Rakieta w rękach neonazistów

Śledztwo pod kątem powiązań kibiców Juventusu Turyn z organizacjami neonazistowskimi doprowadziło mundurowych do prawdziwego arsenału. Miłośnicy futbolu i Hitlera zgromadzili 20 sztuk broni palnej z zapasem amunicji, tyleż bagnetów, a do tego rakietę powietrze-powietrze.

W poniedziałek policja weszła do domu Fabia Del Bergiolo, byłego kandydata do Senatu z ramienia neofaszystowskiej Forza Nuova, wcześniej inspektora służb celnych służącego w pionie antykorupcyjnym. Na posesji znaleziono prawdziwy skład różnej broni: 9 karabinów, pistolet automatyczny, 3 strzelby myśliwskie, 7 pistoletów, 20 bagnetów, 306 różnych części broni palnej, ponad 800 sztuk amunicji. Większość pochodziła z Austrii, Niemiec i USA.
Z kolei w hangarze, który należał do 42-letniego obywatela Szwajcarii Alessandra Montiego, policja znalazła w pełni sprawną rakietę typu powietrze-powietrze Matra Super 530 F. To produkt francuski, który ma na wyposażeniu armia Kataru.
Włoska policja twierdzi jednak, że neonaziści nie szykowali zamachu terrorystycznego na terenie kraju. Broń miała zostać sprzedana dalej. W ramach działań operacyjnych podstawiona przez policję osoba weszła w kontakt z ekstremistami za pomocą komunikatora WhatsApp, przedstawiła się jako zainteresowana zakupem broni i otrzymała fotografie rakiety.
Oprócz dwóch wspomnianych wyżej mężczyzn aresztowany został również 51-letni Fabio Bernardi. Partia Forza Nuova błyskawicznie odcięła się od takich sympatyków: koordynator struktur neofaszystów w Lombardii Salvatore Ferrara wydał oświadczenie, iż Del Bergiolo kandydował do Senatu dawno temu, bo w wyborach w 2001 roku, a obecnie nie ma już związków z partią.
Niejako uzupełnieniem zapasów broni była kolekcja nazistowskich materiałów propagandowych, jakie zgromadzili kibice: były tam tabliczki i odznaki z symbolami NSDAP, nazwą Adolf-Hitler-Platz czy wychwalającymi III Rzeszę hasłami. Wcześniej, 9 lipca, jeszcze większe zbiory tego rodzaju obiektów policja znalazła w siedzibie ultrasów Juventusu – grupy Drughi.
Włoscy funkcjonariusze zajęli się sprawą przechowywania i handlu bronią przez neonazistów, badając zaangażowanie tych środowisk w konflikcie na Donbasie. Jak czytamy w oficjalnym komunikacie policyjnym, „śledztwo zostało rozpoczęte około rok temu, gdy komenda w Turynie, w koordynacji z Dyrekcją Centralną Policji Prewencyjnej, podjęła obserwację kilku osób związanych ze skrajnie prawicowymi ruchami politycznymi, które walczyły w ukraińskim regionie Donbasu przeciwko zwolennikom jego niepodległości”. Podczas rozmowy za pośrednictwem WhatsApp niedoszły nabywca rakiety, a w rzeczywistości policjant, również przedstawiał się Włochom jako „włoski prorządowy bojownik w Donbasie”. Nie wzbudził podejrzeń.

