Odmrożono ranking WTA

Wznowieniem rywalizacji w cyklu turniejów WTA uaktywniło zamrożony w marcu z powodu pandemii światowy ranking. W najnowszym notowaniu pozycję w Top 50 utrzymały dwie nasze tenisistki – Magda Linette i Iga Świątek.

Po długich dyskusjach ostatecznie udało się uzgodnić nowe zasady przyznawania punktów w rankingu WTA. W klasyfikacji będą uwzględniane jedynie wyniki z okresu od marca 2019 do grudnia 2020 roku, a każdy turniej będzie punktowany tylko raz. To ukłon pod adresem zawodniczek, które w czasach pandemii rezygnują ze startów w niektórych turniejach. Na przykład z powodu odwołania turnieju WTA Finals 2020 anulowano zostały rankingi Porsche Race to Shenzhen w singlu i deblu.
W minioną niedzielę zakończył się natomiast turniej w Palermo, który był pierwszą imprezą pod szyldem WTA po wznowieniu rywalizacji przerwanej przez pandemię SARS-CoV-2. Zawody wygrała Francuzka Fiona Ferro, która w finale pokonała Estonkę Anett Kontaveit 6:2, 7:5.
W poniedziałek WTA opublikowała pierwsze po wznowieniu touru notowanie światowego rankingu. Pozycję liderki zestawienia utrzymała Australijka Ashleigh Barty, druga jest Rumunka Simona Halep, a trzecia Czeszka Karolina Pliskova, z którą niedawno w turnieju pokazowym wygrała Iga Świątek. Naszej 19-letniej tenisistce ten sukces punktów jednak nie przysporzył i w najnowszym notowaniu spadła o jedną lokatę i zajmuje obecnie 50. miejsce. Najwyżej sklasyfikowana z Polek Magda Linette pozostał na zajmowanej dotychczas 36. pozycji. W drugiej setce światowej listy mamy dwie zawodniczki – sklasyfikowana na 125. miejscy Katarzynę Kawę oraz zajmującą 174. lokatę Magdalene Fręch. Dwie kolejne Polki zajmują miejsca w trzeciej setce – Maja Chwalińska jest na 226., a Urszula Radwańska na 265. pozycji.
W tym tygodniu toczą się dwa turnieje rangi WTA International – w Pradze i w Lexington. W czeskiej stolicy w kwalifikacjach odpadła Magdalena Fręch (WTA 174), natomiast w Lexington Magda Linette w I rundzie wygrała z Amerykanką Lauren Davis (WTA 62) 6:2, 6:3.

Zlekceważyła pandemię

Amerykańska tenisistka Danielle Collins, sklasyfikowana obecnie na 51. miejscu rankingu WTA, została wykreślona z obsady pokazowych turniejów cyklu World Team Tennis. To kara za złamanie przepisów epidemicznych.

Podczas turnieju w White Sulphur Springs regulamin zakazywał opuszczania uczestnikom imprezy okręgu, w którym był rozgrywane zawody (resort Greenbrier) oraz stanu Wirginia Zachodnia. Cykl imprez organizowanych pod szyldem World Team Tennis to jedna z nielicznych imprez sportowych w Stanach Zjednoczonych, rozgrywanych mimo pandemii koronawirusa z udziałem kibiców. Rywalizują w nim mieszane drużyny, a wśród uczestniczek są m.in. Amerykanka Venus Williams oraz wracająca po wieloletniej przerwie do profesjonalnej rywalizacji Belgijka Kim Clijsters.
Organizatorzy surowo egzekwują jednak przepisy sanitarne i nie stosują wyjątków także wobec zawodniczek i zawodników. „Usunęliśmy Danielle Collins z obsady pozostałych do rozegrania imprez tegorocznej edycji World Team Tennis za złamanie regulaminu dotyczącego COVID-19. Ona opuściła resort Greenbrier oraz stan Wirginia Zachodnia, czym naraziła zdrowie i bezpieczeństwo innych uczestników zawodów. To niedopuszczalne zachowanie” – stwierdził dyrektor generalny cyklu WTT Carlos Silva.
Zajmująca 51. miejsce w rankingu WTA Collins w czerwcu sama mocno krytykowała Serba Novaka Djokovicia za podważanie sensu planowanego w US Open protokołu bezpieczeństwa. A lider rankingu ATP wyraził wątpliwość, czy rozegranie nowojorskiego turnieju Wielkiego Szlema będzie w ogóle możliwe przy proponowanych przez organizatorów obostrzeniach. Jak się okazało, miał rację, bo regulamin epidemiczny na Flushing Meadows będzie nawet surowszy niż zastosowany w cyklu WTT, w którym obowiązują m.in. testy na obecność koronawirusa dla zawodników oraz regularne mierzenie temperatury. Na trybuny wpuszczanych jest maksymalnie 500 osób. Dzięki ścisłej kontroli udało się wykryć obecność wirusa Covid-19 u amerykańskiego tenisisty Francesa Tiafoe.

