Kto naprawdę jest szczęśliwy?

Poziom zamożności nie zawsze przesądza o poziomie ludzkiego zadowolenia z życia.

Od 17 lat publikowany jest raport ONZ-owskiej organizacji United Nations Development Programme (Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju) oraz OECD (Organizacji Współpracy gospodarczej i Rozwoju) poświęcony szczęściu (zadowoleniu z życia, satysfakcji) zawierający Indeks oraz Ranking 2019 (z wynikami za lata 2016-2018 r.).
W tym roku w Światowym Indeksie Szczęścia (WHI) Polska zajęła 40. miejsce, z wartością 6,182. Stanowi to postęp o 17 miejsc w rankingu w stosunku do poprzedniego okresu trzyletniego (2013-2015). Indeksem WHI objętych jest 155 krajów.
Indeks ten służy jako kryterium do klasyfikowania krajów według ogólnego poziomu ich poczucia szczęścia w danym momencie. Jest obliczany dla wszystkich krajów członkowskich OECD oraz ponad 100 pozostałych krajów.
Indeks ma charakter złożony, na który składa się sześć czynników (subindeksów) i jest ich trzyletnią średnią ważoną.
Został wprowadzony dla porównań międzynarodowych i określa generalnie poziom zadowolenia z życia, integrując czynniki ekonomiczne i społeczne, w tym subiektywne poczucie szczęścia społeczeństwa danego kraju. Jest on syntetycznym miernikiem opisującym efekty rozwoju społecznego w skali czasowej i przestrzennej. Indeks i pełny raport 2019 można znaleźć na www.worldhappiness.report
Te sześć czynników, które składają się na Indeks WHI to:
1. Produkt krajowy brutto wg siły nabywczej.
2. Oczekiwana długość trwania życia w dobrym zdrowiu
3. Wsparcie socjalne
4. Wolność
5. Szczodrość (dobroczynność) wobec innych i
6. Postrzeganie korupcji

Światowy Indeks Szczęścia 2019
1. Finlandia 7,769
2. Dania 7,600
3. Norwegia 7,554
4. Islandia 7,494
5. Niderlandy 7,488

38. Słowacja 6,198
39. Trynidad i Tobago 6,192
40. Polska 6,182
41. Uzbekistan 6,174
42. Litwa 6,149

Czołówka rankingu WHI to państwa skandynawskie. Wartość Indeksu dla Finlandii wynosi 7,769 a dla Polski – 6,182. Taki jest obecnie dystans do najlepszych. Niemcy, do których tak lubimy się porównywać, zajmują dopiero 17. lokatę z wartością Indeksu 6,985.
Spośród nowych krajów Unii Europejskiej przed nami są Czechy (20), Malta i Słowacja (38).
Za nami zaś pozostałe nowe kraje UE: Litwa (42), Słowenia (44), Rumunia (48), Cypr (49), Estonia (55), Węgry (62), Chorwacja (75) i wreszcie Bułgaria (97 z wartością indeksu 5,011).
Na to nasze 40. miejsce składają się: 36. pozycja w zakresie długości życia w zdrowiu, 41. pod względem PKB na mieszkańca, 44. pod względem wsparcia socjalnego, 52. w dziedzinie wolności, 77. pod względem szczodrości wobec innych i wreszcie aż 108. miejsce pod względem postrzegania korupcji. Amnesty International ocenia nas pod tym względem łaskawiej.
W sąsiedztwie Polski na liście znajdują się Słowacja i Litwa. Pod względem wsparcia socjalnego zajmują odpowiednio 21. i 17. miejsca, w dziedzinie wolności: 108 i 122, postrzegania korupcji: 142 i 113, szczodrości wobec innych: 70 i 124, PKB na mieszkańca: 35 i 36, długości życia w zdrowiu: 38 i 62.
I jeszcze porównanie do „wielkich”: USA zajmują 19. miejsce, Rosja – 68. i Chiny – 93.

Węgiel zostawia ślad

Nieco zbliżony intencjonalnie i tematycznie do Światowego Indeksu Szczęścia jest Happy Planet Index (Indeks Szczęścia Planety).
Badanie to prowadzone jest przez New Economics Foundation od 2006 r. w 161 krajach. Składa się z trzech czynników:
1. Zadowolenie z życia (satysfakcja)
2. Długość trwania życia w zdrowiu
3. Osobisty ślad środowiskowy (ecological footprint) w którym za podstawę przyjęto 2,1 hektara na 1 mieszkańca planety (iloraz produkcyjnej powierzchni Ziemi i liczby ludności).
Konstrukcja Indeksu Szczęścia Planety jest dość złożona. To iloczyn długości życia i wskaźnika zadowolenia z życia, podzielony przez ekologiczny ślad. Wskaźniki te korygowane są dodatkowo odpowiednimi współczynnikami. Od 2015 r. tak obliczany Indeks korygowany jest o stopień nierówności w poszczególnych miernikach.
Dotychczas opublikowano dwa raporty HPI: za 2009 i 2016 r. W raporcie za 2009 r. Polska zajmowała 77. miejsce a w raporcie za 2016 r. już 62. z wartością Indeksu 27,5. Na korekcie z tytułu nierówności nasz Indeks podstawowy stracił 11 proc.
Czołówka rankingu to Kostaryka (wartość indeksu 44,7), Meksyk, Kolumbia, Vanuatu oraz Wietnam.
Bezpośrednio przed nami lokują się Włochy i Szwecja a za nami Mauritius i Czechy.
Końcówka rankingu HPI to: Mongolia, Benin, Togo i Czad.
Kilka lat temu (w 2016 r.) opublikowano także europejską wersję Indeksu HPI, z tym, że w miejsce śladu ekologicznego wstawiono ślad węglowy (carbon footprint). Jest to tzw. osobisty ślad węglowy określany jako całkowita emisja gazów cieplarnianych do atmosfery, wyliczany jako średnia ważona gospodarki energetycznej opartej na węglu i gazie (2/3) oraz energii atomowej (1/3).
Polska zajęła w tym europejskim Indeksie 19 lokatę. Pierwsza piątka rankingu to: Islandia, Szwecja, Norwegia, Szwajcaria i Cypr. Ostatnie miejsce (30) zajęła Estonia.
Pod względem długości życia Polska zajmowała 23. miejsce (pierwsze miejsce – Szwajcaria), pod względem śladu węglowego także 23 miejsce (pierwsze miejsce – Luksemburg). Natomiast pod względem satysfakcji z życia nasz kraj zajął 22 miejsce (pierwsze miejsce – Dania).
Raport zwierający powyższy Indeks znaleźć można na stronie www.neweconomics.org.