Plebiscyt Salviniego

Po swoim zwycięstwie w eurowyborach, Matteo Salvini otworzył konferencję prasową całując różaniec. Ten sam, który ucałował w sobotę 18 maja w Mediolanie, podczas wiecu nacjonalistów, który tam zwołał. Mówił wtedy: „Powierzamy się opiece świętych tej Europy: św. Benedyktowi z Nursji, św. Brygidzie ze Szwecji, św. Katarzynie ze Sieny, świętym Cyrylowi i Metodemu, św. Teresie Błogosławionej od Krzyża. Polegamy na nich. I powierzamy im przeznaczenie, przyszłość, pokój i dobrobyt naszych narodów.” Lider Ligi, wicepremier i szef włoskiego MSW – skończył swoje przemówienie na placu pod katedrą mediolańską, słowami: „Osobiście zawierzam Włochy, moje i wasze życie niepokalanemu sercu Maryi, które – jak jestem pewny – doprowadzi nas do zwycięstwa, ponieważ to Włochy, ten plac, ta Europa są symbolem matek, ojców, mężczyzn i kobiet, którzy z uśmiechem, z odwagą, z determinacją chcą pokojowego współistnienia, okazują szacunek, ale proszą o szacunek.” – a później dodał – „Najpierw zignorowali nas, potem śmiali się z nas, a potem walczyli z nami i 26 maja wygrywamy”.
Salvini został wysłuchany
Zwycięstwo Ligi w wyborach do Parlamentu Europejskiego jest miażdżące. Zresztą – podobnie jak w Polsce – wybory te były wewnętrznym plebiscytem zarówno politycznym, jak i ideologicznym. Liga otrzymała 34,3 proc. poparcia, Partia Demokratyczna 22,7 proc., Ruch Pięciu Gwiazd 17,1 proc., Forza Italia 8,8 proc., Bracia Włoscy 6,5 procent. Pod progiem znalazły się wszystkie inne partie – w tym lewicowe i Zieloni.
W głosowaniu brało udział 43,84 proc. Włochów – mniej więcej tyle samo co w poprzednich wyborach w 2014 i w 2009 r. Pod tym względem Włosi byli zawsze bardziej „europejscy” niż Polacy. Zaskakuje jednak podział głosujących – podczas gdy Północ rzuciła się masowo do urn, Południe je zdezerterowało. W niektórych regionach północnych Salivini uzyskał 50 proc. poparcie.
Liga – niegdyś Północna – stała się dziś partią narodową i zdobyła Rzym, a także uplasowała się jako pierwsza w niektórych tradycyjnie „czerwonych” regionach. Największą niespodzianką jest to, że wygrała w Lampedusie i na Sycylii, stając się tam pierwszą partią. Zwłaszcza Lampedusa, która do tej pory słynęła ze swojego otwarcia na imigrację i integrację oraz chęci pomocy tym, którzy toną na morzu – stała się całkowicie „salviniana”.
Partia Demokratyczna odzyskuje siły, inni tracą
Na drugim miejscu za Ligą uplasowała się Partia Demokratyczny, która ma nowego lidera. Miejsce kontrowersyjnego Matteo Renziego zajął teraz bardziej stonowany Nicola Zingaretti – były poseł do PE, prezydent Prowincji Rzymu i Regionu Lacjum. Nowy sekretarz przypomina stare dobre czasy lewicy, kiedy to PD była stabilną opozycją dla prawicy Berlusconiego. Po ucieczce i krótkim romansie z Ruchem Pięciu Gwiazd, w tych wyborach na PD oddał głos ich stary tradycyjny elektorat, pozwalając jej osiągnąć wynik 22,7 proc. i wyprzedzić „pięciogwiazdkowców”, stając się na nowo drugą siłą polityczną kraju.
Największym przegranym tych wyborów jest Ruch Pięciu Gwiazd, który w ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych zdobył 32,68 proc. jako pierwsza partia Włoch.
Dziś partia ta straciła blisko 16% poparcia. Wyborcy ukarali ją za to, że jej obietnice wyborcze – zwłaszcza tzw. „dochód obywatelski” – zakończyły się fiaskiem oraz za to, że wchodząc w koalicję rządową z Salvinim, zamiast być jego partnerem stała się jego wasalem politycznym.
Dobry wynik osiągnęli Bracia Włoscy ze swoją jedyną liderką kobietą – Giorgią Meloni. Do PE weszła Forza Italia, a Silvio Berlusconi być może zdecyduje się na to, by być eurodeputowanym.
Czy będą nowe wybory parlamentarne?
To były wybory do Parlamentu Europejskiego, a w rzeczywistości wszystko we Włoszech – podobnie, jak w Polsce, skupiło się na wewnętrznej polityce kraju. Zresztą paralelizmów pomiędzy Polską i Włochami jest dziś wiele i będzie ich jeszcze więcej, gdy w Parlamencie Europejskim utworzą się koalicje.
Powyborczy układ sił stawia Włochy w nowej sytuacji – albo Ruch Pięciu Gwiazd podporządkuje się całkowicie Matteo Salviniemu i zgodzi się na nowe rozłożenie sił w rządzie oraz będzie realizował wszystkie pomysły ministra spraw wewnętrznych (który być może będzie chciał teraz zostać premierem), albo kraj znowu pójdzie do urn na jesieni.
Koalicjantami Salviniego chcą być zarówno Berlusconi, jak i Meloni – tyle tylko, że liderka Braci Włoskich chce się pozbyć Berlusconiego i rządzić tylko z Salvinim, co jednak może nie być przekonywujące dla Włochów.
Czy Silvio Berlusconi będzie przeciwstawiać się populistom w Parlamencie Europejskim, czy też wróci do Włoch by ujarzmić rodzimy populizm i znowu zasiąść we włoskim rządzie? Zobaczymy.

Zjazd nacjonalistów

Wiec europejskich nacjonalistów w Mediolanie. Otwarty atak na papieża Franciszka.

W sobotę 18 maja odbył się w Mediolanie wiec europejskich nacjonalistów – pod hasłem „Najpierw Włochy! Zdrowy rozsądek w Europie”. Na placu w pobliżu mediolańskiej katedry zgromadziło się kilka tysięcy osób, pomimo złej pogody. W wiecu kończącym kampanię partii Salviniego do Parlamentu Europejskiego udział wzięli przedstawiciele partii polityczni z Bułgarii (Wola), Słowacji (Jesteśmy Rodziną), Republiki Czeskiej (Wolność i Demokracja Bezpośrednia), Estonii (Estońska Konserwatywna Partia Ludowa), Belgii (Interes Flamandzki), Holandii (Partia Wolności), Danii (Duńska Partia Ludowa), Finlandii (Prawdziwi Finowie), Niemiec (Alternatywa dla Niemiec), Austrii (Wolnościowa Partia Austrii), Francji (Zjednoczenie Narodowe). Gwiazdami byli oczywiście Matteo Salvini, Marine Le Pen, Jörg Meuthen, Geert Wilders.
Na wiecu w Mediolanie zabrakło Viktora Orbán, który nie chce dołączyć do ugrupowania ENF (Europa Narodów i Wolności) w europejskim parlamencie, ale woli pozostać w EPP (Europejskiej Partii Ludowej). To duże rozczarowanie dla Matteo Salviniego. Nie było też Nigela Farage’u i jego Partii Brexitu, ale jego miejsce przy stole nacjonalistów nie jest przesądzone.
Przede wszystkim jednak na wiecu Salviniego nie było przedstawicieli żadnej polskiej partii. Pomimo wizyty lidera włoskiej Ligi w Polsce i dużego zainteresowania okazanego mu przez Kaczyńskiego, nie wygląda na to, aby PiS chciał się przyłączyć do „pokojowej rewolucji” Marine Le Pen.

Gotowy oddać życie za Włochy

Matteo Salvini w swoim porywającym przemówieniu przyrzekł, że jest gotowy oddać życie za Włochy. Retoryka i hasła, które padły na wiecu w Mediolanie – brzmią dla nas znajomo, gdyż słyszymy je już od kilku lat. „Kto zaprzecza żydowsko-chrześcijańskim korzeniom Europy, jest zdrajcą”, „Tylko Europa oparta na wartościach chrześcijańskich i rodzinnych”. „To jest ważny moment historyczny, aby wyzwolić Europę spod nielegalnej okupacji Brukseli, panującej przez wiele lat. Kto zdradził Europę, marzenie jej ojców założycieli, de Gaulle’a i De Gasperiego? Merkel, Macron, Soros, Junckers zbudowali Europę banków i niekontrolowanej imigracji”.
„Wybory europejskie są referendum między życiem a śmiercią, między przeszłością a przyszłością, wolną Europą a państwem islamskim opartym na strachu” – mówił na wiecu Salvini i obiecywał, że będzie prowadził bezwzględną walkę z imigracją i jego partia zrobi to w Parlamencie Europejskim po wyborach. Obiecał również, że obniży we Włoszech podatki do 15 proc. i podniesie kraj gospodarczo oraz moralnie, tak aby Włosi mogli być znowu dumni.
„My nie jesteśmy ekstremistami, ale prowadzimy politykę zdrowego rozsądku” – mówił sekretarz Ligi – „Ekstremiści to ci, którzy rządzili Europą przez ostatnie dwadzieścia lat”.

