Jak nie zwariować w pracy

Firmy chwalą się, jak to udzielają swoim zestresowanym pracownikom pomocy ze strony psychologów.
Europejska Agencja Bezpieczeństwa i Zdrowia w Pracy wydała biuletyn na temat promowania zdrowia psychicznego w miejscu pracy. W akapicie dotyczącym praktycznego podejścia do problemu, można przeczytać o następujących działaniach, które może podjąć pracodawca:

organizowanie „grup zdrowia”, które w oparciu o uczestnictwo pracowników służą wykrywaniu problemów i dyskutowaniu na ich temat oraz poszukiwaniu rozwiązań, ustalenie polityki firmy w zakresie zdrowia psychicznego i kwestii z nim związanych, takich jak np. przemoc i prześladowanie w pracy lub włączenie zagadnień związanych ze zdrowiem psychicznym do ogólnej polityki bezpieczeństwa i higieny pracy w danym przedsiębiorstwie,

zapewnienie kadrze kierowniczej szkoleń, dotyczących rozpoznawania symptomów stresu u pracowników oraz poszukiwania rozwiązań służących jego ograniczaniu,

przeprowadzanie anonimowych sondaży wśród pracowników, pozwalających ustalić przyczyny problemów w pracy,

ocena wdrażanych środków i programów w oparciu o informacje zwrotne uzyskane od pracowników,

prowadzenie portali internetowych informujących pracowników o wdrażanych w miejscu pracy środkach i programach służących poprawie ich stanu psychicznego,

zapewnienie pracownikom kursów i szkoleń dotyczących sposobów radzenia sobie ze stresującymi sytuacjami,

bezpłatne doradztwo w zakresie problemów życia prywatnego i zawodowego, dostępne dla wszystkich pracowników, najlepiej w godzinach pracy.

Firmy chwalą się w sieci podejmowanymi w tym zakresie działaniami. – W ramach programu intive proponują pracownikom uczestnictwo w sesjach coachingu indywidualnego, webinarach, spotkaniach i dyskusjach grupowych. W program została także zaangażowana kadra menadżerska. Menadżerowie zapoznają się z tematami dotyczącymi zdrowia psychicznego w organizacji np. poznają objawy wypalenia zawodowego i uczą się jak szybko oraz właściwie na nie reagować – czytamy w komunikacie uruchomionego programu „Less Stress”.
Podczas pandemii coraz więcej firm pomyślało o wsparciu psychologicznym dla zatrudnionych. „Każdy pracownik, który tego potrzebuje, może skorzystać ze wsparcia psychologicznego. Porady udzielane są przez telefon przez specjalistów placówek Medicover, z którymi na co dzień współpracujemy w zakresie opieki medycznej”, podała na przykład Ikea na swojej stronie internetowej. Jak wskazuje Bankier.pl niektóre duże sieci handlowe również udostępniły bezpłatną pomoc psychologiczną swoim pracownikom.
Nie tylko duże komercyjne marki decydują się na takie kroki. Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie także oferuje pracownikom wsparcie psychologa. Na swojej stronie informuje, że od października 2020 r. i następnie od 17 lutego tego roku zostały uruchomione stacjonarne konsultacje psychologiczne. „Pracownicy Akademii mają możliwość skorzystania z fachowej, bezpłatnej pomocy psychologicznej. Osoby, które odczuwają potrzebę wsparcia, również w związku z panującą pandemią, mogą umówić się na konsultację online z psychologiem”, podaje instytucja.
Wskaźnik samobójstw dla Polski wynosi 16,2 na 100 tys. mieszkańców, dla świata – 10,5 na 100 tys. mieszkańców. Depresja, która może prowadzić do odebrania sobie życia, nie może pozostawać wśród pracodawców tematem, o którym lepiej nie mówić.

Czy władza zatroszczy się o dzieci już urodzone?

