Włoski lockdown

Czwartek, 26.03.2020 – 62.013 osób zarażonych wirusem Sars-CoV-2, (+ 4.492 od wczoraj). Zmarło 8.165 (+ 662). Wyzdrowiało 10.361 (+ 999). We Włoszech łączna liczba zakażeń patogenem od początku epidemii to 80.539 osoby. W szpitalach znajdują się obecnie 24.753 chorych, 3.612 przebywa na terapii intensywnej. 33.648 osób pozytywnych przechodzi kwarantannę w domu. Wykonano 361.060 testów.

Liczby przerażają i można się spodziewać, że i jutro będą jeszcze bardziej przerażać. Nie osiągnęliśmy jeszcze szczytu krzywej epidemiologicznej i nie wiadomo kiedy ją osiągniemy. Może w przyszłym tygodniu. Przywykam już do lektury i interpretacji tych liczb, a czas, w którym odnotowywano kilku zmarłych i kilkuset pozytywnych na Covid-19 wydają mi się odległe, jak wieczność. A przecież było to miesiąc temu…
Tendencje
Tym, którzy nie zrozumieli jeszcze czym jest Covid-19, może wydawać się to dziwne, ale przez ostatnie trzy dni był powód do umiarkowanego optymizmu. Liczby – choć tak wysokie – miały lekką tendencję spadkową. Przyrost dziennych zarażeń utrzymywał się na poziomie 8%, a nie 19%… Dziś znowu niepokój w Lombardii i w Piemoncie.
We Włoszech, 25 marca wszedł w życie kolejny dekret rządowy, który kwarantannę zmienia w lockdown. Tak jak wszyscy Włosi straciłam już rachubę dekretów premiera Giuseppe Conte, choć starałam się ich doliczyć.
Środowej i czwartkowej konferencji nie poprowadził szef Obrony Cywilnej, Angelo Borrelli. Miał gorączkę. Test na Sars-CoV-2 okazał się na szczęście negatywny. Niestety pozytywny okazał się test Guido Bertolaso, byłego szefa OC w czasach Berlusconiego, który kilka dni temu został doradcą gubernatora Lombardii Attilio Fontana i koordynatorem budowy wielkiego szpitala Covid-19 w stylu Wuhan, który ma powstać w ciągu 10 dni na obszarze obiektów targowych w Mediolanie. Bertolaso został hospitalizowany. Nowy mediolański szpital zacznie działać już w przyszłym tygodniu. Podobny jest już w budowie w regionie Marche, gdzie pogarsza się sytuacja epidemiologiczna.
Czekając na koronę
Pozytywny na Sars-CoV-2 jest również książę Karol, następca tronu Anglii. W mediach społecznościowych pokazał się niesmaczny mem: „Tak długo czekał na koronę…”
W środę 25 marca zakończył się oficjalnie lockdown w prowincji Hubei, trwający od 23 stycznia. 63 dni całkowitego zamknięcia… Wuhan – będzie miastem otwartym od 8 kwietnia.
Horyzont, choćby odległy jest zawsze czymś lepszym niż pustka na oceanie, w czasie szalejącej pandemii, która ogarnia cały świat. Mam wrażenie, jakbyśmy płynęli na jakimś statku widmie z podartymi żaglami, podczas wielkiego sztormu.
Od 24 marca kwarantannę rozpoczęły Indie, a 28 marca przystąpi do niej Rosja. Niektórzy mogą jeszcze biegać po parku, innym zostało to już zabronione. Zatrzymało się pół świata… Ponad 2,6 miliarda osób nie wychodzi z domów, z powodu pandemii. Zwiedzam przez chwilę świat palcem po Facebooku. Opustoszały Rzym, Mediolan, Paryż, Berlin, Barcelona, Kraków, Nowy Jork. Krajobraz apokaliptyczny. Nie zobaczylibyśmy tego nigdy na żadnym filmie o końcu świata… Miejmy nadzieję, że drony, które już wkrótce będą nadzorować ludzkość to zarejestrują.
No cóż, zawsze myślisz, że coś Cię nie dotyczy, a później, zanim się obejrzysz, kończysz w „czerwonej strefie”… – napisałam 11 marca.
Za progiem załamania
Scenariusz we Włoszech, a zwłaszcza w Lombardii, coraz bardziej przypomina to, co działo się w Wuhan. Najbardziej poszkodowanym miastem jest dziś Bergamo – serce gospodarcze północnych Włoch. Tamtejszy szpital Giovanni XXIII jest już na progu załamania. Niektórzy lekarze wystosowali list do „New England journalist of medicine”, alarmując, że epidemia wymyka się spod kontroli, i że „To, co dzieje się w zamożnej Lombardii, może wydarzyć się wszędzie”. Brakuje wentylatorów, tlenu, leków i środków ochronnych dla personelu medycznego – czyli maseczek i rękawiczek.
„Włoscy lekarze są bohaterami” – oceniła Międzynarodowa Organizacja Zdrowia. Liczba personelu medycznego zakażona wirusem Sars-CoV-2 wynosi obecnie 6205 osób (liczby wzrastają codziennie). Zmarło 36 lekarzy. Wczoraj odeszło trzech w Bergamo. Personel medyczny pracuje po 10-12 godzin. Jeżeli raz założy się kombinezon ochronny, maskę i okulary – nie można już iść do toalety, zjeść lub pić, aby się nie zarazić (a później nie zarażać innych). Niektórzy lekarze i sanitariusze pracujący w szpitalach Covid-19 na pierwszej linii frontu, zdecydowali się nie wracać do własnych domów, by nie narażać rodzin. Żyją w samoizolacji. Do pomocy lombardzkiej służbie medycznej zgłosili się specjaliści z całego kraju. Tymczasem w niektórych miastach na bogatej Północy pojawiły się ogłoszenia: „Nie wynajmujemy personelowi medycznemu ze szpitali Covid-19”. Lekarze rodzinni, którym postawiono teraz zadanie, by szukać w terenie ukrytych przypadków, zostali wreszcie wyposażeni by iść na front i walczyć z ukrytym wrogiem: 5 maseczek chirurgicznych, pudełko rękawiczek jednorazowych i pół litra płynu do dezynfekcji. Więcej nie ma nawet w bogatej Lombardii… Gubernator Attilio Fontana apeluje o pomoc: „Potrzebujemy wyspecjalizowanych lekarzy, którzy dadzą zmianę naszym oraz środków sanitarnych: maseczek, rękawiczek, kombinezonów i respiratorów.
Z dodatkowymi patologiami
Ale dlaczego tyle osób umiera w Lombardii? To pytanie przez blisko miesiąc zadawali sobie wszyscy. Stawiano różne hipotezy. Główną przyczynę upatruje się w tym, że Covid-19 zabija osoby starsze, z dodatkowymi patologiami, a Włochy to kraj ludzi długowiecznych, gdzie seniorzy mają ożywione relacje społeczne. Próbowano udowodnić, że infekcje wirusowe są częstsze tam, gdzie jest większe zanieczyszczenie atmosferyczne.