Atak na papieża Franciszka

Salvini przeciwstawił się również otwarcie Franciszkowi, podając najpierw jako pozytywne przykłady Jana Pawła II i Benedykta XVI: „Dzięki działaniom rządu odpowiedziałem faktami, a nie słowami. Mówię to również do papieża Franciszka, który powiedział dzisiaj: „musimy zapobiegać śmierci na Morzu Śródziemnym”. Rząd wyeliminował już prawie całkowicie zgony na Morzu Śródziemnym dzięki zamkniętym portom”. Tym słowom towarzyszyły aplauzy dla lidera Ligi i gwizdy pod adresem Bergoglia.
„Powierzamy się opiece świętych tej Europy: św. Benedyktowi z Nursji, św. Brygidzie ze Szwecji, św. Katarzynie ze Sieny, świętym Cyrylowi i Metodemu, św. Teresie Błogosławionej od Krzyża. Polegamy na nich. I powierzamy im przeznaczenie, przyszłość, pokój i dobrobyt naszych narodów.” – tak lider Ligi, wicepremier i szef włoskiego MSW – kończył swoje przemówienie na placu pod katedrą mediolańską, podczas wiecu „Najpierw Włochy! Zdrowy rozsądek w Europie”. Później wyjął różaniec i całując go dodał: „Osobiście zawierzam Włochy, moje i wasze życie niepokalanemu sercu Maryi, które – jak jestem pewny – doprowadzi nas do zwycięstwa, ponieważ to Włochy, ten plac, ta Europa są symbolem matek, ojców, mężczyzn i kobiet, którzy z uśmiechem, z odwagą, z determinacją chcą pokojowego współistnienia, okazują szacunek, ale proszą o szacunek.” – a później dodał – „Najpierw zignorowali nas, potem śmiali się z nas, a potem walczyli z nami i 26 maja wygrywamy”.
Marine Le Pen przemawiając w Mediolanie powiedziała: „Chcemy żyć w naszych krajach takimi, jakimi jesteśmy. We Francji jako Francuzi, we Włoszech jako Włosi… Dzisiaj podpisujemy akt założycielski europejskiej pokojowej rewolucji… 26 maja oddamy władzę ludziom. Nasz projekt to współpraca w Europie między wolnymi suwerennymi narodami, w Europie, która szanuje państwa… Naszym zadaniem jest teraz określić przyszłość Europy razem. Będzie to rewolucja zdrowego rozsądku w Europie”.
Manifestacja zakończyła się wspólnym selfie Salviniego i Le Pen.

Reakcja Watykanu i włoskiego Kościoła

Watykan i oficjalny włoski Kościół zareagował jednogłośnie. Salviniego skrytykowały katolickie media: Civiltà Cattolica, Famiglia Cristiana, Avvenire.
„Nie wzywaj imienia Pana Boga nadaremnie” – ostrzegł Antonio Spadaro, dyrektor Civiltà Cattolica w swoim poście na Facebooku – „Różańce i krucyfiksy są wykorzystywane jako symbole polityczne, ale w odwrotny sposób w porównaniu z przeszłością: dawniej było wskazane oddać Bogu to, co należało do Cezara. Teraz Cezar zabiera i dzierży w rękach to, co należy do Boga”. Famiglia Cristiana nie przebierała w słowach: „Podczas gdy Matteo Salvini pokazywał Ewangelię jak amulet i oddawał się Niepokalanemu Sercu Maryi, kolejny statek z rozbitkami dostał zakaz wpłynięcia do portu w Lampedusie, a ONZ potępiło nas za łamanie praw człowieka. Sekretarz Ligi używa symboli religijnych jak fetyszy. Czego jeszcze trzeba aby wzbudzić oburzenie chrześcijan. Najbardziej twarde stanowisko zabrał Watykan, poprzez usta kardynała sekretarza stanu Pietro Parolina: „Wierzę, że polityka partyjna dzieli, ale Bóg należy do wszystkich” – szef dyplomacji watykańskiej ostrzegł: „Przywłaszczanie sobie Boga jest zawsze bardzo niebezpieczne”. Biskup Mazzara del Vallo „skomunikował” Salviniego: „Kto mówi takie rzeczy, nie może uważać się za chrześcijanina”.
Reakcja Kościoła nie zrobiła na Salvinim żadnego wrażenia – „Piszą do mnie z UE, piszą z ONZ, że łamię prawa człowieka, piszą też jacyś kardynałowie… Ja mówię jedno i grzecznie: bez mojego pozwolenia nikt do Włoch nie wchodzi”.

Salvini nadal ma przewagę

Nie tylko Kościół protestuje przeciwko Salviniemu. Już od pewnego czasu na jego wiecach, oprócz zwolenników zaczęli pojawiać się również kontestatorzy. Najpierw zapanowała moda na fałszywych wielbicieli, którzy udając, że chcą sobie zrobić z nim selfie, żartowali z niego. Później przeciwnicy lidera Ligi zaczęli wywieszać z balkonów prześcieradła z kontestującymi hasłami. Niektóre z nich były tak niewybredne i obraźliwe, że kosztowały autorów oskarżenie o zniesławienie. Podczas manifestacji nacjonalistów w Mediolanie, na jednym z balkonów wychodzących na plac pojawił się nagle człowiek przebrany za Zorro i wywiesił ponad pięciometrowy baner z napisem po włosku i angielsku: „Bądźmy ludzcy”. Akcja trwała kila minut, gdyż interweniowała policja.
Ze względu na wielotygodniowe kłótnie przedwyborcze pomiędzy koalicjantami rządowymi, Ligą i Ruchem Pięciu Gwiazd, obie partie straciły na tym. Liga prawie 6 punktów.
Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że Liga i jej lider nadal cieszą się zaufaniem większości Włochów. Ostatnie przedwyborcze sondaże wyglądały następująco: Liga 32,4 proc., Ruch Pięciu Gwiazd 22,3 proc., Partia Demokratyczna 21,1 proc., Naprzód Włochy – 9,2 proc, Bracia Włoscy – 5 procent..

