Również we Włoszech rośnie liczba zakażeń

Włosi zastanawiają się dlaczego.

We Włoszech rośnie liczba zakażeń Sars-CoV-2. W środę 12 sierpnia – 476, w czwartek 13 sierpnia – 522. W piątek 14 sierpnia zaś 574. Choć wciąż niewysokie w porównaniu z innymi krajami, to jednak są to już liczby alarmujące w stosunku do 150-200 przypadków, do których Włochy przyzwyczaiły się między czerwcem a lipcem. Sytuacja epidemii, choć „niekrytyczna”, pozostaje „płynna” i „daje znaki ostrzegawcze” – można przeczytać w cotygodniowym monitoringu Ministerstwa Zdrowia i Wyższego Instytutu Zdrowia. Nieznaczny wzrost liczby przypadków spowodował, że wskaźnik zakaźności R przekroczył wartość 1 w prawie wszystkich regionach Włoch. To czerwone światełko ostrzegawcze, którego nie można ignorować. Ogólna sytuacja jest jednak dobra w porównaniu z tym, jak wyglądała w minionych miesiącach. Jak wynika z biuletynu medycznego z 7 sierpnia, w szpitalach było 41 pacjentów na oddziale intensywnej terapii i mniej niż 800 hospitalizowanych z objawami. Nieco ponad 12 tys. osób przebywało w izolacji domowej, przechodząc zakażenie bezobjawowo. Wykonuje się też więcej testów. 7 sierpnia 2020 r, od początku epidemii we Włoszech wykonano ich łącznie 7 158 909, czyli 338 296 więcej niż w poprzednim tygodniu. Zmalała również liczba zgonów. Stabilizuje się z dzienną zmiennością na poziomie od 3 do 12. Łączna liczba zakażonych od początku epidemii to 250.566 osób. Wyzdrowiało 202.098 ludz.
Aktualnie zdecydowana większość zakażonych jest izolowana w domu (bez objawów lub z kilkoma symptomami). Nadal badana jest zdolność osób zakażonych bezobjawowych do przenoszenia wirusa na inne osoby i nie wyciągnięto jeszcze żadnych ostatecznych wniosków.
Jaka może być przyczyna wzrostu liczby przypadków zakażeń?
Zastanawiają się włoscy eksperci i stawiają trzy hipotezy: tzw. „zakażenia powrotne”, rozluźnienie norm, możliwość szybszego nadejścia drugiej fali epidemii.
Po pierwsze powodem niepokojącego wzrostu statystyk są nowe ogniska, które tworzą się na całym terytorium kraju. Na przełomie lipca i sierpnia odnotowano ich aż 736. Wszystkie zostały natychmiast odkryte i są pod kontrolą. Nie jest to niespodzianką dla włoskich ekspertów. Zjawisko brano pod uwagę jako konsekwencję zakończenia lockdown i ponownego otwarcia granic oraz odmrożenia działalności gospodarczej.
„Byliśmy świadomi, że czeka nas okres współżycia z wirusem. Musimy być szybcy, zdecydowani, zdeterminowani, aby w jak najkrótszym czasie wykryć i kontrolować nowe ogniska epidemii.” – mówił minister zdrowia Roberto Speranza.
Na szczęście chodzi o nowe, małe ogniska, a nie o zakażenie rozpowszechnione na całym terytorium, jak miało to miejsce w Lombardii na przełomie lutego i marca.
Włochy mają w tej chwili do czynienia z tak zwanymi „zakażeniami powrotnymi”. Najbardziej emblematycznym przykładem jest historia dwóch osiemnastolatek z Padwy, które wróciły z wakacji w Chorwacji, gdzie nie używały maseczek, ani innych środków ostrożności, a także ośmiu chłopców z Rzymu, którzy spędzali wakacje na Malcie. Wszyscy okazali się pozytywni na Sars-Cov-2, choć tylko dwoje miało gorączkę. Teraz istnieje obawa, że mogą zachorować ich bliscy. Również wśród Włochów wracających z wakacji z Grecji i Hiszpanii odnotowano zachorowania na Covid-19. Niepokoją powroty opiekunek osób starszych pochodzących z Rumunii, gdzie pod koniec lipca dzienna liczba zakażeń przekroczyła tysiąc. Autobusy przywożące osoby z tego kraju są objęte specjalnym nadzorem sanitarnym. Odnotowuje się przypadki osób pozytywnych wśród migrantów, którzy nielegalnie przypływają na włoskie wybrzeża. Wszystkim są wykonywane obowiązkowe testy, a zakażeni przechodzą kwarantannę. Największe ognisko koronawirusa wybuchło jednak w Treviso, wśród migrantów mieszkających od lat w dawnych koszarach, w warunkach higienicznych, które faworyzują szerzenie się epidemii. Z 309 osób 244 są pozytywne na koronawirusa. Strukturę zamknięto i poddano całkowitej izolacji. Migranci, głównie ciemnoskórzy, skarżą się, że zostali poddani reżimowi więziennemu.
We Włoszech niepokoi przede wszystkim szalona nocna movida, podczas której młodzież nie przestrzega żadnych zasad. Spadł średni wiek nowych pozytywnych: dziś wynosi około 40 lat, zarówno dlatego, że robi się więcej testów młodym ludziom, jak i ze względu na wzrost przypadków importowanych z zagranicy po wakacjach. Osoby starsze są dziś mniej zagrożone epidemią. Całkowita zmiana paradygmatu w porównaniu z marcem i kwietniem, gdzie średnia wieku chorych wynosiła 69 lat.
„Dziewczętom i chłopcom mówię: bądźcie ostrożni, ponieważ w tej chwili to wy jesteście głównym nośnikiem infekcji” – zaapelował minister Speranza do młodych Włochów.
Wyższy Instytut Zdrowia w swoim najnowszym raporcie stwierdził, że występują łańcuchy przenoszenia koronawirusa, gdzie trudno ustalić przyczyny zakażenia i podkreśla to, że epidemia Covid-19 we Włoszech jeszcze się nie skończyła.
Czy będzie druga fala?
Na to pytanie na dzień dzisiejszy nikt nie potrafi odpowiedzieć. Wszystko jest możliwe, gdyż trudno przewidzieć jak zachowa się wirus. Włoscy wirusolodzy nie są co do tego zgodni. Profesor Andrea Crisanti, członek Imerial College London, uważa, że druga fala epidemii może nadejść już pod koniec sierpnia, a więc znacznie wcześniej niż to przewidywano – czyli na jesieni. Massimo Clementi wirusolog z mediolańskiego szpitala San Raffaele twierdzi, że drugiej fali epidemii nie będzie i nie rozumie dlaczego rząd przedłużył stan kryzysowy. Massimo Galli, ordynator szpitala Sacco w Mediolanie jest zdania, że Włochy mogą uniknąć drugiej fali, ale trzeba być bardzo ostrożnym i wiele zależy od indywidualnych zachowań.
Włoski rząd do 7 września przedłużył obowiązek zachowania bezpiecznego dystansu, noszenia maseczek w pomieszczeniach zamkniętych i częstej dezynfekcji rąk. Według ostatnich sondaży wynika, że 27 proc. Włochów nie nosi maseczek. Oznacza to jednak, że pozostałe 73 proc. mieszkańców Italii stosuje się do zaleceń sanitarnych nakazanych przez władze i widać to na ulicach. W sklepach i w środkach transportu prawie wszyscy są w maseczkach. Wiele osób nosi maseczki na ulicach, gdy znajduje się w skupisku ludzi.
W Instytucie Spallanzani w Rzymie rozpoczęły się eksperymenty na ochotnikach z nową szczepionką przeciwko koronawirusowi, która powstała przy współpracy włoskich naukowców w Oxfordzie. Weźmie w nich udział 90 wolontariuszy między 18 a 85 rokiem życia. Przewiduje się, że pierwsza partia szczepionek – około pół miliona – będzie dostępna we Włoszech już pod koniec 2020 roku. Szczepienia nie będą obowiązkowe. Włochy przygotowują natomiast szeroko zakrojoną kampanię szczepień przeciwko grypie w tym sezonie jesienno-zimowym.
Fundacja Enaudi opublikowała protokoły Komitetu Naukowego odtajnione przez rząd. Wynika z nich, że 7 marca 2020 r., premier Giuseppe Conte podjął decyzję o wprowadzeniu lockdawn na terenie całych Włoch wbrew opinii Komitetu Naukowego, który zalecał tylko całkowite zamknięcie Lombardii. Fakt stał się oczywiście głównym powodem polemiki politycznej pomiędzy rządem a opozycją. Matteo Salvini z Ligi Północnej domaga się dymisji premiera i grozi, że stanie on przed sądem, za to, iż posadził w areszcie domowym miliony Włochów. Koalicja rządząca (Ruch 5 Gwiazd, Partia Demokratyczna, Italia Żywa) broni decyzji politycznych premiera i ministrów.
Kraj przygotowuje się do powrotu uczniów i studentów do szkół od września. Ma się to odbyć z zachowaniem zasad bezpieczeństwa. Komisarz specjalny ds. kryzysowych Domenico Arcuri ma przez miesiąc zapewnić odpowiednią liczbę pomieszczeń i pojedynczych ławek, aby odciążyć zatłoczone klasy. Na mocy kolejnego dekretu rządowego zdecydowano o otwarciu targów i rejsów wycieczkowych, dyskoteki i stadiony pozostają nadal zamknięte.
Włochy w trzecim etapie pandemii poradziły sobie znacznie lepiej niż inne kraje i wydają się być bardziej bezpieczne. Wszyscy jednak znów powrócili do sprawdzania codziennych statystyk zakażeń z bijącym sercem.

