Chciał tylko pomóc

W sobotę papieski jałmużnik – kard. Konrad Krajewski podłączył prąd w zajmowanym nielegalnie budynku przy via Santa Croce. Mieszkało tam blisko 500 osób – w ponad 100 dzieci. Jedna trzecia z nich to Włosi. W budynku odcięto elektryczność i wodę 6 maja, gdyż od lat nie płacono za światło. Dług urósł do 300 tys. euro. A zgodnie z nową polityką ministra spraw wewnętrznych Matteo Salviniego – lokale zajmowane nielegalnie przez rodziny i osoby bezdomne, powinny zostać wreszcie opróżnione. Eksmisje z nielegalnie zajmowanych budynków to jeden z ważnych punktów dekretu bezpieczeństwa, który wszedł w życie pod koniec ubiegłego roku.
Polski duchowny – który podobno w przeszłości był elektrykiem, więc znał się na rzeczy – pojawił się na ulicy Świętego Krzyża wraz z pomocnikami, złamał policyjne pieczęcie, wszedł do studzienki i podłączył prąd. Przez chwilę szukano winnego, gdyż minister Salvini się zdenerwował. Kardynał Krajewski przyznał się publicznie: „Zrobiłem to ja. Nie mogłem zostawić dłużej dzieci bez światła i wody. Próbowaliśmy dzwonić do elektrowni. W Rzymie w weekend nic nie działa z wyjątkiem barów i restauracji. Sytuacja była rozpaczliwa. Biorę na siebie całą odpowiedzialność i nie muszę się tłumaczyć, bo nie ma nic do powiedzenia.”.
Oprócz komentarza przytaczanego przez wszystkie zagraniczne media „Obrona nielegalnych działań nigdy nie jest dobrym znakiem. Zwykli ludzie płacą za prąd. Jako minister spraw wewnętrznych muszę gwarantować przestrzeganie prawa.”, Salvini powiedział również: „To niech kardynał teraz zapłaci rachunki”. „Od tego momentu ja będę płacił za światło w tym budynku. Zapłacę również za światło Salviniego.” – odpowiedział mu Krajewski.
Włochy pogrążone w przedwyborczej gorączce podzieliły się. Prawicowe media zaczęły bić w Krajewskiego. Tygodnik „Panorama” w artykule pt.: „Jeśli Kościół płaci ci rachunki” wymienił wszystkie przestępstwa papieskiego jałmużnika i skomentował: „Włochy są krajem, w którym wszyscy interpretują i szanują prawa zgodnie z własnymi potrzebami. W świetle prawa, jeśli ktoś nielegalnie zajmuje budynek, musi zostać eksmitowany dlatego, że dokonuje czynu zabronionego. Jeśli później nie płaci nawet za światło, wykroczenie jest podwójne. Pomaganie, uzasadnianie, usprawiedliwianie – jeśli z jednej strony „pomaga” tym ludziom – z drugiej strony obraża (nie wspominając o gorszym) tych, którzy ustanawiają prawo i szanują je każdego dnia. Teraz we Włoszech obowiązuje zasada: jeśli szanujesz prawo, jesteś głupcem. Jeśli robisz coś, żeby wszyscy je szanowali, jesteś faszystą”. Pod artykułem „Panoramy” włoski internet się „rozhejtał” przeciwko Krajewskiemu, Kościołowi i papieżowi. Aż strach przytoczyć te antyklerykalne wpisy, w obawie przed art. 196.
Zbyt dobry papież
Papież Franciszek jest pierwszym Ojcem Świętym, który musiał zmierzyć się z mediami społecznościowymi – i jak dowiedzieliśmy się z watykańskich źródeł – sprawa antypapieskiego hejtu to nie mały problem. „Niech papież przestanie wreszcie mówić o migrantach i zajmie się doktryną” to łagodne apele kierowane do Bergoglia. Antypapieski hejt przeraziłby chyba niejednego antyklerykała – zwłaszcza, że często ci, którzy go uprawiają deklarują się jako prawdziwi katolicy, dla których najważniejszy jest Bóg, Rodzina i Ojczyzna.
To, że papieża i włoskiego ministra spraw wewnętrznych nie łączy sympatia nie jest już tajemnicą. Bergoglio odmówił mu audiencji, dotąd aż będzie odpierał migrantów. Ministrowi nie wypada atakować papieża, ale Krajewskiego może.
Jak tłumaczy Watykan – papież zajmuje się Rzymem jako swoją diecezją – jest w końcu spadkobiercą kluczy Piotrowych i biskupem Romy.
Za pontyfikatu Bergoglia, Watykan przeznacza olbrzymie sumy na pomoc potrzebującym w rzymskiej diecezji. W zeszłym roku na ten cel poszło 3,5 mln euro. Kościół płaci rachunki za światło, wodę i wynajem – tym, którzy tego naprawdę potrzebują i robi to przez doskonale zorganizowane parafie, w których wie się wszystko o najbiedniejszych i potrzebujących. Papieski „Robi Hood” jeździ nocą w zwykłym ubraniu białym vanem po Rzymie i rozdaje bezdomnym koce i jedzenie. Dba też o „Ambulatoria solidarne”, gdzie najbiedniejsi mogą leczyć się bezpłatnie. Prawie połowa osób, którym pomaga Watykan to Włosi, którzy na skutek kryzysu gospodarczego znajdują się w trudnej sytuacji.
Kardynał Krajewski, który chciał tylko pomóc, nieopatrznie wpadł w młyn kampanii przedwyborczej, która wszystko mieli i wykorzystuje.
Są też inni dłużnicy
Sprawa papieskiego jałmużnika zajmuje we Włoszech zdominowała media i politykę przez kilka dni. Dziennik telewizyjny La7, w kontekście gestu Krajewskiego przypomniał, że od 15 lat również inny budynek w Rzymie jest zajmowany nielegalnie i nie płaci za światło mając dług 300 tys. euro. Chodzi o siedzibę włoskiego ruchu narodowo-rewolucyjnego i neofaszystowskiego zwanego CasaPound, znajdującą się obok Termini. Również im dostawca energii odciął światło jakiś czas temu, ale 27 rodzin nie żyje w ciemności. Skąd czerpią prąd nie wiadomo – bo do wewnątrz siedziby nikt nie może wejść. CasaPound, której sympatycy sami definiują się jako „neofaszyści trzeciego tysiącleci”, nie znajduje się jednak na liście budynków, które zostaną poddane eksmisji. To od dawna problem sporów pomiędzy prezydent Rzymu – Virginią Raggi z Ruchu Pięciu Gwiazd i ministrem Salvinim. Raggi żąda by Salvini umieścił budynek zajmowany przez CasaPound na liście – on odpowiada, że najpierw struktury niebezpieczne, później te które stanowią zagrożenie publiczne, a później przyjdzie kolej na innych.

