Kryzys rządowy we Włoszech, czyli powtórka z rozrywki

Giuseppe Conte złożył na ręce Prezydenta dymisje. Od tamtej pory w Pałacu Prezydenckim trwają konsultacje z przedstawicielami ugrupowań z dawnej koalicji rządowej jak i opozycji. Forza Italia Silvio Berlusconiego cierpliwie czeka i szykuje propozycje nowej koalicji, a Liga Matteo Salvieniego i Bracia Włoch Giorgii Meloni liczą na rozpisanie wcześniejszych wyborów. Prezydent Sergio Mattarella, już po raz trzeci w ciągu 43 miesięcy, chciałby powierzyć utworzenie rządu Giuseppe Conte, a tymczasem pojawią się kolejne nazwiska potencjalnych kandydatów na stanowisko premiera Włoch. Inaczej mówiąc: nic nowego w politycznej rzeczywistości Półwyspu Apenińskiego.

Giuseppe Conte złożył na ręce Prezydenta Włoch dymisję, kończąc 509 dni wspólnych rządów Ruchu Pięciu Gwiazd, Partii Demokratycznej, Wolnych i Równych oraz Italia Viva. Drugi rząd Conte utracił stabilność po tym, gdy na tle sporu o kształt wyjścia z kryzysu wyszła z niego mała formacja byłego premiera Matteo Renziego, Italia Viva.
Kruche wotum zaufania
Powodem polemik był głównie rozdział środków z unijnego Funduszu Odbudowy. Osłabiony rząd otrzymał mimo wszystko wotum zaufania w obu izbach parlamentu. Sęk w tym, że w rzeczywistości poparcie w Senacie opierało się na dożywotnich senatorach, na których obecności nie zawsze można liczyć. Dowiodło to zdaniem ekspertów, że Rada Ministrów może istnieć, ale nie może rządzić, bo prawie zawsze będzie im brakować pewności co do poparcia w obu izbach. Oficjalną przyczyną decyzji o wyjściu z koalicji przez Italia Viva miała być kwestia nieodpowiedniego programu zarządzania środkami unijnymi – Recovery Plan, które są przeznaczone na walkę z kryzysem wywołanym pandemią. Renzi nie zaakceptował decyzji Contego, aby środkami unijnymi zajmował się sztab doradców związanych bezpośrednio z gabinetem włoskiego Prezesa Rady Ministrów. Renzi miał również obiekcje co do rozporządzania środkami, preferując projekty długoterminowe (oprocentowane), a nie doraźną pomoc finansową dla poszczególnych grup zawodowych (bez oprocentowania).
Karuzela nazwisk
Prezydent Sergio Mattarella rozpoczął serię spotkań chcąc znaleźć rozwiązanie dla obecnej sytuacji. Od kilku dni pojawiają się nowe koncepcje i kolejne nazwiska kandydatów na stanowisko Premiera. Jednym z wielu byłoby powierzenie zadania utworzenia rządu Mario Draghiemu, byłemu prezesowi Europejskiego Banku Centralnego. Miałby on duże szanse poparcia zarówno ze strony prawicy, jak i lewicy. Od niedawna mówi się również o kandydaturze Roberto Fico, obecnym Przewodniczącym Izby Deputowanych z ramienia Ruchu Pięciu Gwiazd, którego od 2018 roku również jest przewodniczącym. Jego nazwisko już wcześniej padało, kiedy trwały konsultacje przed utworzeniem drugiego rządu Giuseppe Conte. Pojawiają się głosy, że Renzi przyjąłby takie zadanie, ale wątpliwe czy miałby szanse na wotum zaufania. Pojawia się też scenariusz o którym inny polityk znany na prawicy wręcz marzy, czyli koalicja ponad podziałami Silvio Berlusconiego. Już raz podobny scenariusz częściowo się sprawdził w latach 2013-2018, ale szanse na jego realizację są dość niewielkie, ale we Włoszech wszystko jest możliwe. Jeszcze istnieje idea podjęcia działań mających na celu utworzenie rządu technicznego, który miałby na celu przejść przez okres kryzysu do wyborów, które powinny się odbyć w 2023 roku. Tak było w 2011 roku kiedy Berlusconiego zmienił ekonomista Mario Monti. Tym razem myśli się (ponownie) o Carlo Cottarellim.
Potencjał Giuseppe Conte
Obecni koalicjanci, czyli Partia Demokratyczna i Ruch Pięciu Gwiazd, najchętniej by widzieli na stanowisku premiera samego Conte, który utworzyłby swój już trzeci rząd, zwany też w skrócie „Conte Tre”. Jednak nie wynika to z sympatii do niego, tylko z obawy przed potencjalnymi krokami, które mógłby podjąć prawnik z Rzymu, gdyby odszedł ze stanowiska, a Prezydent Sergio Mattarella rozpisał przyspieszone wybory. Dziennik Il Sole 24 Ore zlecił badanie, które miało określić na jakie poparcie mogłoby liczyć ugrupowanie założonego przez obecnego premiera Włoch. Wynik był zadziwiający – partia „CONTE” mogłaby liczyć nawet na 16-18% głosów. W sumie nic dziwnego, ponieważ Giuseppe Conte cieszy się wciąż dużym poparciem wśród Włochów i pozostaje wciąż najpopularniejszym premierem od ćwierć wieku. Nawet dzisiaj 45 % mieszkańców Półwyspu Apenińskiego chce utworzenia trzeciego gabinetu Conte. Dodajmy, że w międzyczasie zdecydowanie „urosło” poparcie dla Ligi i Braci Włoch, którzy twierdzą, że pandemia Covid19 obnażyła nieudolność rządzących. Zarówno Partia Demokratyczna jak i Ruch Pięciu Gwiazd ma świadomość, że wybory byłby szybką droga do politycznej zapaści. Sam Ruch stracił przez ostatnie prawie trzy lata połowę poparcia i dla nich ponowne wybory oznaczałoby utratę 3/5 miejsc w Parlamencie. Partia Demokratyczna teoretycznie mogłaby liczyć na wynik ok. 20% głosów, ale nie miałaby raczej szans na utworzenie koalicji. Dlatego tym bardziej przedstawiciele „czerwono-żółtej koalicji” nawołują w konsultacjach do przejścia do trzeciego rządu Contego, twierdząc, że to rozwiązanie najlepsze, nieuchronne i jest jedyną możliwością, by rozwiązać obecny kryzys. Matteo Renzi dostanie coś więcej, bo zapewne o to mu właśnie chodzi. Były Burmistrz Florencji i Premier Włoch jest znany, ze swojej makiawelicznego umysłu i sposobu prowadzenia polityki.
Co dalej?
Przebieg rozmów (czytaj negocjacji) Prezydenta Włoch Sergio Mattarella w takich okolicznościach wyraźnie pokazują jak silna jest pozycja Prezydenta Italii, który jasno uświadomił wszystkim, że „deklaracja” jako wyrażenie brzmi całkiem nieźle, jednak niczego nie można być pewnym. Na pewno Prezydent Republiki będzie walczył o stabilny rząd, który poradzi sobie bez większych kontrowersji w walce z koronawirusem i postara się częściowo wyjść z ekonomicznej zapaści Włoch. W międzyczasie Giuseppe Conte, złożył w ostatni czwartek zeznania w sprawie przeciwko Matteo Salviniemu, byłemu ministrowi spraw wewnętrznych w jego pierwszym rządzie. Prokuratura w Katanii zarzuca liderowi Ligi przetrzymywanie na statku migrantów i uchodźców uratowanych na Morzu Śródziemnym. Za postawione zarzuty byłemu szefowi włoskiego MSW groziłoby do 15 lat więzienia. Według źródeł sądowych cytowanych przez włoskie media Conte powiedział sędziemu, że decyzje w sprawie statku „Gregoretti” podejmował właśnie sam Salvini. Obrońcy zaś argumentują, że jako szef MSW działał on zgodnie z linią postępowania ówczesnego gabinetu, który zaostrzył politykę migracyjną. Możliwe, że już niedługo sytuacja w Italii będzie jeszcze ciekawsza.

Pozdrowienia z pomarańczowej strefy

„Wino białe, piwo, wino czerwone. Jak ktoś nie lubi piwa to spritz.” – tak żartowali sobie Włosi, kiedy na początku listopada ub.r. wszedł w życie podział na trzy strefy: żółtą, pomarańczową, czerwoną. W obostrzeniach trudno było się połapać. Nie łatwo też zrozumieć, co było wolno, a czego nie w poszczególnych strefach oznaczonych danym kolorem, który wynika z wartości czynnika zakaźności Rt0, monitorowanego cotygodniowo przez ISS – włoski Wyższy Instytut Zdrowia i Ministerstwo Zdrowia. Mały świąteczny lockdown nie pomógł i od 16 stycznia 2021 r. we Włoszech obowiązują nowe obostrzenia (weszły w życie w niedzielę 17 stycznia). Nastąpiło ogólne pogorszenie się sytuacji epidemiologicznej.