Trzeci etap wychodzenia z epidemii

Wreszcie pozdrowienia z Włoch, a nie z czerwonej strefy.

Włochy wracają do normalności szybciej, niż się tego wszyscy spodziewali. „Nowa normalność” nie jest wcale aż tak bardzo inna od tej starej.
Od 15 czerwca kraj wszedł w tzw. „trzeci etap” wychodzenia z kryzysu epidemiologicznego. Otworzono kina i teatry. W spektaklach i seansach zamkniętych może uczestniczyć do 200 osób. Można organizować koncerty i imprezy masowe na wolnym powietrzu z udziałem do 1 tys. osób. Dzieci mogą brać udział w obozach i koloniach letnich. Można przemieszczać się po całym terytorium kraju (respektując normy poszczególnych regionów) oraz wyjeżdżać za granicę do krajów UE i Wielkiej Brytanii. Nie można jeszcze uprawiać sportów grupowych i tańczyć w dyskotekach.
Nadal istnieją zakazy i ograniczenia. Wciąż obowiązuje nakaz noszenia maseczek w pomieszczeniach zamkniętych i w środkach komunikacji. Większa część Włochów nosi je również na powietrzu, gdy ma kontakt z innymi osobami. Obowiązuje nadal zakaz zgromadzeń w miejscach publicznych.
Zachowanie dystansu społecznego co najmniej jednego metra oraz częsta dezynfekcja rąk stały się normą.
Ostatnie 40 dni były dla kraju wielką próbą, być może nawet większą niż sama kwarantanna. Wyjście z domu po blisko dwóch miesiącach zamknięcia, powrót do codziennych obowiązków, odmrożenie gospodarcze, rozpoczęcie życia społecznego ze świadomością, że epidemia jeszcze nie wygasła i że nie ma pewności czy znów nie powróci. To było jak poruszanie się we mgle. Posuwanie się do przodu krok po kroku, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, kontrolując statystyki i krzywą epidemiologiczną. Podskórny strach, że z dnia na dzień może wybuchnąć jakieś nowe ognisko zakażeń, co doprowadzi do konieczności wprowadzenia powtórnego lock down, towarzyszył wszystkim.
Wróciła movida
Gdy 4 maja, po 55 dniach zniesiono oficjalnie kwarantannę i ludzie wyszli na ulice, czuć było wielką ostrożność i nieufność. Poszło dobrze. Lepiej niż się spodziewano. Transport publiczny, pomimo wielu zastrzeżeń, zdał egzamin. W tak wielkim i chaotycznym mieście jakim jest Rzym to stanowiło prawdziwe wyzwanie. Wiele osób zaczęło przemieszczać się na rowerze lub hulajnogach. Od 18 maja ruszył handel detaliczny, otworzono bary, restauracje, salony kosmetyczne i fryzjerskie (choć początkowo przewidywano ich otwarcie dopiero na 1 czerwca).
Ze względu na zachowanie dystansu, restauracje i bary musiały ograniczyć ilość stolików wewnątrz lokali, ale w zamian mają możliwość bezpłatnego ustawienia ich na zewnątrz. Nie wprowadzono ścianek z pleksi dzielących stoliki. Ludzie nie siadają naprzeciw siebie i obok siebie, jak dawniej, lecz naprzemiennie, opuszczając jedno miejsce, co pozwala zachować odległość. Kelnerzy obsługują w maseczkach i rękawiczkach. Karta dań jest w formie elektronicznej lub wypisana kredą na dużej tablicy. Włosi zaczęli znowu chodzić do restauracji, na aperitiwy, na kawę do baru. Lokale nie są jednak pełne. W wielu znacząco spadły obroty ze względu na brak turystów lub na smart working (osoby nie przychodzące do biura nie korzystają z usług gastronomicznych). Wszyscy z konieczności stali się bardziej oszczędni. Kryzys gospodarczy wywołany pandemią dotyka kieszenie. To przenosi się na handel i na usługi, i na całą gospodarkę.
Od dwóch tygodni otworzono ponownie również wielki rzymski pchli targ – Porta Portese. To miejsce, w którym w każdą niedzielę robi się największe ludzkie zbiorowisko. Wejścia są kontrolowane, reglamentowana ilość osób, obowiązują maseczki oraz pomiar temperatury. Wszyscy mają nadzieję, że to wystarczy i nie powtórzy się sytuacja, jak ta aktualnie w Pekinie. Zagrożenie wybuchu nowych ognisk koronawirusa i druga fala pandemii to nadal przerażające widmo.
Do włoskich miast wróciła movida. Rzymskie Zatybrze wieczorami znowu stało się gwarne i pełne młodzieży stojącej przed barem z napojami w ręku i cieszącej się życiem jak dawniej. Po dość burzliwym pierwszym weekendzie, podczas którego przez miasto przeszły hordy nowych lancknechtów, pozostawiając po sobie śmieci i maseczki jednorazowe, sytuacja społeczna jest trochę mniej napięta. Ludzie się wyluzowali. Może nawet za bardzo… – jak twierdzą niektórzy.
Włochy przeżyły już nie jedną epidemię i nie jedną kwarantannę w swojej długiej historii. Tutaj najlepszą bronią przeciwko zarazie i innym jej konsekwencjom jest zdrowy rozsądek. Miejmy nadzieję, że go nie zabraknie…
Do Włoch wracają turyści
Pierwsi pojawili się Niemcy. Plażują nad włoskim morzem, można ich spotkać nawet w Rzymie.
Od 3 czerwca do Włoch można przyjeżdżać na wakacje bez obowiązku kwarantanny. Nie wprowadzono osławionego „paszportu sanitarnego”, nad którym dyskutowano burzliwie i długo, ale który w przypadku Covid-19 nie miałby żadnego sensu. W poszczególnych regionach istnieją ściślejsze zalecenia, do których trzeba się zastosować – dotyczy to przede wszystkim rejestracji pobytu dającej możliwość kontaktu w przypadku podejrzenia o zakażenie Sars-Cov-2. Nie wprowadzono również brzydkich i nieekologicznych parawanów plażowych z pleksi na plażach, o których rozprawiały długo i namiętnie wszystkie media świata. Nie ma obowiązku używania internetowych aplikacji, przez które trzeba się rejestrować by wybrać się nad morze, rezerwując leżak i parasol. Na plażach obowiązuje zachowanie dystansu i higieny, no i oczywiście zdrowy rozsądek.
Przyjeżdżając do Włoch i przemieszczając się po kraju należy rezerwować hotele i promy z wyprzedzeniem, najlepiej internetowo. Właściciele hoteli, apartamentów i b&b mają obowiązek zachowania listy gości przez 20 dni, przestrzegając zasad ustawy o prywatności, w celu umożliwienia szybkiego kontaktu z nimi w przypadku podejrzenia o narażenie na zakażenie koronawirusem.
Od 1 czerwca ponownie otworzyły swoje podwoje Koloseum i Muzea Watykańskie (znajdujące się na terenie Państwa Watykańskiego), a także wszystkie inne włoskie muza i zabytki, tak chętnie zawsze odwiedzane. Choć nowe zasady wizyt są podobne, warto zawsze sprawdzić na stronach internetowych jak to wygląda w poszczególnych placówkach. Przede wszystkim ze względu na fakt, że została ograniczona ilość osób mogących dziennie odwiedzać zabytki i muzea – zakup biletów i rezerwacja terminu z konkretną godziną odbywa się przez internet. Została ograniczona liczebność grup. Przed wejściem jest mierzona temperatura i osoby z gorączką powyżej 37,5 stopnia C nie są wpuszczane do środka. Podczas zwiedzania obowiązuje maseczka i zachowanie dystansu przynajmniej 1 metra. Przed wejściem należy zdezynfekować ręce żelem umieszczonym w pojemniku. Nie można wymieniać się napojami (pić z tej samej butelki lub kubeczka plastikowego) i jedzeniem.
Już 18 maja została otworzona Bazylika św. Piotra, a 9 czerwca Panteon. Przed wejściem znajdują się termoskanery oraz dozowniki żelu dezynfekującego. Kolejka jest regulowana przez pasy wyznaczające na ziemi odległość przynajmniej jednego metra. Po długim okresie zamknięcia z powodu kwarantanny wejście do tych wspaniałych świątyń kultury i wiary jest niesamowitym przeżyciem.
Wreszcie ruszyła wystawa poświęcona Rafaelowi z okazji 500 rocznicy jego śmierci. Trudno jednak będzie ją obejrzeć, gdyż bilety zostały już praktycznie wysprzedane, choć ekspozycję w Scuderie del Quirinale przedłużono do końca sierpnia.
Rzym, w którym brakuje turystów, wydaje jest dobrze przygotowany na ich powtórne przyjęcie. Jest jak zawsze majestatyczny i zachwycający pięknem swoich zabytków. Znowu stał się hałaśliwy i chaotyczny, jak przed pandemią koronawirusa. Pod Fonatnną di Trevi jest już tłoczno. Wszyscy robią sobie selfie w maseczkach…
Teraz nas wszystkich czeka nowy sprawdzian – loty… Będziemy uczyć się latać ponownie, z większymi trudnościami, jak po 11 września…
Wreszcie dobre wiadomości
Patrzę z ulgą na statystyki z 16 czerwca 2020 roku i myślę o tych tragicznych dniach, w których pisałam „Pozdrowienia z czerwonej strefy” zaczynając od liczenia zmarłych… Od początku wybuchu epidemii we Włoszech patogenem Sars-Cov-2 zaraziło się łącznie 237.000 osób, zmarło 34.405, wyzdrowiało 178.526. Aktualnie według oficjalnych statystyk jest 24.569 osób pozytywnych, z czego 3.301 znajduje się w szpitalu, a 177 z nich wymaga intensywnej terapii. W ciągu ostatniej doby na koronawirusa zmarły 34 osoby. Aż 85 proc. wszystkich przypadków dotyczy Lombardii.
To wiadomości bardzo pozytywne, w porównaniu z tymi, jakie z frontu koronawirusa nadchodziły w marcu i kwietniu. Pandemia we Włoszech jeszcze nie wygasła, ale jest dobrze. „Wszystko będzie dobrze!” – głosiły napisy w oknach i na balkonach w czasie kwarantanny. Miejmy nadzieję, że tak będzie.
Cieszę się, że wreszcie pozdrawiam Was z Włoch, a nie z czerwonej strefy.