Solidarność na korcie

Przerwa w tenisowych rozgrywkach mocno uderzyła po kieszeni żyjących ze startów w turniejach graczy. Zwłaszcza tych spoza dobrze zarabiającej światowej czołówki. I to im władze ITF, ATP i WTA postanowiły przyjść z finansową pomocą.

Wsparcie tej inicjatywy zapowiedzieli też organizatorzy turniejów Wielkiego Szlema oraz zawodniczki i zawodnicy z Top 100 światowych rankingów. O tym, że toczy trwają prace na opracowaniem koncepcji pomocy poinformował jako pierwszy wiceprezes Niemieckiego Związku Tenisowego Dirk Hordorff. Nowe informacje w tej sprawie ujawnił też lider rankingu ATP Novak Djoković w liście otwartym. Serbski tenisista potwierdził, że w tej chwili toczy się dyskusja nad propozycjami finansowego wsparcia dla niżej notowanych graczy. Uczestniczący w niej przedstawiciele ITF, ATP, WTA i turniejów Wielkiego Szlema planują zebrać z różnych źródeł około 9 mln dolarów i podzielić go równo na wytypowanych do pomocy zawodniczki i zawodników. Na lwią część tej kwoty mają się złożyć Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF), organizująca turniejową rywalizację mężczyzn ATP i zarządzająca rywalizacją kobiet WTA oraz organizatorzy czterech imprez wielkoszlemowych. Około 2 mln dolarów mają natomiast dorzucić do tej puli gracze z czołówki rankingów WTA i ATP w ramach funduszu pomocowego Player Relief Fund. Dobrowolnie na ten cel mają się złożyć zawodniczki i zawodnicy z Top 100 światowych list w grze pojedynczej oraz z Top 20 rankingu deblowego.
Z informacji przekazanych przez Djokovicia wynika, że pomocą planuje się objąć zawodniczki i zawodników zajmujących aktualnie w rankingach miejsca od 250. do 700. To gracze, którzy nie kwalifikują się do wielkoszlemowych eliminacji i dlatego trudniej jest im walczyć o wyższe premie na zawodowych kortach. Każdy tej grupy może liczyć na wsparcie w wysokości 10 tys. dolarów. W tym gronie są także Polacy – Urszula Radwańska (WTA 266), Katarzyna Piter (WTA 360), Natalia Siedliska (WTA 560), Kacper Żuk (ATP 305), Daniel Michalski (ATP 434), Jerzy Janowicz (ATP 470) i Michał Dembek (ATP 654).
Djoković wyjawił też zasady na jakich gracze ze światowej elity opodatkują się na rzecz Player Relief Fund. Proponuje się, żeby zawodnicy i zawodniczki z Top 5 rankingów WTA (Ashleigh Barty, Simona Halep, Karolina Pliskova, Sofia Kenin, Jelina Switolina) i ATP (Novak Djoković, Rafael Nadal, Dominic Thiem, Roger Federer, Daniił Miedwiediew) wpłaciły po 30 tys. dolarów, a wkład kolejnych będzie malał wraz z niższym miejscem w zestawieniu Top 100. Jeśli takie ustalenia zostaną zaakceptowane, notowany aktualnie na 29. światowej listy Hubert Hurkacz musiałby przekazać na fundusz pomocowy 10 tys. dolarów, a nasz najwyżej notowany deblista Łukasz Kubot 5 tys. dolarów. Z naszych tenisistek w Top 100 klasyfikowane są obecnie tylko Magda Linette (WTA 36) i Iga Świątek (WTA 49) – one także, jak Hurkacz, będą musiały wpłacić po 10 tys. dolarów. Raczej na pewno nikt się nie wyłamie, bo solidarność na korcie w czasie zarazy jest wymagana nawet w tak indywidualnym sporcie, jakim jest tenis.
Oficjalne turnieje tenisowe zostały zawieszone na razie do 13 lipca. Organizatorzy wielkoszlemowego US Open wciąż jeszcze mają nadzieję, że imprezę uda się przeprowadzić, nie rezygnują też animatorzy przełożonego na wrzesień turnieju French Open. Z myślą o tych zawodach trener Sereny Williams Patrick Mouratoglou wpadł na pomysł zorganizowania nieformalnych rozgrywek z udziałem zaproszonych graczy ze ścisłej światowej czołówki. Rywalizacja ma się toczyć na zamkniętych dla publiczności kortach jego prywatnej akademii tenisowej w Nicei na przełomie maja i czerwca. Mouratoglou nazwał te nietypowe rozgrywki Ultimate Tennis Showdown (UTS). Rywalizacja ma się toczyć przez pięć tygodni, ale żeby wszyscy mieli w tym interes, Francuz oferuje telewizjom nabycia praw telewizyjnych do transmisji na żywo. Pierwszy pojedynek ma się odbyć 16 maja, a zmierzą się w nim zajmujący 10. miejsce w rankingu ATP Belg David Goffin z klasyfikowanym na 103. pozycji Australijczykiem Alexem Popyrinem , którego dołączono do stawki wyłącznie dlatego, że jego ojciec jest udziałowcem UTS. Jak wieść niesie, gracze z Top 10 rankingów WTA i ATP wyrazili chęć udziału w tym przedsięwzięciu.
Nic dziwnego, także ich czeka chudy rok. Wiadomo już, że sierpniowy turniej WTA w Montrealu został przełożona na 2021 rok, a lipcowy turniej ATP w Hamburgu odwołano. Wielkoszlemowy French Open, który zazwyczaj odbywa się w Paryżu na przełomie maja i czerwca, przesunięto w marcu na termin 20 września – 4 października. Tydzień wcześniej zakończyć się ma US Open. Szef Amerykańskiej Federacji Tenisowej (USTA) Mike Dowse poinformował, że decyzja w sprawie tych zawodów ma zapaść w czerwcu. Opcję turnieju bez kibiców określił jako możliwą, ale ją wykluczył.

