Gospodarka 48 godzin

Jak się zrzucamy?
Średnia wartość wpłaty na zbiórkę organizowaną w internecie to w Polsce 75,89 zł. Tak wynik podaje platforma zrzutka.pl na podstawie średniej z 345 158 wpłat dokonanych w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Statystycznie najwięcej wpłacają osoby z Białegostoku (91,00 zł). Na drugim miejscu znaleźli się mieszkańcy Bielska – Białej, średnio po 90,06 zł. Opolanie z wpłatami na poziomie 85,02 zł zajęli trzecie miejsce, a osoby z Zamościa (84,06 zł) uplasowali się na czwartym. Pierwszą piątkę zamykają mieszkańcy Rzeszowa (81,80 zł). Różnice w czołówce są więc jak widać niewielkie. Liderami w zbiórkach internetowych są Warszawiacy, którzy wręcz masowo finansują zrzutki w sieci. Ponad jedna czwarta (27,44 proc.) wszystkich zrzutek opłacana jest właśnie z kieszeni przez mieszkańców stolicy. Na podium znaleźli się również Wrocławiacy (8,96 proc.) oraz mieszkańcy Katowic (6,02 proc.) Tuż za tą trójką są Krakowiacy (5,99 proc. ), a pierwszą piątkę zamykają Poznaniacy (5,98 proc.). Jak widać, mieszkańcy tych dwóch wymienionych miast nie są aż tak powściągliwi w wydawaniu pieniędzy, jak się powszechnie uważa.
W ciągu doby są dwa kluczowe okresy, w trakcie których następuje najwięcej wpłat. Pierwszym z nich jest wieczór, a drugim godziny przedpołudniowe. – Od godziny 18.00 odnotowujemy wzrost liczby wpłat. Jednak to w godzinach 20.00 – 22.00 mamy szczyt liczby wpłat, który odpowiada za blisko co trzecią donację w ciągu dnia i nocy. Kluczową godziną jest 21.00 oraz jej okolice, kiedy to realizowana jest co dziesiąta (10,22 proc.) wpłata. Drugą istotną godziną jest 22.00 z 8,6 proc. wpłat, a pierwszą trójkę zamyka godz. 20.00 z udziałem na poziomie 8,21 proc. – mówi Tomasz Chołast, współzałożyciel zrzutka.pl. Czwartą w kolejności godziną jest 19.00 (5,63 proc.). Drugą ważną porą pod względem liczby wpłat jest przedpołudnie, czyli okolice godzin 10.00 – 12.00, ze szczytem o 11.00 (5,53 proc.). To piąty wynik w ciągu doby. Tuż za nią, znajduje się godzina 10.00 z udziałem na poziomie 5,48 proc. Samo południe, godzina 12.00 zajmuje ósme miejsce (5,17 proc.). Co do ilości wpłat, to kluczowym okresem tygodnia jest jego początek. W pierwsze trzy dni następuje blisko połowa wpłat (45,56 proc.). Wtorek to kluczowy dzień, gdyż wtedy pada rekord – co szósta wpłata (15,51 proc.). Zaraz za nim są wpłaty w poniedziałek (15,25 proc.), a na trzecim miejscu znalazł się czwartek (15,18 proc.). Środa z udziałem 14,8 proc. jest czwarta, a piąte miejsce jak należy zajmuje piątek (14,17 proc.). W weekend z wpłatami jest trochę gorzej, niedziela jest szósta (13,54 proc.), zaś sobota (11,55 proc.) zamyka stawkę.
Organizatorzy zbiórek w sieci powinni kierować swoją prośbę zwłaszcza do osób zamieszkujących trzy województwa. Bowiem wpłaty pochodzące właśnie od nich, stanowią ponad 50 proc. wszystkich donacji z obszaru całej Polski. – Niekwestionowanym liderem wśród wszystkich województw jest Mazowieckie, gdyż blisko jedna trzecia wpłat internetowych (30,24 proc.) pochodzi właśnie z tego obszaru. Na drugim miejscu znalazł się Śląsk z udziałem 12,75 proc., a czołową trójkę zamyka Dolny Śląsk (10,68 proc.) – podsumowuje Tomasz Chołast. W pierwszej piątce znalazły się także województwa: małopolskie (8,8 proc.) oraz wielkopolskie (8,75 proc.). Wśród tych obszarów administracyjnych, które najrzadziej wpłacają są zaś lubuskie (1,02 proc.), podlaskie (1,02 proc.) i opolskie (1,07 proc.).

Gdy przedsiębiorstwa potrzebują kasy

Leasing stał się jednym z ważniejszych kół, napędzających rozwój polskiej gospodarki.
Polski rynek leasingu kończy 30 lat. Powstanie tej branży datuje się na 1991 rok. Wówczas w naszym kraju zaczęło działać dwanaście pierwszych firm leasingowych. – Początki nie były łatwe, bo w 1991 roku wielu polskich przedsiębiorców nie wiedziało jeszcze, czym jest leasing. Niezbędna była praca u podstaw oraz zbudowanie zaufania do tej nowej formy finansowania. Dzisiaj zdecydowana większość polskich przedsiębiorców doskonale zna już korzyści wynikające z finansowania inwestycji leasingiem – mówi Radosław Woźniak, prezes zarządu Europejskiego Funduszu Leasingowego.
Branża leasingowa rozpoczynając swoją działalność trzydzieści lat temu, szybko stała się jednym z ważnych kół napędowym polskiej przedsiębiorczości. Po pierwszych pięciu latach funkcjonowania leasingu w Polsce, liczba zarejestrowanych małych i średnich przedsiębiorstw wzrosła pięciokrotnie. Część z nich mogła powstać i funkcjonować właśnie za sprawą finansowania w postaci leasingu.
W 1991 roku było w naszym kraju około 500 tys. firm, w 1993 roku działało ich 2 mln, a w 1996 r. – już prawie 2,4 mln (na podstawie zarejestrowanych numerów REGON). Później ten wzrost stał się znacznie wolniejszy i dzisiaj w naszym kraju działa około 3 mln przedsiębiorstw.
Jednocześnie, to właśnie przedsiębiorstwa napędzają także rozwój branży leasingowej. Po pierwszych pięciu pełnych latach jej wartość wzrosła dziewięciokrotnie (z 85 mln dolarów w 1992 roku do 750 mln dol. w 1996 r.). A to był dopiero początek – według ostatnich danych Związku Polskiego Leasingu, obecnie wartość rynku leasingu w naszym kraju sięga 160,4 mld zł, czyli 43 mld dol. – Dziś należy spojrzeć w przyszłość, która zapowiada się również ciekawie, zaskakująco, a czasami nawet mało realnie. Między innymi szacuje się, że już za kilka lat liczba urządzeń podłączonych do internetu przekroczy 50 miliardów, podczas gdy ludność całego świata to 7 miliardów. Te trendy i zmiany będą wpływać też na funkcjonowanie leasingu – dodaje Radosław Woźniak. Tej dziedzinie, jak mało której służy wolność gospodarcza.