W Polsce rządzonej przez PiS brakuje miejsc w domach dla matek z dziećmi, a te, które już są, na ogół nie spełniają standardów. Ucieczka przed biedą i przemocą domową jest więc bardzo trudna.
To, że polskie władze dbają bardziej o dobro dzieci poczętych niż już żyjących, wiadomo od dawna. Teraz jednak ta teza została empirycznie potwierdzona przez Najwyższą Izbę Kontroli.
NIK skontrolowała jak powiaty (czyli władza rządowa), między styczniem 2016 r., a czerwcem 2019 r (właśnie ten okres rządów PiS sprawdzała kontrola) sprawowały opiekę nad szczególną grupą – nad dotkniętymi przemocą lub znajdującymi się w innej sytuacji kryzysowej matkami, ojcami, opiekunkami z dziećmi. Okazało się, że tej opieki nie sprawowano prawie w ogóle.
NIK wykazała, że 95 proc kontrolowanych ośrodków i centrów pomocy nie wywiązuje się prawidłowo z zadania powiatu, jakim jest prowadzenie specjalnych ośrodków wsparcia dla takich osób.
Chodzi tu o domy dla matek z dziećmi i dla kobiet w ciąży. Placówki te udzielają potrzebującym całodobowego, okresowego (maksymalnie do roku) schronienia, a ich standard ściśle określa rozporządzenie ministra polityki społecznej z 2005 r., wydane za rządów SLD, które dotyczy warunków lokalowych, opieki i pomocy w przezwyciężaniu sytuacji kryzysowych.
Zadania związane z zapewnieniem miejsc w takich placówkach, powinny być wykonywane przez powiatowe centra pomocy rodzinie, ośrodki pomocy społecznej lub ośrodki pomocy rodzinie. Jednak tylko sześć na 21 tego rodzaju instytucji skontrolowanych przez NIK rzeczywiście umieszczało potrzebujących w domach dla matek z dziećmi, głównie prowadzonych na zlecenie samorządu. Pozostałe kierowały takie osoby do schronisk dla bezdomnych, hosteli przy ośrodkach interwencji kryzysowej i do mieszkań chronionych (będących również placówkami samorządowymi). W większości z nich standard był niższy niż w domach dla matek z dziećmi.
NIK „wyróżniła” tu szczególnie Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Sztumie. Jak stwierdza raport pokontrolny, było ono: „Nieprzygotowane instytucjonalnie i organizacyjnie w jakikolwiek sposób do zapewnienia potrzebującym miejsc”.
Na to, że domów dla matek z dziećmi jest w Polsce za mało – i że matki z dziećmi oraz kobiety w ciąży przebywają w schroniskach dla bezdomnych, które nie zapewniają im odpowiednich warunków, już od kilku lat zwracały uwagę media i Rzecznik Praw Obywatelskich. Trudno jednak oszacować ile takich placówek jest w naszym kraju, ponieważ rząd PiS nie stworzył listy takich ośrodków.
Z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w 2018 r. w Polsce funkcjonowało 31 domów dla matek z dziećmi, które dały schronienie w sumie nieco ponad 1 300 osobom. Główny Urząd Statystyczny, na podstawie otrzymanych sprawozdań doliczył się zaś 63 domów (łącznie z filiami), z których skorzystało prawie 3 200 osób.
Badanie społeczne, którego przeprowadzenie Najwyższa Izba Kontroli zleciła w 2019 r., pokazało, że z domów dla matek z dziećmi korzystały przede wszystkim kobiety z wykształceniem podstawowym (41 proc.) i zawodowym (31 proc.), z których ponad połowa (54 proc.) miała własne comiesięczne dochody niższe niż 1,8 tys. zł. Posiadały one zwykle jedno lub dwójkę dzieci, średnio w wieku 3 lat lub młodsze.
Wyniki badania wskazują na to, że najważniejszym rodzajem wsparcia, którego podopieczni tych domów potrzebowali było schronienie, a także odizolowane od sprawcy przemocy oraz uzyskanie pomocy psychologa.
Matki, opiekunki i kobiety w ciąży najczęściej oczekują, że pomoc zostanie im udzielona w pobliżu miejsca zamieszkania, bez konieczności rozłąki z rodziną, bez potrzeby zmiany szkoły i lekarza dla dzieci oraz rezygnacji z pracy. Obawiają się one także, że w razie przeniesienia w odległe miejsce, pogorszą się ich szanse w staraniach o lokal z zasobów gminy (np. w przypadku Kętrzyna najbliższy dom dla matek z dziećmi znajdował się w odległości ok. 100 km od miasta).
