48 godzin sport

Gollob w Galerii Żużlowych Sław
Indywidualny mistrz świata z 2010 roku Tomasz Gollob został w miniony wtorek wprowadzony do Galerii Sław Żużlowej Reprezentacji Polski. Uroczystość odbyła się w Bydgoszczy przy okazji towarzyskiego meczu Polska – Rosja. W Galerii Sław Żużlowej Reprezentacji Polski umieszcza się zawodników, którzy od roku 1960, czyli od pierwszego finału drużynowych mistrzostw świata na żużlu, startując narodowych barwach zdobywali medale indywidualnych i drużynowych mistrzostw świata oraz tacy, którzy reprezentowali Polskę co najmniej 30 razy.

Wyróżnienie dla Gikiewicza
W sobotę FC Augsburg sprawił sensację pokonując na własnym stadionie Borussię Dortmund 2:0. Do zwycięstwa znacząco przyczynił się polski bramkarz zespołu gospodarzy Rafał Gikiewicz, który obronił siedem strzałów napastników Borussii. Jego znakomity występ doceniła redakcja magazynu „Kicker”, umieszczając Gikiewicza w najlepszej „11” 2. kolejki Bundesligi. Były bramkarz Śląska Wrocław jest jedynym Polakiem w tym zestawieniu.

Lakers i Heat w finale NBA
Koszykarze Miami Heat awansowali do finału rozgrywek NBA, pokonując w finale Konferencji Wschodniej ekipę Boston Celtics w szóstym meczu 125:113, a w rywalizacji do czterech zwycięstw 4-2. W meczu o mistrzostwo NBA zmierzą się z mistrzem Konferencji Zachodniej zespołem Los Angeles Lakers, który wywalczył awans pokonując Denver Nuggets 4-1. Dla Miami Heat będzie to pierwszy finał NBA od 2014, a dla LA Lakers od 2010 roku.

Atak koronawirusa na siatkarzy
VERVA Warszawa ORLEN Paliwa w niedzielę poinformowała o wykryciu wśród siatkarzy oraz członków sztabu szkoleniowego sześciu przypadków zakażenia koronawirusem. W związku z tym Polska Liga Siatkówki S.A. zdecydowała o przełożeniu zaplanowanego na 27 września meczu warszawskiego zespołu ze Stalą Nysa, a także kolejnego ligowego meczu ekipy VERVY, 30 września z PGE Skra Bełchatów.

Puchar Stanleya dla Błyskawic
Hokeiści Tampa Bay Lightning zdobyli Puchar Stanleya. W nocy z poniedziałku na wtorek pokonali Dallas Stars 2:0, a w finałowych starciach do czterech zwycięstw 4:2. To drugi triumf ekipy „Błyskawic” w rozgrywkach NHL w historii. Poprzednio triumfowali w sezonie 2004/2005.

Bramkarze U-21 z rezerw
Trener młodzieżowej reprezentacji Polski Czesław Michniewicz na październikowe zgrupowanie kadry powołał trzech bramkarzy: Kamila Grabarę z Liverpoolu, Marcina Bułkę z Paris Saint-Germain i Radosława Majeckiego z AS Monaco. Nazwy klubów robią wrażenie, ale Grabara został właśnie wypożyczony do duńskiego Aarhus, a Bułka do II-ligowego hiszpańskiego zespołu FC Cartagena, natomiast Majecki w AS Monaco grzeje ławę.

Gollob komentatorem

Tomasz Gollob podczas rozegrany w miniony weekend turniejów SSG 2020 w Pradze udanie zadebiutował w roli komentatora. Stacja Canal+ zapowiada nawiązanie z mistrzem świata dłuższej współpracy.

