Radwańska z kortu na parkiet

Agnieszka Radwańska potwierdziła, że wystąpi w nowej edycji „Tańca z Gwiazdami”. Na razie nie podano, kto będzie partnerem byłej tenisistki, która w ubiegłym roku zakończyła karierę.

W ostatnich tygodniach pojawiały się pogłoski, że najbardziej utytułowana polska tenisistka dostała zaproszenie do udział w „Tańcu z Gwiazdami”. W poniedziałkowy wieczór potwierdziła tę informację. „Potrzebowałam trochę czasu, żeby podjąć decyzję. Kocham tańczyć, a miałam mało okazji, żeby to robić. Dla mnie to świetna forma aktywności ruchowej po zakończeniu kariery. Teraz będzie to jak dobry trening, dojdzie do tego trochę adrenaliny, więc pomyślałam, że jeśli mam spróbować sił w tańcu, to właśnie teraz” – zdradziła Agnieszka Radwańska na antenie „Polsat News”.

Była tenisistka nie ma obaw, jak wielogodzinne ćwiczenia taneczne wytrzymają jej stopy. „Z moim zdrowiem jest coraz lepiej, treningów tanecznych nie można porównać z tymi, które miałam na korcie czy siłowni. To zupełnie coś innego niż to, co musiałam robić, żeby być gotowa do gry w turniejach WTA. Sądzę, że to będzie jakieś 30 procent tego, co robiłam dotychczas” – stwierdziła Radwańska.

Nasza tenisowa gwiazda zapewniła, że dobrze zna zasady tanecznego show. „Oglądałam ten program zawsze, gdy przebywałam w tym czasie w Polsce. Uważam, że taniec jest absolutnie dla każdego i dobrze się kojarzy. To jedyny program, w którym dopuszczałam w myślach swój udział. Inne nie wchodziły w grę. Jeżeli do czegoś się zobowiązuje, to angażuję się w to na sto procent. Gdyby zaszła taka potrzeba, jestem gotowa trenować do późnych godzin nocnych” – zapewnia sportsmenka. I podkreśla, że w jej udziale w programie nie chodzi o sławę czy pieniądze. „Na to akurat nie mogę narzekać” – przekonuje Radwańska.

 

Rywalki grają, a Radwańska w domu

Fot. Agnieszka Radwańska po raz pierwszy od lat zaczęła 2019 rok z dala od tenisowych kortów

 

 

Kończą się tenisowe wakacje i światowa czołówka wraca do rywalizacji. Dla polskich kibiców będzie to pierwszy sezon od 13 lat bez udziału Agnieszki Radwańskiej i pierwszy od dekady bez Polki w ścisłej czołówce światowej listy tenisistek.

 

Podczas gdy niedawne rywalki Agnieszki Radwańskiej walczą o rankingowe punkty, ona delektuje się zaciszem domowego ogniska. Najbardziej utytułowana polska tenisistka w historii zrezygnowała nawet z sylwestrowej zabawy w jakimś egzotycznym miejscu i zamiast hucznej imprezy nowy rok przywitała w domu przy lampce szampana, co udokumentowała zdjęciem zamieszczonym na swoim profilu w mediach społecznościowych. „Pierwszy sylwester w domu od kilkunastu lat” – napisała w komentarzu była wiceliderka rankingu WTA.

W listopadzie 2018 roku Radwańska zakończyła oficjalnie karierę i w najnowszych notowaniu rankingu WTA jej nazwiska nie ma już na liście. Na razie jeszcze nie zdecydowała, czym będzie się zajmować po rozstaniu, ale na brak ofert nie narzeka – do współpracy zaprasza ja minister sportu, redakcja sportowa TVP, Polski Związek Tenisowy.

Po rezygnacji Radwańskiej kibice tenisa w Polsce zdążyli się już oswoić z faktem, że nasi najlepsi obecnie gracze, Magda Linette wśród pań i Hubert Hurkacz wśród panów, zajmują miejsca pod koniec pierwszej setki rankingów WTA i ATP. I na razie lepiej raczej nie będzie. Największa nadzieja polskiego tenisa, 17-letnia Iga Świątek, w nowozelandzkim Auckland na starcie dorosłej kariery zaliczyła falstart, nie przebijając się w trzystopniowych kwalifikacjach do turnieju pod szyldem WTA.