Go spodarka 48 godzin

Covidowy przemysł opiekuńczy
Według stanu na 31 grudnia 2020 r. na terenie całego naszego kraju działało 1 851 zakładów pomocy społecznej oraz 48 filii. Wszystkie posiadały łącznie 119,3 tys. miejsc. Przebywało w nich 105,2 tys. mieszkańców, w tym 49,9 tys. kobiet. Ponad 15 proc. tych placówek, głównie schronisk i noclegowni, nie posiadało żadnych udogodnień dla osób niepełnosprawnych – wskazuje GUS. Największa liczba miejsc w domach pomocy społecznej była w województwie mazowieckim, a najmniejsza w opolskim. Natomiast w przeliczeniu na 10 tys. ludności najwięcej miejsc było w województwie opolskim (43,8), a najmniej w wielkopolskim (26,7). Wskaźnik dla całej Polski wyniósł 31,2. Większość pensjonariuszy to osoby starsze, które ukończyły 60 rok życia (67,2 tys.), natomiast najmniej liczną grupę stanowiły osoby w wieku 17 lat i mniej (1,6 tys.). Co czwarty mieszkaniec domów pomocy społecznej (aż 37,1 tys.) zachorował na COVID-19.

A jednak się kręciło
W 2020 r. w obliczu stanu zagrożenia epidemicznego wprowadzono ograniczenia w organizowaniu imprez masowych. W rezultacie, w porównaniu z 2019 r. liczba zorganizowanych masowych imprez artystyczno-rozrywkowych w Polsce spadła o 89,5 proc. Niektóre jednak się odbywały. Najwięcej imprez masowych zorganizowano w województwie kujawsko-pomorskim (285). Wzięło w nich udział 0,7 mln uczestników. Najliczniejsze imprezy masowe zostały zorganizowane w województwie świętokrzyskim. Przeciętnie w jednej imprezie w tym województwie uczestniczyło 5,6 tys. osób. W 2020 r. większość imprez masowych stanowiły wydarzenia sportowe (75,8 proc. ogólnej liczby imprez masowych).

Pandemia nie zagraża starociom
W ubiegłym roku wartość sprzedaży dzieł sztuki i antyków wyniosła 418,5 mln zł i w porównaniu z 2019 r. wzrosła aż o 255,9 mln zł!. Najwięcej podmiotów prowadzących działalność na rynku dzieł sztuki i antyków odnotowano oczywiście w województwie mazowieckim (22,6 proc. ogólnej liczby), a w dalszej kolejności w województwie małopolskim. Przeważająca część z nich działała w stolicach województw. W Warszawie na rynku dzieł sztuki i antyków funkcjonowało 40 jednostek, a w Krakowie 38.W 2020 r. w województwie mazowieckim odnotowano najwyższą wartość sprzedaży dzieł sztuki i antyków, która osiągnęła kwotę 328,5 mln zł, co stanowiło 78,5 proc. łącznej kwoty sprzedaży dzieł sztuki i antyków w Polsce. Najczęściej przedmiotem transakcji były obrazy, których sprzedaż stanowiła 83,1 proc. łącznej kwoty sprzedaży dzieł sztuki i antyków, z czego 52,6 proc. to sprzedaż dzieł malarstwa dawnego (wykonanego przed 1945 r.), a reszta – sprzedaż malarstwa współczesnego. W 2020 r. największą część łącznej wartości sprzedaży dzieł sztuki i antyków uzyskano poprzez organizację tradycyjnych aukcji – 266,7 mln zł. Drugim wybieranym kanałem dystrybucji była sprzedaż w placówkach handlowych – 88,7 mln zł. Sprzedaż w placówkach handlowych w województwie mazowieckim stanowiła 55,9 proc. wartości sprzedaży dzieł sztuki i antyków tą drogą w Polsce – podsumował GUS. Za pośrednictwem internetu sprzedano dzieła sztuki i antyki za kwotę 58,4 mln zł, co w porównaniu z 2019 r. stanowiło wzrost o 248,5 proc.

Świat stał się mniej demokratyczny

Pod rządami Prawa i Sprawiedliwości Polska stała się krajem o niepełnej demokracji, ale wedle światowego rankingu, niepełna demokracja jest też m.in. we Francji i Portugalii. Rosja to zaś państwo autorytarne.
Indeks Demokracji opracowywany i publikowany jest od 2006 r. przez dział badań i analiz stworzony w ramach The Economist Group, siostrzanej firmy gazety The Economist. Indeks Demokracji 2020 jest trzynastą edycją i obejmuje obecnie swym zasięgiem 165 państw.
Indeks zawiera pięć dziedzin ocen:

  1. Proces wyborczy i pluralizm (12 pytań)
  2. Swobody obywatelskie (18 pytań)
  3. Funkcjonowanie rządu i samorządu (14 pytań)
  4. Partycypacja polityczna obywateli (9 pytań)
  5. Kultura polityczna (7 pytań).
    W ramach tych dziedzin badanych jest 60 aspektów za pomocą pytań. Każda odpowiedź oceniana jest w skali od 0 do 10. Indeks jest średnią tych ocen dla poszczególnego kraju. Przyjęto, że ocena powyżej 8,0 pkt. oznacza pełną demokrację, od 6 do 8 to ułomna demokracja (flawed democracy), powyżej 4 do 6 to ustrój hybrydowy i do 4 pkt. to ustrój autorytarny.
    Głównym tematem tegorocznej edycji raportu jest wpływ pandemii coronawirusa COVID-19 na demokracje i wolność na całym świecie. Starano się rozpoznać w jaki sposób pandemia doprowadziła do masowego odebrania swobód obywatelskich i podsyciła istniejącą tendencję do nietolerancji i cenzurowania odmiennych opinii.
    W tej kwalifikacji 23 kraje (8,4 proc. ludności świata) zaliczono do w pełni demokratycznych, 52 kraje do nie w pełni demokratycznych (41 proc. ludności), 35 krajów do ustrojów hybrydowych (15 proc. ludności) i 57 krajów do autorytarnych (35,6 proc. ludności świata). Ponad jedna trzecia ludności świata żyje zatem pod rządami autorytarnymi.
    Pełną wersję raportu i rankingu 2020 na temat demokracji znaleźć można na stronie www.eiu.com
    Średnia wartość Indeksu Demokracji w skali świata spadła z 5,44 w 2019 r. do 5,37 w 2020 r. Indeks osiągnął teraz najniższy poziom od początku badań nad demokracją w 2006 r. Wynik z 2020 r. oznacza znaczne pogorszenie, które nastąpiło w dużej mierze z powodu narzuconych przez rządy ograniczeń indywidualnych wolności i swobód obywatelskich, występujących na całym świecie w reakcji na pandemię. Pogorszenie światowego Indeksu Demokracji wynikało w szczególności z dużych spadków w zdominowanych przez reżimy autorytarne regionach Afryki Subsaharyjskiej, Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Także kraje Europy Zachodniej i Wschodniej odnotowały spadek indeksów regionalnych.
    Pierwsza piątka najbardziej demokratycznych krajów świata to: Norwegia (9,81), Islandia, Szwecja, Nowa Zelandia i Kanada (9,24). Polska zajmuje 50 pozycję (o 5 pozycji lepszą niż przed rokiem) z wartością indeksu 6,85 – i z tego względu zaliczono nas do krajów o niepełnej demokracji (poniżej 8,0 pkt.). Bezpośrednio przed nami są Brazylia i Argentyna a za nami Surinam i Bułgaria. Podczas gdy Brazylia poprawiła swe miejsca o trzy pozycje to Bułgaria pogorszyła o pięć pozycji a Surinam o dwie.
    Średnia dla krajów Europy Zachodniej wynosi 8,35 (w 2006 r. wynosiła 8,60), a dla krajów Europy Środkowo Wschodniej do której zaliczono w tym indeksie także Polskę – 5,42 (w 2006 r. – 5,76). Zatem Polska znajduje się wprawdzie poniżej średniej dla Europy Zachodniej lecz powyżej średniej Europy Środkowo Wschodniej i także średniej światowej.
    Warto zauważyć, że średnie w obydwu regionach Europy w 2020 r. są niższe od tych z 2006 r. Dla Polski jest to obniżka bardzo znacząca (z 7,30 w 2006 r. i 7,41 w 2014 r. do 6,85 w 2020 r.). W tymże (dobrym dla demokracji) 2014 r. zajmowaliśmy 30. miejsce w świecie.
    W tekście raportu krytycznie odnotowano, że Polska po wielu latach znalazła się w rankingu w tyle za Węgrami, na skutek polityki Prawa i Sprawiedliwości (którą nazwano: nacjonalistyczno-konserwatywną) prowadzącej do „nieliberalnej demokracji”, naruszającej niezależność sądownictwa i skupiającej pod względem własnościowym media w polskich rękach.
    Wśród krajów Europy Zachodniej dwa kraje zdegradowano z grupy krajów o pełnej demokracji do grupy krajów o niepełnej demokracji: są to Francja (zabrakło 0,01) i Portugalia. Z tego też powodu do grupy krajów o niepełnej demokracji w Europie Zachodniej zaliczono siedem krajów (wzrost o dwa). Pod względem wartości Indeksu Demokracji trzy kraje poprawiły swoje wyniki i są to Włochy, Wielka Brytania i Turcja (sic!), zaś 18 krajów odnotowało spadek.
    Ostatnią piątkę krajów o najniższej wartości indeksu demokracji stanowią: Czad, Syria, Republika Afryki Środkowej, Demokratyczna Republika Kongo i Korea Północna (z wartością Indeksu 1,08).
    Jak to w statystyce, wiele krajów w latach 2006-2019 poprawiło swoje pozycje ale jest także wiele takich, które je pogorszyły.
    Wśród krajów Europy Środkowo-Wschodniej (spośród członków Unii Europejskiej) zajmujemy dopiero siódme (rok temu ósme) miejsce, za nami są tylko Bułgaria, Węgry, Rumunia i Chorwacja.
    Analizując polską demokrację według dziedzin wśród nowych krajów członkowskich UE, wysoką wartość indeksu mamy w dziedzinie wyborów i pluralizmu: 9,17 pkt., tyle samo co Rumunia, Chorwacja i Bułgaria – i pod tym względem (powyżej 8,0 pkt) zaliczono by nas do kraju w pełni demokratycznego.
    Bardzo niską wartość indeksu otrzymaliśmy w dziedzinie kultury politycznej (5,63 – i jest to pozycja równorzędna z Łotwą, Litwą i Słowacją) oraz funkcjonowania rządu (5,71, gorszą pozycję ma tylko Rumunia – 5,36).
    W dziedzinie partycypacji politycznej Polska zajmuje przedostatnie miejsce (wartość indeksu 6,67), to jest na poziomie Estonii, Czech, Łotwy i Rumunii.
    W dziedzinie swobód obywatelskich otrzymaliśmy ocenę na poziomie 7,06 (dwa lata temu temu: 7,65) i daje to nam ósmą (rok temu siódmą) pozycję wśród omawianych krajów, za nami w tej dziedzinie są Węgry Chorwacja.
    Na zakończenie trzeba też odnotować, że USA zaliczone zostały w Indeksie Demokracji 2020 do grupy krajów o niepełnej (ułomnej) demokracji i lokują się dopiero na 25 pozycji z indeksem wynoszącym 7,92. Na bardzo niską ocenę zasłużyły funkcjonowanie rządu (6,79) i kultura polityczna (6,25). Na wysoką natomiast proces wyborczy i pluralizm (9,17) oraz swobody obywatelskie (8,53). Sąsiednia Kanada zajmuje piąte miejsce w świecie z wartością indeksu 9,24 i wartość ta wzrastała niezmiennie od 2006 r.
    Niemcy zajęły 14. miejsce w rankingu demokracji w świecie z wartością indeksu pozostającą od dłuższego czasu na poziomie 8,67. Najwyższe oceny otrzymały proces wyborczy i pluralizm (9,58) oraz swobody obywatelskie (9,12). Nieco niższe – pozostałe trzy kryteria ale także znacznie powyżej 8,0.
    Rosja zaliczona została do krajów o systemie autorytarnym: 134 (rok temu 144) miejsce z wartością indeksu 3,11. Także i Chiny – 153 (rok temu 130) miejsce, o bardzo niskiej wartości indeksu 2,26. Inne wielkie państwo, Indie,zaliczone są do krajów o niepełnej demokracji.

Indeks demokracji 2020
Norwegia 1 9,81
Islandia 2 9,37
Szwecja 3 9,26
Nowa Zelandia 4 9,25
Kanada 5 9,24
Otoczenie Polski
Argentyna 48 6,95
Brazylia 49 6,92
Polska 50 6,85
Surinam 51 6,82
Bułgaria 52 6,71

Gospodarka 48 godzin

Zmiany w rozkładzie
W ramach kolejnych zmian w rozkładzie jazdy PKP, obowiązujących formalnie od 13 grudnia, obiecano przywrócenie po 25 latach, ale dopiero od 1 stycznia 2021 r, podróży koleją na linii Bielsk Podlaski – Lewki – Hajnówka. Pociągi pojadą tam w relacjach: Białystok – Hajnówka, Bielsk Podlaski – Hajnówka oraz Białystok – Siedlce (przez Bielsk Podlaski i Hajnówkę). Teoretyczny czas przejazdu najszybszego pociągu Białystok – Hajnówka to 80 min. Kolej ma być bardziej przyjazna środowisku między Lubelszczyzną a Podkarpaciem. Dzięki zakończeniu elektryfikacji na linii Lublin Główny – Stalowa Wola – Rozwadów jeszcze w grudniu pojadą tam pociągi elektryczne. Od 19 grudnia wrócą wreszcie pociągi na kolejową trasę zakopiańską, ale tylko na czas zimowych przejazdów. Czas przejazdu najszybszym pociągiem pomiędzy Krakowem a Zakopanem wyniesie trzy godziny, a najwolniejszym aż cztery. To wstyd, że jedynej górskiej linii w Polsce nie udaje się zmodernizować tak, by czas przejazdu nią zbliżyć do jakichkolwiek standardów. Dla porównania: ekspres z Warszawy do Gdańska jedzie przez 2 godziny 50 minut. Warto przypomnieć, że przed drugą wojną światową najszybsze pociągi pokonywały dystans między Krakowem a Zakopanem w 2 godziny 20 minut. Jednakże dziś ruch drogowy „zakopianką” jest już tak utrudniony, że w szczycie sezonu zimowego nawet te cztery godziny spędzone w pociągu mogą być konkurencyjne wobec czasu potrzebnego na dojazd samochodem z Krakowa do Zakopanego.