Chciał tylko pomóc

W sobotę papieski jałmużnik – kard. Konrad Krajewski podłączył prąd w zajmowanym nielegalnie budynku przy via Santa Croce. Mieszkało tam blisko 500 osób – w ponad 100 dzieci. Jedna trzecia z nich to Włosi. W budynku odcięto elektryczność i wodę 6 maja, gdyż od lat nie płacono za światło. Dług urósł do 300 tys. euro. A zgodnie z nową polityką ministra spraw wewnętrznych Matteo Salviniego – lokale zajmowane nielegalnie przez rodziny i osoby bezdomne, powinny zostać wreszcie opróżnione. Eksmisje z nielegalnie zajmowanych budynków to jeden z ważnych punktów dekretu bezpieczeństwa, który wszedł w życie pod koniec ubiegłego roku.
Polski duchowny – który podobno w przeszłości był elektrykiem, więc znał się na rzeczy – pojawił się na ulicy Świętego Krzyża wraz z pomocnikami, złamał policyjne pieczęcie, wszedł do studzienki i podłączył prąd. Przez chwilę szukano winnego, gdyż minister Salvini się zdenerwował. Kardynał Krajewski przyznał się publicznie: „Zrobiłem to ja. Nie mogłem zostawić dłużej dzieci bez światła i wody. Próbowaliśmy dzwonić do elektrowni. W Rzymie w weekend nic nie działa z wyjątkiem barów i restauracji. Sytuacja była rozpaczliwa. Biorę na siebie całą odpowiedzialność i nie muszę się tłumaczyć, bo nie ma nic do powiedzenia.”.
Oprócz komentarza przytaczanego przez wszystkie zagraniczne media „Obrona nielegalnych działań nigdy nie jest dobrym znakiem. Zwykli ludzie płacą za prąd. Jako minister spraw wewnętrznych muszę gwarantować przestrzeganie prawa.”, Salvini powiedział również: „To niech kardynał teraz zapłaci rachunki”. „Od tego momentu ja będę płacił za światło w tym budynku. Zapłacę również za światło Salviniego.” – odpowiedział mu Krajewski.
Włochy pogrążone w przedwyborczej gorączce podzieliły się. Prawicowe media zaczęły bić w Krajewskiego. Tygodnik „Panorama” w artykule pt.: „Jeśli Kościół płaci ci rachunki” wymienił wszystkie przestępstwa papieskiego jałmużnika i skomentował: „Włochy są krajem, w którym wszyscy interpretują i szanują prawa zgodnie z własnymi potrzebami. W świetle prawa, jeśli ktoś nielegalnie zajmuje budynek, musi zostać eksmitowany dlatego, że dokonuje czynu zabronionego. Jeśli później nie płaci nawet za światło, wykroczenie jest podwójne. Pomaganie, uzasadnianie, usprawiedliwianie – jeśli z jednej strony „pomaga” tym ludziom – z drugiej strony obraża (nie wspominając o gorszym) tych, którzy ustanawiają prawo i szanują je każdego dnia. Teraz we Włoszech obowiązuje zasada: jeśli szanujesz prawo, jesteś głupcem. Jeśli robisz coś, żeby wszyscy je szanowali, jesteś faszystą”. Pod artykułem „Panoramy” włoski internet się „rozhejtał” przeciwko Krajewskiemu, Kościołowi i papieżowi. Aż strach przytoczyć te antyklerykalne wpisy, w obawie przed art. 196.
Zbyt dobry papież
Papież Franciszek jest pierwszym Ojcem Świętym, który musiał zmierzyć się z mediami społecznościowymi – i jak dowiedzieliśmy się z watykańskich źródeł – sprawa antypapieskiego hejtu to nie mały problem. „Niech papież przestanie wreszcie mówić o migrantach i zajmie się doktryną” to łagodne apele kierowane do Bergoglia. Antypapieski hejt przeraziłby chyba niejednego antyklerykała – zwłaszcza, że często ci, którzy go uprawiają deklarują się jako prawdziwi katolicy, dla których najważniejszy jest Bóg, Rodzina i Ojczyzna.
To, że papieża i włoskiego ministra spraw wewnętrznych nie łączy sympatia nie jest już tajemnicą. Bergoglio odmówił mu audiencji, dotąd aż będzie odpierał migrantów. Ministrowi nie wypada atakować papieża, ale Krajewskiego może.
Jak tłumaczy Watykan – papież zajmuje się Rzymem jako swoją diecezją – jest w końcu spadkobiercą kluczy Piotrowych i biskupem Romy.
Za pontyfikatu Bergoglia, Watykan przeznacza olbrzymie sumy na pomoc potrzebującym w rzymskiej diecezji. W zeszłym roku na ten cel poszło 3,5 mln euro. Kościół płaci rachunki za światło, wodę i wynajem – tym, którzy tego naprawdę potrzebują i robi to przez doskonale zorganizowane parafie, w których wie się wszystko o najbiedniejszych i potrzebujących. Papieski „Robi Hood” jeździ nocą w zwykłym ubraniu białym vanem po Rzymie i rozdaje bezdomnym koce i jedzenie. Dba też o „Ambulatoria solidarne”, gdzie najbiedniejsi mogą leczyć się bezpłatnie. Prawie połowa osób, którym pomaga Watykan to Włosi, którzy na skutek kryzysu gospodarczego znajdują się w trudnej sytuacji.
Kardynał Krajewski, który chciał tylko pomóc, nieopatrznie wpadł w młyn kampanii przedwyborczej, która wszystko mieli i wykorzystuje.
Są też inni dłużnicy
Sprawa papieskiego jałmużnika zajmuje we Włoszech zdominowała media i politykę przez kilka dni. Dziennik telewizyjny La7, w kontekście gestu Krajewskiego przypomniał, że od 15 lat również inny budynek w Rzymie jest zajmowany nielegalnie i nie płaci za światło mając dług 300 tys. euro. Chodzi o siedzibę włoskiego ruchu narodowo-rewolucyjnego i neofaszystowskiego zwanego CasaPound, znajdującą się obok Termini. Również im dostawca energii odciął światło jakiś czas temu, ale 27 rodzin nie żyje w ciemności. Skąd czerpią prąd nie wiadomo – bo do wewnątrz siedziby nikt nie może wejść. CasaPound, której sympatycy sami definiują się jako „neofaszyści trzeciego tysiącleci”, nie znajduje się jednak na liście budynków, które zostaną poddane eksmisji. To od dawna problem sporów pomiędzy prezydent Rzymu – Virginią Raggi z Ruchu Pięciu Gwiazd i ministrem Salvinim. Raggi żąda by Salvini umieścił budynek zajmowany przez CasaPound na liście – on odpowiada, że najpierw struktury niebezpieczne, później te które stanowią zagrożenie publiczne, a później przyjdzie kolej na innych.