Warszawianka zaczęła je z impetem pokonując w pierwszej rundzie Nowozelandkę Elys Venturę 6:2, 6:2. Więcej trudu kosztowało ją wyeliminowanie kolejnej rywalki, Amerykanki Claire Liu, ale po ponad dwugodzinnej walce wygrała 3:6, 7:5, 6:2. Ostatnią przeszkodą na drodze do głównej drabinki turniejowej była 25-letnia Słowaczka Jana Cepelova. Świątek miała prawo liczyć na sukces, bo w sierpniu ubiegłego roku łatwo pokonała tę tenisistkę w imprezie ranki ITF w Budapeszcie 6:1, 6:1. Tym razem bardziej doświadczona rywalka była w zdecydowanie lepszej formie i po blisko dwóch godzinach pokonała naszą ubiegłoroczną juniorską mistrzynię Wimbledonu 6:2, 4:6, 6:4. Tak więc młoda Polka musi poczekać na debiutancki występ w turnieju WTA do następnej imprezy. Być może zacznie od razu od wielkoszlemowego Australian Open, co jest możliwe o ile 17-latka przebrnie przez kwalifikacje, które odbędą się w dniach 8-11 stycznia.

Rok 2019 Świątek zaczęła od spadku w rankingu WTA ze 179. na 186. miejsce, co jest wynikiem reformy przeprowadzonej przez światową federację tenisową. Jej ofiarami padło dziewięć polskich tenisistek, które zostały wykreślone z listy (m.in. Paula Kania). Ich tegoroczne wyniki będą uwzględnione w odrębnej klasyfikacji prowadzonej przez ITF.

 

Nowy kalendarz WTA

Władze kobiecego tenisa ogłosiły kalendarz rozgrywek na 2019 rok. Zmieniono w nim termin rozegrania WTA Finals. Przyszłoroczny turniej mistrzyń zostanie rozegrany w dniach 27 października – 3 listopada w Shenzhen.

 

WTA Finals od 2019 do 2029 roku rozgrywany będzie w Shenzhen. Chińscy organizatorzy przekonali władze WTA do tej lokalizacji oferując podwojenie puli nagród z siedmiu do czternastu milionów dolarów. Zasady turnieju nie ulegną zmianie – zagra w nim osiem najlepszych singlistek sezonu i osiem najlepszych deblistek. WTA podała też, że w 2019 roku pod szyldem tej organizacji w 28 krajach odbędzie się 55 turniejów głównego cyklu. Na przełomie stycznia i lutego zaplanowano w kalendarzu nową imprezę, WTA International w tajlandzkim Hua Hin. W dniach 22-28 lipca po pięcioletniej przerwie wróci do kalendarza WTA turniej w Palermo. Tradycyjnie już Dubaj i Doha zamienią się rangami turniejów – WTA Premier 5 tym razem odbędzie się w Dubaju.

 

Pożegnanie mistrzyń z Singapurem

W niedzielę 21 października rozpoczął się turniej mistrzyń WTA Finals z udziałem ośmiu najlepszych tenisistek sezonu. W ostatniej chwili wycofała się z niego z powodu kontuzji liderka rankingu Rumunka Simona Halep.

 

Najlepsze tenisistki sezonu powalczą w Singapurze o triumf w WTA Finals po raz piąty z rzędu, ale zarazem już po raz ostatni. Za rok kolejne zmagania w turnieju mistrzyń odbędą się w Chinach, a konkretnie w Shenzhen. Władze kobiecego tenisa poinformowały o podpisaniu 10-letniej umowy. Skorzystają na tym także zawodniczki, które w Singapurze walczą o pule nagród w wysokości siedmiu milionów dolarów, natomiast w Shenzen do podziału będzie kwota dwukrotnie wyższa, co sprawi, że WTA Finals wysokością premii przebije nawet turnieje Wielkiego Szlema.

Formaty i terminy turnieju mistrzyń nie po raz pierwszy ulegają zmianie. Pierwsza edycja tych prestiżowych zmagań odbyła się w 1972 roku w Boca Raton. Cztery lata później najpierw rozegrano I rundę (osiem par), a następnie po raz pierwszy w historii zastosowano podział na grupy. W latach 1975-1986 tenisistki rywalizowały pod koniec marca lub na początku kwietnia. W 1986 roku wrócono do terminu październikowego bądź listopadowego. Wtedy jedyny raz odbyły się dwie edycje Masters. Zarówno w marcu, jak i listopadzie zwyciężyła Czeszka z amerykańskim paszportem Martina Navratilova.

