Włochy w 2021 roku

Nowy rok i nowe problemy, czyli noworoczna awantura w koalicji rządzącej.

Kiedy Ruch 5 Gwiazd i Partia Demokratyczna, czyli obecna koalicja rządząca, usiłuje za wszelką cenę utrzymać spójność gabinetu w dobie koronawirusa, w tym samym czasie Matteo Renzi zaczyna grozić wycofaniem swoich ministrów. O co właściwie gra były Premier Włoch?
Nie tylko w Polsce małe ugrupowanie próbuje merdać całą koalicją rządzącą. Podobny scenariusz można obserwować na Półwyspie Apenińskim, gdzie „mała” Italia Viva, utworzona w wyniku odłączenia jednej frakcji z Partii Demokratycznej, przez byłego premiera Włoch Matteo Renziego, próbuje rozegrać parlamencie swoje karty licząc na umocnienie swojej pozycji w rządzie.
Italia Viva złożona w większości z byłych polityków Partii Demokratycznej, cieszy się zaledwie kilkuprocentowym poparciem. Jednak obecności jej 30 deputowanych i 13 senatorów w koalicji rządzącej jest kluczowa do zachowania większości parlamentarnej. Premier Włoch Giuseppe Conte proponuje ponowne przetasowanie rządu, które efektem końcowym miałoby być dodanie dwóch ministerstw i kolejnych stanowisk trzech wiceministrów dla ugrupowania Renziego. Były Premier na razie odmawia i grozi zerwaniem koalicji, co mogłoby oznaczać upadek rządu i ponowne wybory. Ten scenariusz pasowałby tylko liderowi dawnej Ligii Północnej, Matteo Salviniemu, którego dobre wyniki sondażowe przyprawiają obecny rząd o nocne koszmary. Nowe wybory mogłyby dać mu pełną władzę, przy ewentualnym wsparciu w postaci neofaszystowskich Bracia Włoch, a Ruch 5 Gwiazd mógłby liczyć na ledwo połowę obecnej reprezentacji w Parlamencie. Renzi o tym wie dlatego tak rozgrywa swoje karty.
Tarcie między dwiema największymi partiami koalicyjnymi, a ugrupowaniem byłego premiera to nie nowość, jednak mając na uwadze potrzebę współdziałania w obliczu pandemii obie strony wycofały się. Ostatnio temat ponownie wrócił. Czemu? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. I tak jest też tym razem. Otóż kroplą, która przelała czarę, okazuje się być niezgoda w sprawie włoskiego planu odbudowy, a zwłaszcza wydatkowanie środków otrzymanych z unijnego Funduszu Odbudowy, z którego w ramach bezzwrotnych grantów i niskooprocentowanych pożyczek Włochom przypadnie ponad 200 mld euro. Spór o nadzór nad środkami wywołał w ostatnich tygodniach poważne napięcie między Renzim a Conte.
Premier Giuseppe Conte zdecydował, że decyzje będą podlegały jemu oraz zespołowi powołanych przez jego gabinet specjalistów. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Opozycja jak i również Matteo Renzi oczekuje, że zadanie powinno zostać w rękach rządu, administracji publicznej i parlamentu. Były przewodniczący Partii Demokratycznej uważa, że powierzenie rozporządzania funduszami zewnętrznej grupie osłabi rolę parlamentu. Zarówno lider Italia Viva, jak i partie prawicowe (vide Liga oraz Bracia Włoch) zarzucają Premierowi, że jego decyzja stanowi próbę zwiększenia władzy, wychodzącej z ram Konstytucji.
Renzi proponuje odważniejsze wydawanie środków unijnych i zaciągnięcie kolejnych dużych sum w ramach pożyczek. Lider Pięciu Gwiazd, Luigi di Maio, nieufnie podchodzi do tego rozwiązania, zwracając uwagę, że zbyt duże oparcie się na instrumencie pożyczek, zamiast działania przede wszystkim na unijnej bezzwrotnej pomocy finansowej, niesie za sobą zagrożenie zwiększenia długu publicznego. Włoski minister gospodarki i finansów Roberto Gualtieri wywodzący się z Partii Demokratycznej stwierdził, że w obecnej sytuacji nie stać Włochy na realizację wszystkich propozycji Renziego, bo grozi to zbyt dużym ryzykiem zapaści ekonomicznej.
Generalnie od kilku miesięcy mamy do czynienia z wymianą złośliwości jak i licznymi tarciami na linii Ruch 5 Gwiazd & Partia Demokratyczna – Italia Viva. Włoskie media coraz częściej spekulują o rozpisaniu wcześniejszych wyborów przez Prezydenta Włoch – Sergio Mattarellę, a Premier Giuseppe Conte robi dokładnie to samo, kiedy lider Ruchu 5 Gwiazd w czasach koalicji z Ligą, co chwilę awanturował się z jej liderem Matteo Salvini, czyli uspakaja. Na kolejnych konferencjach prasowych wyjaśnia oraz uprzedza, że raczej nie przewiduje w scenariuszu przedterminowych wyborów. Trudno się nie zgodzić, że gaszenie pożarów jest jego prawdziwą specjalnością.
Pojawia się teraz właściwe pytanie: o co właściwie walczy były Premier Włoch? Włoska prasa domniema, że byłemu premierowi chodzi o większe wpływy w rządzie. Italia Viva ma obecnie dwa ministerstwa: Rolnictwa i Leśnictwa oraz Rodziny i Równych Szans. Możliwe, więc że Renzi bardziej liczy na rekonstrukcję rządu i powiększenie swojej strefy wpływów, niż jego upadek. Jednak sam zainteresowany twierdzi, że Italia Viva wystąpi z rządu w przypadku nieznalezienia porozumienia. Istnieje jeszcze jedna teoria która od jakiegoś czasu krąży po korytarzach w Pałacu Montecitorio – siedzibie parlamentu włoskiego. Renzi ma pełną świadomość, że ciągnący się kryzys we Włoszech oraz obawy ekipy rządzącej wobec wcześniejszych wyborów, które mogłyby dać władzę prawicy, czyli Matteo Salviniemu, mogą doprowadzić do utworzenia nowego gabinetu, ale już bez Giuseppe Conte na fotelu Premiera. Kto miałby go wtedy zastąpić? Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się że Renzi widzi przede wszystkim siebie na tym stanowisku, a że jest w chwili obecnej języczkiem uwagi w obecnym rządzie, to ma nawet jakieś szanse.
Żeby było ciekawiej, to ugrupowanie Renziego przygotowało dokument, złożony z 62 punktów, w którym zaprezentowała założenia planu odbudowy. Są one oczywiście w kontrze do rozwiązań zaproponowanych przez gabinet Premiera. Niby nic szczególnego, ale nietrudno odnieść wrażenie, że wymyślony tytuł dokumentu może zostać odebrany jako sugestia pożegnania się z rządem Giuseppe Conte. Chodzi bowiem o cztery słowa z których składa się tytuł dokumentu: Cultura, Infrastrutture, Ambiente e Opportunità. Pierwsze litery tworzą słowo „CIAO”, co można przetłumaczyć jako „żegnaj”. Przypadek? Raczej nie.
W noworocznym orędziu prezydent Sergio Mattarella wezwał rząd, aby odsunął partyjne podziały i podjął działania na rzecz walki z pandemią i odbudowę gospodarki. Zdaniem wielu apel skierowany był przede wszystkim do Matteo Renziego.

We Włoszech święta z ograniczeniami

„To będzie inne Boże Narodzenie niż wszystkie.” – zapowiedział premier Włoch Giuseppe Conte. Zgodnie z nowym dekretem rządowym obowiązującym od 4 grudnia do 15 stycznia 2021 r., wprowadzono szereg obostrzeń obowiązujących zarówno mieszkańców Włoch, jak i tych, którzy w tym okresie będą chcieli odwiedzić ten kraj.

Od 21 grudnia 2020 r. do 6 stycznia 2021 r. na całym terytorium kraju obowiązuje zakaz przemieszczania się poza terytorium regionów lub województw autonomicznych, w dniach 25 i 26 grudnia 2020 r. oraz 1 stycznia W 2021 r., obowiązuje zakaz przemieszczania się również pomiędzy gminami, z wyjątkiem podróży motywowanych udokumentowanymi potrzebami zawodowymi, zdrowotnymi lub wyższą koniecznością. Podczas Bożego Narodzenia będzie obowiązywać godzina policyjna od 22.00 do 5.00 (obecnie zakaz poruszania się bez uzasadnienia obowiązuje w godzinach 24.00 do 5.00), a w Sylwestra przedłużono ją do godziny siódmej rano. Na początku zakładano, że w obiadach lub kolacjach świątecznych będzie mogło uczestniczyć maksymalnie 6-8 osób. Ostatecznie nie wprowadzono żadnego ograniczenia. Premier Conte wyjaśnił: „W systemie liberalno-demokratycznym nie możemy wchodzić do domów ludzi i nakładać surowych ograniczeń. Możemy ograniczyć się jedynie do silnej rekomendacji. Zdecydowanie odradzamy przyjmowanie w domu osób nie zamieszkujących wspólnie, zwłaszcza przy takich okazjach, które są bardziej towarzyskie i intymne. To niezbędny środek ostrożności nie tylko dla nas, ale także dla ochrony naszych bliskich, zwłaszcza rodziców i dziadków.”

Pasterka zostanie więc przesunięta na godzinę 20:00. Konferencja Episkopatu Włoch zwróciła się do parafii o zaplanowanie kilku mszy świątecznych w dzień Bożego Narodzenia, aby uniknąć zgromadzeń. Protokoły obowiązujące od maja ubiegłego roku przewidują w kościołach używanie maseczek, dezynfekcję rąk, zachowanie odstępu i opróżnienie chrzcielnic z wody święconej. Komunia jest najczęściej rozdawana na rękę.

Turystyka we Włoszech

Turystów przybywających do Włoch obowiązują nowe zasady: 1) 10.12–20.12 obowiązek przedstawienia negatywnego wyniku testu molekularnego lub antygenowego wykonanego w ciągu 48 h przed przekroczeniem granicy Włoch; w razie braku testu obowiązek poddania się 14-dniowej kwarantanni; 2) 21.12–06.01 obowiązek poddania się 14-dniowej kwarantannie; 3) 07.01–15.01 obowiązek przedstawienia negatywnego wyniku testu molekularnego lub antygenowego wykonanego w ciągu 48 h przed przekroczeniem granicy Włoch; chyba, że przebywało się na terytorium Polski w dniach 21.12-06.01, wtedy również przyjeżdżając do Włoch należy poddać się 14-dniowej kwarantannie.