Ziemianie są coraz szczęśliwsi

Na koniec tematu „szczęście” warto odnotować (co zresztą zrobił także Tusk w swoim ostatnio wydanym dzienniku), że w Bhutanie od dawna już podstawową kategorią oceny rozwoju społecznego nie jest nasz znany PKB lecz Szczęście Narodowe Brutto (GNH). Raport metodologiczny i faktograficzny na temat indeksu GNH za 2016 r. liczy 340 stron. Jest co poczytać.
Do tej nader złożonej kategorii zalicza się 9 czynników, w tym warunki życia, zdrowie (mentalne i fizyczne), poziom edukacji, dobre rządzenie, warunki ekologiczne, gospodarka czasem, jakość życia, kulturę i relacje międzyludzkie. Każdy z tych czynników składa się z kolei po 3-5 elementów. Indeks Szczęścia Narodowego Brutto (Gross National Happiness) zawiera się w przedziale od 0 do 1,0.
Raport z 2016 r. podaje np., że ogólny wskaźnik Szczęścia Narodowego Brutto na Ziemi wzrósł w okresie od 2010 do 2015 r. z 0,743 do 0,756, czyli o 1,8 proc. W miastach indeks ten wynosi 0,811 a na wsi – 0,731. GNH wg płci: mężczyźni – 0,793, kobiety – 0,730.
W raporcie znajdziemy także poziom tego Indeksu według regionów, wykształcenia, wieku a nawet stanu cywilnego,
Struktura społeczna świata według GNH w 2015 r. jest następująca: 8,4 proc. to bardzo szczęśliwi (w 2010 r. – 8,3 proc.), 35 proc. szczęśliwi (w 2010 r. – 32,6 proc.), 47,9 proc. umiarkowanie szczęśliwi (w 2010 r. – 48,7 proc.) i 8,8 proc. nieszczęśliwi (w 2010 r. – 10,4 proc. ).
W omawianych dzisiaj indeksach Bhutan zajmuje 84 miejsce (w World Happiness Index) oraz 56 miejsce w Happy Planet Index.

Ubywa demokracji w Polsce

Jeszcze w roku 2014, ostatnim przed zwycięstwem wyborczym Prawa i Sprawiedliwości, nasz kraj zajmował 30 miejsce na liście najbardziej demokratycznych państw świata. W 2018 r. było to już 54 miejsce.