Salvini walczy z imigracją

Minister spraw wewnętrznych Matteo Salvini ogłosił projekt nowego „dekretu bezpieczeństwa”, który chce pilnie wprowadzić w życie. Zanim projekt został przedstawiony Radzie Ministrów, wzbudził wiele krytycznych reakcji. „Matteo stracił zmysły” – skomentował Luigi Di Maio, drugi wicepremier rządu z Ruchu Pięciu Gwiazd.

Jednym z pierwszych posunięć ministra spraw wewnętrznym Matteo Salviniego był „Dekret bezpieczeństwa” ogłoszony w listopadzie 2018 roku. Zawierał normy, które miały ograniczyć nielegalną imigrację, walczyć z przestępczością i z nielegalnością. Jednym z głównych punktów dekretu jest usuwanie nielegalnych mieszkańców z budynków zajmowanych przez nich. We Włoszech, a zwłaszcza w Rzymie to poważny problem – chodzi o obozowiska cyganów lub nielegalnych imigrantów, a także budynki „okupowane” przez zorganizowane kolektywy (zarówno lewicowe, jak i prawicowe), w których mieszkają zarówno obcokrajowcy, jak i Włosi.
Drugim filarem dekretu była walka z nielegalną imigracją. Nowe normy Salviniego odwołały protekcję humanitarną, ograniczyły surowo przypadki, w których przyznaje się azyl, wprowadziły możliwość odebrania obywatelstwa za poważne przestępstwa, a przede wszystkim zmieniały całkowicie system przyjmowania i wydalania uchodźców z Włoch (pisaliśmy już o tym w nr. 18). Na ten ostatni cel zostało przeznaczonych 1,5 mln euro w 2019 r. Dekret bezpieczeństwa wprowadzał również nowe normy dotyczące walki z mafią i z terroryzmem.
Ustawa była wielkim sukcesem ministra spraw wewnętrznych, który triumfalnie wsiadał na spychacze, aby dać symboliczne pchnięcie „barakowiskom” lub szczycił się zrównaniem z ziemią posiadłości mafijnego klanu Casamonica. Przyniosła Salviniemu również olbrzymi wzrost popularności, a poparcie dla Ligi przekroczyło próg 40 procent.
W marcu br., minister Salvini ogłosił triumfalnie nowe dane włoskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych: „Od 1 stycznia do 15 marca 2019 r., drogą morską do Włoch przybyło 335 migrantów. To w porównaniu z 5945 osób przybyłych w tym samym okresie w 2018 r. – oznacza prawie 95 proc. mniej. Szef włoskiego MSW był również dumny z sukcesów osiągniętych w repatriacji: odbyło się ich 1354, z czego 1248 przymusowych i 106 dobrowolnych.
Za sukces uznał fakt, że w pierwszym kwartale 2019 r., na Morzu Śródziemnym odnotowano śmierć tylko jednej ofiary przepraw morskich, że wyraźnie spadła ilość łodzi próbujących odpłynąć z libijskich brzegów, a przede wszystkim, że została ograniczona prawie do zera działalność statków organizacji pozarządowych, które pływały po morzu ratowały imigrantów od czasów operacji „Mare nostrum”, prowadzonej przez rząd Matteo Renziego w 2014 r.
Polityka zamkniętych portów
Polityka zamkniętych portów, którą Salvini prowadzi z dużą srogością jest we Włoszech kontrowersyjna. Większość Włochów popiera go za to. Wielu potępia. Za zatrzymanie statku „Diciotti” ministrowi groził proces sądowy (pisaliśmy już o tym w nr. 28), gdzie oskarżeniem było bezprawne przetrzymywanie osób i nadużycie władzy. Włoski Parlament nie zgodził się jednak na postawienie go przed sądem, przegłosowując linię obronną „działanie dla dobra państwa”. Salviniego uratował przede wszystkim jego koalicjant Ruch Pięciu Gwiazd, który jednak od tamtego momentu zaczął tracić poparcie wyborców – z których część nie zgadza się ze stanowiskiem szefa MSW, a część uważa, że jeżeli chodzi o procesy polityków nie może być żadnych wyjątków.
W krótkim czasie drugim problemem stały się kompetencje ministerialne. Decyzje o zamknięciu portów może podejmować minister infrastruktur i transportu Danilo Toninelli, a władzę nad marynarką wojenną ma minister obrony narodowej Elisabetta Trenta – obydwoje z Ruchu Pięciu Gwiazd. Na przestrzeni ostatnich miesięcy doszło do poważnych zatargów pomiędzy dwoma włoskimi koalicjantami, co do kwestii kto, kiedy i przed kim może zamykać włoskie porty. Salvini chce zamknąć je dla wszystkich, nawet dla okrętów włoskiej floty wojennej, które zgodnie z obowiązującym prawem międzynarodowym uratowały na morzu rozbitków i muszą ich wysadzić w bezpiecznym porcie. Minister Trenta się na to nie zgadza. To Salviniemu związuje ręce.
Dekret bezpieczeństwa 2
Celem drugiego dekretu bezpieczeństwa ma być całkowite i bezwzględne rozprawienie się z fenomenem imigracji płynącej do Włoch przez Morze Śródziemne. Przewiduje on karę od 3500 do 5500 euro za każdego uratowanego na morzu i przywiezionego do Włoch cudzoziemca oraz zawieszenie lub cofnięcie licencji dla statków pływających pod włoską banderą. Przeniesienie kompetencji dotyczących ograniczenia lub zakazu tranzytu na włoskich wodach terytorialnych, a także możliwości zamykania portów z Ministerstwa Infrastruktur i Transportu do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Przydzielenie prokuratorom okręgowym zadania prowadzenia dochodzeń w zakresie faworyzowania nielegalnej imigracji – co dotyczyłoby wszystkich jednostek morskich organizacji pozarządowych, które od 2014 r., prowadziły akcje ratunkowe na Morzu Śródziemnym. W projekcie dekretu jest również mowa o przeznaczeniu 3 mln euro na finansowanie tajnej policji innych krajów mającej wspomóc walkę z nielegalną imigracją.
Ponadto projekt dekretu zawiera inne punkty dotyczące bezpieczeństwa i porządku publicznego: zaostrzenie sankcji w przypadku dewastacji, grabieży i szkód popełnionych podczas spotkań publicznych; wprowadzenie nowych rodzajów przestępstw aby karać tych, którzy sprzeciwiają się przedstawicielom policji i organów ścigania; zaostrzenie kar za stawianie oporu wobec niniejszych i zniewagę funkcjonariuszy. Gdyby dekret wszedł w życie, również kontestacje polityczne stałyby się trudniejsze.
Dla krytyków nowej propozycji ministra Salviniego jest to kolejne posunięcie propagandowe w kampanii przedwyborczej Ligi. Jest raczej mało prawdopodobne, aby na wprowadzenie dekretu w takiej formie zgodził się Ruch Pięciu Gwiazd, gdyż odbiera on kompetencje aż dwóm ministrom tej partii w rządzie koalicyjnym: ministrowi infrastruktur i transportu oraz ministrowi obrony narodowej, przyznając je Salviniemu.
Dekret wzbudził również wiele wątpliwości prawnych. Stowarzyszenia zajmujące się problem imigracji zajęły negatywnie stanowisko na temat projektu, twierdząc, że jest to kolejne zniekształcenie zasad prawa międzynarodowego, gdyż przewiduje sankcje dla tych, którzy wypełniają etyczny, prawny i społeczny obowiązek, ratując życie na morzu.

