Zasada red. nacz.

Czuję, że przez te kilka miesięcy covidu postarzałem się o wieki; jakby zamiast 5 miesięcy minęło 5 lat. Budzę się każdego dnia z nadzieją, że to ostatni dzień tego roku i że nazajutrz wszytko to się wreszcie skończy i wrócę do dawnego życia. Ale tylko sobie strzępię język i szargam nerwy. Drażliwy jestem, a państwo mi nie pomaga. Innym zresztą też. Czasami na ich własne życzenie.

Wyczytałem niedawno, że w jednym z domów opieki, zakonnice głosowały za swoich podopiecznych. Andrzej Duda zgarnął weń pełną pulę. Gdyby zakonnice nie głosowały za pensjonariuszy, wynik nie byłby zapewne aż tak bardzo inny, ale idzie o zasadę. A ta, jak wiadomo, winna być jedna dla każdego.

Natrafiłem parę dni temu w mediach społecznościowych na wpis mojego byłego kolegi i redaktora naczelnego jednej ze stacji internetowych, w której posługiwałem. Wpis składał się ze zdjęcia wezwania na komendę w charakterze podejrzanego. Zarzut dotyczył nielegalnego rozklejania plakatów na słupach ogłoszeniowych, bez zgody zarządcy mienia, do którego słupy należą. Znakiem tego miasta, lub jednej z jego agend. Pod zdjęciem pojawiły się od razu komentarze. Większość utrzymana w tonie wspierającym red. nacz. na kursie i ścieżce w obranej z klerem walce. Trzeba bowiem zaznaczyć, czy plakaty które rozwieszono, bez zgody lub z, to już rozstrzygnie właściwe postępowanie, tyczyły finansowania kościoła katolickiego przez państwo polskie oraz zawierały informacje o wielominiowych daninach, które nasz kraj łoży na kościół z pieniędzy podatników. W komentarzach, pośród słów otuchy i życzeń zdrowia, pojawiło się też jedno pytanie, dotyczące prawdziwości stawianych zarzutów; internautka zapytała red. nacz. medium obywatelskiego o to, czy rzeczywiście było tak, jak wynika za kwitów; że rozwiesili plakaty bez zgody. Red. Nacz. odpowiedział bardzo szybko. Z rozbrajającą szczerością. Napisał, że to on sam, osobiście je rozwiesił i nie miał żadnej wymaganej zgody.

Jeśli jest tak, jak twierdzi red. nacz. spawa wydaje się dość oczywista, a wyrok może być tylko jeden. Jeśli wieszasz plakat lub ogłoszenie na słupach reklamowych bez zgody ich właściciela, tj. bez wniesienie odpowiedniej opłaty, licz się z tym, że prędzej czy później, ktoś po tę opłatę się zgłosi. Jak wieszasz jeden plakat, to pal go sześć, ale jak jest ich więcej, ryzyko wzrasta. Bez ryzyka nie ma zabawy, powiadają jedni. Ale, z drugiej strony, jak chcesz się pobawić idź na dyskotekę albo do cyrku, powiedzą drudzy. Wspieram mentalnie red. nacz. medium obywatelskiego w jego dintojrze przeciwko rozpasaniu kleru i bizancjum kościoła katolickiego, szczególnie u nas, w kraju. Nie wspieram jednak metod, a przynajmniej wszystkich, jakimi walczy i jakich się ima. Nie jest bowiem tak, że walka w sprawie dopuszcza i usprawiedliwia występek, nawet niewielki. Zwłaszcza, gdy tworzy się medium z obywatelskością w nazwie. Jeśli bowiem idzie jedynie o to, żeby trzymać się nazwy, to dobra nasza. Gdy jednak ktoś stara się, aby za słowem stała także treść, to już trochę gorzej.

Red. nacz. medium obywatelskiego, zanim rozstał się ze mną i przegonił z redakcji, nie mógł się nadziwić, że nie chcę prosić człowieka z którym miałem zamiar odbyć na antenie rozmowę, aby ten zadzwonił do studia na swój koszt. Uznałem bowiem, że nie można sobie pozwalać w robocie na dziadostwo. Poprosiłem, żeby obciążyć mnie kosztami takiej rozmowy, jeśli do niej dojdzie, ponieważ nie przejdzie mi przez gardło podobna prośba. Red. nacz. wysłuchał. I obciążył. Znakiem tego wie, że za usługę należy się zapłata oraz jej egzekwowanie.