Powiaty diagnozowały skalę potrzebnych miejsc w takich ośrodkach w oparciu o liczbę wniosków złożonych przez szukających schronienia. Wniosków było jednak niewiele, ponieważ potrzebujący często nie wiedzieli o przysługującym im prawie do skorzystania z takiej pomocy. Zdarzają się także przypadki kiedy rodzice dzieci unikają kontaktu z ośrodkami i centrami pomocy w obawie przed utratą praw rodzicielskich.
Wiedzę o potrzebach dotyczących zapewnienia schronienia dla matek z dziećmi i kobiet w ciąży powinny mieć lokalne władze, ale takie informacje nie zawsze do nich docierały. Jak wykazała kontrola NIK, większość jednostek opieki społecznej nie zawiadamiała starostów lub prezydentów miast o konieczności utworzenia takich ośrodków.
Jak ustaliła NIK kontrolując jednostki organizacyjne pomocy społecznej, rocznie wpływało do nich średnio od 1 do 96 wniosków o udzielenie schronienia. W badanym okresie, czyli od stycznia 2016 r. do połowy 2019 r. dach nad głową w domach dla matek z dziećmi znalazło średnio od 15 do 77 osób, w tym od 8 do 48 dzieci.
Zdarzało się, że liczba dostępnych miejsc była mniejsza niż potrzeby. Na przykład, w jednej z placówek aż 12 osobom odmówiono przyznania pomocy, a 14 kolejnych wpisano na listę oczekujących.
Dodatkowym utrudnieniem w dostępie do niektórych domów dla matek z dziećmi i innych ośrodków zapewniających schronienie, były ograniczenia dotyczące wieku dziecka. Na przykład dom dla matek z dziećmi w Gdańsku określił maksymalny wiek przyjmowanych dzieci do 6 lat, a Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Cieszynie zapewniało pomoc tylko ofiarom stwierdzonej przemocy. W jednym z ośrodków wprowadzono zasadę wykluczającą przyjmowanie kobiet z więcej niż dwojgiem dzieci (!).
Domy dla matek z dziećmi z reguły nie gwarantują odpowiedniego standardu. Na poziomie jakiego wymaga wspomniane rozporządzenie ministra społecznej z 2005 r. zapewniała go zaledwie jedna na 8 skontrolowanych placówek.
NIK ma zastrzeżenia do nie zapewnienia odrębnych pomieszczeń do spania dla osób z dziećmi, braku odpowiedniej liczby łazienek, proporcjonalnej do liczby mieszkańców (1 na pięć osób) lub nieopracowania programów dla podopiecznych, dzięki którym mogliby się usamodzielnić.
Innym problemem jest dostępność placówek udzielających schronienia dla osób z niepełnosprawnością ruchową. Nie zapewniał jej żaden z skontrolowanych domów dla matek z dziećmi. Ograniczenia wynikały, np. z nieodpowiedniego usytuowania drzwi wejściowych do budynku, do których można było dotrzeć wyłącznie po schodach, braku odpowiednio wyposażonej łazienki, braku urządzeń umożliwiających osobom niepełnosprawnym korzystanie z pomieszczeń znajdujących się na wyższych piętrach.
Kontrola NIK pokazała także, że potrzebne jest stworzenie ogólnodostępnego źródła informacji na temat możliwości uzyskania schronienia w domach dla matek z dziećmi. Pod rządami PiS nie jest bowiem prowadzony ani rejestr takich ośrodków, ani innych placówek świadczących tego rodzaju pomoc.
W rezultacie samorządy nie miały wiarygodnych informacji nie tylko o domach dla matek z dziećmi funkcjonujących na terenie kraju, ale nawet o tych będących w ich najbliższym sąsiedztwie. Potrzebujący też nie zawsze wiedzieli o istnieniu takich ośrodków oraz o obowiązujących przepisach. Zdarzało się, że matki z dziećmi odsyłane do schronisk dla bezdomnych nie miały świadomości, że zgodnie z ustawą o opiece społecznej przysługuje im skierowanie do specjalnej placówki o gwarantowanym standardzie.
NIK stwierdza: „Z kontroli jednoznacznie wynika, że w badanym okresie nie wszystkie powiaty i miasta na prawach powiatu zapewniały schronienie w domach dla matek z dziećmi” – co jest niezgodne z prawem. Izba formułuje więc oczywisty wniosek, że powiat powinien być organizacyjnie przygotowany do zapewnienia miejsca w takich ośrodkach.
No, naturalnie, że powinien…. Trudno jednak oczekiwać, żeby PiS-owska ekipa zechciała się zająć tym problemem. Rządzący są obecnie skoncentrowani przede wszystkim na walce z kobietami – a nie na rozwiązywaniu ich problemów.