Indywidualny mistrz świata na żużlu z 2010 roku, który w kwietniu 2017 roku podczas treningu motocrossowego w Chełmnie uległ wypadkowi i odniósł bardzo poważne obrażenia kręgosłupa, przez co dzisiaj porusza się na wózku inwalidzkim, od dwóch lat współpracuje z telewizją Canal+, ale dotąd występował wyłącznie w roli eksperta, który ze studia i po czasie komentował żużlową rywalizację. W miniony weekend wraz z Tomaszem Dryłą stworzył komentatorski duet, który wykonał znakomitą robotę podczas Grand Prix Czech i spodobał się telewidzom. Dziennikarz jest uznanym w żużlowym środowisku specem od budowania tzw. atmosfery relacji, natomiast Gollob zaimponował niesamowitą wiedzą o niuansach rywalizacji na torze, którą w spokojny i rzeczowy sposób dzielił się z widzami. Do legendy zaś z pewnością przejdzie moment, gdy w trakcie relacji Gollob otrzymał SMS-a od Bartosza Zmarzlika. Żużlowiec Stali Gorzów zapytał w nim swojego mentora, które pole startowe powinien wybrać przed jednym z kluczowych biegów. Rady udzielone przez „starego mistrza” swojemu następcy okazały się bezcenne i z całą pewnością pomogły Zmarzlikowi w odniesieniu podwójnego zwycięstwa na praskim torze, dzięki czemu wyszedł na prowadzenie w klasyfikacji generalnej cyklu Speedway Grand Prix i w zamykających rywalizację o indywidualne mistrzostwo świata dwóch turniejach w Toruniu stanie przed ogromną szansą na obronę wywalczonego przed rokiem tytułu.
A co do komentatorskich wyczynów Golloba, wszyscy żużlowi eksperci podkreślali z uznaniem jego ogromną wiedzę o żużlowych wyścigach, ale też wielka klasa i wyczucie w formułowaniu ocen ścigających się na torze zawodników. Nawet jeśli kogoś krytykuje i wytyka mu błędy, robi to w wyważony sposób, chociaż akurat on mógłby pozwolić sobie na więcej, bo sam był przecież żużlowcem wybitnym.

Zmarł mistrz świata na żużlu

We wtorek 1 września po długiej i ciężkiej chorobie w opolskim szpitalu zmarł Jerzy Szczakiel, pierwszy polski indywidualny mistrz świata na żużlu. Tytuł wywalczył w 1973 roku na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Miał 71 lat. O jego śmierci jako pierwsze poinformowało Radio Opole.

