Żeby władza mogła bezkarnie łamać prawo

Ekipa z Prawa i Sprawiedliwości postanowiła zapewnić sobie formalną możliwość całkowitego odrzucenia przepisów unijnych.
W gronie prominentów PiS postanowiono, że trzeba ostatecznie i systemowo zrobić koniec z koniecznością stosowania przepisów unijnych w naszym kraju. Dlatego premier Mateusz Morawiecki skierował wniosek do Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej o zbadanie zgodności przepisów Traktatu o Unii Europejskiej z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej.
PiS-owski Trybunał Konstytucyjny wkrótce wypełni partyjne zlecenie i uzna naturalnie, że Traktat o Unii Europejskiej jest niezgodny z naszą Konstytucją. Dzięki temu PiS-owska władza zacznie stosować tylko te przepisy unijne, jakie jej będą pasować. Ponieważ w Unii Europejskiej nie ma procedur uniemożliwiających skuteczne usunięcie z UE państwa łamiącego jej reguły i odrzucającego normy unijne, ta samowola PiS-owskiej władzy może trwać całymi latami.
Oczekiwana decyzja Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej mogłaby być powodem do smutnej refleksji na temat braku kręgosłupa moralnego u części polskich sędziów, gdyby nie to, że funkcjonariusze odkomenderowani przez PiS-owskich prominentów do orzekania w tym „Trybunale” nie są przecież sędziami.
Tylko dla porządku – bo to nie będzie mieć oczywiście żadnego znaczenia dla autorytarnej władzy PiS – warto przypomnieć, że rok po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej prawdziwy Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie potwierdził, że Traktat o przystąpieniu Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej jest zgodny z polską Konstytucją.
Wniosek Prezesa Rady Ministrów z 29 marca 2021 roku o zbadanie przez Trybunał Konstytucyjny zgodności niektórych przepisów Traktatu o Unii Europejskiej z przepisami Konstytucji zmierza do podważenia zasad, do przestrzegania których Polska zobowiązała się przystępując do Unii Europejskiej – stwierdza grupa 16 naukowców tworząca Zespół Ekspertów Prawnych działający przy Fundacji im. Stefana Batorego.
Tak więc, spodziewane wydanie orzeczenia przez PiS-owski przez Trybunał Konstytucyjny, że przepisy Traktatu unijnego naruszają polską Konstytucję będzie stanowiło nie tylko rażące złamanie prawa Unii Europejskiej, ale także i naszej Konstytucji, zgodnie z którą Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego.
Premier Morawiecki w swoim wniosku chce, by Trybunał Julii Przyłębskiej uznał, iż niezgodne z Konstytucją są te przepisy Traktatu unijnego, które uprawniają polskie sądy do przeprowadzenia badania niezawisłości sędziów powołanych przez prezydenta RP oraz kontrolowania uchwał Krajowej Rady Sądownictwa kierowanych do prezydenta o powołanie sędziów. W ten sposób PiS-owska ekipa pragnie złamać niezależność sądów i ostatecznie podporządkować je swojemu panowaniu.
To jednak nie wszystko. Jak wskazuje Zespół Ekspertów Prawnych, wśród wskazanych przez premiera przepisów Traktatu o Unii Europejskiej mających naruszać polską Konstytucję są też normy określające fundamentalne zasady prawa unijnego, w tym:

  • zasada lojalnej współpracy, zobowiązująca państwa członkowskie do podejmowania wszelkich środków dla zapewnienia wykonania zobowiązań wynikających z prawa unijnego, a jednocześnie powstrzymywania się od takich działań, które mogłyby zagrażać urzeczywistnieniu celów Unii;
  • zasada państwa prawnego (praworządności);
  • zasada skutecznej ochrony sądowej praw obywateli, wynikająca z tradycji konstytucyjnych wspólnych państwom członkowskim i stanowiąca konkretyzację ww. zasady (wartości) państwa prawnego.
    Zdaniem naukowców, wniosek premiera świadomie opiera się na fałszywych przesłankach i zmierza wprost do zanegowania wykładni tych zasad, ustalonej przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Trzeba więc stale przypominać – trochę na zasadzie głosu wołającego na puszczy – że przystępując do Unii Europejskiej, Polska zobowiązała się do przestrzegania orzecznictwa TSUE.
    Premier Morawiecki (tzn. PiS-owscy prawnicy, którzy mu napisali ten wniosek) wskazuje, że pierwszeństwo stosowania prawa unijnego jest warunkowe, gdyż nie może zmieniać hierarchii źródeł prawa – i jako takie jest podporządkowane normom o randze konstytucyjnej. Tyle, że przeciwstawianie sobie prawa Unii Europejskiej oraz polskiej Konstytucji jest typowym PiS-owskim wywoływaniem sztucznego sporu oraz manipulacją, bo w rzeczywistości nie ma żadnej sprzeczności między tymi porządkami prawnymi, co wynika z orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego wydanego już w 2005 r.
    Chodzi zatem wyłącznie o zamiar wykorzystania upolitycznionego Trybunału Konstytucyjnego do uprawomocnienia demontażu państwa prawa – wskazuje Zespół Ekspertów Prawnych przy Fundacji Batorego. Wprowadzane od kilku lat tzw. „reformy” polskiego wymiaru sprawiedliwości w rzeczywistości niszczą go, naruszając przy tym zarówno Konstytucję, jak i prawo unijne. Tymczasem i nasza Konstytucja i Traktaty założycielskie zbudowane są na tej samej podstawie, jaką stanowią wartości demokratycznego państwa prawnego.
    Trzeba też zauważyć, że wprawdzie organizacja wymiaru sprawiedliwości w państwach członkowskich należy do kompetencji tych państw, ale przy wykonywaniu swych kompetencji państwa członkowskie mają obowiązek dotrzymywać zobowiązań wynikających z prawa Unii Europejskiej. Dlatego właśnie TSUE przesądził, że tryb wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa oraz sposób wykonywania obowiązków przez KRS podlegają ocenie z punktu widzenia prawa Unii Europejskiej.
    Tak więc brak niezależności KRS od władzy ustawodawczej i wykonawczej podważa niezawisłość sędziów i może negatywnie wpływać na ich bezstronność, co jest podstawą do zakwestionowania niezależności sądów, w których orzekają tak powołani sędziowie. Zgodnie z zasadą pierwszeństwa prawa unijnego nad prawem krajowym, stwierdzenie braku niezależności krajowego organu sądowego oznacza zakwestionowanie jego statusu jako sądu w rozumieniu prawa Unii Europejskiej. To zaś z kolei oznacza konieczność pominięcia krajowych przepisów uznających taki organ za sąd.
    Ponadto, w niedawnym wyroku dotyczącym uchwał Krajowej Rady Sądownictwa, Trybunał Sprawiedliwości UE podkreślił, że zasada pierwszeństwa prawa Unii wiąże wszystkie organy państwa członkowskiego, także sądy i trybunały, a więc i PiS-owski Trybunał Konstytucyjny. W rezultacie, zgodnie z prawem Unii Europejskiej, polski Trybunał Konstytucyjny nie jest upoważniony do dokonywania samoistnej oceny konstytucyjności przepisów Traktatu unijnego. Dlatego postępowanie przed TK w sprawie wniosku premiera o zbadanie zgodności przepisów Traktatu o Unii Europejskiej z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, powinno zostać umorzone z uwagi na niedopuszczalność wydania wyroku.
    Naukowcy z Zespołu Ekspertów Prawnych wskazują, że jeśli Trybunał Konstytucyjny orzeknie zgodnie z wnioskiem premiera Morawieckiego, to Polska naruszy dobrowolnie zaciągnięte zobowiązania międzynarodowe. Państwo zostanie wówczas zmuszone (karami finansowymi) przez Unię Europejską do poniesienia odpowiedzialności z tego tytułu.
    Na PiS-owskich prominentach wszelkie sankcje unijne oczywiście spłyną jak woda po kaczce, ale polscy obywatele odczują je boleśnie, bo nastąpi nieuchronna obniżka ich jakości życia. Jednak nie pierwsza i nie ostatnia z winy ekipy Prawa i Sprawiedliwości.

Flaczki tygodnia

Nowa wojenka kulturowa miała przykryć klęskę rządu nieudolnie walczącego z zarazą. Jednak generałowie Kaczyńskiego źle skalkulowali. Nie spodziewali się aż tak licznych protestów podczas aż tak niesprzyjających protestom warunkach.