Gospodarka 48 godzin

Niecałe 200 zł więcej
Rada Ministrów przyjęła rozporządzenie w sprawie wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę oraz wysokości minimalnej stawki godzinowej w 2021 r. W przyszłym roku minimalne wynagrodzenie za pracę wyniesie 2,8 tys. zł miesięcznie. Oznacza to wzrost o 200 zł w stosunku do najniższej płacy, która obowiązuje w 2020 r. To oczywiście kwoty brutto. Rząd PiS operuje wyłącznie nimi, bo są wyższe. Natomiast w wymiarze netto, czyli w tym, co rzeczywiście dostanie się do ręki, to zatrudnieni na umowę o pracę mają otrzymywać dostawać 2062 zł, pracujący na zleceniach 2116 zł, a ci na umowach o dzieło 2419 zł. Można być pewnym, że ludzie z umowami o pracę otrzymujący tylko wynagrodzenie minimalne (jest ich w Polsce ponad 1,7 mln), rzeczywiście w przyszłym roku dostaną 2062 zł zamiast głodowych 1878 zł miesięcznie, jakie zarabiają obecnie. Być może pozwoli im to wyrównać faktyczny uszczerbek dochodów, spowodowany wzrostem cen artykułów, które konsumują najczęściej (inflacja zawsze mocniej bije w uboższych). Obiecanego wzrostu płacy być może doczekają się też zleceniobiorcy. Gorzej będzie z osobami pracującymi na umowach o dzieło, bo trudno przypuścić, by rzeczywiście pracodawcy podnieśli im wynagrodzenia do ustawowego minimum. Znacznie bardziej prawdopodobne jest, że zaczną jakieś manipulacje z treścią umów o dzieło, byle tylko nie zapłacić ludziom więcej. Natomiast zupełnie na nic nie mogą liczyć setki tysięcy ludzi, żyjących tylko z wystawiania faktur za to, co wykonali. Ich nie obejmie nawet przyszłoroczna, gwarantowana minimalna stawka godzinowa (tylko dla określonych umów cywilnoprawnych), która wyniesie 18,30 zł (oczywiście brutto), co oznacza wzrost o około 1,30 zł w stosunku do 2020 r.

Żart pana premiera
Premier Mateusz Morawiecki z okazji Dożynek wystosował list do chłopów i mieszkańców wsi. List zawierał przede wszystkim tradycyjne samochwalstwo szefa rządu, który napisał m.in. „Wielkim wyzwaniem stała się walka o polskich rolników w Unii Europejskiej, walka prowadzona z sukcesem przez rząd Zjednoczonej Prawicy”. Oczywiście nie było żadnego wyzwania, ani tym bardziej „walki” rządu, zaś polscy rolnicy dostali tyle, ile mieli dostać. Pewną nowością jest natomiast to, że w liście pan premier postanowił zażartować – i napisał: „Kierujemy dodatkowe wsparcie dla wsi i rolnictwa nie tylko ze Wspólnej Polityki Rolnej, ale także z innych unijnych funduszy, tak aby ich suma była równa rosnącym potrzebom”. Konia z rzędem temu, kto zobaczy fundusze napływające na wieś w sumie równej potrzebom.