W wywiadzie udzielonym 23 marca 2020 dziennikowi „La Repubblica”, szef włoskiej Obrony Cywilnej Angelo Borrelli stwierdził: „Stosunek jeden chory oficjalny na dziesięciu niezdiagnozowanych jest wiarygodny”. Dodał również, że detonatorem epidemii w Lombardii był mecz Atlanta – Valencia, który odbył się 19 lutego 2020 r., na stadionie San Siro w Mediolanie i w którym uczestniczyło 40 tys. ludzi. Hipotezę tę jako pierwszy wysunął włoski immunolog Francesco Le Foche ze szpitala Umberto I w Rzymie. Domniemanie, że dramatyczną sytuację epidemiologiczną wywołało wydarzenie sportowe, potwierdził także burmistrz Bergamo Giorgio Gori.
Od 5 do 10 razy więcej osób chorych na Covid-19 niż w statystykach oficjalnych – coraz częściej tę tezę wysuwają włoscy specjaliści. Nie można tego jednak sprawdzić, bo nie ma testów, testów na przeciwciała i przede wszystkim sił przerobowych. Ponadto protokół epidemiologiczny przewiduje wykonywanie tekstów tylko osobom okazującym symptomy Covid-19.
Burmistrz Giorgio Gori twierdzi również, że ilość oficjalnych zgonów w Bergamo jest zaniżona, gdyż jedna czwarta osób nie trafia do szpitala. Starsi ludzie umierają w domach i po śmierci nie robi im się testów. Lombardzcy lekarze rodzinni alarmują, że w ostatnich dniach odnotowano około 1800 przypadków młodych ludzi z ciężkim zapaleniem płuc, którzy pozostają w domach.
W tym wszystkim jeszcze nie rozumie się tego, co ja zrozumiałam dopiero wczoraj, słuchając pacjenta pozytywnego na Sars-CoV-2, 38-letniego, wcześniej całkowicie zdrowego trenera sportowego, hospitalizowanego od 20 dni. Na sam Covid-19 się nie umiera. Można go przejść lekko jak grypę lub nawet bezobjawowo. Sars-CoV-2 wywołuje ciężkie, obustronne zapalenie płuc, które wymaga długiego i skomplikowanego leczenia u osób potencjalnie zdrowych, a u tych ze słabą odpornością i innymi patologiami prowadzi do śmierci.
Strefa czerwieni
Epidemia we Włoszech wybuchła 21 lutego, kiedy dowiedzieliśmy się o „pacjencie 1”, który dzień wcześniej został przyjęty na terapię intensywną w Codogno. W tym dniu zmarła też pierwsza ofiara Covid-19 we Włoszech – 78-letni mężczyzna z Vo, koło Padwy. 24 lutego zmarła pierwsza ofiara w Bergamo – 84-letni mężczyzna. Podczas gdy Codogno i Vo Euganejskie zamknięto (23 lutego) wraz z innymi 11 miejscowościami tworząc „czerwoną strefę” objętą prawie całkowitym lockdownem (50 tys. osób), Bergamo pozostało otwarte. Dziś, po miesiącu, w pierwszej włoskiej czerwonej strefie sytuacja epidemiologiczna jest pod kontrolą, a w Vo nie ma nowych zakażeń. W Bergamo natomiast nie ma miejsca w szpitalach i nie można nadążyć z daniem pochówku zmarłym. Tygodnik „Internazionale” przytoczył wypowiedź burmistrza Bergamo Giorgio Gori: „Popełniliśmy błąd. Obawialiśmy się wirusa, ale baliśmy się też o gospodarkę, firmy, fabryki, bary, restauracje”. W okresie od 23 lutego do 8 marca w Bergamo życie toczyło się w miarę normalnie.
Dlaczego daty są dziś coraz bardziej ważne? We Włoszech (zwłaszcza na Północy), z miesięcznym opóźnieniem powtarzamy „chiński scenariusz” i zaczynamy rozumieć wszystko to, co działo się w Wuhan, a co oglądaliśmy w internecie. Wirus Sars-CoV-2 krąży we Włoszech przynajmniej już od połowy stycznia, ale trudno było go rozpoznać. Zimowa grypa jest czymś naturalnym, tak jak fakt, że starsi ludzie umierają na zapalenie płuc powiązane z innymi patologiami. Przez miesiąc pełzał jak gad, później pokazał głowę i dopiero teraz poznajemy jak bardzo jest jadowity.
Nie wiemy, jak zachowa się wirus i jak rozwinie się sytuacja. Istnieje jednak obawa, że inne kraje powtarzają włoski scenariusz z zachowaniem odstępu czasu.
Patrzę na statystyki pandemii z dnia 26 marca. W tej smutnej klasyfikacji pandemicznej na trzecie miejsce po Chinach (ponad 81 tys.) i Włoszech (ponad 74 tys.) wysuwa się USA z blisko 70 tys. zakażonych, z czego ok. 30 tys. w stanie Nowy Jork (ponad 1000 zgonów w całym kraju). W Hiszpanii ponad 24 tys. zakażeń i ponad 3.600 zmarłych. W Wielkiej Brytanii odnotowano 1452 zakażonych i 465 zgonów. (Źródło: open.online 26/03/2020). Sprawdzam statystyki – 25 dni temu, czyli 1 marca, we Włoszech było 1577 osób zakażonych patogenem i 34 zmarłych.
Nadal dyskutuje się o „odporności stadnej” (choć analizując przypadek Bergamo wydaje się to utopią) i o „drodze koreańskiej”. Jeżeli istnieje nadzieja na inny scenariusz – trzeba szukać wyjścia. Może w krajach, w których nie wybuchły jeszcze ogniska, jak to w Bergamo, epidemię można będzie kontrolować za pomocą App w telefonie, sygnalizującą zakażonych i odległość w jakiej się od nas znajdują. Bardzo szybko możemy stracić całą naszą prywatność i część wolności obywatelskich by uratować się przed pandemią. „Epidemie to okazje dla dyktatorów” – mimo wszystko pamiętajmy o tym.
Świat po koronawirusie
W międzyczasie rzucam okiem na świat, w którym będziemy żyli w przyszłości, gdy wyjdziemy z lockdown. Nie wiadomo jeszcze kiedy, ale kiedyś to nastąpi – miejmy nadzieję jak najszybciej. Może nie przed Wielkanocą, ale najpóźniej do lata. To w końcu nie Apokalipsa, ale pandemia. To nie koniec świata, tylko koniec świata, jaki znaliśmy do tej pory. Nie podoba mi się on. Obawiam się jednak, że będziemy musieli go zaakceptować. Pełna kontrola społeczna za pomocą smartphona. Rejestracja każdego naszego ruchu, zachowanie dystansu społecznego, ciągłe mierzenie temperatury w miejscach publicznych, izolacja, przymusowe kwarantanny. Niby razem, a jednak już na zawsze osobno.