Salvini walczy z imigracją

Minister spraw wewnętrznych Matteo Salvini ogłosił projekt nowego „dekretu bezpieczeństwa”, który chce pilnie wprowadzić w życie. Zanim projekt został przedstawiony Radzie Ministrów, wzbudził wiele krytycznych reakcji. „Matteo stracił zmysły” – skomentował Luigi Di Maio, drugi wicepremier rządu z Ruchu Pięciu Gwiazd.

Jednym z pierwszych posunięć ministra spraw wewnętrznym Matteo Salviniego był „Dekret bezpieczeństwa” ogłoszony w listopadzie 2018 roku. Zawierał normy, które miały ograniczyć nielegalną imigrację, walczyć z przestępczością i z nielegalnością. Jednym z głównych punktów dekretu jest usuwanie nielegalnych mieszkańców z budynków zajmowanych przez nich. We Włoszech, a zwłaszcza w Rzymie to poważny problem – chodzi o obozowiska cyganów lub nielegalnych imigrantów, a także budynki „okupowane” przez zorganizowane kolektywy (zarówno lewicowe, jak i prawicowe), w których mieszkają zarówno obcokrajowcy, jak i Włosi.
Drugim filarem dekretu była walka z nielegalną imigracją. Nowe normy Salviniego odwołały protekcję humanitarną, ograniczyły surowo przypadki, w których przyznaje się azyl, wprowadziły możliwość odebrania obywatelstwa za poważne przestępstwa, a przede wszystkim zmieniały całkowicie system przyjmowania i wydalania uchodźców z Włoch (pisaliśmy już o tym w nr. 18). Na ten ostatni cel zostało przeznaczonych 1,5 mln euro w 2019 r. Dekret bezpieczeństwa wprowadzał również nowe normy dotyczące walki z mafią i z terroryzmem.
Ustawa była wielkim sukcesem ministra spraw wewnętrznych, który triumfalnie wsiadał na spychacze, aby dać symboliczne pchnięcie „barakowiskom” lub szczycił się zrównaniem z ziemią posiadłości mafijnego klanu Casamonica. Przyniosła Salviniemu również olbrzymi wzrost popularności, a poparcie dla Ligi przekroczyło próg 40 procent.
W marcu br., minister Salvini ogłosił triumfalnie nowe dane włoskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych: „Od 1 stycznia do 15 marca 2019 r., drogą morską do Włoch przybyło 335 migrantów. To w porównaniu z 5945 osób przybyłych w tym samym okresie w 2018 r. – oznacza prawie 95 proc. mniej. Szef włoskiego MSW był również dumny z sukcesów osiągniętych w repatriacji: odbyło się ich 1354, z czego 1248 przymusowych i 106 dobrowolnych.
Za sukces uznał fakt, że w pierwszym kwartale 2019 r., na Morzu Śródziemnym odnotowano śmierć tylko jednej ofiary przepraw morskich, że wyraźnie spadła ilość łodzi próbujących odpłynąć z libijskich brzegów, a przede wszystkim, że została ograniczona prawie do zera działalność statków organizacji pozarządowych, które pływały po morzu ratowały imigrantów od czasów operacji „Mare nostrum”, prowadzonej przez rząd Matteo Renziego w 2014 r.
Polityka zamkniętych portów
Polityka zamkniętych portów, którą Salvini prowadzi z dużą srogością jest we Włoszech kontrowersyjna. Większość Włochów popiera go za to. Wielu potępia. Za zatrzymanie statku „Diciotti” ministrowi groził proces sądowy (pisaliśmy już o tym w nr. 28), gdzie oskarżeniem było bezprawne przetrzymywanie osób i nadużycie władzy. Włoski Parlament nie zgodził się jednak na postawienie go przed sądem, przegłosowując linię obronną „działanie dla dobra państwa”. Salviniego uratował przede wszystkim jego koalicjant Ruch Pięciu Gwiazd, który jednak od tamtego momentu zaczął tracić poparcie wyborców – z których część nie zgadza się ze stanowiskiem szefa MSW, a część uważa, że jeżeli chodzi o procesy polityków nie może być żadnych wyjątków.
W krótkim czasie drugim problemem stały się kompetencje ministerialne. Decyzje o zamknięciu portów może podejmować minister infrastruktur i transportu Danilo Toninelli, a władzę nad marynarką wojenną ma minister obrony narodowej Elisabetta Trenta – obydwoje z Ruchu Pięciu Gwiazd. Na przestrzeni ostatnich miesięcy doszło do poważnych zatargów pomiędzy dwoma włoskimi koalicjantami, co do kwestii kto, kiedy i przed kim może zamykać włoskie porty. Salvini chce zamknąć je dla wszystkich, nawet dla okrętów włoskiej floty wojennej, które zgodnie z obowiązującym prawem międzynarodowym uratowały na morzu rozbitków i muszą ich wysadzić w bezpiecznym porcie. Minister Trenta się na to nie zgadza. To Salviniemu związuje ręce.
Dekret bezpieczeństwa 2
Celem drugiego dekretu bezpieczeństwa ma być całkowite i bezwzględne rozprawienie się z fenomenem imigracji płynącej do Włoch przez Morze Śródziemne. Przewiduje on karę od 3500 do 5500 euro za każdego uratowanego na morzu i przywiezionego do Włoch cudzoziemca oraz zawieszenie lub cofnięcie licencji dla statków pływających pod włoską banderą. Przeniesienie kompetencji dotyczących ograniczenia lub zakazu tranzytu na włoskich wodach terytorialnych, a także możliwości zamykania portów z Ministerstwa Infrastruktur i Transportu do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Przydzielenie prokuratorom okręgowym zadania prowadzenia dochodzeń w zakresie faworyzowania nielegalnej imigracji – co dotyczyłoby wszystkich jednostek morskich organizacji pozarządowych, które od 2014 r., prowadziły akcje ratunkowe na Morzu Śródziemnym. W projekcie dekretu jest również mowa o przeznaczeniu 3 mln euro na finansowanie tajnej policji innych krajów mającej wspomóc walkę z nielegalną imigracją.
Ponadto projekt dekretu zawiera inne punkty dotyczące bezpieczeństwa i porządku publicznego: zaostrzenie sankcji w przypadku dewastacji, grabieży i szkód popełnionych podczas spotkań publicznych; wprowadzenie nowych rodzajów przestępstw aby karać tych, którzy sprzeciwiają się przedstawicielom policji i organów ścigania; zaostrzenie kar za stawianie oporu wobec niniejszych i zniewagę funkcjonariuszy. Gdyby dekret wszedł w życie, również kontestacje polityczne stałyby się trudniejsze.
Dla krytyków nowej propozycji ministra Salviniego jest to kolejne posunięcie propagandowe w kampanii przedwyborczej Ligi. Jest raczej mało prawdopodobne, aby na wprowadzenie dekretu w takiej formie zgodził się Ruch Pięciu Gwiazd, gdyż odbiera on kompetencje aż dwóm ministrom tej partii w rządzie koalicyjnym: ministrowi infrastruktur i transportu oraz ministrowi obrony narodowej, przyznając je Salviniemu.
Dekret wzbudził również wiele wątpliwości prawnych. Stowarzyszenia zajmujące się problem imigracji zajęły negatywnie stanowisko na temat projektu, twierdząc, że jest to kolejne zniekształcenie zasad prawa międzynarodowego, gdyż przewiduje sankcje dla tych, którzy wypełniają etyczny, prawny i społeczny obowiązek, ratując życie na morzu.