Żywność się trzyma
W trzech pierwszych kwartałach bieżącego roku wartość eksportu artykułów rolno-spożywczych z Polski wyniosła 25 070 mln EUR. Oznacza to wzrost o 6,7 proc. w stosunku do tego samego okresu 2019 r. Wartość naszego eksportu rolno-spożywczego w całym 2019 r. wyniosła 31,4 mld euro. Eksperci szacują, że wartość tego eksportu do końca bieżącego roku może przekroczyć nawet 33 mld euro. Jak widać, mimo narzekań naszych producentów i handlowców, żadne embarga i ograniczenia nie hamują sprzedaży polskich produktów. Najczęściej jak zwykle trafiają one na rynek niemiecki. „Po doświadczeniach ograniczeń w gospodarce oraz transporcie w czasie pierwszej fali pandemii, dobrze przygotowaliśmy branżę rolno-spożywczą, zakłady produkcyjne i logistykę na drugą falę” – pochwalił się nowy minister rolnictwa i rozwoju wsi Grzegorz Puda, choć oczywiście wpływ resortu rolnictwa na ten eksport jest żaden. Statystycznie, sprzedaż do państw Unii Europejskiej (łącznie z Wielką Brytanią) wzrosła w trzech kwartałach tego roku o 4,4 proc. do 20 085 mln EUR. Sama sprzedaż artykułów rolno-spożywczych w okresie styczeń – wrzesień 2020 r. do Niemiec wyniosła 6 231 mln EUR i w porównaniu z tym samym okresem 2019 r. była wyższa o 10,3 proc. Eksport do Niemiec stanowił około 25 proc. wartości całego eksportu rolno-spożywczego w pierwszych trzech kwartałach 2020 r. Rośnie też jednak polski eksport towarów rolno-spożywczych do państw spoza UE. W okresie I – IX 2020 r. jego wartość wyniosła 4 985 mln EUR i w porównaniu do tego samego okresu ubiegłego roku, oznacza to wzrost o około 17 proc.

Słabnie siła militarna naszego kraju

W wyniku rządów Prawa i Sprawiedliwości jesteśmy coraz niżej na liście państw zdolnych do skutecznego prowadzenia akcji bojowych.
Światowy Indeks Siły Militarnej (Global Fire Power Index GFP) publikowany jest przez niezależną organizację – ale nie bardzo wiadomo, przez jaką, bo brak o niej dokładnych danych na stronie internetowej. Tym niemniej ten ranking jest corocznie aktualizowany już od 2006 r. i obejmuje obecnie 138 potęg (większych i mniejszych) wojskowych. Mottem raportu jest wypowiedź Bertranda Russela: „ Wojna nie decyduje o tym, kto ma rację – tylko kto został”.
Według autorów, ranking Global Fire Power opiera się na potencjalnej zdolności każdego kraju do prowadzenia wojny na lądzie, morzu i w powietrzu toczonej konwencjonalnymi środkami (bez użycia broni nuklearnej). Wyniki badań obejmują wartości związane z siłą roboczą, wyposażeniem armii, zasobami naturalnymi, finansami, logistyką i geografią.
Sam indeks bazuje na 50 indywidualnych czynnikach monitorujących. Wartość idealna indeksu to 0,0000; im jest mniejsza jego wartość tym silniejsza jest teoretyczna zdolność bojowa kraju za pomocą środków konwencjonalnych. Indeks i pełny raport można znaleźć na stronie www.globalfirepower.com
Pierwsze miejsce w światowym rankingu siły militarnej zajmują Stany Zjednoczone – z wartością indeksu na poziomie 0,0606. A potem kolejno: Rosja, Chiny, Indie i Japonia.
Polska zajmuje 21. miejsce z wartością indeksu wynoszącą 0,3397. W 2016 r. Polska zajmowała 18 miejsce. Spadliśmy więc o trzy pozycje.
Wśród członków NATO (27 państw) Polska zajmuje ósme miejsce; przed Kanadą a po Niemczech i Hiszpanii. Za nami są pozostali nowi członkowie Paktu Północno Atlantyckiego. Ostatni w rankingu członek NATO to Czarnogóra z Indeksem 2,9941. W rankingu NATO nie są uwzględnione Islandia (bez stałej armii) i Luksemburg.
W Unii Europejskiej, liczonej jeszcze z Wielką Brytanią, Polska zajmuje szóstą pozycję; po Hiszpanii a przed Szwecją. Pierwsze miejsce w UE zajmuje Francja (0,1702), Niemcy są na czwartym miejscu. W rankingu UE nie są uwzględniane Cypr Luksemburg i Malta.
Indeks Siły Militarnej 2020

  1. USA 0,0606
  2. Rosja 0,0681
  3. Chiny 0,0951
  4. Indie 0,0953 5. Japonia 0,1501 19. Australia 0,3225 20. Hiszpania 0,3388 21. Polska 0,3397 22. Wietnam 0,3559 23. Tajlandia 0,3571

Jeśli chodzi o uzbrojenie armii to w dziedzinie samolotów i śmigłowców bojowych prym wiodą USA – mają ich 13.264. Rosja ma 4.163 samoloty i śmigłowce, Chiny – 3.210. Polska armia posiada ich 457 i zajmuje 29 miejsce w ogólnym rankingu; po Indonezji i przed Syrią. Jeśli chodzi o liczę lotnisk – Polsce przypada 45 miejsce.
Pod względem liczby czołgów pierwsze miejsce ma Rosja – 12.050, a po niej są USA – 6.289 i Korea Północna – 6.045. Polska armia posiada 1.069 czołgów i zajmuje 20 pozycję w rankingu; po Kubie i przed Arabią Saudyjską. W zakresie potencjału i jakości dróg oraz linii kolejowych Polska zajęła 15 miejsce.
Jeśli chodzi o wyrzutnie rakietowe to pierwsze miejsce zajmuje Rosja – 3.860, a po niej Chiny i Korea Północna. Na piątym miejscu – USA. Polska zajmuje 18 miejsce; po Etiopii i przed Nikaraguą.
Pod względem siły marynarki wojennej i łodzi podwodnych, pierwsze miejsce zajmuje Korea Północna (984 jednostki), a po niej Chiny, Rosja i USA. Polska w tej dziedzinie zajmuje 29 miejsce; po Wielkiej Brytanii a przed Niemcami. W ilości portów morskich i terminali Polska zajmuje 66 miejsce.
W zakresie wielkości budżetów obronnych na pierwszym miejscu są Stany Zjednoczone – 750 miliardów dolarów, a po nich Chiny – 237 mld dol. Rosja wydaje na te cele 48 mld dol. i zajmuje ósme miejsce. Polska według tego rankingu ma 22 miejsce; po Holandii i przed Afganistanem.

Kto naprawdę jest szczęśliwy?

Poziom zamożności nie zawsze przesądza o poziomie ludzkiego zadowolenia z życia.