Pięciu chińskich ekspertów z Syczuan będzie pomagać Włochom w zwalczaniu COVID-19

Czterech ekspertów medycznych wraz z tłumaczem języka włoskiego w południowo-zachodniej chińskiej prowincji Syczuan wyruszyło do Szanghaju w środę aby polecieć do Włoch i pomagać w zwalczaniu nowego koronawirusa.

Pięciu ekspertów dołączy do ochotniczego zespołu ekspertów powołanego przez chiński Czerwony Krzyż i wraz z zespołem poleci do Włoch.

„Gdy dotrzemy do Włoch, zajmiemy się rozpoznaniem tamtejszej sytuacji i wymianą doświadczenia w zakresie zwalczania epidemii oraz współpracą z włoskimi lekarzami” – powiedział Liang Zongan, dyrektor departamentu chorób płuc oraz intensywnej terapii w Szpitalu Chin Zachodnich Uniwersytetu Syczuańskiego.

Pół miliona masek z podarowanych przez Chiny wylądowało w Belgii na trasie do Włoch, kolejne w drodze

Chińskie zapasy medyczne na COVID-19 dla Europy są rozładowywane na lotnisku Liege w Belgii w dniu 13 marca 2020 r. Samolot przewożący chińskie zapasy medyczne przeciw COVID-19, w tym maski na twarz i zestawy testowe na COVID-19, wylądował tam w piątek wieczorem

Podarowane przez dwie fundacje: Jack Ma i Alibaba, pół miliona masek na twarz zostanie sprawdzonych i dostarczonych do ciężarówek we Włoszech, gdzie odbierze je miejscowy Czerwony Krzyż. „Zniknij, o nocy! O świcie, Wygram! ” – takie teksty z „Nessun dorma”, arii z „Turandot” Giacomo Pucciniego znajdują się na plakatach dołączonych do paczki.

Włochy są najbardziej dotkniętym przez koronawirusa krajem europejskim, z 17 660 zakażeniami ogółem i 1266 zgonami w piątek. Przez cztery dni kraj był objęty pełną kwarantanną, niedobór sprzętu ochrony osobistej jest bardzo poważny.

Dwie organizacje charytatywne przekazały dary w postaci łącznie 2 milionów masek i innych bardzo potrzebnych produktów, takich jak zestawy testowe dla Włoch i innych krajów, które mocno ucierpiały w wyniku pandemii, m.in. Hiszpanii i Belgii. Dostawa została zorganizowana po ścisłych konsultacjach z władzami europejskimi. Piątkowa przesyłka, która jest pierwszą partią, dotarła do centrum logistycznego Alibaba na lotnisku Liege, największym lotnisku towarowym w Belgii. W ciągu najbliższych kilku dni planowane są trzy dodatkowe wysyłki. To pierwsza tak konkretna dostawa darów wysłana do Europy od czasu, gdy pod koniec lutego na kontynencie pojawił się nowy koronawirus.

„Wiemy, że niektóre firmy przygotowują pomoc, ale to pierwsza, którą tutaj rzeczywiście otrzymaliśmy ”- powiedział Bert Selis, wiceprezes Liege Airport ds. Cargo Logistics.

Europa, z 28 297 zgłoszonymi przypadkami i 1119 zgonami w piątek rano, została zidentyfikowana przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) jako epicentrum pandemii COVID-19. „Mamy zaszczyt być częścią tego dnia przyjaźni i solidarności ”, powiedział Michel Kempeneers, dyrektor operacyjny zagranicznej Walonii Export-Investment Agency, rządowej agencji Regionu Walońskiego w Belgii. Kempeneers zauważył, że to jak powrót życzliwości. „Kilka tygodni temu wysłaliśmy do Chin dużo lekarstw i sprzętu, aby wesprzeć naszych przyjaciół w Wuhan” – powiedział, dodając, że Walonia utrzymuje partnerstwo z chińską prowincją Hubei, której stolicą jest Wuhan.

Piątkowy ruch był najnowszą inicjatywą Chin w celu zapewnienia opieki medycznej w innych częściach świata, gdy Chiny wydają się mieć najgorszy moment pandemii już za sobą. Zespół chińskich ekspertów medycznych przyjechał w czwartek do Rzymu we Włoszech, przywożąc ze sobą 30 oddziałów intensywnej terapii. �͠

Nowe normy włoskiego rządu

Specjalny dekret ogłoszony przez włoski rząd 4 marca, przewiduje zamknięcie szkół i uniwersytetów w całym kraju do 15 marca oraz wzmocnienie systemu opieki zdrowotnej o 50 proc. miejsc na terapii intensywnej w szpitalach.