Indeks demokracji opracowywany i publikowany jest od 2006 r. przez The Economist Intelligence Unit. Indeks 2018 jest jedenastą edycją i obejmuje swym badaniem 167 państw.
Indeks zawiera pięć ocenianych dziedzin:
1. Proces wyborczy i pluralizm (czego dotyczy 12 pytań)
2. Swobody obywatelskie (18 pytań)
3. Funkcjonowanie rządu i samorządu (14 pytań)
4. Partycypacja polityczna obywateli (9 pytań)
5. Kultura polityczna (7 pytań).
W ramach tych dziedzin, w sumie badanych jest 60 aspektów demokracji, za pomocą odpowiedzi na 60 pytań. Każda odpowiedź oceniana jest w skali od 0 do 10. Indeks stanowi średnią tych ocen dla poszczególnego kraju. Pełną wersję raportu i rankingu 2018 na temat demokracji znaleźć można na stronie www.eiu.com
Przyjęto, że ocena dla kraju wynosząca powyżej 8,0 pkt. oznacza pełną demokrację. Od 6 do 8 to niepełna demokracja, powyżej 4 do 6 to ustrój hybrydowy, zaś poniżej 4 – ustrój autorytarny.
Według tej kwalifikacji, 20 krajów (co stanowi 4,5 proc. ludności świata) zaliczono w 2018 r. do w pełni demokratycznych. 55 krajów – do nie w pełni demokratycznych (43,2 proc. ludności), 39 krajów do ustrojów hybrydowych (16,7 proc. ludności) i 53 krajów do autorytarnych (35,6 proc. ludności świata). Jak widać, kraje niedemokratyczne przeważają
Pierwsza trójka najbardziej demokratycznych krajów świata to Norwegia (9,87 pkt.), Islandia oraz Szwecja.
Polska zajmuje na tej liście dopiero 54 pozycję z wartością indeksu 6,67pkt. Z tego względu zaliczono nas więc do krajów o niepełnej demokracji. Bezpośrednio przed nami są Malezja i Filipiny a za nami Gujana i Lesotho.
Średnia wartość indeksu demokracji dla krajów Europy Zachodniej wynosi 8,35 pkt. (w 2006 r. wynosiła 8,60), a dla grupy krajów Europy Środkowo Wschodniej do której zaliczono także Polskę – 5,42 pkt. (w 2006 r. – 5,76).
Tak więc, Polska znajduje się wprawdzie poniżej średniej demokratycznej dla Europy Zachodniej lecz powyżej dla Europy Środkowo Wschodniej. Jak widać, te średnie w obydwu regionach Europy są w 2018 r. niższe od tych z 2006 r.
Dla Polski jest to obniżka bardzo znacząca (z 7,30 pkt w 2006 r. i 7,41 w 2014 r. do 6,67 w 2018 r.). W tym, dobrym dla demokracji, roku 2014 r. zajmowaliśmy 30. miejsce w świecie.
Ostatnią piątkę krajów o najniższej wartości indeksu demokracji stanowią: Czad, Republika Afryki Środkowej, Demokratyczna Republika Kongo, Syria i Korea Północna.
Jest wiele krajów, które w latach 2006-2018 poprawiły swoje pozycje, a także wiele tych, które je pogorszyły.
My niestety należymy do tych drugich. Wśród krajów Europy Środkowo Wschodniej (spośród członków Unii Europejskiej) zajmujemy dopiero ósme miejsce. Miejsca za nami zajmują, jeszcze mniej demokratyczne od nas Węgry i Chorwacja.
Analizując Polską demokrację na tle nowych krajów członkowskich UE, widać, że wysoką wartość indeksu osiągamy, jeśli chodzi o wybory i pluralizm – 9,17 pkt. Daje nam to wprawdzie tylko przedostatnie miejsce (za nami Węgry), ale z drugiej strony, akurat pod tym względem (mamy powyżej 8,0 pkt) zaliczamy się do krajów w pełni demokratycznych.
Bardzo niską wartość indeksu otrzymaliśmy natomiast w dziedzinie kultury politycznej (4,38 pkt., co stanowi najgorsze miejsce obok Bułgarii), oraz działalności rządu (5,71 pkt.) – i tutaj jest to ostatnia pozycja.
W dziedzinie partycypacji politycznej Polska zajmuje przedostatnią pozycję (5,56 pkt, ex equo z Łotwą, Słowacją i Chorwacją), a za nami są tylko Węgry. W dziedzinie swobód obywatelskich otrzymaliśmy zaś ocenę wynoszącą 7,65 pkt., co daje nam siódmą pozycję wśród omawianych krajów.
Na zakończenie trzeba też odnotować, że USA zaliczone są do krajów o niepełnej demokracji i lokują się dopiero na 25 (! ) pozycji z indeksem wynoszącym 7,96. Indie zajmują 41. miejsce z wartością indeksu 7,23 (wyżej niż Polska) i także są w grupie krajów o niepełnej demokracji.
Rosja została zaś zaliczona do krajów o systemie autorytarnym: zajmuje 144. miejsce z wartością indeksu 2,94. Wyprzedzają ją Chiny – 130. miejsce i indeks demokracji wynoszący 3,32 pkt.

Indeks demokracji 2018:

1. Norwegia 9,87
2. Islandia 9,58
3. Szwecja 9,39
——————–
53. Filipiny 6,71
54. Polska 6,67
55. Gujana 6,64
56. Lesotho 6,61

Rozwiązanie nie tylko dla krezusów

Zakup różnych cennych i luksusowych dóbr, to nie zawsze bezpieczna przystań finansowa.

Gdy wciąż haniebnie niskie jest oprocentowanie lokat bankowych w Polsce, coraz większą popularność zdobywają tzw. inwestycje alternatywne, wykorzystywane poza tradycyjnymi aktywami takimi jak akcje, obligacje czy rynek walut.
Poszukiwane są zwłaszcza takie sposoby lokowania kasy, które w długim okresie byłyby zabezpieczone przed ryzykiem zmiany koniunktury i równocześnie dostosowane do indywidualnych upodobań.
Ze względu na to, że wartość inwestycji alternatywnych nie zależy od aktualnej sytuacji na rynkach finansowych, ludzie z grubymi portfelami często uważają je za bezpieczną przystań dla swych pieniędzy.

Esteci z grubą kasą

Inwestycje alternatywne zawsze cieszyły się zainteresowaniem jakiejś części krezusów, a kryzys finansowy z lat 2007-2009 sprawił, że stały się bardziej popularne. Najbardziej trywialną formę takich inwestycji stanowią nieruchomości, ale są i inne, związane z osobistymi upodobaniami.
– To takie kategorie inwestycji, w przypadku których duży wpływ na decyzje o inwestowaniu kapitału mają głównie czynniki pozaekonomiczne np. emocje, doznania zmysłowe czy też upodobania estetyczne (tzw. inwestycje emocjonalne) – mówi ekspert od zarządzania aktywami Kamil Hajdamowicz.
Przykładami takich emocjonalnych inwestycji są np. monety kolekcjonerskie, dzieła sztuki, alkohole, jachty, klasyczne samochody, zegarki, biżuteria, diamenty – czyli generalnie, wszelkie dobra luksusowe i w miarę trwałe.
Ale nie tylko, bo do kategorii dóbr luksusowych trudno zaliczyć np. starodruki, ważne rękopisy czy zabytkowe książki, choć mogą one przecież być niezwykle cenne.
Inwestycje alternatywne zapewniają ludziom z grubą kasą połączenie aspektu ekonomicznego z estetycznym (co oczywiście zależy od tego, czy mają oni jakieś poczucie estetyki).
A oprócz wyników finansowych (często wszakże wątpliwych) przynoszą im satysfakcję z samego faktu posiadania rzeczy. Wprawdzie niezbyt to chwalebna satysfakcja, ale dość rozpowszechniona wśród ludzi