Czas strajku

Od 10.00 rano do 14.00 w poniedziałek w całym kraju protestowały zarówno załogi samolotów, jak i personel naziemny.

W proteście wzięli udział pracownicy zrzeszeni w sześciu związkach zawodowych. Związkowcy wydali oświadczenie, w którym wyjaśniali przyczyny faktu, że lotniska stanęły dziś na cztery godziny: stało się tak „z powodu konkurowania między liniami lotniczymi pogarsza się sytuacja pracowników i dochodzi do praktyk dumpingowych w kwestii kontraktów”.
Protestują głównie pracownicy państwowych linii Alitalia – które odwołały 95 lotów krajowych. Natomiast dołączyli do nich również związkowcy pracowników Air Italy – u nich protest przybrał ostrzejszą formę. Potrwa dobę z przerwą na poranne i wieczorne godziny nasilenia ruchu lotniczego. Alitalia wdrożyła ponoć specjalny plan na czas strajku tak, by pasażerowie posiadający bilety na loty międzynarodowe na 25 kwietnia odlecieli.
Jednak dla pracowników to niestety nie koniec kłopotów: branża zmaga się z nimi bezskutecznie od miesięcy. W ubiegłym roku strajki zorganizowali włoscy kontrolerzy lotów zrzeszeni w autonomicznych związkach zawodowych: protestowali przeciw niesatysfakcjonującym warunkom pracy, niskim płacom i planowanym zwolnieniom. Na rzymskim lotnisku Fiumicino nie odbyło się wówczas około 100 lotów, w tym 85 Alitalii. W całym kraju kontrolerzy zablokowali ich ponad 700.

500+ po włosku

We Włoszech został uruchomiony program socjalny, na podstawie którego bezrobotni i niezamożni obywatele mają zapewniony bezwarunkowy dochód podstawowy.

Zasiłek dla samotnych obywateli oraz obcokrajowców mieszkających we Włoszech ponad 10 lat wynosi 500 euro miesięcznie w przypadku, jeśli dochody są równe zeru. Rodzina bez dochodu i z trójką niepełnoletnich dzieci otrzyma 1050 euro, a rodzina wynajmująca mieszkanie będzie mogła ubiegać się o dodatkowy zasiłek w wysokości 280 euro. W ten sposób włoska prawica wywiązuje się z wyborczych obietnic – wprowadzenie bezwarunkowego dochodu było jednym ze sztandarowych haseł Ruchu Pięciu Gwiazd. Nie dziwi więc, że już pierwszego dnia jego obowiązywania ustawiły się kolejki chętnych do złożenia wniosków.
Z danych Eurostatu za styczeń 2019 r. wynika, że włoski wskaźnik bezrobocia na poziomie 10,5 proc. jest jednym z najwyższych w Europie. Z kolei zgodnie z danymi ISTAT-u, głównego urzędu statystycznego Włoch, w 2017 r. liczba Włochów żyjących w skrajnej biedzie wyniosła 5,1 mln, co oznacza ponad trzykrotny wzrost w ciągu jednej dekady.
Z wyliczeń urzędu wynika też, że dochód obywatelski może na początku trafić do ok. 2,7 mln osób, co w 2019 r. będzie kosztowało budżet 7 mld euro.
Rozwiązania oparte na dochodzie podstawowym testowała w ciągu dwu ostatnich lat Finlandia. Podobne eksperymenty zamierzają przeprowadzać także Niemcy.

Koniec humanitaryzmu

Jak Salvini rozprawia się z nielegalną imigracją.

– Patrząc na te dzieci, które wysiadały ze szkolnego autobusu po raz ostatni mogę powiedzieć, co przeżyłem jako ojciec: bezimienną złość, uczucie przygnębienia, przytłaczającą świadomość apokaliptycznej porażki.

Moje dzieci, kiedy wraz z żoną rozmawialiśmy w nocy o tej sprawie, żądały wyjaśnień i patrzyły na nas jak na Marsjan. „Muszę ostrzec Justina, zabierają go, a on jest moim najlepszym przyjacielem, dlaczego?” – krzyczał mój syn. „Nie, uspokój się, Justin jest w Rzymie, rodzice są legalni, nie ma ryzyka”. – tłumaczyłem. „Ale dlaczego zabierają te dzieci? Co one zrobiły?” – krzyczały moje dzieci, a potem nie chciały, żebyśmy cokolwiek więcej mówili, bo były przerażone. – tak komentował likwidację CARA w Castelnuovo di Porto, pod Rzymem włoski tata Maurizio Cassi.

Tak zwane CARA to Ośrodki dla osób ubiegających się o azyl (Centri di Accoglienza per Richiedenti Asilo). Zostały utworzone w 2002 r., pod nazwą Ośrodki Identyfikacyjne (CDI), a na mocy dekretów ustawodawczych z 2004 i 2008 roku zmieniły swoją nazwę na obecną. Przyjęły również charakter otwarty. Przebywający w nich imigranci nielegalni, oczekujący na rozpatrzenie wniosku azylowego, mogli opuszczać je w dzień udając się do pracy, a także oddalać się na krótkie okresy czasu bez zgody Prefekta. Kto uciekał z ośrodka, tracił prawo do pomocy humanitarnej.

Teoretycznie, nielegalni imigranci mieli w nich przebywać do 35 dni, a następnie otrzymywać „pozwolenie na pobyt” na 3 miesiące, odnawialne do czasu rozpatrzenia wniosku azylowego. W praktyce, ze względu na biurokrację i jej przestoje, uzyskanie dokumentów pobytowych przedłużało się i CARA stawał się domem dla nielegalnych.

Na terenie Włoch do tej pory znajdowało się 10 Ośrodków dla osób ubiegających się o azyl, posiadających 4079 miejsc. Od 2008 roku przeszło przez nie 65850 ludzi.

Ustawa o bezpieczeństwie 113/2018 – tzw. „Decreto di sicurezza”, która weszła w życie z końcem ubiegłego roku, z woli wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych Matteo Salviniego, znosi „pozwolenie na pobyt w celach humanitarnych” i w związku z tym likwiduje CARA.