Włosi przynajmniej przez kolejne 30 dni będą musieli zmienić radykalnie styl życia. Zostaną odwołane lub przełożone wszystkie imprezy masowe: targi, meetingi, imprezy sportowe, a także imprezy publiczne i kulturalne powodujące gromadzenie się osób w miejscach zamkniętych (min. teatry, kina, sale koncertowe). Ponadto rząd rekomenduje by obywatele w kontaktach zachowywali bezpieczną odległość – przynajmniej 1,5 m – co oznacza powstrzymanie się od podawania sobie ręki, od uścisków, od pocałunków. Przypomina się o zachowaniu wszystkich norm sanitarnych: jak częste mycie rąk, dezynfekcja, nie picie z butelek lub naczyń używanych przez innych. Normy przewidują również zakaz towarzyszenia pacjentom udającym się po pomoc na pogotowie oraz ograniczenie wizyt w szpitalach, w domach opieki i w innych placówkach tego typu. Osobom powyżej 65 roku zalecono pozostawanie w domu. To samo dotyczy wszystkich osób, które mają jakiekolwiek objawy grypowe – w tej sytuacji należy skontaktować się telefonicznie z lekarzem domowym, który przeprowadzi pierwszy wywiad dotyczący koronowirusa i zdecyduje o dalszych działaniach.
Nowe, drastyczne normy przyjęte przez rząd premiera Giuseppe Conte mają na celu powstrzymanie rozpowszechniania się na terenie całego kraju epidemii Covid 19, której epicentrum znajduje się na północy Włoch, głównie pomiędzy Lodi w Lombardii i Padwą w Wenecji Euganejskiej, gdzie utworzono 11 „czerwonych stref” objętych kordonem sanitarnym. W miejscowości Codogno w Lombardii, 21 lutego odkryto pierwsze ognisko koronowirusa.
Normy przyjęte we Włoszech są normami antyepidemiologicznymi, które mogą zostać zastosowane także w innych krajach zagrożonych Covid 19. Włoski rząd przyjął je po konsultacji ze sztabem ekspertów i środowiskiem naukowym.
Panika czy nieświadomość?
Po pierwszym szoku, który sparaliżował Włochy i spowodował odwołanie 70 proc. rezerwacji turystycznych w tym kraju, zawieszenie lub ograniczenie lotów do Włoch przez liczne linie lotnicze oraz zatrzymanie się gospodarki i w konsekwencji jej prawdopodobną recesję w nadchodzących miesiącach, zaczęto minimalizować problem Covid 19, oskarżając media o podsycanie psychozy oraz przytaczając uspakajające opinie immunologów i biologów. Maria Rita Gismondo – dyrektorka laboratorium Mikrobiologii Klinicznej przy szpitalu Sacco w Mediolanie, które od samego początku wybuchu epidemii we Włoszech analizuje próbki pobrane od pacjentów, stwierdziła, że jest zdegustowana klimatem paniki, gdyż nowy koronawirus to „infekcja trochę poważniejsza od zwykłej grypy”. Przeciwstawił się tej opinii wirusolog Roberto Burioni – jeden z najczęściej cytowanych ekspertów we włoskich mediach. „To nieprawda. Covid 19 to nie dżuma, ale i nie grypa. Uwaga, nie należy minimalizować problemu”.
Także profesor Massimo Galli – ordynator mediolańskiego szpitala Sacco i kierownik Instytutu Nauk Biomedycznych, w którym został wyizolowany włoski szczep nowego koronawirusa (przez zespół badawczy kierowany przez profesor Claudię Balotta, w którym pracował także Polak – Maciej Tarkowski) – nie jest optymistą.
Profesor Galli ma nadzieję, że drastyczne normy wprowadzone przez rząd pozwolą opanować rozszerzanie się epidemii poza kordon sanitarny na cały obszar Włoch, nie jest jednak pewny, że izolacja chorych wystarczy. Immunolog lombardzki obawia się najbardziej o to, czy włoski system sanitarny wytrzyma nadmiar pacjentów zarażonych Covid 19. Już w tej chwili w mediolańskim Sacco trzeba robić miejsce dla nowych chorych, przenosząc tych, którzy czują się lepiej, ale jeszcze nie wyzdrowieli do szpitala wojskowego, przygotowanego w tych dniach specjalnie do tego celu. Galli jest również zdania, że wszystkie zachorowania są efektem tego, że wirus krążył we Włoszech już znacznie wcześniej zanim go odkryto, gdyż przypadki leczone w tej chwili w Sacco są wynikiem infekcji, trwających już około pięciu tygodni. Najbardziej ceniony włoski immunolog nie wierzy również w to, że nowy koronawirus może zniknąć, gdy wraz z nadchodzącym latem podwyższy się temperatura i obawia się, że stan zagrożenia może trwać dłuższy czas.
Również Roberto Burioni alarmuje: „Obawiam się, że zbyt wiele osób nie zrozumiało jeszcze z czym mamy do czynienia. Informacje uspokajające mogą wywołać prawdziwe zagrożenie epidemiologiczne. Lepiej, aby w tym okresie ludzie siedzieli w domu.”
Skąd wirus wziął się w Lombardii?
Nie dano jeszcze jednoznacznej odpowiedzi. Nie znaleziono również tzw. „pacjenta 0”. Przypomnijmy, że epidemia we Włoszech wybuchła w miejscowości Codogno w Lombardii, gdy u 38-letniego mężczyzny, leżącego w szpitalu z ciężkimi objawami grypy potwierdzono obecność koronowirusa 21 lutego 2020 r. W pierwszym momencie wydawało się, że zaraził się on od włoskiego managera, który w połowie stycznia powrócił z Chin. Okazało się jednak, że jego test był negatywny.
Dzięki badaniom prowadzonym na włoskim szczepie wirusa wyizolowanym 27 lutego przez zespół naukowców kierowanych przez profesor Claudię Balotta w Instytucie Nauk Biomedycznych przy szpitalu Sacco w Mediolanie, wiadomo już jednak, że jest on pochodzenia chińskiego i ma taką samą charakterystykę jak koronawirus rozprzestrzeniający się w Niemczech i Ameryce Środkowej. Włoscy naukowcy z Sacco ustalili również, że krążył on we Włoszech od około 5 tygodni – czyli od drugiej połowy stycznia, miesiąc przed odkryciem ogniska epidemii w Codogno.
Nie jest powiedziane, że nowy koronawirus został przyniesiony do Włoch przez liczną wspólnotę Chińczyków żyjących w tym kraju, która na początku wybuchu epidemii w Chinach stała się celem oskarżeń i ataków rasistowskich. Równie dobrze „pacjentem 0” mógł być jakiś włoski biznesmen czy pracownik włoskiej firmy, który powrócił z Chin lub z innego kraju. Być może nie uda się nigdy ustalić włoskiego „pacjenta 0”. Jak podaje The New England Journal of Medicine, europejskim „pacjentem 0” jest Niemiec z Monachium, który wrócił z Chin w połowie stycznia 2020 r.
Jak twierdzą włoscy lekarze, jednym z największych niebezpieczeństw jakie niesie ze sobą Covid 19 jest to, że w 6 na 10 pacjentów jest on prawie nierozpoznawalny i że poprzez wysoką zakaźność może rozpowszechniać się w sposób mało widoczny, wywołując ogniska epidemii, grożące załamaniem systemu sanitarnego.
Według informacji podanych 4 marca b.r., przez szefa włoskiej Obrony Cywilnej Angelo Borrelliego, liczba przypadków zarażenia koronawirusami zarejestrowanych do tej pory we Włoszech, w oparciu o liczby podane przez Ministerstwo Zdrowia i poszczególne Regiony, wzrosła do 3089. Do tej pory zarejestrowano 107 ofiar (28 więcej w ciągu 24 godzin). 2706 pacjentów jest pozytywnych. Wyzdrowiało 276 osób. 295 pacjentów z koronawirusem jest hospitalizowanych na oddziale intensywnej terapii (66 więcej w ciągu 24 godzin). Liczba ofiar we Włoszech odpowiada 3,47 proc. ogólnej liczby osób zakażonych koronawirusem. (W dniu 24 lutego, we Włoszech odnotowano 229 osób zarażonych koronawirusem i 7 zgonów).
Liczby mówią same za siebie, że Covid 19 to zdecydowanie coś więcej niż zwykła grypa.

Włochy walczą z koronawirusem. Wybuch europaniki?

W ciągu dwóch dni Włochy stały się epicentrum koronawirusa w Europie. Wszystko zaczęło się w miejscowości Codogno w Lombardii, gdy u 38-letniego mężczyzny, leżącego w szpitalu z ciężkimi objawami grypy potwierdzono obecność koronawirusa. Pozytywna też okazała się jego żona w 8 miesiącu ciąży. Rozpoczęto dochodzenie, aby ustalić tzw. „pacjenta 0”, który mógł zarazić innych.