Shenzen będzie 10. miastem-gospodarzem turnieju mistrzyń. Przed nim WTA Finals gościły: Boca Raton (1972-1973), Los Angeles (1974-1976 i 2002-2005), Nowy Jork (1977 i 1979-2000), Oakland (1978), Monachium (2001), Madryt (2006-2007), Dauha (2008-2010), Stambuł (2011-2013) i Singapur (2014-2018). W ostatnim, pożegnalnym turnieju w Singapurze, który jest 48. edycją mistrzostw WTA, znalazły się dwie triumfatorki tej imprezy – Czeszka Petra Kvitova to mistrzyni z sezonu 2011, gdy impreza po raz pierwszy odbyła się w Stambule, a reprezentująca Danię Karolina Woźniacka triumfowała rok temu w Singapurze.

Oprócz nich w zmaganiach wezmą udział reprezentująca reprezentująca Niemcy Andżelika Kerber, Czeszka Karolina Pliskova, Ukrainka Elina Switolina oraz debiutantki – Japonka Naomi Osaka, Amerykanka Sloane Stephens i Holenderka Kiki Bertens. Organizatorzy tradycyjnie już podzielili zawodniczki na dwie grupy. W białej znalazły się Woźniacka, Kvitova, Pliskova i Switolina, a w czerwonej Kerber, Stephens, Osaka i Bertens.

Jako pierwsze wyszły na kort tenisistki z grupy białej. W pierwszym niedzielnym pojedynku zmierzyły się Switolina z Kvitovą i ku zaskoczeniu znawców Ukrainka łatwo wygrała 6:3, 6:3. Niespodzianką była też porażka broniącej tytułu Woźniackiej z Pliskovą. Te wyniki niczego jednak jeszcze nie przesądzają.

 

Radwańskiej już nie chce się grać

W trakcie przegranego pojedynku w Seulu z Rumunką Iriną-Camelią Begu Agnieszka Radwańska zasygnalizowała uraz stopy. Gdy wróciła do kraju było jasne, że nie wystartuje w Pekinie. A to oznacza, że w rankingu WTA zakończy 2018 rok w okolicach 80. miejsca.

 

Radwańska ma za sobą kiepski sezon. Jej najlepszym wynikiem jest półfinał osiągnięty na trawnikach w Eastbourne (ranga WTA Premier). W Wielkim Szlemie zagrała w III rundzie Australian Open i II rundzie Wimbledonu. Do tego nie wygrała żadnego meczu w US Open i z powodu kontuzji pleców odpuściła też start w Paryżu w French Open. Turnieje w Azji miały być dla niej okazją do zatrzymania tendencji spadkowej w rankingu. Niestety, w stolicy Korei Południowej Radwańska wygrała tylko z wracającą po kontuzji kolana Amerykanką Bethanie Mattek-Sands, ale już drugiej rundzie zeszła z kortu pokonana przez Begu.

W tym przerywanym przez opady deszczu spotkaniu uwidoczniły się wszystkie mankamenty naszej tenisistki, zwłaszcza jej słabe przygotowanie kondycyjne. Nic dziwnego, że próby dotrzymania kroku rywalce zakończył się nadwyrężeniem mięśni i stawów. W tej sytuacji start w znacznie mocniej obsadzonym turnieju WTA Premier Mandatory w Pekinie mijał się z celem, bo w takiej formie w jakiej jest obecnie, Radwańska w zasadzie nie ma szans z żadną zawodniczką z Top 100 światowej listy, a w stolicy Chin musiałaby rywalizować z rywalkami tylko z tego grona.