Po raz pierwszy od ubiegłorocznego lockdownu (z wyjątkiem okresu świątecznego, w którym jednakowe obostrzenia wprowadzono na całym terytorium kraju), w strefie pomarańczowej znalazł się Rzymu i Lacjum.
Niestety wiele włoskich regionów przekroczyło R 1, co zwiększa „ryzyko niekontrolowanej epidemii”. W strefie pomarańczowej znalazły się Dolina Aosty, Piemont, Liguria, Wenecja Euganejska, Emilia-Romania, Marche, Umbria, Abruzja, Lacjum, Apulia, Kalabria. W strefie czerwonej: Lombardia, Bolzano-Górna Adyga, Sycylia. W strefie żółtej pozostają: Fruli-Wenecja Julijska, Trydent Górna-Adyga, Toskania, Sardynia, Molise, Kampania, Bazylikata. W 12 regionach i prowincjach wskaźniki dotyczące oddziałów intensywnej terapii znowu przekroczyły krytyczny próg. We Włoszech odnotowano już 2,37 mln osób zakażonych koronawirusem, 1,73 mln wyzdrowiało. Zmarło 81.800 osób. Liczba dziennych zgonów waha się w granicach pięciuset. Ogólnokrajowy wskaźnik zakaźności wynosi R 1,09. Zaszczepiono pierwszy milion osób.
W całym kraju obowiązuje godzina policyjna od od 22:00 do 5:00, podczas której nie można się przemieszczać, chyba że wymagają tego obowiązki wynikające z  pracy, konieczności wyższej lub stanu zdrowia, co zostaje potwierdzone samozaświadczeniem.
W strefie żółtej
życie toczy się w miarę normalnie… Bary i restauracje są otwarte do godz. 18:00, a później można sprzedawać tylko na wynos. Zamknięte są siłownie, baseny, teatry, kina, muzea. Ośrodki sportowe pozostają otwarte.
W strefie pomarańczowej
dodatkowe obostrzenia przewidują zamknięcie barów i restauracji przez 7 dni w tygodniu, jedzenie na wynos może być sprzedawane tylko do godz. 18:00 i nie może być konsumowane w bliskiej odległości lokalu. Nie ma ograniczeń co do dostaw cateringowych do domu. Zostają zamknięte centra handlowe w święta i w dzień poprzedzający je, z wyłączeniem aptek, parafarmacji, punktów gastronomicznych, sklepów tytoniowych i kiosków. Zamknięte pozostają muzea. Jest zabronione przemieszczanie się z jednego regionu do drugiego oraz z jednej gminy do drugiej, z wyjątkiem uzasadnionych powodów. Przemieszczanie się z gmin o liczbie do 5000 mieszkańców jest dozwolone w promieniu 30 kilometrów od ich granic (na przykład w celu zakupów), z wyjątkiem podróży do stolicy prowincji. Nauczanie na odległość jest przewidziane dla szkół średnich, z wyjątkiem uczniów niepełnosprawnych oraz w przypadku korzystania z laboratoriów. Pozostają otwarte przedszkola, szkoły podstawowe i gimnazja. Zamknięte są uniwersytety, z wyjątkiem niektórych zajęć dla studentów pierwszego roku i laboratoriów. Dodatkowo transport publiczny może przewozić do 50 proc. osób, z wyjątkiem transportu szkolnego. Zostaje zawieszona działalności salonów gier, zakładów bukmacherskich, bingo i automatów do gier również w barach i kioskach. Baseny, siłownie, teatry i kina pozostają zamknięte.
W strefie czerwonej
obowiązują bardzo rygorystyczne zasady. Bary i restauracje pozostają zamknięte przez 7 dni w tygodniu regionów, sprzedaż jedzenia na wynos jest dozwolona do 22:00. W przypadku dostawy do domu nie ma ograniczeń. Pozostają zamknięte wszystkie sklepy, z wyjątkiem supermarketów spożywczych, sklepów spożywczych i z artykułami pierwszej potrzeby. Kioski, sklepy tytoniowe, apteki i parafarmacja, pralnie i fryzjerzy pozostają otwarte. Salony urody są zamknięte. Tak samo, siłownie, baseny, teatry, kina, muzea. Pozostają otwarte tylko przedszkola, szkoły podstawowe i gimnazja. Kształcenie na odległość obowiązuje w liceum, dla klas drugiej i trzeciej. Uniwersytety są zamknięte, z określonymi wyjątkami. Zostają zamknięte ośrodki sportowe z wyjątkiem tych, w których trenuje się profesjonalnie z potwierdzeniem ze strony związków CONI i CIP. Aktywność fizyczną można uprawiać w pobliżu domu (spacery), zajęcia sportowe na świeżym powietrzu dozwolone są wyłącznie w formie indywidualnej. Zostają zamknięte salony gier, zakłady bukmacherskie, bingo, także w barach i kioskach. W transporcie publicznym, z wyjątkiem transportu szkolnego, dozwolone jest przewożenie do 50% osób.
„Kolorowe strefy”
obowiązują przez dwa tygodnie. Po tym okresie następuje weryfikacja parametrów epidemiologicznych i rząd może podjąć decyzję, czy dany region nadal pozostaje w danej strefie, czy ją zmienia – na „lepszą” lub „gorszą”.
Dekret rządowy z 16 stycznia b.r. wprowadza również po raz pierwszy „strefę białą”, w której ma „otworzyć się” wreszcie kultura. W strefie białej wskaźnik zakaźności R powinien wynosić 0,5 czyli poniżej 50 osób na 100 tys. mieszkańców. Do tego jednak jeszcze bardzo daleko każdemu regionowi…
Stan wyjątkowy we Włoszech został przedłużony do 30 kwietnia. Nowy dekret obowiązuje do 5 marca 2021 r. Zakaz przemieszczania się między regionami/prowincjami autonomicznymi zostanie utrzymany do 15 lutego 2021 r., z wyłączeniem uwiarygodnionych potrzeb zawodowych, sytuacji wyższej konieczności, względów zdrowotnych, powrotu do miejsca zamieszkania.​​​ W odwiedzinach w domu mogą jednocześnie uczestniczyć dwie osoby nie będące domownikami, nie wliczając w to dzieci poniżej 14 lat oraz osób niepełnosprawnych.
Stoki narciarskie pozostają zamknięte do 15 lutego 2021 r.
Nowe zasady dla osób podróżujących z Polski i innych krajów
Od 16 stycznia weszły w życie również nowe zasady obowiązujące osoby podróżujące z Polski do Włoch. Polska wraz z innymi krajami została zaliczona do krajów znajdujących się w grupie C (Andora, Austria, Belgia, Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Czechy, Dania, Estonia, Finlandia, Francja, Grecja, Hiszpania, Irlandia, Islandia, Liechtenstein, Litwa, Luksemburg, Łotwa, Malta, Monako, Niemcy, Niderlandy, Norwegia,  Polska, Portugalia, Rumunia, Słowacja, Słowenia, Szwajcaria, Szwecja, Węgry), czyli do strefy ryzyka.
Jak informuje Ambasada RP w Rzymie, w  związku z tymi zmianami w okresie od  16 stycznia do 05 marca 2021 r., przed przekroczeniem granicy włoskiej należy: 1) wypełnić oświadczenie; 2) przedstawić zaświadczenia o negatywnym wyniku badania na koronawirusa, przeprowadzonego najwcześniej na 48 godzin przed wjazdem na terytorium Włoch. Akceptowane są jedynie testy wymazowe: molekularne i antygenowe. W przypadku braku takiego testu należy poddać się 14-dniowej kwarantannie; 3) dodatkowo, osoby wjeżdżające do Włoch z wyżej wskazanych obszarów muszą zgłosić swój przyjazd do przychodni lokalnej właściwej dla miejsca pobytu.
Testów nie muszą przedstawiać i nie muszą się poddawać kwarantannie: a) osoby wjeżdżające do Włoch własnym środkiem transportu, pod warunkiem, że opuszczą terytorium Włoch w ciągu 36 godzin od wjazdu. Za taki „tranzyt”, w myśl obecnych przepisów epidemicznych, uznaje się wyłącznie przejazd przez terytorium Włoch bez postojów. Zatrzymanie się np. na nocleg skutkowałoby natomiast uznaniem podróży za „krótki pobyt”, a to z kolei wiązałoby się z koniecznością przedstawienia aktualnych wyników testów w kierunku Covid-19; b) osoby przesiadające się na lotniskach we Włoszech w podróży do innych państw (bez opuszczania strefy tranzytowej); jeśli jednak opuściłyby strefę tranzytową na lotnisku – podlegają ogólnym przepisom i obostrzeniom; c) osoby wjeżdżające do Włoch na czas nie dłuższy niż 120 godzin z udowodnionych przyczyn zawodowych, zdrowotnych lub absolutnej konieczności; d) załogi środków transportu.
Osoby, które przebywały Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej lub przejeżdżały przez terytorium tych państw w ciągu ostatnich 14 dni nie mogą wjechać na terytorium Włoch. Wjazd do Włoch możliwy jest tylko w celach zawodowych, zdrowotnych, naukowych, w sytuacjach nagłych, lub konieczności powrotu do miejsca zamieszkania. Nie ma możliwości wjazdu w celach turystycznych.  Należy również wypełnić oświadczenie.
Ponadto, należy zawsze brać pod uwagę dodatkowe obostrzenia lokalne i regionalne wynikające z podziału Włoch na trzy strefy: żółtą, pomarańczową i czerwoną. Oznacza to, że lądując na lotnisku poza regionem, do którego mamy zamiar się udać, nie będzie można się do niego przemieścić w okresie trwania obostrzeń. Kontrole są prowadzone na dworcach kolejowych.
Miejmy nadzieję, że za dwa tygodnie coś się zmieni… na lepsze…

Włochy w 2021 roku

Nowy rok i nowe problemy, czyli noworoczna awantura w koalicji rządzącej.