W pierwszym momencie wydawało się, że był nim kolega chorego, włoski manager, który w połowie stycznia powrócił z Chin i był na kolacji z chorym małżeństwem.
To on mógł zachorować w Chinach na Covid19, przywieźć wirusa do Włoch i bezobjawowo zarażać innych.
Po wykonaniu testów okazało się, że menager jest zdrowy i nie jest „pacjentem 0”.
Równocześnie na północy Włoch wybuchło drugie zarzewie w kolejnej małej miejscowości Vo koło Padwy. 78-letni Włoch był pierwszą ofiarą śmiertelną. Mężczyzna od dziesięciu dni był hospitalizowany w stanie ciężkim w szpitalu w Monselice, wraz z innym 67-letnim mężczyzną z podobnymi objawami uważanymi za ciężką grypę. Emeryci nie mięli kontaktów ani z osobami, które przybyły z Chin, ani z lombardzkiej miejscowości Codogno.
Spotykali się jednak na grę w karty w jednym z barów w Vo. Początkowo podejrzewano, że mogli zarazić się od Chińczyków pracujących w barze. Testy, którym zostali oni poddani okazały się jednak negatywne.
Jak do tej pory nie udało się ustalić skąd i jak Covid19 przybył do Włoch.
Kordon sanitarny
Włosi potraktowali problem bardzo poważnie. Na północy kraju, pomiędzy Lodi w Lombardii i Padwą w Wenecji Euganejskiej, utworzono 10 „czerwonych stref”, w których mieszkańcy zostali poddani kwarantannie – łącznie ponad 50 tys. osób.
Miejscowości znajdujące się w czerwonej strefie to m.in.: Codogno (tu odnotowano pierwsze zachorowanie na terytorium Włoch), Pizzighettone, Pieve Porto Morone, Sesto Cremonese, Casalpusterlengo, Vo, Schiavonia, Mira, Mirano, Terranova Passerini. W miasteczkach tych praktycznie zamarło życie: zamknięto bary, sklepy (z wyjątkiem spożywczych), apteki, przychodnie, szpitale, miejsca pracy, urzędy, obiekty sportowe, wstrzymano transport publiczny.
Mieszkańcy mają pozostać w domu i w przypadku nasilenia się objawów grypy dzwonić na numer 118 lub 1500 i czekać na specjalnie wyposażone karetki.
Po czerwonej strefie można się poruszać, oczywiście z zachowaniem środków ostrożności (maseczki na twarzy, rękawiczki, dezynfekcja), nie można jednak ich opuszczać.
Na drogach wokół czerwonych stref stoją patrole policyjne, pilnujące, aby nikt nie mógł z nich wyjechać. Kilka osób opuściło strefę wracając do rodzinnych domów w innych regionach kraju. Zostało w nich zatrzymanych, a ich rodziny i znajomi poddani kwarantannie.
Żółte strefy
Oprócz ścisłego kordonu sanitarnego obejmujące miejscowości zagrożone wybuchem epidemii, na mocy specjalnego dekretu uchwalonego 02.02.2020 przez rząd premiera Giuseppe Conte zostały podjęte inne działania. W regionie Lombardii i Wenecji zostały zamknięte wszystkie szkoły i uniwersytety, manifestacje sportowe i kulturalne (m.in.: karnawał w Wenecji), muzea, kina, teatry (La Scala) i kościoły (katedra w Mediolanie).
Zostały odwołane wycieczki, zawieszone konkursy i przełożone targi międzynarodowe. Również w Piemoncie, Friuli, Ligurii, Emilii Romanii i w Bolzano zostały zawieszone aktywności edukacyjno-kulturalne.
W Mediolanie bary i sklepy mają pozostać zamknięte w godzinach 18.00-6.00. Podjęte działania, mające na celu ograniczenie kontaktów pomiędzy osobami i tym samym rozprzestrzenianie się koronawirusa, są przewidziane do 1 marca, z możliwością przedłużenia.
Wszystko to wywołało panikę we Włoszech. W wielu miejscowościach lombardzkich i weneckich oraz w dzielnicach Mediolanu wykupiono jedzenie oraz środki czystości w supermarketach, obawiając się kwarantanny. Komunikacja kolejowa we Włoszech została sparaliżowana przez opóźnienia pociągów.
W aptekach brakuje maseczek, które sprzedawane przez internet osiągają zawrotne ceny. Nie brakuje również szakali, którzy spekulują na zagrożeniu epidemiologicznym. Pojawiły się osoby, które w przebraniu sanitariuszy, korzystając z wymówki zrobienia testów przeciwko koronawirusowi, okradają starsze osoby.
Dlaczego Włochy zareagowały tak drastycznie?
Jak podkreślają niektórzy włoscy specjaliści od chorób zakaźnych – problemem Covid19 nie jest jego śmiertelność (niewiele wyższa od zwykłej grypy), lecz wysoka zakaźność.
W ciągu 60 dni mogłoby zarazić się koronawirusem do 40 proc. populacji, co spowodowałoby paraliż służby zdrowia i systemu ekonomicznego. Włoski rząd podjął decyzję o odizolowaniu ośrodków zarzewia, mając nadzieję, że w ten sposób powstrzyma wybuch epidemii. Z powodu braku szczepionki i leków, jedynym sposobem walki z koronawirusem jest kwarantanna.
Decyzje podjęte przez włoski rząd oraz przez gubernatorów regionów w których odkryto ogniska koronowirusa, są krytykowane we Włoszech jako zbyt drastyczne, które doprowadziły do wybuchu paniki.
Sytuacja odbiła się szerokim echem nie tylko w innych regionach kraju (które zastosowały 14 dniową kwarantannę dla pracowników i studentów przybywających z regionów północnych), ale także zagranicą.
Wielu turystów opuszcza Włochy w pośpiechu i wielu zastanawia się, czy odwołać zaplanowane wyjazdy i wakacje.
Jak podkreśla włoski wirusolog Fabrizio Pregliasco, w przeciwieństwie do Chin, Włochy ogłosiły od razu wzrost zachorowań i odizolowały ogniska zakaźne, co może przyczynić się do szybszego zatrzymania epidemii.
W dniu 24 lutego, we Włoszech odnotowano 229 osób zarażonych koronawirusem i 7 zgonów osób powyżej sześćdziesiątego roku życia, których stan zdrowia był już zły. Ich liczba najprawdopodobniej wzrośnie.

Wirus trafił do Włoch!

Do dwóch osób wzrosła liczba zmarłych we Włoszech z powodu zarażenia koronawirusem – podały w sobotę władze północnych regionów Lombardii jak i Wenecji, które są ogniskiem epidemii na półwyspie Apenińskim. Potwierdzono zachorowanie już 79 mieszkańców. Na obecnym etapie nietrudno wykluczyć, że będzie ich coraz więcej. Władze lokalne uruchomiły już nadzwyczajne środki i procedury. Wśród zarażonych są lekarze.