Dobroczyńcy roku
Rozstrzygnięto XXIII edycję konkursu o tytuł „Dobroczyńca Roku”. Kapituła konkursu wyłoniła 11 laureatów – firm, które w 2019 roku zrealizowały najciekawsze projekty społeczne. Dodatkowo, przyznano 6 wyróżnień specjalnych dla społecznych inicjatyw mających na celu przeciwdziałanie skutkom pandemii COVID-19. Laureaci to: Mondi Świecie, Fundacja LPP, PwC, Little Frog, Nationale – Nederlanden (w dwóch kategoriach), Wena Biuro Rachunkowe, FM Logistic, Provalliance Poland, Ligihalowe.pl, Citi w Polsce. Wyróżnienia przyznano natomiast następującym inicjatywom: Jesteśmy razem. Pomagamy!, Akcja #Niezwalniajmy, akcja Warsaw Genomics – zebranie prawie 11 milionów złotych na wykonanie bezpłatnych testów genetycznych na rzecz szpitali i stacji sanitarno-epidemiologicznych, projekty Wzywamy posiłki, Biznes szpitalom oraz Eksperci pomagają.

Wzmacnianie naszej wątłej tarczy

Potrzebne są przemyślane działania rządu, umiejętność korzystania z funduszy unijnych, dobra współpraca z samorządami. I odłożenie wyborów prezydenckich.

Dopiero co zaczęła obowiązywać tarcza antykryzysowa, a już okazuje się, że jest ona mało skuteczna i wymaga radykalnego wzmocnienia.
Reprezentanci największych organizacji pracodawców i przedsiębiorców w Polsce, skupieni w nowo utworzonej Radzie Przedsiębiorczości, uważają, że dotychczas przyjęte zmiany nie chronią odpowiednio firm i miejsc pracy przed likwidacją. Apelują więc o pilne wypracowanie nowych rozwiązań i narzędzi, stosownych do potrzeb gospodarki.
Chodzi im zwłaszcza o pilne zapewnienie odpowiednich środków pomocowych dla przychodni i szpitali, które zmagać się będą z drastycznym wzrostem kosztów funkcjonowania, związanych z zakupem wyposażenia i środków ochrony.

Primum non nocere

Branża medyczna ma dzisiaj szczególne znaczenie i nie można dopuścić do pogorszenia jej sytuacji finansowej. Potrzebne działania obejmują w szczególności stworzenie należytych warunków pracy dla personelu medycznego – zapewnienie środków ochrony osobistej oraz możliwości wykonania testów. Koszty związane z kwarantanną personelu medycznego ponoszone przez podmioty lecznicze, powinny zostać przeniesione na budżet państwa. Budżet państwa za pośrednictwem ZUS, powinien przejąć też finansowanie składek na ubezpieczenia społeczne pracowników wykonujących pracę w szpitalach i ratowników medycznych – w części finansowanej przez samych ubezpieczonych. Takie rozwiązanie podniosłoby wynagrodzenia netto osób, które z ogromnym poświęceniem wykonują swoje obowiązki zawodowe, niejednokrotnie przeznaczając swoje prywatne fundusze na zakup brakujących środków ochronnych.
Pożądane byłoby także rozszerzenie zwolnienia ze składek płaconych do ZUS na wszystkie firmy przeżywające trudności ekonomiczne w związku ze skutkami COVID-19, bez ograniczeń co do ich wielkości.
Przedsiębiorstwa czekają również na zwolnienie z podatków dochodowych CIT, PIT, VAT-u, oraz podatku od nieruchomości przez drugi kwartał 2020 r., o ile ich dochody spadną o więcej niż 30 proc. Wiele z nich nie ma szansy osiągnięcia jakiegokolwiek przychodu. Natomiast wciąż muszą opłacać świadczenia, tj. koszty najmu, mediów, telefonów, itp. Powinny otrzymać także zagwarantowanie dopłat wynagrodzeń do połowy ich wysokości, przy obowiązku utrzymania zatrudnienia przez cały okres równy okresowi wsparcia, niezależnie od wielkości firmy. Należy zapewnić im też środki publiczne na pokrycie wydatków i szkód związanych z wykonywaniem obowiązków nałożonych przez władze publiczne związanych z walką z koronawirusem.
Wreszcie, organizacje skupione w Radzie Przedsiębiorczości postulują zniesienie zakazu handlu w niedzielę i umożliwienie dostępu obywateli do niezbędnych im produktów pierwszej potrzeby. Byłoby to konieczne rozwiązanie dla rozładowania powszechnych kolejek, szczególnie w sklepach spożywczych.