Zwijam interes

Ośrodki dla osób ubiegających się o azyl, zwłaszcza te na południu Włoch były wielokrotnie przedmiotem skandali. Mafia dokonywała tam infiltracji, robiła brudne interesy, szerzyła się prostytucja i współczesne niewolnictwo.

CARA w Castelnuovo di Porto pod Rzymem był jednak przykładem pozytywnej integracji. Wielu z przebywających tu imigrantów znalazło pracę, dzieci chodziły do przedszkola i szkoły, rodziny uczęszczały do kościoła. Ponadto ośrodek dawał pracę 120 mieszkańcom okolicy, zatrudnionym w spółdzielni Auxilium, która zajmowała się jego utrzymaniem.

To właśnie CARA w Castelnuovo di Porto papież Franciszek wybrał, aby w Wielki Piątek w 2016 roku, umyć imigrantom symbolicznie nogi.

Najwięcej wątpliwości wzbudziła metoda jaką Salvini wybrał by zamknąć to CARA. Informacja o likwidacji przyszła praktycznie z dnia na dzień, przeniesieniem imigrantów zajęło się wojsko. Z 535 osób znajdujących się w ośrodku, 305 zostało przeniesionych bez podania konkretnego miejsca do CAS – nowych struktur Ośrodków Pobytu Nadzwyczajnego. Kilku imigrantów uciekło a ci, którzy posiadali już pozwolenie na legalny pobyt, ale nie mięli środków do życia, z dnia na dzień znaleźli się na ulicy.

„Pokazówka” Salviniego wzbudziła wiele krytyki wśród Włochów. W przeddzień likwidacji CARA, która nastąpiła 23 stycznia 2019 r., blisko 500 mieszkańców wraz z burmistrzem i proboszczem odbyło cichy protest w podrzymskim miasteczku. Niektórzy rodzice zareagowali jak Maurizio Cassi, pisząc rozpaczliwe i wstrząsające posty na Facebooku.

Minister Salvini, którego ulubioną formą są transmisje na żywo na Facebooku: odpowiedział, że zwija interes, bo państwo nie będzie płaciło na utrzymanie imigrantów 6 milionów rocznie, skoro te pieniądze może dać Włochom. Italiani first!

Z ziemi włoskiej…

„Gospodarz” Polski spotka się z enfant terrible włoskiej polityki.

 

Nie tak dawno temu premier Morawiecki na jednym ze spotkań z mieszkańcami, wychwalając dokonania PiS w ciągu 3 lat rządów (zwłaszcza obniżenie wieku emerytalnego i program 500+) mówił m.in.tak: widzicie Państwo ile można osiągnąć „gdy kraj ma dobrego gospodarza”.
Ta fraza pozostała niezauważona, a przecież PMM-jako wciąż młody polityk-może nie pamiętać, iż tego określenia ostatni bodaj raz używano w odniesieniu do Edwarda Gierka na początku lat 70. Ówczesny I sekretarz KC PZPR.,który (za zachodnie kredyty) modernizował Polskę
i otwierał ją szerzej na świat, był bardzo popularny przez pierwsze lata swoich rządów. Później sformułowanie to zniknęło z naszego słownika politycznego,gdyż w jakimś sensie przywodziło na myśl mini-kult jednostki,a nie
byliśmy przecież ani nie jesteśmy Rumunią czy Bułgarią.
O kim myślał obecny premier-jako że tego oficjalnie nie wyjawił? Jako osoba skromna-z pewnością nie o sobie, ponieważ,poza wszystkim,zna swe miejsce w szyku Zjednoczonej Prawicy.Nie przeszłoby to mu nawet przez usta.W nietypowym obecnym systemie politycznym naszego państwa (tylko nieco podobnym do aktualnego rumuńskiego) prawdziwym Gospodarzem i Decydentem jest oczywiście prezes PiS Jarosław Kaczyński, nie pełniący żadnych znaczących funkcji (sprawuje jedynie mandat poselski). Ta sytuacja częściowo przypomina w pewnym okresie rolę Józefa Piłsudskiego.
PJK nie pasjonuje się polityką zagraniczną, rzadko wyjeżdża z Polski, choć niekiedy spotyka się nad Wisłą ze znaczącymi politykami odwiedzającymi nasz kraj.Dlatego też szczególne zainteresowanie budzi, zapowiedziana ze sporym wyprzedzeniem, rozmowa w Warszawie z liderem włoskiej Ligi (dawnej Ligi Północnej),obecnym szefem MSW i wicepremierem Matteo Salvinim (45 l.). To dziś najbardziej wyrazisty polityk Italii i symbol koalicyjnego dwupartyjnego rządu- z populistycznym Ruchem Pięciu Gwiazd.Trochę przypomina Berlusconiego, choć nie ze względu na bunga-bunga (nota bene to pojęcie pochodzi z języka malajskiego i oznacza po prostu „kwiaty”).
Salvini nie skończył studiów,ale ma już spory dorobek parlamentarny (także w Parlamencie Europejskim). Jest dobrym mówcą,zaś znaczną popularność zawdzięcza radykalnym poglądom.Chodzi zwłaszcza o jednoznaczne podejście antyimigranckie.W ostatnich latach do Włoch przybywało średnio rocznie ponad 100 tys. migrantów, głównie z Afryki Północnej i z regionu Sahelu,ale nie odnotowano tam żadnego zamachu terrorystycznego.
Mimo to Salvini zakazał przyjmowania w portach włoskich jakichkolwiek jednostek pływających mających na pokładzie migrantów czy uchodźców.Tak stało się wcześniej z „Aquariusem” i obecnie dzieje się z małym statkiem „Sea Watch”. To wprost nieludzkie podejście zważywszy,iż według najnowszych danych UNHCR (Urzędu Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców) w roku 2018 w Morzu Śródziemnym utonęło prawie 2300 takich osób. O naruszaniu Konwencji Genewskiej z 1951r. ws. uchodźców już nie wspominam.Ją narusza również rząd PiS i nie zmienia tego faktu mydlenie oczu, jakim jest (skądinąd także potrzebna), niewielka w sumie, pomoc dla uchodźców, zwłaszcza z Syrii,przebywających w Turcji, Jordanii, czy Libanie.
Obu Panów będzie więc sporo łączyć. Dodajmy do tego – eurosceptycyzm, luźne podejście do traktatów unijnych, wyraźny nacjonalizm oraz zamiar przemeblowania sceny politycznej naszego kontynentu.Trudno dziś ocenić,czy może jest to próba wypromowania ruchu alternatywnego wobec tradycyjnych ugrupowań-socjaldemokracji, chadecji,liberałów, itd.? I jakie są na to szanse?
Warto w tych okolicznościach przytoczyć stare rosyjskie przysłowie:”Rybak rybaka widzi z daleka”. Tym bardziej, że sam Salvini i jego formacja są prorosyjscy.

