Polski nieład

Manifestacja polityczna zamiast spójnego projektu – czyli, jak nie należy tworzyć prawa podatkowego.
Zostawiając na boku ekonomiczną ocenę proponowanych obecnie zmian podatkowych i abstrahując od ich politycznego przesłania, warto przypomnieć, jak powinno zmieniać się prawo podatkowe. Nacisk położony więc będzie na formę i procedury, a nie samą treść czy istotę zmian.
O zmianach w prawie podatkowym, czy szerzej prawie gospodarczym decydują politycy. Rolą ekonomistów jest przekonywanie decydentów politycznych do rozwiązań zwiększających szeroko rozumianą efektywność gospodarki. Ale nie mogą oni ignorować potrzeb polityków, bo jeśli ekonomiści nie wsłuchują się oczekiwania polityków, to politycy nie słuchają ekonomistów.
Na ogół politycy przychodzą do ekonomistów z pytaniem: co można zrobić w podatkach, tak by zyskać poparcie rządzących. Lepiej byłoby, gdyby to ekonomiści przychodzili do polityków z propozycjami zmian, które odpowiadają na wyzwania zmieniającego się świata. Te propozycje oparte są na dokładnej, popartej badaniami, diagnozie sytuacji, są przemyślane i „przepracowane”. Muszą one uwzględniać nie tylko efektywność ekonomiczną, ale także kwestie społeczne i polityczne – inaczej nie mają szans realizacji – zwraca uwagę Towarzystwo Ekonomistów Polskich
Niezbędna jest polityczna zgoda rządzących, szczególnie w najbardziej drażliwych politycznie i społecznie kwestiach. Gdy jest już polityczne „zielone światło” można zabrać się do budowy szczegółowej koncepcji. W niektórych przypadkach jest to zadanie na lata.
Jak zauważa TEP, regresywność opodatkowania dochodów osobistych z pracy na etat, a szczególnie z działalności opodatkowanej podatkiem liniowym była znana od lat. Od lat podejmowano też próby opracowania koncepcji zmian systemu, tak by w szczególności zmniejszyć klin podatkowy dla najmniej zarabiających, a w konsekwencji uczynić go bardziej progresywnym oraz by zmniejszyć bodźce ekonomiczne do (często fikcyjnego) samozatrudnienia.
Przy okazji rozważano także radykalne uproszczenie systemu podatkowo-składkowego, co istotnie zmniejszyłoby koszty funkcjonowania i byłoby istotnym uproszczeniem dla płatników składek i podatków. Takiego zadania podjął się zespół skupiony wokół Pawła Wojciechowskiego, który w ciągu kilku ostatnich lat wykonał ogromną pracę, między innymi łącząc bazy danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i Ministerstwa Finansów oraz dokonując przeglądu aktów prawnych regulujących podstawy opodatkowania i oskładkowania.
Efektem jest spójny projekt jednolitej daniny, w którym za pomocą podstawowych parametrów takich jak: kwota wolna od podatku, koszty uzyskania przychodu, stawki podatku oraz ubezpieczeń społecznych można regulować kształt klina podatkowego oraz zróżnicowanie obciążeń w zależności od formy osiągania dochodu (etat, samozatrudnienie, umowy). Gdyby rządzący skorzystali z tego dorobku i na nim oparli swój projekt, wtedy dyskusja mogłaby się skupić na konkretach. A tak mamy enigmatyczne zapowiedzi – na razie wiemy, że biedni, choć nie wszyscy, zyskają, a bogaci stracą, przy czym samozatrudnieni stracą bardziej i będą dodatkowe specjalne ulgi, by „ręcznie sterować” stratami i zyskami podatników. Nadal nie znamy odpowiedzi na wiele pytań, np. jak składki będą płacili ryczałtowcy czy rolnicy, choć pewnie w tym ostatnim przypadku niewiele się zmieni (zostanie 1 zł! z hektara).
By dobrze przygotować reformę opodatkowania i oskładkowania dochodów z pracy najemnej i samozatrudnienia potrzeba co najmniej 2-3 lat przygotowań. Gdy ma się już w miarę spójny model, gdy rozstrzygnęło się najpoważniejsze dylematy ekonomiczne, zyskało poparcie polityczne, projekt taki może ujrzeć światło dzienne i być poddany publicznej debacie – wskazuje TEP. Warto jednak wcześniej skonsultować go z prawnikami, którzy ocenią konstytucyjne możliwości wprowadzenia go w życie. Ten etap debaty publicznej to czas debaty politycznej, ale też i merytorycznej. Mogą płynąć z niego wnioski warte wykorzystania.