Anglicy odwołali Wimbledon

Komitet organizacyjny wielkoszlemowego Wimbledonu w minioną środę ogłosił decyzję, której od jakiegoś czasu sympatycy tenisa na całym świecie się spodziewali, ale która chyba nikogo nie ucieszyła. Po raz pierwszy od zakończenia II Wojny Światowej ten najbardziej prestiżowy turniej tenisowy został odwołany. Jego kolejna edycja odbędzie się dopiero za rok, w dniach 28 czerwca – 11 lipca. Tym samym All England Lawn Tennis Club nie poszedł śladem Francuzów, którzy swój wielkoszlemowy French Open przenieśli na koniec września.

Pandemia koronawirusa sparaliżowała kompletnie tenisowe życie. Z jej powodu odwołano w marcu wielkie turnieje w Indian Wells i Miami, a od 18 marca ITF, WTA i ATP zawiesiły rozgrywki tenisowe na wszystkich szczeblach. Pierwotnie przerwa miała potrwać do 7 czerwca, czyli do końca cyklu turniejów na kortach ziemnych, który zwyczajowo kończy wielkoszlemowy French Open na kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu. W tym roku miał się odbyć w dniach 24 maja – 7 czerwca, ale jego organizatorzy już dwa tygodnie temu ogłosili, że przenoszą turniej na jesień i wyznaczyli nawet nową datę: 20 września – 4 października.
Pierwszy padł French Open
Ich decyzja wywołała spore poruszenie w tenisowym środowisku, bo nie został uprzednio uzgodniona z władzami ITF, WTA i ATP, zawodnikami oraz organizatorami innych zaplanowanych wcześniej w tym okresie turniejów. „Wiedzieliśmy, że będziemy za to krytykowani, bo jako pierwsi zdecydowaliśmy się na taki krok. Byliśmy jednak pewni, że musimy coś zrobić, bo nie było wspólnej dyskusji na ten temat. Nawet ludzie z ATP mówią nam dziś, że mieli podobny pomysł. A my działamy też w interesie Francji” – przekonuje w rozmowie z dziennikiem „L’Equipe” Lionel Maltese, dyrektor do spraw finansów Francuskiej Federacji Tenisowej (FFT).
Przeniesienie imprezy na wrzesień nie daje jednak stuprocentowej pewności, że się w tym terminie odbędzie. Wszystko zależy od rozwoju pandemii koronawirusa. Ale Francuzi są zdeterminowani, żeby impreza na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa jednak się odbyła. „Straty z powodu odwołania turnieju wyniosłyby 260 mln euro, a to by oznaczało, że ucierpi także tenis amatorski, na który z tych zysków przeznaczamy co roku sto milionów euro” – tłumaczy dyrektor Maltese.
Protesty zawodników szybko jednak ucichły, gdy pojawiły si pierwsze pogłoski, że Wimbledon także jest zagrożony i może nawet w ogóle się nie odbyć. A to już jest cios bolesny, bo cztery turnieje Wielkiego Szlema łącznie wnoszą do zawodowego tenisa w puli nagród prawie dwieście milionów dolarów. A przypomnijmy, że w tym roku odbył się jak na razie jedynie Australian Open.
W środę organizatorzy zawodów na trawnikach All England Lawn Tennis Clubu (AELTC) spotkali się, aby podjąć decyzję w sprawie tegorocznego Wimbledonu. Pod uwagę wzięto bezpieczeństwo i zdrowie graczy, sędziów, kibiców oraz wszystkich osób pracujących przy turnieju. Ostatecznie podjęto decyzję, że 134. edycja The Championships odbędzie się w przyszłym roku, w dniach 28 czerwca – 11 lipca 2021 roku.
Anglikom żal było trawy
„To jest decyzja, której nie podjęliśmy pochopnie, a zrobiliśmy to z najwyższym szacunkiem dla zdrowia publicznego oraz dobrobytu wszystkich tych, którzy sprawiają, że Wimbledon się odbywa” – stwierdził przewodniczący AELTC, Ian Hewitt. Organizatorzy w oficjalnym komunikacie poszerzyli listę powodów: „Naszym zdaniem najważniejsze jest zdrowie i bezpieczeństwo wszystkich, którzy sprawiają, że Wimbledon to wydarzenie angażujące społeczeństwo, graczy, gości, pracowników, wolontariuszy, partnerów, kontrahentów i lokalnych mieszkańców. Dlatego uważamy, że odwołanie Wimbledonu jest najlepszą decyzją w interesie zdrowia publicznego. Podejmujemy tę decyzję teraz, a nie za kilka tygodni, co jest w interesie osób, które miały rozpocząć przygotowania do tego wydarzenia. Ci, którzy kupili bilety, otrzymają zwrot pieniędzy i możliwość zakupu wejściówek na ten sam dzień w 2021 roku” – poinformował All England Lawn Tennis Club.
Wimbledon to najstarszy i najbardziej prestiżowy turniej tenisowy na świecie. Rozgrywany jest od 1877 roku. W tym czasie nie został rozegrany jedynie podczas pierwszej i drugiej wojny światowej. Od 1946 roku odbywał się regularnie. Organizatorzy nie zdecydowali się, wzorem French Open, przenieść imprezy na jesienny termin, bo rywalizacja na trawiastych kortach w Wielkiej Brytanii możliwa jest tylko latem.
Międzynarodowa Federacja Tenisowa zareagowała natychmiast i także w minioną środę zaakceptowała wniosek ATP i WTA, aby przerwę w rozgrywkach przedłużyć do 13 lipca. Potwierdziły to obie organizacje w oficjalnych komunikatach, co oznacza, że wszystkie zaplanowane turnieje na kortach trawiastych zostaną odwołane. W czerwcu tenisistki i tenisiści mieli w kalendarzu po sześć imprez. ATP nie skreśliła jedynie mający rozpocząć się 13 lipca turniej w Newport.
ITF wydłuża przerwę do lipca
Poprzedni komunikat ITF, WTA i ATP z 18 marca wstrzymał rywalizację na kortach do 7 czerwca, teraz już wiadomo, że przerwa potrwa co najmniej o miesiąc dłużej. Na tyle też utrzymano tzw. zamrożenie rankingów, czyli utrzymano jako wiążące wyniki ostatniego notowania. Dla czołówki profesjonalnych graczy utrata możliwości występu na wimbledońskiej trawie będzie jednak kolejną dotkliwą stratą finansową, bo to impreza z najwyższą pulą nagród (ponad 40 mln funtów).
W tym roku odbył się tylko jeden turniej wielkoszlemowy – Australian Open w Melbourne. Wśród pań triumfowała w nim Amerykanka Sofia Kenin, natomiast wśród mężczyzn najlepszy był Serb Novak Djoković.
ATP i WTA rozważają teraz różne scenariusze. Nie można wykluczyć, że z powodu pandemii w tym roku nie odbędzie się już żaden turniej tenisowy. Wariant optymistyczny zakłada wydłużenie sezonu do grudnia i limitowanie liczby imprez. Jeśli zajdzie taka konieczność, pierwszeństwo będą miały turnieje Wielkiego Szlema i Masters 1000, bo one oferują największe pule nagród dla uczestników.