Policji nie uchodźcom

Szef resortu spraw wewnętrznych Włoch stwierdził, że jego ministerstwo planuje zaoszczędzić około pół miliarda euro na wydatkach przeznaczonych do tej pory przyjmowanie migrantów. Woli przekazać tę sumę policji.

 

– Jeśli chodzi o moje ministerstwo liczę na to, że oszczędzę co najmniej pół miliarda euro w bieżących wydatkach na przyjmowanie migrantów i imigrację – powiedział dziennikarzom po zakończeniu wieczornego posiedzenia rządu w Rzymie. – Z tego pół miliarda euro około 380 milionów euro pójdzie na zatrudnienie nowych pracowników w siłach porządkowych.

Poczynienie takich oszczędności jest możliwe dzięki temu, że w 2018 do Włoch przybyło aż o 80 proc. mniej migrantów niż w ubiegłym roku. Włoskie porty, między innymi na Sycylii i Kalabrii, nadal pozostają zamknięte dla statków organizacji pozarządowych, które zabierały z pontonów i łódek tysiące uchodźców.

Tymczasem Salvini zaproszony jest na zjazd ministrów spraw wewnętrznych krajów członkowskich UE, który odbędzie się w Luksemburgu w najbliższy piątek i będzie dotyczyć nowej propozycji „obowiązkowej solidarności” w sprawie przyjmowania migrantów. Tym razem nie chodzi jednak o kwoty przyjętych: teraz stolice państw członkowskich wspólnoty będą mieć możliwość „wykupienia się” z rozdzielnika poprzez realizowanie „innych działań”, które miałyby ulżyć najbardziej obciążonym krajom. Będą mieć do wyboru: relokacja, wpłata pieniędzy, wysłanie pograniczników lub sprzętu, czasowe przyjmowanie migrantów i przekazywanie ich dalej do innych krajów UE po kilku miesiącach. Taką koncepcję rozważano już w 2016 roku, jednak jednym z największych jej przeciwników były m.in. Włochy. Dziś ów stary pomysł odgrzewa prezydencja austriacka w UE, domagając się jednak przy tym poszerzenia mandatu od głów poszczególnych państw i rządów. Czyli w praktyce może okazać się fikcją.

Zwariowana lewica

„Jestem wariatem ” (Je so’ pazzo) – z takim napisem na koszulkach chodzili założyciele Potere-al-Popolo! (Władzy dla Ludu – PaP), partii lewicy, która powstała przed marcowymi wyborami do parlamentu. Napisy były usprawiedliwione, bo wszystko zaczęło się w szpitalu psychiatrycznym w Neapolu. Kilka lat temu budynek zmienił funkcję i choć na murach ciągle widać inskrypcje i rysunki byłych pacjentów, stał się tętniącym życiem, samorządnym ośrodkiem społecznym. „Wariaci” szukają nowej drogi we włoskim pejzażu politycznym zdominowanym przez ksenofobiczną prawicę.

 

Pod koniec lipca prawicowa Liga wicepremiera Matteo Salviniego przedstawiła projekt ustawy nakazującej wieszanie krzyży we wszystkich miejscach publicznych pod groźbą mandatu w wysokości tysiąca euro. Reakcja PaP? „Znajdziecie Jezusa na krzyżu na każdych drzwiach zamkniętych przed tysiącami kobiet, mężczyzn i dzieci, które każdego dnia niosą krzyż cierpienia, biedy, bólu i upokorzenia.” W sytuacji, gdy rząd zamyka porty dla statków z migrantami i rośnie liczba ofiar rasizmu we Włoszech, dla PaP walka z ksenofobią jest równie ważna jak sprzeciw wobec neoliberalizmu. Partia wspiera strajki czarnych robotników, którzy nierzadko znajdują się w sytuacji faktycznego niewolnictwa.

Jeszcze na trzy miesiące przed wyborami Potere al Popolo nie istniała, udział w nich wydawał się więc „wariactwem”. PaP nie przekroczyła progu wyborczego, zatrzymując się na wyniku nieco ponad jednego proc., ale sondaże intencji wyborczych regularnie rosną i partia ma zamiar go przekroczyć w czasie najbliższych wyborów europejskich. Dołączyła do „Apelu Lizbońskiego” europejskiej lewicy wraz z hiszpańskim Podemosem, Nieuległą Francją (LFI) i portugalskim Blokiem Lewicy (Bloco de Esquedra): „Mamy dość polegania na tych, którzy nami rządzą z Berlina czy Brukseli. Będziemy pracować nad budową nowego projektu organizacji Europy. Organizacji demokratycznej, sprawiedliwej i równej, szanującej suwerenność ludów.”

 

Demokracja i populizm

Kim są członkowie PaP? „Jesteśmy młodzieżą pracującą na czarno i w prekariacie, jesteśmy emerytami, którym trudno się utrzymać, choć pracowali całe życie, jesteśmy kobietami, które muszą znosić seksistowską przemoc, patriarchat i różnice w płacach, mimo równej pracy, jesteśmy osobami LGBT, dyskryminowanymi w pracy i instytucjach, jesteśmy pracownikami i pracowniczkami, którzy produkują bogactwo tego kraju i którzy każdego dnia podlegają szantażom obrażającym naszą godność”. Partię poparli włoscy komuniści, radykalni socjaliści, grupy antykapitalistyczne, związki zawodowe i najróżniejsze stowarzyszenia od ekologicznych po eurosceptyczny Eurostop, uważający Unię za rozsadnik neoliberalizmu.

Nazwa PaP odpowiada właściwie znaczeniu słowa „demokracja”, ale partia szybko została oskarżona o „lewacki populizm”. Jednak populizm obecnie rządzących we Włoszech ugrupowań odwołuje się do rasizmu i nacjonalizmu, więc nie da się go porównać do rozumowania klasowego PaP. Popularność partii wynika z wyznawanego mutualizmu (wzajemnej pomocy, współpracy społecznej), owej „pracy u podstaw”, która nakazuje tworzyć gdzie się da „Domy ludowe”. Tam organizuje się pomoc migrantom i różnorodne działania od teatrów po pomoc prawną i administracyjną, ambulatoria lekarskie dla wszystkich. Mutualistyczna działalność społeczna wiąże się tu z polityką. Pomogła założyć sieć kontaktów obejmującą cały kraj. Program PaP piszą tysiące osób, według profilu ideowego, który schematycznie można określić trzema nazwiskami: Marks, Gramsci i Fanon.