Od 17 lat publikowany jest raport ONZ-owskiej organizacji United Nations Development Programme (Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju) oraz OECD (Organizacji Współpracy gospodarczej i Rozwoju) poświęcony szczęściu (zadowoleniu z życia, satysfakcji) zawierający Indeks oraz Ranking 2019 (z wynikami za lata 2016-2018 r.).
W tym roku w Światowym Indeksie Szczęścia (WHI) Polska zajęła 40. miejsce, z wartością 6,182. Stanowi to postęp o 17 miejsc w rankingu w stosunku do poprzedniego okresu trzyletniego (2013-2015). Indeksem WHI objętych jest 155 krajów.
Indeks ten służy jako kryterium do klasyfikowania krajów według ogólnego poziomu ich poczucia szczęścia w danym momencie. Jest obliczany dla wszystkich krajów członkowskich OECD oraz ponad 100 pozostałych krajów.
Indeks ma charakter złożony, na który składa się sześć czynników (subindeksów) i jest ich trzyletnią średnią ważoną.
Został wprowadzony dla porównań międzynarodowych i określa generalnie poziom zadowolenia z życia, integrując czynniki ekonomiczne i społeczne, w tym subiektywne poczucie szczęścia społeczeństwa danego kraju. Jest on syntetycznym miernikiem opisującym efekty rozwoju społecznego w skali czasowej i przestrzennej. Indeks i pełny raport 2019 można znaleźć na www.worldhappiness.report
Te sześć czynników, które składają się na Indeks WHI to:
1. Produkt krajowy brutto wg siły nabywczej.
2. Oczekiwana długość trwania życia w dobrym zdrowiu
3. Wsparcie socjalne
4. Wolność
5. Szczodrość (dobroczynność) wobec innych i
6. Postrzeganie korupcji

Światowy Indeks Szczęścia 2019
1. Finlandia 7,769
2. Dania 7,600
3. Norwegia 7,554
4. Islandia 7,494
5. Niderlandy 7,488

38. Słowacja 6,198
39. Trynidad i Tobago 6,192
40. Polska 6,182
41. Uzbekistan 6,174
42. Litwa 6,149

Czołówka rankingu WHI to państwa skandynawskie. Wartość Indeksu dla Finlandii wynosi 7,769 a dla Polski – 6,182. Taki jest obecnie dystans do najlepszych. Niemcy, do których tak lubimy się porównywać, zajmują dopiero 17. lokatę z wartością Indeksu 6,985.
Spośród nowych krajów Unii Europejskiej przed nami są Czechy (20), Malta i Słowacja (38).
Za nami zaś pozostałe nowe kraje UE: Litwa (42), Słowenia (44), Rumunia (48), Cypr (49), Estonia (55), Węgry (62), Chorwacja (75) i wreszcie Bułgaria (97 z wartością indeksu 5,011).
Na to nasze 40. miejsce składają się: 36. pozycja w zakresie długości życia w zdrowiu, 41. pod względem PKB na mieszkańca, 44. pod względem wsparcia socjalnego, 52. w dziedzinie wolności, 77. pod względem szczodrości wobec innych i wreszcie aż 108. miejsce pod względem postrzegania korupcji. Amnesty International ocenia nas pod tym względem łaskawiej.
W sąsiedztwie Polski na liście znajdują się Słowacja i Litwa. Pod względem wsparcia socjalnego zajmują odpowiednio 21. i 17. miejsca, w dziedzinie wolności: 108 i 122, postrzegania korupcji: 142 i 113, szczodrości wobec innych: 70 i 124, PKB na mieszkańca: 35 i 36, długości życia w zdrowiu: 38 i 62.
I jeszcze porównanie do „wielkich”: USA zajmują 19. miejsce, Rosja – 68. i Chiny – 93.

Węgiel zostawia ślad

Nieco zbliżony intencjonalnie i tematycznie do Światowego Indeksu Szczęścia jest Happy Planet Index (Indeks Szczęścia Planety).
Badanie to prowadzone jest przez New Economics Foundation od 2006 r. w 161 krajach. Składa się z trzech czynników:
1. Zadowolenie z życia (satysfakcja)
2. Długość trwania życia w zdrowiu
3. Osobisty ślad środowiskowy (ecological footprint) w którym za podstawę przyjęto 2,1 hektara na 1 mieszkańca planety (iloraz produkcyjnej powierzchni Ziemi i liczby ludności).
Konstrukcja Indeksu Szczęścia Planety jest dość złożona. To iloczyn długości życia i wskaźnika zadowolenia z życia, podzielony przez ekologiczny ślad. Wskaźniki te korygowane są dodatkowo odpowiednimi współczynnikami. Od 2015 r. tak obliczany Indeks korygowany jest o stopień nierówności w poszczególnych miernikach.
Dotychczas opublikowano dwa raporty HPI: za 2009 i 2016 r. W raporcie za 2009 r. Polska zajmowała 77. miejsce a w raporcie za 2016 r. już 62. z wartością Indeksu 27,5. Na korekcie z tytułu nierówności nasz Indeks podstawowy stracił 11 proc.
Czołówka rankingu to Kostaryka (wartość indeksu 44,7), Meksyk, Kolumbia, Vanuatu oraz Wietnam.
Bezpośrednio przed nami lokują się Włochy i Szwecja a za nami Mauritius i Czechy.
Końcówka rankingu HPI to: Mongolia, Benin, Togo i Czad.
Kilka lat temu (w 2016 r.) opublikowano także europejską wersję Indeksu HPI, z tym, że w miejsce śladu ekologicznego wstawiono ślad węglowy (carbon footprint). Jest to tzw. osobisty ślad węglowy określany jako całkowita emisja gazów cieplarnianych do atmosfery, wyliczany jako średnia ważona gospodarki energetycznej opartej na węglu i gazie (2/3) oraz energii atomowej (1/3).
Polska zajęła w tym europejskim Indeksie 19 lokatę. Pierwsza piątka rankingu to: Islandia, Szwecja, Norwegia, Szwajcaria i Cypr. Ostatnie miejsce (30) zajęła Estonia.
Pod względem długości życia Polska zajmowała 23. miejsce (pierwsze miejsce – Szwajcaria), pod względem śladu węglowego także 23 miejsce (pierwsze miejsce – Luksemburg). Natomiast pod względem satysfakcji z życia nasz kraj zajął 22 miejsce (pierwsze miejsce – Dania).
Raport zwierający powyższy Indeks znaleźć można na stronie www.neweconomics.org.

Ziemianie są coraz szczęśliwsi

Na koniec tematu „szczęście” warto odnotować (co zresztą zrobił także Tusk w swoim ostatnio wydanym dzienniku), że w Bhutanie od dawna już podstawową kategorią oceny rozwoju społecznego nie jest nasz znany PKB lecz Szczęście Narodowe Brutto (GNH). Raport metodologiczny i faktograficzny na temat indeksu GNH za 2016 r. liczy 340 stron. Jest co poczytać.
Do tej nader złożonej kategorii zalicza się 9 czynników, w tym warunki życia, zdrowie (mentalne i fizyczne), poziom edukacji, dobre rządzenie, warunki ekologiczne, gospodarka czasem, jakość życia, kulturę i relacje międzyludzkie. Każdy z tych czynników składa się z kolei po 3-5 elementów. Indeks Szczęścia Narodowego Brutto (Gross National Happiness) zawiera się w przedziale od 0 do 1,0.
Raport z 2016 r. podaje np., że ogólny wskaźnik Szczęścia Narodowego Brutto na Ziemi wzrósł w okresie od 2010 do 2015 r. z 0,743 do 0,756, czyli o 1,8 proc. W miastach indeks ten wynosi 0,811 a na wsi – 0,731. GNH wg płci: mężczyźni – 0,793, kobiety – 0,730.
W raporcie znajdziemy także poziom tego Indeksu według regionów, wykształcenia, wieku a nawet stanu cywilnego,
Struktura społeczna świata według GNH w 2015 r. jest następująca: 8,4 proc. to bardzo szczęśliwi (w 2010 r. – 8,3 proc.), 35 proc. szczęśliwi (w 2010 r. – 32,6 proc.), 47,9 proc. umiarkowanie szczęśliwi (w 2010 r. – 48,7 proc.) i 8,8 proc. nieszczęśliwi (w 2010 r. – 10,4 proc. ).
W omawianych dzisiaj indeksach Bhutan zajmuje 84 miejsce (w World Happiness Index) oraz 56 miejsce w Happy Planet Index.

