Pochopna dymisja selekcjonera

Związek Piłki Ręcznej w Polsce poinformował, że Piotr Przybecki przestał pełnić funkcję trenera męskiej reprezentacji. Umowa ze szkoleniowcem została rozwiązana za porozumieniem stron. Oficjalnym powodem dymisji było podpisanie przez szkoleniowca kontraktu z drugoligowym niemieckim klubem VfL Luebeck-Schwartau.

Oficjalny komunikat zamieszczonym na oficjalnej stronie internetowej ZPRP wyjaśnia sprawę tak: „Zarząd przychylił się do nowego stanowiska Rady Trenerów, zgodnie z którym obowiązkiem trenera reprezentacji Polski jest stała praca w strukturach związku i konieczność nadzoru wszystkich reprezentacji narodowych w pionie męskim. Piotr Przybecki, ze względu na sytuację osobistą, nie ma możliwości realizacji tych uwarunkowań”. Do czasu znalezienia nowego selekcjonera kadrę maja poprowadzić na spółkę Patryk Rombel i Sławomir Szmal.

Czas ma tu znaczenie, bowiem już za niespełna dwa miesiące biało-czerwoni zmierzą się z Niemcami w kwalifikacjach do mistrzostw Europy w 2020 roku. Pierwszy mecz zostanie rozegrany 10 kwietnia w Gliwicach, zaś rewanż trzy dni później w Halle. Potem nasz zespół czekają jeszcze mecze z Kosowem i kluczowy dla wywalczenia ewentualnego awansu rewanżowy mecz z Izraelem. Pierwszy nasi szczypiorniści sensacyjnie przegrali 24:25 i u siebie w czerwcu muszą pokonać Izraelczyków różnicą co najmniej dwóch bramek, co i tak może okazać się niewystarczające, jeśli jakimś cudem rywale wyszarpią punkty w starciu z Niemcami.
W tej sytuacji zwolnienie Przybeckiego nie wygląda na przemyślane posunięcie. Były już selekcjoner przez ostatni rok pracował wyłącznie z reprezentacją Polski, ale wcześnie tyle samo czasu godził te obowiązki z pracą trenera Orlenu Wisły Płock. Dostał ofertę z VfL Luebeck-Schwartau i zanim podjął negocjacje, zapytał o zgodę prezesa związku. Andrzej Kraśnicki nic przeciwko temu nie miał, sam przecież siedzi na dwóch posadach, jako prezes ZPRP i PKOl, wyraził więc zgodę. Co się zatem stało, że po niespełna miesiącu zmienił radykalnie zdanie? Przekonała go ponoć opinia Rady Trenerów ZPRP, która w swojej opinii wyraziła przekonanie, iż łączenie funkcji przez Przybeckiego zaszkodzi kadrze Polski. I zasugerowała Kraśnickiemu dymisję szkoleniowca, na co prezes, nie bacząc na swoje wcześniejsze przyzwolenie, ostatecznie przystał. Niezbyt to z jego strony eleganckie zachowanie, ale w sportowym światku bynajmniej wcale nie wyjątkowe.

Gdyby Przybeckiego zwolniono zaraz po ubiegłorocznej październikowej porażce z Izraelem, pewnie nikt by wtedy nawet palcem nie kiwnął w jego obronie, taka była na niego złość za przegraną potyczkę z outsiderem światowego szczypiorniaka. Teraz widocznie ktoś w ZPRP nie spojrzał na daty. bo Przybecki podpisał kontrakt z niemieckim klubem obowiązujący dopiero od lipca tego roku, a wtedy kadra będzie miała już za sobą eliminacje do przyszłorocznych mistrzostw Europy. Teraz zrobi się kłopot, bo nowy selekcjoner będzie miał mało czasu na skonstruowanie zespołu zdolnego wywalczyć awans do europejskiego czempionatu.

 

Upadek polskiego szczypiorniaka

Fot. Kinga Grzyb w meczu ze Szwedkami rzuciła dziewięć bramek, a po spotkaniu ogłosiła zakończenie reprezentacyjnej kariery

 

 

Klęska polskich szczypiornistek w mistrzostwach Europy to nie był „wypadek przy pracy”. W 2018 roku nasze reprezentacje, zarówno żeńska, jak i męska, nie wygrały ani jednego meczu zespołami ze światowej czołówki. Polska piłka ręczna jest w kryzysie.