 

Powrót Fanona

„Zwolennicy Black Power nie zwracają się do Gandhiego ani Tołstoja. Ich biblią jest Wyklęty lud ziemi. (…) Ta czarna młodzież amerykańska odwołuje się do poglądu Fanona, że tylko przemoc prowadzi do wyzwolenia” – Martin Luther King, gdy pisał te słowa, nie wiedział jeszcze, że oprócz Czarnych Panter, czy Malcolma X, myślami Frantza Fanona karmi się Organizacja Wyzwolenia Palestyny i cały szereg innych ruchów antykolonialnych. Dziś Fanona czytają europejskie ugrupowania lewicowe, z którymi dodatkowo związała się PaP, jak katalońska Kandydatura Jedności Ludowej (CUP), czy brytyjskie Momentum („lewa ręka Corbyna” w łonie Partii Pracy), tyle, że bardziej niż funkcja przemocy, interesuje je analiza europejskiego rasizmu i sytuacji postkolonialnej w Afryce, bardzo przydatna w pełni kryzysu migracyjnego.

38-letnia Viola Carofalo, która jest medialną twarzą PaP i właściwie stoi na czele tego ruchu, jest autorką książki o Fanonie. Uważa, że jego pojęcie „alienacji skolonizowanego” może mieć zastosowanie w innych sytuacjach i podziałach społecznych. W Polsce Fanon jest raczej mało znany, choć wyszła u nas w 1985 r. najważniejsza jego książka – Wyklęty lud ziemi, napisana ćwierć wieku wcześniej. Fanon zmarł w wieku 36 lat zaraz po jej pierwszym wydaniu we Francji, natychmiast skonfiskowanym przez policję jako niebezpieczna literatura wywrotowa. Trwała wtedy algierska wojna, a Fanon dołączył do powstańców. Psychiatra i eseista polityczny urodzony na francuskich Antylach, przeżył w 1944 r. „wybielanie oddziałów” wojsk kolonialnych walczących we Francji, on, którego wcześniej odznaczono za odwagę. Ówczesny francuski rasizm naznaczył go na całe życie.

Do powrotnej popularyzacji jego myśli przyczynił się film Görana Olssona Concerning Violence sprzed czterech lat. Kiedy minionej zimy członkowie PaP zajęli nieczynny kościół św. Antoniego w Neapolu, by go przystosować do przyjęcia bezdomnych, Viola Carofalo mówiła o Fanonie. Kościół jest największym posiadaczem nieruchomości w mieście, może nawet nie zauważył straty. Minęło ponad pół wieku od śmierci Fanona, a jednak przekonywanie Sartre’a, że „ta książka [Wyklęty lud ziemi] jest narzędziem uzdrowienia Europy”, „czytajcie ją, dowiecie się o sobie”, nie straciło aktualności.

 

Kamieni kupa

Najmłodsza z europejskich partii lewicowych działa w kontekście rosnącego zagrożenia neofaszyzmem. Ksenofobia przenika obie partie rządzące (Ligę i Ruch 5 Gwiazd), bo przydaje się, by zaciemnić rzeczywiste przyczyny włoskiego kryzysu. To nie przypadek, że PaP narodziła się na południu kraju, gdzie ten kryzys dotyka terytoria historycznie najgorzej uposażone. Bezrobocie jest tu prawie dwa razy wyższe niż na północy. Co drugi młody człowiek nie może znaleźć pracy, nie pomaga nawet wysokie wykształcenie. Według Gramsciego, to Południe najwięcej zapłaciło za zjednoczenie kraju (ekonomicznie i przelaną krwią). Zamiast żyć we Włoszech coraz bezwzględniejszych, coraz smutniejszych, biedniejszych i niesprawiedliwych, wybór tworzenia ruchu lewicowego, który rodzi się zastępując niewydolne państwo w pracy społecznej, był dla założycieli PaP jedyną wiarygodną opcją działania politycznego.

We Włoszech, podobnie jak w innych krajach, słowo „lewica” znacznie się zdewaluowało, więc Viola Carofalo, pytana, jak się określa, woli mówić, że jest komunistką. Ludzie PaP nie mogą kwalifikować jako lewicowej np. Partii Demokratycznej, która chciała uchodzić za centrolewicę, a wprowadziła neoliberalną ustawę „Jobs Act”, uśmieciowienie rynku pracy. PaP uważa, że pracą należy się dzielić, proponuje 32 godziny tygodniowo za tę samą płacę. Pragnie, jak mówił Gramsci, „pesymizmowi rozumu” przeciwstawić „optymizm woli”, zbudować ruch radykalny, jednoznacznie lewicowy. Wierzy, że zapełni pustkę polityczną po tej stronie politycznej sceny.

 

A kapitalizm?

Brak w tej chwili we Włoszech partii bardziej na lewo od PaP, która ma szanse na sukcesy wyborcze. W jednym ze swoich apeli podkreśla, że „Żadna partia nie mówi „ludzie są głodni, weźmy pieniądze, które bogaci historycznie ukradli”. Nie mówi też „zredukujmy wydatki zbrojeniowe i zatrudnijmy młodych w szkołach i szpitalach, bo nasz kraj się zapada”. Musimy obalić Jobs Act i rozpocząć program inwestycji publicznych”. Ten „populizm” został wykuty na blisko 160 wiecach i spotkaniach PaP w różnych częściach kraju, nie brak mu więc sprzeczności.

Trockiści podnoszą na przykład, że PaP źle robi broniąc konstytucji. Dla Potere al Popolo to sposób na utrzymanie prawnej siły przepisów antydyskryminacyjnych i zachowanie demokracji, gdy grożą jej ruchy neofaszystowskie. Ale w konstytucję jest też wpisany kapitalizm, prywatna własność środków produkcji. Dla części radykalnej lewicy PaP będzie więc zbyt ambiwalentna, nie tak radykalna, jakby chciała się widzieć. W efekcie ideowej „zdrady” Podemosu, czy greckiej Syrizy, pozostanie trochę podejrzana.

Jesienią młodzi Włosi, którzy nadali kształt partii, mają wybrać formę jej zarządu, co w sytuacji anarchistycznego braku zaufania do struktur pionowych nie będzie takie łatwe. A jednak ferment na miejscu nie słabnie, mnożą się kontakty europejskie, a „wariaci” twardo chcą zmienić świat w kierunku lewicowego humanizmu.

Odyseja „Aquariusa”

„Ten statek nigdy nie zobaczy włoskiego portu!” – odgrażał się jeszcze w sobotę Matteo Salvini. I rzeczywiście, „Aquarius” nadal szuka wśród europejskich państw chętnego, by przygarnąć uchodźców uratowanych u wybrzeży Libii.

 

Jest ich 141, w tym 67 dzieci bez opieki. Większość pochodzi z Erytrei i Somalii. Wielu z nich skarżyło się załodze, że byli przetrzymywani w obozach przejściowych w niehumanitarnych, urągających ludzkiej godności warunkach.

– Kiedy wkraczasz na terytorium Libii, zabierają ci paszport i drą go na kawałki na twoich oczach – relacjonował jeden z uratowanych Lekarzom Bez Granic. – Kiedy znajdziesz się w strefie granicznej i jedne drzwi już się za tobą zamknęły, a kolejne nie chcą się otworzyć, twoją jedyną drogą, aby wydostać się z tego więzienia, jest morze.