Po dwóch dniach propagandziści PiS dostrzegli, że ta wojna o aborcję ich wygraną nie będzie. Zapewne wyciszyliby ją szybko, jak niedawną wojnę z „ideologią LGBT”. Ale tym razem nagromadzana miesiącami frustracja społeczna, wywołana śmiertelną pandemią, gwałtownie wybuchła. Zapalnikiem stał się wyrok Trybunału Konstytucyjnego.

W dniu ogłoszenia przymusu rodzenia nieżywych płodów, umarł też tak zwany „kompromis aborcyjny”. Stan powszechnej, polskiej hipokryzji. Zabraniający aborcji, ale też zezwalający na nią w pewnych przypadkach. Akceptujący podziemie i turystykę aborcyjną. Do tamtego stanu powrotu już nie ma.

UWAGA, UWAGA PARLAMENTATZYŚCI LEWICY !!! Parlamentarzyści prawicy, tacy jak Janusz Kowalski, Marek Suski i podobni im, notorycznie i bezczelnie KŁAMIĄ w medialnych dyskusjach, że liberalizacja aborcji to pomysł zaczerpnięty od Stalina i Hitlera. Niestety bywają parlamentarzyści Lewicy, którzy od razu nie zaprzeczają takim kłamstwom.
A przecież to Hitler, zaraz po dojściu do władzy w 1933 roku, zakazał w Niemczech aborcji. Benito Mussolini dokonał tego wcześniej, bo w 1930 roku. W 1936 roku aborcji w ZSRR zakazał Stalin, w 1939 roku general Franco, a w 1940 roku francuski, faszystowski reżim Vichy. Po 1945 roku aborcji zakazały wszystkie pro stalinowskie rządy w państwach Europy Środkowo- Wschodniej, także polski. Zakazy te zniesiono we wszystkich tych państwach po 1956 roku wraz z destalinizacją ich systemów politycznych. Jedynie w Albanii Envera Hodży utrzymano go do 1990 roku. W roku 1966 nowy rumuński dyktator Nicolae Ceausescu wprowadził ponownie zakaz aborcji.
Zatem to jaśniepan prezes Kaczyński i jego biskupi naśladują dziś Hitlera, Stalina, Mussoliniego i Ceausescu.

Zdecydowany sprzeciw wobec antyaborcyjnego wyroku Trybunału Konstytucyjnego wyrazili parlamentarzyści Lewicy. I chwała im za to.

Parlamentarzystów Koalicji Obywatelskiej zaskoczył radykalizm i masowość kobiecych protestów. Lewe skrzydło KO poparło protesty, pozostali nie mogą rozstać się z ideą „kompromisu aborcyjnego”. I hasłem „Aby było tak jak było”. Niestety na wojnie, nawet tylko kulturowej, kiedy walczące strony radykalizują się, nie da się długo usiedzieć na barykadzie.

Na barykady nie chcą ruszyć parlamentarzyści PSL- Kukiz. Bo większość z nich nie chce krytykować swoich proboszczów z polskiego kościoła kat. Ale też większość z nich opowiadała się za dotychczasowym „kompromisem aborcyjnym”. Co zrobić by wskrzesić ów „kompromis”, głowią się teraz najtęższe umysły ludowco- kukizowców.

Największe zadowolenia z trybunalskiego wyroku prezentują parlamentarzyści Konfederacji. Przede wszystkim narodowcy. Bo stało się to, co przez lata postulowali. Bo protestujące kobiety to nie ich elektorat. Bo nie oni wywołali tę wojnę, nie oni poszli na pierwszą linię, ale to oni teraz najwięcej na takiej wojence wygrają.

Elity PiS nadrabiają minami. Widzą już, że nie zyskają dodatkowych głosów poparcia w efekcie tej wojny. Zabiorą je cwani dekownicy z Konfederacji. Za czasów rządów PO-PSL młodzi posłowie PiS dowodzeni przez Adama Hoffmana wszczynali podobne konflikty pod hasłem „Zróbmy im 100 Wietnamów”. Wikłali wtedy rząd PO-PSL w kompromitujące go spory. Teraz elity PiS urządzają kolejne „Wietnamy” swojemu rządowi. Po co im to?