Gruzińska tenisistka zawstydza ITF, WTA i ATP

Tenisowe życie zamarło całkowicie i stan ten ma potrwać co najmniej do 7 czerwca, a może jeszcze dłużej, bo coraz realniejsza decyzja o odwołaniu także cyklu czerwcowych i lipcowych turniejów na trawie, z wielkoszlemowym Wimbledonem włącznie. Taka długa przerwa staje się coraz poważniejszym problemem dla zawodniczek i zawodników spoza czołówki rankingów WTA i ATP. Zwróciła na to uwagę 31-letnia gruzińska tenisistka Sofia Shapatava.

Sklasyfikowana obecnie na 371. miejscu światowej listy tenisistek Shapatava jest inicjatorką petycji skierowanej pod adresem władz ITF, WTA i ATP, postulującej udzielenie wsparcia finansowego dla zawodniczek i zawodników spoza Top 100 światowych rankingów. Podpisało się pod nią juz ponad tysiąc osób. „Zawodowi tenisiści na całym świecie przestali rywalizować. Najlepsi z nich mają środki na utrzymanie przez kilka miesięcy. Ci gorsi cierpią. Niewielu z nich będzie w stanie utrzymać się w codziennym życiu, a po trzech miesiącach bez rywalizacji wrócić jeszcze do gry. Organizacje odpowiedzialne za prowadzenie tenisa powinny pomóc zabezpieczyć zawodników, a przynajmniej pomóc im w tych trudnych czasach” – tłumaczy Shapatava. ITF, ATP i WTA zawiesiły wszelkie rozgrywki do 7 czerwca. Organizatorzy French Open przełożyli paryski turniej na wrzesień, a zważywszy na rozszerzającą się wciąż w Wielkiej Brytanii epidemie koronawirusa, coraz bardziej prawdopodobne jest także odwołanie Wimbledonu. Nie odbywają się żadne turnieje – ani te najwyższej rangi, ani najniższej. To odbiera niżej klasyfikowanym tenisistkom i tenisistom możliwość zarobkowania.