Włochy: krajobraz po bitwie

Pewien były polski Minister Kultury opowiadał kiedyś na antenie radia że jak był w Stuttgarcie to nie mógł się nadziwić jak pewna kobieta prawie codziennie myła czysty mur przylegający do fabryki Mercedesa. W końcu nie wytrzymał i spytał się czemu to robi. Odpowiedź była prosta: „żeby się nie pobrudziła”. Takiego zdrowego rozsądku i zapobiegawczości zabrakło większości państw europejskich przy pandemii Covid-19. We Włoszech koszt był bardzo wysoki. Ponad 33 tysiące ludzi zmarło, a gospodarka włoska może być kolejną ofiarą wirusa w Italii.

Rzym – miasto, które przez większość roku tętni życiem i wypełnia się zagranicznymi turystami oglądających atrakcje turystyczne, w tym liczne muzea, kaplice, place czy piękne ruiny będącymi  pozostałością po upadłym Cesarstwie Rzymskim, wita teraz żelem do dezynfekcji rąk przy granicy. Przyjeżdżają tu teraz głównie okoliczni mieszkańcy pragnący po wypiciu tradycyjnej filiżanki kawy zacząć powitanie miasta po prawie trzech miesiącach kwarantanny. Docierają też pierwsi turyści z innych części Włoch, co jest możliwe dzięki otwarciu granic regionów od 3 czerwca.
W kawiarniach takich jak Caffe Greco czy  też mojego ukochanego Caffe Teichner, znajdującym się przy  Placu S. Lorenzo in Lucina, obowiązują nowe zasady sanitarne. Personel pilnuje, by za dużo osób nie gromadziło się przy barze, gdzie serwowana jest kawa, bo zdecydowana większość mieszkańców Włoch pije kawę przy barze – stoliki są bardziej dla turystów. I tak kolejne osoby cierpliwie czekają na swoją kolej, a stoliki są w większości puste, co niestety psuje trochę atmosferę włoskiej kawiarni, gdzie w standardzie jest gwar, kolejka, dźwięk rozmów i stukania kolejnych filiżanek o blat.
Jak pamiętam swój czas w Rzymie to okolice Schodów Hiszpańskich, kojarzyły się głównie z trudnością przeciśnięcia się przez turystów i męczących lokalnych sprzedawców, którzy nagminnie chcieli mi wcisnąć jakiś bubel. Dziś te same okolice wydają się jak wyjęte z filmu Danny’ego Boyle’a „28 dni później”. Teraz można tam zrobić zdjęcia takie jakie dotąd możliwe było tylko o świcie.
Po zniesieniu licznych restrykcji w historycznym centrum otwartych jest już wiele restauracji i pizzerii, przede wszystkim tych odwiedzanych codziennie przez pracowników ministerstw, urzędów, różnych instytucji, kancelarii, firm. To dzięki nim trzymają się one na powierzchni. Podobna sytuacja dotyczy legendarnej kawiarni Giolitti, słynącej z wyśmienitych lodów, w której przed pandemią należało solidnie pracować łokciami aby dotrzeć do lady. Teraz przychodzą tam głównie rzymskie rodziny, a przede wszystkim deputowani i senatorowie, ponieważ tuż obok znajduje się Izba Parlamentu. Patrząc na to wszystko i mając w świadomości ile ofiar pochłonęła epidemia covid-19, to aż trudno uwierzyć kiedy życie na półwyspie apenińskim wróci do normalności. Mimo wszystko włosi robią co mogą aby uratować już i tak mocno podniszczony budżet kraju i odzyskać to co pochłonęła pandemia.
Sytuacja jest o tyle trudna, że trzy regiony, gdzie epidemia uderzyła najmocniej, czyli Lombardia, Piemont i Wenecja Euganejska wytwarzają 40 % PKB Włoch. Dalszy postój może okazać się dramatyczny w skutkach dla włoskiej i tak kulejącej gospodarki.
Już 3 czerwca Włochy jako pierwszy europejski kraj otworzyły swoje granice dla wszystkich członków strefy Schengen mimo że tego dnia odnotowano 321 zarażeń w całym kraju.
Nie wszystkie państwa skaczą ze szczęścia na myśl o turystach z Italii. Dla przykładu Grecy owszem otworzyli granice, ale mieszkańcy Lombardii po przylocie są zobowiązani do przejścia kwarantanny, a granica z Francją wygląda jak granice sprzed czasów wejścia w życie Strefy Schengen – niekończące się kolejki. Z tego co udało mi się ustalić to Włosi liczą przede wszystkim turystykę wewnętrzną na podstawie programu państwowego pod hasłem „Bel Paese” (tł. wł. Piękny kraj), ale jednak już teraz turyści z całej Europy i z Wielkiej Brytanii mogą wjeżdżać na Półwysep Apeniński, gdzie nie będą poddani kwarantannie.
Minister Spraw Zagranicznych Luigi Di Maio wyraził satysfakcję, że tego samego dnia władze Szwajcarii zapowiedziały, że również od 15 czerwca otworzą swą granicę z Włochami. „15 czerwca powinien być ważnym dniem europejskiej turystyki, bo zostaną otwarte granice, z nielicznymi wyjątkami” – ocenił włoski Di Maio. Jako jeden z tych wyjątków wymienił Austrię, z którą władze w Rzymie prowadzą rozmowy.
Powoli schodzą demony lokalnych restrykcji, czy jak to lubią włosi nazywać „lockdown” . Są ponownie otwierane muzea w tym również watykańskie. „Odrodzenie kraju zaczyna się od sztuki” tak pisały gazety, po tym jak Eike Schmidt, Dyrektor florenckiego Uffizi, po 85 dniach przerwy wydał zgodę na otwarcie jednego z najbardziej popularnych muzeów w Europie. raca również główny żywioł włoskiej rzeczywistości, czyli piłka nożna. Podobnie jak w Polsce we Włoszech najpierw ruszy gra o krajowy puchar. Już zostały rozegrane rewanżowe spotkania między Juventusem i Milanem, a także Napoli i Interem i już wiemy kto zagra w finale 17 czerwca. Wznowienie Serie A przewidziano na 20 czerwca i oficjalnie potwierdzono decyzję podczas wspólnej wideokonferencji ministerstwa sportu i krajowej federacji (FIGC – Federazione Italiana Giuoco Calcio). Do przeprowadzenia pozostało tylko 13 kolejek. Pojawia się też pytanie co z okienkiem transferowym.
Niestety wciąż sektor służby zdrowia odnotowuje największe straty. Według Pierluigi Mariniego, przewodniczącego Włoskiego Stowarzyszenia Chirurgów Szpitalnych (ACOI – Associazione Chirurghi Ospedalieri Italia), który jest jednocześnie ordynatorem oddziału w rzymskim szpitalu San Camillo z powodu blokady szpitali w związku z covid-19 w całych Włoszech nie wykonano około 600 tys. planowanych operacji, w tym połowy ze 100 tys. planowanych zabiegów onkologicznych. Szpitale będą musiały teraz przyjmować o wiele więcej pacjentów niż planowano, żeby nadrobić stracony czas.
To będzie trudne do wykonania, zwłaszcza że wciąż obowiązują ograniczenia. Tymczasem politycy koalicji rządzącej spierają się o to, czy i jak korzystać z europejskiej pomocy. Ruch 5 Gwiazd, większy z koalicjantów rządowych, nie jest zainteresowane Europejskim Mechanizmem Stabilności, w ramach którego Włochy mogłyby otrzymać prawie 40 mld euro nieoprocentowanej pożyczki.
Z kolei koalicyjna Partii Demokratycznej, popierająca pomysł z użyciem pożyczki od Unii Europejskiej uważa, że rezygnacja z niej była zwyczajną głupotą. Jako przykład podają sytuację wybudowania nowego szpitala, kiedy pojawia się wybór: 4-5-proc. Kredytu w banku albo zero odsetek w ramach wyżej podanego programu unijnego.
Niestety wciąż Ruch 5 Gwiazd jest przywiązany jest do swojej idei antyeuropejskości oraz poczucia autonomii i braku zależności wobec Brukseli, ale tak zwyczajnie rezygnować z europejskich pieniędzy mogą tylko ci, którzy je posiadają, a to niestety od dawna nie jest przypadek Włoch.
W tym całym krajobrazie po bitwie nietrudno nie zauważyć złośliwy uśmiech na twarzy byłego koalicjanta Ruchu 5 Gwiazd – Matteo Salviniego. Z jednej strony może czuć niezadowolenie, że od jesieni 2019 nie jest już w ekipie rządzącej oraz że nie doszło do wyborów w których jego ugrupowanie mogło nawet uzyskać wynik nawet 35% i mieć teoretyczne szanse na samodzielne rządy, ale z drugiej strony teraz w żaden sposób nie może współodpowiadać za wywołany przez epidemią covid-19 kryzys na półwyspie apenińskim, wręcz może śmiało atakować ekipę rządzącą, że sobie nie poradziła w tak trudnej sytuacji.
Jak wiadomo wielkie kryzysy są okazją do wielkich zmian gospodarczych i społecznych, jak również każdy kryzys daje możliwość do przejęcia inicjatywy w przeprowadzeniu ruchów politycznych i stopniowego przełożenia tego na odpowiednią retorykę, a przewodniczący dawnej Ligii Północnej widząc na horyzoncie nowe możliwe ruchy może tylko szykować się. Istnieje szansa, że Włochy mają najgorsze za sobą, tylko pozostaje pytanie co będzie potem.
Mimo wszystko we Włoszech pojawiają się nowe zakażenia, które wykrywa się niemal w całym kraju, możliwe są ich nowe ogniska.
Dane podane przez włoskie Ministerstwo Zdrowia, nie są zbyt pocieszające. Epidemia, jak wynika z raportu sporządzonego na podstawie danych z pierwszego tygodnia czerwca, nie skończyła się mimo ogólnej poprawy. Można mieć tylko nadzieję, że takie koszmarne widoki jak wojskowe ciężarówki wywożące trumny z Bergamo może się nie powtórzą.