Ośrodki narciarskie we Włoszech będą zamknięte co najmniej do 6 stycznia. Pozostają zamknięte wszystkie muzea i parki archeologiczne na całym terenie kraju oraz na terenie Watykanu. Nie można zwiedzać ani Koloseum, ani Muzeów Watykańskich. Otwarta pozostaje Bazylika św. Piotra oraz inne przybytki kultu.

Hotele we Włoszech pozostają otwarte, ale w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia nie będzie można organizować przyjęć i kolacji. W związku z tym restauracje hotelowe zostaną zamknięte o godzinie 18:00, a po tym czasie będzie dozwolona tylko obsługa pokojowa.

Od 4 grudnia do 15 stycznia, w święta i dzień przed świętami, w centrach handlowych otwarte będą tylko sklepy spożywcze, apteki, sklepy parafarmaceutyczne, ze zdrową żywnością, tytoniowe oraz kioski. Od 4 grudnia do 6 stycznia godziny otwarcia wszystkich innych sklepów zostały przedłużone do godz. 21.00.

W dalszym ciągu restauracje, bary i puby pozostają otwarte do godz. 18.00. Podczas świąt, przy jednym stoliku będą mogły zasiadać osoby tylko z tej samej rodziny.

W dalszym ciągu na terenie Włoch obowiązuje posiadanie przy sobie zaświadczenia uzasadniającego cele w przypadkach poruszania się podczas godziny policyjnej czy przemieszczania się po terenie kraju w okresie przedświątecznym objętym obostrzeniami wprowadzonymi przez nowy dekret.

Nie ma czego świętować w tym roku

Włosi w tym roku nie mają wielkiej ochoty na świętowanie. Wszyscy mają nadzieję, że 2020 skończy się jak najszybciej, a nadchodzący rok będzie lepszy. Włoski rząd chce za wszelką cenę uniknąć błędów jakie zostały popełnione podczas letnich wakacji, kiedy to pozwolono obywatelom na dość dużą swobodę, także w celu ratowania wielu sektorów gospodarki i odreagowania po całkowitym lockdownie. „Otwarcie dyskotek latem kosztowało kraj 20 tys. zgonów na koronowirusa. Tych śmierci można było uniknąć i należy uniknąć kolejnych.” – komentował profesor Massimo Galli, dyrektor szpitala Sacco w Mediolanie, jeden z najbardziej liczących się wirusologów.

2 grudnia, w ciągu doby, we Włoszech zmarły 993 osoby – to najwyższy negatywny rekord dobowy od początku pandemii. 27 marca, w czasie ścisłego lockdownu, zmarło 969 osób. Włochy to kraj, w którym zabójczość Sars-Cov2 pozostaje nadal najwyższa w Europie i wciąż trudno zrozumieć dlaczego. Od początku epidemii umarło już ponad 60 tys. osób. Średni wiek zmarłych to 80 lat. Odchodzi całe włoskie pokolenie dziadków. To jeden z powodów, dla którego w tym kraju zdecydowano się wprowadzić tak ścisłe obostrzenia na święta, które są zawsze okazją do wielopokoleniowych spotkań rodzinnych.

Choć druga fala epidemii zaczyna słabnąć, włoscy epidemiolodzy nie są optymistami. „Grudzień i styczeń to będą okropne miesiące.” – powiedział Walter Ricciardi, doradca ministerstwa zdrowia Roberto Speranza i profesor higieny na Katolickim Uniwersytecie w Rzymie. „Co może się wydarzyć w styczniu? Trzecia fala, spodziewamy się tego, znając historię poprzednich pandemii. Skala będzie zależeć od nas”. – twierdzi Fabrizio Pregliasco, wirusolog z uniwersytetu w Mediolanie.

Szczepienia

Włochy powinny otrzymać ponad 200 milionów dawek szczepionki Pfizer, w ciągu następnych 15 miesięcy. Musi być ona przechowywana w temperaturze -80 stopni C i na jej skład wyznaczono największą europejską bazę wojskową w Pratica di Mare pod Rzymem. Punkty szczepień zostaną wyznaczone w 300 szpitalach na całym terytorium kraju. W pierwszej kolejności będą szczepione osoby starsze i zagrożone oraz personel medyczny. Osoby, które przeszły Covid19 zostaną zaszczepione na końcu, gdyż jest nadzieja że nabyta już odporność ochroni ich przed zachorowaniem przez kilka miesięcy. „Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem do końca września we Włoszech może być zaszczepionych 100 mln osób.” – powiedział komisarz ds. sytuacji kryzysowych Domenico Arcuri. Dodał również, że we Włoszech będą szczepieni także obcokrajowcy żyjący tu legalnie, jak i migranci, gdyż jest to ważne dla dobra ogółu społeczeństwa. Na razie nie ma mowy o żadnym przymusie szczepień, ważne jednak jest aby zaszczepiła się jak największa liczba osób.

Lombardia – oddział zamknięty

Premier Giuseppe Conte, na wniosek władz Lombardii, planuje wprowadzić godzinę policyjną w północnym regionie Włoch. Wniosek wynika z przewidywań władz regionu z których wychodzi, że do końca października do szpitali trafi ok. 4 tysiące chorych na COVID-19, w tym 600 na oddziały intensywnej terapii, a rokowania na listopad są dalekie od optymistycznych.

Szef regionu Lombardii Attilio Fontana wraz z burmistrzami miast zwrócił się w poniedziałek do rządu o wprowadzenie godziny policyjnej. Jeśli władze w Rzymie wyrażą zgodę, to dekret ma obowiązywać już w październiku.
W trakcie „nocnego lockdownu” po ulicach będzie się można poruszać wyłącznie z powodów zdrowotnych, pracy lub innych uzasadnionych przyczyn. Ponadto przedstawiciele lokalnej administracji opowiedzieli się za zamknięciem w weekendy centrów handlowych z wyłączeniem sklepów spożywczych i tych z artykułami pierwszej potrzeby.
Wniosek został publicznie poparty przez ministra zdrowia Roberto Speranzę. W ten sposób wracamy do nerwowej atmosfery z minionej wiosny na Półwyspie Apenińskim, a to dopiero początek ponownego uderzenia wirusa. Pojawiają się też i komentarze negatywne związane z wnioskiem Fontany. Dziennik „La Repubblica” komentuje wniosek wprost pisząc, że „Lombardia poddaje się i wywiesza białą flagę”.
Pojawiają się pogłoski, że jeśli Lombardia, będąca jednym z najważniejszych pod względem gospodarki regionów Półwyspu Apenińskiego, podejmuje decyzję częściowej blokadzie, to istnieje realna szansa, że pozostałe regiony prędzej czy później również skierują do Rzymu podobny wniosek.
Niektóre już wprowadziły określone restrykcje. Szef władz regionu Kampania Vincenzo De Luca podjął decyzję o zakazie zabaw w nocy 31 października w związku z Halloween. Uwaga mediów jest jednak skierowana przede wszystkim na władze Wenecji Euganejskiej i Piemontu, które już teraz sondują możliwe scenariusze co Lombardia. Nie chcą powtórki z wiosny, ponieważ były na pierwszej linii ognia, kiedy pandemia wybuchła w Italii.
W ostatnią niedzielę włoski premier przedstawił postanowienia z nowego dekretu rządu, w którym m.in. są takie zasady jak limit osób, które mogą siedzieć przy jednym stole w restauracji oraz że kluby fitness mają tydzień na wprowadzenie kroków bezpieczeństwa sanitarnego. Jak sam powiedział: „Sytuacja jest krytyczna, ale rząd jest”. Może i rząd jest, ale gdzie są rozwiązania i odpowiednie kroki, kiedy był tak zwany okres odpoczynku od wirusa w okresie wakacji? Conte podkreślał na konferencji, że atak drugiej fali pandemii we Włoszech i w Europie jest „ostry”. Wskazał, że należy wprowadzić wszystkie niezbędne kroki, by uniknąć generalnego lockdownu w kraju.
Można się domyśleć, że chodzi o kwestie ekonomiczne, bo Włochy na to zwyczajnie nie stać na ponowny postój gospodarczy. Pytanie tylko czy stać na to obywateli z grupy zagrożenia?
Unia Europejska próbując walczyć z pandemią i chronić swoją stabilność gospodarczą zaproponowała pomoc finansową, aby zabezpieczyć m.in. już mocno kulejącą włoską gospodarkę. Od razu pragnę rozwiać wszelkie wątpliwości.
Utworzenia unijnego planu walki z wirusem w postaci funduszu w wysokości 750 mld euro, z czego Włosi otrzymali 200 co dało im szansę na częściowe załatanie m.in. włoskiej dziury budżetowej, nie było powodowane troską o same Włochy, a ile strachem, że coraz większe załamanie niegdyś czwartej jak nie trzeciej gospodarki w Europie mogłoby pociągnąć za sobą dość brutalne konsekwencje dla samej Unii i doprowadzić do konkluzji, że eksperyment z euro nie udał się.
Jednocześnie trzeba przyznać, że dzięki pandemii Włosi dostali szansę na przezwyciężenie ponad dwudziestoletniej stagnacji, a czy zrobią dobry użytek z koła ratunkowego od Brukseli to już inna kwestia.
Po tym wszystkim przychodzi na myśl kolejna refleksja – czy faktycznie Włosi uczą się na własnych błędach? Pewien anestezjolog widząc jak włoskie społeczeństwo podchodzi lekceważąco do restrykcji wyraził swoje oburzenie w mediach społecznościowych. Z jednej strony wpis spotkał aprobatą internautów, ale i również z ogromną falą krytyki. Inny przypadek dotyczył ministra edukacji, który widząc coraz trudniejszą sytuację wprowadził restrykcje w szkołach. Niedługo potem musiał mieć eskortę policji, aby móc spokojnie przemieszczać się po ulicach Rzymu. Te wydarzenia miały miejsce w maju. Dzisiaj mamy już październik, a na horyzoncie nie ma kolejnej fali koronawirusa, bo już jest na miejscu i uderza z całą siłą. Jedno jest pewne – wirus nie był nigdy w odwrocie.