Kiedy Ruch 5 Gwiazd i Partia Demokratyczna, czyli obecna koalicja rządząca, usiłuje za wszelką cenę utrzymać spójność gabinetu w dobie koronawirusa, w tym samym czasie Matteo Renzi zaczyna grozić wycofaniem swoich ministrów. O co właściwie gra były Premier Włoch?
Nie tylko w Polsce małe ugrupowanie próbuje merdać całą koalicją rządzącą. Podobny scenariusz można obserwować na Półwyspie Apenińskim, gdzie „mała” Italia Viva, utworzona w wyniku odłączenia jednej frakcji z Partii Demokratycznej, przez byłego premiera Włoch Matteo Renziego, próbuje rozegrać parlamencie swoje karty licząc na umocnienie swojej pozycji w rządzie.
Italia Viva złożona w większości z byłych polityków Partii Demokratycznej, cieszy się zaledwie kilkuprocentowym poparciem. Jednak obecności jej 30 deputowanych i 13 senatorów w koalicji rządzącej jest kluczowa do zachowania większości parlamentarnej. Premier Włoch Giuseppe Conte proponuje ponowne przetasowanie rządu, które efektem końcowym miałoby być dodanie dwóch ministerstw i kolejnych stanowisk trzech wiceministrów dla ugrupowania Renziego. Były Premier na razie odmawia i grozi zerwaniem koalicji, co mogłoby oznaczać upadek rządu i ponowne wybory. Ten scenariusz pasowałby tylko liderowi dawnej Ligii Północnej, Matteo Salviniemu, którego dobre wyniki sondażowe przyprawiają obecny rząd o nocne koszmary. Nowe wybory mogłyby dać mu pełną władzę, przy ewentualnym wsparciu w postaci neofaszystowskich Bracia Włoch, a Ruch 5 Gwiazd mógłby liczyć na ledwo połowę obecnej reprezentacji w Parlamencie. Renzi o tym wie dlatego tak rozgrywa swoje karty.
Tarcie między dwiema największymi partiami koalicyjnymi, a ugrupowaniem byłego premiera to nie nowość, jednak mając na uwadze potrzebę współdziałania w obliczu pandemii obie strony wycofały się. Ostatnio temat ponownie wrócił. Czemu? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. I tak jest też tym razem. Otóż kroplą, która przelała czarę, okazuje się być niezgoda w sprawie włoskiego planu odbudowy, a zwłaszcza wydatkowanie środków otrzymanych z unijnego Funduszu Odbudowy, z którego w ramach bezzwrotnych grantów i niskooprocentowanych pożyczek Włochom przypadnie ponad 200 mld euro. Spór o nadzór nad środkami wywołał w ostatnich tygodniach poważne napięcie między Renzim a Conte.
Premier Giuseppe Conte zdecydował, że decyzje będą podlegały jemu oraz zespołowi powołanych przez jego gabinet specjalistów. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Opozycja jak i również Matteo Renzi oczekuje, że zadanie powinno zostać w rękach rządu, administracji publicznej i parlamentu. Były przewodniczący Partii Demokratycznej uważa, że powierzenie rozporządzania funduszami zewnętrznej grupie osłabi rolę parlamentu. Zarówno lider Italia Viva, jak i partie prawicowe (vide Liga oraz Bracia Włoch) zarzucają Premierowi, że jego decyzja stanowi próbę zwiększenia władzy, wychodzącej z ram Konstytucji.
Renzi proponuje odważniejsze wydawanie środków unijnych i zaciągnięcie kolejnych dużych sum w ramach pożyczek. Lider Pięciu Gwiazd, Luigi di Maio, nieufnie podchodzi do tego rozwiązania, zwracając uwagę, że zbyt duże oparcie się na instrumencie pożyczek, zamiast działania przede wszystkim na unijnej bezzwrotnej pomocy finansowej, niesie za sobą zagrożenie zwiększenia długu publicznego. Włoski minister gospodarki i finansów Roberto Gualtieri wywodzący się z Partii Demokratycznej stwierdził, że w obecnej sytuacji nie stać Włochy na realizację wszystkich propozycji Renziego, bo grozi to zbyt dużym ryzykiem zapaści ekonomicznej.
Generalnie od kilku miesięcy mamy do czynienia z wymianą złośliwości jak i licznymi tarciami na linii Ruch 5 Gwiazd & Partia Demokratyczna – Italia Viva. Włoskie media coraz częściej spekulują o rozpisaniu wcześniejszych wyborów przez Prezydenta Włoch – Sergio Mattarellę, a Premier Giuseppe Conte robi dokładnie to samo, kiedy lider Ruchu 5 Gwiazd w czasach koalicji z Ligą, co chwilę awanturował się z jej liderem Matteo Salvini, czyli uspakaja. Na kolejnych konferencjach prasowych wyjaśnia oraz uprzedza, że raczej nie przewiduje w scenariuszu przedterminowych wyborów. Trudno się nie zgodzić, że gaszenie pożarów jest jego prawdziwą specjalnością.
Pojawia się teraz właściwe pytanie: o co właściwie walczy były Premier Włoch? Włoska prasa domniema, że byłemu premierowi chodzi o większe wpływy w rządzie. Italia Viva ma obecnie dwa ministerstwa: Rolnictwa i Leśnictwa oraz Rodziny i Równych Szans. Możliwe, więc że Renzi bardziej liczy na rekonstrukcję rządu i powiększenie swojej strefy wpływów, niż jego upadek. Jednak sam zainteresowany twierdzi, że Italia Viva wystąpi z rządu w przypadku nieznalezienia porozumienia. Istnieje jeszcze jedna teoria która od jakiegoś czasu krąży po korytarzach w Pałacu Montecitorio – siedzibie parlamentu włoskiego. Renzi ma pełną świadomość, że ciągnący się kryzys we Włoszech oraz obawy ekipy rządzącej wobec wcześniejszych wyborów, które mogłyby dać władzę prawicy, czyli Matteo Salviniemu, mogą doprowadzić do utworzenia nowego gabinetu, ale już bez Giuseppe Conte na fotelu Premiera. Kto miałby go wtedy zastąpić? Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się że Renzi widzi przede wszystkim siebie na tym stanowisku, a że jest w chwili obecnej języczkiem uwagi w obecnym rządzie, to ma nawet jakieś szanse.
Żeby było ciekawiej, to ugrupowanie Renziego przygotowało dokument, złożony z 62 punktów, w którym zaprezentowała założenia planu odbudowy. Są one oczywiście w kontrze do rozwiązań zaproponowanych przez gabinet Premiera. Niby nic szczególnego, ale nietrudno odnieść wrażenie, że wymyślony tytuł dokumentu może zostać odebrany jako sugestia pożegnania się z rządem Giuseppe Conte. Chodzi bowiem o cztery słowa z których składa się tytuł dokumentu: Cultura, Infrastrutture, Ambiente e Opportunità. Pierwsze litery tworzą słowo „CIAO”, co można przetłumaczyć jako „żegnaj”. Przypadek? Raczej nie.
W noworocznym orędziu prezydent Sergio Mattarella wezwał rząd, aby odsunął partyjne podziały i podjął działania na rzecz walki z pandemią i odbudowę gospodarki. Zdaniem wielu apel skierowany był przede wszystkim do Matteo Renziego.

We Włoszech święta z ograniczeniami

„To będzie inne Boże Narodzenie niż wszystkie.” – zapowiedział premier Włoch Giuseppe Conte. Zgodnie z nowym dekretem rządowym obowiązującym od 4 grudnia do 15 stycznia 2021 r., wprowadzono szereg obostrzeń obowiązujących zarówno mieszkańców Włoch, jak i tych, którzy w tym okresie będą chcieli odwiedzić ten kraj.

Od 21 grudnia 2020 r. do 6 stycznia 2021 r. na całym terytorium kraju obowiązuje zakaz przemieszczania się poza terytorium regionów lub województw autonomicznych, w dniach 25 i 26 grudnia 2020 r. oraz 1 stycznia W 2021 r., obowiązuje zakaz przemieszczania się również pomiędzy gminami, z wyjątkiem podróży motywowanych udokumentowanymi potrzebami zawodowymi, zdrowotnymi lub wyższą koniecznością. Podczas Bożego Narodzenia będzie obowiązywać godzina policyjna od 22.00 do 5.00 (obecnie zakaz poruszania się bez uzasadnienia obowiązuje w godzinach 24.00 do 5.00), a w Sylwestra przedłużono ją do godziny siódmej rano. Na początku zakładano, że w obiadach lub kolacjach świątecznych będzie mogło uczestniczyć maksymalnie 6-8 osób. Ostatecznie nie wprowadzono żadnego ograniczenia. Premier Conte wyjaśnił: „W systemie liberalno-demokratycznym nie możemy wchodzić do domów ludzi i nakładać surowych ograniczeń. Możemy ograniczyć się jedynie do silnej rekomendacji. Zdecydowanie odradzamy przyjmowanie w domu osób nie zamieszkujących wspólnie, zwłaszcza przy takich okazjach, które są bardziej towarzyskie i intymne. To niezbędny środek ostrożności nie tylko dla nas, ale także dla ochrony naszych bliskich, zwłaszcza rodziców i dziadków.”

Pasterka zostanie więc przesunięta na godzinę 20:00. Konferencja Episkopatu Włoch zwróciła się do parafii o zaplanowanie kilku mszy świątecznych w dzień Bożego Narodzenia, aby uniknąć zgromadzeń. Protokoły obowiązujące od maja ubiegłego roku przewidują w kościołach używanie maseczek, dezynfekcję rąk, zachowanie odstępu i opróżnienie chrzcielnic z wody święconej. Komunia jest najczęściej rozdawana na rękę.

Turystyka we Włoszech

Turystów przybywających do Włoch obowiązują nowe zasady: 1) 10.12–20.12 obowiązek przedstawienia negatywnego wyniku testu molekularnego lub antygenowego wykonanego w ciągu 48 h przed przekroczeniem granicy Włoch; w razie braku testu obowiązek poddania się 14-dniowej kwarantanni; 2) 21.12–06.01 obowiązek poddania się 14-dniowej kwarantannie; 3) 07.01–15.01 obowiązek przedstawienia negatywnego wyniku testu molekularnego lub antygenowego wykonanego w ciągu 48 h przed przekroczeniem granicy Włoch; chyba, że przebywało się na terytorium Polski w dniach 21.12-06.01, wtedy również przyjeżdżając do Włoch należy poddać się 14-dniowej kwarantannie.

Ośrodki narciarskie we Włoszech będą zamknięte co najmniej do 6 stycznia. Pozostają zamknięte wszystkie muzea i parki archeologiczne na całym terenie kraju oraz na terenie Watykanu. Nie można zwiedzać ani Koloseum, ani Muzeów Watykańskich. Otwarta pozostaje Bazylika św. Piotra oraz inne przybytki kultu.

Hotele we Włoszech pozostają otwarte, ale w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia nie będzie można organizować przyjęć i kolacji. W związku z tym restauracje hotelowe zostaną zamknięte o godzinie 18:00, a po tym czasie będzie dozwolona tylko obsługa pokojowa.

Od 4 grudnia do 15 stycznia, w święta i dzień przed świętami, w centrach handlowych otwarte będą tylko sklepy spożywcze, apteki, sklepy parafarmaceutyczne, ze zdrową żywnością, tytoniowe oraz kioski. Od 4 grudnia do 6 stycznia godziny otwarcia wszystkich innych sklepów zostały przedłużone do godz. 21.00.

W dalszym ciągu restauracje, bary i puby pozostają otwarte do godz. 18.00. Podczas świąt, przy jednym stoliku będą mogły zasiadać osoby tylko z tej samej rodziny.

W dalszym ciągu na terenie Włoch obowiązuje posiadanie przy sobie zaświadczenia uzasadniającego cele w przypadkach poruszania się podczas godziny policyjnej czy przemieszczania się po terenie kraju w okresie przedświątecznym objętym obostrzeniami wprowadzonymi przez nowy dekret.