Tak otwierają się Włochy po kwarantannie

Od 4 maja Włochy przechodzą na 2 etap zmagań z pandemią Covid-19. Kończy się kwarantanna trwająca 55 dni, prawie dwa miesiące. Zaczynamy się „otwierać” powoli. Współżyć z wirusem w nowej normalności.

Od 4 maja będzie można poruszać się po mieście i po regionie z powodów zawodowych, zdrowotnych, sportowo-rekreacyjnych, a także w celu odwiedzenia najbliższych. W dalszym ciągu trzeba mieć przy sobie oświadczenie (obowiązujące do 18 maja). Zostaną otwarte parki i ogrody, do których jednak będzie mogła wchodzić ograniczona liczba osób. Sport można uprawiać w pojedynkę, zachowując bezpieczną odległość przynajmniej 1 metra. Do pracy wrócą rzemieślnicy. Ruszy handel hurtowy. Punkty gastronomiczne będą mogły sprzedawać jedzenie na wynos, do konsumpcji w domu lub w miejscu pracy. W środku lokali gastronomicznych może przebywać 1 osoba na 40 m2, przed lokalem nie można tworzyć zgromadzeń. Używanie maseczek będzie obowiązkowe w transporcie publicznym, w sklepach, w biurach, w każdym miejscu pracy, we wszystkich miejscach zamkniętych i w tych na zewnątrz, gdzie nie jest możliwe utrzymanie bezpiecznego dystansu. Również spotkania z najbliższymi będą odbywać się w maseczkach. Maseczki chirurgiczne będą sprzedawane w cenie narzuconej z góry przez rząd – 0,50 euro i powinny być już dostępne.
Ruszy przede wszystkim transport publiczny. Do autobusów będzie mogła wsiadać tylko ograniczona ilość osób i zajmować wyznaczone miejsca. Jeżeli autobus ma komplet pasażerów, może nie zatrzymać się na przystanku. W metrze będą kontrole ilości pasażerów i znaki świetlne umożliwiające im wsiadanie z zachowaniem bezpiecznej odległości. Bilety wskazane jest nabywać w automatach. Zachęca się do przemieszczania na rowerach i hulajnogach.
W mieście tak wielkim i chaotycznym jak Rzym, aż trudno sobie wyobrazić jak będzie wyglądała teraz jazda komunikacją miejską. Strach pomyśleć jakie szykują się korki na ulicach i problemy z parkowaniem, gdyż większość osób woli unikać autobusów i metra. Pora pożegnać się z czystym powietrzem, jakim oddychaliśmy w czasie kwarantanny.
Od 18 maja ruszy handel detaliczny i zostaną otwarte sklepy, w których będą obowiązywać takie same zasady, jak wszędzie. Otwarte zostaną muzea i biblioteki. Ruszą treningi grupowe, z zachowaniem zasad ostrożności.
Dopiero od 1 czerwca mają otworzyć bary i restauracje, salony kosmetyczne i fryzjerzy, przestrzegając rygorystycznych obostrzeń. To poważny problem, gdyż wiele osób z tej branży po trzech miesiącach przestoju i zmniejszeniu ilości klientów, może już nie otworzyć biznesu lub szybko splajtować. Przewiduje się, że kryzys dotknie 30 proc. lokali w branży restauracyjnej oraz 60 proc. salonów kosmetycznych i fryzjerskich.
17 czerwca rozpoczną się matury – tylko egzamin ustny. Powrót fizyczny uczniów do szkół i na uniwersytety jest przewidziany dopiero od września, choć myśli się o obozach letnich dla dzieci, które mają być próbą tego, jak będzie wyglądać otwarcie żłobków i przedszkoli. Co do tego nie ma jeszcze żadnych wskazań.
Od 4 maja zostaną wznowione również pogrzeby z udziałem 15 najbliższych osób, na wolnym powietrzu. Także duchowni są zobowiązani do noszenia maseczki i do mierzenia temperatury przez skaner. Rząd nie wydał jeszcze zezwolenia na celebrowanie mszy. Odpowiednie normy są opracowywane – najprawdopodobniej na razie tylko na wolnym powietrzu, bez całowania relikwii i bez przyjmowania hostii. Episkopat Włoch zaprotestował, ale papież Franciszek upomniał wszystkich: „Przeciwko pandemii ostrożność i respekt norm, aby zło nie powróciło”.
Od maja ma funkcjonować również App Immuni (Odporni) ostrzegająca, czy znaleźliśmy się w bliskim kontakcie z osobą zakażoną Covid-19. App nie jest obowiązkowa i nie opiera się na systemie geolokalizacji. Zadziała tylko jeśli zainstaluje ją przynajmniej 60 proc. Włochów. Inaczej okaże się bezużyteczna. Czy tak się stanie? – nie wiadomo. Będą prowadzone również testy serologiczne.
Wszystko to stanie się oczywiście pod warunkiem, że wskaźnik zakażalności Sars-CoV-2, spadnie poniżej 1 – czyli R0 (jedna osoba zaraża mniej niż jedną osobę). W lutym, gdy wybuchła epidemia R wynosił ponad 3 (jedna osoba zarażała co najmniej 3 osoby). Sytuacja epidemiologiczna we Włoszech poprawiła się. We wszystkich regionach Włoch wskaźnik zakażalności spadł poniżej 1. Jednak Lombardia i Piemont nie są jeszcze w pełni gotowe, by przejść do 2 etapu. Od początku epidemii całkowita oficjalna liczba zakażonych przekroczyła 200 tys., analizy matematyczne wskazują jednak, że najprawdopodobniej jest ich około 4 mln.
Program otwierania się Włoch, przedstawiony przez premiera Giuseppe Conte 26 kwietnia, wzbudził wiele protestów. Niektórzy oczekiwali, że nastąpi – jeżeli nie całkowite, to przynajmniej większe otwarcie. Modele matematyczne rozwoju epidemii w tym kraju przewidują jednak, że gdyby otworzono wszystko od razu 4 maja – wskaźnik R szybko wzrósłby do 2.25, czego wynikiem byłoby 150 tys. osób wymagających terapii intensywnej do końca roku. Na początku wszyscy pomyśleli, że to pomyłka, jakiś lapsus. Jednak szef Krajowego Instytutu Zdrowia Silvio Brusaferro potwierdził, że takie dane przedstawił premierowi Conte komitet naukowy wspierający rząd. W tej chwili Włochy mają 9 tys. miejsc na terapii intensywnej (przed wybuchem epidemii było 5 tys.) na 60 mln mieszkańców. Kiedy Włochy wchodziły w kwarantannę 10 marca 2020 r., było 619 nowych zakażeń i 168 nowych zmarłych w ciągu 24 godz. 26 kwietnia, gdy podjęto decyzję o przechodzeniu na 2 etap dane te wynosiły: 2324 nowych zakażeń i 260 zmarłych w ciągu doby. Na dzień dzisiejszy we Włoszech zmarło 27.682 osób, w tym 323 tylko w ciągu ostatniej doby.
Premier Conte zapowiedział również, że jeżeli dane epidemiologiczne polepszą się, nastąpi szybsze odmrożenie gospodarki.
Sytuacja ekonomiczna we Włoszech jest bardzo trudna. Szacuje się, że w pierwszym semestrze kraj utracił od 6 do 10 proc. PKB. Aż 44 proc. osób we Włoszech obawia się, że na skutek pandemii Covid-19 utraci pracę i żyje w niepewności. Recesja, która dawała znać o sobie przed wybuchem epidemii i trwała od kryzysu w 2008 r,. teraz może stać się depresją. Wiele osób uważa, że lepiej otworzyć wszystko, bo za chwilę Włochy będą umierać nie na Covid-19, lecz z głodu. Powrót do normalności jaką znaliśmy sprzed 10 marca 2020 r., jest jednak niemożliwy i oznaczałby w ciągu roku drugą falę epidemii oraz całkowitą zapaść zarówno sanitarną, jak i gospodarczą.