 

Statystyki są porażające. Nasi piłkarze ręczni pokonali tylko zespoły Cypru i Kosowa, panie poradziły sobie jedynie z Włoszkami i Słowaczkami, a to są przeciwnicy z dolnej europejskiej półki. Pasmo tegorocznych niepowodzeń zaczęło się w styczni od remisy naszych szczypiornistów z Portugalczykami. W konsekwencji odpadli już w przedbiegach kwalifikacji i po raz pierwszy od 2005 roku nie wystąpią w mistrzostwach świata. A dziewięć miesięcy później doszło do kolejne kompromitacji – porażki w eliminacjach mistrzostw Europy z Izraelem, co może skończyć się brakiem awansu na ME 2020 i zjazdem do trzeciej europejskiej ligi szczypiorniaka. I to na długie lata.

 

Panie nie lepsze od panów

Honor mogły uratować piłkarki ręczne, ale one też zawiodły nadzieje i nie wyszły z mocnej grupy ME 2018. Wysokie porażki w eliminacjach z Czarnogórą, bezradność z Dunkami i Serbkami, zaledwie jeden wyrównany mecz ze Szwedkami na pożegnanie europejskiego czempionatu – a trener kadry Leszek Krowicki nie ma sobie nic do zarzucenia i ze zdziwieniem przyjmuje pytania dziennikarzy, czy zamierza poddać się do dymisji.

A są one całkowicie uzasadnione, bo w ostatnich trzech latach, a tyle Krowicki jest już selekcjonerem kobiecej reprezentacji, nasze szczypiornistki w trzech wielkich turniejach odpadały po fazie grupowej. Z trzynastu meczów rozegranych w mistrzostwach Europy w 2016 i 2018 roku oraz mistrzostwach świata w 2017 roku biało-czerwone wygrały raptem cztery – ze Szwecją, Argentyną, Angolą i Brazylią. Wyniki kadry pod wodza Krowickiego rażąco odstają od osiągnięć jego poprzednika – Duńczyka Kima Rasmussena, pod wodzą którego nasze szczypiornistki dwukrotnie dotarły do półfinału mistrzostw świata, a w mistrzostwach Europy awansował do drugiej fazy. Jego kadencja też nie była jakaś specjalnie wybitna, lecz duńskiego szkoleniowca bronią wyniki, o jakich dzisiaj możemy pomarzyć.

Inna sprawa, że Rasmussen miał szczęście pracować z grupą znakomitych zawodniczek – Karoliną Kudłacz, Iwoną Niedźwiedź, Karoliną Siódmiak, Moniką Stachowską, Kingą Grzyb, do których dołączyły utalentowane piłkarki młodszego pokolenia –Kinga Achruk (wtedy Byzdra), Alina Wojtas, Patrycja Kulwińska, Anną Wysokińska i Karolina Szwed-Oerneborg. Z nimi doszedł do półfinału mistrzostw świata w 2013 roku. Dziś, pięć lat później, grają tylko trzy z nich.

 

Niewykorzystany potencjał

Szczególnie bolesne dla kadry było przedwczesne rozstanie ze sportem niemal całej grupy wchodzących na początku do dekady do kadry młodych zawodniczek. Dziś Szwed-Oerneborg i Kulwińska mają po 29 lat, a Wysokińska i Wojtas są o dwa lata starsze. Pierwsza skończyła z grą w kadrze już w 2014 roku, pozostałe trzy na przełomie dwóch ostatnich lat, już za kadencji Krowickiego. W jego kadrze zagrała jednak tylko Wojtas i to dosłownie chwilę, tuż przed trzecią kontuzją kolana. Kulwińska urodziła w tym czasie syna i nie wróciła do gry na wysokim poziomie, a z Wysokińską trener ani raz się nie skontaktował.
Po klęsce we francuskim turnieju 36-letnia weteranka w polskiej ekipie, Kinga Grzyb, ogłosiła zakończenie reprezentacyjnej kariery. Po niej taką sama decyzje podjęła znacznie od niej młodsza Sylwia Lisewska.