Nie ma czego świętować w tym roku

Włosi w tym roku nie mają wielkiej ochoty na świętowanie. Wszyscy mają nadzieję, że 2020 skończy się jak najszybciej, a nadchodzący rok będzie lepszy. Włoski rząd chce za wszelką cenę uniknąć błędów jakie zostały popełnione podczas letnich wakacji, kiedy to pozwolono obywatelom na dość dużą swobodę, także w celu ratowania wielu sektorów gospodarki i odreagowania po całkowitym lockdownie. „Otwarcie dyskotek latem kosztowało kraj 20 tys. zgonów na koronowirusa. Tych śmierci można było uniknąć i należy uniknąć kolejnych.” – komentował profesor Massimo Galli, dyrektor szpitala Sacco w Mediolanie, jeden z najbardziej liczących się wirusologów.

2 grudnia, w ciągu doby, we Włoszech zmarły 993 osoby – to najwyższy negatywny rekord dobowy od początku pandemii. 27 marca, w czasie ścisłego lockdownu, zmarło 969 osób. Włochy to kraj, w którym zabójczość Sars-Cov2 pozostaje nadal najwyższa w Europie i wciąż trudno zrozumieć dlaczego. Od początku epidemii umarło już ponad 60 tys. osób. Średni wiek zmarłych to 80 lat. Odchodzi całe włoskie pokolenie dziadków. To jeden z powodów, dla którego w tym kraju zdecydowano się wprowadzić tak ścisłe obostrzenia na święta, które są zawsze okazją do wielopokoleniowych spotkań rodzinnych.

Choć druga fala epidemii zaczyna słabnąć, włoscy epidemiolodzy nie są optymistami. „Grudzień i styczeń to będą okropne miesiące.” – powiedział Walter Ricciardi, doradca ministerstwa zdrowia Roberto Speranza i profesor higieny na Katolickim Uniwersytecie w Rzymie. „Co może się wydarzyć w styczniu? Trzecia fala, spodziewamy się tego, znając historię poprzednich pandemii. Skala będzie zależeć od nas”. – twierdzi Fabrizio Pregliasco, wirusolog z uniwersytetu w Mediolanie.

Szczepienia

Włochy powinny otrzymać ponad 200 milionów dawek szczepionki Pfizer, w ciągu następnych 15 miesięcy. Musi być ona przechowywana w temperaturze -80 stopni C i na jej skład wyznaczono największą europejską bazę wojskową w Pratica di Mare pod Rzymem. Punkty szczepień zostaną wyznaczone w 300 szpitalach na całym terytorium kraju. W pierwszej kolejności będą szczepione osoby starsze i zagrożone oraz personel medyczny. Osoby, które przeszły Covid19 zostaną zaszczepione na końcu, gdyż jest nadzieja że nabyta już odporność ochroni ich przed zachorowaniem przez kilka miesięcy. „Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem do końca września we Włoszech może być zaszczepionych 100 mln osób.” – powiedział komisarz ds. sytuacji kryzysowych Domenico Arcuri. Dodał również, że we Włoszech będą szczepieni także obcokrajowcy żyjący tu legalnie, jak i migranci, gdyż jest to ważne dla dobra ogółu społeczeństwa. Na razie nie ma mowy o żadnym przymusie szczepień, ważne jednak jest aby zaszczepiła się jak największa liczba osób.

Lombardia – oddział zamknięty

Premier Giuseppe Conte, na wniosek władz Lombardii, planuje wprowadzić godzinę policyjną w północnym regionie Włoch. Wniosek wynika z przewidywań władz regionu z których wychodzi, że do końca października do szpitali trafi ok. 4 tysiące chorych na COVID-19, w tym 600 na oddziały intensywnej terapii, a rokowania na listopad są dalekie od optymistycznych.

Szef regionu Lombardii Attilio Fontana wraz z burmistrzami miast zwrócił się w poniedziałek do rządu o wprowadzenie godziny policyjnej. Jeśli władze w Rzymie wyrażą zgodę, to dekret ma obowiązywać już w październiku.
W trakcie „nocnego lockdownu” po ulicach będzie się można poruszać wyłącznie z powodów zdrowotnych, pracy lub innych uzasadnionych przyczyn. Ponadto przedstawiciele lokalnej administracji opowiedzieli się za zamknięciem w weekendy centrów handlowych z wyłączeniem sklepów spożywczych i tych z artykułami pierwszej potrzeby.
Wniosek został publicznie poparty przez ministra zdrowia Roberto Speranzę. W ten sposób wracamy do nerwowej atmosfery z minionej wiosny na Półwyspie Apenińskim, a to dopiero początek ponownego uderzenia wirusa. Pojawiają się też i komentarze negatywne związane z wnioskiem Fontany. Dziennik „La Repubblica” komentuje wniosek wprost pisząc, że „Lombardia poddaje się i wywiesza białą flagę”.
Pojawiają się pogłoski, że jeśli Lombardia, będąca jednym z najważniejszych pod względem gospodarki regionów Półwyspu Apenińskiego, podejmuje decyzję częściowej blokadzie, to istnieje realna szansa, że pozostałe regiony prędzej czy później również skierują do Rzymu podobny wniosek.
Niektóre już wprowadziły określone restrykcje. Szef władz regionu Kampania Vincenzo De Luca podjął decyzję o zakazie zabaw w nocy 31 października w związku z Halloween. Uwaga mediów jest jednak skierowana przede wszystkim na władze Wenecji Euganejskiej i Piemontu, które już teraz sondują możliwe scenariusze co Lombardia. Nie chcą powtórki z wiosny, ponieważ były na pierwszej linii ognia, kiedy pandemia wybuchła w Italii.
W ostatnią niedzielę włoski premier przedstawił postanowienia z nowego dekretu rządu, w którym m.in. są takie zasady jak limit osób, które mogą siedzieć przy jednym stole w restauracji oraz że kluby fitness mają tydzień na wprowadzenie kroków bezpieczeństwa sanitarnego. Jak sam powiedział: „Sytuacja jest krytyczna, ale rząd jest”. Może i rząd jest, ale gdzie są rozwiązania i odpowiednie kroki, kiedy był tak zwany okres odpoczynku od wirusa w okresie wakacji? Conte podkreślał na konferencji, że atak drugiej fali pandemii we Włoszech i w Europie jest „ostry”. Wskazał, że należy wprowadzić wszystkie niezbędne kroki, by uniknąć generalnego lockdownu w kraju.
Można się domyśleć, że chodzi o kwestie ekonomiczne, bo Włochy na to zwyczajnie nie stać na ponowny postój gospodarczy. Pytanie tylko czy stać na to obywateli z grupy zagrożenia?
Unia Europejska próbując walczyć z pandemią i chronić swoją stabilność gospodarczą zaproponowała pomoc finansową, aby zabezpieczyć m.in. już mocno kulejącą włoską gospodarkę. Od razu pragnę rozwiać wszelkie wątpliwości.
Utworzenia unijnego planu walki z wirusem w postaci funduszu w wysokości 750 mld euro, z czego Włosi otrzymali 200 co dało im szansę na częściowe załatanie m.in. włoskiej dziury budżetowej, nie było powodowane troską o same Włochy, a ile strachem, że coraz większe załamanie niegdyś czwartej jak nie trzeciej gospodarki w Europie mogłoby pociągnąć za sobą dość brutalne konsekwencje dla samej Unii i doprowadzić do konkluzji, że eksperyment z euro nie udał się.
Jednocześnie trzeba przyznać, że dzięki pandemii Włosi dostali szansę na przezwyciężenie ponad dwudziestoletniej stagnacji, a czy zrobią dobry użytek z koła ratunkowego od Brukseli to już inna kwestia.
Po tym wszystkim przychodzi na myśl kolejna refleksja – czy faktycznie Włosi uczą się na własnych błędach? Pewien anestezjolog widząc jak włoskie społeczeństwo podchodzi lekceważąco do restrykcji wyraził swoje oburzenie w mediach społecznościowych. Z jednej strony wpis spotkał aprobatą internautów, ale i również z ogromną falą krytyki. Inny przypadek dotyczył ministra edukacji, który widząc coraz trudniejszą sytuację wprowadził restrykcje w szkołach. Niedługo potem musiał mieć eskortę policji, aby móc spokojnie przemieszczać się po ulicach Rzymu. Te wydarzenia miały miejsce w maju. Dzisiaj mamy już październik, a na horyzoncie nie ma kolejnej fali koronawirusa, bo już jest na miejscu i uderza z całą siłą. Jedno jest pewne – wirus nie był nigdy w odwrocie.

Proces Salviniego

W Katanii na Sycylii przed miejscowym sądem stanął Matteo Salvini, głośny szef prawicowej Ligi, jeszcze w zeszłym roku wicepremier i minister spraw wewnętrznych Włoch. Rozpoczęły się wstępne rozprawy, które mają rozstrzygnąć, czy b.wicepremiera należy sądzić za „nadużycie władzy” i „nielegalne pozbawienie wolności” – czyny, których się miał dopuścić nie pozwalając przez tydzień dobić do brzegu włoskiemu statkowi straży przybrzeżnej Gregoretti z ponad setką uratowanych imigrantów na pokładzie, latem zeszłego roku.