Emocje nie mają ceny

– Emocjonalny charakter takich inwestycji polega na tym, że o ich wycenie nie decydują obiektywne przesłanki, ale subiektywne odczucia i postrzeganie przez potencjalnych inwestorów. Zysk z inwestycji pojawia się „przy okazji”, a sam zakup służy między innymi osiąganiu korzyści pozamaterialnych, z których najważniejszymi są przyjemność z posiadania, doznania estetyczne, wzrost prestiżu i satysfakcja z przynależności do ograniczonego grona kolekcjonerów – dodaje Kamil Hajdamowicz.
Inwestycje alternatywne wyraźnie różnią się od tradycyjnego rynku akcji czy obligacji. Są pewne wspólne cechy, charakterystyczne dla nich.
Na przykład tzw. niska płynność – co oznacza, iż należy się liczyć z tym, że może wystąpić okresowy brak popytu na jakąś cenną rzecz, który uniemożliwia jej zamianę na gotówkę.
Trzeba będzie wtedy czekać, a często i obniżyć cenę do poziomu, na którym znajdzie się kupiec – albo czekać (być może ad ad calendas graecas) ze sprzedażą na okres, kiedy wróci popyt na naszą inwestycję.
Niska płynność jest tu istotnym utrudnieniem – bo nie można przecież kupić albo sprzedać części obrazu, tak jak np. kupuje się część udziału w firmie w postaci akcji.

Czas to pieniądz

Brak możliwości szybkiej, korzystnej sprzedaży powoduje powstawanie kolejnych problemów, takich jak choćby rosnące koszty przechowywania i zabezpieczenia cennych rzeczy czy wysokie prowizje pobierane od sprzedających.
Dłuższy czas sprzedaży sprawia, że inwestycje alternatywne to zdecydowanie nie jest rynek dla spekulantów, którzy w ciągu kilku dni chcieliby wycofać ulokowany kapitał i do tego uzyskać wysoką stopę zwrotu.
Jednakże, konieczność dłuższego utrzymywania inwestycji oraz niska płynność mogą być rekompensowane (oczywiście nie zawsze) przez wyższe stopy zwrotu. W każdym razie, uważa się, że minimalny czas, żeby zarobić, to 5 – 10 lat – a im dłużej, tym zysk powinien być większy. To trochę jak z emeryturą: im dłużej pracujemy, tym więcej dostaniemy w tzw. jesieni życia, o ile oczywiście nie musimy tyrać na śmieciówkach.
Kolejnym problemem bywa trudność w określeniu wartości rynkowej różnych cennych rzeczy. Tę wartość można naturalnie szacować za pomocą różnych metod, ale w rzeczywistości zależy ona tylko i wyłącznie od tego, ile ktoś zechce zapłacić za daną rzecz. Pomimo dostępności informacji o osiągniętych historycznych cenach jakiegoś cennego przedmiotu, nie będą one w żaden sposób porównywalne do obecnych cen. Tym niemniej, mogą stanowić jakiś wyznacznik, zwłaszcza, że baza informacji dotyczących rynku dóbr luksusowych zaczyna się rozbudowywać, w głównej mierze dzięki wykorzystaniu Internetu, który doprowadził do znaczącego wzrostu transparentności.

Coś, czego nie da się pojąć

Na koniec kwestia najważniejsza – czyli zysk z inwestycji alternatywnej, który zależy od bardzo wielu czynników: ogólna zamożność potencjalnych nabywców, uwarunkowania makroekonomiczne, trendy rynkowe, mody, popyt na takie czy inne dobra (np. na obrazy konkretnego artysty).
Najważniejsze, że nie da się tego w żaden sposób przewidzieć, a i zrozumieć trudno.
Czy ktoś wszak jest w stanie pojąć, dlaczego coś, uważane najpierw za bezwartościowy bohomaz, może bardzo szybko zostać uznane za niezwykle cenne dzieło sztuki? Eksperci ujmują to mądrzej, wskazując, że „istotną rolę odgrywają również czynniki behawioralne, które bardzo trudno jest przewidzieć oraz subiektywne upodobania”.
Warto zauważyć, że inwestycjami alternatywnymi często interesują się ludzie na tyle bogaci, że nie muszą dbać o zysk. Chcą oni jednak niemal za wszelką cenę wejść w posiadanie określonego dobra. W ten sposób windują cenę do nieracjonalnych poziomów, aby tylko nabyć wymarzony obiekt.
Trudno więc komukolwiek z nimi konkurować – chyba, że chodzi o urzędy i instytucje mające siłę nabywczą, która jest nie do przebicia dla inwestora indywidualnego.

Żywy, czy jako filet?

Polacy bardzo lubią karpie. Karpie jednak lubią nas mniej – i chętnie głosowałyby za wyższością świąt Wielkiej Nocy.

Polska to największy w Unii Europejskiej hodowca karpi. W ubiegłym roku sprzedaż karpi na rynku krajowym wyniosła 20,8 tys. ton, z czego ponad 80 proc. sprzedano oczywiście w grudniu. W 2019 r. polscy hodowcy przygotują na sprzedaż nawet 21 tys. ton karpi (importu tu nie ma).
Pytanie tylko, czy rodzimi konsumenci coraz częściej będą sięgać po tę wartościową rybę? Analitycy i specjaliści ds. żywienia prognozują, że tak – choć nie można nie zauważyć ekspansji różnych innych gatunków ryb, które podjadają tradycyjnie dominującą pozycję karpia na wigilijnym stole.