Zadowolenie z trybunalskiego wyroku wyraził pan prezydent Duda i jego kanceliści. Głos prezydencki popłynął z kwarantanny, bo pan prezydent zaraził się wirusem, którego stale lekceważył. Wcześniej nawiedził Szpital Narodowy, gdzie mógł podzielić się z wirusem wielu budowniczych Szpitala. Oby nie złapał też grypy, bo wtedy w jej wirusy też musiałby uwierzyć.

Szef Kancelarii pana prezydenta Dudy, pan minister Krzysztof Szczerski przyjął pełniącą obowiązki prezydenta Białorusi na wychodźstwie, Swiatłanę Ciochanouską. Zachęcał ją gorąco do kontynuowania protestów, zwłaszcza kobiecych. Bo, jak zauważył, tylko one mogą „zagwarantować Białorusinom możliwości wolnego wyboru przyszłości kraju”.

Jak przysłowiowe norki ucieszyli się z trybunalskiego wyroku hierarchowie polskiego kościoła kat. Pan abepe Stanisław Gądecki
oświadczył, że „tą decyzją stwierdzono, że koncepcja „życia niewartego życia” stoi w jaskrawej sprzeczności z zasadą demokratycznego państwa prawnego”. Zaś rozradowany pan abepe Marek Jędraszewski powiedział: „Trudno sobie wyobrazić wspanialszą wiadomość”. Jest byczo, polski kościół kat. rośnie w siłę , a biskupi żyją dostatniej.

Wyrok trybunalski wywołał liczne społeczne protesty, o których piszemy w „Trybunie”. Zapowiedziano też specjalne protesty pod budynkami katolickich kościołów i nawet wewnątrz nich.
„Flaczki” pierwszy raz demonstrowały w obronie praw kobiet do aborcji w 1992 roku. Potem też o to prawo wielokrotnie walczyło nogami, rękami, i głową.
Dlatego teraz „Flaczki” apelują do protestujących, zwłaszcza do tych wkurwionych.
NIE PALCIE KOŚCIOŁÓW, BOJKOTUJCIE POLSKI KOŚCIÓŁ KAT.

Zamiast demonstrować podczas mszy, zorganizujcie wielki bojkot polskiego kościoła kat.
Nie chodźcie do kościołów.
Nie wpierajcie finansowo funkcjonariuszy kościoła kat.
Nie posyłajcie swoich dzieci na lekcje religii.
Nie przyjmujcie funkcjonariuszy podczas tradycyjnej kolędy. Nawet tej on- line.
Nie uczestniczcie w ceremoniach ślubów kościelnych.

Bojkotujcie tych diabłów wcielonych, zwłaszcza jeśli wierzycie w katolickiego boga. Nie musicie się z bogiem rozstawać. Usuńcie jedynie patologicznego, zbrodniczego, kosztownego pośrednika w waszych relacjach z bogiem.

Internetowe serwisy informacyjne podają, że radykalnie wzrosło zainteresowanie stronami informującymi jak dokonać apostazji. Czyli wypisać się z polskiego kościoła kat. W Polsce, jak każdy wie, setki tysięcy dzieci są chrzczone bez ich świadomości i zgody. Każdy ochrzczony nabija potem statystykę katolików w Polsce, nawet jeśli się potem z kościołem rozstał.
Dzięki takiemu fałszerstwu funkcjonariusze kościoła kat. mogą twierdzić, że reprezentują większość obywateli naszego państwa. Czas skończyć z tym zakłamaniem. Dlatego jeśli masz dość katolickiego Piekła Kobiet – dokonaj apostazji.

Codziennie słyszymy, że w Polsce brakuje lekarzy, pielęgniarek, nauczycieli, sprzątaczek szpitalnych. A Jedynie policji jest pod dostatkiem.
Dba o swe pały „Liliputin.”

Prezydent Kosowa zbrodniarzem?