Z unijnej kasy

Polska tarcza antykryzysowa szwankuje, natomiast Unia Europejska, odsądzana od czci i wiary przez Prawo i Sprawiedliwość za rzekomy brak solidarności, uruchomiła już 1 miliard euro z Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych na gwarancje kredytowe. Przyznaje je Europejski Bank Inwestycyjny za pośrednictwem krajowych instytucji finansowych. Ma to pomóc w zapewnieniu płynności finansowej co najmniej 100 000 europejskich średnich i małych firm, dotkniętych skutkami gospodarczymi pandemii COVID 19.
Jest to pierwsza część pakietu unijnych środków pomocowych mających zapewnić szybkie wsparcie dla europejskich MŚP. Małe i średnie przedsiębiorstwa są najbardziej dotknięte kryzysem i konieczne jest zapewnienie im odpowiedniej płynności, aby mogły przetrwać kryzys. Nie chcą tego robić banki komercyjne, zainteresowane wyłacznie własnym, bezpiecznym zyskiem. Zawsze w okresach kryzysu banki te z większą ostrożnością podchodzą do oceny ryzyka i pożyczania środków. Dlatego konieczne są specjalne zabezpieczenia – przede wszystkim takie jak gwarancje UE, wspierające podobne finansowanie.
Valdis Dombrovskis, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. gospodarki, zwrócił uwagę, iż firmy walczą, a UE szybko reaguje, aby pomóc w łagodzeniu ciosu i pomóc małym i średnim przedsiębiorstwom, które są szczególnie narażone. Wspomniany miliard euro może przynieść natychmiastową ulgę pieniężną dla mniejszych firm w Europie dotkniętych pandemią koronawirusa. Już w tym miesiącu pieniądze będą płynąć za pośrednictwem lokalnych banków i pożyczkodawców, aby pomóc osobom i przedsiębiorstwom najbardziej dotkniętym kryzysem.
Ten 1 miliard euro przyniesie wielokrotnie większe wsparcie. Umożliwi on bowiem Europejskiemu Funduszowi Inwestycyjnemu udzielenie gwarancji o wartości 2,2 miliarda euro, co z kolei powinno się przełożyć na uruchomienie 8 miliardów euro kredytów dla europejskich małych i średnich przedsiębiorstw. Gwarancje są oferowane przez EFI na podstawie składanych wniosków. Pokryją one do 80 proc. potencjalnych strat z tytułu udzelonych kredytów (w przeciwieństwie do standardowych 50 proc.
Rząd Prawa i Sprawiedliwości woli omijać temat pomocy, jakiej udziela Unia Europejska, bo to kłóci się z obowiązującą propagandową narracją o wrednej UE. Polski Krajowy Punkt Kontaktowy ds. Instrumentów Finansowych UE (niezależny od rządu) informuje jednak, że każda zainteresowana instytucja finansowa, obsługująca lub zamierzająca obsługiwać polskich przedsiębiorców przy pomocy instrumentów finansowych UE, w szczególności klientów dotkniętych COVID-19, otrzyma niezwłoczne i bezpłatne wsparcie. Pytanie, czy krajowe instytucje finansowe – chodzi tu zwłaszcza o państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego – skorzystają z unijnej oferty finansowej?