Jerzy Szczakiel przez całą sportową karierę związany był z Kolejarzem Opole. Gdy w 1973 roku zdobywał mistrzostwo świata, miał 24 lata. Jego sukces na trybunach Stadionu Śląskiego w Chorzowie oklaskiwało ponad sto tysięcy widzów. Po 20 wyścigach Szczakiel miał na koncie tyle samo punktów (13), co legendarny już wówczas nowozelandzki żużlowiec Ivan Mauger. O tym, który z nich zdobędzie mistrzowski tytuł, musiał przesądzić dodatkowy bieg, w którym Mauger najpierw spóźnił się na starcie, a potem atakując prowadzącego Polaka zaliczył upadek. Trzecie miejsce na podium zajął wówczas inny z polskich żużlowców, Zenon Plech. Na równie spektakularny triumf naszych zawodników w światowym czempionacie fani speedway’a w Polsce musieli czekać 37 lat. Dopiero w 2010 roku sukces Szczakiela powtórzył Tomasz Gollob, który wygrał cykl zawodów Speedway Grand Prix, którego zwycięzca otrzymuje też tytuł indywidualnego mistrza świata na żużlu. Na kolejny mistrzowski tytuł musieliśmy czekać do 2019 roku, kiedy to w SGP zwyciężył Bartosz Zmarzlik.
Sukces Szczakiela, choć nieoczekiwany, nie był bynajmniej przypadkowy. Urodzony w Grudzicach żużlowiec całą karierę na żużlowym torze spędził w jednym klubie, Kolejarzu Opole. Trafił do niego w 1967 roku, a już dwa lata później wygrał Turniej o Srebrny Kask, zadebiutował w rozegranym w Rybniku finale indywidualnych mistrzostw Polski, który ukończył na 5. miejscu, a wraz z zespołem Kolejarza Opole wygrał zmagania w II lidze i awansował do żużlowej ekstraklasy, w której rok później opolski zespół wywalczył brązowy medal. W 1971 roku Szczakiel osiągnął pierwszy znaczący sukces na arenie międzynarodowej, zdobywając wraz z Andrzejem Wyglendą mistrzostwo świata w jeździe parami. Ich zwycięstwo było wielką sensacją, bo nie przegrali wtedy żadnego wyścigu i pokonali reprezentantów największych ówczesnych potęg w światowym żużlu. Wyglenda popisywał się wtedy wspaniałą jazdą przy krawężniku, a Szczakiel szalał przy bandzie. Swój największy sukces opolanin osiągnął jednak w pojedynkę dwa lata później. Zdobyty w Chorzowie tytuł indywidualnego mistrza świata zapewnił mu ogromną popularność, czego dowodem choćby trzecie miejsce w plebiscycie „Przeglądu Sportowego” na najlepszego sportowca 1973 roku w Polsce. Pierwsze dwa miejsca zajęli wtedy nasi wybitni kolarze – Ryszard Szurkowski i Stanisław Szozda.
Rok po tym sukcesie znowu na szczęśliwym dla niego Stadionie Śląskim Szczakiel dorzucił do swojej kolekcji trofeów brązowy medal w drużynowych mistrzostwach świata. W ekipie biało-czerwonych oprócz niego jechali w tych zawodach jeszcze Zenon Plech, Jan Mucha, Andrzej Jurczyński i Andrzej Tkocz. Niestety, świetnie rozwijającą się karierę Szczakiela wyhamowały jednak kontuzje. Podczas jednego z treningów nie opanował motocykla i z ogromną siłą uderzył plecami o nawierzchnię toru w Opolu, co spowodowało odnowienie się dokuczającego mu już wcześniej urazu kręgosłupa. W 1977 roku podczas zawodów w Częstochowie w upadku złamał nogę i mimo starań nie odzyskał w niej pełnej sprawności. W końcu posłuchał rad lekarzy i w 1979 roku w wieku 30 lat postanowił zakończyć sportową karierę.
Przez kilka lat próbował sił w roli trenera, ale szybko zmienił zajęcie i zyskał uznanie jako ceniony ekspert i komentator. Został umieszczony w Galerii Sław Żużlowej Reprezentacji Polski, na jego cześć co roku na gali żużlowej PGE Ekstraligi przyznaje się nagrody – „Szczakiele”. Od 2002 corocznie na torze w Opolu organizował turniej żużlowy „Mistrz Świata Jerzy Szczakiel zaprasza”. W 1977 roku na motywach jego biografii powstał film fabularny „Poza układem”, nakręcony w 1977 przez Jana Rutkiewicza, w którym główną rolę zagrał Krzysztof Stroiński.
Szczakiel wzorem wielu byłych sportowców o znanych nazwiskach próbował zaistnieć też w polityce, lecz bez powodzenia. Kandydował z listy Polskiego Stronnictwa Ludowego w wyborach samorządowych w 2014 i 2018 do sejmiku województwa opolskiego oraz w wyborach parlamentarnych w 2015 do Sejmu.
Ostatnie tygodnie legendarny żużlowiec spędził w szpitalu w Opolu, gdzie we wtorek nad ranem zmarł.

Będą zmiany w SGP

Międzynarodowa Federacja Motocyklowa (FIM) postanowiła zmienić promotora Speedway Grand Prix. Od 2022 roku brytyjską firmę BSI zastąpi amerykański koncern medialny Discovery.