Linia obrony red. nacz. i jego pretorianów pójdzie zapewne w stronę wyrzekania na kler i państwo, że czepiają się stacji, która ledwie przędzie, a sami marnotrawią publiczny grosz na prawo i lewo. I ja się z tą linia zgadzam: stacja jest młoda, redaktor narwany, państwo opresyjne a kościół opasły-to wszystko prawda. Jest jednak też tak, że jak ktoś chce zrobić dym wokół siebie i własnego nazwiska, taka jatka, za prę groszy grzywny, opłaci mu się dużo bardziej niż płacenie firmie od plakatowania i wieszanie plakatów na legalu. Bo wtedy idzie rzeczywiście o sprawę. A nie o ferment. A ten w tym kraju, jeszcze bardzo długo, sam w sobie pozostanie wartością.

Wymierną.

Administracja na straży partii

Fakt ustanowienia państwa demokratycznym okazuje się wciąż niewystarczający, aby obywatel w nim żyjący mógł byś spokojny o swoje sprawy.

Nie jest to jednak takie proste, kiedy owa demokracja nie jest dla wszystkich wygodną formą ustroju, a pokusy naciągania jej zasad przez rządzących wydają się być co raz bardziej agresywne. Omijanie zasad demokratycznego państwa znacznie ułatwia i skraca proces podejmowania decyzji. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy w systemie działającym w sposób pozornie demokratyczny podejmowane są błędne lub niekorzystne dla obywateli decyzje. W takim przypadku, nie mają oni możliwości wymiany złych administratorów w sposób zgodny z prawem.
Kiedy administracja prowadzona jest w sposób efektywny i skuteczny, bo jedno nie wyklucza drugiego, konsekwencje jej błędów będą zauważane i ponoszone dopiero przez kolejne pokolenia. Jesteśmy obecnie świadkami wprowadzania zmiany, szumnie określanej jako „dobrej”. Jednak należy podkreślić, że każda zmiana, która burzy instytucje demokratyczne, negatywnie przekłada się na sytuację obywateli. Krótkowzroczność i doraźność obecnie funkcjonującego systemu, choć wciąż określanego oficjalnie jako demokratyczny, powinna więc silnie niepokoić.
Pomiędzy kolejnymi zapowiedziami dobrych zmian, gdzieś zapodziało się już podstawowe założenie, że państwo powinno pełnić rolę usługową dla obywateli. Forma sprawowania rządów pozwala społeczeństwu jednak z sukcesem przyzwyczajać sie do odwracających się ról w państwie. To czasy, gdzie administracja publiczna nie świadczy już usług administracyjnych wobec obywatela, ale systematycznie pozbawia go skutecznej możliwości ubiegania się o swoje prawa. Czasy, kiedy nieścisłości formalne w nieskończoność przedłużają merytoryczne pochylenie się nad sprawą przez urzędnika, a pokrzywdzony ponosi często finansowe konsekwencje swojej niekompetencji w zakresie prawa.
Pozostaje pytanie, czy jeszcze ktokolwiek ma świadomość tego, że demokratyczne państwa zgodnie z ONZ, to takie, w którym jego administracje przestrzegają praw człowieka i podstawowych wolności i godności? W ramach swojej działalności dążą do zrównania rzeczywistego udziału kobiet w społeczeństwie, znoszą dyskryminacje, również te religijne?
Czy tak przyjęte przez demokrację założenia mają jakiekolwiek przełożenie na sposób funkcjonowania chociażby polskiego wymiaru sprawiedliwości? Kiedy podstawy służącej demokratycznemu państwu administracji naruszane są w sposób diametralny? Mając do czynienia z sytuacją kiedy naczelnym organem administracji rządowej jest prokurator generalny i jednocześnie polityk skrajnie prawicowej partii rządzącej nie można oczekiwać, że wymiar sprawiedliwości będzie skupiony na trosce o każdego obywatela, a nie na realizacji swoich politycznych i ideologicznych interesów.