Proces Salviniego

W Katanii na Sycylii przed miejscowym sądem stanął Matteo Salvini, głośny szef prawicowej Ligi, jeszcze w zeszłym roku wicepremier i minister spraw wewnętrznych Włoch. Rozpoczęły się wstępne rozprawy, które mają rozstrzygnąć, czy b.wicepremiera należy sądzić za „nadużycie władzy” i „nielegalne pozbawienie wolności” – czyny, których się miał dopuścić nie pozwalając przez tydzień dobić do brzegu włoskiemu statkowi straży przybrzeżnej Gregoretti z ponad setką uratowanych imigrantów na pokładzie, latem zeszłego roku.

Rozprawa była krótka, ale nie dlatego, że zarówno obrona, jak i prokuratura wnioskowały o umorzenie sprawy, lecz z powodu uporu sędzi, który postanowił przesłuchać jeszcze szefa rządu Giuseppe Conte, obecną minister spraw wewnętrznych i dawnego koalicjanta Salviniego, przewodniczącego Ruchu Pięciu Gwiazd (M5S) Luigi di Maio, dziś szefa włoskiej dyplomacji. Przesłuchania te wydały się sędzi niezbędne, bo obrona Salviniego twierdzi, że decyzja o niewpuszczaniu statku była po prostu decyzją rządu. Conte już kiedyś temu przeczył, ale będzie musiał przyjechać do Katanii 20 listopada.
Salvini przyjechał na wyspę już trzy dni przed rozprawą, by animować rodzaj festiwalu politycznego pod hasłem „Włosi wybierają wolność”. Rozdawał uśmiechy, robił sobie selfie z fanami, pomagał wybrać burmistrza miasteczka pod Katanią, kandydata Ligi i zapewniał wszystkich, że sąd próbuje zastąpić osąd publiczny, który, jak sądzi, mu sprzyja. To nie jest jednak takie pewne. Mieszkańcy Sycylii pamiętają wezwania jego partii, gdy zwała się jeszcze Ligą Północną, „Forza Etna!” (Dawaj Etna!), by wulkan pochłonął południową wyspę. Katania leży właśnie pod Etną.
Poza tym, na włoskiej skrajnej prawicy bardziej zaczyna rzucać się w oczy Giorgia Meloni, szefowa faszyzujących Braci Włoskich (FDI): jej sondaże rosną, podczas gdy Salviniego maleją. Sami Włosi, jeśli oprzeć się na badaniach opinii, nie sądzą już, by imigracja była pierwszą sprawą do załatwienia. Wyprzedziły ją epidemia oraz rosnący brak bezpieczeństwa ekonomicznego.
Salvini padł ofiarą swej pychy, pozbył się władzy na własne życzenie, jak kiedyś Kaczyński. W miesiąc po powstrzymaniu Gregoretti, jego sondaże rekordowo poszły w górę, więc będąc pewien, że wróci silniejszy do rządu po przedterminowych wyborach, zerwał koalicję z M5S. Wyszedł na tym jak Zabłocki na mydle: M5S dogadał się z socjal-liberalną Partią Demokratyczną i wybory okazały się niepotrzebne. Już ponad rok próbuje nie pozwolić o sobie zapomnieć, pewien „wielkiego powrotu” politycznego w przyszłości.
Na wielkie show Salviniego w Katanii przybywali politycy w najlepszych garniturach, by manifestować patriotyczne oburzenie. Byli Bracia Włoscy i Forza Italia starego Berlusconiego. Powtarzali jakim skandalem, „absurdem” jest sądzenie b. wicepremiera. „To Włosi na najbliższych wyborach powiedzą, czy Salvini działał dobrze, czy źle” – mówił o sobie w trzeciej osobie Salvini, niczym kiedyś Lecz Wałęsa.
Dziś rano przed sądem manifestowało jednak przeciw Salviniemu kilkaset osób. Młodzi ludzie pchali przed sobą wózki z supermarketu, wypełnione papierem toaletowym. W owe kupy wbito portrety „Il Capitano”.
W tym procesie chodzi o wyrażenie oficjalnego społecznego stosunku do idei ratowania ludzi na morzu, przyjmowania ich jako imigrantów, jak i do odpowiedzialności władzy.
Włosi zostali opuszczeni przez inne kraje europejskie (w tym Polskę) w zadaniu przyjmowania przybyłych. Salvini trzymał całymi dniami ludzi na rozpalonym pokładzie, by pokazać jak Włochy się przeciw temu buntują. Brak solidarności z uratowanymi ze statku wyglądał dla nich bardzo konkretnie, jako niewola.
Teoretycznie, Salviniemu grozi nawet 15 lat więzienia, ale skoro prokuratura nie widzi problemu, polityk raczej nie pójdzie do więzienia. Niedługo będzie miał podobny proces w Palermo, za takie samo postępowanie z innym statkiem, ale to też nie wygląda groźnie. Jako „ofiara ciągania po sądach” może wręcz zdobyć parę punktów. Skrajna prawica na naszym kontynencie nie przestaje czyhać na władzę.

Włoska gorączka referendalna

Koronawirus, tegoroczny główny bohater życia publicznego, na Półwyspie Apenińskim ewidentnie w ostatnim tygodniu stał się bohaterem drugoplanowym. Co prawda statystycznie zakażeń przybywa, ale sytuacja jest opanowana i nie ma mowy o żadnej panice w tej kwestii; nic nie wskazuje, żeby scenariusz wiosennego lockdownu miał się powtórzyć. Włosi, jakby bardziej spokojni, mogli oddać się dyskusjom politycznym i w dniach 20 i 21 września ruszyć do urn.

Tym razem w referendum konstytucyjnym zadecydować mieli o zatwierdzeniu lub odrzuceniu ustawy o zmianie konstytucji, a konkretnie jej zapisów w artykułach 56, 57 i 59, które dotyczą liczby parlamentarzystów. Włoscy obywatele bezpośrednio odnieść się mieli do zatwierdzonego przez Izbę w dniu 8 października 2019 r. projektu ustawy, który przewidywał zmniejszenie liczby członków obu izb parlamentu: z 630 do 400 miejsc w Izbie Deputowanych i z 315 do 200 miejsc w Senacie. Pomysłodawcą i wielkim orędownikiem tej idei była partia rządząca Movimento 5 Stelle (Ruch Pięciu Gwiazd) przy wsparciu środowisk prawicowych partii politycznych.
W debacie publicznej szeroko pojęta lewica prowadziła kampanię nakłaniającą do głosowania na NIE, tłumacząc, że im mniejsza reprezentacja w parlamencie, tym mniejsza demokracja w państwie.
W ostatnich tygodniach na placach we mniejszych i większych włoskich miasteczkach odbywały się manifestacje środowisk politycznychi organizacji prospołecznych, które promowały jednak utrzymanie konstytucyjnego status quo i zachowanie dotychczasowej liczby deputowanych w izbach parlamentarnych. Głównym postulatem partii rządzącej, którzy miał świadczyć o potrzebie głosowania na TAK, było tłumaczenie, że dzięki zmniejszeniu liczby posłów i senatorów, zmniejszy się koszty utrzymania parlamentu. Ostatecznie włoscy obywatele przy prawie 54-procentowej frekwencji zagłosowali za zmianą konstytucji, a tym samym za zmianą swojej reprezentacji. 70 proc. głosujących w istocie poparło ograniczenie włoskiej demokracji. Jak powiedział Luigi Di Maio, minister spraw zagranicznych, jest to historyczny wynik. Trudno odmówić mu racji: jeszcze nigdy społeczeństwo włoskie nie dało sobie tak ograniczyć swojego udziału w politycznej debacie o przyszłych losach swojego państwa.
TAK w znaczącej większości przeważyło w głosowaniu u mieszkańców z terenów południowych Włoch, gdzie wynosiło nawet 80 proc. Jednak wynik referendum był dość klarowny na całym terenie Apeninów, głosy za zmianą konstytucji przeważały we wszystkich większych miastach. Najmniejsze poparcie nowego projektu ustawy, które nie przekroczyło 60 proc., odnotowano w północnym regionie Friuli-Wenecja Julijska graniczącym z Austrią i Słowenią.
Równocześnie z referendum w dniach 20 i 21 września przeprowadzono wybory samorządowe w dziewięciu regionach Włoch. Wielu włoskich polityków kwestionowało organizację równoczesnych wyborów, przekonując, że nie można było prowadzić rzetelnej kampanii, czy to w kwestii referendum, czy też na wyborów regionalnych. W walce o samorządy gra rozgrywała się na poziomie większości regionów między komitetami koalicyjnymi centrolewicy lub centroprawicy. Wyjątkiem jest autonomiczny region Doliny Aosty, gdzie Lega Salviniego z 24-procentowym poparciem zdystansowała inne komitety o prawie 10 punktów procentowych.
I tak kolejno w Toskanii zwycięża centrolewica z prawie 50-procentowym poparciem, podobnie na południu w regionie Apulia, gdzie zdobyła 47 proc. głosów, w tradycyjnie lewicowym regionie Emilia-Romania – ponad 51 proc. Prawdziwy triumf centrolewica w tych wyborach samorządowych odniosła w regionie Kampania z Neapolem włącznie, gdzie prawie 70 proc. wyborców poparło ten kierunek polityczny. Natomiast centroprawica świętowała swój sukces w regionach: Kalabria (55 proc. poparcia), Marche (49 proc. i sukces partii Fratelli d’Italia – Bracia Włosi), północna Liguria (56 proc.). W katolickim regionie Wenecji Euganejskiej (Veneto) zwycięstwo centroprawicy miało rozmiary wręcz epickie: 77 proc.! Jednak analizując wyniki ostatnich wyborów samorządowych we Włoszech oraz głoszone przed nimi hasła programowe widać, że tendencja polityczna zmierza w kierunku centrum bez żadnych nadrzędnych wartości, idei. Czyżby politykom już o nic nie chodziło? Przecież polityczne centrum, to czysta ekonomia, wolny rynek i neoliberalna rzeczywistość bez głębszego namysłu nad przyszłymi kwestiami społecznymi.
Jednak namysł społeczny wciąż jeszcze nie pozwala spać spokojnie włoskim związkom zawodowym, które to tuż po wyborczej gorączce ruszyły na ulice włoskich miast i miasteczek.
To był intensywny koniec tygodnia nie tylko dla włoskich szkół. Tym razem głównym protagonistą nie był Covid, tylko gniew ludu.
Oprócz strajków w szkolnictwie w tym samym czasie, czyli na 25 września, zaplanowano również strajki klimatyczne w różnych miastach Włoch. W czwartek 24 i piątek 25 września związki zawodowe wspólnie z nauczycielami i uczniami wyszły na ulicę, wyrażając swój sprzeciw wobec chaosu, jaki panuje od początku roku szkolnego w placówkach edukacyjnych. .Po pierwsze wiele szkół nie spełnia wymogów narzuconych w związku z kryzysem wywołanym pandemią koronawirusa.
Brakuje ławek, klas, i nauczycieli. Mimo że zapewniano, że maseczki będą nieodpłatnie rozdawane uczniom, niestety w większości szkół dzieci muszą same je sobie zapewnić.
W sobotę 26 września w Rzymie odbyła się ogólnokrajowa demonstracja zwołana przez komitet związkowy Najpierw szkoła, do którego przyłączyły się wszystkie związki zawodowe nauczycieli, wykładowców i uczniów ( Flc Cgil, Cisl School, Uil School Rua, Snals Confsal i Gilda Unams). Domagają się one przywrócenia “centralnej i priorytetowej roli szkoły i wiedzy jako warunku rozwoju kraju” potępiając tym samym “opóźnienia i brak jakiejkolwiek pewności, naruszenia zasad bezpieczeństwa w resorcie szkolnictwa, które towarzyszą nam od początku tego roku szkolnego.”
Jak zapewniali włoscy związkowcy, żądając lepszej edukacji i lepszej przyszłości dla młodszych pokoleń: “Dzisiaj 26 września 2020 roku w Rzymie będziemy razem z pracownicami i pracownikami, z uczniami, studentami, rodzinami, obywatelami, aby potwierdzić i bronić naszej idei szkoły, konstytucyjnego organu i filaru demokracji, gdzie rozgrywa się przyszłość całego kraju.”
Dodając, że “kryzys spowodowany pandemią nie może zmieniać paradygmatu społeczno-gospodarczo-politycznego, którego zadaniem jest kierowanie wiedzą w kierunku aktywnego obywatelstwa, rozumianego jako zdolność do udziału w procesach transformacji, mając za zadanie działania na rzecz demokratycznych wartości, zrównoważonego rozwoju ekologicznego i pokoju.
W związku z tym domagamy się w trybie pilnym, żeby państwo, obecny rząd podjął odpowiednie działania, by włoska szkoła mogła funkcjonować nie naruszając żadnych praw obywatelskich“.
Kolejne strajki w szkolnictwie związki zawodowe zaplanowały już na październik i deklarują, że będą strajkować do skutku. Póki co premier Giuseppe Conte nie bardzo się przejmuje głosem związkowców i sytuacją w szkole. Włoski rząd oszołomiony sukcesem referendum realizuje swój plan.
Nie przejmując się też faktem, że w obliczu wyborów samorządowych partia rządząca przepadła totalnie, nie uzyskując w żadnym z regionów wyniku dwucyfrowego. Otwarcie się mówi o upadku partii Movimento 5 Stelle, że sam premier bardziej wspiera centrolewicową Partię Demokratyczną, a wielu członków partii rządzącej przechodzi w szeregi innych struktur.