Ubywa demokracji w Polsce

Jeszcze w roku 2014, ostatnim przed zwycięstwem wyborczym Prawa i Sprawiedliwości, nasz kraj zajmował 30 miejsce na liście najbardziej demokratycznych państw świata. W 2018 r. było to już 54 miejsce.

Indeks demokracji opracowywany i publikowany jest od 2006 r. przez The Economist Intelligence Unit. Indeks 2018 jest jedenastą edycją i obejmuje swym badaniem 167 państw.
Indeks zawiera pięć ocenianych dziedzin:
1. Proces wyborczy i pluralizm (czego dotyczy 12 pytań)
2. Swobody obywatelskie (18 pytań)
3. Funkcjonowanie rządu i samorządu (14 pytań)
4. Partycypacja polityczna obywateli (9 pytań)
5. Kultura polityczna (7 pytań).
W ramach tych dziedzin, w sumie badanych jest 60 aspektów demokracji, za pomocą odpowiedzi na 60 pytań. Każda odpowiedź oceniana jest w skali od 0 do 10. Indeks stanowi średnią tych ocen dla poszczególnego kraju. Pełną wersję raportu i rankingu 2018 na temat demokracji znaleźć można na stronie www.eiu.com
Przyjęto, że ocena dla kraju wynosząca powyżej 8,0 pkt. oznacza pełną demokrację. Od 6 do 8 to niepełna demokracja, powyżej 4 do 6 to ustrój hybrydowy, zaś poniżej 4 – ustrój autorytarny.
Według tej kwalifikacji, 20 krajów (co stanowi 4,5 proc. ludności świata) zaliczono w 2018 r. do w pełni demokratycznych. 55 krajów – do nie w pełni demokratycznych (43,2 proc. ludności), 39 krajów do ustrojów hybrydowych (16,7 proc. ludności) i 53 krajów do autorytarnych (35,6 proc. ludności świata). Jak widać, kraje niedemokratyczne przeważają
Pierwsza trójka najbardziej demokratycznych krajów świata to Norwegia (9,87 pkt.), Islandia oraz Szwecja.
Polska zajmuje na tej liście dopiero 54 pozycję z wartością indeksu 6,67pkt. Z tego względu zaliczono nas więc do krajów o niepełnej demokracji. Bezpośrednio przed nami są Malezja i Filipiny a za nami Gujana i Lesotho.
Średnia wartość indeksu demokracji dla krajów Europy Zachodniej wynosi 8,35 pkt. (w 2006 r. wynosiła 8,60), a dla grupy krajów Europy Środkowo Wschodniej do której zaliczono także Polskę – 5,42 pkt. (w 2006 r. – 5,76).
Tak więc, Polska znajduje się wprawdzie poniżej średniej demokratycznej dla Europy Zachodniej lecz powyżej dla Europy Środkowo Wschodniej. Jak widać, te średnie w obydwu regionach Europy są w 2018 r. niższe od tych z 2006 r.
Dla Polski jest to obniżka bardzo znacząca (z 7,30 pkt w 2006 r. i 7,41 w 2014 r. do 6,67 w 2018 r.). W tym, dobrym dla demokracji, roku 2014 r. zajmowaliśmy 30. miejsce w świecie.
Ostatnią piątkę krajów o najniższej wartości indeksu demokracji stanowią: Czad, Republika Afryki Środkowej, Demokratyczna Republika Kongo, Syria i Korea Północna.
Jest wiele krajów, które w latach 2006-2018 poprawiły swoje pozycje, a także wiele tych, które je pogorszyły.
My niestety należymy do tych drugich. Wśród krajów Europy Środkowo Wschodniej (spośród członków Unii Europejskiej) zajmujemy dopiero ósme miejsce. Miejsca za nami zajmują, jeszcze mniej demokratyczne od nas Węgry i Chorwacja.
Analizując Polską demokrację na tle nowych krajów członkowskich UE, widać, że wysoką wartość indeksu osiągamy, jeśli chodzi o wybory i pluralizm – 9,17 pkt. Daje nam to wprawdzie tylko przedostatnie miejsce (za nami Węgry), ale z drugiej strony, akurat pod tym względem (mamy powyżej 8,0 pkt) zaliczamy się do krajów w pełni demokratycznych.
Bardzo niską wartość indeksu otrzymaliśmy natomiast w dziedzinie kultury politycznej (4,38 pkt., co stanowi najgorsze miejsce obok Bułgarii), oraz działalności rządu (5,71 pkt.) – i tutaj jest to ostatnia pozycja.
W dziedzinie partycypacji politycznej Polska zajmuje przedostatnią pozycję (5,56 pkt, ex equo z Łotwą, Słowacją i Chorwacją), a za nami są tylko Węgry. W dziedzinie swobód obywatelskich otrzymaliśmy zaś ocenę wynoszącą 7,65 pkt., co daje nam siódmą pozycję wśród omawianych krajów.
Na zakończenie trzeba też odnotować, że USA zaliczone są do krajów o niepełnej demokracji i lokują się dopiero na 25 (! ) pozycji z indeksem wynoszącym 7,96. Indie zajmują 41. miejsce z wartością indeksu 7,23 (wyżej niż Polska) i także są w grupie krajów o niepełnej demokracji.
Rosja została zaś zaliczona do krajów o systemie autorytarnym: zajmuje 144. miejsce z wartością indeksu 2,94. Wyprzedzają ją Chiny – 130. miejsce i indeks demokracji wynoszący 3,32 pkt.

Indeks demokracji 2018:

1. Norwegia 9,87
2. Islandia 9,58
3. Szwecja 9,39
——————–
53. Filipiny 6,71
54. Polska 6,67
55. Gujana 6,64
56. Lesotho 6,61

Rozwiązanie nie tylko dla krezusów

Zakup różnych cennych i luksusowych dóbr, to nie zawsze bezpieczna przystań finansowa.

Gdy wciąż haniebnie niskie jest oprocentowanie lokat bankowych w Polsce, coraz większą popularność zdobywają tzw. inwestycje alternatywne, wykorzystywane poza tradycyjnymi aktywami takimi jak akcje, obligacje czy rynek walut.
Poszukiwane są zwłaszcza takie sposoby lokowania kasy, które w długim okresie byłyby zabezpieczone przed ryzykiem zmiany koniunktury i równocześnie dostosowane do indywidualnych upodobań.
Ze względu na to, że wartość inwestycji alternatywnych nie zależy od aktualnej sytuacji na rynkach finansowych, ludzie z grubymi portfelami często uważają je za bezpieczną przystań dla swych pieniędzy.