Amerykański potentat na rynku medialnym, który w swoim portfolio wśród blisko setki stacji telewizyjnych ma także Eurosport, od kilku już sezonów inwestuje w żużel. Wspomniany Eurosport transmituje już zawody z cyklu mistrzostw Europy (SEC), indywidualne mistrzostwa świata juniorów, a ostatnio kupiła prawa do brytyjskiej żużlowej Premiership. Dla kibiców cykl SGP w ogólnodostępnym kanale to dobra wiadomość. Praktycznie od początku organizacji Grand Prix, zawody były pokazywane w kodowanych stacjach telewizyjnych. To również ogromna szans dla samego żużla, by zaistniał na nowych rynkach i zdobył kolejnych kibiców. Discovery kupił prawa do SGP na 10 lat (od 2022 do 2031 roku). Żużlowcy liczą, że po zmianie promotora do SGP popłynie większy strumień pieniędzy. Mają podstawy do takich oczekiwań, bo już BSI zabiegając o przedłużenie umowy obiecywała znacznie większe kwoty, niż płaciła dotąd. Skoro FIM mimo to odrzucił nową ofertę Brytyjczyków, musiała być gorsza finansowo od oferty Amerykanów.

Po raz pierwszy rywalizację o tytuł indywidualnego mistrza świata pod szyldem Speedway Grand Prix przeprowadzono w 1995 roku. Wówczas cykl składał się z sześciu turniejów. Stawki dla zawodników przez te ćwierć wieku wzrosły nieznacznie. Obecnie pula nagród w turnieju wynosi 84 500 dolarów amerykańskich. Zwycięzca zawodów otrzymuje 12 tys. dolarów.

Zważywszy na koszty sprzętu nie są to krociowe stawki i krezusów wśród żużlowców uczestniczących w tej rywalizacji nie ma. Tylko dwóch przez wszystkie lata swoich startów w SGP zarobiło ponad milion dolarów – Amerykanin Greg Hancock (1,25 mln) i Polak Tomasz Gollob (1,03 mln), a Duńczyk Nicki Pedersen (996 tys.) i Australijczyk Jason Crump (946 tys. dolarów) otarli się o tę granicę. Każdy z nich ma na koncie mnóstwo wygranych turniejów oraz tytuły mistrza świata. W obecnym sezonie o dziwo najwięcej nie zarobił aktualny mistrz Bartosz Zmarzlik (78 tys.), lecz drugi w klasyfikacji Duńczyk Leon Madsen (81 tys. dolarów).

 

Żużel: Na trybunach było tłoczno

Stęsknieni za żużlem kibice po zimowej przerwie tłumnie odwiedzili stadiony podczas inauguracyjnej kolejki PGE Ekstraligi. Cztery mecze obejrzało łącznie 55 812 widzów i była to najwyższa frekwencja w ostatnich latach. Pomysł rozgrywania dwóch spotkań w piątki i dwóch w niedzielę okazał się trafiony.

Oba piątkowe mecze, w Zielonej Górze (Falubaz – Get Well Toruń 53:37) i Częstochowie (Włókniarz – Stal Gorzów 47:43)), obejrzało na trybunach po 15 tysięcy kibiców. Ten znakomity wynik został poprawiony w niedzielę na stadionie w Lesznie, gdzie na potyczkę Unii ze Spartą Wrocław (50:40) wybrało się ponad 16 tysięcy fanów czarnego sportu. Najmniejszą widownię zgromadził mecz beniaminka żużlowej ekstraklasy Motoru Lublin z GKM Grudziądz (49:41), ale tylko dlatego, że lubelski stadion ma pojemność 9812 miejsc i tyle biletów tylko sprzedano. Chętnych na zakup wejściówek było jednak dwa razy więcej. W sumie wszystkie cztery spotkania 1. kolejki obejrzało z trybun 55 812 widzów. Dla porównania – w poprzednim sezonie inauguracyjna runda PGE Ekstraligi zgromadziła 38 974 widzów, a dwa lata temu 35 469.

Broniąca tytułu Unia Leszno już w pierwszy starcie potwierdziła przedsezonowe przewidywania, że także w obecnej edycji PGE Ekstraligi będzie najpoważniejszym kandydatem do mistrzostwa. Działaczom leszczyńskiego klubu udało się utrzymać skład z poprzedniego sezonu i mecz ze Spartą potwierdził słuszność tej decyzji. Unia ma szansę na na historyczny wyczyn, bo jeśli wygra także obecną edycję ekstraligi, zostanie pierwszą drużyną, która w XXI wieku dokona tej sztuki trzy razy z rzędu. Ekipa „Byków” w niedziele pewnie pokonała Spartę Wrocław 50:40, ale wrocławianie stosunkowo niską porażkę zawdzięczają fenomenalnej jeździe trzykrotnego indywidualnego mistrza świata (2013, 2015 i 2018) Taia Woffindena. Brytyjczyk wygrał pięć wyścigów i zademonstrował formę, która każe widzieć w nim faworyta także w tegorocznym cyklu Grand Prix.