Radwańska wróciła zatem do Warszawy i ogłosiła zakończenie sezonu. Nie była jedyną z gwiazd kobiecego tenisa, bo azjatycką część sezonu odpuściły też m.in. Maria Szarapowa i Serena Williams. Teraz będzie się zastanawiać co dalej. Realnie oceniając, na powrót do ścisłej czołówki tenisistek nie ma już praktycznie szans, bo nawet gdyby zmusiła się do katorżniczego treningu, to żeby wrócić do Top 10 rankingu WTA musiałaby, jak na początku kariery, zaliczyć całą serię udanych turniejowych występów. Udanych, czyli zakończonych co najmniej dojściem do ćwierćfinału. A z jej niskim obecnie miejscem w rankingu oznacza to konieczność zaliczenia morderczej dla jej zdrowia serii występów w imprezach niższej rangi i słabiej przez to punktowanych, albo starty w kwalifikacjach do wielkich turniejów. Oczywiście jest jeszcze trzeci wariant, bo Radwańska ma w tenisowym światku mocne nazwisko i cieszy się sympatią kibiców, a to już są argumenty żeby starać się o tzw. dzikie karty tam, gdzie z racji odległego miejsca w rankingu musiałaby walczyć o miejsce w kwalifikacjach. Ten przywilej pozwolił szybko wrócić do czołówki Szarapowej, gdy wypadła z rankingu po dyskwalifikacji za doping, czy Wiktorii Azarence i Serenie Williams po urlopach macierzyńskich.

Nie wiemy jednak czy Radwańskiej chce się jeszcze na poważnie rywalizować. Jej wyniki w ostatnich dwóch latach pokazują, że preferowany przez nią techniczny tenis dzisiaj już nie gwarantuje sukcesów w starciach z coraz bardziej dominującymi w światowej czołówce zawodniczkami o potężnej posturze i atomowym uderzeniu, jak dwudziestolatki Aryna Sabalenka, Jelena Ostapenko czy Naomi Osaka.

Radwańska na razie nie zdradza swoich pomysłów na życie poza kortem. W udzielonym niedawno wywiadzie dla magazynu „InStyle” wyjawiła, że nad jej finansami, których stan szacuje się na co najmniej 30 mln dolarów, pieczę sprawuje mama, Marta Radwańska. Tenisistka przyznała, że na razie wprawdzie nie myśli o macierzyństwie, ale w przyszłości chciałaby mieć małą gromadkę. Zamierza też zbudować dom, który sama urządzi – parterowy, z dużym ogrodem i koniecznie bez schodów. Na pytanie, co zamierza robić w przyszłości, odpowiedziała krótki: „Życie pokaże. Może otworzę szkołę tenisową albo będę doglądać hotelu, który właśnie otwieram. Na pewno znajdę sobie jakieś ciekawe zajęcie”.

 

Naomi Osaka: W USA wygwizdana, w Japonii uwielbiana

Triumf w US Open Naomi Osaka okupiła łzami, gdy rozczarowana finałową porażką Sereny Williams nowojorska publiczność ją wygwizdała. Ale za to w Japonii popularność 20-letniej tenisistki gwałtownie wzrosła.

 

Osaka jest pierwszą w historii japońską tenisistką, która wywalczyła wielkoszlemowy tytuł w singlu. Przed US Open była już jedną z najpopularniejszych sportsmenek w Kraju Kwitnącej Wiśni, chociaż od trzeciego roku życia Naomi, córka Japonki i amerykańskiego żołnierza, mieszka w Stanach Zjednoczonych i ma też obywatelstwo tego kraju. Daleko jej było jednak do uznania jakim cieszyła się choćby wicemistrzyni olimpijska w łyżwiarstwie i trzykrotnej mistrzyni świata solistek Mao Asada. Po triumfie w wielkoszlemowym turnieju w Nowym Jorku, na dodatek odniesionym w starciu z najwybitniejszą tenisistką wszech czasów, popularność Naomi Osaki w Japonii lawinowo rośnie i zaczyna powoli zbliżać się do poziomu rozpoznawalności jakim cieszą się w ojczyźnie baseballista amerykańskiej ligi MLB Ichiro Suzuki, dwukrotny mistrz olimpijski w łyżwiarstwie figurowym (Soczi 2014 i Pjongczang 2018) Yuzuru Hanyu, czy tenisista Kei Nishikori, który w tegorocznym US Open odpadł w półfinale.

Uznanie 20-letniej zawodniczce wyraził nawet premier Japonii Shinzo Abe, który na Instagramie napisał: „W trudnych czasach gdy zmagamy się ze skutkami trzęsienia ziemi na Hokkaido, dziękujemy za energię i inspirację”.
Japonka, która w 2016 roku została uznana przez organizację WTA za odkrycie roku, będzie musiała teraz zmierzyć się z popularnością. Wiele zawodniczek nie poradziło sobie z tym brzemieniem, a najlepszym tego przykładem jest kanadyjska gwiazda Eugenia Bouchard. Na razie Osaka odpoczywa po triumfie w US Open i szykuje się do występów w azjatyckiej części sezonu, także w Japonii.