Uroki pandemii w 50 rocznicę Dnia Ziemi

Patrzę na zdjęcie z lat 20-tych ubiegłego wieku. Ojciec, matka, wujek, trójka dzieci i kot. Wszyscy w białych, płóciennych maseczkach. Kot też. Zdjęcie zostało zrobione sto lat temu, w okresie „hiszpanki”. Najprawdopodobniej już w czasie „drugiego etapu”, czyli powrotu do „normalności” po kwarantannie.

Nowa „normalność” to pojęcie do którego trudno się przyzwyczaić. Jak będzie wyglądać? Już mniej więcej wiemy i staramy się ją sobie wyobrazić. Wszyscy będziemy nosić maseczki i rękawiczki. Nie wiemy jak długo. Długo. Najprawdopodobniej do wynalezienia szczepionki.
W Rzymie nie ma jeszcze powszechnego obowiązku zakrywania twarzy. Powody są dwa. Po pierwsze nie ma maseczek. Po drugie wciąż są wątpliwości jaki jest efekt ich noszenia…
Większość ludzi przychodzi do sklepu w maseczkach (także własnej roboty) i rękawiczkach. Efekt psychologiczny. Wszyscy czujemy się bezpieczniej. Przypomina mi się rozczulająca scena z pierwszych dni kwarantanny we Włoszech. Starszy, samotny pan podchodzi do policjanta w Turynie i pyta go, czy on może mu pomóc założyć jego maseczkę, zanim wejdzie do sklepu, bo tak będzie się czuł bezpieczniej…
Kwarantanna – to słowo wymyślono w starożytnym Rzymie i pochodzi od liczebnika czterdzieści. Tyle dni trwała izolacja zadżumionych. Czterdzieści dni czekały statki w porcie, zanim ich pasażerom pozwalano zejść na ląd. Na czterdzieści dni zamykano bramy miasta, gdy wybuchła gdzieś zaraza. Przez czterdzieści dni izolowano chorych na Wyspie Tiberina – albo tam zmarli, albo przeżyli.
Po czterdziestu dniach kwarantanny udało mi się wreszcie uszyć maseczkę z getrów do jogi… Doszłam do wprawy. Kiedy skończy się pandemia może zrobię wystawę tych dzieł sztuki. Długa była do tego droga. Obejrzałam na You Tube kilkanaście filmów. Pocięłam podkoszulki, rajstopy, getry.
Teoretycznie maseczkę można zrobić ze wszystkiego. Teoretycznie… Pod warunkiem, że ma się w domu zszywacz i zszywki, gumki do włosów lub przysłowiową gumę z majtek. Mnie kwarantanna zastała tylko z taśmą klejącą.
„Co to? Majtki teściowej?” – zapytał mnie mąż gdy zobaczył mój pierwszy prototyp uszyty ręcznie z poszewki na poduszkę. – „Załóż to sama. Nie będę w tym chodził.” Drugi prototyp zrobiłam z przepaski do włosów i wkładki do sportowego stanika. Znowu wyszły mi „przedpotopowe gacie ”. Trzeci z jedwabnej chustki, z filtrem z papieru do pieczenia. Dało się w tym chodzić, ale można było się udusić. Z maseczką-origami z papieru do pieczenia i papierowego ręcznika, złożonego w harmonijkę, z gumkami od weków przyklejonymi taśmą poszło już lepiej. Kiedy pojawiliśmy się w nich w sklepie, znajomy właściciel wybuchł śmiechem. Zlitował się i dał nam cztery chińskie maseczki jednorazowe. Wielka radość trwała jednak krótko.
„Maseczki dla króliczka Bunny” – tak je określił mityczny gubernator Kampanii, Vincenzo De Luca, gdy rząd przysłał mu je dla lekarzy w szpitalach. Są tak małe, że gdy założyliśmy je po raz pierwszy zerwały się gumki. Musiałam przyszywać je ręcznie.
„Darowanemu koniowi w zęby się nie patrzy” – stare przysłowie staje się dziś aktualne, zwłaszcza gdy chodzi o maseczki. Chińskie maseczki jednorazowe trzeba używać kilka razy. Po powrocie do domu są zdejmowane z uwagą, jeszcze w rękawiczkach, a następnie odwieszane w bezpiecznym miejscu na przynajmniej dobę. Później dezynfekcja parą z żelazka. Przy dezynfekcji żelazkiem jedna maseczka z flizeliny przypaliła mi się i dziurę musiałam zakleić taśmą, by iść do sklepu. Podczas kolejnej dezynfekcji parą, doszło do spięcia w żelazku i wyskoczyły mi korki.
Takie uroki pandemii…
Wiem, nie ja jedna przez to przeszłam. Te same kłopoty ma 4,5 miliarda osób. Na Facebooku widziałam już wszystko. Ludzi w foliówkach na głowach, w pieluchach na twarzy, z butelkami plastikowymi na gumkach, z gąbkami, ze skórkami połówek pomarańczy, z połówką bulwy fenokuła. Widziałam zdjęcia dzieci w Afryce, które mają maseczki plecione z palmowych liści i zdjęcia matki, która w Strefie Gazy zakłada dzieciom na twarz duże liście kapusty przywiązane sznurkiem.
Widziałam piękne jednorazowe maseczki na pomnikach w ramach reklamy noszenia maseczek. Widziałam wieczorowe maseczki ze staników z koronkami i perełkami. Zajebiste maski z filtrami FFP3 i super fantastyczne „kominy” wielofunkcyjne z materiałów hi-tech z wymienianymi wkładkami filtrującymi. Maseczki ekologiczne z zielskiem zamiast filtrów. „Kosmiczne” wizjery z plastiku, wizjery przypinane do kapeluszy, a także wizjery domowej roboty z opaski na włosy i plastikowej okładki na dokumenty. Widziałam muzułmańskie hidżaby z maseczkami i maseczki z suwakiem do przyjmowania komunii.
Widziałam już tyle, że sama nie wiem czy trwa pandemia Covid-19, czy Karnawał 2020 jeszcze się nie skończył…
Ale wróćmy do rzeczy. Od trzech dni również i ja mam twarzową maseczkę (z getrów do jogi, z gumkami, które wyciągnęłam z pokrowca na fotel). Jakoś się w niej wygląda. No ale co z tego, skoro tak naprawdę przed Sars-CoV-2 ona mnie nie uchroni…
Włoski wirusolog, doktor Stefano Montanari, powiedział w programie radiowym: „Te maseczki domowej roboty mogą co najwyżej zatrzymać indyki, a nie wirus o wielkości 120 nanometrów. To tak jak zrobić prezerwatywę na szydełku. Jeżeli nie są odpowiednio zmieniane i dezynfekowane, jest ryzyko przyklejania sobie do twarzy wszystkich możliwych bakterii i wirusów, nie mówiąc już o tym, że oddychamy dwutlenkiem węgla”.
W stosunku do rękawiczek jednorazowych był jeszcze bardziej bezwzględny: „Są gorsze. Przenoszą wszystkie możliwe zarazki i wirusy. Kasjerka ma na nich wszystko. Jedyną ochroną przed wirusem jest mycie rąk”.
Na temat maseczek jednorazowych czytałam już tyle rzeczy, że sama nie wiem co o tym wszystkim myślec. Jeden z artykułów tłumaczył, że z ostatnich badań wynika, iż wirus Sars-CoV-2 może utrzymywać się na nich aż do 7 dni. Powstaje więc poważny problem jak i gdzie wyrzucać maseczki jednorazowe, które tak naprawdę chronią nas nie dłużej niż do 6 godzin. Później trzeba je ostrożnie zmienić i szybko się ich pozbyć.
Tymczasem Włochy (jak i zresztą wiele innych państw) przygotowują się do przejścia na etap drugi, czyli wychodzenie z kwarantanny i powrót do „nowej normalności”. Włoskiemu rządowi udało się wreszcie zgromadzić 49 mln maseczek jednorazowych, przeznaczonych dla tych, którzy wrócą do pracy w sektorze publicznym. Zostaną rozdane za darmo.
Aby przejść do drugiego etapu pandemii, nauczyć się współżyć z Covid-19 i jakoś funkcjonować do czasu wynalezienia szczepionki oraz zaszczepienia wszystkich, ludzkość będzie potrzebować miliardów maseczek jednorazowych.
Już dziś widzę na rzymskim bruku pierwsze porzucone maseczki i rękawiczki. Na Facebooku oglądam zdjęcia rybaków w Indich, którzy zbierają na plażach i wyławiają z oceanu maseczki i rękawiczki.
Maseczki i rękawiczki… – boję się pomysleć jak będzie wyglądał świat, gdy skończy się Covid-19.
Jedno jest pewne. Po czym poznamy, że pandemia skończyła się definitywnie? Kiedy będą oferować trzy maseczki w cenie jednej…
Patrzę na to niezwykłe zdjęcie z lat 20-tych ubiegłego wieku, zrobione w czasie „hiszpanki” (ojciec, matka, wujek, trójka dzieci i kot, wszyscy w białych, płóciennych maseczkach, kot też) i przychodzą mi dwie refleksje. Po pierwsze: kto wie jak my będziemy wyglądać na zdjęciach, które pozostaną po nas z czasów pandemii Covid-19 z 2020 roku i kto wie, jak będą patrzeć na nie ci, którzy będą się zmagać z kolejną pandemię za sto lat? Po drugie: czy nie moglibyśmy powrócić do białych, bawełnianych maseczek, które można prać, prasować, suszyć na słońcu, sterylizować w mikrofalówce i moczyć w spirytusie do woli? Wszystkie wielkie zarazy w historii, ludzkość przetrwała nosząc takie właśnie maseczki. Przynajmniej wychodzi się w nich dobrze na zdjęciach.
Używając jednorazówek myślcie nie tylko o waszym zdrowiu, ale i o zdrowiu Planety.
Człowiek nie może żyć w zdrowiu, gdy Ziemia choruje z jego przyczyny.