Rozprawa była krótka, ale nie dlatego, że zarówno obrona, jak i prokuratura wnioskowały o umorzenie sprawy, lecz z powodu uporu sędzi, który postanowił przesłuchać jeszcze szefa rządu Giuseppe Conte, obecną minister spraw wewnętrznych i dawnego koalicjanta Salviniego, przewodniczącego Ruchu Pięciu Gwiazd (M5S) Luigi di Maio, dziś szefa włoskiej dyplomacji. Przesłuchania te wydały się sędzi niezbędne, bo obrona Salviniego twierdzi, że decyzja o niewpuszczaniu statku była po prostu decyzją rządu. Conte już kiedyś temu przeczył, ale będzie musiał przyjechać do Katanii 20 listopada.
Salvini przyjechał na wyspę już trzy dni przed rozprawą, by animować rodzaj festiwalu politycznego pod hasłem „Włosi wybierają wolność”. Rozdawał uśmiechy, robił sobie selfie z fanami, pomagał wybrać burmistrza miasteczka pod Katanią, kandydata Ligi i zapewniał wszystkich, że sąd próbuje zastąpić osąd publiczny, który, jak sądzi, mu sprzyja. To nie jest jednak takie pewne. Mieszkańcy Sycylii pamiętają wezwania jego partii, gdy zwała się jeszcze Ligą Północną, „Forza Etna!” (Dawaj Etna!), by wulkan pochłonął południową wyspę. Katania leży właśnie pod Etną.
Poza tym, na włoskiej skrajnej prawicy bardziej zaczyna rzucać się w oczy Giorgia Meloni, szefowa faszyzujących Braci Włoskich (FDI): jej sondaże rosną, podczas gdy Salviniego maleją. Sami Włosi, jeśli oprzeć się na badaniach opinii, nie sądzą już, by imigracja była pierwszą sprawą do załatwienia. Wyprzedziły ją epidemia oraz rosnący brak bezpieczeństwa ekonomicznego.
Salvini padł ofiarą swej pychy, pozbył się władzy na własne życzenie, jak kiedyś Kaczyński. W miesiąc po powstrzymaniu Gregoretti, jego sondaże rekordowo poszły w górę, więc będąc pewien, że wróci silniejszy do rządu po przedterminowych wyborach, zerwał koalicję z M5S. Wyszedł na tym jak Zabłocki na mydle: M5S dogadał się z socjal-liberalną Partią Demokratyczną i wybory okazały się niepotrzebne. Już ponad rok próbuje nie pozwolić o sobie zapomnieć, pewien „wielkiego powrotu” politycznego w przyszłości.
Na wielkie show Salviniego w Katanii przybywali politycy w najlepszych garniturach, by manifestować patriotyczne oburzenie. Byli Bracia Włoscy i Forza Italia starego Berlusconiego. Powtarzali jakim skandalem, „absurdem” jest sądzenie b. wicepremiera. „To Włosi na najbliższych wyborach powiedzą, czy Salvini działał dobrze, czy źle” – mówił o sobie w trzeciej osobie Salvini, niczym kiedyś Lecz Wałęsa.
Dziś rano przed sądem manifestowało jednak przeciw Salviniemu kilkaset osób. Młodzi ludzie pchali przed sobą wózki z supermarketu, wypełnione papierem toaletowym. W owe kupy wbito portrety „Il Capitano”.
W tym procesie chodzi o wyrażenie oficjalnego społecznego stosunku do idei ratowania ludzi na morzu, przyjmowania ich jako imigrantów, jak i do odpowiedzialności władzy.
Włosi zostali opuszczeni przez inne kraje europejskie (w tym Polskę) w zadaniu przyjmowania przybyłych. Salvini trzymał całymi dniami ludzi na rozpalonym pokładzie, by pokazać jak Włochy się przeciw temu buntują. Brak solidarności z uratowanymi ze statku wyglądał dla nich bardzo konkretnie, jako niewola.
Teoretycznie, Salviniemu grozi nawet 15 lat więzienia, ale skoro prokuratura nie widzi problemu, polityk raczej nie pójdzie do więzienia. Niedługo będzie miał podobny proces w Palermo, za takie samo postępowanie z innym statkiem, ale to też nie wygląda groźnie. Jako „ofiara ciągania po sądach” może wręcz zdobyć parę punktów. Skrajna prawica na naszym kontynencie nie przestaje czyhać na władzę.

Włoska gorączka referendalna

Koronawirus, tegoroczny główny bohater życia publicznego, na Półwyspie Apenińskim ewidentnie w ostatnim tygodniu stał się bohaterem drugoplanowym. Co prawda statystycznie zakażeń przybywa, ale sytuacja jest opanowana i nie ma mowy o żadnej panice w tej kwestii; nic nie wskazuje, żeby scenariusz wiosennego lockdownu miał się powtórzyć. Włosi, jakby bardziej spokojni, mogli oddać się dyskusjom politycznym i w dniach 20 i 21 września ruszyć do urn.

Tym razem w referendum konstytucyjnym zadecydować mieli o zatwierdzeniu lub odrzuceniu ustawy o zmianie konstytucji, a konkretnie jej zapisów w artykułach 56, 57 i 59, które dotyczą liczby parlamentarzystów. Włoscy obywatele bezpośrednio odnieść się mieli do zatwierdzonego przez Izbę w dniu 8 października 2019 r. projektu ustawy, który przewidywał zmniejszenie liczby członków obu izb parlamentu: z 630 do 400 miejsc w Izbie Deputowanych i z 315 do 200 miejsc w Senacie. Pomysłodawcą i wielkim orędownikiem tej idei była partia rządząca Movimento 5 Stelle (Ruch Pięciu Gwiazd) przy wsparciu środowisk prawicowych partii politycznych.
W debacie publicznej szeroko pojęta lewica prowadziła kampanię nakłaniającą do głosowania na NIE, tłumacząc, że im mniejsza reprezentacja w parlamencie, tym mniejsza demokracja w państwie.
W ostatnich tygodniach na placach we mniejszych i większych włoskich miasteczkach odbywały się manifestacje środowisk politycznychi organizacji prospołecznych, które promowały jednak utrzymanie konstytucyjnego status quo i zachowanie dotychczasowej liczby deputowanych w izbach parlamentarnych. Głównym postulatem partii rządzącej, którzy miał świadczyć o potrzebie głosowania na TAK, było tłumaczenie, że dzięki zmniejszeniu liczby posłów i senatorów, zmniejszy się koszty utrzymania parlamentu. Ostatecznie włoscy obywatele przy prawie 54-procentowej frekwencji zagłosowali za zmianą konstytucji, a tym samym za zmianą swojej reprezentacji. 70 proc. głosujących w istocie poparło ograniczenie włoskiej demokracji. Jak powiedział Luigi Di Maio, minister spraw zagranicznych, jest to historyczny wynik. Trudno odmówić mu racji: jeszcze nigdy społeczeństwo włoskie nie dało sobie tak ograniczyć swojego udziału w politycznej debacie o przyszłych losach swojego państwa.
TAK w znaczącej większości przeważyło w głosowaniu u mieszkańców z terenów południowych Włoch, gdzie wynosiło nawet 80 proc. Jednak wynik referendum był dość klarowny na całym terenie Apeninów, głosy za zmianą konstytucji przeważały we wszystkich większych miastach. Najmniejsze poparcie nowego projektu ustawy, które nie przekroczyło 60 proc., odnotowano w północnym regionie Friuli-Wenecja Julijska graniczącym z Austrią i Słowenią.
Równocześnie z referendum w dniach 20 i 21 września przeprowadzono wybory samorządowe w dziewięciu regionach Włoch. Wielu włoskich polityków kwestionowało organizację równoczesnych wyborów, przekonując, że nie można było prowadzić rzetelnej kampanii, czy to w kwestii referendum, czy też na wyborów regionalnych. W walce o samorządy gra rozgrywała się na poziomie większości regionów między komitetami koalicyjnymi centrolewicy lub centroprawicy. Wyjątkiem jest autonomiczny region Doliny Aosty, gdzie Lega Salviniego z 24-procentowym poparciem zdystansowała inne komitety o prawie 10 punktów procentowych.
I tak kolejno w Toskanii zwycięża centrolewica z prawie 50-procentowym poparciem, podobnie na południu w regionie Apulia, gdzie zdobyła 47 proc. głosów, w tradycyjnie lewicowym regionie Emilia-Romania – ponad 51 proc. Prawdziwy triumf centrolewica w tych wyborach samorządowych odniosła w regionie Kampania z Neapolem włącznie, gdzie prawie 70 proc. wyborców poparło ten kierunek polityczny. Natomiast centroprawica świętowała swój sukces w regionach: Kalabria (55 proc. poparcia), Marche (49 proc. i sukces partii Fratelli d’Italia – Bracia Włosi), północna Liguria (56 proc.). W katolickim regionie Wenecji Euganejskiej (Veneto) zwycięstwo centroprawicy miało rozmiary wręcz epickie: 77 proc.! Jednak analizując wyniki ostatnich wyborów samorządowych we Włoszech oraz głoszone przed nimi hasła programowe widać, że tendencja polityczna zmierza w kierunku centrum bez żadnych nadrzędnych wartości, idei. Czyżby politykom już o nic nie chodziło? Przecież polityczne centrum, to czysta ekonomia, wolny rynek i neoliberalna rzeczywistość bez głębszego namysłu nad przyszłymi kwestiami społecznymi.
Jednak namysł społeczny wciąż jeszcze nie pozwala spać spokojnie włoskim związkom zawodowym, które to tuż po wyborczej gorączce ruszyły na ulice włoskich miast i miasteczek.
To był intensywny koniec tygodnia nie tylko dla włoskich szkół. Tym razem głównym protagonistą nie był Covid, tylko gniew ludu.
Oprócz strajków w szkolnictwie w tym samym czasie, czyli na 25 września, zaplanowano również strajki klimatyczne w różnych miastach Włoch. W czwartek 24 i piątek 25 września związki zawodowe wspólnie z nauczycielami i uczniami wyszły na ulicę, wyrażając swój sprzeciw wobec chaosu, jaki panuje od początku roku szkolnego w placówkach edukacyjnych. .Po pierwsze wiele szkół nie spełnia wymogów narzuconych w związku z kryzysem wywołanym pandemią koronawirusa.
Brakuje ławek, klas, i nauczycieli. Mimo że zapewniano, że maseczki będą nieodpłatnie rozdawane uczniom, niestety w większości szkół dzieci muszą same je sobie zapewnić.
W sobotę 26 września w Rzymie odbyła się ogólnokrajowa demonstracja zwołana przez komitet związkowy Najpierw szkoła, do którego przyłączyły się wszystkie związki zawodowe nauczycieli, wykładowców i uczniów ( Flc Cgil, Cisl School, Uil School Rua, Snals Confsal i Gilda Unams). Domagają się one przywrócenia “centralnej i priorytetowej roli szkoły i wiedzy jako warunku rozwoju kraju” potępiając tym samym “opóźnienia i brak jakiejkolwiek pewności, naruszenia zasad bezpieczeństwa w resorcie szkolnictwa, które towarzyszą nam od początku tego roku szkolnego.”
Jak zapewniali włoscy związkowcy, żądając lepszej edukacji i lepszej przyszłości dla młodszych pokoleń: “Dzisiaj 26 września 2020 roku w Rzymie będziemy razem z pracownicami i pracownikami, z uczniami, studentami, rodzinami, obywatelami, aby potwierdzić i bronić naszej idei szkoły, konstytucyjnego organu i filaru demokracji, gdzie rozgrywa się przyszłość całego kraju.”
Dodając, że “kryzys spowodowany pandemią nie może zmieniać paradygmatu społeczno-gospodarczo-politycznego, którego zadaniem jest kierowanie wiedzą w kierunku aktywnego obywatelstwa, rozumianego jako zdolność do udziału w procesach transformacji, mając za zadanie działania na rzecz demokratycznych wartości, zrównoważonego rozwoju ekologicznego i pokoju.
W związku z tym domagamy się w trybie pilnym, żeby państwo, obecny rząd podjął odpowiednie działania, by włoska szkoła mogła funkcjonować nie naruszając żadnych praw obywatelskich“.
Kolejne strajki w szkolnictwie związki zawodowe zaplanowały już na październik i deklarują, że będą strajkować do skutku. Póki co premier Giuseppe Conte nie bardzo się przejmuje głosem związkowców i sytuacją w szkole. Włoski rząd oszołomiony sukcesem referendum realizuje swój plan.
Nie przejmując się też faktem, że w obliczu wyborów samorządowych partia rządząca przepadła totalnie, nie uzyskując w żadnym z regionów wyniku dwucyfrowego. Otwarcie się mówi o upadku partii Movimento 5 Stelle, że sam premier bardziej wspiera centrolewicową Partię Demokratyczną, a wielu członków partii rządzącej przechodzi w szeregi innych struktur.