Również we Włoszech rośnie liczba zakażeń

Włosi zastanawiają się dlaczego.

We Włoszech rośnie liczba zakażeń Sars-CoV-2. W środę 12 sierpnia – 476, w czwartek 13 sierpnia – 522. W piątek 14 sierpnia zaś 574. Choć wciąż niewysokie w porównaniu z innymi krajami, to jednak są to już liczby alarmujące w stosunku do 150-200 przypadków, do których Włochy przyzwyczaiły się między czerwcem a lipcem. Sytuacja epidemii, choć „niekrytyczna”, pozostaje „płynna” i „daje znaki ostrzegawcze” – można przeczytać w cotygodniowym monitoringu Ministerstwa Zdrowia i Wyższego Instytutu Zdrowia. Nieznaczny wzrost liczby przypadków spowodował, że wskaźnik zakaźności R przekroczył wartość 1 w prawie wszystkich regionach Włoch. To czerwone światełko ostrzegawcze, którego nie można ignorować. Ogólna sytuacja jest jednak dobra w porównaniu z tym, jak wyglądała w minionych miesiącach. Jak wynika z biuletynu medycznego z 7 sierpnia, w szpitalach było 41 pacjentów na oddziale intensywnej terapii i mniej niż 800 hospitalizowanych z objawami. Nieco ponad 12 tys. osób przebywało w izolacji domowej, przechodząc zakażenie bezobjawowo. Wykonuje się też więcej testów. 7 sierpnia 2020 r, od początku epidemii we Włoszech wykonano ich łącznie 7 158 909, czyli 338 296 więcej niż w poprzednim tygodniu. Zmalała również liczba zgonów. Stabilizuje się z dzienną zmiennością na poziomie od 3 do 12. Łączna liczba zakażonych od początku epidemii to 250.566 osób. Wyzdrowiało 202.098 ludz.
Aktualnie zdecydowana większość zakażonych jest izolowana w domu (bez objawów lub z kilkoma symptomami). Nadal badana jest zdolność osób zakażonych bezobjawowych do przenoszenia wirusa na inne osoby i nie wyciągnięto jeszcze żadnych ostatecznych wniosków.
Jaka może być przyczyna wzrostu liczby przypadków zakażeń?
Zastanawiają się włoscy eksperci i stawiają trzy hipotezy: tzw. „zakażenia powrotne”, rozluźnienie norm, możliwość szybszego nadejścia drugiej fali epidemii.
Po pierwsze powodem niepokojącego wzrostu statystyk są nowe ogniska, które tworzą się na całym terytorium kraju. Na przełomie lipca i sierpnia odnotowano ich aż 736. Wszystkie zostały natychmiast odkryte i są pod kontrolą. Nie jest to niespodzianką dla włoskich ekspertów. Zjawisko brano pod uwagę jako konsekwencję zakończenia lockdown i ponownego otwarcia granic oraz odmrożenia działalności gospodarczej.
„Byliśmy świadomi, że czeka nas okres współżycia z wirusem. Musimy być szybcy, zdecydowani, zdeterminowani, aby w jak najkrótszym czasie wykryć i kontrolować nowe ogniska epidemii.” – mówił minister zdrowia Roberto Speranza.
Na szczęście chodzi o nowe, małe ogniska, a nie o zakażenie rozpowszechnione na całym terytorium, jak miało to miejsce w Lombardii na przełomie lutego i marca.
Włochy mają w tej chwili do czynienia z tak zwanymi „zakażeniami powrotnymi”. Najbardziej emblematycznym przykładem jest historia dwóch osiemnastolatek z Padwy, które wróciły z wakacji w Chorwacji, gdzie nie używały maseczek, ani innych środków ostrożności, a także ośmiu chłopców z Rzymu, którzy spędzali wakacje na Malcie. Wszyscy okazali się pozytywni na Sars-Cov-2, choć tylko dwoje miało gorączkę. Teraz istnieje obawa, że mogą zachorować ich bliscy. Również wśród Włochów wracających z wakacji z Grecji i Hiszpanii odnotowano zachorowania na Covid-19. Niepokoją powroty opiekunek osób starszych pochodzących z Rumunii, gdzie pod koniec lipca dzienna liczba zakażeń przekroczyła tysiąc. Autobusy przywożące osoby z tego kraju są objęte specjalnym nadzorem sanitarnym. Odnotowuje się przypadki osób pozytywnych wśród migrantów, którzy nielegalnie przypływają na włoskie wybrzeża. Wszystkim są wykonywane obowiązkowe testy, a zakażeni przechodzą kwarantannę. Największe ognisko koronawirusa wybuchło jednak w Treviso, wśród migrantów mieszkających od lat w dawnych koszarach, w warunkach higienicznych, które faworyzują szerzenie się epidemii. Z 309 osób 244 są pozytywne na koronawirusa. Strukturę zamknięto i poddano całkowitej izolacji. Migranci, głównie ciemnoskórzy, skarżą się, że zostali poddani reżimowi więziennemu.
We Włoszech niepokoi przede wszystkim szalona nocna movida, podczas której młodzież nie przestrzega żadnych zasad. Spadł średni wiek nowych pozytywnych: dziś wynosi około 40 lat, zarówno dlatego, że robi się więcej testów młodym ludziom, jak i ze względu na wzrost przypadków importowanych z zagranicy po wakacjach. Osoby starsze są dziś mniej zagrożone epidemią. Całkowita zmiana paradygmatu w porównaniu z marcem i kwietniem, gdzie średnia wieku chorych wynosiła 69 lat.
„Dziewczętom i chłopcom mówię: bądźcie ostrożni, ponieważ w tej chwili to wy jesteście głównym nośnikiem infekcji” – zaapelował minister Speranza do młodych Włochów.
Wyższy Instytut Zdrowia w swoim najnowszym raporcie stwierdził, że występują łańcuchy przenoszenia koronawirusa, gdzie trudno ustalić przyczyny zakażenia i podkreśla to, że epidemia Covid-19 we Włoszech jeszcze się nie skończyła.
Czy będzie druga fala?
Na to pytanie na dzień dzisiejszy nikt nie potrafi odpowiedzieć. Wszystko jest możliwe, gdyż trudno przewidzieć jak zachowa się wirus. Włoscy wirusolodzy nie są co do tego zgodni. Profesor Andrea Crisanti, członek Imerial College London, uważa, że druga fala epidemii może nadejść już pod koniec sierpnia, a więc znacznie wcześniej niż to przewidywano – czyli na jesieni. Massimo Clementi wirusolog z mediolańskiego szpitala San Raffaele twierdzi, że drugiej fali epidemii nie będzie i nie rozumie dlaczego rząd przedłużył stan kryzysowy. Massimo Galli, ordynator szpitala Sacco w Mediolanie jest zdania, że Włochy mogą uniknąć drugiej fali, ale trzeba być bardzo ostrożnym i wiele zależy od indywidualnych zachowań.
Włoski rząd do 7 września przedłużył obowiązek zachowania bezpiecznego dystansu, noszenia maseczek w pomieszczeniach zamkniętych i częstej dezynfekcji rąk. Według ostatnich sondaży wynika, że 27 proc. Włochów nie nosi maseczek. Oznacza to jednak, że pozostałe 73 proc. mieszkańców Italii stosuje się do zaleceń sanitarnych nakazanych przez władze i widać to na ulicach. W sklepach i w środkach transportu prawie wszyscy są w maseczkach. Wiele osób nosi maseczki na ulicach, gdy znajduje się w skupisku ludzi.
W Instytucie Spallanzani w Rzymie rozpoczęły się eksperymenty na ochotnikach z nową szczepionką przeciwko koronawirusowi, która powstała przy współpracy włoskich naukowców w Oxfordzie. Weźmie w nich udział 90 wolontariuszy między 18 a 85 rokiem życia. Przewiduje się, że pierwsza partia szczepionek – około pół miliona – będzie dostępna we Włoszech już pod koniec 2020 roku. Szczepienia nie będą obowiązkowe. Włochy przygotowują natomiast szeroko zakrojoną kampanię szczepień przeciwko grypie w tym sezonie jesienno-zimowym.
Fundacja Enaudi opublikowała protokoły Komitetu Naukowego odtajnione przez rząd. Wynika z nich, że 7 marca 2020 r., premier Giuseppe Conte podjął decyzję o wprowadzeniu lockdawn na terenie całych Włoch wbrew opinii Komitetu Naukowego, który zalecał tylko całkowite zamknięcie Lombardii. Fakt stał się oczywiście głównym powodem polemiki politycznej pomiędzy rządem a opozycją. Matteo Salvini z Ligi Północnej domaga się dymisji premiera i grozi, że stanie on przed sądem, za to, iż posadził w areszcie domowym miliony Włochów. Koalicja rządząca (Ruch 5 Gwiazd, Partia Demokratyczna, Italia Żywa) broni decyzji politycznych premiera i ministrów.
Kraj przygotowuje się do powrotu uczniów i studentów do szkół od września. Ma się to odbyć z zachowaniem zasad bezpieczeństwa. Komisarz specjalny ds. kryzysowych Domenico Arcuri ma przez miesiąc zapewnić odpowiednią liczbę pomieszczeń i pojedynczych ławek, aby odciążyć zatłoczone klasy. Na mocy kolejnego dekretu rządowego zdecydowano o otwarciu targów i rejsów wycieczkowych, dyskoteki i stadiony pozostają nadal zamknięte.
Włochy w trzecim etapie pandemii poradziły sobie znacznie lepiej niż inne kraje i wydają się być bardziej bezpieczne. Wszyscy jednak znów powrócili do sprawdzania codziennych statystyk zakażeń z bijącym sercem.