Esteci z grubą kasą

Inwestycje alternatywne zawsze cieszyły się zainteresowaniem jakiejś części krezusów, a kryzys finansowy z lat 2007-2009 sprawił, że stały się bardziej popularne. Najbardziej trywialną formę takich inwestycji stanowią nieruchomości, ale są i inne, związane z osobistymi upodobaniami.
– To takie kategorie inwestycji, w przypadku których duży wpływ na decyzje o inwestowaniu kapitału mają głównie czynniki pozaekonomiczne np. emocje, doznania zmysłowe czy też upodobania estetyczne (tzw. inwestycje emocjonalne) – mówi ekspert od zarządzania aktywami Kamil Hajdamowicz.
Przykładami takich emocjonalnych inwestycji są np. monety kolekcjonerskie, dzieła sztuki, alkohole, jachty, klasyczne samochody, zegarki, biżuteria, diamenty – czyli generalnie, wszelkie dobra luksusowe i w miarę trwałe.
Ale nie tylko, bo do kategorii dóbr luksusowych trudno zaliczyć np. starodruki, ważne rękopisy czy zabytkowe książki, choć mogą one przecież być niezwykle cenne.
Inwestycje alternatywne zapewniają ludziom z grubą kasą połączenie aspektu ekonomicznego z estetycznym (co oczywiście zależy od tego, czy mają oni jakieś poczucie estetyki).
A oprócz wyników finansowych (często wszakże wątpliwych) przynoszą im satysfakcję z samego faktu posiadania rzeczy. Wprawdzie niezbyt to chwalebna satysfakcja, ale dość rozpowszechniona wśród ludzi

Emocje nie mają ceny

– Emocjonalny charakter takich inwestycji polega na tym, że o ich wycenie nie decydują obiektywne przesłanki, ale subiektywne odczucia i postrzeganie przez potencjalnych inwestorów. Zysk z inwestycji pojawia się „przy okazji”, a sam zakup służy między innymi osiąganiu korzyści pozamaterialnych, z których najważniejszymi są przyjemność z posiadania, doznania estetyczne, wzrost prestiżu i satysfakcja z przynależności do ograniczonego grona kolekcjonerów – dodaje Kamil Hajdamowicz.
Inwestycje alternatywne wyraźnie różnią się od tradycyjnego rynku akcji czy obligacji. Są pewne wspólne cechy, charakterystyczne dla nich.
Na przykład tzw. niska płynność – co oznacza, iż należy się liczyć z tym, że może wystąpić okresowy brak popytu na jakąś cenną rzecz, który uniemożliwia jej zamianę na gotówkę.
Trzeba będzie wtedy czekać, a często i obniżyć cenę do poziomu, na którym znajdzie się kupiec – albo czekać (być może ad ad calendas graecas) ze sprzedażą na okres, kiedy wróci popyt na naszą inwestycję.
Niska płynność jest tu istotnym utrudnieniem – bo nie można przecież kupić albo sprzedać części obrazu, tak jak np. kupuje się część udziału w firmie w postaci akcji.

Czas to pieniądz

Brak możliwości szybkiej, korzystnej sprzedaży powoduje powstawanie kolejnych problemów, takich jak choćby rosnące koszty przechowywania i zabezpieczenia cennych rzeczy czy wysokie prowizje pobierane od sprzedających.
Dłuższy czas sprzedaży sprawia, że inwestycje alternatywne to zdecydowanie nie jest rynek dla spekulantów, którzy w ciągu kilku dni chcieliby wycofać ulokowany kapitał i do tego uzyskać wysoką stopę zwrotu.
Jednakże, konieczność dłuższego utrzymywania inwestycji oraz niska płynność mogą być rekompensowane (oczywiście nie zawsze) przez wyższe stopy zwrotu. W każdym razie, uważa się, że minimalny czas, żeby zarobić, to 5 – 10 lat – a im dłużej, tym zysk powinien być większy. To trochę jak z emeryturą: im dłużej pracujemy, tym więcej dostaniemy w tzw. jesieni życia, o ile oczywiście nie musimy tyrać na śmieciówkach.
Kolejnym problemem bywa trudność w określeniu wartości rynkowej różnych cennych rzeczy. Tę wartość można naturalnie szacować za pomocą różnych metod, ale w rzeczywistości zależy ona tylko i wyłącznie od tego, ile ktoś zechce zapłacić za daną rzecz. Pomimo dostępności informacji o osiągniętych historycznych cenach jakiegoś cennego przedmiotu, nie będą one w żaden sposób porównywalne do obecnych cen. Tym niemniej, mogą stanowić jakiś wyznacznik, zwłaszcza, że baza informacji dotyczących rynku dóbr luksusowych zaczyna się rozbudowywać, w głównej mierze dzięki wykorzystaniu Internetu, który doprowadził do znaczącego wzrostu transparentności.

Coś, czego nie da się pojąć

Na koniec kwestia najważniejsza – czyli zysk z inwestycji alternatywnej, który zależy od bardzo wielu czynników: ogólna zamożność potencjalnych nabywców, uwarunkowania makroekonomiczne, trendy rynkowe, mody, popyt na takie czy inne dobra (np. na obrazy konkretnego artysty).
Najważniejsze, że nie da się tego w żaden sposób przewidzieć, a i zrozumieć trudno.
Czy ktoś wszak jest w stanie pojąć, dlaczego coś, uważane najpierw za bezwartościowy bohomaz, może bardzo szybko zostać uznane za niezwykle cenne dzieło sztuki? Eksperci ujmują to mądrzej, wskazując, że „istotną rolę odgrywają również czynniki behawioralne, które bardzo trudno jest przewidzieć oraz subiektywne upodobania”.
Warto zauważyć, że inwestycjami alternatywnymi często interesują się ludzie na tyle bogaci, że nie muszą dbać o zysk. Chcą oni jednak niemal za wszelką cenę wejść w posiadanie określonego dobra. W ten sposób windują cenę do nieracjonalnych poziomów, aby tylko nabyć wymarzony obiekt.
Trudno więc komukolwiek z nimi konkurować – chyba, że chodzi o urzędy i instytucje mające siłę nabywczą, która jest nie do przebicia dla inwestora indywidualnego.

Żywy, czy jako filet?

Polacy bardzo lubią karpie. Karpie jednak lubią nas mniej – i chętnie głosowałyby za wyższością świąt Wielkiej Nocy.

Polska to największy w Unii Europejskiej hodowca karpi. W ubiegłym roku sprzedaż karpi na rynku krajowym wyniosła 20,8 tys. ton, z czego ponad 80 proc. sprzedano oczywiście w grudniu. W 2019 r. polscy hodowcy przygotują na sprzedaż nawet 21 tys. ton karpi (importu tu nie ma).
Pytanie tylko, czy rodzimi konsumenci coraz częściej będą sięgać po tę wartościową rybę? Analitycy i specjaliści ds. żywienia prognozują, że tak – choć nie można nie zauważyć ekspansji różnych innych gatunków ryb, które podjadają tradycyjnie dominującą pozycję karpia na wigilijnym stole.