Kolejny etap to przygotowanie projektu aktu prawnego. W przypadku tak skomplikowanej materii, obejmującej nie tylko podatki, ale i składki na ubezpieczenia społeczne to zadanie ma minimum kilka miesięcy, choć być może i kilkanaście nie byłoby przesadą. Dobrze jest, by projekt ustawy zawierał też projekty niezbędnych rozporządzeń. Projekty tych aktów prawnych powinny trafić do konsultacji społecznych. Im bardziej skomplikowana materia, tym czas na konsultacje powinien być dłuższy. W przypadku tak wielkich i głębokich zmian, powinno to być co najmniej kilkanaście tygodni.
Ten długi okres na konsultacje z pewnością „zwróci się” w jakości prawa – więc jest w najlepszym interesie Ministerstwa Finansów. Nie ma bowiem takiej możliwości by urzędnicy ministerialni piszący projekt ustawy byli ekspertami we wszystkich dziedzinach, w które ustawa ta będzie ingerowała. Po zebraniu uwag, ich analizie i uwzględnieniu części z nich, projekt powinien trafić do Rządowego Centrum Legislacyjnego i warto by pobył tam nieco dłużej – każda świeża para oczu może zauważyć błędy, których nikt wcześniej nie spostrzegł.
Po przyjęciu przez, najpierw Komitet Stały Rady Ministrów, a potem Radę Ministrów, projekt ustawy jest kierowany do Sejmu. Tam, po pierwszym czytaniu trafia do komisji, która będzie nad nim merytorycznie, ale i politycznie pracowała. Zanim jednak komisja przystąpi do pracy, swoją żmudną pracę muszą wykonać sejmowi legislatorzy. I znów pośpiech jest bardzo niewskazany.
Jeśli projekt ustawy został dobrze przygotowany od strony merytorycznej i formalnej, to prace komisji nie powinny go istotnie zmieniać. Ten etap pracy, to głównie popisy lobbystów i polityków. Jeśli jednak pojawią się uwagi merytoryczne, zarówno materialne jak i o charakterze legislacyjnym, to znów warto jest dać sobie czas na ich staranne przeanalizowanie i przygotowanie propozycji zmian. To bardzo wrażliwy etap prac – łatwo popełnić błąd lub też celowo dokonać niepozornych zmian, mających poważne konsekwencje merytoryczne.
Potem jeszcze miesiąc prac w Senacie, powrót do Sejmu, odniesienie się do propozycji Senatu. Znów warto dać czas legislatorom, by wykonali swoją robotę i politykom, do refleksji nad zmianami zaproponowanymi w Senacie. Warto skorzystać z każdej sposobności, by znaleźć słabości, czy po prostu błędy, nawet kosztem opóźnienia wejścia w życie. Potem już tylko podpis Prezydenta, publikacja i gotowe – tyle tylko, że taki proces musi trwać lata, nie miesiące czy tygodnie.
Gdyby trzymać się przedstawionego tu harmonogramu, to po pierwsze, propozycje zmian w systemie podatkowym, o których usłyszeliśmy w maju, nie powinny ujrzeć światła dziennego, bowiem nie są jeszcze spójnym i przemyślanym projektem, a jedynie luźną, bardzo dziurawą koncepcją mającą w dużej mierze charakter manifestu politycznego.
Po drugie zaś, przyzwoita, spójna legislacja wymaga czasu, więc jeśli ma to być zrobione dobrze, to nie ma żadnych szans na ich wprowadzenie w życie od 2022 r. I nie chodzi tu wcale o obronę przywilejów zamożnych, ale przyzwoitą, spójną legislację.
W takiej sytuacji niezbędne jest zaufanie do państwa, które w Polsce praktycznie nie istnieje. Polacy, przede wszystkim pracujący, powinni wiedzieć ze stosownym wyprzedzeniem (i nie mam tu na myśli jednego miesiąca) jak będzie wyglądał system podatkowo-składkowy w kolejnym roku, tak by mogli w sposób racjonalny planować swoją zawodową i osobistą przyszłość.