Trzeci etap wychodzenia z epidemii

Wreszcie pozdrowienia z Włoch, a nie z czerwonej strefy.

Włochy wracają do normalności szybciej, niż się tego wszyscy spodziewali. „Nowa normalność” nie jest wcale aż tak bardzo inna od tej starej.
Od 15 czerwca kraj wszedł w tzw. „trzeci etap” wychodzenia z kryzysu epidemiologicznego. Otworzono kina i teatry. W spektaklach i seansach zamkniętych może uczestniczyć do 200 osób. Można organizować koncerty i imprezy masowe na wolnym powietrzu z udziałem do 1 tys. osób. Dzieci mogą brać udział w obozach i koloniach letnich. Można przemieszczać się po całym terytorium kraju (respektując normy poszczególnych regionów) oraz wyjeżdżać za granicę do krajów UE i Wielkiej Brytanii. Nie można jeszcze uprawiać sportów grupowych i tańczyć w dyskotekach.
Nadal istnieją zakazy i ograniczenia. Wciąż obowiązuje nakaz noszenia maseczek w pomieszczeniach zamkniętych i w środkach komunikacji. Większa część Włochów nosi je również na powietrzu, gdy ma kontakt z innymi osobami. Obowiązuje nadal zakaz zgromadzeń w miejscach publicznych.
Zachowanie dystansu społecznego co najmniej jednego metra oraz częsta dezynfekcja rąk stały się normą.
Ostatnie 40 dni były dla kraju wielką próbą, być może nawet większą niż sama kwarantanna. Wyjście z domu po blisko dwóch miesiącach zamknięcia, powrót do codziennych obowiązków, odmrożenie gospodarcze, rozpoczęcie życia społecznego ze świadomością, że epidemia jeszcze nie wygasła i że nie ma pewności czy znów nie powróci. To było jak poruszanie się we mgle. Posuwanie się do przodu krok po kroku, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, kontrolując statystyki i krzywą epidemiologiczną. Podskórny strach, że z dnia na dzień może wybuchnąć jakieś nowe ognisko zakażeń, co doprowadzi do konieczności wprowadzenia powtórnego lock down, towarzyszył wszystkim.
Wróciła movida
Gdy 4 maja, po 55 dniach zniesiono oficjalnie kwarantannę i ludzie wyszli na ulice, czuć było wielką ostrożność i nieufność. Poszło dobrze. Lepiej niż się spodziewano. Transport publiczny, pomimo wielu zastrzeżeń, zdał egzamin. W tak wielkim i chaotycznym mieście jakim jest Rzym to stanowiło prawdziwe wyzwanie. Wiele osób zaczęło przemieszczać się na rowerze lub hulajnogach. Od 18 maja ruszył handel detaliczny, otworzono bary, restauracje, salony kosmetyczne i fryzjerskie (choć początkowo przewidywano ich otwarcie dopiero na 1 czerwca).
Ze względu na zachowanie dystansu, restauracje i bary musiały ograniczyć ilość stolików wewnątrz lokali, ale w zamian mają możliwość bezpłatnego ustawienia ich na zewnątrz. Nie wprowadzono ścianek z pleksi dzielących stoliki. Ludzie nie siadają naprzeciw siebie i obok siebie, jak dawniej, lecz naprzemiennie, opuszczając jedno miejsce, co pozwala zachować odległość. Kelnerzy obsługują w maseczkach i rękawiczkach. Karta dań jest w formie elektronicznej lub wypisana kredą na dużej tablicy. Włosi zaczęli znowu chodzić do restauracji, na aperitiwy, na kawę do baru. Lokale nie są jednak pełne. W wielu znacząco spadły obroty ze względu na brak turystów lub na smart working (osoby nie przychodzące do biura nie korzystają z usług gastronomicznych). Wszyscy z konieczności stali się bardziej oszczędni. Kryzys gospodarczy wywołany pandemią dotyka kieszenie. To przenosi się na handel i na usługi, i na całą gospodarkę.
Od dwóch tygodni otworzono ponownie również wielki rzymski pchli targ – Porta Portese. To miejsce, w którym w każdą niedzielę robi się największe ludzkie zbiorowisko. Wejścia są kontrolowane, reglamentowana ilość osób, obowiązują maseczki oraz pomiar temperatury. Wszyscy mają nadzieję, że to wystarczy i nie powtórzy się sytuacja, jak ta aktualnie w Pekinie. Zagrożenie wybuchu nowych ognisk koronawirusa i druga fala pandemii to nadal przerażające widmo.
Do włoskich miast wróciła movida. Rzymskie Zatybrze wieczorami znowu stało się gwarne i pełne młodzieży stojącej przed barem z napojami w ręku i cieszącej się życiem jak dawniej. Po dość burzliwym pierwszym weekendzie, podczas którego przez miasto przeszły hordy nowych lancknechtów, pozostawiając po sobie śmieci i maseczki jednorazowe, sytuacja społeczna jest trochę mniej napięta. Ludzie się wyluzowali. Może nawet za bardzo… – jak twierdzą niektórzy.
Włochy przeżyły już nie jedną epidemię i nie jedną kwarantannę w swojej długiej historii. Tutaj najlepszą bronią przeciwko zarazie i innym jej konsekwencjom jest zdrowy rozsądek. Miejmy nadzieję, że go nie zabraknie…
Do Włoch wracają turyści
Pierwsi pojawili się Niemcy. Plażują nad włoskim morzem, można ich spotkać nawet w Rzymie.
Od 3 czerwca do Włoch można przyjeżdżać na wakacje bez obowiązku kwarantanny. Nie wprowadzono osławionego „paszportu sanitarnego”, nad którym dyskutowano burzliwie i długo, ale który w przypadku Covid-19 nie miałby żadnego sensu. W poszczególnych regionach istnieją ściślejsze zalecenia, do których trzeba się zastosować – dotyczy to przede wszystkim rejestracji pobytu dającej możliwość kontaktu w przypadku podejrzenia o zakażenie Sars-Cov-2. Nie wprowadzono również brzydkich i nieekologicznych parawanów plażowych z pleksi na plażach, o których rozprawiały długo i namiętnie wszystkie media świata. Nie ma obowiązku używania internetowych aplikacji, przez które trzeba się rejestrować by wybrać się nad morze, rezerwując leżak i parasol. Na plażach obowiązuje zachowanie dystansu i higieny, no i oczywiście zdrowy rozsądek.
Przyjeżdżając do Włoch i przemieszczając się po kraju należy rezerwować hotele i promy z wyprzedzeniem, najlepiej internetowo. Właściciele hoteli, apartamentów i b&b mają obowiązek zachowania listy gości przez 20 dni, przestrzegając zasad ustawy o prywatności, w celu umożliwienia szybkiego kontaktu z nimi w przypadku podejrzenia o narażenie na zakażenie koronawirusem.
Od 1 czerwca ponownie otworzyły swoje podwoje Koloseum i Muzea Watykańskie (znajdujące się na terenie Państwa Watykańskiego), a także wszystkie inne włoskie muza i zabytki, tak chętnie zawsze odwiedzane. Choć nowe zasady wizyt są podobne, warto zawsze sprawdzić na stronach internetowych jak to wygląda w poszczególnych placówkach. Przede wszystkim ze względu na fakt, że została ograniczona ilość osób mogących dziennie odwiedzać zabytki i muzea – zakup biletów i rezerwacja terminu z konkretną godziną odbywa się przez internet. Została ograniczona liczebność grup. Przed wejściem jest mierzona temperatura i osoby z gorączką powyżej 37,5 stopnia C nie są wpuszczane do środka. Podczas zwiedzania obowiązuje maseczka i zachowanie dystansu przynajmniej 1 metra. Przed wejściem należy zdezynfekować ręce żelem umieszczonym w pojemniku. Nie można wymieniać się napojami (pić z tej samej butelki lub kubeczka plastikowego) i jedzeniem.
Już 18 maja została otworzona Bazylika św. Piotra, a 9 czerwca Panteon. Przed wejściem znajdują się termoskanery oraz dozowniki żelu dezynfekującego. Kolejka jest regulowana przez pasy wyznaczające na ziemi odległość przynajmniej jednego metra. Po długim okresie zamknięcia z powodu kwarantanny wejście do tych wspaniałych świątyń kultury i wiary jest niesamowitym przeżyciem.
Wreszcie ruszyła wystawa poświęcona Rafaelowi z okazji 500 rocznicy jego śmierci. Trudno jednak będzie ją obejrzeć, gdyż bilety zostały już praktycznie wysprzedane, choć ekspozycję w Scuderie del Quirinale przedłużono do końca sierpnia.
Rzym, w którym brakuje turystów, wydaje jest dobrze przygotowany na ich powtórne przyjęcie. Jest jak zawsze majestatyczny i zachwycający pięknem swoich zabytków. Znowu stał się hałaśliwy i chaotyczny, jak przed pandemią koronawirusa. Pod Fonatnną di Trevi jest już tłoczno. Wszyscy robią sobie selfie w maseczkach…
Teraz nas wszystkich czeka nowy sprawdzian – loty… Będziemy uczyć się latać ponownie, z większymi trudnościami, jak po 11 września…
Wreszcie dobre wiadomości
Patrzę z ulgą na statystyki z 16 czerwca 2020 roku i myślę o tych tragicznych dniach, w których pisałam „Pozdrowienia z czerwonej strefy” zaczynając od liczenia zmarłych… Od początku wybuchu epidemii we Włoszech patogenem Sars-Cov-2 zaraziło się łącznie 237.000 osób, zmarło 34.405, wyzdrowiało 178.526. Aktualnie według oficjalnych statystyk jest 24.569 osób pozytywnych, z czego 3.301 znajduje się w szpitalu, a 177 z nich wymaga intensywnej terapii. W ciągu ostatniej doby na koronawirusa zmarły 34 osoby. Aż 85 proc. wszystkich przypadków dotyczy Lombardii.
To wiadomości bardzo pozytywne, w porównaniu z tymi, jakie z frontu koronawirusa nadchodziły w marcu i kwietniu. Pandemia we Włoszech jeszcze nie wygasła, ale jest dobrze. „Wszystko będzie dobrze!” – głosiły napisy w oknach i na balkonach w czasie kwarantanny. Miejmy nadzieję, że tak będzie.
Cieszę się, że wreszcie pozdrawiam Was z Włoch, a nie z czerwonej strefy.