Problem z zabijaniem

W badaniu opinii publicznej, przeprowadzonym w październiku 2019 r. na ogólnopolskiej reprezentatywnej grupie respondentów, ponad 56 proc. ankietowanych zadeklarowało zamiar kupienia karpia, jako ryby na świąteczny stół (sondaż IMAS dla organizacji producentów Polski Karp). Natomiast około 43 proc. osób z tej grupy stwierdziło, że kupi karpia żywego (lub żywego ubitego na stoisku handlowym).
To siła tradycji, która powoduje, że karpiowy sektor nadal dobrze funkcjonuje. Nie da się jednak ukryć, że tak powszechny kiedyś karp, dziś jest konsumowany na Wigilię przez dość umiarkowaną większość Polaków.
W dodatku cały ten obraz jest nieco zakłócany przez metody, jakimi te ryby są pozbawiane życia. Ci co kupują je żywe, zwykle dokonują krwawej łaźni w swej łazience, albo preferują powolne i okrutne duszenie karpi, trzymanych w plastikowej torbie bez wody.
Dlatego w okresie przedświątecznym pojawiają się filipiki przeciwko hodowcom i sprzedawcom żywych karpi. Oczywiście, większość z nas wolałaby przerzucić na innych mokrą robotę, związaną zabijaniem karpi. W związku z tym należy propagować hasło, by kupować tylko filety z karpia – choć oczywiście oznacza to więcej roboty dla producentów, którzy będą je musieli zabijać, krajać i patroszyć.
Teoretycznie, jak to u nas, wszystko jest dobrze. Kontrolę warunków hodowli i sprzedaży ryb sprawuje Główny Lekarz Weterynarii.
Hodowla i sprzedaż karpi są ściśle regulowane przepisami prawnymi, mającymi na celu ochronę tzw. dobrostanu tych zwierząt, zwłaszcza w ostatnim okresie ich życia. Regulacje te określają m.in. warunki sprzedaży żywych karpi.
Najnowsze przepisy, zawarte w „Wytycznych w postępowaniu z żywymi rybami konsumpcyjnymi będącymi przedmiotem sprzedaży detalicznej”, obejmują zapis pozwalający na sprzedaż żywych ryb, w specjalnych torbach z ożebrowaniem oddzielającym ryby od folii i pozwalającym jej oddychać. Jak wiemy, w praktyce nie zawsze jest tak dobrze.

W zgodzie z naturą

Na terenie Polski funkcjonuje kilkaset gospodarstw stawowych zajmujących się produkcją karpi. Ich łączna powierzchnia przekracza 60 000 ha.
Karp jest wymagającym zwierzęciem, które w naszym klimacie rośnie wolno, osiągając rozmiar konsumpcyjny dopiero po trzech latach.
W przeciwieństwie do innej ryby – pstrąga, który hodowany jest w stawach betonowych w dość dużym zagęszczeniu, karp rośnie w naturalnych stawach ziemnych i powinien mieć luźno. Hodowcy muszą zapewniać co najmniej 10 000 litrów wody na jednego osobnika. Większość tych gospodarstw rybackich usytuowana jest na południu kraju.
Łączna liczba zatrudnionych w sektorze hodowli ryb w Polsce wynosiła w 2018 r. dokładnie 5 214 osób – z czego 2/3 pracowało przy hodowli karpi. Wartość sprzedaży karpi krajowej według produkcji z ubiegłego roku przekroczyła 175 mln zł, a wraz z przychodami ze sprzedaży materiału zarybieniowego była wyższa od wartości polskich połowów rybackich na Morzu Bałtyckim (o które ciągle toczą się spory w Unii Europejskiej, jakby było o co).
Rzecz w tym, że łowienie ryb na zanieczyszczonym Bałtyku jest coraz mniej racjonalne, zaś hodowla i spożycie ryb śródlądowych przynosi korzyści gospodarcze i środowiskowe (oraz zdrowotne).
Stawy, w których hodowane są karpie, funkcjonują w symbiozie z środowiskiem naturalnym. Dzięki nim w Polsce utrzymywane są miejsca bytowania wielu gatunków ptaków. Dla przykładu w latach 2016-2017, na obszarze 127 ha stawów Okołowice położonych w północnej części województwa śląskiego, stwierdzono obecność 92 gatunków ptaków wodno-błotnych, w tym 20 prowadziło tam lęgi.
Gospodarstwa stawowe są więc obszarem badań dla ornitologów, a niekiedy także terenami przyrody chronionej. W okresie wiosennym i letnim stawy retencjonują wodę, co dobrze wpływa na kiepski bilans wody w Polsce.

Już od średniowiecza

Chów karpi w stawach ziemnych, prowadzony jest na ziemiach polskich już od XIII wieku. Do dziś jest to produkcja prowadzona metodami, które nawiązują do pierwotnie stosowanych w średniowieczu. Specjaliści przewidują jednak, że w najbliższych latach tradycyjny rynek produkcji i sprzedaży karpi ulegnie modyfikacji.
Pod wpływem trendów konsumenckich rośnie świadomość potrzeby zdrowego żywienia. Może to spowodować wzrost popytu na wysokobiałkowe, zawierające zdrowe tłuszcze mięso karpi. Stanowi ono dobry, nie obciążający organizmu zamiennik dla wołowiny czy wieprzowiny. Potwierdza to projekt naukowy powadzony na Wydziale Technologii Żywności Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, mający na celu stworzenie atrakcyjnej „przekąski energetycznej” na bazie mięsa karpi dla sportowców.
– Dzięki wysokiej wartości odżywczej i zawartości szeregu tzw. witamin antyoksydacyjnych oraz kwasów omega-3, może to być bardzo dobre rozwiązanie dla osób uprawiających sport wyczynowo oraz podejmujących aktywność fizyczną regularnie – wyjaśnia dr inż. Joanna Tkaczewska z Wydziału Technologii Żywności Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie. Jak przekonuje, ten projekt przynosi obiecujące wyniki – i niewykluczone, że karpiowa przekąska będzie stosowana przez reprezentantów Polski na zbliżających się igrzyskach olimpijskich w 2020 r.
Pewnym problemem jest oczywiście charakterystyczny, „błotny” zapach tej ryby, z którym umieją sobie radzić polskie gospodynie – ale nie wiadomo, czy będzie to opłacalne w masowej produkcji.
Nie zmienia to faktu, że karp jest pożywny i zdrowy.
– Ryby są generalnie dobrym źródłem wysoko przyswajalnego białka zwierzęcego, gdyż wraz z niewielką ilością energii dostarczają stosunkowo dużo protein, co jest ważne szczególnie dla osób mających problemy z nadwagą, a także dla sportowców – mówi dr inż. Joanna Tkaczewska.
Białka ryb mogą też być z powodzeniem wykorzystywane do uzupełniania składu białek mniej wartościowych, np. roślinnych.
– Zawarte w rybach tłuszcze mają działanie prozdrowotne, podczas gdy lipidy mięsa zwierząt lądowych przyczyniają się do zwiększenia stężenia cholesterolu w surowicy krwi, a tym samym przyspieszają rozwój zmian miażdżycowych – dodaje dr Tkaczewska.
W przyszłości akwakultura, czyli chów i hodowla ryb oraz innych organizmów wodnych, będzie odgrywać coraz ważniejszą rolę w zaopatrzeniu rosnącej liczby ludności na świecie w bezpieczną i zdrową żywność.
Istotne też, że będzie to następować przy racjonalnym wykorzystaniu zasobów naturalnych i minimalizowaniu negatywnego wpływu na środowisko – czego absolutnie nie gwarantuje hodowla zwierząt rzeźnych.
W Polsce hoduje się obecnie około 45 000 ton ryb rocznie – i ta liczba powinna rosnąć.

