Śmieciowy rynek… pracy

Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego pod koniec 2017 r. wynagrodzenie nie przekraczające ówczesnej płacy minimalnej (2000 zł brutto) otrzymywało 1,52 mln osób, czyli 13 proc. ogółu zatrudnionych na umowę o pracę. W 2016 r. takich pracowników było 1,47 mln, a zatem liczba osób pobierających co najwyżej płacę minimalną wzrosła o 3,8 proc. GUS podkreśla, że to kolejny rok wzrost liczby osób o minimalnych zarobkach. W 2016 r. przybyło ich 108 tys., czyli 8,0 proc.

GUS poinformował też, że pod koniec 2017 r. 1,2 mln osób prowadziło pozarolniczą działalność gospodarczą, nie zatrudniając pracowników na podstawie stosunku pracy (samozatrudnieni) i w porównaniu do analogicznego okresu 2016 r. roku nastąpił wzrost o 4,3 proc. W latach 2012-2015 liczba ta utrzymywała się na poziomie 1,1 mln osób, a w 2016 r. wzrosła o 4,5 proc. i wyniosła ok. 1,15 mln. Szacunkowa liczba osób, z którymi została zawarta umowa zlecenie lub umowa o dzieło, a które nie były nigdzie zatrudnione na podstawie stosunku pracy w 2017 r. wyniosła ok. 1,2 mln i w porównaniu z analogicznym okresem 2016 r. zmniejszyła się o ok. 4 proc.

Dane GUS dowodzą, że wbrew tezom liberalnych ekspertów sytuacja na polskim rynku pracy wcale nie jest dobra. Rośnie odsetek pracowników zarabiających co najwyżej płacę minimalną, a ponadto zwiększa się skala samozatrudnienia, które w wielu przypadkach ma charakter wymuszony. Chociaż spadła stopa bezrobocia, dużą część rynku pracy stanowią niestabilne, niskopłatne formy zatrudnienia.

Na dodatek Polska wciąż pozostaje jednym z europejskich liderów odnośnie umów na czas określony. Umowę czasową według ostatnich danych GUS ma ponad 3,1 mln osób, czyli blisko 24 proc. pracowników etatowych. Ponadto setki tysięcy ludzi pracuje w ramach darmowych lub niskopłatnych staży, wolontariatu czy w szarej strefie. Łącznie około połowy pracujących ma niestandardowe rodzaje zatrudnienia, a na dodatek płace znacznej części pracowników budżetówki od wielu lat są zamrożone. Smutny obraz polskiego rynku pracy uzupełniają raporty Państwowej Inspekcji Pracy, z których wynika, że pracodawcy na masową skalę łamią przepisy prawa pracy, co dotyczy między innymi ewidencji czasu pracy czy omijania etatowego zatrudnienia. W świetle tych danych za ponury żart należy uznać często powtarzaną tezę, zgodnie z którą mamy w Polsce rynek pracownika.

Szklane domy

Odpowiedź na felieton Doroty Wellman, oburzonej, że młodzi Polacy nie idą z KOD-em bronić demokracji.

 