Wykuć nową tarczę

Z ofertą pomocy unijnej koresponduje opinia organizacji Business Centre Club. BCC uznaje bowiem przedsiębiorców za „jedną z najbardziej zagrożonych grup negatywnymi skutkami epidemii koronowirusa i jej negatywnego wpływu na gospodarkę” (z czym oczywiście trudno się zgodzić, ale taki jest pogląd organizacji przedsiębiorców). W związku z tym uznaje, że niezbędne są wszelkie działania, które pomogą firmom przetrwać najgorszy czas.
Dotyczy to w szczególności przedsiębiorców realizujących projekty finansowane ze środków UE. W najbliższym czasie mogą one być jedynymi w Polsce inwestycjami o charakterze rozwojowym. Należy zatem podjąć szczególne środki, umożliwiające kontynuację tych projektów przez przedsiębiorców, którzy je rozpoczęli, bądź będą chcieli rozpocząć.
Na początku marca w Polsce, w systemie funduszy europejskich realizowanych było 59 797 umów o pełnej wartości ponad 451 mld zł, z czego wkład unijny wynosił 274 mld zł. Oczywiste jest, że Ministerstwo Rozwoju oraz Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej powinny podjąć wszelkie działania, które umożliwią dokończenie tych inwestycji. Chodzi zwłaszcza o skrócenie okresu oczekiwania na zwrot refundacji, zwiększenie poziomu dofinansowania ze środków publicznych, poszerzenie kategorii kosztów kwalifikowanych.
„Należy w tym zakresie rozpocząć pilne rozmowy z Komisją Europejską, a zmiany i środki, które zaproponowała do tej pory Komisja Europejska powinny być pilnie wdrożone do systemu krajowego” – postuluje słusznie BCC.
To jednak nie wszystko. Te rozwiązania, które już zostały przygotowane i stanowią zapisy programu Tarczy Antykryzysowej, powinny przebiegać w warunkach umożliwiających współpracę zarówno z opozycją jak i deklarującymi taką wolę organizacjami przedsiębiorców. Aby było to możliwe i osadzone w realiach możliwości finansowych państwa należy niezwłocznie, w oparciu o przepisy Konstytucji, odsunąć w czasie wybory na urząd Prezydenta RP oraz podjąć prace nad nowelizacją budżetu – uważa dr. Janusz Steinhoff z Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC.
Rzecz jest to pilna, gdyż zdaniem wspomnianego gabinetu, w świetle dynamicznie zmieniającej się sytuacji w gospodarce europejskiej i polskiej, jako całkowicie nieaktualne i niewiarygodne należy ocenić prognozy makroekonomiczne prezentowane przez administrację rządową i Narodowy Bank Polski.
Natomiast priorytetem dotyczącym pomocy publicznej powinny być naturalnie objęte te branże, które w wyniku narzuconych przepisów administracyjnych utraciły całość przychodów (gastronomia, kultura, branża eventowa, niektóre usługi, w tym transportowe). Oczywiste także, że przy realizacji programu antykryzysowego niezbędna jest partnerska współpraca z samorządem terytorialnym. Niestety, dla obecnej władzy, te samorządy które nie zostały opanowane przez PiS, są wrogiem i celem do unicestwienia lub zdobycia.
Dodatkowym czynnikiem komplikującym konieczne działania antykryzysowe jest faktyczny (czyli kiepski) stan finansów publicznych oraz problemy strukturalne naszego państwa, związane z zaniechaniem koniecznych reform w służbie zdrowia, edukacji czy energetyce. W związku z tym, zdaniem J. Steinhoffa, należy odejść wreszcie od modelu sceny politycznej, na której dominuje socjotechnika i populizm.
I tak właśnie gospodarka nieuchronnie łączy się z polityką.

Apel o wsparcie

Podatniku – Darczyńco!
Miej wrażliwe serce dla osób, które z wielu powodów społeczno-losowych zostały wykluczone z godnego życia i oczekują pomocy fundacyjnej.
Pomóż – przekazując 1 proc. podatku dochodowego za rok 2019 na rzecz Organizacji Pożytku Publicznego nr KRS 0000145140 lub wpłacenie darowizny na konto PKO BP SA 93 1020 1068 0000 1202 0001 6246 Fundacja Pomocy Weteranom LWP Al. Ujazdowskie 6A lok. 28, 00-461 Warszawa.
Nawet najmniejsza Państwa kwota to pomoc, która stanowi nieocenione wsparcie dla podopiecznych naszej fundacji.
Z żołnierskim szacunkiem – prezes Zarządu Fundacji Wiesław Adamczyk

Produkujmy zamiast importować

Problem braku leków w polskich aptekach będzie się zawsze powtarzał, jeśli nie wrócimy do ich produkowania w naszym kraju.