Coraz trudniejsze warunki dla biznesu

Przede wszystkim, u nas trudno rozpocząć działalność, a i jej prowadzenie jest pełne niebezpiecznych raf.

Tydzień temu został opublikowany raport na temat ułatwień dla prowadzenia działalności gospodarczej oraz Indeks Doing Business i Ranking 2020, w którym Polska gospodarka zajęła dopiero 40. miejsce.
Indeks publikowany jest od 2003 r. przez Bank Światowy, w tym roku dla 190 krajów. Indeks ma charakter złożony (agregatowy), składa się nań 10 filarów tematycznych (tworzących osobne subindeksy) i aż 51 wskaźników (mierników oceny), dotyczących różnych aspektów prowadzenia działalności. Badania dla Polski prowadzone są na podstawie warunków panujących w Warszawie.

Jak rząd dba o przedsiębiorców

W tych zróżnicowanych filarach i wskaźnikach nasza gospodarka i jej segmenty zajmują różne miejsca w rankingu światowym. Bardzo wysoko oceniane są warunki prowadzenia działalności w zakresie handlu zagranicznego (1. miejsce) oraz stosunkowo niskiego ryzyka niewypłacalności (25).
Bardzo nisko natomiast Bank Światowy ocenia warunki startu przedsiębiorstw w Polsce (dopiero 128 miejsce), czas zarejestrowania działalności (37 dni) oraz rejestracja zmiany własności (dopiero 92 miejsce, a średni czas wpisania zmiany własności w dokumenty to aż 135 dni). W 2009 r. w rankingu Doing Business zajmowaliśmy aż 72. miejsce, pięć lat później już 55. W indeksach z 2017 r. i 2018 r. – 24., postęp był więc wyraźny. W rankingu 2019 r. mamy jednak spadek na 33. miejsce. A już w kolejnym 2020 spadek aż na 40, czyli o 7 miejsc. Czołówka rankingu to: Nowa Zelandia, Singapur, Hong Kong, Dania i Republika Korea Południowa..
Wartość Indeksu dla Nowej Zelandii wynosi 86,8 a dla Polski jedynie 76,4. Taki jest obecnie dystans do najlepszych pod względem konkurencyjności gospodarczej.

Świat nas wyprzedza

Warto zauważyć, że Rosja zajmuje w rankingu Doing Business lepsze miejsce w aspekcie ułatwień dla prowadzenia działalności gospodarczej przez małe i średnie przedsiębiorstwa niż Polska – jest to 28. miejsce. Chiny awansowały zaś na 31 miejsce.
W Europie liderami w zakresie ułatwień dla prowadzenia działalności gospodarczej są Dania (4. miejsce) i Wielka Brytania (8 miejsce). Spośród nowych krajów Unii Europejskiej przed nami są: Litwa (11), Estonia (18), Łotwa (19) i Słowenia (37). Za nami zaś Czechy (41), Słowacja (45), Chorwacja (51), Rumunia (55) i Bułgaria (61).
Indeks i pełny raport można znaleźć: www.doingbusiness.org

Współczesne Chiny w świetle liczb

Państwo Środka to nie tylko sukces gospodarczy. Osiągnięto też postęp w wielu aspektach życia społecznego.