Również we Włoszech rośnie liczba zakażeń

Włosi zastanawiają się dlaczego.

We Włoszech rośnie liczba zakażeń Sars-CoV-2. W środę 12 sierpnia – 476, w czwartek 13 sierpnia – 522. W piątek 14 sierpnia zaś 574. Choć wciąż niewysokie w porównaniu z innymi krajami, to jednak są to już liczby alarmujące w stosunku do 150-200 przypadków, do których Włochy przyzwyczaiły się między czerwcem a lipcem. Sytuacja epidemii, choć „niekrytyczna”, pozostaje „płynna” i „daje znaki ostrzegawcze” – można przeczytać w cotygodniowym monitoringu Ministerstwa Zdrowia i Wyższego Instytutu Zdrowia. Nieznaczny wzrost liczby przypadków spowodował, że wskaźnik zakaźności R przekroczył wartość 1 w prawie wszystkich regionach Włoch. To czerwone światełko ostrzegawcze, którego nie można ignorować. Ogólna sytuacja jest jednak dobra w porównaniu z tym, jak wyglądała w minionych miesiącach. Jak wynika z biuletynu medycznego z 7 sierpnia, w szpitalach było 41 pacjentów na oddziale intensywnej terapii i mniej niż 800 hospitalizowanych z objawami. Nieco ponad 12 tys. osób przebywało w izolacji domowej, przechodząc zakażenie bezobjawowo. Wykonuje się też więcej testów. 7 sierpnia 2020 r, od początku epidemii we Włoszech wykonano ich łącznie 7 158 909, czyli 338 296 więcej niż w poprzednim tygodniu. Zmalała również liczba zgonów. Stabilizuje się z dzienną zmiennością na poziomie od 3 do 12. Łączna liczba zakażonych od początku epidemii to 250.566 osób. Wyzdrowiało 202.098 ludz.
Aktualnie zdecydowana większość zakażonych jest izolowana w domu (bez objawów lub z kilkoma symptomami). Nadal badana jest zdolność osób zakażonych bezobjawowych do przenoszenia wirusa na inne osoby i nie wyciągnięto jeszcze żadnych ostatecznych wniosków.
Jaka może być przyczyna wzrostu liczby przypadków zakażeń?
Zastanawiają się włoscy eksperci i stawiają trzy hipotezy: tzw. „zakażenia powrotne”, rozluźnienie norm, możliwość szybszego nadejścia drugiej fali epidemii.
Po pierwsze powodem niepokojącego wzrostu statystyk są nowe ogniska, które tworzą się na całym terytorium kraju. Na przełomie lipca i sierpnia odnotowano ich aż 736. Wszystkie zostały natychmiast odkryte i są pod kontrolą. Nie jest to niespodzianką dla włoskich ekspertów. Zjawisko brano pod uwagę jako konsekwencję zakończenia lockdown i ponownego otwarcia granic oraz odmrożenia działalności gospodarczej.
„Byliśmy świadomi, że czeka nas okres współżycia z wirusem. Musimy być szybcy, zdecydowani, zdeterminowani, aby w jak najkrótszym czasie wykryć i kontrolować nowe ogniska epidemii.” – mówił minister zdrowia Roberto Speranza.
Na szczęście chodzi o nowe, małe ogniska, a nie o zakażenie rozpowszechnione na całym terytorium, jak miało to miejsce w Lombardii na przełomie lutego i marca.
Włochy mają w tej chwili do czynienia z tak zwanymi „zakażeniami powrotnymi”. Najbardziej emblematycznym przykładem jest historia dwóch osiemnastolatek z Padwy, które wróciły z wakacji w Chorwacji, gdzie nie używały maseczek, ani innych środków ostrożności, a także ośmiu chłopców z Rzymu, którzy spędzali wakacje na Malcie. Wszyscy okazali się pozytywni na Sars-Cov-2, choć tylko dwoje miało gorączkę. Teraz istnieje obawa, że mogą zachorować ich bliscy. Również wśród Włochów wracających z wakacji z Grecji i Hiszpanii odnotowano zachorowania na Covid-19. Niepokoją powroty opiekunek osób starszych pochodzących z Rumunii, gdzie pod koniec lipca dzienna liczba zakażeń przekroczyła tysiąc. Autobusy przywożące osoby z tego kraju są objęte specjalnym nadzorem sanitarnym. Odnotowuje się przypadki osób pozytywnych wśród migrantów, którzy nielegalnie przypływają na włoskie wybrzeża. Wszystkim są wykonywane obowiązkowe testy, a zakażeni przechodzą kwarantannę. Największe ognisko koronawirusa wybuchło jednak w Treviso, wśród migrantów mieszkających od lat w dawnych koszarach, w warunkach higienicznych, które faworyzują szerzenie się epidemii. Z 309 osób 244 są pozytywne na koronawirusa. Strukturę zamknięto i poddano całkowitej izolacji. Migranci, głównie ciemnoskórzy, skarżą się, że zostali poddani reżimowi więziennemu.
We Włoszech niepokoi przede wszystkim szalona nocna movida, podczas której młodzież nie przestrzega żadnych zasad. Spadł średni wiek nowych pozytywnych: dziś wynosi około 40 lat, zarówno dlatego, że robi się więcej testów młodym ludziom, jak i ze względu na wzrost przypadków importowanych z zagranicy po wakacjach. Osoby starsze są dziś mniej zagrożone epidemią. Całkowita zmiana paradygmatu w porównaniu z marcem i kwietniem, gdzie średnia wieku chorych wynosiła 69 lat.
„Dziewczętom i chłopcom mówię: bądźcie ostrożni, ponieważ w tej chwili to wy jesteście głównym nośnikiem infekcji” – zaapelował minister Speranza do młodych Włochów.
Wyższy Instytut Zdrowia w swoim najnowszym raporcie stwierdził, że występują łańcuchy przenoszenia koronawirusa, gdzie trudno ustalić przyczyny zakażenia i podkreśla to, że epidemia Covid-19 we Włoszech jeszcze się nie skończyła.
Czy będzie druga fala?
Na to pytanie na dzień dzisiejszy nikt nie potrafi odpowiedzieć. Wszystko jest możliwe, gdyż trudno przewidzieć jak zachowa się wirus. Włoscy wirusolodzy nie są co do tego zgodni. Profesor Andrea Crisanti, członek Imerial College London, uważa, że druga fala epidemii może nadejść już pod koniec sierpnia, a więc znacznie wcześniej niż to przewidywano – czyli na jesieni. Massimo Clementi wirusolog z mediolańskiego szpitala San Raffaele twierdzi, że drugiej fali epidemii nie będzie i nie rozumie dlaczego rząd przedłużył stan kryzysowy. Massimo Galli, ordynator szpitala Sacco w Mediolanie jest zdania, że Włochy mogą uniknąć drugiej fali, ale trzeba być bardzo ostrożnym i wiele zależy od indywidualnych zachowań.
Włoski rząd do 7 września przedłużył obowiązek zachowania bezpiecznego dystansu, noszenia maseczek w pomieszczeniach zamkniętych i częstej dezynfekcji rąk. Według ostatnich sondaży wynika, że 27 proc. Włochów nie nosi maseczek. Oznacza to jednak, że pozostałe 73 proc. mieszkańców Italii stosuje się do zaleceń sanitarnych nakazanych przez władze i widać to na ulicach. W sklepach i w środkach transportu prawie wszyscy są w maseczkach. Wiele osób nosi maseczki na ulicach, gdy znajduje się w skupisku ludzi.
W Instytucie Spallanzani w Rzymie rozpoczęły się eksperymenty na ochotnikach z nową szczepionką przeciwko koronawirusowi, która powstała przy współpracy włoskich naukowców w Oxfordzie. Weźmie w nich udział 90 wolontariuszy między 18 a 85 rokiem życia. Przewiduje się, że pierwsza partia szczepionek – około pół miliona – będzie dostępna we Włoszech już pod koniec 2020 roku. Szczepienia nie będą obowiązkowe. Włochy przygotowują natomiast szeroko zakrojoną kampanię szczepień przeciwko grypie w tym sezonie jesienno-zimowym.
Fundacja Enaudi opublikowała protokoły Komitetu Naukowego odtajnione przez rząd. Wynika z nich, że 7 marca 2020 r., premier Giuseppe Conte podjął decyzję o wprowadzeniu lockdawn na terenie całych Włoch wbrew opinii Komitetu Naukowego, który zalecał tylko całkowite zamknięcie Lombardii. Fakt stał się oczywiście głównym powodem polemiki politycznej pomiędzy rządem a opozycją. Matteo Salvini z Ligi Północnej domaga się dymisji premiera i grozi, że stanie on przed sądem, za to, iż posadził w areszcie domowym miliony Włochów. Koalicja rządząca (Ruch 5 Gwiazd, Partia Demokratyczna, Italia Żywa) broni decyzji politycznych premiera i ministrów.
Kraj przygotowuje się do powrotu uczniów i studentów do szkół od września. Ma się to odbyć z zachowaniem zasad bezpieczeństwa. Komisarz specjalny ds. kryzysowych Domenico Arcuri ma przez miesiąc zapewnić odpowiednią liczbę pomieszczeń i pojedynczych ławek, aby odciążyć zatłoczone klasy. Na mocy kolejnego dekretu rządowego zdecydowano o otwarciu targów i rejsów wycieczkowych, dyskoteki i stadiony pozostają nadal zamknięte.
Włochy w trzecim etapie pandemii poradziły sobie znacznie lepiej niż inne kraje i wydają się być bardziej bezpieczne. Wszyscy jednak znów powrócili do sprawdzania codziennych statystyk zakażeń z bijącym sercem.