Czas strajku

Od 10.00 rano do 14.00 w poniedziałek w całym kraju protestowały zarówno załogi samolotów, jak i personel naziemny.

W proteście wzięli udział pracownicy zrzeszeni w sześciu związkach zawodowych. Związkowcy wydali oświadczenie, w którym wyjaśniali przyczyny faktu, że lotniska stanęły dziś na cztery godziny: stało się tak „z powodu konkurowania między liniami lotniczymi pogarsza się sytuacja pracowników i dochodzi do praktyk dumpingowych w kwestii kontraktów”.
Protestują głównie pracownicy państwowych linii Alitalia – które odwołały 95 lotów krajowych. Natomiast dołączyli do nich również związkowcy pracowników Air Italy – u nich protest przybrał ostrzejszą formę. Potrwa dobę z przerwą na poranne i wieczorne godziny nasilenia ruchu lotniczego. Alitalia wdrożyła ponoć specjalny plan na czas strajku tak, by pasażerowie posiadający bilety na loty międzynarodowe na 25 kwietnia odlecieli.
Jednak dla pracowników to niestety nie koniec kłopotów: branża zmaga się z nimi bezskutecznie od miesięcy. W ubiegłym roku strajki zorganizowali włoscy kontrolerzy lotów zrzeszeni w autonomicznych związkach zawodowych: protestowali przeciw niesatysfakcjonującym warunkom pracy, niskim płacom i planowanym zwolnieniom. Na rzymskim lotnisku Fiumicino nie odbyło się wówczas około 100 lotów, w tym 85 Alitalii. W całym kraju kontrolerzy zablokowali ich ponad 700.

500+ po włosku

We Włoszech został uruchomiony program socjalny, na podstawie którego bezrobotni i niezamożni obywatele mają zapewniony bezwarunkowy dochód podstawowy.

Zasiłek dla samotnych obywateli oraz obcokrajowców mieszkających we Włoszech ponad 10 lat wynosi 500 euro miesięcznie w przypadku, jeśli dochody są równe zeru. Rodzina bez dochodu i z trójką niepełnoletnich dzieci otrzyma 1050 euro, a rodzina wynajmująca mieszkanie będzie mogła ubiegać się o dodatkowy zasiłek w wysokości 280 euro. W ten sposób włoska prawica wywiązuje się z wyborczych obietnic – wprowadzenie bezwarunkowego dochodu było jednym ze sztandarowych haseł Ruchu Pięciu Gwiazd. Nie dziwi więc, że już pierwszego dnia jego obowiązywania ustawiły się kolejki chętnych do złożenia wniosków.
Z danych Eurostatu za styczeń 2019 r. wynika, że włoski wskaźnik bezrobocia na poziomie 10,5 proc. jest jednym z najwyższych w Europie. Z kolei zgodnie z danymi ISTAT-u, głównego urzędu statystycznego Włoch, w 2017 r. liczba Włochów żyjących w skrajnej biedzie wyniosła 5,1 mln, co oznacza ponad trzykrotny wzrost w ciągu jednej dekady.
Z wyliczeń urzędu wynika też, że dochód obywatelski może na początku trafić do ok. 2,7 mln osób, co w 2019 r. będzie kosztowało budżet 7 mld euro.
Rozwiązania oparte na dochodzie podstawowym testowała w ciągu dwu ostatnich lat Finlandia. Podobne eksperymenty zamierzają przeprowadzać także Niemcy.