„Wiele firm organizuje dziś swoim pracownikom płatne urlopy, a przecież tenisiści w pewnym sensie także są pracownikami światowych organizacji tenisowych. Uważam, że powinniśmy uzyskać jakieś wsparcie, bo płacimy podatki, opłacamy licencje i pracujemy dla nich. Całkowite zawieszenie rozgrywek było nieoczekiwane i odbiło się mocno na finansach większości z nas” – przekonuje 31-letnia reprezentantka Gruzji.

Czołowi gracze zarabiają wystarczająco, żeby przetrwać kilka miesięcy bez dochodów, dla pozostałych, których jest zdecydowanie więcej, będzie to trudny okres, bo nie mają oszczędności i żadnych możliwości zarobkowania, a mimo to każe im się respektować umowy z trenerami i płacić za wszystko jak zwykle. WTA, ATP i ITF powinny nam pomóc, bo te organizacje mają na to odpowiednie środki” – twierdzi Shapatava. Doczeka się odpowiedzi?

Odwołają Wimbledon?

Z powodu pandemii koronawirusa do 7 czerwca odwołano wszystkie imprezy tenisowe, w tym wielkoszlemowy French Open. To samo grozi też turniejowi na trawnikach Wimbledonu.

Tenisiści mieli wrócić do rywalizacji na trzy tygodnie przed startem Wimbledonu, ale w Wielkiej Brytanii epidemia koronawirusa dopiero zaczęła nabierać rozpędu. Dlatego pojawia się coraz więcej sygnałów, że najsłynniejszy turniej tenisowy nie odbędzie się jednak w zaplanowanym terminie 29 czerwca – 12 lipca. W minioną środę organizator turnieju, All England Lawn Tennis Club (AELTC), poinformował, że w przyszłym tygodniu odbędzie się w tej sprawie specjalna narada, na której ma zapaść decyzja odnośnie tegorocznej edycji zmagań na trawiastych kortach Wimbledonu.
AELTC już od stycznia tego roku analizował projekty różnych rozwiązań awaryjnych, a teraz weryfikuje je zgodnie z poleceniami brytyjskich władz oraz organizacji zdrowia publicznego. W sytuacji rosnącego zagrożenia życia dla coraz większej liczby obywateli, nawet tak pomnikowe imprezy, jaką bez wątpienia jest Wimbledon, muszą podporządkować się zakazom.
„AELTC znajduje się w ciągłym kontakcie z ATP, WTA, ITF i organizatorami pozostałych turniejów wielkoszlemowych. W tej chwili, w oparciu o opinie, jakie dostaliśmy od władz, na przeprowadzenie The Championships w ustalonym pierwotnie terminie otrzymamy ściśle limitowane okienko czasowe, co w przypadku możliwych kaprysów pogodowych może uniemożliwić przeprowadzenie rywalizacji na sprawiedliwych dla wszystkich uczestników zasadach. Ze względu na charakter nawierzchni naszych kortów przełożenie imprezy na późniejszy termin niesie ryzyko ich poważnej dewastacji. Z kolei rozgrywanie turnieju bez udziału publiczności nie jest przez nas w ogóle rozpatrywane” – informuje All England Lawn Tennis Club.
Od pierwszego turnieju na kortach Wimbledonu w 1877 roku, imprezę odwoływano dziesięciokrotnie, wyłącznie w okresie trwania obu wojen światowych w XX wieku, czyli w latach 1915-1918 i 1940-1945.

Zamrożone rankingi WTA i ATP

Wszystkie imprezy tenisowe w powodu pandemii koronawirusa zostały odwołane aż do czerwca. W tej sytuacji Stowarzyszenie Tenisistów Profesjonalnych (ATP) oraz Women’s Tennis Association (WTA) podjęły decyzje o zamrożeniu na ten czas rankingów. Wśród pań liderką pozostanie zatem Australijka Ashleigh Barty, a wśród panów Serb Novak Djoković.