To zła wiadomość dla naszych żużlowców, którzy od lat dominują w rywalizacji drużynowej i regularnie plasują się na niższych stopniach podium, lecz ten najbardziej prestiżowy tytuł od triumfu Tomasza Golloba w 2010 roku wciąż znajduje się poza ich zasięgiem. Przez te osiem sezonów wywalczyli czterokrotnie tytuły wicemistrzów (Jarosław Hampel w 2013, Krzysztof Kasprzyk w 2014, Patryk Dudek w 2017 i Bartosz Zmarzlik w 2018) oraz dwukrotnie zajmowali trzecia lokatę (Hampel w 2011 i Zmarzlik w 2016). Wspomniany Tomasz Gollob, który wciąż nie odzyskał sprawności po wypadku na torze motocrossowym dwa lata temu, wrócił w tym sezonie do żużlowego świata w nowej roli komentatora stacji nC+. On to właśnie ocenił, że kwartet naszych żużlowców (Zmarzlik, Maciej Janowski, Patryk Dudek i Janusz Kołodziej) w tej edycji cyklu Grand Prix właśnie w Woffindenie powinien upatrywać najgroźniejszego konkurenta.

Co do rywalizacji w PGE Ekstralidze, to po pierwszej kolejce jest jeszcze za wcześnie na typowanie faworytów. Tym bardziej, że nigdzie porażki nie zostały puszczone płazem. Najbardziej radykalni w rozliczeniach okazali się szefowie GKM Grudziądz, którzy przegraną w Lublinie uznali za kompromitację i wezwali wszystkich zawodników „na dywanik”.

 

Gollob wciąż cierpi

Profesor Marek Harat, pod kierunkiem którego prowadzone jest leczenie Tomasza Golloba, wyjawił niedawno, że stan zdrowia poszkodowanego w wypadku na torze motocrossowym żużlowca nie ulega poprawie.

 

Przypomnijmy, że Tomasz Gollob w kwietniu 2017 roku uległ wypadkowi w trakcie zawodów motocrossowych w Chełmnie. Mistrz świata na żużlu w wyniku upadku stracił czucie w nogach, a jego stan był tak poważny, że lekarze musieli wprowadzić go w stan śpiączki farmakologicznej. Doszło do uszkodzenia rdzenia kręgowego i skutków tego urazu jak do tej pory nie udało się usunąć. Gollobowi nie pomogła nawet kilkutygodniowa wizyta w wyspecjalizowanej w leczeniu urazów kręgosłupa klinice w Chinach. Mimo kolejnych operacji wciąż odczuwa bardzo silne bóle. Profesor Marek Harat w wypowiedziach dla mediów nie stwierdził: „Jego aktualna sytuacja nie jest optymistyczna. Chociaż ma zapewnione leczenie na najwyższym światowym poziomie, to efektów wciąż nie ma” – twierdzi lekarz.

Wieści są alarmujące. Ból z jakim się zmaga Gollob jest już tak silny, że uniemożliwia mu kontynuowanie rehabilitacji. Nie pomogło wszczepienie specjalnego stymulatora, który miał zmniejszyć cierpienie przykutego do szpitalnego łóżka żużlowca. Ostatnio nawet zmiana ułożenia ciała na łóżku wywołuje gorączkę i infekcje. „Bóle neuropatyczne są tak silne, że tradycyjne leki przeciwbólowe nie spełniają swojej roli. Gollobowi podaje się więc leki z grupy przeciwpadaczkowych, ale jego organizm niektórych z nie toleruje” – wyjaśnia profesor Harat. O zmagającym się z cierpieniem sportowcu pamiętają kibice i jego liczni przyjaciele ze świata sportu. Ich wsparcie zapewnia mu środki na leczenie i podtrzymuje na duchu w najtrudniejszych momentach.