W szpitalu pod Padwą zmarł 78-letni mężczyzna. To była pierwsza śmiertelna ofiara koronawirusa w Italii. Mężczyzna od 10 dni przebywał w szpitalu. Liczba potwierdzonych przypadków rośnie dość szybko.
W ciągu niecałej doby zwiększyła się ponad trzykrotnie. Najwięcej odnotowano w Lombardii, w tym także w rejonie jej stolicy regionu – Mediolanu. Również z Piemontu napłynęła wiadomość o pierwszych przypadkach zachorowań.
Włosi podejmują coraz bardziej radykalne działania mające na celu powstrzymanie rozprzestrzeniania się wirusa. Odizolowano 10 gmin, zamknięto szkoły i urzędy.
Alarm ogłosiły też lokalne władze w rejonie Codogno koło miasta Lodi również w Lombardii, gdzie doszło do serii infekcji wśród osób, które nie były w Chinach Wystosowano apel do mieszkańców, aby nie wychodzili z domów, jeśli nie ma takiej potrzeby, i żeby za wszelką cenę unikali kontaktów towarzyskich. Setki ludzi, którzy mieli kontakty z zarażonymi zostanie niezwłocznie przebadanych.
W sobotę rano na lotnisku wojskowym Pratica di Mare pod Rzymem wylądował samolot z 19 obywatelami włoskimi ewakuowanymi ze statku Diamond Princess, zacumowanego w Japonii, na którym stwierdzono kilkaset zachorowań.
Do kraju wróciło 13 zdrowych członków załogi i sześciu pasażerów. Wszyscy zostali od razu poddani kwarantannie w miasteczku wojskowym na peryferiach Wiecznego Miasta.
Wszystko wskazuje na to, że źródłem większości zakażeń w tej części Włoch może być 40-letni menedżer firmy, który wrócił w ostatnim czasie z podróży służbowej z Chin.
Wirusem zaraził się jego kolega, 38-latek, z którym spotkał się na kolacji. W czwartek mężczyzna zgłosił się w ciężkim stanie na pogotowie właśnie w miejscowości Codogno, które stało się epicentrum szerzenia się wirusa. Zachorowało także kilku lekarzy z tamtejszego szpitala.
Wczoraj w szpitalu w Codogno zmarła 75-letnia kobieta. Na tamtejszych stacjach kolejowych nie zatrzymują się pociągi. Włoski minister zdrowia Roberto Speranza oświadczył, że w tej chwili najważniejszym zadaniem jest zatrzymanie rozprzestrzeniania się wirusa.
Rosnąca liczba przypadków zachorowania na koronawirusa spowodowała paraliż także we włoskim sporcie. W niedzielę w Serie A nie zostały rozegrane mecze Interu Mediolan z Sampdorią, Atalanty z Sassuolo, a także Hellas Verona z Cagliari. W sobotę nie rozegrano meczu Serie B między Ascoli Calcio a US Cremonese, a także między innymi 40 spotkań lig amatorskich. Media włoskie informowały w sobotę, że pacjent zero grał amatorsko w zespole gminy Codogno.

Monitorujemy i stopniowo podejmujemy wszystkie niezbędne środki. Nie chcemy wzbudzać niepokoju, ale oczywiste jest, że wydarzenia sportowe należą do miejsc, w których problemy mogą się najmocniej ujawniać – cytują włoskie media ministra sportu Vincenzo Spadaforę, który podkreślił, że władzami kieruje maksymalna ostrożność.
W sobotę odbyło się nadzwyczajne spotkanie włoskiej Rady Ministrów.

Przykro mi z powodu kibiców piłki nożnej i innych sportów, którzy planowali pójść na mecz w niedzielę, ale muszą poczekać na unormowanie sytuacji – mówi Giuseppe Conte, premier Włoch.
Premier Giuseppe Conte podkreślił, że w kraju obowiązują „zasady najwyższej prewencji”. Oświadczył, że w związku z zaistniałą sytuacją sanitarną rząd rozważa podjęcie „nadzwyczajnych kroków”.
Zgodnie z dekretem obowiązuje zakaz wstępu do ognisk epidemii i opuszczania ich. Takich gmin w Lombardii jest dziesięć, a w Wenecji Euganejskiej jedna. W miejscach tych zawieszono wszelką działalność zawodową, oświatową i sportową. Za złamanie zakazu wstępu do o
gnisk i ich opuszczania będą wymierzane kary finansowe. Ponadto zapadła decyzja o czasowym zawieszeniu szkolnych wycieczek na terenie Włoch i grupowych wyjazdów za granicę.
Włochy są drugim europejskim krajem po Francji, gdzie odnotowano przypadki śmiertelne zarażeniem koranovirusa, który od ponad miesiąca sieje spustoszenie w Chinach. Wszyscy chorzy zarazili się w kraju, żaden z nich nie był w Chinach.
Póki co epidemia rozprzestrzeniła się na ok. 30 krajów na całym świecie, w tym na kilka europejskich, m.in. Niemcy, Francję, Włochy, Finlandię i USA. Poza Chinami kontynentalnymi odnotowano dotąd 20 zgonów.

We Włoszech wraca moda na lewicę

W słonecznej Italii słońce wyszło wreszcie spoza chmur. Wybory regionalne w Emilii-Romanii, które odbyły się w niedzielę 26 stycznia 2020 r., wygrał kandydat centro-lewicy Stefano Bonaccini, dotychczasowy prezydent tego regionu, uzyskując 51,42 procent głosów. Jego głównym przeciwnikiem była Lucia Borgonzoni z Ligi, która zdobyła 43,63 procent poparcia. Najważniejszą niespodzianką tych wyborów, mających ogromne znaczenie polityczne, była frekwencja. Do urn poszło prawie 68 proc. osób uprawnionych do głosowania w porównaniu z 38 proc., w poprzednich wyborach w 2014 r.