Hashim Thaçi, były bojownik albańskiej partyzantki anty-serbskiej w Kosowie i członek miejscowej mafii zajmującej się handlem organami ludzkimi, napisał dziś na Facebooku, że międzynarodowy sąd specjalny z Hagi „chce od nowa pisać historię Kosowa” oskarżając go o liczne zbrodnie popełnione przed i podczas napadu NATO na Serbię ponad 20 lat temu.
Thaçi stoi na czele utworzonego przez Amerykanów drugiego państwa albańskiego na Bałkanach, proklamowanego 12 lat temu.
Haski Trybunał zajął się sprawą dzięki uporowi szwajcarskiego senatora Dicka Marty’ego, autora raportu specjalnego dla Rady Europy sprzed 10 lat na temat tych zbrodni.
Akt oskarżenia przeciw prezydentowi Thaçiemu i jego prawej ręce Kadriemu Veseliemu obejmuje „zbrodnie wojenne oraz zbrodnie przeciw ludzkości, w tym zbiorowe morderstwa i tortury”. W akcie jest też mowa o kampanii oszczerstw przeciw Trybunałowi prowadzonej przez obie te osoby, „wskazującej, że ich interesy osobiste są dla nich ważniejsze niż los ofiar, szacunek dla państwa prawa i interesy całej ludności Kosowa”.
Thaçi był jeszcze zwykłym mafiozo, gdy zainteresowali się nim Amerykanie, chcący zbudować swoją główną bałkańską bazę wojskową w serbskim wówczas Kosowie. Wypromowany przez sekretarz stanu Madeleine Albright, był nawet przyjmowany w Białym Domu, choć wszyscy wiedzieli, kim on jest. Plan oderwania Kosowa od Serbii, zrealizowany w końcu przez NATO, wymagał jednak poparcia przez lokalną siłę zbrojną. Kosowo zostało uznane przez cześć państw (w tym przez Polskę), lecz brak mu poważania międzynarodowego. Fakt, że Thaçi był masowym zbrodniarzem jest szeroko znany politykom w Europie, choć natowskie media głównego nurtu wolały o tym nie mówić.

Suwerenność w ramach Unii – skąd i dokąd?

W sporze między rządem PiS, a Komisją Europejską i Trybunałem Sprawiedliwości UE jest od kilku dni w użyciu argument: Niemcom wolno więcej. Chodzi o wyrok niemieckiego Sądu Konstytucyjnego w Karlsruhe, który uznał, że w określonym przypadku wewnętrzne prawo niemieckie nie jest podległe prawu europejskiemu.

Ponieważ wbrew stanowisku naszego TK, TSUE wydał niedawno zabezpieczenie w sprawie dotyczącej Izby Dyscyplinarnej SN, mówi się, że trybunał niemiecki może bezkarnie krytykować i nie zgadzać się z orzeczeniami TSUE, czy innych instytucji europejskich, a nasz TK nie. Mamy więc rzekomo do czynienia z ewidentnie różnym traktowaniem obu trybunałów.
Otóż nic bardziej mylnego. Bezpośrednie porównywanie obu przypadków nie ma sensu, gdyż jeden trybunał orzeka w sprawie zgodności z konstytucją swojego państwa, a drugi w sprawie zgodności z konstytucją swojego. To nie jest jedna i ta sama konstytucja, która jest przetłumaczona na dwa języki i obowiązuje tu i tu, jeden do jednego.
Po drugie – materia jest zupełnie inna. W przypadku Trybunału z Karlsruhe chodzi o kompetencje Europejskiego Banku Centralnego do skupowania obligacji państwowych i innych papierów wartościowych. Jest to więc kwestia z zupełnie innego obszaru niż ten, który dotyczy polskiego wymiaru sprawiedliwości. To są zastrzeżenia natury, że tak powiem, trzeciorzędnej w stosunku do zastrzeżeń, które są formułowane przez TSUE pod adresem polskiego wymiaru sprawiedliwości. Tam różnica polega na różnicy poglądów w kwestiach finansowych, co skutkuje obecnie pewnym rodzajem dialogu. Na ma podważania kompetencji instytucji europejskich i na pewno nie ma także konfliktowania się z Unią Europejską, jako całością.
Natomiast przedmiotem sporu między polskim wymiarem sprawiedliwości, a TSUE i Komisją Europejską są zasady, na których zbudowana jest Unia Europejska – czyli władza prawa i praworządność. Zachowania, jakie prezentuje polski TK są traktowane jako zachowania, które kwestionują fundamenty UE. To jest zasadnicza różnica. Porównywanie wyroku sądu z Karlsruhe w kwestiach bankowości i finansów z materią orzeczeń naszego TK, jest całkowitym pomieszaniem pojęć.