Z powodu koronawirusa odwołano m.in. prestiżowe marcowe turnieje w Indian Wells i Miami oraz imprezy planowane w kwietniu i maju w Europie na kortach ziemnych – w Stuttgarcie, Monte Carlo, Barcelonie, Madrycie, Rzymie, a kończący tę część sezonu wielkoszlemowy turniej French Open w Paryżu przeniesiono na koniec września. ATP i WTA postąpiły w jedyny możliwy w takiej sytuacji sposób, czyli zamroziły rankingi do czasu wznowienia rozgrywek. Na razie jeszcze nie wiadomo, kiedy to nastąpi. W tej chwili przyjęto, że tenisiści wrócą do rywalizacji 10 czerwca w Mercedes Cup w Stuttgarcie i Libema Open w holenderskim ‚s-Hertogenbosch, natomiast tenisistki 12 czerwca w turniejach na nawierzchni trawiastej w Nottingham i ‚s-Hertogenbosch. Nie ma jednak stuprocentowej pewności, że te terminy zostaną dotrzymane, bo już pierwszy turniej na trawie, Surbiton Trophy, został odwołany. Turniej w Surbiton ma 17-letnią tradycję i nieoficjalnie uważano go za inaugurujący część sezonu na kortach trawiastych w Wielkiej Brytanii. Impreza nie jest zaliczana do głównego cyklu. Męska edycja ma rangę ATP Challenger Tour, a kobieca ITF Women’s World Tour. Odbywa się zwykle w drugim tygodniu wielkoszlemowego French Open. W tym roku miała zostać rozegrana w dniach 31 maja – 7 czerwca, lecz z powodu epidemii koronawirusa została już odwołana. Organizatorzy innych zaplanowanych w maju turniejów na tej nawierzchni (niemieckim Halle, tureckiej Antalyi oraz w Londynie i Eastbourne) na razie tych imprez nie odwołali, także kończący tę część sezonu wielkoszlemowy Wimbledon nadal planowany jest w ustalonym terminie 1-14 lipca.
Dla układu siła na światowych listach nie będzie to jednak miało żadnego znaczenia, bo WTA i ATP postanowiły zamrozić rankingi. Kobieca organizacja jako podstawę przyjęła notowanie z dnia 9 marca i do rankingu nie wliczała już punktów zdobytych przez zawodniczki w niedokończonych turniejach, a także nie odejmował punktów za imprezy odwołane. Natomiast w rankingu ATP zostały uwzględnione wyniki z challengerów oraz turniejów ranggi ITF, które nie zostały dokończone w ubiegłym tygodniu, ale nie odpisano zawodnikom punktów jakich mieli bronić w odwołanych imprezach. Skorzystał na tym m.in. nasza najwyżej sklasyfikowany obecnie na światowej liście tenisista, Hubert Hurkacz, który miał do obrony m.in. 180 punktów za ćwierćfinał turnieju w Indian Wells. Wrocławianin z dorobkiem 1353 punktów pozostał na 29. miejscu i to się nie zmieni aż do wznowienia rozgrywek. Na 108. miejscu przeczeka natomiast ten okres Kamil Majchrzak (523 pkt). Trzecią rakietą w naszym męskim tenisie jest aktualnie Kacper Żuk (305. lokata), a czwartą Daniel Michalski (434. miejsce).
Na czele rankingu ATP pozostał Serb Novak Djoković (10 220 pkt), drugi jest Hiszpan Rafael Nadal (9850), a trzeci Austriak Dominic Thiem (7045). Kolejne miejsca w Top 10 światowej listy zajmują: Szwajcar Roger Federer (6630), Rosjanin Daniił Miedwiedew (5890), Grek Stefanos Tsitsipas (4745), Niemiec Alexander Zverev (3630), Włoch Matteo Berrettini (2860), Francuz Gael Monfils (2860) i Belg David Goffin (2555).
W rywalizacji pań wśród Polek rakietą numer 1 pozostanie do czerwca Magda Linette, aktualnie sklasyfikowana na 36. pozycji, a rakietą numer 2 Iga Świątek (WTA 49). Zamrożenie rankingu jest bardziej korzystne dla Świątek, która miałaby do obrony punkty za zeszłoroczne występy w Lugano oraz na kortach Rolanda Garrosa.
Liderką rankingu WTA pozostała Australijka Ashleigh Barty (8717 pkt), druga lokatę zajmuje Rumunka Simona Halep (6076), a najniższe miejsce na podium przypadło Czeszce Karolinie Pliskovej (5205). Czwarta w rankingu jest triumfatorka tegorocznego wielkoszlemowego Australian Open Amerykanka Sofia Kenin (45900, a piąte miejsce okupuje Ukrainka Elina Switolina (4580). Dzięki zachowaniu punktów za ubiegłoroczny triumf w Indian Wells szóstą pozycję w Top 10 utrzymała lecząca od wielu tygodni kontuzje Kanadyjka Bianca Andreescu (4555). Cztery pozostałe miejsca zajęły: Holenderka Kiki Bertens (4335), Szwajcarka Belinda Bencic (4010), Amerykanka Serena Williams (3915) i Japonka Naomi Osaka (36250.

Francuzi wielkoszlemowy French Open przełożyli na wrzesień

Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) oraz organizacje zarządzające rozgrywkami kobiet (WTA)i mężczyzn (ATP) odwołały wszystkie turnieje zaplanowane w kwietniu i maju. Nie podjęto jednak decyzji w sprawie kończącego cykl imprez na ziemnej nawierzchni wielkoszlemowego French Open na kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu. Gospodarze tego turnieju nie konsultując się z nikim sami przełożyli turniej na wrzesień. I zrobiła się z tego afera.