Włoski lockdown

Czwartek, 26.03.2020 – 62.013 osób zarażonych wirusem Sars-CoV-2, (+ 4.492 od wczoraj). Zmarło 8.165 (+ 662). Wyzdrowiało 10.361 (+ 999). We Włoszech łączna liczba zakażeń patogenem od początku epidemii to 80.539 osoby. W szpitalach znajdują się obecnie 24.753 chorych, 3.612 przebywa na terapii intensywnej. 33.648 osób pozytywnych przechodzi kwarantannę w domu. Wykonano 361.060 testów.

Liczby przerażają i można się spodziewać, że i jutro będą jeszcze bardziej przerażać. Nie osiągnęliśmy jeszcze szczytu krzywej epidemiologicznej i nie wiadomo kiedy ją osiągniemy. Może w przyszłym tygodniu. Przywykam już do lektury i interpretacji tych liczb, a czas, w którym odnotowywano kilku zmarłych i kilkuset pozytywnych na Covid-19 wydają mi się odległe, jak wieczność. A przecież było to miesiąc temu…
Tendencje
Tym, którzy nie zrozumieli jeszcze czym jest Covid-19, może wydawać się to dziwne, ale przez ostatnie trzy dni był powód do umiarkowanego optymizmu. Liczby – choć tak wysokie – miały lekką tendencję spadkową. Przyrost dziennych zarażeń utrzymywał się na poziomie 8%, a nie 19%… Dziś znowu niepokój w Lombardii i w Piemoncie.
We Włoszech, 25 marca wszedł w życie kolejny dekret rządowy, który kwarantannę zmienia w lockdown. Tak jak wszyscy Włosi straciłam już rachubę dekretów premiera Giuseppe Conte, choć starałam się ich doliczyć.
Środowej i czwartkowej konferencji nie poprowadził szef Obrony Cywilnej, Angelo Borrelli. Miał gorączkę. Test na Sars-CoV-2 okazał się na szczęście negatywny. Niestety pozytywny okazał się test Guido Bertolaso, byłego szefa OC w czasach Berlusconiego, który kilka dni temu został doradcą gubernatora Lombardii Attilio Fontana i koordynatorem budowy wielkiego szpitala Covid-19 w stylu Wuhan, który ma powstać w ciągu 10 dni na obszarze obiektów targowych w Mediolanie. Bertolaso został hospitalizowany. Nowy mediolański szpital zacznie działać już w przyszłym tygodniu. Podobny jest już w budowie w regionie Marche, gdzie pogarsza się sytuacja epidemiologiczna.
Czekając na koronę
Pozytywny na Sars-CoV-2 jest również książę Karol, następca tronu Anglii. W mediach społecznościowych pokazał się niesmaczny mem: „Tak długo czekał na koronę…”
W środę 25 marca zakończył się oficjalnie lockdown w prowincji Hubei, trwający od 23 stycznia. 63 dni całkowitego zamknięcia… Wuhan – będzie miastem otwartym od 8 kwietnia.
Horyzont, choćby odległy jest zawsze czymś lepszym niż pustka na oceanie, w czasie szalejącej pandemii, która ogarnia cały świat. Mam wrażenie, jakbyśmy płynęli na jakimś statku widmie z podartymi żaglami, podczas wielkiego sztormu.
Od 24 marca kwarantannę rozpoczęły Indie, a 28 marca przystąpi do niej Rosja. Niektórzy mogą jeszcze biegać po parku, innym zostało to już zabronione. Zatrzymało się pół świata… Ponad 2,6 miliarda osób nie wychodzi z domów, z powodu pandemii. Zwiedzam przez chwilę świat palcem po Facebooku. Opustoszały Rzym, Mediolan, Paryż, Berlin, Barcelona, Kraków, Nowy Jork. Krajobraz apokaliptyczny. Nie zobaczylibyśmy tego nigdy na żadnym filmie o końcu świata… Miejmy nadzieję, że drony, które już wkrótce będą nadzorować ludzkość to zarejestrują.
No cóż, zawsze myślisz, że coś Cię nie dotyczy, a później, zanim się obejrzysz, kończysz w „czerwonej strefie”… – napisałam 11 marca.
Za progiem załamania
Scenariusz we Włoszech, a zwłaszcza w Lombardii, coraz bardziej przypomina to, co działo się w Wuhan. Najbardziej poszkodowanym miastem jest dziś Bergamo – serce gospodarcze północnych Włoch. Tamtejszy szpital Giovanni XXIII jest już na progu załamania. Niektórzy lekarze wystosowali list do „New England journalist of medicine”, alarmując, że epidemia wymyka się spod kontroli, i że „To, co dzieje się w zamożnej Lombardii, może wydarzyć się wszędzie”. Brakuje wentylatorów, tlenu, leków i środków ochronnych dla personelu medycznego – czyli maseczek i rękawiczek.
„Włoscy lekarze są bohaterami” – oceniła Międzynarodowa Organizacja Zdrowia. Liczba personelu medycznego zakażona wirusem Sars-CoV-2 wynosi obecnie 6205 osób (liczby wzrastają codziennie). Zmarło 36 lekarzy. Wczoraj odeszło trzech w Bergamo. Personel medyczny pracuje po 10-12 godzin. Jeżeli raz założy się kombinezon ochronny, maskę i okulary – nie można już iść do toalety, zjeść lub pić, aby się nie zarazić (a później nie zarażać innych). Niektórzy lekarze i sanitariusze pracujący w szpitalach Covid-19 na pierwszej linii frontu, zdecydowali się nie wracać do własnych domów, by nie narażać rodzin. Żyją w samoizolacji. Do pomocy lombardzkiej służbie medycznej zgłosili się specjaliści z całego kraju. Tymczasem w niektórych miastach na bogatej Północy pojawiły się ogłoszenia: „Nie wynajmujemy personelowi medycznemu ze szpitali Covid-19”. Lekarze rodzinni, którym postawiono teraz zadanie, by szukać w terenie ukrytych przypadków, zostali wreszcie wyposażeni by iść na front i walczyć z ukrytym wrogiem: 5 maseczek chirurgicznych, pudełko rękawiczek jednorazowych i pół litra płynu do dezynfekcji. Więcej nie ma nawet w bogatej Lombardii… Gubernator Attilio Fontana apeluje o pomoc: „Potrzebujemy wyspecjalizowanych lekarzy, którzy dadzą zmianę naszym oraz środków sanitarnych: maseczek, rękawiczek, kombinezonów i respiratorów.
Z dodatkowymi patologiami
Ale dlaczego tyle osób umiera w Lombardii? To pytanie przez blisko miesiąc zadawali sobie wszyscy. Stawiano różne hipotezy. Główną przyczynę upatruje się w tym, że Covid-19 zabija osoby starsze, z dodatkowymi patologiami, a Włochy to kraj ludzi długowiecznych, gdzie seniorzy mają ożywione relacje społeczne. Próbowano udowodnić, że infekcje wirusowe są częstsze tam, gdzie jest większe zanieczyszczenie atmosferyczne.
W wywiadzie udzielonym 23 marca 2020 dziennikowi „La Repubblica”, szef włoskiej Obrony Cywilnej Angelo Borrelli stwierdził: „Stosunek jeden chory oficjalny na dziesięciu niezdiagnozowanych jest wiarygodny”. Dodał również, że detonatorem epidemii w Lombardii był mecz Atlanta – Valencia, który odbył się 19 lutego 2020 r., na stadionie San Siro w Mediolanie i w którym uczestniczyło 40 tys. ludzi. Hipotezę tę jako pierwszy wysunął włoski immunolog Francesco Le Foche ze szpitala Umberto I w Rzymie. Domniemanie, że dramatyczną sytuację epidemiologiczną wywołało wydarzenie sportowe, potwierdził także burmistrz Bergamo Giorgio Gori.
Od 5 do 10 razy więcej osób chorych na Covid-19 niż w statystykach oficjalnych – coraz częściej tę tezę wysuwają włoscy specjaliści. Nie można tego jednak sprawdzić, bo nie ma testów, testów na przeciwciała i przede wszystkim sił przerobowych. Ponadto protokół epidemiologiczny przewiduje wykonywanie tekstów tylko osobom okazującym symptomy Covid-19.
Burmistrz Giorgio Gori twierdzi również, że ilość oficjalnych zgonów w Bergamo jest zaniżona, gdyż jedna czwarta osób nie trafia do szpitala. Starsi ludzie umierają w domach i po śmierci nie robi im się testów. Lombardzcy lekarze rodzinni alarmują, że w ostatnich dniach odnotowano około 1800 przypadków młodych ludzi z ciężkim zapaleniem płuc, którzy pozostają w domach.
W tym wszystkim jeszcze nie rozumie się tego, co ja zrozumiałam dopiero wczoraj, słuchając pacjenta pozytywnego na Sars-CoV-2, 38-letniego, wcześniej całkowicie zdrowego trenera sportowego, hospitalizowanego od 20 dni. Na sam Covid-19 się nie umiera. Można go przejść lekko jak grypę lub nawet bezobjawowo. Sars-CoV-2 wywołuje ciężkie, obustronne zapalenie płuc, które wymaga długiego i skomplikowanego leczenia u osób potencjalnie zdrowych, a u tych ze słabą odpornością i innymi patologiami prowadzi do śmierci.
Strefa czerwieni
Epidemia we Włoszech wybuchła 21 lutego, kiedy dowiedzieliśmy się o „pacjencie 1”, który dzień wcześniej został przyjęty na terapię intensywną w Codogno. W tym dniu zmarła też pierwsza ofiara Covid-19 we Włoszech – 78-letni mężczyzna z Vo, koło Padwy. 24 lutego zmarła pierwsza ofiara w Bergamo – 84-letni mężczyzna. Podczas gdy Codogno i Vo Euganejskie zamknięto (23 lutego) wraz z innymi 11 miejscowościami tworząc „czerwoną strefę” objętą prawie całkowitym lockdownem (50 tys. osób), Bergamo pozostało otwarte. Dziś, po miesiącu, w pierwszej włoskiej czerwonej strefie sytuacja epidemiologiczna jest pod kontrolą, a w Vo nie ma nowych zakażeń. W Bergamo natomiast nie ma miejsca w szpitalach i nie można nadążyć z daniem pochówku zmarłym. Tygodnik „Internazionale” przytoczył wypowiedź burmistrza Bergamo Giorgio Gori: „Popełniliśmy błąd. Obawialiśmy się wirusa, ale baliśmy się też o gospodarkę, firmy, fabryki, bary, restauracje”. W okresie od 23 lutego do 8 marca w Bergamo życie toczyło się w miarę normalnie.
Dlaczego daty są dziś coraz bardziej ważne? We Włoszech (zwłaszcza na Północy), z miesięcznym opóźnieniem powtarzamy „chiński scenariusz” i zaczynamy rozumieć wszystko to, co działo się w Wuhan, a co oglądaliśmy w internecie. Wirus Sars-CoV-2 krąży we Włoszech przynajmniej już od połowy stycznia, ale trudno było go rozpoznać. Zimowa grypa jest czymś naturalnym, tak jak fakt, że starsi ludzie umierają na zapalenie płuc powiązane z innymi patologiami. Przez miesiąc pełzał jak gad, później pokazał głowę i dopiero teraz poznajemy jak bardzo jest jadowity.
Nie wiemy, jak zachowa się wirus i jak rozwinie się sytuacja. Istnieje jednak obawa, że inne kraje powtarzają włoski scenariusz z zachowaniem odstępu czasu.
Patrzę na statystyki pandemii z dnia 26 marca. W tej smutnej klasyfikacji pandemicznej na trzecie miejsce po Chinach (ponad 81 tys.) i Włoszech (ponad 74 tys.) wysuwa się USA z blisko 70 tys. zakażonych, z czego ok. 30 tys. w stanie Nowy Jork (ponad 1000 zgonów w całym kraju). W Hiszpanii ponad 24 tys. zakażeń i ponad 3.600 zmarłych. W Wielkiej Brytanii odnotowano 1452 zakażonych i 465 zgonów. (Źródło: open.online 26/03/2020). Sprawdzam statystyki – 25 dni temu, czyli 1 marca, we Włoszech było 1577 osób zakażonych patogenem i 34 zmarłych.
Nadal dyskutuje się o „odporności stadnej” (choć analizując przypadek Bergamo wydaje się to utopią) i o „drodze koreańskiej”. Jeżeli istnieje nadzieja na inny scenariusz – trzeba szukać wyjścia. Może w krajach, w których nie wybuchły jeszcze ogniska, jak to w Bergamo, epidemię można będzie kontrolować za pomocą App w telefonie, sygnalizującą zakażonych i odległość w jakiej się od nas znajdują. Bardzo szybko możemy stracić całą naszą prywatność i część wolności obywatelskich by uratować się przed pandemią. „Epidemie to okazje dla dyktatorów” – mimo wszystko pamiętajmy o tym.
Świat po koronawirusie
W międzyczasie rzucam okiem na świat, w którym będziemy żyli w przyszłości, gdy wyjdziemy z lockdown. Nie wiadomo jeszcze kiedy, ale kiedyś to nastąpi – miejmy nadzieję jak najszybciej. Może nie przed Wielkanocą, ale najpóźniej do lata. To w końcu nie Apokalipsa, ale pandemia. To nie koniec świata, tylko koniec świata, jaki znaliśmy do tej pory. Nie podoba mi się on. Obawiam się jednak, że będziemy musieli go zaakceptować. Pełna kontrola społeczna za pomocą smartphona. Rejestracja każdego naszego ruchu, zachowanie dystansu społecznego, ciągłe mierzenie temperatury w miejscach publicznych, izolacja, przymusowe kwarantanny. Niby razem, a jednak już na zawsze osobno.