Problem z zabijaniem

W badaniu opinii publicznej, przeprowadzonym w październiku 2019 r. na ogólnopolskiej reprezentatywnej grupie respondentów, ponad 56 proc. ankietowanych zadeklarowało zamiar kupienia karpia, jako ryby na świąteczny stół (sondaż IMAS dla organizacji producentów Polski Karp). Natomiast około 43 proc. osób z tej grupy stwierdziło, że kupi karpia żywego (lub żywego ubitego na stoisku handlowym).
To siła tradycji, która powoduje, że karpiowy sektor nadal dobrze funkcjonuje. Nie da się jednak ukryć, że tak powszechny kiedyś karp, dziś jest konsumowany na Wigilię przez dość umiarkowaną większość Polaków.
W dodatku cały ten obraz jest nieco zakłócany przez metody, jakimi te ryby są pozbawiane życia. Ci co kupują je żywe, zwykle dokonują krwawej łaźni w swej łazience, albo preferują powolne i okrutne duszenie karpi, trzymanych w plastikowej torbie bez wody.
Dlatego w okresie przedświątecznym pojawiają się filipiki przeciwko hodowcom i sprzedawcom żywych karpi. Oczywiście, większość z nas wolałaby przerzucić na innych mokrą robotę, związaną zabijaniem karpi. W związku z tym należy propagować hasło, by kupować tylko filety z karpia – choć oczywiście oznacza to więcej roboty dla producentów, którzy będą je musieli zabijać, krajać i patroszyć.
Teoretycznie, jak to u nas, wszystko jest dobrze. Kontrolę warunków hodowli i sprzedaży ryb sprawuje Główny Lekarz Weterynarii.
Hodowla i sprzedaż karpi są ściśle regulowane przepisami prawnymi, mającymi na celu ochronę tzw. dobrostanu tych zwierząt, zwłaszcza w ostatnim okresie ich życia. Regulacje te określają m.in. warunki sprzedaży żywych karpi.
Najnowsze przepisy, zawarte w „Wytycznych w postępowaniu z żywymi rybami konsumpcyjnymi będącymi przedmiotem sprzedaży detalicznej”, obejmują zapis pozwalający na sprzedaż żywych ryb, w specjalnych torbach z ożebrowaniem oddzielającym ryby od folii i pozwalającym jej oddychać. Jak wiemy, w praktyce nie zawsze jest tak dobrze.

W zgodzie z naturą

Na terenie Polski funkcjonuje kilkaset gospodarstw stawowych zajmujących się produkcją karpi. Ich łączna powierzchnia przekracza 60 000 ha.
Karp jest wymagającym zwierzęciem, które w naszym klimacie rośnie wolno, osiągając rozmiar konsumpcyjny dopiero po trzech latach.
W przeciwieństwie do innej ryby – pstrąga, który hodowany jest w stawach betonowych w dość dużym zagęszczeniu, karp rośnie w naturalnych stawach ziemnych i powinien mieć luźno. Hodowcy muszą zapewniać co najmniej 10 000 litrów wody na jednego osobnika. Większość tych gospodarstw rybackich usytuowana jest na południu kraju.
Łączna liczba zatrudnionych w sektorze hodowli ryb w Polsce wynosiła w 2018 r. dokładnie 5 214 osób – z czego 2/3 pracowało przy hodowli karpi. Wartość sprzedaży karpi krajowej według produkcji z ubiegłego roku przekroczyła 175 mln zł, a wraz z przychodami ze sprzedaży materiału zarybieniowego była wyższa od wartości polskich połowów rybackich na Morzu Bałtyckim (o które ciągle toczą się spory w Unii Europejskiej, jakby było o co).
Rzecz w tym, że łowienie ryb na zanieczyszczonym Bałtyku jest coraz mniej racjonalne, zaś hodowla i spożycie ryb śródlądowych przynosi korzyści gospodarcze i środowiskowe (oraz zdrowotne).
Stawy, w których hodowane są karpie, funkcjonują w symbiozie z środowiskiem naturalnym. Dzięki nim w Polsce utrzymywane są miejsca bytowania wielu gatunków ptaków. Dla przykładu w latach 2016-2017, na obszarze 127 ha stawów Okołowice położonych w północnej części województwa śląskiego, stwierdzono obecność 92 gatunków ptaków wodno-błotnych, w tym 20 prowadziło tam lęgi.
Gospodarstwa stawowe są więc obszarem badań dla ornitologów, a niekiedy także terenami przyrody chronionej. W okresie wiosennym i letnim stawy retencjonują wodę, co dobrze wpływa na kiepski bilans wody w Polsce.

Już od średniowiecza

Chów karpi w stawach ziemnych, prowadzony jest na ziemiach polskich już od XIII wieku. Do dziś jest to produkcja prowadzona metodami, które nawiązują do pierwotnie stosowanych w średniowieczu. Specjaliści przewidują jednak, że w najbliższych latach tradycyjny rynek produkcji i sprzedaży karpi ulegnie modyfikacji.
Pod wpływem trendów konsumenckich rośnie świadomość potrzeby zdrowego żywienia. Może to spowodować wzrost popytu na wysokobiałkowe, zawierające zdrowe tłuszcze mięso karpi. Stanowi ono dobry, nie obciążający organizmu zamiennik dla wołowiny czy wieprzowiny. Potwierdza to projekt naukowy powadzony na Wydziale Technologii Żywności Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, mający na celu stworzenie atrakcyjnej „przekąski energetycznej” na bazie mięsa karpi dla sportowców.
– Dzięki wysokiej wartości odżywczej i zawartości szeregu tzw. witamin antyoksydacyjnych oraz kwasów omega-3, może to być bardzo dobre rozwiązanie dla osób uprawiających sport wyczynowo oraz podejmujących aktywność fizyczną regularnie – wyjaśnia dr inż. Joanna Tkaczewska z Wydziału Technologii Żywności Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie. Jak przekonuje, ten projekt przynosi obiecujące wyniki – i niewykluczone, że karpiowa przekąska będzie stosowana przez reprezentantów Polski na zbliżających się igrzyskach olimpijskich w 2020 r.
Pewnym problemem jest oczywiście charakterystyczny, „błotny” zapach tej ryby, z którym umieją sobie radzić polskie gospodynie – ale nie wiadomo, czy będzie to opłacalne w masowej produkcji.
Nie zmienia to faktu, że karp jest pożywny i zdrowy.
– Ryby są generalnie dobrym źródłem wysoko przyswajalnego białka zwierzęcego, gdyż wraz z niewielką ilością energii dostarczają stosunkowo dużo protein, co jest ważne szczególnie dla osób mających problemy z nadwagą, a także dla sportowców – mówi dr inż. Joanna Tkaczewska.
Białka ryb mogą też być z powodzeniem wykorzystywane do uzupełniania składu białek mniej wartościowych, np. roślinnych.
– Zawarte w rybach tłuszcze mają działanie prozdrowotne, podczas gdy lipidy mięsa zwierząt lądowych przyczyniają się do zwiększenia stężenia cholesterolu w surowicy krwi, a tym samym przyspieszają rozwój zmian miażdżycowych – dodaje dr Tkaczewska.
W przyszłości akwakultura, czyli chów i hodowla ryb oraz innych organizmów wodnych, będzie odgrywać coraz ważniejszą rolę w zaopatrzeniu rosnącej liczby ludności na świecie w bezpieczną i zdrową żywność.
Istotne też, że będzie to następować przy racjonalnym wykorzystaniu zasobów naturalnych i minimalizowaniu negatywnego wpływu na środowisko – czego absolutnie nie gwarantuje hodowla zwierząt rzeźnych.
W Polsce hoduje się obecnie około 45 000 ton ryb rocznie – i ta liczba powinna rosnąć.