Niewykluczone, że rezygnujących z gry w kadrze będzie więcej i w żeńskim szczypiorniaku powtórzy się sytuacja znana nam już z męskiej reprezentacji, z której odeszło na raz całe pokolenie starych mistrzów i dzisiaj biało-czerwoni są bici nawet przez zespoły, które jeszcze nie tak dawno odstawały od biało-czerwonych poziomem o kilka klas.

 

Bez perspektyw na szybką poprawę

Co gorsze, nie w kobiecej piłce ręcznej, podobnie jak w męskiej, ma w tej chwili perspektyw na szybka poprawę sytuacji, bo zespoły juniorskie i młodzieżowe także zbierają cięgi. Nasza kadra młodzieżowa zajęła ostatnie miejsce w mistrzostwach Europy, a juniorzy zajęli przedostatnie miejsce, a w turnieju przegrali z Izraelem 20:30.
To blamaż pokolenia, które ma wejść do seniorskiej reprezentacji w mistrzostwach świata w 2023 roku, których Polska będzie gospodarzem na spółkę ze Szwecją. Gracze z rocznika 2002 i młodsi, wyszkoleni w szeroko reklamowanych przez ZPRP ośrodkach szkolenia, będą wchodzić do wyczynowego szczypiorniaka z poziomu europejskiej drugiej ligi, a to na pewno nie pomoże im rozwoju oraz w promocji.
Argumenty działaczy, że za mało mamy w kraju uprawiających piłkę ręczną, co stawia nas w gorszej sytuacji z takimi potęgami jak Dania, Francja czy Niemcy, nie przekonują. W Słowenii, gdzie zarejestrowanych jest szczypiornistów trzy razy mniej niż Polsce, potrafią z tej liczby graczy wyłowić wybitnych zawodników. Podobnie rzecz się ma w Portugalii, na Białorusi czy zwłaszcza na Islandii.

Kryzys w jaki popadła polska piłka ręczna to efekt wadliwego systemu szkolenia i złego zarządzania. A to znaczy, że w ZPRP trzeba wymienić cały ten pion.

 

ZPRP prosi o mediację

Nie milkną echa decyzji PGE VIVE Kielce i Orlenu Wisły Płock o zaklejeniu podczas meczów w Lidze Mistrzów logo sponsora rozgrywek, Nord Stream 2. Po stronie polskich klubów stanął ZPRP i zwrócił się do EHFz prośbą o mediację.

 

EHF dopiero 31 sierpnia poinformowała, że Liga Mistrzów ma nowego partnera, właśnie Nord Stream 2. To spółka odpowiedzialna za budowę niechcianego przez polskie władze Gazociągu Północnego oraz podmiot konkurencyjny w stosunku do sponsorów tytularnych polskich klubów: Polskiej Grupy Energetycznej oraz PKN Orlenu. PGE VIVE Kielce i Orlen Wisła Płock po długich negocjacjach szefowie tych klubów zdecydowali, że zakleją logo sponsora, mimo grożących za to surowych sankcji, z wykluczeniem z rozgrywek włącznie.

Związek Piłki Ręcznej w Polsce stanął po stronie klubów, a prezes ZPRP Andrzej Kraśnicki wystosował pismo do szefa EHF Michaela Wiederera. Napisał w nim m. in.: (…) „ Oba kluby zdecydowały, że na koszulkach meczowych nie będą eksponować logo i nazwy Nord Stream 2. Ta decyzja była wyrazem lojalności wobec krajowych sponsorów obu klubów – PGE Polskiej Grupy Energetycznej, Polskiego Koncernu Naftowego Orlen, a także Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa – sponsora strategicznego polskiej piłki ręcznej oraz sponsora tytularnego PGNiG Superligi Mężczyzn, PGNiG Superligi kobiet, PGNiG Pucharu Polski mężczyzn, PGNiG Pucharu kobiet oraz PGNiG Summer Superligi. Wymienieni sponsorzy to największe w Polsce firmy energetyczne i paliwowe, niezwykle zaangażowane w rozwój polskiej piłki ręcznej. Ich wsparcie jest dla klubów i dla Związku Piłki Ręcznej w Polsce niezwykle cenne, ważne i decydujące.  (…) Wycofanie się tych sponsorów byłoby zagrożeniem dla dalszego funkcjonowania dyscypliny w Polsce”.