Aby administrowanie mogło być realizowane w interesie społecznym, bezwzględnie potrzebuje być wypełniane zgodnie z konkretnymi, jawnymi zasadami. Nie jednak tymi, które chętnie są deklarowane i które warto byłoby przyjąć za wartościowe czy słuszne, a tymi, które faktycznie są wdrażane w życie. Aspekt ten jest tu o tyle ważny, że wprowadza rozróżnienie pomiędzy politycznymi zapowiedziami, a rzeczywistym administrowaniem przejawiającym się w konkretnych wynikach.
Wobec powyższego obywatele nie tylko powinni mieć jakiś wpływ na administrujących, ale mają prawo do uzyskiwania rzetelnego sprawozdania z ich działalności. Mają prawo żądać odpowiedzi na zadane pytania i domagać się sankcji za nie wywiązywanie się z tych obowiązków.
Zwykły podatnik nie posiada jednak wystarczających narzędzi, aby poznać jakość realizowanych przez administrację usług. Odwiedzając jeden z urzędów może on jedynie zaobserwować skrawek tego, w jaki sposób funkcjonuje jego administracja. To czego sam doświadcza to tylko forma w jakiej załatwiane są jego prywatne sprawy. W tym obszarze okazuje się jednak być wiele do zrobienia. Nie chodzi tu już o samą ewentualną opieszałość i kompetencje urzędników. Do systematycznego pozbawiania obywateli przez państwo praw do szybkiej i skutecznej obsługi ich spraw co bezpośrednio przekłada się do ich fatalnej opinii wielu zdążyło już już przyzwyczaić. Warto jednak zaznaczyć, że administracja publiczna być może sama nie zasłużyła na taką renomę, podobnie jak urzędnicy wchodzący w skład Służby Cywilnej wcale nie są w rzeczywistości tak niekompetentni lub źle nastawieni do petenta w urzędzie, jak wydaje się większości społeczeństwa.
Fakt że już w standardzie społecznym przyjęto, że urzędy nie są uznawane za uczciwe, nie wynika bezpośrednio z pracy poszczególnych urzędników. Należy pamiętać bowiem, że niezadowalające decyzje podejmowane są zgodnie z napisanym w określony sposób prawem. Warto zwrócić uwagę na fakt, że w Polsce każdego roku powstają tysiące stron nowego prawa, które w założeniu mają zapewnić jednostce – zarówno obywatelowi, jak i przedsiębiorcy – fizyczne i ekonomiczne bezpieczeństwo. Takie są jednak jedynie założenia. Bowiem w rzeczywistości częstotliwość ich wprowadzania i same zmiany bezpośrednio ingerują już nie tylko w swobodne prowadzenie działalności gospodarczej, ale także funkcjonowanie osób fizycznych, gdzie nie sposób przypomnieć o kuriozach prawa podatkowego, a wiec i samego funkcjonowania Urzędu Skarbowego.
Prawo powinno być odkrywane i tworzone zgodnie z faktyczną potrzebą, a nie uchwalane w sprzeczności z nią. Z każdym jednak rokiem poszukuje się nowych, „lepszych” rozwiązań legislacyjnych, odrzucając przy tym chęć znalezienia rozwiązania w przestrzeni pozaustawowej. Jednak nie to leży przecież w interesie grupy trzymającej władzę.
Powstająca w ten sposób inflacja legislacyjna nie ma najmniejszego prawa przyczynić się do efektywnej obsługi obywatela przez państwo i uczynić jego życie łatwiejszym. Wręcz przeciwnie, celowo wprowadzana nieczytelność i zagmatwana pseudo logika, zrozumiała przez nielicznych, wspiera ustrój w którym obywatel pełni rolę zagubionej jednostki ekonomicznej, bez większych szans dostępu do swoich indywidualnych praw jako człowieka. Dopóki więc forma organizacji administracji publicznej nie ulegnie drastycznej poprawie, nie dokona się redukcji absurdalnego prawa i ujednolicenia wytycznych w wielu zakresach, dopóty instytucje administracyjne nie będą otrzymywały od obywateli tak ważnego przecież poparcia społeczno-politycznego, które jest tym samym co zaufanie dla banków chociażby.