Partia Demokratyczna znowu stała się pierwszą siłą polityczną w tym regionie, uzyskując 34,6 proc. poparcia, na drugim miejscu jest Liga – 31,9 proc., która wygrała w zeszłorocznych wyborach europejskich. Triumfujący do niedawna Ruch 5 Gwiazd spadł na trzecie miejsce z mizernym wynikiem 4,7 proc. Cała koalicja centroprawicowa osiągnęła 48,1 procent, a centroprawicowa 45,4 proc. Jest to więc niewielka różnica, ale świadczy o tym, iż we Włoszech odradza się bipolaryzm i że Włosi, którzy przez ostatnich 10 lat zachłystywali się antysystemowym populizmem Beppe Grillego, zaczynają rozumieć, że to nie była dobra droga.
Salvini przegrał po raz pierwszy
Dlaczego wybory w Emilii-Romanii były tak ważne? Dlatego, że lider Ligi Matteo Salvini przeobraził je w krajowe referendum polityczne, które miało doprowadzić do upadku rządu premiera Giuseppe Conte (koalicja Partia Demokratyczna, Ruch 5 Gwiazd i Żywe Włochy – nowy stwór polityczny Matteo Renziego). Postawił wszystko na tę kartę i przegrał, choć nie było to wcale tak oczywiste. Historycznie Emilia-Romagna zawsze była rządzona przez centrolewicę, ale w ostatnich latach konsensus wobec Partii Demokratycznej został znacznie osłabiony – jak to miało miejsce w innych tak zwanych „czerwonych regionach” – na korzyść centroprawicy i Ligi. Gdyby ten bastion poległ i dostał się w ręce Ligi Salviniego mogłoby już go nic nie zatrzymać w jego dążeniu do zdobycia „pełnej władzy”, której domagał się doprowadzając do ubiegłorocznego kryzysu rządu koalicyjnego Ligi i Ruchu 5 Gwiazd.
W odparciu Ligi decydującą rolę odegrał ruch obywatelski Sardynki, który narodził się ze spontanicznych protestów ulicznych przeciwko nacjonalistycznemu populizmowi Salviniego, określił się jako lewicowy i poparł Stefano Bonacciniego. Młodzi ludzie w ciągu trzech miesięcy stworzyli ogólnokrajową sieć zwołując się na Facebooku i wychodząc na ulicę w wielu miastach Włoch. W przemówieniu po zwycięstwie Bonaccini powiedział: „Ta wolna i wielka kraina ogłosiła pierwszą, prawdziwą porażkę Matteo Salviniego”.
Lider chyba przesadził
Lider Ligi praktycznie skoncentrował całą kampanię wyborczą na sobie i w Emilii-Romanii prowadził ją na miejscu swojej kandydatki Luci Borgonzoni. Był wszechobecny, i na placach podczas kampanii i na Facebooku. Jego propaganda była bardzo agresywna i nie brakowało w niej różnych chwytów, czasami również poniżej pasa, ale polityka to częściej ring, a nie salon.
W ostatnim tygodniu, Salvini zwołując dziennikarzy, udał się pod dom na peryferii Bolonii i zadzwonił przez domofon do mieszkania rodziny tunezyjskich imigrantów, zadając pytanie: „Dobry wieczór? Czy handlujecie narkotykami?”. Wszystko to odbywało się na żywo i było transmitowane przez internet. We Włoszech wybuchła polemika, przynosząc Salviniemu olbrzymią widoczność podczas ostatnich dni kampanii, gdyż wideo stało się wirialne w mediach społecznościowych. Niestety nie przełożyło się to na głosy, tak jak planował jego sztab.
Udanie się bez nakazu policyjnego do mieszkania prywatnych obywateli i wydanie ich na lincz medialny było dużą przesadą ze strony byłego ministra spraw wewnętrznych i okazało się wyborczym bumerangiem, gdyż zmobilizowało całą opozycję do pójścia do urn.
Rano, w dzień wyborów lider Ligi opublikował w mediach społecznościowych filmik nakręcony o wschodzie słońca na wzgórzach, gdzie miały miejsce pierwsze objawienia Madonny z Medjugorje. „Miłej niedzieli” – życzył polityk kontestujący często papieża Franciszka, którego emblematem stał się różaniec. Po przegranej w Emilia-Romania, we włoskim internecie pojawiły się memy i żarty. „Chyba Madonna czuwa nad Italią, skoro obroniła ją przed Salvinim” – głosił jeden z nich.
Co dalej?
Pierwsza porażka wyborcza Salviniego nie oznacza jego końca. Premier Conte na pewno odetchnął z ulgą i może mówić śmielej, że celem rządu jest przerwać do 2023 roku. Czy jednak to się uda przy ogromnej niestabilności politycznej jego koalicji. Partia Demokratyczna dopiero zaczęła się odbudowywać, a Ruch 5 Gwiazd – partia premiera – kruszy się w oczach.
Wynik wyborczy w Emilii-Romanii (4,7 proc.), odzwierciedla trudności Ruchu 5 Gwiazd, który utracił miliony głosów w całych Włoszech (ponad 25 proc. w wyborach parlamentarnych w 2018 r.) w ciągu ostatnich dwóch. Partia zdecydowała się startować w wyborach regionalnych samodzielnie, wbrew opinii przywódcy Luigiego Di Maio, który ustąpił z kierowniczej funkcji politycznej zaledwie trzy dni przed głosowaniem, nie chcąc brać na siebie odpowiedzialności za porażkę.
Salvini na pewno nie wycofa się i nie zawaha w swoim dążeniu do „pełnej władzy”.

Znowu się dzieje na półwyspie Apenińskim

Niedzielne wybory w dwóch regionach Włoch zakończyły się zwycięstwem współrządzącej krajem centrolewicy w Emilii-Romanii na północy i sukcesem centroprawicy w Kalabrii na południu. Kampanię wyborczą zdominował (jak zwykle) lider Ligi – Matteo Salvini.

W wyborach gubernatora regionu Emilia-Romania wygrywa ośmioma punktami przewagi kandydat centrolewicy Stefano Bonaccini (51,6 proc.) przeciwko kandydatce centroprawicy Lucia Borgonzoni (43,7 proc.).
Za to w słonecznej Kalabrii prowadzi Jole Santelli z Forza Italia (51 proc.), którą popierały także pozostałe ekipy centroprawicy włącznie z Ligą, na zasadzie podpisanej umowy jeszcze sprzed wyborów z 2018 roku. Zdecydowanie wygrała z kandydatem centrolewicy Filippo Callipo (31 proc.).
W obu regionach ogromną porażkę poniósł współtworzący rząd Włoch Ruch Pięciu Gwiazd. To kolejny cios wizerunkowy dla antyestablishmentowej ekipy po dymisji z fotela przewodniczącego Luigi Di Maio. Znany ze swojej momentami populistycznej retoryki Ruch już od jakiegoś czasu jest pogrążony w kryzysie przywództwa zmagając się jednocześnie z migracją swoich parlamentarzystów. Ugrupowanie, które jeszcze niedawno uznawano za wybawcę pogrążonej w marazmie Italii ewidentnie nie jest w stanie otrząsnąć się.
Czyżby to był początek końca Ruchu założonego przez komika Beppe Grillo? Czas pokaże, a póki co stało się coś brzmiące prawie jak tekst z literatury science-fiction.
O ile bastion centrolewicy w regionie Emilii Romanii został obroniony przez narodzony w listopadzie zeszłego roku w Bolonii ruch obywatelski nazwany „sardynkami”, o tyle Matteo Salviniego zdobył kolejny rejon południa Włoch, co może oznaczać całkiem ciekawy scenariusz w wypadku przyspieszonych wyborów.
Może nie ma pożaru na horyzoncie, ale też nie ma powodów do otwierania szampana.

Sardynki przeciw Salviniemu

We Włoszech wyszło wreszcie na ulicę społeczeństwo obywatelskie. W sobotę 14 grudnia 2019 r., „Sardynki” wpłynęły na największy Rzymski Plac św. Jana pod bazyliką laterańską. Wcześniej wypłynęły na inne place włoskich miast.
Co z tego będzie: polityka czy zupa rybna?

Według rzymskiej policji, w stolicy manifestowało 35 tys. osób. Organizatorzy twierdzili, że zgromadziło się przynajmniej 100 tysięcy ludzi: młodzież, rodziny z dziećmi, osoby starsze, imigranci. Każdy trzymał w ręku papierową sardynkę lub manifest z hasłem przeciwko nacjonalizmowi, rasizmowi, faszyzmowi. Wszyscy śpiewali „Bella Ciao!” – antyfaszystowski hymn włoskich partyzantów z okresu II wojny światowej.