Trzeci etap wychodzenia z epidemii

Wreszcie pozdrowienia z Włoch, a nie z czerwonej strefy.

Włochy wracają do normalności szybciej, niż się tego wszyscy spodziewali. „Nowa normalność” nie jest wcale aż tak bardzo inna od tej starej.
Od 15 czerwca kraj wszedł w tzw. „trzeci etap” wychodzenia z kryzysu epidemiologicznego. Otworzono kina i teatry. W spektaklach i seansach zamkniętych może uczestniczyć do 200 osób. Można organizować koncerty i imprezy masowe na wolnym powietrzu z udziałem do 1 tys. osób. Dzieci mogą brać udział w obozach i koloniach letnich. Można przemieszczać się po całym terytorium kraju (respektując normy poszczególnych regionów) oraz wyjeżdżać za granicę do krajów UE i Wielkiej Brytanii. Nie można jeszcze uprawiać sportów grupowych i tańczyć w dyskotekach.
Nadal istnieją zakazy i ograniczenia. Wciąż obowiązuje nakaz noszenia maseczek w pomieszczeniach zamkniętych i w środkach komunikacji. Większa część Włochów nosi je również na powietrzu, gdy ma kontakt z innymi osobami. Obowiązuje nadal zakaz zgromadzeń w miejscach publicznych.
Zachowanie dystansu społecznego co najmniej jednego metra oraz częsta dezynfekcja rąk stały się normą.
Ostatnie 40 dni były dla kraju wielką próbą, być może nawet większą niż sama kwarantanna. Wyjście z domu po blisko dwóch miesiącach zamknięcia, powrót do codziennych obowiązków, odmrożenie gospodarcze, rozpoczęcie życia społecznego ze świadomością, że epidemia jeszcze nie wygasła i że nie ma pewności czy znów nie powróci. To było jak poruszanie się we mgle. Posuwanie się do przodu krok po kroku, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, kontrolując statystyki i krzywą epidemiologiczną. Podskórny strach, że z dnia na dzień może wybuchnąć jakieś nowe ognisko zakażeń, co doprowadzi do konieczności wprowadzenia powtórnego lock down, towarzyszył wszystkim.
Wróciła movida
Gdy 4 maja, po 55 dniach zniesiono oficjalnie kwarantannę i ludzie wyszli na ulice, czuć było wielką ostrożność i nieufność. Poszło dobrze. Lepiej niż się spodziewano. Transport publiczny, pomimo wielu zastrzeżeń, zdał egzamin. W tak wielkim i chaotycznym mieście jakim jest Rzym to stanowiło prawdziwe wyzwanie. Wiele osób zaczęło przemieszczać się na rowerze lub hulajnogach. Od 18 maja ruszył handel detaliczny, otworzono bary, restauracje, salony kosmetyczne i fryzjerskie (choć początkowo przewidywano ich otwarcie dopiero na 1 czerwca).
Ze względu na zachowanie dystansu, restauracje i bary musiały ograniczyć ilość stolików wewnątrz lokali, ale w zamian mają możliwość bezpłatnego ustawienia ich na zewnątrz. Nie wprowadzono ścianek z pleksi dzielących stoliki. Ludzie nie siadają naprzeciw siebie i obok siebie, jak dawniej, lecz naprzemiennie, opuszczając jedno miejsce, co pozwala zachować odległość. Kelnerzy obsługują w maseczkach i rękawiczkach. Karta dań jest w formie elektronicznej lub wypisana kredą na dużej tablicy. Włosi zaczęli znowu chodzić do restauracji, na aperitiwy, na kawę do baru. Lokale nie są jednak pełne. W wielu znacząco spadły obroty ze względu na brak turystów lub na smart working (osoby nie przychodzące do biura nie korzystają z usług gastronomicznych). Wszyscy z konieczności stali się bardziej oszczędni. Kryzys gospodarczy wywołany pandemią dotyka kieszenie. To przenosi się na handel i na usługi, i na całą gospodarkę.
Od dwóch tygodni otworzono ponownie również wielki rzymski pchli targ – Porta Portese. To miejsce, w którym w każdą niedzielę robi się największe ludzkie zbiorowisko. Wejścia są kontrolowane, reglamentowana ilość osób, obowiązują maseczki oraz pomiar temperatury. Wszyscy mają nadzieję, że to wystarczy i nie powtórzy się sytuacja, jak ta aktualnie w Pekinie. Zagrożenie wybuchu nowych ognisk koronawirusa i druga fala pandemii to nadal przerażające widmo.
Do włoskich miast wróciła movida. Rzymskie Zatybrze wieczorami znowu stało się gwarne i pełne młodzieży stojącej przed barem z napojami w ręku i cieszącej się życiem jak dawniej. Po dość burzliwym pierwszym weekendzie, podczas którego przez miasto przeszły hordy nowych lancknechtów, pozostawiając po sobie śmieci i maseczki jednorazowe, sytuacja społeczna jest trochę mniej napięta. Ludzie się wyluzowali. Może nawet za bardzo… – jak twierdzą niektórzy.
Włochy przeżyły już nie jedną epidemię i nie jedną kwarantannę w swojej długiej historii. Tutaj najlepszą bronią przeciwko zarazie i innym jej konsekwencjom jest zdrowy rozsądek. Miejmy nadzieję, że go nie zabraknie…
Do Włoch wracają turyści
Pierwsi pojawili się Niemcy. Plażują nad włoskim morzem, można ich spotkać nawet w Rzymie.
Od 3 czerwca do Włoch można przyjeżdżać na wakacje bez obowiązku kwarantanny. Nie wprowadzono osławionego „paszportu sanitarnego”, nad którym dyskutowano burzliwie i długo, ale który w przypadku Covid-19 nie miałby żadnego sensu. W poszczególnych regionach istnieją ściślejsze zalecenia, do których trzeba się zastosować – dotyczy to przede wszystkim rejestracji pobytu dającej możliwość kontaktu w przypadku podejrzenia o zakażenie Sars-Cov-2. Nie wprowadzono również brzydkich i nieekologicznych parawanów plażowych z pleksi na plażach, o których rozprawiały długo i namiętnie wszystkie media świata. Nie ma obowiązku używania internetowych aplikacji, przez które trzeba się rejestrować by wybrać się nad morze, rezerwując leżak i parasol. Na plażach obowiązuje zachowanie dystansu i higieny, no i oczywiście zdrowy rozsądek.
Przyjeżdżając do Włoch i przemieszczając się po kraju należy rezerwować hotele i promy z wyprzedzeniem, najlepiej internetowo. Właściciele hoteli, apartamentów i b&b mają obowiązek zachowania listy gości przez 20 dni, przestrzegając zasad ustawy o prywatności, w celu umożliwienia szybkiego kontaktu z nimi w przypadku podejrzenia o narażenie na zakażenie koronawirusem.
Od 1 czerwca ponownie otworzyły swoje podwoje Koloseum i Muzea Watykańskie (znajdujące się na terenie Państwa Watykańskiego), a także wszystkie inne włoskie muza i zabytki, tak chętnie zawsze odwiedzane. Choć nowe zasady wizyt są podobne, warto zawsze sprawdzić na stronach internetowych jak to wygląda w poszczególnych placówkach. Przede wszystkim ze względu na fakt, że została ograniczona ilość osób mogących dziennie odwiedzać zabytki i muzea – zakup biletów i rezerwacja terminu z konkretną godziną odbywa się przez internet. Została ograniczona liczebność grup. Przed wejściem jest mierzona temperatura i osoby z gorączką powyżej 37,5 stopnia C nie są wpuszczane do środka. Podczas zwiedzania obowiązuje maseczka i zachowanie dystansu przynajmniej 1 metra. Przed wejściem należy zdezynfekować ręce żelem umieszczonym w pojemniku. Nie można wymieniać się napojami (pić z tej samej butelki lub kubeczka plastikowego) i jedzeniem.
Już 18 maja została otworzona Bazylika św. Piotra, a 9 czerwca Panteon. Przed wejściem znajdują się termoskanery oraz dozowniki żelu dezynfekującego. Kolejka jest regulowana przez pasy wyznaczające na ziemi odległość przynajmniej jednego metra. Po długim okresie zamknięcia z powodu kwarantanny wejście do tych wspaniałych świątyń kultury i wiary jest niesamowitym przeżyciem.
Wreszcie ruszyła wystawa poświęcona Rafaelowi z okazji 500 rocznicy jego śmierci. Trudno jednak będzie ją obejrzeć, gdyż bilety zostały już praktycznie wysprzedane, choć ekspozycję w Scuderie del Quirinale przedłużono do końca sierpnia.
Rzym, w którym brakuje turystów, wydaje jest dobrze przygotowany na ich powtórne przyjęcie. Jest jak zawsze majestatyczny i zachwycający pięknem swoich zabytków. Znowu stał się hałaśliwy i chaotyczny, jak przed pandemią koronawirusa. Pod Fonatnną di Trevi jest już tłoczno. Wszyscy robią sobie selfie w maseczkach…
Teraz nas wszystkich czeka nowy sprawdzian – loty… Będziemy uczyć się latać ponownie, z większymi trudnościami, jak po 11 września…
Wreszcie dobre wiadomości
Patrzę z ulgą na statystyki z 16 czerwca 2020 roku i myślę o tych tragicznych dniach, w których pisałam „Pozdrowienia z czerwonej strefy” zaczynając od liczenia zmarłych… Od początku wybuchu epidemii we Włoszech patogenem Sars-Cov-2 zaraziło się łącznie 237.000 osób, zmarło 34.405, wyzdrowiało 178.526. Aktualnie według oficjalnych statystyk jest 24.569 osób pozytywnych, z czego 3.301 znajduje się w szpitalu, a 177 z nich wymaga intensywnej terapii. W ciągu ostatniej doby na koronawirusa zmarły 34 osoby. Aż 85 proc. wszystkich przypadków dotyczy Lombardii.
To wiadomości bardzo pozytywne, w porównaniu z tymi, jakie z frontu koronawirusa nadchodziły w marcu i kwietniu. Pandemia we Włoszech jeszcze nie wygasła, ale jest dobrze. „Wszystko będzie dobrze!” – głosiły napisy w oknach i na balkonach w czasie kwarantanny. Miejmy nadzieję, że tak będzie.
Cieszę się, że wreszcie pozdrawiam Was z Włoch, a nie z czerwonej strefy.