Rząd PiS nie jest sobie w stanie poradzić z brakiem leków w aptekach i szpitalach.
W maju 2019 r. Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii opracowało projekt działania Refundacyjnego Trybu Rozwojowego, czyli narzędzia wsparcia rozwoju przemysłu farmaceutycznego w Polsce i przekazało go Ministrowi Zdrowia. Niestety, został on przez ministra Łukasza Szumowskiego odrzucony i wszystko wskazuje na to, że w tej kadencji Sejmu nie zostanie przyjęty. Jakieś zakulisowe rozgrywki w łonie PiS-owskich decydentów odbijają się więc na polskich pacjentach
Tymczasem bez instrumentów wsparcia, przemysł farmaceutyczny w naszym kraju nie będzie się rozwijać, ponieważ przegra konkurencję z tańszymi produktami z Azji. Producenci chińscy zawsze będę wygrywać z nami ceną, bo koszty wytwarzania leków są u nich niższe.
Niewykorzystanie potencjału przemysłu farmaceutycznego, który posiadamy będzie olbrzymią stratą nie tylko dla naszej gospodarki, ale również dla polskich pacjentów. Tylko rodzima produkcja może zagwarantować ciągłość dostaw wysokiej jakości produktów, a także wzrost polskiego PKB, nowe miejsca pracy i poprawę bilansu handlu zagranicznego. Warto więc wspierać produkcję leków w kraju, bo to się zwyczajnie opłaca. A czas działa na niekorzyść Polski, ponieważ wiele innych krajów wdraża zachęty do produkcji leków na ich terenie.
Niestety, resort zdrowia traktuje krajowych wytwórców na równi z chińskimi i hinduskimi, tłumacząc całkowity brak wsparcia rodzimej produkcji, niewystarczającym budżetem oraz brakiem wytycznych ze strony resortów odpowiedzialnych za gospodarkę.
Ta krótkowzroczna polityka pozornych oszczędności daje nie tylko efekt zaprzepaszczenia szansy zbudowania w naszym kraju nowoczesnego centrum produkcji leków, ale grozi także zachwianiem bezpieczeństwa lekowego Polski.
Warto stworzyć zachęty zarówno do produkcji leków jak i substancji czynnych, bo Polska ma po temu kompetencje i możliwości. Mogłoby się to stać naszą polską specjalizacją. Rząd PiS powinien wreszcie wyciągnąć wnioski z błędu, jakim było uzależnianie się od chińskich i hinduskich producentów leków.

Nie dajmy się dzielić

Strajk to nie są wybory i zabawa w przyjęcie dobroczynne. Oczekiwanie, że cały polski lud wybiegnie na ulice i 100 proc. społeczeństwa poprze strajkujących nauczycieli to naiwność.

Mamy w Polsce 30 lat agresywnej, klasistowskiej, kapitalistycznej ofensywy. Całe pokolenia wyhodowane w duchu neoliberalnego wyścigu szczurów i myślenia tylko o sobie, przeciwko innym i w obronie najbogatszych i ich majątków. Kapitalizm to walka klas, walka w obrębie klasy, to gra kapitału na nienawiści klasowej i szczucie na siebie biedaków i wyzyskiwanych.
W tych warunkach ponad 40 proc. poparcia dla strajku to cud!
To większe poparcie niż notuje obecny rząd.
A pracownicy mają prawo walczyć o podwyżki i o poprawę swych warunków pracy ZAWSZE, nawet wtedy, kiedy chcą tego tyko oni sami bo reszta woli akurat bronić majątków milionerów. Strajk to broń ludzi pracy – nie gala WOŚP-u i nieszkodliwe dla systemu zdjęcia na ściance. W tym wypadku nauczyciele walczą o cały system polskiej edukacji i o jego przyszłość.
To rząd nie dba o to, czy lekcje się odbędą i zależy mu tyko na testach, których „majestatem” szczuje opinię publiczną.
Nie dajmy się dzielić.
Ale nie miejmy też złudzeń.
Nie każdy od razu uwolni się z matriksa.