We wtorek w tenisowym światku zawrzało na wieść, że tegoroczny French Open ma się odbyć nie jak zawsze na przełomie maja i czerwca, lecz na przełomie września i października. Wzburzenie powiększyła informacja, iż decyzję organizatorzy paryskiego turnieju podjęli samowolnie bez uzgodnienia jej z władzami kobiecego i męskiego tenisa (WTA i ATP). Wedle terminarza tegoroczna wielkoszlemowa impreza na kortach im. Rolanda Garrosa miał się odbyć w dniach 25 maja – 7 czerwca, jednak ze względu na pandemię koronawirusa, na którą francuskie władze zareagowały z opóźnieniem, już dzisiaj wydaje sie przesądzone, iż French Open podzieli los wszystkich wcześniejszych turniejów na kortach ziemnych w Europie (m.in. w Monte Carlo, Barcelonie, Monachium, Madrycie i Rzymie), które ITF, WTA i ATP zdążyły już wcześniej odwołać.
W tej sytuacji decyzja organizatorów French Open jest nawet zrozumiała. Jeśli coś w niej może bulwersować, to mało elegancki sposób w jaki Francuzi usiłują upchnąć swój prestiżowy turniej w jesiennej części tenisowego sezonu. I to z tego powodu podniósł się wrzask, jak tylko prezes Francuskiej Federacji Tenisowej Bernard Giudicelli w miniony wtorek ogłosił przeniesienie zmagań we francuskiej stolicy na nowy termin: 20 września – 4 października. Ta decyzja zaskoczyła wszystkich, ale nie wywołała jeszcze wojny. Organizatorzy dwóch pozostały turniejów Wielkiego Szlema, czyli Wimbledonu (termin to 29 czerwca – 12 lipca) i US Open (31 sierpnia – 13 września) po cichu solidaryzują się jednak z Francuzami, bo mają świadomość, iż w przypadku dłuższego niż się obecnie zakłada trwania pandemii mogą znaleźć się w podobnej sytuacji i też będą szukać dla siebie nowych terminów. A już przeniesienie French Open na przełom września i października spowoduje chaos w rozgrywkach ATP i WTA. Paryski turniej miałby się bowiem odbyć zaledwie tydzień po zakończeniu US Open, a to oznacza, że gracze w krótkim czasie będą musieli przestawić się z gry na twardych nawierzchniach na ceglaną mączkę. Nic dziwnego, że tenisiści i tenisistki trochę kręcą nosem na samowolkę organizatorów French Open, ale w puli nagród paryskiej imprezy jest prawie 50 milionów euro, więc bojkot na pewno jej nie grozi.

Sport przegrywa z wirusem Covid-19

Koronawirus w coraz większym stopniu wpływa na sportowy kalendarz. Włoski rząd w poniedziałek zawiesił do 3 kwietnia wszelkie rozgrywki sportowe w tym kraju, a tego dnia do listy odwołanych wielkich zawodów dołączył turniej w Indian Wells, piąta pod względem znaczenia, po Wimbledonie, French Open, US Open i Australian Open tenisowa impreza na świecie.

Premier Włoch Giuseppe Conte zaakceptował w miniony poniedziałek rozwiązanie zaproponowane przez Włoski Komitet Olimpijski (CONI) i zatwierdził decyzję o odwołaniu wszystkich wydarzeń sportowych na terenie kraju do 3 kwietnia. Ma to oczywiście związek z epidemią koronawirusa, która na Półwyspie Apenińskim zbiera największe w Europie śmiertelne żniwo. Z powodu koronawirusa zmarło tam już ponad 400 osób. Decyzja włoskich władz nie dotyczy jednak międzynarodowych rozgrywek, w których udział biorą włoskie kluby i reprezentacje, czyli m.in. rozgrywek Ligi Mistrzów piłkarzy nożnych i siatkarzy.
Ale dla krajowych rozgrywek ligowych w tych dyscyplinach sportu zawieszenie rywalizacji do kwietnia to poważny problem, bo trudno będzie znaleźć wolne terminy dla przełożonych meczów, przede wszystkim z powodu czerwcowych mistrzostw Europy. Włoska federacja piłkarska rozważa nawet zakończenie rozgrywek i uznanie ich za nieodbyte, bo kluby nie chcą grać przy pustych trybunach. Włochy to w tej chwili największe ognisko koronawirusa w Europie i czwarte na świecie. Według najnowszych danych, liczba śmiertelnych ofiar dochodzi już do pół tysiąca, a zakażonych liczy się już w setkach tysięcy.
Imprezy sportowe odwołuje się już jednak nie tylko w Chinach, Japonii czy w Europie, lecz także za oceanem. W nocy z niedzieli na poniedziałek organizatorzy prestiżowego turnieju tenisowego w Indian Wells w USA ogłosili, że z powodu zagrożenia koronawirusem odwołują zawody. „Zdrowie i bezpieczeństwo fanów, graczy, wolontariuszy, sponsorów, pracowników, sprzedawców i wszystkich osób zaangażowanych w to wydarzenie było dla nas najważniejsze” – stwierdził dyrektor turnieju w Indian Wells Tommy Haas.
Błyskawiczny rozwój epidemii zaskakuje nie tylko organizatorów poszczególnych imprez, ale przede wszystkim światowe organizacja zarządzające sportem. Typoweym przykladem są tu tenisowe WTA, ATP i ITF. Owszem, w kwestiach podstawowych jeszcze jakoś sobie radzą, czego dowodzą wydane zalecenia: podczas turniejów należy ograniczać do minimum kontakt zawodników z osobami pracującymi przy turnieju oraz fanami. Z tego względu gracze zostali zobowiązani sami nosić swoje ręczniki czy napoje, a dzieci po podawania piłek mają korzystać z rękawiczek. Ponadto tenisiści zostaną pouczeni, aby po meczach czy treningach nie podawać części swojego ubioru czy sprzętu kibicom.
Nie rozwiązały natomiast problemu jaki powstał po odwołaniu turnieju w Indian Wells. Wszyscy uczestnicy tej imprezy stracili punkty rankingowe, wśród nich m.in. Polacy – Hubert Hurkacz, który przed rokiem doszedł tu do ćwierćfinału Magda Linette za dojście do II rundy oraz Iga Świątek za drugą rundę eliminacji. A rankingi w tenisie to 52-tygodniowy system uaktualnianych co tydzień zestawień, od którego jak na razie nie ma wyjątków, bo WTA i ATP nie zdążyły jeszcze zareagować, choc powinny od razu zamrozić ranking. Kolejny wielki turniej po Indian Wells, w Miami, też jest zagrożony, a potem tenisowa kawalkada zjedzie na cykl zawodów w Europie, którym też grozi odwołanie.
W takim bałaganie system rankingowy przestanie być sprawiedliwy, a przecież na jego podstawie dokonuje się też kwalifikacji olimpijskich. Żeby zagrać na igrzyskach w singlu, trzeba do 8 czerwca być w rankingu ATP/WTA najniżej na 56. miejscu. Jeśli odwołane zostaną kolejne turnieje, szans na poprawienie swojej pozycji w rankingu może być bardzo mało. Na ten moment na igrzyska pojechaliby Hurkacz (29. ATP), Linette (36. WTA) i Świątek (49. WTA), lecz jeśli do czerwca z powodu odwoływanych turniejów stracą dużo punktów, może być z tym różnie.