Włochy: krajobraz po bitwie

Pewien były polski Minister Kultury opowiadał kiedyś na antenie radia że jak był w Stuttgarcie to nie mógł się nadziwić jak pewna kobieta prawie codziennie myła czysty mur przylegający do fabryki Mercedesa. W końcu nie wytrzymał i spytał się czemu to robi. Odpowiedź była prosta: „żeby się nie pobrudziła”. Takiego zdrowego rozsądku i zapobiegawczości zabrakło większości państw europejskich przy pandemii Covid-19. We Włoszech koszt był bardzo wysoki. Ponad 33 tysiące ludzi zmarło, a gospodarka włoska może być kolejną ofiarą wirusa w Italii.

Rzym – miasto, które przez większość roku tętni życiem i wypełnia się zagranicznymi turystami oglądających atrakcje turystyczne, w tym liczne muzea, kaplice, place czy piękne ruiny będącymi  pozostałością po upadłym Cesarstwie Rzymskim, wita teraz żelem do dezynfekcji rąk przy granicy. Przyjeżdżają tu teraz głównie okoliczni mieszkańcy pragnący po wypiciu tradycyjnej filiżanki kawy zacząć powitanie miasta po prawie trzech miesiącach kwarantanny. Docierają też pierwsi turyści z innych części Włoch, co jest możliwe dzięki otwarciu granic regionów od 3 czerwca.
W kawiarniach takich jak Caffe Greco czy  też mojego ukochanego Caffe Teichner, znajdującym się przy  Placu S. Lorenzo in Lucina, obowiązują nowe zasady sanitarne. Personel pilnuje, by za dużo osób nie gromadziło się przy barze, gdzie serwowana jest kawa, bo zdecydowana większość mieszkańców Włoch pije kawę przy barze – stoliki są bardziej dla turystów. I tak kolejne osoby cierpliwie czekają na swoją kolej, a stoliki są w większości puste, co niestety psuje trochę atmosferę włoskiej kawiarni, gdzie w standardzie jest gwar, kolejka, dźwięk rozmów i stukania kolejnych filiżanek o blat.
Jak pamiętam swój czas w Rzymie to okolice Schodów Hiszpańskich, kojarzyły się głównie z trudnością przeciśnięcia się przez turystów i męczących lokalnych sprzedawców, którzy nagminnie chcieli mi wcisnąć jakiś bubel. Dziś te same okolice wydają się jak wyjęte z filmu Danny’ego Boyle’a „28 dni później”. Teraz można tam zrobić zdjęcia takie jakie dotąd możliwe było tylko o świcie.
Po zniesieniu licznych restrykcji w historycznym centrum otwartych jest już wiele restauracji i pizzerii, przede wszystkim tych odwiedzanych codziennie przez pracowników ministerstw, urzędów, różnych instytucji, kancelarii, firm. To dzięki nim trzymają się one na powierzchni. Podobna sytuacja dotyczy legendarnej kawiarni Giolitti, słynącej z wyśmienitych lodów, w której przed pandemią należało solidnie pracować łokciami aby dotrzeć do lady. Teraz przychodzą tam głównie rzymskie rodziny, a przede wszystkim deputowani i senatorowie, ponieważ tuż obok znajduje się Izba Parlamentu. Patrząc na to wszystko i mając w świadomości ile ofiar pochłonęła epidemia covid-19, to aż trudno uwierzyć kiedy życie na półwyspie apenińskim wróci do normalności. Mimo wszystko włosi robią co mogą aby uratować już i tak mocno podniszczony budżet kraju i odzyskać to co pochłonęła pandemia.
Sytuacja jest o tyle trudna, że trzy regiony, gdzie epidemia uderzyła najmocniej, czyli Lombardia, Piemont i Wenecja Euganejska wytwarzają 40 % PKB Włoch. Dalszy postój może okazać się dramatyczny w skutkach dla włoskiej i tak kulejącej gospodarki.
Już 3 czerwca Włochy jako pierwszy europejski kraj otworzyły swoje granice dla wszystkich członków strefy Schengen mimo że tego dnia odnotowano 321 zarażeń w całym kraju.
Nie wszystkie państwa skaczą ze szczęścia na myśl o turystach z Italii. Dla przykładu Grecy owszem otworzyli granice, ale mieszkańcy Lombardii po przylocie są zobowiązani do przejścia kwarantanny, a granica z Francją wygląda jak granice sprzed czasów wejścia w życie Strefy Schengen – niekończące się kolejki. Z tego co udało mi się ustalić to Włosi liczą przede wszystkim turystykę wewnętrzną na podstawie programu państwowego pod hasłem „Bel Paese” (tł. wł. Piękny kraj), ale jednak już teraz turyści z całej Europy i z Wielkiej Brytanii mogą wjeżdżać na Półwysep Apeniński, gdzie nie będą poddani kwarantannie.
Minister Spraw Zagranicznych Luigi Di Maio wyraził satysfakcję, że tego samego dnia władze Szwajcarii zapowiedziały, że również od 15 czerwca otworzą swą granicę z Włochami. „15 czerwca powinien być ważnym dniem europejskiej turystyki, bo zostaną otwarte granice, z nielicznymi wyjątkami” – ocenił włoski Di Maio. Jako jeden z tych wyjątków wymienił Austrię, z którą władze w Rzymie prowadzą rozmowy.
Powoli schodzą demony lokalnych restrykcji, czy jak to lubią włosi nazywać „lockdown” . Są ponownie otwierane muzea w tym również watykańskie. „Odrodzenie kraju zaczyna się od sztuki” tak pisały gazety, po tym jak Eike Schmidt, Dyrektor florenckiego Uffizi, po 85 dniach przerwy wydał zgodę na otwarcie jednego z najbardziej popularnych muzeów w Europie. raca również główny żywioł włoskiej rzeczywistości, czyli piłka nożna. Podobnie jak w Polsce we Włoszech najpierw ruszy gra o krajowy puchar. Już zostały rozegrane rewanżowe spotkania między Juventusem i Milanem, a także Napoli i Interem i już wiemy kto zagra w finale 17 czerwca. Wznowienie Serie A przewidziano na 20 czerwca i oficjalnie potwierdzono decyzję podczas wspólnej wideokonferencji ministerstwa sportu i krajowej federacji (FIGC – Federazione Italiana Giuoco Calcio). Do przeprowadzenia pozostało tylko 13 kolejek. Pojawia się też pytanie co z okienkiem transferowym.
Niestety wciąż sektor służby zdrowia odnotowuje największe straty. Według Pierluigi Mariniego, przewodniczącego Włoskiego Stowarzyszenia Chirurgów Szpitalnych (ACOI – Associazione Chirurghi Ospedalieri Italia), który jest jednocześnie ordynatorem oddziału w rzymskim szpitalu San Camillo z powodu blokady szpitali w związku z covid-19 w całych Włoszech nie wykonano około 600 tys. planowanych operacji, w tym połowy ze 100 tys. planowanych zabiegów onkologicznych. Szpitale będą musiały teraz przyjmować o wiele więcej pacjentów niż planowano, żeby nadrobić stracony czas.
To będzie trudne do wykonania, zwłaszcza że wciąż obowiązują ograniczenia. Tymczasem politycy koalicji rządzącej spierają się o to, czy i jak korzystać z europejskiej pomocy. Ruch 5 Gwiazd, większy z koalicjantów rządowych, nie jest zainteresowane Europejskim Mechanizmem Stabilności, w ramach którego Włochy mogłyby otrzymać prawie 40 mld euro nieoprocentowanej pożyczki.
Z kolei koalicyjna Partii Demokratycznej, popierająca pomysł z użyciem pożyczki od Unii Europejskiej uważa, że rezygnacja z niej była zwyczajną głupotą. Jako przykład podają sytuację wybudowania nowego szpitala, kiedy pojawia się wybór: 4-5-proc. Kredytu w banku albo zero odsetek w ramach wyżej podanego programu unijnego.
Niestety wciąż Ruch 5 Gwiazd jest przywiązany jest do swojej idei antyeuropejskości oraz poczucia autonomii i braku zależności wobec Brukseli, ale tak zwyczajnie rezygnować z europejskich pieniędzy mogą tylko ci, którzy je posiadają, a to niestety od dawna nie jest przypadek Włoch.
W tym całym krajobrazie po bitwie nietrudno nie zauważyć złośliwy uśmiech na twarzy byłego koalicjanta Ruchu 5 Gwiazd – Matteo Salviniego. Z jednej strony może czuć niezadowolenie, że od jesieni 2019 nie jest już w ekipie rządzącej oraz że nie doszło do wyborów w których jego ugrupowanie mogło nawet uzyskać wynik nawet 35% i mieć teoretyczne szanse na samodzielne rządy, ale z drugiej strony teraz w żaden sposób nie może współodpowiadać za wywołany przez epidemią covid-19 kryzys na półwyspie apenińskim, wręcz może śmiało atakować ekipę rządzącą, że sobie nie poradziła w tak trudnej sytuacji.
Jak wiadomo wielkie kryzysy są okazją do wielkich zmian gospodarczych i społecznych, jak również każdy kryzys daje możliwość do przejęcia inicjatywy w przeprowadzeniu ruchów politycznych i stopniowego przełożenia tego na odpowiednią retorykę, a przewodniczący dawnej Ligii Północnej widząc na horyzoncie nowe możliwe ruchy może tylko szykować się. Istnieje szansa, że Włochy mają najgorsze za sobą, tylko pozostaje pytanie co będzie potem.
Mimo wszystko we Włoszech pojawiają się nowe zakażenia, które wykrywa się niemal w całym kraju, możliwe są ich nowe ogniska.
Dane podane przez włoskie Ministerstwo Zdrowia, nie są zbyt pocieszające. Epidemia, jak wynika z raportu sporządzonego na podstawie danych z pierwszego tygodnia czerwca, nie skończyła się mimo ogólnej poprawy. Można mieć tylko nadzieję, że takie koszmarne widoki jak wojskowe ciężarówki wywożące trumny z Bergamo może się nie powtórzą.