 

Piotr Pawlicki mistrzem Polski na żużlu

Żużlowiec Unii Leszno Piotr Pawlicki wywalczył na torze macierzystego klubu pierwszy w karierze tytuł indywidualnego mistrza Polski. W finałowym wyścigu wyprzedził Macieja Janowskiego (Sparta Wrocław) i klubowego kolegę Janusza Kołodzieja.

 

Czwórka zawodników, która na torze Unii Leszno przystąpiła do decydującej walki o mistrzostwo Polski, nie była zaskoczeniem. Znaleźli się w niej Maciej Janowski, Bartosz Zmarzlik, Janusz Kołodziej Kołodziej i Piotr Pawlicki. Dwaj ostatni z wymienionych to zawodnicy Unii i znajomość toru była ich atutem. Nie obyło się jednak bez kontrowersji. Finałowy bieg musiał zostać powtórzony, bowiem na pierwszym wirażu Bartosz Zmarzlik trącił przednie koło motocykla Piotra Pawlickiego i spowodował jego upadek. Sędzia zawodów Krzysztof Meyze długo się zastanawiał, aż w końcu podjął decyzję o wykluczeniu żużlowca Stali Gorzów z powtórki. Powtórzony bieg pewnie wygrał Pawlicki, który prowadził od startu, a za jego plecami o wicemistrzowski tytuł zaciętą walkę stoczyli Janowski z Kołodziejem. Ostatecznie wrocławianin na mecie wyprzedził rywala o pół koła.

Zawody w Lesznie dostarczyły ponad sześciotysięcznej publiczności mnóstwo emocji. W większości wyścigów toczono zacięte walki o każdy punkt, ale już po kilku biegach było jasne, kto tego dnia będzie się liczył w rywalizacji o medale. Kibiców zmylił na początku zmylił trochę Janowski, który w mocno obsadzonym inauguracyjnym wyścigu (Piotr Pawlicki, Kołodziej, Zmarzlik) przyjechał jako ostatni, zaś w kolejnym swoim występie zaliczył defekt maszyny. Potem jednak wrocławianin wygrał trzy kolejne biegi i awansował do barażu, w którym o miejsce w finale powalczył z zawodnikami z miejsc 3-6 po rundzie zasadniczej. Rzutem na taśmę do barażu zakwalifikował się też młodzieżowiec Unii Bartosz Smektała, który zajął pierwsze miejsce w ostatnim biegu fazy zasadniczej. Sędzia musiał obejrzeć powtórkę, bo leszczynianin minął metę ramię w ramie z Adrianem Miedzińskim.

W zawodach na leszczyńskim torze nie liczył się broniący tytułu Szymon Woźniak. Rekordzistą indywidualnych MP jest Tomasz Gollob, który wygrywał je ośmiokrotnie, a na podium stawał w sumie aż 16 razy.

 

Czołówka IMP 2018:

1. Piotr Pawlicki (Unia Leszno)
14+3 (3,3,1,2,2,3);
2. Maciej Janowski (Sparta Wrocław) 11+2 (0,d,3,3,3,2);
3. Janusz Kołodziej (Unia Leszno)
13 (1,3,3,2,3,1);
4. Bartosz Zmarzlik (Stal Gorzów)
13 (2,3,2,3,3,w);
5. Piotr Protasiewicz (Falubaz Zielona Góra) 12+0 (3,2,2,3,2);
6. Bartosz Smektała (Unia Leszno)
10+1 (1,3,3,0,3);
7. Patryk Dudek (Falubaz Zielona Góra)
8 (3,0,1,3,1);
8. Mateusz Szczepaniak (ROW Rybnik)
8 (2,2,2,2,0);
9. Norbert Kościuch (Orzeł Łódź)
7 (3,2,0,2,0);
10. Adrian Miedziński (Włókniarz Częstochowa) 7 (1,1,2,1,2).