, jako tako wybronił. Media poczuły jednak krew i kopały z życiorysie ministra dalej. Dokopały się czasów, gdy był wiceministrem Nauki i Szkolnictwa wyższego. W tym czasie zaś firma jego brata garnęła granty, czyli państwowe finansowanie na kwoty od 70 do 170 mln zł.
Marcin Szumowski jest współtwórcą i prezesem zarządu OncoArendi Therapeutics, która opracowuje nowe leki do walki z nowotworami. Tylko w 2020 roku jego firma dostała 22 mln zł z Narodowego Centrum Badania i Rozwoju. Takich transz w ciągu kilku lat było więcej.

–   A wcześniej mogła liczyć na 100 mln zł więcej. Moja działalność polityczna sprawiła, że brat ma problemy w biznesie. Tak wygląda rzeczywistość. Tak wyglądają te mityczne korzyści z bycia bratem ministra zdrowia – odpierał zarzut minister zdrowia, łkając nad niedolą brata biznesmena i pokazując, że w tym rządzie nikt nie widział z tym problemów.

–   Działalność mojego brata sygnalizowałem wicepremierowi Jarosławowi Gowinowi i premierowi Mateuszowi Morawieckiemu. Wiedzieli ode mnie, że jest tutaj potencjalny konflikt interesów. Wiedzieli, że nie mogę dotykać agencji, które mogą wydawać decyzje dotyczące firmy, w której jest brat. Przyjęli to do wiadomości – uchylał Szumowski rąbka działań procedur wewnątrzrządowych. Po czym dalej ubolewał nad podłością losu.

–   Brat traci pieniądze od kiedy zostałem ministrem zdrowia. Cały czas podkreśla, że nie może prowadzić biznesu przeze mnie – by w innej sytuacji przedstawić siebie jako osobę najbardziej w tym wszystkim poszkodowaną.

–   Oczywiście niektóre media będą pisać, że za czasów mojej obecności w rządzie otrzymał dofinansowanie projektów. Tylko, że nikt nie pisze, że za poprzedniego rządu dostawał znacznie więcej i był nawet bardziej skuteczny. Nigdy w sferze publicznej nie podejmowałem żadnych kroków na rzecz firmy mojego brata i powszechnie o tym mówiłem.
Co nie znaczyło, że jak do zastępcy Szumowskiego dzwonił brat ministra, to ten nie stawał od razu na baczność. Pisowska władza działa wszak tak, że jej funkcjonariusze na wszelki wypadek sami wolą robić dobrze krewnym i znajomym szefa, licząc, że zostanie im to zapamiętane i nagrodzone.
Mąż swojej żony
W OncoArendi Therapeutics udziały ma żona Łukasza Szumowskiego. Skądinąd lekarka. Ma udziały w przychodni. W spółce Szumowski Investments Assets, która jest mniejszościowym akcjonariuszem firmy biotechnologicznej też ma. Jak i jej szwagier.
Małżonka ministra musi być nader zapracowaną osobą, bo poza tym jest anestezjologiem w Centrum Zdrowia Dziecka. Dla Łukasza Szumowskiego fach żony, to też trauma, skoro uznaje za stosowne tłumaczyć się z biznesów ślubnej w mediach.

–   Zaręczam, że przychodnia nie ma podpisanego kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. Nie korzysta z finansowania z budżetu państwa, to przychodnia prywatna – mówi minister w jednym z wywiadów, by za chwilę dodać – Od niemal dekady mamy rozdzielność majątkową. Wziąłem wtedy, w 2008 roku, kredyt na niemal milion franków szwajcarskich. I przy tej okazji postanowiliśmy rozdzielić nasze majątki. Pewnie dzięki temu ona śpi nieco spokojniej. A ja mam kredyt.
Wspólnik
Dziennikarze wygooglowali w internecie, że Szumowski prowadził interesy z siedzącym w areszcie Danielem O. Siedzącym za przekręty biznesowe. Dla ministra ta znajomość jednak nie jest balastem. Ba, jest on również ofiarą Daniela O.. Tak jak Szumowskiego żona.

– Przedstawiony nam był jako młody biznesmen, podpisaliśmy umowę i… pieniędzy nigdy nie zobaczyliśmy. Dawno temu wyszedłem z tego biznesu i moja żona też próbowała. Chciała sprzedać udziały w martwej spółce komandytowej, która miała działać na rzecz tej inwestycji, ale Daniel O. nie zrealizował umowy przejęcia udziałów. Później trafił do aresztu. Ostatecznie jednak i żona wyszła z tego biznesu – opowiada Szumowski.