Pięciu chińskich ekspertów z Syczuan będzie pomagać Włochom w zwalczaniu COVID-19

Czterech ekspertów medycznych wraz z tłumaczem języka włoskiego w południowo-zachodniej chińskiej prowincji Syczuan wyruszyło do Szanghaju w środę aby polecieć do Włoch i pomagać w zwalczaniu nowego koronawirusa.

Pięciu ekspertów dołączy do ochotniczego zespołu ekspertów powołanego przez chiński Czerwony Krzyż i wraz z zespołem poleci do Włoch.

„Gdy dotrzemy do Włoch, zajmiemy się rozpoznaniem tamtejszej sytuacji i wymianą doświadczenia w zakresie zwalczania epidemii oraz współpracą z włoskimi lekarzami” – powiedział Liang Zongan, dyrektor departamentu chorób płuc oraz intensywnej terapii w Szpitalu Chin Zachodnich Uniwersytetu Syczuańskiego.

Pół miliona masek z podarowanych przez Chiny wylądowało w Belgii na trasie do Włoch, kolejne w drodze

Chińskie zapasy medyczne na COVID-19 dla Europy są rozładowywane na lotnisku Liege w Belgii w dniu 13 marca 2020 r. Samolot przewożący chińskie zapasy medyczne przeciw COVID-19, w tym maski na twarz i zestawy testowe na COVID-19, wylądował tam w piątek wieczorem

Podarowane przez dwie fundacje: Jack Ma i Alibaba, pół miliona masek na twarz zostanie sprawdzonych i dostarczonych do ciężarówek we Włoszech, gdzie odbierze je miejscowy Czerwony Krzyż. „Zniknij, o nocy! O świcie, Wygram! ” – takie teksty z „Nessun dorma”, arii z „Turandot” Giacomo Pucciniego znajdują się na plakatach dołączonych do paczki.

Włochy są najbardziej dotkniętym przez koronawirusa krajem europejskim, z 17 660 zakażeniami ogółem i 1266 zgonami w piątek. Przez cztery dni kraj był objęty pełną kwarantanną, niedobór sprzętu ochrony osobistej jest bardzo poważny.

Dwie organizacje charytatywne przekazały dary w postaci łącznie 2 milionów masek i innych bardzo potrzebnych produktów, takich jak zestawy testowe dla Włoch i innych krajów, które mocno ucierpiały w wyniku pandemii, m.in. Hiszpanii i Belgii. Dostawa została zorganizowana po ścisłych konsultacjach z władzami europejskimi. Piątkowa przesyłka, która jest pierwszą partią, dotarła do centrum logistycznego Alibaba na lotnisku Liege, największym lotnisku towarowym w Belgii. W ciągu najbliższych kilku dni planowane są trzy dodatkowe wysyłki. To pierwsza tak konkretna dostawa darów wysłana do Europy od czasu, gdy pod koniec lutego na kontynencie pojawił się nowy koronawirus.

„Wiemy, że niektóre firmy przygotowują pomoc, ale to pierwsza, którą tutaj rzeczywiście otrzymaliśmy ”- powiedział Bert Selis, wiceprezes Liege Airport ds. Cargo Logistics.

Europa, z 28 297 zgłoszonymi przypadkami i 1119 zgonami w piątek rano, została zidentyfikowana przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) jako epicentrum pandemii COVID-19. „Mamy zaszczyt być częścią tego dnia przyjaźni i solidarności ”, powiedział Michel Kempeneers, dyrektor operacyjny zagranicznej Walonii Export-Investment Agency, rządowej agencji Regionu Walońskiego w Belgii. Kempeneers zauważył, że to jak powrót życzliwości. „Kilka tygodni temu wysłaliśmy do Chin dużo lekarstw i sprzętu, aby wesprzeć naszych przyjaciół w Wuhan” – powiedział, dodając, że Walonia utrzymuje partnerstwo z chińską prowincją Hubei, której stolicą jest Wuhan.