Koniec humanitaryzmu

Jak Salvini rozprawia się z nielegalną imigracją.

– Patrząc na te dzieci, które wysiadały ze szkolnego autobusu po raz ostatni mogę powiedzieć, co przeżyłem jako ojciec: bezimienną złość, uczucie przygnębienia, przytłaczającą świadomość apokaliptycznej porażki.

Moje dzieci, kiedy wraz z żoną rozmawialiśmy w nocy o tej sprawie, żądały wyjaśnień i patrzyły na nas jak na Marsjan. „Muszę ostrzec Justina, zabierają go, a on jest moim najlepszym przyjacielem, dlaczego?” – krzyczał mój syn. „Nie, uspokój się, Justin jest w Rzymie, rodzice są legalni, nie ma ryzyka”. – tłumaczyłem. „Ale dlaczego zabierają te dzieci? Co one zrobiły?” – krzyczały moje dzieci, a potem nie chciały, żebyśmy cokolwiek więcej mówili, bo były przerażone. – tak komentował likwidację CARA w Castelnuovo di Porto, pod Rzymem włoski tata Maurizio Cassi.

Tak zwane CARA to Ośrodki dla osób ubiegających się o azyl (Centri di Accoglienza per Richiedenti Asilo). Zostały utworzone w 2002 r., pod nazwą Ośrodki Identyfikacyjne (CDI), a na mocy dekretów ustawodawczych z 2004 i 2008 roku zmieniły swoją nazwę na obecną. Przyjęły również charakter otwarty. Przebywający w nich imigranci nielegalni, oczekujący na rozpatrzenie wniosku azylowego, mogli opuszczać je w dzień udając się do pracy, a także oddalać się na krótkie okresy czasu bez zgody Prefekta. Kto uciekał z ośrodka, tracił prawo do pomocy humanitarnej.

Teoretycznie, nielegalni imigranci mieli w nich przebywać do 35 dni, a następnie otrzymywać „pozwolenie na pobyt” na 3 miesiące, odnawialne do czasu rozpatrzenia wniosku azylowego. W praktyce, ze względu na biurokrację i jej przestoje, uzyskanie dokumentów pobytowych przedłużało się i CARA stawał się domem dla nielegalnych.

Na terenie Włoch do tej pory znajdowało się 10 Ośrodków dla osób ubiegających się o azyl, posiadających 4079 miejsc. Od 2008 roku przeszło przez nie 65850 ludzi.

Ustawa o bezpieczeństwie 113/2018 – tzw. „Decreto di sicurezza”, która weszła w życie z końcem ubiegłego roku, z woli wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych Matteo Salviniego, znosi „pozwolenie na pobyt w celach humanitarnych” i w związku z tym likwiduje CARA.

Zwijam interes

Ośrodki dla osób ubiegających się o azyl, zwłaszcza te na południu Włoch były wielokrotnie przedmiotem skandali. Mafia dokonywała tam infiltracji, robiła brudne interesy, szerzyła się prostytucja i współczesne niewolnictwo.

CARA w Castelnuovo di Porto pod Rzymem był jednak przykładem pozytywnej integracji. Wielu z przebywających tu imigrantów znalazło pracę, dzieci chodziły do przedszkola i szkoły, rodziny uczęszczały do kościoła. Ponadto ośrodek dawał pracę 120 mieszkańcom okolicy, zatrudnionym w spółdzielni Auxilium, która zajmowała się jego utrzymaniem.

To właśnie CARA w Castelnuovo di Porto papież Franciszek wybrał, aby w Wielki Piątek w 2016 roku, umyć imigrantom symbolicznie nogi.

Najwięcej wątpliwości wzbudziła metoda jaką Salvini wybrał by zamknąć to CARA. Informacja o likwidacji przyszła praktycznie z dnia na dzień, przeniesieniem imigrantów zajęło się wojsko. Z 535 osób znajdujących się w ośrodku, 305 zostało przeniesionych bez podania konkretnego miejsca do CAS – nowych struktur Ośrodków Pobytu Nadzwyczajnego. Kilku imigrantów uciekło a ci, którzy posiadali już pozwolenie na legalny pobyt, ale nie mięli środków do życia, z dnia na dzień znaleźli się na ulicy.

„Pokazówka” Salviniego wzbudziła wiele krytyki wśród Włochów. W przeddzień likwidacji CARA, która nastąpiła 23 stycznia 2019 r., blisko 500 mieszkańców wraz z burmistrzem i proboszczem odbyło cichy protest w podrzymskim miasteczku. Niektórzy rodzice zareagowali jak Maurizio Cassi, pisząc rozpaczliwe i wstrząsające posty na Facebooku.

Minister Salvini, którego ulubioną formą są transmisje na żywo na Facebooku: odpowiedział, że zwija interes, bo państwo nie będzie płaciło na utrzymanie imigrantów 6 milionów rocznie, skoro te pieniądze może dać Włochom. Italiani first!

Z ziemi włoskiej…

„Gospodarz” Polski spotka się z enfant terrible włoskiej polityki.