Zaufanie i lockdown

Duża część społeczeństwa do niedawna nie akceptowała ograniczeń związanych z pandemią, wprowadzanych przez rząd. Teraz, gdy mamy najwyższą dzienną liczbę zgonów, opinia Polaków byłaby zapewne inna.

Na pierwszej stronie strategii walki z COVID-19 w Korei Południowej widnieje słowo “TRUST”, czyli zaufanie. Jest ono czynnikiem spinającym 5 podstawowych wartości:
T jak Transparency (przejrzystość),
R jak Responsibility(odpowiedzialność),
U jak United action (wspólne działanie),
S jak Science & Speed (nauka i szybkość),
T jak Together in Solidarity (razem w solidarności).
Korea Południowa jest przykładem kraju, który w walce z pandemią radzi sobie bardzo dobrze, w zasadzie w ogóle nie wprowadzając masowych ograniczeń działalności gospodarczej. Oczywiście ważne znaczenie odgrywają tu też wzorce kulturowe, doświadczenie po epidemii SARS i rozwój technologiczny. Wszystkich wzorców nie da się oczywiście przenieść na kraje europejskie. Niemniej jednak sformułowane w strategii zasady są bezdyskusyjnie potrzebne w walce z pandemią i generalnie dla funkcjonowania państwa – zauważa Towarzystwo Ekonomistów Polskich..
Kryzys COVID-19 pokazuje naocznie, jak ważny jest kapitał społeczny, zaufanie, solidarność, współdziałanie i odpowiedzialność. Pokazują to również ostatnie badania naukowe (m.in. Kris Hartley i Darryl S. L. Jarvis (2020), Paul Cairney i Adam Wellstead (2021)), w których podkreśla się, że „zaufanie” do władz, społeczeństwo obywatelskie, tzw. „community capacity” są istotnym elementem w powodzeniu walki z COVID-19 i w ogóle sprawności państwa.
Niestety w Polsce kapitał społeczny jest na bardzo niskim poziomie, jesteśmy pogrążeni w ogromnym konflikcie społeczno-politycznym. Od kilku lat ten konflikt jest nieustannie rozpalany. A zaufanie na linii obywatel – państwo zbliża się do dna. Potwierdzają to badania Instytutu Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej na reprezentatywnej próbie gospodarstw domowych.
Zgodnie z tymi badaniami, blisko 90 proc. respondentów uważa, że powszechny konflikt polityczny negatywnie wpływa na zaufanie społeczne i przez to jest barierą we współpracy rządu z obywatelami w celu efektywnej walki z pandemią koronawirusa.
Zaufanie jest niezbędne do współpracy, koordynacji, porządku społecznego i zmniejszenia potrzeby narzucania przez państwo restrykcji. Podczas pandemii obywatele powinni ufać rządowi i ekspertom, którzy powinni pomóc im zrozumieć problem i zareagować na niego w odpowiedni sposób. Bez zaufania rządom trudno koordynować działania i dokonywać decyzji dotyczących poziomów przymusu, bez zaufania obywatele nie współpracują, a tylko wtedy można zminimalizować skutki pandemii.
Zgodnie z wynikami badania niemal trzy czwarte społeczeństwa jest przeciwne zamykaniu branż usługowych, wyjątkiem są dyskoteki i kluby nocne. W przypadku pięciu branż zdecydowana większość respondentów (5 razy Nie) nie akceptuje całkowitego zamykania działalności firm świadczących usługi.
75 proc. pytanych nie akceptuje zakazu lub ograniczenia działalności w galeriach handlowych, 73 proc. nie zgadza się z zamykaniem hoteli, 72 proc. nie zgadza się z zamykaniem restauracji, 67 proc. wyraża sprzeciw wobec zamykania siłowni, basenów, klubów fitness, 63 proc. jest przeciwne zamykaniu miejsc kultury, kin.
W wielu krajach widać zniecierpliwienie obywateli kolejnymi lockdownami. Jednak skala przeciwników jest mniejsza. W sąsiednich Niemczech według badania cytowanego przez „Welt am Sonntag” w lutym około 63 proc. Niemców akceptowało wprowadzane przez rząd ograniczenia. Choć trend akceptacji jest zniżkowy, jednak te proporcje w Polsce są zupełnie odwrotne. Niestety rząd nie potrafi przekonać społeczeństwa do słuszności swojej strategii w walce z pandemią. Mamy już trzecią falę pandemii, któryś z kolei „lockdown” a nadal społeczeństwo nie popiera działań rządu.
W badaniu zapytano też o opinię odnoszącą się do postulatu zgłaszanego przez firmy, to jest czy popierają politykę wypracowywania rozwiązań sanitarnych i organizacyjnych w poszczególnych branżach (jak restauracje, puby, siłownie, kluby fitness, kina, hotele itd.), które miałyby zastąpić ich zamknięcia, czyli „działanie w zaostrzonym reżimie zamiast bezwzględnego zamykania”. Takie podejście popiera blisko 80 proc. respondentów Polacy oczekują zmiany strategii walki z COVID-19.
Brak zaufania przyczynia się do braku zrozumienia dla wprowadzanych ograniczeń, co w konsekwencji prowadzi do konieczności wprowadzania bardziej restrykcyjnych działań w przyszłości – wskazuje TEP. Brak zaufania to brak współpracy, solidarności, to państwo, które stoi z boku społeczeństwa i na odwrót. Kiedy jak nie w czasie największej pandemii od stu lat powinniśmy umieć się zintegrować?
Państwo zbudowane na konflikcie i podziale społeczeństwa nie jest silne. Jest słabe. Pokazuje to właśnie COVID-19. Silne państwo wymaga kompromisów, dialogu, łączenia, a nie dzielenia. Państwo zbudowane na konflikcie nie jest w stanie skutecznie i efektywnie walczyć z najważniejszymi, najgroźniejszymi wyzwaniami, przed jakimi może stanąć nasz kraj. A takich wyzwań nie zabraknie. Jakiego państwa chcemy? Podzielonego czy wspólnotowego?.