Chiny występują obecnie praktycznie we wszystkich indeksach międzynarodowych obejmujących, w zależności od tematyki od 130 do 194 krajów.
Indeksy te mają swoją długą historię, z reguły są wieloczynnikowe, a liczba tych czynników mieści się w przedziale od 3 do 110. Dobór tych czynników poprzedza wszechstronna analiza i nierzadko zdarza się ich zmiana lub modyfikacja w trakcie kolejnych edycji. Niemniej ich ciągłość jest co do zasady zachowana.
Na ogół indeks jest średnią arytmetyczną ważoną czynników. Wagi przypisywane poszczególnym czynnikom (wskaźnikom) są na ogół celowo zróżnicowane przy zespoły autorskie, choć bywają także o jednakowej wartości. Walorem i urokiem indeksów jest ich prezentacja w postaci jednoliczbowej (syntetycznej). Pozwala to na budowanie rankingów wg krajów, regionów i innych kryteriów
Indeksy opracowywane są z reguły przez instytucje pozarządowe, najczęściej ośrodki naukowo-badawcze, organizacje non-profit, think tanki, renomowane uniwersytety. Obok Chin Ludowych w indeksach tych wyodrębnia się także z reguły Hong Kong jako specjalną strefę administracyjną (choć nie ma pewności czy jest on ujęty także w zagregowanych wielkościach globalnych ChRL). Niektóre indeksy wyodrębniają również Makao. W licznych indeksach uwzględniany jest Taiwan, niekiedy z podkreśleniem w nawiasach, że chodzi o prowincję ChRL.
Według najnowszych publikacji Chiny liczą obecnie 1.415 mln mieszkańców, generują 25,3 biliona dolarów produktu krajowego brutto według siły nabywczej (PPP) i są pod tym względem od kilku lat pierwszą gospodarką świata. PKB na jednego mieszkańca wynosi wg siły nabywczej 18.109,8 dol. PKB Chin stanowi 18,23 proc. produktu światowego. Hong Kong liczy 7,4 mln mieszkańców i wytwarza 84 mld dol PKB (niecałe 2 proc. PKB Chin), a na mieszkańca 64.215,7 dol.
Długość trwania życia w Chinach to 76,4 lata (78 kobiety i 74,9 mężczyźni), a życia w zdrowiu wynosi 68,7 lat.
Zamierzam dokonać przeglądu głównych indeksów obrazujących miejsce Chin w gospodarce światowej i społeczności międzynarodowej – pokazując pierwsze i ostatnie miejsca w indeksie oraz wybrane kraje: Indie i Rosję (jako wchodzące razem z Chinami w skład BRICS), Japonię i Stany Zjednoczone.

Inwestycje i konkurencyjność

Na początku – Globalny Indeks innowacyjności 2019. Jest on opracowywany i publikowany po raz 12. przez Cornel Univeristy, uczelnię INSEAD i Światową Organizację Własności Intelektualnej ONZ. Obejmuje 129 krajów (Chiny wraz z Hong Kongiem).
Indeks ma charakter agregatowy, składa się z 7 bloków tematycznych i 80 szczegółowych wskaźników oceniających poszczególne aspekty innowacji; każdemu z tych bloków przypisano po 3 subindeksy a im dopiero wspomniane 80 wskaźników. Te bloki to (w nawiasie liczba czynników): instytucje (7), kapitał ludzki i badania (12), infrastruktura (10), zaawansowany rynek (9), zaawansowany biznes (15), wiedza i efekty technologiczne (14) oraz efekty kreatywności (13).
W tym indeksie Chiny zajęły w 2019 r. 14. miejsce (rok wcześniej – 17) a Hong Kong 13 (rok wcześniej 14). Wartość indeksu dla Chin wyniosła 54,82 pkt.(w skali 0-100) a dla Hong Kongu – 55,54. W 9 wskaźnikach Chiny zajęły pierwsze miejsce w świecie, w 4 – drugie lub czwarte. Ale w niektórych nawet 107.
W indeksie z 2011 r. Chiny zajmowały 29 miejsce, postęp jest więc bardzo wyraźny. Wyprzedzają one Japonię o jedno miejsce. USA zajęły trzecie miejsce, Rosja 46, a Indie 52. Pierwsze miejsce w omawianym rankingu zajęła Szwajcaria a ostatnie(129) Jemen.
Badaniami konkurencyjności w skali światowej i opracowywaniem Globalnego Indeksu Konkurencyjności (GCI) zajmuje się od ponad 30 lat Światowe Forum Ekonomiczne (WEF). Od 2005 r. WEF oblicza agregatowy indeks konkurencyjności dla 140 krajów (liczba ta corocznie wzrasta) przy współpracy ponad 13 tysięcy respondentów. Konkurencyjność wg Forum to zbiór instytucji, polityk i czynników determinujących poziom produktywności danego kraju.
GCI jest średnią ważoną wielu rozmaitych czynników, których każdy odzwierciedla danego aspekt całego kompleksu konkurencyjności.
Światowe Forum Ekonomiczne konstruując indeks zgrupowało te czynniki (jest ich 110) w 12 filarów konkurencyjności. Są one oceniane odrębnie ale z świadomości ich wzajemnych korelacji, w końcowej postaci tworząc agregatowy indeks.
Dla każdego z filarów oraz czynników tworzone są subindeksy. Te 12 filarów to (w nawiasie liczba czynników): instytucje (19), infrastruktura (8), środowisko makroekonomiczne (5), zdrowia i oświata podstawowa (11), szkolnictwo wyższe i średnie oraz szkolenia (8), efektywność rynku towarów (15), efektywność rynku pracy (9), zaawansowanie rynków finansowych (9), inicjatywy technologiczne (8), rozmiary rynku (2), zaawansowany biznes (8) oraz innowacje (7). Pierwsze cztery filary tworzą fundamenty gospodarki, kolejnych sześć zwiększa jej efektywność, a pozostałe dwa napędzają rozwój.
W światowym indeksie konkurencyjności 2018 Chiny zajmują 28. miejsce z wartością indeksu 72,6 (w skali 0-100), podczas gdy 10 lat wcześniej zajmowały 34. miejsce. Hong Kong zajmuje 8. miejsce, zaś Tajwan 13. W niektórych czynnikach Chiny zajmują pierwsze lub drugie miejsce, a w wielu są w pierwszej dziesiątce.
Pierwsze miejsce zajmują USA a ostatnie Czad (140). Japonia jest piąta, Rosja 43 a Indie 58.