Tak otwierają się Włochy po kwarantannie

Od 4 maja Włochy przechodzą na 2 etap zmagań z pandemią Covid-19. Kończy się kwarantanna trwająca 55 dni, prawie dwa miesiące. Zaczynamy się „otwierać” powoli. Współżyć z wirusem w nowej normalności.

Od 4 maja będzie można poruszać się po mieście i po regionie z powodów zawodowych, zdrowotnych, sportowo-rekreacyjnych, a także w celu odwiedzenia najbliższych. W dalszym ciągu trzeba mieć przy sobie oświadczenie (obowiązujące do 18 maja). Zostaną otwarte parki i ogrody, do których jednak będzie mogła wchodzić ograniczona liczba osób. Sport można uprawiać w pojedynkę, zachowując bezpieczną odległość przynajmniej 1 metra. Do pracy wrócą rzemieślnicy. Ruszy handel hurtowy. Punkty gastronomiczne będą mogły sprzedawać jedzenie na wynos, do konsumpcji w domu lub w miejscu pracy. W środku lokali gastronomicznych może przebywać 1 osoba na 40 m2, przed lokalem nie można tworzyć zgromadzeń. Używanie maseczek będzie obowiązkowe w transporcie publicznym, w sklepach, w biurach, w każdym miejscu pracy, we wszystkich miejscach zamkniętych i w tych na zewnątrz, gdzie nie jest możliwe utrzymanie bezpiecznego dystansu. Również spotkania z najbliższymi będą odbywać się w maseczkach. Maseczki chirurgiczne będą sprzedawane w cenie narzuconej z góry przez rząd – 0,50 euro i powinny być już dostępne.
Ruszy przede wszystkim transport publiczny. Do autobusów będzie mogła wsiadać tylko ograniczona ilość osób i zajmować wyznaczone miejsca. Jeżeli autobus ma komplet pasażerów, może nie zatrzymać się na przystanku. W metrze będą kontrole ilości pasażerów i znaki świetlne umożliwiające im wsiadanie z zachowaniem bezpiecznej odległości. Bilety wskazane jest nabywać w automatach. Zachęca się do przemieszczania na rowerach i hulajnogach.
W mieście tak wielkim i chaotycznym jak Rzym, aż trudno sobie wyobrazić jak będzie wyglądała teraz jazda komunikacją miejską. Strach pomyśleć jakie szykują się korki na ulicach i problemy z parkowaniem, gdyż większość osób woli unikać autobusów i metra. Pora pożegnać się z czystym powietrzem, jakim oddychaliśmy w czasie kwarantanny.
Od 18 maja ruszy handel detaliczny i zostaną otwarte sklepy, w których będą obowiązywać takie same zasady, jak wszędzie. Otwarte zostaną muzea i biblioteki. Ruszą treningi grupowe, z zachowaniem zasad ostrożności.
Dopiero od 1 czerwca mają otworzyć bary i restauracje, salony kosmetyczne i fryzjerzy, przestrzegając rygorystycznych obostrzeń. To poważny problem, gdyż wiele osób z tej branży po trzech miesiącach przestoju i zmniejszeniu ilości klientów, może już nie otworzyć biznesu lub szybko splajtować. Przewiduje się, że kryzys dotknie 30 proc. lokali w branży restauracyjnej oraz 60 proc. salonów kosmetycznych i fryzjerskich.
17 czerwca rozpoczną się matury – tylko egzamin ustny. Powrót fizyczny uczniów do szkół i na uniwersytety jest przewidziany dopiero od września, choć myśli się o obozach letnich dla dzieci, które mają być próbą tego, jak będzie wyglądać otwarcie żłobków i przedszkoli. Co do tego nie ma jeszcze żadnych wskazań.
Od 4 maja zostaną wznowione również pogrzeby z udziałem 15 najbliższych osób, na wolnym powietrzu. Także duchowni są zobowiązani do noszenia maseczki i do mierzenia temperatury przez skaner. Rząd nie wydał jeszcze zezwolenia na celebrowanie mszy. Odpowiednie normy są opracowywane – najprawdopodobniej na razie tylko na wolnym powietrzu, bez całowania relikwii i bez przyjmowania hostii. Episkopat Włoch zaprotestował, ale papież Franciszek upomniał wszystkich: „Przeciwko pandemii ostrożność i respekt norm, aby zło nie powróciło”.
Od maja ma funkcjonować również App Immuni (Odporni) ostrzegająca, czy znaleźliśmy się w bliskim kontakcie z osobą zakażoną Covid-19. App nie jest obowiązkowa i nie opiera się na systemie geolokalizacji. Zadziała tylko jeśli zainstaluje ją przynajmniej 60 proc. Włochów. Inaczej okaże się bezużyteczna. Czy tak się stanie? – nie wiadomo. Będą prowadzone również testy serologiczne.
Wszystko to stanie się oczywiście pod warunkiem, że wskaźnik zakażalności Sars-CoV-2, spadnie poniżej 1 – czyli R0 (jedna osoba zaraża mniej niż jedną osobę). W lutym, gdy wybuchła epidemia R wynosił ponad 3 (jedna osoba zarażała co najmniej 3 osoby). Sytuacja epidemiologiczna we Włoszech poprawiła się. We wszystkich regionach Włoch wskaźnik zakażalności spadł poniżej 1. Jednak Lombardia i Piemont nie są jeszcze w pełni gotowe, by przejść do 2 etapu. Od początku epidemii całkowita oficjalna liczba zakażonych przekroczyła 200 tys., analizy matematyczne wskazują jednak, że najprawdopodobniej jest ich około 4 mln.
Program otwierania się Włoch, przedstawiony przez premiera Giuseppe Conte 26 kwietnia, wzbudził wiele protestów. Niektórzy oczekiwali, że nastąpi – jeżeli nie całkowite, to przynajmniej większe otwarcie. Modele matematyczne rozwoju epidemii w tym kraju przewidują jednak, że gdyby otworzono wszystko od razu 4 maja – wskaźnik R szybko wzrósłby do 2.25, czego wynikiem byłoby 150 tys. osób wymagających terapii intensywnej do końca roku. Na początku wszyscy pomyśleli, że to pomyłka, jakiś lapsus. Jednak szef Krajowego Instytutu Zdrowia Silvio Brusaferro potwierdził, że takie dane przedstawił premierowi Conte komitet naukowy wspierający rząd. W tej chwili Włochy mają 9 tys. miejsc na terapii intensywnej (przed wybuchem epidemii było 5 tys.) na 60 mln mieszkańców. Kiedy Włochy wchodziły w kwarantannę 10 marca 2020 r., było 619 nowych zakażeń i 168 nowych zmarłych w ciągu 24 godz. 26 kwietnia, gdy podjęto decyzję o przechodzeniu na 2 etap dane te wynosiły: 2324 nowych zakażeń i 260 zmarłych w ciągu doby. Na dzień dzisiejszy we Włoszech zmarło 27.682 osób, w tym 323 tylko w ciągu ostatniej doby.
Premier Conte zapowiedział również, że jeżeli dane epidemiologiczne polepszą się, nastąpi szybsze odmrożenie gospodarki.
Sytuacja ekonomiczna we Włoszech jest bardzo trudna. Szacuje się, że w pierwszym semestrze kraj utracił od 6 do 10 proc. PKB. Aż 44 proc. osób we Włoszech obawia się, że na skutek pandemii Covid-19 utraci pracę i żyje w niepewności. Recesja, która dawała znać o sobie przed wybuchem epidemii i trwała od kryzysu w 2008 r,. teraz może stać się depresją. Wiele osób uważa, że lepiej otworzyć wszystko, bo za chwilę Włochy będą umierać nie na Covid-19, lecz z głodu. Powrót do normalności jaką znaliśmy sprzed 10 marca 2020 r., jest jednak niemożliwy i oznaczałby w ciągu roku drugą falę epidemii oraz całkowitą zapaść zarówno sanitarną, jak i gospodarczą.