Tymczasem w tenisowym światku nie milkną dyskusje o skandalicznym zachowaniu pokonanej w finale przez Naomi Osakę Sereny Williams. Zrugany przez amerykańską gwiazdę portugalski sędzia Carlos Ramos nie dostał oficjalnego wsparcia ze strony WTA, ale przynajmniej rację przyznała mu Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF). Mimo to część arbitrów rozważa odmowę sędziowania pojedynków z udziałem Sereny Williams. A to już może być poważnym problemem dla WTA.

 

Magda Linette w ogródku Agnieszki Radwańskiej

Przez lata Agnieszka Radwańska dominowała w plebiscytach na najlepsze zagranie miesiąca. Teraz po raz pierwszy w tej zabawie ma szanse wygrać Magda Linette.

 

Wśród pięciu nominacji do nagrody za najlepsze tenisowe zagranie w lipcu WTA zgłosiła też punktową akcję naszej tenisistki, przeprowadzoną w półfinale turnieju WTA International na kortach twardych w Nanchangu. W trzecim gemie pojedynku z Chinką Qiang Wang Linette najpierw zagrała kapitalny skrót do siatki, a następnie posłała wygrywającego loba nad gową rywalki. Ten efektownie zdobyty punkt nie zdeprymował chińskiej zawodniczki, która mecz z Polką ostatecznie wygrała, a potem triumfowała także w finale turnieju.

Zagranie Linette będzie konkurować z forhendowym minięciem Białorusinki Wiktorii Azarenki w turnieju w San Jose, bekhendowym minięciem Amerykanki Venus Williams także z imprezy w San Jose, heroiczną obroną piłki setowej przez Amerykankę Sloane Stephens w turnieju w Waszyngtonie oraz zabójczym forhendem po linii w wykonaniu Rosjanki Swietłany Kuzniecowej w finale tej samej imprezie. Zwyciężczyni plebiscytu WTA na najlepsze zagranie lipca zostanie ogłoszone w piątek 10 sierpnia.

 

Świątek walczy w USA

Obchodząca za niespełna miesiąc 17. urodziny Iga Świątek kontynuuje tournee po wschodnich stanach USA. Po wygraniu zawodów ITF w Pelham warszawianka awansowała na 422. pozycję w rankingu WTA.

Prowadzona przez agencję Warsaw Sports Group tenisistka zrobiła sobie kilka dni przerwy, po czym przystąpiła do kwalifikacji kolejnego turnieju. W puli nagród imprezy w Charlottesville było 80 tys. dolarów. To najwyższe rangą zawody, w których przyszło rywalizować młodej polskiej tenisistce. Świątek przeszła pomyślnie przez trzystopniowe kwalifikacje do tego turnieju i powiększyła do 11 serię zwycięstw z rzędu na zawodowych kortach. Najpierw pokonała 6:4, 6:2 Brazylijkę Paulę Cristinę Goncalves (WTA 686), potem rozgromiła 6:3, 6:0 Amerykankę Quinn Gleason (WTA 426), a w finale eliminacji stoczyła ciężki bój z najwyżej rozstawioną Meksykanką Aną Sofią Sanchez (WTA 280), który jednak zakończyła zwycięsko wygrywając 6:1, 3:6, 6:1 awansował do pierwszego w karierze turnieju z pula nagród dochodzącą do stu tysięcy dolarów.
W takich imprezach grają już zawodniczki ocierające się o Top 100 światowej listy, i właśnie na jedną z takich tenisistek w pierwszej rundzie w Charlottesville trafiła Świątek. Kolumbijka Mariana Duque-Marino (WTA 112) okazała się rywalką wymagającą. W turnieju została rozstawiona z czwartym numerem. Na mokrym po obfitych opadach deszczu korcie młoda Polka walczyła dzielnie i dopiero w tie-breaku musiała uznać wyższość Kolumbijki. Na początku drugiej partii nasza reprezentantka dwukrotnie prowadziła z przewagą przełamania, lecz doświadczona rywalka szybko odrabiała straty. Duque od stanu 1:2 wygrała cztery gemy z rzędu i po 105 minutach gry ostatecznie zwyciężyła 7:6(3), 6:3. Ale Igi Świątek na pewno nigdy już nie zlekceważy.