– Fakt kontaktu z takim człowiekiem zgłosiłem odpowiednim służbom. Trzeba jednak podkreślić, że spółka, w której występuje nazwisko mojej żony, nie była objęta żadnym śledztwem, nie prowadziła też w efekcie braku finansowania żadnej działalności każe się odczepić od tego fragmentu życiorysu.
Na dowód zaś, że niczego wielkiego się przez czas swojej kariery nie dorobił, przedstawia swoje oświadczenie, gdzie okazuje się być posiadaczem pióra małżonków Kaczyńskich, 50-letniego mercedesa. Dwóch nowszych, acz też wiekowych, samochodów, domu i działki.
– Szukanie na mnie haka nawet mnie bawi. Niektórym wszystko w Łukaszu Szumowskim nie pasuje – dziwi się zatem temu, że ludzi interesuje facet, którego rodzina dziwnie funkcjonuje finansowo w branży, którą on zawiaduje lub zawiadywał.
Branży, która kupowała felerne maseczki od instruktorów narciarstwa, sprowadzała setki tysiące testów genetycznych z Korei za pośrednictwem zaprzyjaźnionej firmy, która nie umiała ich przewieźć aby transportu nie zniszczyć. Logistycy nie wiedzieli, że jak testy nie będą miały -20 stopni to można je potem wyrzucić na śmieci?
Skromny i mający na wszystko odpowiedź minister odpowiada również za to, że przy zamówieniach na testy koronawirusa, resort szerokim łukiem omija krajowe firmy produkujące takie testy za dużo mniejsze pieniądze niż płacimy na Dalekim Wschodzie. Dlatego nasi producenci muszą szukać zbytu we Francji, gdzie tamtejszy resort zdrowia bierze je dziesiątkami tysięcy.
Indywidualne zastrzeżenia do geszeftów Szumowskiego i jego otoczenia, są przy tych zarzutach niczym. Oczywiście odpowiada za to Szumowski. Ale nie sam. To nie on przecież wymyślił, żeby każdemu przekrętasowi pozwolić na bezkarne rżnięcie polskich podatników. Nie on wymyślił przepis pozwalający kupować bez przetargów i na dodatek zwolnić odpowiedzialne za zakupy osoby od jakiejkolwiek odpowiedzialności. Za to wszystko akurat odpowiada premier. Szumowskiemu można zarzucić jednak nade wszystko, że taki korupcjogenny bajzel tolerował, bo gdy wiadomo było, że dotknie nas pandemia, przez półtora miesiąca, nic z tą wiedzą nie robił.

Pedofile z TVPiS

Aby odwrócić uwagę od afer korupcyjnych ministra Szumowskiego oraz problemu bezkarności księży- pedofilii w TVPiS pokazali reportaż filmowy „Nic się nie stało”.
O zmuszaniu do prostytucji małoletnich dziewczyn przez bezkarnych gangsterów związanych z sopockim klubem „Zatoka sztuki”. Sprawie znanej od 2015 roku, szczegółowo opisanej przez dziennikarzy „Gazety Wyborczej”. O czym Sylwester Latkowski, reżyser filmu nie zechciał wspomnieć.
Nie wspomniał, bo taka informacja nie pasowałaby do akcji propagandowej zaplanowanej przez TVPiS. Nagłaśniania starej afery pedofilskiej, potrzebnej im do nowych czasów.
Propagandziści PiS potrzebują swojej „afery pedofilskiej”, bo:

  • Chcą odwrócić uwagę opinii publicznej od afer korupcyjnych ministra Szumowskiego.
  • Rozmyć propagandowo problem bezkarności księży- pedofilów w polskim kościele katolickim.
  • Uczynić ze środowiska artystów i celebrytów „bezkarną kastę pedofilii”. Zemścić się na krytycznym wobec PiS środowisku. Zasugerować swoim wyborcom, że protestujący przeciwko cenzurze w radiowej „Trójce” to tylko moralni degeneraci.
  • Chcą przy okazji po raz kolejny uderzyć w telewizję TVN pokazując gwiazdy TVN jako ludzi umoczonych w pedofilskie afery.
    Dlatego środowa projekcja „Nic się nie stało” miała w TVPiS od razu ciąg dalszy. Poinformowano tam widzów TVPiS, zwanych przez pana prezesa Jacka Kurskiego „ciemnym ludem”, że rządząca koalicja PO-PSL latami kryła obrzydliwych pedofilii ze środowisk artystycznych. Jako przykład takiego chronionego podano wybitnego reżysera filmowego i katolickiego intelektualistę Krzysztofa Zanussiego.
    Poinformowano też, że to pedofilskie środowiska kreowały społeczne akcje w obronie brutalnie zarzynanych karpi wigilijnych oraz wycinki Puszczy Białowieskiej. Aby odwrócić tym uwagę opinii publicznej od powszechnej w Trójmieście pedofilii celebrytów i artystów.
    Nic dziwnego, że Trójmiasto, rządzone przez samorządowców sympatyzujących z PO, porównano z opanowaną przez mafię Sycylią. Strach teraz tam jechać.
    Aby raz na zawsze i ostatecznie rozwiązać problem pedofilii artystycznych kast ogłoszono w TVPiS następujące działania:
  • Pan wice minister sprawiedliwości Michał Wójcik zadeklarował powołanie specjalnego zespołu ds. walki z pedofilami z „Zatoki kultury” oraz specjalnej Komisji do walki z pedofilią pod przewodem ministra sprawiedliwości- prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry.
  • Pan rzecznik praw dziecka Mikołaj Pawlak zaproponował aby ogłosić publicznie wszystkie pedofilskie przestępstwa, nawet te przedawnione, a ich sprawców publicznie napiętnować.
    To nie ważne, że prawo nie działa wstecz. W narodowo- katolickiej IV RP nie ma przebaczenia dla jej wrogów.
  • Zaproponowano też bojkot telefonii komórkowych reklamowanych przez celebrytów pedofilów. I tych podejrzanych o pedofilię też.
    I przy okazji bojkot wspierającej pedofilów telewizji TVN.
  • Zaproponowano również bojkot „Autorytetów” medialnych oskarżonych o pedofilię lub ukrywających zbrodnie pedofilskie. Jako pierwszego przeznaczonego do bojkotu wskazano reżysera Zanussiego.
  • Obiecano „ciemnemu ludowi” oraz reżyserowi Latkowskiemu, że władza PiS skrupulatnie ujawni i surowo osądzi „wszystkie pedofilskie afery” w naszym kraju.
    Na wieść o tym reżyser Latkowski ucieszył się jak dziecko na widok cukierka. Podsuwanego mu tym razem przez politycznego pedofila.
    Bowiem elity PiS i ich propagandziści z TVPiS zachowują się jak polityczni pedofile. Traktują swych widzów jak dzieci.
    Dzieci, które nie dostrzegają, że choć PiS rządził już w latach 2005- 2007 i teraz rządzi nieprzerwanie od 2015, to nadal żadnej ”afery pedofilskiej” nie wykrył i nie osadził.
    Przeciwnie domniemaną podkarpacką aferę związaną z małoletnimi, ukraińskimi prostytutkami skutecznie wyciszył.
    Te polityczne dzieci nie pamiętają też, że PiS wiele razy obiecywał wyjaśnić i ukarać sprawców:
  • Mafii VAT-owskich.
  • Zamachu na prezydencki samolot w Smoleńsku.
  • Afer finansowych „Amber Gold” i „Getback”
    Nie pali się obecnie do wyjaśnienia:
  • Afery korupcyjnej „Srebrna Tower”, czyli wieżowców Kaczyńskiego.
  • Afer maskowych ministra Szumowskiego.
    Nie pamiętają, że przeznaczony do bojkotu reżyser jest autorem najlepszego filmu polskiego o papieżu Janie Pawle II. Jest przyjacielem tego świętego polskiego katolickiego kościoła. Czy zapowiadany bojkot dotyczyć będzie tylko osoby reżysera czy też jeszcze jego filmów i przyjaciół?
    Propagandowi pedofile z TVPiS po pierwszej projekcji pierwszego filmu braci Sekielskich upowszechniali tezę, że w Polsce najwięcej pedofilii statystycznie jest wśród murarzy.
    Teraz gwałcą oni dziecięce umysły swych widzów tezą, że najaktywniejszymi polskimi pedofilami są reżyserzy filmowi.
    Ale kiedy pada ze strony Lewicy propozycja powszechnej edukacji seksualnej w szkołach, to elity PiS i TVPiS stają w pierwszym szeregu protestujących.
    Czy dlatego, że wiedza, edukacja seksualna to jeden z najskuteczniejszych środków obrony przed wszelkimi pedofilami?

PS. W Trójmieście popularna jest plotka, że mafiosi z „Zatoki kultury” nagrywali swych prominentnych gości, tych partyjnych i kościelnych, baraszkujących w dyskotekach i kameralnym VIP burdeliku w Pucku. Te nagrania mają zapewniać pedofilskiej mafii nietykalność.