Fakt, że poszczególny urzędnik zmuszany jest więc często do przekazywania niekiedy niedorzecznych decyzji musi wobec powyższego zwrócić uwagę w stronę, skąd płynie taki a nie inny nakaz ich egzekwowania. W niezrozumiałych wciąż dla obywatela strukturach ministerstw, podejmowane są bowiem postanowienia czy rozporządzenia, które w żadnym wymiarze nie przekładają się na jego interesy i poczucie bezpieczeństwa. Co więcej, mając na względzie oczywisty fakt, że w sektorze publicznym wydawane się pieniądze publiczne, a więc środki absolutnie wszystkich obywateli, również tych, którzy przez ich sposób działania są dyskryminowani, w najlepiej pojętym interesie świadomego społeczeństwa powinno być kontrolowanie władzy i jej rozliczanie z tego, w jaki sposób dysponuje danymi środkami. Przede wszystkim – nadzorowanie, czy nie dochodzi przy tym fakcie do żadnych nadużyć. Jak już wspomniałem, obywatel nie posiada dostępu do odpowiednich instrumentów, które mogłyby pomóc mu w dotarciu do prawdy. Posiadają je jednak dziennikarze, którzy mają wręcz nieograniczone możliwości dotarcia do materiałów dokumentujących chociażby wydatki sektora publicznego, jak również niedopuszczalne działania
poszczególnych urzędników.
W państwie demokratycznym, którego Konstytucja zastrzega urzeczywistnianie zasady sprawiedliwości społecznej, rola lokalnych oraz ogólnokrajowych mediów jest więc kluczowa. Pod warunkiem jednak, że media te realizują swoje własne cele i założenia i nie podlegają odgórnym nakazom odbierającym im ich niezależność, jak dzieje się to w przypadku przywłaszczenia mediów publicznych przez obecnie rządzącą w Polsce partię polityczną.
W czasach rozwoju nowych technologii, powszechnego dostępu do środków masowego przekazu oraz wciąż zwiększającego się udziału mediów społecznościowych, przepływ informacji przybiera nowe i niepokojące często formy i tempo. Podobnie jak ze wszystkimi innymi narzędziami, w niewłaściwych rękach mogą doprowadzić do bardzo dotkliwych szkód przy czym coraz częściej przekładających się na życie osobiste obywateli.
Za pośrednictwem nowych technologii na przykład mamy obecnie do czynienia z nielegalnymi wyciekami ściśle tajnych informacji, do których dostęp powinni mieć jedynie nieliczni z urzędników państwowych i upublicznianiem niepełnych informacji wprowadzających w błąd opinię publiczną. Doprowadzanie do wycieku informacji jak też propagowane przez obóz rządzący tak zwane „fake newsy”, wyraźnie obecne są w przypadku informacji z zakresu prawa, gdzie wprowadzenie odbiorcy w błąd może nie tylko wpłynąć np. na wybory polityczne, ale też na pogorszenie sytuacji prawnej i gospodarczej jednostki. Ostatnia afera w Ministerstwie Sprawiedliwości, a więc w jednym z urzędów mających służyć obywatelowi, obnażyła rzeczywiste działania jakimi zajmują się opłacani ze środków publicznych urzędnicy. Sprawa jest w tym momencie o tyle poważna, że nie zamyka się w obrębie politycznych rozgrywek, ale wskazuje, że kiedy narzędziem w rękach sprawcy są media, życie prywatne obywateli również może być zagrożone.
Nie ulega wątpliwości, że jesteśmy świadkami zmiany, której realizatorzy, ze względu na swoje radykalne założenia, nie mają na celu uczynić życia obywateli łatwiejszym i szczęśliwszym. Zmiana ta ma bowiem na celu wzmocnienie państwa, a nie jego społeczeństwa. Narzędziem jakie wykorzystywane jest w tym celu są przepisy prawa. Zagmatwane i nie dające się zrozumieć kodeksy sprawiają, że obywatel we własnym państwie czuje się winny swoich narodzin, a zanim przekroczy próg sądu wielokrotnie rozważa, czy będąc poszkodowanym w sprawie nie usłyszy oskarżenia pod swoim adresem. Nie ulega wątpliwości, że filozofia obozu rządzącego opiera się na feudalnych formach przymusu i umniejszania wartości jednostki. Należy mieć jednak na uwadze, ze przymus, to obowiązujące prawo. Zatem im więcej prawa, tym mniej wolności.