Uroki pandemii w 50 rocznicę Dnia Ziemi

Patrzę na zdjęcie z lat 20-tych ubiegłego wieku. Ojciec, matka, wujek, trójka dzieci i kot. Wszyscy w białych, płóciennych maseczkach. Kot też. Zdjęcie zostało zrobione sto lat temu, w okresie „hiszpanki”. Najprawdopodobniej już w czasie „drugiego etapu”, czyli powrotu do „normalności” po kwarantannie.

Nowa „normalność” to pojęcie do którego trudno się przyzwyczaić. Jak będzie wyglądać? Już mniej więcej wiemy i staramy się ją sobie wyobrazić. Wszyscy będziemy nosić maseczki i rękawiczki. Nie wiemy jak długo. Długo. Najprawdopodobniej do wynalezienia szczepionki.
W Rzymie nie ma jeszcze powszechnego obowiązku zakrywania twarzy. Powody są dwa. Po pierwsze nie ma maseczek. Po drugie wciąż są wątpliwości jaki jest efekt ich noszenia…
Większość ludzi przychodzi do sklepu w maseczkach (także własnej roboty) i rękawiczkach. Efekt psychologiczny. Wszyscy czujemy się bezpieczniej. Przypomina mi się rozczulająca scena z pierwszych dni kwarantanny we Włoszech. Starszy, samotny pan podchodzi do policjanta w Turynie i pyta go, czy on może mu pomóc założyć jego maseczkę, zanim wejdzie do sklepu, bo tak będzie się czuł bezpieczniej…
Kwarantanna – to słowo wymyślono w starożytnym Rzymie i pochodzi od liczebnika czterdzieści. Tyle dni trwała izolacja zadżumionych. Czterdzieści dni czekały statki w porcie, zanim ich pasażerom pozwalano zejść na ląd. Na czterdzieści dni zamykano bramy miasta, gdy wybuchła gdzieś zaraza. Przez czterdzieści dni izolowano chorych na Wyspie Tiberina – albo tam zmarli, albo przeżyli.
Po czterdziestu dniach kwarantanny udało mi się wreszcie uszyć maseczkę z getrów do jogi… Doszłam do wprawy. Kiedy skończy się pandemia może zrobię wystawę tych dzieł sztuki. Długa była do tego droga. Obejrzałam na You Tube kilkanaście filmów. Pocięłam podkoszulki, rajstopy, getry.
Teoretycznie maseczkę można zrobić ze wszystkiego. Teoretycznie… Pod warunkiem, że ma się w domu zszywacz i zszywki, gumki do włosów lub przysłowiową gumę z majtek. Mnie kwarantanna zastała tylko z taśmą klejącą.
„Co to? Majtki teściowej?” – zapytał mnie mąż gdy zobaczył mój pierwszy prototyp uszyty ręcznie z poszewki na poduszkę. – „Załóż to sama. Nie będę w tym chodził.” Drugi prototyp zrobiłam z przepaski do włosów i wkładki do sportowego stanika. Znowu wyszły mi „przedpotopowe gacie ”. Trzeci z jedwabnej chustki, z filtrem z papieru do pieczenia. Dało się w tym chodzić, ale można było się udusić. Z maseczką-origami z papieru do pieczenia i papierowego ręcznika, złożonego w harmonijkę, z gumkami od weków przyklejonymi taśmą poszło już lepiej. Kiedy pojawiliśmy się w nich w sklepie, znajomy właściciel wybuchł śmiechem. Zlitował się i dał nam cztery chińskie maseczki jednorazowe. Wielka radość trwała jednak krótko.
„Maseczki dla króliczka Bunny” – tak je określił mityczny gubernator Kampanii, Vincenzo De Luca, gdy rząd przysłał mu je dla lekarzy w szpitalach. Są tak małe, że gdy założyliśmy je po raz pierwszy zerwały się gumki. Musiałam przyszywać je ręcznie.
„Darowanemu koniowi w zęby się nie patrzy” – stare przysłowie staje się dziś aktualne, zwłaszcza gdy chodzi o maseczki. Chińskie maseczki jednorazowe trzeba używać kilka razy. Po powrocie do domu są zdejmowane z uwagą, jeszcze w rękawiczkach, a następnie odwieszane w bezpiecznym miejscu na przynajmniej dobę. Później dezynfekcja parą z żelazka. Przy dezynfekcji żelazkiem jedna maseczka z flizeliny przypaliła mi się i dziurę musiałam zakleić taśmą, by iść do sklepu. Podczas kolejnej dezynfekcji parą, doszło do spięcia w żelazku i wyskoczyły mi korki.
Takie uroki pandemii…
Wiem, nie ja jedna przez to przeszłam. Te same kłopoty ma 4,5 miliarda osób. Na Facebooku widziałam już wszystko. Ludzi w foliówkach na głowach, w pieluchach na twarzy, z butelkami plastikowymi na gumkach, z gąbkami, ze skórkami połówek pomarańczy, z połówką bulwy fenokuła. Widziałam zdjęcia dzieci w Afryce, które mają maseczki plecione z palmowych liści i zdjęcia matki, która w Strefie Gazy zakłada dzieciom na twarz duże liście kapusty przywiązane sznurkiem.
Widziałam piękne jednorazowe maseczki na pomnikach w ramach reklamy noszenia maseczek. Widziałam wieczorowe maseczki ze staników z koronkami i perełkami. Zajebiste maski z filtrami FFP3 i super fantastyczne „kominy” wielofunkcyjne z materiałów hi-tech z wymienianymi wkładkami filtrującymi. Maseczki ekologiczne z zielskiem zamiast filtrów. „Kosmiczne” wizjery z plastiku, wizjery przypinane do kapeluszy, a także wizjery domowej roboty z opaski na włosy i plastikowej okładki na dokumenty. Widziałam muzułmańskie hidżaby z maseczkami i maseczki z suwakiem do przyjmowania komunii.
Widziałam już tyle, że sama nie wiem czy trwa pandemia Covid-19, czy Karnawał 2020 jeszcze się nie skończył…
Ale wróćmy do rzeczy. Od trzech dni również i ja mam twarzową maseczkę (z getrów do jogi, z gumkami, które wyciągnęłam z pokrowca na fotel). Jakoś się w niej wygląda. No ale co z tego, skoro tak naprawdę przed Sars-CoV-2 ona mnie nie uchroni…
Włoski wirusolog, doktor Stefano Montanari, powiedział w programie radiowym: „Te maseczki domowej roboty mogą co najwyżej zatrzymać indyki, a nie wirus o wielkości 120 nanometrów. To tak jak zrobić prezerwatywę na szydełku. Jeżeli nie są odpowiednio zmieniane i dezynfekowane, jest ryzyko przyklejania sobie do twarzy wszystkich możliwych bakterii i wirusów, nie mówiąc już o tym, że oddychamy dwutlenkiem węgla”.
W stosunku do rękawiczek jednorazowych był jeszcze bardziej bezwzględny: „Są gorsze. Przenoszą wszystkie możliwe zarazki i wirusy. Kasjerka ma na nich wszystko. Jedyną ochroną przed wirusem jest mycie rąk”.
Na temat maseczek jednorazowych czytałam już tyle rzeczy, że sama nie wiem co o tym wszystkim myślec. Jeden z artykułów tłumaczył, że z ostatnich badań wynika, iż wirus Sars-CoV-2 może utrzymywać się na nich aż do 7 dni. Powstaje więc poważny problem jak i gdzie wyrzucać maseczki jednorazowe, które tak naprawdę chronią nas nie dłużej niż do 6 godzin. Później trzeba je ostrożnie zmienić i szybko się ich pozbyć.
Tymczasem Włochy (jak i zresztą wiele innych państw) przygotowują się do przejścia na etap drugi, czyli wychodzenie z kwarantanny i powrót do „nowej normalności”. Włoskiemu rządowi udało się wreszcie zgromadzić 49 mln maseczek jednorazowych, przeznaczonych dla tych, którzy wrócą do pracy w sektorze publicznym. Zostaną rozdane za darmo.
Aby przejść do drugiego etapu pandemii, nauczyć się współżyć z Covid-19 i jakoś funkcjonować do czasu wynalezienia szczepionki oraz zaszczepienia wszystkich, ludzkość będzie potrzebować miliardów maseczek jednorazowych.
Już dziś widzę na rzymskim bruku pierwsze porzucone maseczki i rękawiczki. Na Facebooku oglądam zdjęcia rybaków w Indich, którzy zbierają na plażach i wyławiają z oceanu maseczki i rękawiczki.
Maseczki i rękawiczki… – boję się pomysleć jak będzie wyglądał świat, gdy skończy się Covid-19.
Jedno jest pewne. Po czym poznamy, że pandemia skończyła się definitywnie? Kiedy będą oferować trzy maseczki w cenie jednej…
Patrzę na to niezwykłe zdjęcie z lat 20-tych ubiegłego wieku, zrobione w czasie „hiszpanki” (ojciec, matka, wujek, trójka dzieci i kot, wszyscy w białych, płóciennych maseczkach, kot też) i przychodzą mi dwie refleksje. Po pierwsze: kto wie jak my będziemy wyglądać na zdjęciach, które pozostaną po nas z czasów pandemii Covid-19 z 2020 roku i kto wie, jak będą patrzeć na nie ci, którzy będą się zmagać z kolejną pandemię za sto lat? Po drugie: czy nie moglibyśmy powrócić do białych, bawełnianych maseczek, które można prać, prasować, suszyć na słońcu, sterylizować w mikrofalówce i moczyć w spirytusie do woli? Wszystkie wielkie zarazy w historii, ludzkość przetrwała nosząc takie właśnie maseczki. Przynajmniej wychodzi się w nich dobrze na zdjęciach.
Używając jednorazówek myślcie nie tylko o waszym zdrowiu, ale i o zdrowiu Planety.
Człowiek nie może żyć w zdrowiu, gdy Ziemia choruje z jego przyczyny.