Piątkowy ruch był najnowszą inicjatywą Chin w celu zapewnienia opieki medycznej w innych częściach świata, gdy Chiny wydają się mieć najgorszy moment pandemii już za sobą. Zespół chińskich ekspertów medycznych przyjechał w czwartek do Rzymu we Włoszech, przywożąc ze sobą 30 oddziałów intensywnej terapii. �͠

Nowe normy włoskiego rządu

Specjalny dekret ogłoszony przez włoski rząd 4 marca, przewiduje zamknięcie szkół i uniwersytetów w całym kraju do 15 marca oraz wzmocnienie systemu opieki zdrowotnej o 50 proc. miejsc na terapii intensywnej w szpitalach.

Włosi przynajmniej przez kolejne 30 dni będą musieli zmienić radykalnie styl życia. Zostaną odwołane lub przełożone wszystkie imprezy masowe: targi, meetingi, imprezy sportowe, a także imprezy publiczne i kulturalne powodujące gromadzenie się osób w miejscach zamkniętych (min. teatry, kina, sale koncertowe). Ponadto rząd rekomenduje by obywatele w kontaktach zachowywali bezpieczną odległość – przynajmniej 1,5 m – co oznacza powstrzymanie się od podawania sobie ręki, od uścisków, od pocałunków. Przypomina się o zachowaniu wszystkich norm sanitarnych: jak częste mycie rąk, dezynfekcja, nie picie z butelek lub naczyń używanych przez innych. Normy przewidują również zakaz towarzyszenia pacjentom udającym się po pomoc na pogotowie oraz ograniczenie wizyt w szpitalach, w domach opieki i w innych placówkach tego typu. Osobom powyżej 65 roku zalecono pozostawanie w domu. To samo dotyczy wszystkich osób, które mają jakiekolwiek objawy grypowe – w tej sytuacji należy skontaktować się telefonicznie z lekarzem domowym, który przeprowadzi pierwszy wywiad dotyczący koronowirusa i zdecyduje o dalszych działaniach.
Nowe, drastyczne normy przyjęte przez rząd premiera Giuseppe Conte mają na celu powstrzymanie rozpowszechniania się na terenie całego kraju epidemii Covid 19, której epicentrum znajduje się na północy Włoch, głównie pomiędzy Lodi w Lombardii i Padwą w Wenecji Euganejskiej, gdzie utworzono 11 „czerwonych stref” objętych kordonem sanitarnym. W miejscowości Codogno w Lombardii, 21 lutego odkryto pierwsze ognisko koronowirusa.
Normy przyjęte we Włoszech są normami antyepidemiologicznymi, które mogą zostać zastosowane także w innych krajach zagrożonych Covid 19. Włoski rząd przyjął je po konsultacji ze sztabem ekspertów i środowiskiem naukowym.
Panika czy nieświadomość?
Po pierwszym szoku, który sparaliżował Włochy i spowodował odwołanie 70 proc. rezerwacji turystycznych w tym kraju, zawieszenie lub ograniczenie lotów do Włoch przez liczne linie lotnicze oraz zatrzymanie się gospodarki i w konsekwencji jej prawdopodobną recesję w nadchodzących miesiącach, zaczęto minimalizować problem Covid 19, oskarżając media o podsycanie psychozy oraz przytaczając uspakajające opinie immunologów i biologów. Maria Rita Gismondo – dyrektorka laboratorium Mikrobiologii Klinicznej przy szpitalu Sacco w Mediolanie, które od samego początku wybuchu epidemii we Włoszech analizuje próbki pobrane od pacjentów, stwierdziła, że jest zdegustowana klimatem paniki, gdyż nowy koronawirus to „infekcja trochę poważniejsza od zwykłej grypy”. Przeciwstawił się tej opinii wirusolog Roberto Burioni – jeden z najczęściej cytowanych ekspertów we włoskich mediach. „To nieprawda. Covid 19 to nie dżuma, ale i nie grypa. Uwaga, nie należy minimalizować problemu”.
Także profesor Massimo Galli – ordynator mediolańskiego szpitala Sacco i kierownik Instytutu Nauk Biomedycznych, w którym został wyizolowany włoski szczep nowego koronawirusa (przez zespół badawczy kierowany przez profesor Claudię Balotta, w którym pracował także Polak – Maciej Tarkowski) – nie jest optymistą.
Profesor Galli ma nadzieję, że drastyczne normy wprowadzone przez rząd pozwolą opanować rozszerzanie się epidemii poza kordon sanitarny na cały obszar Włoch, nie jest jednak pewny, że izolacja chorych wystarczy. Immunolog lombardzki obawia się najbardziej o to, czy włoski system sanitarny wytrzyma nadmiar pacjentów zarażonych Covid 19. Już w tej chwili w mediolańskim Sacco trzeba robić miejsce dla nowych chorych, przenosząc tych, którzy czują się lepiej, ale jeszcze nie wyzdrowieli do szpitala wojskowego, przygotowanego w tych dniach specjalnie do tego celu. Galli jest również zdania, że wszystkie zachorowania są efektem tego, że wirus krążył we Włoszech już znacznie wcześniej zanim go odkryto, gdyż przypadki leczone w tej chwili w Sacco są wynikiem infekcji, trwających już około pięciu tygodni. Najbardziej ceniony włoski immunolog nie wierzy również w to, że nowy koronawirus może zniknąć, gdy wraz z nadchodzącym latem podwyższy się temperatura i obawia się, że stan zagrożenia może trwać dłuższy czas.
Również Roberto Burioni alarmuje: „Obawiam się, że zbyt wiele osób nie zrozumiało jeszcze z czym mamy do czynienia. Informacje uspokajające mogą wywołać prawdziwe zagrożenie epidemiologiczne. Lepiej, aby w tym okresie ludzie siedzieli w domu.”
Skąd wirus wziął się w Lombardii?
Nie dano jeszcze jednoznacznej odpowiedzi. Nie znaleziono również tzw. „pacjenta 0”. Przypomnijmy, że epidemia we Włoszech wybuchła w miejscowości Codogno w Lombardii, gdy u 38-letniego mężczyzny, leżącego w szpitalu z ciężkimi objawami grypy potwierdzono obecność koronowirusa 21 lutego 2020 r. W pierwszym momencie wydawało się, że zaraził się on od włoskiego managera, który w połowie stycznia powrócił z Chin. Okazało się jednak, że jego test był negatywny.
Dzięki badaniom prowadzonym na włoskim szczepie wirusa wyizolowanym 27 lutego przez zespół naukowców kierowanych przez profesor Claudię Balotta w Instytucie Nauk Biomedycznych przy szpitalu Sacco w Mediolanie, wiadomo już jednak, że jest on pochodzenia chińskiego i ma taką samą charakterystykę jak koronawirus rozprzestrzeniający się w Niemczech i Ameryce Środkowej. Włoscy naukowcy z Sacco ustalili również, że krążył on we Włoszech od około 5 tygodni – czyli od drugiej połowy stycznia, miesiąc przed odkryciem ogniska epidemii w Codogno.
Nie jest powiedziane, że nowy koronawirus został przyniesiony do Włoch przez liczną wspólnotę Chińczyków żyjących w tym kraju, która na początku wybuchu epidemii w Chinach stała się celem oskarżeń i ataków rasistowskich. Równie dobrze „pacjentem 0” mógł być jakiś włoski biznesmen czy pracownik włoskiej firmy, który powrócił z Chin lub z innego kraju. Być może nie uda się nigdy ustalić włoskiego „pacjenta 0”. Jak podaje The New England Journal of Medicine, europejskim „pacjentem 0” jest Niemiec z Monachium, który wrócił z Chin w połowie stycznia 2020 r.
Jak twierdzą włoscy lekarze, jednym z największych niebezpieczeństw jakie niesie ze sobą Covid 19 jest to, że w 6 na 10 pacjentów jest on prawie nierozpoznawalny i że poprzez wysoką zakaźność może rozpowszechniać się w sposób mało widoczny, wywołując ogniska epidemii, grożące załamaniem systemu sanitarnego.
Według informacji podanych 4 marca b.r., przez szefa włoskiej Obrony Cywilnej Angelo Borrelliego, liczba przypadków zarażenia koronawirusami zarejestrowanych do tej pory we Włoszech, w oparciu o liczby podane przez Ministerstwo Zdrowia i poszczególne Regiony, wzrosła do 3089. Do tej pory zarejestrowano 107 ofiar (28 więcej w ciągu 24 godzin). 2706 pacjentów jest pozytywnych. Wyzdrowiało 276 osób. 295 pacjentów z koronawirusem jest hospitalizowanych na oddziale intensywnej terapii (66 więcej w ciągu 24 godzin). Liczba ofiar we Włoszech odpowiada 3,47 proc. ogólnej liczby osób zakażonych koronawirusem. (W dniu 24 lutego, we Włoszech odnotowano 229 osób zarażonych koronawirusem i 7 zgonów).
Liczby mówią same za siebie, że Covid 19 to zdecydowanie coś więcej niż zwykła grypa.