Produkujmy zamiast importować

Problem braku leków w polskich aptekach będzie się zawsze powtarzał, jeśli nie wrócimy do ich produkowania w naszym kraju.

Rząd PiS nie jest sobie w stanie poradzić z brakiem leków w aptekach i szpitalach.
W maju 2019 r. Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii opracowało projekt działania Refundacyjnego Trybu Rozwojowego, czyli narzędzia wsparcia rozwoju przemysłu farmaceutycznego w Polsce i przekazało go Ministrowi Zdrowia. Niestety, został on przez ministra Łukasza Szumowskiego odrzucony i wszystko wskazuje na to, że w tej kadencji Sejmu nie zostanie przyjęty. Jakieś zakulisowe rozgrywki w łonie PiS-owskich decydentów odbijają się więc na polskich pacjentach
Tymczasem bez instrumentów wsparcia, przemysł farmaceutyczny w naszym kraju nie będzie się rozwijać, ponieważ przegra konkurencję z tańszymi produktami z Azji. Producenci chińscy zawsze będę wygrywać z nami ceną, bo koszty wytwarzania leków są u nich niższe.
Niewykorzystanie potencjału przemysłu farmaceutycznego, który posiadamy będzie olbrzymią stratą nie tylko dla naszej gospodarki, ale również dla polskich pacjentów. Tylko rodzima produkcja może zagwarantować ciągłość dostaw wysokiej jakości produktów, a także wzrost polskiego PKB, nowe miejsca pracy i poprawę bilansu handlu zagranicznego. Warto więc wspierać produkcję leków w kraju, bo to się zwyczajnie opłaca. A czas działa na niekorzyść Polski, ponieważ wiele innych krajów wdraża zachęty do produkcji leków na ich terenie.
Niestety, resort zdrowia traktuje krajowych wytwórców na równi z chińskimi i hinduskimi, tłumacząc całkowity brak wsparcia rodzimej produkcji, niewystarczającym budżetem oraz brakiem wytycznych ze strony resortów odpowiedzialnych za gospodarkę.
Ta krótkowzroczna polityka pozornych oszczędności daje nie tylko efekt zaprzepaszczenia szansy zbudowania w naszym kraju nowoczesnego centrum produkcji leków, ale grozi także zachwianiem bezpieczeństwa lekowego Polski.
Warto stworzyć zachęty zarówno do produkcji leków jak i substancji czynnych, bo Polska ma po temu kompetencje i możliwości. Mogłoby się to stać naszą polską specjalizacją. Rząd PiS powinien wreszcie wyciągnąć wnioski z błędu, jakim było uzależnianie się od chińskich i hinduskich producentów leków.

Nie dajmy się dzielić

Strajk to nie są wybory i zabawa w przyjęcie dobroczynne. Oczekiwanie, że cały polski lud wybiegnie na ulice i 100 proc. społeczeństwa poprze strajkujących nauczycieli to naiwność.

Mamy w Polsce 30 lat agresywnej, klasistowskiej, kapitalistycznej ofensywy. Całe pokolenia wyhodowane w duchu neoliberalnego wyścigu szczurów i myślenia tylko o sobie, przeciwko innym i w obronie najbogatszych i ich majątków. Kapitalizm to walka klas, walka w obrębie klasy, to gra kapitału na nienawiści klasowej i szczucie na siebie biedaków i wyzyskiwanych.
W tych warunkach ponad 40 proc. poparcia dla strajku to cud!
To większe poparcie niż notuje obecny rząd.
A pracownicy mają prawo walczyć o podwyżki i o poprawę swych warunków pracy ZAWSZE, nawet wtedy, kiedy chcą tego tyko oni sami bo reszta woli akurat bronić majątków milionerów. Strajk to broń ludzi pracy – nie gala WOŚP-u i nieszkodliwe dla systemu zdjęcia na ściance. W tym wypadku nauczyciele walczą o cały system polskiej edukacji i o jego przyszłość.
To rząd nie dba o to, czy lekcje się odbędą i zależy mu tyko na testach, których „majestatem” szczuje opinię publiczną.
Nie dajmy się dzielić.
Ale nie miejmy też złudzeń.
Nie każdy od razu uwolni się z matriksa.