Włochy: krajobraz po bitwie

Pewien były polski Minister Kultury opowiadał kiedyś na antenie radia że jak był w Stuttgarcie to nie mógł się nadziwić jak pewna kobieta prawie codziennie myła czysty mur przylegający do fabryki Mercedesa. W końcu nie wytrzymał i spytał się czemu to robi. Odpowiedź była prosta: „żeby się nie pobrudziła”. Takiego zdrowego rozsądku i zapobiegawczości zabrakło większości państw europejskich przy pandemii Covid-19. We Włoszech koszt był bardzo wysoki. Ponad 33 tysiące ludzi zmarło, a gospodarka włoska może być kolejną ofiarą wirusa w Italii.

Rzym – miasto, które przez większość roku tętni życiem i wypełnia się zagranicznymi turystami oglądających atrakcje turystyczne, w tym liczne muzea, kaplice, place czy piękne ruiny będącymi  pozostałością po upadłym Cesarstwie Rzymskim, wita teraz żelem do dezynfekcji rąk przy granicy. Przyjeżdżają tu teraz głównie okoliczni mieszkańcy pragnący po wypiciu tradycyjnej filiżanki kawy zacząć powitanie miasta po prawie trzech miesiącach kwarantanny. Docierają też pierwsi turyści z innych części Włoch, co jest możliwe dzięki otwarciu granic regionów od 3 czerwca.
W kawiarniach takich jak Caffe Greco czy  też mojego ukochanego Caffe Teichner, znajdującym się przy  Placu S. Lorenzo in Lucina, obowiązują nowe zasady sanitarne. Personel pilnuje, by za dużo osób nie gromadziło się przy barze, gdzie serwowana jest kawa, bo zdecydowana większość mieszkańców Włoch pije kawę przy barze – stoliki są bardziej dla turystów. I tak kolejne osoby cierpliwie czekają na swoją kolej, a stoliki są w większości puste, co niestety psuje trochę atmosferę włoskiej kawiarni, gdzie w standardzie jest gwar, kolejka, dźwięk rozmów i stukania kolejnych filiżanek o blat.
Jak pamiętam swój czas w Rzymie to okolice Schodów Hiszpańskich, kojarzyły się głównie z trudnością przeciśnięcia się przez turystów i męczących lokalnych sprzedawców, którzy nagminnie chcieli mi wcisnąć jakiś bubel. Dziś te same okolice wydają się jak wyjęte z filmu Danny’ego Boyle’a „28 dni później”. Teraz można tam zrobić zdjęcia takie jakie dotąd możliwe było tylko o świcie.
Po zniesieniu licznych restrykcji w historycznym centrum otwartych jest już wiele restauracji i pizzerii, przede wszystkim tych odwiedzanych codziennie przez pracowników ministerstw, urzędów, różnych instytucji, kancelarii, firm. To dzięki nim trzymają się one na powierzchni. Podobna sytuacja dotyczy legendarnej kawiarni Giolitti, słynącej z wyśmienitych lodów, w której przed pandemią należało solidnie pracować łokciami aby dotrzeć do lady. Teraz przychodzą tam głównie rzymskie rodziny, a przede wszystkim deputowani i senatorowie, ponieważ tuż obok znajduje się Izba Parlamentu. Patrząc na to wszystko i mając w świadomości ile ofiar pochłonęła epidemia covid-19, to aż trudno uwierzyć kiedy życie na półwyspie apenińskim wróci do normalności. Mimo wszystko włosi robią co mogą aby uratować już i tak mocno podniszczony budżet kraju i odzyskać to co pochłonęła pandemia.
Sytuacja jest o tyle trudna, że trzy regiony, gdzie epidemia uderzyła najmocniej, czyli Lombardia, Piemont i Wenecja Euganejska wytwarzają 40 % PKB Włoch. Dalszy postój może okazać się dramatyczny w skutkach dla włoskiej i tak kulejącej gospodarki.
Już 3 czerwca Włochy jako pierwszy europejski kraj otworzyły swoje granice dla wszystkich członków strefy Schengen mimo że tego dnia odnotowano 321 zarażeń w całym kraju.
Nie wszystkie państwa skaczą ze szczęścia na myśl o turystach z Italii. Dla przykładu Grecy owszem otworzyli granice, ale mieszkańcy Lombardii po przylocie są zobowiązani do przejścia kwarantanny, a granica z Francją wygląda jak granice sprzed czasów wejścia w życie Strefy Schengen – niekończące się kolejki. Z tego co udało mi się ustalić to Włosi liczą przede wszystkim turystykę wewnętrzną na podstawie programu państwowego pod hasłem „Bel Paese” (tł. wł. Piękny kraj), ale jednak już teraz turyści z całej Europy i z Wielkiej Brytanii mogą wjeżdżać na Półwysep Apeniński, gdzie nie będą poddani kwarantannie.
Minister Spraw Zagranicznych Luigi Di Maio wyraził satysfakcję, że tego samego dnia władze Szwajcarii zapowiedziały, że również od 15 czerwca otworzą swą granicę z Włochami. „15 czerwca powinien być ważnym dniem europejskiej turystyki, bo zostaną otwarte granice, z nielicznymi wyjątkami” – ocenił włoski Di Maio. Jako jeden z tych wyjątków wymienił Austrię, z którą władze w Rzymie prowadzą rozmowy.
Powoli schodzą demony lokalnych restrykcji, czy jak to lubią włosi nazywać „lockdown” . Są ponownie otwierane muzea w tym również watykańskie. „Odrodzenie kraju zaczyna się od sztuki” tak pisały gazety, po tym jak Eike Schmidt, Dyrektor florenckiego Uffizi, po 85 dniach przerwy wydał zgodę na otwarcie jednego z najbardziej popularnych muzeów w Europie. raca również główny żywioł włoskiej rzeczywistości, czyli piłka nożna. Podobnie jak w Polsce we Włoszech najpierw ruszy gra o krajowy puchar. Już zostały rozegrane rewanżowe spotkania między Juventusem i Milanem, a także Napoli i Interem i już wiemy kto zagra w finale 17 czerwca. Wznowienie Serie A przewidziano na 20 czerwca i oficjalnie potwierdzono decyzję podczas wspólnej wideokonferencji ministerstwa sportu i krajowej federacji (FIGC – Federazione Italiana Giuoco Calcio). Do przeprowadzenia pozostało tylko 13 kolejek. Pojawia się też pytanie co z okienkiem transferowym.
Niestety wciąż sektor służby zdrowia odnotowuje największe straty. Według Pierluigi Mariniego, przewodniczącego Włoskiego Stowarzyszenia Chirurgów Szpitalnych (ACOI – Associazione Chirurghi Ospedalieri Italia), który jest jednocześnie ordynatorem oddziału w rzymskim szpitalu San Camillo z powodu blokady szpitali w związku z covid-19 w całych Włoszech nie wykonano około 600 tys. planowanych operacji, w tym połowy ze 100 tys. planowanych zabiegów onkologicznych. Szpitale będą musiały teraz przyjmować o wiele więcej pacjentów niż planowano, żeby nadrobić stracony czas.
To będzie trudne do wykonania, zwłaszcza że wciąż obowiązują ograniczenia. Tymczasem politycy koalicji rządzącej spierają się o to, czy i jak korzystać z europejskiej pomocy. Ruch 5 Gwiazd, większy z koalicjantów rządowych, nie jest zainteresowane Europejskim Mechanizmem Stabilności, w ramach którego Włochy mogłyby otrzymać prawie 40 mld euro nieoprocentowanej pożyczki.
Z kolei koalicyjna Partii Demokratycznej, popierająca pomysł z użyciem pożyczki od Unii Europejskiej uważa, że rezygnacja z niej była zwyczajną głupotą. Jako przykład podają sytuację wybudowania nowego szpitala, kiedy pojawia się wybór: 4-5-proc. Kredytu w banku albo zero odsetek w ramach wyżej podanego programu unijnego.
Niestety wciąż Ruch 5 Gwiazd jest przywiązany jest do swojej idei antyeuropejskości oraz poczucia autonomii i braku zależności wobec Brukseli, ale tak zwyczajnie rezygnować z europejskich pieniędzy mogą tylko ci, którzy je posiadają, a to niestety od dawna nie jest przypadek Włoch.
W tym całym krajobrazie po bitwie nietrudno nie zauważyć złośliwy uśmiech na twarzy byłego koalicjanta Ruchu 5 Gwiazd – Matteo Salviniego. Z jednej strony może czuć niezadowolenie, że od jesieni 2019 nie jest już w ekipie rządzącej oraz że nie doszło do wyborów w których jego ugrupowanie mogło nawet uzyskać wynik nawet 35% i mieć teoretyczne szanse na samodzielne rządy, ale z drugiej strony teraz w żaden sposób nie może współodpowiadać za wywołany przez epidemią covid-19 kryzys na półwyspie apenińskim, wręcz może śmiało atakować ekipę rządzącą, że sobie nie poradziła w tak trudnej sytuacji.
Jak wiadomo wielkie kryzysy są okazją do wielkich zmian gospodarczych i społecznych, jak również każdy kryzys daje możliwość do przejęcia inicjatywy w przeprowadzeniu ruchów politycznych i stopniowego przełożenia tego na odpowiednią retorykę, a przewodniczący dawnej Ligii Północnej widząc na horyzoncie nowe możliwe ruchy może tylko szykować się. Istnieje szansa, że Włochy mają najgorsze za sobą, tylko pozostaje pytanie co będzie potem.
Mimo wszystko we Włoszech pojawiają się nowe zakażenia, które wykrywa się niemal w całym kraju, możliwe są ich nowe ogniska.
Dane podane przez włoskie Ministerstwo Zdrowia, nie są zbyt pocieszające. Epidemia, jak wynika z raportu sporządzonego na podstawie danych z pierwszego tygodnia czerwca, nie skończyła się mimo ogólnej poprawy. Można mieć tylko nadzieję, że takie koszmarne widoki jak wojskowe ciężarówki wywożące trumny z Bergamo może się nie powtórzą.