Zawód naszego zaufania Notariat – fundament obrotu gospodarczego

Dotychczas fakt zarejestrowanie u notariusza jakiejś czynności prawnej stanowił gwarancję jej pewności, zgodności z prawem, uczciwości. Niestety, przeświadczenie o tym, iż reprezentanci tej profesji nie mogą zawieść naszego zaufania, zaczęło się nieco kruszyć.

 

Stało się tak za sprawą tego, że aż pięciu notariuszy jednocześnie, przy okazji jednej – fakt, że rozwojowej sprawy – zostało objętych zakazem wykonywania swego zawodu. Taki środek zapobiegawczy zastosowała wobec nich Prokuratura Regionalna w Gdańsku. Prokuratura ta prowadzi śledztwo w sprawie wyłudzania mieszkań przy okazji udzielania oszukańczych pożyczek, poświadczanych aktami notarialnymi.
Umowa takiej pożyczki była skonstruowana w taki sposób, ze człowiek pożyczający od oszustów choćby kilkanaście tysięcy złotych, przekazywał w zamian własność swego mieszkania. Nie oddawał go w zastaw, lecz pozbywał się, niezależnie od tego, czy zwracał zaciągniętą pożyczkę, czy nie.
Takie pożyczki zaciągali ludzie zwykle słabiej zorientowani w meandrach prawa. Nie mieli cierpliwości, by dobrze zapoznać się z tekstem umowy, a zresztągdyby nawet wszystko wnikliwie przeczytali, mogliby nie zrozumieć. Mieli jednak przy sobie notariusza, gwaranta zaufania i pewności tego, że nie zostaną oszukani. Niestety, zostali… Niektórzy poszkodowani już są zmuszani do wyprowadzania się z utraconych mieszkań.
Notariuszy zatrzymano, postawiono im zarzuty pomocnictwa w oszustwie i niedopełnienia obowiązków, za co może grozić do 10 lat pozbawienia wolności. Nie zostali tymczasowo aresztowani, co nie spodobało się ministrowi sprawiedliwości i prokuratorowi generalnemu Zbigniewowi Ziobrze.
Notariusze musieli jednak wyłożyć po 50 albo 100 tys zł kaucji, a przede wszystkim nie mogą wykonywać swych, dobrze opłacanych, czynności. Ten zakaz może potrwać nawet do chwili, gdy zaczną odsiadywać karę, o ile w ogóle nie zostaną wydaleni z zawodu. Oczywiście, jeśli nie zostaną uznani za winnych, będą mogli starać się o odszkodowanie.
Zgodnie z prawem, możemy i powinniśmy ufać notariuszowi. Przepisy prawa o notariacie mówią bowiem, że przy dokonywaniu swoich czynności notariusz jest obowiązany czuwać nad należytym zabezpieczeniem praw i słusznych interesów stron oraz innych osób, dla których czynność ta może powodować skutki prawne.
Notariusz musi więc reagować, gdy widzi zagrożenie dla praw i interesu strony – czyli ostrzec osobę, która może zostać poszkodowana w wyniku przygotowywanej umowy, oraz dokładnie przedstawić jej konsekwencje wynikające z treści tego dokumentu. Dlatego bolesne i dotkliwe jest to, gdy zawodzi on nasze zaufanie.