Umiarkowana wolność

Indeks Wolności Gospodarczej opracowywany i publikowany jest od 1995 r. przez Institute for Economic Freedom. Obejmuje 180 krajów.
Indeks jest średnią arytmetyczną o jednakowych wagach, składa się z 4 bloków tematycznych i 12 subindeksów, zaś każdy subindeks zawiera od jednego do 12 cząstkowych mierników (czynników) w skali oceny 0-100.
Subindeksy dotyczą biznesu (10 mierników cząstkowych), handlu (7), polityki fiskalnej (3), rozmiarów wydatków rządowych (2), wolności monetarnej (2), inwestowania (1), finansów (1), własności (1), korupcji i pracy (6).
Warto odnotować znaczenie wolności gospodarczej. Współczynnik korelacji pomiędzy indeksem wolności gospodarczej a dynamizmem przedsiębiorczości wynosi 0,87. Jeśli chodzi o standard życia korelacja wynosi 0,64, korelacja z demokratyzacją kraju to 0,63, a z postępem społecznym 0,73.
Wartość indeksu w skali światowej wyniosła w 2019 r. – 60,8.
W indeksie wolności gospodarczej Chiny znalazły się dopiero na 100. pozycji, a w skali Azji na 20 (spośród 43). Hong Kong – na pierwszej pozycji w skali świata, Makao na 34 i Tajwan na 10.
Wśród 12 filarów najsłabsze oceny w Chinach uzyskała wolność w zakresie inwestowania (dotyczy to inwestorów zagranicznych) oraz wolność w zakresie finansów (20-25 pkt.). Najwyższe oceny dotyczyły wolności w zakresie handlu z zagranicą, zdrowia finansów publicznych ora efektywności stanowienia prawa (73-76 pkt.).
W 1995 r. indeks dla Chin wynosił 52,00. Od 2015 r. jego wartość wzrosła z 52,7 do 58,4 w 2019 r. Raport zalicza Chiny do krajów o umiarkowanej ingerencji w gospodarce.
USA zajęły w tym roku 12. miejsce, Rosja – 98, Indie – 129, a Japonia 30.

Warunki dla biznesu

Raporty na temat warunków prowadzenia działalności gospodarczej prowadzone są od 16 lat. Dotyczą one głównie regulacji biznesowych w obszarze małych i średnich przedsiębiorstw. Badania prowadzone są przez Międzynarodowy Bank Odbudowy i Rozwoju oraz Bank Światowy. W Chinach dla opracowania raportu i indeksu zebrano 57 tysięcy danych jednostkowych.
Wskaźniki dotyczą takich obszarów jak: warunki startu do biznesu (4 mierniki), pozwolenia na budowę (4), dostęp do elektryczności (4), rejestracja własności (4), dostęp do kredytów (4), ochrona mniejszościowych inwestorów (6), płatność podatków (4), handel zagraniczny (12), zawierania kontraktów (3), ryzyko niewypłacalności (4) oraz regulacje rynku pracy. W sumie zatem ok. 50 mieriników.
Według raportu Doing Business 2019 Chiny zajęły 46. miejsce z wartością indeksu 73,64 i zostały zaliczone do 10 krajów, które w ostatnim roku dokonały największego postępu (zwiększenia wartości indeksu o 8,64). Hong Kong zajmuje 4 pozycję a Tajwan 13. Wg raportu za 2010 r. Chiny zajmowały 89 pozycję.
Bardzo wysokie pozycje zajęły Chiny w takich obszarach jak: zawieranie kontraktów (6. pozycja), dostęp do elektryczności (14), rejestracja własności (27) i warunki startu do biznesu (28). Odległe miejsca zajęły zaś obszary: płatności podatków (114) i pozwolenia na budowę (121).
Pierwsze miejsce w rankingu Doing Business zajęła Nowa Zelandia, a ostatnie Somalia. USA zajęły 8 pozycję, Rosja – 31, Japonia – 39, Indie – 77.

Korupcja wciąż się trzyma

Badania postrzegania korupcji prowadzi Transparency International w 180 krajach. Indeks mierzy postrzeganie poziomu korupcji w sektorze publicznym opierając się na 13 różnych badaniach eksperckich i biznesowych.
Skala indeksu wynosi od 0 (kraj wysoko skorumpowany) do 100 (kraj bez korupcji).
Średnia wartość indeksu w skali świata wynosi 43. Dwie trzecie krajów posiada indeks poniżej 50 pkt. i tylko 20 krajów odnotowało postęp. Z kolei w 16 notowano regres.
Chiny w indeksie 2018 uzyskały 87 pozycję (wartość indeksu 39). Hong Kong – 14, a Tajwan 31. W raporcie 2014 Chiny miały 100 pozycję, a więc mimo bardzo słabego wciąż miejsca, postęp jest wyraźny. Hong Kong i Tajwan także poprawiły swe notowania, choć tylko o kilka pozycji. Pierwsze miejsce zdobyła Dania z wartością indeksu 88, ostatnie Somalia – z wartością indeksu 10. Japonia jest na 18 miejscu, USA na 22, Indie na 78, a Rosja na 138 miejscu. Od 2014 r. USA spadły o 5 miejsc, Japonia o 3 miejsca. Indie poprawiły pozycję o 7 miejsc a Rosja pogorszyła o dwa.
W indeksie rozwoju społecznego (Human Development Index) publikowanym od 1990 r. przez United Nations Development Programme., Chiny w 2018 r. osiągnęły wartość 0,752 (od poziomu 0,8 kraj kwalifikowany jest do grupy wysoko rozwiniętych społecznie). Daje to 86. miejsce. Hong Kong osiąga już poziom 0,933 i jest 7. W 1990 r. HDI dla Chin wynosił 0,502, w 2000 r. – 0,592 i w 2010 r. – 0,706. Wzrost jest więc systematyczny i wyraźny. Średnia światowa HDI to 0,729.