Migranci zostali uratowani w piątek i sobotę. Część z nich spędziła na morzu już 35 godzin. „Aquarius” zgarnął ich z dwóch łódek – od SOS Mediterranee i Lekarzy bez Granic. Następnie w sobotę 11 sierpnia próbował przebić do brzegu we Włoszech ale szef MSW Włoch powtórzył swój manewr z czerwca i kolejny raz nie wpuścił „Aquariusa”, każąc mu szukać innego portu.

W rozmowie z dziennikarzami RAI Stwierdził, że „Aquarius” jest własnością niemieckiego armatora i pływa pod banderą Gibraltaru. Potwierdził to na Twitterze minister ds. transportu Danilo Toninelli – i zasugerował w związku z tym, by statek przybił do portu w Libii lub Wielkiej Brytanii.

Ale Libia jest wykluczona. Szefowa SOS Mediterranee Sophie Beau powiedziała dla France Info, że „bezpieczny port to taki, w którym ludzie mogą uzyskać schronienie. Absolutnie nie gwarantuje tego Libia”.

Obecnie statek znajduje się niedaleko Lampedusy, gdzie czeka, aż któryś z unijnych krajów podejmie wreszcie decyzję. Przyjęcie uchodźców zaproponowała dziś Rada Miejska Barcelony, ale nie wyraził na to zgody rząd Hiszpanii, twierdząc, iż „nie jest to najbezpieczniejszy port”. Władze miasta stwierdziły, że w razie potrzeby ponowią ofertę. Sytuacja jest rozwojowa.

Jak Włochy pokochały pajaca

„Najpierw Włosi!” i „Zdrowy rozum w rządzie” – te dwa wielkie napisy królowały na scenie, gdy tydzień temu 45-letni Matteo Salvini, włoski wicepremier i minister spraw wewnętrznych, krzyczał z niej do 50-tysięcznego tłumu fanów swej partii, Ligi.

 

Wołał: „Co za nieopisane wzruszenie! Oto krzyk miłości rozlega się z Pontidy!”. Chodzi oczywiście o miłość ojczyzny. W jej imię zwolennicy „Il Capitano”, jak go nazywają, występowali w koszulkach z napisem „To mega-koniec dolce vita”, w ślad za swoim idolem, który powtarzał: „to koniec słodkiego życia dla nielegalnych imigrantów!”. Dzięki takiej właśnie retoryce wypłynął.
Pontida to mała miejscowość w Lombardii, na samej północy kraju, gdzie od lat obywały się zjazdy skrajnie prawicowej Ligi Północnej. Dziś to po prostu Liga, gdyż Salvini chcąc wygrać wybory porzucił ideologiczny regionalizm. Ba, do parlamentu wybrano go z Południa, z Kalabrii, o której mówił kiedyś, że „śmierdzi” i jest zamieszkana przez ludzi „leniwych”, którzy nie zasługują nawet na miano Włochów. Ale zmieniła się też sama symbolika historyczna Pontidy. To tu w 1167 r. zawiązano Ligę Lombardzką. Kiedyś miało to być odniesienie do marzenia o niezależności bogatej, przemysłowej Północy. Dziś to przede wszystkim nawiązanie do sprzeciwu średniowiecznej Ligi wobec zakusów Fryderyka I Rudobrodego, cesarza niemieckiego, jako uosobienia dzisiejszej Unii Europejskiej „pod niemiecką władzą”.
Jeszcze pięć lat temu Liga Północna mogła liczyć najwyżej na 4 proc. głosów. Odkąd jednak jej poprzedni wódz Umberto Bossi przegrał z Salvinim, popularność partii rośnie jak na drożdżach. „Jeszcze nigdy się nie zdarzyło, by w ciągu czterech miesięcy od wyborów jakaś siła polityczna prawie podwoiła swój wynik, przechodząc z trzeciego na pierwsze miejsce w kraju” – pisała skonsternowana „Corriere della Sera” obserwując partyjny zjazd.
Czwartego marca, w czasie wyborów, Liga zdobyła 17 proc. głosów, a dziś sondaże wskazują jej już 31,2 proc. intencji wyborczych, więcej od Ruchu Pięciu Gwiazd (M5S) Luigiego Di Maio, który ostatnie wybory wygrał, a teraz spadł na drugie miejsce. 59 proc. Włochów popiera Ligę w kwestii polityki imigracyjnej. „Nasza partia nigdy nie była tak silna, tak dobrze zorganizowana!” – obwieszczał z dumą Salvini w Pontidzie i nikt nie był w stanie temu zaprzeczyć.

 

Walec neoliberalizmu

Według danych z innego zjazdu – zjazdu światowej oligarchii w szwajcarskim Davos – 30 lat neoliberalizmu doprowadził0 Włochy do „prawidłowego” podziału bogactw: 20 proc. najlepiej uposażonych dysponuje 69 proc. bogactwa kraju, 20 proc. kolejnych ma 18 proc., a 60 proc. reszty obywateli musi zadowolić się pozostałymi 13 proc. dochodów. 10 lokalnych miliarderów, w tym dzisiejszy sojusznik Salviniego, „nieśmiertelny” Silvio Berlusconi, mają na kontach 86 miliardów euro, czyli ekwiwalent tego, co posiada pięć milionów włoskich rodzin robotniczych. Naturalnie propaganda neoliberalna unika pojęcia „nierówności społecznych”. Podobno jest przestarzałe.
Dzieła neoliberalnej prekaryzacji pracy dopełnił we Włoszech poprzedni rząd „centro-centro-centro-lewicy”, jak go nazywał z przekąsem znany reżyser Nanni Moretti. To on wprowadził ustawę ochrzczoną z angielska „Jobs Act” (by było „nowocześnie”), która dała właścicielom pełną wolność zwalniania z pracy. Oczywiście pod propagandowym pretekstem zwiększenia zatrudnienia, na który nabrano już wiele krajów. Wprost przeciwnie, redukcja ochrony pracowników nie ma żadnego związku statystycznego ze wzrostem zatrudnienia, lecz, jak każda prekaryzacja, wyłącznie ze wzrostem nierówności społecznych i po prostu wzrostem biedy, generalizacją życiowej niepewności. Na takim społeczno-gospodarczym tle wyrosły idee Salviniego. Idee bardzo proste – jest źle, bo do Włoch przybyli imigranci.