Maria Szarapowa pożegnała się z tenisem

Tej decyzji słynnej rosyjskiej tenisistki spodziewano się od jakiegoś czasu. Po porażce w I rundzie Australian Open Maria Szarapowa w końcu pojęła, że do światowej czołówki już nie wróci.

Mimo odległej pozycji na światowej liście Szarapowa dzięki przyznanej jej przez organizatorów tzw. dzikiej karcie stanęła do walki w tegorocznym wielkoszlemowym Australian Open. W pierwszej rundzie jej przeciwniczką była młodsza o dziesięć lat Chorwatka Donna Vekić. Rosyjska gwiazda nie sprostała rywalce i przegrała 3:6, 4:6, odpadając z turnieju, w którym w 2008 roku triumfowała. Po tej porażce chyba uznała, że jej czas na zawodowych kortach dobiegł końca i w wieku 32 lat ogłosiła zakończenie sportowej kariery. Swoją decyzję ogłosiła już w celebryckim stylu, na łamach „Vanity Fair”, amerykańskiego czasopisma poświęconego kulturze, polityce, życiu gwiazd i modzie. Nazwę pisma tłumaczy się jako „targowisko próżności” i zapewne Szarapowa nie raz jeszcze będzie bohaterką zamieszczanych w nim artykułów, tylko że już raczej nie będą miały one związków ze sportem.
W wypowiedzi dla „VF” Rosjanka nie kryła emocji związanych z odejściem z tenisa: „Jak porzucić jedyne życie, jakie znałam? Jak odejść od kortów, na których ćwiczyłam odkąd byłam małą dziewczynką, od ukochanej gry – która przyniosła mi nieopisane łzy i nieopisaną radość – od sportu, w którym odnalazłam rodzinę, fanów, z którymi jestem przez ponad 28 lat? Jestem w tym nowa, więc proszę: wybaczcie. Tenisie – mówię ci żegnam”. Sporo w tych słowach kokieterii, bo Szarapowa, była liderka rankingu WTA, oprócz nietuzinkowych sukcesów na korcie (35 wygranych turniejów, w tym pięć zwycięstw w turniejach Wielkiego Szlema – Australian Open 2008, Roland Garros 2012 i 2014, Wimbledon 2004 i US Open 2006 oraz 39 mln dolarów premii finansowych), równie dobrze, a może nawet lepiej, radziła też sobie w życiu. Do momentu dopingowej wpadki podczas Australian Open 2016 zarabiała fortunę na lukratywnych kontraktach reklamowych i sponsorskich, m.in. z Nike, Porsche. Przez 11 lat była w czołówce najlepiej zarabiających sportsmenek na świecie, a w latach 2010-2014 zajmowała miejsce na samym jej szczycie, z rocznymi dochodami na poziomie 25-30 mln dolarów. Próbowała też z powodzeniem swoich sił w biznesie – m. in. wypromowała kolekcję sportowych ubiorów i założyła firmę produkującą cukierki pod marką „Sugarpova”.
Nawet z najgorszym okresie kariery, gdy nie mogła grać z powodu dyskwalifikacji za doping, nie marnowała czasu i skończyła kurs biznesu na jednym z amerykańskich uniwersytetów. Od 15 lat znajduje się w kręgu zainteresowania plotkarskich mediów, ma miliony fanów w mediach społecznościowych i jest rozpoznawalna na całym świecie. Można zatem założyć, że nie grozi jej zapomnienie, a pewnie nie raz jeszcze pojawi się na korcie, chociaż już tylko w meczach pokazowych.