Opinia to jeszcze nie wyrok

Działacze obecnej ekipy rządzącej wprowadzili patologię do wymiaru sprawiedliwości.

Rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał opinię, w której uznał, że Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego nie spełnia unijnych standardów, ponieważ w procesie wybierania sędziów tej izby brała udział Krajowa Rada Sądownictwa (powołana przez PiS), która nie była niezależna i wolna od wpływu organów ustawodawczych i wykonawczych. A w związku z tym, istnieją uzasadnione podstawy do tego, by wątpić w niezależność Izby Dyscyplinarnej SN.
Rzecznik dodał, że procedura wyboru powinna być obiektywna i z zapewnieniem szerokiej reprezentacji sędziów.
Opinia rzecznika generalnego TS UE rozgniewała liderów obecnej ekipy rządzącej.
Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro stwierdził, że jest to opinia wysoce niespójna, niekonsekwentna i wychodząca poza zakres prawodawstwa Unii Europejskiej, która sprowadza się do obrony patologii w polskim sądownictwie.
Jak widać, są to typowe PIS-owskie inwektywy, w których normalność (czyli w tym wypadku niezależność sądownictwa od ekipy rządzącej) uważa się za patologię.
W rzeczywistości, to właśnie liderzy obozu zjednoczonej prawicy skutecznie wprowadzili patologię do polskiego wymiaru sprawiedliwości, uzależniając jego funkcjonowanie od własnego widzimisię – zgodnie z bliskimi im, postkomunistycznymi wschodnimi standardami.
Ministrowi Zbigniewowi Ziobrze odpowiedział prof. Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Iustitia. – Opinia rzecznika miażdży tzw. reformy Prawa i Sprawiedliwości. Zostały one obdarte ze sloganów, pokazana została ich obłuda oraz cel, jakim było wprowadzenie polityki do sądów. Zawsze powtarzaliśmy, że osoby wybrane na członków tzw. KRS zajmują ten urząd nielegalnie, gdyż ich sposób wyboru naruszał wszelkie europejskie standardy, był typowy dla krajów autorytarnych, jak Rosja i Turcja, gdzie sądy są podporządkowane politykom – oświadczył Krystian Markiewicz.
Odnosząc się do słów ministra Ziobry, że rzecznik TS UE broni patologii prezes Iustitii stwierdził: – To nie miejsce na emocje. Rząd przedstawiał swoje argumenty Trybunałowi Sprawiedliwości UE i został wysłuchany. Evgeni Tanchev, który przedstawił swoją opinię, jest uznanym prawnikiem, wiceprzewodniczącym Komisji Weneckiej oraz rzecznikiem generalnym TSUE. Jeżeli rząd sprawę przegra, powinien jak każdy zwykły człowiek, który przegrywa sprawę w sądzie, po prostu wykonać orzeczenie, a nie używać emocjonalnych porównań pod adresem tych, którzy się z nim nie zgodzili. Pozycja Polski nie może ucierpieć z powodu osobistych ambicji ministra sprawiedliwości, który nie zrozumiał jak ważne dla Europy są niezależne sądy w każdym kraju, także w Polsce. Na miejscu rządzących, bez zwłoki, zacząłbym zastanawiać się jak uniknąć dotkliwych kar za naruszenie standardów praworządności. Jedyna możliwa odpowiedź to pełne wdrożenie wyroku i zakończenie wojny z sędziami.
Wydaje się, że te słowa grzeszą nadmiernym optymizmem. Opinia rzecznika Trybunału Sprawiedliwości to jeszcze nie wyrok, który ma zapaść jesienią.
PiS nie zakończy zaś wojny z sędziami, lecz stopniowo wymieni ich na uzależnionych od siebie. Nie nastąpi to szybko, bo nie tak łatwo znaleźć i uczynić sędziami akurat tych absolwentów prawa, którzy będą ulegli wobec obozu rządzącego. Obecna ekipa rządząca jest jednak skuteczna w takich sprawach i zapewne sobie poradzi.