 

Nie tak dawno temu premier Morawiecki na jednym ze spotkań z mieszkańcami, wychwalając dokonania PiS w ciągu 3 lat rządów (zwłaszcza obniżenie wieku emerytalnego i program 500+) mówił m.in.tak: widzicie Państwo ile można osiągnąć „gdy kraj ma dobrego gospodarza”.
Ta fraza pozostała niezauważona, a przecież PMM-jako wciąż młody polityk-może nie pamiętać, iż tego określenia ostatni bodaj raz używano w odniesieniu do Edwarda Gierka na początku lat 70. Ówczesny I sekretarz KC PZPR.,który (za zachodnie kredyty) modernizował Polskę
i otwierał ją szerzej na świat, był bardzo popularny przez pierwsze lata swoich rządów. Później sformułowanie to zniknęło z naszego słownika politycznego,gdyż w jakimś sensie przywodziło na myśl mini-kult jednostki,a nie
byliśmy przecież ani nie jesteśmy Rumunią czy Bułgarią.
O kim myślał obecny premier-jako że tego oficjalnie nie wyjawił? Jako osoba skromna-z pewnością nie o sobie, ponieważ,poza wszystkim,zna swe miejsce w szyku Zjednoczonej Prawicy.Nie przeszłoby to mu nawet przez usta.W nietypowym obecnym systemie politycznym naszego państwa (tylko nieco podobnym do aktualnego rumuńskiego) prawdziwym Gospodarzem i Decydentem jest oczywiście prezes PiS Jarosław Kaczyński, nie pełniący żadnych znaczących funkcji (sprawuje jedynie mandat poselski). Ta sytuacja częściowo przypomina w pewnym okresie rolę Józefa Piłsudskiego.
PJK nie pasjonuje się polityką zagraniczną, rzadko wyjeżdża z Polski, choć niekiedy spotyka się nad Wisłą ze znaczącymi politykami odwiedzającymi nasz kraj.Dlatego też szczególne zainteresowanie budzi, zapowiedziana ze sporym wyprzedzeniem, rozmowa w Warszawie z liderem włoskiej Ligi (dawnej Ligi Północnej),obecnym szefem MSW i wicepremierem Matteo Salvinim (45 l.). To dziś najbardziej wyrazisty polityk Italii i symbol koalicyjnego dwupartyjnego rządu- z populistycznym Ruchem Pięciu Gwiazd.Trochę przypomina Berlusconiego, choć nie ze względu na bunga-bunga (nota bene to pojęcie pochodzi z języka malajskiego i oznacza po prostu „kwiaty”).
Salvini nie skończył studiów,ale ma już spory dorobek parlamentarny (także w Parlamencie Europejskim). Jest dobrym mówcą,zaś znaczną popularność zawdzięcza radykalnym poglądom.Chodzi zwłaszcza o jednoznaczne podejście antyimigranckie.W ostatnich latach do Włoch przybywało średnio rocznie ponad 100 tys. migrantów, głównie z Afryki Północnej i z regionu Sahelu,ale nie odnotowano tam żadnego zamachu terrorystycznego.
Mimo to Salvini zakazał przyjmowania w portach włoskich jakichkolwiek jednostek pływających mających na pokładzie migrantów czy uchodźców.Tak stało się wcześniej z „Aquariusem” i obecnie dzieje się z małym statkiem „Sea Watch”. To wprost nieludzkie podejście zważywszy,iż według najnowszych danych UNHCR (Urzędu Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców) w roku 2018 w Morzu Śródziemnym utonęło prawie 2300 takich osób. O naruszaniu Konwencji Genewskiej z 1951r. ws. uchodźców już nie wspominam.Ją narusza również rząd PiS i nie zmienia tego faktu mydlenie oczu, jakim jest (skądinąd także potrzebna), niewielka w sumie, pomoc dla uchodźców, zwłaszcza z Syrii,przebywających w Turcji, Jordanii, czy Libanie.
Obu Panów będzie więc sporo łączyć. Dodajmy do tego – eurosceptycyzm, luźne podejście do traktatów unijnych, wyraźny nacjonalizm oraz zamiar przemeblowania sceny politycznej naszego kontynentu.Trudno dziś ocenić,czy może jest to próba wypromowania ruchu alternatywnego wobec tradycyjnych ugrupowań-socjaldemokracji, chadecji,liberałów, itd.? I jakie są na to szanse?
Warto w tych okolicznościach przytoczyć stare rosyjskie przysłowie:”Rybak rybaka widzi z daleka”. Tym bardziej, że sam Salvini i jego formacja są prorosyjscy.

Policji nie uchodźcom

Szef resortu spraw wewnętrznych Włoch stwierdził, że jego ministerstwo planuje zaoszczędzić około pół miliarda euro na wydatkach przeznaczonych do tej pory przyjmowanie migrantów. Woli przekazać tę sumę policji.

 

– Jeśli chodzi o moje ministerstwo liczę na to, że oszczędzę co najmniej pół miliarda euro w bieżących wydatkach na przyjmowanie migrantów i imigrację – powiedział dziennikarzom po zakończeniu wieczornego posiedzenia rządu w Rzymie. – Z tego pół miliarda euro około 380 milionów euro pójdzie na zatrudnienie nowych pracowników w siłach porządkowych.

Poczynienie takich oszczędności jest możliwe dzięki temu, że w 2018 do Włoch przybyło aż o 80 proc. mniej migrantów niż w ubiegłym roku. Włoskie porty, między innymi na Sycylii i Kalabrii, nadal pozostają zamknięte dla statków organizacji pozarządowych, które zabierały z pontonów i łódek tysiące uchodźców.

Tymczasem Salvini zaproszony jest na zjazd ministrów spraw wewnętrznych krajów członkowskich UE, który odbędzie się w Luksemburgu w najbliższy piątek i będzie dotyczyć nowej propozycji „obowiązkowej solidarności” w sprawie przyjmowania migrantów. Tym razem nie chodzi jednak o kwoty przyjętych: teraz stolice państw członkowskich wspólnoty będą mieć możliwość „wykupienia się” z rozdzielnika poprzez realizowanie „innych działań”, które miałyby ulżyć najbardziej obciążonym krajom. Będą mieć do wyboru: relokacja, wpłata pieniędzy, wysłanie pograniczników lub sprzętu, czasowe przyjmowanie migrantów i przekazywanie ich dalej do innych krajów UE po kilku miesiącach. Taką koncepcję rozważano już w 2016 roku, jednak jednym z największych jej przeciwników były m.in. Włochy. Dziś ów stary pomysł odgrzewa prezydencja austriacka w UE, domagając się jednak przy tym poszerzenia mandatu od głów poszczególnych państw i rządów. Czyli w praktyce może okazać się fikcją.