 

Mafia nie taka zła

„Reformy” neoliberalne prowadzone od czasów Berlusconiego najgorzej odbiły się na tak pogardzanym przez Salviniego Południu. Południowcom, jako „ofiarom nielegalnej imigracji” szef Ligi obiecywał więc przed wyborami powstrzymanie tejże i olbrzymie dofinasowania. Zachwycił więc, choć i wkurzył wielu ludzi. Roberto Saviano, autor światowego bestsellera „Gomorra”, krytykował rasizm jego języka, więc Salvini obiecał też oszczędności, mianowicie odebranie Saviano, od 12 lat zagrożonemu śmiercią ze strony mafijnych „rodzin”, państwowej ochrony policyjnej. Odtąd pisarz nie przestaje nazywać wicepremiera „pajacem” i uparcie przypominać pewne fakty.
Krótko przed wyborami w kalabryjskim Rosarno, skąd Salvini kandydował, na mityngu wyborczym 17 marca pierwsze rzędy zajmowali ludzie najsilniejszej włoskiej mafii ‘Ndranghety, przedstawiciele potężnych klanów Bellocco i Pesce. Saviano pisał: „A co powiedział Salvini? – Z czego słynie Rosarno? Ze swoich slumsów. Nie chcę niewolników. – Otóż całość slumsów Rosarno jest pod kontrolą ‘Ndranghety. Minister spraw wewnętrznych powinien to wiedzieć, chyba, że to pajac”. Liga dokonała gigantycznego oszustwa finansowego (na ok. 50 milionów euro) w związku z państwowymi zwrotami funduszy wyborczych. Dziś jej konta są zajęte przez komorników, więc by przyjmować pieniądze, stworzyła we współpracy z ‘Ngranghetą sieć fikcyjnych spółek i stowarzyszeń… „Il Capitano” polubił Południe nie bez powodu.

 

Polityczne wzorce

To przede wszystkim miliarder Donald Trump i skrajny nacjonalista Benjamin Netaniahu. W warstwie sloganów i zachowania jest wyznawcą pełnej „trumpologii”, jako metody na stałe przebywanie z przodu sceny publicznej. Jego tyrady, nieustanna obecność na Twitterze, „zadziorność” wobec mediów i przeciwników politycznych, wyrażanie opinii na wszystkie tematy, usunęły w cień zarówno jego koalicyjnego partnera Luigiego Di Maio z M5S, jak i premiera Conte, powiązanego raczej z tą drugą siłą polityczną. Spektakularna odmowa przyjmowania statków z rozbitkami, migrantami płynącymi z Libii, ma być odpowiednikiem „muru Trumpa” na granicy meksykańskiej.
W tym samym rejestrze imponuje mu postawa rządu izraelskiego, którego, jak wiele innych ugrupowań skrajnej prawicy w Europie, nie przestaje „uwielbiać” za konsekwentny nacjonalizm i przede wszystkim pomysł wyrzucenia „wszystkich” afrykańskich imigrantów. Już w czasie kampanii wyborczej, gdy obiecywał „deportować wszystkich” (jest ich ok. 600 tys.) powoływał się na „rozwiązanie izraelskie”, które nota bene jest w zasadzie niemożliwe do przeprowadzenia. Prezydenta Rosji Władimira Putina też „uwielbia”, by zagrać na nosie europejskiej polityce sankcji, na której Włochy dużo straciły.

 

Logika wymierania

Ledwo zaczął rządzić, już ma ambicje kontynentalne. W Pontidzie ogłosił „wielki europejski projekt”, stworzenia „Ligi Lig w Europie”, która „zjednoczy wolnościowe ruchy polityczne pragnące bronić swoich granic [przed imigracją] i dobrobytu swych dzieci”. Widzi tu m.in. francuskie Zgromadzenie Narodowe (RN – to nowa nazwa Frontu Narodowego Marine Le Pen), koalicję prawicy ze skrajną prawicą w Austrii i wschodnioeuropejską Grupę Wyszehradzką, przeciwną wszelkiej imigracji.
Nie wytrzymał Tito Boeri, bardzo szanowany szef INPS (włoskiego ZUSu). Mówił w parlamencie, że redukując imigrację Włochy będą tracić swoją populację w tempie co najmniej 700 tys. osób poniżej 34 roku życia co pięć lat, ze względu na prawdziwy upadek demograficzny, który kraj przeżywa na skutek „reform” neoliberalnych. Po prostu systematyczne pozbawianie ludzi bezpieczeństwa pracy prowadzi do zmniejszania się rozrodczości. Inaczej mówiąc, nie będzie kto miał zarabiać na emerytury, tym bardziej, że rząd Ligi/M5S chce ułatwić wcześniejsze przechodzenie w stan spoczynku. Salvini odpowiedział, że Boeri „chyba żyje na Marsie”. Ale jak długo potrwa jego optymizm?
Znany włoski socjolog Domenico De Masi narobił dużo zamieszania utrzymując, że optymizm Salviniego jednak potrwa. Nazajutrz po marcowych wyborach ogłosił, że „Salvini to prawica, która zje M5S, choć nie jest on z lewicy. Sytuacja jest alarmująca, przypomina czasy Marszu na Rzym [Mussoliniego, w 1922 r.]. Żaden z obu liderów nie ma poważnej kultury politycznej, ale szef Ligi jest bardziej przebiegły i nie ma hamulców”. Dla De Masiego Ruch Pięciu Gwiazd to „piasek” złożony głównie z „ignorantów”, podczas gdy Liga to twarda, faszystowska „cegła”, solidna, odporna. Jego zdaniem, sytuacja jest nawet gorsza niż w 1922: „Stany Zjednoczone jako jeden ze zwycięzców wojny, jawiły się w Europie jako kraj wyzwolicielski. Dziś jest na odwrót – USA są złym przykładem do naśladowania.”

 

Powrót do przeszłości

Poza tym, według jego analizy, Włochy, kraj, w którym wynaleziono uniwersytety, niszczy tę tradycję, mianując na ministerialne stanowiska ludzi ledwo z maturą (jak Salvini), a jedna trzecia posłów w ogóle nie ma żadnego dyplomu. Wreszcie w 1922 r. Włochy nie miały za sobą doświadczenia berlusconizmu, który regularnie ciągnął kraj w dół. Berlusconi przez 20 lat zajmował się tylko dbałością o swe przedsiębiorstwa i doprowadził do „mutacji antropologicznej” Włochów. Salvini natomiast doprowadzi do „mutacji politycznej”, i również w kierunku dołu. „Włosi nie są rasistami” – mówi De Masi, ale „mutacja antropologiczna” wyzwoliła ksenofobię, która każe widzieć obcego jako zagrożenie, szczególnie w momencie kryzysu gospodarczego. Salvini wywołał i uprawomocnił to pierwotne uczucie tak, że „mało kto wstydzi się dzisiaj określać jako rasista”.
Liga zawsze będzie potrzebowała wrogów, by rządzić. Ten trend rozlewa się po naszym kontynencie, społeczne „mutacje” znamy zresztą w Polsce. Włosi zapewniają sobie miraż ekskluzywnego „dolce vita” w podkutych butach, które słychać coraz dalej i dalej.