Na utyskiwania Doroty Wellman na temat młodych, którzy „czekają aż im się odetnie Netflixa” żeby ruszyć tyłki w obronie demokracji, w przeciwieństwie do pokolenia 60-latków, którzy poświęcali się w całości walce z systemem – zdążyli już odpowiedzieć Jan Śpiewak i Adam Wajrak. Celną polemiką z uniwersalnymi zarzutami z katalogu zaangażowanych działaczy KOD jest również tekst Kai Puto w Krytyce Politycznej, choć powstał wcześniej niż felieton Wellman w „Wysokich Obcasach”. Jednak i ja chciałabym dorzucić swoje trzy grosze do tej medialnej awantury.
Po mediach społecznościowych krąży jeszcze ciągle wypowiedź Waltera Chełstowskiego o mądrym KODzie i głupiej reszcie, zresztą Zaratustra Opozycji nie daje za wygraną i produkuje kolejne obraźliwe tweety w tym samym duchu. Teraz, oprócz Zaratustry, jeszcze i Wróżka Dorota postanowiła powiedzieć nam, „jak jest”. Dziękujemy, o oświeceni! Wyjaśnijcie nam jeszcze tylko, czy to Wasz przywilej uderzył Wam do głów tak bardzo, że zaczęliście mieć pretensję do ludzi, którzy próbują normalnie żyć w rzeczywistości śmieciowego zatrudnienia i wypłaty na czas postrzeganej w kategoriach wyjątku i dziwu nad dziwy? „Seriale im się zachciewa oglądać!” – sarkacie. Tacy z nas bezczelni roszczeniowcy!
Krytykuje Pani martyrologiczne zacięcie PiS, ale sama wchodzi dokładnie w tę samą narrację, wzbogaconą na dodatek starczym marudzeniem z serii „kiedyś to było…”. Wasi rodzice byli internowani, a wasi dziadkowie to już w ogóle, jak te kamienie na szaniec szli. Czego od nas chcecie, żebyśmy się wszyscy gremialnie podpalili pod Pałacem Kultury? Zrobili drugie powstanie warszawskie? Wystarczająco, jak mawiał klasyk, godnie?!
Zna Pani piosenkę Georgesa Brassensa „Śmierć za idee”? „My o przedwczesny zgon nie chcemy się już starać”. Oczywiście, dostrzegam różnicę. Nie każe nam Pani umierać dosłownie. Ale proszę od nas nie wymagać, żebyśmy, zapieprzając w nisko płatnej pracy i łapiąc po drodze kolejne fuchy, których jutro może nie być – nie wkurzali się, że nie możemy spokojnie pojechać w weekend nad wodę albo włączyć telewizji (tak, tego osławionego Netflixa – w naszym wynajętym pokoju albo 17-metrowej kawalerce) żeby ktoś się do nas nie przyczepił, że śmiemy czasem jeszcze trochę korzystać z życia. W imię utrzymania tego porządku mamy się jeszcze dać pokroić, bo pani Wellman i Chełstowski mówią, że tak trzeba?
Pani pokolenie miało inne bolączki. Nie znało smartfonów, ale nie znało też śmieciówek. Absurdem jest mieć do nas pretensję, że żyjąc w XXI wieku, chcemy korzystać ze zdobyczy XX. Tak, chcemy. To zbrodnia?
I tak połowa z tego, co obiecywali nasi rodzice (uczcie się języków, trzaskajcie bezpłatne staże, zakładajcie firmy, a będziecie kąpać się w dobrobycie) okazała się picem na wodę, szklanymi domami z opowieści ojca Czarusia Baryki. Za tłumaczenie z tych języków, co żeśmy się ich tak zawzięcie uczyli, dostajemy złodziejskie stawki za stronę maszynopisu. Wie Pani, jak wygląda praca w gastronomii w Polsce? Na Wyspach kelnerka ma swój, kupiony za gotówkę, dom i samochód. My pracujemy po 16 godzin, pracujemy tak naprawdę na zapas, bo nie mamy tego komfortu, że 30 lat przesiedzimy w jednym zakładzie. I jeszcze jesteśmy szturchani z jednej strony, że przydałoby się nam dowalić bykowe, bo taka z nas wygodnicka klasa średnia i z drugiej, że jesteśmy leniwe kluchy, nie to co wy, bohaterowie.
Błąd popełnia Jan Śpiewak, tłumacząc się pani Dorocie w imieniu swojego pokolenia. Jeżeli nie wiedziała do tej pory, ilu „młodych” można spotkać na demonstracjach w obronie praw zwierząt, ilu na blokadach eksmisji, a ilu na upamiętnieniach Dąbrowszczaków, to już się zapewne i tak nie dowie. Robimy tyle, ile możemy. Jeżeli chcieliście nas zdemotywować do końca, to gratulacje, udało Wam się bez pudła. Teraz już mamy pewność, że Netflix bardziej wart jest obrony niż cały ten pełen wyzysku i nierówności system, który pragniecie utrzymać.