Włoskie Sardynki

Niezależnie od rzeczywistej liczby uczestników, widok tak pełnego placu św. Jana był naprawdę imponujący. Już od dobrych kilku, a nawet kilkunastu lat we Włoszech nie odbywał się tak liczny protest społeczeństwa obywatelskiego, deklarującego się jako ruch lewicowy. Dla porównania trzeba sięgnąć pamięcią, aż do „Kółek graniastych” organizowanych przez reżysera Nanniego Morettiego w 2002 r., w obronie niezależności włoskich sądów i wspierający później koalicję „Drzewo oliwne” Romana Prodiego.
W ostatniej dziesięciolatce włoską politykę i włoskie place zdominował najpierw populistyczny i politycznie nieokreślony Ruch Pięciu Gwiazd, a później Matteo Salvini. Na manifestacji nacjonalistów, którą Salvini zwołał 19 października b.r., na tym samym Placu św. Jana w Rzymie (historyczny plac włoskiej lewicy i związków zawodowych), było według szacunku policji ok. 75 tys. osób, których przyjazd zorganizowano z całych Włoch. Organizatorzy twierdzili natomiast, że manifestowało ponad 200 tys. ludzi. Wzywano wtedy do natychmiastowej dymisji aktualnego rządu premiera Conte.
„Sardynki” po raz pierwszy opowiadają się przeciwko populizmowi i salvinizmowi.

6000 Sardynek

Ruch Sardynek narodził się we Włoszech zaledwie miesiąc temu, w Bolonii. Impulsem była nieustająca kampania przedwyborcza Salviniego i jego nacjonalistyczno-populistyczne hasła siejące nienawiść oraz rasizm.
26 stycznia 2020 roku w regionie Emilia-Romania odbędą się wybory administracyjne, które będą miały wpływ na klimat polityczny w kraju. Jeżeli wygra je Lega Salviniego, obecny rząd premiera Giuseppe Conte, popierany przez koalicję Partii Demokratycznej i Ruchu Pięciu Gwiazd, będzie miał duże kłopoty i może eksplodować od środka.
14 listopada b.r., Salvini zorganizował spotkanie przedwyborcze w Bolonii, w hali liczącej ponad 5500 miejsc, na którym przedstawił kandydatkę swojej partii: Lucię Borgonzoni. Jednocześnie czwórka młodych ludzi i przyjaciół (Mattia Santori, Giulia Trappoloni, Roberto Morotti, Andrea Garreffa) zorganizowała flash mobe poprzez Facebook przeciwko Salviniemu, pod surrealistycznym hasłem: „Bologna non si Lega. 6000 Sardine contro Salvini” (Bolonia nie da się związać. 6000 Sardynek przeciwko Salviniemu). Pomimo ulewnego deszczu na główny plac w Bolonii przyszło 7 tysięcy osób. Wyraziły one poparcie dla aktualnego lewicowego gubernatora regionu Stefano Bonaccini z Partii Demokratycznej. Po raz pierwszy ktoś protestował we Włoszech przeciwko Salviniemu i po raz pierwszy liczba protestujących była większa niż jego zwolenników.
W ciągu jednego miesiąca w całych Włoszech zaczęto organizować manifestacje przeciwko Salviniemu. We Florencji na plac wyszło 40 tys. osób, w Modenie – 7 tys., w Palermo – 6 tys., w Genui – 8 tys. Kilkaset Sardynek protestowało także w Nowym Jorku. Ruch Sardynek zawiązał się nawet w Warszawie, choć jest tu dopiero 70 rybek.

Surrealistyczna postpolityka

– W przeciwieństwie do Ruchu Pięciu Gwiazd, my jesteśmy pro-polityczni, a nie apolityczni – chcemy wspierać politykę i aktualny rząd. Myślę, że od „Kółek graniastych” różni nas natomiast to, że jest nas znacznie więcej i Sardynki obejmują o wiele więcej sektorów społecznych niż ruch Morettiego – Mówi Mattia Santori, lider Sardynek i dodaje – Główną naszą charakterystyką jest to, że my jesteśmy konstruktywni, chcemy wspierać dobrą politykę i budować społeczeństwo obywatelskie. Nie jesteśmy ruchem antysystemowym, antypolitycznym czy apolitycznym, który tylko protestuje. My po raz pierwszy używamy mediów społecznościowych w celu agregacji i dawania pozytywnego przekazu, który sprzeciwia się językowi nienawiści, strachu i pogardy.
Sardynki występują przeciwko prawicy autorytarnej, antydemokratycznej, populistycznej i faszyzującej, która sieje nienawiść, dyskryminację i rasizm z pomocą propagandy w mediach społecznościowych. Nazwa Sardynki bierze się z potrzeby zapełnienia placów taką ilością osób, aby widok ten był jednoznaczną i wyrazistą odpowiedzią na coraz większe tłumy aklamujące Salviniego.
– Demokracja potrzebuje realnej, fizycznej obecności, trzeba więc wyjść z Facebooka i tłoczyć się na placach jak sardynki. Sardynki zostały wybrane również jako symbol ruchu, gdyż te małe, bezbronne rybki potrafią łączyć się w wielkie stado by uciec z sieci lub polującym na nie wielkim rybom – tłumaczyli przedstawiciele ruchu.
W niedzielę 14 grudnia 2019 lider Sardynek Mattia Santori przedstawił na Placu św. Jana postulaty ruchu: domagamy się, aby ci, którzy zostali wybrani w wyborach, kształtowali politykę w placówkach instytucjonalnych, a nie prowadzili nieustanną kampanię wyborczą w mediach społecznościowych i na placach; domagamy się aby ten, kto sprawuje urząd ministra, komunikował tylko i wyłącznie poprzez kanały instytucjonalne; domagamy się przejrzystości w korzystaniu z mediów społecznościowych przez politykę; domagamy się aby media podawały prawdę i dokładały wszelkiego wysiłku, aby dawać przesłanie zgodne z faktami; domagamy się wykluczenia z polityki we wszystkich jej formach przemocy werbalnej oraz tego, aby przemoc werbalna została zrównana prawnie z przemocą fizyczną.
Sardynki żądają również zniesienia dekretów bezpieczeństwa wprowadzonych przez Matteo Salviniego, gdy był on ministrem spraw wewnętrznych.

Polityka czy zupa rybna?

Jak twierdzą liderzy ruchu – 99 proc. uczestników manifestacji nie chce założenia nowej partii, ani żadnej rewolucji – domaga się tylko tego, aby polityka i demokracja funkcjonowały we Włoszech. Sukces Sardynek okazał się tak wielki, że z całą jego energią polityczną nie wiadomo co zrobić. Liderzy ruchu będą się zastanawiać nad tym w czasie przerwy świątecznej, by przystąpić po niej ze zdwojoną siłą do organizacji nowych manifestacji przeciwko Salviniemu. Styczeń we Włoszech zapowiada się więc jako okres bardzo gorący. Oprócz Emilii-Romanii, 26 stycznia 2020 r., do urn ruszy również Południe Włoch: Kalabria, Kampania i Apulia. Rezultatów tych wyborów nie będzie można zignorować. Na szczęście we włoskim rosole politycznym, oprócz nacjonal-populistycznego rekina Salviniego pływają też małe, ale liczne, lewicowe Sardynki.